Dodaj do ulubionych

Śmierć męża

09.07.14, 13:57
W marcu zmarł mój Mąż. Niestety upływający czas nie działa na moją korzyść. Jestem jeszcze bardziej zdruzgotana niż wkrótce po pogrzebie. Wściekłość, żal stres to wszystko powoduje że czuję się fatalnie. Jeżdżę na cmentarz 2 razy dziennie, nie radzę sobie i nie pogodziłam się ze śmiercią Męża. Otaczające mnie osoby radzą, zmień tryb życia, weź się za siebie w końcu - męża mi nikt nie przywróci. Ja wiem niestety jedno nie ma Go i cierpię ....bardzo.
Obserwuj wątek
    • jaga_22 Re: Śmierć męża 09.07.14, 14:29
      Witaj... kaw.tom53 https://forum.vectra-unlimited.pl/images/smilies/hand.gif zrobiłaś dobry pierwszy krok pisząc tu.
      Musisz oderwać się od cmentarza.Męża masz w sercu,nie musisz ciągle rozdrapywać ran,
      bo to się odbije negatywnie na twoim zdrowiu.Wystarczy raz na tydzień,
      potem co m-c. Musisz się pozbierać,zrobić to dla siebie,
      bo nie masz innego wyjścia.Co zrobisz jak się rozchorujesz?
      Może pomyśl,że kiedyś się spotkacie.
      Jeżeli nie pracujesz poszukaj w sobie co by ciebie interesowało.Skoro osoby otaczające mówią weź się w garść,
      to znaczy,że nie jesteś całkiem sama,posłuchaj dobrych rad.
      Niczego nie odwrócisz,zachowaj miłe wspomnienia i zacznij żyć.
      • kaw.tom53 Re: Śmierć męża 09.07.14, 14:40
        Bardzo dziękuję. Obecnie jestem w takim stanie , że nie mogę ograniczyć cmentarza. Nie mogę racjonalnie sobie wytłumaczyć dlaczego, po prostu muszę i już - uspakaja mnie to trochę chyba. Chociaż najczęściej bywa to tak , że jadę przepłaczę nad grobem i jadę z powrotem płacząc.
        • jaga_22 Re: Śmierć męża 09.07.14, 15:04
          Może jestem złym doradcą,bo życie nie dało mi w kość,choć bardzo się boję.
          Ktoś napisał,a przytoczyłam,bo jest podpowiedź psychologa.


          "Mila od śmierci męża minęło dwa miesiące ja zaraz po pogrzebie mogłam jeszcze obejrzeć zdjęcia ale ryczałam jak bóbr teraz nie mogę wziąć do ręki albumu ani otworzyć folderu w komputerze- nie potrafię albo się boje….. Wczoraj psycholog powiedziała mi żebym zaczęła oglądać zdjęcia i abym opowiadała wspominała męża z córcią lub rodziną , czym szybciej przebrnę ten etap tym lepiej dla mnie, że będzie mi łatwiej..."
          • kaw.tom53 Re: Śmierć męża 09.07.14, 17:07
            Dziękuję. Właśnie rozłożyłam album sprzed 10 lat i przyglądam się zdjęciom , tym które najbardziej lubię. Robię to jednak w samotności. Na zdjęcia z ostatnich lat, znajdujące się w folderach na laptopie nie mogę jeszcze patrzeć - nie jestem jeszcze gotowa sad
        • wiesia650 Re: Śmierć męża 09.07.14, 15:09
          Ja pochowałam męża w piątek.Praktycznie zostałam sama.Niby mam syna,ale on ma swoją rodzinę,mnóstwo zajęć,delegacje,zajęcia dodatkowe wnuczek.Nie ma tam chyba miejsca dla mnie.Teraz jestem w szoku,jeszcze do mnie nie dociera co się stało.Jestem smutna,ale też jakaś spokojna,tylko nie mogę nic robić,nie mam zupełnie sił.Dobrze,że jeszcze od czasu do czasu coś zjem.Nie mieszkam na cmentarzu,ale byłam trzy razy.Przeszkadzają mi upały,nie mogę przebywać na dworze w takich temperaturach.Nie wiem co dalej.Wiesia
          • wikul Re: Śmierć męża 09.07.14, 16:21
            Przeczytałem te posty z nutką zazdrości. Od czasu do czasu obserwuję w telewizji ogłosznia mężatek które w czasie wolnym od męża chętnie pobaraszkują z nowym doraźnym partnerem. Zastanawiam się wówczas jaki to jest odsetek polskich mężatek. Jednak te smutne posty przywracają moją wiarę w miłość, pamięć i uczciwość.
            Nie potrafię poradzić co robić w takich chwilach ale jestem jakoś dziwnie przekonny że moja żona nie miała by takich rozterek. Ale może to moja wina ?
            Współczuję obu Paniom i serdecznie pozdrawiam w przekonaniu że szybko odnajdą sens w życiu, nie zapomnając o b.mężu.
            • kaw.tom53 Re: Śmierć męża 09.07.14, 16:54
              Dziękuję za wyrazy współczucia i pozdrowienia. 1 czerwca minęły 42 lata jak poznaliśmy się , pracowaliśmy razem i spędzaliśmy urlopy. Tego nie da się zapomnieć ot tak. Wierność i uczciwość stawialiśmy na pierwszym miejscu i tak jest chyba w większości małżeństw.
              • wikul Re: Śmierć męża 09.07.14, 21:35
                kaw.tom53 napisała:

                > Dziękuję za wyrazy współczucia i pozdrowienia. 1 czerwca minęły 42 lata jak poz
                > naliśmy się , pracowaliśmy razem i spędzaliśmy urlopy. Tego nie da się zapomn
                > ieć ot tak. Wierność i uczciwość stawialiśmy na pierwszym miejscu i tak jest ch
                > yba w większości małżeństw.

                U mnie 42 lata minęły kilka miesięcy temu.
                Pozdrawiam serdecznie.
          • jagodajna Re: Śmierć męża 09.07.14, 16:23
            kaw.tom53 i wiesia650, bardzo, bardzo Wam współczuję.
            Jest bardzo przyjazne forum na te tematy, gdzie można otrzymać rady, porady i ciepłe słowa....

            forum.gazeta.pl/forum/f,847,Zaloba_strata_osierocenie.html?podpowiedzi
            • kaw.tom53 Re: Śmierć męża 09.07.14, 16:41
              Dziękuję bardzo, skorzystam. Przechodzę chyba wszystkie etapy żałoby, 5 lipca minęły 4 miesiące od śmierci Męża, a ja nie mogę włączyć telewizora bo strasznie drażni mnie sam rozświetlony monitor.Nie mogę czytać, bo po prostu nie mogę się skupić nad tym co czytam.Staram się pracować w ogrodzie, chociaż troszkę go i tak zaniedbałam. Dziękuję.
              • wiesia650 Re: Śmierć męża 09.07.14, 16:48
                Ja z moim mężem przeżyłam 43 lata,tylko,czy aż?.Był to wspaniały człowiek o złotym sercu,nigdy między nami nie było poważnych spięć,awantur,czy cichych dni.Zostały mi same dobre wspomnienia,szkoda takich ludzi.Dziękuję za współczucie Wiesia.
          • kaw.tom53 Re: Śmierć męża 09.07.14, 17:03
            To dobrze , że czujesz spokój, ja często jestem wścieła że nigdy nie będzie już tak jak było. Czuję wściekłość, żal?? W dalszym ciągu nie mogę przebywać w miejscu publicznym, rozglądam się - widzę uśmiechnięte twarze i zaraz nachodzi mi myśl no jak to mój mąż nie żyje a ludzie ot tak po prostu uśmiechają się. Niestety życie toczy się dalej......
            • maria6450 Re: Śmierć męża 09.07.14, 18:10
              Drogie Panie, bardzo Wam współczuję. Może popatrzcie na swoją utratę z taką oto refleksją: ...Przeżyłam z mężem wiele wspaniałych lat, byłam kochana, kochałam, wiem co znaczy miłość. Jestem wdzięczna losowi za ten dar, wiem, że mój mąż był ze mną szczęśliwy. Teraz zostałam sama fizycznie, ale On jest ciągle obok mnie, mogę powiedzieć mu o wszystkim co czuję, mogę poradzić się i wierzę, że będzie mi pomagał, wspierał. Pomyślcie też, że być może Wasza rozpacz jest dla niego ciężarem, udręką, że chciałby widzieć Was mniej nieszczęśliwymi niż w tej chwili jesteście. Smutek jest naturalny po śmierci ukochanej osoby, świadczy o pięknych ludzkich uczuciach, które Was łączyły i za to też trzeba być wdzięcznym.
              Ja przeżywałam taki paniczny strach, gdy mąż miał poważny zawał i życie było zagrożone, to było coś niewyobrażalnego, że mogę go stracić, mieliśmy wtedy po 42 lata. Na szczęście "wyszedł" z tego, a ja wiedziałam wtedy, że kocham naprawdę, dotknęłam samej istoty miłości, te straszne momenty tak wiele mi uświadomiły, czuję do dzisiaj moją miłość jako wielkie wyróżnienie od losu. Nawet gdyby on się zmienił, nic nie odbierze mi tego bogactwa, jakim jest świadomość, że się bezgranicznie kogoś kochało, kocha.
              Przytulam obie Panie.
              • iryska2604 Re: Śmierć męża 09.07.14, 18:31
                Bardzo wam współczuję , to naprawdę trudne stracić bliską osobę - ale wy żyjecie. Miejcie tą osobę w sercu ale same zyjcie. Na pewno mężowie nie chcieliby abyście cierpiały. Ja mam na cmentarzu najstarszego syna i powiem wam tak - że matka nigdy nie powinna patrzeć na śmierc dziecka. Ale dla mnie wizyty na cmentarzu nie są przyjemne. Dopóki nie widzę grobu to wierzę że on gdzies tam jest... Kazdy inaczej przeżywa żałobę. A życie toczy się dalej.
                • kaw.tom53 Re: Śmierć męża 09.07.14, 18:42
                  Dziękuję.
              • kaw.tom53 Re: Śmierć męża 09.07.14, 18:40
                Bardzo dziękuję za te piękne słowa. Za słowa otuchy, postaram się popatrzeć na wszystko z tej perspektywy właśnie.
    • julinka601 Re: Śmierć męża 09.07.14, 18:38
      Dziewczyny, nie ma cudownego leku na taką chorobę jaką jest strata najbliższej osoby,jedynie czas leczy rany. A wasi mężowie odeszli tak niedawno .Pozwólcie sobie na opłakiwanie ich, na wspominanie, na mówienie o nich i o swoim smutku. Tak wygląda żałoba i trzeba ją przejść z jej wszystkimi etapami. Nie zapomnicie nigdy ale spokój wraca zwykle po roku. Miną wszystkie święta, rocznice,okoliczności,które spędzaliście zawsze razem. Miną te wszystkie" pierwsze razy" bez nich a potem życie samo się o Was upomni.Łzy obeschną, świat będzie istniał, pory roku będą następowały po sobie jak zawsze i.........zapewniam Was /chociaż dziś trudno Wam w to uwierzyć/ jeszcze będziecie się uśmiechały. Rodzimy się żeby kiedyś umrzeć, a ,że zwykle jest to nie ta pora? No cóż takie jest życie.
      A to,ze ponad 40 lat razem, to wzmaga tęsknotę i ból po stracie tym większy, wszak przyzwyczajenie nie wiem czy nie dotkliwsze jest od samej miłości. Bardzo mocno Was przytulam,współczuję i radzę piszcie tu o tym co Was boli,będzie lżej, sama doświadczyłam takiego wsparcia parę lat temu.
      • kaw.tom53 Re: Śmierć męża 09.07.14, 18:44
        Wierzę , że tak będzie. Dziękuję za wsparcie, to dla mnie dużo znaczy.
        • tamaryszek44 Re: Śmierć męża 09.07.14, 19:47
          No i popłakałam się czytając Wasze wpisy. Bardzo współczuję utraty bliskich osób, a już utrata syna niemal mnie przerasta. Irysko, bardzo bardzo współczuję!
          kaw.tom53 i wiesia650, Wam też współczuję i przytulam.
          Nie wiem co napisać, ale myślę że czas jest potrzebny, on naprawdę leczy rany. Może wam potrzeba go więcej bo jednak miłość Wasza też była - jest wielka, co widać w treści postów.
          • dwa-filary Re: Śmierć męża 09.07.14, 19:57
            Jakże Was rozumiem, u mnie minęło 7 lat jak pochowałam męża. Przeszłam wszystkie etapy, od miłości do złości, ze mnie zostawił. Był bunt i niemoc, była walka sama z sobą. Uczyłam się zyc na nowo. Wszystko przeżyłam i dziś z perspektywy tych lat nie zapomniałam, dalej na swój sposób go kocham, ale.... już tak często nie myślę, nie wspominam. Życie toczy się swoim torem i Wy nauczycie się zyć na nowo. Przytulam Was mocno. Bądźcie silne.
      • engine8 Re: Śmierć męża 09.07.14, 20:08
        No wlasnie...
        Dziwne i ciekawe jest to ze smierc jest a przynajmniej powinna byc czym w miare normalnym o czym nie boimy sie czy nie wstydzimy sie mowic a my jakos nie potrafimy sobie z tym poradzic.
        Nie wiadomo dlaczego kiedy ktos z naszych bliskich straci partnera - meza zone,,,my boimy sie rozmow i duskysji na ten temat i za wszelka cen probujemy tego unikac albo odwracac uwage osoby cierpicej myslac ze wlasnie w ten sposob robimy najlepej...
        A osoba cierpiaca chce sie wygadac, wyplakac i widzac nasze zachowanie dochodzi do wniosku ze ta zmarla osoba nic dla ns nie znaczyla.. Sami cierpiacy chcac oszczedzic cieprinie dziecion i przyjaclom rowniez cierpi w skrytosci..... i kolko sie zamyka. Wszyscy w imie oszczedzania cierpieni innym - cierpi w srodku bardzo... znajomi i rodzina na sile probuje im wmowic ze powinna jak najszybciej zapmniej, zmienic tryb zycia i przejsc do porzadku dziennego... nic bardzije przykrego dla osoby w zalobie.
        Pierwsze miesiace zwykle ludzi nas przytula wspolczuja a potem zaostajem sami....wszyscy probuja nas zmeinic - odworcici uwage od tego co jest /bylo tak drogie.
        A osoba w zalobie potrzebuje kpogos do kogo moze sie wyplakac, wygadac i kto ja tylko wyslucha wspolczuje....nic wiecej nie trzeba.
        Jedyna rada - moze dwie...
        Pierwsza - powiedz otwarcie wszystkim bliskim i rodzinie ze ciebie nie rani to ze ktos zapyta i chce porozmawiac i wysluchac - powiedz im ze to Ci przynosi ulge z jednej strony Ty masz okazje mowic to co boli a z drugiej wiesz ze inni tez nie zapomnieli.. poniewaz wszyscy chac dobrze - oni po prostu nie rozumiej jak to maja zrobic i bajac sie urazic - urazja jeszcze bardziej.
        Druga - jesli to tylko mozliwe znajdz sobie osobe z ktora bedziesz mogla systematycznie spotykac tylko po to aby wlasnie rozmawiac o tym co czujesz - plakac i wspominac. Osobe musi byc zaufana i dyskretna.. nie wiem czy w Polsce jest takie cos ale tu gdzie mieszkam sa organizacje - religijne ale nie koniecznie tylko katolickie ktore maja ludzi przeszkolonych w tym zakresie i jesli osoba sie zwroci to przydzilaj osobe aby wlasnie takim ludziom pomoc. Jest to czysty woulntariat wiec nikogo nic nie kosztuje.. i sprawdza sie jako bardzo pomocny srodek przez pierwszy rok a nawet dluzej..
        • kaw.tom53 Re: Śmierć męża 09.07.14, 21:38
          Tak właśnie jest, ludzie często nie wiedzą jak podejść do osoby w żałobie- doświadczyłam tego. Uważałam że unikają mnie z innego powodu, a przyczyną jest że często nie wiedzą jak podejść do osoby w żałobie.
          • ewa9717 Re: Śmierć męża 09.07.14, 22:42
            O właśnie, wiele naprawdę dobrych rad. Szczególnie te rozmowy. Ludzie rzeczywiście często nie wiedzą, jak się zachować wobec kogoś, kto przeżywa żałobę i tak powoli wokół tej osoby wytwarza się pustka. Inicjujcie same rozmowy o tych, którzy odeszli, wspominajcie jak najczęsciej.
            I trzymajcie się!
        • wiesia650 Re: Śmierć męża 10.07.14, 13:53
          Masz całkowitą rację,mnie właściwie rodzina opuściła,siostra na drugi dzień po pogrzebie wyjechała na 2 m-ce na działkę,wprawdzie dzwoni,ale to nie to.Jak ja zaczynam mówić o tym co czuję,lub o mężu,ona mi ryczy do słuchawki.Syn wrócił do pracy,delegacje,wyjazdy,zaraz wróci jego rodzina,pozostali po prostu zapomnieli o mnie.Mam natomiast koleżankę sąsiadkę,która jest wspaniała i dwie koleżanki,jedna na telefon,druga przez Internet.Gdyby nie one byłoby jeszcze gorzej.Ludzie wyraźnie omijają ludzi w żałobie.
          • iryska2604 Re: Śmierć męża 10.07.14, 20:12
            To nie jest do końca tak ze omijają. Czasem sie poprostu boją bo człowiek w żałobie jest trochę zaborczy - niejako zmusza do poświęcania mu uwagi.Boją sie słów,nie wiedzą co powiedzieć ...A życie trwa i kazdy żałobę musi przeżyć po swojemu. Ja po śmierci syna miałam duże problemy, powiedziałam w końcu swojej lekarce,żeby mi coś dała bo jak wieczorem zamykam oczy to mi się łącza film i tak dzień w dzień. Owszem, zapisała mi jakies antydepresanty które w końcu walnęłam w kąt bo przestałam w ogóle spać. Zdałam sobie wtedy sprawę że muszę wziąć sie w garść .No i minęło już 6 lat - tego sie nie zapomina i boli ale nie mozna żyć na cmentarzu, jeszcze troche nam zostało.
    • kot_mrau Re: Śmierć męża 09.07.14, 23:30
      weź kota, albo psa, cokolwiek. Na pewno pomoże.
      Po śmierci syna wzięliśmy z bidula kota, potem drugiego i trzeciego.
      Pomagają cholery jedne pomagają.....
      • kot_mrau Re: Śmierć męża 09.07.14, 23:47
        przyszła teraz właśnie mokra i śmierdząca wolnością i niezależnością. Pytałem grzecznie chcesz jeść? ona na to że może.... dałem jeść! odwróciła się ogonem i poszła spać na półkę z książkami. I zrozum koty.......
        • amityr Re: Śmierć męża 10.07.14, 12:34
          Kota rozumie misia
      • amityr Re: Śmierć męża 10.07.14, 09:54
        kot_mrau napisał:

        > weź kota, albo psa, cokolwiek. Na pewno pomoże.
        > Po śmierci syna wzięliśmy z bidula kota, potem drugiego i trzeciego.
        > Pomagają cholery jedne pomagają.....

        I to jest dobra rada. Właśnie sam chciałem takiej udzielić. Pozdrów @filipa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka