knidyjka 16.09.05, 12:32 www.kafeteria.pl/przykawie/obiekt.php?id_t=331 Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
knidyjka Re: Kabała-moda czy... 19.09.05, 22:00 czerwony sznureczek pokutuje w mojej pamięci jako rzecz ,którą w wiejskich środowiskach próbowano ochronić się od tzw.uroku. Będac wiosna na urlopie w Karpaczu,miałam przyjemność siedzieć przy wspólnym stoliku z tatusiem i jego synkiem ,obaj nosili na rękach czerwone rzemyczki. Tak mnie to zaintrygowało ,że pod koniec pobytu zagadnęłam chłopca o przyczynę noszenia tego sznureczka . Poinformował mnie, iż to babcia tak go wystroiła na wieść o tym ,że udaje się w podróż w góry(był znad morza). Odpowiedz Link
gunnera Re: Kabała-moda czy... 19.09.05, 23:11 A popiszę tutaj dłużej, a co ! Jestem (tak mi się zdaje) realistką twardo stąpającą po ziemi, ale ... właśnie to ALE... Pomimo wszystko wierzę, że są ludzie posiadający dar przewidywania różnych rzeczy. Mało ich jest i raczej nie ogłaszają się ze swoimi zdolnościami w gazetach, ale jednak są. Jestem pewna, że i Wam się przydarzyło coś niesamowitego, nie do wiary, coś co pamiętacie mimo upływu wielu lat. Podzielcie się proszę swoimi dziwnymi zdarzeniami w tym właściwie babskim gronie. Moja historyjka wygląda tak. Byłam wtedy rok po rozwodzie. Zakochałam się na zabój w cudzoziemcu, on był wtedy w Polsce przez kilka miesięcy, potem niemal codzienna korespondencja, przyjechał po roku tylko dla mnie, choć na krótko. Miałam rzucić wszystko, jechać do niego, oczywiście ślub itp. Na krótko przed tym planowanym wyjazdem koleżanka zaciągnęła mnie do "wróża" (dziś już nie żyjący Józef Marcinkowski, a właściwie Akhara Jusuf Mustafa, autor książki "Pamiętnik jasnowidza"), który na pytanie "czy planowana przez mnie podróż przyniesie oczekiwane rezultaty" odpowiedział "nie wiem czy będzie ta podróż, ale jeśli celem tej podróży ma być miłość, to tam jej pani nie znajdzie". Oczywiście wzruszyłam ramionami, bo ja wiedziałam lepiej!! Jednak dosłownie na kilka dni przed terminem wyjazdu dostałam list od Jego Matki, która pisała, że nie chce widzieć w swoim domu rozwódki itp. itd. Nie pojechałam, kopię tego listu wysłałam Jemu... Nigdy potem nie byłam już u żadnej osoby zajmującej się wróżeniem... Powtórnie za mąż nie wyszłam, zbyt pochłaniała mnie walka o byt i praca, choć żadnej kariery nie zrobiłam, ot, mam normalny spokojny żywot. W maju tego roku wieczorem zadzwonił telefon, po sprawdzeniu czy to ja, okazało się, że dzwoni właśnie ON. Po 35 latach!! No i pisze, dzwoni, zaprasza... Nie mam zamiaru tam jechać, on ma żonę, dzieci, wnuki, jakąś własną dobrze prosperującą fabrykę. Ale planuje przyjechać choćby na kilka dni do Polski. I nie wiem jak go od tego pomysłu odwieść. Wysłałam kilka aktualnych zdjęć, gdzie widać jak bardzo zmieniłam się przez tych 35 lat. Chyba trochę go to ostudziło, ale nie do końca... Dlaczego to piszę? Chyba po to, żeby i inne panie sprowokować to opisania podobnych przypadków. Co Wy na to ?? Odpowiedz Link
knidyjka Re: Kabała-moda czy... 20.09.05, 16:01 miałam takie zdarzenie w 1974 r. wróciłam z urlopu- byłam u mojego brata w byłej NRD,który tam pracował na kontrakcie ,a następnie, po powrocie,dwa tygodnie spędziłam w Krynicy górskiej. Wróciłam zakochana z wzajemnością(znajomość była póżniej kontynuowana,mój luby przyjeżdżał z Krakowa). No więc, po powrocie z miesięcznego urlopu- ostatniego dnia lipca,postanowiłam pobuszowac po mieście, za którym się stęskniłam i pozałatwiać rózne drobne sprawy. Dzień był ciepły ,słoneczny. Idąc z Nowego Targu, weszłam w ulicę Kotlarską i nagle zza budynku wpadłam na trzy cyganki. Jedna z nich -najstarsza,chwyciła mnie za rękę i uparła się żeby mi powróżyć, nawet za darmo. Chcała mi powiedzieć,że w moim życiu zajda nagłe,ważne zmiany. Jestem dość sceptycznie nastawiona do tego rodzaju spraw i ostrożna,ale ona była bardzo natarczywa. W końcu ustąpiłam, bo cóż mi się mogło złego stać. Miałam czas,wracałam już do domu. Cyganka skoplementowała mnie,i zaczęła patrząc w moją dłoń opowieść,brzmiącą jak fabuła filmu. Ja cały czas uśmiechałam się niedowierzająco. W pewnym momencie jeden szczegół mi się nie zgadzał,następnie drugi -chodziło o mężczyznę ,którego poznam i pokocham z wzajemnością i nasze dalsze wieloletnie życie.Miałam mieć dziecko-lekarze wykluczali taką możliwość. Po latach zrozumiałam ,że ona mówiła mi o moim mężu,którego miałam poznać na wiosnę przyszłego roku, a ja myślałam o swieżo poznanym panu na urlopie. Często wracam pamięcią do tego co ona mi mówiła,dlatego,że jak pokazał czas kazde jej słowo stało się faktem. Usiłuję sobie przypomnieć, co ona powiedziała pod koniec rozmowy i nie mogę. Zastanawiam się dlaczego znajac część planu,który się spełniał ,a następnie zakończenie, nie podjełam w odpowiednim czasie kroków zaradczych zeby je skorygować. Może mi się już nie chciało,może byłam zmęczona i chciałam zostawić wszystko losowi? Do dzisiaj nie wiem co w naszych uczuciach było prawdą i dlaczego tak się to żle skończyło. Jeśli to była taka wielka miłość, to jak ktos obcy mógł tak szybko ją znisczyć? W każdym razie cyganka powiedział ,że będę kochana,noszona na rękach,,będę miał dziecko ,a po latach zła kobieta zniszczy mi to wszystko dla kaprysu i będę długo cierpiała. Nie powiedział tylko o śmierci męża,ale tego podobno wróżbici nie mówią. Odpowiedz Link
ania1022 Re: Kabała-moda czy... 28.06.06, 21:20 Po co chcesz go odwiesc od pomyslu zobaczenia sie z toba. Ja mysle ze tn facet Ci kochal i nadal kocha jesli po tylu latach chce sie z toba zabaczyc. Odpowiedz Link
grenka1 Będąc młodą rozwódką 20.09.05, 16:56 usłyszałam o pewnej bardzo dobrej wróżce, która mieszkała około 15 km od mego miejsca zamieszkania. Pewnego pięknego, niedzielnego popołudnia założyłam obrączkę na palec prawej ręki i w celach relaksacyjnych udałam się do niej. Zastałam ją w trakcie jedzenia podwieczorku więc pogawędziłyśmy trochę. Głównie ona opowiadała o swoich podróżach po wojnie - w sumie zwiedziła całą Europę. Była to starsza już pani, tak na oko 70 lat. Potem zaczęły się wróżby. Ja nastawiona sceptycznie już się w duchu uśmiechałam na myśl co też ona mi powie. Najpierw wróżba z ręki - to co było Jej pierwsze słowa brzmiały:"niech pani przełoży tą obrączkę na drugą rękę, bo pani jest już po rozwodzie". Zdębiałam, a ona zaczyna mi opowiadać całe moje życie począwszy od przysłowiowej kolebki do chwili gdy do niej przyszła. Siedziałam jak zahipnotyzowana. Przeszłość zgadzała się co do joty. Byłam zaszokowana. Potem była przyszłość - już z kart. Przepowiedziała mi przyszłość, która do tej pory się spełniała (propozycję pewnego pana,który mi proponował mieszkanie z nim na kartę rowerową, drugie zamążpójście, płeć drugiego dziecka, koniec małżeństwa), jeszcze jedna jej przepowiednia się nie spełniła, ale zaznaczyła, że to nastąpi w późnym wieku. Jedyne pytanie które jej zadałam brzmiało: "czy Pani wie ile będę miała lat w chwili śmierci? Jeżeli tak to proszę mi powiedzieć." Odpowiedziała mi: "tak wiem, ale na to pytanie nie wolno mi nikomu odpowiedzieć". Po kilku latach pojechałam do niej, niestety już nie żyła.... Trochę Wam przynudziłam, ale jeszcze jedno, że jeśli przyśni mi się kolorowy sen, to zawsze się spełni. Odpowiedz Link
malwina52 Re: Kabała 28.06.06, 21:01 mam kolezanke ktora biega do wrozki nie sklamie jak napisze co miesiac, dalam sie jej zaciagnac, nawet ciekawe zycie mnie czeka, szkoda, ze nie powiedziala dokladnie kiedy tylko okreslala to jako przyszlosc coz zostaje mi czekac cierpliwie Odpowiedz Link
dama-kanaliowa Re: Kabała 29.06.06, 09:29 No wiec moja bardzo wysoko wyksztalcona corka nie latala, tylko jezdzila do wrozki, pokonujac odleglosc ca 300 km - z tego co mi wiadomo, ca raz na kwartal. Teraz, od jakiegos czasu ma wrozke juz blizej. Ale takie seanse zastepuja jej - no nie wiem - spowiednika, psychologa terapeute? Moze wiedzac o szczesliwym zakonczeniu zdarzen dzialamy bez balastu niepewnosci, leku, zlych przewidywan i kierujemy sie na sukces? Mysle, ze w jej przypadku schemat moze byc wlasnie taki. Odpowiedz Link
del.wa.57 Re: Kabała 29.06.06, 13:53 Nigdy nie byłam u wróżki,chociaż w młodości kolezanki namawiały mnie choc posłuchasz,jakoś nie bardzo wierzyłam w te przepowiednie.Kiedyś,kiedyś dojezdzałam do pracy autobusem ide sobie po pracy,było bardzo goraco pamiętam,ledwo ciągnę nogi,wyskakuja trzy cyganki i do mnie paniusu powróżymy itd,nie mogłam sie odczepić,jedna złapała mnie za rękę i zaczeła,druga mówi,że muszę dać jej do ręki banknot,nie pamiętam dobrze,chyba 50zł,bo inaczej wróżba nie działa,ona tylko potrzyma ten banknot i odda,dałam sie namówić łatwowierna,nie pamietam nawet co mi mówiła,byłam tak wściekła na te wróżbitki i na siebie,oczywiście,ze nie odzyskałam moich 50zł,muslę,ze były to zwyczjne naciągaczki. Odpowiedz Link