Gość: LINA
IP: *.jmdi.pl
04.12.05, 05:07
Gazeta.pl > Metroon - Archiwum Portalu
Niedziela, 4 grudnia 2005
Dobiega końca proces w sprawie terroryzowania rodzin z Brzeskiej
wrób (23-01-2001 23:57)
Kar od czterech do 15 lat więzienia zażądał we wtorek prokurator dla pięciu
oskarżonych o sterroryzowanie kilku rodzin z kamienicy przy ul. Brzeskiej 11.
Pokrzywdzeni musieli się wyprowadzić. Żyją z obawą, co dalej
Artykuł archiwalny; Warszawa
"Boimy się. Jak kiedyś zechcą, to i tak nas znajdą" - mówiła o oskarżonych
podczas procesu jedna z pokrzywdzonych kobiet. - To sprawa praska, natury
towarzyskiej - próbował wczoraj tłumaczyć głównego oskarżonego Dariusza J.
jego adwokat.
Sprawa rozgrywa się w środowisku Starej Pragi, w którym obowiązywał niegdyś
swoisty kodeks honorowy - "nie ruszać swoich". Ale przestał obowiązywać.
"Teraz atakują wszystkich słabych" - powiedział mi inny pokrzywdzony w tej
sprawie.
Kiedyś rozboje...
Prokuratura ustaliła następujący przebieg zdarzeń: Nowy Rok 1998. W bramie ul.
Brzeskiej 11 kilku młodych mężczyzn zaczepia wracającego do domu Cezarego P.
Żądają wydania portfela, sygnetu. Biją. Sponiewierany chłopak skarży się
bratu. Jego krewni oraz policjant Bogdan J. idą do oficyny, gdzie wcześniej
mieli się udać napastnicy. Rzeczywiście są w mieszkaniu Małgorzaty i
Krzysztofa G. Od nich też domagają się pieniędzy, biżuterii, a na następny
dzień 50 "baniek" lub tysiąca "dolców", pod groźbą spalenia mieszkania. Paweł
B. "Gutek" bawi się nożem na klatce piersiowej gospodarza. Oskarżeni zabierają
dziesięć marek, kartę do bankomatu. Wychodzą. Tłem najścia jest domniemana
krzywda w sprawie o spadek.
Na schodach napastnicy wpadają na rodziny Czarka i policjanta. "Tu jest pies,
który mnie sprzedał" - wrzeszczy na jego widok "Gutek". Zaczyna się bicie.
Ktoś wzywa policję. Następnego dnia płonie samochód brata pobitego Czarka.
Przerażony chłopak opisuje, co się stało, ale nie podaje nazwisk. Kolejnego
dnia antyterroryści ewakuują z Brzeskiej dwie zagrożone rodziny. Ci, na
których bandyci nałożyli haracz, zawiadamiają prokuraturę. Też muszą się
wyprowadzić. Na Brzeską nie wraca już także Cezary P. Chroni się w policyjnym
hotelu. Dwóm rodzinom mieszkanie zastępcze załatwia gmina. Trzecia bierze
kredyt i 60 metrów na Brzeskiej zamienia na 28 m w innej części miasta.
...a teraz narkotyki
Prokurator zarzuca oskarżonym dwa rozboje, wymuszenie rozbójnicze i pobicie.
Żąda surowych kar. Także z powodu zdarzeń na rozprawach. - Oskarżeni,
lekceważąc powagę sali sądowej, zastraszali świadków - mówi pani prokurator. W
obecności sędziów padały nie tylko przekleństwa. "Cicho, teraz ja mówię" -
potrafił odezwać się Paweł B. Poza salą szły grypsy: "I tak głowy pospadają".
Prokuratura na Pradze-Północ prowadzi w tej sprawie osobne postępowanie.
Oskarżyciel nie musi dodawać, z kim ma do czynienia. Paweł G. to recydywista w
rozbojach. Dariusz J. od 17. roku życia tylko dwa lata spędził na wolności
(dobiega trzydziestki, to dla niego prokurator zażądał wczoraj 15 lat
więzienia). Jakub G. podejrzewany jest właśnie w sprawie gangu złodziei
samochodów.
Adwokaci widzą w sprawie same wątpliwości. Obrońca "Gutka" wraca do linii
obrony swojego klienta - bronił się przed prawdziwym psem, a nie atakował
policjanta. Obrońca Dariusza J. stawia tezę, że pokrzywdzeni wyprowadzili się
z kamienicy, "by przy okazji poprawić sobie warunki życia". - Jedyną winą
Adama C. jest to, że urodził się tam, gdzie się urodził - podsumowuje jego
adwokat. Obrońcy żądają uwolnienia od większości zarzutów lub zmiany
kwalifikacji na łagodniejszą, np. naruszenia nietykalności na pobicie, groźby
karalne zamiast wymuszenia. Oskarżeni czują się niewinni.
- Co się zmieniło na Brzeskiej przez ostatnie trzy lata? - Ubyło jeszcze kilku
takich, których można by się obawiać. Nie ma starej gwardii, są nowe problemy:
narkotyki - informuje zastępca szefa północnopraskiej prokuratury Małgorzata
Ziółkowska-Siwczyk