Gość: Tomasz
IP: *.ibch.poznan.pl
08.01.04, 19:47
Zgroza. Chiny stają się głównym wierzycielem Ameryki. O ile do niedawna głównymi sponsorami
byli Japsy, to obecnie stają się nimi Chińczycy.
Od czasów Reagana Japonczycy z obawy o osłabienie dolara stale wzmacniali amerykańską walutę
poprzez wielokrotne interwencje banku centralnego. Mają teraz tego, mimo kryzysu jakies 600 mld zielonych.
Ponieważ dolar stale traci na wartosci to Japonce wychodzą na przysłowiowych dudków.
Obecnie ich rolę pomału przejmują Chińczycy. Jest jednak pewna różnica. Japonia jest całkowicie od
Ameryki uzależniona, co w języku obowiązującej obecnie u nas nowomowy okresla się jako scisły sojusz
z Ameryką (zdaje się że podobnie "scisły sojusz" grozi także nam). Dlatego będąc zależna politycznie i
gospodarczo (od amerykańskiego rynku) musi stale dopłacać do tego interesu. Chiny to jednak inna sprawa.
Póki co na "scisły sojusz" sojusz z Ameryką się nie zanosi, a ponadto ogromny rynek wewnętrzny
sprawia, że Chiny nie są tak bardzo uzależnione od "nastrojów" amerykańskiego konsumenta.
Zastanawiam się czy nie lepiej dla Polski będzie postawić na bardziej perspektywiczne mocarstwo niż
Ameryka?