Dodaj do ulubionych

Jak zmniejszyć podatki? UPR...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 18:43
www.bankier.pl/wiadomosci/article.html?article_id=1150928
Wolę oddać swój głos UPR niż PO.
Obserwuj wątek
    • Gość: pawel-l Pełen artykuł IP: *.com.pl 31.05.04, 14:34
      Podatki jako narzędzie manipulacji społeczeństwem

      Niewiele osób w Polsce i niewiele na świecie wie, jak działają podatki. Między
      rokiem 1918 a 1930 (w Rosji koniec NEP, w USA New Deal Roosevelta) nad całym
      światem zapadła noc etatyzmu - czy, jak pisał w 1935 r. Ferdynand Zweig -
      nastąpiła „Zima Ludów”. Podatki zaczęły służyć nie jako środek do znalezienia
      pieniędzy na utrzymanie króla, wojska i policji, lecz jako narzędzie
      manipulacji społeczeństwem.

      W efekcie ostatnia książka nt. podatków ukazała się w Polsce w 1924 r. I
      słusznie - nie ma sensu badać życia jeleni, gdy wszystkie jelenie zapędzone są
      do zagrody, wykonują komendy na gwizdek i jedzą to, co da im się do żłobu. Nie
      ma nawet na kim prowadzić obserwacji. Z tych samych powodów nie było sensu
      badać, jak na zmianę podatku zareagują centralnie sterowane firmy.

      Wprawdzie ostatnio pogląd, że państwo powinno traktować podatki tylko jako
      środek do napełniania Skarbu, powraca, jednak razem z nim idzie niesłuszne
      przekonanie, że system podatkowy jest tym lepszy, im więcej pieniędzy spłynie
      do kasy. Nawet zwolennicy nis- kich podatków argumentują („punkt Laffera”!), że
      należy je obniżać, bo po zmniejszeniu stopy podatkowej do Skarbu wpłynie więcej
      pieniędzy.

      Innymi słowy, zamiast zastanawiania się: „Na administrację, wojsko i policję
      potrzebujemy 40 mld zł; jak zdobyć te pieniądze od obywateli w sposób
      racjonalny?” (tzw. zasada Vigny'ego) lub: „Od ludzi możemy ściągnąć 40 mld zł -
      co za te pieniądze najlepiej nabyć?” - myślimy: „Jak ściągnąć od ludzi jak
      najwięcej pieniędzy”. Potem zawsze znajdą się chętni, by je wydać. I tych
      pieniędzy zawsze jest za mało.

      Tymczasem złotówka w ręku obywatela jest o ok. 40 proc. (tzw. prawo Savasa)
      wydajniejsza niż w ręku urzędnika. Kraj rozwija się więc lepiej, gdy mniej
      pieniędzy przechodzi przez bud- żet. Z tych samych powodów, dla których huta na
      Śląsku działa lepiej kupując prąd bezpośrednio od elektrowni na Śląsku niż
      przez Centralną Dyspozytornię, np. w Gdańsku.

      Prawdą jest - a potwierdza to przykład Rosji, która zmniejszyła podatek
      dochodowy z 40 proc. na 13 - że po zmniejszeniu stopy podatku rośnie liczba
      pieniędzy w budżecie (ludzie przestają oszukiwać, a krajowi i zagraniczni
      inwestorzy zaczynają inwestować). Jest to jednak tylko argument za tym, by
      stopę nadal zmniejszać! Wpływy będą rosły, ale zgodnie

      z krzywą Laffera tylko do czasu. Gdy zaczną maleć, należy je nadal zmniejszać -
      tak długo, aż w budżecie pozostaną tylko pieniądze na administrację, wojsko i
      policję. Nie wiemy, czy nastąpi to przy podatku 2- czy 3-proc., ale zapewne
      mieści się to w tym zakresie. Przy omawianiu systemu podatkowego trzeba
      rozważyć co najmniej 3 aspekty.

      Ile się płaci?

      Tu mówiąc: „Zwiększyć podatek!” często myli się wysokość stopy z wysokością
      sumy wpływającej do Skarbu. Zgodnie z prawem Savasa, podatek 95-proc. może być -
      paradoksalnie - dla kraju korzystny (!!), jeśli zgodnie z krzywą Laffera cała
      gospodarka zejdzie, przy powszechnej cichej aprobacie, w podziemie, a do Skarbu
      wpłyną tylko sumy wystarczające na administrację, wojsko i policję!!! Pod
      warunkiem, że cała administracja zostanie skorumpowana i będzie tolerowała
      czarną strefę. Ważne, by do Skarbu Państwa nie wpłynęła ani jedna złotówka
      ponad to, co jest tam koniecznie potrzebne, oraz by unikanie podatku nie było
      zbyt fatygujące.

      Kto płaci?

      Tu spotykamy się z najbardziej przeraźliwymi błędami powodowanymi emocją oraz
      istnieniem „obrońców interesu grupowego”. W rzeczywistości na ogół jest to
      obojętne!!! Przykład? Jeśli sprzedaję samochód, inkasuję 10 tys., a nabywca
      płaci jeszcze np. 1 tys. podatku. Gdyby istniał Związek Nabywców Aut, jego
      działacze niewątpliwe domagaliby się, by podatek płacił sprzedawca, „który
      przecież ma pieniądze - a nabywca nie ma, choć na ogół musi jeszcze potem
      inwestować w ten używany grat”. Gdyby jednak nawet Sejm ustąpił i zmienił tę
      zasadę na odwrotną, nie zmieniłoby się nic poza tym, że podniósłbym cenę do 11
      tys. i sam zaniósł ten tysiąc do izby skarbowej.

      Podobnie nie zmieniłoby się nic, gdyby Sejm zniósł podatek od młynarzy, a
      podwoił od piekarzy. Członkowie Związku Zawodowego Młynarzy by tryumfowali,
      członkowie ZZ Piekarzy rwaliby włosy z głowy i grzmieli o niesprawiedliwości. W
      rzeczywistości nastąpiłby (to zadanie dla II roku studiów ekonomicznych) spadek
      ceny mąki dokładnie kompensujący zmianę podatku.

      Sejmowi wydaje się, że rządzi - w rzeczywistości powoduje tylko kolejne
      zaburzenia w gospodarce (bo o ile cenę samochodu podniosę w sekundę po wejściu
      w życie ustawy, to dostosowanie cen zboża i mąki nastąpi dopiero po parunastu
      tygodniach - a przez ten czas Sejm może wydać kolejną nowelę ustawy!!!). A
      trzeba jeszcze pamiętać o tym, że Polska nie jest izolowana: mąkę i zboże można
      przywozić zza jej granic.

      W rzeczywistości podatku nie płaci chłop, młynarz, piekarz ani sklep z
      pieczywem: całość podatku płaci nabywca chleba! Sejm decyduje tylko o tym, kto
      zanosi podatek fiskusowi. Wszyscy producenci pracują de facto na drugim etacie
      jako poborcy podatkowi - co pokazuje, ile osób jest obecnie naprawdę
      zatrudnionych w administracji.

      Jak się płaci?

      Podatek powinien być nie tylko jak najmniejszy i jak najmniej kłopotliwy dla
      obywateli w płaceniu, ale też jak najprostszy i niedający okazji do oszustw.
      Rozpatrzmy kilka.

      Podatek dochodowy to forma dziś powszechna, w rzeczywistości nonsensowna.
      Powinien być jak najszybciej zlikwidowany. Występuje w dwóch zasadniczych
      formach: progresywnej i liniowej.

      Podatek dochodowy progresywny (p.d.p.) jest oczywistym absurdem, gdyż oznacza,
      że ten, kto dwa razy efektywniej pracuje, płaci cztery razy większą grzywnę.
      Między podatkiem a np. grzywną za złe zaparkowanie samochodu nie ma - o czym
      zapominają ustawodawcy - żadnej różnicy. P.d.p. narzucili w XX w. socjaliści.
      Socjaliści, podobnie jak większość wyborców, są zbyt ograniczeni, by zrozumieć
      to, co napisałem powyżej, i myślą, że nałożenie podatku na „bogatych”
      zlikwiduje nierówności społeczne. Notabene nierówności w ogóle nie należy
      likwidować, bo są motorem rozwoju - ale ciekawe jest, że socjaliści nakładając
      p.d.p. nie tylko zahamowali rozwój gospodarki światowej, ale też nie
      doprowadzili do równości: w Szwecji przeraźliwa progresja podatkowa nie
      przeszkodziła rodzinie Wallenbergów skupić ok. 60 proc. majątku Królestwa; a
      wręcz w tym pomogła. Ta nierówność nie jest jednak twórcza, gdyż Wallenbergowie
      noszą się skromnie, więc ich bogactwo nie rzuca się w oczy i nie wywołuje
      chęci, by „kąpać się, jak oni, w szampanie”. Podobnie w Polsce, mimo p.d.p.,
      nierówności (choć ukrywane) są ogromne. P.d.p. bowiem jest karą nie dla tych,
      co mają dużo, lecz dla tych, którzy efektywnie pracują!

      Podatek dochodowy liniowy (p.d.l.) jest też absurdem, choć mniej oczywistym:
      kto dwa razy więcej pracuje, płaci dwa razy większą grzywnę! Jest zdumiewające,
      że choć podatek dochodowy istnieje dopiero od ok. 100 lat (w USA od 1913 r.),
      traktowany jest jako coś oczywistego - i wszyscy reformatorzy systemu
      podatkowego poruszają się w narzuconym przez socjalistów kredowym kole.
      Tymczasem jest to pomysł rodem z przeklętego XX w. - a żyjemy już w wieku XXI.
      Jednak niewielki podatek liniowy byłby i tak znacznym postępem w stosunku do
      progresywnego.

      Tak naprawdę jednak na to, by ludzie pracowali efektywnie, trzeba ich
      podatkować (czyli nakładać kary pieniężne) nie za to, co zrobili dobrze, lecz
      za to, że mają potencjalne możliwości. Stąd opodatkowani mogą zostać:

      Ludzie - ryczałtowym podatkiem osobistym (p.r.o); wszyscy mężczyźni, a także
      kobiety pracujące poza domem; te ostatnie proponuję podatkować tylko dlatego,
      że nieopodatkowane byłyby na rynku pra
      • Gość: skiv święta prawda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.04, 14:49
        święta prawda. jak zwykle u Korwina. ale cóż z tego? mądrzy zrozumieją, głupcy
        jak zwykle nazwą go "oszołomem".
    • nowytor Dodałbym tylko 04.06.04, 05:17
      że tak zbudowany system podatkowy powoduje, że wszyscy - często o tym nie
      wiedząc - stają się przestępcami.
      Więc nie tylko element manipulacji, ale i szantażu: "Nie podskakuj, bo US cię
      sprawdzi"
      A dlaczego pomija się to wszystko mileczeniem? Z logiką i prawdą się nie
      dyskutuje, a jeżeli jest nie na rękę np. politykom, to się to po prostu pomija
      milczeniem.
      Taka "nowomowa michnikowa"
      Nowy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka