Dodaj do ulubionych

Soros krytykuje MFW

IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 26.10.02, 15:11
Brazylii trzeba pomóc

GEORGE SOROS

Międzynarodowy system finansowy załamał się - w tym sensie, że nie jest w
stanie zapewnić wystarczającego kapitału krajom, które go najbardziej
potrzebują i które kwalifikują się do tego. Globalne rynki finansowe wsysają
większość światowych oszczędności do centrum, ale zawodzą wówczas, gdy trzeba
te pieniądze ponownie przepompować do krajów peryferyjnych. Od 1997 roku mamy
w rzeczywistości do czynienia z odwróceniem kierunku przepływów kapitałowych -
płyną one z ubogich krajów na peryferiach gospodarki światowej do bogatych
państw, stanowiących jej centrum.

Fakty mówią za siebie: Stany Zjednoczone mają chroniczny deficyt rozrachunków
bieżących, sięgający zaskakującego poziomu 5 procent PKB - w pierwszej
połowie tego roku były to 242 miliardy dolarów. Jednocześnie Brazylia - kraj
prowadzący rozsądną politykę gospodarczą, z nadwyżką budżetową i dodatnim
saldem handlowym - nie może refinansować swojego długu po możliwym do
zaakceptowania koszcie. Powszechne przekonanie, że dyscyplina rynkowa
skoryguje ten stan nierównowagi, jest błędne, i to z dwóch powodów. Po
pierwsze, nieodłączną cechą rynków finansowych jest ich niestabilność. Po
drugie - międzynarodowy system finansowy jest skonstruowany w sposób
przychylny dla jego bogatego centrum.


Niestabilność na rynkach finansowych pojawia się dlatego, że starają się one
zdyskontować przyszły rozwój wydarzeń, który przecież zależy od postępowania
ich samych. Obecnie wiadomo już, że może to prowadzić do sytuacji, którą
ekonomiści nazywają wielością równowagi, nadal jednak uparcie zaprzeczamy
wypływającemu z tego wnioskowi, że rynków finansowych nie można zostawić ich
własnej pomysłowości.

Oczywiście, w praktyce rynków finansowych nigdy nie zostawia się samym sobie.
Na straży stoją bogate państwa, ze Stanami Zjednoczonymi na czele. Ich
pierwszoplanowym zadaniem jest ochrona własnych interesów. Gdy któryś z tych
krajów wpadnie w kłopoty, jego władze interweniują bardzo energicznie. Takich
możliwości brakuje państwom, które nie mogą zaciągać pożyczek we własnej
walucie na rynkach międzynarodowych. Muszą się zwracać do Międzynarodowego
Funduszu Walutowego, a MFW bardziej interesuje stabilność rynków finansowych
niż umożliwienie krajom rozwijającym się prowadzenia polityki
przeciwdziałania wahaniom cyklu koniunkturalnego w celu uniknięcia recesji.
Jeszcze niedawno programy ratunkowe MFW były ukierunkowane na umożliwienie
państwom dłużniczym wywiązywania się z płatności. Rachunki regulowali
podatnicy z krajów dłużniczych, takich jak Meksyk. Było to może nieuczciwe,
ale powodowało, że pieniądze wciąż płynęły na peryferia gospodarcze świata.


Wszystko to zmienił kryzys na rynkach rozwijających się z lat 1997-98.
Pojawienie się tego kryzysu łączono nie z brakiem stabilności rynków
finansowych i ich ułomnością, ale z "pokusą nadużycia" (moral hazard), jaką
wywołały programy pomocowe MFW. Wprawdzie tę "pokusę nadużycia" ukrócono, ale
mimo to wzrosło ryzyko inwestowania na nowych rynkach. To ryzyko znajduje
odzwierciedlenie w rynkowych cenach kredytu, a one właśnie są źródłem
dzisiejszych problemów.

Jaki może być sposób zapobieżenia dalszemu pogarszaniu się sytuacji, co może
doprowadzić do kryzysu o charakterze systemowym? Mówiąc ogólnie, musimy
bardziej wyrównać boisko, na którym toczy się gra. Nie ma nic złego w
posługiwaniu się dyscypliną rynkową wobec krajów, które prowadzą nierozsądną
politykę, ale wskaźniki ryzyka do zysku, jakimi posługujemy się przy
pożyczaniu czy inwestowaniu pieniędzy, rzeczywiście działają na niekorzyść
państw peryferyjnych. Kraje spełniające określone kryteria powinny mieć
dostęp do pożyczkodawcy ostatniej instancji po to, by były w stanie prowadzić
politykę przeciwdziałania skutkom wahań cyklu koniunkturalnego.

Jednoznaczny przykład złego funkcjonowania międzynarodowego rynku finansowego
stanowi Brazylia. Chociaż maksymalny poziom zrównoważonych realnych stóp
procentowych wynosi około 10 procent, brazylijski dług denominowany w
dolarach ma rentowność 24,5 proc. Roczne papiery w walucie krajowej dają 27
proc. Przy tym oprocentowaniu Brazylia zmierza prosto do bankructwa. Jeśli
nie pojawi się pożyczkodawca ostatniej instancji, który zapewni temu państwu
kredytu oprocentowanego na 10 proc. albo mniej, to nie można oczekiwać
wypełnienia przez Brazylię jej zobowiązań. A to będzie strasznym ciosem
zarówno dal Brazylii, jak i dla międzynarodowego systemu finansowego.


Gdyby była wola polityczna rozwiązania tego problemu, znalazłby się na to
sposób. Przykładowo, banki centralne USA, Europy kontynentalnej, Japonii i
Wielkiej Brytanii mogłyby przyjmować do dyskonta brazylijskie papiery
wartościowe. MFW mógłby im udzielić gwarancji na te operacje, chroniąc je
przed ryzykiem rynkowych zmian oprocentowania. Takie działanie stanowiłoby
potężny bodziec dla rynków finansowych i doprowadziłoby do wyraźnej redukcji
stóp procentowych. Te gwarancje byłyby oczywiście uzależnione od
przestrzegania przez Brazylię porozumienia z MFW. Jeśli byłoby ono pomyślnie
realizowane, gwarancje MFW nie zostałyby odwołane. Moja propozycja to nowość,
która umożliwiłaby pojawienie się dźwigni finansowej, a działanie tej dźwigni
mogłoby z kolei spowodować, że 30 mld USD pożyczki MFW dla Brazylii
doprowadziłoby do uruchomienia kwot dziesięciokrotnie większych. Co więcej,
stworzyłoby to użyteczny precedens. Niestety, taki program wykracza poza
wyobraźnię i wolę polityczną udziałowców MFW. Powiedzmy jednak jasno: jeśli
nie uda się rozwiązać tego problemu, to skutki tego niepowodzenia mogą być
katastrofalne. Na przykład: jak niewypłacalność Brazylii wpłynęłaby na
sytuację Meksyku?

Jeśli spojrzeć na ten problem szerzej, w ujęciu systemowym, trzeba mieć
świadomość, że musimy znaleźć sposoby stymulowania wzrostu w krajach
peryferyjnych i wzrostu napędzanego czynnikami wewnętrznymi. Kraje prowadzące
rozsądną politykę gospodarczą nie mają z tego wystarczających korzyści
ekonomicznych. Wyzwala to niezadowolenie, które może mieć niekorzystne
konsekwencje, wykraczające poza sferę gospodarki.


Obecnie motorem napędowym gospodarki światowej są Stany Zjednoczone. Ale ich
chroniczny deficyt rozrachunków bieżących to sytuacja niezdrowa, nieuczciwa i
nie do utrzymania na długą metę. Co gorsza, ten amerykański "motor" dławi
się. Dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby dało się uruchomić jakiś inny silnik
napędowy.

W tym właśnie celu zaproponowałem, by doroczną emisję specjalnych praw
ciągnienia (SDR) kraje bogate przeznaczyły na pomoc międzynarodową. Teraz
jest odpowiednia pora na taką propozycję, gdyż gospodarka światowa bliska
jest wejścia w okres deflacji.

Do niedawna procesom globalizacji towarzyszył boom na skalę światową; teraz
doświadczamy tendencji spadkowych - również w skali globalnej. Obawiam się,
że jeśli nie znajdziemy sposobów ożywienia gospodarki światowej, procesy
globalizacji nie utrzymają się. Program przeznaczenia SDR na pomoc
międzynarodową spowodowałby aktywizację nieczynnych obecnie zasobów,
przynosząc korzyści zarówno ofiarodawcom, jak i beneficjentom tej pomocy.
Przyczyniłby się również do ograniczenia narastających wciąż różnic między
bogatymi a biednymi krajami.

George Soros jest prezesem Soros Fund Management i przewodniczącym Open
Society Institute.

żródło : www.rp.pl , "Rzeczpospolita" , 5.10.2002

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka