feezyk
16.02.03, 20:36
No wlasnie. Ulicami miast europejskich
i amerykanskich przemaszerowaly setki tysiecy
ludzi w protescie przeciw wojnie z Irakiem.
Z jednej strony - bogate, supersilne mocarstwo,
z prezydentem... rodem z Bushow i Condie
(pseudo: cherche la femme)kobieta samotna lubiaca
zapewne facetow z duzym gunem.
USA - od stu lat gwarant pokoju, wolnosci i
demokracji - ale po raz pierwszy w roli
swiatowego hegemona.
Z drugiej krwawy zboj, dyktator w najgorszym
stalinowskim stylu sprawujacy wladze w kraju
totalitarnym, bardzo zubozonym przez wojny i
sankcje. Potencjalnie grozny dla sasiadow i
stabilnosci swiatowej gospodarki. Prawie na pewno
posiadajacy pewna liczbe rakiet z bronia
chemiczna i biologiczna (nie chodzi o
"dowody" Powella, tylko o logike sprawowania
wladzy). Morderca i agresor, ktory posyla
poslow do Watykanu w obronie "pokoju".
Wydawaloby sie, ze powinnismy przyjac deklaracje
USA usuniecia krwawego dyktatora z ulga i
wdziecznoscia. Toz swiat i ludzie w Iraku
skorzystaja!
A moze da sie rozbroic Irak bez uzycia sily?
A moze nie nalezy wcale rozbrajac Iraku?
Co wiec budzi tak ostry sprzeciw wobec akcji
USA przeciw Irakowi? Bo cos, niewatpliwie,
budzi.
-Czy to skutek wychowania, ktore
mowi, zeby rozwiazywac konflikty bez uzycia
sily, niechec do rozlewu krwi?
-Czy to sprzeciw wobec swiata unilateralnego?
-Czy to sposob akcentowania hegemonii USA
przez obecna administracje i bledy dyplomatyczne?
-Czy to obawa przed precedensowoscia akcji
prewencyjnych (kto nastepny?)
-Czy to skutek kompleksow wobec bogatszego i
silniejszego?
Pozdrawiam
F.