Dodaj do ulubionych

Inżynierowie za euro

    • Gość: eeech Nie ma inżynierów za 1200-1600 brutto... IP: *.lubin.dialog.net.pl 04.11.06, 14:48
      szkolenie za pieniądze z UE tego nie zmieni!!! Tylko tu nie chodzi o inżynierów,
      a o wyciągniecie kasy z UE za szkolenia typu bla bla!
    • Gość: józik Re: Inżynierowie za euro IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 04.11.06, 15:46
      Unia daje kasę, więc trzeba ją gdzieś upchnąć, zatem wymyśla się do tego takie
      właśnie historyjki, jak opisana w artykule. Po tym, co tu większość ludzi pisze,
      można się przekonać, co one mają wspólnego z rzeczywistością. Może z 10 % tych
      pieniędzy będzie jakiś pożytek, ale lepsze to niż nic, więc trudno mieć tu nawet
      żal do rządu. Jeśli rzeczywiście Polska nie dokłada pieniędzy w bilansie z
      resztą UE, to chyba nawet takie działanie jest dość uczciwe, bo bogate kraje
      zapłacą choć częściowo za wykształcenie ludzi, którzy będą potem w nich
      pracować. Bardzo przepraszam, że jestem pesymistą. ;)
    • Gość: poznań za 1200 zł netto urzędnicy nie będą wydajniej prac IP: *.echostar.pl 04.11.06, 15:49
      jw
    • Gość: dobry zart Inżynierowie za euro IP: *.adsl.alicedsl.de 04.11.06, 16:03
      Pani minister chyba zartuje, ja mam zostawic moja prace na zachodzie i 40.000€
      rocznego zarobku zeby przyjechac do Polski i otwierac tu swoja firme? Sorry nie
      da rady. Niech lepiej sprawia, ze ci co juz w Polsce sa mieli latwiej o prace i
      w zalozeniu i prowadzeniu firmy. Co to biotechnologow to sama znam jedna bardzo
      dobra absolwentke ktora on roku nie moze znalezc pracy w zawodzie. Ktos wiec
      klamie.
    • Gość: bambi7 Inżynierowie za euro IP: *.csk.pl 04.11.06, 16:38
      "Kolejnym nowym pomysłem resortu rozwoju jest zachęcanie do powrotu Polaków,
      którzy wyjechali pracować za granicę. Z unijnych pieniędzy mogłaby być
      finansowana pomoc w założeniu firmy. Np. pomoc prawna w przebiciu się przez
      gąszcz przepisów, które wciąż się zmieniają"

      A może tak zamiast pomocy w przebijaniu się w gąszczu przepisów lepiej by było
      pozbyć się gąszczu? Jak zwykle wszystko jest załatwiane "od d*** strony".

      Sam jestem od niedawna inżynierem, ale bez:
      - uprawnień (co najmniej 2 lata w zawodzie)
      - kasy na ZUS i inne badziewia
      - dobrych znajomości w branży
      żadnej firmy się nie otworzy.
    • Gość: Tirinti Inżynierowie za euro IP: *.acn.waw.pl 04.11.06, 17:30
      Polski przemysł nie woła o inżynierów. Polski przemysł woła o inżynierów
      godzących się na pensję ciecia.
      Niech zaproponują godne pensje to absolwęci politechnik nie będą musieli
      emigrować.

      A co do pomysłu to Irlandia chętnie da euro na kształcenie inżynierów w
      Polsce... wiedzą, że wyjdzie taniej niż kształcić u sibie a i tak nasi
      absolwenci będą u nich pracować.
    • Gość: wońtrupka kompletnie zla diagnoza sytuacji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.06, 18:18
      Moze w Polsce ksztalci sie 80% humanistow, ale w innych krajach jest tak samo,
      albo jeszcze gorzej. I obowiazuje zelazne prawo rynku - mala podac, wysoka cena.
      Inzynierowie na Zachodzie potrafia naprawde niezle zarabiac i to w warunkach
      znacznie bardziej komfortowych niz w Polsce. Gadanie roznych Lewiatanow, ze NIE
      MA inzynierow jest klamstwem. Po prostu ludzie zmadrzeli i nie beda pracowac za
      marne grosze. Zaczeli sie szanowac. Z rynkiem sie nie dyskutuje. Moi znajomi
      naprawde musieli sie nachodzic (kolo roku), az znalezli prace za rozsadne
      pieniadze (3500-5000 brutto), znajomy po biotechnologii dalej nie znalazl, bo
      biotechnologow w Polsce nie potrzeba. W Polsce ogolnie nie potrzeba wysokiej
      klasy specjalistow, bo tutaj sie prawie nie projektuje. Wiekszosc ofert dla
      inzynierow to tak naprawde oferty dla technikow, nic dziwnego, ze to inzynierow
      nie interesuje i wyjezdzaja pracowac w zawodzie. A naukowcy to juz w ogole...
      gdzie mozna znalezc prace w komercyjnym laboratorium w Polsce?
    • Gość: anonymous Szukam pracy w USA IP: *.slkc.qwest.net 04.11.06, 18:24
      Uniwaznilem wlasnie wize B na 222(i) i szukam jakiekolwiek
      pracy w USA.
      Jestem Poksim Inzynierem !!!
      Umieram z glodu bo nie moge wyjechac z USA a musze oszczedzac na jedzeniu.
      Pomocy !!!
    • Gość: kokosz Inżynierowie za euro IP: 85.24.23.* 04.11.06, 20:46
      Hehehe ten kraj to kompletna paranoja...

      Zacznijmy od tego jakich kształcimy inżynierów. Jakich ??? Jaka jest kadra na
      90% uczelni, czego tam uczą ??!!?? Rzeczy przestarzałach, siwi panowie muszą
      mieć prace i prowadzą wykład z żółkniętej książki której przez 20 lat nie
      nauczyli się jeszcze na pamięć. Mówią o technologiach przestarzałych których
      nikt dziś nie używa.Ile jest nauczycieli ktorzy nie maja pojecia o czym mowia ?
      MNOSTWO ! Moze kilka najlepszych politechnik w kraju jako tako trzyma poziom...

      Kolejna sprawa, czy Polskie uczelnie kształcą pod względem praktycznym ??? Czy
      student w Polsce skończywszy politechnike jest w stanie coś zrobić ???
      Przeważnie nie. Ja w Polsce nie studiowałem na dobrej uczelni więc nie uważam
      abym miał skale porównawczą Natomiast teraz studiuje za granicą. Dokładnie
      Dania. Studiują ze mną Polacy którzy mają znajomych na SGGW itp. uczelniach.
      Czyli calkiem niezlych, bardzo trudno sie tam dostac. Z całą odpowiedzialnością
      mówią, że jeśli chodzi o praktyke studenci Polscy mogą im buty czyścić. My
      musimy zrobic... zegarek, wyswietlacz, termometr, oprogramowac chipa, napisac do
      tego program, potem musimy zrobic robota itd.

      Czego u nas uczy się tylu nie potrzebnych przedmiotów... No nie moge tego pojąć.
      Za granicą jest po 4 przedmioty na semestr, po 8 godzin tygodniowo każdego i
      wówczas mozna sie na czym skupic i zrobic to porzadnie. Pisze sie w semestrze
      kilka raportow. Kazdy przedmiot konczy sie praca ktora ma miec czesc praktyczna
      i teoretyczna... Praca inzynierska polega na tym ze trzeba sobie znalezc firme
      ktora pozowoli nam brac udzial w jakims projekcie i wowczas to jest praca inz.
      Tak wiem w Polsce bylo by nie realne znalezienie takiej firmy. Nie wiem, nie
      moge zrozumiec czego Polacy nie moga pewnych rzeczy zreformowac zmienic,
      skorzystac ze wzorcow ktore gdzie indziej sie sprawdzily i odniosly sukces, po
      prostu nigdy tego nie zrozumiem.

      Juz nawet nie bardzo chce pisac bo bym musial tutaj siedziec do rana, ale z
      innej beczki... Pomijajac juz nawet zarobki, bo zalozmy ze dostane te 5000
      brutto, ale... meczy mnie to ze pokonanie 150km zajmuje 3,5 godziny bo nie ma
      drog. W czasie tych 3,5 godziny narazam swoje zycie 10 razy wyprzedzajac jak
      oszalaly bo inaczej bym jechal 5 godzin. Meczy mnie to ze pijani kierowcy
      zabijaja dziennie dziesiatki innych osob... Meczy mnie.... szkoda slow. Zrobie
      wszystko zeby nie mieszkac w naszym kraju. Doloze wszelkich staran. W dobie
      tanich linii majac za granica godziwa prace mozna latac do Polski na weekend
      zaden wydatek. Dzieki temu nie musze patrzec na wyraz twarzy naszego
      spoleczenstwa ktory na 90% twarzach mowi - CO SIE K******* PATRZYSZ, CHCESZ W
      LEB ? itp. W sumie to mi najbardziej chyba przeszkadza, ale nie o tym ten temat.

      Powodzenia niech ksztalca inzynierow za unijne pieniadze, ale niech zrobia to
      ksztalcenie platne bo 80% im ucieknie, przeciez kazdy myslacy czlowiek wie ze
      wszystkie koncerny po to wyboudowaly u nas fabryki zeby placic inzynierowi 2 tys
      zamiast 10 czy 15. PROSTE i JASNE. Jest zle na prawde zle i powoli trace
      nadzieje, ze sie cos zmieni.

      Pozdrawiam !!!
      • Gość: Autor Re: Inżynierowie za euro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.06, 12:45
        > Kolejna sprawa, czy Polskie uczelnie kształcą pod względem praktycznym ??? Czy
        > student w Polsce skończywszy politechnike jest w stanie coś zrobić ???
        > Przeważnie nie. Ja w Polsce nie studiowałem na dobrej uczelni więc nie uważam
        > abym miał skale porównawczą Natomiast teraz studiuje za granicą. Dokładnie
        > Dania. Studiują ze mną Polacy którzy mają znajomych na SGGW itp. uczelniach.
        > Czyli calkiem niezlych, bardzo trudno sie tam dostac. Z całą odpowiedzialnością
        > mówią, że jeśli chodzi o praktyke studenci Polscy mogą im buty czyścić. My
        > musimy zrobic... zegarek, wyswietlacz, termometr, oprogramowac chipa, napisac d
        > o
        > tego program, potem musimy zrobic robota itd.

        Owszem, masz rację. Ale czy wszystkie rzeczy niezbędne do wykonania w/w urządzeń
        kupuje student? Czy sam musi kupić podzespoły elektroniczne, kompilatory do
        mikrokontrolerów, płytki prototypowe? Bo jeśli chcesz w Polsce coś takiego
        zrobić to musisz sam to kupić. Wiesz, że studenci na pracowni jądrowej używają
        sprzętu mającego co najmniej 30 lat? A cząstki są zliczane przez komputer 286
        (wiesz, jaka to epoka?). Robię teraz pracownię magisterską, ale ponieważ zakładu
        nie stać na kupno porządnego sprzętu jestem sam zmuszony to robić. Zamiast zająć
        się 'przedmiotem badań' sam buduję syntezer DDS, układy do stabilizacji i
        pomiarów czy jakiś wzmacniacz. Taka rzeczywistość.
    • Gość: Ludowiec Inżynierowie za euro IP: *.zaklikow.sdi.tpnet.pl 04.11.06, 21:11
      A może nie szkolić w omijaniu przepisów tylko je uprościć?
    • Gość: misio Kompletna niekomptencja IP: *.zgora.dialog.net.pl 04.11.06, 21:43
      Jak zwykle polscy specjaliści leczą skutki choroby zamiast jej jądro. Może
      lepiej zamiast obiecywać gruszki na wierzbie tym co wyjechali pomóc tym co
      zostali. Zamiast pomagać pokonywać pokręcone przepisy prawo poprostu uprościć.
      Zamiast dawać ulgi obnizyć podatki. Ale cóż jak się składa takie deklaracje to
      jakże dla motłochu to medialnie brzmi "rząd pracuje na lepsze jutro" to że w
      kraju pozostał prawie wyłącznie leniwy elektorat partii rządzących i nic z tych
      wielkich planów nie wyjdzie to już nie ważne tak jak nieważne że na stacji
      kolejowej w rodzinnej miejscowości ministra Gosiewskiego wybudowanej za miliny
      złotych z podatków wysiądzie w roku raptem 50 podróżnych.
    • Gość: maja Inżynierowie za euro IP: *.c30.msk.pl 04.11.06, 21:46
      BZDURA DLA FRAJERÓW!!! Jestem biochemikiem i od 3 lat nie ma dla mnie zatrudnienia w tym zawodzie.
    • olias Inżynierowie za euro ...ale gdzie indziej 04.11.06, 22:23
      to mi proszę wyjaśnić - dlaczego mam się męczyć na ciężkich kierunkach
      (matematyka, fizyka, chemia) i potem zarabiać grosze będąc na łasce jakiegoś
      ćwierćinteligenta po zarządzaniu zasobami ludzkimi, który zostanie moim szefem
      bo skończył zarządzanie i ma koneksje rodzinne? Takie działanie świadczyłoby o
      braku zdolności do logicznego myślenia potencjalnego inżyniera. Innymi słowy -
      gość studiujący dziś kierunki ścisłe samym faktem wyboru udawadnia że nie
      powinien tam studiować ze względu na brak zdolności do logicznego myślenia.
      • Gość: wońtrupka Re: Inżynierowie za euro ...ale gdzie indziej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.06, 17:31
        Racja, racja. Kierunki scisle koncza ci ludzie, ktorzy naprawde to lubia, a nie
        patrza na pieniadze. Kto chce zarabiac, zaklada wlasny biznes, chocby
        najbardziej prymitywny handel bazarowy, albo studiuje zarzadzanie, bankowosc
        itp. Gdyby fach inzyniera dawal kase, to by tlumy walily na politechniki. Teraz
        moze i inzynier dlugo pracy nie szuka, ale zarabia smieszne grosze. A po
        sensownie skonczonym zarzadzaniu perspektywy sa wciaz znacznie lepsze. Ja koncze
        doktorat z elektroniki i wiem, ze na rynku pracy jestem nizej niz panienka po
        bankowosci, takie sa fakty, cokolwiek by propaganda z GW nie glosila.
    • Gość: Marian Po co w Polsce inżynierowie ???? IP: *.crowley.pl 04.11.06, 22:25
      Zachodnie firmy w Polsce szukają raczej taniej siły roboczej. A próby działania
      na włsany rachunek są skutecznie chłodzone przez wysokie podatki, fiskusa,
      niestabilne przepisy i wrogość ludzi, którzy są skutecznie podjudzani przez
      władze przeciwko tzw. prywaciarzom. Jestem inzynierem, prowadzę własną
      działalność zarabiam ponad 10 śrenich krajowych ale nie myślę o dalszym
      rozwoju, raczej trzymam rękę na pulsie, mam konta w zachodnich bankach i gotowy
      jestem w każdej chwili jeśli będzie działo się gorzej prysnąć
    • Gość: biotechnolog baba nie wie o czym gada IP: 193.151.48.* 04.11.06, 22:31
      ja jestem biotechnologiem i musze pracować jako akwizytor yyyyyy tzn. przedstawiciel farmaceutyczy. innej pracy dla biotechnologa nie ma. i ona za takie pierd**** bierze pieniadze haha
    • Gość: gaduła Inżynierowie są niepotrzebni ! IP: 62.121.128.* 04.11.06, 22:36
      to są mity, jestem właśnie po kontroli przez naszych urzednikow dotyczącą
      zakupów aparatury naukowej dla mojej firmy za unijne pieniądze,
      zakwestionowano zakup części wyposażenia które stanowi integralną część
      urządzeń jak np specjalne stoły, komputery do sterowania czy materiały
      eksploatacyjne potrzebne do rozruchu urządzeń , kwestionowano również brak
      dokumentu na portierni firmy kiedy i o której godzinie przywiezione zostały
      paczki z aparaturą jakby to miało zasadnicze znaczenie dla rozliczenia zakupu
      w/w urządzeń. Z kolei we Firmach wykupionych przez obcy kapitał wymienia się
      starą kadrę inżynierską na nową zupełnie przypadkową . Później występują
      problemy w badaniach i produkcji okazuje się , że stara kadra posiadała wiedzę
      i praktykę ale nie spełnia obecnych wymagań tzn, brak jest znajomości języków
      obcych a młoda kadra posiada znajomość obsługi komputerów ale nie posiada
      wiedzy i doświadczenia i stąd problemy w pracy.
      Do tego zarobki inżynierów w naszych Firmach są bardzo niskie na poziomie
      urzędnika biurowego.
      Reasumując żal mi tych lat poświęconych na naukę i zdobywanie doświadczenia
      zawodowego jako inżynier bo nie ma to przełożenia na zarobki i satysfakcję
      zawodową.
      Mam ponad 30 lat pracy zawodowej na stanowisku inżyniera w badaniach i
      produkcji.
      Ponadto mam doświadczenie zawodowe zdobyte w czasie pracy na 4 kontynentach i
      mam duże doświadczenie zawodowe oraz skalę porównawczą w sytuacji inżyniera i
      jego wynagradzania za pracę w naszym kraju i w świecie oczywiście na niekorzyść
      naszego kraju.
      • Gość: Cloclo Re: Inżynierowie są niepotrzebni ! IP: *.onocable.ono.com 04.11.06, 22:54
        Ale potrzebne jest slowo inzynier. Jeszcze jakis czas temu od wszystkiego byl
        manager. Manager sprzedazy, manager jakosci, manager logistyki. Teraz modnie
        jest pisac inzynier sprzedarzy, inzynier jakosci, inzynier logistyki. Normalny
        bełkot dzialow HR.
    • Gość: Btchnolog Co za bzdura...!!! IP: *.dhcp-bl.indiana.edu 04.11.06, 23:23
      ...taaa, potrzeba nam biotechnologow...to sa jaja jakies, znam kilka rocznikow
      studentow biotechnologii dwoch najlepszych studiow biotechnologicznych w kraju,
      UW i SGGW - ANI JEDEN nie znalazl pracy w przemysle albo prywatnej firmie.
      Ani jeden. Kilku pracuje jako przedstawiciele medyczni, a wiekoszosc wyjechala
      zbierac pomidory, ewentualnie poszla na studia doktoranckie.
      Poza frazesami, jakie to przyszlosciowe kierunki, nie robi sie w Polsce nic, by
      rzeczywiscie promowac powstawanie firm nowych technologii, badz przyciagniac
      firmy zagraniczne.
      Uklada sie kretynskie strategie rozwoju kraju, ktore sa tyle warte, ile papier,
      na jakim je wydrukowano - a jednoczesnie tworzy sie ustawy blokujace rozwoj
      biotechnologii w Polsce, straszy ludzi GMO, i tak dalej, i tak dalej.
      Pozdrowienia z USA, do przyszlych studentow biotech - interesuje was praca
      naukowa, idzcie na biotechnologie. Chcecie pracowac w prywatnej firmie...? To
      tylko za granica.
    • Gość: kubus Inżynierowie za euro IP: *.chello.pl 05.11.06, 00:11
      Nie wiem co autor chciał osiągnąć tym artykułem. chyba tylko mnie zirytować!!
      Praca dla biotechnologów w Polsce?? To przecież abstrakcja!! Zaproponowano mi
      ostatnio doktorat - cztery lata tyrki bez ... zadnego sypendium. O przemysle
      nie mówie, bo w Polsce nie ma przemysłu btch. I długo jeszcze nie bedzie.
    • Gość: toku Inżynierowie za euro IP: *.ha.pwr.wroc.pl 05.11.06, 01:01
      Tak sie zastanawiam, po co sciagac naukowcow z zagranicy, skoro to wlasnie polscy naukowcy aby zrobic kariere wyjezdzaja za granice. Moze wystarczy po prostu ich zatrzymac. Bo teraz nawet jak naukowiec SAM wywalczy projekt z UE i dostanie na niego pieniadze i zgode na wynagrodzenie w kwocie powiedzmy 8000zl (kierowanie projektem europ. to kuuupa roboty) to i tak polska uczelnia bedzie mu rzucac klody pod nogi. Po 1 nic nie doklada ze swojej kasy, bo pieniadze sa z UE, to jeszcze nie zgadza sie na takie wynagrodzenie, bo jak to moze byc, ze gowno robiacy profesorek bedzie zarabial znacznie mniej niz kreatywny doktor. Na PL uczelniach jest tak, ze nie wazne co sie umie i ile sie pracuje, ale jaki ma sie staz, nawet jak sie absolutnie NIC a NIC nie robi. Moze trzeba by zaczac od tej strony i inwestowac w kreatywne i pracowite osoby, a nie w tytuly naukowe porobione za komuny????
    • meteorr Re: Inżynierowie za euro 05.11.06, 10:58
      A ja widze dwie strony medalu. Z jednej strony narzekania biotechnologow, z
      drugiej strony absolutny _brak_ komentarzy informatykow. Ciekawe dlaczego?

      Moze dlatego, ze tych naprawde brakuje. I maja tyle roboty, ze nie maja czasu
      sie wypowiadac na forum?

      Dlaczego jak grzyby po deszczu powstaja w Polsce osrodki R&D w dziedzinie
      ogolnie pojetego IT (ostatnio Google), a brakuje labow biotechnologicznych? Moze
      dlatego, ze biotechnologowie sa gorzej wyksztalceni, maja mniej praktyki? Niech
      mi na to odpowie ktos zza oceanu, ktory ma mozliwosci porownania.

      Informatycy sa u nas rozchwytywani, tym z doswiadczeniem raczej bezrobocie nie
      grozi. W zwiazku z tym rynek reguluje place (glownie w gore). I coraz mniej
      oplaca sie wyjezdzac (chyba ze w poszukiwaniu nizszych podatkow).

      Zdaje sie ze pani minister tak do konca glupio nie gada, bo wiecej kasy na
      biotechnologie nie musi oznaczac _wiecej_absolwentow_. Moze po prostu niech
      bedzie ich tyle samo, tylko lepszych? Moze wtedy poziom nauki sie podniesie (pod
      warunkiem zmiany mentalnosci profesorskiej, ale to juz powoli nastepuje), a co
      za tym idzie firmy zachodnie zainteresuja sie wspolpraca i w wspolfinansowaniem
      badan na uniwersytetach?

      Co do gaszczu przepisow, to juz zbyt wielu sie wypowiedzialo zebym mogl cos
      dodac. Moze tylko: zamiast zatrudniac armie doradcow, to urzedy zinformatyzowac.
      W koncu najwiecej czasu na zalatwianie spraw marnuje sie na bieganie miedzy
      jednym a drugim.

      Z drugiej strony, czy my, wyksztalceni ludzie, jestesmy w stanie cos zmienic?
      Raczej nie. Obecna "wladza" wybrana zostala przez wiekszosc, ktora nie
      interesuje kariera czy nauka. Raczej chcieliby jakos przezyc nie przemeczajac
      sie przy tym. I wladza raczej nic nie zrobi w celu zmiany elektoratu. Zapewnia
      po prostu swoim wyborcom wiecej kielabsy i bezterminowy zasilek dla
      bezrobotnych. Bo przy takim podejsciu, jedyny sposob na powiekszenie grona
      wyborcow to sprawienie zeby wiecej ludzi bylo biednych. Wiec znowu podniosa
      podatki (dzien wolnosci podatkowej jest z roku na rok pozniej) i beda uciskac
      nas, inzynierow, klase srednia. Bo bogaci i tak podatki obejda.

      I w tym kontekscie widze dzialania pani minister pozytywnie. Wiecej bedzie
      wyksztalconych dobrze inzynierow, wtedy mniej ludzi da sie nabrac na przekrety z
      lodowka i innymi klamliwymi oszczerstwami. Ale to raczej beda efekty
      dluuuugofalowe. Moze tego dozyje.
      • Gość: Autor Re: Inżynierowie za euro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.06, 12:56
        >
        > Dlaczego jak grzyby po deszczu powstaja w Polsce osrodki R&D w dziedzinie
        > ogolnie pojetego IT (ostatnio Google), a brakuje labow biotechnologicznych? Moz
        > e
        > dlatego, ze biotechnologowie sa gorzej wyksztalceni, maja mniej praktyki? Niech
        > mi na to odpowie ktos zza oceanu, ktory ma mozliwosci porownania.

        Aby robić R&D w informatyce potrzebny jest tylko komputer. Wystarczy taki za
        5000 zł. Aby robić R&D potrzebny jest sprzęt za 5000000 euro. Różnica jest
        znaczna, stąd takie dysproporcje. Do klepania kodu nie potrzebujesz specjalnych
        pomieszczeń z klimatyzacją i zamkniętym obiegiem powietrza, instalacji wodnych,
        gazowych, ciekłego azotu itp., już nie wspomnę o drogim sprzęcie i drogich
        odczynnikach i próbkach, które się zużywają. Wszelkie dyscypliny doświadczalne
        wymagają ogromnego nakładu ludzkiego, nie wystarczy jeden biotechnolog,
        potrzebny jest spec od instalacji niskociśnieniowych, elektronik, mechanik itp.
        Jest jeszcze jedno dno: absolwenci nie mają miejsca pracy, dlaczego nikt nie
        stworzy firm? Na przykład takie lasery. Ogromny rynek i zapotrzebowanie. I
        owszem, ale nie w Polsce. W Polsce nie ma zapotrzebowania na nowe technologie,
        co z tego że będziesz robił lasery, skoro nikt od Ciebie ich nie kupić bo nie ma
        kto ich używać? To co jest to w pojedynczych egz. jest sprowadzane. Możesz
        produkować za granicę, ale już lepiej produkować za granicą, tam przynajmniej
        urząd skarbowy nie niszczy wszystkiego.
        • meteorr Re: Inżynierowie za euro 05.11.06, 13:41
          Sorry, ale IT to nie zawsze PeCet na biurku.

          Poza tym nie zapominaj, ze duza firma to nie tylko desktopy. Dochodza serwery,
          routery itp, a przede wszytkim _licencjonowane_ oprogramowanie, nierzadko
          przekraczajace wielokrotnie cene komputera.

          Firma w ktorej pracuje tez ma laba za pare milionow. I jakos nie przeszkodzilo
          to jej zainwestowac w Polsce i zatrudnic setek ludzi.

          Wiec ciagle nie znam odpowiedzi: dlaczego IT moze w Polsce inwestowac, a sektor
          biotechnologii nie chce? Skoro Polacy sa tansi i lepsi?
          • Gość: Autor Re: Inżynierowie za euro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.06, 14:11

            > Sorry, ale IT to nie zawsze PeCet na biurku.
            >
            > Poza tym nie zapominaj, ze duza firma to nie tylko desktopy. Dochodza serwery,
            > routery itp, a przede wszytkim _licencjonowane_ oprogramowanie, nierzadko
            > przekraczajace wielokrotnie cene komputera.

            Ale to nadal jest mało. Zobacz, ile kosztuje oprogramowanie do modelowania
            cząsteczek i wspomagania obliczeń; ceny z sektora IT to nadal pryszcz. Nawet
            same płace klepczy kodu są znacznie niższe. Głupia awaria jednego lasera to
            wysłanie sprzętu do Stanów i koszty naprawy 100 tyś. euro. Przestój rzędu 1-2
            miesiąca, nic nie można zrobić.
            Poza tym, zaczynanie w tej chwili w Polsce przemysłu bio* nie ma sensu. Zanim
            się dojdzie do poziomu ogólnoświatowego aktualnego na dziś, to minie 5-6 lat, i
            to co dziś było na topie, będzie już dawno nieaktualne. Wielokrotnie trzeba
            samemu przejść przez wiele etapów błądzenia w różnych problemach, trzeba
            wykształcić odpowiednich ludzi a to trwa i kosztuje. Nikt w Polsce nie ma takich
            pieniędzy na naukę, bo to finansowanie od początku studni bez dna.
            Napisałeś 'Moja firma...' ale to jest właśnie firma z zagranicznym kapitałem,
            która ma własne doświadczenie i szuka tylko tutaj dużej ilości wyrobników przy
            klawiaturze.
            Zagraniczny kapitał także nie tutaj nie przyjedzie, bo nie ma po co. Tutaj nie
            trzeba sterty klepaczy, którzy tutaj są tańsi. A człowiek od bio* dostaje tyle
            samo w branży, gdziekolwiek będzie. Do tego wrogie przepisy i problemy prawne z
            badaniami.

            > Firma w ktorej pracuje tez ma laba za pare milionow. I jakos nie przeszkodzilo
            > to jej zainwestowac w Polsce i zatrudnic setek ludzi.

            To akurat jest zrozumiałe: od kilku lat jest wielki bieg na tego typu kierunki,
            teraz to już szkoła od krów (SGGW) kształci informatyków, nie wspominając o
            setkach Wyższych Szkół Czegośtam. A studia bio* są o wiele trudniejsze i
            bardziej wymagające, stąd mniejsza ilość absolwentów. No i oczywiście efekt
            koła: nie ma pracy, więc nie ma absolwentów, nie ma absolwentów nie ma pracy.
            Choć absolwenci tak na prawdę są, ale uciekają.
            No i na koniec opłacalność: w tego typu dziedzinach efektywność jest o wiele
            niższa niż klepanie kodu. Znacznie dłużej, znacznie drożej i znacznie trudniej
            dochodzi się do zaplanowanych efektów. Czasem bywa tak, że po 2 latach badań
            dochodzi się do wniosku, że czegoś się nie da zrobić z przyczyn fundamentalnych,
            bo pewnych praw i reguł natury nie zmienisz.
            • Gość: wońtrupka Polska klepaczami stoi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.06, 15:05
              > Napisałeś 'Moja firma...' ale to jest właśnie firma z zagranicznym kapitałem,
              > która ma własne doświadczenie i szuka tylko tutaj dużej ilości wyrobników przy
              > klawiaturze.
              > Zagraniczny kapitał także nie tutaj nie przyjedzie, bo nie ma po co. Tutaj nie
              > trzeba sterty klepaczy, którzy tutaj są tańsi. A człowiek od bio* dostaje tyle

              Otoz to! Przykro to stwierdzic, ale wiekszosc tzw. R&D w IT w Polsce do zwykle
              klepanie kodu. Zwykle wyrobnictwo. Klepacze ciesza sie, ze zarabiaja te kilka
              srednich krajowych, ale niestety ich praca ma niewiele wspolnego z badaniami...
              Czasem maja ta koncie pare rozwiazan racjonalizatorkich, ale na powazne badania
              po prostu nie stac prawie zadnej polskiej firmy, a zagraniczne robia to u
              siebie. Pisanie kolejnej bazy danych, oprogramowania do dekodera TV, czy tez
              softu na komorki... to nie sa badania, sorry. To praca, osmiele sie powiedziec,
              dla zdolnego technika informatyka, a nie inzyniera, a juz na pewno nie
              naukowca-inzyniera. Mam nieco do czynienia z informatykami-klepaczami i musze im
              przyznac, ze sa bardzo sprawni w szybkiej implementacji i przerobkach znanych
              rozwiazan, ale sa niestety baaardzo slabi w zagadnianiach abstrakcyjnych, nie
              maja podstaw matematycznych i co najgorszem, nie widza w tym nic zlego.

              > No i na koniec opłacalność: w tego typu dziedzinach efektywność jest o wiele
              > niższa niż klepanie kodu. Znacznie dłużej, znacznie drożej i znacznie trudniej
              > dochodzi się do zaplanowanych efektów. Czasem bywa tak, że po 2 latach badań
              > dochodzi się do wniosku, że czegoś się nie da zrobić z przyczyn fundamentalnych

              Dlatego na takie badania stac bogate kraje i bogate firmy. W Polsce kazdy
              przedsiebiorca Cie wysmieje, kiedy powiesz, ze 2 lata bedziesz pracowal, a na
              koncu nic z tego moze nie byc. Polska jest zacofana i biedna. W potocznej
              swiadomosci naukowiec do darmozjad, bo cos tam 2 lata dlubie, a na koncu mowi,
              ze sie nie da zrobic... czyli cwaniak i oszust...
              • meteorr Re: Polska klepaczami stoi 06.11.06, 05:21
                > Otoz to! Przykro to stwierdzic, ale wiekszosc tzw. R&D w IT w Polsce do zwykle
                > klepanie kodu. Zwykle wyrobnictwo. Klepacze ciesza sie, ze zarabiaja te kilka
                > srednich krajowych, ale niestety ich praca ma niewiele wspolnego z badaniami...
                > Czasem maja ta koncie pare rozwiazan racjonalizatorkich, ale na powazne badania
                > po prostu nie stac prawie zadnej polskiej firmy, a zagraniczne robia to u
                > siebie. Pisanie kolejnej bazy danych, oprogramowania do dekodera TV, czy tez
                > softu na komorki... to nie sa badania, sorry.
                Masz jakies doswiadczenie ze tak dokladnie wiesz?

                > Mam nieco do czynienia z informatykami-klepaczami i musze i
                > m
                > przyznac, ze sa bardzo sprawni w szybkiej implementacji i przerobkach znanych
                > rozwiazan, ale sa niestety baaardzo slabi w zagadnianiach abstrakcyjnych, nie
                > maja podstaw matematycznych i co najgorszem, nie widza w tym nic zlego.
                Masz doswiadczenie? Czyli nim nie jestes. To troche tlumaczy z jaka pogarda sie
                o nich wypowiadasz.

                Prawda jest taka, ze dysponujesz pewnie opiniami pewnej proby informatykow,
                ktora uwazasz za reprezentatywna, choc tak nie jest.

                Uwierz mi, nie trzeba miec doktoratu z matematyki, zeby wprowadzac innowacyjne
                rozwiazania do programowania. A z drugiej strony, zagadnienia zlozone, np. typu
                hard real-time, raczej nigdy nie beda do opanowania przez przecietnego technika :)

                Zagraniczny kapital moze i przyjechal tu po klepaczy, ale szybko sie przekonal,
                ze mozliwosci R&D sa spore - i w tym kierunku rowniez inwestuje.

                Zeby podwazyc ostatecznie Twoja argumentacje, powolam sie na przyklad Googla -
                ktory raczej nie slynie z poszukiwania tanich klepaczy (dwa najwieksze osrodki w
                Europie sa w Szwajcarii i Norwegii - gdzie pensje wcale tanie nie sa). I po
                dlugich (tzn. dokladnych) poszukiwaniach, na trzeci osrodek (R&D) zdecydowal sie
                wlasnie w Polsce.

                Wiec po co ta pogarda w tym co piszesz? Zeby wytlumaczyc sobie ze inni moga miec
                lepiej, latwiej o dobrze platna prace? Moze po prostu sie przekwalifikuj, skoro
                uwazasz ze to takie latwe...
      • Gość: gaduła Re: Inżynierowie za euro IP: 62.121.128.* 05.11.06, 21:15
        w mojej branży jak policzyłem koszty na starcie tylko aparatury do badań to
        wyszło kolo 1,5 mln euro, do tego dodaj koszty zaplecza w postaci częsci
        technologicznej zaleznie od potrzeb produkcji, do tego dodaj perosnel ktorego
        moze byc nawet i 20 - 30 osób, oraz reszte zaplecza,
        dlatego latwiej jest postawic hale z konmputerami niz zbudowac porzadne
        laboratorium,w firmach zachodznich widzialem ze oficjalnie gloszono badania
        tylko w centrali nawet gdy po cichu fizycznie robione byly u nas,
        nie wolno mowic i pisac ze sa robione w Polsce !
        sam znam pare przypadkow;
        przysłano fachowcow z zachodu co mieli wdrożyc u nas technologie ktore tam nie
        wyszły i żeby zamknąc zakład na tej podstawie,
        wylania starej kadry inzynierskiej na emerytury, po zawaleniu produkcji (czesci
        do samochodów) sciągnięto ich ale juz na umowy na czas określlony aby mniej
        płacić, drugi wariant to gość powiedział dyrekcji ze ma ich.... i nie wrocił do
        pracy,
        tak to wyglada od kuchni,
        i jeszcze jedno aby wykształcic inżyniera to trzeba mieć aparture w miare
        nowoczesna w szkole i samemu robic badania w tym kierunku co się kształci i byc
        sprawdzony przez konkurencje, a z tym jest bardzo żle,
        zatem lepiej zrobic kurs księgowych, dla nich pracy nie brakuje !


      • Gość: Bt Odpowiedz zza oceanu IP: *.dhcp-bl.indiana.edu 06.11.06, 23:40
        > Moze dlatego, ze tych naprawde brakuje. I maja tyle roboty, ze nie maja czasu
        > sie wypowiadac na forum?

        Moze...? A moze jednak nie...? Troszke ta uszczypliwosc wzgledem biotechnologow
        nie do konca jest uczciwa, a dlaczego, to zaraz...

        > Dlaczego jak grzyby po deszczu powstaja w Polsce osrodki R&D w dziedzinie
        > ogolnie pojetego IT (ostatnio Google), a brakuje labow biotechnologicznych?
        >Moze
        > dlatego, ze biotechnologowie sa gorzej wyksztalceni, maja mniej praktyki?

        Mysle, ze jestes w bledzie. Jesli chodzi o studia takie jak biotechnologia,
        biofizyka, chemia, geologia - nasi absolwenci, jak sadze, sa naprawde niezli.
        Problem w tym, ze w rzeczy samej, w kraju czeka na nich praca na ogol ponizej
        umiejetnosci.
        Dlaczego uwazam, ze nasi absolwenci kierunkow przyrodniczych nie maja
        relatywnie "mniej" praktyki, niz informatycy..? Poniewaz na uczelni, na ktorej
        pracuje (w miare swiezy absolwent biotechnologii) pracuje wielu moich
        rowiesnikow, ktorzy ukonczyli w/w kierunki.
        Wszyscy jednym chorem twierdza, ze w Polsce nie ma dla nich pracy, bo sektor
        prywatny w tych dziedzinach praktycznie nie istnieje.
        Jednoczesnie wszyscy oni maja tutaj satysfakcjonujaca prace i zamierzaja ulozyc
        sobie zycie z dala od naszego kraju. (Ja wracam, wbrew wszelkiej logice, ale
        chyba jestem jedyny).

        To, ze powstaja laby informatyczne, jest faktem (jak i to, ze jest tez
        armia "klepaczy") - ale Twoj wniosek, ze jest to tylko pochodna doswiadczenia i
        zdolnosci polskich infromatykow, moim zdaniem jest zupelnie bledny.
        To, ze w Polsce nie powstaja prywatne laby R&D z dziedzin biofizyki, chemii,
        biotechnologii jest problemem duzo bardziej zlozonym.
        Nie prowadzilem badan probujacych rozgryzc to zagadnienie, ale mam pare
        spostrzezen...

        Po pierwsze - wspomniane powyzej naklady. Moze w istocie koszty prowadzenia
        badan w informatyce tez moga byc bardzo wysokie, ale wydaje mi sie,
        ze "szybkosc zwrotu nakladow" tez jest tam duzo wyzsza.
        Czy to przypadek, ze "giganty" software'u i hardware'u czesto sa stosunkowo
        mlode...? Giganty agro, bio i chem, tak sie sklada, sa najczesciej duzo
        bardziej wiekowymi firmami.
        Badania w tych dziedzinach trwaja po prostu dluzej, a ryzyko tez jest wyzsze.
        (Potencjalne zyski takze, tak na marginesie).

        2) Fatalne prawdodawstwo.To wlasciwie powinien byc punkt pierwszy. Prawo
        dotyczace badan biotechnologicznych, bezpieczenstwa dla srodowiska, wymaganych
        certyfikatow, zabezpieczen, cudow, wiankow i fontann skutecznie odstraszy
        kazdego potencjalnego inwestora. Nie wiem, na ile ostrych slow tu uzyc,
        ale "nasze ministry" sa TOTALNYMI ciemniakami, jesli chodzi o geny,
        biotechnologie itd. Prawda jest taka, ze prawo regulujace badania biologiczne w
        Polsce sa pisane pospolem przez "zielonych", ignorantow i chlopkow-roztropkow z
        chlopskich partii; naukowcy mieli i maja zero do powiedzenia.
        Ostatnio probowano wprowadzic prawo, ktore skutecznie blokowaloby produkcje
        wielu lekow, ale ostrzezenia naukowcow byly ignorowane prawie do
        konca...wiadomo, zieloni sa uczciwi, a naukowcy zaprzedani wielkim koncernom.
        Szanse na zmiane tego stanu rzeczy...? Moim zdaniem, nieistniejace.
        Wyobrazcie sobie, ze do gehenny, jaka jest zalozenie w Polsce firmy, dochodzi
        jakies 2000% wiecej formalnosci, zeby zalozyc firme biotech - ktos chetny...?

        3) UE. Firmy z UE lobbuja za restrykcyjnym prawem dla biotech i chem, zeby
        zabezpieczyc sie przed inwazja produktow i firm z USA i reszty swiata.
        Nieglupia taktyka, durna strategia. Jednoczesnie coraz wiecej kasy przeznaczaja
        na swoje badania biotech. W Polsce laczymy teorie z praktyka, mamy restrykcyjne
        prawo i nie wykladamy kasy na biotech...;-)

        4) Co wynika z powyzej - bark rynku na wiele produktow biotech; brak firm
        zdolnych wejsc np. z innowacyjnym lekiem na rynki zachodu, a tylko to moze
        zwrocic koszty poniesionych badan...latwiej sprzedawac multiwitaminy i
        reklamowac je w tv. Proste i skuteczne.

        5) Ja bym sie o biotechnologow i biofizykow nie martwil, autentycznie. Wszedzie
        na swiecie ich brakuje; jak juz napisalem powyzej, z glodu nie umra, poradza
        sobie. A Polska...? Mamy 5% wzrost, wiceministra Orzechowskiego i jest git, a
        bedzie jeszcze lepiej. Nie musi byc przeciez super-hiper, wystarczy, ze bedzie
        ok, prawda...?

        Ja np. zamierzam wrocic i pracowac naukowo za ulamek tego, co zarabiam tutaj -
        zbyt po prostu cenie sobie smaczny chleb i Zywca, zeby spedzac zycie za granica.
        To, ze nawet gdybym wygral milion, to biotechnologicznej firmy w Polsce bym nie
        zakladal, z powodow opisanych wyzej, to inna bajka.
        Kolegom i studentom po fachu zycze szczescia za granica, a naszym wizjonerskim
        politykom dobrego sampoczucia i wszystkiego dobrego...
    • Gość: ula Inżynierowie za euro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.06, 12:05
      Absolwenci biotechnologii na rok: ok. 1500. Ofert pracy na rok: ok. 30. Tego
      uczą mnie na PWr na 5 roku biotechnologii, a rząd chce jeszcze nas rozmnażać.
      Gdzie oni żyją? W Polsce biotechnologia NIE ISTNIEJE!
    • Gość: Cezar Inżynierowie za euro IP: *.icpnet.pl 05.11.06, 14:31
    • Gość: false :) IP: *.bielsko.dialog.net.pl 05.11.06, 14:37
      skoro pani Gęsicka poczuwa się w roli naczelnego nauczyciela IV RP (i
      słusznie), to niech odstawi do kąta Giertychów i wymierzy karę w postaci 100
      batów :)))
    • Gość: Cezar Inżynierowie za euro IP: *.icpnet.pl 05.11.06, 15:50
      Widząc temat artykułu o pomyślałem siebie cos interesujacego no to do czytania,
      po przeczytaniu już nie było etuzjazmu.

      Zmieniajac ostatnio prace jedno z pytań było następujace: prosze o argumety
      które przekonaja mnie ze nie wyjedzie pan za granice? jak sie potem
      dowiedziałem podobne pytania staja sie juz standardem.

      pani minister zdaje sie wymienia najpierw "edukacja, ludzie, rozwoj"
      Szanowna pani ludzie powinni być na początku. Jestem absolwetem jednej z
      polskich uczelni techniczych od ponad 2 lat pracuje w zawodzie jako inzynier.
      I troszeczke juz widziałem odnosnie naszego systemu edukacji. Szkolnictwo
      wyższe inżynierskie systematycznie obniża poziom edukacji mogac rozmawiac ze
      starszymi kolegami dochodze do wniosku, że to co ja miałem to ledwo
      zasmakowanie wiedzy. Kiedys wiecej labolatarów zajec z matematyki fizyki itp.
      Dzis fatalnie to wyglada: kadra nie zmieniona lub w niewielkim stopniu,
      większości żyjaca jeszcze porzprzednim czasmi i co gorsze kontakty z przemysłem
      praktycznie żadne. Oczywiscie pani lub pan prof jezdza na konferencje itp ale
      po to nie wiem. Przez 5 lat studiów spotkałęm 2!!! którzy byli powiazani z
      przemysłem i wiedzieli co mówią, bo znanli problemy wiedzieli co sie dzieje bo
      biorą udział w zmianach. Wykłady z nimi czysta przyjemność reszta o jeju
      tragedia od lat te same rzeczy gadaja i nic nowego poupychani w tych swoich
      pseudo gabinetach.
      Ewidenty brak świeżych ludzi, obytych z przemysłem tym co sie dzieje sprawnych
      otwartych itp. Tak nie powinno być.

      Studia na Politechnikach sa bardzo specyficze wyrabiaja w człowieku duza
      odporność psychiczną.

      A po studiach idac do pracy widac na poczatku jak to wszyko nie jest połaczone
      jak te same drogi które powinny isc w parze ida oddzielnie. Polski przemysł tak
      naprawdę jest bardzo słaby obecnie duzo daja zagraniczne inwestycje,
      zagraniczne firmy ale tylko te które umożliwaja Polaką prace przy projektach
      rozwój ich i wpływ na nie gorzej jest gdy tylko montuje sie cos to juz wtedy
      traci sie pewne nawyki.

      widać róznice, z wolna zacieraja sie jednak jest wiele do zrobienia, problemem
      jest obecnie powstajaca luka pokoleniowa ja i moi koledzy tak naprwade uczymy
      sie sami bo nie mamy od kogo barkuje osób które mogłyby przekazac swoja wiedze,
      doświadczenie. Ksztalcenie jedno a drugie utrzymanie ludzi. Pracownik
      potrzebuje czasu aby stac sie wartosciowym a on ledwie sie wyksztalci to ucieka.

      Co mozna zaproponowac bo narzekac wiec pare propozycji:

      1) Wprowadzenie wymagajacych ezg na wyszykie kierunki, aby wyeliminowac
      przypadkowość. Zostawic tych co chca sie uczyc a nie tych co sa bo sa
      2) 2 pierwsze lata studiów uczyc j obcy min 2 podstawowy np angielski i
      dodatkowy . Uczyć fizyki i matematyki naprawde szorokiej nie pobcinanej do min
      dac szeroka wiedze podstawoa inzyniersa + przedmioty kierunkowe
      3) Przerwa wakacyjna obowiazkowe praktyki zawodowe max praktyki.
      4) Dac świadomość ze mimo duzych wymagań opłaca sie np bezpladne akademiki,
      wyniki=stypendia ( zadnej przypadkowosci)
      5) po ogolnej wiedzy wiedza paraktyczna max zajec laboratyjnyc, projektów,
      samodzielnej pracy, koniecznie przy praktycznie stosowanych projektach np dla
      firm
      6) studia dokotoranckie min po 5 latach praktyki zawodowej. Ci co ucza musza
      wiedziec czego wymaga sie w pracy co jest potrzebne jak kształtowac umysły,
      sposób myslenia
      7) Wprowadzic pieniadze dla uczelni za projekty za zastosowania w praktyce za
      innowacje ale te wprowadzone za wyniki a dopiero w drugiej kolejnosci za liczbe
      studentów
      8) zmienic swiadomosc studentow ze mozna sciagac zero tolerancji dla sciagania
      umiesz albo nie zadnej przypadkowosci egzekwowanie wiedzy
      9) systematycznie podnoscic poziom
      10) nie bac sie mowienia inaczej niz tylko przez tytuly przed nazwiskiem

      moze która propozycja komus przypadnie do gustu





    • Gość: inżynier Inżynierowie za euro IP: *.pronet.lublin.pl 05.11.06, 16:11
      niestety całe pokolenie potencjalnych "wypadło" z obiegu. Od wielu lat popyt
      był wyłącznie na ekonomistów, socjologów, psychologów, menedżerów wszelkiej
      maści, fachowców od HR i zarządzaniem ryzyka, analityków, etc...
      Nagle okazało się, że ci wybitni ludzie nie mają kim zarządzać. Firmy są
      zacofane, nie ma kto wdrażać nowych technologii, nie ma kto sprawować pieczy
      nad nowoczesnymi urządzeniami i zautomatyzowanymi liniami produkcyjnymi.
      Zresztą, nie oszukujmy się, wiele naszych firm to manufaktury, w których
      ręcznie składa się przywiezione z zagranicy podzespoły. W takich firmach kadra
      techniczna jest zbędna.
      Po siedemnastu latach, ktoś doszedł do wniosku, że brakuje inżynierów. Za
      późno. Ludzie powyjeżdżali. Co prawda znam pewnego wybitnego fachowca ( gość w
      dodatku jest inżynierem i to na stanowisku dyrektorskim), który twierdzi, że na
      Zachód wyjechali najgorsi; zapomniał wuł jak cielęciem był.
      • Gość: Marta50 Re: Inżynierowie za euro IP: *.pools.arcor-ip.net 05.11.06, 16:20
        Niestety tak jest, zarzadzanie, praca nad inowacja odbywa sie w zachodnich
        centralach.
        W dodatku co wnosza polskie studia, wiedze bez praktyki w przemysle, jaki ma
        porzytek z tego pracodawca? Zaden. Po co mu wiedza, jak pracownik nie potrafi
        jej zastosowac w przemysle, lepszy jest dlugoletni pracownik ktory nabyl wiedze
        jak i praktyke w danym zawodzie. Pracodawca nie ma zamiaru (koszty) prowadzic
        takie osoby dlugi czas za raczke. Taka jest prawda.
        • Gość: m Re: Inżynierowie za euro IP: *.pl 05.11.06, 16:50
          > Niestety tak jest, zarzadzanie, praca nad inowacja odbywa sie w zachodnich
          > centralach.
          > W dodatku co wnosza polskie studia, wiedze bez praktyki w przemysle, jaki ma
          > porzytek z tego pracodawca? Zaden. Po co mu wiedza, jak pracownik nie potrafi
          > jej zastosowac w przemysle, lepszy jest dlugoletni pracownik ktory nabyl wiedze
          > jak i praktyke w danym zawodzie. Pracodawca nie ma zamiaru (koszty) prowadzic
          > takie osoby dlugi czas za raczke. Taka jest prawda.
          Czyli tak ,jeżeli ktoś po sociolgii popracuje odpowiednio długo ,to będzie z
          niego inżynier
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka