Gość: biolog
IP: *.mtnet.com.pl
25.06.03, 15:26
Przygładąlem się kilka lat temu dyskusji o kodeksie pracy i moje zdanie było
takie - choćby nawet likwidacja kodeksu pracy nie ma żadnego związku z
bezrobciem. I rowniez na tym Forum pisalem - skladki od pracy to zabija
Polske (+ VAT bo mam tu lekką obsesję jak sądziłem niedawno, dopóki nie
poczytałem o planach rządu na 2004 i 2005 w sprawie VAT.). I wtedy politycy
zwiazani z nurtem liberalnym krzyczeli "W Hiszpanii rozwalili kodeks pracy" i
bezrobocia spadło. Przeczytajcie poniższy artykuł i zwłaszcza - to dotyczy
tych szczęściarzy, co mają jeszcze -naście lat nie nabierajcie się na bełkot
w mediach dotyczacy innych spraw z ekonomii.
Niedawno w Trojce uslyszalem jak politycy twierdzili, ze rozwiazanie - jak
sie okazuje z Hiszpanii - aby dla "mlodych", bezrobotnych stosowac, gdy
zaczynaja zakladac firmy i dzialac preferencyjne skladki na ZUS jest ....
niezgodne z Konstytucja
Biolog
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/praca_030625/praca_a_9.html
Obniżyliśmy podatki, składki, zlikwidowaliśmy monopole. I powstały miejsca
pracy
- mówi Gerardo Camps, sekretarz ds. ubezpieczeń społecznych Hiszpanii
Rz: W Polsce Hiszpania jest podawana za wzór skutecznej walki z bezrobociem.
Wy też uważacie, że osiągnęliście sukces?
Gerardo Camps: - Sądzę, że tak. Od 1996 r. udało nam się stworzyć 4 mln
nowych miejsc pracy. Połowa wszystkich miejsc pracy stworzonych w zeszłym
roku w Unii Europejskiej powstała właśnie u nas. Udało nam się wyjść z 20-
proc. bezrobocia.
Takie bezrobocie było w Hiszpanii w 1996 r., dziesięć lat po jej wejściu do
Unii. W Polsce wielu ludzi mówiło, że głosują za akcesją, bo liczą, że to
pomoże zmniejszyć bezrobocie...
Tworzenie miejsc pracy jest związane z wejściem do Unii. Żeby osiągnąć ten
cel, musieliśmy zastosować kilka mechanizmów - pierwszym było stymulowanie
gospodarki do wzrostu gospodarczego. Natychmiastowym efektem jest
ograniczenie bezrobocia. Polska też ma na to szansę.
Proszę powiedzieć, co właściwie zrobiliście, by bezrobocie u was spadło.
Po pierwsze, staraliśmy się wpłynąć na rozwój gospodarczy - obniżyliśmy
podatki, i to nie tylko dla podmiotów gospodarczych, które są odpowiedzialne
za tworzenie miejsc pracy. Zmniejszyliśmy też obciążenia osób fizycznych - po
to, żeby zwiększyć konsumpcję. Zlikwidowaliśmy ostatnie monopole. W Hiszpanii
były to monopole energetyczny i telekomunikacyjny. Liberalizacja tego rynku
przyniosła natychmiastowy efekt - właśnie w postaci wzrostu gospodarczego.
Ostatnia sprawa to wpływanie bezpośrednio na rynek pracy.
W Polsce pracodawcy mówią, że nasze prawa pracownicze są za bardzo chronione.
Według nich łatwiej byłoby zatrudniać ludzi, gdyby nie było potem tak ciężko
ich zwolnić.
W Hiszpanii nie ruszaliśmy przepisów dotyczących zwalniania pracowników, po
reformach wcale nie stało się ono łatwiejsze. Wręcz przeciwnie - ułatwiliśmy
zatrudnianie ludzi. Zmniejszyliśmy na przykład składki ubezpieczeniowe.
Ile one wynoszą?
28 proc.
A u nas 48.
48?! Nasi przedsiębiorcy nadal żądają, żeby ograniczyć zobowiązania
ubezpieczeniowe. Stwierdziliśmy jednak, że zamiast obniżać składki dla
wszystkich, potraktujemy je jako mechanizm regulacji rynku. Obniżamy składki
wtedy, kiedy chcemy zachęcić firmy do zatrudniania określonych grup osób -
objętych bezrobociem strukturalnym. Składki za zatrudnianych poniżej 25. roku
życia czy mających więcej niż 45 lat, pozostających długo bez pracy, mogą być
niższe nawet o połowę.
I to jest skuteczny mechanizm?
W 1996 r. osoby młode stanowiły 75 proc. wszystkich bezrobotnych. Teraz już
tylko jedną czwartą. Stworzyliśmy też wiele udogodnień dla kobiet - w
Hiszpanii był to szczególny problem, bo kobiety tradycyjnie nie pracowały.
Chodziło o wciągnięcie ich na rynek pracy i o to, żeby macierzyństwo ich z
tego rynku nie eliminowało. Połowa wszystkich stworzonych przez nas stanowisk
pracy to miejsca dla kobiet.
O jakie konkretnie rozwiązania chodzi? Na przykład w stosunku do kobiet?
Kiedy kobieta idzie na czterotygodniowy urlop macierzyński, jej pensję i jej
ubezpieczenie płaci system ubezpieczeniowy. Kłopot ma jedynie pracodawca,
który pozostaje bez pracownika. Wprowadziliśmy więc zasadę, że jeśli przyjmie
on na cztery miesiące osobę na miejsce kobiety będącej na urlopie
macierzyńskim, to nie musi za nią płacić składek. Więcej - kiedy kobieta
wraca z urlopu, pracodawca nie tylko musi ją przyjąć. Odnosi też korzyść -
przez rok nie płaci za nią ubezpieczenia. To element nie tylko ożywiania
rynku, ale też polityki prorodzinnej. Jak w całej Europie stajemy przed
problemem starzenia się społeczeństwa.
Ile na to wydano? I ile miejsc pracy udało się w ten sposób stworzyć?
Szacujemy - bo te przepisy weszły w życie miesiąc temu - że będzie to koszt
16 mln euro rocznie. A miejsca pracy? Nie wiemy. Jesteśmy bardziej nastawieni
na utrzymanie już istniejących stanowisk niż na tworzenie nowych. Chodzi nam
o to, żeby rynek się nie skurczył.
ROZMAWIAŁA SYLWIA SZPARKOWSKA