Gość: pawel-l
IP: 1.0.12.*
22.07.03, 08:15
Ciągle w mediach (i na forum) są kłótnie o podatki a niewiele wiemy kto i za
co je płaci.
W ostatniej polityce jest trochę danych wartych poczytania:
polityka.onet.pl/162,1126210,1,RA,artykul.html
Bogaci nie płacą
Polscy milionerzy ujawniają swoje podatki i mówią, jak ich unikać
Ludzie najbardziej zamożni mogą, jeśli chcą, legalnie nie płacić w Polsce
żadnych podatków – mówi były właściciel firmy informatycznej, który na naszej
liście zajmuje poczesne miejsce, ponieważ w 2001 r. sprzedał kontrolny pakiet
udziałów. – W skrajnych przypadkach osoby te w ogóle nie wypełniają w Polsce
PIT. Do tego celu wykorzystywany jest status rezydenta w Wielkiej Brytanii,
Monako, Szwajcarii, Holandii i w tzw. rajach podatkowych, z którymi mamy
umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. Wszędzie tam podatki od dochodów
osobistych są o wiele niższe niż u nas lub też nie ma ich w ogóle – stawka
wynosi od 0 do 10 proc. Koszt statusu rezydenta to np. w Wielkiej Brytanii
zdeponowanie w tamtejszych bankach minimum miliona funtów. Na zgodę czeka się
kilka miesięcy.
Sto osób, które zapłaciły w Polsce w 2001 r. najwyższe podatki, zarobiło 1
mld 62 mln 767 tys. zł, z czego ponad 421 mln oddało fiskusowi. Ale lista ta
tylko w niewielkim stopniu zawiera te same nazwiska, które znamy z różnego
typu rankingów najbogatszych.
Największy polski podatnik PIT chce pozostać anonimowy. W ciągu jednego roku
zapłacił państwu ponad 51 mln zł, ale ono – w zamian – nie jest w stanie mu
zapewnić nawet poczucia bezpieczeństwa. Zrozumiałe więc, że nie chce się
wystawiać na łup gangsterów, bo przed drobnymi złodziejami strzegą go
prywatni ochroniarze. Możemy ujawnić tylko tyle, że nie jest to nikt z
wielkiej trójki Polaków uznanych za najzamożniejszych. Obecnemu liderowi
rankingu po zapłaceniu PIT zostało jeszcze 78 mln zł. Nie było go w Złotej
Setce Podatników rok wcześniej, nie będzie też w następnej. Lista
największych podatników w Polsce jest bowiem jak kwiat jednej nocy – na
szczycie jest się przeważnie tylko raz. Oszałamiającą sumę 128,5 mln zł
pierwszy podatnik Rzeczpospolitej uzyskał bowiem głównie ze sprzedaży
udziałów we własnej firmie. Tylko ok. 1,3 mln zł stanowiły jego inne źródła
dochodu. Sprzedał dorobek swego życia i jeśli nawet te pieniądze zainwestował
w rozwój innej firmy, wcześniej – takie mamy prawo – 40 proc. musiał oddać
fiskusowi.
W rankingu za 2001 r. Ryszard Krauze trafił do pierwszej dziesiątki. W jego
zeznaniu podatkowym w rubryce „podatek należny” figuruje suma 6 mln 393 tys.
zł. Pozbył się części majątku także dlatego, że potrzebował pieniędzy na nową
inwestycję. Ale już w 2002 r. jego opodatkowane pitem dochody stopniały
gwałtownie – zapłacił zaledwie 144,7 tys. zł (choć, oczywiście, suma
osobistych podatków przedsiębiorcy w żadnym stopniu nie odzwierciedla jego
dochodów, które przeznacza na prywatną konsumpcję).
Z tych samych powodów (sprzedaż udziałów) w rankingu największych podatników
znalazł się też Klaudiusz Balcerzak, były właściciel zakładów mięsnych
Balcerzak w Sławie Śląskiej. Historia, o której sam bohater nie chce
opowiadać, jest znana w branży. Nie przewidział sukcesu, który osiągnął.
Przedsiębiorstwo budował od zera, zarejestrował je więc przed laty jako
spółkę cywilną. Rodzina żyła niesłychanie oszczędnie, ponieważ wszystkie
pieniądze inwestował w rozwój. Balcerzak rósł w oczach i zatrudniał coraz
więcej osób. Kiedy liczba pracowników sięgnęła siedmiuset osób, nie dało się
dłużej prowadzić przedsiębiorstwa jako jednoosobowej spółki cywilnej.
Klaudiusz Balcerzak przekształcił firmę w spółkę z o.o. Wtedy urząd skarbowy
doszedł do wniosku, że należy mu cofnąć wszystkie ulgi inwestycyjne i zażądał
ponad 2 mln zł podatku. Właściciel nie miał oszczędności, więc fiskus zajął
konto firmy, uniemożliwiając jej działalność. Przedsiębiorstwo trzeba było
sprzedać. W ten sposób Balcerzak – oddając dorobek całego życia –
jednocześnie trafił do złotej setki największych podatników PIT. Niemcy,
którzy kupili jego firmę, nie zmienili nawet nazwy, bo dobrze się kojarzy
konsumentom. Zaś Klaudiusz Balcerzak jako pierwszy i bodaj jedyny człowiek w
Polsce odszedł z zakładów z klauzulą dziesięcioletniego zakazu pracy u
konkurencji. Nowi właściciele najwyraźniej uznali, że może być dla nich
groźny.
Wielu ludzi wyobraża sobie, że najbogatsi biznesmeni mają ogromne pensje,
które – wedle potrzeb – uzupełniają sobie sowitymi premiami. To błędne
przekonanie. Jan Kulczyk w żadnej z polskich firm nie ma pensji, pobiera
tylko wynagrodzenie za udział w radach nadzorczych. Na jego dochody składa
się głównie dywidenda, czyli udział w zysku. Nie występuje w rankingu
podatników PIT.
Aleksander Gudzowaty, uznany za jednego z trzech najbogatszych ludzi w
Polsce, uplasował się dopiero w trzeciej dziesiątce naszej listy.
...