Dodaj do ulubionych

Ekonomiści, do roboty!

IP: *.lodz.dialog.net.pl 09.11.07, 23:34
Najlepiej zacząć dyskusję od fundamentów zdrowego państwa tj. systemu
podatkowego i całego quasi-podstkowego aparatu w Polsce- teorie teoriami, ale
Polacy oczekują od ekonomistów konkretnych rozwiazań podatkowych, które
pozwolą wielu przedsiebircom i pracownikom swobodnie konkurować na rynku
krajowym i zagranicznym. To taj jak mag marketingu wymyśli strategię rozwoju,
a póxniej cała armia handlowców głowi sie jak to osiągnąć w praktyce. Potrzeba
nam tych handlowców, a nie felietonistów.
Obserwuj wątek
    • szfindel No prosze, wszystkie rece na poklad 10.11.07, 00:33
      A teraz bedzie przez nastepne dwa lata: bla bla bla bla bla, co pomoze
      najbiedniejszym. Bla bla bla bla bla bla, bo PiS zepsul, bla bla bla bla bla.
      Gdyby to zrobic tak a nie inaczej, toby nam wyszlo. Wszystko przez to, ze motyl
      ma ciapki na skrzydlach. Jakby nie mial toby wyszlo. Nastepnym razem nam wyjdzie.!
    • Gość: gosc z caribbean Ekonomiści, do roboty! IP: *.socal.res.rr.com 10.11.07, 00:51
      problem polega na tym ze ekonomisci sie na niczym nie znaja, pojecie
      takiego "specjalisty'istnieje np na zachodzie w sferze teori
      ekonomicznych ktore sa wykladane na uczelniach kierunku biznesu i to
      tylko jeden semestr. Specjalisci ktorzy moga dyskutowac na tematy
      gospodarcze to np analitycy finansowo bankowi ktorzy maja teorie i
      praktyke bankowa oraz finansowa, czy specjalisci podatkowi wktirzy w
      Polsce sie jeszcze nie wyksztalcili( nie mam na uwadze ludzi ktorzy
      znaja przepisy podatkowe) ale tacy ktorzy widza implikacje roznych
      systemow podatkowych np na eksport lub import(sa takie). Mysle ze
      wielu analitykow w Polsce robi analizy na zamowienie oraz pod
      publiczke , gdyz jest nagminne ze po jednej analizie i ocenie w
      makroskali okazuje sie za dwa miesiace ze trend jest zupelnie inny i
      ten sam analityk sobie zaprzecza w nastepnej ocenie.
      Tak naprawde nie czytalem rzeczowej i kompleksowej analizy
      wyjasnienia np kursu zlotowki do innych walut ( np kazdy pomija
      wplyw ogromnego przyplywu pieniadza unijnego na kurs waluty).
      Jednym zdaniem: w Polsce nie ma ani profesjonalizmu ani etyki
      zawodowej analitykow w podejmowanych tematach
    • Gość: Jurek Dziwie sie, ze nadworny ekonomista sztolcmana IP: *.hsd1.ma.comcast.net 10.11.07, 04:23
      pominal pasjonujace teksty gada Gadumskiego
      • Gość: noelkabat Re: Dziwie sie, ze nadworny ekonomista sztolcmana IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 10.11.07, 05:34
        Jurek Marek to ty nie jestes! Glupcze - nienawistniku.
    • prawdziwek1 Re: Ekonomiści, do roboty! 10.11.07, 08:46
      Najpierw zacząć trzeba jak zwykle od emerytów obniżając i tak głodowe
      świadczenia.Ludzie którzy odbudowywali Polskę ze zgliszcz wojennych zrobili
      swoje teraz czas na wspomaganie rządu czynem i umieranie przed terminem.
    • comrade Pamiętam jak Orłowski mowil o obnizeniu klina 10.11.07, 10:04
      Pamiętam jak Orłowski mowil o obnizeniu klina podatkowego. Bardzo
      wiele napisał na ten temat, wskazywał że to powinien być cel rządu.
      Jak Gilowska obniżyła stawkę rentową, redukując klin, to tłumaczył
      że to źle, i że lepiej te pieniądze wydać na coś innego. Dobry
      jest :)
    • Gość: karol Zapamiętajcie Balcerowiczów,Winieckich,Orłowski ch IP: *.bredband.comhem.se 10.11.07, 10:55
      ..i innych neoliberalnych idiotów.Staną oni kiedyś przed sądem
      odpowiedzialni za zniszczenie polskiej gospodarki
    • Gość: Behemot Panie Profesorze! Do Roboty!!! IP: *.crowley.pl 10.11.07, 10:57
      Uwielbiam Pana teksty nazwijmy je umownie "zaangażowane". Zmuszają człeka do
      refleksji, przyjęcia pozycji "na tak" lub "na nie", ale z całym szacunkiem ten
      artykuł to są za przeproszeniem "jakieś popierdółki". Taki tekst może Pan
      rozsyłać mailem do braci-ekonomów, wkleić na poczytnym forum ekonomistów, ale
      wyrabianie wierszówki takim wodolejstwem szanownemu profesorowi nie przystoi.
      Powiedzmy sobie szczerze ten artykuł da się streścić w 2-3 zdaniach, bez straty
      informacji. Jesli już stosuje się metodę "wołającego na puszczy" to najlepiej
      zastosować "podpórkę" i samemu sprowokować jakiś temat. Włożyć kij w mrowisko,
      wziąć byka za rogi, aby nie spotkał się Pan z opiniami swych kolegów w stylu:
      "jak takiś mądry, to..." albo "pokaż że stary człowiek i jeszcze może" ;-)

      Serdecznie pozdrawiam
    • hefajstos-q Ekonomiści, do roboty! 11.11.07, 22:58
      List do Pana profesora Witolda M. Orłowskiego.


      Panie Profesorze cieszę się, że ma Pan trochę czasu i czeka Pan na
      podpowiedzenie tematu, który zainteresowałby czytelników. Mnie, a
      także pewnie innych czytelników niepokoi za silna złotówka, w
      stosunku do jej prawdziwej (wynikającej z wydajności pracy)
      wartości. Prosiłbym o wyjaśnienie pewnych zabiegów finansowych, co,
      do których mam pewne zastrzeżenia. Ponieważ nie jestem z branży
      finansowej, nie mogę sprawdzić faktycznych zabiegów (machinacji)
      finansowych, co, do których zapewne ma Pan ułatwiony dostęp.
      1. Dotacje unijne.
      Jak wiadomo (z lansowanych opinii w prasie) dotacje unijne mocno nam
      zawyżają wartość złotówki. Nie byłoby tego problemu, gdyby w Polsce
      była wprowadzona waluta euro, lub gdyby dotacje były w złotówkach.
      Nikt nie przeanalizował, czy procedury finansowe są prawidłowe.
      Weźmy pod uwagę np. dotacje do rolnictwa. Oto jak wyobrażam sobie
      przeprowadzenie procesu wypłaty dotacji (rozważam tylko część unijną
      w euro).
      Kwota wyliczona w euro przekazana jest do Banku Polskiego (do tego
      przeznaczonego), gdzie zamieniona jest na złotówki po obowiązującym
      kursie. I tutaj mam problem, bo rozumiejąc wprost taką informację
      prasową nie zastanawia się czytelnik, jaka to powinna być zamiana.
      Do zamiany powinny być użyte złotówki wyemitowane (wykreowane).
      Można powiedzieć nawet wydrukowane, w każdym razie, niebędące w
      obiegu. Dlatego, że są to dodatkowe pieniądze wpływające na rynek,
      pod zastaw wpłaconej kwoty, w euro. No, a co z kwotą euro? Pieniądze
      w euro stanowią gwarancję pokrycia wartości wyemitowanych nowych
      złotówek. Mogą być, więc także wymienione na złotówki, ale po pewnym
      oczekiwaniu, aż wszystkie dotacje w złotówkach dotrą do rolników (w
      rozważanym przypadku). Chodzi o to, że w obiegu jest już więcej
      złotówek (o sumę dotacji), wymiana na euro w tym czasie nie podbije,
      tak mocno wartości złotówki. Odzyskane złotówki przez bank po
      sprzedaży euro musiałyby zostać wycofane z obiegu. Za wymienione w
      opisany sposób złotówki na euro, podmioty gospodarcze sprowadzą
      dobra z Eurolandu. Sprzedając te dobra, odzyskają pieniądze (z
      zyskiem) dodatkowo wyemitowane (niekoniecznie te same, chodzi o taką
      samą kwotę).
      Czy może być inaczej? Może, jeżeliby przychodzące dotacje w euro
      zamienić na złotówki pochodzące z obiegu, wówczas wartość złotówki
      zostałaby mocno wzmocniona, społeczeństwo jako całość nie dostałoby,
      żadnych dotacji (przesunięcie pieniędzy między grupami). Nie śmiem
      zakładać takiej machinacji ale warto sprawdzić szczegółowo drogę
      pieniędzy unijnych w euro i w złotówkach. Bo dobry ekonomista
      potrafi przenieść kwotę z rubryki „winien” do rubryki „ma”, o czym
      można było ostatnio nieraz przeczytać.
      Dlatego proszę Pana Profesora o dokładne prześledzenie procedury
      wymiany konkretnych pieniędzy unijnych i poinformowanie nas
      czytelników jak to się odbywa i czy cała kwota dotacji unijnych
      wchodzi na rynek jako nowy pieniądz wyemitowany.
      2. Prywatyzacja.
      Jak mogliśmy się także przekonać, prywatyzacja również powodowała
      aprecjację złotówki (ostatnie 2 lata nie było większych
      prywatyzacji). Mowa tu o prywatyzacji dużych zakładów, banków itp.,
      gdzie nabywcą był kontrahent zagraniczny.
      Mechanizm był następujący: kupujący musiał zapłacić w złotówkach,
      dlatego skupywał dużą kwotę pieniędzy pochodzących z obiegu.
      Powodowało to aprecjację złotego. Skarb Państwa otrzymywał wymaganą
      sumę w złotych, a z obiegu wycofana została pokaźna ilość pieniędzy,
      zastąpiona walutą zagraniczną. Zmniejszało to płynność gotówkową, a
      więc zatory płatnicze. Wyglądało to jakby społeczeństwo polskie
      kupiło sobie prywatyzowany zakład za polskie pieniądze z jednoczesną
      rekompensatą w obcej walucie.
      A jak powinno być wg. mojego zdrowego (mam nadzieję) rozsądku.
      Sytuacja jest podobna do darów dotacyjnych. Sprzedawany zakład nie
      ma odzwierciedlenia wartości na rynku pieniężnym, jeżeli chodzi o
      pieniądze w obiegu. Jego sprzedaż na rzecz kupca zagranicznego jest
      jak dar pieniężny w obcej walucie na rzecz Skarbu Państwa. Zakład
      prywatyzowany powinien być sprzedany w walucie zagranicznej, a
      Państwo mogłoby wykorzystać te pieniądze do obsługi płatności
      zagranicznych, co nie miałoby żadnego bezpośredniego wpływu na
      wartość złotówki. Jeżeli Skarb Państwa potrzebuje waluty krajowej,
      to może wyemitować równoważność sumy w złotówkach traktując kwotę w
      walucie zagranicznej jako pokrycie wartości wyemitowanych złotówek.
      Oczywiście nie można wykorzystać jednocześnie wyemitowanych złotówek
      i waluty zagranicznej. Albo korzystamy z waluty zagranicznej, albo
      równowartości w złotówkach. Jeżeli jednak, Państwo (odpowiedni bank)
      tak uzyskane złotówki wypuści np. jako wypłaty budżetówki na
      obiegowy rynek pieniężny, to może sprzedać znowu walutę zagraniczną,
      a uzyskane złotówki zamrozić, wycofać z obiegu.
      Jaka jest różnica pomiędzy opisanymi procedurami zamiany walut? Ano
      taka, że zarówno dotacja unijna, jak i sprzedaż majątku narodowego
      dla kupca zagranicznego powinna przynieść wzrost pieniędzy na rynku
      (bo po to się sprzedaje), bez negatywnych skutków aprecjacyjnych
      złotówki. Pobudziłoby to także gospodarkę i eksport. Miałoby też
      wpływ na wzrost inflacji, ale nie można dusić inflacji
      niekorzystnymi transakcjami walutowymi.
      3. Wypłata dotacji w euro.
      Gdyby wartość złotówki urealniła się, to dotacje unijne mogłyby być
      wypłacane w euro dla tych, którzy by tego chcieli. Nawet rolnicy
      kupują maszyny rolnicze ze strefy euro. Nie musieliby płacić za
      zamianę pieniędzy. Zmniejszyłby się ruch wymiany walut, co
      zmniejszałoby wartość złotego. W obecnej sytuacji, rolnikom nie
      opłaca się brać pieniędzy w euro, bo na wskutek nadmiernej
      aprecjacji złotówki, będą otrzymywać dopłatę z budżetu niwelującą
      nadmierną wartość złotego.
      4. Wprowadzenie częściowej sprzedaży w euro.
      Uważam, że duże magazyny budowlane, maszyn, motoryzacyjne i sprzętu
      powinny mieć możliwość już obecnie sprzedaży w walucie polskiej i w
      euro. Wielu Polaków przyjeżdża z Erolandu z walutą w euro i chętnie
      dokonywałoby inwestycji w Polsce płacąc w euro. Korzyść obopólna i
      dla klienta i dla magazynu, który także kupuje towar za granicą w
      euro. Miałoby to także duży czynnik przeciwaprecjacyjny dla
      złotówki. Nie mówiąc już o przyzwyczajaniu się społeczeństwa do
      euro.

      Myślę, że Pan Profesor wyrazi swą opinię na poruszony temat i
      przybliży nam czytelnikom zakulisowe operacje finansowe.
      Z poważaniem
      Stanisław Więch

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka