I had a dream...

06.05.09, 06:53
Snilo mi sie, ze siedze przy oknie w kawiarni na Nowym Swiecie.
Pamietam numer: 62. Nazwa kawiarni zatarla mi sie w pamieci.
Pamietam tylko, ze byla to kawiarnia niepolska. Pije espresso
doppio - czarne jezeli moze to miec znaczenie i przegladam
pierwsze strony gazet. Polskich oczywiscie. Jestem w cudownym
nastroju. Apokaliptycznie krzyczace tytuly obwieszczaja
upadek gospodarki amerykanskiej, bankructwo Wielkiej Brytanii,
wzrastajace dramatycznie bezrobocia w Hiszpanii, zalamanie
gospodarki we wrazych Niemczech i paralizujace gospodarke
strajki we Francji. Wszedzie zle i bedzie coraz gorzej.

Na szczescie w moim ukochanym kraju, Polsce, wszystko jest
cacy i pachnie fiolkami lamanymi przez konwalie. Kraj zaczyna
plynac miodem i mlekiem pelnotlustym. Przemysl rozwija sie
w postepie geometrycznym. Przez okno widze usmiechnietych
i zyczliwych sobie rodakow ubranych tylko we wlokna naturalne.
Plastik w odziezy, pisza gazety, nosi sie tylko za podupadajaca
zagranica.

Saczac oproznione do polowy espresso czytam w radosnej gazecie
na litere W, ze wlasnie zamknieto ostatni polski Urzad Pracy w
Nakle (nad Notecia gdyby to kogos interesowalo). Nie bylo w nim
od miesiaca zadnego petenta i uprzejme pracownice
przekwalifikowano na stewardesy obslugujace jakas tania polska
linie lotniczo-kosmiczna. Podobno beda teraz lataly wahadlowo
na Ksiezyc.

Po drugiej strony ulicy widze salon komputerowy z najwyzszej
jakosci elektronika wyprodukowana w Polsce. Zagranicznego
badziewia nikt z rodakow nie dotyka. Gazety dumnie umieszczaja
na pierwszej stronie kolorowe i trojwymiarowe zdjecie polskiego
samochodu ktorego pierwsze modele zjada z tasmy w przyszly
piatek. Beda sie nazywaly SuperPol. BMW przy nim wyglada szaro
i tanio. Wracajacy do kraju emigranci zarobkowi maja szeroki
wybor prac. Wszyscy zostana wchlonieci przez nasza prezna
i wspaniale zarzadzana gospodarka krajowa. Niektorzy nawet,
z przyzwyczajenia, beda pracowac na dwoch etatach. A powracajacy
emigranci z poludnia kraju nawet na trzech. W kazdej polskiej
gazecie czyta sie hosanna i alleluja. W super kraju sobie zyje.
Zaczynam czuc sie jeszcze lepiej. A juz myslalem, ze lepiej
czuc sie nie moge...

Z przyjemnoscia czytam dalej... szata graficzna piesci oko,
tytuly prawde tylko pisza, bez hiperboli i przeklaman.
Warsztat pisarski kazdego dziennikarza dotyka asymptotycznie
Parnasu. Wkrotce posypia sie nagrody Pulizera.

Pochloniety czytaniem prasy polskiej w niepolskiej kawiarni
pod numerem 62 nie slysze uprzejmego zapytania kelnerki
w szesciu jezykach o to czy mam ochote na jeszcze jedno biscotti.

Podziekowalem i siegnalem po jeszcze jedna polska gazete. Pozostala
odrobina espresso pozwolila mi na rzucenie oka na ostatnia pierwsza
strone. Zaczalem czytac notowania gieldowej hossy WIG i wytluszczony
kurs mocnego polskiego zlotego do coraz anemiczniej wygladajacego
dolara: 1 PLN = USD 2.50 i obudzilem sie... Czas wstawac do pracy.
Moze jutro tez mi sie cos takiego przysni. Albo zblizonego. I tego
sobie i wszystkim czytajacym zycze.

Z radosnym srodowym alleluja pozdrawiam,
z_n.



Pełna wersja