Dodaj do ulubionych

Taka sytuacja

29.06.18, 12:07
Jestem tu nowa. Witam serdecznie wszystkich smile Potrzebuję obiektywnego spojrzenia. Ja: po 40-tce,mezatka od lat kilkunastu, w ujowym układzie, z którego na razie nie moge się wyplątac (dziec itp.) On: starszy ok. 20 lat, w wieku emerytalnym, zonaty. Znamy się od kilku lat w pracy. Dużo rozmawiamy. Jest miło, jest nić wzajemnej sympatii. Praca jest moim wytchnieniem, jest miejscem,gdzie odpoczywam i mogę pogadać, czasem wygadać, wyluzować sie choć troche, pobyc sama ze soba. On wyróżniał się zawsze na plus starannym ubiorem i taką jakąś klasą. Widziałam to,ale było mi to obojętne, choc przyjemne w odbiorze. Od kilku miesięcy zaczęłam mu się bardziej zwierzac z kłopotów z meżem, ale ponieważ oboje w związkach, czułam się bezpiecznie. Choć też on zaczął jakby tak niezobowiązująco napomykać, tak jakby w żartach, że liczy na coś więcej. Gdy się np. zasiedziałam, a miał nocny dyżur, to mówił, że przecież mogę zostać, on rozłoży łóżeczko. Takie subtelne aluzje. Zawsze go zlewałam, on nie naciskał. Zdaję sobie sprawę, że jestem z powodu kłopotów z mezem łatwym kąskiem, a on nigdy nie krył, że zdradzał swoją żonę i że kochanek miał różnych sporo, choć dawno temu i jak ostatnio wyznał, wyszedł z wprawy. Nie wiem, jakie były jego intencję, ale sądze, że specjalnie nie liczył na nic, znając moje poglądy na zdradę i światopogląd. I tak byśmy sobie pewnie toczyli te dosyć ciepłe pogawędki, gdyby nie to, że ponad miesiąc temu... trafiło mnie. Dosłownie. Więc któregoś pięknego popołudnia wpadłam do pracy jak bomba i powiedziałam koledze wprost, że mi się podoba i chce z nim iść na całość i ze zapraszam do mieszkania, które mam w innym mieście i właśnie tam jadę. Odpowiedział, że jest jest bardzo zaskoczony, bardzo mile oczywiście i jest to ogromnie kusząca propozycja, ale nie w tym momencie, co kilkakrotnie podkreślił. To było miesiąc temu. Od tamtego czasu jest tak: w pracy długie i seksowne rozmowy, ja jestem totalnie napalona; mąż zachwycony, jaka jestem chętna i wilgotna. Kurcze, nikt nigdy mnie tak fizycznie nie pociagal jak ten kolega, choc widze też jego wady itp.: jest stary (wiem, że załuje, że nie jest choć trochę młodszy w tej sytuacji zwłaszcza), nieco skapcanialy, wygodny do bólu (te nasze rozmowy zawsze były i są tylko i wyłącznie w godzinach jego pracy, nigdy nie zaproponował kawy, żeby przedłużyć, w końcu mówił, że musi się zbierać,zabierał się i wychodził itp., to ja zawalałam na kilka godzin robote i musiałam zostać dłużej w pracy, żeby nadrobić); ma teraz intensywny czas w życiu: remontuje mieszkanie, zdrowie mu siada (chyba nawrót choroby po kilku latach, to go dołuje strasznie), nie lubi pisać smsów i rzadko na nie odpowiada, co jest w mojej sytuacji pewną zaletą (mąż często zaglada do mojego tel), ale uważam, że to dość chamskie. Po tygodniu od mojego "wyjścia z szafy" przyszłam do pracy specjalnie dla niego (choć miałam powody), myślałam, że się ucieszy, a tu zonk: przywitał bardzo ozięble, ani dzień dobry, tylko niemiłe zdziwienie, że ktoś mu przeszkadza (a był sam w firmie, wiec nadarzyła się wspaniała okazja, o którą w naszej sytuacji strasznie trudno!), dawał do zrozumienia, że chce byc sam. Zacisnęłam zęby, załatwiłam, co miałam i na odchodnym: "Nie liczyłam na owacje na stojąco, ale i nie na takie oziębłe przyjęcie". Byłam wściekła,ale potem jeszcze zaryzykowałam (wystraszyłam się go) i zadzwoniłam i usłyszałam, że on teraz ma kłopoty ze zdrowiem, że to nie ma sensu, że to jest praca i żebysmy wrócili do tego, co było. O kurka! Szok i niedowierzanie, jakby mi ktoś dał w twarz z liścia za nic. Ok, wywaliłam jego numer i postanowiłam, że trzeba sie odkochać. Za jakiś tydzień mieliśmy razem dyżur. Postanowiłam zachowywać się jak gdyby nigdy nic, w końcu to praca, a poza tym faceci nie lubią histeryczek, zwł jak mają zostać ich kochankami wink Gdy tylko byliśmy sami, przeprosił mnie za ten telefon i wytłumaczył, że ma kiepskie wyniki i musiał iść na badania do szpitala i że się tym strasznie gryzie. I że przeprasza, że mu było źle z tego powodu, że tak mnie potraktował. Oczywiście wybaczyłam mu. Od tego czasu było kilka rozmów w pracy, bardzo swobodnych, erotycznych, z pieprzem, a nawet próbował mnie całować i dotykać po twarzy. I niby wszystko zmierza w dobrą stronę, ale...Mam wrażenie, że to mnie bardziej zależy, on jest bardziej trzeźwy, ja impulsywna i dążę do nawet sprowokowanych niby przypadkowych spotkań. On nie. To ja ostatnio przed urlopem siedziałam do 3 w nocy z nim w pracy, naraziłam się na utratę nieskazitelnej do tej pory reputacji (są kamery i widać, o której wyszłam, jeśli ktoś by chciał sprawdzic; z zasady nikt nie sprawdza, ale ponoć jeden kolega lubi sobie czasem pooglądać jak jest na nocy). Mam wrażenie, że on bardziej jest uprzejmy i dumny, że tzw.babka z klasą, z wyższej półki niż on, na niego leci. Świetnie nam się rozmawia, podczas tej ostatniej do 3 nad ranem śmiał się i zachowywał, jak gdyby wyluzował zupełnie, a poza tym spoglądał na mnie z ukontentowaniem wyraźnym, nigdy go takim nie widziałam wczesniej. Ale, jak stwierdził mój mąż: to uj, mógł ci zamówic taksówkę, skoro się o ciebie tak martwił, a odprowadzić nie mógł (w sumie racja, dużo by nie zapłacił,mieszkam blisko, a biedny nie jest). No i ostatnio wykręcił mi dość brzydki numer: zadzwoniłam do pracy czasie jego dyżuru i powiedziałam, że za jakiś czas moge wpaśc na godzinkę, tyle że nie wiem, czy nie będzie za dużo osób. Powiedział, że nie ma nic przeciwko, tylko teraz jest tłok. Poprosiłam, żeby za jakis czas dał mi znać, czy jest sens, bym przyszła. Wysłał smsa, że zostawia do mojej decyzji, są ludzie i nasz szef. No to podziękowałam i stwierdziłam, ze może innym razem. Jednocześnie poprosiłam, żeby mi przesłał grafik na lipiec, bo jeśli czasem będe musiała wpaść do pracy, to chcę wiedzieć, kto będzie miał dyżur. I jeszcze, że kończę zajęcia w okolicach konca jego pracy, może uda sie spotkać? To było ze dwa dni temu. No i ...do dziś cisza. I co ja mam sobie o tym wszystkim myśleć? Mam też wrażenie, ze on zainicjował te ostatnia macankę, żebym juz sobie poszła, bo on nie wytrzyma. A przecież mogł mieć mnie w pracy...Teraz nie wiem zupełnie, kiedy się zobaczymy, bo mam urlop, choć kiedyś powiedział, że urlop to dobry czas na spotkania. Jestem zdana na czekanie, tak jak dwa dni temu, gdy jak idiotka czekałam w pobliżu pracy, a on nie raczył się odezwać, choć wysłałam mu z smsa, że jestem w pobliżu sad jestem na niego zła i wiem, że skoro teraz tak wariuję, a spotkania będą sporadyczne, bo" taki mamy klimat" niestety, a on ma ten chamski zwyczaj zlewania moich smsów, to należy sobie dać spokój. Tylko się zastanawiam, o co chodz? Źle sie wstrzeliłam czasowo? jest za stary i mu się nie chce? Chcę, żeby kandydat na kochanka za mną szalał, nawet jeśli ma trochę udawać... wink
Obserwuj wątek
    • obrotowy koszmar... 30.06.18, 12:50
      nebamona napisała:
      jest za stary i mu się nie chce?
      Chcę, żeby kandydat na kochanka za mną szalał, nawet jeśli ma trochę udawać...


      koszmar...
      tez mam tyle lat co twoj (potencjalny) kochanek i tez lece na Panienki 40+

      tylko w zyciu sobie nie zycze, by ktora za mna szalala, bo rozwali mi malzenstwoo,
      a tylko by byla chetna, ale postepowala ROZWAZNIE.
      • nebamona Re: koszmar... 30.06.18, 18:15
        Hej, witam Cię! smile
        Szalał w znaczeniu, żeby odpisał na smsa. Za dużo wymagam? Wiem, że to było z mojej strony dosyć głupie i impulsywne zachowanie, ale mimo wszystko...jest mi przykro. Rozumiem, że nie mógł wtedy, ale to wygląda tak, jakby zwiał z pracy, by mnie nie spotkać albo olał. No i nie odezwał się do teraz. Chyba raczej nie nadaję się na kochankę wink
        • obrotowy no ale... 02.07.18, 10:21
          w takim raze to czego oczekujesz to nie szalenstwo - tylko jego przeciwwaga smile

          to OBLICZALNOSC.
    • katalonja Re: Taka sytuacja 30.06.18, 19:57
      Może on po prostu ma jakieś wątpliwości co do tego, czy sprosta swoją fizycznoscią kobiecie, która ma duże potrzeby seksualne i zwyczajnie wystraszył się. Może i chciałby, ale boi się porażki na polu seksualnym. Jeśli dodasz do tego problemy zdrowotne, o których piszesz, to takie założenie mogłoby mieć sens. Ale oczywiście to tylko przypuszczenia.
      Pozdrawiam Cię i życzę, aby coś się wyjaśniło. Niepewność jest chyba najgorsza.
      • nebamona Re: Taka sytuacja 30.06.18, 23:31
        Witaj katalonja smile Dokładnie tak myślę, jak napisałaś smile I wiem, że powinnam zwiewać, gdzie pieprz rośnie, ale nadal się łudzę...że może coś z tego będzie. Tylko czy warto kogoś ciągnąć na siłę? On też powiniem wykazac minimum zaangażowania, a nie olewać. Nie wiem jeszcze, co zrobię. Zobaczę, jak będzie na początku września, bo wtedy prawdopodobnie się zobaczymy. Chyba że znając moje dyżury, specjalnie weźmie kiedy indziej...Ach, ta niepewność sad Znowu masz rację, jest najgorsza.
        • katalonja Re: Taka sytuacja 01.07.18, 21:33
          A może spasuj na jakiś czas, poczekaj cierpliwie. Mam przeczucie, że musiałaś na nim zrobić duże wrażenie, tylko może przerosło go to i poczuł się niepewnie. Może ma syndrom panny młodej, że chciałby, a boi się. Czasami ludzie udają, że coś ich nie obchodzi, podczas gdy jest zupełnie odwrotnie. Oczywiście mogę się mylić, ale każdy z jakimś poziomem odczuć i zmysłów byłby pewnie podekscytowany. Tym bardziej, że sam trochę na Ciebie "leciał" . Przetrzymaj gościa, aż zmięknie. Albo rozejrzyj się za kimś nieco młodszym, z wiekszym wigorem. Wiem, że łatwo się mówi, kiedy facet porządnie zawróci w głowie i ten stan nie chce odpuścić. Bo ochota na seks jest przemożna i nie wiadomo, co z tym zrobić. Nie trać nadziei, że sprawa się wyjaśni. Nastąpi to na pewno, tylko kwestia czasu. Życzę Ci Nebamono cierpliwości i wytrzymaj, tak jak ja i my niemal wszystkie. Pozdrowienia
          • nebamona Re: Taka sytuacja 04.07.18, 19:33
            Spasowałam i zajęłam się swoim życiem, a mam czym smile Masz rację, w końcu sie wyjaśni...I myślę, że pewnie masz rację w swoich domysłach co do niego smile Tyle że ja jesienią już prawdopodobnie nie będę miała ani czasu, ani chęci. Skończy się też możliwość wspólnych wyjazdów z fajną darmowa miejscówką, dzieci zaczną zajęcia, ja zacznę pracę... Masakra. I on o tym wie. I nie znoszę, jak ktoś mnie zlewa, unika itp. Ja lubie jasne sytuacje. I wiem, że jeśli komuś zależy, to potrafi dać znać. Bo ja mam pretensję nie o to, że jest stary/chory/obecnie zajęty kilkoma waznymi zyciowo swoimi sprawami. Wiem, że on też musi mieć czas, żeby to sobie poukładać w głowie i w życiu, a jeszcze nie wiadomo, co ze zdrowiem... sad Tylko jestem zła o to, że w konkretnej sytuacji się nie odezwal, co było zwyczajnie chamskie. No to się wyżaliłam wink A co u Ciebie Katalonja?
            • katalonja Re: Taka sytuacja 07.07.18, 07:38
              Złość uzasadniona, bo jakiś poziom zachowań powinien być. Komunikacja odbywa się przecież w dwie strony a nie w jedną. Może facet po prostu stchórzył.
              U mnie sinusoidalnie. Raz niewiarygodnie pięknie, a raz beznadzieja. Chyba niestety mnie wzięło i nie mówię niestety, dlatego że mężczyzna do bani. Wręcz przeciwnie, takie szczęście, że na kochanego trafiłam, a przynajmniej tak mi się wydaje. Rozwija się to cudownie, tylko oboje wiemy, że nie ma wspólnej przyszłości, bo jesteśmy w małżeństwach. I to przygniata najbardziej. Zawsze chciałoby się więcej. Ta beznadzieja, o której piszę zwiazana jest z przestojami na życie rodzinne, które wiadomo prowadzić trzeba i nie ma od tego ucieczki. Wtedy jest cholerna tęsknota i brak koncentracji na zadaniach dnia codziennego. Oboje mamy dzieci w tym samym wieku i o nie głównie trzeba dbać. Tego jesteśmy świadomi. Ale staramy się układać wszystko tak w miarę racjonalnie, choć odbiło nam bardzo. Tak, tak, chyba zaangażowałam się jak nastolatka, a mam 42 lata. Obym nie żałowała.
              Pozdrawiam Cię Nebamono
    • cat4 Re: Taka sytuacja 05.07.18, 13:42
      O Boze, kobieto, nie masz godnosci? W zyciu bym tak za facetem nie latala...
      • katalonja Re: Taka sytuacja 07.07.18, 07:09
        Chyba godność mylisz z dumą. Nie sądzę, żeby autorka postu nie miała godności. Jest po prostu zauroczona facetem i wiele by zrobiła, żeby go zobaczyć i móc się z nim spotykać. Ale myślę, i to da się wyczuć z postów, że mimo wszystko ma zdrowy rozsądek i potrafi ocenić sytuację na zimno. Ja życzę, żeby coś się rozstrzygnęło, przechyliło na jedną stronę. Wtedy będzie dużo łatwiej podjąć jakieś kroki.
    • stasi1 Re: Taka sytuacja 25.02.22, 12:57
      Taki to miał szczęście

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka