Dodaj do ulubionych

długa historia krótkiego romansu

02.04.20, 11:46
cześć wszystkim. Na forum trafiłam szukając porady na google. Wiem, i liczę się z tym, że zostanę zjedzona, przeżuta i wypluta, nazwana pojemnikiem na spermę, cichodajką, rozbijaczką małżeństw, usłyszę, że sama się prosiłam i spotkało mnie to, na co zasłużyłam, jednakże potrzeba spojrzenia na to oczami innych jest silniejsza niż wszelkie obelgi. Postaram się streszczać, ale zwykle piszę bardzo dużo, nawet gdy staram się maksymalnie skrócić, wybaczcie.

Dorabiam sobie jako tłumacz. We wrześniu '17 zadzwonił do mnie C., z polecenia mojego klienta. Rudy, żonaty, wówczas 42 lata. Praca układała się naprawdę wzorowo, ze świecą szukać człowieka, który płacił i nie narzekał i naprawdę doceniał moją pracę. Czasem, gdy prosiłam o podwózkę, ani razu nie odmówił. Nie widywaliśmy się zbyt często (pracuje na ciężarówkach, w domu bywał w weekendy), większość spraw załatwialiśmy online, czasem pogadaliśmy o sprawach niesłużbowych, raz wspomniał coś o kupnie domu, jako mocno wścibska osoba, zanim pomyślałam i się powstrzymałam, wypaliłam z pytaniem, co z żoną i czy dołączy. Stwierdził, że żona zostaje w Polsce. Zdziwiło mnie, że tak łatwo o tym powiedział, jakby to było zupełnie normalne, że będąc w małżeństwie wiedzie się dwa osobne życia. Jakoś w czerwcu '18 przywiózł mi tortillę (fan kuchni meksykańskiej), ale uznałam to po prostu za miły gest i nawet o tym nie myślałam. W wakacje pojechałam do Polski, a że w maju C. miał operację, miałam z nim mnóstwo roboty, ale większość czasu nie myślałam nawet o nim. Pod koniec urlopu zapytał, kiedy wracam, bo dawno nie rozmawialiśmy i szuka, co by tu załatwić. Nie ukrywam, miło mnie to połechtało. Chwilę popisaliśmy, zapytał czy młody szczęśliwy, ja nie odpisałam (nie pamiętam już, czy uznałam, że to nie jego sprawa czy zrobiłam to celowo, czy zwyczajnie zapomniałam). Kilka dni później (sierpień lub wrzesień 18) zapytałam go, czy jedzie do Polski na Boże Narodzenie autem, a on powiedział, że raczej nie, bo Święta od 7 czy 8 lat spędza sam, spytałam, czy mu nie smutno a on na to 'bardzo', a na pytanie, czemu nie jeździ, powiedział, że tam też byłby sam, bo kiedyś prawie pobił teścia, a żona bierze dzieci do teściów. Chwilę szczerze sobie popisaliśmy, on o rodzinie i samotnych świętach, ja o koleżance, która mnie wykorzystywała, jak stwierdziłam, że nie chcę go zanudzać, stwierdził, że jest mu miło, że się przed nim otworzyłam, bo to oznacza, że mu w jakiś sposób ufam. Wtedy chyba po raz pierwszy 'coś' poczułam i zapragnęłam urządzić mu święta z kimś (ale bez podtekstów).

Wróciłam z urlopu, znów parę spraw wpadło. Coraz częściej zdarzało się rozmawiać na tematy pozasłużbowe (ale nie erotyczne, żeby nie było). Od razu wyczuwałam zły humor, bo zaczynał odpisywać bardzo na odczepnego (w stylu: bywa, życie, będę musiał sobie radzić itp) a kiedy wycofywałam się z rozmowy, on mówił, co jest powodem. Było to miłe, nie ukrywam, chociaż jego początkowa lakoniczność dawała mi wrażenie, że stresy odreagowuje na rozmówcy (a tego nie cierpię). Pod koniec września z niczego wyskoczył, czy mam ochotę na sałatkę bo zrobił zbyt dużo,, ja coraz bardziej nakręcona na tę znajomość, dowaliłam 'na Pana mam zawsze ochotę', nie skomentował tego w żaden sposób, a ja stwierdziłam, że nie będę próbować wybrnąć. Przywiózł mi ją, pogadaliśmy, podwiózł mnie i sąsiada do supermarketu, a na wieść, ze się rozpadało, był skłonny zawrócić z domu, żebym przypadkiem nie zmokła, wieczorem zapytał jak sałatka i czy dało się zjeść. Na wieść, że pojemnik oddam jego współlokatorowi (również mojemu klientowi) chyba zdeczka spanikował. Kilka dni później byłam u koleżanki, on akurat zadzwonił, a ja, oddzwaniając, wypaliłam do niej: ale mam klienta, super przystojniak, szkoda tylko, że rudy i żonaty, po czym zorientowałam się, że rozłączył się po 19 sekundach a ja miałam podłączone słuchawki i dlatego nie słyszałam. Oddzwoniłam już bez słuchawek, na jego narzekania na lokatora powiedziałam, że na przeciwko mnie jest mieszkanie do wynajęcia, co on skwitował 'oj, bo wpadałbym na kawę częściej niż by pani chciała'. Albo udał, że nie słyszał, co o nim mówiłam do koleżanki albo naprawdę nie usłyszał, nie wiem do dziś.

Jakoś na początku października napisał, że ma ból w klatce i czy powinien udać się do lekarza. Przyznam, że spanikowałam, powiedziałam, że chwila i jedziemy, a on zbagatelizował i stwierdził, że poczeka. Mocno go wtedy ochrzaniłam, bo bałam się, że naprawdę coś mu się stanie, a ja nie będę mogła zareagować. Na drugi dzień spytałam, czy ma drabinę i czy u niego wszystko ok, on powiedział, że mam mu mówić po imieniu, dla żartu powiedziałam, że nie mówię na Ty osobom, z którymi nie piłam drinka. Temat umarł. Tydzień później odezwał się z czymś, na pytanie o syna (kilka tygodni wcześniej powiedział, że syn ma depresję, a żonie nie po drodze do psychiatry bo ma ważniejsze sprawy), odpisał dosyć lakonicznie, jak przeprosiłam za bycie wścibską, stwierdził, że miał ciężki dzień w pracy, dla żartu walnęłam, że zaproponowałabym drinka, zapadła cisza, zrobiło mi się głupio, że moje intencje zostały źle odebrane, no i ucierpiało nieco moje ego, więc przeprosiłam za takie propozycje i myślenie, że chciałby marnować swój wolny czas na mnie, a w tej samej chwili on odpisał, że dziękuje za propozycje, siedzi z kolegą, zamówili rybe i mają gin, po czym dopisał, żebym tak nie myślała (że marnuję mu czas) Powiedziałam mu, że mi głupio, że proponuję drinki, ale lubie spędzać z nim czas, a on, kilka godzin później, zapewne pod wpływem ginu, napisał, że też lubi spędzać ze mną czas, ale ma za mało czasu na wszystko z jego czasem (półtorej doby tygodniowo w domu), na drugi dzień przyjechał po obiad (chciałam się odwdzięczyć za tortille i sałatkę, no i miło było usłyszeć komplement nt mojej kuchni)

Może trochę kusiłam los, ale kilka dni później ponownie zaprosiłam go na drinka (po tym, jak opowiedział mi kiedyś, jakie miał dzieciństwo, stwierdziłam, że chętnie go wysłucham gdyby chciał się wygadać, nie miałam na celu, żeby go uwieść, z jednej strony miałam na niego niesamowitą ochotę, a z drugiej bałam się konsekwencji, zwłaszcza, że był mi coraz bliższy i bałam się, że się zakocham), a on zignorował pytanie. Kilka dni później musiałam napisać do niego w sprawie służbowej, pożalił się na lokatora, ja, nieco zirytowana (nie był to pierwszy raz, ale uparcie przy nim tkwił), powiedziałam, że już raz proponowałam mieszkanie, on zaczął się tłumaczyć, czemu zostanie ze współlokatorem. Przeprosiłam za mój wybuch i powiedziałam, że trochę przykro mi było, że nie odpowiedział na pytanie o drinka i że przecież się nie obrażę, jeśli odmówi, ale nie mam niecnych zamiarów. Najpierw stwierdził, że po ostatnim ma kaca, a potem, że 'zobaczymy'. Wróciliśmy do 'normalnych' relacji (tzn służbowych). Pod koniec października przyjechał w końcu na tego drinka, załatwiliśmy jakąś drobną sprawę, usiedliśmy na kanapie a w nim jakby się coś odblokowało i zaczął opowiadać o wszystkim na raz. Nie powiem, aż chciało się tego człowieka przytulić, że po czymś takim, on ma siły po prostu żyć. Liczyłam na 'kontynuację' w kolejny weekend, ale się nie doczekałam, kontakt nagle urwał się na cały tydzień (wcześniej ja dosyć często pisałam z różnymi rzeczami, którymi chciałam się z nim podzielić), 10go listopada nagle napisał, że potrzebuje pomocy z czymśtam, pogadaliśmy i po jakimś moim żarcie temat nagle się urwał. Trochę zabolało i walnęłam jakimś komentarzem, chyba o tym, że przed przejściem na Ty rozmowa kleiła się znacznie bardziej, powiedział, że pije z kolegą, ja, również dla żartu napisałam 'no miło, a ze mną nie chciałeś się już więcej napić', na co on stwierdził, że się bał, że boi się kobiet, bo będąc ze swoją żoną związał się z trzema kobietami i niezbyt dobrze na tym wyszedł. cdn w komentarzu, bo faktycznie za długie wink
Obserwuj wątek
    • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 02.04.20, 11:48
      Cóż, popłynęliśmy oboje ze szczerością w tej rozmowie, przyznałam mu, że od jakiegoś czasu mi się już podobał, ale nigdy nie bawiłam się w żonatych, że po tym co mi opowiadał o dzieciństwie chciałam go przytulić i że sama też potrzebuję przytulenia, poprzechwalał się troche nt swoich niebywałych umiejętności łóżkowych, że dla niego kobieta jest najważniejsza, wyskoczył nagle, że przyjechałby już teraz ale nie wypada, zapytałam, w jakim celu, skwitował, że nieważne. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, a gdy przyznałam, ze fajnie by było gdyby nadal tu był, gdy już schudnę tyle ile chcę (ważyłam przed rozpoczęciem odchudzania ponad 100kg, ale od dwóch miesięcy – przed tamtą rozmową- wzięłam się za siebie i planowałam kontynuację), on nagle stwierdził, że rozmawiamy o czymś, o czym nie powinniśmy (jakby dopiero się zorientował) i urwał rozmowę. Na drugi dzień przyjechał załatwić ze mną sprawę i naprawdę, nienawiść wisiała w powietrzu, patrzył na mnie, jakbym popełniła straszliwą zbrodnię, nie usiadł nawet na kanapie i uciekł zaraz po załatwieniu sprawy (zwykle zostawał i gadaliśmy o bzdetach), nie byłam tylko pewna czy nienawidzi mnie za to, że przyznałam mu się, że mi się podoba, ale jednocześnie powiedziałam, że nigdy tego nie zrobię z żonatym czy za to, że pozwoliłam jemu na zbytnią szczerość i swoją nienawiść do siebie przelewa na mnie. Spytałam o powód, to stwierdził, że jak ma się żonę i dzieci, pewne tematy nie przystoją. Fakt, nie przystoją, ale ja nie wymuszałam na nim szczerości, sam chciał, czułam się potraktowana okropnie, a on zdawał się obwiniać o wszystko mnie i uważać, że on nie zrobił nic złego, było to cholernie przykre. Napisał, że jest dobrym przyjacielem, ale nie wie jak się zachować, gdy piszę o tym, co do niego czuję (o dziwo, w nocy, kiedy popił, jakoś mu to nie przeszkadzało i sam napędzał rozmowę), powiedziałam, że jak chce urwać kontakt, to przecież go nie zmuszę i może powiedzieć nawet teraz i więcej się nie odezwę, odpowiedział: mogę rozmawiać o wszystkim ale nie wiem jak mam się zachować jak czytam o tym co do mnie czujesz. To już nie jest niestety przyjaźń. Podjąłem w życiu wiele złych decyzji i to się później mści na wszystkich wokół. Ja nie potrafię tak sobie nagle wszystko zostawić i zapomnieć. Meczy mnie to bardzo długo. Powiedziałam mu że mam swoją godność i nawet gdyby on chciał seksu ze mną, nie zrobiłabym tego i że lepiej chyba będzie, jak zniknę z jego życia. Nie odpisał już nic. Napisałam kilka dni później, że pojemnik po bigosie (który obiecał przywieźć kilka godzin przed tą nocą i słowa dotrzymał) oddałam współlokatorowi i zaczęłam mówić mu na Pan(żeby zwiększyć dystans), nie spodobało mu się to (bo jego współlokator nie wiedział, że C. mnie 'dokarmiał', a że sam mnie podrywał, to pewnie sadziłby wrednymi komentarzami), rozmowe dosyć szybko urwaliśmy. Chciałam go poprosić, żeby nie traktował mnie jak zło konieczne, bo przecież do niczego nie doszło, a to że mi się podoba, nie oznacza, że rzucę się na niego, ale chciałam poukładać myśli, więc powiedziałam mu tylko, że mam prośbę i jak ją ułożę odpowiednio, to do niego napiszę. Kilka razy jeszcze się odezwałam, choć, nie ukrywam, kończyło się na tym, że się rozgadywałam, a on nie odpisywał, albo odpisywał z pretensją. W międzyczasie wysłałam mu swoją 'prośbę' (która skończyła jako długaśny mail podsumowujący, jak to się wszystko we mnie rozwijało), raz czy dwa pogadaliśmy, ale gdy pewnego dnia obudziłam się z porządnym dołem i poprosiłam, zeby zajrzał choć na chwilę i mi potowarzyszył, zignorował to. Potem sprawy 'zesrały się' dosyć szybko. Po usg zdiagnozowano u mnie PCOS, kilka dni później u mojego kolegi wykryto raka w takim stadium, że był nie do odratowania. Jako że on i jego żona byli w moim mieście zupełnie nowi i niechętni jakimkolwiek znajomościom, cała wiedza i odpowiedzialność za tę wiedzę spadła na mnie, zwłaszcza, że poprosili, żeby nikomu nie mówić (ze mną zaczęli głębszą znajomość ledwo kilka dni wcześniej, znali paru moich znajomych i ludzi spod szkoły, ale tylko na 'cześć', mieli w sumie tylko mnie). Czułam lojalność wobec nich, ale z drugiej strony wiedziałam, że jak się komuś nie wygadam, to po prostu oszaleję, popadłam w strasznego doła, bo to było już dla mnie za dużo (nie jestem 'fanką' złych wieści, zwłaszcza, jak nie mogę o tym z kimś pogadać), więc mój wybór padł na C., jako że nie znał ich zupełnie (oni o nim słyszeli, bo próbowałam zrozumieć, co nim kierowało tamtej nocy i po tamtej nocy, oboje stwierdzili, że chce, ale się boi). Powiedziałam, że przepraszam, że piszę i nie planowałam się już odzywać, ale muszę się komuś zwierzyć. On powiedział, że się nie odzywał bo nie wiedział co napisać, bo samo przepraszam jest zbyt banalne i nic nie rozwiązuje wszystkiego i że się bał. Na pytanie czego, nie umiał odpowiedzieć, a przeprosić 'chciał' za to, że dopuścił, że poczułam coś do niego. Dał mi się wygadać, ale kiedy w weekend poprosiłam, żeby mnie odwiedził i pogadał o byle czym, znow nie odpisał, a jak trochę na niego naskoczyłam, że chyba nie potrafi pomagać inaczej, jak tylko finansowo (opowiedział mi kiedyś, że swojej znajomej odmalował cały dom i kosztowało go to około 300 funtów), ale nie potrafi sie zdobyć na to, żeby po ludzku i za darmo, dać po prostu wsparcie, to stwierdził, że nie ma czasu, a nawet jak miałby czas to nie wie czy miałby siły, i że nie uważa, że musimy się widywać, żebym mogła zrzucić swoje problemy i boi się bo nie wie o co chodzi, po czym powiedział, że w tygodniu leci do Polski, bo żona ma urodziny.

      (wiem, że zarzuci mi się zaraz problemy psychiczne i sama zaczynam się obawiać, czy ich nie mam, ale pomimo tego, że wspieranie go było moim wyborem i on o to nie prosił, to jednak chciałam móc liczyć na niego i bardzo bolało, że wycofuje się, gdy ja proszę o wsparcie, a samo to, że dawał mi się wygadać, podniosło moje wymagania względem niego, no i nieco mnie poniosło, bo ktoś pokazał mi zainteresowanie. Że już nie wspomnę jak ciężko było być jedynym powiernikiem i pomocnikiem kolegi chorego na raka i jego żony.)

      Potem nie było kontaktu kilka tygodni, w międzyczasie jego kolega przyjechał do mnie coś załatwić, a na pytanie o jego urlop, stwierdził, że to przecież C. pojechał do Polski "zakopać żonę i spakować resztę rzeczy". Czułam się okropnie ciesząc się tą wieścią, próbowałam dyskretnie podpytać kolegę, nie wkopując mnie i C. Nic sensownego się nie dowiedziałam, zresztą, stwierdziłam, że dopiero u źródła dowiem się prawdy i nie ma co się jarać zawczasu. Nagle C. jakby nigdy nic odezwał się ze sprawą do załatwienia. Przyjechał, zapytał o plany na święta, jakby żadnych kłótni i pretensji nigdy nie było. Gdy wychodził, spontanicznie przytuliłam go. On odwzajemnił (nie jakoś mocno, ale nie stał jak kłoda) i poprosił tylko, żebym nie płakała. Powiedziałam, że nie mam takiego zamiaru i że już się pozbierałam. Sprawę załatwiłam, ale kontakt był nędzny. Kolega C., który domyślił się prawdy i zaczął wypytywać, poczuł misję i stwierdził, że się dowie, co tam się w Polsce działo. Zbliżały się Święta, nadal chciałam je spędzić z C. Dzień lub dwa przed Wigilią, za namową koleżanki, wysłałam mu fotkę, żeby pochwalić się, że schudłam do sukienki którą kupiłam wieki temu. Stwierdził, że wygląda nieźle, ale niewiele widać z tej perspektywy, więc dowaliłam, że może wpaść w Wigilię i sam ją zobaczyć. Zamilkł. Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem furiatką, która na odmowę zareagowałaby agresją, właśnie wolałabym, żeby wprost powiedział 'nie' niż unikał tematu, zwłaszcza, że ponoć milczenie oznacza zgodę wink Zdenerwowałam się, 'nakrzyczałam' na niego trochę, że papiery odeślę mu pocztą i że chciałam mu po prostu dać zwykłe święta, których nie miał od dawna, zeby podjechał ze mną po rower dla mojego dziecka (które swoją drogą zdążyło się jakimś cudem lekko przywiązać do niego i czasem o niego pytać, mimo że nie był to jedyny klient rodzaju męskiego przychodzący załatwiać sprawy) a potem zjadł coś i obejrzał Kevina. Wzamian on 'nakrzyczał'
    • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 02.04.20, 11:50
      wiem, do czego służy kochanka, czytałam wczoraj różne wpisy na forum, wiedziałam, że nie jestem na zawsze, ale brak mi naszej przyjaźni, mimo że oboje ją schrzaniliśmy idąc do łóżka i rozczarowało mnie, że mi zależało na niej bardziej i dałabym z siebie dużo, żeby ją odzyskać, a on uznał temat za zamknięty.
        • weronz Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 04.04.20, 09:30
          Sorry, nie umiem pisać krótko, a może opisem całości chciałam się nieco wybielić, bo wiem, jakie jest zdanie o kochankach, że to one kuszą, uwodzą itd.

          Nutruje mnie takie nerwowe i tchórzliwe zerwanie znajomości, to po pierwsze. Nie raz nachodziło mnie na dłuższe monologi, ale pierwszy raz dowalił, że jestem nieobliczalna i że więcej się ze mną nie zobaczy.

          Po drugie, ten jego strach przed zemstą kłoci mi się z tym, jak mnie potraktował. Czy nie rozsądniej po kilku dniach przeprosić za wybuch, nawet nieszczerze? Czy aż tak mi "ufa" czy to zwyczajny brak instynktu samozachowawczego?

          No i gdzieś na forum czytałam, żeby osoby zakochanej nie odstawiać nagle, bo to wrózy kłopoty i delirkę jak u alkoholika. No ale z drugiej strony czytałam, że bardziej należy się bać obojętnych rozstań niż takich intensywnych, bo to te obojętne oznaczają definitywny koniec.

          Wiem, że ciężko liczyć na szczerość faceta, który nie jest szczery przed sobą i żoną, ale czuję się nieco oszukana, bo kilka razy powtarzał, że chce żeby było jak dawniej, bez seksu, a jednocześnie jak ognia unikał wszelkich spotkań, żeby sprawdzić, czy to w ogóle możliwe.

          Na razie jestem na etapie "odstawienia" i próbuję szukać wyjaśnienia i racjonalizować licząc, że próba poznania jego taktyki i zachowania da mi choć trochę spokoju. Może to syndrom sztokholmski, ale chciałabym pozostać z nim w kontakcie, bo z nikim nie miałam takiej więzi i w dodatku on był ostatnią bliską mi osobą.
          • weronz Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 04.04.20, 09:35
            I jak to jest, że ktoś kto nie ufa nikomu, panicznie boi się zemsty, daje mi do ręki narzędzia niezbędne do tej zemsty? Nie mówię, że planuję, staram się opanować, chociaż różne myśli do głowy przychodzą, zwłaszcza, że on próbuje całą winę przerzucić na mnie.
            • 3-mamuska Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 15.04.20, 21:19
              weronz napisał(a):

              > I jak to jest, że ktoś kto nie ufa nikomu, panicznie boi się zemsty, daje mi do
              > ręki narzędzia niezbędne do tej zemsty? Nie mówię, że planuję, staram się opan
              > ować, chociaż różne myśli do głowy przychodzą, zwłaszcza, że on próbuje całą wi
              > nę przerzucić na mnie.

              Bo jesteś winna ciągnęłaś temat ,robiłaś podchody. Niemoralne propozycje. Facet uległ zdarza się jak to mówią kropla drąży i skałę. Oczywiście sam nie jest bez winny może to był test. Albo z braku laku coś zaliczyć.

              Jak się chcesz niby na nim zemścić? Żonę już stracił wiec co dalej?
              I jakie głupie pomysły? Może faktycznie facet zauważył ze jesteś nie spełnia rozumu.
              Nie ma nic gorszego niż kobieta ,która w złości wyrzuca z siebie milion słów ,bez sensu ładu i składu. Same twoje posty są męczące.
              Na dłuższa metę możesz być ciężka w obyciu.
          • 3-mamuska Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 15.04.20, 21:07
            Wiem, że ciężko liczyć na szczerość faceta, który nie jest szczery przed sobą i żoną, ale czuję się nieco oszukana, bo kilka razy powtarzał, że chce żeby było jak dawniej, bez seksu, a jednocześnie jak ognia unikał wszelkich spotkań, żeby sprawdzić, czy to w ogóle możliwe.

            Bo mu się narzucasz ,robisz dwuznaczne propozycje. Wielokrotnie ,wiec on wie ze u ciebie to niemożliwe . Dostaniesz po łapach ,chwila ciszy/spokoju bo obraza , po głupiej propozycji a potem i tak do tego wracasz. Nie dociera do ciebie ze lubi cię potrzebuje do pogadania. Ale może najnormalniej w świecie nie chce cię za kochankę, nie pociągasz go zbyt fizycznie.

            Dlaczego czujesz się oszukana?
            Facet nic ci nie obiecywał tematu drineczków sukienek unikał jak ognia.
            Sorry ale dziecko by się domyśliło ze facet nic więcej nie chce.
            Są na świecie faceci którzy nie lecą na wszystko co się rusza.
            A jego karmienie ciebie wynikało z normalnych ludzkich stosunków , nie erotycznych podchodów.
        • weronz Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 04.04.20, 11:08
          cholera, teraz widzę, ze nie wkleiła się całość... Ostrzegam, że dłużyzna będzie jeszcze większa.
          Wzamian on 'nakrzyczał' na mnie, ze musiał z kimś odbyć rozmowę na temat moich uczuć do niego (okazało się, że kolega poczuł misję zbyt mocno i zadzwonił do niego i wypaplał wszystko, czego się domyślił i dośpiewał) że jego żona czytała mojego maila maila (wysłanego ze 3 tygodnie przed jego urlopem, nie wiem, czemu go zachował) i miał awanturę, nie wie, co ja chcę od niego, że święta spędza i będzie spędzał sam i że czasem się poużala nad sobą ale od nikogo nie oczekuje pomocy i nie będzie oczekiwal itd. Po rower ze mną pojechał, a na prośbę o rozmowę, stwierdził, że sobie wszystko wyobraziłam, a on zainteresowanie okazał mi raz i to po pijaku i ze nie pogadamy o tym, bo 'tak jest łatwiej' Na święta wysłał życzenia, potem na nowy rok, kilka dni później zapytał, czy młody jeżdzi rowerem i poprosił o pomoc z czymś i nagle wyskoczył, że myśli o wyjeździe. Mimo, że nadal go nie kochałam, zabolało jak cholera. Kilka dni później kolega miał mieć poważną operację (ten, który miał raka), napisałam, żeby trzymał kciuki, po operacji zapytał jak kolega, wyraził współczucie, powiedział, że zepsuło mu się auto i ma katar, a wieczorem zasugerował, że kolega powinien jechać do Polski, bo tam mu może pomogą, jeśli jeszcze jest nadzieja. Napisałam, że nadziei nie ma i że chyba nie powinnam była dzielić się z nim takimi rzeczami, bo już minęły czasy, kiedy czułam, że mogę. Dwa dni później zapytałam, jak się czuje i czy katar minął. Cisza. Kilka dni później upiłam się z żoną kolegi i napisałam do niego, poprosiłam o zrozumienie, bo dla mnie uczucia do żonatego to nowa sytuacja, że ja wiem, czego chcę, ale nigdy nie odważę się do tego dążyć i że przykre jest, że z koleżankami, które proponowały seks utrzymuje kontakt, a mnie tak odrzucił, że jestem ciezka w kontaktach z ludźmi, a z nimi nawiązałam dobry kontakt i to, że czuję coś do niego jest raczej wadą niż zaletą w tym wypadku, bo po prostu ceniłam że mówił mi o tylu rzeczach i że niestety, nie jestem osobą która odpuszcza, gdy ktoś zawiedzie raz lub dwa i nadal mi zależy i że zalezało mi na przyjaźni z nim, ale oczekiwałam zbyt dużo i w zbyt krótkim czasie i że mówię mu to wszystko, bo nie wiem, czy jeszcze go zobaczę czy już nie. Dwa dni później napisał, że spieprzyłam mu urlop, mam idealne wyczucie czasu, bo moje wiadomości czytała jego żona i ze dawno go nikt tak nie zgnoił i 'podziękował' za spieprzenie życia jeszcze bardziej niż miał. Tym razem ja nie odpisałam, bo z jednej strony czułam się winna, a z drugiej nie wiedziałam przecież, że jest w domu, no i nie wiedziałam, co miałabym napisać. Fakt, mogłam swoje mądrości zachować dla siebie, ale jego potencjalny wyjazd naprawdę mnie kopnął. Kilka dni póżniej jakby nigdy nic zapytał, czy mu coś załatwię, a że zawodowo jestem 'ponad to' i obiecałam mu już dawno, że sprawy nadal będę mu załatwiać, niezależnie od wszystkiego, załatwiłam sprawę. Zapłacił, zapytał o kolegę, wyraził współczucie. Znów cisza. W międzyczasie zakumplowałam się z jego kolegą (tym od 'zakopywania żony'), kolega non stop podsycał we mnie myśli, jak to facetowi trzeba pomóc, natchnąć go do zmian itepede. Powiedziałam mu, że nie dość, że nie chciałabym się bawić w romans z żonatym, to tym bardziej nie chciałabym, żeby żonę zostawił dla mnie, bo całe życie spędziłabym w obawie, że to samo spotka mnie. W dzień jakiegoś wyjazdu z kolegą, odezwał się magicznie C. (podejrzewam, że wiedział, że jestem na wycieczce z I., bo współlokator I. to kolega C.) żeby mu coś załatwić. Sprawa duża (papiery na rezydenta), więc powiedziałam, że trzeba będzie zarezerwować sporo czasu. Temat nagle umarł.
          • weronz Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 04.04.20, 11:09
            Po trzech tygodniach ciszy napisałam do niego, że jego kolega wspomniał o nim i uświadomiłam sobie, że nie dałam mu znać, że szwankuje mi telefon. Odpisał po dwóch dniach, że skręcił nogę na nartach a nie ma czasu na lekarza, ale coraz gorzej boli i puchnie. Do przychodni nie udało mi się go umówić i temat umarł. 1go marca byłam z I. w kinie, chciałam pokazać mu jakiegoś screena, którego kiedyś wysłałam C., przez zepsuty telefon messenger zadzwonił, on wysłał znak zapytania, ja napisałam, że przypadkiem i tyle. Rano zapytałam, jak noga, rozgadaliśmy się nieźle, do szpitala z nogą zabrał współlokatora (jako tłumacza), kiedy po południu spytałam, czy ma chociaż jakąś maść albo opaskę uciskową, stwierdził, żebym się nie martwiła, bo poszedł do szpitala tylko po to, żeby mieć papierek do odszkodowania. Gdy milczałam przez 20 minut, nagle wyskoczył, że ma nadzieję, że nie jestem zła. Jako że kolega nie podołał jako tłumacz, zaszczyt ten przypadł mi. Zaraz przy szpitalu skomentował 'co za zmiana' (zdążyłam schudnąć przez ten czas dobre 10 kg), w szpitalu gadał i gadał, a gdy zapadało milczenie, szukał na szybko nowego tematu. W gabinecie nie chciał szlafroka i siedział przy mnie w bluzie, majtkach i skarpetach zakrywając newralgiczny punkt każdego mężczyzny. W duchu śmiałam się, że pierwszy i ostatni raz widzę go 'nago'. O ja naiwna!

            I od tamtego czasu kontakt nagle nie tyle się odnowił, co uderzył z niemałym impetem. Wysyłał mi suchary, pisał praktycznie na każdej przerwie, pod byle pretekstem, w weekendowe wieczory olewał kolegów i pisał ze mną. Przyjeżdżał w każdy weekend z każdą pierdołą, którą załatwiłby sam po ciemku i na bani. Jak raz powiedziałam, że się odezwę ale tego nie zrobiłam, to po północy napisał, że czekał i nic. Przepraszał za każde wyimaginowane przewinienie, kilka razy pytał, czy nie jestem zła, na pytanie za co, powiedział, że 'tak ogólnie', raz, kiedy powiedziałam, że pozostaje tylko czekać, aż i mnie dopadnie jego złośliwość, stwierdził 'chyba już byłem'.

            Nie oczekiwałam od niego żadnych przeprosin za to co było, bo byłam naprawdę nieznośna. Ale w głowie miałam wielki czerwony wyjący alarm, że po tylu krzywdach facet wraca i nagle to on nawiązuje kontakt.

            Nie zrozumcie mnie źle, wiadomo, że wolałam to niż wzajemne pretensje, niezręczne rozmowy i milczenie, ale newsy w stylu 'udało mi się wziąć prysznic na stacji, jestem szczęśliwy' były... dziwne? Jakby nagle zapragnął dzielić się ze mną nawet takimi bzdetami. Jednocześnie nie próbował wskoczyć mi do łóżka, nie sypał zboczonymi żartami. Zaczęłam godzić się z myślą, że jestem 'platoniczną kochanką', jak to na swój użytek nazwałam. Tak, było frustrujące nie móc pójść z nim do łóżka, ale stwierdziłam, ze po prostu trzeba sprawy zostawić swojemu biegowi. Nie podlizywałam się, przestałam się zwierzać ze wszystkiego, pozwalałam jemu mówić więcej. I nie, nie robiłam tego dla swoich celów, żeby go 'ugłaskać', konkurować z żoną czy coś. Wiedziałam, że to czego chcę, a to czego mogę chcieć, to dwie różne sprawy. Nie liczyłam, że nagle mnie zapragnął, że miesiąc gadek sprawi, że będzie chciał zmienić swoje życie (tak, gadał do mnie na żonę, ale gadał o niej też do swoich kolegów, więc to nie był sposób na pocieszenie biednego żuczka), uznałam, że niech robi ze swoim życiem co chce, a ja sobie po prostu będę.

            Jakieś półtora tygodnia przed moimi urodzinami, próbowałam zebrać się na odwagę i zaprosić go, ale bałam się odmowy. Specjalnie poradziłam się w sprawie tequili (pracował w barze meksykańskim), doradził. W dzień moich urodzin złożył mi życzenia, wieczorem napisał, czy nadal jestem trzeźwa, powiedziałam, że imprezę planuję na jutro i mam wszystko, a jeszcze nie zaprosiłam jedynego gościa, bo kiepsko u mnie z odwagą. Zapytał, ilu jest gości, powiedziałam, że ja i tequila póki co, on wyraził zdziwienie, bo przecież tylu mam znajomych i że byłam w kinie z I. i w ogóle. Stwierdził, że skoro mam sama spędzać swoje urodziny, to przyjedzie, boi się, ale przyjedzie. W dzień urodzin byłam z nim na rezonansie, wieczorem przygotowałam wszystko, a on pięć minut przed planowanym czasem imprezy napisał, że nie przyjedzie, bo zapytał żonę o zgodę i znów miał awanturę (później przyznał się, że to była ściema, bo bał się, że do czegoś między nami dojdzie). Powiedziałam, że nie zapraszam go na orgię tylko na drinka, a on dowalił: powiedz to mojej żonie, kobiety są strasznie zazdrosne (oj, kusiło mnie, żeby spytać, czy serio mam zadzwonić do żony i jej to powiedzieć– miałam jej numer po operacji, w razie, gdyby coś się nie powiodło, i zapomniałam go skasować, ale powstrzymałam się . Cóż, urodziny spędziłam rycząc na kanapie, on na drugi dzień zapytał jak samopoczucie i zasypywał mnie sucharami, poprosił o załatwienie sprawy, załatwiłam, cały czas próbował nawiązywać kontakt, ale zbyt to bolało. Po kilku dniach milczenia stwierdził, że jak nie przestanę się gniewać, to przyjedzie z kwiatami. Miałam ochotę wysłać mu 'piosenkę o kwiatach'. Jakieś dwa tygodnie później zapowiedział się ze przyjedzie 'na kawę', powiedział, że ma coś dla młodego (mimo mojej dwukrotnej prośby o nieprzywożenie mu słodyczy, bo za bardzo się przywiązał) i że nadal nie przywiózł kwiatów. Kwiatki dostałam, sprawę załatwiłam, jajko wielkanocne dostała moja sąsiadka. Gdy przeżywał potencjalną operację kolana i niemożność pracowania, powiedziałam, że w razie czego mam trochę oszczędności. Wzamian za to (urażone męskie ego podejrzewam), zapytał, czy jeździłam na motorze, bo jego żona śledzi mojego fejsa i widziała fotki. Zaczęłam ignorować wiadomości, na drugi dzień był ze sprawą, kiedy spytał co u mnie, wzruszyłam ramionami, on zapytał, czy jestem zła, ja zapytałam, czy robi mu to różnicę, on, odważnie, powiedział 'na razie' i poszedł. Wypisywał na fb że nie wie o co chodzi, że przeprasza i czekał aż się odobrażę. Gdy zmarł mój kolega, a ja nie odpisywałam na wiadomości, zaczął chyba trochę panikować, bo pytał aż trzy razy czy wszystko okej. W dzień pogrzebu zadzwoniłam, żeby się uspokoić przed ceremonią i wisiał ze mną na telefonie półtorej godziny. Po pogrzebie byłam z nim na kursie, liczyłam, że wpadnie w weekend bo miał mieć urodziny i chciałam dać mu prezent. Okazało się, że urodziny tak go przygnębiają, że przez kilka dni prawie nie było rozmów. Pamiętał nawet (nie wiem, jakim cudem) o urodzinach młodego (dwa dni po urodzinach C., ale nie pamiętałam, żebym mu o tym kiedykolwiek mówiła), ale na propozycję korków z angielskiego zareagował fochem, więc i ja nie byłam zbyt chętna do rozmowy. Dwa dni później napisał, że urządza grilla ze wspollokatorami i zapytał, czy wpadam. Zawahałam się, a jak zgodziłam się godzinę później, nagle zmienił zdanie i stwierdził, żebym nie przychodziła, bo są wstawieni, a w nocy napisał, jak to mu przykro, że nikt jego starań nie docenił, narobił jedzenia a chłopaki woleli pić. Po tej akcji za jakiś czas kontakt w miarę wrócił, ale o wiele chłodniejszy, plus od kursu nie widziałam go ani razu, przez ponad miesiąc. Po miesiącu, podczas wizyty w szpitalu dowalił, że przyjeżdża jego rodzina (na wakacje). Byłam zdziwiona (nie było ich tutaj 6 lat), zresztą oznajmianie mi tego jakby mówił, że zamówił gacie na ebay, było przykre. Wiem, że to facet, ale raczej nie mógł nie wiedzieć, że mówienie o tym nie będzie mi obojętne. Po tej wizycie kontakt praktycznie umarł, odzywał się zwykle wtedy, kiedy wiedział, że jestem u I. (nazywałam to sokiem z żuka i jak na początku takie 'znaczenie terenu' bawiło, tak później już irytowało, bo wysłanie suchara żeby o sobie przypomnieć, było... kiepskie). Lipiec upłynął na rozmowach wyłącznie o pracy i kilku sucharach, tylko raz, kiedy I. u mnie był i C. o tym wiedział, nagle naszło go na zwierzenia i mimo, że on wiedział, że ja wiem, że on wie, że I. jest u mnie, i sama mu to przyznałam, bo po co ściemniać skoro wie, to i tak się nieco ufochał. Btw, bo nie wiem, czy wspomniałam, z kolegą I. łączyły mnie kontakty wyłącznie przyjacielskie, chociaż po czasie dowiedziałam się,
            • weronz Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 04.04.20, 11:11
              chociaż po czasie dowiedziałam się, że on przedstawiał je inaczej. Dwa dni później byłam z I. i koleżanką w ambasadzie, żeby oczyścić atmosferę z C. ściemniłam mu, że I. podrywał moją koleżankę, a na jego komentarz czy on tak każdą podrywa, powiedziałam, że mnie nigdy nie podrywał.

              I nagle, dwa dni po tym wydarzeniu, gdy późno w nocy przypomniało mu się o zaległym mandacie i zaczęliśmy gadać, kiedy wyszedł do klubu, a koledze wessało gotówkę i zaproponowałam drinka u mnie, on po kilku godzinach napisał, że jest już w domu, ja wyraziłam żal, że się nie napijemy, po krotkim wahaniu jednak stwierdził, że przyjdzie. I możecie powiedzieć, że jak suka nie da to pies nie weźmie (kolega już mnie tak określił), że sama się prosiłam i jestem sama sobie winna, ale nie sądziłam, że skończy się tak, że on podejdzie, przytuli mnie i pocałuje. Spodziewałam się raczej dwóch drinków, drętwej atmosfery i kłótni o współlokatora kończącej 'imprezę'. Nie pomyślałam, że ten tchórz będzie miał na tyle jaj, żeby w końcu sięgnąć po to, czego chciał od 10 miesięcy (a może dłużej). Skończyło się tak, jak się domyślacie. Wiem, że nie powinnam, ale nie jestem z kamienia. Wahałam się, bo mogło to oznaczać koniec znajomości i powiedziałam mu, że mam nadzieję, że nie urwie po tym kontaktu jak gówniarz. Wyszedł ode mnie po 3 godzinach, które w większości spędziliśmy na swobodnych ale szczerych rozmowach. Kiedy ode mnie wyszedł, po 10 minutach podziękował, cały dzień gadał o tym ze mną, plus o innych rzeczach. Wieczorem wpadł z mandatem, powiedziałam, że nie wiem, jak się zachować, on powiedział, że też nie wie jak się zachować. Posiedzieliśmy chwilę na kanapie, a jak pocałowałam go w czoło, poprosił, żebym przystopowała, bo musi to przetrawić. Kolejnego dnia też sprawdzał co jakiś czas co u mnie, a wieczorem powiedział, że nie mógł spać, bo czuje się egoistą, nie sądził, że zrani mnie i że może stracić rodzinę. Pocieszyłam go (jak prawdziwa ofiara syndromu sztokholmskiego, wierna swojemu oprawcy) i na wieść, że się popłakał, powiedziałam, żeby następnym razem nie robił tego sam, o ile jeszcze chce mnie oglądac. Stwierdził, że będę jeszcze nie raz zmuszona go oglądać, trochę czasu minie, ale jeszcze go zobaczę. Euforii starczyło mu jednak jedynie na dwie doby i zaczął przeżywać, że straci rodzinę, że był strasznym egoistą i w ogóle nie myślał co robi. Zresztą zaraz stał się dosyć oschły i przerażony, ja pojechałam na urlop, potem przyjechała jego rodzina, a ja bałam się, żeby nie narobił sobie kłopotów (zwłaszcza, że po powrocie ode mnie, powiedział współlokatorowi, że był u fajnej kobiety i współlokator drążył temat). Po ich wyjeździe nie odezwał się, za to właścicielka ich mieszkania poprosiła mnie o poinformowanie ich o kończącej się umowie. Ze dwa dni później napisałam z pytaniem o wizytę w szpitalu, on napisał, że nie zrobią mu operacji, a kiedy próbowałam zaprosić go do siebie (tak, wiem, zimna okropna rozbijaczka małżeństw) stwierdził, że nie możemy już tego robić, bo mało brakowało a sprawa by się wydała, że straciłby dzieci itd. Przegadaliśmy dwa dni, 'wypomniałam' mu rzeczy, przez które czułam się zraniona i pogodziłam się, że wracamy do przyjaźni, chociaż wiedziałam, że bedzie mi brakować tej bliskości i tego że po raz pierwszy w życiu byłam przy kimś naga bez kompleksów.
              Na początku września okazało się, że I. zabujał się w mojej koleżance (tej, której zmarł mąż), o czym dowiedziałam się po fakcie, koleżanka postanowiła wymigać się ze znajomości ze mną, kolega zresztą też. Jako że oboje wiedzieli, że spędziłam noc z C., w obawie, żeby ich smrody nie wyszły na jaw, podjęli próbę pokazania mi, żebym się nie wtrącała poprzez powiedzenie koledze C., zeby do mnie zadzwonił, bo jest ze mną w dobrych 'stosunkach' (gra słów raczej zamierzona). C. spanikował, że sprawa się rypnie, stwierdził że jeśli do tego dojdzie, nie będę miała z nim już kontaktu. Dwa dni później podesłałam mu link z danymi przychodni (miał wypadek i potrzebował zwolnienia) i powiedziałam, że w razie czego pójdę z nim, gdyby jego nowa tłumaczka nie mogła. Odezwał się wieczorem, stwierdził, że to jego wina i że nie powinien był do tego dopuścić, powiedziałam, że mam takie nerwy że od 3 dni nic nie jadłam i boję się, komu jeszcze nagadają na mój temat. Powiedział, że jeśli potrzebuję pocieszenia to przyjedzie, a jak temat zszedł na inne tory to zapytał, czy chcę się przytulić. Przyjechał, znów dużo gadaliśmy, stwierdził, że jakiś czas może się nie odzywać, bo po paru godzinach dopada go sumienie (nie mnie weryfikować, czy to prawda czy nie, dał się poznać jako naprawdę wrażliwy facet). Po tygodniu napisałam do niego, chwilę pogadaliśmy. Tydzień później napisał, że kupił auto i zaczął żartować z korelacji między wielkością auta a sprzętu. Znów przyjechał w nocy. Gdy wychodził, powiedziałam, że nie podoba mi się, że przez to co między nami jest, cierpi moja praca i moja znajomość z nim. Zaczął się w miarę odzywać, w końcu znów ja zaczęłam załatwiać mu sprawy. Tydzień później znów przyjechał. Wiem, że sama pakowałam się w coraz większe bagno, ale nie umiałam nawet po takim czasie znajomości i 'czekania' czuć się jak brudna kochanka. Cieszyłam się, że daję mu bliskość. Rano wysłał ckliwe opowiadanie o facecie, który się zakochał i chciał zostawić żonę, żona poprosiła, żeby przez miesiąc znów zachowywali się jak kiedyś, pokochał ją ponownie i kiedy zerwał z kochanką i wrócił do domu, znalazł martwą żonę na łóżku. Próbowałam go tłumaczyć, i przed nim samym i przed sobą, że jest tylko człowiekiem i jak każdemu, zabrakło mu bliskości, ale uparł się, że jest okropny i że więcej już nie możemy tego robić.
              • weronz Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 04.04.20, 11:12
                Możecie mnie mieć za wyrachowaną i zimną, ale myśl że on mógłby się we mnie zakochać pewnie bolała mnie bardziej niż jego, bo wiedziałam, że i tak nic to nie zmieni w jego uporze żeby 'być' z żoną. Wiem, że pośrednio przyczyniałam się do krzywdy jego rodziny, ale chciałam być tłumaczką, przyjacielem i raz na jakiś czas przytulić się do niego i pozbyć wszystkich kompleksów.

                Przez jakieś dwa tygodnie gadaliśmy normalnie, potem pojechał na urlop i jego żona przypadkiem przeczytała wiadomość ode mnie, której nie skasował. Ponoć miał awanturę za awanturą, a dopiero po powrocie dowiedział się o co chodzi. Stwierdził, że chce, żeby sprawy między nami wróciły do stanu sprzed seksu, ale to niemożliwe, bo będę go widziała już tylko w łóżku (zajechało mi projekcją, bo jakby nie patrzeć, żyłam bez tego seksu blisko rok i to on z naszej dwójki nie wytrzymał), potem sprawy pogorszyły się jeszcze bardziej, a w listopadzie przyjechała jego żona (wg współlokatora na stałe). Podobno miał straszny dym za to, że przy spotkaniu z właścicielami ja służyłam za tłumacza (właścicielka poprosiła). Czułam się strasznie, zwłaszcza, że całą winą non stop próbował obarczać mnie, ale, nawet mimo że jego żona tu była, nadal mnie prosił o pomoc w załatwianiu spraw. Zaczęłam się zastanawiać, czy cokolwiek wie i czegokolwiek się domyśla, bo spodziewałam się raczej, że wyrwie mi włosy z głowy na dźwięk mojego imienia (w końcu podobno regularnie sprawdzała mojego fb) Po załatwieniu sprawy z właścicielami, kontakt umarł, do świąt, wysłał mi życzenia, pogadaliśmy, znów tak jak kiedyś, od serca. W nowy rok też. W styczniu przydzielono mnie jako tłumacza na jego komisji lekarskiej, o czym go firma nie poinformowała, więc wziął kogoś innego, ale odesłał swoją tłumaczkę do domu. Po komisji znów wrócił z sucharami i każdym pretekstem do chwili rozmowy. Tydzień później, znów wylądował w moim łóżku. Kiedy zapytał, co zrobię, jak znów się nie będzie odzywał, w żartach dowaliłam, że do dnia kobiet wytrzymam. Poza podesłaniem mi 2 tygodnie później listu (który juz ktoś mu zapewne przetłumaczył) do dnia kobiet się nie odezwał. blisko 4 tygodnie temu jego współlokator napisał z pytaniem czy nie chcę kupić paru mebli, a ja skończylam pijąc drinki, bo stwierdziłam, że znów stchórzył i się wyniesie gdzieś bez słowa. Spytałam współlokatora, czy odbierze mnie ze szpitala po operacji i dowaliłam tekstem, który wywołał reakcję C. Trzy razy zarzekał się, że odbierze mnie ze szpitala i pomoże tyle ile da rade. Zarzucił mi, ze tak samo jak on, mogłam się odezwać (a wiedziałam, że był w polsce, tylko nie wiem, w jakim terminie, raczej nie chciałby, żeby znów się wydało, że ma ze mną kontakt, bo żona mu zabroniła ze mną rozmawiać już wieki temu), zwlaszcza, skoro go znam i wiem jaki jest. Pogadaliśmy od serca, zaproponowałam z rana kawe na przywitanie zanim ruszy w trasę, ale się wykręcił. Dwa dni się poodzywał, ale potem walnął focha o nadopiekuńczość (ma bóle głowy, o czym rozmawialiśmy już pół roku temu, ale przypomnienie mu tego faktu zaskutkowało ciszą)

                W tamtym tygodniu odezwałam się pierwsza, ale trafiłam pechowo, bo miał strasznego nerwa. Na zaproszenie na drinka stwierdził, że to już się nigdy nie zdarzy, przeprasza i wie ze jest potworem, a potem dowalił, że obiecał to komuś, na kim mu zależy ( na pewno nie żonie). Nagle też stwierdził, że boi się że komuś wygadam z zemsty (już w październiku stwierdził, że jak mi powie, że już nie chce uprawiać ze mną seksu to będę chciała się mścić i że każdy chce się mścić) i że życie w nieustannym strachu paraliżuje. Non stop całą winę zrzucał na mnie, cały czas usilnie wmawiał mi, że nie będę umiała wytrzymać bez rzucenia się na niego. Nie powiem, poczułam się naprawdę zraniona tym, że z jednej strony ufał mi na tyle, że zdradził mi tyle sekretów, tyle informacji o sobie, że miałby przesrane gdybym pękła, a z drugiej niewystarczająco mocno, zeby zobaczyć, że nie jestem nimfomanką, która rzuci się na niego zanim wejdzie do domu. Popłynęłam trochę z gadką, on przeczytał i nawet nie odpisał, wiedząc, jak mnie wkurzają monologi, więc znów coś napisałam. Stwierdził, że go przerażam, a jakiś czas później napisał, że ma rodzinę, i on i oni mogą się w każdej chwili zarazić wirusem, i czy ja oczekuję, że on poświęci dla mnie to wszystko, co z nimi przeżył (co 'najciekawsze', nigdy takie słowa nie padły z moich ust. Mówiłam czasem, że powinien pomyśleć o sobie, że wiem po swoich rodzicach, że dzieciom na dobre wyjdzie rozstanie niż obopólna nienawiść, ale 'ona albo ja' nigdy nie padło) i żebym powiedziała mu, czego oczekuję. Potem stwierdził, że nie zobaczy się ze mną, mogę pisać i dzwonić, ale ma nadzieję że już się nie spotkamy, bo jestem nieobliczalna. Powiedziałam mu, że byłabym bardziej obliczalna, gdyby on mnie traktował bardziej stabilnie. Potem zaczął mowić, że pogodził się z tym że wszystko stracił, że cieszy się że zabezpieczył rodzinę i że to co zrobił jego ojciec było najlepszym wyjściem (popełnił samobójstwo). Wiem, że to raczej szantaż ze strachu, że sprawa się rypnie, ale z drugiej strony, jest na tyle wrażliwy i emocjonalny, że nigdy nie wiadomo. Poprosił, żebym dała mu spokój, spytałam czy nic sobie nie zrobi i się odezwie, to stwierdził, że 'raczej'. Kiedy mu powiedziałam, żeby przyjechał po tabletki, znów poprosił o spokój, a wieczorem napisał, że nie zajedzie, bo musiał pilnie jechać do pracy. Napisałam, do niego w niedzielę rano, zwykła wiadomość, co u niego i czy już się uspokoiło (młyn z tamtego weekendu), ale nie odpisał.

                Miotają mną różne uczucia. Tak, zależy mi na nim i nie chcę mu rujnować życia. Z drugiej strony, czuję się na swój sposób zdradzona, bo wiedział, że po seksie stchórzy, a mimo to się zdecydował, jakby kompletnie gdzieś miał dwa lata mojej pracy i rok naszej znajomości i mimo że wiedział, że dla mnie to było więcej niż tylko seks. Czuję się niesprawiedliwie potraktowana, bo całą winę próbuje przerzucać na mnie, jakbym ja go zmusiła do seksu ze sobą, a on nie miał wyjścia. Czuję wielką wściekłość widząc, że jemu się sprawa upiecze i jak gładko z propozycji pomocy po operacji przeszedł do nazywania mnie nieobliczalną i uważa, że grzecznie przytaknę i przeproszę. Był etap, że przepraszałam go za to jak on się czuje i autentycznie czułam się winna, że czuje się przeze mnie źle. Ale jest dorosły i nikt go za rękę do łóżka nie ciągnął, sam tak wybrał, więc powinien liczyć się z konsekwencjami i że jego romans może się wydać. A już na pewno, skoro ma mnie za nieobliczalną, nie powinien dawać mi powodów do gniewu i zemsty. Nie, nie jestem na tyle porąbana, żeby go szantażować i wzbudzać w nim strach tylko po to, żeby kontynuował znajomość ze mną, ale nie rozumiem jego logiki. Nie musi się podlizywać i być na każde moje zawołanie, ale gdyby podszedł do mnie jak do człowieka i zrozumiał, że naprawdę mnie skrzywdził i wziął na klatę fakt że przywiązałam się do niego, byłoby to o wiele bardziej ludzkie.

                przeczytałam, żeby nie mówić żonie i jej nie krzywdzić. Z jego opowiadań wynika, że żona związała się z nim wiedząc o jego problemach z dzieciństwa i widząc, że jest człowiekiem, który nie miał rodziny i do ostatniego tchu będzie walczył o swoją, teraz, z opowiadań kolegów i jego, wiem, że chodzi jej głównie o kasę. Mówił, że każda kobieta jest podejrzana o romans z nim i że żona zabiłaby siebie albo jego, gdyby wiedziała o zdradzie. Nie mnie ją oceniać, bo widziałam ją dwa razy, nie mam jak zweryfikować, czy kocha go czy korzysta z faktu, że on da się zajeździć w imię wyższych celów. Szkoda mi jedynie dzieci, bo ich ojca i tak nigdy z nimi nie było i one są niczemu niewinne.

                Nie wiem, co mam robić, nie wiem, jak postąpić. Za kilka dni mam urodziny, które chciałam spędzić z nim, a teraz nawet nie wiem, czy doczekam się grzecznościowych życzeń. Byłabym spokojniejsza, gdyby zdobył się na szczerą rozmowę w cztery oczy zamiast wpędzać mnie w poczucie winy, żeby od siebie odpędzić wyrzuty sumienia, bo tak mu wygodniej. Niestety, wiem, że do teg
                • weronz Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 04.04.20, 11:13
                  iestety, wiem, że do tego trzeba dojrzałości, której jemu brakuje. Raczej na pewno jest to chore, ale jakaś naiwna część mnie, nie umie mieć go za złamasa, który kilka miesięcy robił podchody, żeby przyjść i zaliczać do woli a potem zwiać. Wyrosłam z usprawiedliwiania go, co nie oznacza, że chcę, żeby coś mu się stało. Ale wiem, że nie wytrzymam na pewno myśli, że on uznał, ze nazwie mnie nieobliczalną i sprawa jest wg niego załatwiona. W głowie mam setki pytań, na które chciałabym znać odpowiedź, chciałabym umieć odciąć się od niego i tej sytuacji, ale to chyba póki co ponad moje siły.


                  -------------

                  nie wiem, czy komukolwiek zachce się czytać całą 'opowieść', ale nie umiem sensownie jej skrócić bo trwało to półtora roku. Ale moje pytania nadal pozostają te same.
            • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 13.04.20, 20:34
              tak, nie ukrywam, zdarzało mi się mu czasem narzucać albo rozpisywać i wiem, że niezbyt mądre to było, ale czasem czułam potrzebę się mu wygadać albo nazbierało mi się nerwów i nie wytrzymywałam. Z pisania z byle pretekstem w sumie wyrosłam już dawno, to on pisał z byle pretekstem przez naprawdę długi czas, ja jedynie kontynuowałam rozmowę.

              Co do zapraszania, początkowo przynajmniej, nie zapraszałam go, żeby go upić i wykorzystać. Niestety, ale mam w sobie coś takiego, że przyciągam ludzi, którzy mają jakieś problemy, a jak wiem, że ktoś ma problem, to nie umiem przejść obojętnie. On lubił mi się wygadać i tego się raczej spodziewałam przy spotkaniach. Nie jestem Maryja zawsze dziewica, ale lubiłam tego gościa, wychodzi na to, że w sumie bardziej niż on mnie.
                • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 13.04.20, 21:01
                  trochę po to, żeby zrzucić to z siebie, moja obecna sytuacja towarzyska wygląda tak, że w sumie po kłótni z C. nie został mi nikt, z kim można pogadać w miarę normalnie i na poziomie. Trochę po to, żeby zobaczyć, jak czuli się inni, poznać sprawę z perspektywy różnych osób. Forum nazywa się 'kochanki', różne tematy tu były poruszane, a że w sumie to byłam kochanką, stwierdziłam, że tu może ktoś mnie zrozumie.
                  • znowu.to.samo Re: długa historia krótkiego romansu 05.05.20, 20:38
                    weronz napisał(a):

                    > trochę po to, żeby zrzucić to z siebie, moja obecna sytuacja towarzyska wygląda
                    > tak, że w sumie po kłótni z C. nie został mi nikt, z kim można pogadać w miarę
                    > normalnie i na poziomie. Trochę po to, żeby zobaczyć, jak czuli się inni, pozn
                    > ać sprawę z perspektywy różnych osób. Forum nazywa się 'kochanki', różne tematy
                    > tu były poruszane, a że w sumie to byłam kochanką, stwierdziłam, że tu może kt
                    > oś mnie zrozumie.




                    Sorry ale oni raczej pomyśleli, że to ty nie jesteś na poziomie. Ja też nie chciałabym mieć wśród znajomych babki co lata za żonatymi
                    • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 17.05.20, 10:25
                      > Sorry ale oni raczej pomyśleli, że to ty nie jesteś na poziomie. Ja też nie chc
                      > iałabym mieć wśród znajomych babki co lata za żonatymi
                      >


                      akurat 'znajomi', którzy 'odpadli' dosyć mocno kibicowali tej znajomości. Nie każdy jest nieskalany i żyje według wszystkich zasad moralnych. A wycofali się ze znajomości ze mną, bo kolega zakochał się w koleżance, a że miałam bliski kontakt z jego byłą żoną, nie chciał, żeby sprawa się rypła, więc wybrał koleżankę a nie mnie wink
            • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 13.04.20, 20:58
              poza tym, to ja się dziwię gościowi, ze po trzymiesięcznej przerwie, mając juz próbkę moich umiejętności oratorskich, wrócił i kontynuował znajomość jakby nigdy nic. Ja przystopowałam i nie szukałam na siłę kontaktu, tak było łatwiej, bo nie mógł wtedy mi i sobie wmawiać, że się narzucam.

              Marne to usprawiedliwienie, ale kiedy jestem z kimś blisko i dużo daję z siebie tej osobie, to po jakimś czasie zaczynam chcieć wzajemności. On miał moje wsparcie, zrozumienie, gdy potrzebował o czymś pogadać, wiedział, że może się do mnie zwrócić. Czasem chciałam skorzystać z tego, żeby teraz to on się odwdzięczył, no ale z tego co widzę, czasem przyjaźń jest jednostronna, kilka takich miałam.
              • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 13.04.20, 21:09
                Rozumiem potrzeb wygadania się.
                Ale ten opis sorry jest nie do przejścia.
                I skoro ja uciekałam on tym bardziej.
                Może ubierz w słowa ale się tak nie rozpisuj.
                Choć w tym może tkwić problem waszej znajomosci.

                Może facet cię lubił lubi się wygadać a seks był pomyłka. Ale jak ty potrzebujesz mu się tak wygadać jak ty na forum nie dziwie się ze uciskał.
                Nawet jeśli cie lubił to takie pisanie powoduje ucieczkę od samej ilości.
                • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 13.04.20, 21:19
                  taka ilość wyszła. bo sytuacja zaczęła się ponad półtora roku temu. Wiem, że mam 'talent' do nadmiernego wchodzenia w szczegóły i rozpisywania się, ale mam czasem wrażenie, ze jak coś pominę to dalsza opowieść się nie będzie kupy trzymać albo ktoś będzie się dziwił, o co tu w ogóle chodzi.

                  Mam wrażenie, że facet raczej lubił to, że ja go wysłuchiwałam, rzadko kiedy oceniałam, nie litowałam się, kiedy litość była zbędna (no bo co np powiedzieć komuś, kto zwierza się z tego, że znalazł swojego ojca powieszonego i że wiedział, czemu ojciec to zrobił?), nie mówiłam, że inni mają gorzej albo nie waliłam tekstami w stylu 'bywa', 'życie' itepede. Chyba na to najbardziej 'leciał', skoro tak uparcie wracał. Ja przez długi czas przestałam mu się 'wygadywać', a jak znów zaczęłam, albo on mnie 'naciągał' na zwierzenia, to najczęściej właśnie słyszałam, że takie jest życie, że nie doceniam tego co mam. Nie ukrywam, że było to w moim odczuciu przykre.
                    • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 13.04.20, 21:44
                      chodziło Ci o to, że nie będzie trwało wiecznie? Bo albo zgubiłaś słówko albo autokorekta, która często daje się we znaki w Twoich komentarzach.

                      Cóż, głupio założyłam, że skoro tak uparcie wracał i sam odnawiał kontakt, to coś mu we mnie pasowało, stwierdził kilka tygodni temu, że swego czasu byłam jedyna osoba, która słuchała o pewnych problemach. Mówiłam mu, że jestem dosyć trudna w kontaktach z ludźmi, albo kogoś lubię albo nie, a jak lubię, to się mocno przywiązuję i cierpię jak taki ktoś mnie zrani czy oleje tak nagle. W tę znajomość dużo nerwów i zainteresowania zainwestowałam, wiem, że nie było to najmądrzejsze, ale przez to teraz czuję się, jakby ktoś wyrwał mi kawałek serca. I nie ukrywam, przykro mi jest, że najpierw tak rycersko i dobrodusznie zapewniał, że pomoże mi po operacji i jęczał, że moja wina, że się nie odzywałam (i juz tego błędu nie popełnię, drugi raz w ciągu 12 miesięcy i oba były błędem), ale chęć pomocy wyparowała chyba razem z alkoholem. I tak się bałam w ogóle liczyć, że mi serio pomoże (odbierze i być może zostanie na noc po operacji, bo jest wymóg, żeby ktoś mnie monitorował 24h po operacji), zwłaszcza, że z perspektywy widzę, że on lubi pomagać ludziom, którzy albo nic od niego nie chcą albo takim, którzy pamiętają o nim tylko w kryzysowych sytuacjach, bo wtedy można ponarzekać, jak to ktoś go wykorzystał. Wstępnie i tak zgodził się jego lokator, na samą podwózkę, oczywiście, no i operacji przez kilka miesięcy na pewno nie będzie, przez ten czas rycerzowi może się dziesięć razy odmienić, więc i tak raczej mu powiem, że nie chce pomocy od osoby, u której chęci zależą od stopnia upojenia i obecnego humoru.
                      • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 13.04.20, 22:19
                        raczej...
                        ostatnie słowa opisują ciebie przede wszystkim, jego być może również, nie znam gościa
                        powiem szczerze - sygnały od niego były jasne, ty go ewidentnie do wyra zaciągnęłaś. Przebrnęłam przez to co napisałaś (ja powiedziałam, a wtedy on powiedział, a ja mu na to...) i uważam, że jasno dawał znać że nie jest zainteresowany. Uległ w końcu, ale to raczej nie powód do dumy dla ciebie!
                            • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 14.04.20, 14:30
                              tutaj chodziło mi konkretnie o pomoc przy operacji, ale to jest moje osobiste odczucie, nie wiem, czy jest prawdziwe. Mogło mu się równie dobrze nie spodobać, ze o pomoc poprosiłam jego kolegę a nie jego wink

                              ogólnie nie było aż tak, ze rozmawiał ze mną jedynie kiedy popił i zatęsknił, przez kilka miesięcy kontakt był codzienny, a w weekendy po prostu rozmowy trwały do późnych godzin nocnych (przez messengera, nie na żywo)

                              na początku jeszcze reagowałam na jego wahania nastrojów i humoru, po jakimś czasie dotarło do mnie, że najlepiej będzie zignorować go, kiedy wykazywał 'objawy' zlego nastroju. Ja byłam zdrowsza, a i jego utemperowałam, bo już nie mógł na mnie odreagować stresu z pracy czy z dziećmi, więc przestał to robić.

                              wiem, ze ogólnie głupio było liczyć na to że się wywiąże, ale to by chociaż rozwiązało problem tego, ze nie odwołają mi operacji bo mieszkam sama.

                              a co do Twojego poprzedniego komentarza i jasnych sygnałów: sama się zastanawiałam, czemu przywozi mi obiadki, gada ze mną o swoich problemach, większość znajomych mówiła, że chce, ale się boi, a jeden kolega po mojej kłótni z C. stwierdził 'spokojnie, jeszcze go przelecisz, ale pomału, on sam przyjdzie', Było to w listopadzie 2018, cały czas nie do pomyślenia było dla mnie, że tak się to skończy. Już nie wspomnę, że nie wierzyłam sama sobie, że on w ogóle mógł na mnie polecieć, w jakimkolwiek kontekście. Jak powiedział, że zainteresowanie okazał raz, to uwierzyłam w to i nie drążyłam tematu. Od listopada do marca łącznie rozmawialiśmy kilka razy o sprawach służbowych, potem to on wrócił do kontaktu, ja się uspokoiłam ze swoimi tekstami, nie pisałam do niego, jedynie odpisywałam na jego wiadomości, a potrafił pisać na każdej przerwie (jeździ ciężarówką), a nawet zdarzało mu się pisać znad kierownicy. Nie wiem, czy można to nazwać uleganiem mi, skoro sam tak usilnie starał się utrzymywać i nawiązywać kontakt, poza tym, na swój sposób pogodziłam się, że brakowało mu rozmów ze mną, a nie, że liczył na coś więcej. Do wyra go nie ciągnęłam, w noc kiedy przyszedł po raz pierwszy sądziłam, że wypijemy drinka, pogadamy i on pójdzie do domu. Nie spodziewałam się, że pocałuje mnie od razu w progu. Tak, moglam go pogonić, nic mnie nie tłumaczy, ale w końcu mogłam być blisko z facetem, na którego leciałam od prawie roku i w końcu okazało się, że to, że on na mnie nie leciał było kłamstwem.
                              • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 14.04.20, 19:24
                                Moim zdaniem za bardzo rozmyślasz co kto kiedy powiedział i dlaczego i jeszcze wciągasz w to znajomych.
                                Rozumiem zbliżenie się fizyczne jak i psychiczne nadawanie na tych samych falach. Rozmowy.
                                Facet miał odskocznie od domu rozrywkę. I tyle ,myślałaś ze będzie to trwało wiecznie. To z trafiliście do łóżka ,myśle ze było częściowo splotem wydarzeń, a częściowo sprawdzianem czy warto.
                                Najwidoczniej nie było warto ,kryzys/czy tez chwila słabości w jego głowie minęła.
                                Czas ochłonąć i przestać się zadręczać.
                                Bo nikt nie siedzi w jego głowie i nie wie co on czuje i czego chce.
                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 07:31
                                    odkochana, ze znajomymi po prostu o tym gadałam, wątpię, że każda niecna kochanka trzyma wszystko w jak największej tajemnicy. Przez jakiś czas radziłam sobie z tym sama a potem już nie, bo raz było dobrze a raz źle, a ja cały czas się czułam winna, że to ja powiedziałam lub zrobiłam coś nie tak.

                                    mamuska, facet od 20 lat mieszka poza domem, od 7 lat w Anglii, w domu jest ze dwa razy do roku. Nawet jeśli byłam odskocznią, to nie po to, żeby potem wrócić do domu. Ciężko jest ochłonąć, bo to jednak nie była pięciominutowa znajomość, nagle się zaczęła robić taka intensywna (i nie mówię tu o seksie, bo tych spotkań było pięć na przestrzeni pięciu miesięcy), ktoś mnie rozumiał, akceptował i ja rozumiałam jego. Ciężko to tak na luzie przeboleć, chociaż kilka prób już było.
                                    • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 14:49
                                      weronz napisał(a):

                                      > odkochana, ze znajomymi po prostu o tym gadałam, wątpię, że każda niecna kochan
                                      > ka trzyma wszystko w jak największej tajemnicy. Przez jakiś czas radziłam sobie
                                      > z tym sama a potem już nie, bo raz było dobrze a raz źle, a ja cały czas się c
                                      > zułam winna, że to ja powiedziałam lub zrobiłam coś nie tak.

                                      Moza rozmawiać z przyjaciółka/przyjacielem a nie znajomymi do około.
                                      Może chciałaś aby się wydało?


                                      > mamuska, facet od 20 lat mieszka poza domem, od 7 lat w Anglii, w domu jest ze
                                      > dwa razy do roku. Nawet jeśli byłam odskocznią, to nie po to, żeby potem wrócić
                                      > do domu. Ciężko jest ochłonąć, bo to jednak nie była pięciominutowa znajomość,
                                      > nagle się zaczęła robić taka intensywna (i nie mówię tu o seksie, bo tych spot
                                      > kań było pięć na przestrzeni pięciu miesięcy), ktoś mnie rozumiał, akceptował i
                                      > ja rozumiałam jego. Ciężko to tak na luzie przeboleć, chociaż kilka prób już b
                                      > yło.


                                      🤣🤣🤣🤣
                                      Wiec powiem ci jak to wyglada z perspektywy osoby mieszkającej 20 lat za granica ,w Anglii.
                                      Po pierwsze skąd wiesz jaka jest jeśli relacja z żona?
                                      Zam kilku takich jeden od 5 lat chce zaciągnąć mnie do łóżka ,wmawia zakochanie, a jeździ do żonki i do dzieci.
                                      Znam masę takich. W domu grają przykładnych mężów/ojców. A w UK robią co chcą i zawsze znajdzie się chętna.
                                      Coś na zasadzie „ co dzieje się w Vegas zostaje w Vegas”

                                      Poza tym to żadne wytłumaczenie ,ze on nie wraca do żony myślisz ze by ci się przyznał otwarcie ze kocha żonę? Ze z nią jest i sypia? pogoniła byś go szybko.
                                      Facet zmienił zdanie a ty możesz albo to przegryzać albo wyjść na wariatkę męcząc go dalej pisaniem opowiadań.
                                      Poza ty wyżej gdzieś pisałaś ,ze to ty dawałaś więcej z siebie wiec o jakim zrozumieniu piszesz?
                                      • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 18:44
                                        zgadzam się z mamuśką, facet dużo powie, żeby zaliczyć. Może i jest mu źle z żoną, czemu się w takim razie nie rozwiódł?
                                        Na moje oko wygląda to tak, że to ty chciałaś i parłaś do tego romansu - wysyłanie fotek, flirtowanie (na pana zawsze mam ochotę), branie na litość... wszystko to tak dziecinne, że aż żal czytać... I stąd moje pytanie: czego ty tu szukasz? Bo ‚nie rozumieć’ może kochanka, której kochaś obiecywał a potem dał nogę. Tu tak nie było! Tyś go zaciągnęła, facet uległ, a że uczucia nie było, to szybko mu się znudziło. Dotarło, czy jeszcze jaśniej potrzebujesz?
                                        • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 20:49
                                          Dodam od siebie tez jedna rzecz.
                                          Facet „bo będąc ze swoją żoną związał się z trzema kobietami i niezbyt dobrze na tym wyszedł”
                                          Czyli facet ma już wiele za uszami, najwidoczniej albo dostał potężne ultimatum od żony ,albo rozwód i starte dziecka majątku i życia. Jeśli jest po rozwodzie. Albo już się wyszalał nie chce przygodnych znajomosci, a na bliską ciebie nie chce.

                                          Po drugie pisałam ci o facecie który pisze do mnie,- tez przerwam konwersacje gdy wyskakuje z głupimi pomysłami.( schodzi na tematy randek spotkań) lubię z nim pogadać od tak czy czasem dowiaduje się o rzeczach z męskiej strony wspólnej pracy. Ale nic między nami nigdy nie będzie.
                                          Wiec rozumiem jego nie odpisywanie na twoje propozycje.
                                          Bo ja jasno powiedziałam dawno temu nie. A wracanie do tych tematów mnie wkurwia i meczy. Jednak współpraca powoduje i lubienie go jako kumpla z pracy, powoduje ze nie umiem mu powiedzieć spierdalaj nie chce cię. A ze jasne „nie” nie dotarło zrywam rozmowę.

                                          Wiec pomyśl wielokrotnie pisanie o piciu ,wspólne święta ,on nie chce.
                                          Pogadać może owszem ,ale on cię nie chce. Może jak przestaniesz mu rzucić propozycje ( twoim zdaniem nie do odrzucienia) Zachowasz znajomość koleżeńsko-pracownicza.
                                          A jęczących kobiet faceci nie lubią.
                                          Najwidoczniej nie miał ochoty słuchać żali na temat twoich znajomych. Czyli nikim dla niego ważnym.
                                            • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 22:25
                                              Teraz doczytałam o akcji z jego żona. Za dużo tego i się pogrubiłam..
                                              Zrozum on miał ciężkie dzieciństwo ,ma żonę dzieci od lat nie chce ich stracić.

                                              Relacje na odległość są trudne facet czuje się pogubiony samotny może powąchał trochę wolności po latach małżeństwa.
                                              Z jednej strony rodzinka z która przeżył dużo , z drugiej kobieta o której wie ze może coś być. A akcje z wakacjami i awanturami przez żonę nie pomagają.
                                              I ma racje ze to ty w 60-70% ponosisz winę za rozwój sytuacji. I to nie chodzi o suka nie da pies nie weźmie.
                                              Myśle ze gdybys odpuściła po pierwszych jego odmowach/urywaniu tematów. . To do niczego dalej by nie doszło.

                                              To ze dalej załatwiłaś mu sprawy nawet gdy była żona może świadczyć o tym ,ze żona również nie zna angielskiego.
                                              A ty odbierasz to ze on odnawia kontakt po coś, sam ten list po miesiącu z którym przyjechał przetłumaczyć uważasz ze już ktoś mu przetłumaczył a on przyjechał specjalnie do ciebie.. Sama mydlisz sobie oczy.
                                              Sam przyjazd żony świadczył o znaczeniu terenu i przegonienie ciebie ze sceny. I przypomnienie mu co może stracić.

                                              Powiem ci jeszcze taka rzecz oboje jesteście na emocjonalnej smyczy względem siebie. Jak jedno urywa kontakt drugiemu zaczyna brakować. Tyle ze z jego strony nie są to głębokie uczucia. A raczej po męsku.
                                              Z nudów na dola jesteś dobra.
                                              Gdy on osłabia kontaktu, ty piszesz szukasz kontaktu.
                                              Brakuje wam go wzajemnie. Tylko sobie nie pomyśl za dużo.
                                              Po prostu ludzie nie lubią tracić jakiś tam ludzkich relacji jakiekolwiek one nie są.

                                              On ci się podoba ,może jesteś zauroczona. A on wie ze żadna rozmowa nic nie da. Za chwile zatoczycie koło i wracacie do punktu wyjścia.
                                              Nie jest łatwo zerwać kontakt jeśli nie nastąpiła jakaś bardzo nieprzyjemna sprawa czy kłótnia.
                                              Uważam tez ze jego szczerość nic tobie nie da. Dopóki nie przetrawiasz w sobie tej znajomosci ,będziecie się tak obijać o siebie. Dopóki nie dotrze prawda dopóki emocje nie opadną ,będziesz co jakiś czas wracać na dawna ścieżkę. I zbaczać ze ścieżki koleżeństwa i pracy.
                                              A zauważ ze łechtasz jego męskie ego.
                                              Faceci lubią mieć wielbicielki.
                                              Uważam ze najlepiej by było zerwać kontakt całkowity dopóki nie poradzisz sobie z żalem z nerwami z tęsknota.
                                              Może wtedy dalibyście radę razem pracować choć wątpię.

                                              I nie wcale cię nie potępiam ,bo uczucia ludzkie są skomplikowane i można się niezłe zapętlić.
                                              Nic nie jest czarno-białe.
                                              Ale potrzebujesz czasu dystansu i tak sama wsadziłaś rękę do wrzątku.
                                              Wiedziałaś czym to grozi -bólem.
                                              Wiec...
                                              • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:02
                                                3-mamuska napisała:

                                                > Teraz doczytałam o akcji z jego żona. Za dużo tego i się pogrubiłam..
                                                > Zrozum on miał ciężkie dzieciństwo ,ma żonę dzieci od lat nie chce ich stracić.

                                                tak, rozumiem, że miał ciężkie dzieciństwo. Kiedy po raz pierwszy o nim opowiedział (na pierwszym i ostatnim drinku), to musiałam patrzeć na sufit, bo tego faceta aż chciało się przytulić.

                                                Nie wiem, o której akcji z jego żoną teraz piszesz szczerze mówiąc, bo akcji było kilka.
                                                >
                                                >
                                                > Relacje na odległość są trudne facet czuje się pogubiony samotny może powąchał
                                                > trochę wolności po latach małżeństwa.

                                                jak wspominałam, od 20 lat mieszkał poza domem, w domu bywał na weekendy. Jeśli wierzyć, to po czterech latach małżeństwa był zdecydowany na rozwód, już się wyprowadził, a tu się okazało, że jego żona jest w ciąży, przy drugim dziecku było podobnie. To jego słowa, powiedział mi o tym po naszej pierwszej nocy, także biorę na to poprawkę.

                                                > Z jednej strony rodzinka z która przeżył dużo , z drugiej kobieta o której wie
                                                > ze może coś być. A akcje z wakacjami i awanturami przez żonę nie pomagają.
                                                > I ma racje ze to ty w 60-70% ponosisz winę za rozwój sytuacji. I to nie chodzi
                                                > o suka nie da pies nie weźmie.
                                                > Myśle ze gdybys odpuściła po pierwszych jego odmowach/urywaniu tematów. . To d
                                                > o niczego dalej by nie doszło.

                                                w tej kwestii nie wiem, czy ja coś źle opisałam czy Ty nie do końca zrozumiałaś. Pominę fakt, że pierwsza 'inicjatywa' jego przyjeżdżania do mnie po nocy (w listopadzie 2018) wyszła od niego, a ja go zgasiłam. Przed i po byłam może nieznośna, mówiłam mu, że mi się podoba, że go lubię itepede, ale też zaznaczyłam, że nigdy bym nie poszła z nim do łóżka dopóki ma żonę (Justin Bieber miał rację, 'never say never'...), potem, jak wspominałam, nie było kontaktu trzy miesiące, a jak wrócił, to był normalny, koleżeński, no może nieco głębszy niż koleżeński, bo opowiadał o przeżyciach związanych z samobójstwem ojca, o tym, że matka poszła w tango, a on jako trzynastolatek opiekował się swoimi siostrami, o tym, skąd się wzięły długi w Polsce itd. Ja go na nic nie namawiałam, raz sam chciał wpaść na kawę (przywieźć kwiaty, żeby mnie przeprosić za moje urodziny), ale z kawy nic nie wyszło, raz mnie zaprosił na grilla, z którego też nic nie wyszło. Do seksu naprawdę doszło spontanicznie, pisaliśmy o mandacie, jego pracy, braku kolegów, zaproponowałam drinka i nawet nie sądziłam, że się zgodzi, ja byłam w 'żałobie' po śmierci kolegi i miałam koleżankę-wdowę, którą musiałam pocieszać, a która przyznała się kilka dni wcześniej, że próbowała się zaćpać na śmierć. Chciałam spędzić trochę czasu z kimś, kto poopowiada o wk****** lokatorze, szefie, czymkolwiek, byle nie o śmierci i podobnych tematach. Gdybym wiedziała, że najdzie go na odwagę i że drink skończy się w łóżku, nie zaprosiłabym go wtedy, ale wróżbita Maciej był na urlopie. Zresztą, jak wspominałam, sam stwierdził kilka miesięcy wcześniej, że on mi nigdy zainteresowania nie okazał, więc sądziłam, że skusiła go wizja darmowego alkoholu i pogadania z kimś normalnym (w porównaniu do jego współlokatorów), łatwiej było się męczyć z tym, że mnie pociągał i wyobrażać sobie jakby to było niż tego zaznać i stracić.
                                                >
                                                > To ze dalej załatwiłaś mu sprawy nawet gdy była żona może świadczyć o tym ,ze ż
                                                > ona również nie zna angielskiego.

                                                w sierpniu, na czas pobytu swojej rodziny, znalazł inną tłumaczkę. Co prawda po pierwszej nocy powiedział, że może ją odwołać, ale powiedziałam mu, żeby nie ryzykował i dał mi potem znać, co mu powiedzieli w szpitalu. Poza tym, po docinkach jego współlokatora, jakoby C. jeździł do mnie na randki, większość spraw zaczęła mu załatwiać sąsiadka, która umie angielski, a czasem jego współlokator. Poza tym, dosyć często 'nagle' mu się po jakiejś drobniejszej kłótni 'przypominało', że ma coś do załatwienia i dopiero potem wysyłał suchary/zaczynał normalne tematy, bardzo schematycznie postępował. Ciekawostka: jego żona uczy angielskiego w przedszkolu, więc angielski jednak chyba umie wink wtedy raczej nie chciało mu się po prostu użerać z właścicielami mieszkania, bo przez cały okres wynajmu to był mój 'obowiązek' i ja ich cisnęłam, żeby naprawiali usterki itd, więc zapewne liczył że i tym razem załatwię przeciekający dach. Oszukiwał, że nie ma do nich numeru, nie wiem, po co, bo nic to nie zmieniało i załatwiłabym mu tę sprawę tak czy siak.

                                                > A ty odbierasz to ze on odnawia kontakt po coś, sam ten list po miesiącu z któr
                                                > ym przyjechał przetłumaczyć uważasz ze już ktoś mu przetłumaczył a on przyjecha
                                                > ł specjalnie do ciebie.. Sama mydlisz sobie oczy.

                                                nie przyjechał, wysłał mi go na maila, jeśli ma to jakieś znaczenie. Jak wspomniałam wyżej: działał bardzo schematycznie. Kłótnia, badanie terenu poprzez wysłanie pierwszego lepszego listu/maila sprzed kilku dni czy nawet świeżego, jak odpisywałam, zaczynał znów festiwal sucharów i rozmowy o życiu/lokatorach.

                                                > Sam przyjazd żony świadczył o znaczeniu terenu i przegonienie ciebie ze sceny.
                                                > I przypomnienie mu co może stracić.

                                                nie wiem, kto ten przyjazd wymyślił, ja się dowiedziałam od jego współlokatora, że żona niby przyjeżdża na stałe. Okazało się, że na stałe oznacza jakiś miesiąc. I tak jak miałam neutralny stosunek do niej i opowieści o nim, szkoda mi go było, że chociaż na jedne święta tu z nim nie została, spędził je pijąc ze współlokatorem i pisząc do mnie, żebym doceniała rodzinę, nieważne jaka by ona nie była i tak dalej (miałam naprawdę kiepskie święta w domu rodzinnym)
                                                >
                                                > Powiem ci jeszcze taka rzecz oboje jesteście na emocjonalnej smyczy względem si
                                                > ebie. Jak jedno urywa kontakt drugiemu zaczyna brakować. Tyle ze z jego strony
                                                > nie są to głębokie uczucia. A raczej po męsku.
                                                > Z nudów na dola jesteś dobra.
                                                > Gdy on osłabia kontaktu, ty piszesz szukasz kontaktu.
                                                > Brakuje wam go wzajemnie. Tylko sobie nie pomyśl za dużo.

                                                jak wspominałam, ja do niego od marca napisałam (nie licząc spraw służbowych) pierwsza może z pięć razy, uparcie, acz niecierpliwie, czekałam, aż to on 'zatęskni' i napisze. Ostatnio napisałam pierwsza, bo mi wypomniał, że tak samo jak on, mogłam się odzywać i że wiem jaki jest. Mimo że zdarzały się tygodnie ciszy, ja się nie odzywałam, bo wiedziałam, że w końcu się 'złamie' i napisze z byle czym, sam po pierwszej nocy, gdy spytałam, co go naszło, skoro mu tak życie zrujnowałam, żeby znów się odzywać, przyznał, że nie umiał się odciąć. Dziwi mnie ogólnie, od samego początku, że byłam mu w ogóle do szczęścia potrzebna. Ma kolegów, koleżanki (mimo że zgrywa samotnika), non stop ktoś coś do niego pisał, ktoś dzwonił, mówił mi nawet, że jakieś jego koleżanki proponowały mu seks. Tylu ludzi ma wokół siebie, ale to mi nie potrafił dać spokoju i pisał i z pierdołami i z głębszymi zwierzeniami. To samo jeśli chodzi o seks: nie jest jakimś super ciachem, swoje lata ma, ale rzuciłby kamieniem i znalazł trzy chętne laski. Nawet tamtej nocy był w klubie zanim przyszedł. Multum pijanych lasek, które byłyby na pewno bardzo chętne. Nie wspominając o koleżankach, które same mu seks proponowały. Ja jestem niezbyt piękna, schudłam ze 100 kg do jakichś 75, więc można sobie wyobrazić, jak wygląda moje ciało, no i ryzykował tym, że go pogonię. A mimo to przyszedł do mnie.

                                                Teraz chyba mu kontaktu nie brakuje, albo jest zbyt wściekły, bo poza życzeniami na urodziny (5go miałam), nie napisał nic, nawet życzeń na święta, a życzenia dostawałam zawsze, czy był zły czy nie.
                                                • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:23

                                                  w tej kwestii nie wiem, czy ja coś źle opisałam czy Ty nie do końca zrozumiałaś. Pominę fakt, że pierwsza 'inicjatywa' jego przyjeżdżania do mnie po nocy (w listopadzie 2018) wyszła od niego, a ja go zgasiłam. Przed i po byłam może nieznośna, mówiłam mu, że mi się podoba, że go lubię itepede, ale też zaznaczyłam, że nigdy bym nie poszła z nim do łóżka dopóki ma żonę (Justin Bieber miał rację, 'never say never'...)

                                                  Tak nigdy z żonatym? A jak się skończyło zrobiłaś to.
                                                  Wiedziałaś ze ma żonę pomimo to zapraszała na drinka jeszcze na początku znajomość. I poszłaś z nim do łóżka wiec co innego robisz co innego mówisz? Pomysł ze on tez tak może.

                                                  Ja mam wrażenie ze ty nie do końca łapiesz o co mi chodzi.
                                                  Pomyśl czemu to on nie powiedział co o przyjedzie żony? Bał się.
                                                  Nie ma znaczenia kto to wymyślił i po co naprade przyjechała. Faktem jest ze kobieta broniła swojej rodziny męża i ojca i swojego życia.

                                                  Prawda jest taka ze to ty mu dałaś zielone światło. Niezależnie ile ważyłaś.
                                                  Poczytaj forum faceci lubią mieć kochanki a ta która się na to godzi musi liczyć się z takimi uczuciami jakie masz teraz. Tym bardziej ze dla niego to nie pierwszyzna.

                                                  Jesteś rozżalona zła wściekła stęskniona pewnie wszystko na raz dzielisz włos na czworo.
                                                  Próbujesz swoje uczucia i myślenie postępowanie przelać na niego.

                                                  Wiąż odbijasz piłeczkę i rozpamiętujesz.
                                                  Zrozum romanse takie są nie ma w nich większego sensu. Ludzie pod wpływem chwili działaj nieracjonalnie.
                                                  Inaczej wyglądają z perspektywy kobiety inaczej żonatego faceta.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:48

                                                    > Tak nigdy z żonatym? A jak się skończyło zrobiłaś to.
                                                    > Wiedziałaś ze ma żonę pomimo to zapraszała na drinka jeszcze na początku znajom
                                                    > ość. I poszłaś z nim do łóżka wiec co innego robisz co innego mówisz? Pomysł ze
                                                    > on tez tak może.

                                                    nigdy wcześniej nie spałam z żonatym facetem, o to mi chodziło. To, co się zdarzyło, było nieplanowane, jak już wspominałam. Gdyby on wtedy tego nie zrobił, nic by nie było do tej pory. Nie mówię, że wina jest całkowicie jego, bo mogłam go pogonić, mówię tylko, że gdyby nie pierwszy krok z jego strony, ja bym się nie odważyła na kontakt fizyczny z nim.
                                                    >
                                                    > Ja mam wrażenie ze ty nie do końca łapiesz o co mi chodzi.
                                                    > Pomyśl czemu to on nie powiedział co o przyjedzie żony? Bał się.
                                                    > Nie ma znaczenia kto to wymyślił i po co naprade przyjechała. Faktem jest ze ko
                                                    > bieta broniła swojej rodziny męża i ojca i swojego życia.

                                                    fakt, nieważne po co przyjechała, podejrzewam, że faktycznie oznaczyć teren i wrócić do siebie, skoro z przyjazdu na stałe nic nie wyszło. Co prawda w styczniu chciał tu ściągnąć albo najstarszego syna albo wszystkich, ale z tego też nic nie wyszło. A czego on sie mógł bać? Że przyjdę i jej powiem, co robił jej mąż? Poznałam ją na żywo, byłam tym wszystkim tak zdruzgotana, że siedziałam w salonie i żartowałam sobie ze współlokatorem i wypiłam z nim piwo, za co później C mnie skrytykował, bo wypiłam piwo przy dziecku. Gdybym była perfidna i bez serca, miałam i nadal mam okazję, powiedzieć jego żonie o wszystkim, a on się bał powiedzieć mi o swojej żonie?
                                                    >
                                                    > Prawda jest taka ze to ty mu dałaś zielone światło. Niezależnie ile ważyłaś.
                                                    > Poczytaj forum faceci lubią mieć kochanki a ta która się na to godzi musi licz
                                                    > yć się z takimi uczuciami jakie masz teraz. Tym bardziej ze dla niego to nie pi
                                                    > erwszyzna.

                                                    tak, dałam mu zielone światło, on nie skorzystał, a kiedy wrócił, żadnych świateł nie było. Myślałam, że albo mu brakowało tego, że ja go zawsze wysłuchałam, albo serio bał się, że ktoś go zastąpi, a akurat wtedy zaczęła się moja znajomość z jego kolegą i C. często pisał, jak wiedział, że jestem u jego kolegi albo kolega u mnie. Uważałam, że jeśli czegoś chce ode mnie, to musi mi sam o tym wprost powiedzieć lub coś zrobić, a póki tego nie zrobi, będziemy sobie wysyłać suchary i rozmawiać o prysznicach. Tak czy siak, nie sądziłam, że nadal na mnie leci i że propozycje drinka odbierze jako zielone swiatło na całowanie mnie w progu.
                                                    >
                                                    > Jesteś rozżalona zła wściekła stęskniona pewnie wszystko na raz dzielisz włos
                                                    > na czworo.
                                                    > Próbujesz swoje uczucia i myślenie postępowanie przelać na niego.
                                                    >
                                                    > Wiąż odbijasz piłeczkę i rozpamiętujesz.
                                                    > Zrozum romanse takie są nie ma w nich większego sensu. Ludzie pod wpływem chwi
                                                    > li działaj nieracjonalnie.
                                                    > Inaczej wyglądają z perspektywy kobiety inaczej żonatego faceta.

                                                    to był mój pierwszy romans, w dodatku całkowicie z zaskoczenia, więc niestety, nie byłam w najmniejszym stopniu przygotowana na to, przez co teraz przechodzę. Wiem, że wina leży po obu stronach, czuję się winna, że to z nim zrobiłam, ale szczerze mówiąc, nie poczuwam się do winy, że to się stało, moje intencje były zupełnie inne, a i on nie mógł mieć pewności, że nadal mi na nim zależy, skoro nie poruszałam z nim takich tematów przez długie miesiące. Od jakiegoś czasu czytam wpisy na tym forum i widzę, przez co przechodzą kochanki. On mi nie obiecywał miłości po grób, ale jego zachowanie w poprzednich miesiącach sugerowało, że chce mieć mnie blisko, żeby móc się zwierzyć. Z tej bliskości, której do tej pory z nikim nie miałam w takim stopniu, jest najtrudniej zrezygnować i za tym tęsknię o wiele bardziej niż za seksem z nim.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:04
                                                    Nie musiałaś poruszać takich tematów.
                                                    Wiesz mi żyje i widziałam wystarczająco. To się czuje nie trzeba nic mówić.
                                                    Nawet udawana obojętność czuł od ciebie


                                                    Powiem ci co mi mówi zawsze mówi moja siostra. Ze ludzie często kłamią lepsze słowo to obiecują ,nie dlatego ze kłamią z premedytacja. Czasem mówią coś bo w danym monecie bo w tym monecie tak czuja.
                                                    Ale uczucia ulegają zminie to i wypowiedziane słowa się zmieniają ulegają przedawnieniu.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:10
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Nie musiałaś poruszać takich tematów.
                                                    > Wiesz mi żyje i widziałam wystarczająco. To się czuje nie trzeba nic mówić.
                                                    > Nawet udawana obojętność czuł od ciebie
                                                    >
                                                    >
                                                    > Powiem ci co mi mówi zawsze mówi moja siostra. Ze ludzie często kłamią lepsze s
                                                    > łowo to obiecują ,nie dlatego ze kłamią z premedytacja. Czasem mówią coś bo w d
                                                    > anym monecie bo w tym monecie tak czuja.
                                                    > Ale uczucia ulegają zminie to i wypowiedziane słowa się zmieniają ulegają przed
                                                    > awnieniu.
                                                    >
                                                    wg House'a 'everybody lies', aż szkoda, że zapomniałam o ulubionym motto mojego idola. Z udawaniem obojętności miałam niewielkie pole do popisu, widywaliśmy się godzinę raz w tygodniu, więc głównie obojętność pokazywałam przez nieodpisywanie jak za dużo sobie pozwalał albo próbował odreagować na mnie zły humor. Możliwe, że wiedział, więc tym bardziej przykre, że zamiast poromansować z laską poznaną w barze wybrał zranienie kogoś, komu na kim naprawdę zależało.
                                              • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:15

                                                > Nie jest łatwo zerwać kontakt jeśli nie nastąpiła jakaś bardzo nieprzyjemna sp
                                                > rawa czy kłótnia.

                                                było już kilka całkiem sporych kłótni, kontakt zawsze wracał, bo on nie wytrzymywał. Boję się jednak, że ta kłótnia była ostateczną, a chciałabym sobie wszystko na spokojnie wyjaśnić. Trochę mam wrażenie, że przez wirusa zaczął 'doceniać' rodzinę i stąd taka stanowczość, ale pewna nie jestem.
                                                > Uważam tez ze jego szczerość nic tobie nie da. Dopóki nie przetrawiasz w sobie
                                                > tej znajomosci ,będziecie się tak obijać o siebie. Dopóki nie dotrze prawda dop
                                                > óki emocje nie opadną ,będziesz co jakiś czas wracać na dawna ścieżkę. I zbacz
                                                > ać ze ścieżki koleżeństwa i pracy.
                                                > A zauważ ze łechtasz jego męskie ego.
                                                > Faceci lubią mieć wielbicielki.
                                                > Uważam ze najlepiej by było zerwać kontakt całkowity dopóki nie poradzisz sobie
                                                > z żalem z nerwami z tęsknota.
                                                > Może wtedy dalibyście radę razem pracować choć wątpię.
                                                >
                                                > I nie wcale cię nie potępiam ,bo uczucia ludzkie są skomplikowane i można się n
                                                > iezłe zapętlić.
                                                > Nic nie jest czarno-białe.
                                                > Ale potrzebujesz czasu dystansu i tak sama wsadziłaś rękę do wrzątku.
                                                > Wiedziałaś czym to grozi -bólem.

                                                uwierz, że szczera rozmowa z nim wiele by mi dała. Po pierwszej wspólnej nocy 'wypomniałam' mu, że na tak długi czas zostawił mnie samą, że po śmierci kolegi nie miałam zadnego wsparcia, bo musiałam pocieszać jego żonę, a mną nie miał się kto zająć. I kiedy czuł się winny po seksie ze mną, wolałam, żeby mi to powiedział niż żeby nagle urywał rozmowy i nie dzielił się ze mną tym, czym do tej pory dzielił się bez trudu.

                                                wiem, że powinnam być twardsza, ale przez to, że raz był codzienny kontakt, a raz nagle się urywał, ja już sama nie wiedziałam, co o tym myśleć, nie miałam z kim o tym pogadać, nie mogłam zapytać jego, czemu przez kilka dni zawraca mi głowę, a potem nagle milczy, brakuje mi tego co miałam w 'standardzie' przez długi czas. Nie wiem, czy urywanie kontaktu da cokolwiek, bo jak wspominałam, były okresy dosyć długiej ciszy. Przez to, ile czasu i sił zainwestowałam w tę znajomość, ile przecierpiałam, po prostu wyrzucenie tego na śmietnik cholernie boli. Coś, nad czym pracowałam półtora roku okazało się być nic niewarte.

                                                I naprawdę, gdyby porozmawiał ze mną normalnie, powiedział, że nie możemy już tego robić, ale chce utrzymywać ze mną kontakt, gdyby uszanował to, ile spraw mu załatwiłam i ile serca w to wkładałam, ja bym się przyzwyczaiła, że wracamy do tego co było. Zamiast tego, on próbuje wbić mnie w poczucie winy, żeby jemu było lżej, bo pozbył się kłopotu i nie odczuwa żadnej wdzięczności, choćby dla mojej pracy dla niego. Że już nie wspomnę, że wie, jak to wszystko wpływa na mnie i zostawia mnie z tym samą sobie, wiedząc, że na chwilę obecną moim jedynym przyjacielem jest mój siedmioletni syn, z którym o tym nie pogadam i przez którego nawet nie mogę się upić i wypłakać, bo zaraz by wypatrzył, że coś jest nie tak.
                                                • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:43
                                                  uwierz, że szczera rozmowa z nim wiele by mi dała. Po pierwszej wspólnej nocy 'wypomniałam' mu, że na tak długi czas zostawił mnie samą, że po śmierci kolegi nie miałam zadnego wsparcia, bo musiałam pocieszać jego żonę, a mną nie miał się kto zająć. I kiedy czuł się winny po seksie ze mną, wolałam, żeby mi to powiedział niż żeby nagle urywał rozmowy i nie dzielił się ze mną tym, czym do tej pory dzielił się bez trudu.

                                                  Dała by ci tylko to żebyś się wygadała.
                                                  Zrozum jemu na tobie nie zależy .
                                                  Myśle ze go idealizujesz i wydaje ci się ze facet jest taki super ze jak w scenach romansów ostateczna rozmowa łzy przytulanie i przykaz pamięć do grobowej deski i pamiętaj zawsze możesz na mnie liczyć.
                                                  Zrozum facet taki nie jest choćby skały srały sorry za wyzwanie on nie będzie czuł czegoś czego nie czuje a ty byś chciała.

                                                  Ja rozumiem ze cię boli. Życie boli kochana Nauczysz się może bardziej wybierać kogo obdarzasz zainteresowaniem.

                                                  Dobrze po rozmowie z kontaktem tobie byłoby lżej ale jemu najwidoczniej nie. On nie chce rozmawiać nie zmienisz tego. Woli myśleć ze to twoja wina żeby mieć czyste sumienie.
                                                  On nie jest i nie był twoim przyjacielem miał z ciebie korzyść tak czy inna.
                                                  Wiesz , dziwie się ze chcesz utrzymywać kontakt z osoba która tak ciebie traktuje?
                                                  Myśle ze karmisz się nadzieja na to ze może gdyby pogadał , byłabyś dalej w jego życiu i miał namiastkę tej znajomosci ,ale wiedziałbyś ze nie masz szans. Ale miałbyś go gdzieś obok mógłbyś do niego napisać jak Kolezanka. Myśle ze wciąż masz nadzieje na powrót jak zawsze i dlatego cię nosi.
                                                  A tak jest mur i wiesz ze nie możesz. Ze on sobie nie życzy o to cię boli ze cię odstawił. Zrozum jego nie interesują twoje uczucia robi tak aby jemu było dobrze samemu ze sobą. Z tobą to nie ma nic wspólnego jest po prostu egoista niestabilnym człowiekiem.

                                                  Popatrz czasem na syna dzieci robią podobnie. Coś zbroja boja się kary i płaczą. A nam serce mięknie.

                                                  Opowieści o dzieciństwie każdy ma jakieś wspomnienia jedni lepsze drudzy gorsze. A moze on wie ze to działa granie biedaczka.
                                                  A ty jesteś mega uczuciowa.
                                                  Oglądnij sobie polski och Karol.
                                                  Faceci są mistrzami w manipulacji i łapania zdobyczy.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:06
                                                    > Wiesz , dziwie się ze chcesz utrzymywać kontakt z osoba która tak ciebie trakt
                                                    > uje?

                                                    jeśli mam być szczera, to to był mój ostatni 'fizyczny' (nie wirtualny) znajomy, przy którym nie miałam napadów apopleksji i z którym dało się rozmawiać normalnie. Człowiek jest istotą społeczną, nie wytrzymuje długo sam. Przez to, jak było z nim, inni ludzie zaczęli mnie zwyczajnie wk****ć, byli bylejacy, zaczęłam dostrzegać, że zasługuję na kogoś, kto się odzywa żeby pogadać, a nie tylko po to, żeby mu coś załatwić (za darmo, oczywiście), w czymś pomóc, a potem o mnie zapomnieć. A taka była większość moich znajomych, odzywali się, gdy im coś było trzeba. On odzywał się bo chciał, a nie po to, żebym mu coś załatwiła za darmo czy żeby mnie wykorzystać w ten czy inny sposób.

                                                    > Myśle ze karmisz się nadzieja na to ze może gdyby pogadał , byłabyś dalej w jeg
                                                    > o życiu i miał namiastkę tej znajomosci ,ale wiedziałbyś ze nie masz szans. Ale
                                                    > miałbyś go gdzieś obok mógłbyś do niego napisać jak Kolezanka. Myśle ze wciąż
                                                    > masz nadzieje na powrót jak zawsze i dlatego cię nosi.

                                                    boli mnie, że w ciągu kilku dni z podziwu nad samotną matką i kilkukrotnych propozycjach pomocy po operacji zachował się tak a nie inaczej. Namiastka znajomości była frustrująca, zwłaszcza po tym, że tyle miesięcy miałam luksus, a teraz nagle takie 'resztki'. Ciężko przesiąść się z mercedesa na składaka i się tym cieszyć.

                                                    > Opowieści o dzieciństwie każdy ma jakieś wspomnienia jedni lepsze drudzy gorsz
                                                    > e. A moze on wie ze to działa granie biedaczka.
                                                    > A ty jesteś mega uczuciowa.
                                                    > Oglądnij sobie polski och Karol.
                                                    > Faceci są mistrzami w manipulacji i łapania zdobyczy.
                                                    >

                                                    już od jakiegoś czasu go nie idealizuję, dostrzegam hipokryzję w wielu jego zachowaniach (on się bał, że straci kolegę, bo temu koledze coś napisałam, ale to, że ja stracę jego, to już oczywiście kto by się tam przejmował), ale rozum jeszcze nie do końca dotarł do serca. Ciężko jest być po prostu po tym wszystkim być pozostawionym samemu sobie. Na razie mam alergię na ludzi, wszyscy mnie wkurzają, bo wiecznie coś ode mnie chcą, nie czuję się na siłach wychodzić i poznawać kogoś. Raz, w porywach odwagi, umówiłam się na randkę i całe spotkanie czułam się jakbym zdradzała jego, a przede wszystkim siebie i mieszała w to wszystko niewinnego chłopaka. Jego opowieści o dzieciństwie nie odbierałam w taki sposób, uważałam, że po prostu uznał, że mi chce o tym powiedzieć, zresztą, jak wspominałam, długie miesiące się zwierzał, narzekał na żonę, ale do łóżka nie próbował mi wskakiwać.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 01:30
                                                    Wiesz masz syndrom odstawienia.
                                                    Może i fakt miałaś znajomych do kitu, ale on nie okazał się lepszy. Może był trochę bardziej doświadczony.
                                                    Lepiej wybrał sposób na dotarcie do ciebie.

                                                    Wiesz myśle ze on się jeszcze odezwie.
                                                    Poczytaj i syndromie miodowego miesiąca.
                                                    Po to są te okresy ciszy żebyś bardziej w dobrym okresie lgnęła do niego. Żebyś bardziej łapała przynętę, bo wiesz jak boli jego nieobecność.

                                                    Nie pamietam kiedy on się odzywał ostatni raz. Ale może wszystko to kwestia wirusa może wyjechał do pl
                                                    Do rodziny. i tak tu wszystko stoi.
                                                    I stad to ostre zahamowanie co byś go znowu nie wkopala.- teraz masz z czym.

                                                    Mój „ wielbiciel” tez wyjechał do pl tuż przed zamknięciem granic i cisza do dziś bo siedzi grzecznie z żona. Hehehe.
                                                    Dlatego powiem ci ze nie zal mi takich padalców i świń. Ani nie mam współczują do ich żalenia się i opowiadania głodnych kawałków jak to mu złe.


                                                    Myśle tez ze on po prostu nie potrafi wrócić do koleżeńskiej relacji.
                                                    Nie dał by rady przyjechać gadać i siedzieć pic drinka j nie skorzystać. Tak myśle. Mogę się mylić. A może się boi ze za będziesz się wciągnie ,będziesz bardziej zakochana i w końcu zaczniesz mu zagrażać. Dlatego uważa ze przyjaźń jest dalej nie możliwa.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 08:45
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Wiesz masz syndrom odstawienia.
                                                    > Może i fakt miałaś znajomych do kitu, ale on nie okazał się lepszy. Może był t
                                                    > rochę bardziej doświadczony.
                                                    > Lepiej wybrał sposób na dotarcie do ciebie.

                                                    przez jakiś czas znajomych, oprócz niego, miałam swietnych, reszta poszła w odstawkę. Jednak koleżanka wdowa spiknęła się z moim kolegą (tym, co sugerował, że coś między nami jest) i szybko znaleźli pretekst, żeby się 'odłączyć', a że miałam kontakt z byłą żoną kolegi, a on bał się, bo też mi niejedno zdradził, woleli się zemścić i mnie zaszantażować. Tak, też okazali się do bani, ale spędziłam z nimi niesamowity prawie rok.

                                                    > Wiesz myśle ze on się jeszcze odezwie.
                                                    > Poczytaj i syndromie miodowego miesiąca.
                                                    > Po to są te okresy ciszy żebyś bardziej w dobrym okresie lgnęła do niego. Żeby
                                                    > ś bardziej łapała przynętę, bo wiesz jak boli jego nieobecność.

                                                    póki co jestem w takim dole, że nie wiem, czy może liczyć, że będę z nim rozmawiała jakbym miała super humor. Wszystko się zdupczyło. Trzy lata chodziłam za tą operacją, a jak już ją załatwiłam, to wszystko jest zamknięte. On zaoferował, że mnie odbierze, a potem wydygał. A sąsiadka, która miała mi zaprowadzać i odbierać dziecko ze szkoły w czasie rekonwalescencji, zaszła w ciążę (tak, jej prawo, ale ma problemy z głową, ma już dwójkę i na trzecie nie ma warunków, w dodatku nie do końca wiedziała, kto jest ojcem, poza tym, już ją wszystko boli, więc
                                                    raczej pomoc z niej będzie żadna)

                                                    > Nie pamietam kiedy on się odzywał ostatni raz. Ale może wszystko to kwestia wir
                                                    > usa może wyjechał do pl
                                                    > Do rodziny. i tak tu wszystko stoi.
                                                    > I stad to ostre zahamowanie co byś go znowu nie wkopala.- teraz masz z czym.

                                                    do pl nie pojechał, pracuje na ciężarówkach, więc ma pracę. Pokłóciliśmy się pod koniec marca, na początku kwietnia wysłał mi życzenia urodzinowe, a na wielkanoc nie, co jest nie w jego 'stylu'. W tamtą wielkanoc, którą postanowił spędzić z rodziną, pisał do mnie (pewnie po kryjomu) przed wielkanocą i w dzień wielkanocy, bo wiedział, że kolega jest u mnie na sniadaniu, wtedy się jakoś nie bał wkopania wink zresztą, jego żona, z tego co mówił, awanturę zrobiłaby mu za sam fakt kontaktu ze mną.


                                                    > Myśle tez ze on po prostu nie potrafi wrócić do koleżeńskiej relacji.
                                                    > Nie dał by rady przyjechać gadać i siedzieć pic drinka j nie skorzystać. Tak my
                                                    > śle. Mogę się mylić. A może się boi ze za będziesz się wciągnie ,będziesz bar
                                                    > dziej zakochana i w końcu zaczniesz mu zagrażać. Dlatego uważa ze przyjaźń jes
                                                    > t dalej nie możliwa.

                                                    nie wiem w takim razie, czemu sam mówił, że chce, żeby relacje wróciły do tych koleżeńskich, a jednocześnie nie potrafił przyjechać, nawet, żeby załatwić sprawę, za to gdy nabierał odwagi, przyjeżdżał w nocy w wiadomym celu. Doceniłabym, gdyby chociaż spróbował. Żyłam bez seksu z nim przez blisko rok, przeżyłabym i więcej.
                                          • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:33

                                            > Wiec pomyśl wielokrotnie pisanie o piciu ,wspólne święta ,on nie chce.
                                            > Pogadać może owszem ,ale on cię nie chce. Może jak przestaniesz mu rzucić prop
                                            > ozycje ( twoim zdaniem nie do odrzucienia) Zachowasz znajomość koleżeńsko-prac
                                            > ownicza.
                                            > A jęczących kobiet faceci nie lubią.
                                            > Najwidoczniej nie miał ochoty słuchać żali na temat twoich znajomych. Czyli nik
                                            > im dla niego ważnym.
                                            >

                                            mamuśka, chyba trochę się pogubiłaś wink pisałam, że tylko parę osób wiedziało o mnie i o nim, z czego większość nie zna go zupełnie. Co do żali na znajomych, to uwierz, tyle on się żalił na swoich znajomych, to mógłby przeżyć, gdybym ja się pożaliła wink

                                            wspólne święta zaproponowałam raz, w 2018, od kiedy odnowił kontakt w tamtym roku, nie proponowałam nawet głupiej kawy, chciałam z nim spędzić urodziny, na które w sumie sam sie zaprosił, bo ja mu powiedziałam, że brakuje mi odwagi i boję się odmowy, a on powiedział, że jeśli mam być sama to przyjdzie. No ale wydygał. Po tym, jak zaprosił mnie na grilla (zupełnie z zaskoczenia, byliśmy nieco 'pokłóceni' bo miał kiepski humor przez swoje urodziny) i również wydygał, stwierdziłam, że więcej go nawet na kawę nie zaproszę. I trzymałam się tego do tamtej nocy, bo jak pisałam w którymś komentarzu, chciałam pogadać w końcu o czymś normalnym i innym niż samobójstwo, śmierć i opis agonii i chociaż na godzinę lub dwie oderwać się od tego, co się wtedy działo.

                                            a to, że proponowałam teraz ostatnio drinki czy spotkania, to była moja próba powrotu do normalności i udowodnienia, że, wbrew temu co on mówi, nie jestem nimfomanką i lubię spędzać z nim czas tak jak kiedyś, na rozmowach a nie w łóżku. Kiedyś w każdy weekend przyjeżdżał i 3/4 wizyty poświęcał na rozmowy o wszystkim (a resztę na załatwianie spraw) więc nie jest to jakiś wielki wyczyn z jego strony, żeby chociaż spróbować.
                                            • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:54
                                              że tylko parę osób wiedziało o mnie i o nim, z czego większość nie zna go zupełnie. Co do żali na znajomych, to uwierz, tyle on się żalił na swoich znajomych, to mógłby przeżyć, gdybym ja się pożaliła wink

                                              Wiesz mam tu taki romas obok mnie, i wierz mi o romansie wiedziały osoby które tej dziewczyny nie znały, i niemal doszły słuchy do jego kobiety. Było kupę dziwnych akcji.
                                              Prawdziwy romans trzyma się w tajemnicy można powiedzieć 1 przyjaciółce ewentualnie która jest pewna od lat i ma dać alibi.

                                              Nie syp mi datami bo to nie ma znaczenia.
                                              Dałaś mu zielone światło. I tak pisanie zapodałbym
                                              Kogoś na urodziny ale brak mi odwagi boje się odrzucenia to tez jest zdolne światło.

                                              Mówisz że on się wybiela ty tez to robisz cały czas ,ale ja nic nie zapraszałam ani nic. Nie zawsze to ma być wprost, on doskonale wiedział z wpiszesz o nim.
                                              Ze chciałbyś spędzić z nim urodziny ale boisz się ze cię znów odrzuci. I dałaś mu szanse na wyjście z inicjatywa.

                                              Ja nie próbuje cię atakować nic ci udowadniać.
                                              Próbuje ci pokazać jak pewne sprawy wyglądają z jego perspektywy lub całkiem z boku. Może to pozwoli ci inaczej spojrzeń i ocenić sprawę.
                                              Zwracam ci uwagę na szczegóły które tobie umykają albo je wypierasz. Nie żeby ci dowalić ale żebyś zaczęła myśleć trochę o tej relacji inaczej.

                                              Wplatraliscie się w trudne relacje zagmatwane, zwłaszcza w relacji on z żona ty sama stęskniona uczucia.
                                              Inaczej się maja romanse np. 2 małżeństw i z jasnymi zasadami. Tylko sex bo w domu tego nie ma.
                                              • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:22

                                                > Wiesz mam tu taki romas obok mnie, i wierz mi o romansie wiedziały osoby które
                                                > tej dziewczyny nie znały, i niemal doszły słuchy do jego kobiety. Było kupę dzi
                                                > wnych akcji.
                                                > Prawdziwy romans trzyma się w tajemnicy można powiedzieć 1 przyjaciółce ewentua
                                                > lnie która jest pewna od lat i ma dać alibi.

                                                jemu nie było potrzebne alibi, z oczywistych względów. Zresztą, jak wspomniałam, sam się praktycznie wkopał przed swoim współlokatorem, mówiąc że był u fajnej kobiety zamiast ze zapił gdzieś w klubie. Współlokator bardzo długo drążył temat, nawet i mnie próbował podpytywać. Jeden jego kolega, jeszcze przed romansem, zresztą też bardzo często próbował sprowadzić rozmowę na C., więc i po nim musiało być widać, że coś jest na rzeczy, bo i ze współlokatorem i z kolegą kontakt miałam bardzo rzadki. Jeżeli ktoś się aż tak boi, nie daje swojego telefonu współlokatorowi w trakcie rozmowy z kochanką, no ale mogę się mylić. Z mojej strony o romansie wiedziały dwie osoby, które znam na żywo (a raczej znałam, bo już nie są znajomymi, zresztą próbowali mnie wkopać próbujac zasugerować koledze C, że ze mną sypia, a on mimo ze sprawy mogły się wydać, przyjechał mnie 'pocieszać') i dwie wirtualne, czasem komuś pokazałam suchara od niego lub kogoś zapytałam, o co może chodzić facetowi który robi/mówi to i to, ale bez imion i bez szczegółów. O wiele większe ryzyko, że on sam się wkopie tak naprawdę.
                                                >

                                                >
                                                > Mówisz że on się wybiela ty tez to robisz cały czas ,ale ja nic nie zapraszała
                                                > m ani nic. Nie zawsze to ma być wprost, on doskonale wiedział z wpiszesz o nim.
                                                >
                                                > Ze chciałbyś spędzić z nim urodziny ale boisz się ze cię znów odrzuci. I dałaś
                                                > mu szanse na wyjście z inicjatywa.

                                                tak, urodziny chciałam spędzić z nim, bez żadnych orgii na kanapie. Nie chciałabym zapamiętać swoich urodzin jako dnia, kiedy widzę go po raz ostatni. Nie wybielam się, ale temat urodzin poruszył on sam i on wypytywał, kto będzie itd. Ja powiedziałam, że tylko ja i tequila póki co, w końcu po paru zdaniach sam się wprosił. I tak jak mówię, wydygał i z zielonego światła na 'imprezę' zrezygnował pięć minut przed imprezą.
                                                >
                                                > Ja nie próbuje cię atakować nic ci udowadniać.
                                                > Próbuje ci pokazać jak pewne sprawy wyglądają z jego perspektywy lub całkiem z
                                                > boku. Może to pozwoli ci inaczej spojrzeń i ocenić sprawę.
                                                > Zwracam ci uwagę na szczegóły które tobie umykają albo je wypierasz. Nie żeby c
                                                > i dowalić ale żebyś zaczęła myśleć trochę o tej relacji inaczej.
                                                >


                                                tak, ja już to wiem, że źle sobie wybrał kochankę. Jak mówiłam, jest mi po prostu przykro, że zamiast zaliczyć sobie kogokolwiek, a ze mną mieć poprawne stosunki, wybrał o wiele bardziej posraną i skomplikowaną drogę wiedząc, że sobie z tym nie poradzi i zmarnuje całą znajomość
                                                • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:30
                                                  jemu nie było potrzebne alibi, z oczywistych względów. Zresztą, jak wspomniałam, sam się praktycznie wkopał przed swoim współlokatorem, mówiąc że był u fajnej kobiety zamiast ze zapił gdzieś w klubie. Współlokator bardzo długo drążył temat, nawet i mnie próbował podpytywać.

                                                  Czyli facet plotkara.
                                                  A C jak to określasz chciał się po prostu przed kumplem pochwalać a może do zaznaczyć teren żeby nie psach swojego penisa dopóki on używa.

                                                  Potrzebował bo lokator mógł się wysypiać przed żona jak przyjechała.
                                                  Choćby podczas wspólnego picia czy grila pod wpływem.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:39
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > jemu nie było potrzebne alibi, z oczywistych względów. Zresztą, jak wspomniałam
                                                    > , sam się praktycznie wkopał przed swoim współlokatorem, mówiąc że był u fajnej
                                                    > kobiety zamiast ze zapił gdzieś w klubie. Współlokator bardzo długo drążył tem
                                                    > at, nawet i mnie próbował podpytywać.
                                                    >
                                                    > Czyli facet plotkara.
                                                    > A C jak to określasz chciał się po prostu przed kumplem pochwalać a może do za
                                                    > znaczyć teren żeby nie psach swojego penisa dopóki on używa.

                                                    szczerze, to raczej podejrzewam, że był w euforii, że w końcu zrobił to co chciał, że nie myślał racjonalnie i głupio dowalił. Nie wymienił mnie z imienia, podejrzana była inna ich koleżanka, a współlokator ma dosyć specyficzne podejście do kobiet, nie poleciałby ani na nią ani na mnie.

                                                    >
                                                    > Potrzebował bo lokator mógł się wysypiać przed żona jak przyjechała.
                                                    > Choćby podczas wspólnego picia czy grila pod wpływem.
                                                    >

                                                    cóż, współlokator wie o mnie (wsypał mi się, jak pił raz ze mną drinka), ale, zgodnie z zasadą 'bros before hoes', nie wsypał go. Co prawda obaj na siebie nawzajem do mnie nadawali, co który komu powiedział i tak dalej, ale ta prawda na jaw nie wyszła wink
                                                • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:41
                                                  tak, urodziny chciałam spędzić z nim, bez żadnych orgii na kanapie. Nie chciałabym zapamiętać swoich urodzin jako dnia, kiedy widzę go po raz ostatni. Nie wybielam się, ale temat urodzin poruszył on sam i on wypytywał, kto będzie itd. Ja powiedziałam, że tylko ja i tequila póki co, w końcu po paru zdaniach sam się wprosił. I tak jak mówię, wydygał i z zielonego światła na 'imprezę' zrezygnował pięć minut przed imprezą.

                                                  Znowu niby ty nigdy nic.
                                                  Nie ważne co chciała ważne ze dałaś zielone światło pomimo ze mówisz ze nie.
                                                  Sorry ale zapraszanie faceta sam na sam do domu na wieczór można odczytać całkiem jednoznacznie.
                                                  Pomysł gdybys była jego żona pozwoliłabyś na takie wyjście męża do koleżanki? Jak byś to odebrała.
                                                  Sam on zrezygnował jak się później przyznał z tego co kojarzę , ze bal się co się może stać.
                                                  Wiec myśle ze gdy nie zaślepienie uczuciami dotarło by do ciebie ze facet nie chce nic więcej.
                                                  Niestety mózg zalany pewnymi substancji ciężko działa racjonalnie.


                                                  Słuchaj posraną drogę to ty wybrałaś, znaczy ty tez. Nie mów ze tylko on.
                                                  On chciał co one go ty co innego.

                                                  Już któryś raz to ty jesteś odpowiedzialna za swoje uczucia i czyny nie on ty sama.

                                                  Bez twojej choćby cichej zgody nic by nie było.
                                                  Nie nie wybielam jego.
                                                  Ale przyjmij do wiadomości rozmawiamy o tobie i ty weź odpowiedzialność za swoje uczucia.

                                                  Bo to ty musisz się pozbierać.

                                                  Jestem przekonana ze facet znajdzie sobie nowa kochankę.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:58
                                                    Sam on zrezygnował jak się później przyznał z tego co kojarzę , ze bal się co s
                                                    > ię może stać.
                                                    > Wiec myśle ze gdy nie zaślepienie uczuciami dotarło by do ciebie ze facet nie c
                                                    > hce nic więcej.
                                                    > Niestety mózg zalany pewnymi substancji ciężko działa racjonalnie.

                                                    szrzerze, to ja też nie chciałam tego 'więcej', chciałam z nim posiedzieć, pogadać, jak powiedział kilka miesięcy wcześniej że mnie nie chce, to uznałam to za prawdę, ale jako przyjaciela go ceniłam i jako z przyjacielem chciałam spędzić ten wieczór.

                                                    > Słuchaj posraną drogę to ty wybrałaś, znaczy ty tez. Nie mów ze tylko on.
                                                    > On chciał co one go ty co innego.

                                                    nie mówię, że tylko on albo tylko ja, wina jest po obu stronach. Mówię tylko, że spotkania z nim były w większości towarzyskie i nie rzucałam się na niego, mimo że młodego w domu nie było przy jego wizytach, więc uważałam, że i to będzie towarzyskie i nie rozumiałam, czego się bał, skoro wiedział, że nie mam odwagi na nic więcej. I skoro sam liczył tylko na przyjaźń, to czemu w urodziny się bał a kilka miesięcy później nagle przestał się bać i jednak przyszedł?

                                                    >
                                                    > Już któryś raz to ty jesteś odpowiedzialna za swoje uczucia i czyny nie on ty
                                                    > sama.
                                                    >
                                                    > Bez twojej choćby cichej zgody nic by nie było.
                                                    > Nie nie wybielam jego.
                                                    > Ale przyjmij do wiadomości rozmawiamy o tobie i ty weź odpowiedzialność za swoj
                                                    > e uczucia.
                                                    >
                                                    > Bo to ty musisz się pozbierać.
                                                    >
                                                    > Jestem przekonana ze facet znajdzie sobie nowa kochankę.
                                                    >
                                                    tak, czuję się winna, zwłaszcza wobec siebie i swojego dziecka. Bo ta znajomość tak zszargała mi nerwy, że gdyby nie dziecko, to nie wiem, co by ze mną było. Uważam jednak, że kiepskim z jego strony było wykorzystywać fakt moich uczuć do niego, nawet jeśli to 'tylko' facet i bierze wszystko jak leci.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 01:17
                                                    weronz napisał(a):

                                                    > Sam on zrezygnował jak się później przyznał z tego co kojarzę , ze bal się co s
                                                    > > ię może stać.
                                                    > > Wiec myśle ze gdy nie zaślepienie uczuciami dotarło by do ciebie ze facet
                                                    > nie c
                                                    > > hce nic więcej.
                                                    > > Niestety mózg zalany pewnymi substancji ciężko działa racjonalnie.
                                                    >
                                                    > szrzerze, to ja też nie chciałam tego 'więcej', chciałam z nim posiedzieć, poga
                                                    > dać, jak powiedział kilka miesięcy wcześniej że mnie nie chce, to uznałam to za
                                                    > prawdę, ale jako przyjaciela go ceniłam i jako z przyjacielem chciałam spędzić
                                                    > ten wieczór.
                                                    >
                                                    > > Słuchaj posraną drogę to ty wybrałaś, znaczy ty tez. Nie mów ze tylko on
                                                    > .
                                                    > > On chciał co one go ty co innego.
                                                    >
                                                    > nie mówię, że tylko on albo tylko ja, wina jest po obu stronach. Mówię tylko, ż
                                                    > e spotkania z nim były w większości towarzyskie i nie rzucałam się na niego, mi
                                                    > mo że młodego w domu nie było przy jego wizytach, więc uważałam, że i to będzie
                                                    > towarzyskie i nie rozumiałam, czego się bał, skoro wiedział, że nie mam odwagi
                                                    > na nic więcej. I skoro sam liczył tylko na przyjaźń, to czemu w urodziny się b
                                                    > ał a kilka miesięcy później nagle przestał się bać i jednak przyszedł?

                                                    Mówiłam wiele razy uczucia pragnienia się zmieniają.
                                                    Może mu się nie chciało szukać kogoś nowego na jedna noc.
                                                    Skorzystał co miał blisko. Niesety.

                                                    > >
                                                    > > Już któryś raz to ty jesteś odpowiedzialna za swoje uczucia i czyny nie
                                                    > on ty
                                                    > > sama.
                                                    > >
                                                    > > Bez twojej choćby cichej zgody nic by nie było.
                                                    > > Nie nie wybielam jego.
                                                    > > Ale przyjmij do wiadomości rozmawiamy o tobie i ty weź odpowiedzialność z
                                                    > a swoj
                                                    > > e uczucia.
                                                    > >
                                                    > > Bo to ty musisz się pozbierać.
                                                    > >
                                                    > > Jestem przekonana ze facet znajdzie sobie nowa kochankę.
                                                    > >
                                                    > tak, czuję się winna, zwłaszcza wobec siebie i swojego dziecka. Bo ta znajomość
                                                    > tak zszargała mi nerwy, że gdyby nie dziecko, to nie wiem, co by ze mną było.
                                                    > Uważam jednak, że kiepskim z jego strony było wykorzystywać fakt moich uczuć do
                                                    > niego, nawet jeśli to 'tylko' facet i bierze wszystko jak leci.


                                                    Nawet tak nie mów bo cię zajdę i nakopie do dupy.
                                                    Facet nie jest wart tego żebyś tak mówiła i myślała.
                                                    Facet to kutas świnia i pi...egoista.

                                                    Żadna kobieta nie zasługuje na to żeby tak z nią postąpić. Masz nauczkę. Bolesna niestety.
                                                    Pomysł ty się uwolnisz a jego żona będzie musiała się męczyć z jego kolejnymi romansami. I kolejne ofiarny .
                                                    Czego ty się do jasnej cholery spodziewałaś , facet to nałogowy zdradzać? Mieszka dziwka w ładnym opakowaniu i niezły manipulator.
                                                    Wiedział ze z powodu tuszy i poczucia wartości jesteś łatwa zdobyczą.
                                                    A teraz się ogarnij nie wart jest żadnej łzy.
                                                    Upon się wypłacz wykrzycz albo idź na ostry trening wywal złość.

                                                    Powstań poprawa koronę i idź dalej.
                                                    taka dobra nauczka na przyszłość wyciągnij wnioski zajmij się sobą dzieckiem i do przodu.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 08:53

                                                    > Nawet tak nie mów bo cię zajdę i nakopie do dupy.
                                                    > Facet nie jest wart tego żebyś tak mówiła i myślała.
                                                    > Facet to kutas świnia i pi...egoista.

                                                    nie chodzi wyłącznie o niego, wiele rzeczy się w krótkim czasie zesrało, zgodnie z prawami Murphy'ego. On dawał wrażenie, że chociaż na niego jeszcze mogę liczyć w tym wszystkim, więc się trzymałam. Kiepsko jest polegać na kimś, wiem, ale jak już nie zostało nic i nikt, to człowiek sam już nie wie, co ma ze sobą robić.

                                                    > Żadna kobieta nie zasługuje na to żeby tak z nią postąpić. Masz nauczkę. Bolesn
                                                    > a niestety.
                                                    > Pomysł ty się uwolnisz a jego żona będzie musiała się męczyć z jego kolejnymi r
                                                    > omansami. I kolejne ofiarny .
                                                    > Czego ty się do jasnej cholery spodziewałaś , facet to nałogowy zdradzać? Mie
                                                    > szka dziwka w ładnym opakowaniu i niezły manipulator.
                                                    > Wiedział ze z powodu tuszy i poczucia wartości jesteś łatwa zdobyczą.
                                                    > A teraz się ogarnij nie wart jest żadnej łzy.
                                                    > Upon się wypłacz wykrzycz albo idź na ostry trening wywal złość.

                                                    o ile mu wierzyć, jego zdrady były na początku małżeństwa, kilka miesięcy temu powiedział, że nikogo nie miał w UK, chociaż pięć lat temu zakochał się w kimś i wie, że nic z tego nie będzie (znając jego syndrom zbawiciela, chodzi o jego znajomą, która uciekła od męża alkoholika), a że mówił mi o sobie mnóstwo niezbyt pochlebnych i negatywnych rzeczy i się nie bał, że będę go oceniać, zakładam, że jest to prawda. Szkoda tylko, że po sześciu latach posuchy musiał wybrać akurat mnie, a nie np koleżankę, która sama mu seks proponowała i pewnie zapomniałaby o nim na drugi dzień.
                                        • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 22:29
                                          odkochana napisał(a):

                                          > zgadzam się z mamuśką, facet dużo powie, żeby zaliczyć. Może i jest mu źle z żo
                                          > ną, czemu się w takim razie nie rozwiódł?

                                          czy na tym forum jesteś od wczoraj? Wielu mężczyzn podaje swoje powody: dzieci, finanse, jakiegoś rodzaju lojalność z kimś, z kim się spędziło x lat.

                                          > Na moje oko wygląda to tak, że to ty chciałaś i parłaś do tego romansu - wysyła
                                          > nie fotek, flirtowanie (na pana zawsze mam ochotę), branie na litość... wszystk
                                          > o to tak dziecinne, że aż żal czytać... I stąd moje pytanie: czego ty tu szukas
                                          > z? Bo ‚nie rozumieć’ może kochanka, której kochaś obiecywał a potem dał nogę. T
                                          > u tak nie było! Tyś go zaciągnęła, facet uległ, a że uczucia nie było, to szybk
                                          > o mu się znudziło. Dotarło, czy jeszcze jaśniej potrzebujesz?

                                          gdybym chciała i parła, uwierz, że rok temu byłoby już 'po wszystkim'. Skoro nie przeszkadzało mu, jak wyglądałam (miałam wtedy masakryczną nadwagę), a on pisał, jaki to mam podniecający głos, to myślisz, że nie przyszedłby wtedy w listopadzie, gdybym napisała, żeby wpadał?

                                          Fotkę wysłałam jedną, w ubraniu. Nie po to, żeby z nim flirtować. To z sałatką było głupim żartem, przyznaję. Nie wiem, co rozumiesz przez branie na litość, więc tego nie skomentuję. Poza tym, jak już chyba wyżej wspomniałam, po tych 'flirtach' on powiedział, że zainteresowanie okazał raz, po alkoholu, a potem kontaktu nie mieliśmy przez praktycznie trzy miesiące, od Wigilii do początku marca (dwa czy trzy razy napisał jedynie, żeby mu to czy tamto załatwić). Od marca aż do sierpnia, kiedy poszliśmy do łóżka, nie flirtowałam z nim, nie wysyłałam fotek (za to on wysyłał fotki i filmiki z trasy), nie było żadnych niedwuznacznych żartów ani prób - z żadnej ze stron - kontaktu fizycznego. Rozmawialiśmy, wysyłał mi suchary (również takie o żonach i o tematyce erotycznej, co odbierałam jako niezbyt stosowne, ale nie komentowałam), pisał z byle pretekstem (że pokłócił się ze współlokatorem, że wziął prysznic, że idzie do kibla i zakupy do asdy), co tydzień przyjeżdżał z listami pokroju ulotki z pizzerii, które ogarnąłby troll, 15 minut załatwiania spraw i pół godziny rozmów prywatnych. Nie dotykałam go, nie uśmiechałam się niedwuznacznie, wręcz unikałam kontaktu wzrokowego, kiedy byłam z nim na kursie, stanął obok mnie i 'przytulił sie' do mnie bokiem, mimo ze wokół miał mnóstwo miejsca, ale to był jedyny kontakt fizyczny przez te pięć miesięcy. Od 20go maja do początku sierpnia widziałam go dwa razy (powiedział, że jego współlokator podejrzewa, że jeździ do mnie na randki, zresztą współlokator zaglądał mu w telefon gdy rozmawialiśmy i pewnie się z niego nabijał, a C. się wystraszył, że nasza 'przyjaźń' się wyda, plus, jak podejrzewam, C. sądził, że 'zdradzam' go z naszym wspólnym znajomym, który od kilku miesięcy był moim kolegą. Kolega co prawda, jak się okazało, wiele miesięcy później sugerował, że z nim sypiam, więc C. miał 'prawo' pomyśleć, że to prawda, zwłaszcza że rzucił się na mnie dwa dni po tym, jak powiedziałam, że ten kolega nigdy mnie nie podrywał), więc niewielkie miałam chyba pole do popisu, żeby z nim kręcić i go ciągnąć do łóżka, nie uważasz? Czy z facetem nie można rozmawiać w ogóle bo jest to ciągnięcie go do łóżka i biedny facet musi w końcu ulec, bo skoro tyle czasu na rozmowy zmarnował, to już trzeba skorzystać?


                                          I uwierz, że nie: nie rozumiem. Wiem, że wielkiego uczucia między nami nie było, chociaż jednak coś musiało być, skoro finalnie nie wytrzymał braku kontaktu i wrócił. Wiem, że seks był 'na spontanie' więc nie było kiedy omówić 'warunków' tej 'umowy', więc ani nic nie obiecywał ani nie powiedział, że to tylko seks. Wiadomo, że nie liczyłam, że rzuci 20 lat życia dla osoby, którą zna dwa lata, byłabym nim wręcz rozczarowana, gdyby zrobił coś takiego. Wiem, że nieładnie zdradzać żonę, ale po pierwsze nie sądziłam, że zdradzi ją ze mną, a po drugie, nie spodziewałam się przecież zaraz szybkiego rozwodu, bo raz się ze mną przespał. Kolega zrobił mi już wykład o tym, że faceci w drodze do łóżka to 'po trupach do celu' i że o konsekwencjach myślą albo potem albo wcale. A to, czego nie rozumiem to fakt, że ważniejsze było zaliczyć niż ewentualnie bzyknąć kogoś innego, a ze mnie mieć naprawdę dobrą przyjaciółkę. Tego, że w cholerę poszło to, co było budowane przez te kilka miesięcy, bo on nie potrafi wziąć na klatę tego, że to że poszliśmy do łóżka już się nie odstanie, ale można by chociaż spróbować wrócić do tego jak było. Gdyby spróbował, ale by nie wyszło, nie miałabym mu za złe. Nie rozumiem tego, że nie bierze odpowiedzialności za to, że wrócił do mojego życia, dawał na siebie (czasem) liczyć, że przyszedł do mnie, mimo świadomości, że dla mnie to nie jest tylko seks, a potem całą winę zrzucił na mnie i uznał, że temat zamknięty, on jest czysty a ja mam się męczyć z wyrzutami sumienia, konsekwencjami i tak dalej. Już nie wspomnę, że bardzo go ceniłam jako swojego klienta i przez jego 'chcicę' (no dobra, moją też, ale ja oddzielałam sprawy prywatne od służbowych i mimo że nieraz miałam ochotę mu nastukać, sprawy miał załatwione tip top, zawsze) straciłam klienta, z którym miałam mnóstwo pracy.

                                          I nie rozumiem, co siedzi w głowie człowieka który ufał mi na tyle, bądź był na tyle naiwny/głupi, że sprzedawał mi takie bomby, których nie wybaczyłby mu pewnie nikt, gdyby się wydały, jednocześnie twierdząc, że nikomu nie ufa i nie ufał i przez swoje wahania doprowadzając mnie naprawdę na skraj cierpliwości. Nie mówię, że wszystkim opowiem to, o czym mi mówił (choć on był mało lojalny i dwóm swoim kolegom, a moim klientom, i to w czasie, kiedy już wariatką nie byłam, tylko w czasie normalnych rozmów, powiedział, że to ja za nim ganiam - wiem to od niego, bo się przyznał - i straciłam dwóch klientów) i że będę szukać zemsty, ale on kilka razy wspominał, że boi się, że będę się mścić, a jednocześnie daje odczuć, że nie mam nic do stracenia, jakby sam się prosił i robił to celowo.
                                          • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:08
                                            C. miał 'prawo' pomyśleć, że to prawda, zwłaszcza że rzucił się na mnie dwa dni po tym, jak powiedziałam, że ten kolega nigdy mnie nie podrywał), więc niewielkie miałam chyba pole do popisu, żeby z nim kręcić i go ciągnąć do łóżka, nie uważasz? Czy z facetem nie można rozmawiać w ogóle bo jest to ciągnięcie go do łóżka i biedny facet musi w końcu ulec, bo skoro tyle czasu na rozmowy zmarnował, to już trzeba skorzystać?


                                            Wiec tak całkiem możliwie ze facet poczuł ze kąsek mu uciska i nie chciał się wtrącać koledze . Wiec jak się wyjaśniło skorzystał.


                                            A to, czego nie rozumiem to fakt, że ważniejsze było zaliczyć niż ewentualnie bzyknąć kogoś innego, a ze mnie mieć naprawdę dobrą przyjaciółkę.

                                            Hello, faceci maja inna konstrukcje.
                                            Raczej się nie kumplują/przyjaźnią z kobietami, zwłaszcza w takiej formie.

                                            Jakie konsekwencje czy wyrzuty sumienia?
                                            Narazie to ty tez nie umiesz wziąć na klatę to co się stało.
                                            Wiec nie dziw się jemu.
                                            Nie pomyślałaś ze on nie umie się kumplować z tobą? po seksie

                                            A dlaczego on ma brać odpowiedzialność za twoje uczucia? Słuchaj facet ma 42+ a tu chcesz żeby on testował jakieś wracanie do czego co było? Może on wie ze nie umie tego zrobić.

                                            Wiesz skoro się wydało i więcej osób wiedziało musiał jakoś się wybielać żeby nie doszło do żony.
                                            A poza tym to prawda gdyba od początku trzymała dystans to by tak się to nie potoczyło. Dziwisz się ze skorzystał z okazji ?


                                            Daje ci do zrozumienia ze nie ma nic do stracenia żebyś nie miała broni w ręce.
                                            Żebyś wiedziała ze nie masz nad nim władzy ,norma.

                                            Powiedział ci prawdę ze on się mścić nie zamierza bo niby dlaczego jednocześnie daje ci do zrozumienia ze spodziewa się zemsty ale w głębi duszy ma nadzieje ze tego nie zrobisz i ze mu na niczym nie zależy.
                                            • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:22
                                              Powiedział ci prawdę ze on się mścić nie zamierza bo niby dlaczego jednocześnie daje ci do zrozumienia ze spodziewa się zemsty ale w głębi duszy ma nadzieje ze tego nie zrobisz i ze mu na niczym nie zależy.

                                              nie do końca wiem, z czego wywnioskowałaś, że on powiedział, że się mścić nie zamierza. On za bardzo się nie ma za co mścić, bo ja mu krzywdy nie zrobiłam.

                                              Co do tego, że nie ma nic do stracenia: uwierz, ma. Mam numer jego żony (jak byłam z nim na operacji w szpitalu x czasu temu), dał mi papiery od lekarza do przetłumaczenia, na których był jego polski adres. W dodatku jakiś czas temu, nie wiem, jakim cudem, facebook zaproponował mi jego żonę w 'osoby, które możesz znać' (on jej w znajomych nie ma, ja tym bardziej, ma wpisane panieńskie i nawet nie wiedziałam, ze to ona, dopóki nie zobaczyłam fotek jego dzieci), może przez to, że podobno podglądała mój profil na fb. Z góry mówię, że nie mam z tego zamiaru korzystać, ale koledzy kolegami, pogratulują że przygadał sobie naiwną, ale żona mogłaby jednak być nieco bardziej restrykcyjna i wściekła na wieść, że nie tylko zignorował jej 'prośbę' o znalezienie innego tłumacza już w grudniu 2018, że o niej ze mną rozmawiał i że się ze mną przespał. Nie jestem mściwą osobą, często wręcz dawałam się wykorzystywać ludziom, żeby kogoś mieć w swoim życiu, ale on tego raczej nie wie, a skoro uważa mnie za nieobliczalną, to jak może liczyć na moją 'obliczalność'?
                                          • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:02
                                            a czy ty z facetami masz
                                            do czynienia od wczoraj? Chyba jesteś w fazie wyparcia... nie oczywiście że ja nie flirtowałam, zdjęcie po tym jak schudłam wysłałam... bo koleżanka mnie namówiła... kurwa mać czy ty z nas głupie robisz? jak się bierzesz za żonatych to teraz masz, osoby trzecie (i to kobiety) mówią ci co spieprzyłaś a ty brniesz w swoje tłumaczenie. Skoro tak ci lepiej to ok.
                                            Zaznaczę tylko, że jestem byłą kochanką żonatego, ale nawet ja takich akcji jak twoje nie rozumiem. O czymś to jednak świadczy...
                                            • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:42
                                              odkochana napisał(a):

                                              > a czy ty z facetami masz
                                              > do czynienia od wczoraj? Chyba jesteś w fazie wyparcia... nie oczywiście że ja
                                              > nie flirtowałam, zdjęcie po tym jak schudłam wysłałam... bo koleżanka mnie namó
                                              > wiła... kurwa mać czy ty z nas głupie robisz? jak się bierzesz za żonatych to t
                                              > eraz masz, osoby trzecie (i to kobiety) mówią ci co spieprzyłaś a ty brniesz w
                                              > swoje tłumaczenie. Skoro tak ci lepiej to ok.
                                              > Zaznaczę tylko, że jestem byłą kochanką żonatego, ale nawet ja takich akcji jak
                                              > twoje nie rozumiem. O czymś to jednak świadczy...

                                              kobieto, to było, tak jak wspomniałam, zanim 'zmądrzałam' o ile można to tak nazwać. Wtedy była to dla mnie nowość, po raz pierwszy spodobał mi się zajęty facet i sama nie wiedziałam, jak sobie z tym radzić. Z jednej strony bałam się tknąć, z drugiej kusiłam los, sama nie wiem, po co.
                                              • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 01:10
                                                co chwila piszesz że zrobiłaś coś i nie wiesz po co... TO MY MAMY WIEDZIEĆ?? Źle ulokowałaś uczucie co wiecej chcesz uslyszec? Facet cię nie chce. Pisałaś że chcesz zrozumieć my ci tłumaczymy a ty ni w ząb nie rozumiesz albo chcesz usłyszeć że on cię kocha pragnie i lada chwila wróci... nie będzie tak. Pogódź się z tym albo załóż wątek na innym forum może tam piszą to ci się chce usłyszeć
                                      • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 21:49

                                        > Moza rozmawiać z przyjaciółka/przyjacielem a nie znajomymi do około.
                                        > Może chciałaś aby się wydało?

                                        nie rozmawiałam ze każdym, kto się nawinął, może źle to ujęłam. O naszej przyjaźni wiedziała moja koleżanka, która go nie znała, mój kolega, który go znał i sam już wcześniej wyczuł, że coś było na rzeczy, plus dwoje znajomych z którymi mam kontakt wyłącznie online, jedną znam z Polski, a drugiej nigdy na żywo na oczy nie widziałam. Z 'romansem' sprawa się miała podobnie. Uwierz, gdybym chciała, żeby się wydało, to znam kilku jego kolegów, z czego jednemu on sam po pierwszej naszej nocy głupio powiedział, że był u 'fajnej kobiety', a kolega sam połączył fakty (bo C. nad wyraz często korzystał z moich usług jako tłumacza, no i na tego nieszczęsnego grilla mnie zaprosił), tyle, że nie powiedział C., że wie o tym.



                                        > Wiec powiem ci jak to wyglada z perspektywy osoby mieszkającej 20 lat za granic
                                        > a ,w Anglii.
                                        > Po pierwsze skąd wiesz jaka jest jeśli relacja z żona?
                                        > Zam kilku takich jeden od 5 lat chce zaciągnąć mnie do łóżka ,wmawia zakochanie
                                        > , a jeździ do żonki i do dzieci.
                                        > Znam masę takich. W domu grają przykładnych mężów/ojców. A w UK robią co chcą
                                        > i zawsze znajdzie się chętna.
                                        > Coś na zasadzie „ co dzieje się w Vegas zostaje w Vegas”

                                        mieszkam tu od dziesięciu lat, więc wiem, jak wygląda życie w Anglii (btw, może mieszkamy gdzieś niedaleko siebie? To by było...) O relacjach z jego żoną słyszałam od jego 'lojalnych' kolegów (nie namawiałam ich na rozmowy o C., sami drążyli temat, a ja nie chciałam przerywać, bo uznałam, że będzie wyglądać podejrzanie, że nie chcę o nim gadać/słuchać), od niego samego najpierw jako tłumacz, potem jako koleżanka, kilka razy mówił o niej również w łóżku. Może to patologiczne, chore i nieodpowiednie, ale nie przeszkadzało mi słuchanie o niej. Nie mówię, że wierzyłam mu w stu procentach, ale nie uważałam tego za branie mnie na litość, żebym biednego żuczka pocieszyła. Wiem, jakie miał dzieciństwo, jak się poznali, wiem, że zdradzał ją już wcześniej, niecałe 20 lat temu. Wiem, że w Polsce mają masakryczne długi. Słuchałam też o jego dzieciach, ich problemach, a on słuchał o moim dziecku i moich problemach. Brzmi jak to, co każdy mąż szukający kochanki mówi, żeby jakąś zdobyć, ale mówił, że z żoną od początku się nie układało, że w długi częściowo popadli przez jej brata, opowiadał, na luzie, jakby to było naturalne, ze starszy syn odzywa się tylko jak coś chce lub potrzebuje kasy, że gdyby odszedł od żony to straciłby dzieci albo że gdyby się dowiedziała, odcięłaby ich od niego. Synowie i tak mają z nim kiepski kontakt, podejrzewam, że dlatego tak wkupował się w łaski mojego syna (i to jest mi cholernie ciężko mu wybaczyć, bo przywoził mojemu dziecku słodycze mimo próśb, żeby tego nie robił, zaczęłam te słodycze oddawać lub chować, a na czas kiedy C przyjeżdżał załatwiać sprawy 'wyganiałam' dziecko z domu, bo zbyt często pytało o niego, gdy trzeba było pomocy, mój syn mówił, żeby zadzwonić do C. albo pytał czemu pan C się do mnie czy do niego uśmiecha i czy go lubi. Odwiedzali mnie klienci i znajomi rodzaju męskiego, a mój młody upodobał sobie akurat C. i jego boski uśmiech)

                                        > Poza tym to żadne wytłumaczenie ,ze on nie wraca do żony myślisz ze by ci się p
                                        > rzyznał otwarcie ze kocha żonę? Ze z nią jest i sypia? pogoniła byś go szybko.

                                        szczerze? Mi akurat mógłby się przyznać. Wiem, że przeceniłam naszą znajomość, ale z nim stawiałam na szczerość, nie udawałam dobrego humoru, kiedy miałam kiepski, mówiłam o swoich problemach z mamą i siostrami, nie ukrywałam przed nim niczego. O tym, że sypia z żoną mówił, zresztą nie jestem na tyle głupia, żeby myśleć, że tego nie robi. I nie, nie pogoniłabym go, bo dla mnie w tym wszystkim najważniejsze była przyjaźń, nie seks. Chyba po raz pierwszy ktoś mi tak zaufał i ja zaufałam komuś, bolesne, ale prawdziwe.

                                        > Facet zmienił zdanie a ty możesz albo to przegryzać albo wyjść na wariatkę męcz
                                        > ąc go dalej pisaniem opowiadań.

                                        nie chodzi o to, że zmienił zdanie, a sposób, w jaki to zrobił. Tak jak wspominałam wyżej: to on wprosił się ponownie do mojego życia i szukał mojej uwagi. Jarał się, że się przed nim otworzyłam i mu ufam. To on pewnej nocy zdecydował, że jednak chce się ze mną przespać i przez dwa dni co chwilę sprawdzał, czy na pewno ze mną wszystko okej po wspólnie spędzonej nocy. Później też wrócił, mimo zapewnień, że już więcej do tego nie dojdzie. Gdy jego żona przyjechała i pojechała, a ja już godziłam się z myślą, że więcej nie porozmawiamy, znów nawiązał kontakt. A to, że napisałam mu kilka, jak to ujęłaś 'opowiadań', fakt, moja wina i mój błąd. Gdyby jednak zachowywał się bardziej stabilnie, nie zbierałoby się we mnie tyle emocji i żalu, których nie potrafiłam w sobie dusić całymi tygodniami i w końcu mu się obrywało. I tak, moja wina, że przyjmowałam go zawsze kiedy wracał zamiast go pogonić, ale ze znajomych został mi tylko on. Wiem, że facetom może być wszystko jedno, ale wg mnie nawiązywanie kontaktu i pozwalanie drugiej osobie na przywiązanie do siebie, zobowiązuje do czegoś. Nie mówię, że miał rzucać wszystko i wszystkich, bo ja chciałam z nim pogadać, ale nie dość, że mnie 'rzucił', to jeszcze całą winą próbował obarczyć mnie. Plus, jak pisałam, rozpuszczanie mojego dziecka też ciężko jest wybaczyć. Tydzień przed kłótnią pisał, że podziwia mnie, jak sobie radzę z życiem i z młodym, mimo że jestem sama ale nie potrafi kobiecie, którą tak rzekomo podziwia, dać stabilności i spokoju, żeby mogła spokojnie sobie z tym dzieckiem żyć.

                                        > Poza ty wyżej gdzieś pisałaś ,ze to ty dawałaś więcej z siebie wiec o jakim zro
                                        > zumieniu piszesz?

                                        to chyba musisz opisać nieco dokładniej.
                                        • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:50
                                          przykłady brania na litosc:
                                          Chwilę szczerze sobie popisaliśmy, on o rodzinie i samotnych świętach, ja o koleżance, która mnie wykorzystywała, jak stwierdziłam, że nie chcę go zanudzać,

                                          Powiedziałam mu, że mi głupio, że proponuję drinki, ale lubie spędzać z nim czas

                                          powiedział, że pije z kolegą, ja, również dla żartu napisałam 'no miło, a ze mną nie chciałeś się już więcej napić',

                                          Kilka dni później upiłam się z żoną kolegi i napisałam do niego, poprosiłam o zrozumienie

                                          Ile masz lat?
                                          • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:48
                                            odkochana napisał(a):

                                            > przykłady brania na litosc:
                                            > Chwilę szczerze sobie popisaliśmy, on o rodzinie i samotnych świętach, ja o kol
                                            > eżance, która mnie wykorzystywała, jak stwierdziłam, że nie chcę go zanudzać,

                                            nie tylko z nim w taki sposób rozmawiałam, mam świadomość, że czasem ktoś np zapyta z grzeczności i woli odpowiedź w stylu angielskim, że wszystko ok, niż słuchać dłuższych wypowiedzi. Sugerując komuś, że go zanudzam, daje mu bramkę do wycofania się z rozmowy, taki już mam styl.

                                            >
                                            > Powiedziałam mu, że mi głupio, że proponuję drinki, ale lubie spędzać z nim cza
                                            > s
                                            >
                                            > powiedział, że pije z kolegą, ja, również dla żartu napisałam 'no miło, a ze mn
                                            > ą nie chciałeś się już więcej napić'

                                            na to w sumie nie mam usprawiedliwienia, no ale przykro mi było, że nie chciał przyjechać ponownie i pozwierzać mi się.
                                            >
                                            > Kilka dni później upiłam się z żoną kolegi i napisałam do niego, poprosiłam o z
                                            > rozumienie

                                            na to w sumie też nie mam usprawiedliwienia, znaczy mogę Ci powiedzieć, jak to było, ale usprawiedliwieniem to to nie jest. Upiłam się z koleżanką po tym, jak jej mąż miał operację paliatywną, podczas której okazało się, że nie mogą jej przeprowadzić bo się wykrwawi. Zrobiłam się tak, że uznałam, że mam dość takiego traktowania mnie jakbym mu jakąś krzywdę zrobiła i dlatego napisałam, no i stwierdziłam, że życie jest za krótkie, żeby dusić wszystko w sobie i obwiniać się cały czas, bo czasem lepiej żałować, że coś się zrobiło niż nie zrobić i żałować, że można było.
                                            >
                                            > Ile masz lat?
                                        • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:19
                                          fajnej kobiety', a kolega sam połączył fakty (bo C. nad wyraz często korzystał z moich usług jako tłumacza, no i na tego nieszczęsnego grilla mnie zaprosił), tyle, że nie powiedział C., że wie o tym.

                                          Może się nie spodziewał ze facet połączy i wie tyle faktów.

                                          O relacjach z jego żoną słyszałam od jego 'lojalnych' kolegów (nie namawiałam ich na rozmowy o C., sami drążyli temat, a ja nie chciałam przerywać, bo uznałam, że będzie wyglądać podejrzanie, że nie chcę o nim gadać/słuchać), od niego samego najpierw jako tłumacz, potem jako koleżanka, kilka razy mówił o niej również w łóżku.

                                          Kochana to ty nie wiesz jak to jest gadać przy kumplach o żonie?
                                          Poczytaj kawał o braku prądu i romantycznym wieczorze.

                                          Może mieszkamy ja jestem z Londynu.

                                          O tym, że sypia z żoną mówił, zresztą nie jestem na tyle głupia, żeby myśleć, że tego nie robi. I nie, nie pogoniłabym go, bo dla mnie w tym wszystkim najważniejsze była przyjaźń, nie seks. Chyba po raz pierwszy ktoś mi tak zaufał i ja zaufałam komuś, bolesne, ale prawdziwe.

                                          Zauważ ze ja nie napisałam o seksie a o miłości, skoro was łączyła przyjaźń szybkiej byłabyś zazdrosna ze ja kocha nie ciebie. Skoro tyle z siebie dajesz. Nie mówię o łóżku.

                                          Wiem, że facetom może być wszystko jedno, ale wg mnie nawiązywanie kontaktu i pozwalanie drugiej osobie na przywiązanie do siebie, zobowiązuje do czegoś. Nie mówię, że miał rzucać wszystko i wszystkich, bo ja chciałam z nim pogadać, ale nie dość, że mnie 'rzucił', to jeszcze całą winą próbował obarczyć mnie. Plus, jak pisałam, rozpuszczanie mojego dziecka też ciężko jest wybaczyć.

                                          To ty tak myślisz ze takie bliskie relacje do czegoś zobowiązują.
                                          I tu się mylisz to ty odpowiadasz za swoje własne uczucia on nie ma na nie wpływu ani za nie ,nie odpowiada.
                                          Owsze czasem zakochana kochanka może stworzyć problemy i często co wiem z forum taka kochankę się odstawia. Delikatnie żeby w szale nie narobiła głupstw. Albo się pawi w jej uczuciu i czuje jak ryba w wodzie.
                                          Bez skrupułów wykorzystując jej słabość. Bo zakochana kobieta da więcej z siebie niż trzeźwo patrząca na świat.
                                          • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:35

                                            > Kochana to ty nie wiesz jak to jest gadać przy kumplach o żonie?
                                            > Poczytaj kawał o braku prądu i romantycznym wieczorze.
                                            >
                                            > Może mieszkamy ja jestem z Londynu.

                                            chodziło mi jedynie o to, że nie było tak, że o żonie opowiadał jedynie mi, żeby mi go było szkoda itd.

                                            > To ty tak myślisz ze takie bliskie relacje do czegoś zobowiązują.
                                            > I tu się mylisz to ty odpowiadasz za swoje własne uczucia on nie ma na nie wpły
                                            > wu ani za nie ,nie odpowiada.
                                            > Owsze czasem zakochana kochanka może stworzyć problemy i często co wiem z forum
                                            > taka kochankę się odstawia. Delikatnie żeby w szale nie narobiła głupstw. Albo
                                            > się pawi w jej uczuciu i czuje jak ryba w wodzie.
                                            > Bez skrupułów wykorzystując jej słabość. Bo zakochana kobieta da więcej z siebi
                                            > e niż trzeźwo patrząca na świat.
                                            >

                                            po pierwsze: no właśnie, delikatnie, a nie zmieniając zdanie po kilku dniach. To jest przykre.

                                            po drugie: tak, jestem winna swoich uczuć, ale przykre jest, że on doprowadził do tego wszystkiego wiedząc o moich uczuciach. Nie było tak, że ukrywałam coś przed nim, skoro się domyślał, że czuję coś nadal do niego, to bardziej ludzkim byłoby kontynuować przyjaźń i nie korzystać z żadnych zielonych świateł i tak dalej. A co do bliskich relacji, to (no, ale to moje zdanie), jeśli korzysta się z czyjejś pomocy, zwierza się tej osobie, to ta osoba siłą rzeczy liczy też na jakąś wzajemność. Jeżeli się nie chce, żeby liczyła, to się samemu też nie korzysta. No ale wiem, jacy są ludzie, jak najwięcej wziąć i jak najmniej dać, co nie oznacza, że uważam to za sprawiedliwe. Ja jak kogoś nie lubię/nie lubię zbyt mocno, nie daję takiej osobie odczuć, że może na mnie liczyć, ale jednocześnie sama nie zwracam się do tej osoby z problemami i prośbami o pomoc. Obecnie próbuję pozbyć się sąsiada, który uważa, że jak pozwolił mojemu dziecku grać na swoim PS, to ja powinnam mu teraz załatwiać wszystkie sprawy albo że jak zapyta co u mnie i nawet nie poczeka na odpowiedź, tylko mówi, ze mu jakiś sms przyszedł. Po to, zeby nie myślał, że jestem mu cokolwiek dłużna, nie proszę go o żadne przysługi. Przyłazić przyłazi i tak, ale to chyba kwestia braku mózgu.
                                            • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:55
                                              Ale jak doprowadził?
                                              Wiesz jakby ci to napisać.
                                              Ty uważasz ze skoro on wiedział
                                              ,powinien empatycznie albo powoli ochłodzić relacje wycofać się wrócić do relacji praca. Albo wejść w relacje i znowu brać pod uwagę twoje uczucia.
                                              I rozumiem co masz na myślcie. Jednak takie podejście do sprawy wobec uczuć można oczekiwać w małżeństwie a nie w romansie.

                                              Zrozum ze twoje uczucia były mu na rękę. On ich nie odczuwał wiec co jego obchodzi co czujesz.
                                              Rozumiem ze jest ci przykro ze wiedział ze jesteś zakochana a pomimo to się zabawił wykorzystał ,a teraz porzuciła jak zbędą rzecz. I jeszcze uważa ze to ty jesteś winna.
                                              Gdyby cię kochał to tak twoje uczucia byłby dla niego ważne.
                                              A ze facet liczył na zabawę/przelotny romans nie obchodziły go uczucia.
                                              Zreszta nie pierwszy raz.

                                              On może mieć problem z uczuciami z racji przeżyć w dzieciństwie.
                                              A może po prostu jest mało empatyczny robi co chce i żyje jak chce.
                                              • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 01:10
                                                3-mamuska napisała:

                                                > Ale jak doprowadził?
                                                > Wiesz jakby ci to napisać.
                                                > Ty uważasz ze skoro on wiedział
                                                > ,powinien empatycznie albo powoli ochłodzić relacje wycofać się wrócić do relac
                                                > ji praca. Albo wejść w relacje i znowu brać pod uwagę twoje uczucia.
                                                > I rozumiem co masz na myślcie. Jednak takie podejście do sprawy wobec uczuć mo
                                                > żna oczekiwać w małżeństwie a nie w romansie.

                                                relacje były chłodne i był tylko klientem i kumplem, raczej chodziło mi o to, że nie powinien był wchodzić w głębsze relacje. I tak, wiem, że to facet, ale usprawiedliwianie wszystkiego płcią jest bardzo kiepskie i nieuczciwe. Bo my kobiety mamy rozumieć facetów, a oni nas nie muszą, bo to tylko baba. Plus, przez pięc miesięcy jakoś szanował moje uczucia i nie igrał z nimi. Nagle zmienił zdanie i uznał, ze jednak może się nimi zabawić.


                                                > On może mieć problem z uczuciami z racji przeżyć w dzieciństwie.
                                                > A może po prostu jest mało empatyczny robi co chce i żyje jak chce.
                                                >
                                                kiedyś, szukając odpowiedzi na to, czemu nie widać, gdy ktoś jest online na messengerze, przypadkiem zapisało mnie do newslettera quora digest. Nie wiem, czy czytają w myślach czy cos, ale przychodzą mi codziennie maile o narcyzmie. Nie jestem psychologiem/psychiatrą, ale wiele rzeczy się zgadza: ciągłe powroty, umiejętne wzbudzanie poczucia winy w drugiej osobie, ciągła potrzeba uwagi i komplementów, nieprzyjmowanie konsekwencji i opowiedzialności, projekcja (czyli przerzucanie swoich uczuć/obaw na drugą osobę, jak np to mówienie, że nie będę umiała się trzymać z rękoma z dala od niego, podczas gdy pewnie on boi się, że to on nie podoła, zwłaszcza, że raz mu się zdarzyło przyjechać tuż po nocy spędzonej ze mną, żeby podnieść młodemu siedzenie w rowerze, a na odchodne mnie przytulił i pocałował). Nawet to, że ktoś nie umie się odwdzięczyć komuś, komu coś zawdzięcza, a woli pomagać ludziom, którzy są mu obojętni/wykorzystują go/nie proszą o pomoc. Jedną z przyczyn jest właśnie bycie porzuconym w dzieciństwie, 'insensitive parenting', nie umiem znaleźć dobrego słowa po polsku.
                                                • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 01:17
                                                  > Ale jak doprowadził?
                                                  > Wiesz jakby ci to napisać.
                                                  > Ty uważasz ze skoro on wiedział
                                                  > ,powinien empatycznie albo powoli ochłodzić relacje wycofać się wrócić do relac
                                                  > ji praca.

                                                  zresztą, dokładnie tak postąpił, wrócił do załatwiania mu spraw. Potem nagle zaczął wysyłać suchary, a po pierwszym spotkaniu od blisko 3mcy, zaczął nagle pisać o wszystkim, kilka razy dziennie.

                                                  nawet po wizycie jego żony, mimo że już miał nowego tłumacza, nadal wysyłał mi jakieś sprawy do załatwienia, a po komisji lekarskiej znów wrócił do kontaktu towarzyskiego, a potem o 23 wyskoczył z newsem że zaliczył egzamin z angielskiego. Takie wieści mógł wysłać albo po egzaminie, albo poczekać na normalną porę. Nie wiem, czy wrócił z 'tęsknoty' czy pragmatyzmu, żeby ktoś go wysłuchiwał i rozumiał, a skoro widział, że go nie wyganiam, to nie wiem, czemu kontakty były takie suche.

                                                  najgorsze jest to, że ja nie będę umiała póki co kazać mu spierdalać gdyby zechciał wrócić.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 01:53
                                                    weronz napisał(a):

                                                    > > Ale jak doprowadził?
                                                    > > Wiesz jakby ci to napisać.
                                                    > > Ty uważasz ze skoro on wiedział
                                                    > > ,powinien empatycznie albo powoli ochłodzić relacje wycofać się wrócić do
                                                    > relac
                                                    > > ji praca.
                                                    >
                                                    > zresztą, dokładnie tak postąpił, wrócił do załatwiania mu spraw. Potem nagle za
                                                    > czął wysyłać suchary, a po pierwszym spotkaniu od blisko 3mcy, zaczął nagle pis
                                                    > ać o wszystkim, kilka razy dziennie.
                                                    >
                                                    > nawet po wizycie jego żony, mimo że już miał nowego tłumacza, nadal wysyłał mi
                                                    > jakieś sprawy do załatwienia, a po komisji lekarskiej znów wrócił do kontaktu t
                                                    > owarzyskiego, a potem o 23 wyskoczył z newsem że zaliczył egzamin z angielskieg
                                                    > o. Takie wieści mógł wysłać albo po egzaminie, albo poczekać na normalną porę.
                                                    > Nie wiem, czy wrócił z 'tęsknoty' czy pragmatyzmu, żeby ktoś go wysłuchiwał i r
                                                    > ozumiał, a skoro widział, że go nie wyganiam, to nie wiem, czemu kontakty były
                                                    > takie suche.
                                                    >
                                                    > najgorsze jest to, że ja nie będę umiała póki co kazać mu spierdalać gdyby zech
                                                    > ciał wrócić.


                                                    Sama sobie odpowiedziałaś.
                                                    Po prostu on wie dokładnie to co napisałaś wie ze nie każesz mu spierdalać.
                                                    Nie jesteś na to gotowa. Najwidoczniej jeszcze nie skrzywdził cię wystarczająco mocno. Taka smutna prawda.

                                                    A to wysłał wieczorem ,bo leżał w łóżku nudziło mu się potrzebował rozrywki.
                                                    Myśle ze jest dużo młodsza ,a on jest po prostu cwany lis.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 08:59
                                                    > Sama sobie odpowiedziałaś.
                                                    > Po prostu on wie dokładnie to co napisałaś wie ze nie każesz mu spierdalać.
                                                    > Nie jesteś na to gotowa. Najwidoczniej jeszcze nie skrzywdził cię wystarczająco
                                                    > mocno. Taka smutna prawda.
                                                    >
                                                    > A to wysłał wieczorem ,bo leżał w łóżku nudziło mu się potrzebował rozrywki.
                                                    > Myśle ze jest dużo młodsza ,a on jest po prostu cwany lis.
                                                    >

                                                    wiem, czemu to wysłał, nawet mu o tym powiedziałam. I sama z tego 'skorzystałam', żeby chociaż troche zapomnieć o tym, jakie gówniane miałam święta, a moja mama potem udawała jeszcze, że świetnie się bawiłam.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 09:19
                                                    co do spierdalania: ja tak ogólnie jestem mało asertywna i trzeba mnie naprawdę doprowadzić do ku*wicy i rozpaczy, żebym kogoś pogoniła tak na amen. Uciekam się do półśrodków jak ignorowanie wiadomości czy telefonów, zmienianie tematu, dopiero, gdy ktoś przekroczy granice mojej cierpliwości i nerwy przejmują kontrolę, słyszy ode mnie parę 'ciepłych' słów.

                                                    ja nie chcę, żeby on spierdalał, wolałabym, żeby po prostu wybrał, wóz albo przewóz, wybiera coś i tego się trzyma, chce mieć pakiet, proszę bardzo, chce tylko przyjaźni i pracy, spoko, tylko pracy, też ok. Pracę akurat zawsze oddzielałam od sympatii do danej osoby, mam klientów ktorych mam ochotę posadzić na takiej dużej procy i wysłać na księżyc, ale sprawy mają załatwione profesjonalnie. Ale nie podoba mi się, że on jęczy, żeby było jak dawniej, nie pozwala na to, żeby było jak dawniej, a jednocześnie gdy 'zatęskni', sam doprowadza do seksu żeby na drugi dzień winić mnie. Nie jest idealny, od początku to wiedziałam, imponowało mi, że tak się zarzyna dla rodziny, która ma go gdzieś i nie liczy że będą go doceniać, że umiał mówić o uczuciach i ciężkich przeżyciach. Niewielu znam facetów, którzy przyznają się, że płaczą na serialu, czy że coś ich przerasta, nawet ci normalni wolą udawać maczo. Tak, mogła być to gierka (chociaż i u mnie po pierwszej randce mało się nie popłakał i nie były to udawane łzy), ale serio, pięć miesięcy grania wrażliwca dla jednej upojnej nocy ze średniej urody dziewczyną? Przez ten czas zarwałby kilka innych, które nawet by nie pytały, czy ma żonę albo miałyby to gdzieś, on by bzyknął i już więcej tej kobiety nie oglądał, łatwiej byłoby przeżyć wyrzuty sumienia
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 10:32
                                                    „nie chcę, żeby on spierdalał, wolałabym, żeby po prostu wybrał, wóz albo przewóz, wybiera coś i tego się trzyma,”

                                                    a dlaczego pozwalasz by to on wybrał? wybacz ale przez takie zachowania faceci cię nie będą nigdy szanować, pozwalasz by robił co chce i nie stawiasz żadnych granic
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 10:55
                                                    Dlatego, że mi jest wszystko jedno, czy chce seksu czy go nie chce. Nieracjonalne to troche, ale nie dosc, ze cenilam jego obecnosc w swoim zyciu, to i on byl ostatnia namiastka sensownej znajomosci. Zreszta, dosyc czesto w roznego rodzaju zwiazkach jest tak, ze to jedna strona decyduje o "zerwaniu" czy dalszych kontaktach, nie zawsze jest to obopolna decyzja. Mi chodzi jedynie o to zeby podjal decyzje i sie jej trzymal, a nie zmienial zdanie jak wiatr zawieje.
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 11:14
                                                    stawiasz się w roli ofiary... a on ci właśnie pokazuje co myśli o tym. Strasznie mnie w twoim zachowaniu razi ta bezwolność i pokazywanie facetowi że wszystko zależy od niego. Pokaż że masz szacunek do siebie i nie zgodzisz
                                                    się na ochłap znajomości. Wtedy jest szansa
                                                    że on zacznie szanować i się określi. Teraz widzi że może z tobą wszystko a ty jak wierny pies poczekasz. Nie musi to nie decyduje, proste
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 12:01
                                                    ok, swój komentarz chyba napisałam cokolwiek niezrozumiale. Chodzi mi o to, że chciałabym zebrać w sobie siłę i asertywność i powiedzieć mu: chłopie, wybierasz jakąś opcję i się jej trzymasz, a jak nie potrafisz mi tego dać, to daj mi chociaż spokój, żebym mogła o Tobie zapomnieć.

                                                    Poza tym, jeśli się odezwie (w co z jednej strony wątpię, a z drugiej mam swego rodzaju pewność, że za jakiś czas wyskoczy z byle pretekstem) i np przeprosi za swój wybuch, przeprosiny przyjmę, ale w nie nie uwierzę. Podejrzewam, że planuje poczekać jakiś czas, żeby jego przeprosiny wyglądały bardziej wiarygodnie. Albo wyśle pierwszy z brzegu list, żeby mu go przetłumaczyć. Najgorsze jest to, ze przez kilka tygodni potrafię być twarda, nie pozwalać na odreagowywanie humoru, udawać, że mam go gdzieś, ale po kilku tygodniach mam dość i chcę z nim pogadać normalnie, w sensie szczerze, tak jak kiedyś, a nigdy nie wiadomo, czy zareaguje szczerą rozmową czy stchórzy. Przecież nie rzucę mu się w ramiona po tym wszystkim, mówiłam mu zresztą, że takie resztki tego co było kiedyś to nie dla mnie. Tylko jak mu pokazać, że się na to nie godzę? I tak się do niego nie odzywam, za życzenia podziękowałam i wspomniałam, że wiem, że zawdzięczam je współlokatorowi (napisałam mu rano, żeby wpadł na drinka bo nie chcę spędzić 30tych urodzin sama) bo pożalił się C., C, stwierdził, że współlokator się nie pożalił, powiedział, że coś pisałam, C powiedział mu, że może chodzić o moje urodziny, bo w tych okolicach mam, ale nie pamięta kiedy (dwa lata temu wydedukował z urywków rozmowy, a teraz nie pamięta, no ale to chyba taka męska pamięć po prostu), potem współlokator odczytał wiadomość ode mnie, a C. wysłał mi życzenia zbierając się do pracy. Nie odpisałam nic i od tamtej pory jest cisza, tak jak wspomniałam, nawet na wielkanoc dziwnym trafem nie doczekałam się życzeń.

                                                    Jestem odpowiedzialna za swoje kiepskie samopoczucie, ale on się do niego znacznie przyczynił, nie umiejąc trzymać się tego, czego on chce. Niby mnie nie chciał, nie chciał ze mną gadać, ale wytrzymywał max kilka tygodni i się odzywał, żeby wybadać teren. Mam ignorować jego przyszłe wiadomości, żeby nabrał szacunku?

                                                    kolega sugerował, że powinnam C. poblokować gdzie się da, bo jeśli się odezwie a ja będę odpisywać, to to nadal moja wina (w kwestii romansu i 'uwodzenia'), ale uważam to za dziecinadę. Blokuje się psycholi, którzy obrażają i nie dają żyć, a tak to wg mnie taki sposób na wyrażenie focha. Zresztą, skoro nie chce ze mną gadać i uważa za nieobliczalną, to równie dobrze on może mnie zablokować, przecież nie będę miała nic do gadania.
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 12:26
                                                    te opowieści o lokatorze, co kto napisał, co kto na to odpowiedział i jeszcze co sobie kto o tym pomyślał strasznie irytujące, zaciemniają obraz sytuacji i są chyba zbędne?

                                                    gdzie jest napisane, że blokuje się psycholi? możesz zablokować tych z którymi nie chcesz rozmawiać. w czym problem?

                                                    tyle osób mówi co myśli, co powinnaś zrobić, ty dalej swoje

                                                    chcesz to dalej z nim rozmawiaj, czekaj aż się łaskawie odezwie powodując dalszy mętlik w głowie (bo jeśli liczysz, że facet nie musząc się określać sam z siebie to zrobi to nie doczekasz się) bo najwyraźniej rady innych nie trafiają do ciebie.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 13:14
                                                    Sorry, tak mam, że czasem wchodze w nadmierne szczegoly.

                                                    Tak, chce z nim gadac, ale chce mu w jasny sposob przekazac, ze takie szarpanie mna moze zle wplynac na niego, bo w pewnym momencie bede miala zwyczajnie dosc, ale nie bardzo mam pomysl, jak mu to powiedziec w sposob normalny acz stanowczy, zeby nie mial sie o co czepiac, nawet z wyimaginowanych powodow
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 16:19
                                                    sorry, zle to ujelam, nie chodzi mi bynajmniej o jakies szantaze. Zreszta, sam sie powinien przekonac, ze jego zachowanie raczej niezbyt pozytywnie wplywa na nasze stosunki.

                                                    Po prostu nie do konca wiem, jak mam zareagowac, gdyby sie odezwal jakby nigdy nic. Ignorowac wiadomosci? Urywac rozmowy w polowie? Reagowac tylko na sprawy sluzbowe? To jest naprawde trudne, bo wczesniej takiej sytuacji nie mialam.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 18:56
                                                    weronz napisał(a):

                                                    > Sorry, tak mam, że czasem wchodze w nadmierne szczegoly.
                                                    >
                                                    > Tak, chce z nim gadac, ale chce mu w jasny sposob przekazac, ze takie szarpanie
                                                    > mna moze zle wplynac na niego, bo w pewnym momencie bede miala zwyczajnie dosc
                                                    > , ale nie bardzo mam pomysl, jak mu to powiedziec w sposob normalny acz stanowc
                                                    > zy, zeby nie mial sie o co czepiac, nawet z wyimaginowanych powodow


                                                    Ale on ma gdzieś co ty mówisz.
                                                    To ze mu powiedziałaś nie znaczy ze on to zrobi.
                                                    Bo on musiałby tego chcieć na nie chce.

                                                    To tak samo jak facet bije żona ona mówi nie bij myślisz ze posłucha?

                                                    Jednie co możesz zrobić to powiedzieć mu ze chcesz koleżeńskiej relacji i nigdy więcej nie dojdzie do niczego więcej.
                                                    Możecie czasem wypić drinka czy kawę pogadać ponarzekać , ale na tym koniec. Wtedy to on albo się podporządkuje albo będzie strzelał fochy/cicho na długie okresy może robić dziwnie manewry, wysyłać suchary. Żeby cię zmusisz do rekacji bądź zmiany decyzji. Ale jak zobaczy ze trzymasz się swojej decyzji, wtedy może (ale dopiero po dłuższym czasie) przystać na to bądź zerwać kontakt bo uzna ze mu nie jesteś już potrzebna.

                                                    Ps do bzykania narzekania nie potrzeba mu super laski na żonę towarzyszkę życia wybiera się osobę która nam pasuje wizualnie.
                                                    Kochanka mam być chętna dostępna udowodniono , ze kochanki często są brzydsze od żony.
                                                    Bo kochanką się nie chwali.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 18:29
                                                    Serio dalej nie rozumiesz?

                                                    Facet żeby ci powiedział ze:
                                                    A- praca,
                                                    B-praca koleżeństwo
                                                    C- praca koleżeństwo sex.
                                                    To musi być dojrzały i stabilny psychicznie i uczuciowo. Sorry, ale dla mnie facet który płacze ,nie czasem a często ( skrót myślowy) , gra zagubione dziecko to wcale nie jest dobrym materiałem na faceta.
                                                    Jest niestabilny psychicznie/uczuciowo nie wie czego chce.

                                                    W ogóle ty sobie możesz chcieć żeby on ci powiedział , ale on tego nie zrobi bo nie chce.
                                                    Ja tez bym chciała żeby mój syn był zdrowy, a jakiś bogacz kupił mi dom bo ja chce. Twoje chcenie nie ma tu nic do rzeczy ,bo to on musi dać ci słowo i się tego trzymać , ale on tego nie chce.
                                                    Bo on się obrazi przestanie pisać i ma z tobą spokój ,ale wie ze jak się odezwie dostanie co chce. A na codzień nie jesteś mu potrzebna bo ma żonę.
                                                    Trzyma cię na dystans nic nie obiecuje bo potem możesz czegoś od niego np. związku deklaracji.
                                                    A tak ma ochotę popisze ma rozrywkę a jak nie to nie.
                                                    Oczywiście ty możesz podjąć decyzje bawimy się i jest jak jest albo zrywamy kontakt i tego się trzymasz ,tylko taka decyzje możesz podjąć sama dla siebie.

                                                    Skąd wiesz czy nie zarywa innych?ze między tobą i tygodniami ciszy nie miał nie próbował złowić innej rybki?
                                                    Czemu ty uważasz ze on jest idealny uczuciowy ,tłumaczysz go wiecznie. Facet zdradza swoją żonę, nie raz nie dwa jesteś jego 3 kochanka,nie widomo ile razy miał przelotny sex.
                                                    i co ty myślisz ze on nagle wobec ciebie jest uczciwy? Już po tym powinnaś wiedzieć, ze facet między słowem a czynem nie jest spójny. Robi jedno mówi drogie.
                                                    Mylisz ze jesteś w tym względzie lepsza niż jego żona, ona nie zasługuje na szczerość a wobec ciebie jest szczery? Oczywiście on może być przekonany ze mówi uczuciowe pod wpływem chwili czy innych czujników, a potem wmówicie opadają i zmienia się myślenie.

                                                    Wiesz żeby wyrwać panienkę na bzykanie musi jej chociaż kilka drinków postawić a to nakład finansowy, i nie masz pewności ze się z tobą prześpi, a ty nie masz pewności ze nikogo takiego nie było. Co on robi jak nie jest z tobą, co robi jak nie pisze z tobą.

                                                    Panna na telefon to kosztuje 80-120£ za godzinę w Londynie. Wiec może mu szkoda kasy woli taka zakochana naiwna .Wiele razy słyszałam jestem za fajny żeby płacić za sex mam go za darmo ,chętna zawsze się znajdzie.

                                                    Powiem ci ze pracuje w 2 miejscach i w jednym z nich jestem w męskim gronie pełnym testosteronu pełnym gadania i i historii takich ze włos na głowie staje.
                                                    Przestałam być tez naiwna, bo mi się wydało ze jak ja jestem uczciwa w słowach czynach uczuciach oni tez są.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 17.04.20, 08:49
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Serio dalej nie rozumiesz?
                                                    >
                                                    > Facet żeby ci powiedział ze:
                                                    > A- praca,
                                                    > B-praca koleżeństwo
                                                    > C- praca koleżeństwo sex.
                                                    > To musi być dojrzały i stabilny psychicznie i uczuciowo. Sorry, ale dla mnie fa
                                                    > cet który płacze ,nie czasem a często ( skrót myślowy) , gra zagubione dziecko
                                                    > to wcale nie jest dobrym materiałem na faceta.
                                                    > Jest niestabilny psychicznie/uczuciowo nie wie czego chce.

                                                    na razie to ja i tak mogę sobie tylko gdybać, bo albo się odezwie albo nie. Nie lubię kłótni, rozstawania się w gniewie, nienawidzę nie wiedzieć o co chodzi. Zwykle wolę sobie zaplanować co powiedzieć, nie raz układałam w głowie mądre odpowiedzi i cięte riposty, ale jak przychodziło co do czego, to mi dupa miękła i rozmawiałam z nim normalnie, jakbyśmy się nie pokłócili. Co do płaczu, nie do końca wiem, o co Ci chodzi z tym skrótem myślowym, ale ja wiem, że płakał dwa razy. No, może trzy, licząc te wilgotne oczy. Chyba wspominałam, że przez pierwsze dwa dni po pierwszym razie był pełen euforii, rozmawiał ze mną cały dzień, a jak przyjechał wieczorem załatwić sprawę, a ja go przytuliłam i pocałowałam w czoło, powiedział, że musimy przystopować, bo musi to przetrawić. Kolejnego dnia wieczorem napisał, że płacze, bo czuje że mnie zranił, że zranił rodzinę, czuje się jak egoista itd. Dla mnie facet, który potrafi się przyznać do tego że zdarza mu się płakać, jest bardziej męski niż taki, który dusi w sobie emocje a potem wybucha i rozwala szklanki czy szuka zaczepki na ulicy.
                                                    >
                                                    > W ogóle ty sobie możesz chcieć żeby on ci powiedział , ale on tego nie zrobi bo
                                                    > nie chce.
                                                    > Bo on się obrazi przestanie pisać i ma z tobą spokój ,ale wie ze jak się odezwi
                                                    > e dostanie co chce. A na codzień nie jesteś mu potrzebna bo ma żonę.
                                                    > Trzyma cię na dystans nic nie obiecuje bo potem możesz czegoś od niego np. zwią
                                                    > zku deklaracji.

                                                    co w tym wszystkim najbardziej... ironiczne? ja nigdy takich deklaracji nie oczekiwałam, bo wiedziałam, że gdyby nawet zadeklarował coś takiego, nie byłaby to prawda. Przeliczyłam się w swoich marzeniach, ale chciałam, żebyśmy byli przyjaciółmi, żeby słuchać jego sekretów o których nikomu nie opowiada, a gdyby czasem nas poniosło, wylądować w łóżku i się poprzytulać. A to, czego najbardziej chciałam, to po prostu liczyć na niego, nawet gdybym potrzebowała tylko ponarzekać na coś czy poprosić żeby mnie przytulił jak mnie dopadnie gorszy dzień.

                                                    > A tak ma ochotę popisze ma rozrywkę a jak nie to nie.
                                                    > Oczywiście ty możesz podjąć decyzje bawimy się i jest jak jest albo zrywamy ko
                                                    > ntakt i tego się trzymasz ,tylko taka decyzje możesz podjąć sama dla siebie.

                                                    decyzję to ja sobie mogę podjąć. Tyle że teraz to jest jak w kreskówce, gdzie bohater mówi do kolegi, który się obraził na niego i z nim nie rozmawia 'nie gadam z tobą!', po to, żeby spowodować reakcję. W przypadku tej decyzji, obie osoby muszą wyrazić zgodę, żeby doszła ona do skutku.


                                                    > Skąd wiesz czy nie zarywa innych?ze między tobą i tygodniami ciszy nie miał n
                                                    > ie próbował złowić innej rybki?
                                                    > i co ty myślisz ze on nagle wobec ciebie jest uczciwy? Już po tym powinnaś wi
                                                    > edzieć, ze facet między słowem a czynem nie jest spójny. Robi jedno mówi drogi
                                                    > e.

                                                    gwarancji nie mam, że nie zarywa innych. Wręcz czuję się winna, że ja w nim coś odblokowałam i po seksie ze mną uznał, że zazna życia póki ma jeszcze na to czas. Bo, choć może to sobie wyobraziłam, gdy rzucił się mnie przytulać, widać było, że po prostu tego potrzebował. Powiedziałam mu, żeby nie czuł się winny bo raz na jakiś czas zadba o siebie i zrobi coś egoistycznego i że gdy potrzebuje bliskości, powinien bez strachu po nią sięgać. Być może zrozumiał to na swój sposób i teraz faktycznie zaczął 'dbać o siebie'. Jedyny okres ciszy, kiedy mogę podejrzewać, że kogoś wyrwał, to ten ostatni. Wcześniej był albo w Polsce albo jego żona tutaj była. Teraz zgrywał kozaka, bo mu powiedziałam, że wytrzymam do dnia kobiet i spytałam, czy on wytrzyma. Co prawda, 2 tygodnie po ostatnim spotkaniu wysłał mi list o 22.30 (zeskanowany o 15, więc dziwne, że czekał tyle godzin), ale spałam i odpisałam po północy, bo się na chwilę obudziłam. Potem była cisza, dopóki nie postanowił pozgrywać bohatera z operacją.

                                                    wiadomo, chciałabym być twardsza, w tamtym roku jak mnie wkurzył, to nawet mu tego nie pokazywałam, bo uznałam, że jeśli robił to celowo i zobaczy, że mnie to nie ruszyło, to nie będzie znów próbował mnie wkurzać. Nie powiem mu wprost, że ma się zadeklarować, chciałabym pokazać mu w jakiś sposób, że mam po prostu tego dość, wóz albo przewóz, a nie najpierw rozmowy po nocy a kilka dni później kłótnia, bo akurat się stresował wirusem.

                                                    może to megalomania, ale zastanawiałam się, czy nie był bliski zakochania się we mnie albo przynajmniej mocnego zaangażowania się, a wie, że nic mu to nie da bo nie zostawi rodziny i po prostu woli mi dokopywać w nadziei, że ja nie wytrzymam i się odczepię, bo on sam nie ma tyle woli. Pisał mi kiedyśtam, że się w kimś zakochał i od pięciu lat wie, że nic z tego nie będzie. Mogę się oczywiście mylić, ale mam wrażenie, że to przez fakt posiadania rodziny, bo czuje się wobec nich zobowiazany, może nawet dlatego się stamtąd przeprowadził. Po przedostatnim spotkaniu wysłał mi to www.facebook.com/annamariawesolowskaa/posts/2877336185627554 a ja się bardziej wtedy martwiłam o niego niż o siebie, bo nie chciałam, żeby się we mnie zakochał i cierpiał, zwłaszcza, że po raz kolejny człowiek by się przekonał, że nawet miłość to za mało.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 17.04.20, 19:19
                                                    Kolejnego dnia wieczorem napisał, że płacze, bo czuje że mnie zranił, że zranił rodzinę, czuje się jak egoista itd. Dla mnie facet, który potrafi się przyznać do tego że zdarza mu się płakać, jest bardziej męski niż taki, który dusi w sobie emocje a potem wybucha i rozwala szklanki czy szuka zaczepki na ulicy.
                                                    >
                                                    Nikt nie mówi o rozwalaniu szklanek ale nie wiem może jestem cyniczna ,ale facet który wypisuje do kochanki ze płacze bo okłamuje ciebie siebie żonę jest niezłym manipulatorem.

                                                    co w tym wszystkim najbardziej... ironiczne? ja nigdy takich deklaracji nie oczekiwałam, bo wiedziałam, że gdyby nawet zadeklarował coś takiego, nie byłaby to prawda. Przeliczyłam się w swoich marzeniach, ale chciałam, żebyśmy byli przyjaciółmi, żeby słuchać jego sekretów o których nikomu nie opowiada, a gdyby czasem nas poniosło, wylądować w łóżku i się poprzytulać.

                                                    Ale on tego nie wie i oczywiście na początku znajomosci, nie oczekuje się raczej deklaracji ślubu.
                                                    Ale sama piszesz o marzeniach i nim i zwierzeniach o przyjacielskich kontaktach ,to zbliża i potem najczęściej wież zaczyna się zacienić i oczekiwania zmieniać. Potem byłby jesteś mi taki bliski bądźmy razem.
                                                    Nie wierze ze by do tego nie doszło skoro się w nim zadłużyłaś.


                                                    decyzję to ja sobie mogę podjąć. Tyle że teraz to jest jak w kreskówce, gdzie bohater mówi do kolegi, który się obraził na niego i z nim nie rozmawia 'nie gadam z tobą!', po to, żeby spowodować reakcję. W przypadku tej decyzji, obie osoby muszą wyrazić zgodę, żeby doszła ona do skutku.

                                                    Decyzje możesz podjąć ty za siebie i się jej trzymać. Możesz nie odpisywać na smsy nie odbierać. To zależy tylko od ciebie. On potrafił ci nie dopisywać.
                                                    Skrupułów nie miał.


                                                    Wiesz tak jak myślałam facet jest mega niedojrzały stad jego fochy płacze kręcenie.
                                                    Ja o nim zdani nie zminie a ty jesteś zakochana i za miękka do niego on to wie i wykorzystuje.
                                                    Szkoda mi ciebie bo połączę cię jeszcze trochę i znudzi mu się a ty zostaniesz z emocjami.
                                                    Takie to są reakcje poczytaj dobrze forum tych kobiet które były kochankami, ale i relacje facetów co oni sadza o kochankach i raczej twój C nie różni się od nich zbytnio.
                                                    Był tu post faceta który był bardzo zakochany. Daje dużo do myślenia.
                                                    Jednak tak jesteśmy stworzeni, ze nie uczymy się na cudzych błędach a sami musimy zdobić doświadczenie. Wiec czeka cię jeszcze trochę szarpaniny. Tym bardziej z odrzucasz i zmienisz i tłumaczysz każdy wpis.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 18.04.20, 10:08

                                                    > Nikt nie mówi o rozwalaniu szklanek ale nie wiem może jestem cyniczna ,ale fac
                                                    > et który wypisuje do kochanki ze płacze bo okłamuje ciebie siebie żonę jest nie
                                                    > złym manipulatorem.

                                                    tak jak mówiłam, euforii starczyło mu na krótko. Kilka godzin po pisał, że mną pachnie, że nie do końca wie co zrobił, ale chce więcej, a jak mu powiedziałam, że wiedziałam, ze nie będzie pamiętał, to powiedział, że pamięta i o dziwo dobrze się z tym czuje. Co kilka godzin pytał, co u mnie, bo powiedziałam mu kiedyś, że gdyby kiedykolwiek do czegoś między nami doszło, zeżarłyby mnie wyrzuty sumienia. Albo chciał podtrzymać podjaranie, nie wiem, ale wcześniej nigdy z taką częstotliwością nie pytał o moje samopoczucie, tylko raz, jak dowiedział się o śmierci mojego kolegi. Pewnie jestem naiwna, ale raczej była to kwestia tego, że wiedział, że może się tym ze mną podzielić a ja nie będę go oceniać, no i byłam jedyną osobą, która wiedziała co zrobił, więc nie miał komu o tym powiedzieć. Być może przez to, że nie miał w sumie nigdy męskiego wzorca, nie nauczył się panować nad emocjami, nie wiem.

                                                    > Ale on tego nie wie i oczywiście na początku znajomosci, nie oczekuje się racz
                                                    > ej deklaracji ślubu.
                                                    > Ale sama piszesz o marzeniach i nim i zwierzeniach o przyjacielskich kontaktach
                                                    > ,to zbliża i potem najczęściej wież zaczyna się zacienić i oczekiwania zmienia
                                                    > ć. Potem byłby jesteś mi taki bliski bądźmy razem.
                                                    > Nie wierze ze by do tego nie doszło skoro się w nim zadłużyłaś.

                                                    wie, bo on mówił nie raz, że wie, że ja chcę czegoś więcej, a on mi nie może tego dać. I może to brzmieć jak kłamstwo, ale sama wiedziałam, że to czego chcę a czego mogę chcieć to dwie różne sprawy. Nie powiem szczerze, że nie liczyłam, że np jego żona znajdzie sobie kogoś i się z nim rozwiedzie (w końcu kobiety są bardziej do tego skłonne) albo jemu skończy się cierpliwość. Pisał mi kiedyś (i to o dziwo na trzeźwo), że za każdym razem kiedy jechał do Polski, zaczynał z żoną temat co z nimi dalej będzie, wtedy ona zaczynała awanturę, że chce ją i dzieci zostawić z problemami i założyć sobie inną rodzinę. Ja bym nie chciała być powodem jego rozwodu, czytałam tu wątek kochanki, która stała się żoną i ubolewała, że facet ma inną kochankę, sama jej pisałaś, żeby faceta puściła wolno, skoro kocha inną (o ile dobrze to pamiętam). Nie chciałabym tak skończyć, liczyłam raczej, że rozwód będzie niezależny ode mnie. Także nie można powiedzieć, że on nie wiedział, że go 'lubię', bo mu to mówiłam i wiedział też, że nie oczekuję więcej niż mam. Przed seksem zresztą też nie oczekiwałam, że do seksu dojdzie. To on uparcie powtarzał, że ja chcę czegoś więcej, może z doświadczenia z poprzednich romansów, może chciał mi to 'wmówić', żebym faktycznie zaczęła chcieć czegoś więcej. A może tymi wszystkimi zwierzeniami sam dążył do tego, żebym coś poczuła, bo trudno nie lubić faceta, który umie pisać o trudnych przeżyciach, który się zwierza itd.

                                                    > Decyzje możesz podjąć ty za siebie i się jej trzymać. Możesz nie odpisywać na s
                                                    > msy nie odbierać. To zależy tylko od ciebie. On potrafił ci nie dopisywać.
                                                    > Skrupułów nie miał.
                                                    >
                                                    >
                                                    > Wiesz tak jak myślałam facet jest mega niedojrzały stad jego fochy płacze kręce
                                                    > nie.
                                                    > Ja o nim zdani nie zminie a ty jesteś zakochana i za miękka do niego on to wie
                                                    > i wykorzystuje.
                                                    > Szkoda mi ciebie bo połączę cię jeszcze trochę i znudzi mu się a ty zostaniesz
                                                    > z emocjami.
                                                    > Był tu post faceta który był bardzo zakochany. Daje dużo do myślenia.
                                                    > Jednak tak jesteśmy stworzeni, ze nie uczymy się na cudzych błędach a sami musi
                                                    > my zdobić doświadczenie. Wiec czeka cię jeszcze trochę szarpaniny. Tym bardzi
                                                    > ej z odrzucasz i zmienisz i tłumaczysz każdy wpis.
                                                    >

                                                    nie odrzucam, wszystko czytam, staram się, żeby do mnie dotarło, ale z drugiej strony czasem ciężko. Próbuję zrozumieć, racjonalizować, wybielać siebie i jego, prawie każdy tak postępuje, nie tylko kochanki. Do tego postu nie dotarłam, mogłam go przegapić, bo wchodziłam tylko na wątki, które tytułem mogły pasować do mojej sytuacji, jakbyś mogła mi dać jakąś wskazówkę, byłabym wdzięczna.

                                                    Wiem, że jest niedojrzały, nie panuje nad emocjami, tchórzy gdy temat jest dla niego za trudny. Co do znudzenia się, dziwi mnie, że po pierwszym razie nie odpuścił, w końcu dostał to czego chciał, mógł przestać zabiegać i walczyć, pozwolić mi uważać go za skończonego dupka. Tak samo po przedostatnim, tak się martwił moimi plecami że sugerował konsultację w Polsce, tylko dlatego, że dzień wcześniej wspomniałam, że mnie bolą. Wirtualny kolega mówił, że się interesował, żeby zrobić sobie grunt pod kolejne razy, no ale niedługo po tym przyjechała jego żona, więc to trochę bez sensu. Na pewno łatwiej mu obwiniać mnie niż przyjąć choć część winy na siebie, dlatego tak się wkurzył przy ostatniej rozmowie.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 17.04.20, 19:30
                                                    Po przedostatnim spotkaniu wysłał mi to www.facebook.com/annamariawesolowskaa/posts/2877336185627554 a ja się bardziej wtedy martwiłam o niego niż o siebie, bo nie chciałam, żeby się we mnie zakochał i cierpiał, zwłaszcza, że po raz kolejny człowiek by się przekonał, że nawet miłość to za mało.

                                                    Boże ty w to wierzysz? Niezły manipulant z niego ojp. Serioo....
                                                    Boże biedny misio taki złapany kocha dwie kobiety na raz ,nie wie kogo wybrać taki rozdarty.
                                                    Wiesz mnie ten tekst kompletnie nie rusza jest głupi stereotypowy.
                                                    Bajkowy i wymyślony. Krąży po necie od lat. A naiwni łykają.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 18.04.20, 10:18
                                                    > Boże ty w to wierzysz? Niezły manipulant z niego ojp. Serioo....
                                                    > Boże biedny misio taki złapany kocha dwie kobiety na raz ,nie wie kogo wybrać t
                                                    > aki rozdarty.
                                                    > Wiesz mnie ten tekst kompletnie nie rusza jest głupi stereotypowy.
                                                    > Bajkowy i wymyślony. Krąży po necie od lat. A naiwni łykają.
                                                    >

                                                    tak jak mówię, od samego początku, gdy mi się spodobał, jakoś łatwiej było mi żyć ze świadomością, że tylko ja coś poczułam. Zresztą sam tak twierdził. Kiedy po raz pierwszy przyszedł, tak, trudno było opanować nadzieję, bo nagle zebrał się na odwagę i to zrobił, a potem nie uciekł jak ostatni tchórz tylko siedział i gadał ze mną dobre dwie godziny. Mnie tekst ruszył, bo jakiś tydzień albo dwa przed wysłaniem go powiedział mi, że jego żona ma chore nerki, w każdej chwili może dostać telefon, że coś jej się stało/nie żyje i nie wie, co wtedy. To, że jest dupkiem, nie oznacza, że nie ma wyrzutów sumienia, albo po prostu świetnie potrafi je udawać. Zresztą, po tym tekście przyjechał, zrobił młodemu rower, przytulił mnie i pocałował, dla mnie to dużo znaczyło, nie wiem jak dla niego (pewnie nic, z tego co piszesz). Martwiłam się o niego, bo zostałby z dziećmi, których prawie nie zna, one nie znają jego i o to, że czułby się jak facet w opowieści, że wolał poświęcać czas mi, a tu jego żonie coś się stało. Dlatego podejrzewam, że to cisnienie związane z koronawirusem tak go wkurwiło przy ostatniej rozmowie, mimo że w Polsce jest w miarę opanowany, ale jego żona może przez swoje problemy z nerkami być w grupie ryzyka, nie wiem.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 17:37
                                                    Martwiłam się o niego, bo zostałby z dziećmi, których prawie nie zna, one nie znają jego i o to, że czułby się jak facet w opowieści, że wolał poświęcać czas mi, a tu jego żonie coś się stało. Dlatego podejrzewam, że to cisnienie związane z koronawirusem tak go wkurwiło przy ostatniej rozmowie, mimo że w Polsce jest w miarę opanowany, ale jego żona może przez swoje problemy z nerkami być w grupie ryzyka, nie wiem.


                                                    Serio martwiłaś się ze on nie zna swoich dzieci?
                                                    Ku...wa to czyja to wina?
                                                    Serio i ty się zastanawiasz jak on mógł tak potraktować twoje dziecko i ciebie? Jak on swoje własne dzieci ledwo zna?

                                                    Facet jest dupkiem i egoistą.
                                                    Tyle.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 24.04.20, 09:21
                                                    > Serio martwiłaś się ze on nie zna swoich dzieci?
                                                    > Ku...wa to czyja to wina?
                                                    > Serio i ty się zastanawiasz jak on mógł tak potraktować twoje dziecko i ciebie?
                                                    > Jak on swoje własne dzieci ledwo zna?
                                                    >
                                                    > Facet jest dupkiem i egoistą.
                                                    > Tyle.

                                                    tak, martwiłam się. Nie wiem, na ile jest to jego winą, a na ile winą żony czy reszty rodziny, ale mają wyku****te długi w Polsce (moja koleżanka- wdowa strasznie była ciekawa jak wygląda jego żona i próbowała ją znaleźć na google, jedyne co wyskakiwało to informacje o upadłości, syndyku, rejestry sądowe i tak dalej), biznes nie wypalił i teraz trzeba to spłacać. Z polskimi zarobkami byłoby nieco ciężko. Nie usprawiedliwiam go, bo to jego wina, że nie zna swoich dzieci, może dlatego tak zainteresował się moim, bo widział, że mam z młodym świetny kontakt i mi tego zazdrościł i też chciał tego zaznać, a wiadomo, łatwiej przekonać do siebie siedmiolatka niż siedemnasto- i czternastolatka. Mimo że słaby kontakt z dziećmi był jego winą (z tego co mówił, żona wyraża się o nim przy dzieciach niezbyt pochlebnie, ale wiadomo, wiem to od niego), to martwiłam się, co by się stało.

                                                    Jego starszy syn niedawno skończył osiemnaście lat, taki wiek, że sodówa uderza do głowy, sama wiem, jaka ja byłam, czułam się dorosła i wkurzałam się, że rodzice próbowali mną rządzić. W styczniu C pytał mnie, czy syn miałby szansę na kontynuację edukacji, gdyby tu teraz przyjechał. Miałam wrażenie, że próbuje ostatnimi podrygami wykazać jakieś ojcowskie odruchy i zabrać go tu do siebie, żeby się trochę uspokoił, ale i tak cholernie zabolało, że akurat mnie musi o to pytać.
                                                • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 01:42
                                                  relacje były chłodne i był tylko klientem i kumplem, raczej chodziło mi o to, że nie powinien był wchodzić w głębsze relacje. I tak, wiem, że to facet, ale usprawiedliwianie wszystkiego płcią jest bardzo kiepskie i nieuczciwe. Bo my kobiety mamy rozumieć facetów, a oni nas nie muszą, bo to tylko baba. Plus, przez pięc miesięcy jakoś szanował moje uczucia i nie igrał z nimi. Nagle zmienił zdanie i uznał, ze jednak może się nimi zabawić.

                                                  Nic takiego nie napisała. (Ty tez nie powinnaś skoro wiedziałaś ze ma żonę, a już napewno po tym jak ci powiedział ze już 2-3 razy ja zdradził powinnaś uciąć każde gadanie poza praca. Aby chronić siebie i swoje serce.)

                                                  A raczej nie było to moja intencja.
                                                  Bardziej chodziło o to abyś zdawała sobie sprawy jacy są faceci po to aby chronić siebie.
                                                  To tak jak zamykanie drzwi na klucz, niby nie musisz i uczciwi ludzie nie powinni cię okraść ,ok racja. Ale to ty będziesz poszkodowana jak cię okradną nie ma znaczenia ze oni zrobili coś nielegalnego coś złego. To ty poniesiesz konsekwencje pomimo ze winni są oni. Tu jest podobnie ,pomimo ze wina leży po środku, pomimo ze w sumie to facet zachował się po świńsku bo ma żonę on powinien być uczciwy on przysięgał.
                                                  Ale prawda jest taka ze to ty ponosisz konsekwencje i leczysz rany. Nic ci nie da to ze on jest winny. Boleć będzie tak samo.’
                                                  Należy teraz wyciągnąć wnioski i nie pchać się w pokręcone relacje.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 09:08

                                                    > A raczej nie było to moja intencja.
                                                    > Bardziej chodziło o to abyś zdawała sobie sprawy jacy są faceci po to aby chr
                                                    > onić siebie.
                                                    > To tak jak zamykanie drzwi na klucz, niby nie musisz i uczciwi ludzie nie powi
                                                    > nni cię okraść ,ok racja. Ale to ty będziesz poszkodowana jak cię okradną nie m
                                                    > a znaczenia ze oni zrobili coś nielegalnego coś złego. To ty poniesiesz konsekw
                                                    > encje pomimo ze winni są oni. Tu jest podobnie ,pomimo ze wina leży po środku,
                                                    > pomimo ze w sumie to facet zachował się po świńsku bo ma żonę on powinien być
                                                    > uczciwy on przysięgał.
                                                    > Ale prawda jest taka ze to ty ponosisz konsekwencje i leczysz rany. Nic ci nie
                                                    > da to ze on jest winny. Boleć będzie tak samo.’
                                                    > Należy teraz wyciągnąć wnioski i nie pchać się w pokręcone relacje.
                                                    >
                                                    >
                                                    to był mój pierwszy raz, i z żonatym i z tak skomplikowanym facetem. Skoro sam powiedział, że nie był zainteresowany, to stwierdziłam, że widać chociaż na mojej przyjaźni i zrozumieniu mu zależało i wolałam myśleć, że rozmawia ze mną właśnie po to, a nie po to, żeby zaciągnąć mnie do łóżka, więc ciągnęłam tę przyjaźń i naiwnie wierzyłam, że jemu też tylko na tym zależy. No i nie sądziłam, że byłby tak głupi, żeby pakować się w romans ze mną, wiedząc, jaką jestem paplą i że znam jego kolegów i sprawa może się wydać.

                                                    z tym komentarzem o wymogu rozumienia facetów trochę popłynęłam. Mój kolega (wirtualny) najpierw mnie podpuszczał, żebym się odzywała, nakręcała C. i tak dalej, ja mu mówiłam, że nie ma sensu, bo będzie jeszcze gorzej, a w którymś momencie wyskoczył, że to wszystko moja wina, bo ja dawałam ze sobą rozmawiać, ja go uwodziłam i kusiłam, a biedny facet nie miał innej możliwości jak tylko skorzystać, więc wina jest całkowicie moja. Zresztą, na innym forum pouczono mnie, że szczere rozmowy prowadzą do łóżka i powinnam była być tego świadoma. Cóż, nie byłam, z kolegą też rozmawialiśmy o wszystkim i nie wylądowaliśmy w łóżku. Co prawda raz sugerował swojemu współlokatorowi (koledze C.), że pierze pościel po bardzo upojnej nocy, ale nie wiem, czy to się liczy jako pójście z nim do łóżka, skoro mnie przy tym nie było wink
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 19:06
                                                    Wiesz z tymi rozmowami to tak jest, kiedyś mi facet powiedział ze do zwierzeń to on ma przyjaciela.
                                                    Bardzo rzadko przyjaźnie damsko-męskie nie zahaczają o tematy łóżkowe. No chyba ze to są przyjaźnie jeszcze za dzieciaka. Lub u ludzi którzy są w stałych szczękowych związkach i są stabilni. Tacy jak C raczej są z innej glony.
                                                    „Przyjaźń damsko męska istnieje, ale tylko erotyczna.” Znasz ten tekst coś w tym jest.

                                                    Naucz się przestać rozmawiać o wszystkim z innymi.
                                                    A już napewno nie ze wspólnym kumplem kochanka który chciał cię zaciągnąć do łóżka.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 17.04.20, 09:06
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Wiesz z tymi rozmowami to tak jest, kiedyś mi facet powiedział ze do zwierzeń
                                                    > to on ma przyjaciela.
                                                    > Bardzo rzadko przyjaźnie damsko-męskie nie zahaczają o tematy łóżkowe.

                                                    nasze rozmowy, nie licząc zboczonych sucharów (wysyłanych przez niego gdy był w trasie) nie schodziły na tematy łóżkowe. Dlatego to, że przyszedł i mnie pocałował, było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, bo nie próbował mnie podrywać, nakręcać, nie badał terenu, czy gdyby coś go naszło, to będę chętna.

                                                    > Naucz się przestać rozmawiać o wszystkim z innymi.
                                                    > A już napewno nie ze wspólnym kumplem kochanka który chciał cię zaciągnąć do łó
                                                    > żka.
                                                    >
                                                    kolega nie próbował mnie zaciągnąć do łóżka. Co najciekawsze, przez długi czas był całkiem niezłym wsparciem. Sam namawiał, żebym zaprosiła C. na urodziny, a potem przepraszał, że C nie przyszedł, po grillu, na który zaproszenie zostało odwołane, przyjechał do mnie po 22 na motorze, żebym mogła się odstresować (a C. jeszcze wtedy napisał, że jeszcze raz przeprasza, on się napracował a współlokatorzy woleli chlać niż jeść, jakbym miała mu jeszcze współczuć po tym wszystkim), spędzaliśmy ze sobą naprawdę dużo czasu i mimo zboczonych żartów, nie było między nami żadnej chemii. Co prawda, okazało się, że na pytanie kolegi C. co jest między mną a kolegą zrobił minę sugerującą, że coś być może jest, za co dostał ode mnie ochrzan, bo nie chciałam wyjść na latawicę. A o tym, że z takim namaszczeniem prał pościel i sugerował, że coś było, dowiedziałam się już po tym, jak przestaliśmy się kumplować (okazał się ch*jem do sześcianu). Z tym kolegą też mogłam rozmawiać o wielu sprawach, tak jak i on ze mną, nie spodziewałam się 'zdrady' i to z moją 'koleżanką'.

                                                    Niestety, ale mam tak, że mogę w sobie dusić przez jakiś czas, ale zaczyna mnie to męczyć, mam zły humor i nerwy, kiedy pogadam z kimś, mogę to chociaż spróbować przeanalizować na spokojnie i co najwazniejsze, uslyszeć opinię innej osoby, bo wiadomo, że mój osąd może nie być racjonalny. Gdyby 'źródło' samo mówiło wprost o co mu chodzi, byłoby o wiele łatwiej, bo nie trzeba by było rozkminiać 'co autor miał na myśli'
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 17.04.20, 10:43
                                                    ja mam to samo pytanie w głowie jak czytam twoje posty: o co jej chodzi? co ona ma na myśli?

                                                    ciągle pytasz co masz zrobić, ciągle piszemy żebyś go olała a ty CIĄGLE że nie wiesz co zrobić, że on się nie określił i ty poczekasz na jego ruch. to ja pobawię się we wróżkę - za jakiś czas on pod jakimś gównianym pretekstem napisze do ciebie (prośba/śmieszne zdjęcie/życzenia) ty pomyślisz: nic takiego, niewinne, nie pokaże że jestem zła, bo weźmie mnie za sfochowaną księżniczkę. odpowiesz. on pomyśli: spoko nie gniewa się i ... zamilknie na kolejny miesiąc. ty zaczniesz się zastanawiać co zrobiłaś źle, napiszesz rozpaczliwca na forum: co mam zrobić, nie
                                                    rozumiem jak on może tak się mną bawić???!!! ano kurwa może, bo mu na to pozwalasz!! schemat będzie się powtarzał aż któreś uzna że go już nie bawi. stawiam milion że on, bo ty go idealizujesz, tłumaczysz i stawiam drugi milion że jesteś zakochana.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 17.04.20, 19:26
                                                    odkochana napisał(a):

                                                    > ja mam to samo pytanie w głowie jak czytam twoje posty: o co jej chodzi? co ona
                                                    > ma na myśli?
                                                    >
                                                    > ciągle pytasz co masz zrobić, ciągle piszemy żebyś go olała a ty CIĄGLE że nie
                                                    > wiesz co zrobić, że on się nie określił i ty poczekasz na jego ruch. to ja poba
                                                    > wię się we wróżkę - za jakiś czas on pod jakimś gównianym pretekstem napisze do
                                                    > ciebie (prośba/śmieszne zdjęcie/życzenia) ty pomyślisz: nic takiego, niewinne,
                                                    > nie pokaże że jestem zła, bo weźmie mnie za sfochowaną księżniczkę. odpowiesz.
                                                    > on pomyśli: spoko nie gniewa się i ... zamilknie na kolejny miesiąc. ty zaczni
                                                    > esz się zastanawiać co zrobiłaś źle, napiszesz rozpaczliwca na forum: co mam zr
                                                    > obić, nie
                                                    > rozumiem jak on może tak się mną bawić???!!! ano kurwa może, bo mu na to pozwal
                                                    > asz!! schemat będzie się powtarzał aż któreś uzna że go już nie bawi. stawiam m
                                                    > ilion że on, bo ty go idealizujesz, tłumaczysz i stawiam drugi milion że jesteś
                                                    > zakochana.

                                                    Dokładnie tak będzie.
                                                    Napisze na 100% no chyba z już ma kogoś innego na oku.
                                                    Ona odpowie bo jest ponad to ponad kłótnie i chce z nim po ludzku pogadać.
                                                    Potem z jej napisze jak będzie mu się nudziło.
                                                    Potem się z nią spotka. Tak można się bawić, wiele lat. Dopóki właśnie on się nią nie znudzi, albo ona nie znajdzie sobie faceta na stałe.

                                                    On dopóki dostarcza mu rozrywki się nie określi będzie robił tak jak jemu psuje.
                                                    Pytanie tylko jak długo ona może się na to godzić.
                                                    Są kobiety które godzą się być kochankami przez lata ,a potem się okazuje ze nie maja czasu na zakładanie rodziny ,na miłość bo były w wiecznej poczekalni dla misia.
                                                    Ty jest dobrze bo dziewczyna ma dziecko.

                                                    Naprawdę dziewczyna ma małe poczucie własnej wartości i on to wykorzystuje.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 18.04.20, 10:27
                                                    bo naprawdę nie wiem, co zrobić. Z jednej strony jestem tak wściekła za to jak mnie potraktował jako człowieka, że cudem powstrzymuję się przed napisaniem do jego żony, żeby na własnej skórze poczuł jak to jest. Z drugiej, nie lubię się kłócić (z nikim, on nie jest wyjątkiem). Nie rzucę mu się do stóp bo wysłał mi suchara, na suchary już od dawna nie odpisywałam, wychodziłam z założenia, że jak chce pogadać, to niech wybierze temat, a nie wyśle żarcik o kierowcach ciężarówek a ja mam zaczynać rozmowę, którą on może przerwać, bo tak. Jeśli napisze z prośbą, żebym mu coś załatwiła, to mu to załatwię, tak jak zawsze, praca to praca, zresztą to jedna z rzeczy które mnie najbardziej wkurzyły w tej sytuacji, że nawet tyle dojrzałości w sobie nie miał, żeby moja praca nie ucierpiała na tym. Jeżeli mnie przeprosi za wybuch, to i tak w to nie uwierzę. Wiem, że może głupio od dzieciaka wymagać, zeby zachował się jak dorosły, ale po prostu na dziecinne zaczepki nie będę reagować i tyle.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 18.04.20, 15:49
                                                    weronz napisał(a):

                                                    > bo naprawdę nie wiem, co zrobić. Z jednej strony jestem tak wściekła za to jak
                                                    > mnie potraktował jako człowieka, że cudem powstrzymuję się przed napisaniem do
                                                    > jego żony, żeby na własnej skórze poczuł jak to jest. Z drugiej, nie lubię się
                                                    > kłócić (z nikim, on nie jest wyjątkiem). Nie rzucę mu się do stóp bo wysłał mi
                                                    > suchara, na suchary już od dawna nie odpisywałam, wychodziłam z założenia, że j
                                                    > ak chce pogadać, to niech wybierze temat, a nie wyśle żarcik o kierowcach cięża
                                                    > rówek a ja mam zaczynać rozmowę, którą on może przerwać, bo tak. Jeśli napisze
                                                    > z prośbą, żebym mu coś załatwiła, to mu to załatwię, tak jak zawsze, praca to p
                                                    > raca, zresztą to jedna z rzeczy które mnie najbardziej wkurzyły w tej sytuacji,
                                                    > że nawet tyle dojrzałości w sobie nie miał, żeby moja praca nie ucierpiała na
                                                    > tym. Jeżeli mnie przeprosi za wybuch, to i tak w to nie uwierzę. Wiem, że może
                                                    > głupio od dzieciaka wymagać, zeby zachował się jak dorosły, ale po prostu na dz
                                                    > iecinne zaczepki nie będę reagować i tyle.


                                                    Bardzo dobrze ze jesteś wściekła. Może to w końcu otworzy ci oczy.
                                                    Jeśli wyślesz cokolwiek jego żonie to staniesz się wrogiem, ( może nawet na tym ci zależy bo wtedy on da ci spokój nie będziesz musiała decydować) a poza tym dlaczego odpowiedzialność za wasz romans chcesz zrzucić na nią?
                                                    Sami się bawiliście to sami się teraz gryźcie z tematem ,po co teraz ja w to wciągać. Do łóżka jej nie zapraszałaś ,a teraz nagle ona wam potrzebna? Zostaw kobietę w spokoju sama się z nim uporaj.


                                                    Ja rozumiem ze nie lubisz się kłócić i doskonale wiem co czujesz ,bo mnie tez ktoś musi niezłe zranić/wkurzyć żeby zerwać kontakt.
                                                    Wiec rozumiem ze chcesz po ludzku się dogadać wiedzieć na czym stoisz uspokoić serce i dojść do ładu.
                                                    Niestety pan C jak piszesz jest mentalnym dzieckiem ,sięga po coś na co ma ochotę, wtedy kiedy chce a jak nie ,zabiera zabawki i jeszcze potem obwinia wszystkich , a jesteś winna jego zdrady.

                                                    Załatwiaj mu sprawy ,na inne sprawy nie opisuj.
                                                    Jak już będziesz gotowa to mu napisz żeby się kontaktował z tobą tylko w sprawach zawodowych. I ze masz nadaje ze zachowa się dorosłe.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 19.04.20, 09:04
                                                    > Bardzo dobrze ze jesteś wściekła. Może to w końcu otworzy ci oczy.
                                                    > Jeśli wyślesz cokolwiek jego żonie to staniesz się wrogiem, ( może nawet na t
                                                    > ym ci zależy bo wtedy on da ci spokój nie będziesz musiała decydować) a poza ty
                                                    > m dlaczego odpowiedzialność za wasz romans chcesz zrzucić na nią?
                                                    > Sami się bawiliście to sami się teraz gryźcie z tematem ,po co teraz ja w to w
                                                    > ciągać. Do łóżka jej nie zapraszałaś ,a teraz nagle ona wam potrzebna? Zostaw k
                                                    > obietę w spokoju sama się z nim uporaj.
                                                    >

                                                    > Załatwiaj mu sprawy ,na inne sprawy nie opisuj.
                                                    > Jak już będziesz gotowa to mu napisz żeby się kontaktował z tobą tylko w sprawa
                                                    > ch zawodowych. I ze masz nadaje ze zachowa się dorosłe.
                                                    >
                                                    >

                                                    póki co nie kieruje mną chęć zrobienia sobie z niego wroga, a po prostu sprawienie mu takiego bólu jaki on sprawił mi. Za to że mieszał w głowie nie tylko mi, ale i mojemu dziecku, które nie widząc go pół roku, nadal o nim pamiętało i go wspominało, bo pan C. kwestionował słowa matki i przywoził słodycze. Za to, że przez niego zostałam ze wszystkim sama. Wiem, że jego żona nie jest nic winna, dlatego sama siebie nienawidzę za rozważanie tego w ogóle. Poza tym, nie lubię nikogo krzywdzić. Bywam wredna, potrafię się odszczeknąć, ale żeby celowo kogoś ranić nie umiem. Samo to, że jemu mam ochotę nakopać jest dla mnie dziwne.

                                                    tak jak mówiłam, nie wiem, czy się jeszcze odezwie, zwłaszcza, że życzeń na święta nie wysłał. Może się bać, że gdy zbyt długo będzie cicho, ja nie będę miała już nic do stracenia i wszyscy dowiedzą się, ze ten uśmiechnięty, zawsze chętny do pomocy gość, jest naprawdę kim innym. A mi jest się ciężko przyzwyczaić do tego, że ktoś, kto sam tyle czasu zabiegał o kontakt i zawsze wracał, tak po prostu to uciął i zdaje się mieć to kompletnie gdzieś. Najgorsze, że nie jestem z kamienia, od dawna nie gadałam z nikim o poważniejszych sprawach, i nie wiem, czy nie pęknę, gdyby napisał któregoś dnia wieczorem ze zwykłym 'co u ciebie'. W swojej głowie jestem kozak, układam wiadomości, po których pójdzie mu w pięty i będzie się zastanawiał, czemu grzecznie nie odpisałam, ale nie wiem, jak będzie, gdy do tego dojdzie.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 19.04.20, 16:48
                                                    póki co nie kieruje mną chęć zrobienia sobie z niego wroga, a po prostu sprawienie mu takiego bólu jaki on sprawił mi. Za to że mieszał w głowie nie tylko mi, ale i mojemu dziecku, które nie widząc go pół roku, nadal o nim pamiętało i go wspominało, bo pan C. kwestionował słowa matki i przywoził słodycze. Za to, że przez niego zostałam ze wszystkim sama. Wiem, że jego żona nie jest nic winna, dlatego sama siebie nienawidzę za rozważanie tego w ogóle. Poza tym, nie lubię nikogo krzywdzić. Bywam wredna, potrafię się odszczeknąć, ale żeby celowo kogoś ranić nie umiem. Samo to, że jemu mam ochotę nakopać jest dla mnie dziwne.


                                                    Hola hola a to on kłamał, nie powiedział ze ma żonę, samym na początku?
                                                    Trzyma było nie wchodzić w romans z żonatym to by cię nie skrzywdził , pozwoliłaś mu się skrzywdzić , pozwoliłaś skrzywdzić syna ,chyba nie chciałaś ze zostawi dla ciebie żonę ? A może chciałaś i chciałaś żeby dla ciebie skrzywdził inna kobietę i inne dzieci?

                                                    Gdybys trzymała się zasad ,ze się nie pcha na trzeciego to byś nie cierpiała.I
                                                    Nie zwalała teraz winy całkiem na niego, jesteś dorosła kobietą z dzieckiem ,która powinna umieć je ochronić i nie pozwalając pakować się żonatemu w życie twoje i dziecka.


                                                    Masz nauczkę i wyciągnij wnioski.
                                                    Bo chciałaś się zabawić teraz ponosisz konsekwencje i jesteś zła , a żal możesz być na siebie tylko i wyłącznie i nie nie bronię jego.
                                                    Ale za dziecko i to co czujesz jesteś odpowiedzialna sama ,mogłaś trzymać dystans i zająć się tylko praca. Weszłaś w co weszłaś ,teraz zbierasz to co zasiałaś tak to działa niestety.


                                                    Może się bać, że gdy zbyt długo będzie cicho, ja nie będę miała już nic do stracenia i wszyscy dowiedzą się, ze ten uśmiechnięty, zawsze chętny do pomocy gość, jest naprawdę kim innym

                                                    Ale przecież on jest fajny uśmiechnięty pomocny człowiek. On na z różnymi ludźmi różne relacje, nie oczekuj ze teraz wszyscy go będą nienawidzić.

                                                    Teraz jak zaczniesz na niego gadać to potwierdza się jego słowa ze jesteś wariatka i się go czepiłaś ,a on wyjdzie na biednego nękanego.

                                                    Cóż jesteś zła wściekła zraniona naturalne emocje.
                                                    Dałaś się wciągnąć jak i sama dawałaś zielone światło do bliższej znajomosci.
                                                    Twoje wywody i idące w pięty wiadomości on ma gdzieś.

                                                    Teraz zajmij się sobą ,przestań rozpamiętywać co kto kiedy powiedział.
                                                    wpadłaś na swoje własne życzenie.
                                                    Cóż życie ,przeżyj żałobę nie pisz w smutku gniewnie czy pod wpływałem alkoholu. Za chwile zaczniesz zauważać ze nie czekasz na wiadomość.
                                                    Powiem ci tak ,przede wszystkich przestań go idealizować.
                                                    Wybielać ,ale tez obwodnic za wszystko weszłaś w coś co się skończyło, zadaj o swój komfort psychiczny z nim daj siebie spokój.

                                                    Za każdym razem gdy on ci się przypomni czy odezwie pomysł, ze gdzieś tam jest jego żona która on okłamuje ,zdradza i czy chciałabyś na partnera życiowego kogoś takiego?

                                                    Możesz sobie to napisać na ścianie i ma wyswietlaczu w telefonie.
                                                    Szukaj sobie zajęć z dzieckiem może nowe hobby, odchudzasz się ,wiec skup się teraz na tym. Ćwiczenia fizyczne podnoszą endorfiny ,a wiec hormon szczęścia poprawi ci nastrój.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 08:46
                                                    > Hola hola a to on kłamał, nie powiedział ze ma żonę, samym na początku?
                                                    > Trzyma było nie wchodzić w romans z żonatym to by cię nie skrzywdził , pozwol
                                                    > iłaś mu się skrzywdzić , pozwoliłaś skrzywdzić syna ,chyba nie chciałaś ze zo
                                                    > stawi dla ciebie żonę ? A może chciałaś i chciałaś żeby dla ciebie skrzywdził
                                                    > inna kobietę i inne dzieci?
                                                    >
                                                    > Gdybys trzymała się zasad ,ze się nie pcha na trzeciego to byś nie cierpiała.I
                                                    > Nie zwalała teraz winy całkiem na niego, jesteś dorosła kobietą z dzieckiem ,k
                                                    > tóra powinna umieć je ochronić i nie pozwalając pakować się żonatemu w życie tw
                                                    > oje i dziecka.
                                                    >

                                                    jeśli chodzi o młodego, to przywiązał się do niego na długo przed romansem. Czuję się winna, że tego nie zauważyłam, ale to spadło jak grom. Młody w ogóle o nim nie wspominał, aż tu nagle zaczął pytać czy C go lubi, czemu C się uśmiecha jak na niego patrzy, czemu C uśmiecha się jak patrzy na mnie, czemu przywozi mu słodyczek. Gdy gdzieś trzeba było jechać, pytał, czy C nie może nas zawieźć (czasem prosiłam o podwózkę, np z laptopem do naprawy). Jako że już i tak wtedy było niby 'po ptokach' (w listopadzie czy grudniu 2018), to stwierdziłam, że młody zapomni. Gdy C. w Wigilię pojechał ze mną po rower, przywiózł młodemu słodycze. Powiedziałam, żeby je zabrał, bo młody za bardzo się przywiązał. On stwierdził, że nie miał się kiedy przywiązać. Potem nie widzieliśmy się blisko trzy miesiące, a na czas każdej wizyty młody szedł do sąsiadów/koleżanki, raz było za wcześnie na wygonienie go gdziekolwiek (C przyjechał o 7.30), młody się obudził, a C. zaczął go przepraszać, że nic dla niego nie ma. Przed tamtą Wielkanocą (mimo kolejnej prośby, żeby tego nie robił) przywiózł jajko wielkanocne, które oddałam koleżance, ale nie zauważyłam, że na stole zostawił słodycze i kiedy młody zobaczył znajomy zestaw (kinder czekolada i jajko), domyślił się od kogo jest. A wtedy byliśmy z C. wyłącznie na stopie profesjonalno-koleżeńskiej, nie było mowy o żadnym romansie. Znów młody zaczął czasem pytać o niego, znów postanowiłam wziąć na przeczekanie, ale on wyskakiwał z pytaniami o C. zupełnie z zaskoczenia.

                                                    Po pierwszej nocy powiedziałam C. o tym, że młodemu brakuje męskiego wzorca (nie po to, żeby w C. wzbudzać jakieś poczucie obowiązku żeby nim był, rozmawialiśmy o wszystkim), że specjalni przestałam dopuszczać ich do kontaktu ze sobą, żeby młody zapomniał (C. powiedział, że myślał, że młodego nigdy nie ma, żebyśmy celowo my dwoje zostawali sami i dlatego przestał przyjeżdżać), a on dowalił, że mógłby być takim substytutem ojca. Powiedziałam, że wykluczone, nie zafunduję dziecku takiej traumy, że ktoś będzie i nagle zniknie.

                                                    Pod koniec września, po przedostatniej 'randce', młody zajrzał mi w telefon, zobaczył, że pisałam z C., powiedział, żebym zapytała, kiedy C. przyjedzie i podniesie mu siedzenie w rowerze (już nie pamiętam czy C. sam to zaoferował kiedyśtam, czy to była inicjatywa młodego) i twardo siedział i wpatrywał mi się w ekran póki tego C. nie napisałam. C., bohater, przyjechał, zrobił siedzenie i powiedział, że przyjedzie na wiosnę i podniesie je jeszcze bardziej i pojechał, a młody jęczał, że nie zdążył się z nim pożegnać.

                                                    Czuję się winna, że tego nie zauważyłam, naprawdę, ale on też mógł przestać przywozić te cholerne jajka kiedy go o to poprosiłam, skoro wprost mu powiedziałam, że młody go za bardzo polubił. Nie wiem, czemu akurat jego, przychodzili do mnie inni klienci, też przynosili mu słodycze, gadali z nim, czasem któryś nas gdzieś podwiózł. Mój kolega był u mnie (bądź ja u niego) minimum dwa razy w tygodniu, czasem wpadał przed pracą na obiad, lub po nocce na śniadanie, jeździliśmy razem na wycieczki, jak młody chciał jakąś gumę z automatu czy soczek, to kolega za nie płacił. Raz czy dwa nawet kolega powiedział, że pogra z nim w piłkę. Ale o niego młody nie pytał , chyba, że wyniknęło to z rozmowy, raz tylko zapytał, czemu ja i kolega się tyle śmiejemy i raz, kiedy znajomosć już sie zakończyła, zapytał, czemu kolega już nas nie odwiedza.
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 09:38
                                                    jak to czytam to mam wrażenie, że myślisz, że syn przywiązał się do niego ponieważ C kupował mu jajka... co to za bzdura? syn się przywiązał bo widział że tobie C jest bliski, dzieci niestety czują takie rzeczy i też otwierają się na te osoby. poza tym jak czytam: mógł pomyśleć, nie przywozić słodyczy, prosiłam go! znów pokazujesz ze nie masz
                                                    swojego zdania, niby coś mówisz ale jak ktoś ma w dupie twoje zdanie to, mimo że dotyczy to twojego dziecka, to nic z tym nie zrobisz. nie do pomyślenia! jesteś całkowicie bezwolna, można z tobą robic co się chce.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 11:35
                                                    odkochana napisał(a):

                                                    > jak to czytam to mam wrażenie, że myślisz, że syn przywiązał się do niego ponie
                                                    > waż C kupował mu jajka... co to za bzdura? syn się przywiązał bo widział że tob
                                                    > ie C jest bliski, dzieci niestety czują takie rzeczy i też otwierają się na te
                                                    > osoby.

                                                    w momencie, kiedy C. stał mi się bliski, kontakt umarł i przestał przyjeżdżać, więc młody nie miał okazji zobaczyć, że jest mi bliski. Kiedy kontakt wrócił, tak jak mówiłam, młodego przy wizytach C. nie było. Widzisz, mój młody nie ma ojca, a raczej ma, ale tatuś ma go gdzieś. W momencie, kiedy sytuacja miała miejsce, miał 6 czy 7 lat, zaczynał już zadawać pytania, czemu tato z nami nie mieszka i widać było, że brakuje mu faceta. A C. był co tydzień, gadał z nim, raz, gdy powiedziałam, żeby przystopował ze słodyczami, to C. zapytał młodego, czy nie znudziły mu się kinder czekolady i czy nie chciałby czegoś innego. Zabiłam C. wzrokiem, młodemu powiedziałam, żeby nie odpowiadał na to pytanie, a C. powiedział, żebym się nie wtrącała, bo to sprawa między nim a młodym i powtórzył pytanie. Młody zażyczył sobie snickersa, a C. tydzień później przywiózł mu dziesięciopak snickersów. Dla dorosłego to mogą być drobne sprawy, i niby jakim cudem dziecko przez słodycze mogło się przywiązać. Widać, że jednak mogło.

                                                    poza tym jak czytam: mógł pomyśleć, nie przywozić słodyczy, prosiłam go!
                                                    > znów pokazujesz ze nie masz
                                                    > swojego zdania, niby coś mówisz ale jak ktoś ma w dupie twoje zdanie to, mimo ż
                                                    > e dotyczy to twojego dziecka, to nic z tym nie zrobisz. nie do pomyślenia! jest
                                                    > eś całkowicie bezwolna, można z tobą robic co się chce.

                                                    nie mówię, że mógł pomyśleć, chociaż sam wie, jak jest dorastać bez ojca, mówił, że wszyscy amanci jego matki byli do niczego, więc sam nie miał męskiego wzorca i chyba jednak powinien wiedzieć, jak to boli. I tak, prosiłam go, ale miałam na wejściu przeprowadzać rewizję osobistą, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie ma słodyczy? Wyganiać go za każdym razem, gdy miał słodycze? Przy młodym urządzać sceny i potem tłumaczyć dziecku, czemu pan C. ma mu nie przywozić słodyczy? Zresztą, w momencie, gdy mu powiedziałam, żeby tego nie robił, mleko już się rozlało, a potem po prostu nie dawałam mu już okazji do wręczania młodemu słodyczy, oddawałam je dzieciakom koleżanki albo chowałam do szafki. Ale od Wigilii winą C było uparte przywożenie słodyczy i dziwienie się, że młodego nie ma. Dopóki nie wiedział, powiedzmy, że mógł nie mieć świadomości, ale od momentu kiedy mu powiedziałam, że młody za bardzo go lubi, powinien był przystopować, mimo że to nie jego dziecko i teoretycznie nie musi się martwić jego uczuciami.

                                                    Mam wrażenie, że więcej zrozumienia dostałabym, gdybym grała na uczuciach i młodego i C., żeby móc mu się żalić jak to moje biedne dziecko się do niego przywiązało i tęskni, a on by się musiał czuć zobowiązany do kontaktu z nim, żeby nie zranić małego serduszka, normalnie jak kobieta w trakcie rozwodu, która opowiada, że tatuś jest taki niedobry. Tak, zarzucam sobie, że nie zareagowałam w porę, ale młody nie wykazywał żadnych oznak, że lubi C., dopóki on przyjeżdżał, poza tym, nie było też tak, że gadał o nim cały czas, głównie pamiętał o nim 'w biedzie', widać C kojarzył mu się z kimś, na kim można polegać. Po raz pierwszy wspomniał o nim, gdy pod szkołą złapał nas deszcz (a było to już po 'kłótni' w listopadzie), a młody spytał, czy mogę zadzwonić do C. żeby nas odwiózł do domu. I potem zaczął pytać, czy C go lubi i tak dalej. Na jakichś papierach zostawionych na stole przeczytał jego imię i był rozczarowany, że nie było go w domu. O wigilijnych słodyczach nie wiedział, zresztą, po wybuchu C. nie sądziłam, że jeszcze jest co zbierać z tej znajomości. W tamtym roku młody widział go całe dwa razy, a mój kolega był u mnie dwa razy tygodniowo, ale kolegi młody nie prosił, żeby mu napompował koła w rowerze czy podniósł siedzenie, prosił mnie, żebym zapytała C., z którym wtedy nie miał kontaktu od pół roku. Kiedy w wakacje wyjazd do Polski stał pod znakiem zapytania, młody (który nie widział C. od marca) zapytał, czy pan C. nie może nas zawieźć i znów wyskoczył z pytaniem, czemu C. przywoził mu słodycze.

                                                    nie wiem, jak wygląda Twoja sytuacja życiowa, ale ja jestem tutaj sama z dzieckiem, cała moja rodzina jest w Polsce i po prostu bez pomocy innych fizycznie nie da się przetrwać, choćby w kwestii pracy. Już nawet nie mówię o jakimś czasie wolnym, bo nie lubię wychodzić na miasto, przez sześć lat (przed pojawieniem się C.) byłam sama i nawet nie w głowie byli mi faceci, właśnie dlatego, żeby młody się nie przywiązał. Patrzyłam na dzieci koleżanek, które co tydzień miały innego chłopa do łóżka, a ich dzieci co tydzień innego wujka i nie rozumiałam, jak mogą być tak płytkie i nieodpowiedzialne, żeby fundować dzieciom taki brak stabilizacji. Mi zupełnie nie przeszkadzało, że jestem sama, młody był całym moim światem, on i praca. C. zaczął mi dawać wsparcie, pozwalał się wygadać i to odblokowało we mnie potrzebę posiadania kogoś, na kogo można liczyć, rzeczy, które normalnie by mnie nie ruszały, nagle zaczęły mnie wk******ć, ranić. Ciężko było wrócić do czasów, kiedy ze wszystkim radziłam sobie sama. Gdy 'odszedł' po miesiącu głębszej znajomości, było mi przykro, ale nie miałam mu za złe. Ale potem dokonał wyboru, żeby wrócić i zawracać mi głowę. Ja nie jestem cyborgiem i też chciałam mieć kogoś, na kim mogę polegać i teraz mam mu za złe, że sam dokonał wyboru i nie potrafił przy nim pozostać. Jak mówi słynne polskie przysłowie 'kto oddaje i zabiera....'
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 13:02
                                                    odkochana napisał(a):

                                                    > i znowu: on dokonał wyboru... czy ty w ogóle widzisz w tym swój udział czy tylk
                                                    > o stałaś z boku i obserwowałaś?


                                                    Dokładnie tak to wyglada jakby ona była lalka, rzeczą.
                                                    A tak naprawdę myśle ze to jest kwesta wybielania się i nie czucia się jak zdzirą.
                                                    Ze to nie jej wina.
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 13:13
                                                    mnie najgorzej wk.. że „to C miał pomyśleć, bo sam nie miał ojca i wie jak to boli”. a z jakiej racji obcy facet miałby brać odpowiedzialność za twoje dziecko. 1. to twoje dziecko! TY za nie odpowiadasz i TY decydujesz kto jest w waszym życiu a skoro jak mówisz, nie masz w UK nikogo, tym uważniej powinnaś dobierać ludzi do swojego otoczenia a nie pozwalać żeby żonaty kumplował się z twoim synem
                                                    2. C nie bierze odpowiedzialnosci nawet za własne dzieci, serio miałby brać za cudze?? może jakby cię kochał no ale chyba już wiesz, że tak nie jest
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 14:29
                                                    odkochana napisał(a):

                                                    > mnie najgorzej wk.. że „to C miał pomyśleć, bo sam nie miał ojca i wie jak to b
                                                    > oli”. a z jakiej racji obcy facet miałby brać odpowiedzialność za twoje dziecko
                                                    > . 1. to twoje dziecko! TY za nie odpowiadasz

                                                    tak, ja za nie odpowiadam, ale tak jak mówiłam, nie było sygnałów ostrzegawczych, inni też przywozili słodycze, a młody NAGLE zaczął o nim wspominać. Sądziłam że traktuje go tak jak wszystkich innych klientów.

                                                    I powiedz mi, jak to jest, że kolega, który bywał u mnie tak często, jakoś umiał utrzymać dystans mimo że ani razu nie musiałam go o to prosić? Kolega okazał się ch*jem, ale nie grał na uczuciach mojego dziecka, nie próbował wzbudzać sympatii a ja jakoś wcale nie musiałam się bać, że młody się przywiąże do niego.

                                                    A skoro ten obcy facet zignorował prośby matki, mimo że WIEDZIAŁ, to dlaczego ma nie brać odpowiedzialności? Gdybym ja próbowała się przypodobać jego dzieciom, pewnie wszyscy by mnie zeżarli, że gram na uczuciach dzieci i próbuję być lepszą mamusią niż ich matka. Moje uczucia to moje uczucia, ja się w to wpakowałam, choć nie do końca świadomie. Ale skoro wiedział, jak moje dziecko odbiera te słodycze, tak po ludzku, powinien był przestać.

                                                    Raz współlokator C. odwiózł mnie do domu i wszedł na drinka. Młody trochę za nim poganiał, on z nim pożartował. Jak potem byliśmy u niego w domu, zaczął bawić się z młodym, młody ze śmiechem zaczął czochrać go po głowie, a ja przestraszyłam się powtórki z C. Powiedziałam mu dyskretnie, żeby nie sprawiał, że młody za bardzo go polubi. Może żałośnie to zabrzmiało, ale dotarło od razu. Także jednak można wziąć odpowiedzialność za to, co może poczuć obce dziecko.

                                                    i TY decydujesz kto jest w waszym
                                                    > życiu a skoro jak mówisz, nie masz w UK nikogo, tym uważniej powinnaś dobierać
                                                    > ludzi do swojego otoczenia a nie pozwalać żeby żonaty kumplował się z twoim syn
                                                    > em

                                                    tak, ja decyduję, ale nie każdy ma na czole wypisane, że jest fałszywym fiutem/cipą. Moja najdłuższa 'przyjaźń' trwała pięć lat, ja ją ucięłam, bo pewne wydarzenie przepełniło czarę goryczy. Dwie kolejne bliskie mi osoby związały się ze sobą, a mi naprawdę uprzykrzyły życie.

                                                    C. nie kumplował się z młodym, czasem spytał, co ogląda i tyle. Być może wymieniali się uśmiechami gdy ja byłam zajęta wypełnianiem papierów, nie wiem. Chyba ten jego uśmiech i słodycze musiały młodego 'przekonać', nie mam pojęcia.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 14:59
                                                    Czytaj chłopak się przywiązał bo czuł od ciebie ze facet jest ci bliski.
                                                    I to od początku, miałaś na niego ochotę od dawana.

                                                    Poza tym jakoś cię omotał ze pomimo swoich zasad i żony poszłaś w to. Wiec i dziecku się nie dziw ze manipulatorowi się udało. Wiedział co robi do samotnej matki najlepiej przez dziecko.
                                                    Dlatego kolega zrozumiał a ten nie.
                                                    Czyli kolega nie jest aż takim fiutem jak C.

                                                    Pogadaj z synem i nie pozwalaj na pojawienie się C z powrotem w waszym życiu.
                                                    Bo to czy on jest czy nie to jest twój wybór.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 19:11
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Czytaj chłopak się przywiązał bo czuł od ciebie ze facet jest ci bliski.
                                                    > I to od początku, miałaś na niego ochotę od dawana.
                                                    >
                                                    > Poza tym jakoś cię omotał ze pomimo swoich zasad i żony poszłaś w to. Wiec i dz
                                                    > iecku się nie dziw ze manipulatorowi się udało. Wiedział co robi do samotnej ma
                                                    > tki najlepiej przez dziecko.
                                                    > Dlatego kolega zrozumiał a ten nie.
                                                    > Czyli kolega nie jest aż takim fiutem jak C.

                                                    tak, miałam na niego ochotę, ale nie wgapiałam się w niego jak cielę przy każdym spotkaniu. Nawet i te słodycze odbierałam jako grzeczność z jego strony, bo skoro przychodzi do domu w którym jest dziecko, to tak wypada. To, że wtedy się tak wtrącił, uznałam za kiepski żart z jego strony, taki nieco 'szowinistyczny', w stylu 'nie wtrącaj się kobieto, jak faceci rozmawiają'.

                                                    Kolega to dosyć ciekawy temat. Po wielu rozmowach z byłą żoną ustalili, że przyjedzie tutaj z trójką najmłodszych dzieci, dzieciom naobiecywał cuda na kiju, od byłej żony wziął 20 tysięcy na wkład własny pod kredyt hipoteczny (dostała zaległe 500+) po czym oznajmił jej, że zakochał się w mojej koleżance (tej, której zmarł mąż) i nie chce żeby przyjeżdżali i ściemnił, że kasy nie może wypłacić z lokaty. Jego żona pisała do mnie, bo profilaktycznie zrobił ze mnie 'k*rwę' (tak jej powiedział), ale mimo to chciała wiedzieć ode mnie, co się tak właściwie stało, ale bałam się z nią rozmawiać, bo C. ucierpiałby na tym. Skoro nie przejmował się uczuciami własnych dzieci, to dlaczego miałby się przejąć cudzym? Jego była żona mówiła, że się mnie bał, pewnie przez ilość 'smrodków', które mi sprzedał za dobrych czasów. Może moje dziecko jednak nie było takie durne jak jego matka i wiedziało podświadomie, ze ten kolega jest żmiją? Może C. nie był taki zły tylko ja go takim uczyniłam? Mój młody jest naprawdę mądry, zwłaszcza jeśli chodzi o rozumienie uczuć. Kiedy nie wiedziałam, jak mu wyjaśnić brak empatii (u córki 'koleżanki'), zapytałam, czy wie, co oznacza 'colour blindness' (daltonizm, dla niemówiących po angielsku), a on powiedział: aha, czyli A. jest emotion blind? Już rozumiem, nie musisz mi wyjaśniać. Być może był łatwym 'kąskiem' przez to, że w jego życiu nie było faceta, a już na pewno nie takiego, który wart był (pozornie czy nie) zainteresowania z jego strony.

                                                    > Pogadaj z synem i nie pozwalaj na pojawienie się C z powrotem w waszym życiu.
                                                    > Bo to czy on jest czy nie to jest twój wybór.

                                                    z synem już na szczęście nie muszę gadać, chyba zapomniał. Ale przez prawie rok, każde jego 'mama, mam pytanie' wywoływało ataki paniki, bo myślałam, że znów będzie pytał o C.

                                                    myślę, że C. przez naprawdę długi czas nie będzie miał odwagi się odezwać. Mimo że nie pierwszy raz mi coś wypominał, nie pierwszy raz próbował wmówić mi winę, nie pierwszy raz zasłaniał się rodziną, nie pierwszy raz mówił, że przez jakiś czas nie powinniśmy się widywać itd, to teraz jednak wybuchł dosyć konkretnie. W dużej mierze z mojej winy, bo powinnam była iść spać zamiast ciągnąć bezsensowną dyskusję, ale kiedyś zwykle albo dosyć szybko przepraszał (nawet jeśli nie czuł się winny), albo wyskakiwał ze sprawą do załatwienia, albo, po mniejszych scysjach, posyłał sucharki albo pisał z byle jakim pretekstem (że np kolega się poskarżył, że go pogoniłam - tego, co się chwalił, że załatwiam mu sprawy za półdarmo, że wisi mu kasę za czynsz itd, takie pierdółki, na które wiedział, że odpowiem). Tym razem chyba uważa, że nie ma za co przepraszać i chyba już nie zależy mu na moim wybaczeniu.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 00:26
                                                    Nie wiem czy przeczytałaś oczym ci pisałam.
                                                    Ale mam wrażenie ze ten wasz „związek” Jest po prostu toksyczny bo on nie umie być uczciwym i empatycznym człowiekim.


                                                    Czym jest syndrom "miesiąca miodowego"? Mamy z nim do czynienia, gdy na przykład kobieta i mężczyzna tworzą związek, w którym on tłucze ją bez powodu. Ona w końcu zgłasza się na policję, jest zdeterminowana, by odejść. On klęka przed nią i obiecuje poprawę. Tłumaczy, że zrozumiał swój błąd i obiecuje, że wszystko już będzie dobrze. Ona go kocha i wierzy w każde słowo. Wraca. Jest wspaniale. Po prostu miesiąc miodowy. Mija jakiś czas, a sytuacja się powtarza. I tak w kółko. To samo dotyczy przemocy psychicznej. Rozstanie. Obietnica poprawy. Jedna sytuacja, jedno słowo i miesiąc miodowy się kończy. Funkcjonowanie w takim toksycznym związku jest po prostu niemożliwe. Osoba gnębiąca nie jest przystosowana do stworzenia zdrowej relacji. Nikt, ani nic nie jest w stanie tego zmienić.

                                                    Ja go postrzegam jak właśnie takiego bez serca który płacze jak chce coś ugrać. Ale ja go postrzegam zupełnie inaczej.
                                                    Niż ty czy twój syn.
                                                    Cóż nie znał go osobiście może sobie tylko wyobrażać.
                                                    I nie chodziło o to abyś patrzyła jak ciele na niego ,wystarczy ze czujesz ze dziecko odczuwa wibracje między wami.

                                                    Weszłaś kiedyś do domu gdzie chwile wczesnej była kłótnia? Np. Kolezanka z mężem się pokłócili ostro ,tuż przed impreza. Wchodzisz i pomimo ze oboje chcą być i są mili to wyczuwasz ze siekiera wisi w powietrzu.
                                                    Mój syn mało rozumie jak się nim zajmuje, a jestem zła, to on natychmiast to wyczuwa.
                                                    Nawet jeśli go przytulałam spokojnie on jest niespokojny zdenerwowany. Bo ja mam myśli zajęte siedzi mi w głowie problem i on to natychmiast wyczuwa.
                                                    Jak raz miała mega stres zupełnie niezwiązany z domem miałam go w głowie. Syn dostał takich nerwów ze musiałam mi podać leki na uspokojenie.
                                                    Wiec nie chodzi o to byś na nim wisiała dzieci odczuwają emocje przez skore.
                                                    Tak jak mogą ponoć odczuwać duchy. Chłoną atmosferę z powierza.
                                                    Oby syn zapomniał ,ale jak spyta powiedz mu tak jak ci pisałam i obyć ty zapomniała.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 00:11
                                                    odkochana napisał(a):

                                                    > mnie najgorzej wk.. że „to C miał pomyśleć, bo sam nie miał ojca i wie jak to b
                                                    > oli”. a z jakiej racji obcy facet miałby brać odpowiedzialność za twoje dziecko
                                                    > . 1. to twoje dziecko! TY za nie odpowiadasz i TY decydujesz kto jest w waszym
                                                    > życiu a skoro jak mówisz, nie masz w UK nikogo, tym uważniej powinnaś dobierać
                                                    > ludzi do swojego otoczenia a nie pozwalać żeby żonaty kumplował się z twoim syn
                                                    > em
                                                    > 2. C nie bierze odpowiedzialnosci nawet za własne dzieci, serio miałby brać za
                                                    > cudze?? może jakby cię kochał no ale chyba już wiesz, że tak nie jest



                                                    W super to ujęłaś.
                                                    Facec nie zajmuje się własnymi ,a miałby się cudzym zajmować.
                                                    Mało tego jakoś nie bardzo go obchodzi ze jego dzieci nie maja ojca ,ze tęsknią ze się wychowują bez ojca jak i on. A nad twoim się będzie rozczulał?


                                                    Ten mój kolega z pracy co jest taki nachalny tez cały czas się tłumaczy ze zarabia dla dzieci żeby nie zaznały biedy.
                                                    Gdy go zapytałam co zrobi jak mu dzieci powiedzą ze nigdy go nie było kiedy go potrzebowały to co wtedy powie? Zatkało go.
                                                    A niezbędne jest kupno psa za 3 tys, drugie tyle za kojec budę i wszystko dla psa. Jakieś drogie auto, quada. Angielska stara taksówkę i inne tego rodzaju zachcianki. Rzeczywiście bida i rzeczy pierwszej potrzeby. Dla których od 10 lat dzieci maja ojca przez kilka tygodni w roku.
                                                    Nie było go przy córce gdy chorowała czy synu gdy zlalam rękę. Dla mnie taki facet jest tak egoistyczny ze nie byłby do przyjęcia jako przyjaciel a już jako kochanek to już całkiem.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 12:45
                                                    Zabiłam C. wzrokiem, młodemu powiedziałam, żeby nie odpowiadał na to pytanie, a C. powiedział, żebym się nie wtrącała, bo to sprawa między nim a młodym i powtórzył pytanie. Młody zażyczył sobie snickersa, a C. tydzień później przywiózł mu dziesięciopak snickersów. Dla dorosłego to mogą być drobne sprawy, i niby jakim cudem dziecko przez słodycze mogło się przywiązać. Widać, że jednak mogło.

                                                    To wcale nie słodycze a jego podejście gdyby mi obcy facet powiedział ze mam się nie wtrącać to by miał taka aferę żeby uciekł gdzie pieprz rośnie.
                                                    Co za dupek z niego.
                                                    Nie jego dziecko, a on będzie jakieś rządy wprowadzam aż się we mnie zagotowało.
                                                    Przy dziecku od razu dałabym mu taki wycisk żeby popamiętał ,dlatego dziecko się przywiązało.
                                                    Bo pozwoliłaś jesteś bezwolna bez swojego zdania podajesz komu się dlatego robi z tobą co chce.
                                                    A bliski ci był od początku mało znanej osobie osobie nie proponuje się drinka. U siebie w domu wieczorna pora.
                                                    Pisanie ze nie mam niecnych zamiarów pokazuje tylko ,ze nie jestem łatwa i nie myśl sobie ze to od razu łóżku.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 13:31
                                                    > To wcale nie słodycze a jego podejście gdyby mi obcy facet powiedział ze mam si
                                                    > ę nie wtrącać to by miał taka aferę żeby uciekł gdzie pieprz rośnie.
                                                    > Co za dupek z niego.
                                                    > Nie jego dziecko, a on będzie jakieś rządy wprowadzam aż się we mnie zagotowało.
                                                    > Przy dziecku od razu dałabym mu taki wycisk żeby popamiętał ,dlatego dziecko si
                                                    > ę przywiązało.
                                                    > Bo pozwoliłaś jesteś bezwolna bez swojego zdania podajesz komu się dlatego robi
                                                    > z tobą co chce.

                                                    staram się unikać kłótni przy dziecku. Z kimkolwiek. Moja matka uwielbia się wtrącać, prowokować kłótnie, mieszać w to młodego, próbuje grać lepszą mamusię niż jego oryginalna matka pozwalając na wszystko, a potem zarzucając mi, że nie panuję nad dzieckiem. Młody patrzy (a raczej patrzył, bo w końcu to ucięłam) na te kłótnie i żadna z nas nie ma u niego autorytetu. Wciąganie dziecka w konflikty między dorosłymi uważam za okrutne i niedojrzałe. Miałabym przy dziecku urządzać sceny o coś (według Ciebie i odkochanej) tak błahego jak słodycze? Jak miałam to potem wytłumaczyć dziecku? Nie bierz słodyczy bo on ma rodzinę? I siedmiolatek zrozumie powiązanie między jednym a drugim? Już prędzej miałby mi za złe, że słodyczy nie dostaje (mimo że ma w domu) i miałby mnie za kogoś, kto nie panuje nad emocjami. Skoro własna matka mnie nie słuchała i prowokowała kłótnie, to obcy facet by posłuchał? Prędzej uznałby, ze jestem przewrażliwioną samotną mamuśką, która chroni dziecko przed wszystkim. Zrobiłam to, co uznałam za słuszne: odcięłam młodego od C. i tyle.

                                                    Także sama widzisz, moja wina jest raczej bezsprzeczna, bo nie zauwazyłam na czas, ale on ignorował moje prośby i słowa, mimo że nie miał wobec mnie żadnych planów.

                                                    > A bliski ci był od początku mało znanej osobie osobie nie proponuje się drinka
                                                    > . U siebie w domu wieczorna pora.
                                                    > Pisanie ze nie mam niecnych zamiarów pokazuje tylko ,ze nie jestem łatwa i nie
                                                    > myśl sobie ze to od razu łóżku.

                                                    Szczerze? Wtedy jeszcze ta bliskość była 'pod kontrolą'. Chciałam po prostu wysłuchać jego historii. Kiedy kogoś lubię, nie umiem przejść obojętnie, kiedy ktoś ma problem. Nigdy nie mówiłam, że drink ma być wieczorową porą (ten pierwszy drink mam na myśli), nie musiał być to nawet drink, ale uznałam, że po alkoholu łatwiej będzie mu się otworzyć. To on się chyba przestraszył, że chcę go upić i zaciągnąć do łóżka, stąd moja nędzna próba wyjaśnienia mu, że nie to miałam na myśli.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 15:24
                                                    Wiesz nie mieszaj babci i jakiegoś obcego faceta.
                                                    Gdyby mi obcy facet powiedział nie wtrącaj się gdy on ingeruje w życiu dziecka to by dostał zjebkę czy dzieciak widział czy nie.
                                                    I myślisz ze bo w tej sytuacji bronisz syna się dziecko by wiedziało ze matka stoi za nim.
                                                    Poza tym nie trzeba robić wściekłej awantury wystarczy powiedzieć.
                                                    wystarczy powiedzieć ze sobie nie życzysz takich tekstami jeśli nie szanuje mnie jako matki ma wstać i wyjść.
                                                    Ale jak sama piszesz wolisz chować głowę w piasek, usunąć dziecko z własnego domu ,żeby pan i władca mógł wpaść i ustawić cię po swojemu.
                                                    Zamiast to jemu pokazać zasady i gdzie jest jego miejsce.


                                                    Szczerze? Wtedy jeszcze ta bliskość była 'pod kontrolą'. Chciałam po prostu wysłuchać jego historii. Kiedy kogoś lubię, nie umiem przejść obojętnie, kiedy ktoś ma problem. Nigdy nie mówiłam, że drink ma być wieczorową porą (ten pierwszy drink mam na myśli), nie musiał być to nawet drink, ale uznałam, że po alkoholu łatwiej będzie mu się otworzyć. To on się chyba przestraszył, że chcę go upić i zaciągnąć do łóżka, stąd moja nędzna próba wyjaśnienia mu, że nie to miałam na myśli.

                                                    Tak facet ma problem od dzieciństwa a to ty będziesz powiernicą i od głaskania po główce.
                                                    Wcale nie chodziło o żadne historie od początku miałaś na niego ochotę to były tylko preteksty, chciałaś się z nim zbliżyć uczuciowo żeby nie wyjść na laskę tylko do seksu i może tobie się wydawało ze masz pod kontrola jak widać tylko ci się wydawało.
                                                    Ja tez pomagam ludziom. Koleżanek której syn umierał na raka. Innej po ciężkim romansie. Innej po pobiciu przez faceta.
                                                    Mam znajomego ,który ma dziecko jak ja chore i często dziwni pyta co kupić na urodziny/święta jakie terapie , bo on mieszka tu a dziecko z matka w pl nigdy nie byli para , nawet jak rozmawiać z babka która traktuje go jak wroga.
                                                    długa i ciężka historia. A ze ja mam doświadczenie nie tylko prywatne, a jego znajomi nie maja o tym pojęcia to dzwoni i gadamy. Czasem go pocieszam słownie, bo wiem jak cieżko jest sobie poradzić zwłaszcza w trakcie diagnozy ,kiedy powoli wszystko wychodzi i dociera do człowieka.
                                                    Rozmowy na inne tematy składają się a w porządku leci powoli jak to życie.
                                                    A to no lecę do veta z psem a to auto padło. Ogólniki.


                                                    No cóż skoro pijesz o 12 w południe to twoja sprawa.
                                                    Ogólnie przyjęty zwyczaj jest taki ze śniadanie jest rano, obiad po południu a drink wieczorem.
                                                    Jakby mi ktoś napisał wiadomość z zaproszeniem na drinka to nie uznałabym ze che się ze mną widzieć na lunch. Takie są zasady ogólnie przyjęte.
                                                    Jakoś o 9 rano koleżance nie proponujesz drinka czy piwo?
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 19:30
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Wiesz nie mieszaj babci i jakiegoś obcego faceta.
                                                    > Gdyby mi obcy facet powiedział nie wtrącaj się gdy on ingeruje w życiu dziecka
                                                    > to by dostał zjebkę czy dzieciak widział czy nie.
                                                    > I myślisz ze bo w tej sytuacji bronisz syna się dziecko by wiedziało ze matka s
                                                    > toi za nim.
                                                    > Poza tym nie trzeba robić wściekłej awantury wystarczy powiedzieć.
                                                    > wystarczy powiedzieć ze sobie nie życzysz takich tekstami jeśli nie szanuje m
                                                    > nie jako matki ma wstać i wyjść.
                                                    > Ale jak sama piszesz wolisz chować głowę w piasek, usunąć dziecko z własnego do
                                                    > mu ,żeby pan i władca mógł wpaść i ustawić cię po swojemu.
                                                    > Zamiast to jemu pokazać zasady i gdzie jest jego miejsce.

                                                    wspomniałam o babci, bo to ona często powodowała kłótnie, których świadkiem był młody i widziałam, jak młody reagował na wymianę argumentów między mną a matką. Ja byłam ta zła, bo ja zabraniałam, a babcia kwestionowała. Zresztą, jak wspomniałam, wtedy odebrałam to jako kiepski żart z jego strony i zatkało mnie na tyle, że nie powiedziałabym nic mądrego.

                                                    > Tak facet ma problem od dzieciństwa a to ty będziesz powiernicą i od głaskania
                                                    > po główce.
                                                    > Wcale nie chodziło o żadne historie od początku miałaś na niego ochotę to były
                                                    > tylko preteksty, chciałaś się z nim zbliżyć uczuciowo żeby nie wyjść na laskę
                                                    > tylko do seksu i może tobie się wydawało ze masz pod kontrola jak widać tylko
                                                    > ci się wydawało.

                                                    czy mi uwierzysz czy nie, moje intencje były czyste, leciałam na niego, ale ważniejsze było, żeby przyszedł i się wygadał, bo miałam wrażenie, że jest na tym polu zaniedbany, a mi miło było, że mi zaufał. I nie liczyłam, że zakocha się we mnie, bo dałam mu się wygadać, nie jestem żmiją wykorzystującą kogoś słabego.

                                                    > Ja tez pomagam ludziom. Koleżanek której syn umierał na raka. Innej po ciężkim
                                                    > romansie. Innej po pobiciu przez faceta.
                                                    > Mam znajomego ,który ma dziecko jak ja chore i często dziwni pyta co kupić na u
                                                    > rodziny/święta jakie terapie , bo on mieszka tu a dziecko z matka w pl nigdy ni
                                                    > e byli para , nawet jak rozmawiać z babka która traktuje go jak wroga.
                                                    > długa i ciężka historia. A ze ja mam doświadczenie nie tylko prywatne, a jego
                                                    > znajomi nie maja o tym pojęcia to dzwoni i gadamy. Czasem go pocieszam słownie,
                                                    > bo wiem jak cieżko jest sobie poradzić zwłaszcza w trakcie diagnozy ,kiedy pow
                                                    > oli wszystko wychodzi i dociera do człowieka.
                                                    > Rozmowy na inne tematy składają się a w porządku leci powoli jak to życie.
                                                    > A to no lecę do veta z psem a to auto padło. Ogólniki.

                                                    moją pracą jest pomaganie ludziom, ale większość przychodzi załatwić sprawy i tyle, niektórzy czasem na coś ponarzekają/czymś się pochwalą, czy pogadamy o czymś, w czasie oczekiwania na połączenie z którymś z urzędów (sama pewnie wiesz, ile czasu się czeka). Ale, poza jedną klientką, która przyznała mi się, że dostała wpier*** od męża, to były raczej błahe sprawy. A on, tak nagle, wyskoczył od razu z grubej rury, najpierw o tych samotnych świętach, a kilka tygodni później, że jego ojciec nie miał nawet w połowie takich problemów jak on i się poddał. Z takim zaufaniem obcej kobiecie z jego strony poczułam się dosyć dziwnie, w końcu byłam tylko od załatwiania spraw, ale nie dość, że jestem dosyć ciekawska, to chciałam wysłuchać po prostu jego historii.

                                                    Mojej 'koleżance' pomagałam od początku choroby jej męża, przed i po jego śmierci, ze sprawami pogrzebowymi. Zaangażowanie w takie coś wymaga mocnej dupy, a ja takiej nie miałam, zwłaszcza, że jej mąż nie był mi obcy i też przeżyłam jego chorobę i śmierć. Potrzebowałam, żeby ktoś zajął się mną, pocieszył (nie seksem, żeby nie było), pogadał ze mną o czymkolwiek innym niż rak i śmierć, bo o tym słuchałam od koleżanki kilka razy dziennie, sama nie potrafiłam się z tym uporać, a musiałam jeszcze ją pocieszać. Coś takiego ciężko przetrwać w pojedynkę.

                                                    > No cóż skoro pijesz o 12 w południe to twoja sprawa.
                                                    > Ogólnie przyjęty zwyczaj jest taki ze śniadanie jest rano, obiad po południu
                                                    > a drink wieczorem.
                                                    > Jakby mi ktoś napisał wiadomość z zaproszeniem na drinka to nie uznałabym ze c
                                                    > he się ze mną widzieć na lunch. Takie są zasady ogólnie przyjęte.
                                                    > Jakoś o 9 rano koleżance nie proponujesz drinka czy piwo?

                                                    wieczór kojarzy mi się z godziną 17-18, chyba mylnie założyłam, że Tobie kojarzy się z późniejszą porą, 18 czy 19 to nie jest pora na upicie się i wskakiwanie do łóżka, raczej na kilka piw i plotki/głębsze tematy, które człowiek wyrzuca z siebie pod wpływem procentów. Nie planowałam drinka ze śniadaniem.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 00:41
                                                    czy mi uwierzysz czy nie, moje intencje były czyste, leciałam na niego, ale ważniejsze było, żeby przyszedł i się wygadał, bo miałam wrażenie, że jest na tym polu zaniedbany, a mi miło było, że mi zaufał. I nie liczyłam, że zakocha się we mnie, bo dałam mu się wygadać, nie jestem żmiją wykorzystującą kogoś słabego.

                                                    Wiesz ja doskonale rozumem chęć pogadania.
                                                    Wysłuchania ,być dla kogoś ostoja.
                                                    Jednak tego było trochę więcej i w innych oklicznościach.
                                                    Czyli długie rozmowy przez komunikatory drinki i przytulanki.

                                                    Widzisz często ludzie pomoc i serce odbierają jako zainteresowanie.
                                                    Skoro sami nie przejmują się ludźmi a interesują się tylko wtedy jak już jest coś na rzeczy ,wiec odebrał to jak to odebrał.
                                                    Poza tym myśle ze on tez wyczuł ze ci się podoba i poskładał puzzle w całość.
                                                    Kokietowałaś go trochę i dlatego nie było to tylko chęci wspierania.

                                                    Potrzebowałam, żeby ktoś zajął się mną, pocieszył (nie seksem, żeby nie było), pogadał ze mną o czymkolwiek innym niż rak i śmierć, bo o tym słuchałam od koleżanki kilka razy dziennie, sama nie potrafiłam się z tym uporać, a musiałam jeszcze ją pocieszać. Coś takiego ciężko przetrwać w pojedynkę.

                                                    Dlatego to nie było tak ze ty chciała go pocieszyć potrzebowałaś coś od niego dlatego ciągnęło was do siebie.
                                                    I on to doskonale wyczuwał.




                                                    wieczór kojarzy mi się z godziną 17-18, chyba mylnie założyłam, że Tobie kojarzy się z późniejszą porą, 18 czy 19 to nie jest pora na upicie się i wskakiwanie do łóżka, raczej na kilka piw i plotki/głębsze tematy, które człowiek wyrzuca z siebie pod wpływem procentów. Nie planowałam drinka ze śniadaniem.

                                                    Między 17-19 nie ma różnicy.
                                                    Wypicie kilku drinków oznacza ci jakiej przewidywany koniec na 22-23 a to już jak najbardziej jest łóżkowa pora.
                                                    I wcale nie mówiłam ze proponowałaś drinka ze śniadaniem.

                                                    Choć