Dodaj do ulubionych

długa historia krótkiego romansu

02.04.20, 11:46
cześć wszystkim. Na forum trafiłam szukając porady na google. Wiem, i liczę się z tym, że zostanę zjedzona, przeżuta i wypluta, nazwana pojemnikiem na spermę, cichodajką, rozbijaczką małżeństw, usłyszę, że sama się prosiłam i spotkało mnie to, na co zasłużyłam, jednakże potrzeba spojrzenia na to oczami innych jest silniejsza niż wszelkie obelgi. Postaram się streszczać, ale zwykle piszę bardzo dużo, nawet gdy staram się maksymalnie skrócić, wybaczcie.

Dorabiam sobie jako tłumacz. We wrześniu '17 zadzwonił do mnie C., z polecenia mojego klienta. Rudy, żonaty, wówczas 42 lata. Praca układała się naprawdę wzorowo, ze świecą szukać człowieka, który płacił i nie narzekał i naprawdę doceniał moją pracę. Czasem, gdy prosiłam o podwózkę, ani razu nie odmówił. Nie widywaliśmy się zbyt często (pracuje na ciężarówkach, w domu bywał w weekendy), większość spraw załatwialiśmy online, czasem pogadaliśmy o sprawach niesłużbowych, raz wspomniał coś o kupnie domu, jako mocno wścibska osoba, zanim pomyślałam i się powstrzymałam, wypaliłam z pytaniem, co z żoną i czy dołączy. Stwierdził, że żona zostaje w Polsce. Zdziwiło mnie, że tak łatwo o tym powiedział, jakby to było zupełnie normalne, że będąc w małżeństwie wiedzie się dwa osobne życia. Jakoś w czerwcu '18 przywiózł mi tortillę (fan kuchni meksykańskiej), ale uznałam to po prostu za miły gest i nawet o tym nie myślałam. W wakacje pojechałam do Polski, a że w maju C. miał operację, miałam z nim mnóstwo roboty, ale większość czasu nie myślałam nawet o nim. Pod koniec urlopu zapytał, kiedy wracam, bo dawno nie rozmawialiśmy i szuka, co by tu załatwić. Nie ukrywam, miło mnie to połechtało. Chwilę popisaliśmy, zapytał czy młody szczęśliwy, ja nie odpisałam (nie pamiętam już, czy uznałam, że to nie jego sprawa czy zrobiłam to celowo, czy zwyczajnie zapomniałam). Kilka dni później (sierpień lub wrzesień 18) zapytałam go, czy jedzie do Polski na Boże Narodzenie autem, a on powiedział, że raczej nie, bo Święta od 7 czy 8 lat spędza sam, spytałam, czy mu nie smutno a on na to 'bardzo', a na pytanie, czemu nie jeździ, powiedział, że tam też byłby sam, bo kiedyś prawie pobił teścia, a żona bierze dzieci do teściów. Chwilę szczerze sobie popisaliśmy, on o rodzinie i samotnych świętach, ja o koleżance, która mnie wykorzystywała, jak stwierdziłam, że nie chcę go zanudzać, stwierdził, że jest mu miło, że się przed nim otworzyłam, bo to oznacza, że mu w jakiś sposób ufam. Wtedy chyba po raz pierwszy 'coś' poczułam i zapragnęłam urządzić mu święta z kimś (ale bez podtekstów).

Wróciłam z urlopu, znów parę spraw wpadło. Coraz częściej zdarzało się rozmawiać na tematy pozasłużbowe (ale nie erotyczne, żeby nie było). Od razu wyczuwałam zły humor, bo zaczynał odpisywać bardzo na odczepnego (w stylu: bywa, życie, będę musiał sobie radzić itp) a kiedy wycofywałam się z rozmowy, on mówił, co jest powodem. Było to miłe, nie ukrywam, chociaż jego początkowa lakoniczność dawała mi wrażenie, że stresy odreagowuje na rozmówcy (a tego nie cierpię). Pod koniec września z niczego wyskoczył, czy mam ochotę na sałatkę bo zrobił zbyt dużo,, ja coraz bardziej nakręcona na tę znajomość, dowaliłam 'na Pana mam zawsze ochotę', nie skomentował tego w żaden sposób, a ja stwierdziłam, że nie będę próbować wybrnąć. Przywiózł mi ją, pogadaliśmy, podwiózł mnie i sąsiada do supermarketu, a na wieść, ze się rozpadało, był skłonny zawrócić z domu, żebym przypadkiem nie zmokła, wieczorem zapytał jak sałatka i czy dało się zjeść. Na wieść, że pojemnik oddam jego współlokatorowi (również mojemu klientowi) chyba zdeczka spanikował. Kilka dni później byłam u koleżanki, on akurat zadzwonił, a ja, oddzwaniając, wypaliłam do niej: ale mam klienta, super przystojniak, szkoda tylko, że rudy i żonaty, po czym zorientowałam się, że rozłączył się po 19 sekundach a ja miałam podłączone słuchawki i dlatego nie słyszałam. Oddzwoniłam już bez słuchawek, na jego narzekania na lokatora powiedziałam, że na przeciwko mnie jest mieszkanie do wynajęcia, co on skwitował 'oj, bo wpadałbym na kawę częściej niż by pani chciała'. Albo udał, że nie słyszał, co o nim mówiłam do koleżanki albo naprawdę nie usłyszał, nie wiem do dziś.

Jakoś na początku października napisał, że ma ból w klatce i czy powinien udać się do lekarza. Przyznam, że spanikowałam, powiedziałam, że chwila i jedziemy, a on zbagatelizował i stwierdził, że poczeka. Mocno go wtedy ochrzaniłam, bo bałam się, że naprawdę coś mu się stanie, a ja nie będę mogła zareagować. Na drugi dzień spytałam, czy ma drabinę i czy u niego wszystko ok, on powiedział, że mam mu mówić po imieniu, dla żartu powiedziałam, że nie mówię na Ty osobom, z którymi nie piłam drinka. Temat umarł. Tydzień później odezwał się z czymś, na pytanie o syna (kilka tygodni wcześniej powiedział, że syn ma depresję, a żonie nie po drodze do psychiatry bo ma ważniejsze sprawy), odpisał dosyć lakonicznie, jak przeprosiłam za bycie wścibską, stwierdził, że miał ciężki dzień w pracy, dla żartu walnęłam, że zaproponowałabym drinka, zapadła cisza, zrobiło mi się głupio, że moje intencje zostały źle odebrane, no i ucierpiało nieco moje ego, więc przeprosiłam za takie propozycje i myślenie, że chciałby marnować swój wolny czas na mnie, a w tej samej chwili on odpisał, że dziękuje za propozycje, siedzi z kolegą, zamówili rybe i mają gin, po czym dopisał, żebym tak nie myślała (że marnuję mu czas) Powiedziałam mu, że mi głupio, że proponuję drinki, ale lubie spędzać z nim czas, a on, kilka godzin później, zapewne pod wpływem ginu, napisał, że też lubi spędzać ze mną czas, ale ma za mało czasu na wszystko z jego czasem (półtorej doby tygodniowo w domu), na drugi dzień przyjechał po obiad (chciałam się odwdzięczyć za tortille i sałatkę, no i miło było usłyszeć komplement nt mojej kuchni)

Może trochę kusiłam los, ale kilka dni później ponownie zaprosiłam go na drinka (po tym, jak opowiedział mi kiedyś, jakie miał dzieciństwo, stwierdziłam, że chętnie go wysłucham gdyby chciał się wygadać, nie miałam na celu, żeby go uwieść, z jednej strony miałam na niego niesamowitą ochotę, a z drugiej bałam się konsekwencji, zwłaszcza, że był mi coraz bliższy i bałam się, że się zakocham), a on zignorował pytanie. Kilka dni później musiałam napisać do niego w sprawie służbowej, pożalił się na lokatora, ja, nieco zirytowana (nie był to pierwszy raz, ale uparcie przy nim tkwił), powiedziałam, że już raz proponowałam mieszkanie, on zaczął się tłumaczyć, czemu zostanie ze współlokatorem. Przeprosiłam za mój wybuch i powiedziałam, że trochę przykro mi było, że nie odpowiedział na pytanie o drinka i że przecież się nie obrażę, jeśli odmówi, ale nie mam niecnych zamiarów. Najpierw stwierdził, że po ostatnim ma kaca, a potem, że 'zobaczymy'. Wróciliśmy do 'normalnych' relacji (tzn służbowych). Pod koniec października przyjechał w końcu na tego drinka, załatwiliśmy jakąś drobną sprawę, usiedliśmy na kanapie a w nim jakby się coś odblokowało i zaczął opowiadać o wszystkim na raz. Nie powiem, aż chciało się tego człowieka przytulić, że po czymś takim, on ma siły po prostu żyć. Liczyłam na 'kontynuację' w kolejny weekend, ale się nie doczekałam, kontakt nagle urwał się na cały tydzień (wcześniej ja dosyć często pisałam z różnymi rzeczami, którymi chciałam się z nim podzielić), 10go listopada nagle napisał, że potrzebuje pomocy z czymśtam, pogadaliśmy i po jakimś moim żarcie temat nagle się urwał. Trochę zabolało i walnęłam jakimś komentarzem, chyba o tym, że przed przejściem na Ty rozmowa kleiła się znacznie bardziej, powiedział, że pije z kolegą, ja, również dla żartu napisałam 'no miło, a ze mną nie chciałeś się już więcej napić', na co on stwierdził, że się bał, że boi się kobiet, bo będąc ze swoją żoną związał się z trzema kobietami i niezbyt dobrze na tym wyszedł. cdn w komentarzu, bo faktycznie za długie wink
Obserwuj wątek
    • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 02.04.20, 11:48
      Cóż, popłynęliśmy oboje ze szczerością w tej rozmowie, przyznałam mu, że od jakiegoś czasu mi się już podobał, ale nigdy nie bawiłam się w żonatych, że po tym co mi opowiadał o dzieciństwie chciałam go przytulić i że sama też potrzebuję przytulenia, poprzechwalał się troche nt swoich niebywałych umiejętności łóżkowych, że dla niego kobieta jest najważniejsza, wyskoczył nagle, że przyjechałby już teraz ale nie wypada, zapytałam, w jakim celu, skwitował, że nieważne. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, a gdy przyznałam, ze fajnie by było gdyby nadal tu był, gdy już schudnę tyle ile chcę (ważyłam przed rozpoczęciem odchudzania ponad 100kg, ale od dwóch miesięcy – przed tamtą rozmową- wzięłam się za siebie i planowałam kontynuację), on nagle stwierdził, że rozmawiamy o czymś, o czym nie powinniśmy (jakby dopiero się zorientował) i urwał rozmowę. Na drugi dzień przyjechał załatwić ze mną sprawę i naprawdę, nienawiść wisiała w powietrzu, patrzył na mnie, jakbym popełniła straszliwą zbrodnię, nie usiadł nawet na kanapie i uciekł zaraz po załatwieniu sprawy (zwykle zostawał i gadaliśmy o bzdetach), nie byłam tylko pewna czy nienawidzi mnie za to, że przyznałam mu się, że mi się podoba, ale jednocześnie powiedziałam, że nigdy tego nie zrobię z żonatym czy za to, że pozwoliłam jemu na zbytnią szczerość i swoją nienawiść do siebie przelewa na mnie. Spytałam o powód, to stwierdził, że jak ma się żonę i dzieci, pewne tematy nie przystoją. Fakt, nie przystoją, ale ja nie wymuszałam na nim szczerości, sam chciał, czułam się potraktowana okropnie, a on zdawał się obwiniać o wszystko mnie i uważać, że on nie zrobił nic złego, było to cholernie przykre. Napisał, że jest dobrym przyjacielem, ale nie wie jak się zachować, gdy piszę o tym, co do niego czuję (o dziwo, w nocy, kiedy popił, jakoś mu to nie przeszkadzało i sam napędzał rozmowę), powiedziałam, że jak chce urwać kontakt, to przecież go nie zmuszę i może powiedzieć nawet teraz i więcej się nie odezwę, odpowiedział: mogę rozmawiać o wszystkim ale nie wiem jak mam się zachować jak czytam o tym co do mnie czujesz. To już nie jest niestety przyjaźń. Podjąłem w życiu wiele złych decyzji i to się później mści na wszystkich wokół. Ja nie potrafię tak sobie nagle wszystko zostawić i zapomnieć. Meczy mnie to bardzo długo. Powiedziałam mu że mam swoją godność i nawet gdyby on chciał seksu ze mną, nie zrobiłabym tego i że lepiej chyba będzie, jak zniknę z jego życia. Nie odpisał już nic. Napisałam kilka dni później, że pojemnik po bigosie (który obiecał przywieźć kilka godzin przed tą nocą i słowa dotrzymał) oddałam współlokatorowi i zaczęłam mówić mu na Pan(żeby zwiększyć dystans), nie spodobało mu się to (bo jego współlokator nie wiedział, że C. mnie 'dokarmiał', a że sam mnie podrywał, to pewnie sadziłby wrednymi komentarzami), rozmowe dosyć szybko urwaliśmy. Chciałam go poprosić, żeby nie traktował mnie jak zło konieczne, bo przecież do niczego nie doszło, a to że mi się podoba, nie oznacza, że rzucę się na niego, ale chciałam poukładać myśli, więc powiedziałam mu tylko, że mam prośbę i jak ją ułożę odpowiednio, to do niego napiszę. Kilka razy jeszcze się odezwałam, choć, nie ukrywam, kończyło się na tym, że się rozgadywałam, a on nie odpisywał, albo odpisywał z pretensją. W międzyczasie wysłałam mu swoją 'prośbę' (która skończyła jako długaśny mail podsumowujący, jak to się wszystko we mnie rozwijało), raz czy dwa pogadaliśmy, ale gdy pewnego dnia obudziłam się z porządnym dołem i poprosiłam, zeby zajrzał choć na chwilę i mi potowarzyszył, zignorował to. Potem sprawy 'zesrały się' dosyć szybko. Po usg zdiagnozowano u mnie PCOS, kilka dni później u mojego kolegi wykryto raka w takim stadium, że był nie do odratowania. Jako że on i jego żona byli w moim mieście zupełnie nowi i niechętni jakimkolwiek znajomościom, cała wiedza i odpowiedzialność za tę wiedzę spadła na mnie, zwłaszcza, że poprosili, żeby nikomu nie mówić (ze mną zaczęli głębszą znajomość ledwo kilka dni wcześniej, znali paru moich znajomych i ludzi spod szkoły, ale tylko na 'cześć', mieli w sumie tylko mnie). Czułam lojalność wobec nich, ale z drugiej strony wiedziałam, że jak się komuś nie wygadam, to po prostu oszaleję, popadłam w strasznego doła, bo to było już dla mnie za dużo (nie jestem 'fanką' złych wieści, zwłaszcza, jak nie mogę o tym z kimś pogadać), więc mój wybór padł na C., jako że nie znał ich zupełnie (oni o nim słyszeli, bo próbowałam zrozumieć, co nim kierowało tamtej nocy i po tamtej nocy, oboje stwierdzili, że chce, ale się boi). Powiedziałam, że przepraszam, że piszę i nie planowałam się już odzywać, ale muszę się komuś zwierzyć. On powiedział, że się nie odzywał bo nie wiedział co napisać, bo samo przepraszam jest zbyt banalne i nic nie rozwiązuje wszystkiego i że się bał. Na pytanie czego, nie umiał odpowiedzieć, a przeprosić 'chciał' za to, że dopuścił, że poczułam coś do niego. Dał mi się wygadać, ale kiedy w weekend poprosiłam, żeby mnie odwiedził i pogadał o byle czym, znow nie odpisał, a jak trochę na niego naskoczyłam, że chyba nie potrafi pomagać inaczej, jak tylko finansowo (opowiedział mi kiedyś, że swojej znajomej odmalował cały dom i kosztowało go to około 300 funtów), ale nie potrafi sie zdobyć na to, żeby po ludzku i za darmo, dać po prostu wsparcie, to stwierdził, że nie ma czasu, a nawet jak miałby czas to nie wie czy miałby siły, i że nie uważa, że musimy się widywać, żebym mogła zrzucić swoje problemy i boi się bo nie wie o co chodzi, po czym powiedział, że w tygodniu leci do Polski, bo żona ma urodziny.

      (wiem, że zarzuci mi się zaraz problemy psychiczne i sama zaczynam się obawiać, czy ich nie mam, ale pomimo tego, że wspieranie go było moim wyborem i on o to nie prosił, to jednak chciałam móc liczyć na niego i bardzo bolało, że wycofuje się, gdy ja proszę o wsparcie, a samo to, że dawał mi się wygadać, podniosło moje wymagania względem niego, no i nieco mnie poniosło, bo ktoś pokazał mi zainteresowanie. Że już nie wspomnę jak ciężko było być jedynym powiernikiem i pomocnikiem kolegi chorego na raka i jego żony.)

      Potem nie było kontaktu kilka tygodni, w międzyczasie jego kolega przyjechał do mnie coś załatwić, a na pytanie o jego urlop, stwierdził, że to przecież C. pojechał do Polski "zakopać żonę i spakować resztę rzeczy". Czułam się okropnie ciesząc się tą wieścią, próbowałam dyskretnie podpytać kolegę, nie wkopując mnie i C. Nic sensownego się nie dowiedziałam, zresztą, stwierdziłam, że dopiero u źródła dowiem się prawdy i nie ma co się jarać zawczasu. Nagle C. jakby nigdy nic odezwał się ze sprawą do załatwienia. Przyjechał, zapytał o plany na święta, jakby żadnych kłótni i pretensji nigdy nie było. Gdy wychodził, spontanicznie przytuliłam go. On odwzajemnił (nie jakoś mocno, ale nie stał jak kłoda) i poprosił tylko, żebym nie płakała. Powiedziałam, że nie mam takiego zamiaru i że już się pozbierałam. Sprawę załatwiłam, ale kontakt był nędzny. Kolega C., który domyślił się prawdy i zaczął wypytywać, poczuł misję i stwierdził, że się dowie, co tam się w Polsce działo. Zbliżały się Święta, nadal chciałam je spędzić z C. Dzień lub dwa przed Wigilią, za namową koleżanki, wysłałam mu fotkę, żeby pochwalić się, że schudłam do sukienki którą kupiłam wieki temu. Stwierdził, że wygląda nieźle, ale niewiele widać z tej perspektywy, więc dowaliłam, że może wpaść w Wigilię i sam ją zobaczyć. Zamilkł. Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem furiatką, która na odmowę zareagowałaby agresją, właśnie wolałabym, żeby wprost powiedział 'nie' niż unikał tematu, zwłaszcza, że ponoć milczenie oznacza zgodę wink Zdenerwowałam się, 'nakrzyczałam' na niego trochę, że papiery odeślę mu pocztą i że chciałam mu po prostu dać zwykłe święta, których nie miał od dawna, zeby podjechał ze mną po rower dla mojego dziecka (które swoją drogą zdążyło się jakimś cudem lekko przywiązać do niego i czasem o niego pytać, mimo że nie był to jedyny klient rodzaju męskiego przychodzący załatwiać sprawy) a potem zjadł coś i obejrzał Kevina. Wzamian on 'nakrzyczał'
    • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 02.04.20, 11:50
      wiem, do czego służy kochanka, czytałam wczoraj różne wpisy na forum, wiedziałam, że nie jestem na zawsze, ale brak mi naszej przyjaźni, mimo że oboje ją schrzaniliśmy idąc do łóżka i rozczarowało mnie, że mi zależało na niej bardziej i dałabym z siebie dużo, żeby ją odzyskać, a on uznał temat za zamknięty.
      • obrotowy faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem ? 04.04.20, 07:27
        faktycznie dluzyzny (mozna by trzy razy krocej) - ale gdzie jest problem ?

        bo nie widze.

        moze go w trzech zdaniach postawisz ?
        • weronz Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 04.04.20, 09:30
          Sorry, nie umiem pisać krótko, a może opisem całości chciałam się nieco wybielić, bo wiem, jakie jest zdanie o kochankach, że to one kuszą, uwodzą itd.

          Nutruje mnie takie nerwowe i tchórzliwe zerwanie znajomości, to po pierwsze. Nie raz nachodziło mnie na dłuższe monologi, ale pierwszy raz dowalił, że jestem nieobliczalna i że więcej się ze mną nie zobaczy.

          Po drugie, ten jego strach przed zemstą kłoci mi się z tym, jak mnie potraktował. Czy nie rozsądniej po kilku dniach przeprosić za wybuch, nawet nieszczerze? Czy aż tak mi "ufa" czy to zwyczajny brak instynktu samozachowawczego?

          No i gdzieś na forum czytałam, żeby osoby zakochanej nie odstawiać nagle, bo to wrózy kłopoty i delirkę jak u alkoholika. No ale z drugiej strony czytałam, że bardziej należy się bać obojętnych rozstań niż takich intensywnych, bo to te obojętne oznaczają definitywny koniec.

          Wiem, że ciężko liczyć na szczerość faceta, który nie jest szczery przed sobą i żoną, ale czuję się nieco oszukana, bo kilka razy powtarzał, że chce żeby było jak dawniej, bez seksu, a jednocześnie jak ognia unikał wszelkich spotkań, żeby sprawdzić, czy to w ogóle możliwe.

          Na razie jestem na etapie "odstawienia" i próbuję szukać wyjaśnienia i racjonalizować licząc, że próba poznania jego taktyki i zachowania da mi choć trochę spokoju. Może to syndrom sztokholmski, ale chciałabym pozostać z nim w kontakcie, bo z nikim nie miałam takiej więzi i w dodatku on był ostatnią bliską mi osobą.
          • weronz Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 04.04.20, 09:35
            I jak to jest, że ktoś kto nie ufa nikomu, panicznie boi się zemsty, daje mi do ręki narzędzia niezbędne do tej zemsty? Nie mówię, że planuję, staram się opanować, chociaż różne myśli do głowy przychodzą, zwłaszcza, że on próbuje całą winę przerzucić na mnie.
            • 3-mamuska Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 15.04.20, 21:19
              weronz napisał(a):

              > I jak to jest, że ktoś kto nie ufa nikomu, panicznie boi się zemsty, daje mi do
              > ręki narzędzia niezbędne do tej zemsty? Nie mówię, że planuję, staram się opan
              > ować, chociaż różne myśli do głowy przychodzą, zwłaszcza, że on próbuje całą wi
              > nę przerzucić na mnie.

              Bo jesteś winna ciągnęłaś temat ,robiłaś podchody. Niemoralne propozycje. Facet uległ zdarza się jak to mówią kropla drąży i skałę. Oczywiście sam nie jest bez winny może to był test. Albo z braku laku coś zaliczyć.

              Jak się chcesz niby na nim zemścić? Żonę już stracił wiec co dalej?
              I jakie głupie pomysły? Może faktycznie facet zauważył ze jesteś nie spełnia rozumu.
              Nie ma nic gorszego niż kobieta ,która w złości wyrzuca z siebie milion słów ,bez sensu ładu i składu. Same twoje posty są męczące.
              Na dłuższa metę możesz być ciężka w obyciu.
          • 3-mamuska Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 15.04.20, 21:07
            Wiem, że ciężko liczyć na szczerość faceta, który nie jest szczery przed sobą i żoną, ale czuję się nieco oszukana, bo kilka razy powtarzał, że chce żeby było jak dawniej, bez seksu, a jednocześnie jak ognia unikał wszelkich spotkań, żeby sprawdzić, czy to w ogóle możliwe.

            Bo mu się narzucasz ,robisz dwuznaczne propozycje. Wielokrotnie ,wiec on wie ze u ciebie to niemożliwe . Dostaniesz po łapach ,chwila ciszy/spokoju bo obraza , po głupiej propozycji a potem i tak do tego wracasz. Nie dociera do ciebie ze lubi cię potrzebuje do pogadania. Ale może najnormalniej w świecie nie chce cię za kochankę, nie pociągasz go zbyt fizycznie.

            Dlaczego czujesz się oszukana?
            Facet nic ci nie obiecywał tematu drineczków sukienek unikał jak ognia.
            Sorry ale dziecko by się domyśliło ze facet nic więcej nie chce.
            Są na świecie faceci którzy nie lecą na wszystko co się rusza.
            A jego karmienie ciebie wynikało z normalnych ludzkich stosunków , nie erotycznych podchodów.
        • weronz Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 04.04.20, 11:08
          cholera, teraz widzę, ze nie wkleiła się całość... Ostrzegam, że dłużyzna będzie jeszcze większa.
          Wzamian on 'nakrzyczał' na mnie, ze musiał z kimś odbyć rozmowę na temat moich uczuć do niego (okazało się, że kolega poczuł misję zbyt mocno i zadzwonił do niego i wypaplał wszystko, czego się domyślił i dośpiewał) że jego żona czytała mojego maila maila (wysłanego ze 3 tygodnie przed jego urlopem, nie wiem, czemu go zachował) i miał awanturę, nie wie, co ja chcę od niego, że święta spędza i będzie spędzał sam i że czasem się poużala nad sobą ale od nikogo nie oczekuje pomocy i nie będzie oczekiwal itd. Po rower ze mną pojechał, a na prośbę o rozmowę, stwierdził, że sobie wszystko wyobraziłam, a on zainteresowanie okazał mi raz i to po pijaku i ze nie pogadamy o tym, bo 'tak jest łatwiej' Na święta wysłał życzenia, potem na nowy rok, kilka dni później zapytał, czy młody jeżdzi rowerem i poprosił o pomoc z czymś i nagle wyskoczył, że myśli o wyjeździe. Mimo, że nadal go nie kochałam, zabolało jak cholera. Kilka dni później kolega miał mieć poważną operację (ten, który miał raka), napisałam, żeby trzymał kciuki, po operacji zapytał jak kolega, wyraził współczucie, powiedział, że zepsuło mu się auto i ma katar, a wieczorem zasugerował, że kolega powinien jechać do Polski, bo tam mu może pomogą, jeśli jeszcze jest nadzieja. Napisałam, że nadziei nie ma i że chyba nie powinnam była dzielić się z nim takimi rzeczami, bo już minęły czasy, kiedy czułam, że mogę. Dwa dni później zapytałam, jak się czuje i czy katar minął. Cisza. Kilka dni później upiłam się z żoną kolegi i napisałam do niego, poprosiłam o zrozumienie, bo dla mnie uczucia do żonatego to nowa sytuacja, że ja wiem, czego chcę, ale nigdy nie odważę się do tego dążyć i że przykre jest, że z koleżankami, które proponowały seks utrzymuje kontakt, a mnie tak odrzucił, że jestem ciezka w kontaktach z ludźmi, a z nimi nawiązałam dobry kontakt i to, że czuję coś do niego jest raczej wadą niż zaletą w tym wypadku, bo po prostu ceniłam że mówił mi o tylu rzeczach i że niestety, nie jestem osobą która odpuszcza, gdy ktoś zawiedzie raz lub dwa i nadal mi zależy i że zalezało mi na przyjaźni z nim, ale oczekiwałam zbyt dużo i w zbyt krótkim czasie i że mówię mu to wszystko, bo nie wiem, czy jeszcze go zobaczę czy już nie. Dwa dni później napisał, że spieprzyłam mu urlop, mam idealne wyczucie czasu, bo moje wiadomości czytała jego żona i ze dawno go nikt tak nie zgnoił i 'podziękował' za spieprzenie życia jeszcze bardziej niż miał. Tym razem ja nie odpisałam, bo z jednej strony czułam się winna, a z drugiej nie wiedziałam przecież, że jest w domu, no i nie wiedziałam, co miałabym napisać. Fakt, mogłam swoje mądrości zachować dla siebie, ale jego potencjalny wyjazd naprawdę mnie kopnął. Kilka dni póżniej jakby nigdy nic zapytał, czy mu coś załatwię, a że zawodowo jestem 'ponad to' i obiecałam mu już dawno, że sprawy nadal będę mu załatwiać, niezależnie od wszystkiego, załatwiłam sprawę. Zapłacił, zapytał o kolegę, wyraził współczucie. Znów cisza. W międzyczasie zakumplowałam się z jego kolegą (tym od 'zakopywania żony'), kolega non stop podsycał we mnie myśli, jak to facetowi trzeba pomóc, natchnąć go do zmian itepede. Powiedziałam mu, że nie dość, że nie chciałabym się bawić w romans z żonatym, to tym bardziej nie chciałabym, żeby żonę zostawił dla mnie, bo całe życie spędziłabym w obawie, że to samo spotka mnie. W dzień jakiegoś wyjazdu z kolegą, odezwał się magicznie C. (podejrzewam, że wiedział, że jestem na wycieczce z I., bo współlokator I. to kolega C.) żeby mu coś załatwić. Sprawa duża (papiery na rezydenta), więc powiedziałam, że trzeba będzie zarezerwować sporo czasu. Temat nagle umarł.
          • weronz Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 04.04.20, 11:09
            Po trzech tygodniach ciszy napisałam do niego, że jego kolega wspomniał o nim i uświadomiłam sobie, że nie dałam mu znać, że szwankuje mi telefon. Odpisał po dwóch dniach, że skręcił nogę na nartach a nie ma czasu na lekarza, ale coraz gorzej boli i puchnie. Do przychodni nie udało mi się go umówić i temat umarł. 1go marca byłam z I. w kinie, chciałam pokazać mu jakiegoś screena, którego kiedyś wysłałam C., przez zepsuty telefon messenger zadzwonił, on wysłał znak zapytania, ja napisałam, że przypadkiem i tyle. Rano zapytałam, jak noga, rozgadaliśmy się nieźle, do szpitala z nogą zabrał współlokatora (jako tłumacza), kiedy po południu spytałam, czy ma chociaż jakąś maść albo opaskę uciskową, stwierdził, żebym się nie martwiła, bo poszedł do szpitala tylko po to, żeby mieć papierek do odszkodowania. Gdy milczałam przez 20 minut, nagle wyskoczył, że ma nadzieję, że nie jestem zła. Jako że kolega nie podołał jako tłumacz, zaszczyt ten przypadł mi. Zaraz przy szpitalu skomentował 'co za zmiana' (zdążyłam schudnąć przez ten czas dobre 10 kg), w szpitalu gadał i gadał, a gdy zapadało milczenie, szukał na szybko nowego tematu. W gabinecie nie chciał szlafroka i siedział przy mnie w bluzie, majtkach i skarpetach zakrywając newralgiczny punkt każdego mężczyzny. W duchu śmiałam się, że pierwszy i ostatni raz widzę go 'nago'. O ja naiwna!

            I od tamtego czasu kontakt nagle nie tyle się odnowił, co uderzył z niemałym impetem. Wysyłał mi suchary, pisał praktycznie na każdej przerwie, pod byle pretekstem, w weekendowe wieczory olewał kolegów i pisał ze mną. Przyjeżdżał w każdy weekend z każdą pierdołą, którą załatwiłby sam po ciemku i na bani. Jak raz powiedziałam, że się odezwę ale tego nie zrobiłam, to po północy napisał, że czekał i nic. Przepraszał za każde wyimaginowane przewinienie, kilka razy pytał, czy nie jestem zła, na pytanie za co, powiedział, że 'tak ogólnie', raz, kiedy powiedziałam, że pozostaje tylko czekać, aż i mnie dopadnie jego złośliwość, stwierdził 'chyba już byłem'.

            Nie oczekiwałam od niego żadnych przeprosin za to co było, bo byłam naprawdę nieznośna. Ale w głowie miałam wielki czerwony wyjący alarm, że po tylu krzywdach facet wraca i nagle to on nawiązuje kontakt.

            Nie zrozumcie mnie źle, wiadomo, że wolałam to niż wzajemne pretensje, niezręczne rozmowy i milczenie, ale newsy w stylu 'udało mi się wziąć prysznic na stacji, jestem szczęśliwy' były... dziwne? Jakby nagle zapragnął dzielić się ze mną nawet takimi bzdetami. Jednocześnie nie próbował wskoczyć mi do łóżka, nie sypał zboczonymi żartami. Zaczęłam godzić się z myślą, że jestem 'platoniczną kochanką', jak to na swój użytek nazwałam. Tak, było frustrujące nie móc pójść z nim do łóżka, ale stwierdziłam, ze po prostu trzeba sprawy zostawić swojemu biegowi. Nie podlizywałam się, przestałam się zwierzać ze wszystkiego, pozwalałam jemu mówić więcej. I nie, nie robiłam tego dla swoich celów, żeby go 'ugłaskać', konkurować z żoną czy coś. Wiedziałam, że to czego chcę, a to czego mogę chcieć, to dwie różne sprawy. Nie liczyłam, że nagle mnie zapragnął, że miesiąc gadek sprawi, że będzie chciał zmienić swoje życie (tak, gadał do mnie na żonę, ale gadał o niej też do swoich kolegów, więc to nie był sposób na pocieszenie biednego żuczka), uznałam, że niech robi ze swoim życiem co chce, a ja sobie po prostu będę.

            Jakieś półtora tygodnia przed moimi urodzinami, próbowałam zebrać się na odwagę i zaprosić go, ale bałam się odmowy. Specjalnie poradziłam się w sprawie tequili (pracował w barze meksykańskim), doradził. W dzień moich urodzin złożył mi życzenia, wieczorem napisał, czy nadal jestem trzeźwa, powiedziałam, że imprezę planuję na jutro i mam wszystko, a jeszcze nie zaprosiłam jedynego gościa, bo kiepsko u mnie z odwagą. Zapytał, ilu jest gości, powiedziałam, że ja i tequila póki co, on wyraził zdziwienie, bo przecież tylu mam znajomych i że byłam w kinie z I. i w ogóle. Stwierdził, że skoro mam sama spędzać swoje urodziny, to przyjedzie, boi się, ale przyjedzie. W dzień urodzin byłam z nim na rezonansie, wieczorem przygotowałam wszystko, a on pięć minut przed planowanym czasem imprezy napisał, że nie przyjedzie, bo zapytał żonę o zgodę i znów miał awanturę (później przyznał się, że to była ściema, bo bał się, że do czegoś między nami dojdzie). Powiedziałam, że nie zapraszam go na orgię tylko na drinka, a on dowalił: powiedz to mojej żonie, kobiety są strasznie zazdrosne (oj, kusiło mnie, żeby spytać, czy serio mam zadzwonić do żony i jej to powiedzieć– miałam jej numer po operacji, w razie, gdyby coś się nie powiodło, i zapomniałam go skasować, ale powstrzymałam się . Cóż, urodziny spędziłam rycząc na kanapie, on na drugi dzień zapytał jak samopoczucie i zasypywał mnie sucharami, poprosił o załatwienie sprawy, załatwiłam, cały czas próbował nawiązywać kontakt, ale zbyt to bolało. Po kilku dniach milczenia stwierdził, że jak nie przestanę się gniewać, to przyjedzie z kwiatami. Miałam ochotę wysłać mu 'piosenkę o kwiatach'. Jakieś dwa tygodnie później zapowiedział się ze przyjedzie 'na kawę', powiedział, że ma coś dla młodego (mimo mojej dwukrotnej prośby o nieprzywożenie mu słodyczy, bo za bardzo się przywiązał) i że nadal nie przywiózł kwiatów. Kwiatki dostałam, sprawę załatwiłam, jajko wielkanocne dostała moja sąsiadka. Gdy przeżywał potencjalną operację kolana i niemożność pracowania, powiedziałam, że w razie czego mam trochę oszczędności. Wzamian za to (urażone męskie ego podejrzewam), zapytał, czy jeździłam na motorze, bo jego żona śledzi mojego fejsa i widziała fotki. Zaczęłam ignorować wiadomości, na drugi dzień był ze sprawą, kiedy spytał co u mnie, wzruszyłam ramionami, on zapytał, czy jestem zła, ja zapytałam, czy robi mu to różnicę, on, odważnie, powiedział 'na razie' i poszedł. Wypisywał na fb że nie wie o co chodzi, że przeprasza i czekał aż się odobrażę. Gdy zmarł mój kolega, a ja nie odpisywałam na wiadomości, zaczął chyba trochę panikować, bo pytał aż trzy razy czy wszystko okej. W dzień pogrzebu zadzwoniłam, żeby się uspokoić przed ceremonią i wisiał ze mną na telefonie półtorej godziny. Po pogrzebie byłam z nim na kursie, liczyłam, że wpadnie w weekend bo miał mieć urodziny i chciałam dać mu prezent. Okazało się, że urodziny tak go przygnębiają, że przez kilka dni prawie nie było rozmów. Pamiętał nawet (nie wiem, jakim cudem) o urodzinach młodego (dwa dni po urodzinach C., ale nie pamiętałam, żebym mu o tym kiedykolwiek mówiła), ale na propozycję korków z angielskiego zareagował fochem, więc i ja nie byłam zbyt chętna do rozmowy. Dwa dni później napisał, że urządza grilla ze wspollokatorami i zapytał, czy wpadam. Zawahałam się, a jak zgodziłam się godzinę później, nagle zmienił zdanie i stwierdził, żebym nie przychodziła, bo są wstawieni, a w nocy napisał, jak to mu przykro, że nikt jego starań nie docenił, narobił jedzenia a chłopaki woleli pić. Po tej akcji za jakiś czas kontakt w miarę wrócił, ale o wiele chłodniejszy, plus od kursu nie widziałam go ani razu, przez ponad miesiąc. Po miesiącu, podczas wizyty w szpitalu dowalił, że przyjeżdża jego rodzina (na wakacje). Byłam zdziwiona (nie było ich tutaj 6 lat), zresztą oznajmianie mi tego jakby mówił, że zamówił gacie na ebay, było przykre. Wiem, że to facet, ale raczej nie mógł nie wiedzieć, że mówienie o tym nie będzie mi obojętne. Po tej wizycie kontakt praktycznie umarł, odzywał się zwykle wtedy, kiedy wiedział, że jestem u I. (nazywałam to sokiem z żuka i jak na początku takie 'znaczenie terenu' bawiło, tak później już irytowało, bo wysłanie suchara żeby o sobie przypomnieć, było... kiepskie). Lipiec upłynął na rozmowach wyłącznie o pracy i kilku sucharach, tylko raz, kiedy I. u mnie był i C. o tym wiedział, nagle naszło go na zwierzenia i mimo, że on wiedział, że ja wiem, że on wie, że I. jest u mnie, i sama mu to przyznałam, bo po co ściemniać skoro wie, to i tak się nieco ufochał. Btw, bo nie wiem, czy wspomniałam, z kolegą I. łączyły mnie kontakty wyłącznie przyjacielskie, chociaż po czasie dowiedziałam się,
            • weronz Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 04.04.20, 11:11
              chociaż po czasie dowiedziałam się, że on przedstawiał je inaczej. Dwa dni później byłam z I. i koleżanką w ambasadzie, żeby oczyścić atmosferę z C. ściemniłam mu, że I. podrywał moją koleżankę, a na jego komentarz czy on tak każdą podrywa, powiedziałam, że mnie nigdy nie podrywał.

              I nagle, dwa dni po tym wydarzeniu, gdy późno w nocy przypomniało mu się o zaległym mandacie i zaczęliśmy gadać, kiedy wyszedł do klubu, a koledze wessało gotówkę i zaproponowałam drinka u mnie, on po kilku godzinach napisał, że jest już w domu, ja wyraziłam żal, że się nie napijemy, po krotkim wahaniu jednak stwierdził, że przyjdzie. I możecie powiedzieć, że jak suka nie da to pies nie weźmie (kolega już mnie tak określił), że sama się prosiłam i jestem sama sobie winna, ale nie sądziłam, że skończy się tak, że on podejdzie, przytuli mnie i pocałuje. Spodziewałam się raczej dwóch drinków, drętwej atmosfery i kłótni o współlokatora kończącej 'imprezę'. Nie pomyślałam, że ten tchórz będzie miał na tyle jaj, żeby w końcu sięgnąć po to, czego chciał od 10 miesięcy (a może dłużej). Skończyło się tak, jak się domyślacie. Wiem, że nie powinnam, ale nie jestem z kamienia. Wahałam się, bo mogło to oznaczać koniec znajomości i powiedziałam mu, że mam nadzieję, że nie urwie po tym kontaktu jak gówniarz. Wyszedł ode mnie po 3 godzinach, które w większości spędziliśmy na swobodnych ale szczerych rozmowach. Kiedy ode mnie wyszedł, po 10 minutach podziękował, cały dzień gadał o tym ze mną, plus o innych rzeczach. Wieczorem wpadł z mandatem, powiedziałam, że nie wiem, jak się zachować, on powiedział, że też nie wie jak się zachować. Posiedzieliśmy chwilę na kanapie, a jak pocałowałam go w czoło, poprosił, żebym przystopowała, bo musi to przetrawić. Kolejnego dnia też sprawdzał co jakiś czas co u mnie, a wieczorem powiedział, że nie mógł spać, bo czuje się egoistą, nie sądził, że zrani mnie i że może stracić rodzinę. Pocieszyłam go (jak prawdziwa ofiara syndromu sztokholmskiego, wierna swojemu oprawcy) i na wieść, że się popłakał, powiedziałam, żeby następnym razem nie robił tego sam, o ile jeszcze chce mnie oglądac. Stwierdził, że będę jeszcze nie raz zmuszona go oglądać, trochę czasu minie, ale jeszcze go zobaczę. Euforii starczyło mu jednak jedynie na dwie doby i zaczął przeżywać, że straci rodzinę, że był strasznym egoistą i w ogóle nie myślał co robi. Zresztą zaraz stał się dosyć oschły i przerażony, ja pojechałam na urlop, potem przyjechała jego rodzina, a ja bałam się, żeby nie narobił sobie kłopotów (zwłaszcza, że po powrocie ode mnie, powiedział współlokatorowi, że był u fajnej kobiety i współlokator drążył temat). Po ich wyjeździe nie odezwał się, za to właścicielka ich mieszkania poprosiła mnie o poinformowanie ich o kończącej się umowie. Ze dwa dni później napisałam z pytaniem o wizytę w szpitalu, on napisał, że nie zrobią mu operacji, a kiedy próbowałam zaprosić go do siebie (tak, wiem, zimna okropna rozbijaczka małżeństw) stwierdził, że nie możemy już tego robić, bo mało brakowało a sprawa by się wydała, że straciłby dzieci itd. Przegadaliśmy dwa dni, 'wypomniałam' mu rzeczy, przez które czułam się zraniona i pogodziłam się, że wracamy do przyjaźni, chociaż wiedziałam, że bedzie mi brakować tej bliskości i tego że po raz pierwszy w życiu byłam przy kimś naga bez kompleksów.
              Na początku września okazało się, że I. zabujał się w mojej koleżance (tej, której zmarł mąż), o czym dowiedziałam się po fakcie, koleżanka postanowiła wymigać się ze znajomości ze mną, kolega zresztą też. Jako że oboje wiedzieli, że spędziłam noc z C., w obawie, żeby ich smrody nie wyszły na jaw, podjęli próbę pokazania mi, żebym się nie wtrącała poprzez powiedzenie koledze C., zeby do mnie zadzwonił, bo jest ze mną w dobrych 'stosunkach' (gra słów raczej zamierzona). C. spanikował, że sprawa się rypnie, stwierdził że jeśli do tego dojdzie, nie będę miała z nim już kontaktu. Dwa dni później podesłałam mu link z danymi przychodni (miał wypadek i potrzebował zwolnienia) i powiedziałam, że w razie czego pójdę z nim, gdyby jego nowa tłumaczka nie mogła. Odezwał się wieczorem, stwierdził, że to jego wina i że nie powinien był do tego dopuścić, powiedziałam, że mam takie nerwy że od 3 dni nic nie jadłam i boję się, komu jeszcze nagadają na mój temat. Powiedział, że jeśli potrzebuję pocieszenia to przyjedzie, a jak temat zszedł na inne tory to zapytał, czy chcę się przytulić. Przyjechał, znów dużo gadaliśmy, stwierdził, że jakiś czas może się nie odzywać, bo po paru godzinach dopada go sumienie (nie mnie weryfikować, czy to prawda czy nie, dał się poznać jako naprawdę wrażliwy facet). Po tygodniu napisałam do niego, chwilę pogadaliśmy. Tydzień później napisał, że kupił auto i zaczął żartować z korelacji między wielkością auta a sprzętu. Znów przyjechał w nocy. Gdy wychodził, powiedziałam, że nie podoba mi się, że przez to co między nami jest, cierpi moja praca i moja znajomość z nim. Zaczął się w miarę odzywać, w końcu znów ja zaczęłam załatwiać mu sprawy. Tydzień później znów przyjechał. Wiem, że sama pakowałam się w coraz większe bagno, ale nie umiałam nawet po takim czasie znajomości i 'czekania' czuć się jak brudna kochanka. Cieszyłam się, że daję mu bliskość. Rano wysłał ckliwe opowiadanie o facecie, który się zakochał i chciał zostawić żonę, żona poprosiła, żeby przez miesiąc znów zachowywali się jak kiedyś, pokochał ją ponownie i kiedy zerwał z kochanką i wrócił do domu, znalazł martwą żonę na łóżku. Próbowałam go tłumaczyć, i przed nim samym i przed sobą, że jest tylko człowiekiem i jak każdemu, zabrakło mu bliskości, ale uparł się, że jest okropny i że więcej już nie możemy tego robić.
              • weronz Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 04.04.20, 11:12
                Możecie mnie mieć za wyrachowaną i zimną, ale myśl że on mógłby się we mnie zakochać pewnie bolała mnie bardziej niż jego, bo wiedziałam, że i tak nic to nie zmieni w jego uporze żeby 'być' z żoną. Wiem, że pośrednio przyczyniałam się do krzywdy jego rodziny, ale chciałam być tłumaczką, przyjacielem i raz na jakiś czas przytulić się do niego i pozbyć wszystkich kompleksów.

                Przez jakieś dwa tygodnie gadaliśmy normalnie, potem pojechał na urlop i jego żona przypadkiem przeczytała wiadomość ode mnie, której nie skasował. Ponoć miał awanturę za awanturą, a dopiero po powrocie dowiedział się o co chodzi. Stwierdził, że chce, żeby sprawy między nami wróciły do stanu sprzed seksu, ale to niemożliwe, bo będę go widziała już tylko w łóżku (zajechało mi projekcją, bo jakby nie patrzeć, żyłam bez tego seksu blisko rok i to on z naszej dwójki nie wytrzymał), potem sprawy pogorszyły się jeszcze bardziej, a w listopadzie przyjechała jego żona (wg współlokatora na stałe). Podobno miał straszny dym za to, że przy spotkaniu z właścicielami ja służyłam za tłumacza (właścicielka poprosiła). Czułam się strasznie, zwłaszcza, że całą winą non stop próbował obarczać mnie, ale, nawet mimo że jego żona tu była, nadal mnie prosił o pomoc w załatwianiu spraw. Zaczęłam się zastanawiać, czy cokolwiek wie i czegokolwiek się domyśla, bo spodziewałam się raczej, że wyrwie mi włosy z głowy na dźwięk mojego imienia (w końcu podobno regularnie sprawdzała mojego fb) Po załatwieniu sprawy z właścicielami, kontakt umarł, do świąt, wysłał mi życzenia, pogadaliśmy, znów tak jak kiedyś, od serca. W nowy rok też. W styczniu przydzielono mnie jako tłumacza na jego komisji lekarskiej, o czym go firma nie poinformowała, więc wziął kogoś innego, ale odesłał swoją tłumaczkę do domu. Po komisji znów wrócił z sucharami i każdym pretekstem do chwili rozmowy. Tydzień później, znów wylądował w moim łóżku. Kiedy zapytał, co zrobię, jak znów się nie będzie odzywał, w żartach dowaliłam, że do dnia kobiet wytrzymam. Poza podesłaniem mi 2 tygodnie później listu (który juz ktoś mu zapewne przetłumaczył) do dnia kobiet się nie odezwał. blisko 4 tygodnie temu jego współlokator napisał z pytaniem czy nie chcę kupić paru mebli, a ja skończylam pijąc drinki, bo stwierdziłam, że znów stchórzył i się wyniesie gdzieś bez słowa. Spytałam współlokatora, czy odbierze mnie ze szpitala po operacji i dowaliłam tekstem, który wywołał reakcję C. Trzy razy zarzekał się, że odbierze mnie ze szpitala i pomoże tyle ile da rade. Zarzucił mi, ze tak samo jak on, mogłam się odezwać (a wiedziałam, że był w polsce, tylko nie wiem, w jakim terminie, raczej nie chciałby, żeby znów się wydało, że ma ze mną kontakt, bo żona mu zabroniła ze mną rozmawiać już wieki temu), zwlaszcza, skoro go znam i wiem jaki jest. Pogadaliśmy od serca, zaproponowałam z rana kawe na przywitanie zanim ruszy w trasę, ale się wykręcił. Dwa dni się poodzywał, ale potem walnął focha o nadopiekuńczość (ma bóle głowy, o czym rozmawialiśmy już pół roku temu, ale przypomnienie mu tego faktu zaskutkowało ciszą)

                W tamtym tygodniu odezwałam się pierwsza, ale trafiłam pechowo, bo miał strasznego nerwa. Na zaproszenie na drinka stwierdził, że to już się nigdy nie zdarzy, przeprasza i wie ze jest potworem, a potem dowalił, że obiecał to komuś, na kim mu zależy ( na pewno nie żonie). Nagle też stwierdził, że boi się że komuś wygadam z zemsty (już w październiku stwierdził, że jak mi powie, że już nie chce uprawiać ze mną seksu to będę chciała się mścić i że każdy chce się mścić) i że życie w nieustannym strachu paraliżuje. Non stop całą winę zrzucał na mnie, cały czas usilnie wmawiał mi, że nie będę umiała wytrzymać bez rzucenia się na niego. Nie powiem, poczułam się naprawdę zraniona tym, że z jednej strony ufał mi na tyle, że zdradził mi tyle sekretów, tyle informacji o sobie, że miałby przesrane gdybym pękła, a z drugiej niewystarczająco mocno, zeby zobaczyć, że nie jestem nimfomanką, która rzuci się na niego zanim wejdzie do domu. Popłynęłam trochę z gadką, on przeczytał i nawet nie odpisał, wiedząc, jak mnie wkurzają monologi, więc znów coś napisałam. Stwierdził, że go przerażam, a jakiś czas później napisał, że ma rodzinę, i on i oni mogą się w każdej chwili zarazić wirusem, i czy ja oczekuję, że on poświęci dla mnie to wszystko, co z nimi przeżył (co 'najciekawsze', nigdy takie słowa nie padły z moich ust. Mówiłam czasem, że powinien pomyśleć o sobie, że wiem po swoich rodzicach, że dzieciom na dobre wyjdzie rozstanie niż obopólna nienawiść, ale 'ona albo ja' nigdy nie padło) i żebym powiedziała mu, czego oczekuję. Potem stwierdził, że nie zobaczy się ze mną, mogę pisać i dzwonić, ale ma nadzieję że już się nie spotkamy, bo jestem nieobliczalna. Powiedziałam mu, że byłabym bardziej obliczalna, gdyby on mnie traktował bardziej stabilnie. Potem zaczął mowić, że pogodził się z tym że wszystko stracił, że cieszy się że zabezpieczył rodzinę i że to co zrobił jego ojciec było najlepszym wyjściem (popełnił samobójstwo). Wiem, że to raczej szantaż ze strachu, że sprawa się rypnie, ale z drugiej strony, jest na tyle wrażliwy i emocjonalny, że nigdy nie wiadomo. Poprosił, żebym dała mu spokój, spytałam czy nic sobie nie zrobi i się odezwie, to stwierdził, że 'raczej'. Kiedy mu powiedziałam, żeby przyjechał po tabletki, znów poprosił o spokój, a wieczorem napisał, że nie zajedzie, bo musiał pilnie jechać do pracy. Napisałam, do niego w niedzielę rano, zwykła wiadomość, co u niego i czy już się uspokoiło (młyn z tamtego weekendu), ale nie odpisał.

                Miotają mną różne uczucia. Tak, zależy mi na nim i nie chcę mu rujnować życia. Z drugiej strony, czuję się na swój sposób zdradzona, bo wiedział, że po seksie stchórzy, a mimo to się zdecydował, jakby kompletnie gdzieś miał dwa lata mojej pracy i rok naszej znajomości i mimo że wiedział, że dla mnie to było więcej niż tylko seks. Czuję się niesprawiedliwie potraktowana, bo całą winę próbuje przerzucać na mnie, jakbym ja go zmusiła do seksu ze sobą, a on nie miał wyjścia. Czuję wielką wściekłość widząc, że jemu się sprawa upiecze i jak gładko z propozycji pomocy po operacji przeszedł do nazywania mnie nieobliczalną i uważa, że grzecznie przytaknę i przeproszę. Był etap, że przepraszałam go za to jak on się czuje i autentycznie czułam się winna, że czuje się przeze mnie źle. Ale jest dorosły i nikt go za rękę do łóżka nie ciągnął, sam tak wybrał, więc powinien liczyć się z konsekwencjami i że jego romans może się wydać. A już na pewno, skoro ma mnie za nieobliczalną, nie powinien dawać mi powodów do gniewu i zemsty. Nie, nie jestem na tyle porąbana, żeby go szantażować i wzbudzać w nim strach tylko po to, żeby kontynuował znajomość ze mną, ale nie rozumiem jego logiki. Nie musi się podlizywać i być na każde moje zawołanie, ale gdyby podszedł do mnie jak do człowieka i zrozumiał, że naprawdę mnie skrzywdził i wziął na klatę fakt że przywiązałam się do niego, byłoby to o wiele bardziej ludzkie.

                przeczytałam, żeby nie mówić żonie i jej nie krzywdzić. Z jego opowiadań wynika, że żona związała się z nim wiedząc o jego problemach z dzieciństwa i widząc, że jest człowiekiem, który nie miał rodziny i do ostatniego tchu będzie walczył o swoją, teraz, z opowiadań kolegów i jego, wiem, że chodzi jej głównie o kasę. Mówił, że każda kobieta jest podejrzana o romans z nim i że żona zabiłaby siebie albo jego, gdyby wiedziała o zdradzie. Nie mnie ją oceniać, bo widziałam ją dwa razy, nie mam jak zweryfikować, czy kocha go czy korzysta z faktu, że on da się zajeździć w imię wyższych celów. Szkoda mi jedynie dzieci, bo ich ojca i tak nigdy z nimi nie było i one są niczemu niewinne.

                Nie wiem, co mam robić, nie wiem, jak postąpić. Za kilka dni mam urodziny, które chciałam spędzić z nim, a teraz nawet nie wiem, czy doczekam się grzecznościowych życzeń. Byłabym spokojniejsza, gdyby zdobył się na szczerą rozmowę w cztery oczy zamiast wpędzać mnie w poczucie winy, żeby od siebie odpędzić wyrzuty sumienia, bo tak mu wygodniej. Niestety, wiem, że do teg
                • weronz Re: faktycznie dluzyzny - ale gdzie jest problem 04.04.20, 11:13
                  iestety, wiem, że do tego trzeba dojrzałości, której jemu brakuje. Raczej na pewno jest to chore, ale jakaś naiwna część mnie, nie umie mieć go za złamasa, który kilka miesięcy robił podchody, żeby przyjść i zaliczać do woli a potem zwiać. Wyrosłam z usprawiedliwiania go, co nie oznacza, że chcę, żeby coś mu się stało. Ale wiem, że nie wytrzymam na pewno myśli, że on uznał, ze nazwie mnie nieobliczalną i sprawa jest wg niego załatwiona. W głowie mam setki pytań, na które chciałabym znać odpowiedź, chciałabym umieć odciąć się od niego i tej sytuacji, ale to chyba póki co ponad moje siły.


                  -------------

                  nie wiem, czy komukolwiek zachce się czytać całą 'opowieść', ale nie umiem sensownie jej skrócić bo trwało to półtora roku. Ale moje pytania nadal pozostają te same.
    • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 05.04.20, 18:00
      kurka siwa jakie to ciekawe
      chyba przeczytam jeszcze raz
      • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 07.04.20, 02:25
        Zrezygnowałam po 3 wpisie serio dziewczyno
        O co chodzi?
        • zolza670 Re: długa historia krótkiego romansu 07.04.20, 09:40
          W skrócie: ona chce a on nie...albo jakoś tak 😉
          • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 08.04.20, 10:47
            A dziwisz się gościowi? Ona go nęka! Ja bym się bała takiej osoby, która pisze pod byle pretekstem, zaprasza, chociaż wie o żonie, pacjent pisze wprost coby nie pisała, a ona ..... no sorry!!
            • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 13.04.20, 20:34
              tak, nie ukrywam, zdarzało mi się mu czasem narzucać albo rozpisywać i wiem, że niezbyt mądre to było, ale czasem czułam potrzebę się mu wygadać albo nazbierało mi się nerwów i nie wytrzymywałam. Z pisania z byle pretekstem w sumie wyrosłam już dawno, to on pisał z byle pretekstem przez naprawdę długi czas, ja jedynie kontynuowałam rozmowę.

              Co do zapraszania, początkowo przynajmniej, nie zapraszałam go, żeby go upić i wykorzystać. Niestety, ale mam w sobie coś takiego, że przyciągam ludzi, którzy mają jakieś problemy, a jak wiem, że ktoś ma problem, to nie umiem przejść obojętnie. On lubił mi się wygadać i tego się raczej spodziewałam przy spotkaniach. Nie jestem Maryja zawsze dziewica, ale lubiłam tego gościa, wychodzi na to, że w sumie bardziej niż on mnie.
              • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 13.04.20, 20:50
                a do czego tobie to forum jest potrzebne?
                • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 13.04.20, 21:01
                  trochę po to, żeby zrzucić to z siebie, moja obecna sytuacja towarzyska wygląda tak, że w sumie po kłótni z C. nie został mi nikt, z kim można pogadać w miarę normalnie i na poziomie. Trochę po to, żeby zobaczyć, jak czuli się inni, poznać sprawę z perspektywy różnych osób. Forum nazywa się 'kochanki', różne tematy tu były poruszane, a że w sumie to byłam kochanką, stwierdziłam, że tu może ktoś mnie zrozumie.
                  • znowu.to.samo Re: długa historia krótkiego romansu 05.05.20, 20:38
                    weronz napisał(a):

                    > trochę po to, żeby zrzucić to z siebie, moja obecna sytuacja towarzyska wygląda
                    > tak, że w sumie po kłótni z C. nie został mi nikt, z kim można pogadać w miarę
                    > normalnie i na poziomie. Trochę po to, żeby zobaczyć, jak czuli się inni, pozn
                    > ać sprawę z perspektywy różnych osób. Forum nazywa się 'kochanki', różne tematy
                    > tu były poruszane, a że w sumie to byłam kochanką, stwierdziłam, że tu może kt
                    > oś mnie zrozumie.




                    Sorry ale oni raczej pomyśleli, że to ty nie jesteś na poziomie. Ja też nie chciałabym mieć wśród znajomych babki co lata za żonatymi
                    • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 17.05.20, 10:25
                      > Sorry ale oni raczej pomyśleli, że to ty nie jesteś na poziomie. Ja też nie chc
                      > iałabym mieć wśród znajomych babki co lata za żonatymi
                      >


                      akurat 'znajomi', którzy 'odpadli' dosyć mocno kibicowali tej znajomości. Nie każdy jest nieskalany i żyje według wszystkich zasad moralnych. A wycofali się ze znajomości ze mną, bo kolega zakochał się w koleżance, a że miałam bliski kontakt z jego byłą żoną, nie chciał, żeby sprawa się rypła, więc wybrał koleżankę a nie mnie wink
            • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 13.04.20, 20:58
              poza tym, to ja się dziwię gościowi, ze po trzymiesięcznej przerwie, mając juz próbkę moich umiejętności oratorskich, wrócił i kontynuował znajomość jakby nigdy nic. Ja przystopowałam i nie szukałam na siłę kontaktu, tak było łatwiej, bo nie mógł wtedy mi i sobie wmawiać, że się narzucam.

              Marne to usprawiedliwienie, ale kiedy jestem z kimś blisko i dużo daję z siebie tej osobie, to po jakimś czasie zaczynam chcieć wzajemności. On miał moje wsparcie, zrozumienie, gdy potrzebował o czymś pogadać, wiedział, że może się do mnie zwrócić. Czasem chciałam skorzystać z tego, żeby teraz to on się odwdzięczył, no ale z tego co widzę, czasem przyjaźń jest jednostronna, kilka takich miałam.
              • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 13.04.20, 21:09
                Rozumiem potrzeb wygadania się.
                Ale ten opis sorry jest nie do przejścia.
                I skoro ja uciekałam on tym bardziej.
                Może ubierz w słowa ale się tak nie rozpisuj.
                Choć w tym może tkwić problem waszej znajomosci.

                Może facet cię lubił lubi się wygadać a seks był pomyłka. Ale jak ty potrzebujesz mu się tak wygadać jak ty na forum nie dziwie się ze uciskał.
                Nawet jeśli cie lubił to takie pisanie powoduje ucieczkę od samej ilości.
                • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 13.04.20, 21:19
                  taka ilość wyszła. bo sytuacja zaczęła się ponad półtora roku temu. Wiem, że mam 'talent' do nadmiernego wchodzenia w szczegóły i rozpisywania się, ale mam czasem wrażenie, ze jak coś pominę to dalsza opowieść się nie będzie kupy trzymać albo ktoś będzie się dziwił, o co tu w ogóle chodzi.

                  Mam wrażenie, że facet raczej lubił to, że ja go wysłuchiwałam, rzadko kiedy oceniałam, nie litowałam się, kiedy litość była zbędna (no bo co np powiedzieć komuś, kto zwierza się z tego, że znalazł swojego ojca powieszonego i że wiedział, czemu ojciec to zrobił?), nie mówiłam, że inni mają gorzej albo nie waliłam tekstami w stylu 'bywa', 'życie' itepede. Chyba na to najbardziej 'leciał', skoro tak uparcie wracał. Ja przez długi czas przestałam mu się 'wygadywać', a jak znów zaczęłam, albo on mnie 'naciągał' na zwierzenia, to najczęściej właśnie słyszałam, że takie jest życie, że nie doceniam tego co mam. Nie ukrywam, że było to w moim odczuciu przykre.
                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 13.04.20, 21:20
                    Ale to ze ktoś lubił się wygadać nie znaczyło ze to trwało wiecznie.
                    • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 13.04.20, 21:44
                      chodziło Ci o to, że nie będzie trwało wiecznie? Bo albo zgubiłaś słówko albo autokorekta, która często daje się we znaki w Twoich komentarzach.

                      Cóż, głupio założyłam, że skoro tak uparcie wracał i sam odnawiał kontakt, to coś mu we mnie pasowało, stwierdził kilka tygodni temu, że swego czasu byłam jedyna osoba, która słuchała o pewnych problemach. Mówiłam mu, że jestem dosyć trudna w kontaktach z ludźmi, albo kogoś lubię albo nie, a jak lubię, to się mocno przywiązuję i cierpię jak taki ktoś mnie zrani czy oleje tak nagle. W tę znajomość dużo nerwów i zainteresowania zainwestowałam, wiem, że nie było to najmądrzejsze, ale przez to teraz czuję się, jakby ktoś wyrwał mi kawałek serca. I nie ukrywam, przykro mi jest, że najpierw tak rycersko i dobrodusznie zapewniał, że pomoże mi po operacji i jęczał, że moja wina, że się nie odzywałam (i juz tego błędu nie popełnię, drugi raz w ciągu 12 miesięcy i oba były błędem), ale chęć pomocy wyparowała chyba razem z alkoholem. I tak się bałam w ogóle liczyć, że mi serio pomoże (odbierze i być może zostanie na noc po operacji, bo jest wymóg, żeby ktoś mnie monitorował 24h po operacji), zwłaszcza, że z perspektywy widzę, że on lubi pomagać ludziom, którzy albo nic od niego nie chcą albo takim, którzy pamiętają o nim tylko w kryzysowych sytuacjach, bo wtedy można ponarzekać, jak to ktoś go wykorzystał. Wstępnie i tak zgodził się jego lokator, na samą podwózkę, oczywiście, no i operacji przez kilka miesięcy na pewno nie będzie, przez ten czas rycerzowi może się dziesięć razy odmienić, więc i tak raczej mu powiem, że nie chce pomocy od osoby, u której chęci zależą od stopnia upojenia i obecnego humoru.
                      • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 13.04.20, 22:19
                        raczej...
                        ostatnie słowa opisują ciebie przede wszystkim, jego być może również, nie znam gościa
                        powiem szczerze - sygnały od niego były jasne, ty go ewidentnie do wyra zaciągnęłaś. Przebrnęłam przez to co napisałaś (ja powiedziałam, a wtedy on powiedział, a ja mu na to...) i uważam, że jasno dawał znać że nie jest zainteresowany. Uległ w końcu, ale to raczej nie powód do dumy dla ciebie!
                        • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 14.04.20, 10:40
                          Ostatnie słowa "opowieści" czy ostatniego komentarza?
                          • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 14.04.20, 11:43
                            „osoby, u której chęci zależą od stopnia upojenia i obecnego humoru.„
                            • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 14.04.20, 14:30
                              tutaj chodziło mi konkretnie o pomoc przy operacji, ale to jest moje osobiste odczucie, nie wiem, czy jest prawdziwe. Mogło mu się równie dobrze nie spodobać, ze o pomoc poprosiłam jego kolegę a nie jego wink

                              ogólnie nie było aż tak, ze rozmawiał ze mną jedynie kiedy popił i zatęsknił, przez kilka miesięcy kontakt był codzienny, a w weekendy po prostu rozmowy trwały do późnych godzin nocnych (przez messengera, nie na żywo)

                              na początku jeszcze reagowałam na jego wahania nastrojów i humoru, po jakimś czasie dotarło do mnie, że najlepiej będzie zignorować go, kiedy wykazywał 'objawy' zlego nastroju. Ja byłam zdrowsza, a i jego utemperowałam, bo już nie mógł na mnie odreagować stresu z pracy czy z dziećmi, więc przestał to robić.

                              wiem, ze ogólnie głupio było liczyć na to że się wywiąże, ale to by chociaż rozwiązało problem tego, ze nie odwołają mi operacji bo mieszkam sama.

                              a co do Twojego poprzedniego komentarza i jasnych sygnałów: sama się zastanawiałam, czemu przywozi mi obiadki, gada ze mną o swoich problemach, większość znajomych mówiła, że chce, ale się boi, a jeden kolega po mojej kłótni z C. stwierdził 'spokojnie, jeszcze go przelecisz, ale pomału, on sam przyjdzie', Było to w listopadzie 2018, cały czas nie do pomyślenia było dla mnie, że tak się to skończy. Już nie wspomnę, że nie wierzyłam sama sobie, że on w ogóle mógł na mnie polecieć, w jakimkolwiek kontekście. Jak powiedział, że zainteresowanie okazał raz, to uwierzyłam w to i nie drążyłam tematu. Od listopada do marca łącznie rozmawialiśmy kilka razy o sprawach służbowych, potem to on wrócił do kontaktu, ja się uspokoiłam ze swoimi tekstami, nie pisałam do niego, jedynie odpisywałam na jego wiadomości, a potrafił pisać na każdej przerwie (jeździ ciężarówką), a nawet zdarzało mu się pisać znad kierownicy. Nie wiem, czy można to nazwać uleganiem mi, skoro sam tak usilnie starał się utrzymywać i nawiązywać kontakt, poza tym, na swój sposób pogodziłam się, że brakowało mu rozmów ze mną, a nie, że liczył na coś więcej. Do wyra go nie ciągnęłam, w noc kiedy przyszedł po raz pierwszy sądziłam, że wypijemy drinka, pogadamy i on pójdzie do domu. Nie spodziewałam się, że pocałuje mnie od razu w progu. Tak, moglam go pogonić, nic mnie nie tłumaczy, ale w końcu mogłam być blisko z facetem, na którego leciałam od prawie roku i w końcu okazało się, że to, że on na mnie nie leciał było kłamstwem.
                              • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 14.04.20, 19:24
                                Moim zdaniem za bardzo rozmyślasz co kto kiedy powiedział i dlaczego i jeszcze wciągasz w to znajomych.
                                Rozumiem zbliżenie się fizyczne jak i psychiczne nadawanie na tych samych falach. Rozmowy.
                                Facet miał odskocznie od domu rozrywkę. I tyle ,myślałaś ze będzie to trwało wiecznie. To z trafiliście do łóżka ,myśle ze było częściowo splotem wydarzeń, a częściowo sprawdzianem czy warto.
                                Najwidoczniej nie było warto ,kryzys/czy tez chwila słabości w jego głowie minęła.
                                Czas ochłonąć i przestać się zadręczać.
                                Bo nikt nie siedzi w jego głowie i nie wie co on czuje i czego chce.
                                • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 14.04.20, 20:18
                                  zgadzam się, to wciąganie znajomych to jakieś przedszkole. Czego ty chcesz od niego? On ma rodzinę!!
                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 07:31
                                    odkochana, ze znajomymi po prostu o tym gadałam, wątpię, że każda niecna kochanka trzyma wszystko w jak największej tajemnicy. Przez jakiś czas radziłam sobie z tym sama a potem już nie, bo raz było dobrze a raz źle, a ja cały czas się czułam winna, że to ja powiedziałam lub zrobiłam coś nie tak.

                                    mamuska, facet od 20 lat mieszka poza domem, od 7 lat w Anglii, w domu jest ze dwa razy do roku. Nawet jeśli byłam odskocznią, to nie po to, żeby potem wrócić do domu. Ciężko jest ochłonąć, bo to jednak nie była pięciominutowa znajomość, nagle się zaczęła robić taka intensywna (i nie mówię tu o seksie, bo tych spotkań było pięć na przestrzeni pięciu miesięcy), ktoś mnie rozumiał, akceptował i ja rozumiałam jego. Ciężko to tak na luzie przeboleć, chociaż kilka prób już było.
                                    • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 14:49
                                      weronz napisał(a):

                                      > odkochana, ze znajomymi po prostu o tym gadałam, wątpię, że każda niecna kochan
                                      > ka trzyma wszystko w jak największej tajemnicy. Przez jakiś czas radziłam sobie
                                      > z tym sama a potem już nie, bo raz było dobrze a raz źle, a ja cały czas się c
                                      > zułam winna, że to ja powiedziałam lub zrobiłam coś nie tak.

                                      Moza rozmawiać z przyjaciółka/przyjacielem a nie znajomymi do około.
                                      Może chciałaś aby się wydało?


                                      > mamuska, facet od 20 lat mieszka poza domem, od 7 lat w Anglii, w domu jest ze
                                      > dwa razy do roku. Nawet jeśli byłam odskocznią, to nie po to, żeby potem wrócić
                                      > do domu. Ciężko jest ochłonąć, bo to jednak nie była pięciominutowa znajomość,
                                      > nagle się zaczęła robić taka intensywna (i nie mówię tu o seksie, bo tych spot
                                      > kań było pięć na przestrzeni pięciu miesięcy), ktoś mnie rozumiał, akceptował i
                                      > ja rozumiałam jego. Ciężko to tak na luzie przeboleć, chociaż kilka prób już b
                                      > yło.


                                      🤣🤣🤣🤣
                                      Wiec powiem ci jak to wyglada z perspektywy osoby mieszkającej 20 lat za granica ,w Anglii.
                                      Po pierwsze skąd wiesz jaka jest jeśli relacja z żona?
                                      Zam kilku takich jeden od 5 lat chce zaciągnąć mnie do łóżka ,wmawia zakochanie, a jeździ do żonki i do dzieci.
                                      Znam masę takich. W domu grają przykładnych mężów/ojców. A w UK robią co chcą i zawsze znajdzie się chętna.
                                      Coś na zasadzie „ co dzieje się w Vegas zostaje w Vegas”

                                      Poza tym to żadne wytłumaczenie ,ze on nie wraca do żony myślisz ze by ci się przyznał otwarcie ze kocha żonę? Ze z nią jest i sypia? pogoniła byś go szybko.
                                      Facet zmienił zdanie a ty możesz albo to przegryzać albo wyjść na wariatkę męcząc go dalej pisaniem opowiadań.
                                      Poza ty wyżej gdzieś pisałaś ,ze to ty dawałaś więcej z siebie wiec o jakim zrozumieniu piszesz?
                                      • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 18:44
                                        zgadzam się z mamuśką, facet dużo powie, żeby zaliczyć. Może i jest mu źle z żoną, czemu się w takim razie nie rozwiódł?
                                        Na moje oko wygląda to tak, że to ty chciałaś i parłaś do tego romansu - wysyłanie fotek, flirtowanie (na pana zawsze mam ochotę), branie na litość... wszystko to tak dziecinne, że aż żal czytać... I stąd moje pytanie: czego ty tu szukasz? Bo ‚nie rozumieć’ może kochanka, której kochaś obiecywał a potem dał nogę. Tu tak nie było! Tyś go zaciągnęła, facet uległ, a że uczucia nie było, to szybko mu się znudziło. Dotarło, czy jeszcze jaśniej potrzebujesz?
                                        • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 20:49
                                          Dodam od siebie tez jedna rzecz.
                                          Facet „bo będąc ze swoją żoną związał się z trzema kobietami i niezbyt dobrze na tym wyszedł”
                                          Czyli facet ma już wiele za uszami, najwidoczniej albo dostał potężne ultimatum od żony ,albo rozwód i starte dziecka majątku i życia. Jeśli jest po rozwodzie. Albo już się wyszalał nie chce przygodnych znajomosci, a na bliską ciebie nie chce.

                                          Po drugie pisałam ci o facecie który pisze do mnie,- tez przerwam konwersacje gdy wyskakuje z głupimi pomysłami.( schodzi na tematy randek spotkań) lubię z nim pogadać od tak czy czasem dowiaduje się o rzeczach z męskiej strony wspólnej pracy. Ale nic między nami nigdy nie będzie.
                                          Wiec rozumiem jego nie odpisywanie na twoje propozycje.
                                          Bo ja jasno powiedziałam dawno temu nie. A wracanie do tych tematów mnie wkurwia i meczy. Jednak współpraca powoduje i lubienie go jako kumpla z pracy, powoduje ze nie umiem mu powiedzieć spierdalaj nie chce cię. A ze jasne „nie” nie dotarło zrywam rozmowę.

                                          Wiec pomyśl wielokrotnie pisanie o piciu ,wspólne święta ,on nie chce.
                                          Pogadać może owszem ,ale on cię nie chce. Może jak przestaniesz mu rzucić propozycje ( twoim zdaniem nie do odrzucienia) Zachowasz znajomość koleżeńsko-pracownicza.
                                          A jęczących kobiet faceci nie lubią.
                                          Najwidoczniej nie miał ochoty słuchać żali na temat twoich znajomych. Czyli nikim dla niego ważnym.
                                          • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 20:55
                                            👏🏻👏🏻👏🏻
                                            nic dodać
                                            • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 22:25
                                              Teraz doczytałam o akcji z jego żona. Za dużo tego i się pogrubiłam..
                                              Zrozum on miał ciężkie dzieciństwo ,ma żonę dzieci od lat nie chce ich stracić.

                                              Relacje na odległość są trudne facet czuje się pogubiony samotny może powąchał trochę wolności po latach małżeństwa.
                                              Z jednej strony rodzinka z która przeżył dużo , z drugiej kobieta o której wie ze może coś być. A akcje z wakacjami i awanturami przez żonę nie pomagają.
                                              I ma racje ze to ty w 60-70% ponosisz winę za rozwój sytuacji. I to nie chodzi o suka nie da pies nie weźmie.
                                              Myśle ze gdybys odpuściła po pierwszych jego odmowach/urywaniu tematów. . To do niczego dalej by nie doszło.

                                              To ze dalej załatwiłaś mu sprawy nawet gdy była żona może świadczyć o tym ,ze żona również nie zna angielskiego.
                                              A ty odbierasz to ze on odnawia kontakt po coś, sam ten list po miesiącu z którym przyjechał przetłumaczyć uważasz ze już ktoś mu przetłumaczył a on przyjechał specjalnie do ciebie.. Sama mydlisz sobie oczy.
                                              Sam przyjazd żony świadczył o znaczeniu terenu i przegonienie ciebie ze sceny. I przypomnienie mu co może stracić.

                                              Powiem ci jeszcze taka rzecz oboje jesteście na emocjonalnej smyczy względem siebie. Jak jedno urywa kontakt drugiemu zaczyna brakować. Tyle ze z jego strony nie są to głębokie uczucia. A raczej po męsku.
                                              Z nudów na dola jesteś dobra.
                                              Gdy on osłabia kontaktu, ty piszesz szukasz kontaktu.
                                              Brakuje wam go wzajemnie. Tylko sobie nie pomyśl za dużo.
                                              Po prostu ludzie nie lubią tracić jakiś tam ludzkich relacji jakiekolwiek one nie są.

                                              On ci się podoba ,może jesteś zauroczona. A on wie ze żadna rozmowa nic nie da. Za chwile zatoczycie koło i wracacie do punktu wyjścia.
                                              Nie jest łatwo zerwać kontakt jeśli nie nastąpiła jakaś bardzo nieprzyjemna sprawa czy kłótnia.
                                              Uważam tez ze jego szczerość nic tobie nie da. Dopóki nie przetrawiasz w sobie tej znajomosci ,będziecie się tak obijać o siebie. Dopóki nie dotrze prawda dopóki emocje nie opadną ,będziesz co jakiś czas wracać na dawna ścieżkę. I zbaczać ze ścieżki koleżeństwa i pracy.
                                              A zauważ ze łechtasz jego męskie ego.
                                              Faceci lubią mieć wielbicielki.
                                              Uważam ze najlepiej by było zerwać kontakt całkowity dopóki nie poradzisz sobie z żalem z nerwami z tęsknota.
                                              Może wtedy dalibyście radę razem pracować choć wątpię.

                                              I nie wcale cię nie potępiam ,bo uczucia ludzkie są skomplikowane i można się niezłe zapętlić.
                                              Nic nie jest czarno-białe.
                                              Ale potrzebujesz czasu dystansu i tak sama wsadziłaś rękę do wrzątku.
                                              Wiedziałaś czym to grozi -bólem.
                                              Wiec...
                                              • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:02
                                                3-mamuska napisała:

                                                > Teraz doczytałam o akcji z jego żona. Za dużo tego i się pogrubiłam..
                                                > Zrozum on miał ciężkie dzieciństwo ,ma żonę dzieci od lat nie chce ich stracić.

                                                tak, rozumiem, że miał ciężkie dzieciństwo. Kiedy po raz pierwszy o nim opowiedział (na pierwszym i ostatnim drinku), to musiałam patrzeć na sufit, bo tego faceta aż chciało się przytulić.

                                                Nie wiem, o której akcji z jego żoną teraz piszesz szczerze mówiąc, bo akcji było kilka.
                                                >
                                                >
                                                > Relacje na odległość są trudne facet czuje się pogubiony samotny może powąchał
                                                > trochę wolności po latach małżeństwa.

                                                jak wspominałam, od 20 lat mieszkał poza domem, w domu bywał na weekendy. Jeśli wierzyć, to po czterech latach małżeństwa był zdecydowany na rozwód, już się wyprowadził, a tu się okazało, że jego żona jest w ciąży, przy drugim dziecku było podobnie. To jego słowa, powiedział mi o tym po naszej pierwszej nocy, także biorę na to poprawkę.

                                                > Z jednej strony rodzinka z która przeżył dużo , z drugiej kobieta o której wie
                                                > ze może coś być. A akcje z wakacjami i awanturami przez żonę nie pomagają.
                                                > I ma racje ze to ty w 60-70% ponosisz winę za rozwój sytuacji. I to nie chodzi
                                                > o suka nie da pies nie weźmie.
                                                > Myśle ze gdybys odpuściła po pierwszych jego odmowach/urywaniu tematów. . To d
                                                > o niczego dalej by nie doszło.

                                                w tej kwestii nie wiem, czy ja coś źle opisałam czy Ty nie do końca zrozumiałaś. Pominę fakt, że pierwsza 'inicjatywa' jego przyjeżdżania do mnie po nocy (w listopadzie 2018) wyszła od niego, a ja go zgasiłam. Przed i po byłam może nieznośna, mówiłam mu, że mi się podoba, że go lubię itepede, ale też zaznaczyłam, że nigdy bym nie poszła z nim do łóżka dopóki ma żonę (Justin Bieber miał rację, 'never say never'...), potem, jak wspominałam, nie było kontaktu trzy miesiące, a jak wrócił, to był normalny, koleżeński, no może nieco głębszy niż koleżeński, bo opowiadał o przeżyciach związanych z samobójstwem ojca, o tym, że matka poszła w tango, a on jako trzynastolatek opiekował się swoimi siostrami, o tym, skąd się wzięły długi w Polsce itd. Ja go na nic nie namawiałam, raz sam chciał wpaść na kawę (przywieźć kwiaty, żeby mnie przeprosić za moje urodziny), ale z kawy nic nie wyszło, raz mnie zaprosił na grilla, z którego też nic nie wyszło. Do seksu naprawdę doszło spontanicznie, pisaliśmy o mandacie, jego pracy, braku kolegów, zaproponowałam drinka i nawet nie sądziłam, że się zgodzi, ja byłam w 'żałobie' po śmierci kolegi i miałam koleżankę-wdowę, którą musiałam pocieszać, a która przyznała się kilka dni wcześniej, że próbowała się zaćpać na śmierć. Chciałam spędzić trochę czasu z kimś, kto poopowiada o wk****** lokatorze, szefie, czymkolwiek, byle nie o śmierci i podobnych tematach. Gdybym wiedziała, że najdzie go na odwagę i że drink skończy się w łóżku, nie zaprosiłabym go wtedy, ale wróżbita Maciej był na urlopie. Zresztą, jak wspominałam, sam stwierdził kilka miesięcy wcześniej, że on mi nigdy zainteresowania nie okazał, więc sądziłam, że skusiła go wizja darmowego alkoholu i pogadania z kimś normalnym (w porównaniu do jego współlokatorów), łatwiej było się męczyć z tym, że mnie pociągał i wyobrażać sobie jakby to było niż tego zaznać i stracić.
                                                >
                                                > To ze dalej załatwiłaś mu sprawy nawet gdy była żona może świadczyć o tym ,ze ż
                                                > ona również nie zna angielskiego.

                                                w sierpniu, na czas pobytu swojej rodziny, znalazł inną tłumaczkę. Co prawda po pierwszej nocy powiedział, że może ją odwołać, ale powiedziałam mu, żeby nie ryzykował i dał mi potem znać, co mu powiedzieli w szpitalu. Poza tym, po docinkach jego współlokatora, jakoby C. jeździł do mnie na randki, większość spraw zaczęła mu załatwiać sąsiadka, która umie angielski, a czasem jego współlokator. Poza tym, dosyć często 'nagle' mu się po jakiejś drobniejszej kłótni 'przypominało', że ma coś do załatwienia i dopiero potem wysyłał suchary/zaczynał normalne tematy, bardzo schematycznie postępował. Ciekawostka: jego żona uczy angielskiego w przedszkolu, więc angielski jednak chyba umie wink wtedy raczej nie chciało mu się po prostu użerać z właścicielami mieszkania, bo przez cały okres wynajmu to był mój 'obowiązek' i ja ich cisnęłam, żeby naprawiali usterki itd, więc zapewne liczył że i tym razem załatwię przeciekający dach. Oszukiwał, że nie ma do nich numeru, nie wiem, po co, bo nic to nie zmieniało i załatwiłabym mu tę sprawę tak czy siak.

                                                > A ty odbierasz to ze on odnawia kontakt po coś, sam ten list po miesiącu z któr
                                                > ym przyjechał przetłumaczyć uważasz ze już ktoś mu przetłumaczył a on przyjecha
                                                > ł specjalnie do ciebie.. Sama mydlisz sobie oczy.

                                                nie przyjechał, wysłał mi go na maila, jeśli ma to jakieś znaczenie. Jak wspomniałam wyżej: działał bardzo schematycznie. Kłótnia, badanie terenu poprzez wysłanie pierwszego lepszego listu/maila sprzed kilku dni czy nawet świeżego, jak odpisywałam, zaczynał znów festiwal sucharów i rozmowy o życiu/lokatorach.

                                                > Sam przyjazd żony świadczył o znaczeniu terenu i przegonienie ciebie ze sceny.
                                                > I przypomnienie mu co może stracić.

                                                nie wiem, kto ten przyjazd wymyślił, ja się dowiedziałam od jego współlokatora, że żona niby przyjeżdża na stałe. Okazało się, że na stałe oznacza jakiś miesiąc. I tak jak miałam neutralny stosunek do niej i opowieści o nim, szkoda mi go było, że chociaż na jedne święta tu z nim nie została, spędził je pijąc ze współlokatorem i pisząc do mnie, żebym doceniała rodzinę, nieważne jaka by ona nie była i tak dalej (miałam naprawdę kiepskie święta w domu rodzinnym)
                                                >
                                                > Powiem ci jeszcze taka rzecz oboje jesteście na emocjonalnej smyczy względem si
                                                > ebie. Jak jedno urywa kontakt drugiemu zaczyna brakować. Tyle ze z jego strony
                                                > nie są to głębokie uczucia. A raczej po męsku.
                                                > Z nudów na dola jesteś dobra.
                                                > Gdy on osłabia kontaktu, ty piszesz szukasz kontaktu.
                                                > Brakuje wam go wzajemnie. Tylko sobie nie pomyśl za dużo.

                                                jak wspominałam, ja do niego od marca napisałam (nie licząc spraw służbowych) pierwsza może z pięć razy, uparcie, acz niecierpliwie, czekałam, aż to on 'zatęskni' i napisze. Ostatnio napisałam pierwsza, bo mi wypomniał, że tak samo jak on, mogłam się odzywać i że wiem jaki jest. Mimo że zdarzały się tygodnie ciszy, ja się nie odzywałam, bo wiedziałam, że w końcu się 'złamie' i napisze z byle czym, sam po pierwszej nocy, gdy spytałam, co go naszło, skoro mu tak życie zrujnowałam, żeby znów się odzywać, przyznał, że nie umiał się odciąć. Dziwi mnie ogólnie, od samego początku, że byłam mu w ogóle do szczęścia potrzebna. Ma kolegów, koleżanki (mimo że zgrywa samotnika), non stop ktoś coś do niego pisał, ktoś dzwonił, mówił mi nawet, że jakieś jego koleżanki proponowały mu seks. Tylu ludzi ma wokół siebie, ale to mi nie potrafił dać spokoju i pisał i z pierdołami i z głębszymi zwierzeniami. To samo jeśli chodzi o seks: nie jest jakimś super ciachem, swoje lata ma, ale rzuciłby kamieniem i znalazł trzy chętne laski. Nawet tamtej nocy był w klubie zanim przyszedł. Multum pijanych lasek, które byłyby na pewno bardzo chętne. Nie wspominając o koleżankach, które same mu seks proponowały. Ja jestem niezbyt piękna, schudłam ze 100 kg do jakichś 75, więc można sobie wyobrazić, jak wygląda moje ciało, no i ryzykował tym, że go pogonię. A mimo to przyszedł do mnie.

                                                Teraz chyba mu kontaktu nie brakuje, albo jest zbyt wściekły, bo poza życzeniami na urodziny (5go miałam), nie napisał nic, nawet życzeń na święta, a życzenia dostawałam zawsze, czy był zły czy nie.
                                                • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:23

                                                  w tej kwestii nie wiem, czy ja coś źle opisałam czy Ty nie do końca zrozumiałaś. Pominę fakt, że pierwsza 'inicjatywa' jego przyjeżdżania do mnie po nocy (w listopadzie 2018) wyszła od niego, a ja go zgasiłam. Przed i po byłam może nieznośna, mówiłam mu, że mi się podoba, że go lubię itepede, ale też zaznaczyłam, że nigdy bym nie poszła z nim do łóżka dopóki ma żonę (Justin Bieber miał rację, 'never say never'...)

                                                  Tak nigdy z żonatym? A jak się skończyło zrobiłaś to.
                                                  Wiedziałaś ze ma żonę pomimo to zapraszała na drinka jeszcze na początku znajomość. I poszłaś z nim do łóżka wiec co innego robisz co innego mówisz? Pomysł ze on tez tak może.

                                                  Ja mam wrażenie ze ty nie do końca łapiesz o co mi chodzi.
                                                  Pomyśl czemu to on nie powiedział co o przyjedzie żony? Bał się.
                                                  Nie ma znaczenia kto to wymyślił i po co naprade przyjechała. Faktem jest ze kobieta broniła swojej rodziny męża i ojca i swojego życia.

                                                  Prawda jest taka ze to ty mu dałaś zielone światło. Niezależnie ile ważyłaś.
                                                  Poczytaj forum faceci lubią mieć kochanki a ta która się na to godzi musi liczyć się z takimi uczuciami jakie masz teraz. Tym bardziej ze dla niego to nie pierwszyzna.

                                                  Jesteś rozżalona zła wściekła stęskniona pewnie wszystko na raz dzielisz włos na czworo.
                                                  Próbujesz swoje uczucia i myślenie postępowanie przelać na niego.

                                                  Wiąż odbijasz piłeczkę i rozpamiętujesz.
                                                  Zrozum romanse takie są nie ma w nich większego sensu. Ludzie pod wpływem chwili działaj nieracjonalnie.
                                                  Inaczej wyglądają z perspektywy kobiety inaczej żonatego faceta.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:48

                                                    > Tak nigdy z żonatym? A jak się skończyło zrobiłaś to.
                                                    > Wiedziałaś ze ma żonę pomimo to zapraszała na drinka jeszcze na początku znajom
                                                    > ość. I poszłaś z nim do łóżka wiec co innego robisz co innego mówisz? Pomysł ze
                                                    > on tez tak może.

                                                    nigdy wcześniej nie spałam z żonatym facetem, o to mi chodziło. To, co się zdarzyło, było nieplanowane, jak już wspominałam. Gdyby on wtedy tego nie zrobił, nic by nie było do tej pory. Nie mówię, że wina jest całkowicie jego, bo mogłam go pogonić, mówię tylko, że gdyby nie pierwszy krok z jego strony, ja bym się nie odważyła na kontakt fizyczny z nim.
                                                    >
                                                    > Ja mam wrażenie ze ty nie do końca łapiesz o co mi chodzi.
                                                    > Pomyśl czemu to on nie powiedział co o przyjedzie żony? Bał się.
                                                    > Nie ma znaczenia kto to wymyślił i po co naprade przyjechała. Faktem jest ze ko
                                                    > bieta broniła swojej rodziny męża i ojca i swojego życia.

                                                    fakt, nieważne po co przyjechała, podejrzewam, że faktycznie oznaczyć teren i wrócić do siebie, skoro z przyjazdu na stałe nic nie wyszło. Co prawda w styczniu chciał tu ściągnąć albo najstarszego syna albo wszystkich, ale z tego też nic nie wyszło. A czego on sie mógł bać? Że przyjdę i jej powiem, co robił jej mąż? Poznałam ją na żywo, byłam tym wszystkim tak zdruzgotana, że siedziałam w salonie i żartowałam sobie ze współlokatorem i wypiłam z nim piwo, za co później C mnie skrytykował, bo wypiłam piwo przy dziecku. Gdybym była perfidna i bez serca, miałam i nadal mam okazję, powiedzieć jego żonie o wszystkim, a on się bał powiedzieć mi o swojej żonie?
                                                    >
                                                    > Prawda jest taka ze to ty mu dałaś zielone światło. Niezależnie ile ważyłaś.
                                                    > Poczytaj forum faceci lubią mieć kochanki a ta która się na to godzi musi licz
                                                    > yć się z takimi uczuciami jakie masz teraz. Tym bardziej ze dla niego to nie pi
                                                    > erwszyzna.

                                                    tak, dałam mu zielone światło, on nie skorzystał, a kiedy wrócił, żadnych świateł nie było. Myślałam, że albo mu brakowało tego, że ja go zawsze wysłuchałam, albo serio bał się, że ktoś go zastąpi, a akurat wtedy zaczęła się moja znajomość z jego kolegą i C. często pisał, jak wiedział, że jestem u jego kolegi albo kolega u mnie. Uważałam, że jeśli czegoś chce ode mnie, to musi mi sam o tym wprost powiedzieć lub coś zrobić, a póki tego nie zrobi, będziemy sobie wysyłać suchary i rozmawiać o prysznicach. Tak czy siak, nie sądziłam, że nadal na mnie leci i że propozycje drinka odbierze jako zielone swiatło na całowanie mnie w progu.
                                                    >
                                                    > Jesteś rozżalona zła wściekła stęskniona pewnie wszystko na raz dzielisz włos
                                                    > na czworo.
                                                    > Próbujesz swoje uczucia i myślenie postępowanie przelać na niego.
                                                    >
                                                    > Wiąż odbijasz piłeczkę i rozpamiętujesz.
                                                    > Zrozum romanse takie są nie ma w nich większego sensu. Ludzie pod wpływem chwi
                                                    > li działaj nieracjonalnie.
                                                    > Inaczej wyglądają z perspektywy kobiety inaczej żonatego faceta.

                                                    to był mój pierwszy romans, w dodatku całkowicie z zaskoczenia, więc niestety, nie byłam w najmniejszym stopniu przygotowana na to, przez co teraz przechodzę. Wiem, że wina leży po obu stronach, czuję się winna, że to z nim zrobiłam, ale szczerze mówiąc, nie poczuwam się do winy, że to się stało, moje intencje były zupełnie inne, a i on nie mógł mieć pewności, że nadal mi na nim zależy, skoro nie poruszałam z nim takich tematów przez długie miesiące. Od jakiegoś czasu czytam wpisy na tym forum i widzę, przez co przechodzą kochanki. On mi nie obiecywał miłości po grób, ale jego zachowanie w poprzednich miesiącach sugerowało, że chce mieć mnie blisko, żeby móc się zwierzyć. Z tej bliskości, której do tej pory z nikim nie miałam w takim stopniu, jest najtrudniej zrezygnować i za tym tęsknię o wiele bardziej niż za seksem z nim.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:04
                                                    Nie musiałaś poruszać takich tematów.
                                                    Wiesz mi żyje i widziałam wystarczająco. To się czuje nie trzeba nic mówić.
                                                    Nawet udawana obojętność czuł od ciebie


                                                    Powiem ci co mi mówi zawsze mówi moja siostra. Ze ludzie często kłamią lepsze słowo to obiecują ,nie dlatego ze kłamią z premedytacja. Czasem mówią coś bo w danym monecie bo w tym monecie tak czuja.
                                                    Ale uczucia ulegają zminie to i wypowiedziane słowa się zmieniają ulegają przedawnieniu.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:10
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Nie musiałaś poruszać takich tematów.
                                                    > Wiesz mi żyje i widziałam wystarczająco. To się czuje nie trzeba nic mówić.
                                                    > Nawet udawana obojętność czuł od ciebie
                                                    >
                                                    >
                                                    > Powiem ci co mi mówi zawsze mówi moja siostra. Ze ludzie często kłamią lepsze s
                                                    > łowo to obiecują ,nie dlatego ze kłamią z premedytacja. Czasem mówią coś bo w d
                                                    > anym monecie bo w tym monecie tak czuja.
                                                    > Ale uczucia ulegają zminie to i wypowiedziane słowa się zmieniają ulegają przed
                                                    > awnieniu.
                                                    >
                                                    wg House'a 'everybody lies', aż szkoda, że zapomniałam o ulubionym motto mojego idola. Z udawaniem obojętności miałam niewielkie pole do popisu, widywaliśmy się godzinę raz w tygodniu, więc głównie obojętność pokazywałam przez nieodpisywanie jak za dużo sobie pozwalał albo próbował odreagować na mnie zły humor. Możliwe, że wiedział, więc tym bardziej przykre, że zamiast poromansować z laską poznaną w barze wybrał zranienie kogoś, komu na kim naprawdę zależało.
                                              • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:15

                                                > Nie jest łatwo zerwać kontakt jeśli nie nastąpiła jakaś bardzo nieprzyjemna sp
                                                > rawa czy kłótnia.

                                                było już kilka całkiem sporych kłótni, kontakt zawsze wracał, bo on nie wytrzymywał. Boję się jednak, że ta kłótnia była ostateczną, a chciałabym sobie wszystko na spokojnie wyjaśnić. Trochę mam wrażenie, że przez wirusa zaczął 'doceniać' rodzinę i stąd taka stanowczość, ale pewna nie jestem.
                                                > Uważam tez ze jego szczerość nic tobie nie da. Dopóki nie przetrawiasz w sobie
                                                > tej znajomosci ,będziecie się tak obijać o siebie. Dopóki nie dotrze prawda dop
                                                > óki emocje nie opadną ,będziesz co jakiś czas wracać na dawna ścieżkę. I zbacz
                                                > ać ze ścieżki koleżeństwa i pracy.
                                                > A zauważ ze łechtasz jego męskie ego.
                                                > Faceci lubią mieć wielbicielki.
                                                > Uważam ze najlepiej by było zerwać kontakt całkowity dopóki nie poradzisz sobie
                                                > z żalem z nerwami z tęsknota.
                                                > Może wtedy dalibyście radę razem pracować choć wątpię.
                                                >
                                                > I nie wcale cię nie potępiam ,bo uczucia ludzkie są skomplikowane i można się n
                                                > iezłe zapętlić.
                                                > Nic nie jest czarno-białe.
                                                > Ale potrzebujesz czasu dystansu i tak sama wsadziłaś rękę do wrzątku.
                                                > Wiedziałaś czym to grozi -bólem.

                                                uwierz, że szczera rozmowa z nim wiele by mi dała. Po pierwszej wspólnej nocy 'wypomniałam' mu, że na tak długi czas zostawił mnie samą, że po śmierci kolegi nie miałam zadnego wsparcia, bo musiałam pocieszać jego żonę, a mną nie miał się kto zająć. I kiedy czuł się winny po seksie ze mną, wolałam, żeby mi to powiedział niż żeby nagle urywał rozmowy i nie dzielił się ze mną tym, czym do tej pory dzielił się bez trudu.

                                                wiem, że powinnam być twardsza, ale przez to, że raz był codzienny kontakt, a raz nagle się urywał, ja już sama nie wiedziałam, co o tym myśleć, nie miałam z kim o tym pogadać, nie mogłam zapytać jego, czemu przez kilka dni zawraca mi głowę, a potem nagle milczy, brakuje mi tego co miałam w 'standardzie' przez długi czas. Nie wiem, czy urywanie kontaktu da cokolwiek, bo jak wspominałam, były okresy dosyć długiej ciszy. Przez to, ile czasu i sił zainwestowałam w tę znajomość, ile przecierpiałam, po prostu wyrzucenie tego na śmietnik cholernie boli. Coś, nad czym pracowałam półtora roku okazało się być nic niewarte.

                                                I naprawdę, gdyby porozmawiał ze mną normalnie, powiedział, że nie możemy już tego robić, ale chce utrzymywać ze mną kontakt, gdyby uszanował to, ile spraw mu załatwiłam i ile serca w to wkładałam, ja bym się przyzwyczaiła, że wracamy do tego co było. Zamiast tego, on próbuje wbić mnie w poczucie winy, żeby jemu było lżej, bo pozbył się kłopotu i nie odczuwa żadnej wdzięczności, choćby dla mojej pracy dla niego. Że już nie wspomnę, że wie, jak to wszystko wpływa na mnie i zostawia mnie z tym samą sobie, wiedząc, że na chwilę obecną moim jedynym przyjacielem jest mój siedmioletni syn, z którym o tym nie pogadam i przez którego nawet nie mogę się upić i wypłakać, bo zaraz by wypatrzył, że coś jest nie tak.
                                                • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:43
                                                  uwierz, że szczera rozmowa z nim wiele by mi dała. Po pierwszej wspólnej nocy 'wypomniałam' mu, że na tak długi czas zostawił mnie samą, że po śmierci kolegi nie miałam zadnego wsparcia, bo musiałam pocieszać jego żonę, a mną nie miał się kto zająć. I kiedy czuł się winny po seksie ze mną, wolałam, żeby mi to powiedział niż żeby nagle urywał rozmowy i nie dzielił się ze mną tym, czym do tej pory dzielił się bez trudu.

                                                  Dała by ci tylko to żebyś się wygadała.
                                                  Zrozum jemu na tobie nie zależy .
                                                  Myśle ze go idealizujesz i wydaje ci się ze facet jest taki super ze jak w scenach romansów ostateczna rozmowa łzy przytulanie i przykaz pamięć do grobowej deski i pamiętaj zawsze możesz na mnie liczyć.
                                                  Zrozum facet taki nie jest choćby skały srały sorry za wyzwanie on nie będzie czuł czegoś czego nie czuje a ty byś chciała.

                                                  Ja rozumiem ze cię boli. Życie boli kochana Nauczysz się może bardziej wybierać kogo obdarzasz zainteresowaniem.

                                                  Dobrze po rozmowie z kontaktem tobie byłoby lżej ale jemu najwidoczniej nie. On nie chce rozmawiać nie zmienisz tego. Woli myśleć ze to twoja wina żeby mieć czyste sumienie.
                                                  On nie jest i nie był twoim przyjacielem miał z ciebie korzyść tak czy inna.
                                                  Wiesz , dziwie się ze chcesz utrzymywać kontakt z osoba która tak ciebie traktuje?
                                                  Myśle ze karmisz się nadzieja na to ze może gdyby pogadał , byłabyś dalej w jego życiu i miał namiastkę tej znajomosci ,ale wiedziałbyś ze nie masz szans. Ale miałbyś go gdzieś obok mógłbyś do niego napisać jak Kolezanka. Myśle ze wciąż masz nadzieje na powrót jak zawsze i dlatego cię nosi.
                                                  A tak jest mur i wiesz ze nie możesz. Ze on sobie nie życzy o to cię boli ze cię odstawił. Zrozum jego nie interesują twoje uczucia robi tak aby jemu było dobrze samemu ze sobą. Z tobą to nie ma nic wspólnego jest po prostu egoista niestabilnym człowiekiem.

                                                  Popatrz czasem na syna dzieci robią podobnie. Coś zbroja boja się kary i płaczą. A nam serce mięknie.

                                                  Opowieści o dzieciństwie każdy ma jakieś wspomnienia jedni lepsze drudzy gorsze. A moze on wie ze to działa granie biedaczka.
                                                  A ty jesteś mega uczuciowa.
                                                  Oglądnij sobie polski och Karol.
                                                  Faceci są mistrzami w manipulacji i łapania zdobyczy.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:06
                                                    > Wiesz , dziwie się ze chcesz utrzymywać kontakt z osoba która tak ciebie trakt
                                                    > uje?

                                                    jeśli mam być szczera, to to był mój ostatni 'fizyczny' (nie wirtualny) znajomy, przy którym nie miałam napadów apopleksji i z którym dało się rozmawiać normalnie. Człowiek jest istotą społeczną, nie wytrzymuje długo sam. Przez to, jak było z nim, inni ludzie zaczęli mnie zwyczajnie wk****ć, byli bylejacy, zaczęłam dostrzegać, że zasługuję na kogoś, kto się odzywa żeby pogadać, a nie tylko po to, żeby mu coś załatwić (za darmo, oczywiście), w czymś pomóc, a potem o mnie zapomnieć. A taka była większość moich znajomych, odzywali się, gdy im coś było trzeba. On odzywał się bo chciał, a nie po to, żebym mu coś załatwiła za darmo czy żeby mnie wykorzystać w ten czy inny sposób.

                                                    > Myśle ze karmisz się nadzieja na to ze może gdyby pogadał , byłabyś dalej w jeg
                                                    > o życiu i miał namiastkę tej znajomosci ,ale wiedziałbyś ze nie masz szans. Ale
                                                    > miałbyś go gdzieś obok mógłbyś do niego napisać jak Kolezanka. Myśle ze wciąż
                                                    > masz nadzieje na powrót jak zawsze i dlatego cię nosi.

                                                    boli mnie, że w ciągu kilku dni z podziwu nad samotną matką i kilkukrotnych propozycjach pomocy po operacji zachował się tak a nie inaczej. Namiastka znajomości była frustrująca, zwłaszcza po tym, że tyle miesięcy miałam luksus, a teraz nagle takie 'resztki'. Ciężko przesiąść się z mercedesa na składaka i się tym cieszyć.

                                                    > Opowieści o dzieciństwie każdy ma jakieś wspomnienia jedni lepsze drudzy gorsz
                                                    > e. A moze on wie ze to działa granie biedaczka.
                                                    > A ty jesteś mega uczuciowa.
                                                    > Oglądnij sobie polski och Karol.
                                                    > Faceci są mistrzami w manipulacji i łapania zdobyczy.
                                                    >

                                                    już od jakiegoś czasu go nie idealizuję, dostrzegam hipokryzję w wielu jego zachowaniach (on się bał, że straci kolegę, bo temu koledze coś napisałam, ale to, że ja stracę jego, to już oczywiście kto by się tam przejmował), ale rozum jeszcze nie do końca dotarł do serca. Ciężko jest być po prostu po tym wszystkim być pozostawionym samemu sobie. Na razie mam alergię na ludzi, wszyscy mnie wkurzają, bo wiecznie coś ode mnie chcą, nie czuję się na siłach wychodzić i poznawać kogoś. Raz, w porywach odwagi, umówiłam się na randkę i całe spotkanie czułam się jakbym zdradzała jego, a przede wszystkim siebie i mieszała w to wszystko niewinnego chłopaka. Jego opowieści o dzieciństwie nie odbierałam w taki sposób, uważałam, że po prostu uznał, że mi chce o tym powiedzieć, zresztą, jak wspominałam, długie miesiące się zwierzał, narzekał na żonę, ale do łóżka nie próbował mi wskakiwać.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 01:30
                                                    Wiesz masz syndrom odstawienia.
                                                    Może i fakt miałaś znajomych do kitu, ale on nie okazał się lepszy. Może był trochę bardziej doświadczony.
                                                    Lepiej wybrał sposób na dotarcie do ciebie.

                                                    Wiesz myśle ze on się jeszcze odezwie.
                                                    Poczytaj i syndromie miodowego miesiąca.
                                                    Po to są te okresy ciszy żebyś bardziej w dobrym okresie lgnęła do niego. Żebyś bardziej łapała przynętę, bo wiesz jak boli jego nieobecność.

                                                    Nie pamietam kiedy on się odzywał ostatni raz. Ale może wszystko to kwestia wirusa może wyjechał do pl
                                                    Do rodziny. i tak tu wszystko stoi.
                                                    I stad to ostre zahamowanie co byś go znowu nie wkopala.- teraz masz z czym.

                                                    Mój „ wielbiciel” tez wyjechał do pl tuż przed zamknięciem granic i cisza do dziś bo siedzi grzecznie z żona. Hehehe.
                                                    Dlatego powiem ci ze nie zal mi takich padalców i świń. Ani nie mam współczują do ich żalenia się i opowiadania głodnych kawałków jak to mu złe.


                                                    Myśle tez ze on po prostu nie potrafi wrócić do koleżeńskiej relacji.
                                                    Nie dał by rady przyjechać gadać i siedzieć pic drinka j nie skorzystać. Tak myśle. Mogę się mylić. A może się boi ze za będziesz się wciągnie ,będziesz bardziej zakochana i w końcu zaczniesz mu zagrażać. Dlatego uważa ze przyjaźń jest dalej nie możliwa.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 08:45
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Wiesz masz syndrom odstawienia.
                                                    > Może i fakt miałaś znajomych do kitu, ale on nie okazał się lepszy. Może był t
                                                    > rochę bardziej doświadczony.
                                                    > Lepiej wybrał sposób na dotarcie do ciebie.

                                                    przez jakiś czas znajomych, oprócz niego, miałam swietnych, reszta poszła w odstawkę. Jednak koleżanka wdowa spiknęła się z moim kolegą (tym, co sugerował, że coś między nami jest) i szybko znaleźli pretekst, żeby się 'odłączyć', a że miałam kontakt z byłą żoną kolegi, a on bał się, bo też mi niejedno zdradził, woleli się zemścić i mnie zaszantażować. Tak, też okazali się do bani, ale spędziłam z nimi niesamowity prawie rok.

                                                    > Wiesz myśle ze on się jeszcze odezwie.
                                                    > Poczytaj i syndromie miodowego miesiąca.
                                                    > Po to są te okresy ciszy żebyś bardziej w dobrym okresie lgnęła do niego. Żeby
                                                    > ś bardziej łapała przynętę, bo wiesz jak boli jego nieobecność.

                                                    póki co jestem w takim dole, że nie wiem, czy może liczyć, że będę z nim rozmawiała jakbym miała super humor. Wszystko się zdupczyło. Trzy lata chodziłam za tą operacją, a jak już ją załatwiłam, to wszystko jest zamknięte. On zaoferował, że mnie odbierze, a potem wydygał. A sąsiadka, która miała mi zaprowadzać i odbierać dziecko ze szkoły w czasie rekonwalescencji, zaszła w ciążę (tak, jej prawo, ale ma problemy z głową, ma już dwójkę i na trzecie nie ma warunków, w dodatku nie do końca wiedziała, kto jest ojcem, poza tym, już ją wszystko boli, więc
                                                    raczej pomoc z niej będzie żadna)

                                                    > Nie pamietam kiedy on się odzywał ostatni raz. Ale może wszystko to kwestia wir
                                                    > usa może wyjechał do pl
                                                    > Do rodziny. i tak tu wszystko stoi.
                                                    > I stad to ostre zahamowanie co byś go znowu nie wkopala.- teraz masz z czym.

                                                    do pl nie pojechał, pracuje na ciężarówkach, więc ma pracę. Pokłóciliśmy się pod koniec marca, na początku kwietnia wysłał mi życzenia urodzinowe, a na wielkanoc nie, co jest nie w jego 'stylu'. W tamtą wielkanoc, którą postanowił spędzić z rodziną, pisał do mnie (pewnie po kryjomu) przed wielkanocą i w dzień wielkanocy, bo wiedział, że kolega jest u mnie na sniadaniu, wtedy się jakoś nie bał wkopania wink zresztą, jego żona, z tego co mówił, awanturę zrobiłaby mu za sam fakt kontaktu ze mną.


                                                    > Myśle tez ze on po prostu nie potrafi wrócić do koleżeńskiej relacji.
                                                    > Nie dał by rady przyjechać gadać i siedzieć pic drinka j nie skorzystać. Tak my
                                                    > śle. Mogę się mylić. A może się boi ze za będziesz się wciągnie ,będziesz bar
                                                    > dziej zakochana i w końcu zaczniesz mu zagrażać. Dlatego uważa ze przyjaźń jes
                                                    > t dalej nie możliwa.

                                                    nie wiem w takim razie, czemu sam mówił, że chce, żeby relacje wróciły do tych koleżeńskich, a jednocześnie nie potrafił przyjechać, nawet, żeby załatwić sprawę, za to gdy nabierał odwagi, przyjeżdżał w nocy w wiadomym celu. Doceniłabym, gdyby chociaż spróbował. Żyłam bez seksu z nim przez blisko rok, przeżyłabym i więcej.
                                          • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:33

                                            > Wiec pomyśl wielokrotnie pisanie o piciu ,wspólne święta ,on nie chce.
                                            > Pogadać może owszem ,ale on cię nie chce. Może jak przestaniesz mu rzucić prop
                                            > ozycje ( twoim zdaniem nie do odrzucienia) Zachowasz znajomość koleżeńsko-prac
                                            > ownicza.
                                            > A jęczących kobiet faceci nie lubią.
                                            > Najwidoczniej nie miał ochoty słuchać żali na temat twoich znajomych. Czyli nik
                                            > im dla niego ważnym.
                                            >

                                            mamuśka, chyba trochę się pogubiłaś wink pisałam, że tylko parę osób wiedziało o mnie i o nim, z czego większość nie zna go zupełnie. Co do żali na znajomych, to uwierz, tyle on się żalił na swoich znajomych, to mógłby przeżyć, gdybym ja się pożaliła wink

                                            wspólne święta zaproponowałam raz, w 2018, od kiedy odnowił kontakt w tamtym roku, nie proponowałam nawet głupiej kawy, chciałam z nim spędzić urodziny, na które w sumie sam sie zaprosił, bo ja mu powiedziałam, że brakuje mi odwagi i boję się odmowy, a on powiedział, że jeśli mam być sama to przyjdzie. No ale wydygał. Po tym, jak zaprosił mnie na grilla (zupełnie z zaskoczenia, byliśmy nieco 'pokłóceni' bo miał kiepski humor przez swoje urodziny) i również wydygał, stwierdziłam, że więcej go nawet na kawę nie zaproszę. I trzymałam się tego do tamtej nocy, bo jak pisałam w którymś komentarzu, chciałam pogadać w końcu o czymś normalnym i innym niż samobójstwo, śmierć i opis agonii i chociaż na godzinę lub dwie oderwać się od tego, co się wtedy działo.

                                            a to, że proponowałam teraz ostatnio drinki czy spotkania, to była moja próba powrotu do normalności i udowodnienia, że, wbrew temu co on mówi, nie jestem nimfomanką i lubię spędzać z nim czas tak jak kiedyś, na rozmowach a nie w łóżku. Kiedyś w każdy weekend przyjeżdżał i 3/4 wizyty poświęcał na rozmowy o wszystkim (a resztę na załatwianie spraw) więc nie jest to jakiś wielki wyczyn z jego strony, żeby chociaż spróbować.
                                            • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:54
                                              że tylko parę osób wiedziało o mnie i o nim, z czego większość nie zna go zupełnie. Co do żali na znajomych, to uwierz, tyle on się żalił na swoich znajomych, to mógłby przeżyć, gdybym ja się pożaliła wink

                                              Wiesz mam tu taki romas obok mnie, i wierz mi o romansie wiedziały osoby które tej dziewczyny nie znały, i niemal doszły słuchy do jego kobiety. Było kupę dziwnych akcji.
                                              Prawdziwy romans trzyma się w tajemnicy można powiedzieć 1 przyjaciółce ewentualnie która jest pewna od lat i ma dać alibi.

                                              Nie syp mi datami bo to nie ma znaczenia.
                                              Dałaś mu zielone światło. I tak pisanie zapodałbym
                                              Kogoś na urodziny ale brak mi odwagi boje się odrzucenia to tez jest zdolne światło.

                                              Mówisz że on się wybiela ty tez to robisz cały czas ,ale ja nic nie zapraszałam ani nic. Nie zawsze to ma być wprost, on doskonale wiedział z wpiszesz o nim.
                                              Ze chciałbyś spędzić z nim urodziny ale boisz się ze cię znów odrzuci. I dałaś mu szanse na wyjście z inicjatywa.

                                              Ja nie próbuje cię atakować nic ci udowadniać.
                                              Próbuje ci pokazać jak pewne sprawy wyglądają z jego perspektywy lub całkiem z boku. Może to pozwoli ci inaczej spojrzeń i ocenić sprawę.
                                              Zwracam ci uwagę na szczegóły które tobie umykają albo je wypierasz. Nie żeby ci dowalić ale żebyś zaczęła myśleć trochę o tej relacji inaczej.

                                              Wplatraliscie się w trudne relacje zagmatwane, zwłaszcza w relacji on z żona ty sama stęskniona uczucia.
                                              Inaczej się maja romanse np. 2 małżeństw i z jasnymi zasadami. Tylko sex bo w domu tego nie ma.
                                              • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:22

                                                > Wiesz mam tu taki romas obok mnie, i wierz mi o romansie wiedziały osoby które
                                                > tej dziewczyny nie znały, i niemal doszły słuchy do jego kobiety. Było kupę dzi
                                                > wnych akcji.
                                                > Prawdziwy romans trzyma się w tajemnicy można powiedzieć 1 przyjaciółce ewentua
                                                > lnie która jest pewna od lat i ma dać alibi.

                                                jemu nie było potrzebne alibi, z oczywistych względów. Zresztą, jak wspomniałam, sam się praktycznie wkopał przed swoim współlokatorem, mówiąc że był u fajnej kobiety zamiast ze zapił gdzieś w klubie. Współlokator bardzo długo drążył temat, nawet i mnie próbował podpytywać. Jeden jego kolega, jeszcze przed romansem, zresztą też bardzo często próbował sprowadzić rozmowę na C., więc i po nim musiało być widać, że coś jest na rzeczy, bo i ze współlokatorem i z kolegą kontakt miałam bardzo rzadki. Jeżeli ktoś się aż tak boi, nie daje swojego telefonu współlokatorowi w trakcie rozmowy z kochanką, no ale mogę się mylić. Z mojej strony o romansie wiedziały dwie osoby, które znam na żywo (a raczej znałam, bo już nie są znajomymi, zresztą próbowali mnie wkopać próbujac zasugerować koledze C, że ze mną sypia, a on mimo ze sprawy mogły się wydać, przyjechał mnie 'pocieszać') i dwie wirtualne, czasem komuś pokazałam suchara od niego lub kogoś zapytałam, o co może chodzić facetowi który robi/mówi to i to, ale bez imion i bez szczegółów. O wiele większe ryzyko, że on sam się wkopie tak naprawdę.
                                                >

                                                >
                                                > Mówisz że on się wybiela ty tez to robisz cały czas ,ale ja nic nie zapraszała
                                                > m ani nic. Nie zawsze to ma być wprost, on doskonale wiedział z wpiszesz o nim.
                                                >
                                                > Ze chciałbyś spędzić z nim urodziny ale boisz się ze cię znów odrzuci. I dałaś
                                                > mu szanse na wyjście z inicjatywa.

                                                tak, urodziny chciałam spędzić z nim, bez żadnych orgii na kanapie. Nie chciałabym zapamiętać swoich urodzin jako dnia, kiedy widzę go po raz ostatni. Nie wybielam się, ale temat urodzin poruszył on sam i on wypytywał, kto będzie itd. Ja powiedziałam, że tylko ja i tequila póki co, w końcu po paru zdaniach sam się wprosił. I tak jak mówię, wydygał i z zielonego światła na 'imprezę' zrezygnował pięć minut przed imprezą.
                                                >
                                                > Ja nie próbuje cię atakować nic ci udowadniać.
                                                > Próbuje ci pokazać jak pewne sprawy wyglądają z jego perspektywy lub całkiem z
                                                > boku. Może to pozwoli ci inaczej spojrzeń i ocenić sprawę.
                                                > Zwracam ci uwagę na szczegóły które tobie umykają albo je wypierasz. Nie żeby c
                                                > i dowalić ale żebyś zaczęła myśleć trochę o tej relacji inaczej.
                                                >


                                                tak, ja już to wiem, że źle sobie wybrał kochankę. Jak mówiłam, jest mi po prostu przykro, że zamiast zaliczyć sobie kogokolwiek, a ze mną mieć poprawne stosunki, wybrał o wiele bardziej posraną i skomplikowaną drogę wiedząc, że sobie z tym nie poradzi i zmarnuje całą znajomość
                                                • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:30
                                                  jemu nie było potrzebne alibi, z oczywistych względów. Zresztą, jak wspomniałam, sam się praktycznie wkopał przed swoim współlokatorem, mówiąc że był u fajnej kobiety zamiast ze zapił gdzieś w klubie. Współlokator bardzo długo drążył temat, nawet i mnie próbował podpytywać.

                                                  Czyli facet plotkara.
                                                  A C jak to określasz chciał się po prostu przed kumplem pochwalać a może do zaznaczyć teren żeby nie psach swojego penisa dopóki on używa.

                                                  Potrzebował bo lokator mógł się wysypiać przed żona jak przyjechała.
                                                  Choćby podczas wspólnego picia czy grila pod wpływem.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:39
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > jemu nie było potrzebne alibi, z oczywistych względów. Zresztą, jak wspomniałam
                                                    > , sam się praktycznie wkopał przed swoim współlokatorem, mówiąc że był u fajnej
                                                    > kobiety zamiast ze zapił gdzieś w klubie. Współlokator bardzo długo drążył tem
                                                    > at, nawet i mnie próbował podpytywać.
                                                    >
                                                    > Czyli facet plotkara.
                                                    > A C jak to określasz chciał się po prostu przed kumplem pochwalać a może do za
                                                    > znaczyć teren żeby nie psach swojego penisa dopóki on używa.

                                                    szczerze, to raczej podejrzewam, że był w euforii, że w końcu zrobił to co chciał, że nie myślał racjonalnie i głupio dowalił. Nie wymienił mnie z imienia, podejrzana była inna ich koleżanka, a współlokator ma dosyć specyficzne podejście do kobiet, nie poleciałby ani na nią ani na mnie.

                                                    >
                                                    > Potrzebował bo lokator mógł się wysypiać przed żona jak przyjechała.
                                                    > Choćby podczas wspólnego picia czy grila pod wpływem.
                                                    >

                                                    cóż, współlokator wie o mnie (wsypał mi się, jak pił raz ze mną drinka), ale, zgodnie z zasadą 'bros before hoes', nie wsypał go. Co prawda obaj na siebie nawzajem do mnie nadawali, co który komu powiedział i tak dalej, ale ta prawda na jaw nie wyszła wink
                                                • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:41
                                                  tak, urodziny chciałam spędzić z nim, bez żadnych orgii na kanapie. Nie chciałabym zapamiętać swoich urodzin jako dnia, kiedy widzę go po raz ostatni. Nie wybielam się, ale temat urodzin poruszył on sam i on wypytywał, kto będzie itd. Ja powiedziałam, że tylko ja i tequila póki co, w końcu po paru zdaniach sam się wprosił. I tak jak mówię, wydygał i z zielonego światła na 'imprezę' zrezygnował pięć minut przed imprezą.

                                                  Znowu niby ty nigdy nic.
                                                  Nie ważne co chciała ważne ze dałaś zielone światło pomimo ze mówisz ze nie.
                                                  Sorry ale zapraszanie faceta sam na sam do domu na wieczór można odczytać całkiem jednoznacznie.
                                                  Pomysł gdybys była jego żona pozwoliłabyś na takie wyjście męża do koleżanki? Jak byś to odebrała.
                                                  Sam on zrezygnował jak się później przyznał z tego co kojarzę , ze bal się co się może stać.
                                                  Wiec myśle ze gdy nie zaślepienie uczuciami dotarło by do ciebie ze facet nie chce nic więcej.
                                                  Niestety mózg zalany pewnymi substancji ciężko działa racjonalnie.


                                                  Słuchaj posraną drogę to ty wybrałaś, znaczy ty tez. Nie mów ze tylko on.
                                                  On chciał co one go ty co innego.

                                                  Już któryś raz to ty jesteś odpowiedzialna za swoje uczucia i czyny nie on ty sama.

                                                  Bez twojej choćby cichej zgody nic by nie było.
                                                  Nie nie wybielam jego.
                                                  Ale przyjmij do wiadomości rozmawiamy o tobie i ty weź odpowiedzialność za swoje uczucia.

                                                  Bo to ty musisz się pozbierać.

                                                  Jestem przekonana ze facet znajdzie sobie nowa kochankę.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:58
                                                    Sam on zrezygnował jak się później przyznał z tego co kojarzę , ze bal się co s
                                                    > ię może stać.
                                                    > Wiec myśle ze gdy nie zaślepienie uczuciami dotarło by do ciebie ze facet nie c
                                                    > hce nic więcej.
                                                    > Niestety mózg zalany pewnymi substancji ciężko działa racjonalnie.

                                                    szrzerze, to ja też nie chciałam tego 'więcej', chciałam z nim posiedzieć, pogadać, jak powiedział kilka miesięcy wcześniej że mnie nie chce, to uznałam to za prawdę, ale jako przyjaciela go ceniłam i jako z przyjacielem chciałam spędzić ten wieczór.

                                                    > Słuchaj posraną drogę to ty wybrałaś, znaczy ty tez. Nie mów ze tylko on.
                                                    > On chciał co one go ty co innego.

                                                    nie mówię, że tylko on albo tylko ja, wina jest po obu stronach. Mówię tylko, że spotkania z nim były w większości towarzyskie i nie rzucałam się na niego, mimo że młodego w domu nie było przy jego wizytach, więc uważałam, że i to będzie towarzyskie i nie rozumiałam, czego się bał, skoro wiedział, że nie mam odwagi na nic więcej. I skoro sam liczył tylko na przyjaźń, to czemu w urodziny się bał a kilka miesięcy później nagle przestał się bać i jednak przyszedł?

                                                    >
                                                    > Już któryś raz to ty jesteś odpowiedzialna za swoje uczucia i czyny nie on ty
                                                    > sama.
                                                    >
                                                    > Bez twojej choćby cichej zgody nic by nie było.
                                                    > Nie nie wybielam jego.
                                                    > Ale przyjmij do wiadomości rozmawiamy o tobie i ty weź odpowiedzialność za swoj
                                                    > e uczucia.
                                                    >
                                                    > Bo to ty musisz się pozbierać.
                                                    >
                                                    > Jestem przekonana ze facet znajdzie sobie nowa kochankę.
                                                    >
                                                    tak, czuję się winna, zwłaszcza wobec siebie i swojego dziecka. Bo ta znajomość tak zszargała mi nerwy, że gdyby nie dziecko, to nie wiem, co by ze mną było. Uważam jednak, że kiepskim z jego strony było wykorzystywać fakt moich uczuć do niego, nawet jeśli to 'tylko' facet i bierze wszystko jak leci.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 01:17
                                                    weronz napisał(a):

                                                    > Sam on zrezygnował jak się później przyznał z tego co kojarzę , ze bal się co s
                                                    > > ię może stać.
                                                    > > Wiec myśle ze gdy nie zaślepienie uczuciami dotarło by do ciebie ze facet
                                                    > nie c
                                                    > > hce nic więcej.
                                                    > > Niestety mózg zalany pewnymi substancji ciężko działa racjonalnie.
                                                    >
                                                    > szrzerze, to ja też nie chciałam tego 'więcej', chciałam z nim posiedzieć, poga
                                                    > dać, jak powiedział kilka miesięcy wcześniej że mnie nie chce, to uznałam to za
                                                    > prawdę, ale jako przyjaciela go ceniłam i jako z przyjacielem chciałam spędzić
                                                    > ten wieczór.
                                                    >
                                                    > > Słuchaj posraną drogę to ty wybrałaś, znaczy ty tez. Nie mów ze tylko on
                                                    > .
                                                    > > On chciał co one go ty co innego.
                                                    >
                                                    > nie mówię, że tylko on albo tylko ja, wina jest po obu stronach. Mówię tylko, ż
                                                    > e spotkania z nim były w większości towarzyskie i nie rzucałam się na niego, mi
                                                    > mo że młodego w domu nie było przy jego wizytach, więc uważałam, że i to będzie
                                                    > towarzyskie i nie rozumiałam, czego się bał, skoro wiedział, że nie mam odwagi
                                                    > na nic więcej. I skoro sam liczył tylko na przyjaźń, to czemu w urodziny się b
                                                    > ał a kilka miesięcy później nagle przestał się bać i jednak przyszedł?

                                                    Mówiłam wiele razy uczucia pragnienia się zmieniają.
                                                    Może mu się nie chciało szukać kogoś nowego na jedna noc.
                                                    Skorzystał co miał blisko. Niesety.

                                                    > >
                                                    > > Już któryś raz to ty jesteś odpowiedzialna za swoje uczucia i czyny nie
                                                    > on ty
                                                    > > sama.
                                                    > >
                                                    > > Bez twojej choćby cichej zgody nic by nie było.
                                                    > > Nie nie wybielam jego.
                                                    > > Ale przyjmij do wiadomości rozmawiamy o tobie i ty weź odpowiedzialność z
                                                    > a swoj
                                                    > > e uczucia.
                                                    > >
                                                    > > Bo to ty musisz się pozbierać.
                                                    > >
                                                    > > Jestem przekonana ze facet znajdzie sobie nowa kochankę.
                                                    > >
                                                    > tak, czuję się winna, zwłaszcza wobec siebie i swojego dziecka. Bo ta znajomość
                                                    > tak zszargała mi nerwy, że gdyby nie dziecko, to nie wiem, co by ze mną było.
                                                    > Uważam jednak, że kiepskim z jego strony było wykorzystywać fakt moich uczuć do
                                                    > niego, nawet jeśli to 'tylko' facet i bierze wszystko jak leci.


                                                    Nawet tak nie mów bo cię zajdę i nakopie do dupy.
                                                    Facet nie jest wart tego żebyś tak mówiła i myślała.
                                                    Facet to kutas świnia i pi...egoista.

                                                    Żadna kobieta nie zasługuje na to żeby tak z nią postąpić. Masz nauczkę. Bolesna niestety.
                                                    Pomysł ty się uwolnisz a jego żona będzie musiała się męczyć z jego kolejnymi romansami. I kolejne ofiarny .
                                                    Czego ty się do jasnej cholery spodziewałaś , facet to nałogowy zdradzać? Mieszka dziwka w ładnym opakowaniu i niezły manipulator.
                                                    Wiedział ze z powodu tuszy i poczucia wartości jesteś łatwa zdobyczą.
                                                    A teraz się ogarnij nie wart jest żadnej łzy.
                                                    Upon się wypłacz wykrzycz albo idź na ostry trening wywal złość.

                                                    Powstań poprawa koronę i idź dalej.
                                                    taka dobra nauczka na przyszłość wyciągnij wnioski zajmij się sobą dzieckiem i do przodu.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 08:53

                                                    > Nawet tak nie mów bo cię zajdę i nakopie do dupy.
                                                    > Facet nie jest wart tego żebyś tak mówiła i myślała.
                                                    > Facet to kutas świnia i pi...egoista.

                                                    nie chodzi wyłącznie o niego, wiele rzeczy się w krótkim czasie zesrało, zgodnie z prawami Murphy'ego. On dawał wrażenie, że chociaż na niego jeszcze mogę liczyć w tym wszystkim, więc się trzymałam. Kiepsko jest polegać na kimś, wiem, ale jak już nie zostało nic i nikt, to człowiek sam już nie wie, co ma ze sobą robić.

                                                    > Żadna kobieta nie zasługuje na to żeby tak z nią postąpić. Masz nauczkę. Bolesn
                                                    > a niestety.
                                                    > Pomysł ty się uwolnisz a jego żona będzie musiała się męczyć z jego kolejnymi r
                                                    > omansami. I kolejne ofiarny .
                                                    > Czego ty się do jasnej cholery spodziewałaś , facet to nałogowy zdradzać? Mie
                                                    > szka dziwka w ładnym opakowaniu i niezły manipulator.
                                                    > Wiedział ze z powodu tuszy i poczucia wartości jesteś łatwa zdobyczą.
                                                    > A teraz się ogarnij nie wart jest żadnej łzy.
                                                    > Upon się wypłacz wykrzycz albo idź na ostry trening wywal złość.

                                                    o ile mu wierzyć, jego zdrady były na początku małżeństwa, kilka miesięcy temu powiedział, że nikogo nie miał w UK, chociaż pięć lat temu zakochał się w kimś i wie, że nic z tego nie będzie (znając jego syndrom zbawiciela, chodzi o jego znajomą, która uciekła od męża alkoholika), a że mówił mi o sobie mnóstwo niezbyt pochlebnych i negatywnych rzeczy i się nie bał, że będę go oceniać, zakładam, że jest to prawda. Szkoda tylko, że po sześciu latach posuchy musiał wybrać akurat mnie, a nie np koleżankę, która sama mu seks proponowała i pewnie zapomniałaby o nim na drugi dzień.
                                        • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 22:29
                                          odkochana napisał(a):

                                          > zgadzam się z mamuśką, facet dużo powie, żeby zaliczyć. Może i jest mu źle z żo
                                          > ną, czemu się w takim razie nie rozwiódł?

                                          czy na tym forum jesteś od wczoraj? Wielu mężczyzn podaje swoje powody: dzieci, finanse, jakiegoś rodzaju lojalność z kimś, z kim się spędziło x lat.

                                          > Na moje oko wygląda to tak, że to ty chciałaś i parłaś do tego romansu - wysyła
                                          > nie fotek, flirtowanie (na pana zawsze mam ochotę), branie na litość... wszystk
                                          > o to tak dziecinne, że aż żal czytać... I stąd moje pytanie: czego ty tu szukas
                                          > z? Bo ‚nie rozumieć’ może kochanka, której kochaś obiecywał a potem dał nogę. T
                                          > u tak nie było! Tyś go zaciągnęła, facet uległ, a że uczucia nie było, to szybk
                                          > o mu się znudziło. Dotarło, czy jeszcze jaśniej potrzebujesz?

                                          gdybym chciała i parła, uwierz, że rok temu byłoby już 'po wszystkim'. Skoro nie przeszkadzało mu, jak wyglądałam (miałam wtedy masakryczną nadwagę), a on pisał, jaki to mam podniecający głos, to myślisz, że nie przyszedłby wtedy w listopadzie, gdybym napisała, żeby wpadał?

                                          Fotkę wysłałam jedną, w ubraniu. Nie po to, żeby z nim flirtować. To z sałatką było głupim żartem, przyznaję. Nie wiem, co rozumiesz przez branie na litość, więc tego nie skomentuję. Poza tym, jak już chyba wyżej wspomniałam, po tych 'flirtach' on powiedział, że zainteresowanie okazał raz, po alkoholu, a potem kontaktu nie mieliśmy przez praktycznie trzy miesiące, od Wigilii do początku marca (dwa czy trzy razy napisał jedynie, żeby mu to czy tamto załatwić). Od marca aż do sierpnia, kiedy poszliśmy do łóżka, nie flirtowałam z nim, nie wysyłałam fotek (za to on wysyłał fotki i filmiki z trasy), nie było żadnych niedwuznacznych żartów ani prób - z żadnej ze stron - kontaktu fizycznego. Rozmawialiśmy, wysyłał mi suchary (również takie o żonach i o tematyce erotycznej, co odbierałam jako niezbyt stosowne, ale nie komentowałam), pisał z byle pretekstem (że pokłócił się ze współlokatorem, że wziął prysznic, że idzie do kibla i zakupy do asdy), co tydzień przyjeżdżał z listami pokroju ulotki z pizzerii, które ogarnąłby troll, 15 minut załatwiania spraw i pół godziny rozmów prywatnych. Nie dotykałam go, nie uśmiechałam się niedwuznacznie, wręcz unikałam kontaktu wzrokowego, kiedy byłam z nim na kursie, stanął obok mnie i 'przytulił sie' do mnie bokiem, mimo ze wokół miał mnóstwo miejsca, ale to był jedyny kontakt fizyczny przez te pięć miesięcy. Od 20go maja do początku sierpnia widziałam go dwa razy (powiedział, że jego współlokator podejrzewa, że jeździ do mnie na randki, zresztą współlokator zaglądał mu w telefon gdy rozmawialiśmy i pewnie się z niego nabijał, a C. się wystraszył, że nasza 'przyjaźń' się wyda, plus, jak podejrzewam, C. sądził, że 'zdradzam' go z naszym wspólnym znajomym, który od kilku miesięcy był moim kolegą. Kolega co prawda, jak się okazało, wiele miesięcy później sugerował, że z nim sypiam, więc C. miał 'prawo' pomyśleć, że to prawda, zwłaszcza że rzucił się na mnie dwa dni po tym, jak powiedziałam, że ten kolega nigdy mnie nie podrywał), więc niewielkie miałam chyba pole do popisu, żeby z nim kręcić i go ciągnąć do łóżka, nie uważasz? Czy z facetem nie można rozmawiać w ogóle bo jest to ciągnięcie go do łóżka i biedny facet musi w końcu ulec, bo skoro tyle czasu na rozmowy zmarnował, to już trzeba skorzystać?


                                          I uwierz, że nie: nie rozumiem. Wiem, że wielkiego uczucia między nami nie było, chociaż jednak coś musiało być, skoro finalnie nie wytrzymał braku kontaktu i wrócił. Wiem, że seks był 'na spontanie' więc nie było kiedy omówić 'warunków' tej 'umowy', więc ani nic nie obiecywał ani nie powiedział, że to tylko seks. Wiadomo, że nie liczyłam, że rzuci 20 lat życia dla osoby, którą zna dwa lata, byłabym nim wręcz rozczarowana, gdyby zrobił coś takiego. Wiem, że nieładnie zdradzać żonę, ale po pierwsze nie sądziłam, że zdradzi ją ze mną, a po drugie, nie spodziewałam się przecież zaraz szybkiego rozwodu, bo raz się ze mną przespał. Kolega zrobił mi już wykład o tym, że faceci w drodze do łóżka to 'po trupach do celu' i że o konsekwencjach myślą albo potem albo wcale. A to, czego nie rozumiem to fakt, że ważniejsze było zaliczyć niż ewentualnie bzyknąć kogoś innego, a ze mnie mieć naprawdę dobrą przyjaciółkę. Tego, że w cholerę poszło to, co było budowane przez te kilka miesięcy, bo on nie potrafi wziąć na klatę tego, że to że poszliśmy do łóżka już się nie odstanie, ale można by chociaż spróbować wrócić do tego jak było. Gdyby spróbował, ale by nie wyszło, nie miałabym mu za złe. Nie rozumiem tego, że nie bierze odpowiedzialności za to, że wrócił do mojego życia, dawał na siebie (czasem) liczyć, że przyszedł do mnie, mimo świadomości, że dla mnie to nie jest tylko seks, a potem całą winę zrzucił na mnie i uznał, że temat zamknięty, on jest czysty a ja mam się męczyć z wyrzutami sumienia, konsekwencjami i tak dalej. Już nie wspomnę, że bardzo go ceniłam jako swojego klienta i przez jego 'chcicę' (no dobra, moją też, ale ja oddzielałam sprawy prywatne od służbowych i mimo że nieraz miałam ochotę mu nastukać, sprawy miał załatwione tip top, zawsze) straciłam klienta, z którym miałam mnóstwo pracy.

                                          I nie rozumiem, co siedzi w głowie człowieka który ufał mi na tyle, bądź był na tyle naiwny/głupi, że sprzedawał mi takie bomby, których nie wybaczyłby mu pewnie nikt, gdyby się wydały, jednocześnie twierdząc, że nikomu nie ufa i nie ufał i przez swoje wahania doprowadzając mnie naprawdę na skraj cierpliwości. Nie mówię, że wszystkim opowiem to, o czym mi mówił (choć on był mało lojalny i dwóm swoim kolegom, a moim klientom, i to w czasie, kiedy już wariatką nie byłam, tylko w czasie normalnych rozmów, powiedział, że to ja za nim ganiam - wiem to od niego, bo się przyznał - i straciłam dwóch klientów) i że będę szukać zemsty, ale on kilka razy wspominał, że boi się, że będę się mścić, a jednocześnie daje odczuć, że nie mam nic do stracenia, jakby sam się prosił i robił to celowo.
                                          • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:08
                                            C. miał 'prawo' pomyśleć, że to prawda, zwłaszcza że rzucił się na mnie dwa dni po tym, jak powiedziałam, że ten kolega nigdy mnie nie podrywał), więc niewielkie miałam chyba pole do popisu, żeby z nim kręcić i go ciągnąć do łóżka, nie uważasz? Czy z facetem nie można rozmawiać w ogóle bo jest to ciągnięcie go do łóżka i biedny facet musi w końcu ulec, bo skoro tyle czasu na rozmowy zmarnował, to już trzeba skorzystać?


                                            Wiec tak całkiem możliwie ze facet poczuł ze kąsek mu uciska i nie chciał się wtrącać koledze . Wiec jak się wyjaśniło skorzystał.


                                            A to, czego nie rozumiem to fakt, że ważniejsze było zaliczyć niż ewentualnie bzyknąć kogoś innego, a ze mnie mieć naprawdę dobrą przyjaciółkę.

                                            Hello, faceci maja inna konstrukcje.
                                            Raczej się nie kumplują/przyjaźnią z kobietami, zwłaszcza w takiej formie.

                                            Jakie konsekwencje czy wyrzuty sumienia?
                                            Narazie to ty tez nie umiesz wziąć na klatę to co się stało.
                                            Wiec nie dziw się jemu.
                                            Nie pomyślałaś ze on nie umie się kumplować z tobą? po seksie

                                            A dlaczego on ma brać odpowiedzialność za twoje uczucia? Słuchaj facet ma 42+ a tu chcesz żeby on testował jakieś wracanie do czego co było? Może on wie ze nie umie tego zrobić.

                                            Wiesz skoro się wydało i więcej osób wiedziało musiał jakoś się wybielać żeby nie doszło do żony.
                                            A poza tym to prawda gdyba od początku trzymała dystans to by tak się to nie potoczyło. Dziwisz się ze skorzystał z okazji ?


                                            Daje ci do zrozumienia ze nie ma nic do stracenia żebyś nie miała broni w ręce.
                                            Żebyś wiedziała ze nie masz nad nim władzy ,norma.

                                            Powiedział ci prawdę ze on się mścić nie zamierza bo niby dlaczego jednocześnie daje ci do zrozumienia ze spodziewa się zemsty ale w głębi duszy ma nadzieje ze tego nie zrobisz i ze mu na niczym nie zależy.
                                            • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:22
                                              Powiedział ci prawdę ze on się mścić nie zamierza bo niby dlaczego jednocześnie daje ci do zrozumienia ze spodziewa się zemsty ale w głębi duszy ma nadzieje ze tego nie zrobisz i ze mu na niczym nie zależy.

                                              nie do końca wiem, z czego wywnioskowałaś, że on powiedział, że się mścić nie zamierza. On za bardzo się nie ma za co mścić, bo ja mu krzywdy nie zrobiłam.

                                              Co do tego, że nie ma nic do stracenia: uwierz, ma. Mam numer jego żony (jak byłam z nim na operacji w szpitalu x czasu temu), dał mi papiery od lekarza do przetłumaczenia, na których był jego polski adres. W dodatku jakiś czas temu, nie wiem, jakim cudem, facebook zaproponował mi jego żonę w 'osoby, które możesz znać' (on jej w znajomych nie ma, ja tym bardziej, ma wpisane panieńskie i nawet nie wiedziałam, ze to ona, dopóki nie zobaczyłam fotek jego dzieci), może przez to, że podobno podglądała mój profil na fb. Z góry mówię, że nie mam z tego zamiaru korzystać, ale koledzy kolegami, pogratulują że przygadał sobie naiwną, ale żona mogłaby jednak być nieco bardziej restrykcyjna i wściekła na wieść, że nie tylko zignorował jej 'prośbę' o znalezienie innego tłumacza już w grudniu 2018, że o niej ze mną rozmawiał i że się ze mną przespał. Nie jestem mściwą osobą, często wręcz dawałam się wykorzystywać ludziom, żeby kogoś mieć w swoim życiu, ale on tego raczej nie wie, a skoro uważa mnie za nieobliczalną, to jak może liczyć na moją 'obliczalność'?
                                          • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:02
                                            a czy ty z facetami masz
                                            do czynienia od wczoraj? Chyba jesteś w fazie wyparcia... nie oczywiście że ja nie flirtowałam, zdjęcie po tym jak schudłam wysłałam... bo koleżanka mnie namówiła... kurwa mać czy ty z nas głupie robisz? jak się bierzesz za żonatych to teraz masz, osoby trzecie (i to kobiety) mówią ci co spieprzyłaś a ty brniesz w swoje tłumaczenie. Skoro tak ci lepiej to ok.
                                            Zaznaczę tylko, że jestem byłą kochanką żonatego, ale nawet ja takich akcji jak twoje nie rozumiem. O czymś to jednak świadczy...
                                            • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:42
                                              odkochana napisał(a):

                                              > a czy ty z facetami masz
                                              > do czynienia od wczoraj? Chyba jesteś w fazie wyparcia... nie oczywiście że ja
                                              > nie flirtowałam, zdjęcie po tym jak schudłam wysłałam... bo koleżanka mnie namó
                                              > wiła... kurwa mać czy ty z nas głupie robisz? jak się bierzesz za żonatych to t
                                              > eraz masz, osoby trzecie (i to kobiety) mówią ci co spieprzyłaś a ty brniesz w
                                              > swoje tłumaczenie. Skoro tak ci lepiej to ok.
                                              > Zaznaczę tylko, że jestem byłą kochanką żonatego, ale nawet ja takich akcji jak
                                              > twoje nie rozumiem. O czymś to jednak świadczy...

                                              kobieto, to było, tak jak wspomniałam, zanim 'zmądrzałam' o ile można to tak nazwać. Wtedy była to dla mnie nowość, po raz pierwszy spodobał mi się zajęty facet i sama nie wiedziałam, jak sobie z tym radzić. Z jednej strony bałam się tknąć, z drugiej kusiłam los, sama nie wiem, po co.
                                              • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 01:10
                                                co chwila piszesz że zrobiłaś coś i nie wiesz po co... TO MY MAMY WIEDZIEĆ?? Źle ulokowałaś uczucie co wiecej chcesz uslyszec? Facet cię nie chce. Pisałaś że chcesz zrozumieć my ci tłumaczymy a ty ni w ząb nie rozumiesz albo chcesz usłyszeć że on cię kocha pragnie i lada chwila wróci... nie będzie tak. Pogódź się z tym albo załóż wątek na innym forum może tam piszą to ci się chce usłyszeć
                                      • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 21:49

                                        > Moza rozmawiać z przyjaciółka/przyjacielem a nie znajomymi do około.
                                        > Może chciałaś aby się wydało?

                                        nie rozmawiałam ze każdym, kto się nawinął, może źle to ujęłam. O naszej przyjaźni wiedziała moja koleżanka, która go nie znała, mój kolega, który go znał i sam już wcześniej wyczuł, że coś było na rzeczy, plus dwoje znajomych z którymi mam kontakt wyłącznie online, jedną znam z Polski, a drugiej nigdy na żywo na oczy nie widziałam. Z 'romansem' sprawa się miała podobnie. Uwierz, gdybym chciała, żeby się wydało, to znam kilku jego kolegów, z czego jednemu on sam po pierwszej naszej nocy głupio powiedział, że był u 'fajnej kobiety', a kolega sam połączył fakty (bo C. nad wyraz często korzystał z moich usług jako tłumacza, no i na tego nieszczęsnego grilla mnie zaprosił), tyle, że nie powiedział C., że wie o tym.



                                        > Wiec powiem ci jak to wyglada z perspektywy osoby mieszkającej 20 lat za granic
                                        > a ,w Anglii.
                                        > Po pierwsze skąd wiesz jaka jest jeśli relacja z żona?
                                        > Zam kilku takich jeden od 5 lat chce zaciągnąć mnie do łóżka ,wmawia zakochanie
                                        > , a jeździ do żonki i do dzieci.
                                        > Znam masę takich. W domu grają przykładnych mężów/ojców. A w UK robią co chcą
                                        > i zawsze znajdzie się chętna.
                                        > Coś na zasadzie „ co dzieje się w Vegas zostaje w Vegas”

                                        mieszkam tu od dziesięciu lat, więc wiem, jak wygląda życie w Anglii (btw, może mieszkamy gdzieś niedaleko siebie? To by było...) O relacjach z jego żoną słyszałam od jego 'lojalnych' kolegów (nie namawiałam ich na rozmowy o C., sami drążyli temat, a ja nie chciałam przerywać, bo uznałam, że będzie wyglądać podejrzanie, że nie chcę o nim gadać/słuchać), od niego samego najpierw jako tłumacz, potem jako koleżanka, kilka razy mówił o niej również w łóżku. Może to patologiczne, chore i nieodpowiednie, ale nie przeszkadzało mi słuchanie o niej. Nie mówię, że wierzyłam mu w stu procentach, ale nie uważałam tego za branie mnie na litość, żebym biednego żuczka pocieszyła. Wiem, jakie miał dzieciństwo, jak się poznali, wiem, że zdradzał ją już wcześniej, niecałe 20 lat temu. Wiem, że w Polsce mają masakryczne długi. Słuchałam też o jego dzieciach, ich problemach, a on słuchał o moim dziecku i moich problemach. Brzmi jak to, co każdy mąż szukający kochanki mówi, żeby jakąś zdobyć, ale mówił, że z żoną od początku się nie układało, że w długi częściowo popadli przez jej brata, opowiadał, na luzie, jakby to było naturalne, ze starszy syn odzywa się tylko jak coś chce lub potrzebuje kasy, że gdyby odszedł od żony to straciłby dzieci albo że gdyby się dowiedziała, odcięłaby ich od niego. Synowie i tak mają z nim kiepski kontakt, podejrzewam, że dlatego tak wkupował się w łaski mojego syna (i to jest mi cholernie ciężko mu wybaczyć, bo przywoził mojemu dziecku słodycze mimo próśb, żeby tego nie robił, zaczęłam te słodycze oddawać lub chować, a na czas kiedy C przyjeżdżał załatwiać sprawy 'wyganiałam' dziecko z domu, bo zbyt często pytało o niego, gdy trzeba było pomocy, mój syn mówił, żeby zadzwonić do C. albo pytał czemu pan C się do mnie czy do niego uśmiecha i czy go lubi. Odwiedzali mnie klienci i znajomi rodzaju męskiego, a mój młody upodobał sobie akurat C. i jego boski uśmiech)

                                        > Poza tym to żadne wytłumaczenie ,ze on nie wraca do żony myślisz ze by ci się p
                                        > rzyznał otwarcie ze kocha żonę? Ze z nią jest i sypia? pogoniła byś go szybko.

                                        szczerze? Mi akurat mógłby się przyznać. Wiem, że przeceniłam naszą znajomość, ale z nim stawiałam na szczerość, nie udawałam dobrego humoru, kiedy miałam kiepski, mówiłam o swoich problemach z mamą i siostrami, nie ukrywałam przed nim niczego. O tym, że sypia z żoną mówił, zresztą nie jestem na tyle głupia, żeby myśleć, że tego nie robi. I nie, nie pogoniłabym go, bo dla mnie w tym wszystkim najważniejsze była przyjaźń, nie seks. Chyba po raz pierwszy ktoś mi tak zaufał i ja zaufałam komuś, bolesne, ale prawdziwe.

                                        > Facet zmienił zdanie a ty możesz albo to przegryzać albo wyjść na wariatkę męcz
                                        > ąc go dalej pisaniem opowiadań.

                                        nie chodzi o to, że zmienił zdanie, a sposób, w jaki to zrobił. Tak jak wspominałam wyżej: to on wprosił się ponownie do mojego życia i szukał mojej uwagi. Jarał się, że się przed nim otworzyłam i mu ufam. To on pewnej nocy zdecydował, że jednak chce się ze mną przespać i przez dwa dni co chwilę sprawdzał, czy na pewno ze mną wszystko okej po wspólnie spędzonej nocy. Później też wrócił, mimo zapewnień, że już więcej do tego nie dojdzie. Gdy jego żona przyjechała i pojechała, a ja już godziłam się z myślą, że więcej nie porozmawiamy, znów nawiązał kontakt. A to, że napisałam mu kilka, jak to ujęłaś 'opowiadań', fakt, moja wina i mój błąd. Gdyby jednak zachowywał się bardziej stabilnie, nie zbierałoby się we mnie tyle emocji i żalu, których nie potrafiłam w sobie dusić całymi tygodniami i w końcu mu się obrywało. I tak, moja wina, że przyjmowałam go zawsze kiedy wracał zamiast go pogonić, ale ze znajomych został mi tylko on. Wiem, że facetom może być wszystko jedno, ale wg mnie nawiązywanie kontaktu i pozwalanie drugiej osobie na przywiązanie do siebie, zobowiązuje do czegoś. Nie mówię, że miał rzucać wszystko i wszystkich, bo ja chciałam z nim pogadać, ale nie dość, że mnie 'rzucił', to jeszcze całą winą próbował obarczyć mnie. Plus, jak pisałam, rozpuszczanie mojego dziecka też ciężko jest wybaczyć. Tydzień przed kłótnią pisał, że podziwia mnie, jak sobie radzę z życiem i z młodym, mimo że jestem sama ale nie potrafi kobiecie, którą tak rzekomo podziwia, dać stabilności i spokoju, żeby mogła spokojnie sobie z tym dzieckiem żyć.

                                        > Poza ty wyżej gdzieś pisałaś ,ze to ty dawałaś więcej z siebie wiec o jakim zro
                                        > zumieniu piszesz?

                                        to chyba musisz opisać nieco dokładniej.
                                        • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 15.04.20, 23:50
                                          przykłady brania na litosc:
                                          Chwilę szczerze sobie popisaliśmy, on o rodzinie i samotnych świętach, ja o koleżance, która mnie wykorzystywała, jak stwierdziłam, że nie chcę go zanudzać,

                                          Powiedziałam mu, że mi głupio, że proponuję drinki, ale lubie spędzać z nim czas

                                          powiedział, że pije z kolegą, ja, również dla żartu napisałam 'no miło, a ze mną nie chciałeś się już więcej napić',

                                          Kilka dni później upiłam się z żoną kolegi i napisałam do niego, poprosiłam o zrozumienie

                                          Ile masz lat?
                                          • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:48
                                            odkochana napisał(a):

                                            > przykłady brania na litosc:
                                            > Chwilę szczerze sobie popisaliśmy, on o rodzinie i samotnych świętach, ja o kol
                                            > eżance, która mnie wykorzystywała, jak stwierdziłam, że nie chcę go zanudzać,

                                            nie tylko z nim w taki sposób rozmawiałam, mam świadomość, że czasem ktoś np zapyta z grzeczności i woli odpowiedź w stylu angielskim, że wszystko ok, niż słuchać dłuższych wypowiedzi. Sugerując komuś, że go zanudzam, daje mu bramkę do wycofania się z rozmowy, taki już mam styl.

                                            >
                                            > Powiedziałam mu, że mi głupio, że proponuję drinki, ale lubie spędzać z nim cza
                                            > s
                                            >
                                            > powiedział, że pije z kolegą, ja, również dla żartu napisałam 'no miło, a ze mn
                                            > ą nie chciałeś się już więcej napić'

                                            na to w sumie nie mam usprawiedliwienia, no ale przykro mi było, że nie chciał przyjechać ponownie i pozwierzać mi się.
                                            >
                                            > Kilka dni później upiłam się z żoną kolegi i napisałam do niego, poprosiłam o z
                                            > rozumienie

                                            na to w sumie też nie mam usprawiedliwienia, znaczy mogę Ci powiedzieć, jak to było, ale usprawiedliwieniem to to nie jest. Upiłam się z koleżanką po tym, jak jej mąż miał operację paliatywną, podczas której okazało się, że nie mogą jej przeprowadzić bo się wykrwawi. Zrobiłam się tak, że uznałam, że mam dość takiego traktowania mnie jakbym mu jakąś krzywdę zrobiła i dlatego napisałam, no i stwierdziłam, że życie jest za krótkie, żeby dusić wszystko w sobie i obwiniać się cały czas, bo czasem lepiej żałować, że coś się zrobiło niż nie zrobić i żałować, że można było.
                                            >
                                            > Ile masz lat?
                                        • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:19
                                          fajnej kobiety', a kolega sam połączył fakty (bo C. nad wyraz często korzystał z moich usług jako tłumacza, no i na tego nieszczęsnego grilla mnie zaprosił), tyle, że nie powiedział C., że wie o tym.

                                          Może się nie spodziewał ze facet połączy i wie tyle faktów.

                                          O relacjach z jego żoną słyszałam od jego 'lojalnych' kolegów (nie namawiałam ich na rozmowy o C., sami drążyli temat, a ja nie chciałam przerywać, bo uznałam, że będzie wyglądać podejrzanie, że nie chcę o nim gadać/słuchać), od niego samego najpierw jako tłumacz, potem jako koleżanka, kilka razy mówił o niej również w łóżku.

                                          Kochana to ty nie wiesz jak to jest gadać przy kumplach o żonie?
                                          Poczytaj kawał o braku prądu i romantycznym wieczorze.

                                          Może mieszkamy ja jestem z Londynu.

                                          O tym, że sypia z żoną mówił, zresztą nie jestem na tyle głupia, żeby myśleć, że tego nie robi. I nie, nie pogoniłabym go, bo dla mnie w tym wszystkim najważniejsze była przyjaźń, nie seks. Chyba po raz pierwszy ktoś mi tak zaufał i ja zaufałam komuś, bolesne, ale prawdziwe.

                                          Zauważ ze ja nie napisałam o seksie a o miłości, skoro was łączyła przyjaźń szybkiej byłabyś zazdrosna ze ja kocha nie ciebie. Skoro tyle z siebie dajesz. Nie mówię o łóżku.

                                          Wiem, że facetom może być wszystko jedno, ale wg mnie nawiązywanie kontaktu i pozwalanie drugiej osobie na przywiązanie do siebie, zobowiązuje do czegoś. Nie mówię, że miał rzucać wszystko i wszystkich, bo ja chciałam z nim pogadać, ale nie dość, że mnie 'rzucił', to jeszcze całą winą próbował obarczyć mnie. Plus, jak pisałam, rozpuszczanie mojego dziecka też ciężko jest wybaczyć.

                                          To ty tak myślisz ze takie bliskie relacje do czegoś zobowiązują.
                                          I tu się mylisz to ty odpowiadasz za swoje własne uczucia on nie ma na nie wpływu ani za nie ,nie odpowiada.
                                          Owsze czasem zakochana kochanka może stworzyć problemy i często co wiem z forum taka kochankę się odstawia. Delikatnie żeby w szale nie narobiła głupstw. Albo się pawi w jej uczuciu i czuje jak ryba w wodzie.
                                          Bez skrupułów wykorzystując jej słabość. Bo zakochana kobieta da więcej z siebie niż trzeźwo patrząca na świat.
                                          • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:35

                                            > Kochana to ty nie wiesz jak to jest gadać przy kumplach o żonie?
                                            > Poczytaj kawał o braku prądu i romantycznym wieczorze.
                                            >
                                            > Może mieszkamy ja jestem z Londynu.

                                            chodziło mi jedynie o to, że nie było tak, że o żonie opowiadał jedynie mi, żeby mi go było szkoda itd.

                                            > To ty tak myślisz ze takie bliskie relacje do czegoś zobowiązują.
                                            > I tu się mylisz to ty odpowiadasz za swoje własne uczucia on nie ma na nie wpły
                                            > wu ani za nie ,nie odpowiada.
                                            > Owsze czasem zakochana kochanka może stworzyć problemy i często co wiem z forum
                                            > taka kochankę się odstawia. Delikatnie żeby w szale nie narobiła głupstw. Albo
                                            > się pawi w jej uczuciu i czuje jak ryba w wodzie.
                                            > Bez skrupułów wykorzystując jej słabość. Bo zakochana kobieta da więcej z siebi
                                            > e niż trzeźwo patrząca na świat.
                                            >

                                            po pierwsze: no właśnie, delikatnie, a nie zmieniając zdanie po kilku dniach. To jest przykre.

                                            po drugie: tak, jestem winna swoich uczuć, ale przykre jest, że on doprowadził do tego wszystkiego wiedząc o moich uczuciach. Nie było tak, że ukrywałam coś przed nim, skoro się domyślał, że czuję coś nadal do niego, to bardziej ludzkim byłoby kontynuować przyjaźń i nie korzystać z żadnych zielonych świateł i tak dalej. A co do bliskich relacji, to (no, ale to moje zdanie), jeśli korzysta się z czyjejś pomocy, zwierza się tej osobie, to ta osoba siłą rzeczy liczy też na jakąś wzajemność. Jeżeli się nie chce, żeby liczyła, to się samemu też nie korzysta. No ale wiem, jacy są ludzie, jak najwięcej wziąć i jak najmniej dać, co nie oznacza, że uważam to za sprawiedliwe. Ja jak kogoś nie lubię/nie lubię zbyt mocno, nie daję takiej osobie odczuć, że może na mnie liczyć, ale jednocześnie sama nie zwracam się do tej osoby z problemami i prośbami o pomoc. Obecnie próbuję pozbyć się sąsiada, który uważa, że jak pozwolił mojemu dziecku grać na swoim PS, to ja powinnam mu teraz załatwiać wszystkie sprawy albo że jak zapyta co u mnie i nawet nie poczeka na odpowiedź, tylko mówi, ze mu jakiś sms przyszedł. Po to, zeby nie myślał, że jestem mu cokolwiek dłużna, nie proszę go o żadne przysługi. Przyłazić przyłazi i tak, ale to chyba kwestia braku mózgu.
                                            • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 00:55
                                              Ale jak doprowadził?
                                              Wiesz jakby ci to napisać.
                                              Ty uważasz ze skoro on wiedział
                                              ,powinien empatycznie albo powoli ochłodzić relacje wycofać się wrócić do relacji praca. Albo wejść w relacje i znowu brać pod uwagę twoje uczucia.
                                              I rozumiem co masz na myślcie. Jednak takie podejście do sprawy wobec uczuć można oczekiwać w małżeństwie a nie w romansie.

                                              Zrozum ze twoje uczucia były mu na rękę. On ich nie odczuwał wiec co jego obchodzi co czujesz.
                                              Rozumiem ze jest ci przykro ze wiedział ze jesteś zakochana a pomimo to się zabawił wykorzystał ,a teraz porzuciła jak zbędą rzecz. I jeszcze uważa ze to ty jesteś winna.
                                              Gdyby cię kochał to tak twoje uczucia byłby dla niego ważne.
                                              A ze facet liczył na zabawę/przelotny romans nie obchodziły go uczucia.
                                              Zreszta nie pierwszy raz.

                                              On może mieć problem z uczuciami z racji przeżyć w dzieciństwie.
                                              A może po prostu jest mało empatyczny robi co chce i żyje jak chce.
                                              • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 01:10
                                                3-mamuska napisała:

                                                > Ale jak doprowadził?
                                                > Wiesz jakby ci to napisać.
                                                > Ty uważasz ze skoro on wiedział
                                                > ,powinien empatycznie albo powoli ochłodzić relacje wycofać się wrócić do relac
                                                > ji praca. Albo wejść w relacje i znowu brać pod uwagę twoje uczucia.
                                                > I rozumiem co masz na myślcie. Jednak takie podejście do sprawy wobec uczuć mo
                                                > żna oczekiwać w małżeństwie a nie w romansie.

                                                relacje były chłodne i był tylko klientem i kumplem, raczej chodziło mi o to, że nie powinien był wchodzić w głębsze relacje. I tak, wiem, że to facet, ale usprawiedliwianie wszystkiego płcią jest bardzo kiepskie i nieuczciwe. Bo my kobiety mamy rozumieć facetów, a oni nas nie muszą, bo to tylko baba. Plus, przez pięc miesięcy jakoś szanował moje uczucia i nie igrał z nimi. Nagle zmienił zdanie i uznał, ze jednak może się nimi zabawić.


                                                > On może mieć problem z uczuciami z racji przeżyć w dzieciństwie.
                                                > A może po prostu jest mało empatyczny robi co chce i żyje jak chce.
                                                >
                                                kiedyś, szukając odpowiedzi na to, czemu nie widać, gdy ktoś jest online na messengerze, przypadkiem zapisało mnie do newslettera quora digest. Nie wiem, czy czytają w myślach czy cos, ale przychodzą mi codziennie maile o narcyzmie. Nie jestem psychologiem/psychiatrą, ale wiele rzeczy się zgadza: ciągłe powroty, umiejętne wzbudzanie poczucia winy w drugiej osobie, ciągła potrzeba uwagi i komplementów, nieprzyjmowanie konsekwencji i opowiedzialności, projekcja (czyli przerzucanie swoich uczuć/obaw na drugą osobę, jak np to mówienie, że nie będę umiała się trzymać z rękoma z dala od niego, podczas gdy pewnie on boi się, że to on nie podoła, zwłaszcza, że raz mu się zdarzyło przyjechać tuż po nocy spędzonej ze mną, żeby podnieść młodemu siedzenie w rowerze, a na odchodne mnie przytulił i pocałował). Nawet to, że ktoś nie umie się odwdzięczyć komuś, komu coś zawdzięcza, a woli pomagać ludziom, którzy są mu obojętni/wykorzystują go/nie proszą o pomoc. Jedną z przyczyn jest właśnie bycie porzuconym w dzieciństwie, 'insensitive parenting', nie umiem znaleźć dobrego słowa po polsku.
                                                • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 01:17
                                                  > Ale jak doprowadził?
                                                  > Wiesz jakby ci to napisać.
                                                  > Ty uważasz ze skoro on wiedział
                                                  > ,powinien empatycznie albo powoli ochłodzić relacje wycofać się wrócić do relac
                                                  > ji praca.

                                                  zresztą, dokładnie tak postąpił, wrócił do załatwiania mu spraw. Potem nagle zaczął wysyłać suchary, a po pierwszym spotkaniu od blisko 3mcy, zaczął nagle pisać o wszystkim, kilka razy dziennie.

                                                  nawet po wizycie jego żony, mimo że już miał nowego tłumacza, nadal wysyłał mi jakieś sprawy do załatwienia, a po komisji lekarskiej znów wrócił do kontaktu towarzyskiego, a potem o 23 wyskoczył z newsem że zaliczył egzamin z angielskiego. Takie wieści mógł wysłać albo po egzaminie, albo poczekać na normalną porę. Nie wiem, czy wrócił z 'tęsknoty' czy pragmatyzmu, żeby ktoś go wysłuchiwał i rozumiał, a skoro widział, że go nie wyganiam, to nie wiem, czemu kontakty były takie suche.

                                                  najgorsze jest to, że ja nie będę umiała póki co kazać mu spierdalać gdyby zechciał wrócić.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 01:53
                                                    weronz napisał(a):

                                                    > > Ale jak doprowadził?
                                                    > > Wiesz jakby ci to napisać.
                                                    > > Ty uważasz ze skoro on wiedział
                                                    > > ,powinien empatycznie albo powoli ochłodzić relacje wycofać się wrócić do
                                                    > relac
                                                    > > ji praca.
                                                    >
                                                    > zresztą, dokładnie tak postąpił, wrócił do załatwiania mu spraw. Potem nagle za
                                                    > czął wysyłać suchary, a po pierwszym spotkaniu od blisko 3mcy, zaczął nagle pis
                                                    > ać o wszystkim, kilka razy dziennie.
                                                    >
                                                    > nawet po wizycie jego żony, mimo że już miał nowego tłumacza, nadal wysyłał mi
                                                    > jakieś sprawy do załatwienia, a po komisji lekarskiej znów wrócił do kontaktu t
                                                    > owarzyskiego, a potem o 23 wyskoczył z newsem że zaliczył egzamin z angielskieg
                                                    > o. Takie wieści mógł wysłać albo po egzaminie, albo poczekać na normalną porę.
                                                    > Nie wiem, czy wrócił z 'tęsknoty' czy pragmatyzmu, żeby ktoś go wysłuchiwał i r
                                                    > ozumiał, a skoro widział, że go nie wyganiam, to nie wiem, czemu kontakty były
                                                    > takie suche.
                                                    >
                                                    > najgorsze jest to, że ja nie będę umiała póki co kazać mu spierdalać gdyby zech
                                                    > ciał wrócić.


                                                    Sama sobie odpowiedziałaś.
                                                    Po prostu on wie dokładnie to co napisałaś wie ze nie każesz mu spierdalać.
                                                    Nie jesteś na to gotowa. Najwidoczniej jeszcze nie skrzywdził cię wystarczająco mocno. Taka smutna prawda.

                                                    A to wysłał wieczorem ,bo leżał w łóżku nudziło mu się potrzebował rozrywki.
                                                    Myśle ze jest dużo młodsza ,a on jest po prostu cwany lis.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 08:59
                                                    > Sama sobie odpowiedziałaś.
                                                    > Po prostu on wie dokładnie to co napisałaś wie ze nie każesz mu spierdalać.
                                                    > Nie jesteś na to gotowa. Najwidoczniej jeszcze nie skrzywdził cię wystarczająco
                                                    > mocno. Taka smutna prawda.
                                                    >
                                                    > A to wysłał wieczorem ,bo leżał w łóżku nudziło mu się potrzebował rozrywki.
                                                    > Myśle ze jest dużo młodsza ,a on jest po prostu cwany lis.
                                                    >

                                                    wiem, czemu to wysłał, nawet mu o tym powiedziałam. I sama z tego 'skorzystałam', żeby chociaż troche zapomnieć o tym, jakie gówniane miałam święta, a moja mama potem udawała jeszcze, że świetnie się bawiłam.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 09:19
                                                    co do spierdalania: ja tak ogólnie jestem mało asertywna i trzeba mnie naprawdę doprowadzić do ku*wicy i rozpaczy, żebym kogoś pogoniła tak na amen. Uciekam się do półśrodków jak ignorowanie wiadomości czy telefonów, zmienianie tematu, dopiero, gdy ktoś przekroczy granice mojej cierpliwości i nerwy przejmują kontrolę, słyszy ode mnie parę 'ciepłych' słów.

                                                    ja nie chcę, żeby on spierdalał, wolałabym, żeby po prostu wybrał, wóz albo przewóz, wybiera coś i tego się trzyma, chce mieć pakiet, proszę bardzo, chce tylko przyjaźni i pracy, spoko, tylko pracy, też ok. Pracę akurat zawsze oddzielałam od sympatii do danej osoby, mam klientów ktorych mam ochotę posadzić na takiej dużej procy i wysłać na księżyc, ale sprawy mają załatwione profesjonalnie. Ale nie podoba mi się, że on jęczy, żeby było jak dawniej, nie pozwala na to, żeby było jak dawniej, a jednocześnie gdy 'zatęskni', sam doprowadza do seksu żeby na drugi dzień winić mnie. Nie jest idealny, od początku to wiedziałam, imponowało mi, że tak się zarzyna dla rodziny, która ma go gdzieś i nie liczy że będą go doceniać, że umiał mówić o uczuciach i ciężkich przeżyciach. Niewielu znam facetów, którzy przyznają się, że płaczą na serialu, czy że coś ich przerasta, nawet ci normalni wolą udawać maczo. Tak, mogła być to gierka (chociaż i u mnie po pierwszej randce mało się nie popłakał i nie były to udawane łzy), ale serio, pięć miesięcy grania wrażliwca dla jednej upojnej nocy ze średniej urody dziewczyną? Przez ten czas zarwałby kilka innych, które nawet by nie pytały, czy ma żonę albo miałyby to gdzieś, on by bzyknął i już więcej tej kobiety nie oglądał, łatwiej byłoby przeżyć wyrzuty sumienia
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 10:32
                                                    „nie chcę, żeby on spierdalał, wolałabym, żeby po prostu wybrał, wóz albo przewóz, wybiera coś i tego się trzyma,”

                                                    a dlaczego pozwalasz by to on wybrał? wybacz ale przez takie zachowania faceci cię nie będą nigdy szanować, pozwalasz by robił co chce i nie stawiasz żadnych granic
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 10:55
                                                    Dlatego, że mi jest wszystko jedno, czy chce seksu czy go nie chce. Nieracjonalne to troche, ale nie dosc, ze cenilam jego obecnosc w swoim zyciu, to i on byl ostatnia namiastka sensownej znajomosci. Zreszta, dosyc czesto w roznego rodzaju zwiazkach jest tak, ze to jedna strona decyduje o "zerwaniu" czy dalszych kontaktach, nie zawsze jest to obopolna decyzja. Mi chodzi jedynie o to zeby podjal decyzje i sie jej trzymal, a nie zmienial zdanie jak wiatr zawieje.
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 11:14
                                                    stawiasz się w roli ofiary... a on ci właśnie pokazuje co myśli o tym. Strasznie mnie w twoim zachowaniu razi ta bezwolność i pokazywanie facetowi że wszystko zależy od niego. Pokaż że masz szacunek do siebie i nie zgodzisz
                                                    się na ochłap znajomości. Wtedy jest szansa
                                                    że on zacznie szanować i się określi. Teraz widzi że może z tobą wszystko a ty jak wierny pies poczekasz. Nie musi to nie decyduje, proste
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 12:01
                                                    ok, swój komentarz chyba napisałam cokolwiek niezrozumiale. Chodzi mi o to, że chciałabym zebrać w sobie siłę i asertywność i powiedzieć mu: chłopie, wybierasz jakąś opcję i się jej trzymasz, a jak nie potrafisz mi tego dać, to daj mi chociaż spokój, żebym mogła o Tobie zapomnieć.

                                                    Poza tym, jeśli się odezwie (w co z jednej strony wątpię, a z drugiej mam swego rodzaju pewność, że za jakiś czas wyskoczy z byle pretekstem) i np przeprosi za swój wybuch, przeprosiny przyjmę, ale w nie nie uwierzę. Podejrzewam, że planuje poczekać jakiś czas, żeby jego przeprosiny wyglądały bardziej wiarygodnie. Albo wyśle pierwszy z brzegu list, żeby mu go przetłumaczyć. Najgorsze jest to, ze przez kilka tygodni potrafię być twarda, nie pozwalać na odreagowywanie humoru, udawać, że mam go gdzieś, ale po kilku tygodniach mam dość i chcę z nim pogadać normalnie, w sensie szczerze, tak jak kiedyś, a nigdy nie wiadomo, czy zareaguje szczerą rozmową czy stchórzy. Przecież nie rzucę mu się w ramiona po tym wszystkim, mówiłam mu zresztą, że takie resztki tego co było kiedyś to nie dla mnie. Tylko jak mu pokazać, że się na to nie godzę? I tak się do niego nie odzywam, za życzenia podziękowałam i wspomniałam, że wiem, że zawdzięczam je współlokatorowi (napisałam mu rano, żeby wpadł na drinka bo nie chcę spędzić 30tych urodzin sama) bo pożalił się C., C, stwierdził, że współlokator się nie pożalił, powiedział, że coś pisałam, C powiedział mu, że może chodzić o moje urodziny, bo w tych okolicach mam, ale nie pamięta kiedy (dwa lata temu wydedukował z urywków rozmowy, a teraz nie pamięta, no ale to chyba taka męska pamięć po prostu), potem współlokator odczytał wiadomość ode mnie, a C. wysłał mi życzenia zbierając się do pracy. Nie odpisałam nic i od tamtej pory jest cisza, tak jak wspomniałam, nawet na wielkanoc dziwnym trafem nie doczekałam się życzeń.

                                                    Jestem odpowiedzialna za swoje kiepskie samopoczucie, ale on się do niego znacznie przyczynił, nie umiejąc trzymać się tego, czego on chce. Niby mnie nie chciał, nie chciał ze mną gadać, ale wytrzymywał max kilka tygodni i się odzywał, żeby wybadać teren. Mam ignorować jego przyszłe wiadomości, żeby nabrał szacunku?

                                                    kolega sugerował, że powinnam C. poblokować gdzie się da, bo jeśli się odezwie a ja będę odpisywać, to to nadal moja wina (w kwestii romansu i 'uwodzenia'), ale uważam to za dziecinadę. Blokuje się psycholi, którzy obrażają i nie dają żyć, a tak to wg mnie taki sposób na wyrażenie focha. Zresztą, skoro nie chce ze mną gadać i uważa za nieobliczalną, to równie dobrze on może mnie zablokować, przecież nie będę miała nic do gadania.
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 12:26
                                                    te opowieści o lokatorze, co kto napisał, co kto na to odpowiedział i jeszcze co sobie kto o tym pomyślał strasznie irytujące, zaciemniają obraz sytuacji i są chyba zbędne?

                                                    gdzie jest napisane, że blokuje się psycholi? możesz zablokować tych z którymi nie chcesz rozmawiać. w czym problem?

                                                    tyle osób mówi co myśli, co powinnaś zrobić, ty dalej swoje

                                                    chcesz to dalej z nim rozmawiaj, czekaj aż się łaskawie odezwie powodując dalszy mętlik w głowie (bo jeśli liczysz, że facet nie musząc się określać sam z siebie to zrobi to nie doczekasz się) bo najwyraźniej rady innych nie trafiają do ciebie.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 13:14
                                                    Sorry, tak mam, że czasem wchodze w nadmierne szczegoly.

                                                    Tak, chce z nim gadac, ale chce mu w jasny sposob przekazac, ze takie szarpanie mna moze zle wplynac na niego, bo w pewnym momencie bede miala zwyczajnie dosc, ale nie bardzo mam pomysl, jak mu to powiedziec w sposob normalny acz stanowczy, zeby nie mial sie o co czepiac, nawet z wyimaginowanych powodow
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 14:02
                                                    myślisz że on się przejmie jak mu zagrozisz że szarpanie ciebie źle wpłynie na niego.. boziu ile masz lat?
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 16:19
                                                    sorry, zle to ujelam, nie chodzi mi bynajmniej o jakies szantaze. Zreszta, sam sie powinien przekonac, ze jego zachowanie raczej niezbyt pozytywnie wplywa na nasze stosunki.

                                                    Po prostu nie do konca wiem, jak mam zareagowac, gdyby sie odezwal jakby nigdy nic. Ignorowac wiadomosci? Urywac rozmowy w polowie? Reagowac tylko na sprawy sluzbowe? To jest naprawde trudne, bo wczesniej takiej sytuacji nie mialam.
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 18:14
                                                    on olewa ciebie to ty olewaj jego
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 17.04.20, 08:15
                                                    tak jak mówiłam, nic do niego nie pisalam od urodzin i nie planuje.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 18:56
                                                    weronz napisał(a):

                                                    > Sorry, tak mam, że czasem wchodze w nadmierne szczegoly.
                                                    >
                                                    > Tak, chce z nim gadac, ale chce mu w jasny sposob przekazac, ze takie szarpanie
                                                    > mna moze zle wplynac na niego, bo w pewnym momencie bede miala zwyczajnie dosc
                                                    > , ale nie bardzo mam pomysl, jak mu to powiedziec w sposob normalny acz stanowc
                                                    > zy, zeby nie mial sie o co czepiac, nawet z wyimaginowanych powodow


                                                    Ale on ma gdzieś co ty mówisz.
                                                    To ze mu powiedziałaś nie znaczy ze on to zrobi.
                                                    Bo on musiałby tego chcieć na nie chce.

                                                    To tak samo jak facet bije żona ona mówi nie bij myślisz ze posłucha?

                                                    Jednie co możesz zrobić to powiedzieć mu ze chcesz koleżeńskiej relacji i nigdy więcej nie dojdzie do niczego więcej.
                                                    Możecie czasem wypić drinka czy kawę pogadać ponarzekać , ale na tym koniec. Wtedy to on albo się podporządkuje albo będzie strzelał fochy/cicho na długie okresy może robić dziwnie manewry, wysyłać suchary. Żeby cię zmusisz do rekacji bądź zmiany decyzji. Ale jak zobaczy ze trzymasz się swojej decyzji, wtedy może (ale dopiero po dłuższym czasie) przystać na to bądź zerwać kontakt bo uzna ze mu nie jesteś już potrzebna.

                                                    Ps do bzykania narzekania nie potrzeba mu super laski na żonę towarzyszkę życia wybiera się osobę która nam pasuje wizualnie.
                                                    Kochanka mam być chętna dostępna udowodniono , ze kochanki często są brzydsze od żony.
                                                    Bo kochanką się nie chwali.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 18:29
                                                    Serio dalej nie rozumiesz?

                                                    Facet żeby ci powiedział ze:
                                                    A- praca,
                                                    B-praca koleżeństwo
                                                    C- praca koleżeństwo sex.
                                                    To musi być dojrzały i stabilny psychicznie i uczuciowo. Sorry, ale dla mnie facet który płacze ,nie czasem a często ( skrót myślowy) , gra zagubione dziecko to wcale nie jest dobrym materiałem na faceta.
                                                    Jest niestabilny psychicznie/uczuciowo nie wie czego chce.

                                                    W ogóle ty sobie możesz chcieć żeby on ci powiedział , ale on tego nie zrobi bo nie chce.
                                                    Ja tez bym chciała żeby mój syn był zdrowy, a jakiś bogacz kupił mi dom bo ja chce. Twoje chcenie nie ma tu nic do rzeczy ,bo to on musi dać ci słowo i się tego trzymać , ale on tego nie chce.
                                                    Bo on się obrazi przestanie pisać i ma z tobą spokój ,ale wie ze jak się odezwie dostanie co chce. A na codzień nie jesteś mu potrzebna bo ma żonę.
                                                    Trzyma cię na dystans nic nie obiecuje bo potem możesz czegoś od niego np. związku deklaracji.
                                                    A tak ma ochotę popisze ma rozrywkę a jak nie to nie.
                                                    Oczywiście ty możesz podjąć decyzje bawimy się i jest jak jest albo zrywamy kontakt i tego się trzymasz ,tylko taka decyzje możesz podjąć sama dla siebie.

                                                    Skąd wiesz czy nie zarywa innych?ze między tobą i tygodniami ciszy nie miał nie próbował złowić innej rybki?
                                                    Czemu ty uważasz ze on jest idealny uczuciowy ,tłumaczysz go wiecznie. Facet zdradza swoją żonę, nie raz nie dwa jesteś jego 3 kochanka,nie widomo ile razy miał przelotny sex.
                                                    i co ty myślisz ze on nagle wobec ciebie jest uczciwy? Już po tym powinnaś wiedzieć, ze facet między słowem a czynem nie jest spójny. Robi jedno mówi drogie.
                                                    Mylisz ze jesteś w tym względzie lepsza niż jego żona, ona nie zasługuje na szczerość a wobec ciebie jest szczery? Oczywiście on może być przekonany ze mówi uczuciowe pod wpływem chwili czy innych czujników, a potem wmówicie opadają i zmienia się myślenie.

                                                    Wiesz żeby wyrwać panienkę na bzykanie musi jej chociaż kilka drinków postawić a to nakład finansowy, i nie masz pewności ze się z tobą prześpi, a ty nie masz pewności ze nikogo takiego nie było. Co on robi jak nie jest z tobą, co robi jak nie pisze z tobą.

                                                    Panna na telefon to kosztuje 80-120£ za godzinę w Londynie. Wiec może mu szkoda kasy woli taka zakochana naiwna .Wiele razy słyszałam jestem za fajny żeby płacić za sex mam go za darmo ,chętna zawsze się znajdzie.

                                                    Powiem ci ze pracuje w 2 miejscach i w jednym z nich jestem w męskim gronie pełnym testosteronu pełnym gadania i i historii takich ze włos na głowie staje.
                                                    Przestałam być tez naiwna, bo mi się wydało ze jak ja jestem uczciwa w słowach czynach uczuciach oni tez są.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 17.04.20, 08:49
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Serio dalej nie rozumiesz?
                                                    >
                                                    > Facet żeby ci powiedział ze:
                                                    > A- praca,
                                                    > B-praca koleżeństwo
                                                    > C- praca koleżeństwo sex.
                                                    > To musi być dojrzały i stabilny psychicznie i uczuciowo. Sorry, ale dla mnie fa
                                                    > cet który płacze ,nie czasem a często ( skrót myślowy) , gra zagubione dziecko
                                                    > to wcale nie jest dobrym materiałem na faceta.
                                                    > Jest niestabilny psychicznie/uczuciowo nie wie czego chce.

                                                    na razie to ja i tak mogę sobie tylko gdybać, bo albo się odezwie albo nie. Nie lubię kłótni, rozstawania się w gniewie, nienawidzę nie wiedzieć o co chodzi. Zwykle wolę sobie zaplanować co powiedzieć, nie raz układałam w głowie mądre odpowiedzi i cięte riposty, ale jak przychodziło co do czego, to mi dupa miękła i rozmawiałam z nim normalnie, jakbyśmy się nie pokłócili. Co do płaczu, nie do końca wiem, o co Ci chodzi z tym skrótem myślowym, ale ja wiem, że płakał dwa razy. No, może trzy, licząc te wilgotne oczy. Chyba wspominałam, że przez pierwsze dwa dni po pierwszym razie był pełen euforii, rozmawiał ze mną cały dzień, a jak przyjechał wieczorem załatwić sprawę, a ja go przytuliłam i pocałowałam w czoło, powiedział, że musimy przystopować, bo musi to przetrawić. Kolejnego dnia wieczorem napisał, że płacze, bo czuje że mnie zranił, że zranił rodzinę, czuje się jak egoista itd. Dla mnie facet, który potrafi się przyznać do tego że zdarza mu się płakać, jest bardziej męski niż taki, który dusi w sobie emocje a potem wybucha i rozwala szklanki czy szuka zaczepki na ulicy.
                                                    >
                                                    > W ogóle ty sobie możesz chcieć żeby on ci powiedział , ale on tego nie zrobi bo
                                                    > nie chce.
                                                    > Bo on się obrazi przestanie pisać i ma z tobą spokój ,ale wie ze jak się odezwi
                                                    > e dostanie co chce. A na codzień nie jesteś mu potrzebna bo ma żonę.
                                                    > Trzyma cię na dystans nic nie obiecuje bo potem możesz czegoś od niego np. zwią
                                                    > zku deklaracji.

                                                    co w tym wszystkim najbardziej... ironiczne? ja nigdy takich deklaracji nie oczekiwałam, bo wiedziałam, że gdyby nawet zadeklarował coś takiego, nie byłaby to prawda. Przeliczyłam się w swoich marzeniach, ale chciałam, żebyśmy byli przyjaciółmi, żeby słuchać jego sekretów o których nikomu nie opowiada, a gdyby czasem nas poniosło, wylądować w łóżku i się poprzytulać. A to, czego najbardziej chciałam, to po prostu liczyć na niego, nawet gdybym potrzebowała tylko ponarzekać na coś czy poprosić żeby mnie przytulił jak mnie dopadnie gorszy dzień.

                                                    > A tak ma ochotę popisze ma rozrywkę a jak nie to nie.
                                                    > Oczywiście ty możesz podjąć decyzje bawimy się i jest jak jest albo zrywamy ko
                                                    > ntakt i tego się trzymasz ,tylko taka decyzje możesz podjąć sama dla siebie.

                                                    decyzję to ja sobie mogę podjąć. Tyle że teraz to jest jak w kreskówce, gdzie bohater mówi do kolegi, który się obraził na niego i z nim nie rozmawia 'nie gadam z tobą!', po to, żeby spowodować reakcję. W przypadku tej decyzji, obie osoby muszą wyrazić zgodę, żeby doszła ona do skutku.


                                                    > Skąd wiesz czy nie zarywa innych?ze między tobą i tygodniami ciszy nie miał n
                                                    > ie próbował złowić innej rybki?
                                                    > i co ty myślisz ze on nagle wobec ciebie jest uczciwy? Już po tym powinnaś wi
                                                    > edzieć, ze facet między słowem a czynem nie jest spójny. Robi jedno mówi drogi
                                                    > e.

                                                    gwarancji nie mam, że nie zarywa innych. Wręcz czuję się winna, że ja w nim coś odblokowałam i po seksie ze mną uznał, że zazna życia póki ma jeszcze na to czas. Bo, choć może to sobie wyobraziłam, gdy rzucił się mnie przytulać, widać było, że po prostu tego potrzebował. Powiedziałam mu, żeby nie czuł się winny bo raz na jakiś czas zadba o siebie i zrobi coś egoistycznego i że gdy potrzebuje bliskości, powinien bez strachu po nią sięgać. Być może zrozumiał to na swój sposób i teraz faktycznie zaczął 'dbać o siebie'. Jedyny okres ciszy, kiedy mogę podejrzewać, że kogoś wyrwał, to ten ostatni. Wcześniej był albo w Polsce albo jego żona tutaj była. Teraz zgrywał kozaka, bo mu powiedziałam, że wytrzymam do dnia kobiet i spytałam, czy on wytrzyma. Co prawda, 2 tygodnie po ostatnim spotkaniu wysłał mi list o 22.30 (zeskanowany o 15, więc dziwne, że czekał tyle godzin), ale spałam i odpisałam po północy, bo się na chwilę obudziłam. Potem była cisza, dopóki nie postanowił pozgrywać bohatera z operacją.

                                                    wiadomo, chciałabym być twardsza, w tamtym roku jak mnie wkurzył, to nawet mu tego nie pokazywałam, bo uznałam, że jeśli robił to celowo i zobaczy, że mnie to nie ruszyło, to nie będzie znów próbował mnie wkurzać. Nie powiem mu wprost, że ma się zadeklarować, chciałabym pokazać mu w jakiś sposób, że mam po prostu tego dość, wóz albo przewóz, a nie najpierw rozmowy po nocy a kilka dni później kłótnia, bo akurat się stresował wirusem.

                                                    może to megalomania, ale zastanawiałam się, czy nie był bliski zakochania się we mnie albo przynajmniej mocnego zaangażowania się, a wie, że nic mu to nie da bo nie zostawi rodziny i po prostu woli mi dokopywać w nadziei, że ja nie wytrzymam i się odczepię, bo on sam nie ma tyle woli. Pisał mi kiedyśtam, że się w kimś zakochał i od pięciu lat wie, że nic z tego nie będzie. Mogę się oczywiście mylić, ale mam wrażenie, że to przez fakt posiadania rodziny, bo czuje się wobec nich zobowiazany, może nawet dlatego się stamtąd przeprowadził. Po przedostatnim spotkaniu wysłał mi to www.facebook.com/annamariawesolowskaa/posts/2877336185627554 a ja się bardziej wtedy martwiłam o niego niż o siebie, bo nie chciałam, żeby się we mnie zakochał i cierpiał, zwłaszcza, że po raz kolejny człowiek by się przekonał, że nawet miłość to za mało.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 17.04.20, 19:19
                                                    Kolejnego dnia wieczorem napisał, że płacze, bo czuje że mnie zranił, że zranił rodzinę, czuje się jak egoista itd. Dla mnie facet, który potrafi się przyznać do tego że zdarza mu się płakać, jest bardziej męski niż taki, który dusi w sobie emocje a potem wybucha i rozwala szklanki czy szuka zaczepki na ulicy.
                                                    >
                                                    Nikt nie mówi o rozwalaniu szklanek ale nie wiem może jestem cyniczna ,ale facet który wypisuje do kochanki ze płacze bo okłamuje ciebie siebie żonę jest niezłym manipulatorem.

                                                    co w tym wszystkim najbardziej... ironiczne? ja nigdy takich deklaracji nie oczekiwałam, bo wiedziałam, że gdyby nawet zadeklarował coś takiego, nie byłaby to prawda. Przeliczyłam się w swoich marzeniach, ale chciałam, żebyśmy byli przyjaciółmi, żeby słuchać jego sekretów o których nikomu nie opowiada, a gdyby czasem nas poniosło, wylądować w łóżku i się poprzytulać.

                                                    Ale on tego nie wie i oczywiście na początku znajomosci, nie oczekuje się raczej deklaracji ślubu.
                                                    Ale sama piszesz o marzeniach i nim i zwierzeniach o przyjacielskich kontaktach ,to zbliża i potem najczęściej wież zaczyna się zacienić i oczekiwania zmieniać. Potem byłby jesteś mi taki bliski bądźmy razem.
                                                    Nie wierze ze by do tego nie doszło skoro się w nim zadłużyłaś.


                                                    decyzję to ja sobie mogę podjąć. Tyle że teraz to jest jak w kreskówce, gdzie bohater mówi do kolegi, który się obraził na niego i z nim nie rozmawia 'nie gadam z tobą!', po to, żeby spowodować reakcję. W przypadku tej decyzji, obie osoby muszą wyrazić zgodę, żeby doszła ona do skutku.

                                                    Decyzje możesz podjąć ty za siebie i się jej trzymać. Możesz nie odpisywać na smsy nie odbierać. To zależy tylko od ciebie. On potrafił ci nie dopisywać.
                                                    Skrupułów nie miał.


                                                    Wiesz tak jak myślałam facet jest mega niedojrzały stad jego fochy płacze kręcenie.
                                                    Ja o nim zdani nie zminie a ty jesteś zakochana i za miękka do niego on to wie i wykorzystuje.
                                                    Szkoda mi ciebie bo połączę cię jeszcze trochę i znudzi mu się a ty zostaniesz z emocjami.
                                                    Takie to są reakcje poczytaj dobrze forum tych kobiet które były kochankami, ale i relacje facetów co oni sadza o kochankach i raczej twój C nie różni się od nich zbytnio.
                                                    Był tu post faceta który był bardzo zakochany. Daje dużo do myślenia.
                                                    Jednak tak jesteśmy stworzeni, ze nie uczymy się na cudzych błędach a sami musimy zdobić doświadczenie. Wiec czeka cię jeszcze trochę szarpaniny. Tym bardziej z odrzucasz i zmienisz i tłumaczysz każdy wpis.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 18.04.20, 10:08

                                                    > Nikt nie mówi o rozwalaniu szklanek ale nie wiem może jestem cyniczna ,ale fac
                                                    > et który wypisuje do kochanki ze płacze bo okłamuje ciebie siebie żonę jest nie
                                                    > złym manipulatorem.

                                                    tak jak mówiłam, euforii starczyło mu na krótko. Kilka godzin po pisał, że mną pachnie, że nie do końca wie co zrobił, ale chce więcej, a jak mu powiedziałam, że wiedziałam, ze nie będzie pamiętał, to powiedział, że pamięta i o dziwo dobrze się z tym czuje. Co kilka godzin pytał, co u mnie, bo powiedziałam mu kiedyś, że gdyby kiedykolwiek do czegoś między nami doszło, zeżarłyby mnie wyrzuty sumienia. Albo chciał podtrzymać podjaranie, nie wiem, ale wcześniej nigdy z taką częstotliwością nie pytał o moje samopoczucie, tylko raz, jak dowiedział się o śmierci mojego kolegi. Pewnie jestem naiwna, ale raczej była to kwestia tego, że wiedział, że może się tym ze mną podzielić a ja nie będę go oceniać, no i byłam jedyną osobą, która wiedziała co zrobił, więc nie miał komu o tym powiedzieć. Być może przez to, że nie miał w sumie nigdy męskiego wzorca, nie nauczył się panować nad emocjami, nie wiem.

                                                    > Ale on tego nie wie i oczywiście na początku znajomosci, nie oczekuje się racz
                                                    > ej deklaracji ślubu.
                                                    > Ale sama piszesz o marzeniach i nim i zwierzeniach o przyjacielskich kontaktach
                                                    > ,to zbliża i potem najczęściej wież zaczyna się zacienić i oczekiwania zmienia
                                                    > ć. Potem byłby jesteś mi taki bliski bądźmy razem.
                                                    > Nie wierze ze by do tego nie doszło skoro się w nim zadłużyłaś.

                                                    wie, bo on mówił nie raz, że wie, że ja chcę czegoś więcej, a on mi nie może tego dać. I może to brzmieć jak kłamstwo, ale sama wiedziałam, że to czego chcę a czego mogę chcieć to dwie różne sprawy. Nie powiem szczerze, że nie liczyłam, że np jego żona znajdzie sobie kogoś i się z nim rozwiedzie (w końcu kobiety są bardziej do tego skłonne) albo jemu skończy się cierpliwość. Pisał mi kiedyś (i to o dziwo na trzeźwo), że za każdym razem kiedy jechał do Polski, zaczynał z żoną temat co z nimi dalej będzie, wtedy ona zaczynała awanturę, że chce ją i dzieci zostawić z problemami i założyć sobie inną rodzinę. Ja bym nie chciała być powodem jego rozwodu, czytałam tu wątek kochanki, która stała się żoną i ubolewała, że facet ma inną kochankę, sama jej pisałaś, żeby faceta puściła wolno, skoro kocha inną (o ile dobrze to pamiętam). Nie chciałabym tak skończyć, liczyłam raczej, że rozwód będzie niezależny ode mnie. Także nie można powiedzieć, że on nie wiedział, że go 'lubię', bo mu to mówiłam i wiedział też, że nie oczekuję więcej niż mam. Przed seksem zresztą też nie oczekiwałam, że do seksu dojdzie. To on uparcie powtarzał, że ja chcę czegoś więcej, może z doświadczenia z poprzednich romansów, może chciał mi to 'wmówić', żebym faktycznie zaczęła chcieć czegoś więcej. A może tymi wszystkimi zwierzeniami sam dążył do tego, żebym coś poczuła, bo trudno nie lubić faceta, który umie pisać o trudnych przeżyciach, który się zwierza itd.

                                                    > Decyzje możesz podjąć ty za siebie i się jej trzymać. Możesz nie odpisywać na s
                                                    > msy nie odbierać. To zależy tylko od ciebie. On potrafił ci nie dopisywać.
                                                    > Skrupułów nie miał.
                                                    >
                                                    >
                                                    > Wiesz tak jak myślałam facet jest mega niedojrzały stad jego fochy płacze kręce
                                                    > nie.
                                                    > Ja o nim zdani nie zminie a ty jesteś zakochana i za miękka do niego on to wie
                                                    > i wykorzystuje.
                                                    > Szkoda mi ciebie bo połączę cię jeszcze trochę i znudzi mu się a ty zostaniesz
                                                    > z emocjami.
                                                    > Był tu post faceta który był bardzo zakochany. Daje dużo do myślenia.
                                                    > Jednak tak jesteśmy stworzeni, ze nie uczymy się na cudzych błędach a sami musi
                                                    > my zdobić doświadczenie. Wiec czeka cię jeszcze trochę szarpaniny. Tym bardzi
                                                    > ej z odrzucasz i zmienisz i tłumaczysz każdy wpis.
                                                    >

                                                    nie odrzucam, wszystko czytam, staram się, żeby do mnie dotarło, ale z drugiej strony czasem ciężko. Próbuję zrozumieć, racjonalizować, wybielać siebie i jego, prawie każdy tak postępuje, nie tylko kochanki. Do tego postu nie dotarłam, mogłam go przegapić, bo wchodziłam tylko na wątki, które tytułem mogły pasować do mojej sytuacji, jakbyś mogła mi dać jakąś wskazówkę, byłabym wdzięczna.

                                                    Wiem, że jest niedojrzały, nie panuje nad emocjami, tchórzy gdy temat jest dla niego za trudny. Co do znudzenia się, dziwi mnie, że po pierwszym razie nie odpuścił, w końcu dostał to czego chciał, mógł przestać zabiegać i walczyć, pozwolić mi uważać go za skończonego dupka. Tak samo po przedostatnim, tak się martwił moimi plecami że sugerował konsultację w Polsce, tylko dlatego, że dzień wcześniej wspomniałam, że mnie bolą. Wirtualny kolega mówił, że się interesował, żeby zrobić sobie grunt pod kolejne razy, no ale niedługo po tym przyjechała jego żona, więc to trochę bez sensu. Na pewno łatwiej mu obwiniać mnie niż przyjąć choć część winy na siebie, dlatego tak się wkurzył przy ostatniej rozmowie.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 17.04.20, 19:30
                                                    Po przedostatnim spotkaniu wysłał mi to www.facebook.com/annamariawesolowskaa/posts/2877336185627554 a ja się bardziej wtedy martwiłam o niego niż o siebie, bo nie chciałam, żeby się we mnie zakochał i cierpiał, zwłaszcza, że po raz kolejny człowiek by się przekonał, że nawet miłość to za mało.

                                                    Boże ty w to wierzysz? Niezły manipulant z niego ojp. Serioo....
                                                    Boże biedny misio taki złapany kocha dwie kobiety na raz ,nie wie kogo wybrać taki rozdarty.
                                                    Wiesz mnie ten tekst kompletnie nie rusza jest głupi stereotypowy.
                                                    Bajkowy i wymyślony. Krąży po necie od lat. A naiwni łykają.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 18.04.20, 10:18
                                                    > Boże ty w to wierzysz? Niezły manipulant z niego ojp. Serioo....
                                                    > Boże biedny misio taki złapany kocha dwie kobiety na raz ,nie wie kogo wybrać t
                                                    > aki rozdarty.
                                                    > Wiesz mnie ten tekst kompletnie nie rusza jest głupi stereotypowy.
                                                    > Bajkowy i wymyślony. Krąży po necie od lat. A naiwni łykają.
                                                    >

                                                    tak jak mówię, od samego początku, gdy mi się spodobał, jakoś łatwiej było mi żyć ze świadomością, że tylko ja coś poczułam. Zresztą sam tak twierdził. Kiedy po raz pierwszy przyszedł, tak, trudno było opanować nadzieję, bo nagle zebrał się na odwagę i to zrobił, a potem nie uciekł jak ostatni tchórz tylko siedział i gadał ze mną dobre dwie godziny. Mnie tekst ruszył, bo jakiś tydzień albo dwa przed wysłaniem go powiedział mi, że jego żona ma chore nerki, w każdej chwili może dostać telefon, że coś jej się stało/nie żyje i nie wie, co wtedy. To, że jest dupkiem, nie oznacza, że nie ma wyrzutów sumienia, albo po prostu świetnie potrafi je udawać. Zresztą, po tym tekście przyjechał, zrobił młodemu rower, przytulił mnie i pocałował, dla mnie to dużo znaczyło, nie wiem jak dla niego (pewnie nic, z tego co piszesz). Martwiłam się o niego, bo zostałby z dziećmi, których prawie nie zna, one nie znają jego i o to, że czułby się jak facet w opowieści, że wolał poświęcać czas mi, a tu jego żonie coś się stało. Dlatego podejrzewam, że to cisnienie związane z koronawirusem tak go wkurwiło przy ostatniej rozmowie, mimo że w Polsce jest w miarę opanowany, ale jego żona może przez swoje problemy z nerkami być w grupie ryzyka, nie wiem.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 17:37
                                                    Martwiłam się o niego, bo zostałby z dziećmi, których prawie nie zna, one nie znają jego i o to, że czułby się jak facet w opowieści, że wolał poświęcać czas mi, a tu jego żonie coś się stało. Dlatego podejrzewam, że to cisnienie związane z koronawirusem tak go wkurwiło przy ostatniej rozmowie, mimo że w Polsce jest w miarę opanowany, ale jego żona może przez swoje problemy z nerkami być w grupie ryzyka, nie wiem.


                                                    Serio martwiłaś się ze on nie zna swoich dzieci?
                                                    Ku...wa to czyja to wina?
                                                    Serio i ty się zastanawiasz jak on mógł tak potraktować twoje dziecko i ciebie? Jak on swoje własne dzieci ledwo zna?

                                                    Facet jest dupkiem i egoistą.
                                                    Tyle.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 24.04.20, 09:21
                                                    > Serio martwiłaś się ze on nie zna swoich dzieci?
                                                    > Ku...wa to czyja to wina?
                                                    > Serio i ty się zastanawiasz jak on mógł tak potraktować twoje dziecko i ciebie?
                                                    > Jak on swoje własne dzieci ledwo zna?
                                                    >
                                                    > Facet jest dupkiem i egoistą.
                                                    > Tyle.

                                                    tak, martwiłam się. Nie wiem, na ile jest to jego winą, a na ile winą żony czy reszty rodziny, ale mają wyku****te długi w Polsce (moja koleżanka- wdowa strasznie była ciekawa jak wygląda jego żona i próbowała ją znaleźć na google, jedyne co wyskakiwało to informacje o upadłości, syndyku, rejestry sądowe i tak dalej), biznes nie wypalił i teraz trzeba to spłacać. Z polskimi zarobkami byłoby nieco ciężko. Nie usprawiedliwiam go, bo to jego wina, że nie zna swoich dzieci, może dlatego tak zainteresował się moim, bo widział, że mam z młodym świetny kontakt i mi tego zazdrościł i też chciał tego zaznać, a wiadomo, łatwiej przekonać do siebie siedmiolatka niż siedemnasto- i czternastolatka. Mimo że słaby kontakt z dziećmi był jego winą (z tego co mówił, żona wyraża się o nim przy dzieciach niezbyt pochlebnie, ale wiadomo, wiem to od niego), to martwiłam się, co by się stało.

                                                    Jego starszy syn niedawno skończył osiemnaście lat, taki wiek, że sodówa uderza do głowy, sama wiem, jaka ja byłam, czułam się dorosła i wkurzałam się, że rodzice próbowali mną rządzić. W styczniu C pytał mnie, czy syn miałby szansę na kontynuację edukacji, gdyby tu teraz przyjechał. Miałam wrażenie, że próbuje ostatnimi podrygami wykazać jakieś ojcowskie odruchy i zabrać go tu do siebie, żeby się trochę uspokoił, ale i tak cholernie zabolało, że akurat mnie musi o to pytać.
                                                • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 01:42
                                                  relacje były chłodne i był tylko klientem i kumplem, raczej chodziło mi o to, że nie powinien był wchodzić w głębsze relacje. I tak, wiem, że to facet, ale usprawiedliwianie wszystkiego płcią jest bardzo kiepskie i nieuczciwe. Bo my kobiety mamy rozumieć facetów, a oni nas nie muszą, bo to tylko baba. Plus, przez pięc miesięcy jakoś szanował moje uczucia i nie igrał z nimi. Nagle zmienił zdanie i uznał, ze jednak może się nimi zabawić.

                                                  Nic takiego nie napisała. (Ty tez nie powinnaś skoro wiedziałaś ze ma żonę, a już napewno po tym jak ci powiedział ze już 2-3 razy ja zdradził powinnaś uciąć każde gadanie poza praca. Aby chronić siebie i swoje serce.)

                                                  A raczej nie było to moja intencja.
                                                  Bardziej chodziło o to abyś zdawała sobie sprawy jacy są faceci po to aby chronić siebie.
                                                  To tak jak zamykanie drzwi na klucz, niby nie musisz i uczciwi ludzie nie powinni cię okraść ,ok racja. Ale to ty będziesz poszkodowana jak cię okradną nie ma znaczenia ze oni zrobili coś nielegalnego coś złego. To ty poniesiesz konsekwencje pomimo ze winni są oni. Tu jest podobnie ,pomimo ze wina leży po środku, pomimo ze w sumie to facet zachował się po świńsku bo ma żonę on powinien być uczciwy on przysięgał.
                                                  Ale prawda jest taka ze to ty ponosisz konsekwencje i leczysz rany. Nic ci nie da to ze on jest winny. Boleć będzie tak samo.’
                                                  Należy teraz wyciągnąć wnioski i nie pchać się w pokręcone relacje.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 09:08

                                                    > A raczej nie było to moja intencja.
                                                    > Bardziej chodziło o to abyś zdawała sobie sprawy jacy są faceci po to aby chr
                                                    > onić siebie.
                                                    > To tak jak zamykanie drzwi na klucz, niby nie musisz i uczciwi ludzie nie powi
                                                    > nni cię okraść ,ok racja. Ale to ty będziesz poszkodowana jak cię okradną nie m
                                                    > a znaczenia ze oni zrobili coś nielegalnego coś złego. To ty poniesiesz konsekw
                                                    > encje pomimo ze winni są oni. Tu jest podobnie ,pomimo ze wina leży po środku,
                                                    > pomimo ze w sumie to facet zachował się po świńsku bo ma żonę on powinien być
                                                    > uczciwy on przysięgał.
                                                    > Ale prawda jest taka ze to ty ponosisz konsekwencje i leczysz rany. Nic ci nie
                                                    > da to ze on jest winny. Boleć będzie tak samo.’
                                                    > Należy teraz wyciągnąć wnioski i nie pchać się w pokręcone relacje.
                                                    >
                                                    >
                                                    to był mój pierwszy raz, i z żonatym i z tak skomplikowanym facetem. Skoro sam powiedział, że nie był zainteresowany, to stwierdziłam, że widać chociaż na mojej przyjaźni i zrozumieniu mu zależało i wolałam myśleć, że rozmawia ze mną właśnie po to, a nie po to, żeby zaciągnąć mnie do łóżka, więc ciągnęłam tę przyjaźń i naiwnie wierzyłam, że jemu też tylko na tym zależy. No i nie sądziłam, że byłby tak głupi, żeby pakować się w romans ze mną, wiedząc, jaką jestem paplą i że znam jego kolegów i sprawa może się wydać.

                                                    z tym komentarzem o wymogu rozumienia facetów trochę popłynęłam. Mój kolega (wirtualny) najpierw mnie podpuszczał, żebym się odzywała, nakręcała C. i tak dalej, ja mu mówiłam, że nie ma sensu, bo będzie jeszcze gorzej, a w którymś momencie wyskoczył, że to wszystko moja wina, bo ja dawałam ze sobą rozmawiać, ja go uwodziłam i kusiłam, a biedny facet nie miał innej możliwości jak tylko skorzystać, więc wina jest całkowicie moja. Zresztą, na innym forum pouczono mnie, że szczere rozmowy prowadzą do łóżka i powinnam była być tego świadoma. Cóż, nie byłam, z kolegą też rozmawialiśmy o wszystkim i nie wylądowaliśmy w łóżku. Co prawda raz sugerował swojemu współlokatorowi (koledze C.), że pierze pościel po bardzo upojnej nocy, ale nie wiem, czy to się liczy jako pójście z nim do łóżka, skoro mnie przy tym nie było wink
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 16.04.20, 19:06
                                                    Wiesz z tymi rozmowami to tak jest, kiedyś mi facet powiedział ze do zwierzeń to on ma przyjaciela.
                                                    Bardzo rzadko przyjaźnie damsko-męskie nie zahaczają o tematy łóżkowe. No chyba ze to są przyjaźnie jeszcze za dzieciaka. Lub u ludzi którzy są w stałych szczękowych związkach i są stabilni. Tacy jak C raczej są z innej glony.
                                                    „Przyjaźń damsko męska istnieje, ale tylko erotyczna.” Znasz ten tekst coś w tym jest.

                                                    Naucz się przestać rozmawiać o wszystkim z innymi.
                                                    A już napewno nie ze wspólnym kumplem kochanka który chciał cię zaciągnąć do łóżka.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 17.04.20, 09:06
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Wiesz z tymi rozmowami to tak jest, kiedyś mi facet powiedział ze do zwierzeń
                                                    > to on ma przyjaciela.
                                                    > Bardzo rzadko przyjaźnie damsko-męskie nie zahaczają o tematy łóżkowe.

                                                    nasze rozmowy, nie licząc zboczonych sucharów (wysyłanych przez niego gdy był w trasie) nie schodziły na tematy łóżkowe. Dlatego to, że przyszedł i mnie pocałował, było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, bo nie próbował mnie podrywać, nakręcać, nie badał terenu, czy gdyby coś go naszło, to będę chętna.

                                                    > Naucz się przestać rozmawiać o wszystkim z innymi.
                                                    > A już napewno nie ze wspólnym kumplem kochanka który chciał cię zaciągnąć do łó
                                                    > żka.
                                                    >
                                                    kolega nie próbował mnie zaciągnąć do łóżka. Co najciekawsze, przez długi czas był całkiem niezłym wsparciem. Sam namawiał, żebym zaprosiła C. na urodziny, a potem przepraszał, że C nie przyszedł, po grillu, na który zaproszenie zostało odwołane, przyjechał do mnie po 22 na motorze, żebym mogła się odstresować (a C. jeszcze wtedy napisał, że jeszcze raz przeprasza, on się napracował a współlokatorzy woleli chlać niż jeść, jakbym miała mu jeszcze współczuć po tym wszystkim), spędzaliśmy ze sobą naprawdę dużo czasu i mimo zboczonych żartów, nie było między nami żadnej chemii. Co prawda, okazało się, że na pytanie kolegi C. co jest między mną a kolegą zrobił minę sugerującą, że coś być może jest, za co dostał ode mnie ochrzan, bo nie chciałam wyjść na latawicę. A o tym, że z takim namaszczeniem prał pościel i sugerował, że coś było, dowiedziałam się już po tym, jak przestaliśmy się kumplować (okazał się ch*jem do sześcianu). Z tym kolegą też mogłam rozmawiać o wielu sprawach, tak jak i on ze mną, nie spodziewałam się 'zdrady' i to z moją 'koleżanką'.

                                                    Niestety, ale mam tak, że mogę w sobie dusić przez jakiś czas, ale zaczyna mnie to męczyć, mam zły humor i nerwy, kiedy pogadam z kimś, mogę to chociaż spróbować przeanalizować na spokojnie i co najwazniejsze, uslyszeć opinię innej osoby, bo wiadomo, że mój osąd może nie być racjonalny. Gdyby 'źródło' samo mówiło wprost o co mu chodzi, byłoby o wiele łatwiej, bo nie trzeba by było rozkminiać 'co autor miał na myśli'
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 17.04.20, 10:43
                                                    ja mam to samo pytanie w głowie jak czytam twoje posty: o co jej chodzi? co ona ma na myśli?

                                                    ciągle pytasz co masz zrobić, ciągle piszemy żebyś go olała a ty CIĄGLE że nie wiesz co zrobić, że on się nie określił i ty poczekasz na jego ruch. to ja pobawię się we wróżkę - za jakiś czas on pod jakimś gównianym pretekstem napisze do ciebie (prośba/śmieszne zdjęcie/życzenia) ty pomyślisz: nic takiego, niewinne, nie pokaże że jestem zła, bo weźmie mnie za sfochowaną księżniczkę. odpowiesz. on pomyśli: spoko nie gniewa się i ... zamilknie na kolejny miesiąc. ty zaczniesz się zastanawiać co zrobiłaś źle, napiszesz rozpaczliwca na forum: co mam zrobić, nie
                                                    rozumiem jak on może tak się mną bawić???!!! ano kurwa może, bo mu na to pozwalasz!! schemat będzie się powtarzał aż któreś uzna że go już nie bawi. stawiam milion że on, bo ty go idealizujesz, tłumaczysz i stawiam drugi milion że jesteś zakochana.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 17.04.20, 19:26
                                                    odkochana napisał(a):

                                                    > ja mam to samo pytanie w głowie jak czytam twoje posty: o co jej chodzi? co ona
                                                    > ma na myśli?
                                                    >
                                                    > ciągle pytasz co masz zrobić, ciągle piszemy żebyś go olała a ty CIĄGLE że nie
                                                    > wiesz co zrobić, że on się nie określił i ty poczekasz na jego ruch. to ja poba
                                                    > wię się we wróżkę - za jakiś czas on pod jakimś gównianym pretekstem napisze do
                                                    > ciebie (prośba/śmieszne zdjęcie/życzenia) ty pomyślisz: nic takiego, niewinne,
                                                    > nie pokaże że jestem zła, bo weźmie mnie za sfochowaną księżniczkę. odpowiesz.
                                                    > on pomyśli: spoko nie gniewa się i ... zamilknie na kolejny miesiąc. ty zaczni
                                                    > esz się zastanawiać co zrobiłaś źle, napiszesz rozpaczliwca na forum: co mam zr
                                                    > obić, nie
                                                    > rozumiem jak on może tak się mną bawić???!!! ano kurwa może, bo mu na to pozwal
                                                    > asz!! schemat będzie się powtarzał aż któreś uzna że go już nie bawi. stawiam m
                                                    > ilion że on, bo ty go idealizujesz, tłumaczysz i stawiam drugi milion że jesteś
                                                    > zakochana.

                                                    Dokładnie tak będzie.
                                                    Napisze na 100% no chyba z już ma kogoś innego na oku.
                                                    Ona odpowie bo jest ponad to ponad kłótnie i chce z nim po ludzku pogadać.
                                                    Potem z jej napisze jak będzie mu się nudziło.
                                                    Potem się z nią spotka. Tak można się bawić, wiele lat. Dopóki właśnie on się nią nie znudzi, albo ona nie znajdzie sobie faceta na stałe.

                                                    On dopóki dostarcza mu rozrywki się nie określi będzie robił tak jak jemu psuje.
                                                    Pytanie tylko jak długo ona może się na to godzić.
                                                    Są kobiety które godzą się być kochankami przez lata ,a potem się okazuje ze nie maja czasu na zakładanie rodziny ,na miłość bo były w wiecznej poczekalni dla misia.
                                                    Ty jest dobrze bo dziewczyna ma dziecko.

                                                    Naprawdę dziewczyna ma małe poczucie własnej wartości i on to wykorzystuje.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 18.04.20, 10:27
                                                    bo naprawdę nie wiem, co zrobić. Z jednej strony jestem tak wściekła za to jak mnie potraktował jako człowieka, że cudem powstrzymuję się przed napisaniem do jego żony, żeby na własnej skórze poczuł jak to jest. Z drugiej, nie lubię się kłócić (z nikim, on nie jest wyjątkiem). Nie rzucę mu się do stóp bo wysłał mi suchara, na suchary już od dawna nie odpisywałam, wychodziłam z założenia, że jak chce pogadać, to niech wybierze temat, a nie wyśle żarcik o kierowcach ciężarówek a ja mam zaczynać rozmowę, którą on może przerwać, bo tak. Jeśli napisze z prośbą, żebym mu coś załatwiła, to mu to załatwię, tak jak zawsze, praca to praca, zresztą to jedna z rzeczy które mnie najbardziej wkurzyły w tej sytuacji, że nawet tyle dojrzałości w sobie nie miał, żeby moja praca nie ucierpiała na tym. Jeżeli mnie przeprosi za wybuch, to i tak w to nie uwierzę. Wiem, że może głupio od dzieciaka wymagać, zeby zachował się jak dorosły, ale po prostu na dziecinne zaczepki nie będę reagować i tyle.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 18.04.20, 15:49
                                                    weronz napisał(a):

                                                    > bo naprawdę nie wiem, co zrobić. Z jednej strony jestem tak wściekła za to jak
                                                    > mnie potraktował jako człowieka, że cudem powstrzymuję się przed napisaniem do
                                                    > jego żony, żeby na własnej skórze poczuł jak to jest. Z drugiej, nie lubię się
                                                    > kłócić (z nikim, on nie jest wyjątkiem). Nie rzucę mu się do stóp bo wysłał mi
                                                    > suchara, na suchary już od dawna nie odpisywałam, wychodziłam z założenia, że j
                                                    > ak chce pogadać, to niech wybierze temat, a nie wyśle żarcik o kierowcach cięża
                                                    > rówek a ja mam zaczynać rozmowę, którą on może przerwać, bo tak. Jeśli napisze
                                                    > z prośbą, żebym mu coś załatwiła, to mu to załatwię, tak jak zawsze, praca to p
                                                    > raca, zresztą to jedna z rzeczy które mnie najbardziej wkurzyły w tej sytuacji,
                                                    > że nawet tyle dojrzałości w sobie nie miał, żeby moja praca nie ucierpiała na
                                                    > tym. Jeżeli mnie przeprosi za wybuch, to i tak w to nie uwierzę. Wiem, że może
                                                    > głupio od dzieciaka wymagać, zeby zachował się jak dorosły, ale po prostu na dz
                                                    > iecinne zaczepki nie będę reagować i tyle.


                                                    Bardzo dobrze ze jesteś wściekła. Może to w końcu otworzy ci oczy.
                                                    Jeśli wyślesz cokolwiek jego żonie to staniesz się wrogiem, ( może nawet na tym ci zależy bo wtedy on da ci spokój nie będziesz musiała decydować) a poza tym dlaczego odpowiedzialność za wasz romans chcesz zrzucić na nią?
                                                    Sami się bawiliście to sami się teraz gryźcie z tematem ,po co teraz ja w to wciągać. Do łóżka jej nie zapraszałaś ,a teraz nagle ona wam potrzebna? Zostaw kobietę w spokoju sama się z nim uporaj.


                                                    Ja rozumiem ze nie lubisz się kłócić i doskonale wiem co czujesz ,bo mnie tez ktoś musi niezłe zranić/wkurzyć żeby zerwać kontakt.
                                                    Wiec rozumiem ze chcesz po ludzku się dogadać wiedzieć na czym stoisz uspokoić serce i dojść do ładu.
                                                    Niestety pan C jak piszesz jest mentalnym dzieckiem ,sięga po coś na co ma ochotę, wtedy kiedy chce a jak nie ,zabiera zabawki i jeszcze potem obwinia wszystkich , a jesteś winna jego zdrady.

                                                    Załatwiaj mu sprawy ,na inne sprawy nie opisuj.
                                                    Jak już będziesz gotowa to mu napisz żeby się kontaktował z tobą tylko w sprawach zawodowych. I ze masz nadaje ze zachowa się dorosłe.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 19.04.20, 09:04
                                                    > Bardzo dobrze ze jesteś wściekła. Może to w końcu otworzy ci oczy.
                                                    > Jeśli wyślesz cokolwiek jego żonie to staniesz się wrogiem, ( może nawet na t
                                                    > ym ci zależy bo wtedy on da ci spokój nie będziesz musiała decydować) a poza ty
                                                    > m dlaczego odpowiedzialność za wasz romans chcesz zrzucić na nią?
                                                    > Sami się bawiliście to sami się teraz gryźcie z tematem ,po co teraz ja w to w
                                                    > ciągać. Do łóżka jej nie zapraszałaś ,a teraz nagle ona wam potrzebna? Zostaw k
                                                    > obietę w spokoju sama się z nim uporaj.
                                                    >

                                                    > Załatwiaj mu sprawy ,na inne sprawy nie opisuj.
                                                    > Jak już będziesz gotowa to mu napisz żeby się kontaktował z tobą tylko w sprawa
                                                    > ch zawodowych. I ze masz nadaje ze zachowa się dorosłe.
                                                    >
                                                    >

                                                    póki co nie kieruje mną chęć zrobienia sobie z niego wroga, a po prostu sprawienie mu takiego bólu jaki on sprawił mi. Za to że mieszał w głowie nie tylko mi, ale i mojemu dziecku, które nie widząc go pół roku, nadal o nim pamiętało i go wspominało, bo pan C. kwestionował słowa matki i przywoził słodycze. Za to, że przez niego zostałam ze wszystkim sama. Wiem, że jego żona nie jest nic winna, dlatego sama siebie nienawidzę za rozważanie tego w ogóle. Poza tym, nie lubię nikogo krzywdzić. Bywam wredna, potrafię się odszczeknąć, ale żeby celowo kogoś ranić nie umiem. Samo to, że jemu mam ochotę nakopać jest dla mnie dziwne.

                                                    tak jak mówiłam, nie wiem, czy się jeszcze odezwie, zwłaszcza, że życzeń na święta nie wysłał. Może się bać, że gdy zbyt długo będzie cicho, ja nie będę miała już nic do stracenia i wszyscy dowiedzą się, ze ten uśmiechnięty, zawsze chętny do pomocy gość, jest naprawdę kim innym. A mi jest się ciężko przyzwyczaić do tego, że ktoś, kto sam tyle czasu zabiegał o kontakt i zawsze wracał, tak po prostu to uciął i zdaje się mieć to kompletnie gdzieś. Najgorsze, że nie jestem z kamienia, od dawna nie gadałam z nikim o poważniejszych sprawach, i nie wiem, czy nie pęknę, gdyby napisał któregoś dnia wieczorem ze zwykłym 'co u ciebie'. W swojej głowie jestem kozak, układam wiadomości, po których pójdzie mu w pięty i będzie się zastanawiał, czemu grzecznie nie odpisałam, ale nie wiem, jak będzie, gdy do tego dojdzie.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 19.04.20, 16:48
                                                    póki co nie kieruje mną chęć zrobienia sobie z niego wroga, a po prostu sprawienie mu takiego bólu jaki on sprawił mi. Za to że mieszał w głowie nie tylko mi, ale i mojemu dziecku, które nie widząc go pół roku, nadal o nim pamiętało i go wspominało, bo pan C. kwestionował słowa matki i przywoził słodycze. Za to, że przez niego zostałam ze wszystkim sama. Wiem, że jego żona nie jest nic winna, dlatego sama siebie nienawidzę za rozważanie tego w ogóle. Poza tym, nie lubię nikogo krzywdzić. Bywam wredna, potrafię się odszczeknąć, ale żeby celowo kogoś ranić nie umiem. Samo to, że jemu mam ochotę nakopać jest dla mnie dziwne.


                                                    Hola hola a to on kłamał, nie powiedział ze ma żonę, samym na początku?
                                                    Trzyma było nie wchodzić w romans z żonatym to by cię nie skrzywdził , pozwoliłaś mu się skrzywdzić , pozwoliłaś skrzywdzić syna ,chyba nie chciałaś ze zostawi dla ciebie żonę ? A może chciałaś i chciałaś żeby dla ciebie skrzywdził inna kobietę i inne dzieci?

                                                    Gdybys trzymała się zasad ,ze się nie pcha na trzeciego to byś nie cierpiała.I
                                                    Nie zwalała teraz winy całkiem na niego, jesteś dorosła kobietą z dzieckiem ,która powinna umieć je ochronić i nie pozwalając pakować się żonatemu w życie twoje i dziecka.


                                                    Masz nauczkę i wyciągnij wnioski.
                                                    Bo chciałaś się zabawić teraz ponosisz konsekwencje i jesteś zła , a żal możesz być na siebie tylko i wyłącznie i nie nie bronię jego.
                                                    Ale za dziecko i to co czujesz jesteś odpowiedzialna sama ,mogłaś trzymać dystans i zająć się tylko praca. Weszłaś w co weszłaś ,teraz zbierasz to co zasiałaś tak to działa niestety.


                                                    Może się bać, że gdy zbyt długo będzie cicho, ja nie będę miała już nic do stracenia i wszyscy dowiedzą się, ze ten uśmiechnięty, zawsze chętny do pomocy gość, jest naprawdę kim innym

                                                    Ale przecież on jest fajny uśmiechnięty pomocny człowiek. On na z różnymi ludźmi różne relacje, nie oczekuj ze teraz wszyscy go będą nienawidzić.

                                                    Teraz jak zaczniesz na niego gadać to potwierdza się jego słowa ze jesteś wariatka i się go czepiłaś ,a on wyjdzie na biednego nękanego.

                                                    Cóż jesteś zła wściekła zraniona naturalne emocje.
                                                    Dałaś się wciągnąć jak i sama dawałaś zielone światło do bliższej znajomosci.
                                                    Twoje wywody i idące w pięty wiadomości on ma gdzieś.

                                                    Teraz zajmij się sobą ,przestań rozpamiętywać co kto kiedy powiedział.
                                                    wpadłaś na swoje własne życzenie.
                                                    Cóż życie ,przeżyj żałobę nie pisz w smutku gniewnie czy pod wpływałem alkoholu. Za chwile zaczniesz zauważać ze nie czekasz na wiadomość.
                                                    Powiem ci tak ,przede wszystkich przestań go idealizować.
                                                    Wybielać ,ale tez obwodnic za wszystko weszłaś w coś co się skończyło, zadaj o swój komfort psychiczny z nim daj siebie spokój.

                                                    Za każdym razem gdy on ci się przypomni czy odezwie pomysł, ze gdzieś tam jest jego żona która on okłamuje ,zdradza i czy chciałabyś na partnera życiowego kogoś takiego?

                                                    Możesz sobie to napisać na ścianie i ma wyswietlaczu w telefonie.
                                                    Szukaj sobie zajęć z dzieckiem może nowe hobby, odchudzasz się ,wiec skup się teraz na tym. Ćwiczenia fizyczne podnoszą endorfiny ,a wiec hormon szczęścia poprawi ci nastrój.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 08:46
                                                    > Hola hola a to on kłamał, nie powiedział ze ma żonę, samym na początku?
                                                    > Trzyma było nie wchodzić w romans z żonatym to by cię nie skrzywdził , pozwol
                                                    > iłaś mu się skrzywdzić , pozwoliłaś skrzywdzić syna ,chyba nie chciałaś ze zo
                                                    > stawi dla ciebie żonę ? A może chciałaś i chciałaś żeby dla ciebie skrzywdził
                                                    > inna kobietę i inne dzieci?
                                                    >
                                                    > Gdybys trzymała się zasad ,ze się nie pcha na trzeciego to byś nie cierpiała.I
                                                    > Nie zwalała teraz winy całkiem na niego, jesteś dorosła kobietą z dzieckiem ,k
                                                    > tóra powinna umieć je ochronić i nie pozwalając pakować się żonatemu w życie tw
                                                    > oje i dziecka.
                                                    >

                                                    jeśli chodzi o młodego, to przywiązał się do niego na długo przed romansem. Czuję się winna, że tego nie zauważyłam, ale to spadło jak grom. Młody w ogóle o nim nie wspominał, aż tu nagle zaczął pytać czy C go lubi, czemu C się uśmiecha jak na niego patrzy, czemu C uśmiecha się jak patrzy na mnie, czemu przywozi mu słodyczek. Gdy gdzieś trzeba było jechać, pytał, czy C nie może nas zawieźć (czasem prosiłam o podwózkę, np z laptopem do naprawy). Jako że już i tak wtedy było niby 'po ptokach' (w listopadzie czy grudniu 2018), to stwierdziłam, że młody zapomni. Gdy C. w Wigilię pojechał ze mną po rower, przywiózł młodemu słodycze. Powiedziałam, żeby je zabrał, bo młody za bardzo się przywiązał. On stwierdził, że nie miał się kiedy przywiązać. Potem nie widzieliśmy się blisko trzy miesiące, a na czas każdej wizyty młody szedł do sąsiadów/koleżanki, raz było za wcześnie na wygonienie go gdziekolwiek (C przyjechał o 7.30), młody się obudził, a C. zaczął go przepraszać, że nic dla niego nie ma. Przed tamtą Wielkanocą (mimo kolejnej prośby, żeby tego nie robił) przywiózł jajko wielkanocne, które oddałam koleżance, ale nie zauważyłam, że na stole zostawił słodycze i kiedy młody zobaczył znajomy zestaw (kinder czekolada i jajko), domyślił się od kogo jest. A wtedy byliśmy z C. wyłącznie na stopie profesjonalno-koleżeńskiej, nie było mowy o żadnym romansie. Znów młody zaczął czasem pytać o niego, znów postanowiłam wziąć na przeczekanie, ale on wyskakiwał z pytaniami o C. zupełnie z zaskoczenia.

                                                    Po pierwszej nocy powiedziałam C. o tym, że młodemu brakuje męskiego wzorca (nie po to, żeby w C. wzbudzać jakieś poczucie obowiązku żeby nim był, rozmawialiśmy o wszystkim), że specjalni przestałam dopuszczać ich do kontaktu ze sobą, żeby młody zapomniał (C. powiedział, że myślał, że młodego nigdy nie ma, żebyśmy celowo my dwoje zostawali sami i dlatego przestał przyjeżdżać), a on dowalił, że mógłby być takim substytutem ojca. Powiedziałam, że wykluczone, nie zafunduję dziecku takiej traumy, że ktoś będzie i nagle zniknie.

                                                    Pod koniec września, po przedostatniej 'randce', młody zajrzał mi w telefon, zobaczył, że pisałam z C., powiedział, żebym zapytała, kiedy C. przyjedzie i podniesie mu siedzenie w rowerze (już nie pamiętam czy C. sam to zaoferował kiedyśtam, czy to była inicjatywa młodego) i twardo siedział i wpatrywał mi się w ekran póki tego C. nie napisałam. C., bohater, przyjechał, zrobił siedzenie i powiedział, że przyjedzie na wiosnę i podniesie je jeszcze bardziej i pojechał, a młody jęczał, że nie zdążył się z nim pożegnać.

                                                    Czuję się winna, że tego nie zauważyłam, naprawdę, ale on też mógł przestać przywozić te cholerne jajka kiedy go o to poprosiłam, skoro wprost mu powiedziałam, że młody go za bardzo polubił. Nie wiem, czemu akurat jego, przychodzili do mnie inni klienci, też przynosili mu słodycze, gadali z nim, czasem któryś nas gdzieś podwiózł. Mój kolega był u mnie (bądź ja u niego) minimum dwa razy w tygodniu, czasem wpadał przed pracą na obiad, lub po nocce na śniadanie, jeździliśmy razem na wycieczki, jak młody chciał jakąś gumę z automatu czy soczek, to kolega za nie płacił. Raz czy dwa nawet kolega powiedział, że pogra z nim w piłkę. Ale o niego młody nie pytał , chyba, że wyniknęło to z rozmowy, raz tylko zapytał, czemu ja i kolega się tyle śmiejemy i raz, kiedy znajomosć już sie zakończyła, zapytał, czemu kolega już nas nie odwiedza.
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 09:38
                                                    jak to czytam to mam wrażenie, że myślisz, że syn przywiązał się do niego ponieważ C kupował mu jajka... co to za bzdura? syn się przywiązał bo widział że tobie C jest bliski, dzieci niestety czują takie rzeczy i też otwierają się na te osoby. poza tym jak czytam: mógł pomyśleć, nie przywozić słodyczy, prosiłam go! znów pokazujesz ze nie masz
                                                    swojego zdania, niby coś mówisz ale jak ktoś ma w dupie twoje zdanie to, mimo że dotyczy to twojego dziecka, to nic z tym nie zrobisz. nie do pomyślenia! jesteś całkowicie bezwolna, można z tobą robic co się chce.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 11:35
                                                    odkochana napisał(a):

                                                    > jak to czytam to mam wrażenie, że myślisz, że syn przywiązał się do niego ponie
                                                    > waż C kupował mu jajka... co to za bzdura? syn się przywiązał bo widział że tob
                                                    > ie C jest bliski, dzieci niestety czują takie rzeczy i też otwierają się na te
                                                    > osoby.

                                                    w momencie, kiedy C. stał mi się bliski, kontakt umarł i przestał przyjeżdżać, więc młody nie miał okazji zobaczyć, że jest mi bliski. Kiedy kontakt wrócił, tak jak mówiłam, młodego przy wizytach C. nie było. Widzisz, mój młody nie ma ojca, a raczej ma, ale tatuś ma go gdzieś. W momencie, kiedy sytuacja miała miejsce, miał 6 czy 7 lat, zaczynał już zadawać pytania, czemu tato z nami nie mieszka i widać było, że brakuje mu faceta. A C. był co tydzień, gadał z nim, raz, gdy powiedziałam, żeby przystopował ze słodyczami, to C. zapytał młodego, czy nie znudziły mu się kinder czekolady i czy nie chciałby czegoś innego. Zabiłam C. wzrokiem, młodemu powiedziałam, żeby nie odpowiadał na to pytanie, a C. powiedział, żebym się nie wtrącała, bo to sprawa między nim a młodym i powtórzył pytanie. Młody zażyczył sobie snickersa, a C. tydzień później przywiózł mu dziesięciopak snickersów. Dla dorosłego to mogą być drobne sprawy, i niby jakim cudem dziecko przez słodycze mogło się przywiązać. Widać, że jednak mogło.

                                                    poza tym jak czytam: mógł pomyśleć, nie przywozić słodyczy, prosiłam go!
                                                    > znów pokazujesz ze nie masz
                                                    > swojego zdania, niby coś mówisz ale jak ktoś ma w dupie twoje zdanie to, mimo ż
                                                    > e dotyczy to twojego dziecka, to nic z tym nie zrobisz. nie do pomyślenia! jest
                                                    > eś całkowicie bezwolna, można z tobą robic co się chce.

                                                    nie mówię, że mógł pomyśleć, chociaż sam wie, jak jest dorastać bez ojca, mówił, że wszyscy amanci jego matki byli do niczego, więc sam nie miał męskiego wzorca i chyba jednak powinien wiedzieć, jak to boli. I tak, prosiłam go, ale miałam na wejściu przeprowadzać rewizję osobistą, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie ma słodyczy? Wyganiać go za każdym razem, gdy miał słodycze? Przy młodym urządzać sceny i potem tłumaczyć dziecku, czemu pan C. ma mu nie przywozić słodyczy? Zresztą, w momencie, gdy mu powiedziałam, żeby tego nie robił, mleko już się rozlało, a potem po prostu nie dawałam mu już okazji do wręczania młodemu słodyczy, oddawałam je dzieciakom koleżanki albo chowałam do szafki. Ale od Wigilii winą C było uparte przywożenie słodyczy i dziwienie się, że młodego nie ma. Dopóki nie wiedział, powiedzmy, że mógł nie mieć świadomości, ale od momentu kiedy mu powiedziałam, że młody za bardzo go lubi, powinien był przystopować, mimo że to nie jego dziecko i teoretycznie nie musi się martwić jego uczuciami.

                                                    Mam wrażenie, że więcej zrozumienia dostałabym, gdybym grała na uczuciach i młodego i C., żeby móc mu się żalić jak to moje biedne dziecko się do niego przywiązało i tęskni, a on by się musiał czuć zobowiązany do kontaktu z nim, żeby nie zranić małego serduszka, normalnie jak kobieta w trakcie rozwodu, która opowiada, że tatuś jest taki niedobry. Tak, zarzucam sobie, że nie zareagowałam w porę, ale młody nie wykazywał żadnych oznak, że lubi C., dopóki on przyjeżdżał, poza tym, nie było też tak, że gadał o nim cały czas, głównie pamiętał o nim 'w biedzie', widać C kojarzył mu się z kimś, na kim można polegać. Po raz pierwszy wspomniał o nim, gdy pod szkołą złapał nas deszcz (a było to już po 'kłótni' w listopadzie), a młody spytał, czy mogę zadzwonić do C. żeby nas odwiózł do domu. I potem zaczął pytać, czy C go lubi i tak dalej. Na jakichś papierach zostawionych na stole przeczytał jego imię i był rozczarowany, że nie było go w domu. O wigilijnych słodyczach nie wiedział, zresztą, po wybuchu C. nie sądziłam, że jeszcze jest co zbierać z tej znajomości. W tamtym roku młody widział go całe dwa razy, a mój kolega był u mnie dwa razy tygodniowo, ale kolegi młody nie prosił, żeby mu napompował koła w rowerze czy podniósł siedzenie, prosił mnie, żebym zapytała C., z którym wtedy nie miał kontaktu od pół roku. Kiedy w wakacje wyjazd do Polski stał pod znakiem zapytania, młody (który nie widział C. od marca) zapytał, czy pan C. nie może nas zawieźć i znów wyskoczył z pytaniem, czemu C. przywoził mu słodycze.

                                                    nie wiem, jak wygląda Twoja sytuacja życiowa, ale ja jestem tutaj sama z dzieckiem, cała moja rodzina jest w Polsce i po prostu bez pomocy innych fizycznie nie da się przetrwać, choćby w kwestii pracy. Już nawet nie mówię o jakimś czasie wolnym, bo nie lubię wychodzić na miasto, przez sześć lat (przed pojawieniem się C.) byłam sama i nawet nie w głowie byli mi faceci, właśnie dlatego, żeby młody się nie przywiązał. Patrzyłam na dzieci koleżanek, które co tydzień miały innego chłopa do łóżka, a ich dzieci co tydzień innego wujka i nie rozumiałam, jak mogą być tak płytkie i nieodpowiedzialne, żeby fundować dzieciom taki brak stabilizacji. Mi zupełnie nie przeszkadzało, że jestem sama, młody był całym moim światem, on i praca. C. zaczął mi dawać wsparcie, pozwalał się wygadać i to odblokowało we mnie potrzebę posiadania kogoś, na kogo można liczyć, rzeczy, które normalnie by mnie nie ruszały, nagle zaczęły mnie wk******ć, ranić. Ciężko było wrócić do czasów, kiedy ze wszystkim radziłam sobie sama. Gdy 'odszedł' po miesiącu głębszej znajomości, było mi przykro, ale nie miałam mu za złe. Ale potem dokonał wyboru, żeby wrócić i zawracać mi głowę. Ja nie jestem cyborgiem i też chciałam mieć kogoś, na kim mogę polegać i teraz mam mu za złe, że sam dokonał wyboru i nie potrafił przy nim pozostać. Jak mówi słynne polskie przysłowie 'kto oddaje i zabiera....'
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 12:03
                                                    i znowu: on dokonał wyboru... czy ty w ogóle widzisz w tym swój udział czy tylko stałaś z boku i obserwowałaś?
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 13:02
                                                    odkochana napisał(a):

                                                    > i znowu: on dokonał wyboru... czy ty w ogóle widzisz w tym swój udział czy tylk
                                                    > o stałaś z boku i obserwowałaś?


                                                    Dokładnie tak to wyglada jakby ona była lalka, rzeczą.
                                                    A tak naprawdę myśle ze to jest kwesta wybielania się i nie czucia się jak zdzirą.
                                                    Ze to nie jej wina.
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 13:13
                                                    mnie najgorzej wk.. że „to C miał pomyśleć, bo sam nie miał ojca i wie jak to boli”. a z jakiej racji obcy facet miałby brać odpowiedzialność za twoje dziecko. 1. to twoje dziecko! TY za nie odpowiadasz i TY decydujesz kto jest w waszym życiu a skoro jak mówisz, nie masz w UK nikogo, tym uważniej powinnaś dobierać ludzi do swojego otoczenia a nie pozwalać żeby żonaty kumplował się z twoim synem
                                                    2. C nie bierze odpowiedzialnosci nawet za własne dzieci, serio miałby brać za cudze?? może jakby cię kochał no ale chyba już wiesz, że tak nie jest
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 14:29
                                                    odkochana napisał(a):

                                                    > mnie najgorzej wk.. że „to C miał pomyśleć, bo sam nie miał ojca i wie jak to b
                                                    > oli”. a z jakiej racji obcy facet miałby brać odpowiedzialność za twoje dziecko
                                                    > . 1. to twoje dziecko! TY za nie odpowiadasz

                                                    tak, ja za nie odpowiadam, ale tak jak mówiłam, nie było sygnałów ostrzegawczych, inni też przywozili słodycze, a młody NAGLE zaczął o nim wspominać. Sądziłam że traktuje go tak jak wszystkich innych klientów.

                                                    I powiedz mi, jak to jest, że kolega, który bywał u mnie tak często, jakoś umiał utrzymać dystans mimo że ani razu nie musiałam go o to prosić? Kolega okazał się ch*jem, ale nie grał na uczuciach mojego dziecka, nie próbował wzbudzać sympatii a ja jakoś wcale nie musiałam się bać, że młody się przywiąże do niego.

                                                    A skoro ten obcy facet zignorował prośby matki, mimo że WIEDZIAŁ, to dlaczego ma nie brać odpowiedzialności? Gdybym ja próbowała się przypodobać jego dzieciom, pewnie wszyscy by mnie zeżarli, że gram na uczuciach dzieci i próbuję być lepszą mamusią niż ich matka. Moje uczucia to moje uczucia, ja się w to wpakowałam, choć nie do końca świadomie. Ale skoro wiedział, jak moje dziecko odbiera te słodycze, tak po ludzku, powinien był przestać.

                                                    Raz współlokator C. odwiózł mnie do domu i wszedł na drinka. Młody trochę za nim poganiał, on z nim pożartował. Jak potem byliśmy u niego w domu, zaczął bawić się z młodym, młody ze śmiechem zaczął czochrać go po głowie, a ja przestraszyłam się powtórki z C. Powiedziałam mu dyskretnie, żeby nie sprawiał, że młody za bardzo go polubi. Może żałośnie to zabrzmiało, ale dotarło od razu. Także jednak można wziąć odpowiedzialność za to, co może poczuć obce dziecko.

                                                    i TY decydujesz kto jest w waszym
                                                    > życiu a skoro jak mówisz, nie masz w UK nikogo, tym uważniej powinnaś dobierać
                                                    > ludzi do swojego otoczenia a nie pozwalać żeby żonaty kumplował się z twoim syn
                                                    > em

                                                    tak, ja decyduję, ale nie każdy ma na czole wypisane, że jest fałszywym fiutem/cipą. Moja najdłuższa 'przyjaźń' trwała pięć lat, ja ją ucięłam, bo pewne wydarzenie przepełniło czarę goryczy. Dwie kolejne bliskie mi osoby związały się ze sobą, a mi naprawdę uprzykrzyły życie.

                                                    C. nie kumplował się z młodym, czasem spytał, co ogląda i tyle. Być może wymieniali się uśmiechami gdy ja byłam zajęta wypełnianiem papierów, nie wiem. Chyba ten jego uśmiech i słodycze musiały młodego 'przekonać', nie mam pojęcia.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 14:59
                                                    Czytaj chłopak się przywiązał bo czuł od ciebie ze facet jest ci bliski.
                                                    I to od początku, miałaś na niego ochotę od dawana.

                                                    Poza tym jakoś cię omotał ze pomimo swoich zasad i żony poszłaś w to. Wiec i dziecku się nie dziw ze manipulatorowi się udało. Wiedział co robi do samotnej matki najlepiej przez dziecko.
                                                    Dlatego kolega zrozumiał a ten nie.
                                                    Czyli kolega nie jest aż takim fiutem jak C.

                                                    Pogadaj z synem i nie pozwalaj na pojawienie się C z powrotem w waszym życiu.
                                                    Bo to czy on jest czy nie to jest twój wybór.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 19:11
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Czytaj chłopak się przywiązał bo czuł od ciebie ze facet jest ci bliski.
                                                    > I to od początku, miałaś na niego ochotę od dawana.
                                                    >
                                                    > Poza tym jakoś cię omotał ze pomimo swoich zasad i żony poszłaś w to. Wiec i dz
                                                    > iecku się nie dziw ze manipulatorowi się udało. Wiedział co robi do samotnej ma
                                                    > tki najlepiej przez dziecko.
                                                    > Dlatego kolega zrozumiał a ten nie.
                                                    > Czyli kolega nie jest aż takim fiutem jak C.

                                                    tak, miałam na niego ochotę, ale nie wgapiałam się w niego jak cielę przy każdym spotkaniu. Nawet i te słodycze odbierałam jako grzeczność z jego strony, bo skoro przychodzi do domu w którym jest dziecko, to tak wypada. To, że wtedy się tak wtrącił, uznałam za kiepski żart z jego strony, taki nieco 'szowinistyczny', w stylu 'nie wtrącaj się kobieto, jak faceci rozmawiają'.

                                                    Kolega to dosyć ciekawy temat. Po wielu rozmowach z byłą żoną ustalili, że przyjedzie tutaj z trójką najmłodszych dzieci, dzieciom naobiecywał cuda na kiju, od byłej żony wziął 20 tysięcy na wkład własny pod kredyt hipoteczny (dostała zaległe 500+) po czym oznajmił jej, że zakochał się w mojej koleżance (tej, której zmarł mąż) i nie chce żeby przyjeżdżali i ściemnił, że kasy nie może wypłacić z lokaty. Jego żona pisała do mnie, bo profilaktycznie zrobił ze mnie 'k*rwę' (tak jej powiedział), ale mimo to chciała wiedzieć ode mnie, co się tak właściwie stało, ale bałam się z nią rozmawiać, bo C. ucierpiałby na tym. Skoro nie przejmował się uczuciami własnych dzieci, to dlaczego miałby się przejąć cudzym? Jego była żona mówiła, że się mnie bał, pewnie przez ilość 'smrodków', które mi sprzedał za dobrych czasów. Może moje dziecko jednak nie było takie durne jak jego matka i wiedziało podświadomie, ze ten kolega jest żmiją? Może C. nie był taki zły tylko ja go takim uczyniłam? Mój młody jest naprawdę mądry, zwłaszcza jeśli chodzi o rozumienie uczuć. Kiedy nie wiedziałam, jak mu wyjaśnić brak empatii (u córki 'koleżanki'), zapytałam, czy wie, co oznacza 'colour blindness' (daltonizm, dla niemówiących po angielsku), a on powiedział: aha, czyli A. jest emotion blind? Już rozumiem, nie musisz mi wyjaśniać. Być może był łatwym 'kąskiem' przez to, że w jego życiu nie było faceta, a już na pewno nie takiego, który wart był (pozornie czy nie) zainteresowania z jego strony.

                                                    > Pogadaj z synem i nie pozwalaj na pojawienie się C z powrotem w waszym życiu.
                                                    > Bo to czy on jest czy nie to jest twój wybór.

                                                    z synem już na szczęście nie muszę gadać, chyba zapomniał. Ale przez prawie rok, każde jego 'mama, mam pytanie' wywoływało ataki paniki, bo myślałam, że znów będzie pytał o C.

                                                    myślę, że C. przez naprawdę długi czas nie będzie miał odwagi się odezwać. Mimo że nie pierwszy raz mi coś wypominał, nie pierwszy raz próbował wmówić mi winę, nie pierwszy raz zasłaniał się rodziną, nie pierwszy raz mówił, że przez jakiś czas nie powinniśmy się widywać itd, to teraz jednak wybuchł dosyć konkretnie. W dużej mierze z mojej winy, bo powinnam była iść spać zamiast ciągnąć bezsensowną dyskusję, ale kiedyś zwykle albo dosyć szybko przepraszał (nawet jeśli nie czuł się winny), albo wyskakiwał ze sprawą do załatwienia, albo, po mniejszych scysjach, posyłał sucharki albo pisał z byle jakim pretekstem (że np kolega się poskarżył, że go pogoniłam - tego, co się chwalił, że załatwiam mu sprawy za półdarmo, że wisi mu kasę za czynsz itd, takie pierdółki, na które wiedział, że odpowiem). Tym razem chyba uważa, że nie ma za co przepraszać i chyba już nie zależy mu na moim wybaczeniu.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 00:26
                                                    Nie wiem czy przeczytałaś oczym ci pisałam.
                                                    Ale mam wrażenie ze ten wasz „związek” Jest po prostu toksyczny bo on nie umie być uczciwym i empatycznym człowiekim.


                                                    Czym jest syndrom "miesiąca miodowego"? Mamy z nim do czynienia, gdy na przykład kobieta i mężczyzna tworzą związek, w którym on tłucze ją bez powodu. Ona w końcu zgłasza się na policję, jest zdeterminowana, by odejść. On klęka przed nią i obiecuje poprawę. Tłumaczy, że zrozumiał swój błąd i obiecuje, że wszystko już będzie dobrze. Ona go kocha i wierzy w każde słowo. Wraca. Jest wspaniale. Po prostu miesiąc miodowy. Mija jakiś czas, a sytuacja się powtarza. I tak w kółko. To samo dotyczy przemocy psychicznej. Rozstanie. Obietnica poprawy. Jedna sytuacja, jedno słowo i miesiąc miodowy się kończy. Funkcjonowanie w takim toksycznym związku jest po prostu niemożliwe. Osoba gnębiąca nie jest przystosowana do stworzenia zdrowej relacji. Nikt, ani nic nie jest w stanie tego zmienić.

                                                    Ja go postrzegam jak właśnie takiego bez serca który płacze jak chce coś ugrać. Ale ja go postrzegam zupełnie inaczej.
                                                    Niż ty czy twój syn.
                                                    Cóż nie znał go osobiście może sobie tylko wyobrażać.
                                                    I nie chodziło o to abyś patrzyła jak ciele na niego ,wystarczy ze czujesz ze dziecko odczuwa wibracje między wami.

                                                    Weszłaś kiedyś do domu gdzie chwile wczesnej była kłótnia? Np. Kolezanka z mężem się pokłócili ostro ,tuż przed impreza. Wchodzisz i pomimo ze oboje chcą być i są mili to wyczuwasz ze siekiera wisi w powietrzu.
                                                    Mój syn mało rozumie jak się nim zajmuje, a jestem zła, to on natychmiast to wyczuwa.
                                                    Nawet jeśli go przytulałam spokojnie on jest niespokojny zdenerwowany. Bo ja mam myśli zajęte siedzi mi w głowie problem i on to natychmiast wyczuwa.
                                                    Jak raz miała mega stres zupełnie niezwiązany z domem miałam go w głowie. Syn dostał takich nerwów ze musiałam mi podać leki na uspokojenie.
                                                    Wiec nie chodzi o to byś na nim wisiała dzieci odczuwają emocje przez skore.
                                                    Tak jak mogą ponoć odczuwać duchy. Chłoną atmosferę z powierza.
                                                    Oby syn zapomniał ,ale jak spyta powiedz mu tak jak ci pisałam i obyć ty zapomniała.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 00:11
                                                    odkochana napisał(a):

                                                    > mnie najgorzej wk.. że „to C miał pomyśleć, bo sam nie miał ojca i wie jak to b
                                                    > oli”. a z jakiej racji obcy facet miałby brać odpowiedzialność za twoje dziecko
                                                    > . 1. to twoje dziecko! TY za nie odpowiadasz i TY decydujesz kto jest w waszym
                                                    > życiu a skoro jak mówisz, nie masz w UK nikogo, tym uważniej powinnaś dobierać
                                                    > ludzi do swojego otoczenia a nie pozwalać żeby żonaty kumplował się z twoim syn
                                                    > em
                                                    > 2. C nie bierze odpowiedzialnosci nawet za własne dzieci, serio miałby brać za
                                                    > cudze?? może jakby cię kochał no ale chyba już wiesz, że tak nie jest



                                                    W super to ujęłaś.
                                                    Facec nie zajmuje się własnymi ,a miałby się cudzym zajmować.
                                                    Mało tego jakoś nie bardzo go obchodzi ze jego dzieci nie maja ojca ,ze tęsknią ze się wychowują bez ojca jak i on. A nad twoim się będzie rozczulał?


                                                    Ten mój kolega z pracy co jest taki nachalny tez cały czas się tłumaczy ze zarabia dla dzieci żeby nie zaznały biedy.
                                                    Gdy go zapytałam co zrobi jak mu dzieci powiedzą ze nigdy go nie było kiedy go potrzebowały to co wtedy powie? Zatkało go.
                                                    A niezbędne jest kupno psa za 3 tys, drugie tyle za kojec budę i wszystko dla psa. Jakieś drogie auto, quada. Angielska stara taksówkę i inne tego rodzaju zachcianki. Rzeczywiście bida i rzeczy pierwszej potrzeby. Dla których od 10 lat dzieci maja ojca przez kilka tygodni w roku.
                                                    Nie było go przy córce gdy chorowała czy synu gdy zlalam rękę. Dla mnie taki facet jest tak egoistyczny ze nie byłby do przyjęcia jako przyjaciel a już jako kochanek to już całkiem.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 12:45
                                                    Zabiłam C. wzrokiem, młodemu powiedziałam, żeby nie odpowiadał na to pytanie, a C. powiedział, żebym się nie wtrącała, bo to sprawa między nim a młodym i powtórzył pytanie. Młody zażyczył sobie snickersa, a C. tydzień później przywiózł mu dziesięciopak snickersów. Dla dorosłego to mogą być drobne sprawy, i niby jakim cudem dziecko przez słodycze mogło się przywiązać. Widać, że jednak mogło.

                                                    To wcale nie słodycze a jego podejście gdyby mi obcy facet powiedział ze mam się nie wtrącać to by miał taka aferę żeby uciekł gdzie pieprz rośnie.
                                                    Co za dupek z niego.
                                                    Nie jego dziecko, a on będzie jakieś rządy wprowadzam aż się we mnie zagotowało.
                                                    Przy dziecku od razu dałabym mu taki wycisk żeby popamiętał ,dlatego dziecko się przywiązało.
                                                    Bo pozwoliłaś jesteś bezwolna bez swojego zdania podajesz komu się dlatego robi z tobą co chce.
                                                    A bliski ci był od początku mało znanej osobie osobie nie proponuje się drinka. U siebie w domu wieczorna pora.
                                                    Pisanie ze nie mam niecnych zamiarów pokazuje tylko ,ze nie jestem łatwa i nie myśl sobie ze to od razu łóżku.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 13:31
                                                    > To wcale nie słodycze a jego podejście gdyby mi obcy facet powiedział ze mam si
                                                    > ę nie wtrącać to by miał taka aferę żeby uciekł gdzie pieprz rośnie.
                                                    > Co za dupek z niego.
                                                    > Nie jego dziecko, a on będzie jakieś rządy wprowadzam aż się we mnie zagotowało.
                                                    > Przy dziecku od razu dałabym mu taki wycisk żeby popamiętał ,dlatego dziecko si
                                                    > ę przywiązało.
                                                    > Bo pozwoliłaś jesteś bezwolna bez swojego zdania podajesz komu się dlatego robi
                                                    > z tobą co chce.

                                                    staram się unikać kłótni przy dziecku. Z kimkolwiek. Moja matka uwielbia się wtrącać, prowokować kłótnie, mieszać w to młodego, próbuje grać lepszą mamusię niż jego oryginalna matka pozwalając na wszystko, a potem zarzucając mi, że nie panuję nad dzieckiem. Młody patrzy (a raczej patrzył, bo w końcu to ucięłam) na te kłótnie i żadna z nas nie ma u niego autorytetu. Wciąganie dziecka w konflikty między dorosłymi uważam za okrutne i niedojrzałe. Miałabym przy dziecku urządzać sceny o coś (według Ciebie i odkochanej) tak błahego jak słodycze? Jak miałam to potem wytłumaczyć dziecku? Nie bierz słodyczy bo on ma rodzinę? I siedmiolatek zrozumie powiązanie między jednym a drugim? Już prędzej miałby mi za złe, że słodyczy nie dostaje (mimo że ma w domu) i miałby mnie za kogoś, kto nie panuje nad emocjami. Skoro własna matka mnie nie słuchała i prowokowała kłótnie, to obcy facet by posłuchał? Prędzej uznałby, ze jestem przewrażliwioną samotną mamuśką, która chroni dziecko przed wszystkim. Zrobiłam to, co uznałam za słuszne: odcięłam młodego od C. i tyle.

                                                    Także sama widzisz, moja wina jest raczej bezsprzeczna, bo nie zauwazyłam na czas, ale on ignorował moje prośby i słowa, mimo że nie miał wobec mnie żadnych planów.

                                                    > A bliski ci był od początku mało znanej osobie osobie nie proponuje się drinka
                                                    > . U siebie w domu wieczorna pora.
                                                    > Pisanie ze nie mam niecnych zamiarów pokazuje tylko ,ze nie jestem łatwa i nie
                                                    > myśl sobie ze to od razu łóżku.

                                                    Szczerze? Wtedy jeszcze ta bliskość była 'pod kontrolą'. Chciałam po prostu wysłuchać jego historii. Kiedy kogoś lubię, nie umiem przejść obojętnie, kiedy ktoś ma problem. Nigdy nie mówiłam, że drink ma być wieczorową porą (ten pierwszy drink mam na myśli), nie musiał być to nawet drink, ale uznałam, że po alkoholu łatwiej będzie mu się otworzyć. To on się chyba przestraszył, że chcę go upić i zaciągnąć do łóżka, stąd moja nędzna próba wyjaśnienia mu, że nie to miałam na myśli.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 15:24
                                                    Wiesz nie mieszaj babci i jakiegoś obcego faceta.
                                                    Gdyby mi obcy facet powiedział nie wtrącaj się gdy on ingeruje w życiu dziecka to by dostał zjebkę czy dzieciak widział czy nie.
                                                    I myślisz ze bo w tej sytuacji bronisz syna się dziecko by wiedziało ze matka stoi za nim.
                                                    Poza tym nie trzeba robić wściekłej awantury wystarczy powiedzieć.
                                                    wystarczy powiedzieć ze sobie nie życzysz takich tekstami jeśli nie szanuje mnie jako matki ma wstać i wyjść.
                                                    Ale jak sama piszesz wolisz chować głowę w piasek, usunąć dziecko z własnego domu ,żeby pan i władca mógł wpaść i ustawić cię po swojemu.
                                                    Zamiast to jemu pokazać zasady i gdzie jest jego miejsce.


                                                    Szczerze? Wtedy jeszcze ta bliskość była 'pod kontrolą'. Chciałam po prostu wysłuchać jego historii. Kiedy kogoś lubię, nie umiem przejść obojętnie, kiedy ktoś ma problem. Nigdy nie mówiłam, że drink ma być wieczorową porą (ten pierwszy drink mam na myśli), nie musiał być to nawet drink, ale uznałam, że po alkoholu łatwiej będzie mu się otworzyć. To on się chyba przestraszył, że chcę go upić i zaciągnąć do łóżka, stąd moja nędzna próba wyjaśnienia mu, że nie to miałam na myśli.

                                                    Tak facet ma problem od dzieciństwa a to ty będziesz powiernicą i od głaskania po główce.
                                                    Wcale nie chodziło o żadne historie od początku miałaś na niego ochotę to były tylko preteksty, chciałaś się z nim zbliżyć uczuciowo żeby nie wyjść na laskę tylko do seksu i może tobie się wydawało ze masz pod kontrola jak widać tylko ci się wydawało.
                                                    Ja tez pomagam ludziom. Koleżanek której syn umierał na raka. Innej po ciężkim romansie. Innej po pobiciu przez faceta.
                                                    Mam znajomego ,który ma dziecko jak ja chore i często dziwni pyta co kupić na urodziny/święta jakie terapie , bo on mieszka tu a dziecko z matka w pl nigdy nie byli para , nawet jak rozmawiać z babka która traktuje go jak wroga.
                                                    długa i ciężka historia. A ze ja mam doświadczenie nie tylko prywatne, a jego znajomi nie maja o tym pojęcia to dzwoni i gadamy. Czasem go pocieszam słownie, bo wiem jak cieżko jest sobie poradzić zwłaszcza w trakcie diagnozy ,kiedy powoli wszystko wychodzi i dociera do człowieka.
                                                    Rozmowy na inne tematy składają się a w porządku leci powoli jak to życie.
                                                    A to no lecę do veta z psem a to auto padło. Ogólniki.


                                                    No cóż skoro pijesz o 12 w południe to twoja sprawa.
                                                    Ogólnie przyjęty zwyczaj jest taki ze śniadanie jest rano, obiad po południu a drink wieczorem.
                                                    Jakby mi ktoś napisał wiadomość z zaproszeniem na drinka to nie uznałabym ze che się ze mną widzieć na lunch. Takie są zasady ogólnie przyjęte.
                                                    Jakoś o 9 rano koleżance nie proponujesz drinka czy piwo?
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 19:30
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Wiesz nie mieszaj babci i jakiegoś obcego faceta.
                                                    > Gdyby mi obcy facet powiedział nie wtrącaj się gdy on ingeruje w życiu dziecka
                                                    > to by dostał zjebkę czy dzieciak widział czy nie.
                                                    > I myślisz ze bo w tej sytuacji bronisz syna się dziecko by wiedziało ze matka s
                                                    > toi za nim.
                                                    > Poza tym nie trzeba robić wściekłej awantury wystarczy powiedzieć.
                                                    > wystarczy powiedzieć ze sobie nie życzysz takich tekstami jeśli nie szanuje m
                                                    > nie jako matki ma wstać i wyjść.
                                                    > Ale jak sama piszesz wolisz chować głowę w piasek, usunąć dziecko z własnego do
                                                    > mu ,żeby pan i władca mógł wpaść i ustawić cię po swojemu.
                                                    > Zamiast to jemu pokazać zasady i gdzie jest jego miejsce.

                                                    wspomniałam o babci, bo to ona często powodowała kłótnie, których świadkiem był młody i widziałam, jak młody reagował na wymianę argumentów między mną a matką. Ja byłam ta zła, bo ja zabraniałam, a babcia kwestionowała. Zresztą, jak wspomniałam, wtedy odebrałam to jako kiepski żart z jego strony i zatkało mnie na tyle, że nie powiedziałabym nic mądrego.

                                                    > Tak facet ma problem od dzieciństwa a to ty będziesz powiernicą i od głaskania
                                                    > po główce.
                                                    > Wcale nie chodziło o żadne historie od początku miałaś na niego ochotę to były
                                                    > tylko preteksty, chciałaś się z nim zbliżyć uczuciowo żeby nie wyjść na laskę
                                                    > tylko do seksu i może tobie się wydawało ze masz pod kontrola jak widać tylko
                                                    > ci się wydawało.

                                                    czy mi uwierzysz czy nie, moje intencje były czyste, leciałam na niego, ale ważniejsze było, żeby przyszedł i się wygadał, bo miałam wrażenie, że jest na tym polu zaniedbany, a mi miło było, że mi zaufał. I nie liczyłam, że zakocha się we mnie, bo dałam mu się wygadać, nie jestem żmiją wykorzystującą kogoś słabego.

                                                    > Ja tez pomagam ludziom. Koleżanek której syn umierał na raka. Innej po ciężkim
                                                    > romansie. Innej po pobiciu przez faceta.
                                                    > Mam znajomego ,który ma dziecko jak ja chore i często dziwni pyta co kupić na u
                                                    > rodziny/święta jakie terapie , bo on mieszka tu a dziecko z matka w pl nigdy ni
                                                    > e byli para , nawet jak rozmawiać z babka która traktuje go jak wroga.
                                                    > długa i ciężka historia. A ze ja mam doświadczenie nie tylko prywatne, a jego
                                                    > znajomi nie maja o tym pojęcia to dzwoni i gadamy. Czasem go pocieszam słownie,
                                                    > bo wiem jak cieżko jest sobie poradzić zwłaszcza w trakcie diagnozy ,kiedy pow
                                                    > oli wszystko wychodzi i dociera do człowieka.
                                                    > Rozmowy na inne tematy składają się a w porządku leci powoli jak to życie.
                                                    > A to no lecę do veta z psem a to auto padło. Ogólniki.

                                                    moją pracą jest pomaganie ludziom, ale większość przychodzi załatwić sprawy i tyle, niektórzy czasem na coś ponarzekają/czymś się pochwalą, czy pogadamy o czymś, w czasie oczekiwania na połączenie z którymś z urzędów (sama pewnie wiesz, ile czasu się czeka). Ale, poza jedną klientką, która przyznała mi się, że dostała wpier*** od męża, to były raczej błahe sprawy. A on, tak nagle, wyskoczył od razu z grubej rury, najpierw o tych samotnych świętach, a kilka tygodni później, że jego ojciec nie miał nawet w połowie takich problemów jak on i się poddał. Z takim zaufaniem obcej kobiecie z jego strony poczułam się dosyć dziwnie, w końcu byłam tylko od załatwiania spraw, ale nie dość, że jestem dosyć ciekawska, to chciałam wysłuchać po prostu jego historii.

                                                    Mojej 'koleżance' pomagałam od początku choroby jej męża, przed i po jego śmierci, ze sprawami pogrzebowymi. Zaangażowanie w takie coś wymaga mocnej dupy, a ja takiej nie miałam, zwłaszcza, że jej mąż nie był mi obcy i też przeżyłam jego chorobę i śmierć. Potrzebowałam, żeby ktoś zajął się mną, pocieszył (nie seksem, żeby nie było), pogadał ze mną o czymkolwiek innym niż rak i śmierć, bo o tym słuchałam od koleżanki kilka razy dziennie, sama nie potrafiłam się z tym uporać, a musiałam jeszcze ją pocieszać. Coś takiego ciężko przetrwać w pojedynkę.

                                                    > No cóż skoro pijesz o 12 w południe to twoja sprawa.
                                                    > Ogólnie przyjęty zwyczaj jest taki ze śniadanie jest rano, obiad po południu
                                                    > a drink wieczorem.
                                                    > Jakby mi ktoś napisał wiadomość z zaproszeniem na drinka to nie uznałabym ze c
                                                    > he się ze mną widzieć na lunch. Takie są zasady ogólnie przyjęte.
                                                    > Jakoś o 9 rano koleżance nie proponujesz drinka czy piwo?

                                                    wieczór kojarzy mi się z godziną 17-18, chyba mylnie założyłam, że Tobie kojarzy się z późniejszą porą, 18 czy 19 to nie jest pora na upicie się i wskakiwanie do łóżka, raczej na kilka piw i plotki/głębsze tematy, które człowiek wyrzuca z siebie pod wpływem procentów. Nie planowałam drinka ze śniadaniem.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 00:41
                                                    czy mi uwierzysz czy nie, moje intencje były czyste, leciałam na niego, ale ważniejsze było, żeby przyszedł i się wygadał, bo miałam wrażenie, że jest na tym polu zaniedbany, a mi miło było, że mi zaufał. I nie liczyłam, że zakocha się we mnie, bo dałam mu się wygadać, nie jestem żmiją wykorzystującą kogoś słabego.

                                                    Wiesz ja doskonale rozumem chęć pogadania.
                                                    Wysłuchania ,być dla kogoś ostoja.
                                                    Jednak tego było trochę więcej i w innych oklicznościach.
                                                    Czyli długie rozmowy przez komunikatory drinki i przytulanki.

                                                    Widzisz często ludzie pomoc i serce odbierają jako zainteresowanie.
                                                    Skoro sami nie przejmują się ludźmi a interesują się tylko wtedy jak już jest coś na rzeczy ,wiec odebrał to jak to odebrał.
                                                    Poza tym myśle ze on tez wyczuł ze ci się podoba i poskładał puzzle w całość.
                                                    Kokietowałaś go trochę i dlatego nie było to tylko chęci wspierania.

                                                    Potrzebowałam, żeby ktoś zajął się mną, pocieszył (nie seksem, żeby nie było), pogadał ze mną o czymkolwiek innym niż rak i śmierć, bo o tym słuchałam od koleżanki kilka razy dziennie, sama nie potrafiłam się z tym uporać, a musiałam jeszcze ją pocieszać. Coś takiego ciężko przetrwać w pojedynkę.

                                                    Dlatego to nie było tak ze ty chciała go pocieszyć potrzebowałaś coś od niego dlatego ciągnęło was do siebie.
                                                    I on to doskonale wyczuwał.




                                                    wieczór kojarzy mi się z godziną 17-18, chyba mylnie założyłam, że Tobie kojarzy się z późniejszą porą, 18 czy 19 to nie jest pora na upicie się i wskakiwanie do łóżka, raczej na kilka piw i plotki/głębsze tematy, które człowiek wyrzuca z siebie pod wpływem procentów. Nie planowałam drinka ze śniadaniem.

                                                    Między 17-19 nie ma różnicy.
                                                    Wypicie kilku drinków oznacza ci jakiej przewidywany koniec na 22-23 a to już jak najbardziej jest łóżkowa pora.
                                                    I wcale nie mówiłam ze proponowałaś drinka ze śniadaniem.

                                                    Choć uważam ze takie podejście chciałam go pocieszyć, potrzebowałam pocieszenia przytulenia drink dla rozluźnienia. To bardzo, ale to bardzo naiwne wierzyć ze to się tylko na tym skończy.


                                                    I jeszcze raz serio ja cię nie osadzam nie obwiniam nie znam was co rozbicie ze sowim życiem.
                                                    Piszesz ja odpisuje co myśle.
                                                    Może pomoże ci to wyrzucić z siebie przemyśleć ,wygadać się.
                                                    Nie mam na celu atakowania cię bezpośrednio. I udowadnia ci ze jesteś okropnym człowiekiem no cóż stało się.
                                                    Czasu nie cofniesz możesz się tylko starać pozbierać.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 13:00
                                                    Przy młodym urządzać sceny i potem tłumaczyć dziecku, czemu pan C. ma mu nie przywozić słodyczy? Zresztą, w momencie, gdy mu powiedziałam, żeby tego nie robił, mleko już się rozlało, a potem po prostu nie dawałam mu już okazji do wręczania młodemu słodyczy, oddawałam je dzieciakom koleżanki albo chowałam do szafki. Ale od Wigilii winą C było uparte przywożenie słodyczy i dziwienie się, że młodego nie ma. Dopóki nie wiedział, powiedzmy, że mógł nie mieć świadomości, ale od momentu kiedy mu powiedziałam, że młody za bardzo go lubi, powinien był przystopować, mimo że to nie jego dziecko i teoretycznie nie musi się martwić jego uczuciami.


                                                    Tak miałaś mu pokazać przy dziecku gdzie jego miejsce a dziecku powiedzieć ze za dużo słodyczy to niezdrowo skoro masz problemy z nadwaga to mocny argument.
                                                    To ty jesteś matką..

                                                    . C. zaczął mi dawać wsparcie, pozwalał się wygadać i to odblokowało we mnie potrzebę posiadania kogoś, na kogo można liczyć, rzeczy, które normalnie by mnie nie ruszały, nagle zaczęły mnie wk******ć, ranić. Ciężko było wrócić do czasów, kiedy ze wszystkim radziłam sobie sama. Gdy 'odszedł' po miesiącu głębszej znajomości, było mi przykro, ale nie miałam mu za złe.

                                                    Wiesz tu masz odpowiedz dlaczego dziecko się przywiązało.
                                                    Dobrze wiedziało ze to nie jest kolejny kolega/współpracownik.

                                                    Nie on dokonał wyboru a ty pozwoliłaś mu wrócić pomimo ze już wtedy wiedziałaś jak to jest bez niego i jak było ci ciężko.
                                                    Czy ty nie rozumiesz ze możesz sama decydować kto jeta w twoim życiu?

                                                    Doskonale rozumiem ze chcesz mieć kogoś bliskiego.
                                                    Tylko widzisz na ta bliskość wybrałaś nie tego faceta bo on jest zajęty.

                                                    I cały czas to on wrócił to on on on .
                                                    Nie nie nie to ty pozwoliłaś mu wejść w swoje życie. Jesteś dorosła i możesz decydować kto ci wchodzi do głowy i łóżka.

                                                    Od początku dałaś mu zielone światło on nic chciał zaciśnięcie reakcji ,bo po takich wiadomościach nie odpowiadał.
                                                    Wiec sama widzisz pisanie z ala pretensjami ze mną pić nie chciałeś.
                                                    Myślisz co to oznacza?
                                                    Albo nie chce ci zawracać głowy? Sorry jestem kobietą i dobrze wiem co to oznacza i jaki ma potencjał i wydźwięk w druga stronę.
                                                    Wiec nie graj niewinności.
                                                    Otrząśnij się pogadaj z dzieckiem.
                                                    I przestań go traktować jak cudownego faceta którego widziałbyś u swego boku.
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 13:17
                                                    mamuśka nie masz wrazenia że mówimy do ściany...?
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 15:28
                                                    odkochana napisał(a):

                                                    > mamuśka nie masz wrazenia że mówimy do ściany...?

                                                    Trochę mam.
                                                    Tylko wiem ,tez ze ona jest na takim etapie ze jest skołowana pełna tęsknoty bólu i nerwów.
                                                    Musi się wygadać dlatego trafiła tutaj.
                                                    Może potrzebuje analizy wzdłuż wszerz wyciągnąć każdy włos i podzielić na czworo.
                                                    Takiego mielenia tematu aż da upust to co jej siędzie w głowie i sercu.
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 15:52
                                                    ja wszystko rozumiem, byłam po tamtej stronie lustra, ale nigdy tak nie usprawiedliwiałam drugiej strony ani siebie. tym bardziej że C nigdy nie kłamał, przeciętny facet mówi: mam dużo pracy, pomagam koledze i nie mam czasu. C mówił wyraźnie, że nie chce kontaktu, ona parła jak po swoje. zawsze uważałam, że najwięcej winy jest w tych co zdradzają współmałżonków bo to oni ślubowali i oni są winni wierność ale ona tak się narzucała że na miejscu jego żony skopałabym jej tyłek.

                                                    ponadto ta wyuczona bezradność i argumenty, że nie mogłam bo co by sobie ktoś pomyślał... nie trzeba robić afery, z uśmiechem na ustach mówimy: pan C to chyba ma kłopot z pamięcią i już nie pamięta jak prosiliśmy by słodyczy nie kupowal prawda synku?ale przecież lepiej pozwalać na wszystko, a potem grać ofiarę, zasłaniając sie własną matką BRAK SŁÓW!!

                                                    na pytanie co ma teraz zrobic, odp jest NIC
                                                    dac facetowi spokoj, bo choc sama nie wierze ze to pisze uwazam ze jest tu mniej winny niż założycielka wątku! osaczyła, mamiła, manipulowała i grała dzieckiem.
                                                    ja przepraszam ze tak w trzeciej osobie, ale dialog nic nie dał bo ona na wszystko ma odpowiedz tłumacząco-wybielającą wiec szkoda czasu.

                                                    ja się wylogowuję z tej dyskusji, która jest tyleż owocna co zabawna

                                                    powodzenia mamuśka
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 20:18
                                                    odkochana napisał(a):

                                                    > ja wszystko rozumiem, byłam po tamtej stronie lustra, ale nigdy tak nie usprawi
                                                    > edliwiałam drugiej strony ani siebie. tym bardziej że C nigdy nie kłamał, przec
                                                    > iętny facet mówi: mam dużo pracy, pomagam koledze i nie mam czasu. C mówił wyra
                                                    > źnie, że nie chce kontaktu, ona parła jak po swoje. zawsze uważałam, że najwięc
                                                    > ej winy jest w tych co zdradzają współmałżonków bo to oni ślubowali i oni są wi
                                                    > nni wierność ale ona tak się narzucała że na miejscu jego żony skopałabym jej t
                                                    > yłek.

                                                    wiesz co, mam świadomość, że przez kilka tygodni byłam nachalna i pewnie miał mnie dość. Nawet nie mogłam mieć mu za złe, że mnie olał i przestał się odzywac, bo to była moja wina, przestraszyłam go swoją potrzebą gadania z nim i liczeniem na wsparcie po miesiącu głębszej znajomości. Zapewne założył, że z każdą pierdołą będę przybiegać do niego i to go przerośnie. Ale, o ile uważnie przeczytałaś moją epopeję, to jednak ON po niecałych dwóch miesiącach od tamtych wydarzeń zapragnął ze mną kontaktu mimo traumatycznych przeżyć zwiazanych z moją osobą i to on zaczął zabiegać o kontakt i zabiegał przez pięć miesięcy. Ja sobie postanowiłam, że choćby mnie skręcało, nie spytam, co u niego ani nie poślę nawet głupiego żarciku. I wiesz co? Gościu potrafił pisać trzy razy dziennie, gdy nie reagowałam na suchary, to szukał innego pretekstu do rozmowy, jak ja urywałam temat (czasem nie wiedziałam, co mam napisać, czasem po prostu byłam wredna i chciałam, żeby ostatnie słowo wypowiedziane tego dnia było jego słowem, nawet gdy to było 'dobranoc') to max do godziny pytał, czy jestem o coś zła albo zmieniał temat na inny. Co weekend miał jakiś pretekst żeby wieczorem napisać i gadać do północy albo i dłużej. Podczas 70% spotkań z kolegą (o których wiedział od swojego kolegi), zawsze nagle była jakaś pilna i czasochłonna sprawa do załatwienia, bo chyba nie podobało mu się, że już moja uwaga nie jest skierowana w stu procentach na niego. Tak się krył przed żoną z kontaktami ze mną, że w czasie wielkanocnego urlopu trzy razy pisał z jakąś sprawą (bynajmniej nie taką niecierpiącą zwłoki), w Wielkanoc wysłał życzenia i kiepskiej jakości suchara, bo mój kolega był u mnie na wielkanoc. Za każdym razem jak coś spieprzył to przepraszał do skutku. W duzej mierze pewnie dlatego, że przestałam mu się narzucać i nie byłam na każde zawołanie, jak i przez to, że inny facet pojawił się w moim życiu. Nawet, kiedy kontakt słabł, max przez tydzień była cisza, jakby się bał, że po tygodniu ciszy o nim zapomnę. To on ganiał za króliczkiem, a nie króliczek za nim. I tak było z jednej strony wkurwiająco, bo odmawiałam sobie swoich potrzeb odnośnie rozmów o tym, że mi z czymś ciężko, a z drugiej łatwiej, bo skoro to ON pisał, to nie mógł mi wmawiać, że ja się mu narzucam.
                                                    I pewnie faktycznie moja wina, ale uznałam, że po seksie zejdzie mu ciśnienie i będzie umiał swobodnie raz na jakiś czas zajrzeć nie tylko ze sprawą ale i na kawę. Skoro łóżko nie było problemem, to czemu kawa miałaby być? I tak, byłam upierdliwa, narzucałam się. Ale chciałam skorzystać z czegoś, do czego uznałam, że mam prawo, skoro on uznał, że chce kontynuować znajomość, a nawet przenieść ją na wyższy poziom. Ja nie wymagałam od niego jakichś cudów, naprawdę, w porównaniu do tego, co on dawał z siebie, a co otrzymywał ode mnie, to ja miałam jednak prawo pomyśleć, że kawa raz na jakiś czas nie jest jakimś wielkim wymaganiem.

                                                    >
                                                    > ponadto ta wyuczona bezradność i argumenty, że nie mogłam bo co by sobie ktoś p
                                                    > omyślał... nie trzeba robić afery, z uśmiechem na ustach mówimy: pan C to chyba
                                                    > ma kłopot z pamięcią i już nie pamięta jak prosiliśmy by słodyczy nie kupowal
                                                    > prawda synku?ale przecież lepiej pozwalać na wszystko, a potem grać ofiarę, zas
                                                    > łaniając sie własną matką BRAK SŁÓW!!

                                                    jestem miękka i mało asertywna, w stresowych sytuacjach (takich naprawdę stresujących) nie zawsze umiem zareagować adekwatnie do sytuacji. Poza tym, jak już pisałam kilka razy, młody nie wykazywał oznak zainteresowania C. przez długi czas.
                                                    prośba o niekupowanie słodyczy była już PO jego tekście o niewtrącaniu się, zresztą wtedy była zbędna, bo było to ostatnie spotkanie na długi czas.
                                                    nie zasłaniam się matką, dodałam ją jako przykład tego, jak reagowało dziecko, kiedy w jego sprawie ktoś PRZY NIM omawiał dwa różne punkty widzenia. Mojej matki nie słuchał bo pozwalała na wszystko, mnie nie słuchał, bo nie byłam tak kochana jak babcia i nie pozwalałam na wszystko.
                                                    >
                                                    > na pytanie co ma teraz zrobic, odp jest NIC
                                                    > dac facetowi spokoj, bo choc sama nie wierze ze to pisze uwazam ze jest tu mnie
                                                    > j winny niż założycielka wątku! osaczyła, mamiła, manipulowała i grała dzieckie
                                                    > m.
                                                    > ja przepraszam ze tak w trzeciej osobie, ale dialog nic nie dał bo ona na wszys
                                                    > tko ma odpowiedz tłumacząco-wybielającą wiec szkoda czasu.
                                                    >
                                                    > ja się wylogowuję z tej dyskusji, która jest tyleż owocna co zabawna
                                                    >

                                                    tak jak powiedziałam, daję mu spokój. To znaczy, ja się nie odezwę pierwsza, ani jego nie przyjmę z otwartymi ramionami. Zachowałam się mega głupio przy ostatniej rozmowie i nędzne to usprawiedliwienie, ale tyle rzeczy zwaliło mi się na głowę, że towarzystwo kogoś, z kim dla odmiany lubię spędzać czas, było mi bardzo potrzebne. A teraz nawet operacja, za którą chodziłam trzy lata, odwiedziłam chyba z pięciu różnych lekarzy, przeszłam rezonans, ze cztery usg, stoi pod dużym znakiem zapytania. Nie przez niego, jego o pomoc wstydziłabym się poprosić nawet za dobrych czasów, ale teraz nawet nie mam z kim o tym pogadać. I mam mu za złe, że oferował swoją pomoc wiedząc raczej, że słowa nie dotrzyma.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 00:02
                                                    wiesz co, mam świadomość, że przez kilka tygodni byłam nachalna i pewnie miał mnie dość. Nawet nie mogłam mieć mu za złe, że mnie olał i przestał się odzywac, bo to była moja wina, przestraszyłam go swoją potrzebą gadania z nim i liczeniem na wsparcie po miesiącu głębszej znajomości. Zapewne założył, że z każdą pierdołą będę przybiegać do niego i to go przerośnie. Ale, o ile uważnie przeczytałaś moją epopeję, to jednak ON po niecałych dwóch miesiącach od tamtych wydarzeń zapragnął ze mną kontaktu mimo traumatycznych przeżyć zwiazanych z moją osobą i to on zaczął zabiegać o kontakt i zabiegał przez pięć miesięcy. Ja sobie postanowiłam, że choćby mnie skręcało, nie spytam, co u niego ani nie poślę nawet głupiego żarciku. I wiesz co? Gościu potrafił pisać trzy razy dziennie, gdy nie reagowałam na suchary, to szukał innego pretekstu do rozmowy, jak ja urywałam temat (czasem nie wiedziałam, co mam napisać, czasem po prostu byłam wredna i chciałam, żeby ostatnie słowo wypowiedziane tego dnia było jego słowem, nawet gdy to było 'dobranoc') to max do godziny pytał, czy jestem o coś zła albo zmieniał temat na inny


                                                    Wiesz co to było z twojej strony?
                                                    Metoda kija i marchewki.
                                                    Najpierw pokazałaś panu jak to jesteś zainteresowana ,jak to chcesz się przyjaźni i go pocieszać przytulać i być powiernikiem. Zadbać o biednego samotnego misia.
                                                    Jak pan złapał przynętę to udawałaś niedostępna i oziębła. Wtedy naturalna rzeczą jest ,ze ta druga storna się stara bo czyje się odrzucona i ma niedosyt jak to nie ma już czułych słówek żartów? Zainteresowania?

                                                    A uważam ze spotkania z kolega były w pewien sposób z prowokacja.
                                                    I ze był właśnie takim kijem dla C ze mu marchewka ta złapana i już trochę nadgryziona choćby uczuciowo sprzed nosa ucieknie.


                                                    Dlatego uważam ze całej dalszej sytuacji jesteś winna ty.
                                                    Bo on początku to ty dawałaś sygnały żeby było coś więcej poza pracą. Leciałaś na niego i chciałaś go.
                                                    Nie dziel znajomosci na drobne bo przecież po przerwie ,nie zaczynacie znajomosci od nowa ,od czystej białej kartki. Tylko macie już jakaś wspólna przeszłość.

                                                    Wiem ze może cię to uwierać ze tak uważamy ,ale taka jest niestety prawda.
                                                    Zaczęłaś ty pan pociągnął dalej. Od i cała tajemnica.

                                                    Jeżeli chcesz pogadać możemy przenieść znajomość na inne tereny i możesz pogadać o operacji skoro poza nim nie masz z kim.
                                                    Serio.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 10:16
                                                    >
                                                    > Wiesz co to było z twojej strony?
                                                    > Metoda kija i marchewki.
                                                    > Najpierw pokazałaś panu jak to jesteś zainteresowana ,jak to chcesz się przyjaź
                                                    > ni i go pocieszać przytulać i być powiernikiem. Zadbać o biednego samotnego mis
                                                    > ia.
                                                    > Jak pan złapał przynętę to udawałaś niedostępna i oziębła. Wtedy naturalna rzec
                                                    > zą jest ,ze ta druga storna się stara bo czyje się odrzucona i ma niedosyt jak
                                                    > to nie ma już czułych słówek żartów? Zainteresowania?

                                                    o nie, wiele można mi zarzucić, ale cisza między nami wyniknęła z tego, że się pokłóciliśmy, bo jemu przeszkadzało to jak się zachowywałam. I nie winię go. Po prostu nie odzywałam się, bo wszystko zostało już powiedziane i uznałam, że jakiekolwiek próby kontaktu pogorszą sytuację, próbowałam pogodzić się z tym, że poleciałam na faceta, który nie leciał na mnie. Kiedy znów zaczął ze mną gadać, logicznym było nie powtarzać tego samego błędu, zresztą, skoro miłe słówka go tak wcześniej męczyły, dlaczego miałby tęsknić za nimi? Nie ignorowałam jego wiadomości celowo, jedynie, kiedy widziałam, że chce odreagować kiepski humor na mnie albo kiedy mnie czymś wkurzył, a nie jak nastolatka, której koleżanki doradzają, żeby odpisała chłopakowi kilka godzin później. Przykre jest, jeśli uważasz, że cisza z mojej strony była jakąś grą. Postanowiłam uszanować to, że mnie nie chciał i dać mu spokój.
                                                    >
                                                    > A uważam ze spotkania z kolega były w pewien sposób z prowokacja.
                                                    > I ze był właśnie takim kijem dla C ze mu marchewka ta złapana i już trochę nadg
                                                    > ryziona choćby uczuciowo sprzed nosa ucieknie.
                                                    >
                                                    Znajomość z kolegą zaczęła się przypadkiem, był moim klientem, potem znajomość zaczęła się bardzo nagle i bardzo intensywnie, już nawet nie pamiętam, co było punktem startowym, chyba prośba o pomoc przy kupnie motoru i spędzenie ze sobą 5 godzin bez przerwy. Zresztą, kiedy ta znajomość się zaczęła, ta z C była już na wymarciu, poza tym, z kolegą naprawdę super się dogadywałam, szczerze mówiąc, to jemu mówiłam więcej niż C. o chorobie i śmierci kolegi, bo bałam się że C. się wystraszy, że będzie jak wcześniej. I chociaż przyznam, że na początku zabawne było, że zawsze C. jakimś cudem chciał coś załatwić czy o czymś pogadać, jak ja akurat byłam zajęta, to potem stało się to przykre, bo czułam się jakby znaczył teren albo desperacko o sobie przypominał, jakbym cierpiała na zaniki pamięci i miała zapomnieć o nim, bo rozmawiam i spędzam czas z kolegą. Jemu też nikt nie bronił zaproponować kawy czy zabrać mnie gdzieś w dłuższą podróż, zwłaszcza ze sam mówił o kupnie motoru. On wolał o sobie przypominać sucharami. Kiedyś kolega wpadł do mnie z zaległymi papierami o 22. C. wiedząc, że u mnie jest, zapytał, po raz pierwszy od zawsze, co porabiam. Uznałam, że powiem prawdę. Stwierdził, że to późna pora na papiery, a na pytanie, co robi on, stwierdził, że rozmawiał ze współlokatorem na temat życia i śmierci, o samobójstwie, ale współlokator się do takich tematów nie nadaje, bo nigdy czegoś takiego nie przeżył. Powiedziałam, że powinien o tym pogadać z kimś, kto niekoniecznie to przeżył, ale kto chce to zrozumieć, ale widać, że był zły (bądź zazdrosny) o kolegę i już za bardzo nie chciał rozmawiać, więc i ja nie ciągnęłam rozmowy na siłę.

                                                    Nie spotykałam się z kolegą, żeby C. uważał, że mnie stracił, za stara jestem na takie zagrywki. Ale C. to traktował bardzo osobiście, a nigdy nawet nie zapytał, czy coś między nami jest. Ja nie postępowałam nieuczciwie wobec żadnego z nich, kolega wiedział o C., nasza znajomość nie była nigdy niczym więcej, a i C. nie okłamywałam, żeby wzbudzić zazdrość, ale też nie zamierzałam mu się tłumaczyć, że kolega przy mnie był, kiedy jego zabrakło i nie mam zamiaru rezygnować z niego, bo C. się to nie podoba.

                                                    > Dlatego uważam ze całej dalszej sytuacji jesteś winna ty.
                                                    > Bo on początku to ty dawałaś sygnały żeby było coś więcej poza pracą. Leciałaś
                                                    > na niego i chciałaś go.
                                                    > Nie dziel znajomosci na drobne bo przecież po przerwie ,nie zaczynacie znajomo
                                                    > sci od nowa ,od czystej białej kartki. Tylko macie już jakaś wspólna przeszłoś
                                                    > ć.
                                                    >
                                                    > Wiem ze może cię to uwierać ze tak uważamy ,ale taka jest niestety prawda.
                                                    > Zaczęłaś ty pan pociągnął dalej. Od i cała tajemnica.

                                                    a jak miałam postąpić po tym, jak już tak głupio się zachowałam? Przepraszać co jakiś czas? Powiedzieć, że nie mogę z nim rozmawiać, bo nadal na niego lecę? Najprościej było po prostu dać mu spokój i nie powtarzać błędów z przeszłości. Sama nie wiedziałam, co w niego wstąpiło, że jednak chciał kontynuować znajomość i postanowiłam być ostrożna i nie robić głupstw. Jako klient był zawsze wdzięczny i płacił bez jęków że za dużo sobie liczę (w przeciwieństwie do 70% pozostałych), a ja lubiłam to, że mnie doceniał i obiecałam mu wcześniej, że sprawy będę mu załatwiać choćby nie wiem co.
                                                    >
                                                    > Jeżeli chcesz pogadać możemy przenieść znajomość na inne tereny i możesz pogada
                                                    > ć o operacji skoro poza nim nie masz z kim.
                                                    > Serio.
                                                    >

                                                    nie do końca chodzi o gadanie o operacji, od trzech lat bujam się z drugim kolanem z tyłu, po wielu bojach okazało się, że mam pęknięte naczynie, a zabiegi żylne nie są refundowane przez NHS. Technik na USG powiedziała mi, że można poprosić przychodnię o sfinansowanie zabiegu z ich funduszy. Trafił się nowy GP, taki jeszcze z misją i niewypalony zawodowo i po trzech miesiącach noszenia pończoch uciskowych, wypełnił prośbę o fundusze, która została zatwierdzona. W dniu wizyty u naczyniowego wszystko działo się bardzo szybko, miałam wizytę przedoperacyjną, kiedy trzeba było wpisać 'next of kin', dotarło do mnie, że po 10 latach w Anglii nie mam nikogo, musiałam wpisać sąsiadkę, której nie lubię, bo lubi nadużywać uprzejmości. Poza tym, zostałam poinformowana, że 24h po operacji ktoś musi ze mną być a zwyczajnie nie mam kogoś takiego. Gdyby moja znajomość z kolegą i koleżanką się nie posypała, on by mnie zawiózł i odebrał, a ona pewnie trzy dni by siedziała u mnie, żeby się upewnić, że nie zejdę po znieczuleniu. Nie miałabym odwagi ani czelności prosić o coś takiego C. O odbiór po operacji poprosiłam współlokatora C., bo to taki niebieski ptak, który rzadko kiedy pracuje, wtedy C. się nagle odezwał, z pytaniem, kiedy mam operację i zarzekał się, że mnie odbierze, ale więcej nie jest w stanie obiecać.

                                                    No ale przez wirusa pewnie poczekam jeszcze minimum 2-3 miesiące, C. już raczej nie będzie zgrywał bohatera, a sąsiadka zaszła w ciążę i już ją wszystko boli (jak zwykle zresztą), więc nie wiem, czy jej nie odwołam w cholerę, widać nie było mi dane, żeby mieć ten zabieg.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 17:16

                                                    No ale przez wirusa pewnie poczekam jeszcze minimum 2-3 miesiące, C. już raczej nie będzie zgrywał bohatera, a sąsiadka zaszła w ciążę i już ją wszystko boli (jak zwykle zresztą), więc nie wiem, czy jej nie odwołam w cholerę, widać nie było mi dane, żeby mieć ten zabieg.

                                                    Nie wiem w końcu czemu chcesz odwołać zabieg. Za dużo tekstu i za dużo szczegółów.
                                                    Sprobuj sobie zorganizować pomoc poszukaj jakiś gryp na fb czy kogoś kto ci będzie pomagał.

                                                    Przestań do zabiegu i po możesz użyć taksówki. A co do tego powiedz w szpitalu ,ze nie ma kto z tobą być to cię zostawia dobę dłużej.
                                                    Bez przesady przez nich odwoływać zabieg na który czekałaś.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 24.04.20, 09:43
                                                    > Nie wiem w końcu czemu chcesz odwołać zabieg. Za dużo tekstu i za dużo szczegół
                                                    > ów.
                                                    > Sprobuj sobie zorganizować pomoc poszukaj jakiś gryp na fb czy kogoś kto ci będ
                                                    > zie pomagał.
                                                    >
                                                    > Przestań do zabiegu i po możesz użyć taksówki. A co do tego powiedz w szpitalu
                                                    > ,ze nie ma kto z tobą być to cię zostawia dobę dłużej.
                                                    > Bez przesady przez nich odwoływać zabieg na który czekałaś.
                                                    >

                                                    zabiegu mi nie zrobią jeśli nie będzie miał się mną kto zająć w domu, bywałam z klientami przy operacjach, zawsze warunkiem jest, żeby w domu ktoś był i ktoś odebrał. Jednej mojej klientki nie chcieli wypuścić, mimo że była ze mną, kazali nam czekać na jej chłopaka.

                                                    Nie lubię prosić o pomoc. Zwykle gdy poproszę o pomoc, potem ta osoba czuje, że powinnam się odwdzięczać w nieskończoność, a jestem już tym zmęczona. Poza tym, nie wiadomo, czy pomoc będzie potrzebna przez dobę czy przez kilka tygodni. Nikt nie będzie takim kozakiem, żeby pomagać obcej osobie przez kilka tygodni.

                                                    W szpitalu też nie mogę zostać nie wiadomo jak długo, na jedną noc mogę komuś młodego sprzedać, ale nie mam aż tak bliskich znajomych, żeby zajmowali się dzieckiem przez kilka dni.

                                                    Mam już po prostu czarne myśli, bo coś, za czym tyle czasu musiałam ganiać, strasznie się pieprzy i komplikuje, miałam nadzieję, że chociaż ten zabieg pójdzie gładko i bez komplikacji, ale się przeliczyłam, jestem pesymistką i boję się ryzykować, że moje dziecko skończy ze swoim ojcem albo moją matką, bo wszystkie znaki pokazują, że nie jest mi dane w spokoju to załatwić i przeżyć.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 17:44
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > odkochana napisał(a):
                                                    >
                                                    > > mamuśka nie masz wrazenia że mówimy do ściany...?
                                                    >
                                                    > Trochę mam.
                                                    > Tylko wiem ,tez ze ona jest na takim etapie ze jest skołowana pełna tęsknoty bó
                                                    > lu i nerwów.
                                                    > Musi się wygadać dlatego trafiła tutaj.
                                                    > Może potrzebuje analizy wzdłuż wszerz wyciągnąć każdy włos i podzielić na czwo
                                                    > ro.
                                                    > Takiego mielenia tematu aż da upust to co jej siędzie w głowie i sercu.
                                                    >
                                                    >
                                                    Chyba czytasz mi w myślach. To jest pierwsza znajomosc ktora jest tak skomplikowana i ktora tak dala mi w dupe. Moja podroz czytania o tym w necie zaczela sie od www.zdradzeni.info/news.php?readmore=4981 gdzie najezdzali na kochanke bo po roku biedny facet mogl sie zaangazowac i przywiazac. Co by nie bylo, zawsze winna baba. Da dupy, zle, nie da, zle, znikad zrozumienia.

                                                    A jedyny czlowiek, ktory to wszystko rozumie, nigdy nue zdradzi, co mu w glowie siedzialo. Latwo sprawic, zeby komus zalezalo, trudniej udzwignac ciezar swoich czynow.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 13:54
                                                    > Wiesz tu masz odpowiedz dlaczego dziecko się przywiązało.
                                                    > Dobrze wiedziało ze to nie jest kolejny kolega/współpracownik.

                                                    tak jak mówiłam, nasze rozmowy odbywały się przez messenger/smsy, u mnie w domu załatwiał jedynie sprawy, czasem ponarzekał na lokatora czy kłopoty w pracy i tyle. Nie było przy dziecku żadnych flirtów ani rozmów o uczuciach i tak dalej.
                                                    >
                                                    > Nie on dokonał wyboru a ty pozwoliłaś mu wrócić pomimo ze już wtedy wiedziałaś
                                                    > jak to jest bez niego i jak było ci ciężko.
                                                    > Czy ty nie rozumiesz ze możesz sama decydować kto jeta w twoim życiu?
                                                    > I cały czas to on wrócił to on on on .
                                                    > Nie nie nie to ty pozwoliłaś mu wejść w swoje życie. Jesteś dorosła i możesz de
                                                    > cydować kto ci wchodzi do głowy i łóżka.

                                                    tak, on dokonał wyboru że wróci, a ja dokonałam wyboru, że mu na to pozwolę. Nie dał mi powodu myśleć, że wraca po to, żeby zaliczyć i zniknąć. Głupio było wierzyć w jego czyste intencje, ale wierzyłam w nie i tyle.
                                                    >
                                                    > Od początku dałaś mu zielone światło on nic chciał zaciśnięcie reakcji ,bo po t
                                                    > akich wiadomościach nie odpowiadał.
                                                    > Wiec sama widzisz pisanie z ala pretensjami ze mną pić nie chciałeś.
                                                    > Myślisz co to oznacza?
                                                    > Albo nie chce ci zawracać głowy? Sorry jestem kobietą i dobrze wiem co to ozna
                                                    > cza i jaki ma potencjał i wydźwięk w druga stronę.

                                                    chyba jednak chciał, skoro zmarnował pięć miesięcy na rozmowy ze mną, a skoro seks uciął te rozmowy, to chyba jednak jedynie na tym mu przez ten czas zależało. I tak, nie ukrywam, że kiedyś, na początku znajomości, byłam w stosunku do niego nachalna i męcząca, ale po jego powrocie nie proponowałam już żadnych drinków (poza moimi urodzinami i poza tym drinkiem, który skończył się zgoła inaczej), żadnych kaw, nawet przed pogrzebem kolegi, mimo że potrzebowałam rozmowy i myślenia o czymkolwiek innym niż pogrzeb, nie miałam jaj żeby spytać, czy może wpadłby na kawę i ponarzekać na współlokatora, szefa czy cokolwiek innego, żebym ja na godzinę lub dwie skupiła się na czymś innym. A i on w sumie tylko raz wyskoczył, że przyjedzie na kawę, bo chciał przywieźć kwiaty na przeprosiny i jajko dla młodego. No i zaprosił mnie na grilla, ale koledzy nie daliby mu żyć i wydygał, jego współlokator wiedział, że gada ze mną co weekend, bo zaglądał mu w telefon, więc musiał wiedzieć, że coś jest na rzeczy, skoro ważniejsze były rozmowy ze mną niż popijawa z kolegami.

                                                    a z zawracaniem głowy, nie wiem, jaki masz wydźwięk na myśli. Dla mnie to jest po prostu furtka na wycofanie się z rozmowy jeśli ktoś nie ma czasu/ochoty jej kontynuować, ale czuje się zobligowany z tego czy innego powodu odpisywać.

                                                    > Wiec nie graj niewinności.
                                                    > Otrząśnij się pogadaj z dzieckiem.
                                                    > I przestań go traktować jak cudownego faceta którego widziałbyś u swego boku.
                                                    >

                                                    nie gram niewinności, czuję się winna wobec siebie, wobec dziecka i wobec C. też. Bo może gdybym go tamtej nocy pogoniła, być może by wtedy urwał kontakt ze wstydu że mu nie dałam, a może nabrałby szacunku do mnie i docenił. A tak ja straciłam jego a on mnie, chociaż jego ta strata raczej nie rusza.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 15:47
                                                    tak jak mówiłam, nasze rozmowy odbywały się przez messenger/smsy, u mnie w domu załatwiał jedynie sprawy, czasem ponarzekał na lokatora czy kłopoty w pracy i tyle. Nie było przy dziecku żadnych flirtów ani rozmów o uczuciach i tak dalej.

                                                    Myślisz ze dziecko nie wyczuwa jak matka siedzi pisze uśmiecha się pod nosem jest inna bardziej szczęśliwa?
                                                    A myślisz ze jak wpadał z papierami i ponarzekać to ty nie byłaś inna ?

                                                    Bardzo łatwo jest wyczuć co ludzie do siebie mają . Tym bardziej chłopak który ma etap gdzie jest tata.

                                                    tak, on dokonał wyboru że wróci, a ja dokonałam wyboru, że mu na to pozwolę. Nie dał mi powodu myśleć, że wraca po to, żeby zaliczyć i zniknąć. Głupio było wierzyć w jego czyste intencje, ale wierzyłam w nie i tyle.
                                                    >

                                                    Mam nadzieje ze to zrozumiałaś nie piszesz tylko przekornie do mnie.
                                                    Do to ty musisz się z tym uporać.
                                                    I to co pisze nie ma ma celu zdenerwowania cię, osadzania czy rzucania oszczerstw.
                                                    Barziej mi chodzi o szersza perspektywę żebyś zobaczyła jak to z boku wyglada. I obyś bardziej patrzyła na sprawy nie tylko zamknęła się w sowim bólu.

                                                    chyba jednak chciał, skoro zmarnował pięć miesięcy na rozmowy ze mną, a skoro seks uciął te rozmowy, to chyba jednak jedynie na tym mu przez ten czas zależało. I tak, nie ukrywam, że kiedyś, na początku znajomości, byłam w stosunku do niego nachalna i męcząca, ale po jego powrocie nie proponowałam już żadnych drinków (poza moimi urodzinami i poza tym drinkiem, który skończył się zgoła inaczej)

                                                    No nie chciał seks był zdanie się długo długo później.
                                                    Po tym jak to ty byłaś nachalna.
                                                    Potem była chwila przerwy bo może był
                                                    W domu z żona. Czy inna.

                                                    No tak nie zapraszałaś tylko raz ,a nie dwa razy. Wiec nie mów ze tego nie robiłaś bo robiłaś. Nie ma znaczenia czy raz czy dwa.

                                                    Dla mnie zagadywanie do obcego chłopa a potem nagle oj nie chce ci zawracać głowy, jest pretekstem żeby ci napisał no co ty ty nigdy mi nie zawracasz lubię z tobą rozmawiać. Do sprowokowania jego do zaprzeczenia.
                                                    I powiedzenia ze cię lubi.


                                                    Wiesz powinnaś czyś się winna wobec siebie i dziecka może wobec niego ,ale nie za tamtą noc. A o początek o zagadywanie ,narzucanie się , tygodnie miesiące ciszy nie maja nic wspólnego.
                                                    On w tym czasie po prostu był zajęty czymś lub kimś innym. Wiec nie dziel waszej znajomosci na części.
                                                    A patrz jako ciągłość. Coś co miało miejsce na początku znajomosci ma wpływ na dalszą jej cześć.
                                                    Nie ma tak ze to co było najpierw, nie liczy się potem jak on wrócił.
                                                    I ze zaczynacie wszystko od początku.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 21:22
                                                    > Myślisz ze dziecko nie wyczuwa jak matka siedzi pisze uśmiecha się pod nosem
                                                    > jest inna bardziej szczęśliwa?
                                                    > A myślisz ze jak wpadał z papierami i ponarzekać to ty nie byłaś inna ?

                                                    byłam raczej spięta niż podjarana jego towarzystwem, Młody mógł wyczuwać, ze jestem szczęśliwsza, ale nie wiedział, z kim gadam, zajrzał mi w telefon tylko raz, wtedy z tym rowerem.
                                                    >
                                                    > Bardzo łatwo jest wyczuć co ludzie do siebie mają . Tym bardziej chłopak który
                                                    > ma etap gdzie jest tata.

                                                    aż do C. nie miał tego etapu. Nie wiem, czy to zbieg okoliczności i po prostu wtedy nadszedł jego czas czy C. wzbudził w nim tę potrzebę.
                                                    >

                                                    > Mam nadzieje ze to zrozumiałaś nie piszesz tylko przekornie do mnie.
                                                    > Do to ty musisz się z tym uporać.
                                                    > I to co pisze nie ma ma celu zdenerwowania cię, osadzania czy rzucania oszczers
                                                    > tw.
                                                    > Barziej mi chodzi o szersza perspektywę żebyś zobaczyła jak to z boku wyglada.
                                                    > I obyś bardziej patrzyła na sprawy nie tylko zamknęła się w sowim bólu.


                                                    wiesz, po prostu nadal jest dla mnie nie do pojęcia, że mając zapewne grono wielbicielek, mniej nachalnych, mniej wymagających, pewnie też takich, które znał tylko on, a nie jego koledzy, pewnie nawet nieszczęśliwe mężatki by się znalazły w tym gronie, takich, które umiałyby trzymać język za zębami, on wystartował do mnie. Żebym jeszcze była jakaś szalenie atrakcyjna, to może i bym zrozumiała marnowanie pięciu miesięcy na kryptozdobywanie mnie. A on przez ten czas nie dał nawet pół znaku, że chce pójść ze mną do łóżka pewnego dnia. Ba, skoro wydygał w moje urodziny, bo tego łóżka właśnie się bał, mimo że byłam wściekła za zrujnowanie mi urodzin, to uznałam, że nie chciał mnie zranić idąc ze mną do łóżka pod wpływem alkoholu i wolał spieprzyć mi urodziny i potem przepraszać niż mieszać z moimi uczuciami i mierzyć się z czymś gorszym niż wściekłość za spieprzoną imprezę. Także, i możesz mnie mieć za największą naiwniarę, ale wtedy uznałam, że dał mi po prostu czas na zapomnienie o nim, ale w ten czy inny sposób chciał być obecny w moim życiu, i przyznam, że łechtało to moje ego i nieźle podnosiło samoocenę, bo ktoś nie utrzymywał ze mną znajomości, bo tak wypada, bo może coś z tego mieć, tylko po prostu chciał. Ja na nim nie wymusiłam, że ma wrócić bo tęsknię, dałam na przeczekanie (w sumie to nie miałam innego wyjścia), zmieniłam swoje podejście do niego. Zależało mi na nim jako człowieku, a nie koniecznie na tym, żebyśmy pewnego dnia poszli do łóżka i ten sam 'benefit of doubt' dałam jemu, licząc, że jemu zależy na tym, że nie zaniedbywałam jego potrzeby wygadania się.


                                                    > No nie chciał seks był zdanie się długo długo później.
                                                    > Po tym jak to ty byłaś nachalna.
                                                    > Potem była chwila przerwy bo może był
                                                    > W domu z żona. Czy inna.

                                                    jeżeli za nachalność można uznać zebranie się na odwagę i powalczenie o to, żeby ktoś zajął się mną (nie w seksualnym kontekście) po tym, jak przez długi czas ja dawałam się wygadać i chciałam skorzystać z wzajemności, to tak, jestem nachalna. Ale miałam dość słuchania koleżanki o tym, jak bardzo kochała męża, opisu jego choroby od A do Z, o tym jak umarł, jak wyglądał w trumnie, że próbowała się zabić, a zaraz potem że szuka kogoś na seks. Chciałam w końcu mieć wieczór dla siebie, z kimś, kto nie rozmawia o flakach, krwi i kto da mi się wygadać. Nie sądziłam, że się zgodzi, przygotowana byłam na odmowę. A nawet kiedy się zgodził, sądziłam, że skończy się na drętwej rozmowie, pewnie nawet kłótni o to, że wspomniałam o jego współlokatorze i chłodnym pożegnaniu. Tak, naprawdę byłam do tego stopnia naiwna, że nie sądziłam, że przyjdzie i rzuci się na mnie już w progu.
                                                    >
                                                    > No tak nie zapraszałaś tylko raz ,a nie dwa razy. Wiec nie mów ze tego nie rob
                                                    > iłaś bo robiłaś. Nie ma znaczenia czy raz czy dwa.
                                                    >
                                                    > Dla mnie zagadywanie do obcego chłopa a potem nagle oj nie chce ci zawracać gło
                                                    > wy, jest pretekstem żeby ci napisał no co ty ty nigdy mi nie zawracasz lubię z
                                                    > tobą rozmawiać. Do sprowokowania jego do zaprzeczenia.
                                                    > I powiedzenia ze cię lubi.

                                                    nie, nie oczekiwałam, że powie, że mnie lubi. Wolałam dać mu pretekst do wykręcenia się z rozmowy, która może go nudzić niż zanudzić go przez jego grzeczność i kulturę.
                                                    >
                                                    >
                                                    > Wiesz powinnaś czyś się winna wobec siebie i dziecka może wobec niego ,ale nie
                                                    > za tamtą noc. A o początek o zagadywanie ,narzucanie się , tygodnie miesiące
                                                    > ciszy nie maja nic wspólnego.
                                                    > On w tym czasie po prostu był zajęty czymś lub kimś innym. Wiec nie dziel wasze
                                                    > j znajomosci na części.
                                                    > A patrz jako ciągłość. Coś co miało miejsce na początku znajomosci ma wpływ na
                                                    > dalszą jej cześć.
                                                    > Nie ma tak ze to co było najpierw, nie liczy się potem jak on wrócił.
                                                    > I ze zaczynacie wszystko od początku.
                                                    >

                                                    musiałabym nad tym usiąść i dobrze pomyśleć, a dziś już nie mam głowy. Tak, zagadywałam i narzucałam się, poniosło mnie, bo ktoś mi zaufał i ja zaufałam komuś. Po tym, jak on zaczął mówić o ciężkich sprawach, uznałam, że i ja mam prawo. Nie usprawiedliwiam się, mówię, jak wtedy to odbierałam. Ja to oddzielam, bo oboje zmieniliśmy podejście do siebie nawzajem, to on stał się prowodyrem wszystkich rozmów, ja tylko dołączałam do rozmowy, czasem się z niej wypisywałam, gdy widziałam, że pisze, żeby odreagować. Byłam miła, ale raczej w grzeczny sposób a nie podlizujący się. I naprawdę, nie do pomyślenia było, że skoro wcale nie chciał seksu, ani na początku znajomości, ani po przerwie, to nagle jednak go zachce i to w sumie nie mając jasnych i niedwuznacznych sygnałów z mojej strony.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 21:37
                                                    > No nie chciał seks był zdanie się długo długo później.
                                                    > Po tym jak to ty byłaś nachalna.
                                                    > Potem była chwila przerwy bo może był
                                                    > W domu z żona. Czy inna.

                                                    czyli chciał, czy jednak nie? Bo nie da się kogoś zmusić do seksu, a już na pewno nie faceta i to przebywającego w innym budynku. A skoro nie chciał, to czemu akurat w momencie, kiedy kontakt umarł, jednak mu się odmieniło i dążył do celu przez długie miesiące i to tak po cichu, że nie zdradził się z tym ani razu?

                                                    W całej swej głupocie naprawdę miałam czyste intencje, zapraszałam go po to, zeby spędzić z nim czas swobodnie, a nie żeby go spić i wykorzystać. A to, co on myślał, to już jego sprawa.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 17:40
                                                    weronz napisał(a):

                                                    > > No nie chciał seks był zdanie się długo długo później.
                                                    > > Po tym jak to ty byłaś nachalna.
                                                    > > Potem była chwila przerwy bo może był
                                                    > > W domu z żona. Czy inna.
                                                    >
                                                    > czyli chciał, czy jednak nie? Bo nie da się kogoś zmusić do seksu, a już na pew
                                                    > no nie faceta i to przebywającego w innym budynku. A skoro nie chciał, to czemu
                                                    > akurat w momencie, kiedy kontakt umarł, jednak mu się odmieniło i dążył do cel
                                                    > u przez długie miesiące i to tak po cichu, że nie zdradził się z tym ani razu?
                                                    >
                                                    > W całej swej głupocie naprawdę miałam czyste intencje, zapraszałam go po to, ze
                                                    > by spędzić z nim czas swobodnie, a nie żeby go spić i wykorzystać. A to, co on
                                                    > myślał, to już jego sprawa.


                                                    zmusić się nie da ,ale zachęcać nęcić i kokietować.
                                                    Jak pan poczuł ze mu rybka odpływa to skorzystał.
                                                    A w sumie może nie mail dawno seksu i mu się chciało.
                                                    Nie chciał na początku to skoro już miał romanse i wracał do żony i próbował naprawić małżeństwo ciążami ,to ja mi się nie dziwie ze na początku się „bronił”
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 24.04.20, 09:48
                                                    > zmusić się nie da ,ale zachęcać nęcić i kokietować.
                                                    > Jak pan poczuł ze mu rybka odpływa to skorzystał.
                                                    > A w sumie może nie mail dawno seksu i mu się chciało.
                                                    > Nie chciał na początku to skoro już miał romanse i wracał do żony i próbował na
                                                    > prawić małżeństwo ciążami ,to ja mi się nie dziwie ze na początku się „bronił”
                                                    >
                                                    >
                                                    o ile mówił prawdę, to raczej żona próbowała to naprawiać ciążami.

                                                    czuję się jak ostatnia sucz, skoro wszyscy twierdzą, że go nęciłam i kokietowałam. Ja po prostu chciałam być kimś, komu ufa, komu nie boi się zwierzyć, nie próbowałam go ciągnąć do łóżka.

                                                    poza tym, ale chyba w zbyt zawoalowany sposób to napisałam, przy ostatnim razie nie zapytał, czy nadal się zabezpieczam i nie zastosował nawet stosunku przerywanego, dziwi mnie, że aż tak ryzykował. Co prawda, powiedziałam mu, że nigdy by się nie dowiedział, gdybym zaszła z nim w ciążę, wyprowadziłabym się gdzieś w cholerę i tyle, ale i tak dziwi mnie, że ryzykował.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 10.05.20, 17:25
                                                    weronz napisał(a):

                                                    > > zmusić się nie da ,ale zachęcać nęcić i kokietować.
                                                    > > Jak pan poczuł ze mu rybka odpływa to skorzystał.
                                                    > > A w sumie może nie mail dawno seksu i mu się chciało.
                                                    > > Nie chciał na początku to skoro już miał romanse i wracał do żony i próbo
                                                    > wał na
                                                    > > prawić małżeństwo ciążami ,to ja mi się nie dziwie ze na początku się „br
                                                    > onił”
                                                    > >
                                                    > >
                                                    > o ile mówił prawdę, to raczej żona próbowała to naprawiać ciążami.
                                                    >
                                                    > czuję się jak ostatnia sucz, skoro wszyscy twierdzą, że go nęciłam i kokietował
                                                    > am. Ja po prostu chciałam być kimś, komu ufa, komu nie boi się zwierzyć, nie pr
                                                    > óbowałam go ciągnąć do łóżka.
                                                    >
                                                    > poza tym, ale chyba w zbyt zawoalowany sposób to napisałam, przy ostatnim razie
                                                    > nie zapytał, czy nadal się zabezpieczam i nie zastosował nawet stosunku przery
                                                    > wanego, dziwi mnie, że aż tak ryzykował. Co prawda, powiedziałam mu, że nigdy b
                                                    > y się nie dowiedział, gdybym zaszła z nim w ciążę, wyprowadziłabym się gdzieś w
                                                    > cholerę i tyle, ale i tak dziwi mnie, że ryzykował.


                                                    Ta ciążami weź sama w to nie wierzysz.
                                                    Sama piszesz ze facet nie myśli o zabezpieczeniu.

                                                    Jakie ryzykował? Co niby? Tylko alimenty lub nie.
                                                    Nie zajmuje się swoimi dziećmi twojego miał gdzieś i jego uczucia, co go obchodzi zlepek komórek? On nic nie ryzykował.
                                                    Nie sadze ze byś się wypowiedziała ,raczej zawalczyła żeby był z wami. Skoro chciała być przyjaciółka kimś komu ufa. Być blisko i ogólnie. Sama byś tego potrzebowała jego obecności.
                                                    Skoro teraz nie masz zamiaru zerwać znajomosci (chęć wysłania życzeń ważne dla ciebie) to uciekła byś w ciąży?
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 17.05.20, 10:33
                                                    > Ta ciążami weź sama w to nie wierzysz.
                                                    > Sama piszesz ze facet nie myśli o zabezpieczeniu.
                                                    >
                                                    > Jakie ryzykował? Co niby? Tylko alimenty lub nie.
                                                    > Nie zajmuje się swoimi dziećmi twojego miał gdzieś i jego uczucia, co go obcho
                                                    > dzi zlepek komórek? On nic nie ryzykował.
                                                    > Nie sadze ze byś się wypowiedziała ,raczej zawalczyła żeby był z wami. Skoro ch
                                                    > ciała być przyjaciółka kimś komu ufa. Być blisko i ogólnie. Sama byś tego potrz
                                                    > ebowała jego obecności.
                                                    > Skoro teraz nie masz zamiaru zerwać znajomosci (chęć wysłania życzeń ważne dla
                                                    > ciebie) to uciekła byś w ciąży?
                                                    >
                                                    >
                                                    tak, uciekłabym, choćby po to, żeby nie myślał, że celowo złapałam go na dziecko i żeby czuł się zobowiązany być w moim życiu, bo łączy nas dziecko. Poza tym, wieści rozniosłyby się bardzo szybko, gdybym urodziła rude dziecko, więc musiałabym się wyprowadzić, żeby nikt mu nie powiedział i żeby się wieści po mieście nie rozniosły, wtedy już by nie mógł przed kolegami udawać, że sobie wszystko wymyśliłam. I to nie są tylko alimenty, prędzej czy później żona by się dowiedziała, że ma dziecko, ryzykowałby utratę dotychczasowego życia.

                                                    Przy poprzednich razach upewniał się, że biorę tabletki i chyba udawał, że nie wierzy, ale nie zdecydował się na prezerwatywy, ale zdziwiło mnie bardzo, bo skoro przedostatni raz miał być ostatnim, można było założyć, że nie mam powodu się zabezpieczać, zwłaszcza, że wiedział że był on pierwszym facetem po długiej przerwie.

                                                    Co do zerwania znajomości, to ja mogę mieć zamiar lub nie, ale do znajomości potrzebne są dwie osoby.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 22:38
                                                    i powiem Ci, że nie wiem, czy to usprawiedliwianie się, wybielanie, szukanie zrozumienia, ale dla mnie to wszystko było całkowicie nową sytuacją, nowym uczuciem, z którym ciężko było się uporać, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżyłam. Chciałam go mieć w swoim życiu, tak po prostu. Z jednej strony chciałam być matką Teresą, która wybawi biedaka z nieszczęśliwego małżeństwa, z drugiej wiedziałam, że są tam dzieci i że to dla dzieci się tak zarzyna. Chciałam, żeby po prostu był w pobliżu, czy po to, żeby to on się wygadał, czy żebym ja się wygadała. Nie chciałam się czuć jak intruz w jego życiu, ale czasem mnie ponosiło, zwłaszcza, że wtedy dużo na raz zwaliło mi się na głowę: najbliższa koleżanka rzuciła, że wyjeżdża do Niemiec z takim luzem, jakby przeprowadzała się dwie ulice dalej. Kolega poszedł do szpitala i dwa dni później okazało się, że ma raka. Może to egoistyczne, ale chciałam, żeby ktoś zajął się mną. Było ze mną naprawdę kiepsko, a tu jeszcze musiałam pocieszać koleżankę (żonę kolegi) w beznadziejnej sprawie, słuchać cały czas, jak jej mąż krzyczy z bólu, chudnie z dnia na dzień, cierpiałam za siebie i za nią i czułam się beznadziejna i bezradna, w dodatku miałam swoje przeżycia. Naiwnie uznałam, że facet, który sam przeżył tyle cierpienia i wykorzystania, zrozumie mój ból i nie wykorzysta mojej słabości i będzie zwyczajnie oparciem w całym tym gównie.

                                                    Po trzymiesięcznej ciszy, też naiwnie wierzyłam, że facet, który opowiadał, że współlokator traktuje go nieuczciwie, oszukuje i wykorzystuje, bo wie, że C. jest miękki i nie lubi się kłócić, nie wykaże się hipokryzją i sam nie będzie wykorzystywał tego, że ja jestem miękka. A cały czas byłam, bo kolega był na wykończeniu, ja nie wiedziałam, co mam mówić jego żonie, która na zmianę chwytała się nadziei i rozpaczała, że nadziei już nie ma. Potrzebowałam kogoś, kto pogada ze mną o czymkolwiek innym, a kontakt z C. był normalny, bez spięć, nawet jego zwierzenia były 'lżejsze' niż zwierzenia koleżanki.

                                                    To, że ktoś jest słaby i miękki, nie daje innej osobie prawa, żeby z tego korzystać wedle swoich potrzeb i porzucać, bo już nie jest potrzebny. Głupia byłam licząc, że facet, który zdradzał żonę, ze mną postąpi inaczej, ale wierzyłam, że nie zależy mu na łóżku tylko na wzajemnym wsparciu. Możecie mnie wyśmiać, ale naprawdę w to wierzyłam i nadal nie dociera do mnie, że robił to wszystko po to, żeby wykorzystać moją słabość, dobić mnie i olać. A on nawet nie dał mi zapomnieć zanim doszło do czegokolwiek, bo może bał się, że serio o nim zapomnę i już nie będzie powrotu, może jarało go, że lecę na niego, ale bał się konsekwencji, a może w dupie miał mnie i moje uczucia i liczył się tylko jeden cel. Zgrywał cnotkę, żeby nie pokazać, że chce mnie przelecieć, podobało mu się, że lecę na niego, ale udawał niewiniątko, żeby potem zrzucać winę na mnie. Nie mówię, że nie jestem winna, ale nie jestem tu jedyna winna, igranie z uczuciami kogoś kogo ma się gdzieś, przypominanie o sobie, wykorzystanie uczuć do siebie, udawanie przyjaźni i wsparcia i potraktowanie drugiego człowieka jak robaka, jest po prostu nie fair. Chociaż twierdzisz, że nic mi z jego poczucia winy, to jednak chciałabym, żeby czuł się winny, wtedy ja nie czułabym się jak kompletne gówno.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 00:55
                                                    Także, i możesz mnie mieć za największą naiwniarę, ale wtedy uznałam, że dał mi po prostu czas na zapomnienie o nim, ale w ten czy inny sposób chciał być obecny w moim życiu, i przyznam, że łechtało to moje ego i nieźle podnosiło samoocenę, bo ktoś nie utrzymywał ze mną znajomości, bo tak wypada, bo może coś z tego mieć, tylko po prostu chciał. Ja na nim nie wymusiłam, że ma wrócić bo tęsknię, dałam na przeczekanie (w sumie to nie miałam innego wyjścia), zmieniłam swoje podejście do niego. Zależało mi na nim jako człowieku, a nie koniecznie na tym, żebyśmy pewnego dnia poszli do łóżka i ten sam 'benefit of doubt' dałam jemu, licząc, że jemu zależy na tym, że nie zaniedbywałam jego potrzeby wygadania się.

                                                    I tu masz bardzo prosta odpowiedz czemu w to weszłaś i chciałaś.
                                                    Twoje ego i samoocena dobrze ze do tego doszłaś.

                                                    jeżeli za nachalność można uznać zebranie się na odwagę i powalczenie o to, żeby ktoś zajął się mną (nie w seksualnym kontekście) po tym, jak przez długi czas ja dawałam się wygadać i chciałam skorzystać z wzajemności, to tak, jestem nachalna.

                                                    No byłaś choć to zrozumiałe.
                                                    Jednak w dorosłym życiu to jest trochę bardziej skompilowane zwłaszcza mieczy mężczyzna i kobieta.
                                                    Bo zwierzać się koleżance to co nie go.
                                                    A u facetów rzadko działa to tylko na zasadzie wysłucham pogadamy.


                                                    nie, nie oczekiwałam, że powie, że mnie lubi. Wolałam dać mu pretekst do wykręcenia się z rozmowy, która może go nudzić niż zanudzić go przez jego grzeczność i kulturę.
                                                    >

                                                    No to przyjmuj do wiadomości ze to działa inaczej.
                                                    Zakończyć rozmowę można bardzo bardzo łatwo.
                                                    Powiedzieć bateria mi pada, muszę kończyć bo i tu milion powodów. Od telefonu żony po kąpiel współlokatora jak i spanie, praca, zakupy i inne rzeczy.


                                                    musiałabym nad tym usiąść i dobrze pomyśleć, a dziś już nie mam głowy. Tak, zagadywałam i narzucałam się, poniosło mnie, bo ktoś mi zaufał i ja zaufałam komuś. Po tym, jak on zaczął mówić o ciężkich sprawach, uznałam, że i ja mam prawo. Nie usprawiedliwiam się, mówię, jak wtedy to odbierałam. Ja to oddzielam, bo oboje zmieniliśmy podejście do siebie nawzajem, to on stał się prowodyrem wszystkich rozmów, ja tylko dołączałam do rozmowy, czasem się z niej wypisywałam, gdy widziałam, że pisze, żeby odreagować. Byłam miła, ale raczej w grzeczny sposób a nie podlizujący się. I naprawdę, nie do pomyślenia było, że skoro wcale nie chciał seksu, ani na początku znajomości, ani po przerwie, to nagle jednak go zachce i to w sumie nie mając jasnych i niedwuznacznych sygnałów z mojej strony.

                                                    Wiesz miałaś prawo.
                                                    Tylko takie rozmowy bardzo zbliżają.
                                                    Pisanie o codzienności tez.
                                                    Przywiązujemy się do drugiej osoby czy tego chcemy czy nie.
                                                    Może seks wypadł w takim monecie ze miał chwile słabości albo uznał ze ok długo to trwa czas sprawdzić co z tego będzie.
                                                    Każdy romans się jakoś tam zaczyna i zmienia.
                                                    Skoro „czekałaś” na niego po każdej przerwie odpisywałaś to facet może po prostu w końcu stwierdził , ze czas się iść na przód.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 10:28
                                                    > I tu masz bardzo prosta odpowiedz czemu w to weszłaś i chciałaś.
                                                    > Twoje ego i samoocena dobrze ze do tego doszłaś.

                                                    a Ty nie lubisz czuć się doceniana? Bo ja lubię. A większość moich znajomych brała mnie i moją pomoc za pewnik, nie okazywali w ogóle, że są wdzięczni za to, że coś dla nich robię. I nie mówię tu o ciągłych podziękowaniach, ale o tym, że traktowali moją pomoc jak obowiązek, a nie coś nadprogramowego. On przynajmniej potrafił okazać jakąś wdzięczność.
                                                    >

                                                    > No byłaś choć to zrozumiałe.
                                                    > Jednak w dorosłym życiu to jest trochę bardziej skompilowane zwłaszcza mieczy m
                                                    > ężczyzna i kobieta.
                                                    > Bo zwierzać się koleżance to co nie go.
                                                    > A u facetów rzadko działa to tylko na zasadzie wysłucham pogadamy.

                                                    po raz pierwszy miałam do czynienia z tak skomplikowanym człowiekiem. Z kolegą, jak wspominałam, też rozmawiałam o trudnych sprawach, ale jakoś nie skończyło się to w łóżku.

                                                    > No to przyjmuj do wiadomości ze to działa inaczej.
                                                    > Zakończyć rozmowę można bardzo bardzo łatwo.
                                                    > Powiedzieć bateria mi pada, muszę kończyć bo i tu milion powodów. Od telefonu ż
                                                    > ony po kąpiel współlokatora jak i spanie, praca, zakupy i inne rzeczy.

                                                    okej, przyjmuję i więcej tak nie będę.

                                                    > Wiesz miałaś prawo.
                                                    > Tylko takie rozmowy bardzo zbliżają.
                                                    > Pisanie o codzienności tez.
                                                    > Przywiązujemy się do drugiej osoby czy tego chcemy czy nie.
                                                    > Może seks wypadł w takim monecie ze miał chwile słabości albo uznał ze ok długo
                                                    > to trwa czas sprawdzić co z tego będzie.

                                                    i co, miał prawo do tego, żeby sprawdzać, co z tego będzie? On miał prawo do chwili słabości i ja mam to uszanować, a ja takiego prawa nie mam?

                                                    > Każdy romans się jakoś tam zaczyna i zmienia.
                                                    > Skoro „czekałaś” na niego po każdej przerwie odpisywałaś to facet może po prost
                                                    > u w końcu stwierdził , ze czas się iść na przód.

                                                    tego chyba nie rozumiem do końca. Mówiąc przerwa, miałam na myśli ten czas, kiedy przestaliśmy ze sobą rozmawiać, a potem on wrócił z rozmowami. Czemu nie poszedł na przód, kiedy sam powiedział, że nigdy go nie interesowałam? Tylko aranzował rozmowy. wyszukiwał preteksty za każdym razem kiedy przez jakiś czas nie rozmawialiśmy? Czy trzymanie kogoś w niepewności, czy raczej na liście rezerwowych tylko po to, żeby ruszyć na przód, bo ktoś odpisuje, jest w porządku? No ale tak jak mówię, nie do końca rozumiem to ostatnie zdanie, bo już raczej przez nieodpisywanie można stwierdzić, że czas ruszyć na przód
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 12:36
                                                    Sodycze tu nie maja nic do rzeczy nie bądź dzieckiem.

                                                    Pozwoliłaś żeby obcy człowiek wchodził ci do życia prywatnego.

                                                    ROMANS TU NIE MA TU NIC DO RZECZY.
                                                    Tym bardziej jeśli to był tylko znajomy z „pracy” Nie powinnaś go poznawać z dzieckiem. Ona swoją rodzine i tym bardziej powinnaś ich trzymać oddzielnie skoro dziecko nie ma męskiego wzorca.
                                                    A dzieciak głupi nie jest i myśle ze wyczuwał że coś się między wami dzieje.
                                                    Dlatego nie przywiązał się do innych ludzi ze słodyczami ( w ogóle co to za argument)
                                                    Powiedz dziecku ze C ma swoją rodzine ze teraz jest z nimi nie ze złością a spokojnie na zasadzie informacji i nie wiesz kiedy i czy w ogóle będzie przychodził. A po siodełko jedz z dzieckiem sama.

                                                    Po prostu ci odpowiadało ze on był i nie broniłaś się przed tym ,żeby wlazł w wasze życie.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 13:07
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Sodycze tu nie maja nic do rzeczy nie bądź dzieckiem.
                                                    >
                                                    > Pozwoliłaś żeby obcy człowiek wchodził ci do życia prywatnego.
                                                    >
                                                    > ROMANS TU NIE MA TU NIC DO RZECZY.
                                                    > Tym bardziej jeśli to był tylko znajomy z „pracy” Nie powinnaś go poznawać z d
                                                    > zieckiem. Ona swoją rodzine i tym bardziej powinnaś ich trzymać oddzielnie skor
                                                    > o dziecko nie ma męskiego wzorca.
                                                    > A dzieciak głupi nie jest i myśle ze wyczuwał że coś się między wami dzieje.
                                                    > Dlatego nie przywiązał się do innych ludzi ze słodyczami ( w ogóle co to za arg
                                                    > ument)
                                                    > Powiedz dziecku ze C ma swoją rodzine ze teraz jest z nimi nie ze złością a spo
                                                    > kojnie na zasadzie informacji i nie wiesz kiedy i czy w ogóle będzie przychodzi
                                                    > ł. A po siodełko jedz z dzieckiem sama.
                                                    >
                                                    > Po prostu ci odpowiadało ze on był i nie broniłaś się przed tym ,żeby wlazł w
                                                    > wasze życie.
                                                    >

                                                    nie mam fizycznej możliwości wyganiać dziecka z domu za każdym razem, gdy przychodzi do mnie klient. Nie z każdym widuję się tylko poza domem, wiele osób przyjeżdża z listami, papierami itd do mnie do domu, często w weekendy, kiedy młody jest w domu. Czy każdemu facetowi powinnam mówić, że ma nie rozmawiać z moim dzieckiem albo kazać młodemu iść do pokoju? To jest jego dom, ma prawo w nim przebywać, a ja wyszłabym na przewrażliwioną wariatkę, gdybym każdemu zabraniała rozmów z dzieckiem.

                                                    nie wiem, czy młody wyczuł, bo nie bardzo miał kiedy to wyczuć, tak jak mówiłam, zaczął pytać o niego, jak już było po znajomości, a wcześniej 99% rozmów prywatnych odbywała się przez messengera lub smsy, nie osobiście, więc młody nie miał szans podsłuchać czegokolwiek poza załatwianiem spraw. A potem nie dopuszczałam młodego do niego, zresztą, nawet po powrocie, prywatne rozmowy również odbywały się przez messengera i smsy, a nie przy dziecku.

                                                    I tak, podobało mi się, że był. Bo zdawało się, że w końcu trafił się ktoś, kto nie szuka w znajomości ze mną jak najwięcej korzyści dla siebie, nie próbuje jak najwięcej ugrać nie dając nic wzamian. Ktoś umiał ze mną normalnie porozmawiać zamiast tylko gadać o sobie. A niestety większość moich 'znajomych' była właśnie taka. Pamiętali o mnie, kiedy coś im trzeba było. Jedną koleżankę odstawiłam przez chwilowy zryw asertywności spowodowany znajomością z C. Po prostu przestało mi pasować, że pamiętała o mnie jak potrzebowała opiekunki albo jak czuła, że przegina z nadużywaniem przysług i wtedy nagle czuła potrzebę wypicia ze mną kawy czy piwa. Wiedziała, ile mam na głowie w związku z chorobą kolegi, a potrafiła spieprzyć jedną jedyną przysługę o którą ją poprosiłam i jeszcze się fochała, że jestem na nią zła. Kiedy jej trzeba było, zawsze oczekiwała, że ja będę karnie czekać, a jak ja czasem potrzebowałam pomocy, to najczęsciej nawalała. On chociaż zainteresował się, jak się czułam po śmierci i pogrzebie kolegi, jak cos spieprzył, to przepraszał do skutku, nie oczekiwał przysług i załatwiania mu spraw za darmo (chyba finanse to jedyna kwestia w której zawsze był aż nazbyt honorowy). Naiwnie uwierzyłam w jego czyste intencje, ale chciałam w końcu mieć w życiu kogoś, kto nie próbuje mnie wykorzystać, a on zdawał się nie dążyć do tego i utrzymywać znajomość na takim etapie, na jakim ja też ją utrzymywałam.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 01:10
                                                    Wiesz takie plusy pracy w domu.
                                                    Jednak jakoś młody zbliżył się do C jakiś powód tego musiał być.
                                                    Czemu to pewnie tylko mały wie może kiedyś się dowie.
                                                    Uważam ze wyczuwał między wami wież nieważne ze było to dopiero wtedy kiedy niby się skończyło jak zaczął pytać.

                                                    Tak jak masz klienta to dziecko może iść do pokoju, czy choćby być w szkole.
                                                    Ciężko się pracuje z dzieckiem przy boku.


                                                    I tak, podobało mi się, że był. Bo zdawało się, że w końcu trafił się ktoś, kto nie szuka w znajomości ze mną jak najwięcej korzyści dla siebie, nie próbuje jak najwięcej ugrać nie dając nic wzamian. Ktoś umiał ze mną normalnie porozmawiać zamiast tylko gadać o sobie.

                                                    Wiesz najwidoczniej potrzebowałaś takiego doświadczenia w życiu.
                                                    Może to miałam być dla ciebie lekcja, żebyś w końcu przestała dawać się wykorzystywać, żebyś nauczyła się walczyć o swoje , żebyś uwierzyła w siebie.

                                                    Uwierz mi faceci nie lecą wcale tylko na te piękne i atrakcyjne.
                                                    gdyby tak było to większość kobiet byłaby sama.
                                                    A faceci lubią różne kobiety nie tylko piękności.
                                                    Poza tym kiedyś gdzie słyszałam ze facet wybiera taka z która ma szanse.
                                                    Czyli zamist iść na piękność ,która może mieć każdego i raczej wybierze najlepszego „ogiera” w stadzie dorodnego z kasa i wolnego a nie 40+ z żona i dziećmi na karku.
                                                    Taki facet wybierze mniej atrakcja z problemami, bo jest większe prawdopodobieństwo sukcesu.
                                                    I jest to udowodnione naukowo.
                                                    To jest kalkulacja. A jak to koledzy mówią ze w nocy każdy kot jest czarny wiec.
                                                    I tu bardzo złe myślisz ze żaden facet na ciebie nie poleci , bo znajdzie się ktoś kto się zainteresuje.
                                                    Wygląd to nie wszystko.
                                                    I kochanki często są mniej atrakcje od żony.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 10:47

                                                    > Tak jak masz klienta to dziecko może iść do pokoju, czy choćby być w szkole.
                                                    > Ciężko się pracuje z dzieckiem przy boku.
                                                    >
                                                    jak mam możliwość przyjmować ludzi, kiedy jest w szkole, to tak robię. Czasem odbierała go mama jego kolegi, gdy mi się sprawa przeciągała, jak już trafiała się praca w weekend, to młody zwykle siedział na tablecie i nie interesował się tym, co i z kim załatwiam. Po dosyć krótkim czasie nauczył się, żeby wtedy nie przerywać, bo w taki sposób mama zarabia kasę.

                                                    > Wiesz najwidoczniej potrzebowałaś takiego doświadczenia w życiu.
                                                    > Może to miałam być dla ciebie lekcja, żebyś w końcu przestała dawać się wykorz
                                                    > ystywać, żebyś nauczyła się walczyć o swoje , żebyś uwierzyła w siebie.

                                                    wiesz, co jest najgorsze? Przez długi czas, to był pierwszy człowiek, który nie starał się mnie wykorzystać. Przez to, że on mnie traktował (wówczas) z szacunkiem, zebrałam się w sobie, żeby pogonić jego sknerowatego kolegę, który chwalił się zniżkami u mnie czy koleżankę, która wchodziła mi na głowę i nie widziała w tym nic złego, bo wcześniej jej pozwalałam i każdy zryw asertywności z mojej strony traktowała jak atak i focha. Kiedy on zaczął ze mną rozmawiać, poczułam w końcu, że zasługuję na kogoś, kto mnie traktuje jak równego sobie, a nie darmową pomoc w załatwianiu spraw, darmową opiekunkę czy chłopca na posyłki. Nawet kolega od pościeli traktował tę znajomość jako wzbudzanie zazdrości w swojej byłej żonie i przy okazji w C., żeby pokazać mu, że ma coś, czego C. chce. A koleżanka, której zmarł mąż, bardzo szybko zapomniała, że przez pół roku byłam przy niej kiedy trzeba i przez jeden mój błąd postanowiła do spółki z moim kolegą uprzykrzyć mi życie. Oni odeszli, a on jednak został. Gdyby nie jego obecność, pewnie leczyłabym się na nerwicę.
                                                    >
                                                    > Uwierz mi faceci nie lecą wcale tylko na te piękne i atrakcyjne.
                                                    > gdyby tak było to większość kobiet byłaby sama.
                                                    > A faceci lubią różne kobiety nie tylko piękności.
                                                    > Poza tym kiedyś gdzie słyszałam ze facet wybiera taka z która ma szanse.
                                                    > Czyli zamist iść na piękność ,która może mieć każdego i raczej wybierze najleps
                                                    > zego „ogiera” w stadzie dorodnego z kasa i wolnego a nie 40+ z żona i dziećmi
                                                    > na karku.
                                                    > Taki facet wybierze mniej atrakcja z problemami, bo jest większe prawdopodobień
                                                    > stwo sukcesu.
                                                    > I jest to udowodnione naukowo.

                                                    nauka nauką, ale czy celowe wybieranie słabszego osobnika jest tak zwyczajnie ludzkie? To, że lew łapie najwolniejszą zebrę w stadzie jest zrozumiałe, bo to zwierzę. Ale dlaczego człowiek zachowuje się jak zwierzę i tak samo traktuje drugiego człowieka?
                                                    Co do atrakcyjności, od współlokatora C. wiem, że podrywała go dziewczyna, której, ze tak powiem, ja bym z łóżka nie wygoniła. A skoro wykazywała dostępność, to czemu zgodził się na mniej? Czemu znając już nieco mój charakter, zgodził się na potencjalne kłopoty z mojej strony? Nie jestem jedyną kobietą w jego otoczeniu i mógł dokonać bezpieczniejszego dla siebie i swojego małżeństwa wyboru.

                                                    > I tu bardzo złe myślisz ze żaden facet na ciebie nie poleci , bo znajdzie się k
                                                    > toś kto się zainteresuje.
                                                    > Wygląd to nie wszystko.

                                                    mi nie zależy jakoś szczególnie, żeby ktoś na mnie leciał, wiele lat byłam sama i odpowiadało mi to. Ale przez niego teraz ta samotność jest strasznie bolesna, bo ktoś zdecydował się wtargnąć w moje życie, przewrócić je do góry nogami, zostawić ten pierdolnik i zniknąć, bo tak przecież łatwiej. Moja wina, że go wpuściłam do swojego świata, ale według mnie, wchodzenie w czyjeś życie tylko po to żeby w nim namieszać i odejść, nie jest okej i nie powinno pozostać bezkarne, bo ja go nie wpuszczałam po to, żeby narobił bałaganu a po to, żebyśmy oboje mogli zaznać jakiegoś porządku i spokoju.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 17:05
                                                    nauka nauką, ale czy celowe wybieranie słabszego osobnika jest tak zwyczajnie ludzkie? To, że lew łapie najwolniejszą zebrę w stadzie jest zrozumiałe, bo to zwierzę. Ale dlaczego człowiek zachowuje się jak zwierzę i tak samo traktuje drugiego człowieka?
                                                    Co do atrakcyjności, od współlokatora C. wiem, że podrywała go dziewczyna, której, ze tak powiem, ja bym z łóżka nie wygoniła. A skoro wykazywała dostępność, to czemu zgodził się na mniej? Czemu znając już nieco mój charakter, zgodził się na potencjalne kłopoty z mojej strony? Nie jestem jedyną kobietą w jego otoczeniu i mógł dokonać bezpieczniejszego dla siebie i swojego małżeństwa wyboru.

                                                    Przeczytaj sobie post facetów tu na forum uważają ze są samcami i taka ich natura, polować na kobiety. Tak w skrócie. Cóż samczą natura.
                                                    Wiec normalnie ze zaczaił się na zraniona łanie.

                                                    mi nie zależy jakoś szczególnie, żeby ktoś na mnie leciał, wiele lat byłam sama i odpowiadało mi to. Ale przez niego teraz ta samotność jest strasznie bolesna, bo ktoś zdecydował się wtargnąć w moje życie, przewrócić je do góry nogami, zostawić ten pierdolnik i zniknąć, bo tak przecież łatwiej. Moja wina, że go wpuściłam do swojego świata, ale według mnie, wchodzenie w czyjeś życie tylko po to żeby w nim namieszać i odejść, nie jest okej i nie powinno pozostać bezkarne, bo ja go nie wpuszczałam po to, żeby narobił bałaganu a po to, żebyśmy oboje mogli zaznać jakiegoś porządku i spokoju.

                                                    Trochę się gubisz raz ,piszesz ze czułaś się samotna i chciała mieć kogoś dla siebie ,zawalczyć o to aby ktoś był Ci bliski.
                                                    A raz ze nie Ci zależało?

                                                    On żeby stworzyć spokojna relacje musiałby sam być poukładany i mieć poukładane w głowie i sercu ,a nie ma.
                                                    To ze cie zostawił pokazuje ze mu nie zależało. Był kiedy chciał.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 24.04.20, 09:52
                                                    > Trochę się gubisz raz ,piszesz ze czułaś się samotna i chciała mieć kogoś dla s
                                                    > iebie ,zawalczyć o to aby ktoś był Ci bliski.
                                                    > A raz ze nie Ci zależało?
                                                    >
                                                    > On żeby stworzyć spokojna relacje musiałby sam być poukładany i mieć poukłada
                                                    > ne w głowie i sercu ,a nie ma.
                                                    > To ze cie zostawił pokazuje ze mu nie zależało. Był kiedy chciał.
                                                    >

                                                    chodziło mi o to, że nie przeszkadzało mi, że jestem sama, dopóki on nie dał mi zaznać, jak miło jest, kiedy ktoś chce być blisko. I nie zależało mi na tym, żeby mieć faceta. On dawał poczucie, że w razie czego, będzie można się do niego zwrócić, a i ja się czułam ważna, bo to ze mną chciał się dzielić codziennością i problemami. A teraz to się skończyło i jest cholernie ciężko przyzwyczaić się ponownie do tego co było.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 17.04.20, 19:05
                                                    kolega nie próbował mnie zaciągnąć do łóżka. Co najciekawsze, przez długi czas był całkiem niezłym wsparciem. Sam namawiał, żebym zaprosiła C. na urodziny, a potem przepraszał, że C nie przyszedł, po grillu, na który zaproszenie zostało odwołane, przyjechał do mnie po 22 na motorze, żebym mogła się odstresować (a C. jeszcze wtedy napisał, że jeszcze raz przeprasza, on się napracował a współlokatorzy woleli chlać niż jeść, jakbym miała mu jeszcze współczuć po tym wszystkim), spędzaliśmy ze sobą naprawdę dużo czasu i mimo zboczonych żartów, nie było między nami żadnej chemii. Co prawda, okazało się, że na pytanie kolegi C. co jest między mną a kolegą zrobił minę sugerującą, że coś być może jest, za co dostał ode mnie ochrzan, bo nie chciałam wyjść na latawicę. A o tym, że z takim namaszczeniem prał pościel i sugerował, że coś było, dowiedziałam się już po tym, jak przestaliśmy się kumplować (okazał się ch*jem do sześcianu). Z tym kolegą też mogłam rozmawiać o wielu sprawach, tak jak i on ze mną, nie spodziewałam się 'zdrady' i to z moją 'koleżanką'.


                                                    Przeczytaj to sobie na głos i powiedz jeszcze raz czy kolega nie próbował cię zaciągnąć do łóżka.
                                                    Bo początek a koniec daje zupełne inne odczucia waszej relacji.
                                                    To ze ty nie czułaś chemii z względów wiadomych bo byłaś „zapatrzona” w C nie znaczy ze z jego strony jej nie było.
                                                    Widać jaka relacje chciał facet mieć z tobą tylko ty raczej lekko ślepawa jesteś.
                                                    Jak i z kontaktach z C.
                                                    Nie pisze tego złośliwie.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 18.04.20, 10:36
                                                    > Przeczytaj to sobie na głos i powiedz jeszcze raz czy kolega nie próbował cię z
                                                    > aciągnąć do łóżka.
                                                    > Bo początek a koniec daje zupełne inne odczucia waszej relacji.
                                                    > To ze ty nie czułaś chemii z względów wiadomych bo byłaś „zapatrzona” w C nie
                                                    > znaczy ze z jego strony jej nie było.
                                                    > Widać jaka relacje chciał facet mieć z tobą tylko ty raczej lekko ślepawa jest
                                                    > eś.
                                                    > Jak i z kontaktach z C.
                                                    > Nie pisze tego złośliwie.
                                                    >

                                                    kolega okazał się po prostu być złośliwym fiutem i lubił krecią robotę. Niby mnie tak wspierał w sytuacji z C., a jednocześnie radość mu sprawiało, że C. myślał, że coś między nami jest. Jak tak później o tym myślałam, to rozmowy z C. prawie 'umarły' własnie po tym, jak zrobił tę głupią minę do ich wspólnego kolegi, a może nawet coś powiedział koledze, a mi nie, w końcu mnie przy tym nie było. Zresztą, z siebie robił bohatera, męczennika, bo musi mieszkać z tym gościem, a cała prawda wyszła po jego wyprowadzce. Zresztą, kolega cały czas czuł coś do swojej byłej, mi opowiadał jak to laski na niego lecą, swojej byłej żonie powiedział że 'nigdy by mnie nie ruszył' (ja jego zresztą też nie), więc pewnie wiedział, że C. jednak na mnie leci i radochę mu sprawiało pokazywanie mu, że ma coś, co on chciałby mieć. Także znajomość z nim, jakkolwiek naprawdę cenna i podbudowująca w owym czasie, okazała się jednym wielkim kłamstwem. Nie przyznał mi się nawet, że poleciał na moją koleżankę, zobaczyłam ich przypadkiem razem kilka dni po tym jak miał 'oddzwonić'. No ale może faktycznie jestem ślepa a jemu szybciej niż C. znudziła się walka o moje 'serce' czy inny narząd wink
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 18.04.20, 15:30
                                                    Dlatego widzisz skoro on mógł być fałszywy to C równie dobrze tez może taki być.
                                                    O ile w danej chwili „ Także znajomość z nim, jakkolwiek naprawdę cenna i podbudowująca w owym czasie, okazała się jednym wielkim kłamstwem. ” równie dobrze romans z C może taki być ,a on sam okazać się taki sam jak kolega.
                                                    Wszak okłamuje żonę ciebie 2 inne laski jak sam się przyznał i nie wiesz ile jeszcze panienek na boku.
                                                    Przykre ale prawdziwe.
                                                  • obrotowy Wy tak długo jeszcze bedziecie ? 19.04.20, 07:12
                                                    gdyz ta telenovela zakrawa (mi) na 200 odcinkow.


                                                    nie wiedzialem, ze zycie w Londonie jest tak dlugofalowe smile
                                                  • weronz Re: Wy tak długo jeszcze bedziecie ? 19.04.20, 08:48
                                                    nie mieszkam w Londynie, a cała ta historia jest jak moda na sukces, co się dziwisz? wink
                                                  • 3-mamuska Re: Wy tak długo jeszcze bedziecie ? 19.04.20, 16:51
                                                    obrotowy napisał:

                                                    > gdyz ta telenovela zakrawa (mi) na 200 odcinkow.
                                                    >
                                                    >
                                                    > nie wiedzialem, ze zycie w Londonie jest tak dlugofalowe smile


                                                    Fajnie poczytać co?
                                                    Wiec widzisz to co po drugiej stornie lustra jest przy takim szczęśliwym nałogowym niewiernym facecie . A uparcie od lat twierdzisz ze romans to takie cud miod i orzeszki dziwne nie?
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 19.04.20, 08:46

                                                    > Wszak okłamuje żonę ciebie 2 inne laski jak sam się przyznał i nie wiesz ile je
                                                    > szcze panienek na boku.
                                                    > Przykre ale prawdziwe.

                                                    albo ja cos pomieszałam albo Ty, nie wiem, o co chodzi z tymi dwiema laskami wink
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 19.04.20, 16:57
                                                    weronz napisał(a):

                                                    >
                                                    > > Wszak okłamuje żonę ciebie 2 inne laski jak sam się przyznał i nie wiesz
                                                    > ile je
                                                    > > szcze panienek na boku.
                                                    > > Przykre ale prawdziwe.
                                                    >
                                                    > albo ja cos pomieszałam albo Ty, nie wiem, o co chodzi z tymi dwiema laskami wink
                                                    >


                                                    . Trochę zabolało i walnęłam jakimś komentarzem, chyba o tym, że przed przejściem na Ty rozmowa kleiła się znacznie bardziej, powiedział, że pije z kolegą, ja, również dla żartu napisałam 'no miło, a ze mną nie chciałeś się już więcej napić', na co on stwierdził, że się bał, że boi się kobiet, bo będąc ze swoją żoną związał się z trzema kobietami i niezbyt dobrze na tym wyszedł. cdn w komentarzu, bo faktycznie za długie wink

                                                    Albo coś złe napisałaś albo wynika a przynajmej ja to tak rozumem ze miał nie 2 a 3 kochanki. Albo prawie kochanki.
                                                    -----------------
                                                    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 09:36

                                                    > > > Wszak okłamuje żonę ciebie 2 inne laski jak sam się przyznał i nie
                                                    > wiesz
                                                    > > ile je
                                                    > > > szcze panienek na boku.
                                                    > > > Przykre ale prawdziwe.
                                                    > >
                                                    > > albo ja cos pomieszałam albo Ty, nie wiem, o co chodzi z tymi dwiema lask
                                                    > ami wink

                                                    > . Trochę zabolało i walnęłam jakimś komentarzem, chyba o tym, że przed przejści
                                                    > em na Ty rozmowa kleiła się znacznie bardziej, powiedział, że pije z kolegą, ja
                                                    > , również dla żartu napisałam 'no miło, a ze mną nie chciałeś się już więcej na
                                                    > pić', na co on stwierdził, że się bał, że boi się kobiet, bo będąc ze swoją żon
                                                    > ą związał się z trzema kobietami i niezbyt dobrze na tym wyszedł. cdn w komenta
                                                    > rzu, bo faktycznie za długie wink
                                                    >
                                                    > Albo coś złe napisałaś albo wynika a przynajmej ja to tak rozumem ze miał nie 2
                                                    > a 3 kochanki. Albo prawie kochanki.

                                                    znaczy nie wiem, kiedy ja wspomniałam o dwóch laskach, które okłamuje. Nie wiem, kiedy dokładnie ją zdradzał, wiem, że dwa razy za młodu podejmował próbę rozstania (znaczy od niego to wiem, a więc z niepewnego źródła), ale kończyło się ciążą i powrotem do zony, więc nie wiem, czy wyprowadzał się, żeby mieszkać z kimś czy sam. Nawet nie wiem, czy dwie kobiety proponowały mu seks, napisał, że rozmawia i spotyka się z kobietami, które proponowały mu seks, ja skądś wysnułam wniosek, że były dwie a nie więcej, a on ani nie potwierdził ani nie zaprzeczył. Pamiętam, że napisał, że dawał kobietom to, czego nie miały w swoich związkach a potem czuł się jak szmata (niestety, mam strasznie dobrą pamięć jeśli chodzi o rozmowy), więc kiedyś przynajmniej lepiej dobierał kochanki (facettt pisał, że najlepiej brać taką w związku) i zdziwiony był, że kobiety chcą coraz więcej. A która by nie chciała faceta, który umie rozmawiać z kobietą, a w łóżku nie patrzy kompletnie na swoje potrzeby. Przy naszym pierwszym razie powiedziałam, że pierwszy raz w życiu jestem przy kimś naga bez kompleksów, a on mnie zaczął jeszcze całować po brzuchu (który po ciąży i odchudzaniu, jak można się domyślić, wygląda mało atrakcyjnie)

                                                    od dłuższego czasu zastanawiałam się, czy on celowo nie wybrał mnie, bo wiedział, że sprawa może się wydać, żona go zostawi, a wtedy hulaj dusza, winę zwali na mnie, bo to przeze mnie żona go zostawiła, a on biedny jest sam i ktoś go musi pocieszyć. Powtarzał o tej zemście i o tym, jak to się tej zemsty boi, tyle razy jakby liczył, że w końcu Tak jak mówiłam, jeden jego kolega wie, mi próbował ściemniać, że żona C. wie, że zdradził ją ze mną (rzekomo C. jej powiedział) , ale nie wie, kto zaczął, ale on niby nic jej nie powiedział. Mi tam nie zależy na opinii jego kolegi, chociaż fajnie się z nim rozmawiało, rozumiał żarciki filologiczne i on jest moją jedyną nadzieją, żeby mnie odebrać z operacji i nawet nie chodzi o to, że latałabym i opowiadała ludziom o naszym romansie, a o to, co C. mówił mi na ich temat. Nie każdy lubi, kiedy opowiada się komuś o jego sprawach. Poza tym przy ostatnim razie, nie do końca dbał o antykoncepcję (a nie mógł stuprocentowo założyć, że ja się nadal zabezpieczam) i gdybym ja go próbowała w coś wrobić albo też o tym nie pomyślała, zakładając, że on wie co robi, to miałby większe problemy niż upierdliwa kochanka.

                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 10:43
                                                    > Powtarzał o tej zemście i o tym, jak to się tej zemsty boi, tyle r
                                                    > azy jakby liczył, że w końcu Tak jak mówiłam, jeden jego kolega wie, mi próbowa
                                                    > ł ściemniać, że żona C. wie, że zdradził ją ze mną (rzekomo C. jej powiedział)
                                                    > , ale nie wie, kto zaczął, ale on niby nic jej nie powiedział. Mi tam nie zależ
                                                    > y na opinii jego kolegi, chociaż fajnie się z nim rozmawiało, rozumiał żarciki
                                                    > filologiczne i on jest moją jedyną nadzieją, żeby mnie odebrać z operacji i naw
                                                    > et nie chodzi o to, że latałabym i opowiadała ludziom o naszym romansie, a o to
                                                    > , co C. mówił mi na ich temat. Nie każdy lubi, kiedy opowiada się komuś o jego
                                                    > sprawach. Poza tym przy ostatnim razie, nie do końca dbał o antykoncepcję (a ni
                                                    > e mógł stuprocentowo założyć, że ja się nadal zabezpieczam) i gdybym ja go prób
                                                    > owała w coś wrobić albo też o tym nie pomyślała, zakładając, że on wie co robi,
                                                    > to miałby większe problemy niż upierdliwa kochanka.
                                                    >

                                                    trochę mi zdanie uciekło. Jakby liczył, że mówiąc mi, jak strasznie tego się boi, wykorzystam to i powiem jego żonie, żeby sprawić mu ból. Zdrowo myślący człowiek raczej nie podkładałby sam sobie świni, jeżeli obawia się zemsty, to nie dawałby komuś tylu informacji i powodów do tej zemsty, przynajmniej ja tak uważam.

                                                    mówił, że jest miły dla tych, którzy są mili dla niego, a jak ktoś go zawiedzie czy oszuka, to się to na tej osobie mocno mści. Szkoda, że sam nie przestrzega tej zasady. W dodatku namawiał mnie, żebym zemściła się na koledze od pościeli, chyba nie myśląc w ogóle, że najmocniej oberwałby on, nie ja. A z drugiej strony liczył, że na koledze się zemszczę, a na nim nigdy nie będę próbować.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 15:59
                                                    Wiesz dużo opiekujesz dużo szczegółów.
                                                    I czasem ciężko wszystko zapamiętać.
                                                    Ale jak widzisz sam ci mówił ze miał inne nie dało ci to nic do myślenia?

                                                    Wybrał ciebie bo wie i czuje ze chcesz coś od niego.
                                                    Wie ze jesteś samotna stęskniona, potrzebujesz wsparcia towarzystwa.
                                                    I jesteś niekonfliktowa i nie jesteś hetera. Wiec łatwy ciebie cel. To tego wciągnął dziecko ,marszczenie się na kolędzie pominę.


                                                    Bardzo zły obraz faceta wychodzi z twoich opowiadań.

                                                    Kawał chama świni egoisty który bierze to na co ma ochotę, a potem zostawia jak mu przestaje pasować.
                                                    Nie licząc się z niczyimi uczuciami.

                                                    Sorry ale gdyby chciał
                                                    Się z tobą spotkać na grilu to kumple nie byłby go w stanie odwieźć od tej decyzji.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 16:00
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,567,169788324,169788324,Ile_czasu_moze_wytrzymac_kochanka_.html#p169789823

                                                    Poczytaj to może spojrzysz na do z większej perspektywy.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 17:19
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > forum.gazeta.pl/forum/w,567,169788324,169788324,Ile_czasu_moze_wytrzymac_kochanka_.html#p169789823
                                                    >
                                                    > Poczytaj to może spojrzysz na do z większej perspektywy.
                                                    >
                                                    >
                                                    Jak juz wspominalam, ja nie liczylam na wielka milosc, zostawianie zony i dzieci. Przeciez ja nawet nie mialam okazji przekonac sie czy wytrzymalabym z nim pod jednym dachem. Dopoki pozostawal przy przyjazni, pasowala mi przyjazn. Lecialam na niego, ale nie przeszkadzalo mi to jakos mocno, czasem po prostu zalowalam ze go nie moge przytulic i pocalowac. Kiedy on uczynil ten pierwszy krok, to bylo jak lawina, ale raczej krotkotrwala, bo wiedzialam, ze nie mam prawa wymagac jakichs powazniejszych krokow, zreszta nawet z wolnym facetem nikt by po pierwszym razie nie snul planow na przyszlosc. Ale z drugiej strony, paradoksalnie, po tym pierwszym razie mialam najwiecej nadziei. Pomyslalam, ze pekl i mial dosc tego, co dostawal od zycia do tej pory i chcial kogos, kto leci na niego a nie jego hajs. Przy kolejnych, zwlaszcza ze zostalo to omowione, chcialam tylko tego, zeby kontakt pozostal taki jaki byl, plus czasem spotkalibysmy sie w nocy, zeby sie przytulic i poczuc bliskosc. Fajnie bylo byc kims, komu ktos chce sie zwierzac, czulam sie potrzebna i doceniana, a teraz czuje sie bezwartosciowa.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.04.20, 16:53

                                                    > Sorry ale gdyby chciał
                                                    > Się z tobą spotkać na grilu to kumple nie byłby go w stanie odwieźć od tej decy
                                                    > zji.
                                                    >


                                                    Jeden z jego współlokatorow byl do moich poprzednich urodzin moim regularnym klientem. Chwalil sie C, ze ma u mnie znizki, ze zalatwiam mu sprawy za poldarmo, a C mi o tym powiedzial. Czare goryczy przelalo, gdy poszedl ze mna i C na poczte zalatwic kwitek do prawa jazdy (to co po Brexicie mialo byc potrzebne), C specjalnie przy nim zaplacil, a jego kolega zawinal sie i poszedl zanim zdazylam zareagowac. Dzien po swoich urodzinach opieprzylam goscia, wiec raczej nie bylabym zbyt mile widziana na grillu. Zreszta, jak to ze wscibskimi lokatorami, musieli widziec, ze co weekend pisze ze mna zamiast gadac z nimi. A moze zwyczajnie sprawdzal czy sie zgodze, ale od wspollokatora wiem, ze powiedzial im ze mnie zaprosil i ten porzucony przeze mnie zaczal sapac, ze albo on albo ja. Ponoc, ale to wiem od C, na wiesc o zaproszeniu powiedzial C, zeby mnie przelecial skoro mnie tak lubi, a C powiedzial mu, zeby sam mnie przelecial (niedoczekanie). Ogolnie nasza znajomosc staral sie trzymac w tajemnicy, ale jakos nie do konca mu to wychodzilo, bo wszyscy jego koledzy probowali wyciagnac ze mnie informacje.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 01:26
                                                    Wiesz wpadłaś w dziwne relacje. Kumplujesz się z ludźmi oddajesz serce jak na dłoni wszyscy są znajomi a tak to się potem kończy.

                                                    Nadzieje miałaś po seksie to zrozumiałe lubiłaś go był ci w pewien sposób bliski seks był dopełnieniem.
                                                    Wiec nie dziwie się ze tak myślałaś.

                                                    Wiesz każdy związek czy to romans czy zwykły związek nie zaczyna się od wielkich oczekiwań? Wszystko idzie jakimś tam torem.
                                                    Poznajesz kogoś podoba ci się wyczuwasz sympatie ,wzajemność, potem się staje się bliższy aż dochodzi do seksu wtedy to albo przechodzi dalej albo się rozpada.

                                                    Jednak przy gościu który ma żonę i miał już romanse to raczej rozsądek powinien dojąc do głosu. Od samego początku ze się nie przyjaźni z facetami a przynajmniej nie w ten sposób.
                                                    Wiesz sama psychiczna bliskość jest cięższa niż fizyczna .

                                                    Powiem ci tak i choć uważam ze zdrady się nie wybacza.
                                                    To gorsza dla mnie była by zdrada emocjonalna niż fizyczna ze strony męża.
                                                    Gdyby mnie zdradził fizycznie po alko gdzieś na imprezie. Zastanowiłam bym się co dalej.
                                                    Gdyby się zbliżył psychicznie do kobiety, powiernicy przyjaciółki godziny rozmów przytulanie tylko i zwierzeń nie dałabym rady z nim zostać i czuć ,ze w jego głowie jest inna kobiet ze o niej myśli.

                                                    Dlatego uważam ,ze w twoim przypadku najgorsze było właśnie to ze chciałaś się z nim przyjaźnić to bardziej zbliża niż niż szybki seks na boku.
                                                    Dlatego tak ci ciężko.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 13:23
                                                    > Dlatego uważam ,ze w twoim przypadku najgorsze było właśnie to ze chciałaś się
                                                    > z nim przyjaźnić to bardziej zbliża niż niż szybki seks na boku.
                                                    > Dlatego tak ci ciężko.
                                                    >
                                                    na początku tylko pociągał mnie fizycznie. Potem, gdy zaczął opowiadać o sobie, o tym, jak się czuł po zdradach (co zapewne było wybielaniem się, ale nie jestem w stu procentach pewna), postanowiłam, że nie będę kolejną osobą, która go zrani. Opowiadał o matce, o żonie, kolegach, nie chciałam, żeby miał wrażenie, że chcę go tylko wykorzystać i porzucić, bo w moich oczach on zasłużył na kogoś, kto będzie przy nim i nie będzie mu stawiał warunków, wykorzystywał póki się da i jak tylko się da. Bałam się go skrzywdzić, bo zdawał się już złamany, mimo że udawał, ze przyzwyczaił się już do tego. Ale z drugiej strony sama nie radziłam też sobie z tym, ze pragnę kogoś, kto należy do kogoś innego, chciałam kogoś, kogo nie mogłam mieć, ale też nie było to chcenie wystarczająco mocne, zeby jakoś bardzo o to walczyć. I też chciałam mieć coś dla siebie z tej znajomości, może to egoistyczne, a może ludzkie. Jak zaczął się dzielić codziennością, sama nie wiedziałam, o co mu może chodzić, nigdy wcześniej nie opowiadał o tym, że właśnie wziął prysznic czy że idzie do klopa do asdy, takimi rzeczami nie dzielisz się z byle kim (a przynajmniej ja nie mam tak, że piszę komuś z każdą pierdołą), wysyłał filmiki z trasy, zdjęcia, fotkę swojej nowej ciężarówki, kaczki, którą upiekł sobie i lokatorom. To było... dziwne. Raz, w porywie spontaniczności, zrobiłam fotkę kurczaka na jednorazowym grillu, który rozpaliłam z koleżanką w parku. I nie wysłałam jej, bo dla mnie to było jakieś takie głupie. Powiedziałam mu o tym później, że było mi z tym dziwnie, a on zapytał 'niby czemu?'. Uznałam, że i tak nie zrozumie, zwłaszcza, że ja nie rozumiałam, czemu on to robił.

                                                    Nie rozumiałam, czemu na powiernicę swoich sekretów i wybrał dziewczynę, którą oskarżał o spieprzenie mu życia. Ej, spieprzyłaś mi życie, a tak btw opowiem Ci o mojej matce, która zostawiła mnie samego z siostrami i poszła w tango. Czy to ma jakikolwiek sens? Od takich ludzi uciekasz a nie nagle próbujesz się zaprzyjaźnić. Potencjalny seks raczej nie jest tego wart.

                                                    I chciałam z nim czasem spędzić godzinę lub dwie na żywo, z wirtualnych znajomości się wyrasta w pewnym wieku, nawet z tymi, których masz głównie online, chcesz raz na jakiś czas zobaczyć na żywo. Chce się po prostu spędzić czas z fizycznym człowiekiem, a nie ze słowami na ekranie, żeby zobaczyć na żywo jego reakcję na to, o czym opowiada czy co słyszy.

                                                    Nie raz miałam ochotę zapytać go: chłopie, co ty ode mnie chcesz? Kiedyś nie chciałeś gadać, a teraz piszesz z każdą pierdołą. Ale wolałam nie wykonywać gwałtownych ruchów, było dobrze tak jak było. Denerwująco i frustrująco, bo pożądanie nie zniknęło, ale uznałam, że na tyle tylko mogę liczyć. Nie wiedziałam nawet, czy przestał się odzywać, dał na przeczekanie i znów zaczął gadki, czy raczej przestraszył się, że serio o nim zapomnę i dlatego zaczął ze mną gadać. O to też nie mogłam go zapytać, żeby go nie wystraszyć. Dla mnie to też nie była żadna radość, uwierz. Zależało mi na nim, na tym, jak się czuje sam ze sobą, nie chciałam, żeby z czymś się gryzł w samotności. Nie po to, żeby go w sobie rozkochać, żeby udawać lepszą żonę i żeby wybrał mnie. Pogodziłam się z tym, że ja jestem od trudnych spraw, przegadania problemu, a nie od namiętności i porywów serca. Głupia byłam, ale uznałam, że dla tego faceta warto schować swoje uczucia do kieszeni, żeby on miał kogoś, na kim może polegać.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 21.04.20, 18:02
                                                    Powiem ci ze raz piszesz ze ci nie zależało , zaraz ze bardzo i chciałaś go mieć. Choć jako przyjaciela.
                                                    Raz ze na początku chciałaś być tylko przyjaciółka , a za chwile ze pociągał cię fizycznie.
                                                    Zrozum on czuł się tez taki pokręcony jak ty.
                                                    Ma żonę dzieci nie chce z tego zrezygnować.
                                                    Kiedyś rozmawiałam z kolega ,który miał kochankę.
                                                    Pytałam czemu nie zostawi żony.
                                                    Powiedział mi wtedy ze każdy samiec musi mieć gdzie wrócić z polowania.
                                                    I nie łatwo jest przekreślić wspólne lata dzieci majtek. Ze to choćby świadomość ze gdzie stan ma dom rodzinie i zawsze wrócić.

                                                    Powiem tak jemu pewnie w pewny sposób mu na tobie zależało, nie jakoś strasznie. Chodzi o to ze jak się z kimś człowiek zbliży to ciężko jest tracić kogoś z życia.
                                                    Ja myśle ze on działa pod wpływem hm jako to nazwać motylków w brzuch, niosły go kazały mu wracać, jednak wasza relacja nie była aż tak głęboka ze u mu zależało na byciu z tobą na zostawieniu swojego dawnego i całego życia.
                                                    Wiesz są ludzie którzy są uzależnieni od takich doznań jak zaczyna wysychać to mu się nudzi i szuka dalej podniet.
                                                    To jest tak samo jak człowiek skacze ze spadochronem, ta adrenalina i te emocje. Na chwile starcza potem zaczyna znowu emocje odpaść i brakuje tego wybuchu emocji.
                                                    I możliwe ze tak jest z jego emocjami.
                                                    Potrzebuje takich pokręconych relacji bo inaczej mu w życiu nudno. Nie umie żyć normalnie.
                                                    Dlatego tak trudno zrozumieć jego postępowanie, nie działa ani uczuciowe, ani racjonalnie ,ani jak sama mówisz odpowiedzialne.
                                                    Coś jak pracoholik. Bez pracy usycha jak kwot.

                                                    I raczej niczego racjonalnego nie znajdziesz w jego zachowaniu. Ani w waszej relacji.

                                                    Podkręcony człowiek sam nie wie co od żucia chce.
                                                    Ale wodze z w dużo fachowo tak ma. Chce mieć żonę dobra matkę gospodynie ale jest wtedy dla niego tak nudna ze szuka wrażeń na zewnątrz.
                                                    Zamiast to z żona przezywać szaleństwo.
                                                    Przyjaźnić się ,wygłupiać się , razem dostać siebie niesamowicie emocje żeby nie spokojna dłuższa dostała karmę.
                                                  • obrotowy zapewne, ale tez... 23.04.20, 15:50
                                                    3-mamuska napisała:
                                                    > Podkręcony człowiek sam nie wie co od życia chce.


                                                    zapewne, ale sa tez NIEpodkręceni...

                                                    twardzi racjonalisci - ktorzy chca miec zone i rodzine, a od czasu do czasu kochanki.

                                                    zapisz sobie to gwozdziem na scianie - jesli nie potrafisz zapamietac.
                                                  • 3-mamuska Re: zapewne, ale tez... 23.04.20, 16:21
                                                    obrotowy napisał:

                                                    > 3-mamuska napisała:
                                                    > > Podkręcony człowiek sam nie wie co od życia chce.
                                                    >
                                                    >
                                                    > zapewne, ale sa tez NIEpodkręceni...
                                                    >
                                                    > twardzi racjonalisci - ktorzy chca miec zone i rodzine, a od czasu do czasu koc
                                                    > hanki.
                                                    >
                                                    > zapisz sobie to gwozdziem na scianie - jesli nie potrafisz zapamietac.


                                                    Rozkazywać możesz to swojej żonie.
                                                    Ty sobie napisz gwoździem ze jesteś du...pek.
                                                    Nie racjonaliści tylko męskie dziwki. Dupki którzy nie maja uczyć.
                                                  • weronz Re: zapewne, ale tez... 24.04.20, 10:19
                                                    obrotowy napisał:

                                                    > 3-mamuska napisała:
                                                    > > Podkręcony człowiek sam nie wie co od życia chce.
                                                    >
                                                    >
                                                    > zapewne, ale sa tez NIEpodkręceni...
                                                    >
                                                    > twardzi racjonalisci - ktorzy chca miec zone i rodzine, a od czasu do czasu koc
                                                    > hanki.
                                                    >
                                                    > zapisz sobie to gwozdziem na scianie - jesli nie potrafisz zapamietac.

                                                    wiesz, szkoda tylko, że przy takim 'racjonalizmie' ktos cierpi i zwykle są to kobiety, kochanka i/lub żona. A facet wyrusza szukać innej, nie patrząc za siebie, bo tak łatwiej, zero odpowiedzialności i konsekwencji poniesionych za bałagan wprowadzony do czyjegoś życia.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 24.04.20, 10:15
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Powiem ci ze raz piszesz ze ci nie zależało , zaraz ze bardzo i chciałaś go mie
                                                    > ć. Choć jako przyjaciela.
                                                    > Raz ze na początku chciałaś być tylko przyjaciółka , a za chwile ze pociągał ci
                                                    > ę fizycznie.
                                                    > Zrozum on czuł się tez taki pokręcony jak ty.
                                                    > Ma żonę dzieci nie chce z tego zrezygnować.

                                                    uwierz, że mi samej ciężko było poukładać to wszystko. Najpierw złapałam się na tym, że zaczynam tak jakby tęsknić, gdy długo się z niczym nie odzywał, potem zorientowałam się, że podoba mi się fizycznie, a później zaczęła się namiastka przyjaźni i chciałam po prostu wszystkiego na raz, ale nie wiedziałam, na ile mogę liczyć, a on też wysyłał sprzeczne sygnały. Raz chciał przyjeżdżać w nocy, potem się z tego wycofywał, potem milczał jak grób przez długi czas, a potem nagle opowiadał o mękach ze współlokatorem, prysznicach, długach, problemach z dziećmi i z żoną, ale nie było wiadomo, czego chce, więc i ja nie wiedziałam, na co mogę liczyć, mieszało mi to w głowie i w sercu. Nie stawiałabym mu ultimatum, że ma wybierać, gdyby kiedyś wybrał, to miała być jego decyzja, nie podkopywałam jego małżeństwa, jak wspominał coś o swojej żonie, to zwykle urywałam rozmowę, tylko raz czy dwa poniosły mnie emocje i porozmawialiśmy o tym. Po pierwszym razie pojechałam do Polski na urlop i wyobrażałam sobie jak siedzi z nami, już siwy, bo tyle czasu zajęła mu decyzja, a z drugiej mózg mówił, że to się raczej nie stanie. Nie chciałam, żeby rzucał rodzinę, ale nie chciałam też, żeby rzucał mnie, po tym, jak dał mi zaznać ze sobą bliskości (i nie mówię tu nawet o seksie, a o tych nocnych rozmowach na messengerze i zwierzaniu się, że martwi się operacją swojego kolana, bo nie będzie miał kasy na spłacanie długów), zależało mi na tym, żeby wiedzieć co u niego, żeby on wiedział, co u mnie i żebyśmy raz na jakiś czas spotkali się w łóżku.

                                                    > Powiem tak jemu pewnie w pewny sposób mu na tobie zależało, nie jakoś straszn
                                                    > ie. Chodzi o to ze jak się z kimś człowiek zbliży to ciężko jest tracić kogoś
                                                    > z życia.
                                                    > Ja myśle ze on działa pod wpływem hm jako to nazwać motylków w brzuch, niosły
                                                    > go kazały mu wracać, jednak wasza relacja nie była aż tak głęboka ze u mu zależ
                                                    > ało na byciu z tobą na zostawieniu swojego dawnego i całego życia.
                                                    > Wiesz są ludzie którzy są uzależnieni od takich doznań jak zaczyna wysychać to
                                                    > mu się nudzi i szuka dalej podniet.
                                                    > To jest tak samo jak człowiek skacze ze spadochronem, ta adrenalina i te emocj
                                                    > e. Na chwile starcza potem zaczyna znowu emocje odpaść i brakuje tego wybuchu e
                                                    > mocji.
                                                    > I możliwe ze tak jest z jego emocjami.
                                                    > Potrzebuje takich pokręconych relacji bo inaczej mu w życiu nudno. Nie umie żyć
                                                    > normalnie.
                                                    > Dlatego tak trudno zrozumieć jego postępowanie, nie działa ani uczuciowe, ani r
                                                    > acjonalnie ,ani jak sama mówisz odpowiedzialne.
                                                    > Coś jak pracoholik. Bez pracy usycha jak kwot.
                                                    >
                                                    > I raczej niczego racjonalnego nie znajdziesz w jego zachowaniu. Ani w waszej re
                                                    > lacji.
                                                    >
                                                    wiesz, byłam na takim etapie, że gdyby pogodził się z żoną, cieszyłabym się razem z nim, bo ktoś by go w końcu docenił. Czasem miałam wrażenie, że odzywa się tylko po to, żeby sobie podnieść samoocenę, a nie po to, że chce ze mną rozmawiać, ale pozwalałam mu na to, bo chciałam, żeby w siebie uwierzył i zobaczył siebie moimi oczami. Ale też bałam się, że jak już samoocena mu się unormuje, to przestanie mnie potrzebować.


                                                    Teraz już nawet nie wiem, czy lepiej wmówić sobie, że cały ten czas tylko dążył do łóżka, czy że jednak mu zależało, ale po prostu nie aż tak.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 26.04.20, 00:19
                                                    Wiesz teraz nic nie musisz sobie wmawiać.
                                                    Musisz przejść żałobę po pewnego rodzaju związku.
                                                    Niestety romanse takie są.
                                                    Nie chcesz nikomu rozwalać domu, z drugiej strony samej nie chcesz by porzucona. Z jednej storny wiesz ze nic więcej nie możesz mieć a z drugiej chcesz choć trochę normalności i związku.

                                                    Jedynie co musisz zrozumieć ze facet nigdy żonie wierny nie był, w jego życiu kobiety się pojawiały i znikały.
                                                    Gdy jest etap rozwoju znajomosci to i jemu PENWIE i zależy może tez lubi gonicz króliczka. Lubi etap poznawana zdobywania. Tych emocji mu brakuje lubi je. Ciężko wiedzieć co dzieje się w jego głowie.

                                                    Moja siostra mi kiedyś powiedziała ,ze ludzie coś obiecują coś ,mówią ze coś zrobią ,bo wierzą w to ze tak się stanie, ze zrobią to co mówią. Jednak nie są zbyt silni do tego, aby dotrzymać słowa.
                                                    Stad później miotają się. Złe się z tym czuja ,próbują zwalić winę na kogoś lub coś ,żeby sobie udowodnić ze jednak nie są takich beznadziejni. A ich śliwa są goowno warte.
                                                    On pewnie się złe z tym czuje ze okłamuje żona ( mam taka nadzieje)
                                                    Zwłaszcza po jej słowach ze on che sobie życie z kimś ułożyć.( w skrócie pisze o tej jego kłótni z żona)
                                                    Dlatego zrzuca winę an ciebie ze to ty jesteś winna.

                                                    Tak jak pisałam dałaś mu zielone światło ,podobał ci się i dlatego weszłaś w ten romans i poniekąd jesteś sama sobie winna tego jak się teraz czujesz bo wiedziałaś o żonie od początku. Wiedziałaś ze niw możesz na nic liczyć a do tego mówisz ze nie chciałaś krzywdzić jego rodziny.

                                                    Jednak on nie jest bez winy bo to on przysięgał miłość wierność i uczciwość małżeńska wiec.

                                                    Teraz musisz się pozbierać pisz analizuj ale nie rozpamiętuj cudnych chwil, bo będzie bardziej bolało a one już pewnie nie wrócą.
                                                    Teraz tylko on ciebie zależy czy dasz mu wrócić przemysł sobie czy warto pozwolić na powrót na chwile o ile on nastąpi a potem znowu przechodzić to co teraz.

                                                    Myśle ze całkiem się z niego wyleczysz jak poznasz kogoś i ułożysz sobie życie.
                                                    Wtedy będzie tylko wspomnieniem i swego rodzaju doświadczeniem życiowym.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 27.04.20, 10:53
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Wiesz teraz nic nie musisz sobie wmawiać.
                                                    > Musisz przejść żałobę po pewnego rodzaju związku.
                                                    > Niestety romanse takie są.
                                                    > Nie chcesz nikomu rozwalać domu, z drugiej strony samej nie chcesz by porzucon
                                                    > a. Z jednej storny wiesz ze nic więcej nie możesz mieć a z drugiej chcesz choć
                                                    > trochę normalności i związku.

                                                    z tym wmawianiem sobie chodzi mi o to, że gdybym mogła pomyśleć, że może jednak mu zależało, nie czułabym się jak kompletnie bezwartościowa kupa gówna i kawałek mięsa, który przestał spełniać swoją funkcję i można się go pozbyć. Co innego być wykorzystywanym przez 'przyjaciółkę', która była taka od początku, więc można się było przyzwyczaić a co innego przez kogoś, kto zdawał się mnie doceniać i potrzebować, a na koniec pokazać, że to była jedna wielka ściema.

                                                    >
                                                    > Jedynie co musisz zrozumieć ze facet nigdy żonie wierny nie był, w jego życiu
                                                    > kobiety się pojawiały i znikały.
                                                    > Gdy jest etap rozwoju znajomosci to i jemu PENWIE i zależy może tez lubi gonicz
                                                    > króliczka. Lubi etap poznawana zdobywania. Tych emocji mu brakuje lubi je. Ci
                                                    > ężko wiedzieć co dzieje się w jego głowie.

                                                    no właśnie. Przebrnęłam już przez tyle myśli, że się pogubiłam. Jemu też na pewno ciężko byłoby zrezygnować z rodziny, mimo że większość życia byli na odległość, to jednak byli. Nie mówię nawet że dla mnie miałby zrezygnować, tylko ogólnie. Nie raz kwękał jak to już go nic w życiu dobrego nie spotka, wie, ze zostanie sam, ale takie jest życie itepede. Zastanawiałam się, czy nie szuka, a jak znajdzie i już ma jakiś zryw odwagi, to jest to bardzo krótkotrwałe i uważa, ze lepsza kijowa rodzina niż jedynie potencjalnie udany związek i zaczyna się odsuwać. Albo uważa, że nie zasługuje na szczęście. Kiedyśtam, właśnie jak opowiadał, jak to się boi operacji kolana, bo nie będzie mógł pracować, a musi spłacać długi (na kilka miesięcy przed seksem była ta rozmowa i nic go nie zapowiadało), a ludzie poczekają tydzień lub dwa, ale nie dłużej, powiedziałam, że ja mam kasę na czarną godzinę, z której nie korzystam, więc jakby coś, to mogę pomóc, po czym zmieniłam temat, żeby w razie czego mógł udać, że tego nie widział, chyba spytałam, czy chodzi o rehabilitację, on napisał 'tak', a że nie bardzo było jak ciągnąć temat, nie odpisałam. On kilka minut później zapytał, czy jeździłam już motorem (mój kolega od pościeli kupił motor i obiecał przejażdżkę, kilka dni przed tą rozmową zrobiłam sobie fotkę na motorze w nowej kurtce), powiedziałam, że nie. On powiedział, że słyszał, że mam fotki na motorze na fb. Zapytałam, od kogo słyszał, a on dowalił, że jego żona śledzi mojego fejsa. Poczułam się, jakby potraktował mnie karcherem, nie odpisałam nic. On wysłał kilka sucharów, zapytał, czy się gniewam, nic nie odpisałam. Na drugi dzień przyjechał rano załatwić coś (jeszcze rano się upewniał czy na pewno może tak jak się umawialiśmy, jakbym była ufochaną panienką), jak załatwiliśmy papiery, próbował o czymś ze mną gadać, wzruszyłam ramionami, a on zapytał, czy coś się stało. Nie wytrzymałam i zapytałam, czy robi mu to jakąś różnicę. Powiedział 'na razie' i poszedł. Ledwo wszedł do domu, napisał, zebym powiedziała o co chodzi, bo nie lubi jak się na niego gniewam, kilka godzin później znów napisał, powiedział, że jego żona sprawdza, od kiedy przeczytała maila ode mnie i nie miałby po co pokazywać się w domu, gdyby wiedziała, że nadal mu pomagam. Wieczorem napisał z czymś, na co ciężko było nie odpisać i jakoś wróciło to do normy.
                                                    Normalnie człowiek raczej by podziękował, powiedział, że sobie poradzi, albo wykorzystał fakt, że zmieniłam temat i nie odpisałby nic. Rozumiem, że mógł poczuć się niemęsko, że baba mu proponuje pomoc, ale wyskoczenie z czymś takim zabolało.

                                                    >
                                                    > Moja siostra mi kiedyś powiedziała ,ze ludzie coś obiecują coś ,mówią ze coś zr
                                                    > obią ,bo wierzą w to ze tak się stanie, ze zrobią to co mówią. Jednak nie są z
                                                    > byt silni do tego, aby dotrzymać słowa.
                                                    > Stad później miotają się. Złe się z tym czuja ,próbują zwalić winę na kogoś lub
                                                    > coś ,żeby sobie udowodnić ze jednak nie są takich beznadziejni. A ich śliwa są
                                                    > goowno warte.
                                                    > On pewnie się złe z tym czuje ze okłamuje żona ( mam taka nadzieje)
                                                    > Zwłaszcza po jej słowach ze on che sobie życie z kimś ułożyć.( w skrócie pisze
                                                    > o tej jego kłótni z żona)
                                                    > Dlatego zrzuca winę an ciebie ze to ty jesteś winna.

                                                    żona nie wie, co tu się dzieje, więc pewnie z góry zakłada, że to dla kogoś. Zresztą zwykle rozwody są dla kogoś, a nie dla samego siebie. Brzmi mi to też trochę jak szantaż, chociaż ona jest całkiem niezła i mogłaby naprawdę ułożyć sobie życie z kimś, kto by ją szczerze pokochał, a nie był z nią bo tak wypada/ bo pomogła jak był w dołku (tak się poznali, ona się zjawiła jak miał najgorszy okres jego życia), chociaż charakter, z tego co słyszałam od współlokatora, ma trudny, ale ktoś by go pewnie jednak zaakceptował. C. jeśli chodzi o kasę, był zawsze mega honorowy, więc z żadnymi długami by jej nie zostawił.

                                                    z jednej strony rozumiem chęć zrzucania winy na kogoś innego, bo tak jest łatwiej i lżej na duszy, choćby myśląc: wziąłem bo dała. Ale kompletnie tego nie akceptuję. Wiadomo, że trudniej przyznać przed samym sobą, że się cos schrzaniło, a jeszcze trudniej przyznać się komuś i przeprosić, ale tak powinno być, inaczej jest to bardzo egoistyczne.
                                                    >
                                                    > Tak jak pisałam dałaś mu zielone światło ,podobał ci się i dlatego weszłaś w t
                                                    > en romans i poniekąd jesteś sama sobie winna tego jak się teraz czujesz bo wied
                                                    > ziałaś o żonie od początku. Wiedziałaś ze niw możesz na nic liczyć a do tego m
                                                    > ówisz ze nie chciałaś krzywdzić jego rodziny.

                                                    tak jak mówię, romans był naprawdę niespodziewany. Nie było tak, że były coraz głębsze rozmowy, właśnie od kilku miesięcy już się znajomość dosyć mocno sypała. Nawet nie znając przyszłych wydarzeń, a wiedząc, że nabierze odwagi i zechce spędzić ze mną noc, pewnie nie zaryzykowałabym wtedy. Ale ja cały czas byłam karmiona poczuciem, że to tylko przyjaźń.

                                                    > Teraz musisz się pozbierać pisz analizuj ale nie rozpamiętuj cudnych chwil, bo
                                                    > będzie bardziej bolało a one już pewnie nie wrócą.
                                                    > Teraz tylko on ciebie zależy czy dasz mu wrócić przemysł sobie czy warto pozwol
                                                    > ić na powrót na chwile o ile on nastąpi a potem znowu przechodzić to co teraz.

                                                    nie wiem, czy wróci, myślę, że na wieść o operacji znów będzie chciał zgrywać bohatera i nie patrząc na to, czego mi nagadał, powie, że przecież on mówił, że mnie odbierze i mi pomoże. Może się bać przeciągać strunę z brakiem kontaktu, przecież nie powie żonie prawdy, a gdyby próbował, ona może chcieć napisać do mnie i zweryfikować to, a on nie będzie miał władzy nad tym, co ja bym jej powiedziała. Gdyby przed nią próbował robić ze mnie wariatkę, podejrzewam, że też będzie chciała to zweryfikować. A może woli żyć w mydlanej bańce jak większość żon lub boi się utraty przypływu gotówki. A jeśli serio uważa mnie za nieobliczalną, musi się pogodzić z tym, że nie ma kontroli nad tym co i komu powiem, mówię to z jego perspektywy. Skoro serio uważa, że byłabym do tego zdolna i pozwala sobie na takie zachowanie, to musi się choćby domyślać, że może to nie pozostać bez echa. A żona być może wybaczyłaby mu seks (choć nie był to jednorazowy numerek), ale pewnie ciężko by jej było z faktem że nie ona (lub nie tylko ona) słuchała o jego obawach i problemach. Tak jak mówiłaś, gorsza zdrada emocjonalna niż fizyczna. Mnie też bardziej boli nie to, że potencjalnie znalazł sobie kogoś innego, ale to, że te kilka miesięcy było dla niego nic niewarte.

                                                    cudnych chwil staram się nie rozpamiętywać z prostego względu: wszystkie zdawały się prowadzić do tego, żeby mnie wykorzystać i olać, więc wcale takie cudne nie były.

                                                    Na razie liczę, że się odezwie, a ja może będę w stanie go opieprzyć, potraktować obojętnie albo zignorować.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 27.04.20, 17:37
                                                    Eh znowu to robisz znowu rozpamiętujesz co wysłał co powiedział co zrobił. Wysłał suchary.

                                                    Żona to jego problem.
                                                    Naprawdę zajmij się sobą nawet jeśli ci pomoże po operacji ,uznaj to jako pomoc kolegi bez romantycznych domysłów ze jemu zależy.

                                                    Powiem tak jesteś dorosła wplątałaś się w romans cóż życie bywa.
                                                    Teraz najważniejsze jest to czy ty chcesz tak żyć i dalej to ciągnąć męczyć się kolejny raz i pozwolić mu wrócić i znowu cię zostawić i dać się traktować jak kawał miecha i może od czasu do czasu kogoś do po narzekania. Może chcesz sobie wmówić ze mu zależało żeby się złe nie czuć, tylko przez to pozwolisz mu wrócić i kolejny raz cię potraktuje jak kawał miecha.

                                                    Powiem ci tak facet nie nadaje się do związku tyle. Jakiegokolwiek czy małżeństwa czy romansu.
                                                    Żona podejrzewa ,ale nie ma twardych dowodów ,a z przeczucia nie chce rozwiązać siebie życia.
                                                    Nikt jej w prost nie powie ,bo nikt się wtrącać nie chce.

                                                    Ale myśle ze musisz po prostu przeżyć,
                                                    odejścia powroty nerwy stres chwile uniesień ,aż ci się skończy limit czekania i cierpliwość do niego i będziesz w stanie odejść.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 02.05.20, 12:27
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Eh znowu to robisz znowu rozpamiętujesz co wysłał co powiedział co zrobił. Wys
                                                    > łał suchary.

                                                    napisałam o tym dlatego, że widać po nim, że w życiu uczuciowym preferuje sado-maso. Jak jest zbyt miło, trzeba to spieprzyć. Też kiedyś taka byłam, nie mówię, że jest to mądre, ale wiem, że się zdarza.

                                                    > Naprawdę zajmij się sobą nawet jeśli ci pomoże po operacji ,uznaj to jako pomoc
                                                    > kolegi bez romantycznych domysłów ze jemu zależy.

                                                    szczerze mówiąc, wątpię, że skorzystam z jego pomocy, o ile ją oczywiście zaproponuje. Zrobi to wyłącznie z egoistycznych pobudek: żeby poczuć się lepiej ze sobą, bo komuś pomógł, a jeszcze lepiej poczuje się, bo pomaga komuś, kto mu tak życie zmarnował i spieprzył, a on mimo to chce pomagać. Gdyby szczerze chciał pomóc, nie musiałabym czekać na kontakt z jego strony aż do momentu, w którym poprosiłam o pomoc jego współlokatora. Nie chcę być pożywką dla jego ego i samooceny po raz kolejny. Poza tym, nie chcę się przejechać na jego chęciach po raz kolejny i chyba w taki właśnie sposób mu odmówię, mówiąc, że nie mogę liczyć na kogoś, kogo chęć pomocy zależy od humoru i procentów i jest bardzo zmienna i niech pomaga ludziom, którym pomaga z chęci a nie jakiegoś posranego poczucia obowiązku. Że już nie wspomnę, że podejrzewam, że ta jego pomoc jest jego sposobem na wykorzystanie jej w potencjalnych późniejszych kłótniach i pretensjach, moja matka tak uwielbia, zrobi coś, o co nikt nie prosił, a potem przy każdej możliwej okazji wypomina, że ona była taka dobra, a ten ktoś jest taki niewdzięczny. Trochę pokrętna logika, ale na pewno rozumiesz, o co chodzi. On mi pomoże, a jak dojdzie do jakiejś poważniejszej rozmowy, to on będzie jęczał, że tak bardzo mi pomógł, a ja jestem dla niego niedobra. Chyba spasuję, zwłaszcza, że na jeden mój błąd, on popełniał dziesięć, ale moje on ma prawo mi wypominać, a ja jemu jego już nie.
                                                    >
                                                    > Powiem tak jesteś dorosła wplątałaś się w romans cóż życie bywa.
                                                    > Teraz najważniejsze jest to czy ty chcesz tak żyć i dalej to ciągnąć męczyć się
                                                    > kolejny raz i pozwolić mu wrócić i znowu cię zostawić i dać się traktować jak
                                                    > kawał miecha i może od czasu do czasu kogoś do po narzekania. Może chcesz sobi
                                                    > e wmówić ze mu zależało żeby się złe nie czuć, tylko przez to pozwolisz mu wróc
                                                    > ić i kolejny raz cię potraktuje jak kawał miecha.

                                                    nie chcę się źle czuć, bo mam już tego dość. Zdarzało mi się mieć kolegów (ze dwóch lub trzech, żeby nie było) wyłącznie do łóżka i nie czułam się źle wiedząc, że to tylko seks, z każdej ze stron. Nawet jak któregoś lubiłam, to było to na rozsądnym poziomie. C. doprowadził do tego, że mu zaufałam, liczyłam na jego przyjaźń, na niego, czułam się komuś potrzebna, wszedł do mojego życia (i tak, wiem, że to ja mu pozwoliłam, ale on udawał naprawdę umiejętnie, że chce w nim być) i nic nie wskazywało, że to wejście ma być tylko na chwilę. To nie miała być 'przyjaźń z benefitami'. Dlatego ciężko jest myśleć, że wszystko przed seksem było tylko po to, żeby był ten seks a nie dlatego, że mu zależało na przyjaźni.
                                                    >
                                                    > Powiem ci tak facet nie nadaje się do związku tyle. Jakiegokolwiek czy małżeńst
                                                    > wa czy romansu.
                                                    > Żona podejrzewa ,ale nie ma twardych dowodów ,a z przeczucia nie chce rozwiązać
                                                    > siebie życia.
                                                    > Nikt jej w prost nie powie ,bo nikt się wtrącać nie chce.

                                                    współlokator mówił, że poprosiła go o dodanie do znajomych na fb, żeby jej donosił, ale wiadomo 'ziomki przed suczkami', nawet C. nie wie, że on wie. Trudno o dowody jak ona jest tam a on tu, a wiadomości ode mnie, które rzekomo czytała, nie wskazywały na żaden romans ani nic takiego, jedynie na to, że kontakt nadal jest, ale może ściemnił, że to ja nadal co jakiś czas się odzywam.

                                                    >
                                                    > Ale myśle ze musisz po prostu przeżyć,
                                                    > odejścia powroty nerwy stres chwile uniesień ,aż ci się skończy limit czekania
                                                    > i cierpliwość do niego i będziesz w stanie odejść.

                                                    ja chcę tylko trochę normalności i chcę, zeby on o tym wiedział. Nie zmuszę go, zeby był w moim życiu i żeby chciał w nim być, ale jeśli chce, to na pewnych warunkach. Nie może wiecznie wracać po to, żeby najpierw było miło a potem sprawiać mi ból i jeszcze uważać, ze to moja wina. Niech liczy się z 'wzajemnością' i w pozytywnym i w negatywnym tego słowa znaczeniu i tyle. Chyba już biedaczek wystarczająco swojego cennego czasu zmarnował na mnie (bo o moim już nie wspomnę, zwłaszcza, że to rzekomo moja wina), gdzieżbym śmiała żądać więcej.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 02.05.20, 17:26
                                                    On potrzebuje silnych emocji dlatego tak żyje jak życie czy będziesz ty czy nie on sobie znajdzie i tak następne osoby które będą grały w jego gry i dadzą mu te emocje którzy potrzebuje.


                                                    Nawet jak któregoś lubiłam, to było to na rozsądnym poziomie. C. doprowadził do tego, że mu zaufałam, liczyłam na jego przyjaźń, na niego, czułam się komuś potrzebna, wszedł do mojego życia (i tak, wiem, że to ja mu pozwoliłam, ale on udawał naprawdę umiejętnie, że chce w nim być) i nic nie wskazywało, że to wejście ma być tylko na chwilę. To nie miała być 'przyjaźń z benefitami'. Dlatego ciężko jest myśleć, że wszystko przed seksem było tylko po to, żeby był ten seks a nie dlatego, że mu zależało na przyjaźni.

                                                    Wiesz to nie tak ze on do końca wszystko robił żeby zliczyć . On PENWIE potrzebował ciebie dla swojego ego jak sama mówisz ze lubi karmić swoje ego i być taki super.

                                                    Ale tu powielasz schemat jaki miałaś w domu od matki. Dlatego dałaś się wciągnąć. Byłaś podatna.
                                                    Ale widzisz gdybys dopuściła zdrowy rozsądek to byś wiedziała ze po pierwsze nie ma przyjaźni mięsko damskich z mężczyznami, którzy maja żony , a po drugie z facetem który ma przebyte romanse i jeszcze się tym chwali.
                                                    Po prostu bierze to co chce i co potrzebuje nie licząc się z innymi.
                                                    Samo to ze wiele lat życie bez rodziny ma dzieci żonę kiedy mu pasuje, kiedy chce pojeździe ma rodzinny czas a jak mu nie pasuje zostaje tu i żyje życiem kawalera. Pokazuje to wyrazie w kontaktach z twoim synem. Nie licząc się z uczuciami innych.
                                                    Dlatego to ty musisz stawić warunki, ale myśle ze teraz najlepiej dla ciebie nie wracać do jakiegokolwiek kontaktu. Bo znowu powoli cię urobi. Znowu niepostrzeżenie wkradnie się w życie i uczucia. Bo nie wyleczyłam się z niego.
                                                    Wiec skoro chcesz żyć spokojnie nie wracaj do znajomosci z nim, bo on działa na schemacie i będzie cię dalej wciągał w swoja grę.
                                                    Nie to ty zmarnowałaś czas dobrze by było żeby do ciebie dotarło ze ty masz myśleć o sobie a nie co on myśli robi i dlaczego kiedy go zaboli kiedy nie.
                                                    Skup się na własnych emocjach i pragnieniach tych właściwych.

                                                    On od żony nie odjeździe nie będziesz dla niego katalizatorem żeby coś zmienił w swoim życiu. Cokolwiek nie zrobisz.
                                                    Bo on musiałby dostrzec swoją winę musiałby przemyśleć sprawę ,przyznać się do błędu i być na tyle silny jak i chcieć coś w swoim życiu zmienić.
                                                    A facet z tak mocno rozbudowanym ego nie przejdzie pierwszego etapu przyznania się do błędów. Zrozumiana sowich błędów a przede wszystkich nie rozumie czego naprawdę chce.
                                                    Wydaje mu się ze żyje cudownie żona kochanki itp. A tak naprawdę ma poprawne życie i wcale mu to szczęścia nie daje.
                                                    Jak panom z forum tez.
                                                  • obrotowy mam male pytanie: 02.05.20, 17:36
                                                    3-mamuska napisała:
                                                    > Ale widzisz gdybys dopuściła zdrowy rozsądek to byś wiedziała ze po pierwsze ni
                                                    > e ma przyjaźni mięsko-damskich z mężczyznami, którzy maja żony ,


                                                    a z tymi , ktorzy zon nie maja - to sa przyjaznie ?

                                                    do 30-tki bylem sam i jakos tego nie zauwazylem.

                                                    kazda chciala, albo wszystko, albo nic...
                                                  • weronz Re: mam male pytanie: 04.05.20, 20:51
                                                    obrotowy napisał:

                                                    > 3-mamuska napisała:
                                                    > > Ale widzisz gdybys dopuściła zdrowy rozsądek to byś wiedziała ze po pierw
                                                    > sze ni
                                                    > > e ma przyjaźni mięsko-damskich z mężczyznami, którzy maja żony ,
                                                    >
                                                    >
                                                    > a z tymi , ktorzy zon nie maja - to sa przyjaznie ?
                                                    >
                                                    > do 30-tki bylem sam i jakos tego nie zauwazylem.
                                                    >
                                                    > kazda chciala, albo wszystko, albo nic...

                                                    bo pewnie obracałeś się wśród kobiet które Cię pociągały/Ty pociągałeś je. Wtedy (jak widać w mojej historii) ciężko o przyjaźń, bo któraś ze stron musi udawać, ze to tylko przyjaźń albo zadowalać sie czymkolwiek.

                                                    Kolega wspomniany w kilku(nastu) komentarzach był dla mnie wyłącznie kolegą, dogadywalismy się świetnie, mogliśmy spedzić ze sobą cały dzień czy gadać 5 godzin przez telefon i bylo świetnie. Co prawda, po czasie wyszło, ze udawał, że ze mną spał, co by wyjść na casanovę, ale podczas trwania naszej znajomości, żadne z nas nie chciało nic od drugiego, w kontekście seksualnym.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 04.05.20, 20:10
                                                    > Wiesz to nie tak ze on do końca wszystko robił żeby zliczyć . On PENWIE potrzeb
                                                    > ował ciebie dla swojego ego jak sama mówisz ze lubi karmić swoje ego i być taki
                                                    > super.

                                                    o jego ego mówiłam w kontekście pomocy. Nie jestem naiwniaczka i wiem, że nie tylko ze mną rozmawiał (jako osobą płci przeciwnej), więc 'fanek' miał mnóstwo, jedna w tą czy w tamtą różnicy by mu raczej nie robiła. Poza tym, po powrocie kontaktu, starałam się utrzymywać normalne relacje, czasem powiedziałam coś miłego, ale w granicach rozsądku (jak np jęczał, że sobie nie poradzi na angielskim, to go dopingowałam i mówiłam, ze jest zdolny), nie wisiałam nad nim i to on musiał zabiegać o podtrzymanie kontaktu. Ktoś, kto choćby nawet i udaje obojętność, nie jest najlepszym karmicielem ego, nie?

                                                    >
                                                    > Ale tu powielasz schemat jaki miałaś w domu od matki. Dlatego dałaś się wciągną
                                                    > ć. Byłaś podatna.

                                                    o mojej matce też mówiłam w kontekście niechcianej pomocy. Lubi się wtrącać nieproszona a potem jęczy, że jej ktoś nie docenia lub nie chce pomocy. A jeśli już ktoś zgodzi się na tę pomoc, choćby dla swiętego spokoju, to albo trzeba po stokroć dziękować albo uważać, bo przy najbliższej kłótni zostanie ona wypomniana.

                                                    > Ale widzisz gdybys dopuściła zdrowy rozsądek to byś wiedziała ze po pierwsze ni
                                                    > e ma przyjaźni mięsko damskich z mężczyznami, którzy maja żony , a po drugie z
                                                    > facetem który ma przebyte romanse i jeszcze się tym chwali.
                                                    > Po prostu bierze to co chce i co potrzebuje nie licząc się z innymi.
                                                    > Samo to ze wiele lat życie bez rodziny ma dzieci żonę kiedy mu pasuje, kiedy c
                                                    > hce pojeździe ma rodzinny czas a jak mu nie pasuje zostaje tu i żyje życiem kaw
                                                    > alera. Pokazuje to wyrazie w kontaktach z twoim synem. Nie licząc się z uczucia
                                                    > mi innych.
                                                    > Dlatego to ty musisz stawić warunki, ale myśle ze teraz najlepiej dla ciebie n
                                                    > ie wracać do jakiegokolwiek kontaktu. Bo znowu powoli cię urobi. Znowu niepost
                                                    > rzeżenie wkradnie się w życie i uczucia. Bo nie wyleczyłam się z niego.
                                                    > Wiec skoro chcesz żyć spokojnie nie wracaj do znajomosci z nim, bo on działa n
                                                    > a schemacie i będzie cię dalej wciągał w swoja grę.
                                                    > Nie to ty zmarnowałaś czas dobrze by było żeby do ciebie dotarło ze ty masz myś
                                                    > leć o sobie a nie co on myśli robi i dlaczego kiedy go zaboli kiedy nie.
                                                    > Skup się na własnych emocjach i pragnieniach tych właściwych.

                                                    o tym marnowaniu jego czasu mówiłam z przekąsem, chociaż nie da sie ukryć, że też zmarnował swój czas na coś, co mu żadnej wielkiej radości chyba nie dało, skoro tak łatwo zrezygnował zamiast chociaż spróbować powalczyć.

                                                    > On od żony nie odjeździe nie będziesz dla niego katalizatorem żeby coś zmienił
                                                    > w swoim życiu. Cokolwiek nie zrobisz.

                                                    jak już mówiłam, ja nie chciałam być żadnym katalizatorem, byłam wsparciem, ale nie udawałam lepszej niż jestem, żeby dla mnie rzucał swoje życia. Gdyby postanowił je zmienić, byłabym dla niego wsparciem, ale nigdy nie oczekiwałam, że się dla mnie rozwiedzie.

                                                    > Bo on musiałby dostrzec swoją winę musiałby przemyśleć sprawę ,przyznać się do
                                                    > błędu i być na tyle silny jak i chcieć coś w swoim życiu zmienić.
                                                    > A facet z tak mocno rozbudowanym ego nie przejdzie pierwszego etapu przyznania
                                                    > się do błędów. Zrozumiana sowich błędów a przede wszystkich nie rozumie czego n
                                                    > aprawdę chce.

                                                    jego ego nie nazwałabym rozbudowanym, wtedy nie potrzebowałby aprobaty od kogokolwiek, nie sępiłby komplementów, żeby tylko uslyszeć coś miłego. Już prędzej uwierzyłabym w ten narcyzm, o którym gdzieśtam w którymś komentarzu pisałam.

                                                    Tak jak mówiłam, ja się pierwsza nie odezwę. Znaczy ma urodziny za trzy tygodnie, życzenia mu wyślę, bo trzeci rok z rzędu dostawałam życzenia od niego i nawet jeśli je oleje, to dla mnie samej jest to ważne. Teraz jestem kozak, ale póki co, mam poczucie, ze nie pozwolę mu tak na luzie znów się wbić w moje życie, gdyby mu się odmieniło. Pozwalał sobie na zbyt dużo w stosunku do mnie, bo wiedział, że jestem miękka i mu na to pozwalam. Nie mówię, że powinien był z tego korzystać, bo słabszych się nie bije, że tak powiem, ale może jak kilka razy mu oddam, to się uspokoi. Albo się podda, bo już nie będę taka miękka, a ja przynajmniej może poczuję się lepiej ze świadomością, że przestałam mu pozwalać na jeżdżenie po sobie.

                                                    a co do poczucia winy, czasem człowiek ma dość, nawet jeśli czuje się winny. Po naszej pierwszej nocy, jak już minęło podniecenie, też czułam się cholernie winna, że mu na to pozwoliłam, bo powinnam była być twarda za nas oboje, bo obwiniałam się, że przez to że pozwoliłam na seks, on teraz czuje się źle ze sobą. On, swiadomie lub nie, widząc, że 'chętnie' biorę winę na siebie, chyba uznał, że tak będzie mu lepiej i dokładał mi jeszcze bardziej. Działało do pewnego momentu. W końcu stwierdziłam, że mam dość, do tanga trzeba dwojga, ja nad nim nie wisiałam, to z jego strony wyszła inicjatywa bliskości fizycznej, a ja się jej 'tylko' (i aż) nie oparłam. Nadal czuję się winna, ale nie czuję się stuprocentowo winna i być może to też negatywnie wpłynęło na znajomość.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 04.05.20, 23:46
                                                    Tak jak mówiłam, ja się pierwsza nie odezwę. Znaczy ma urodziny za trzy tygodnie, życzenia mu wyślę, bo trzeci rok z rzędu dostawałam życzenia od niego i nawet jeśli je oleje, to dla mnie samej jest to ważne.

                                                    Po co? na siłę chcesz odnowić kontakt.? Dlaczego to dla ciebie ważne? Bo nie chcesz go odpuścić.
                                                    Znowu dajesz zielone światło i wrócisz do punktu wyjścia na własne życzenie.
                                                    Całe to gadanie było bez sensu.
                                                    Zjawi się pojęczy popisze a w pewnym monecie wylądujecie w łóżku.


                                                    Wciąż nie rozumiesz pewnych schematów. To jak cię traktowała matka ,może się przekładać na to ze powalasz C się tak traktować. Powiązania ,emocji schematów z ludźmi uczuciami.
                                                    To musisz rozgryźć ,robi inaczej będziesz to powielać schemat powiązań uczuciowych.

                                                    jego ego nie nazwałabym rozbudowanym, wtedy nie potrzebowałby aprobaty od kogokolwiek, nie sępiłby komplementów, żeby tylko uslyszeć coś miłego. Już prędzej uwierzyłabym w ten narcyzm, o którym gdzieśtam w którymś komentarzu pisałam.

                                                    No właśnie to takie przewrotne ze niby ego niby pewni siebie, ale co im po tym jak nikt ich nikt nie chwili.
                                                    Oni są albo wydaje im się ze są pewni siebie. Dlatego szukają aprobaty karmienie swojego ego twoim zainteresowaniem.
                                                    Oni działają i myślą inaczej niż ty czy ja ja, nam się wydaje ze tak i tak po co kompilować. Ludzie którzy lubią żyć na krawędzi działają i myślą czyją inaczej.

                                                    Pozwolisz mu wejść bo jest dla ciebie ważny , pociągający wszedł ci do serca i myśli. Będziesz się boczyć „udawać„ niedostępna będziesz truchtać dystans aż jemu czy sobie coś nie udowodnisz a potem pomyślisz ze już jesteś bezpieczna i wszystko wrócić na stare tory. To jak uzależnienie jak narkotyk.
                                                    Uwolnić się możesz tylko wtedy gdy będziesz umiała zerwać wszystko co z nim związane. Wymazać telefon zablokować bez żalu czy bez zawahania dopóki nie zrobisz tego znaczy ze się nie uwolniłaś i choćbyś na 1000 stron pisała ze nie chcesz do tego wracać to twoje uczucia i myśli temu przeczą bo jest to dla ciebie ważne.


                                                    Po naszej pierwszej nocy, jak już minęło podniecenie, też czułam się cholernie winna, że mu na to pozwoliłam, bo powinnam była być twarda za nas oboje, bo obwiniałam się, że przez to że pozwoliłam na seks, on teraz czuje się źle ze sobą.

                                                    Proszę cię stan przed lustrem popatrz sobie w twarz i przeczytaj nagłos co napisałaś ?
                                                    Otrząśnij się jakie ty powinnaś być siła za was dwoje ? Ze on się biedaczek złe ze sobą czuje?
                                                    Obchodzą cię jego emocje bardziej biz twoje własne i twojego syna.
                                                    Działo i działa ty dalej czujesz to co czujesz wypierać wybielasz jego.
                                                    Nie zdając siebie z tego sprawy.
                                                    Myślałam ze poganiasz podpiszesz i coś dotrze przegryzieniu w sobie.

                                                    Jeśli chcesz się uwolnić nie pisz mu życzeń i przemyśl czemu jest to ważne dla ciebie i co chcesz tym osiągnąć.
                                                    Bo ja myśle ze chcesz osiągnąć to żeby zmusisz go do rekacji odpowiedzi i odnowienia kontaktu. Dlatego jest to dla ciebie ważne. Zmusić go do reakcji przerwać milczenie żeby mu niby pokazać ze dasz radę go trzymać na dystans ze dasz radę mu pokazać jaka jest świnia.

                                                    Wiesz szczerze, mnie nie musisz „przekonywać” to twoje życie ,twoje relacje chcesz pisz z nim ,rozmawiaj sypiają na tyle ile ci będzie to odpowiadało. Sam się przyznaj przed sobą czy tego chcesz czy nie, i po co te zabiegi żeby zwrócić jego uwagę na ciebie.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 10.05.20, 17:21
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Po co? na siłę chcesz odnowić kontakt.? Dlaczego to dla ciebie ważne? Bo nie c
                                                    > hcesz go odpuścić.
                                                    > Znowu dajesz zielone światło i wrócisz do punktu wyjścia na własne życzenie.
                                                    > Całe to gadanie było bez sensu.
                                                    > Zjawi się pojęczy popisze a w pewnym monecie wylądujecie w łóżku.

                                                    szczerze? Raczej C. napisze 'dziękuję' i na tym zakończy się 'rozmowa'. Ale, tak jak mówiłam, od trzech lat, składaliśmy sobie życzenia, on mi złożył, więc i ja mu złożę. A po drugie, i chyba ważniejsze dla mnie niż pierwszy powód: nie chcę, żeby moje trzydzieste urodziny były dniem, kiedy rozmawiałam z nim po raz ostatni i żeby tylko z tym mi się ten dzień kojarzył.
                                                    >
                                                    >
                                                    > Wciąż nie rozumiesz pewnych schematów. To jak cię traktowała matka ,może się pr
                                                    > zekładać na to ze powalasz C się tak traktować. Powiązania ,emocji schematów z
                                                    > ludźmi uczuciami.
                                                    > To musisz rozgryźć ,robi inaczej będziesz to powielać schemat powiązań uczuciow
                                                    > ych.

                                                    być może nie rozumiem, bo do tej pory nie potrzebowałam rozumieć. Zrozumienie nie przyjdzie z dnia na dzień, to jest proces. Moja matka cały czas wypomina mi, ze mam kontakt z ojcem, który przez kilka lat pił, brał kredyty i niezbyt uczestniczył w życiu rodzinnym (w trakcie tych lat kiedy pił, bo jak byłam dzieckiem, to on więcej się nami zajmował bo mama była albo w pracy albo spała po pracy) i wmawia mi, jak wielką krzywdę mi zrobił. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem do końca normalna, ale oboje się do tego przyłożyli, tylko że ona na siłę próbuje mi wmawiać, jaka to jestem biedna i nieszczęśliwa bo ojciec pił, uważa, że powinnam stanąć po jej stronie i urwać z ojcem kontakt (moje siostry po dłuższych 'kazaniach' matki tak w końcu postąpiły i nie gadają z nim już ponad pół roku) i czuje się zdradzona, że mam z nim kontakt. Jednakże, przed C. większość moich związków z facetami była dosyć normalna i zdrowa, więc nie musiałam rozgryzać żadnych problemów z dzieciństwa.


                                                    > No właśnie to takie przewrotne ze niby ego niby pewni siebie, ale co im po tym
                                                    > jak nikt ich nikt nie chwili.
                                                    > Oni są albo wydaje im się ze są pewni siebie. Dlatego szukają aprobaty karmi
                                                    > enie swojego ego twoim zainteresowaniem.
                                                    > Oni działają i myślą inaczej niż ty czy ja ja, nam się wydaje ze tak i tak po c
                                                    > o kompilować. Ludzie którzy lubią żyć na krawędzi działają i myślą czyją inacze
                                                    > j.

                                                    dlatego, tak jak mówię, bardzo mi to pasuje do narcyzmu. Nawet bym go nie podejrzewała, bo się na tym nie znam, ale kiedyś szukałam w internecie informacji o tym, czemu nie widać, kiedy ktoś jest dostępny na messengerze, trafiłam na quora digest, przypadkiem zapisałam się do newslettera i codziennie zaczęły mi (dziwnym trafem) przychodzić newsy o narcyzmie. I chociaż może to jakaś dziwna odmiana hipochondrii (dziwna o tyle, że to nie ja jestem 'pacjentem'),chociaż objawy nastąpiły przed przeczytaniem 'ulotki' i informacji o 'efektach ubocznych'. to im więcej o tym czytam, tym bardziej czuję, że to to. On zachowuje się jak narcyz, a ja, jak ofiara narcyza, bo najpierw byłam celowo uświadamiana o swojej ważności i wspaniałości, żeby się uzależnić, a kiedy już złapałam haczyk, można było przestać się starać i zacząć traktować mnie kijem, żebym tym bardziej doceniała marchewkę i żebym uważała, że kij mi się należał i powinnam starać się bardziej, żeby znów dostać marchewkę.
                                                    >
                                                    > Pozwolisz mu wejść bo jest dla ciebie ważny , pociągający wszedł ci do serca i
                                                    > myśli. Będziesz się boczyć „udawać„ niedostępna będziesz truchtać dystans aż je
                                                    > mu czy sobie coś nie udowodnisz a potem pomyślisz ze już jesteś bezpieczna i ws
                                                    > zystko wrócić na stare tory. To jak uzależnienie jak narkotyk.
                                                    > Uwolnić się możesz tylko wtedy gdy będziesz umiała zerwać wszystko co z nim z
                                                    > wiązane. Wymazać telefon zablokować bez żalu czy bez zawahania dopóki nie zrobi
                                                    > sz tego znaczy ze się nie uwolniłaś i choćbyś na 1000 stron pisała ze nie chces
                                                    > z do tego wracać to twoje uczucia i myśli temu przeczą bo jest to dla ciebie wa
                                                    > żne.

                                                    tak, jest, i nie jestem jeszcze gotowa na zakończenie, a zwłaszcza nie na takie. Gdyby się to jeszcze sypało stopniowo, może łatwiej byłoby przeboleć. A my przeszliśmy z kilkukrotnej oferty pomocy po operacji i smęceniu jak to mnie podziwia, że radzę sobie z życiem i z młodym do mojej nieobliczalności. I tak, jest to jak narkotyk, bo kto nie lubi czuć się ważny i doceniony, nawet jeśli okazuje się to kłamstwem i iluzją? Czasem, żeby zerwać z nałogiem, trzeba sięgnąć dna, nie każdy ma siły na walkę i nie każdy wie, kiedy to już się staje uzaleznieniem a nie 'hobby'.


                                                    > Proszę cię stan przed lustrem popatrz sobie w twarz i przeczytaj nagłos co napi
                                                    > sałaś ?
                                                    > Otrząśnij się jakie ty powinnaś być siła za was dwoje ? Ze on się biedaczek złe
                                                    > ze sobą czuje?
                                                    > Obchodzą cię jego emocje bardziej biz twoje własne i twojego syna.
                                                    > Działo i działa ty dalej czujesz to co czujesz wypierać wybielasz jego.
                                                    > Nie zdając siebie z tego sprawy.
                                                    > Myślałam ze poganiasz podpiszesz i coś dotrze przegryzieniu w sobie.

                                                    mówię, jak się czułam wtedy, bo zostało mi wmówione, że tak powinnam się czuć. Teraz czuję się winna głównie wobec siebie, za to że brałam winę na siebie i że dopuściłam do czegoś, co sprawiło, że tak się czułam.
                                                    >
                                                    > Jeśli chcesz się uwolnić nie pisz mu życzeń i przemyśl czemu jest to ważne dla
                                                    > ciebie i co chcesz tym osiągnąć.
                                                    > Bo ja myśle ze chcesz osiągnąć to żeby zmusisz go do rekacji odpowiedzi i odnow
                                                    > ienia kontaktu. Dlatego jest to dla ciebie ważne. Zmusić go do reakcji przerwać
                                                    > milczenie żeby mu niby pokazać ze dasz radę go trzymać na dystans ze dasz radę
                                                    > mu pokazać jaka jest świnia.

                                                    tak jak mówiłam, skończy się na podziękowaniach. Już prędzej doczekam się reakcji, jak poproszę jego kolegę o pomoc po operacji, bo jakżebym mogła komuś innemu być wdzięczna za pomoc, a i kto wie, co wygadam po znieczuleniu ogólnym wink
                                                    >
                                                    > Wiesz szczerze, mnie nie musisz „przekonywać” to twoje życie ,twoje relacje
                                                    > chcesz pisz z nim ,rozmawiaj sypiają na tyle ile ci będzie to odpowiadało. S
                                                    > am się przyznaj przed sobą czy tego chcesz czy nie, i po co te zabiegi żeby zwr
                                                    > ócić jego uwagę na ciebie.
                                                    >

                                                    dzis mija równo pięć tygodni od kiedy nie rozmawialiśmy. Nie mam i nawet nie szukam pretekstu (znaczy dobra, zawodowy pretekst by się znalazł, i to niejeden), żeby do niego napisać. Co prawda chciałabym wiedzieć, czy o mnie pamięta i czy w ogóle choć raz na jakiś czas o mnie myśli, bo czułabym się mniej bezwartościowa. Co do spania z nim, nie wiem, czy jeszcze by było tak jak wcześniej i nawet nie wiem, czy jeszcze bym tego chciała.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 10.05.20, 17:32
                                                    dzis mija równo pięć tygodni od kiedy nie rozmawialiśmy. Nie mam i nawet nie szukam pretekstu (znaczy dobra, zawodowy pretekst by się znalazł, i to niejeden), żeby do niego napisać. Co prawda chciałabym wiedzieć, czy o mnie pamięta i czy w ogóle choć raz na jakiś czas o mnie myśli, bo czułabym się mniej bezwartościowa. Co do spania z nim, nie wiem, czy jeszcze by było tak jak wcześniej i nawet nie wiem, czy jeszcze bym tego chciała.

                                                    No i tu pokazałaś ze jest dla ciebie wciąż ważny. Wiec szybko byście wrócili do poprzednich schematów. I w łóżku byłby spoko.
                                                    Pytanie które ,powinnaś sobie zadać to ile takich powrotów pomożesz znieść i ile lat zmarnować.
                                                    Choć w sumie doświadczenie życzliwe zawsze nas coś uczy. Może jest do czegoś potrzebne ,nie wiem.

                                                    Wiem natomiast ze nastały bardzo ciężkie czasy dla związków.

                                                    Kiedyś podział był łatwy kobieta dom facet kasa. Teraz się pomieszało do tego nastąpił duży postęp i dostęp do wszystkiego fb grupy seks na telefon. I mało facetów umie naprawdę uczciwe żyć w związku.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 16.05.20, 09:01
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > No i tu pokazałaś ze jest dla ciebie wciąż ważny. Wiec szybko byście wrócili do
                                                    > poprzednich schematów. I w łóżku byłby spoko.
                                                    > Pytanie które ,powinnaś sobie zadać to ile takich powrotów pomożesz znieść i i
                                                    > le lat zmarnować.
                                                    > Choć w sumie doświadczenie życzliwe zawsze nas coś uczy. Może jest do czegoś p
                                                    > otrzebne ,nie wiem.

                                                    ale ja nie ukrywam, że jest dla mnie ważny. Jestem wściekła, jest mi przykro, a przede wszystkim jestem rozczarowana nim. Dla mnie to nie był przelotny romansik czy znajomość, tylko coś, na czym mi naprawdę zależało, w co włożyłam dużo serca, nerwów i poświęcenia. Używając analogii, czuję się, jakbym zrobiła na szydełku przepiękny szalik, który musiałam poprawiać, bo nie do końca wiedziałam na początku co i jak, ale kiedy już go zrobiłam, byłam dumna ze swojego dzieła, a ktoś wyrzucił go do kosza nie patrząc na to, ile czasu i uwagi poświęciłam temu. Ja za nim nie ganiałam i nie dawałam mu całej swojej uwagi, to on jej chciał, opowiadał o ważnych dla niego rzeczach i konsultował się w ważnych sprawach, jakby i dla niego było to ważne. Nie jest łatwo sobie wmówić że nic nigdy nie było i żyć dalej normalnym życiem. Bo jego było popieprzone już zanim mnie poznał, ale moje było całkiem normalne, a przede wszystkim stabilne. A to, ze ja bym chciała, żeby coś wróciło, nie oznacza, ze i on tego chce, ale przynajmniej nie będę co roku pamiętać, że w moje urodziny zakończyła się nasza znajomość. On do swoich urodzin przywiązuje o wiele mniejszą wagę, więc jemu będzie wszystko jedno.

                                                    > Wiem natomiast ze nastały bardzo ciężkie czasy dla związków.
                                                    >
                                                    > Kiedyś podział był łatwy kobieta dom facet kasa. Teraz się pomieszało do tego n
                                                    > astąpił duży postęp i dostęp do wszystkiego fb grupy seks na telefon. I mało fa
                                                    > cetów umie naprawdę uczciwe żyć w związku.
                                                    >

                                                    raczej fakt, że facet rządził wszystkim też nie pomagał. Kobieta miała siedzieć w domu, zajmować się sprzątaniem i dziećmi i niewiele miała do powiedzenia, nie miała pracy, więc była zdana na łaskę pana i musiała o wiele więcej wybaczać. Teraz wiele kobiet, z chęci i z przymusu, pracuje, więc nie są zależne od swoich facetów/mężów, ale z kolei ludzie są coraz bardziej roszczeniowi i uważają, że należy im się więcej i więcej, nie patrząc przy tym kompletnie na innych.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 31.05.20, 16:04
                                                    hej, chyba juz tu nie zagladasz, ale wyslalam zyczenia, dostalam 'dziekuje bardzo'... a na drugi dzien wieczorem C. napisal ze przeprasza ze pisze i zapytal co u nas. Powiedzialam ze mlody ma urodziny i bedziemy robic ciasto z proszku (ma urodziny dwa dni po C.), zaczal meczyc zebym zrobila ciasto bananowe. Kiedy zignorowalam jego porady, zapytal, o czym mlody marzy. Powiedzialam, ze o grze na konsole, zaczal wypytywac, a ja zaczelam podejrzewac, ze chce byc 'hojny'., zaraz zreszta zapytal, czy jak przeleje mi kase, to kupie mlodemu, ale zebym nie mowila, ze to od niego. Przestalam odczytywac i odpisywac, zapytal, czemu nie odpisuje. Powiedzialam, ze gra ma byc ode mnie i niewazne ze mlody by nie wiedzial, ze to od niego, bo ja bym wiedziala. Caly czas nalegal, ze 'dla mlodego wszystko bez wzgledu na stan' (byl wypity, wiec raczej powinien byl powiedziec ZE wzgledu na stan), powiedzialam, zeby lepiej sie przespal, a on dowalil 'spraw, zeby byl szczesliwy'. Chyba bardzo chcial podtrzymac rozmowe, bo jak nie odpisalam na jego tekst o szczesciu, napisal ze nabija sie z kolegow. Najpierw pomyslalam, ze to gadanie o robieniu wszystkiego dla mlodego to czesc nabijania sie, wiec napisalam ze sie domyslam, ze nie pisze szczerze. A on napisal, ze pisze szczerze i to bardzo, jak jest trzezwy to sie pilnuje, a jak wypije to pisze 'nie szczerze' (zacznam podejrzewac, ze to 'nie' napisal przypadkiem). Powiedzialam ponownie, zeby poszedl spac, a on napisal, ze nie moze bo ma kolegow ktorzy z nim siedza i musi udawac ze jest szczesliwy. Nie odpisalam (bo co ja moge?), a on po parunastu minutach napisal 'niestety nie'. Wyskoczyl z pytaniem, co porabiam i spytalam, o co chodzilo z tym 'niestety nie', bo chyba nie do mnie mialo byc. On, bardzo dramatycznie, stwierdzil ze nie pomylil, bo nikt z nim nie pisze i ze jest nikim, a potem powiedzial ze zaprosil kolegow, ktorzy maja go gdzies. Powiedzialam zeby odlozyl telefon i dolaczyl do rozmowy, stwierdzil ze nie moze, bo braku odpowiedzi zapytal, czemu ja nie odloze. Powiedzialam, ze ja pije piwo sama, na co sie pozalil ze on sie czuje jakby pil sam i ze ma strasznego dola. Powiedzialam, ze ma kiepskich kolegow, a on powiedzial ze na drugi dzien przyjezdza jeszcze inny kolega, 'zartobliwie' powiedzialam ze wtedy trzech kolegow go bedzie ignorowalo, a on sie pozalil ze koledzy i kolezanki go ignoruja. Po tym tekscie powiedzialam mu, ze juz wiem, czemu do mnie napisal, a on odpisal, ze nie wiem i nigdy sie nie dowiem, a po kilku minutach ze jest na dnie i jesli mam sily i ochote na noc ze 'sniegiem' (jak mniemam ze sniadaniem, ale to zrozumialam dopiero pozniej) to jest do dyspozycji, spytalam 'na co?', a on 'na wszystko. Przepraszam' Powiedzialam mu, ze spotkania ze mna doluja go jeszcze bardziej, a on stwierdzil ze jak mi daja sile choc na chwile, to jest jeszcze do dyspozycji Powiedzialam ze potem nie odzywa sie tygodniami, a to nie ulatwia sprawy i ze pijany nie powinien prowadzic. Przeprosil i powiedzial ze jest smieciem, a jak powiedzialam zeby nie przepraszal tylko zeby nie bylo jak zwykle, powiedzial ze wylacza telefon. Odeslalam mu kase, bo poczulam sie jakby zrobil to tylko po to, zeby mnie jako matke ruszylo, ze chce fundowac mlodemu prezenty. Nie dawalo mi jednak spokoju co takiego moglo sie dziac, ze ma dola (choc moze to byl sposob, zeby wzbudzic moje wspolczucie i dostac uwage, skoro chwyt z gra nie zadzialal) i zapytalam, co sie dzieje, powiedzial ze nic, a jak zapytalam ponownie chyba juz spal, a rano nie odpisal.

                                                    w urodziny mlodego juz nie byl taki kozak, nie napisal zyczen ani nie zapytal wieczorem jak 'impreza' (w tamtym roku pytal) i od tamtej pory cisza.

                                                    z jednej strony jestem z siebie dumna, ze sie postawilam, z drugiej, jest mi przykro, ze uwazal, ze moze tak na luzie uwazac ze przyjme go z otwartymi ramionami bo wyslal 25 funtow i pouzalal sie nad soba. I troche sie martwie (choc nie powinnam), bo chyba musialo byc naprawde zle, skoro tak mu zalezalo zeby ciagnac rozmowe. Teraz pewnie bede miala 'spokoj' na najblizsze kilka tygodni albo na amen, bo nie dosc ze nie dalam sie namowic na seks, to jeszcze odeslalam mu pieniadze, no ale nie wiem, czy to zobaczyl i kiedy. Na trzezwo powinien byl sie ucieszyc, ze nie dalam mu zrobic z siebie glupka, no ale jego myslenia nikt nie ogarnie.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 31.05.20, 19:52
                                                    Eh wiesz jesteście siebie warci.
                                                    Oboje manipulujecie.
                                                    Twoimi życzeniami dla niego osiągnęłaś co chciałaś.
                                                    Reakcje rozmowę i „spławienie” go ,a on z ci wymawia jaki to on jest biedny i samotny żebyś go znowu do łóżka przyjęła.
                                                    Znowu dałaś mu zielone światło i jeszcze znowu wciągnęłaś w to dziecko, a potem ze to on jest taki okropny i bawi się uczuciami.

                                                    A tak naprawdę ty robisz dokładnie to samo.
                                                    Upił się seksu mu się chciało to robił z siebie biedaczka , a ty no fakt „pokazałaś mu” ze niby go olewasz ,aż wystarczy ze długo będzie skomlał.
                                                    I znowu wrócicie do punktu wyjścia. I seksu.


                                                    Wiesz z jednej strony rozumiem cię ze coś do niego czujesz, ze czujesz się samotna ,ze chciałaś go mieć gdzieś w otoczeniu chociaż do rozmowy. Ze uczuć nie łatwo wygasić.

                                                    Jednak wciąż wracasz do schematu chwile zabawy a potem rozmyślań co on powiedział,co zrobił ,czy coś czuł czy nie i ogonie grzebiesz sobie sama patykiem w sercu.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 03.06.20, 10:28
                                                    nie sądziłam, że po życzeniach się odezwie, naprawdę. Młodemu nie wspomniałam ani o życzeniach ani o kasie. C. napisałam o urodzinach, bo sądziłam, że pamięta i był to dla niego pretekst, żeby się odezwać.

                                                    Może wygląda to jak manipulacja, ale było mi przykro, że tyle tygodni się nie odzywał, a przypomniał sobie o mnie dopiero jak się upił. Długie miesiące zabiegał o kontakt i nie potrzebował do tego alkoholu, a teraz nagle bez alkoholu nie potrafi ze mną rozmawiać. Poza tym, w jego i w moich oczach wyszłabym na tanią i przekupną, bo zaprosiłam go tylko dlatego, że był miły dla mojego dziecka. Na takie gierki jest już za późno, zresztą nigdy bym się na coś takiego nie złapała.

                                                    a to że analizuję, to już mówiłam, tak mam. Nigdy nie wykorzystywał doła, żeby wskoczyć mi do łóżka, więc się trochę martwię. Gdyby było aż tak tragicznie, to by mi raczej powiedział, ale z drugiej strony może uznał, że mam go gdzieś i nie interesuje mnie, co się z nim dzieje.

                                                    tak czy siak, jest cisza i tak już raczej będzie. Ja się czuję nieco lżej po tym, że wysłałam mu życzenia, moje urodziny nie będą dniem naszej ostatniej rozmowy. Ja nie napiszę, chociaż miałam ochotę 'przeprosić' za odesłanie kasy i wyjaśnić moje motywy, on raczej tez nie, bo pewnie uważał, że po takiej rozłące zgodzę się na cokolwiek z radości, że się łaskawie odezwał.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 04.06.20, 01:00
                                                    nie sądziłam, że po życzeniach się odezwie, naprawdę. Młodemu nie wspomniałam ani o życzeniach ani o kasie. C. napisałam o urodzinach, bo sądziłam, że pamięta i był to dla niego pretekst, żeby się odezwać.

                                                    Sadze ze dobrze wiedziałaś albo miałaś taka nadzieje ,ale nie potrafisz/nie chcesz się do tego przyznać sama przed sobą.

                                                    Może wygląda to jak manipulacja, ale było mi przykro, że tyle tygodni się nie odzywał, a przypomniał sobie o mnie dopiero jak się upił.

                                                    No wiec właśnie potwierdzasz ze chciałaś żeby się odezwać. Wiec zrobiłaś to aby się odezwał.

                                                    Odezwała się po pijaku , bo jesteś na tylko zabawka. Wie ze przegiął ostatnio i alkohol przyćmił trochę móżdżek.


                                                    Poza tym, w jego i w moich oczach wyszłabym na tanią i przekupną, bo zaprosiłam go tylko dlatego, że był miły dla mojego dziecka. Na takie gierki jest już za późno, zresztą nigdy bym się na coś takiego nie złapała.

                                                    A co cię obchodzi co on o tobie myśli?
                                                    Zrozum facet zdradza żonę nie pierwszy raz, ty się zadłużyłaś się w nim i nie umiesz spojrzeć na sprawę tak ze facet to świnia. Ze krzywdzicieli twojego syna, a brniesz dalej.

                                                    a to że analizuję, to już mówiłam, tak mam. Nigdy nie wykorzystywał doła, żeby wskoczyć mi do łóżka, więc się trochę martwię. Gdyby było aż tak tragicznie, to by mi raczej powiedział, ale z drugiej strony może uznał, że mam go gdzieś i nie interesuje mnie, co się z nim dzieje.

                                                    Ok ok potrzebujesz może w końcu dotrze ze facet nie jest dla ciebie.
                                                    Czemu się martwisz i tu znów potwierdzasz ze życzenia napisałaś bo czekałaś na reakcje czyli dałaś mu ZIELONE ŚWIATŁO. A potem znowu będzie, ze facet taki zły , ze sie tobą bawi twoimi uczuciami umi uczuciami dziecka ,ze ci tak przykro , ze cię tak się potraktował. Zachowujesz się jak ćma która leci do ognia żeby sobie łapki poparzyć.


                                                    tak czy siak, jest cisza i tak już raczej będzie. Ja się czuję nieco lżej po tym, że wysłałam mu życzenia, moje urodziny nie będą dniem naszej ostatniej rozmowy. Ja nie napiszę, chociaż miałam ochotę 'przeprosić' za odesłanie kasy i wyjaśnić moje motywy, on raczej tez nie, bo pewnie uważał, że po takiej rozłące zgodzę się na cokolwiek z radości, że się łaskawie odezwał.

                                                    Bzdura dała mu do zrozumienia ze może pisać, poczekaj aż popije skoro chcesz być taka „dziewczyna” dla moczymordy no cóż.

                                                    A po co on doskonale wie jakie są twoje motywy. Za nic przepraszać nie musisz bo to on powinien za to jak twoje dziecko i ciebie traktuje.

                                                    Jak tak czytam cię tak naprawdę mam ochotę napisać „nie ma ofiar są tylko ochotnicy”
                                                    Sama mu się podkładasz facet cię traktuje jak zabawkę . A ty się martwisz myślisz i chcesz przepraszać.
                                                    Pomyśl czy takiego traktowania chcesz przed kolejny rok dwa trzy.
                                                    A jak powiedział „single” to może chciał ci powiedzieć ze żonki juz niema ,wiec masz otwiera drogę. Skoro chcesz rzeźby potem ciebie zdradzał to idź ta droga.
                                                    To twoje życie.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 04.06.20, 18:21
                                                    kompletnie nie rozumiem tego z singlem.

                                                    wczoraj znow napisal, powiedzial, ze rozmowy z nim wygladaja tak a nie inaczej, bo jego mysli kraza gdzie indziej, a o 2 nad ranem powiedzial, ze rozwaza wyjazd. Ja juz probowalam spac, ale obudzila mnie wibracja, nie zasnelam juz potem do czwartej. Chyba zeszlotygodniowa rozmowa, kasa na prezent i chec zajrzenia do mnie były rodzajem prezentu pozegnalnego. Watpie, zeby wyjechal, chociaz dzis znow napisal i mowil ze chce wyjechac, ale u niego konczy sie na checiach, jednak on w to wierzy i chyba chcial zebym zapamietala go jako fajnego faceta a nie dupka.

                                                    moze jakas podswiadoma nadzieje mialam, ze sie odezwie, ale nie sadzilam ze to nastapi.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 05.06.20, 12:59
                                                    weronz napisał(a):

                                                    > kompletnie nie rozumiem tego z singlem.
                                                    >
                                                    > wczoraj znow napisal, powiedzial, ze rozmowy z nim wygladaja tak a nie inaczej,
                                                    > bo jego mysli kraza gdzie indziej, a o 2 nad ranem powiedzial, ze rozwaza wyja
                                                    > zd. Ja juz probowalam spac, ale obudzila mnie wibracja, nie zasnelam juz potem
                                                    > do czwartej. Chyba zeszlotygodniowa rozmowa, kasa na prezent i chec zajrzenia d
                                                    > o mnie były rodzajem prezentu pozegnalnego. Watpie, zeby wyjechal, chociaz dzis
                                                    > znow napisal i mowil ze chce wyjechac, ale u niego konczy sie na checiach, jed
                                                    > nak on w to wierzy i chyba chcial zebym zapamietala go jako fajnego faceta a ni
                                                    > e dupka.
                                                    >
                                                    > moze jakas podswiadoma nadzieje mialam, ze sie odezwie, ale nie sadzilam ze to
                                                    > nastapi.



                                                    Z singlem coś mi się pomieszało.
                                                    Mój błąd. Mam młyn w domu z synem od kilku dni niemal nie śpię.

                                                    Jak widać wysłanie życzeń pomogło, dalej pisze odzywa się i marudzi. „Straszy” wyjazdem żebyś mu napisała ze będzie ci smutno i żeby nie wyjeżdżał. Znowu zarzuca sieć i chce cię urobić.
                                                    Jesteś zakochana ,wiec pewnie za chwile mu się uda a ty kolejny raz będziesz wychodzić na prosta z tej znajomosci.
                                                    Tak to działa niestety.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 19.06.20, 16:44
                                                    sorry za zaplon, mialam troche zajec i zapomnialam tutaj zagladac. Ja ostatnio dla odmiany glownie spie jak nie mam nic innego do roboty, bo dopada mnie okropny dol.

                                                    jak mowilas, wrocily suchary, na ktore nie odpisywalam. Jakis tydzien temu zaczelismy rozmawiac, a ze bylam w rozsypce (ojciec mlodego przyszedl ponad tydzien po urodzinach, mlody zapytal go, czemu dzis przyszedl i czy zapomnial, ze jego urodziny byly 9 dni temu, a tatus wychodzac sciemnil ze byl bardzo chory i dlatego go nie bylo, dal dyche i poszedl w p***u, na drugi dzien gadalam rano z mama, powiedzialam jej o tym i przez godzine sluchalam, ze to moja wina ze mlody nie ma ojca, jak to ona zawsze byla ze wszystkim sama i nikt jej nie docenia i jaki ojciec byl niedobry i ja zreszta tez, w dodatku musialam isc na badanie krwi i czekac w nerwach na wyniki) to opowiedzialam C. o ojcu mlodego i matce. Powiedzial, ze moze nie byc z niego zbyt dobry sluchacz, bo szykuje papiery dla ksiegowej i prawnika i szykuje sie powoli do wyjazdu z Anglii. Powiedzialam mu, ze nie dam rady jeszcze o tym dzisiaj myslec. Wypilam dwa piwa, a ze nastroj nieco przyspieszyl upojenie, zapytalam go, czemu sie zaczynal znow odzywac tylko po to zeby mi oznajmic ze wyjezdza, a on powiedzial, ze nie myslal o tym. Pare godzin pozniej powysylal kilka sucharow, pogadalismy o bzdetach, a na pytanie, czy juz nie mial zaslabniec, nie odpisal. W sobote wychodzilam pozno od klienta, wyslal mi dwa suchary, nie odpisalam, nie zareagowalam, nie mialam sily, skoro chce wyjechac, to przeciez go nie zatrzymam sila, ale przypominanie o sobie jest okrutne, tak samo jak okrutne bylo pisanie po urodzinach zamiast podziekowac za zyczenia i ponownie sie ulotnic. Kilka dni pozniej, jakos we wtorek, chcialam przeslac koledze suchara od C., dopadla mnie jakas pomrocznosc i zamiast kliknac 'przeslij dalej', przytrzymalam obrazek zeby go skopiowac (jak na google) i przypadkiem dodalam reakcje. Za kilka minut C zapytal co tak pozno i czy cos sie stalo, udalam, ze nie wiem, o co chodzi. Znow wyslal kilka sucharow a potem powiedzial, ze od kilku dni boli go glowa. Zaproponowalam wyprobowanie zimnego okladu, i znow byla cisza.

                                                    we srode napisal o 21 'jak minal dzien?'. Bylam zdziwiona, bo nie pytal o takie duperele jak moj dzien od miesiecy. Odpowiedzialam, spytalam o jego dzien, napisal 'dzien jak codzien, troche pojezdzilem i od 14 wolne. Jutro wyjazd'. To o wyjezdzie przeoczylam, napisalam ze pewnie musi mu sie strasznie nudzic jak tak krotko pracuje (myslalam, ze nadal jest w trasie), a on napisal, ze przyszedl znajomy i jakos zlecialo, odpisalam 'to fajnie' i dopiero wtedy przeczytalam to o wyjezdzie. Nie mialam jaj zapytac, o jaki wyjazd chodzi. Po jakims czasie wyslal jakis kabaret, troche pozniej suchara, nie reagowalam, bo az mna trzeslo. Chyba zauwazyl brak reakcji, bo napisal, ze nie wie czy fajnie, bo ma tylko znajomych, a to nic nie znaczy. Powiedzialam mu, ze ja sie nie wypowiem na ten temat, bo nie bede obiektywna, on stwierdzil, ze nie da sie byc obiektywnym, ja powiedzialam ze moze nie stuprocentowo, ale sie da. Stwierdzil, ze skoro nie stuprocentowo, to jest to subiektywne. Powiedzialam mu,, ze moze i tak i ze kazdy ma wady z ktorymi albo trzeba nauczyc sie zyc albo szukac kogos bez tych wad, ale za to z innymi. Zapytal czy przeszlismy od oceny do zycia z kims, powiedzialam, ze rozmawialismy o przyjazni i ze uznalam ze ubolewa nad brakiem przyjaciol. Powiedzial, ze ubolewa, ale chba nie nad brakiem przyjaciol bo nigdy ich nie mial i nie bedzie mial. Powiedzialam, ze moze po prostu obraca sie wsrod ludzi, ktorzy nie zasluzyli na to miano, a on odpowiedzial 'przestan, wiesz ze to nie tak wyglada', powiedzialam, ze nie mam pojecia o co mu chodzi, on powiedzial, ze tez nie wie. Po 23 napisal 'dobranoc', stwierdzil ze jest zmeczony bo troche wypil i nie ma sensu ciagnac dyskusji ze wspollokatorem bo on nie ma o niczym pojecia. Powiedzialam, ze nie lubi (wspollokator, dwa czy trzy razy wypilam z nim kilka drinkow i sam mi powiedzial, ze on nie lubi skomplikowanych tematow i sie wylacza) trudnych tematow i widocznie za malo w zyciu przezyl zeby sie wypowiadac i ze jest szczesciarzem. Na tym sie rozmowa zakonczyla. Spalam jakies dwie godziny, zalamalam sie, nie wiedzialam, co ze soba zrobic. Po poludniu sie zlamalam i napisalam, ze chyba niepotrzebnie szuka przyjaciol idealnych, bo takich nie ma. On ma wspollokatora i wspollokatorke, a ja mam do wyboru kolege ktory ma mnie za podla suke i pamieta o mnie tylko jak cos potrzebuje i faceta, ktory checi do rozmowy ze mna wykazuje tylko po alkoholu. Potem powiedzialam, ze moze jego znajomi sa do niczego, ale o wyjezdzie wiedzieli na pewno o wiele wczesniej i mieli czas przygotowac sie psychicznie a nie kilka godzin przed, a ja 'odzyskalam' kogos, kto byl mi bliski przez bardzo dlugi czas tylko po to zeby sie nacieszyc kilka nedznych chwil.

                                                    Otworzylam whisky, ktora przywiozlam z Polski, ktora mialam nadzieje wypic kiedys z nim (edycja limitowana whisky, ktora lubi C.), walnelam dwa drinki i znow jak glupia napisalam (wiem, ze nie powinnam i nie mam dla siebie wytlumaczenia) nawiazujac do tego, ze powiedzial, ze jednym z czynnikow pchajacych go do wyjazdu bylo kiepskie potraktowanie przez kogos (jakie to przykre, ze wyczuwa, kiedy jego ktos kiepsko potraktuje, ale z jego strony to nie dziala), powiedzialam, ze jego ktos skrzywdzil raz czy dwa i czy to jest powod do ucieczki, a bylam skrzywdzona wiele razy i nadal tu jestem, bo tu jest moj dom, tak samo jak jego. Ze moze jego znajomi (ci z ktorymi mieszka) sa do dupy, ale ja wytrzymalam dwa lata i czy to jest warte porzucenia, ze trafil na kogos, kto wytrzyma duzo i czy niemcy lub usa wygraja z tym. Napisal, ze nie ucieka od nikogo, ucieka do dzieci, ktore go potrzebuja. Napisalam, ze dzieci go potrzebowaly dawno, teraz chca po prostu zeby byl. Reszta mojej wypowiedzi to taki belkot ze sama do konca nie rozumiem, co chcialam mu powiedziec. Poszlam spac, ok 19 zapytalam, czy wyjechal, on napisal ze tak, spytalam, czy bez pozegnania, powiedzial, ze na razie plan jest taki, ze za tydzien wraca, ja w miedzyczasie zdazylam napisac, ze dla mnie taki wyjazd bez pozegnania jest nie do przezycia i ze niestety sa ludzie, ktorzy traktuja 'zwiazki' inaczej niz on. Zapytal 'jakie zwiazki' i powiedzial, ze on jest w zwiazku ze swoja zona. Powiedzialam, ze mialam na mysli zwiazki miedzyludzkie i ze o zonie wspomina, kiedy mu wygodnie, nie ma tematu o niej dopoki nie chce mi dokopac. Po polnocy spytalam, czy dojechal, po piatej napisal ze dojechal godzine temu i teraz plynie promem, na pytanie o zdjecia, wyslal dwa filmiki z promu, a potem napisal ze jest w urzedzie w holandlii.


                                                    nie ogarniam takiego zwyklego braku empatii, czlowieczenstwa, czy jak to nazwac. Nie mialabym prawa miec mu za zle, gdyby po urodzinach zamilkl ponownie, ale taki powrot na dziesiec minut jest strasznie okrutny i trudno o tym nie wiedziec. Zamiast pozwolic mi zapomniec, ponownie otworzyl wszystkie rany i to kompletnie bez celu, skoro chce wyjechac i jestem mu 'niepotrzebna'. Nie sprawi, ze zachowam o nim dobre wspomnienia, wrecz jest mi tak przykro i jestem tak wsciekla, ze mam ochote sie odwdzieczyc za ten bol, ktory mi zadal. Moze jestem troche temu winna, bo wyslalam mu zyczenia, ale to nie dalo mu prawa ranic po raz kolejny moje uczucia.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 19.06.20, 18:44
                                                    nie ogarniam takiego zwyklego braku empatii, czlowieczenstwa, czy jak to nazwac. Nie mialabym prawa miec mu za zle, gdyby po urodzinach zamilkl ponownie, ale taki powrot na dziesiec minut jest strasznie okrutny i trudno o tym nie wiedziec. Zamiast pozwolic mi zapomniec, ponownie otworzyl wszystkie rany i to kompletnie bez celu, skoro chce wyjechac i jestem mu 'niepotrzebna'. Nie sprawi, ze zachowam o nim dobre wspomnienia, wrecz jest mi tak przykro i jestem tak wsciekla, ze mam ochote sie odwdzieczyc za ten bol, ktory mi zadal. Moze jestem troche temu winna, bo wyslalam mu zyczenia, ale to nie dalo mu prawa ranic po raz kolejny moje uczucia.

                                                    To nie on wrócił tylko ty mu pozwoliłaś chciałaś tego i to masz.
                                                    To ty wysłałaś mu życzenia pomimo ze ci pisałam ze tak będzie. A jak on cię zranił niby?
                                                    Ze znowu dajesz mu zielone światło i nie miej mu za złe ze z tego korzysta.
                                                    Dajesz mu się sobą bawić i swoimi uczuciami.
                                                    Przecież on ma żonę wiesz o tym ,wiec czego się spodziewałaś ze ja zostawi dla ciebie. Od 2 lat masz to samo i niczego cię to nie nauczyło, mało tego pozwalasz na takie zachowanie a i tak zwalasz na niego. Tego chciałaś wysyłając mu życzenia-koniec kropka.

                                                    Ale od zawsze miałam jakąś nerwicę na punkcie rozumienia ludzkich zachowań i ich analizy, czasem wyjaśnienie było proste, a czasem nie do ogarnięcia.

                                                    Gdyby tak było to byś poczytała różne książki na ten temat. Choćby na temat zdrad i czemu faceci zdradzają.
                                                    I Czemu ty pakujesz się w toksyczna relacje i się jej kurczowo trzymasz.

                                                    Ten facet wlazł w moje życie, pisał kilka razy dziennie, szukał byle pretekstu na kilka minut rozmowy, zwierzał się, pytał mnie o zdanie w różnych sprawach niesłużbowych, interesował sie moim życiem i zdrowiem.

                                                    To było minęło nie będzie trwało wiecznie bo facet ma żonę i najwidoczniej podjął decyzje ze do niej wraca. Ty byłaś zabawka i jesteś nią ,bo mu na to pozwalasz wiec nie dziw się ze korzysta. Facet jest niedojrzały jak dziecko, a sama wiesz jakie dzieci są daj im słodycze to zje pomimo zakazu.
                                                    On działa podobnie bierze to na co ma akurat ochotę. Już ci to pisałam wiele razy.
                                                    Twoje „powroty” do niego ,gadanie pisanie NIE ZMINI JEGO MYŚLENIA O TOBIE. Tak cię będzie traktował bo mu na to pozwalasz.
                                                    Bardzo przykre ze się pakujesz na własne życzenie. Bo nie wiem myślisz ze obudzisz w nim empatię uczucia których nie czuje?
                                                    Nie wiem co z tobą nie tak jest skoro tak się sama pakujesz w bagno chyba to lubisz.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 20.06.20, 09:56
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > To nie on wrócił tylko ty mu pozwoliłaś chciałaś tego i to masz.
                                                    > To ty wysłałaś mu życzenia pomimo ze ci pisałam ze tak będzie. A jak on cię zra
                                                    > nił niby?
                                                    > Ze znowu dajesz mu zielone światło i nie miej mu za złe ze z tego korzysta.
                                                    > Dajesz mu się sobą bawić i swoimi uczuciami.
                                                    > Przecież on ma żonę wiesz o tym ,wiec czego się spodziewałaś ze ja zostawi dla
                                                    > ciebie. Od 2 lat masz to samo i niczego cię to nie nauczyło, mało tego pozwalas
                                                    > z na takie zachowanie a i tak zwalasz na niego. Tego chciałaś wysyłając mu życz
                                                    > enia-koniec kropka.

                                                    nie, nie tego chciałam. Przez myśl by mi nie przeszło, że od razu po życzeniach przejdzie do prób wskoczenia mi do łóżka i mówię serio. Spodziewałam się kilku sucharków, niedokończonych rozmów, ale nie tego. A już na pewno nie spodziewałam się kontynuacji rozmów po tym, jak mu odmówiłam. A już na pewno nie 'hej, jak twoj dzien, jutro wyjezdzam'. Przykre to jest i tyle. Skoro wyjeżdża, po co ponownie inwestować swój czas w rozmowy ze mną i liczyć na seks, jeśli będzie to strata czasu na coś mocno chwilowego? I tak, rozumiem, miał prawo do zielonego światła, ale nie obowiązek. Wiedząc, że wyjeżdża, a mi zależy nadal, aktem łaski byłoby ponowne milczenie.
                                                    >

                                                    > Gdyby tak było to byś poczytała różne książki na ten temat. Choćby na temat zd
                                                    > rad i czemu faceci zdradzają.
                                                    > I Czemu ty pakujesz się w toksyczna relacje i się jej kurczowo trzymasz.

                                                    czytałam o zdradach, narcyzmie, zaburzeniach przywiązania i wielu innych. Nie zawsze to pomaga, czasem informacje są sprzeczne, czasem zdają się nie mieć pokrycia w rzeczywistosci. A co do pakowania się w toksyczną relację, może to mój brak doświadczenia w tej dziedzinie sprawił, że aż tak się zaangażowałam, nie wiem. Ale myśl, że ktoś chciał mnie wysłuchać i zrozumieć, była naprawdę odurzająca i uzależniająca, zwłaszcza, że większość otaczających mnie ludzi chciała tylko brać bez wzajemności, a gdy tej wzajemności chciałam, dawano mi poczucie, że to ja wykorzystuję drugą osobę. Przez długi czas czułam się chciana i doceniana, nawet jeśli to wszystko było iluzją.
                                                    >

                                                    > To było minęło nie będzie trwało wiecznie bo facet ma żonę i najwidoczniej pod
                                                    > jął decyzje ze do niej wraca. Ty byłaś zabawka i jesteś nią ,bo mu na to pozwal
                                                    > asz wiec nie dziw się ze korzysta. Facet jest niedojrzały jak dziecko, a sama w
                                                    > iesz jakie dzieci są daj im słodycze to zje pomimo zakazu.
                                                    > On działa podobnie bierze to na co ma akurat ochotę. Już ci to pisałam wiele r
                                                    > azy.
                                                    > Twoje „powroty” do niego ,gadanie pisanie NIE ZMINI JEGO MYŚLENIA O TOBIE. Tak
                                                    > cię będzie traktował bo mu na to pozwalasz.
                                                    > Bardzo przykre ze się pakujesz na własne życzenie. Bo nie wiem myślisz ze obudz
                                                    > isz w nim empatię uczucia których nie czuje?
                                                    > Nie wiem co z tobą nie tak jest skoro tak się sama pakujesz w bagno chyba to lu
                                                    > bisz.
                                                    >

                                                    nie, nie lubię tego, ale na razie czuję się, jakby to był koniec świata. Przez długi czas nie rozmawiałam praktycznie z nikim, a nagle znów mogłam mu się wygadać. Po ostatniej nieudanej próbie wskoczenia mi do łóżka nie poruszał już tego tematu, rozmawialiśmy o normalnych rzeczach, jak kiedyś. Myślałam, że gadka o wyjeździe to próba sprawdzenia mojej reakcji i może lekkiego 'kopa' za to, że mu odmówiłam, bo już tyle razy chciał wyjeżdżać i nic z tego nie wynikało, że przez myśl by mi nie przeszło, że taki tchórz będzie chciał wyjechać do obcego kraju i zaczynać wszystko kompletnie od nowa bez żadnego wsparcia i znajomych. I co byś nie mówiła, przykre i bolesne jest, że nadal, po dwóch latach, ważniejsze jest dokopanie mi niż cokolwiek innego. Bo gdyby nie odezwał się już po urodzinach, obraz byłby nieco jaśniejszy, kulturalne podziękowanie i cisza. Ja nie jestem obcą osobą, której uczucia można kompletnie olać tylko kimś, komu w pewnym momencie swego życia chciał się zwierzać i utrzymywać kontakt. Moje pozwolenie nie oznacza, że może mówić i robić co chce. Jak to wczoraj gdzieś przeczytałam: to, że dam komuś pistolet i powiem, żeby mnie zastrzelił, nie oznacza, że nie będzie to morderstwo, mimo mojej świadomej zgody.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 20.06.20, 13:47
                                                    . A już na pewno nie 'hej, jak twoj dzien, jutro wyjezdzam'. Przykre to jest i tyle. Skoro wyjeżdża, po co ponownie inwestować swój czas w rozmowy ze mną i liczyć na seks, jeśli będzie to strata czasu na coś mocno chwilowego? I tak, rozumiem, miał prawo do zielonego światła, ale nie obowiązek.

                                                    Ale jaki obowiązek? Coś ciagle mieszasz?
                                                    Pisałam ci żebyś nie pisała ,sama powiedziałaś ze nie chcesz wasza znajomość się zakończyła tak dlatego chcesz wysłać życzenia. To masz co chciałaś.
                                                    Przyjdzie pomiesza widelcem w twojej ranie i pojedzie mając cię daleko w odwłoku.
                                                    A dlaczego stara czasu? Zabić nudę można czymkolwiek głupim filmem czy czymś innym? Równie dobrze tobą, jakby się skończyło seksem byłoby z dodatkiem.
                                                    Czy ty nie rozumiesz ze facet czuje i myśli zupełnie inaczej? Ty się rozpisujesz roztkliwiasz nad sobą i waszym „związkiem” a on ma rozrywkę kiedy mu się nudzi.

                                                    On ci nie chce dawać żadnej laski czy być ok bo nie chce chce sobie poszaleć może cię przelecieć i już. Bez uczuć wyższych empatii. Nie wiem czemu nie możesz tego zrozumieć. Tylko dojrzali ludzi szanują uczucia innych. On nim nie jest. Nie próbuj wkładać swoich emocji w jego głowę bo ich tam nie ma to są tylko i wyłącznie twoje emocje nie jego.


                                                    Nie wszystko musi się zgadzać zgłodnieje z książkami ale często są pewne schematy.
                                                    Czułaś się doceniania a to po prostu tylko to ze on umiał zarzucić haczyk.
                                                    Poza tym wiesz ja pracuje z facetami dużo takich sytuacji widziałam romansów i zdrad. Tego jak romans się kończy. Zawsze jest tak samo. Facet lubi polować to jest jak psychol który lubi patrzeć na strach i ból i to mu się podoba. U facetów jest podobnie lubi zarzucać siec .Starać się polować omamiać sprawia mu satysfakcję ze kobieta zwraca na niego uwagę patrzy z „uwielbieniem w oczkach” itp. Gdy tylko uda się złowić kobietę która się angażuje oni tracą zainteresowanie. Coś jak polowanie u zwierząt ,jak ofiara udaje zmarła najczęściej drapieżnik zostawia ja ,bo traci ten dreszczyk emocji z pogoni i szarpiącej się ofiary.
                                                    No chyba ze jest bardzo głodny.
                                                    To tak jak facet skorzysta wtedy z seksu. To ze ty czasem nie odpisujesz czasem udajesz niedostępna powoduje ze jemu znowu chce się polować. Ale takie zachowania występują tylko u niedojrzałych egoistycznych i wyrzutach z uczuć facetów. Bo są tacy który potrafią kochać. Nudzi ku się w jego życiu to siebie zabije czas w jego oczach to nie marnowanie czasu. Bo ty myślisz ze skoro i tak nie będziecie razem po co pisać rozmawiać. On myśli za chwile i tak wyjeżdżam pobawię się jeszcze.

                                                    Bo gdyby nie odezwał się już po urodzinach, obraz byłby nieco jaśniejszy, kulturalne podziękowanie i cisza. Ja nie jestem obcą osobą, której uczucia można kompletnie olać tylko kimś, komu w pewnym momencie swego życia chciał się zwierzać i utrzymywać kontakt. Moje pozwolenie nie oznacza, że może mówić i robić co chce.

                                                    Ale to ty się odezwałaś bo ci zależało. Uwiesiłaś się na tej reakcji i wiesz ze tak działają psychopaci otaczają ofiarę odcinają od rodziny znajomych uzależniają od siebie żeby moc taka osoba manipulować.

                                                    Wiesz zawsze na początku jest fascynacja i chęć kontaktu dreszczyk emocji. Nie pomyślałam ze to tylko gra z jego strony grać biedaczka ty pogłaszczemy go po główce? I będzie miło i cudownie. Bardzo naiwnie do tego podchodzisz.

                                                    A DLACZEGO NIE MOŻE MÓWIĆ I ROBIĆ CO CHCE?
                                                    Co twoim zdanie go powstrzymuje?

                                                    Tak morderstwo będzie eutanazja na życzenie klienta. Nie napychaj sobie głowy głupimi sloganami.
                                                    Jak np. Szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko” a jeśli matka lubi pic ćpać i bzykać się codziennie z innym facetem, i to jej daje szczęście to myślisz ze dziecko wtedy też będzie wtedy szczęśliwe?
                                                    Wiec to co jednych uszczęśliwia unieszczęśliwia drugich.
                                                    In ma prawo do dwóch uczuć zachowań i robienia tego co chce. (No w granicach prawa choć czas i to ludzie przekraczają)
                                                    Wiec nie pisz i nie myśl ze mu nie wolno ze powinien robić to czy to.
                                                    Jego żona pewnie myśli ze ty nie powinnaś z nim pisać mu się zwierzać nie uprawiać seksu z nim bo tak nie można traktować drugiej kobiety. Dam byś nie chciała żeby taka jak ty wchodziła w życiu twojego faceta?

                                                    Może zamiast się „wykłócać” pomysł trochę szerzej i nie zwalaj winę na niego ze ci w życiu namieszał. On skorzystał z darmowej promocji. Bo to twoje życie i powinnaś miesc nad nim kontrole nad życiem nie próbować mieć kontroli nad uczuciami innej osoby. Brzmisz zupełnie jak mała dziewczynka która tupie nóżkami ,bo ja chce żeby on mnie kochał tatusiu zmuś go do tego żeby mnie kochał tu i teraz natychmiast.

                                                    Nie wydaje ci się to śmieszne i głupie ze uważasz ze on powinien coś czuć czego nie czuje?
                                                    To zupełnie gdyby on ci powiedział masz mnie nie lubić? bo ja tak chce. I właściwe nie możesz cierpieć z jakieś racji niby cierpisz i mieć pretensji ,bo ja ci nic nie obiecywałam twoja sprawa ze się zakochałaś.masz tego nie czuć bo tak nie wolno bo ja mam żonę.

                                                    Próbuje ci wytłumaczyć ze on nie jest odpowiedzialny za twoje uczucia a ty nie możesz wymagać żeby czuł coś bo ty tak czujesz. Tylko osoba bliska i zaangażowana szanuje nasze uczucia.
                                                    I o nich myśli.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 24.07.20, 08:48
                                                    > Ale jaki obowiązek? Coś ciagle mieszasz?
                                                    > Pisałam ci żebyś nie pisała ,sama powiedziałaś ze nie chcesz wasza znajomość s
                                                    > ię zakończyła tak dlatego chcesz wysłać życzenia. To masz co chciałaś.
                                                    > Przyjdzie pomiesza widelcem w twojej ranie i pojedzie mając cię daleko w odwło
                                                    > ku.

                                                    nie chciałam co roku wspominać tego dnia jako ostatniego dnia, kiedy z nim rozmawiałam, tak samo, jak ktoś nie chciałby, żeby jego matka/babcia/inny członek rodziny umarł w jego urodziny czy inną rocznicę ślubu, czy to serio takie dziwne? Powiedzmy, że nie jego wina że się zaangażowałam, ale czemu ja przez najbliższe kilka lat miałabym co roku przypominać sobie, co oznaczał ten dzień?

                                                    > A dlaczego stara czasu? Zabić nudę można czymkolwiek głupim filmem czy czymś in
                                                    > nym? Równie dobrze tobą, jakby się skończyło seksem byłoby z dodatkiem.
                                                    > Czy ty nie rozumiesz ze facet czuje i myśli zupełnie inaczej? Ty się rozpisujes
                                                    > z roztkliwiasz nad sobą i waszym „związkiem” a on ma rozrywkę kiedy mu się nudz

                                                    nie wiem, może nie dociera to do mnie, bo ja bym w życiu tak nie potraktowała drugiego człowieka, nawet takiego, za którym nie przepadam. Czasem próbowałam sobie to wyjaśnić tym, że odpycha od siebie ludzi, którym naprawdę zależy, bo takiego kogoś strach stracić (tak jak przy napadzie dresiarzy mniej żal byłoby nokii 3210 niż samsunga note jakiegośtam), Przykre jest to, że do mnie pisał, jak potrzebował kogoś, kto zrozumie, wysłucha, może nawet usprawiedliwi czy sie pochyli nad jego losem, bo on biedny nie ma przyjaciół czy rodzina go nie lubi czy cośtam, ale gdy ja miałam jakiś problem, dosyć często odpowiedzią było 'bywa', 'zycie' czy coś równie górnolotnego.

                                                    > Nie wszystko musi się zgadzać zgłodnieje z książkami ale często są pewne schematy.
                                                    > Czułaś się doceniania a to po prostu tylko to ze on umiał zarzucić haczyk.
                                                    > Poza tym wiesz ja pracuje z facetami dużo takich sytuacji widziałam romansów i
                                                    > zdrad. Tego jak romans się kończy. Zawsze jest tak samo. Facet lubi polować t
                                                    > o jest jak psychol który lubi patrzeć na strach i ból i to mu się podoba. U fa
                                                    > cetów jest podobnie lubi zarzucać siec .Starać się polować omamiać sprawia mu
                                                    > satysfakcję ze kobieta zwraca na niego uwagę patrzy z „uwielbieniem w oczkach”
                                                    > itp. Gdy tylko uda się złowić kobietę która się angażuje oni tracą zainteresowa
                                                    > nie. Coś jak polowanie u zwierząt ,jak ofiara udaje zmarła najczęściej drapieżn
                                                    > ik zostawia ja ,bo traci ten dreszczyk emocji z pogoni i szarpiącej się ofiary.
                                                    >
                                                    > No chyba ze jest bardzo głodny.
                                                    > To tak jak facet skorzysta wtedy z seksu. To ze ty czasem nie odpisujesz czasem
                                                    > udajesz niedostępna powoduje ze jemu znowu chce się polować. Ale takie zachowa
                                                    > nia występują tylko u niedojrzałych egoistycznych i wyrzutach z uczuć facetów.
                                                    > Bo są tacy który potrafią kochać. Nudzi ku się w jego życiu to siebie zabije cz
                                                    > as w jego oczach to nie marnowanie czasu. Bo ty myślisz ze skoro i tak nie będz
                                                    > iecie razem po co pisać rozmawiać. On myśli za chwile i tak wyjeżdżam pobawię
                                                    > się jeszcze.

                                                    podejrzewam, że masz rację, dlatego tym bardziej dziwi mnie, że po pierwszej odmowie próby wskoczenia mi do łóżka się skończyły, a zaczęły się w miarę normalne rozmowy i suchary. Dlatego podejrzewałam, że ten wyjazd to jego próba na to, żebym zareagowała w stylu 'olaboga, nie wyjeżdżaj, bo cię lubię'. Bo zauważ, że nie pobawił się, mimo próby przekupienia mnie prezentem dla dziecka i jak to on dla niego wszystko tudzież brania mnie na litość bo on ma doła. Czasami żałuję, że tak szybko przestał nalegać na 'noc ze śniadaniem', ale z drugiej strony wiem, że o ile w ogóle, to bardzo długo podnosiłabym się z upadku z euforii do kompletnej depresji, gdyby po 'sniadaniu' powiedział, że to było pożegnanie i mam spadać. Nawet te resztki godności, które dzięki temu zyskałam, nie pozwalają zabić mysli, że ta znajomość jest taka niedokończona.
                                                    >

                                                    > Ale to ty się odezwałaś bo ci zależało. Uwiesiłaś się na tej reakcji i wiesz ze
                                                    > tak działają psychopaci otaczają ofiarę odcinają od rodziny znajomych uzależni
                                                    > ają od siebie żeby moc taka osoba manipulować.
                                                    >
                                                    > Wiesz zawsze na początku jest fascynacja i chęć kontaktu dreszczyk emocji. Nie
                                                    > pomyślałam ze to tylko gra z jego strony grać biedaczka ty pogłaszczemy go po
                                                    > główce? I będzie miło i cudownie. Bardzo naiwnie do tego podchodzisz.

                                                    tak jak wspominałam, ani nie miałam doświadczeń z żonatymi, ani zadna z moich koleżanek nie miała, więc nie przyszło mi do głowy prewencyjnie poczytać o romansach. Gdybym miała się zabezpieczyć na każdą okolicznosć, to życia by mi nie starczyło na poradniki. Dlatego też nie sądziłam, że to gra z jego strony, dla mnie był facetem, który nie potrafi przeboleć swojego przesranego dzieciństwa i małżeństwa, które miało mu dać to, czego nigdy nie miał i się przeliczył, który chłonął czyjąś uwagę jak gąbka wodę, bo przez całe życie tego nie zaznał. Zależało mi na tym, żeby poznał swoją wartość, którą według mnie sobą reprezentował, a której sobie uparcie odmawiał.
                                                    >
                                                    > A DLACZEGO NIE MOŻE MÓWIĆ I ROBIĆ CO CHCE?
                                                    > Co twoim zdanie go powstrzymuje?

                                                    w takim razie czemu ja nie mogę mówić i robić tego co chcę, bo powiedzenie jego żonie z kim ma do czynienia jest niemoralne, nieuczciwe i tak dalej? Jemu przyznaje się prawo do bycia dupkiem bo to facet, a ja nie mogę być wredną suką, która lubi niszczyć małżeństwa, bo co? Co mnie powstrzymuje? Choćby to, że nie tylko on przy tym ucierpi. Chłopaki zapewne mają to gdzieś, żona też, póki hajs się zgadza (info o długach jest potwierdzone, więc być może siedzi cicho póki on wpłaca pieniądze), czyli on ma prawo niszczyć mi życie, bo mu zaufałam, ale ja jemu nie mam prawa, bo on zaufał mi? A niby czemu? Czemu moje dziecko ma pytać mnie, czy płakalam, nawet jeśli ziewnęłam przed chwilą, a jego dzieci i żona mają tkwić w blogiej nieświadomości? On ma prawo przebijać moją bańkę szczęścia, ale ja, przebijając jego, działając w podobny sposób, nie patrząc na empatię, uczucia jego i jego rodziny, jestem tak okropna?
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 24.07.20, 10:08
                                                    Tak morderstwo będzie eutanazja na życzenie klienta. Nie napychaj sobie głowy głupimi sloganami.
                                                    Jak np. Szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko” a jeśli matka lubi pic ćpać i bzykać się codziennie z innym facetem, i to jej daje szczęście to myślisz ze dziecko wtedy też będzie wtedy szczęśliwe?

                                                    wczoraj zabrakło znaków na odpowiedź z cytatem. Raczej nie chodzi tu o skrajności wg mnie w tym cytacie, ale sama mówiłaś, że dziecko wyczuwa emocje, gdy rodzic jest szczęsliwy i spokojny to dziecko tez, w drugą stronę tak samo. Granica naszego szczescia jest nieszczescie drugiego czlowieka, nie sadzisz? To totalny egoizm dążyć do swojego szczęścia po trupach i nie patrząc kompletnie na innych.

                                                    Wiec to co jednych uszczęśliwia unieszczęśliwia drugich.
                                                    In ma prawo do dwóch uczuć zachowań i robienia tego co chce. (No w granicach prawa choć czas i to ludzie przekraczają)
                                                    Wiec nie pisz i nie myśl ze mu nie wolno ze powinien robić to czy to.

                                                    jeżeli on ma prawo, to dlaczego ja nie mam prawa? Dlaczego nie mam prawa czuć się oszukana, w pewien sposób zdradzona, rozgoryczona i wściekła? On ma prawo do wszystkiego a ja nie? Nie mówię, że odbieram komuś prawo do czegokolwiek, ale powinny być jakieś granice robienia czego się chce, nie tylko prawo, ale choćby normy moralne, bo swoim dążeniem do szczęścia i radości można wyrządzić komuś krzywdę i to z pełną świadomością tej krzywdy. Czy nadal można robić co się chce?

                                                    Jego żona pewnie myśli ze ty nie powinnaś z nim pisać mu się zwierzać nie uprawiać seksu z nim bo tak nie można traktować drugiej kobiety. Dam byś nie chciała żeby taka jak ty wchodziła w życiu twojego faceta?

                                                    tak, było to z mojej strony nie w porządku, chociaż rozmów nie odbierałam jako czegoś złego i niemoralnego. Ale jeśli już rozmawiamy o zielonym świetle i chęciach, to on sam dawał mi na to zielone światło i dążył do zwierzania mi się i nawzajem. On miał do tego prawo a ja nie? Trochę to nie fair, nie sądzisz?

                                                    Może zamiast się „wykłócać” pomysł trochę szerzej i nie zwalaj winę na niego ze ci w życiu namieszał. On skorzystał z darmowej promocji. Bo to twoje życie i powinnaś miesc nad nim kontrole nad życiem nie próbować mieć kontroli nad uczuciami innej osoby. Brzmisz zupełnie jak mała dziewczynka która tupie nóżkami ,bo ja chce żeby on mnie kochał tatusiu zmuś go do tego żeby mnie kochał tu i teraz natychmiast.


                                                    szczerze, to 'przydybał' mnie w takim okresie, że potrzebowałam przyjaciela, bliskości, zrozumienia i zaufania. Wcześniej miałam kontrolę nad swoim życiem, ale wiele wydarzeń sprawiło że czułam, że tracę tą kontrolę i potrzebowałam wsparcia. Co chwilę coś się pieprzyło, sypało, wyskakiwało coś złego, było dużo stresu. Uważasz, że gdyby tak łatwo było poznać, że to gierka z jego strony to wlazłabym w takie bagno? Nawet po psychopacie na pierwszy rzut oka nie poznasz ze to psychol, bo umie się z tym kryć i nawet najbliższa rodzina nie wie, bo 'to dobry chłopak był i mało pił', że tak zacytuję Kazika. Skoro nie próbował mnie zaciągnąć do łóżka (z mojej perspektywy) i interesował się, wspierał, zdawał się (naprawdę!) nie mieć nieczystych intencji, to powinnam go była prewencyjnie pogonić? Każdy może nas kiedyś zranić i złamać nam serce, czy każdego powinniśmy trzymać jak najdalej żeby zawczasu się zabezpieczyć? Takie życie byłoby okropne i samotne.

                                                    Nie wydaje ci się to śmieszne i głupie ze uważasz ze on powinien coś czuć czego nie czuje?
                                                    To zupełnie gdyby on ci powiedział masz mnie nie lubić? bo ja tak chce. I właściwe nie możesz cierpieć z jakieś racji niby cierpisz i mieć pretensji ,bo ja ci nic nie obiecywałam twoja sprawa ze się zakochałaś.masz tego nie czuć bo tak nie wolno bo ja mam żonę.

                                                    nie, nie uważam, że powinien czuć coś, czego nie czuje, ale nie powinien bawić się uczuciami kogoś, kto jednak to czuje. Promocja promocją, ale jesteśmy wszyscy ludźmi i powinniśmy innych też traktować po ludzku. Używanie kogoś, czy finansowo czy emocjonalnie, jest pewnego rodzaju oszustwem. Jeśli ktoś nie chciał być wsparciem, nie powinien być nim od początku, a nie dawać się opierać na sobie tylko po to, żeby to zabrać i zeby się potem człowiek przewrócił i posypał. To tak jakby zabrać komuś koło ratunkowe zanim wyszedł z wody, trzeba było albo dać się utopić albo pomóc do końca.

                                                    Próbuje ci wytłumaczyć ze on nie jest odpowiedzialny za twoje uczucia a ty nie możesz wymagać żeby czuł coś bo ty tak czujesz. Tylko osoba bliska i zaangażowana szanuje nasze uczucia.
                                                    I o nich myśli.

                                                    tych uczuć pewnie by nie było, gdyby nie to, że wpadłam w kiepską sytuację, a on zdawał się mnie wspierać, gdyby został zachowany jakiś dystans, pewnie traktowałabym go w kategorii przystojniaka i tyle. Nie wiem, czemu wszyscy uważają, że zbliżanie się do kogoś jest jak najbardziej w porządku i można sobie to robić kiedy i jak się chce, żeby osiągnąć jakieśtam swoje prywatne cele, ale pozwolenie na zbliżenie się, jest już winą tylko tej osoby, która na to pozwoliła, bo uwierzyła w czyjeś dobre serce i intencje i nie ma prawa czuć się źle bo się przejechała na tej osobie.

                                                    czemu ja mam szanować w takim momencie jego uczucia, skoro on moje miał gdzieś i ich nie szanował?
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 20.06.20, 13:56
                                                    kiedy ktoś cię rani/zawodzi/oszukuje, nie pytaj czemu to robi, odpowiedz na pytanie czemu na to pozwalasz. Nie szanujesz siebie, swoich granic i uczuć to i on tego nie robi. Dziwi cię to? Zasada stara jak świat, nie tylko w związkach romantycznych ale we wszystkich innych - służbowych, sąsiedzkich etc. Naiwnością jest myśleć, że jak sama o sobie nie myślisz, ktoś zrobi to za ciebie
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 24.07.20, 10:20
                                                    odkochana napisał(a):

                                                    > kiedy ktoś cię rani/zawodzi/oszukuje, nie pytaj czemu to robi, odpowiedz na pyt
                                                    > anie czemu na to pozwalasz. Nie szanujesz siebie, swoich granic i uczuć to i on
                                                    > tego nie robi. Dziwi cię to? Zasada stara jak świat, nie tylko w związkach rom
                                                    > antycznych ale we wszystkich innych - służbowych, sąsiedzkich etc. Naiwnością j
                                                    > est myśleć, że jak sama o sobie nie myślisz, ktoś zrobi to za ciebie

                                                    niestety, ale jestem naiwniarą. Nie każdy ma u mnie drugą szansę (a raczej kilka drugich szans), ale zdarza się, że ktoś ma u mnie potężny kredyt zaufania i wiele umiem wybaczyć. Nie zapominam, że ktoś mnie zawiódł, ale nie tkwię uparcie w wypominaniu każdej zdrady. Nie każdemu należy się wybaczenie, ale wiele zależy od stopnia zaangażowania, kalibru zawinienia. Nie mówię, że tak powinno być i masz rację, że powinnam się bardziej szanować, ale w momencie kiedy czułam, że został mi już tylko on, nie miałam siły na utratę ostatniej bliskiej mi osoby i wolałam na wiele przymknąć oko, zignorować, pozwolić. Zapewne nie powinnam była, ale głupio wierzyłam, że w końcu dostanę 'nagrodę' i będę traktowana lepiej. Niestety, wychodzi na to, że i on bardziej szanuje ludzi, którzy mają go gdzieś i nie zależy im jakoś szczególnie na tej znajomości, a on robi to samo z kimś, na kim mu zależy. Poza tym, nie do końca wiem, jak reagować? Przestać się odzywać? Dla mnie to dziecinada. Opieprzyć? Jeżeli ktoś nie uważa, że zrobił coś złego, to co da taki ochrzan oprócz wyimaginowanych pretensji? Żadna inna reakcja nie przychodzi mi do głowy, i tak źle i tak niedobrze.
                                                  • ta_niepoprawna Re: długa historia krótkiego romansu 24.07.20, 10:32
                                                    Świadomie wybrał, że jakiśtam rodzaj znajomości chce ze mną mieć",
                                                    "decydujesz się być w czyimś życiu to wypada to również zakończyć"
                                                    "moim wyborem było wpuścić tę osobę do życia a jej wyborem było wejść"

                                                    Wybrałam kilka cytatów historycznych z Twoich wpisów, wobec których nie mogę się powstrzymać od komentarza.

                                                    Droga Weronz.. to tak przecież nie działa! Nie podążaj tym tokiem myślenia, bo on generuje błędne koło Twoich
                                                    oczekiwań, które nie mają szans na spełnienie i im szybciej się z tym oswoisz tym lepiej dla Ciebie.

                                                    Obecność lub "odejście" z czyjegoś życia nie jest żadnym świadomym wyborem. Bardzo często jest dziełem kompletnego przypadku,
                                                    ot tak wpadliście na siebie albo przebywaliście w pobliżu i akurat dopasowaliście się charakterami, a Ty na dodatek łakniesz tych bliskich, głębokich, serdecznych
                                                    relacji, po Twoich wpisach odnoszę wrażenie, że one nadają sens Twojemu życiu i bez nich nie potrafisz się obejść. Bez nich, bez innych ludzi itp.
                                                    Tym samym podświadomie sprawiasz, że ludzie chcą z Tobą rozmawiać, zwierzać się, wiedzą, że wysłuchasz, jesteś empatycznym i wrażliwym słuchaczem, czasem zdarzy się,
                                                    że wysłuchają też Ciebie i po paru takich "sesjach" już uważasz, że "o, zwierza mi się, czyli zdecydował się na bycie moim przyjacielem".
                                                    I pomyśl sobie, że dla Ciebie nabrało to mega głębokiego znaczenia i sensu, ta rozmowa, relacja. A jedyne co ta druga osoba myśli to "o, spoko babka fajnie
                                                    się gadało". Tyle.
                                                    NIC WIĘCEJ. I wracają sobie, żyją własnym życiem. A Ty jesteś już emocjonalnie zaangażowana i automatycznie, mimowolnie zaczynasz mieć oczekiwania, no bo przecież
                                                    "nie kazałam mu się zwierzać, sam chciał= chciał wejść do mojego życia więc teraz wypadałoby, żeby w nim został a jak chce odejść to musi mnie do tego przygotować,
                                                    bo przecież ja cierpię...". Oczekujesz tej wzajemności, tego, że druga osoba zaangażuje się w tym stopniu co Ty, albo chociaż trochę.
                                                    Wystarczy, że ktoś da Ci chociaż cień zainteresowania i już jesteś utopiona w złudnej nadziei, że stał się bliską Ci osobą.

                                                    To można dopasować prawdopodobnie do wielu Twoich relacji, bez konieczności rozgraniczania, czy była relacją tylko na poziomie emocjonalnym,
                                                    czy też cielesnym (choć w tym przypadku jest jeszcze gorzej, bo działają hormony, oksytocyna - hormon przywiązania w Tym przypadku to Twoja największa zmora).

                                                    Musisz zrozumieć, że w życiu istnieje coś takiego jak egoizm, nieżyczliwość, obłuda. Są ludzie źli, dwulicowi i nieempatyczni.
                                                    Są narcyzy, zadufane w sobie łajdaki i manipulatorzy. Są też zwykli ludzie, na tyle zajęci swoim życiem, że nawet nie zauważą Ciebie, mimo, że zdążyli opowiedzieć
                                                    Ci swoją historię i nawet zwierzyć ze swoich problemów, wysłuchać rad itp.

                                                    Pomyśl, że te "sucharki" Twój C wysyła do wszystkich znajomych, z nudów, bo akurat śmieszny obrazek czy żart.. a dla Ciebie już ma to głębsze znaczenie i myślisz
                                                    "o- wróciły suchary, wysłał też do mnie, czyli na pewno się ze mną liczy, jestem ważna". Bzdura. Niestety.

                                                    Jak dla mnie, to ten Pan nie ma w ogóle świadomości jak bardzo się zaangażowałaś i jak bardzo znacząca jest dla Ciebie ta "relacja". A popadłaś w nią, uzależniłaś się
                                                    i najlepsze co możesz dla siebie zrobić to wreszcie zacząć stawiać granice a najlepiej po prostu zwiać.
                                                    "Nie jestem barem szybkiej obsługi" - a czy kiedykolwiek dałaś do zrozumienia Panu wprost, że tak się czujesz? Czy kiedykolwiek miał szansę doznać tego olśnienia,
                                                    jak duże spustoszenie spowodował w Twojej głowie?
                                                    Będzie Ci przykro i będzie bolało, prawdopodobnie bardzo długo, ale to minie.
                                                    Pod warunkiem, że nie będziesz znowu pakować się w błędne koło i uwieszać na relacjach, które w Twoim mniemaniu były wielkie, głębokie niemal dozgonne.

                                                    Naucz się stawiać granice. Wszystkim, którzy Cię otaczają. Przejmij nad tym kontrolę. W przeciwnym wypadku, ze swoimi aktualnymi skłonnościami znowu wpadniesz
                                                    w "sidła" jakiegoś manipulatora lub egoisty, który zawładnie Twoimi emocjami.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 24.07.20, 15:57
                                                    ta_niepoprawna napisała:

                                                    > Droga Weronz.. to tak przecież nie działa! Nie podążaj tym tokiem myślenia, bo
                                                    > on generuje błędne koło Twoich
                                                    > oczekiwań, które nie mają szans na spełnienie i im szybciej się z tym oswoisz t
                                                    > ym lepiej dla Ciebie.
                                                    >
                                                    > Obecność lub "odejście" z czyjegoś życia nie jest żadnym świadomym wyborem. Bar
                                                    > dzo często jest dziełem kompletnego przypadku,
                                                    > ot tak wpadliście na siebie albo przebywaliście w pobliżu i akurat dopasowaliśc
                                                    > ie się charakterami, a Ty na dodatek łakniesz tych bliskich, głębokich, serdecz
                                                    > nych
                                                    > relacji, po Twoich wpisach odnoszę wrażenie, że one nadają sens Twojemu życiu i
                                                    > bez nich nie potrafisz się obejść. Bez nich, bez innych ludzi itp.

                                                    hej, dzięki za włączenie się w dyskusję smile jeśli chodzi o ludzi, to jestem dosyć towarzyska, ale jedynie wobec osób, które lubię. Przez bardzo długi czas nie było tak, że zawsze musiał w moim życiu ktoś być, bo inaczej czułam się niepełna i samotna. Miałam garstkę znajomych, których lubiłam i mieliśmy wspólny język, resztę ludzi w swoim towarzystwie tolerowałam bo musiałam z tych czy innych względów. Myślę, że większość ludzi tak ma, są znajomi z wyboru i znajomi 'bo tak wypada', koleżanki z pracy, spod szkoły, ludzie, których po prostu znamy. Kiedy poznajemy kogoś, z kim doskonale się rozumiemy, mamy podobne poczucie humoru, czasem wręcz czytamy sobie w myślach, człowiek chce obecności tej osoby, rozmów z nią. Wg mnie jest to normalne. Jeżeli druga osoba okazuje zainteresowanie, a my też jesteśmy zainteresowani znajomością, zacieśnia się ona i pogłębia, obie strony bez przymusu coś dają i biorą i mają wobec siebie jakieś oczekiwania i to też wg mnie jest normalne. Każdy jest choć trochę egoistą i raczej utrzymuje znajomości z ludźmi, na których pomoc może liczyć i unika pijawek, które chcą brać tylko dla siebie. To taki rodzaj umowy (wg mnie): ja ci coś daję, a gdy ja potrzebuję, ty dasz coś mi (w granicach rozsądku i wzajemności, oczywiście)

                                                    > Tym samym podświadomie sprawiasz, że ludzie chcą z Tobą rozmawiać, zwierzać się
                                                    > , wiedzą, że wysłuchasz, jesteś empatycznym i wrażliwym słuchaczem, czasem zdar
                                                    > zy się,
                                                    > że wysłuchają też Ciebie i po paru takich "sesjach" już uważasz, że "o, zwierza
                                                    > mi się, czyli zdecydował się na bycie moim przyjacielem".

                                                    z tym wrażliwym słuchaczem to bym polemizowała, zawsze byłam raczej typem gaduły niż słuchacza, musi mi naprawdę na kimś mocno zależeć, żebym więcej słuchała niż mówiła. Pracuję jako tłumacz, więc siłą rzeczy słucham o ludzkich problemach, tragediach, czasem ktoś powie coś, czego nie dotyczy jego sprawa czy się pożali. Nie uważam tego za przyjaźń, czasem, ktoś potrzebuje się wygadać komuś obcemu czy po prostu komukolwiek, kto będzie chętnym uchem. Staram się unikać osób, które narzekają dla samego narzekania, pijawek emocjonalnych, bo wiem, że moja asertywność nie stoi na najwyższym poziomie i ciężko by mi było z takiej znajomości się wykręcić. Tak samo nie uważam, że ktoś, komu zwierzyłam się z czegoś raz czy dwa, z automatu jest moim przyjacielem. To wg mnie zależy od częstotliwości i intensywności zwierzeń i kontaktów. Jeżeli rozmawiasz z kimś codziennie/prawie codziennie, zarówno o bzdetach jak i na poważniejsze tematy, to jest to już bliższa znajomość.

                                                    > I pomyśl sobie, że dla Ciebie nabrało to mega głębokiego znaczenia i sensu, ta
                                                    > rozmowa, relacja. A jedyne co ta druga osoba myśli to "o, spoko babka fajnie
                                                    > się gadało". Tyle.
                                                    > NIC WIĘCEJ. I wracają sobie, żyją własnym życiem. A Ty jesteś już emocjonalnie
                                                    > zaangażowana i automatycznie, mimowolnie zaczynasz mieć oczekiwania, no bo prze
                                                    > cież
                                                    > "nie kazałam mu się zwierzać, sam chciał= chciał wejść do mojego życia więc ter
                                                    > az wypadałoby, żeby w nim został a jak chce odejść to musi mnie do tego przygot
                                                    > ować,
                                                    > bo przecież ja cierpię...". Oczekujesz tej wzajemności, tego, że druga osoba za
                                                    > angażuje się w tym stopniu co Ty, albo chociaż trochę.
                                                    > Wystarczy, że ktoś da Ci chociaż cień zainteresowania i już jesteś utopiona w z
                                                    > łudnej nadziei, że stał się bliską Ci osobą.

                                                    być może wyglądam na 'niedopieszczoną' emocjonalnie, ale nie jest tak, że przywiązuję się do każdego, kto pokaże mi choć trochę uwagi. Ale odróżniam ludzi, z którymi ma się regularny kontakt, od ludzi, z którymi pogadasz dwa razy do roku o błahostkach. I z jednymi i z drugimi się 'fajnie gada', ale siłą rzeczy to jednak z tymi pierwszymi budujesz więź i uważasz, że skoro rozmawiacie dużo, to ta osoba liczy na nasze wsparcie, oczekuje naszego zdania, współczucia ergo: to nie tylko rozmowa przy piwie raz na kilka miesięcy a coś głębszego, i mimowolnie liczysz na to samo od tej osoby. Miewałam przelotne znajomości, z których nic nie wynikało i takie, które przeradzały się w coś silniejszego. Oczekuję tego, że ktoś, kto daje intensywnością i częstotliwością kontaktów do zrozumienia, że to nie jest byle znajomość spod budki z piwem, da wzamian coś od siebie, a nie będzie pijawą, która uważa, że ona jako jedyna ma prawa w tej znajomości. Kiedy ktoś nie chce ze mną rozmawiać, to oczekuję, że nie będzie tego robił z jakichś dziwnych pobudek, a jeśli ma interes, to napisze, załatwi go i znów się zamknie. Jak ja nie chcę się z kimś kumplować, to nie rozmawiam z tą osobą albo wcale albo więcej niż to konieczne i myślę, że na takiej zasadzie działa większość ludzi.

                                                    w przypadku C. to nie był jakiśtam cień zainteresowania i typowo angielskie 'co u ciebie, u mnie też ok', ale dłuższa znajomość i dłuższe rozmowy. Oboje mieliśmy własne życie, nie wisieliśmy na telefonie 24/7, ale kontakt był regularny (przez parę miesięcy). Jeżeli ktoś, bez żadnego przymusu, bierze czynny udział w znajomości, to chyba jednak można pomyśleć, że tej znajomości chce, prawda? Czy wobec każdej osoby, bez względu na to, czy jest kontakt czy go nie ma, mamy mieć te same wymagania lub brak wymagań? Po co nam w takim razie przyjaciele, jeśli nawet osobę, z którą dzielimy się sekretami nie mamy prawa uważać za bliską i czegoś wzamian oczekiwać? Po to jesteśmy ludźmi, żeby nie dawać komuś swoim zachowaniem do zrozumienia, że może na nas liczyć jeżeli tego nie chcemy, stawia się granice, w sposób werbalny bądź niewerbalny
                                                    >
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 24.07.20, 16:15
                                                    > To można dopasować prawdopodobnie do wielu Twoich relacji, bez konieczności rozgraniczania, czy była relacją tylko na poziomie emocjonalnym, czy też cielesnym (choć w tym przypadku jest jeszcze gorzej, bo działają hormon
                                                    > y, oksytocyna - hormon przywiązania w Tym przypadku to Twoja największa zmora)

                                                    jak wspominałam, nie jestem z automatu najlepszą przyjaciółką każdego, kto tylko się w moim życiu pojawi, bo człowiek by się wykończył. Wobec każdej znajomości mam inne oczekiwania, w zależności od wielu czynników.
                                                    >
                                                    > Musisz zrozumieć, że w życiu istnieje coś takiego jak egoizm, nieżyczliwość, ob
                                                    > łuda. Są ludzie źli, dwulicowi i nieempatyczni.
                                                    > Są narcyzy, zadufane w sobie łajdaki i manipulatorzy. Są też zwykli ludzie, na
                                                    > tyle zajęci swoim życiem, że nawet nie zauważą Ciebie, mimo, że zdążyli opowiedzieć Ci swoją historię i nawet zwierzyć ze swoich problemów, wysłuchać rad itp.


                                                    jak wyżej, odróżniam ludzi, którzy czasem zwierzą mi się ze swoich problemów od ludzi, którzy zwierzają mi się z nich regularnie. Wtedy liczę, że ci drudzy, gdy ja będę potrzebowała się zwierzyć, nie oleją mnie, tak jak ja nie olałam ich. Zdrowy egoizm jest w porządku, bo żyjąc czyimś zyciem człowiek się wykończy (znam z autopsji)
                                                    >
                                                    > Pomyśl, że te "sucharki" Twój C wysyła do wszystkich znajomych, z nudów, bo akurat śmieszny obrazek czy żart.. a dla Ciebie już ma to głębsze znaczenie i myślisz "o- wróciły suchary, wysłał też do mnie, czyli na pewno się ze mną liczy, jestem ważna". Bzdura. Niestety.

                                                    wiem, że nie byłam jedyną odbiorczynią sucharów, nie jestem aż tak durna wink ale dało się zauważyć braki w 'dostawie' i gdy wracały, zawsze się śmiałam, że awansowałam. Dla mnie były zaczepką, żebym coś napisała bądź nędzną próbą przypomnienia o sobie, czasami wypełnieniem rozmowy jak temat się zakończył lub gdy wchodził na temat, którego nie chciałam poruszać i gdy na nie nie reagowałam, zaraz znajdował się inny temat lub pretekst do rozmowy.

                                                    >
                                                    > Jak dla mnie, to ten Pan nie ma w ogóle świadomości jak bardzo się zaangażowałaś i jak bardzo znacząca jest dla Ciebie ta "relacja". A popadłaś w nią, uzależniłaś się i najlepsze co możesz dla siebie zrobić to wreszcie zacząć stawiać granice a najlepiej po prostu zwiać.

                                                    tak, pan wiedział, bo kilka razy coś we mnie pękło i powiedziałam mu, jak ja się z tym czuję i że zrobił mi czymś przykrość. Pan jednak zwykle odwracał kota ogonem, winą próbował obarczać wszystkich oprócz siebie i niestety nie wyciągał wniosków, nawet jeśli zdarzyło mu się przeprosić za to, że mnie zranił.

                                                    > "Nie jestem barem szybkiej obsługi" - a czy kiedykolwiek dałaś do zrozumienia P
                                                    > anu wprost, że tak się czujesz? Czy kiedykolwiek miał szansę doznać tego olśnie
                                                    > nia, jak duże spustoszenie spowodował w Twojej głowie?

                                                    tak, mówiłam mu, nie raz i nie dwa, bo logicznym dla mnie jest, że nie można mieć pretensji do kogoś o coś, o czym nie wiedział. On też mówił, kiedy zrobiłam mu czymś przykrość (np tym, że powiedziałam o naszym 'romansie' koleżance, pomijając już to, że powiedziałam mu o tym tuż po, że akurat jej powiem, co się wydarzyło, ale chyba zapomniał) i on oczekiwał zrozumienia i przeprosin. Gdy ja mu mówiłam, że zrobił coś, czym sprawił mi ból, czasem przeprosił, częściej twierdził, że jest w tym moja wina.

                                                    > Będzie Ci przykro i będzie bolało, prawdopodobnie bardzo długo, ale to minie.
                                                    > Pod warunkiem, że nie będziesz znowu pakować się w błędne koło i uwieszać na relacjach, które w Twoim mniemaniu były wielkie, głębokie niemal dozgonne.
                                                    >
                                                    > Naucz się stawiać granice. Wszystkim, którzy Cię otaczają. Przejmij nad tym kon
                                                    > trolę. W przeciwnym wypadku, ze swoimi aktualnymi skłonnościami znowu wpadniesz w "sidła" jakiegoś manipulatora lub egoisty, który zawładnie Twoimi emocjami.

                                                    uwierz, że na obecną chwilę, nie jestem w stanie myśleć ani o żadnych znajomościach ani przyjaźniach ani tym bardziej związkach. Ucięłam dwie ostatnie (jednostronne, z niekorzyścią dla mnie) relacje jakie miałam tu na miejscu i teraz mam jedynie dwójkę znajomych 'online' (z jedną z tych osób znam się na żywo, z drugą tak jakoś wyszło, że po załatwieniu sprawy zaczęliśmy gadać, a że mieszkamy daleko od siebie, to nie znamy się osobiście), a po intensywności relacji z C. odczuwam teraz straszliwy niedosyt bliskości i tego, że liczyłam na kogoś, tak jakby ktoś wygonił mnie z willi z basenem i kazał mieszkać w kartonie pod płotem.
                                                  • ta_niepoprawna Re: długa historia krótkiego romansu 24.07.20, 19:14
                                                    Posłuchaj, porównujesz tę dziwaczną znajomość do Willi z basenem? Poważnie? To porównanie pasuje tu tylko i wyłącznie pod kątem budowlanym bo i tu i tu są schody.
                                                    A u Ciebie one były na samym początku znajomości z tym przedziwnym typem.

                                                    Piszesz bardzo długo i bardzo szczegółowo i szczerze mówiąc ja parę razy straciłam wątek. Opisujesz kompletnie nieznaczące sytuacje i niemal każde jego słowo analizujesz jakbyś chciała rozwiązać jakąś zagadkę.
                                                    Może fascynuje Cię ta jego pozorna złożoność charekteru i osobowości?
                                                    To jest jakieś toksyczne bagno a nie przyjaźń. Uwikłanie a nie głęboka relacja.

                                                    O przyjaźniach i oczekiwaniach mówię w ten a nie inny sposób ponieważ ja przyjaciół nie posiadam (nie nazywam tak nikogo). Na każdej z ówczesnych „przyjaźni” się mocno zawiodłam (wlasnie dlatego, ze pojawialy sie oczekiwania, że skoro ja pomagam rozmawiam wspieram to dostanę to samo w zamian, a to prosta droga do zawodu niestety, może to smutno zabrzmi ale nauczylam sie dostosowac oczekiwania wobec wszelkich relacji pozarodzinnych (czytaj wymazalam je). I tak mi jest w życiu lepiej, serio. Nie twierdzę, że to idealny przepis ale mi takie podejście oszczędziło na pewno paru rozczarowań.

                                                  • ta_niepoprawna Re: długa historia krótkiego romansu 24.07.20, 19:28
                                                    Zobacz, jak na Ciebie działają Twoje oczekiwania, to przykład z ostatniego wpisu:
                                                    „ Najpierw było mi 'miło', że w ogóle odpisał, ale potem zobaczyłam, że nie było nawet pytania, czy nic mi się nie stało i jak się czuję, zrobiło mi się przykro, nie ukrywam, bo kiedy on pisał o czymś takim, wiedział, że go nie oleję.”

                                                    No jak na dłoni.. ta relacja (i pewnie inne, kolejne) była, jest i będzie pasmem Twoich zawiedzionych oczekiwań. On się nie zmieni. Ty go nie naprawisz. Nikt go nie naprawi. Czy chcesz brnąć w tę toksyczną relację? Jeśli tak to przyznaję wszystkim przedmówcom rację- lubisz toksyczne emocje, od udręki też można się uzależnić.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 25.07.20, 10:56
                                                    ta_niepoprawna napisała:

                                                    > Zobacz, jak na Ciebie działają Twoje oczekiwania, to przykład z ostatniego wpis
                                                    > u:
                                                    > „ Najpierw było mi 'miło', że w ogóle odpisał, ale potem zobaczyłam, że nie był
                                                    > o nawet pytania, czy nic mi się nie stało i jak się czuję, zrobiło mi się przyk
                                                    > ro, nie ukrywam, bo kiedy on pisał o czymś takim, wiedział, że go nie oleję.”

                                                    zwyczajnie ludzkim jest liczyć na cień współczucia w takiej sytuacji, i nie mówię konkretnie o nim. Gdy ktoś nam mówi, że go pobito/okradziono, normalnym jest, że zapytamy, czy nic się nie stało albo czy wszystko w porządku. Kiedy zmarł mój kolega C. trzy razy dopytywał, czy wszystko w porządku (nie odpisywałam, bo nie miałam siły), kiedy miesiąc temu zareagowałam (zupełnym przypadkiem) na suchara na messengerze dwa dni po jego wysłaniu, pytał czy coś się stało i czemu tak późno. Dlatego przykro mi było, że na coś takiego zareagował tak lakonicznie.

                                                    > No jak na dłoni.. ta relacja (i pewnie inne, kolejne) była, jest i będzie pasme
                                                    > m Twoich zawiedzionych oczekiwań. On się nie zmieni. Ty go nie naprawisz. Nikt
                                                    > go nie naprawi. Czy chcesz brnąć w tę toksyczną relację? Jeśli tak to przyznaję
                                                    > wszystkim przedmówcom rację- lubisz toksyczne emocje, od udręki też można się
                                                    > uzależnić.

                                                    Emocje stały się toksyczne, kiedy ja już byłam dosyć mocno zaangażowana w tę znajomość. Nie twierdzę, że to zdrowe, ale to nie jest coś, co minie z dnia na dzień. Po każdej kłótni czy niczym niespowodowanym okresie ciszy, pierwsze kilka dni przesypiałam, potem stwierdzałam, że muszę coś ze sobą zrobić, bo się wykończę, zajadałam smutki i było mi ze sobą jeszcze gorzej, bo przybyło kilogramów, z którymi tyle czasu walczyłam. Kilka tygodni temu zaczęłam znów ćwiczyć, bo tylko wtedy nie mam kompletnie czasu na myślenie ponieważ muszę się skupić na tym, żeby napiąć mięśnie, prawidłowo podnieść rękę czy nogę. Niestety, duzo rzeczy, nawet w moim własnym domu, przypomina mi o nim, moje dziecko raz na jakiś czas pyta o niego, gdy wychodzę z domu, co chwilę mija mnie samochód takiej marki jak jego. Może to są drobne sprawy, ale przypominają mi o nim, o tym jak było, jak jest, jak się to wszystko skończyło i nawet jeśli znajomość poszła z dymem, to nie uwolnię się od tego wszystkiego tak łatwo.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 25.07.20, 10:32
                                                    ta_niepoprawna napisała:

                                                    >
                                                    > O przyjaźniach i oczekiwaniach mówię w ten a nie inny sposób ponieważ ja przyja
                                                    > ciół nie posiadam (nie nazywam tak nikogo). Na każdej z ówczesnych „przyjaźni”
                                                    > się mocno zawiodłam (wlasnie dlatego, ze pojawialy sie oczekiwania, że skoro ja
                                                    > pomagam rozmawiam wspieram to dostanę to samo w zamian, a to prosta droga do z
                                                    > awodu niestety, może to smutno zabrzmi ale nauczylam sie dostosowac oczekiwania
                                                    > wobec wszelkich relacji pozarodzinnych (czytaj wymazalam je). I tak mi jest w
                                                    > życiu lepiej, serio. Nie twierdzę, że to idealny przepis ale mi takie podejście
                                                    > oszczędziło na pewno paru rozczarowań.
                                                    >

                                                    szczerze? Kiedyś tak właśnie miałam. Od nikogo nic nie oczekiwałam, a nawet jak chciałam móc oczekiwać, to z góry zakładałam, że to bez sensu, że ten ktoś i tak odmówi jak poproszę o coś (nie mówię teraz o C.), uważałam, że łatwiej na nic nie liczyć i mieć niespodziankę, że jednak można było niż liczyć i się niemiło rozczarować. Do każdego z góry podchodziłam tak, że będzie chciał jak najwięcej dla siebie, a nawet jak miałam jakiś cień nadziei, że ktoś może jednak jest normalny, to zwykle dosyć szybko okazywało się, że jednak nie.

                                                    W czasie, kiedy zaczynała się znajomość z C., poznałam też dwie inne osoby. Każde z tej trójki poprzez swoje podejście do mnie sprawił, że uwierzyłam, że jednak wcale nie muszę zaniżać swoich oczekiwań, że mogę wybierać swoich znajomych tak, żebym nie musiała się godzić na mniej. Moja samoocena skoczyła jak nigdy dotąd, moja asertywność też. Zaczęłam czuć, że mam jakąś wartość, nie tylko opartą na tym, że komuś z czymś pomogłam i mogę czuć się ważna i że mam prawo do odmowy i do oczekiwań. Odstawiłam koleżankę, która non stop wymagała przysług, ale rzadko kiedy pomagała mi, a czasem deklarowała pomoc i nawalała. Przestałam się uginać, dostosowywać, zaczęłam jej odmawiać, kiedy nie na rękę mi było zajmować się jej dziećmi (a ona uważała, że należy jej się to z automatu i potrafiła dzwonić, czy za pięć minut mogą do mnie przyjechać, bez uprzedzenia). Dostała nawet kilka razy ochrzan gdy nawaliła (co i tak nie dotarło, ale nieważne), i wiesz co? Nagle koleżanka zaczęła chodzić jak w zegarku, już nie byłam tanią siłą roboczą, można było spytać o pomoc wcześniej, przychodziła na kawę nie dlatego że miała interes, a dlatego, że chciała. Kilku innym osobom jasno dałam znać, że nie będę chłopcem na posyłki, część zmieniła podejście do mnie, a część zrezygnowała ze znajomości. A ja zaczęłam się czuć lepiej ze sobą i stwierdziłam, że skoro ktoś ma prawo do oczekiwań to i ja mam.

                                                    I, o dziwo, przez dosyć długi czas z tą dwójką znajomych, a i przez jakiś czas z C. to działało. Skoro on miał prawo ponarzekać, to i ja przyznawałam sobie do tego prawo. On się zwierzał, to i ja się zwierzałam. Wcześniej, gdy miał gorszy dzień i próbował 'odreagowywać', półsłówkami i lakonicznym odpisywaniem, reagowałam, pytałam co się dzieje. Gdy przestałam, on też zmienił podejście i widząc, że nie będę mu dawać odreagowywać, pisał od razu, co się stało albo dawał sobie czas na ochłonięcie i odzywał się później.

                                                    Nie było tak, że w znajomość z nim wskoczyłam od razu mając wygórowane wymagania i zakładając z automatu, że ma być tak jak ja chcę, przyznałam sobie to prawo po jakimś czasie, uznając że mogę, no bo skoro on uznał, że ma prawo, to czemu ja miałabym uważać, że ja mam być gorsza i nie mieć prawa? Nie mając oczekiwań trzeba się albo godzić na jednostronne znajomości albo na takie kompletnie nic nieznaczące, te pierwsze nie mają żadnego sensu, a drugie są może i praktyczne, ale bardzo smutne. Kiedy nie mamy żadnych oczekiwań, a druga osoba je ma, moze i unikniemy rozczarowań, ale dajemy tej drugiej osobie poczucie że ma prawo brać i nie dawać nic wzamian. Salomonowy wybór, albo pomagać i nie oczekiwać nic wzamian albo nie pomagać i nie oczekiwać.nic w zamian (bo i z jakiej okazji, skoro nic od siebie nie dajemy?)
                                                  • ta_niepoprawna Re: długa historia krótkiego romansu 25.07.20, 15:36
                                                    Kiedy nie mamy żadnych oczekiwań, a druga osoba je ma, moze i unikniemy rozczarowań, ale dajemy tej drugiej osobie poczucie że ma prawo brać i nie dawać nic wzamian. Salomonowy wybór, albo pomagać i nie oczekiwać nic wzamian albo nie pomagać i nie oczekiwać.nic w zamian (bo i z jakiej okazji, skoro nic od siebie nie dajemy?)

                                                    Nie tam, to nie tak smile to, że nie mam oczekiwań po prostu pomaga (przynajmniej mi) na jakimś etapie odpuścić sobie negatywne emocje dotyczące ewentualnego rozczarowania. Ja nikomu nie daję tym myśleniem żadnego poczucia. Nie okazuję tego. To jest dzialanie na poziomie tylko moich emocji. Takie przepracowanie tematu wewnątrz siebie i tyle smile na codzien pracuję i przebywam wśród ludzi więc jest milion sytuacji, w których jestem miło zaskoczona ich bezinteresownością czy wzajemnością. Jednocześnie mam też osoby, do których mogę się zwrócić po pomoc ale też nie rzucam focha jeśli ktoś nie potrafi, nie może czy nie chce pomóc i w sumie tyle.

                                                    Wcześniej, gdy miał gorszy dzień i próbował 'odreagowywać', półsłówkami i lakonicznym odpisywaniem, reagowałam, pytałam co się dzieje. Gdy przestałam, on też zmienił podejście i widząc, że nie będę mu dawać odreagowywać, pisał od razu, co się stało albo dawał sobie czas na ochłonięcie i odzywał się później.

                                                    Nadal uważam, że to była (jest) gra, i manipulacja. Przecież głęboka relacja z taką osobą to najprostsza droga do szaleństwa albo zepsucia samej siebie od środka. Istna szarpanina emocjonalna.
                                                    NORMALNA osoba gdy ma gorszy dzień to KOMUNIKUJE WPROST drugiej (bliskiej jej) osobie o tym fakcie a ten Ciebie testuje od samego początku i sprawdza jak bardzo jesteś podatna i ile jesteś w stanie znieść.

                                                    Wiesz ile jest takich historii i każda w ten sposób potraktowana dziewczyna brzmi tak samo: „ale on przeciez byl kiedys inny”, „kiedys tyle pisal tyle mowil, te komplementy”, te ochy, te achy, dopytywal troszczyl, dzielil sie swoimi bolami, problemami, polegal na mnie i ja na nim bla bla bla. A teraz jeb o ziemię i najlepiej przydeptać jak wyjaranego szluga. Niby cos tam napisal na to cale wlamanie, a pomysl teraz ze on zrobil to specjalnie! Z premedytacja uzyl lakonicznego tonu- czyli kolejna z jego manipulacji i bach, znów Osiagnal cel, zepsul Ci humor i to mu wystarczy.
                                                    „Nie wiem kiedy wroce do UK”
                                                    „Rodzina mnie potrzebuje”
                                                    Niech spierdala i tam zostaje.
                                                    No niestety tacy ludzie po prostu istnieją i nie rozszyfrujesz go a chyba ciągle probujesz.

                                                    Gdy nie zapętlasz się w opowiadaniu tych wszystkich rozwlekłych historii to brzmisz naprawdę jak rozsądna inteligentna silna kobieta, która stąpa twardo po ziemi wie czego chce itp. A gdy tylko mowa o Panu C to nagle jakby to wszystko diabli wzieli, ON i ta relacja podcina Twoje skrzydła, wiesz w jaki sposób- obniża Twoją samoocenę! Glebokie relacje ze zdrowymi ludźmi budują, poszerzają horyzonty, rozwijają, dodają energii. A on Ciebie dusi i tłamsi swoja wlasna niestabilnoscią i toksycznymi gierkami Masakra.

                                                    Może to są drobne sprawy, ale przypominają mi o nim, o tym jak było, jak jest, jak się to wszystko skończyło i nawet jeśli znajomość poszła z dymem, to nie uwolnię się od tego wszystkiego tak łatwo.

                                                    Oczywiście, to nie będzie proste. To będzie cholernie trudne i potrwa niestety bardzo długo..ale sama zobaczysz ze to w koncu minie!
                                                    A teraz podam Ci hipotetyczny rozwój pewnej sytuacji:
                                                    Może się tak stać, że gdy C. poczuje Twoją siłę i to, że jego bzdety pierdolety Cię nie ruszają, to się odezwie, Ty targana jeszcze uczuciami czy sentymentem nie będziesz umiała odmówić, poczujesz, że magicznie się zmienił i znów nadzieja jak to bedzie wspaniale.. policz wtedy ile dni potrwa ta sielanka i zapamietaj raz na zawsze ten moment gdy znow Pan C Cię zawiedzie bo okaże się, że to znow byla gierka w którą ochoczo Cię wciągnał Pan z zaburzeniami.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 26.07.20, 12:10
                                                    ta_niepoprawna napisała:

                                                    > Nadal uważam, że to była (jest) gra, i manipulacja. Przecież głęboka relacja z
                                                    > taką osobą to najprostsza droga do szaleństwa albo zepsucia samej siebie od środka. Istna szarpanina emocjonalna.
                                                    > NORMALNA osoba gdy ma gorszy dzień to KOMUNIKUJE WPROST drugiej (bliskiej jej)
                                                    > osobie o tym fakcie a ten Ciebie testuje od samego początku i sprawdza jak bard
                                                    > zo jesteś podatna i ile jesteś w stanie znieść.

                                                    dlatego przestałam reagować na fochy, wprost mu powiedziałam, że nie znoszę ludzi, którzy swój zły humor odreagowują na innych i zaznaczyłam, że pozwalałam mu na to, bo sądziłam, że w razie potrzeby, ja będę mogła prosić o wygadanie się (tak, wiem, że nie powinnam była tego zakładać). Po tym, jak przez jakiś czas przestaliśmy rozmawiać ze sobą (około dwa miesiące na początku tamtego roku, gdy próbował takich akcji, zwyczajnie nie reagowałam i zaczął mówić od razu, że wkurzył go szef czy współlokator, a gdy zdarzało się, że sprawiał pozory niechętnego do kontynuowania rozmowy (która sam, swoją drogą, zaczynał!) to i ja jej nie ciągnęłam na siłę.

                                                    > Wiesz ile jest takich historii i każda w ten sposób potraktowana dziewczyna brz
                                                    > mi tak samo: „ale on przeciez byl kiedys inny”, „kiedys tyle pisal tyle mowil,
                                                    > te komplementy”, te ochy, te achy, dopytywal troszczyl, dzielil sie swoimi bola
                                                    > mi, problemami, polegal na mnie i ja na nim bla bla bla. A teraz jeb o ziemię i
                                                    > najlepiej przydeptać jak wyjaranego szluga. Niby cos tam napisal na to cale wl
                                                    > amanie, a pomysl teraz ze on zrobil to specjalnie! Z premedytacja uzyl lakonicz
                                                    > nego tonu- czyli kolejna z jego manipulacji i bach, znów Osiagnal cel, zepsul C
                                                    > i humor i to mu wystarczy.
                                                    > „Nie wiem kiedy wroce do UK”
                                                    > „Rodzina mnie potrzebuje”
                                                    > Niech spierdala i tam zostaje.
                                                    > No niestety tacy ludzie po prostu istnieją i nie rozszyfrujesz go a chyba ciągl
                                                    > e probujesz.

                                                    nie do końca jestem pewna, czy czytałaś, co pisałam kilka dni temu, chociaż cytaty wskazują na to, że tak. Pokłóciłam się z nim dosyć ostro o to, że wciągnął moje dziecko w ostatnią próbę przespania się ze mną, on się przyczepił że (rzekomo) jego żona to wszystko przeczytała, ja powiedziałam, że powinien był mnie w takim razie zablokować, co też uczynił. Zdarzało się, że się kłóciliśmy, głównie właśnie o to, że najpierw przepraszał, że mnie zranił/skrzywdził/wykorzystał, a potem powtarzał te same błędy. I tak, zdaję sobie sprawę, ze jego przeprosiny to była manipulacja, ale kiedy przepraszał, chciałam wierzyć, że choć w minimalnym stopniu jest mu głupio, że tak ze mną postąpił. Ale coraz częściej mam wrażenie, że kieruje się typowo polskim sposobem myślenia: nie zrobię czegoś, żeby mieć lepiej, tak jak ktoś komu zazdroszczę, tylko sprawię, żeby ta osoba miała gorzej, tak jak ja. On ma kiepski humor, więc jakim prawem ja bym miała mieć lepszy, a jak ja mam kiepski i potrzebuję się wygadać, to lepiej dobić mówiąc 'takie jest życie', 'tak już bywa' itp.

                                                    > Gdy nie zapętlasz się w opowiadaniu tych wszystkich rozwlekłych historii to brz
                                                    > misz naprawdę jak rozsądna inteligentna silna kobieta, która stąpa twardo po zi
                                                    > emi wie czego chce itp. A gdy tylko mowa o Panu C to nagle jakby to wszystko di
                                                    > abli wzieli, ON i ta relacja podcina Twoje skrzydła, wiesz w jaki sposób- obniż
                                                    > a Twoją samoocenę! Glebokie relacje ze zdrowymi ludźmi budują, poszerzają horyz
                                                    > onty, rozwijają, dodają energii. A on Ciebie dusi i tłamsi swoja wlasna niestab
                                                    > ilnoscią i toksycznymi gierkami Masakra.

                                                    smutne jest to, że przez tego dupka uwierzyłam w siebie tak jak pisałam w którymś poście powyżej. Przed poznaniem go moimi najbliższymi znajomymi byli ludzie, którzy chcieli tylko brać. Przez niego uwierzyłam, że to nieprawda, tak nie powinno być, ja też zasługuję na pomoc, uwagę a nie bycie kołem zapasowym, o którym nikt nie pamięta, póki nie jest potrzebne. Wiadomo, nie uwieszałam się na nikim, ale też przestałam uważać, że nikogo o nic nie będę prosić bo nie wypada. W życiu nie czułam się tak, powiem wprost, zajebista. I być może to go do mnie przyciągnęło, a z drugiej strony sprawiło, że uznał, że skoro on jest nieszczęśliwy, to i ja nie mogę i raz na jakiś czas mi dopieprzał, żebym znała 'swoje miejsce' na tym świecie. Nie było to miłe, ale broniłam go i usprawiedliwiałam jego dzieciństwem, małżeństwem, pracą, mimo że dla mnie to było jak jazda windą z turbonapędem, góra-dół-góra-dół, dosłownie w ciągu chwili potrafiłam mieć spaprany humor, nerwy, ciśnienie. Czasem przepraszał a czasem nie wracaliśmy do tematu, a ja nie chciałam zaczynać kłótni i tłumaczyć, że coś nie było miłe (a może powinnam była robić to za każdym razem, a nie kiedy mi się nazbierało). Potem, praktycznie z dnia na dzień dwójka moich najbliższych znajomych odeszła, on się wydygał, że romans się wyda, ale, o dziwo, został, za co byłam mu wdzięczna (mimo że to też zapewne była gra, no i ryzyko, że kolejne spotkania mogą się wydać zmalało do zera, bo tylko oni wiedzieli) i zaczęłam się czuć jak żona damskiego boksera: niech sobie robi co chce, ale niech będzie. Nie było to mądre, wiem, ale bałam się, co będzie ze mną, gdy posypie się cały świat. Od tamtego czasu, blisko rok temu, coraz bardziej było mi wszystko jedno, było miło, kiedy on tego chciał, a ja każdą rozmowę z nim traktowałam jak nagrodę i chwilę spokoju. Nadal zdarzały się kłótnie, bo ciągle odzywał się we mnie stary duch, który uważał, że coś mi się należy, po kłótni żadne z nas się nie odzywało przez jakiś czas, póki on nie przerywał milczenia. Moja samoocena, asertywność i wszystkie inne przeszły jak ręką odjął, jeżeli taki był jego cel to go osiągnął, a ja żyłam tylko dlatego że musiałam. Wiem, że to wszystko brzmi okropnie, nie powinnam była do tego dopuścić, ale byłam zbyt zaangażowana i wciągnięta w tę znajomość.

                                                    > Oczywiście, to nie będzie proste. To będzie cholernie trudne i potrwa niestety
                                                    > bardzo długo..ale sama zobaczysz ze to w koncu minie!
                                                    > A teraz podam Ci hipotetyczny rozwój pewnej sytuacji:
                                                    > Może się tak stać, że gdy C. poczuje Twoją siłę i to, że jego bzdety pierdolety
                                                    > Cię nie ruszają, to się odezwie, Ty targana jeszcze uczuciami czy sentymentem
                                                    > nie będziesz umiała odmówić, poczujesz, że magicznie się zmienił i znów nadziej
                                                    > a jak to bedzie wspaniale.. policz wtedy ile dni potrwa ta sielanka i zapamieta
                                                    > j raz na zawsze ten moment gdy znow Pan C Cię zawiedzie bo okaże się, że to zno
                                                    > w byla gierka w którą ochoczo Cię wciągnał Pan z zaburzeniami.

                                                    do tej pory za każdym razem wierzyłam naiwnie, że tym razem będzie inaczej. Gdy ostatni raz próbował wkręcić się na seks, z jednej strony bardzo chciałam go zobaczyć, ale z drugiej zadawałam sobie pytanie, czy dam radę znów przeżywać wielotygodniową ciszę, o czym mu powiedziałam, odpowiedział, że przeprasza, jest śmieciem i że idzie spać. Pewnie liczył, że wyposzczona po czterech miesiącach, zgodzę się zanim przyjdzie przysłowiowy raport. Kilka dni później powiedział o wyjeździe i z jednej strony żałowałam, ze się nie zobaczyliśmy, a z drugiej wiedziałam, co bym przeżywała, gdybym go przyjęła, a on potem rzuciłby wieściami o wyjeździe (albo i nie, nie wiadomo) i pojechał zostawiając za sobą nieugaszony pożar.
                                                  • ta_niepoprawna Re: długa historia krótkiego romansu 27.07.20, 10:23
                                                    Wszystko o tej relacji zostało już powiedziane i każdy wpis jest dowodem na to, że to była relacja toksyczna i powinna zostać przerwana (na pewno spłycona do granic). A Ty moja droga pamiętaj, że sama definiujesz swoją własną wartość a nie inni i tego się trzymaj!
                                                    W obecnej sytuacji nie masz lekko i doskonale to rozumiem, cały czas będzie targało tobą to uczucie pewnego niedokończenia tej relacji ale po prostu to zostaw. I bądź czujna bo Pan może wrócić i może mieć tak bardzo przekonujące uzasadnienie swoich zniknięć i dziwnych zachowań, że będziesz skłonna je przyjąć i zaaprobować (ja to znam doskonale..on może powiedzieć wszystko i uderzyć w twoje najczulsze punkty) AJa osobiście nie wierzę w magiczną zmianę takiego człowieka, po czasie wszystko będzie takie samo. Nie pozwól na to!
                                                    Takie relacje wykańczają psychicznie! jesteś młodą fajną energiczną babką, sama zobaczysz ile życie ma do zaoferowania, wystarczy w to uwierzyć, poczytaj sobie o prawie przyciągania cxy o czymkolwiek innym pozytywnym.
                                                    A jak się Pan C odezwie nie daj boże.. to masz „być szczęśliwa” choćbyś miała pobawić się w aktorkę.
                                                    trzymaj się!
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 29.07.20, 10:09
                                                    > Wszystko o tej relacji zostało już powiedziane i każdy wpis jest dowodem na to,
                                                    > że to była relacja toksyczna i powinna zostać przerwana (na pewno spłycona do
                                                    > granic). A Ty moja droga pamiętaj, że sama definiujesz swoją własną wartość a n
                                                    > ie inni i tego się trzymaj!

                                                    wiem, że tak powinno być, ale nie do przeskoczenia jest, że często ludzie sprawiają, że czujemy się ze sobą lepiej. Ktoś nas pochwali, doceni, a kiedy czujemy, że mamy jakąś wartość, to takie gesty ją tylko umocniają i podnoszą. Kiedy ktoś w siebie nie wierzy, nawet góra komplementów tego nie zmieni, znam z doświadczenia, przez wiele lat uważałam, że nie zasługuję na miłe słowa a komplementy odbierałam jak kpinę. Nawet kiedy podjęłam decyzję o odchudzaniu (na spontanie, niezależnie od C.) to spojrzenia ludzi, którzy przez parę tygodni mnie nie widzieli i dostrzegali różnicę były motywujące i zachęcające, żeby się nie poddawać (a zwykle po 5kg przechodził mi zapał)

                                                    > W obecnej sytuacji nie masz lekko i doskonale to rozumiem, cały czas będzie tar
                                                    > gało tobą to uczucie pewnego niedokończenia tej relacji ale po prostu to zostaw
                                                    > . I bądź czujna bo Pan może wrócić i może mieć tak bardzo przekonujące uzasadni
                                                    > enie swoich zniknięć i dziwnych zachowań, że będziesz skłonna je przyjąć i zaap
                                                    > robować (ja to znam doskonale..on może powiedzieć wszystko i uderzyć w twoje na
                                                    > jczulsze punkty) AJa osobiście nie wierzę w magiczną zmianę takiego człowieka,
                                                    > po czasie wszystko będzie takie samo. Nie pozwól na to!
                                                    > Takie relacje wykańczają psychicznie! jesteś młodą fajną energiczną babką, sama
                                                    > zobaczysz ile życie ma do zaoferowania, wystarczy w to uwierzyć, poczytaj sobi
                                                    > e o prawie przyciągania cxy o czymkolwiek innym pozytywnym.

                                                    C. ponoć straszliwie się boi, że będę chciała się mścić, co jakiś czas mi to wmawiał, co prawda z niezbyt górnolotnych powodów: że jak już nie będzie chciał romansu, to będę chciała go zniszczyć, jakby cała nasza znajomość była definiowana, spowodowana i wycelowana wyłącznie w seks. Już pominę ściemnianie o tym, jak to rzekomo tyle wiadomości przeczytała jego żona (dziwnym trafem nie zdarzyło się, żeby przeczytała to co on pisał do mnie, interesujący zbieg okoliczności, nie?), bo to pewnie jego głupi sposób samoobrony, bo skoro żona przeczytała, to biedaczek ma kłopoty i powinnam mu współczuć, przeprosić i wziąć winę na siebie. Podejrzewam, ze większość żon w takiej sytuacji wolałaby 'oznaczyć teren' i przepędzić potencjalną rywalkę, więc podejrzewam, że żyje w błogiej nieświadomości.

                                                    Kiedy raz, pod wpływem niezłych nerwów, spowodowanych jego zachowaniem, powiedziałam, że lepiej dla niego, żebym nie uznała, że dla niego najważniejsze było mnie zaliczyć, stwierdził, że jestem nieobliczalna. Tym bardziej pokładanie wiary we mnie i igranie ze mną zaczęło mnie coraz bardziej dziwić, jakby wierzył, że ma mnie tak bardzo na haczyku, że nigdy czegoś takiego nie zrobię albo było mu wszystko jedno czy to zrobię, zwłaszcza że jego zona raczej nie przyjmie na spokojnie wieści o zdradzie zarówno fizycznej jak i psychicznej. Zero instynktu samozachowawczego, zwłaszcza po ostatniej akcji z próbą przekupienia mnie prezentem dla dziecka. Nawet ktoś uparcie wierzący w swoją niewinność, ale mający wiele do stracenia, powinien chyba swoje racje schować w takim wypadku do kieszeni zamiast upierać się i ponawiać takie samo postępowanie i liczyć, że nigdy mi nie odwali do tego stopnia, żeby jednak powiedzieć o wszystkim jego żonie. Ale cóż, może na to liczy, a patrząc na jego postępowanie, coraz bardziej upewniam się w tym, że taki jest jego cel, zniszczyć kogoś i doprowadzić do tego, że nie będzie miał nic do stracenia, 'wyplącze' go z jego nieszczęśliwego małżeństwa, a on przed kolejnymi naiwnymi będzie mógł udawać pokrzywdzonego i zdradzonego i przez żonę i przez kochankę. A doskonale wie, że mam i powód i możliwość, żeby to zrobić. I wiem, że rozkminianie co mu w głowie siedzi nie jest najmądrzejsze i niezbędne do życia, ale dziwi mnie to okrutnie, bo nawet średnio rozgarnięta osoba zwyczajnie by przeprosiła, nawet jeśli nie uważa, ze ma za co. C. sam się teraz wpakował w sytuację bez dobrego dla niego wyjścia, bo postanowił po raz kolejny mnie zranić (wiem, że każdy ma prawo wypisać się ze znajomości w dowolnym momencie, chociaż nie uważam tego za uczciwe i ludzkie, ale nadal sądzę, że wpieprzanie się z rozmowami i sucharami na dwa tygodnie przed wyjazdem było naprawdę przykre wobec mnie, nie ja jedyna bym go wysłuchała, a on celowo mnie po raz kolejny zranił) i jeszcze wmieszać w to młodego, jeżeli tak boi się zemsty, ma do wyboru powiedzieć żonie 'prawdę' i liczyć, że nie będzie chciała tego zweryfikować u mnie lub mnie opieprzyć, a ja już nie mam powodu, żeby potwierdzić jego wersję wydarzeń jaka by ona nie była/ powiedzieć stuprocentową prawdę, co może oznaczać niemałe kłopoty i brak kontaktu z dziećmi/ nic nie robić i żyć w ciągłym strachu, że ja to zrobię. A wystarczyło potraktować mnie jak istotę ludzką i nie mieszać mojego dziecka do spraw między mną a nim i nie mialby się czego bać. Intuicja podpowiada mi, że raczej nie wybierze przeprosin (bo ile można przepraszać za to samo i liczyć, że się nie zorientuję, że przeprosiny nie są prawdziwe) ani żadnej innej próby kontaktu. Nie wmówi mi przecież, że zablokował mnie przypadkiem a powoływanie się na nerwy też jest nędzną wymówką. Zdaje mi się, że będzie wolał udawać, że to ja jestem ta zła jednocześnie licząc na moje dobre serduszko. W tym momencie jakakolwiek próba przeprosin (czy dosłowne powiedzenie 'przepraszam' czy wmawianie mi, że był zdenerwowany i zadziałał pod wpływem impulsu) będą tak widocznie fałszywe, że nie mają już jakiegokolwiek sensu i sądzę, że on o tym dobrze wie. Nie ma już dla niego żadnej zdroworozsądkowej i sensownej możliwości naprawy relacji ze mną, więc jego sytuacja jest... cóż, nie do pozazdroszczenia i szczerze, to ani trochę mu już nie współczuję, bo sam na własne życzenie kopał pod sobą ten dół. Niech się teraz kisi w swoim własnym bagienku, stresie i strachu, że sprawa wyjdzie na jaw, zwłaszcza, że teraz mogę z pełnym zaangażowaniem pomóc byłej żonie byłego kolegi w walce o alimenty (czego nie mogłam zrobić, żeby 'kolega' nie wypaplał, że C spał ze mną i czułam się źle ze sobą, bo cierpiały na tym dzieci) i nie martwić się już o reputację C. kosztem czyjejś krzywdy i moich wyrzutów sumienia. Niech 'kolega' gada ile wlezie, współpracownicy znają C., ale mnie zna tylko jeden, którego zawsze mogę pogonić (jest moim klientem), brzmi to pewnie perfidnie i okropnie, ale cóż, 'takie jest życie', jak to zwykł mawiać C.

                                                    > A jak się Pan C odezwie nie daj boże.. to masz „być szczęśliwa” choćbyś miała p
                                                    > obawić się w aktorkę.
                                                    > trzymaj się!

                                                    oj, mamuska by Cie zjechala (ta nasza, forumowa, nie Twoja własna) za takie manipulacje biednym facetem big_grin jeśli pan C jednak się odezwie, to chyba potraktuję go jego własną bronią: milczeniem. Mój limit naiwności, cierpliwości i zaufania wyczerpał się już jakiś czas temu. Żadne z nas już nie może powtarzać tych samych błędów, jednocześnie oczekując innych rezultatów. On nie może mnie w kółko ranić licząc, ze będę cały czas dawać sobie wchodzić na głowę, a ja nie mogę non stop wierzyć w jego magiczną przemianę.

                                                    Najtrudniejsze jest dla mnie to, że nie mam kiedy przejść 'żałoby' po nim. Nie mam możliwości się upić i wypłakać, bo mam w domu dziecko, które od ponad roku jest bardzo wyczulone na tym punkcie (po moich poprzednich urodzinach, na które C nie przyszedł i mocno to przeżywałam) i nie chcę, żeby patrzyło na moje załamanie i łzy, a nie mam komu go 'sprzedać' na cały dzień, żeby nie było świadków mojego bólu. Poza tym, co chwilę dzieje się coś innego, co chwilowo odwraca uwagę od tej sytuacji: włamanie, wyjazd mojego kumpla, kłótnia z mamą, problemy zdrowotne, w dodatku przygarnęłam kotkę w ciąży, więc młodemu w tym roku przepadną wakacje w Polsce. To tyl
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 03.08.20, 01:29
                                                    mamuska by Cie zjechala (ta nasza, forumowa, nie Twoja własna) za takie manipulacje biednym facetem big_grin jeśli pan C jednak się odezwie, to chyba potraktuję go jego własną bronią: milczeniem.

                                                    Zupełnie nie zrozumiałaś co do ciebie pisałam przez te wszystkie posty.
                                                    Ona dobrze mówi facet ma widzieć ze bez niego jesteś super szczęśliwa. Nie dlatego ze się odezwał.
                                                    A nie wyczekujące/ czekające nieszczęście na pana księcia.

                                                    Ja faceta nie bronię próbuje ci uzmysłowić choć nie dociera do ciebie to zupełnie ,(odwracasz kota ogonem), ze nie możesz uważać/oczekiwać ze to co czujesz i myślisz ty to są emocje tez innych ludzi , a każdy ma własne.
                                                    Mi ostatnio syn powiedział mamo nie wkładaj mnie w swoje palny , bez spytania mnie czy tego chce i czy to zrobię.( chodziło i obiad i zakupy założyłam ze kupi coś w drodze z pracy a on miał inne palny.

                                                    Inni nie będą czuć tego samego bo ty tak chcesz. albo będą się zastanowić czy jak coś zrobią to jak ty się będziesz z tym czuła. Tak to może myśleć osoba która prawdziwe kocha i której zależy na drugiej osobie.
                                                    Jak widać pan C to egoista.

                                                    Gdyby tak było świat byłby tylko dobry i kolorowy.
                                                    I ze jakim prawem on do mnie gadał gdyby nie chciał... ale on chciał w tamtym monecie chciał.
                                                    Ale nie jest odpowiedzialny za twoje emocje i oczekiwania „plany” wobec niego. I twoje zaangażowanie.
                                                    On chce ci dać tylko to i to , i to tylko i wyłącznie twoja odpowiedzialność i decyzja czy to bierzesz i zgadzasz się an warunki czy zrywasz kontakt. Każdy jest odpowidzialny za swoje emocje i swoje życie.
                                                    On miał ochotę z tobą podać i uprawiać seks i pogadać z twoim dzieckiem.
                                                    Tak jak ma ochotę zjeść schabowego. Wolno mu.
                                                    On po prostu robił na co miał ochotę nie jest odpowiedzialny za twoje uczucia.

                                                    Ty brzmisz trochę jak mała dziewczynka ja tatusiu ja go kocham i chce żeby on mnie kochał. Bo ja chce i ryk a tatuś tak będzie cię kochał zmuszę go tylko córeczko nie płacz.

                                                    I nie on nie miał prawa cię tak potraktować to było niemoralne i wredne. Ale zrobił to bo na to miał ochotę i zrobił to dla siebie.
                                                    Ty dla siebie samej powinnaś przestać analizować każde słowo , bo to ci nie służy.
                                                    Po wątku widać ze jesteś nawet o krok do przodu z poradzenie sobie z ta sytuacją.
                                                    Nie zrozumiesz faceta. Dlatego ze myślicie i czujecie coś zupełnie innego!!!!
                                                    Nie wkładaj w niego swoich emocji i pragnień bo on ma swoje które jak widać nie pokrywają się z twoimi.

                                                    Teraz to pisanie z nim jego nerwy ze żona czyta bardziej cię kreuje cię na stalkerkę.
                                                    Na siłe szukasz kontaktu bo ci zależy ( maść z pl) żeby się dowiedzieć kiedy wraca.
                                                    Żeby go zmusić do reakcji do odpowiedzi itp.
                                                    A jak nie dopisuje albo się denerwuje to teraz będziesz królowa śniegu.

                                                    Jak ci pisałam zostaw nie ruszaj nie pisz życzeń to nie bo ty MUISZ z dziwnych pobudek.

                                                    Powiem ci ze ty nawet robisz tak samo jak on.

                                                    Robisz po swojemu nie słuchasz tego co co tu tłumaczymy od miesięcy bo chcesz robić po swojemu , a jemu dobijesz prawo robić jak chce.
                                                    Ty robisz po swojemu i on tez.
                                                    🤷‍♀️
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 06.08.20, 17:25
                                                    > Zupełnie nie zrozumiałaś co do ciebie pisałam przez te wszystkie posty.
                                                    > Ona dobrze mówi facet ma widzieć ze bez niego jesteś super szczęśliwa. Nie dla
                                                    > tego ze się odezwał.
                                                    > A nie wyczekujące/ czekające nieszczęście na pana księcia.

                                                    powiedziałam to w formie żartu wink jednakże sama twierdziłaś, że ze mnie też niezła manipulantka bo mu nie odpisuję i facet biedaczek się prosi o uwagę, a jak ja mu jej nie daję, to znaczy że robię to celowo. I wiesz, juz udawałam, że jestem szczęśliwa (a nawet byłam szczęśliwa mając tamtą dwójkę znajomych, póki się nie wysypali), że zrujnowanie mi urodzin mnie nie ruszało, odwołanie grilla, wyskakiwanie z żoną kompletnie od czapy. W końcu stwierdziłam (a i mój kolega tak powiedział), że skoro mu nie powiedziałam, że uważam, że postąpił źle, to skąd ma o tym wiedzieć? Znaczy normalny człowiek wiedziałby, to oczywiste i albo unikałby robienia przykrości albo by za nie przepraszał. Poza tym, kiedy udawałam, że mnie coś nie rusza, to się zbierało i zbierało i w końcu nie wytrzymywałam i go opierniczałam, a on był/udawał zdziwionego, że mu takie 'drobnostki' wypominam i odgrzewam stare sprawy. On rościł sobie prawo do mówienia, że mu czymś przykrość zrobiłam, zraniłam go czy coś w ten deseń. A ja mam siedzieć cicho i udawać, ze jest wszystko spoko.

                                                    > Ja faceta nie bronię próbuje ci uzmysłowić choć nie dociera do ciebie to zupełn
                                                    > ie ,(odwracasz kota ogonem), ze nie możesz uważać/oczekiwać ze to co czujesz
                                                    > i myślisz ty to są emocje tez innych ludzi , a każdy ma własne.
                                                    > Mi ostatnio syn powiedział mamo nie wkładaj mnie w swoje palny , bez spytania
                                                    > mnie czy tego chce i czy to zrobię.( chodziło i obiad i zakupy założyłam ze k
                                                    > upi coś w drodze z pracy a on miał inne palny.

                                                    ja nie oczekuję, żeby czuł to samo, oczekiwałam jedynie, że mając świadomość tego, że dla mnie to nie jest jakiś pięciominutowy romansik, wiedząc, że zależy mi na nim, zachowa się jak dorosły i nie wykorzysta tego, a potem będzie udawał zdziwionego, że jest mi przykro. To tak jakby komuś przy***ać i dziwić się, że ta osoba mówi, że bolało i płacze, a gdy samemu się oberwie robić o to raban, zapominając, że swój cios nie uważało się za coś poważnego.


                                                    > Inni nie będą czuć tego samego bo ty tak chcesz. albo będą się zastanowić czy j
                                                    > ak coś zrobią to jak ty się będziesz z tym czuła. Tak to może myśleć osoba któr
                                                    > a prawdziwe kocha i której zależy na drugiej osobie.
                                                    > Jak widać pan C to egoista.

                                                    wiesz, ja nie muszę kogoś kochać żeby wiedzieć, kiedy zrobię tej osobie przykrość i unikać tego jeżeli jest taka możliwość. Źle czułabym się ze sobą raniąc kogoś, nawet, gdybym zrobiła to nieświadomie i dowiedziała się po fakcie. To jest według mnie normalne ludzkie zachowanie, żeby nie ranić drugiej osoby, nieważne czy bliskiej czy obcej. Może zranienie obcej ruszałoby człowieka mniej, ale jaki jest w tym sens, zeby na kimś odreagowywać jeśli nic nie zawinił?


                                                    > Gdyby tak było świat byłby tylko dobry i kolorowy.
                                                    > I ze jakim prawem on do mnie gadał gdyby nie chciał... ale on chciał w tamtym m
                                                    > onecie chciał.
                                                    > Ale nie jest odpowiedzialny za twoje emocje i oczekiwania „plany” wobec niego.
                                                    > I twoje zaangażowanie.
                                                    > On chce ci dać tylko to i to , i to tylko i wyłącznie twoja odpowiedzialność i
                                                    > decyzja czy to bierzesz i zgadzasz się an warunki czy zrywasz kontakt. Każdy
                                                    > jest odpowidzialny za swoje emocje i swoje życie.
                                                    > On miał ochotę z tobą podać i uprawiać seks i pogadać z twoim dzieckiem.
                                                    > Tak jak ma ochotę zjeść schabowego. Wolno mu.
                                                    > On po prostu robił na co miał ochotę nie jest odpowiedzialny za twoje uczucia.

                                                    A ja miałam ochotę być potraktowana jak człowiek, i co? Miałam ochotę na to, żeby moje dziecko nie brało w tym udziału, a on zdecydował, ze go w to wciągnie, i co? Teraz, wracając do głównego pytania pierwotnego wątku, powiedzmy, że ja mam ochotę napisać jego żonie, że jej mąż był tak zdesperowany, ze chciał stawiać obcemu dziecku prezenty zeby tylko pobzykać, i to mimo tego, że parę tygodni później pojechałby do domu i miał seksu do woli. W końcu nie jestem odpowiedzialna za to, jak on się będzie z tym czuł, za to że oberwie jego rodzina zresztą też nie, bo to jego wina, że do tego doprowadził. Czemu jego ochota na to co mu się podoba i oczekiwanie braku odpowiedzialności za konsekwencje jest okej, a to czego ja chciałam/chcę jest takie dziwne?


                                                    > I nie on nie miał prawa cię tak potraktować to było niemoralne i wredne. Ale z
                                                    > robił to bo na to miał ochotę i zrobił to dla siebie.
                                                    > Ty dla siebie samej powinnaś przestać analizować każde słowo , bo to ci nie sł
                                                    > uży.
                                                    > Po wątku widać ze jesteś nawet o krok do przodu z poradzenie sobie z ta sytuac
                                                    > ją.
                                                    > Nie zrozumiesz faceta. Dlatego ze myślicie i czujecie coś zupełnie innego!!!!
                                                    > Nie wkładaj w niego swoich emocji i pragnień bo on ma swoje które jak widać n
                                                    > ie pokrywają się z twoimi.
                                                    >
                                                    > Teraz to pisanie z nim jego nerwy ze żona czyta bardziej cię kreuje cię na stal
                                                    > kerkę.
                                                    > Na siłe szukasz kontaktu bo ci zależy ( maść z pl) żeby się dowiedzieć kiedy wr
                                                    > aca.
                                                    > Żeby go zmusić do reakcji do odpowiedzi itp.
                                                    > A jak nie dopisuje albo się denerwuje to teraz będziesz królowa śniegu.

                                                    o maść zapytałam, bo nie ukrywam, że by mi się przydała. Zapytałam już każdego, kogo tylko mogłam. Jego zapytałam tylko dlatego, że powiedział, że jest w Polsce. A w to, że jego żona czyta cokolwiek, przestałam wierzyc już jakiś czas temu, tyle razy rzekomo czytała (ale dziwnym trafem tylko jak ja coś napisałam, a jak on będąc w domu na Wielkanoc wysyłał suchary, życzenia i miał sprawy do załatwienia, bynajmniej nie niecierpiące zwłoki, to wtedy żona pewnie w kuchni siedziała przykuta do kaloryfera) a nie zareagowała nigdy, a przecież zwykle żony zaraz wyzywają kochankę od wywłok i każą się od$%%^& od swojego męża gdy tylko ktoś się do niego uśmiechnie. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, co miałoby to na celu, co innego gdyby romans był 'czynny' i ostrzegał mnie, żeby nie wpaść, ale mówienie mi W TRAKCIE rozmowy, że żona czyta? Tak się martwi reakcją żony, a nie zapobiegł temu zawczasu, choćby poprzez opcję 'zignoruj'? Albo nie ma rozumu albo, co bardziej prawdopodobne, wcale w Polsce nie był.


                                                    > Jak ci pisałam zostaw nie ruszaj nie pisz życzeń to nie bo ty MUISZ z dziwnych
                                                    > pobudek.
                                                    > Powiem ci ze ty nawet robisz tak samo jak on.
                                                    >
                                                    > Robisz po swojemu nie słuchasz tego co co tu tłumaczymy od miesięcy bo chcesz r
                                                    > obić po swojemu , a jemu dobijesz prawo robić jak chce.
                                                    > Ty robisz po swojemu i on tez.

                                                    I wiesz, co? Jeżeli jemu robienie co chce wychodzi na dobre, jeśli uważa, że ranienie kogoś jest w porządku, a ranienie jego tak bardzo strasznie nie fair, to chyba zacznę się po prostu zachowywać jak on. Jeżeli dobroć, kredyt zaufania i szacunek są taką głupotą i naiwnością, a patrzenie wyłącznie na swoje chęci i dążenie do celu po trupach jest najlepszym sposobem na życie a kompletny egoizm jest jak najbardziej w cenie, to czas zrezygnować z przyzwoitości, empatii i bycia w porządku wobec osób, które traktują nas jak śmiecia. Niech teraz sobie cierpi i się martwi, czy ktoś, kogo kopał nieustannie w tyłek w końcu mu nie odda. Bo jego ochota na seks ze mną, brak instynktu samozachowawczego i powtarzanie tych samych błędów bez żadnych obaw o konsekwencje jest jego sprawą i odpowiedzialnością, nie moją. Niech zobaczy, jakie to uczucie, kiedy ktoś, komu się zaufało i powierzyło część siebie (i mówię tu i o sobie i o nim), pokazuje, jak bardzo niewiele to było warte, niech się pomartwi potencjalnymi konsekwencjami i zastanawia, czy lepiej samemu się przyznać czy żyć w obawie, że ja to zrobię. Bo teraz ja mogę mieć ochotę zrobić coś dla siebie nie patrząc na uczucia jego i jego rodziny. C. nie jest jakiś uprzyw
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 06.08.20, 18:59
                                                    <Znaczy normalny człowiek wiedziałby, to oczywiste i albo unikałby robienia przykrości albo by za nie przepraszał. Poza tym, kiedy udawałam, że mnie coś nie rusza, to się zbierało i zbierało i w końcu nie wytrzymywałam i go opierniczałam, a on był/udawał zdziwionego, że mu takie 'drobnostki' wypominam i odgrzewam stare sprawy. On rościł sobie prawo do mówienia, że mu czymś przykrość zrobiłam, zraniłam go czy coś w ten deseń. A ja mam siedzieć cicho i udawać, ze jest wszystko spoko.>

                                                    Jak ktoś robi za kochankę to nijako zgadza się na gorsze traktowanie/ukrywanie niedotrzymywanie słowa bo żona jest zawsze na pierwszym miejscu.
                                                    To z wspominasz drobnostki i po takim czasie tez uważam za bezsens bo rzeczy które nas ranią komunikujemy od razu a nie czarny aż się ktoś domyśli. Każdy jest inni i ma inna wrażliwość.

                                                    <ja nie oczekuję, żeby czuł to samo, oczekiwałam jedynie, że mając świadomość tego, że dla mnie to nie jest jakiś pięciominutowy romansik, wiedząc, że zależy mi na nim, zachowa się jak dorosły i nie wykorzysta tego, a potem będzie udawał zdziwionego, że jest mi przykro. >>>

                                                    Oczekujesz ze on się zaangażuje i będzie mu zależało na tobie na tyle ze będzie widział kiedy cię rani kiedy nie.

                                                    Wiesz niektórzy skali komuś po głowie, potem w sądzie płakali ze nie wiedzieli ze zabiją.

                                                    <wiesz, ja nie muszę kogoś kochać żeby wiedzieć, kiedy zrobię tej osobie przykrość i unikać tego jeżeli jest taka możliwość. Źle czułabym się ze sobą raniąc kogoś, nawet, gdybym zrobiła to nieświadomie i dowiedziała się po fakcie.>

                                                    Nie musisz ale tez nie możesz całe życie myśleć tylko o uczuciach innych i robić tak aby nikogo nie zranić, bo to nierealne. Wystarczy różnica w poglądach i uczuciach i już można kogoś nieświadomie żenić.

                                                    Ranić można na wiele sposobów , przy romansie reguły gry są jasne jesteś odskocznia zabawka niczego nie oczekuj. Poczytaj forum ile kochanek zostało zranionych, a facet mówi „przecież ja ci nic nie obcowałem”
                                                    Może ty jesteś taka inni nie muszą rozpoznać kiedy kogoś ranią ,ale są tak płytcy ze nie zdają sobie sprawy. Znowu oczekujesz od innych tych samych emocji co u ciebie. Kolezanka cię wykorzystywała widzisz bo mogła i miała w doopie ciebie , miała korzyść. Nie możesz uważać ze na świecie są tylko dobre osoby, które nie chcą ranić innych jednorożce i różowe okulary.


                                                    <A ja miałam ochotę być potraktowana jak człowiek, i co? Miałam ochotę na to, żeby moje dziecko nie brało w tym udziału, a on zdecydował, ze go w to wciągnie, i co?>>>>

                                                    Ochotę możesz mieć ale czy to dostaniesz to dwie różne sprawy.
                                                    I sama mu na to pozwoliłaś.
                                                    Sorry czego oczekiwałaś od żonatego z romansami na koncie?
                                                    Reguły gry były jasne.


                                                    <powiedzmy, że ja mam ochotę napisać jego żonie, że jej mąż był tak zdesperowany, ze chciał stawiać obcemu dziecku prezenty zeby tylko pobzykać,>

                                                    Ależ mogłaś to zrobić kto cię powstrzymywał????
                                                    A nie, wiem kto lub co!!!!!
                                                    Widziałaś ze jak to zrobisz kontakt z nim będzie spalony ,nigdy więcej się nie odezwie do ciebie ,zerwie kontakt.
                                                    Zrobiłaś to z egoistycznych pobudek.
                                                    Tak ja to zrobił zerwał kontakt, zanim wysłałaś mu życzenia urodzinowe które były pretekstem do dalszej znajomosci ,bo czułaś ze on się już nie odezwie.


                                                    Może żona czytała może nie, ale najwidoczniej to był pretekst żebyś się odwaliła od niego.
                                                    Facet widzi ze traktuje cię tak czy tak widzi ze się miotasz a dalej się odzywasz... BO SAMA TEGO CHCESZ.
                                                    Żona powiem ci jedno , walczy o byt rodziny, o kasę, o dom dla dzieci ,wiec nie wszystkie są tak skłonne od razu rzucić faceta, tym bardziej nie wiesz jak dokładnie wyglada sprawa kasy i majątku.


                                                    <Jeżeli dobroć, kredyt zaufania i szacunek są taką głupotą i naiwnością, a patrzenie wyłącznie na swoje chęci i dążenie do celu po trupach jest najlepszym sposobem na życie a kompletny egoizm jest jak najbardziej w cenie, to czas zrezygnować z przyzwoitości, empatii i bycia w porządku wobec osób, które traktują nas jak śmiecia.>>>

                                                    Szczerze powiem tak on nie miał prawa tak cię potraktować. Tylko co ci to da?
                                                    Byłaś naiwna bo myślałaś ze świat jest fajny i KAŻDY WYZNAJE te same wartości jak ty . Ale takie jest życie.
                                                    Czujesz się zraniona i tak naprawdę teraz brzmisz jakbyś chciała zemsty, za to ze on nie robił jak ty i nie był szlachetny, ale JESZCZE RAZ CZEGO TY OCZEKIWAŁAŚ OD FACETA KTÓRY ZDRADZA ŻONĘ?
                                                    Ze będzie cudowny troskliwy miły czuły empatyczny? Ze będzie myślał o uczuciach twoich i twojego syna? Jesteście dla niego obcymi ludźmi zobacz jak on traktuje żonę i własne dzieci? Nie myśli o tym ze przez romans mógł ich stracić? Mógł im w życiu zrobić piekło?
                                                    Nie daje ci to do myślenia????
                                                    To tak jakby cię kierowca potrącił na pasach Na zielonym świetle milas prawo przejść, on nie miał praw zjechać, ale co ci da ze masz prawo i racje , ze prawd leży po twojej stronie jak jesteś połamana i leżysz w szpitalu? Lepiej było pomimo ziemnego światła zatrzymać się i przepuści debila. Rozumiesz? Tak samo tu wiedziałaś ze facet ma przeszłość, ze ma żonę, pomimo to , chciałaś przyjaciela związałaś się z nim. On mógł próbować być miły i czarujący obiecujący złote góry. Ale to ty powinnaś chronić własne serce i szacunek do siebie samej.

                                                    JEDYNA RZECZĄ JAKĄ MOŻESZ TERAZ DLA SIEBIE ZROBIĆ.
                                                    To przełknąć to co on zrobił ,a czego nie zrobił, co powinien a czego nie ,daj chłopu spokój, przyjmij to na klatę i uznaj ze to była gorzka życiowa lekcja z której musisz wyciągnąć wnioski ,która miała cię czegoś nauczyć np. Mieć grubsza skore i widzieć ze świat to nie słodkości ze facet/człowiek który już krzywdzi jednych ludzi sobie najbliższych , nie będzie lepszy dla innych ,bo jest po prostu zepsuty do szpiku kości jest egoista, a nawet zaburzonym w jakiś sposób, przez może spaprane dzieciństwo czy charakter.

                                                    Ale wydaje mi się ze ty po prostu będzie rozgrzebywać roztrząsać , pławić się w tym jak to on cię skrzywdziła, pomimo jak ja dobra jestem, sorry ale dobry człowiek nie pakuje się w związek z żonatym.
                                                    Wiec tak naprawdę robisz tak samo jak on, nie myślisz o uczuciach innych nie obchodziło cię ze ranisz jego żonę? Dzieci ? Jakby się wydało? Uważasz ze on kłamie ze żona czyta a jeśli czyta? A ty uparcie wypisujesz?
                                                    Serio otrząśnij się z tego przestań żyć przeszłości, bo on zrobił /popatrzył nie miał prawa mnie ranić , bo ty tez nie jesteś bez winy.
                                                    Jak się z nim bzykałaś nie myślałaś co się stanie z jego dziećmi? Dlatego ona miał myśleć o twoim synu?
                                                    Może trochę obiektywizmu????
                                                    Refleksji ze sama zdecydowałaś ze tego chcesz on nic na siłę nie wziął.
                                                    A teraz to on jest tylko ten zły?
                                                    Bo ty się zakochałaś a on cię zrobił a przecież nie powinien.
                                                    To co miał na siłę to ciągnąć ,czy mil się na siłę zakochać w tobie , myślał z jesteś dorosła fajny romansik mu się trafi ,a tu dupa romantyczka się znalazła.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 10.08.20, 14:04
                                                    > To z wspominasz drobnostki i po takim czasie tez uważam za bezsens bo rzeczy
                                                    > które nas ranią komunikujemy od razu a nie czarny aż się ktoś domyśli. Każdy je
                                                    > st inni i ma inna wrażliwość.

                                                    drobnostki celowo umieściłam w cudzysłowie, bo drobnostkami bynajmniej nie były. Nie jestem dzieckiem, które focha się o to, że dostało cukierka w niebieskim papierku a chciało w zielonym. Chodziło o wystawienie w urodziny, dopieprzanie żoną, obwinianie o wszystko mnie. Koleżanki doradzały nieodpisywanie, ignorowanie i nieurządzanie 'scen', a formą pokazania, że coś było nie tak, miał być brak kontaktu. Poza tym, na drodze do tego z lekka stały sprawy służbowe i fakt, że nie miałam odwagi na ochrzanienie go, bo nie wiedziałam jak zareaguje. Poza tym, spójrzmy prawdzie w oczy, są takie sytuacje, że oczywistym jest, że sprawiło się komuś przykrość czy zrobiło świństwo i nie trzeba tego komunikować. Trzeba by było przejść podwójną hemisferektomię, żeby nie czuć, że zrobiło się coś podłego lub być kompletnym pojebem, żeby nie czuć się winnym. W zależności od sumienia raniącego i stopnia bliskości ze zranionym, przeprasza się lub nie. Niektórzy zranią nieświadomie, są gruboskórni bądź nie mają taktu. Takim osobom można wyjaśnić, że zrobiły coś nie tak, wtedy ma to sens. Podczas jednej z wybitnie szczerych rozmów, powiedziałam mu, że było mi przykro, że wystawił mnie w urodziny i że rozkminiałam, czemu nagle zaczął ze mną gadać, skoro tak bardzo spieprzyłam mu życie, a on powiedział 'sprawiasz, że czuję się winny wszystkiemu'. No cóż, chyba nie ja byłam winna temu, że urodziny spędziłam sama. Po jakimś czasie stwierdziłam, że na bieżąco będę mu mówić, jeśli zrobił coś nie tak, bo faktycznie ciężko wymagać, żeby wiedział, że zrobił mi przykrość. Niestety, zwykle jedynym efektem jaki to przynosiło było odwracanie kota ogonem czy szukanie winy we wszystkim i wszystkich tylko nie w sobie.
                                                    >

                                                    > Oczekujesz ze on się zaangażuje i będzie mu zależało na tobie na tyle ze będzie
                                                    > widział kiedy cię rani kiedy nie.

                                                    może trochę liczyłam na jego zaangażowanie w jakimś stopniu. Ale bardziej liczyłam na to, że mnie będzie traktował tak, jak sam by chciał być traktowany przez drugą osobę. Nie raz się żalił, że koledzy go olewają, ignorują, wykorzystują, że szef go zrobił w ch*ja i zapłacił mniej niż obiecywał, że żona myśli tylko o kasie, i oczekiwał pogłaskania po główce i powiedzenia 'no tak, nieładnie że Cię tak traktują, biedaku'. Ale kiedy on olewał mnie, podczas rozmowy zainicjowanej przez niego nagle zmieniał podejście i traktował mnie niemile widzianego gościa, którego sam zaprosił, wg niego było to w porządku. Gdy podczas jednej z ostatnich rozmów przed wyjazdem zaczął ubolewać nad brakiem przyjaciół, miałam ochotę mu napisać, że miał kogoś, kto był skłonny być przy nim bez względu na wszystko, ale tej osoby nie docenił i że jeśli innych traktuje jak mnie, to niech się nie dziwi, że nikt nie ma ochoty na bliższą znajomość, ale nie chciało mi się słuchać ględzenia, że to moja wina (a usłyszałam kilka razy, że wszystko między nami byłoby ok gdybym nie wygadała koleżance, że spałam z nim. Jasne, łatwo po fakcie zrzucać winę na mnie, bo przecież nie dowiem się, jakby to było gdybym nikomu nie powiedziała, a założę się, że byłoby tak samo, tylko wymówka inna) i trochę miałam dość jego hipokryzji.

                                                    Poza tym, jeśli już się kogoś zna i wie bezpośrednio ze źródła, co rani tę osobę, ciężko nie wiedzieć, jeśli robi się za każdym razem to samo. Wtedy już robi się to z egoistycznych względów a nie z niewiedzy.
                                                    >
                                                    > Wiesz niektórzy skali komuś po głowie, potem w sądzie płakali ze nie wiedziel
                                                    > i ze zabiją.

                                                    płakać mogą, ale spotka ich za to kara, a tymczasem pan kopiący miał prawo skopać, zniknąć z miejsca zbrodni i oczekiwać, że nie oberwie.

                                                    > Nie musisz ale tez nie możesz całe życie myśleć tylko o uczuciach innych i robi
                                                    > ć tak aby nikogo nie zranić, bo to nierealne. Wystarczy różnica w poglądach i
                                                    > uczuciach i już można kogoś nieświadomie żenić.

                                                    cóż, jeśli chodzi o poglądy, to teoretycznie każda ze stron może czuć się zraniona tym, że druga strona nie dała się przekonać do poglądów pierwszej i vice versa. Ale w kwestii uczuć powiem tak: jeśli nie wiesz o czyichś uczuciach, faktycznie, możesz kogoś nieświadomie zranić. A jeśli wiesz i wykorzystujesz to i celowo ranisz tę osobę, to jesteś dupkiem i tyle. Da się myśleć o uczuciach innych i starać się nikogo nie zranić, a przynajmniej zniwelować straty. Czasem trzeba kogoś 'zranić', żeby zmotywować go do zmian, czasem poprzez zwykłą szczerość można zrobić komuś przykrość, to jest nieuniknione. Są też ludzie, którzy obruszą się o byle pierdołę i będą czuć się zranieni bez względu na to co się powie i wtedy żadne dyplomatyczne rozwiązania nic nie dadzą, ale jednak całkiem spory procent ludzi podchodzi do tego racjonalnie, umie komuś przekazać coś nieprzyjemnego w taki sposób, żeby drugiej osobie było jak najmniej przykro, ergo: potraktować drugą osobę tak, jak samemu by się chciało być potraktowanym w podobnej sytuacji.


                                                    > Może ty jesteś taka inni nie muszą rozpoznać kiedy kogoś ranią ,ale są tak p
                                                    > łytcy ze nie zdają sobie sprawy. Znowu oczekujesz od innych tych samych emocji
                                                    > co u ciebie. Kolezanka cię wykorzystywała widzisz bo mogła i miała w doopie ci
                                                    > ebie , miała korzyść. Nie możesz uważać ze na świecie są tylko dobre osoby, kt
                                                    > óre nie chcą ranić innych jednorożce i różowe okulary.

                                                    tylko wiesz, wiele z tych osób nie potrafią (rzekomo) rozpoznać, że kogoś ranią, ale doskonale potrafią rozpoznać i wypomnieć, kiedy ich potraktuje się tak samo, więc jak to jest? Nie wiedzą czy udają, bo tak im łatwiej? Koleżankę podałam jako przykład hipokryzji w tym względzie. Kiedy ona mnie wystawiała z czymś ważnym było wg niej wszystko w porządku, bo przecież nie trzeba się wywiązywać ze zobowiązań, ale kiedy ja jej odmówiłam (i to z góry, a nie pięć minut przed) nie kryła bulwersu i rozczarowania, bo zawsze byłam na zawołanie aż nagle przestałam i trzeba było szukać innego jelenia albo płaszczyć się przed matką, bo okazało się, że ktoś, kto miał dość braku wzajemności, przestał pomagać. W jej oczach pewnie to ja byłam ta zła, bo nie chciałam już być jeleniem. Podobnie postępował C., zresztą widać i tutaj ciche przyzwolenie na to, że on mógł mnie zarzucać wiadomościami, kiedy nie odpisywałam i dopominać się o odpowiedź. Ale kiedy ja pisałam, to jest to zaklasyfikowane jako narzucanie się. On pisał bo chciał, a ja pisałam bo jestem stalkerem i psycholem, tak to z niektórych wypowiedzi wygląda.
                                                    >

                                                    > Ależ mogłaś to zrobić kto cię powstrzymywał????
                                                    > A nie, wiem kto lub co!!!!!
                                                    > Widziałaś ze jak to zrobisz kontakt z nim będzie spalony ,nigdy więcej się nie
                                                    > odezwie do ciebie ,zerwie kontakt.
                                                    > Zrobiłaś to z egoistycznych pobudek.

                                                    czyli podsumowując: napisanie żonie będzie egoistyczne, nienapisanie żonie też będzie egoistyczne. I co tu wybrać? Nie wiem, co kontakt z jego strony miałby teraz zmienić, skoro sam pokazał, że nie jest zdolny do jakichkolwiek skrupułów, wyrzutów sumienia czy empatii. Przyjść, namieszać, odejść a w razie pretensji wykpić się rodziną. Nawet nie do końca zdrowo myślący człowiek powinien być ostrożniejszy, jak już nie ze względu na drugą osobę, to ze względu na siebie. Przyznasz, że jego chęci na seks i rozmowy były naprawdę nędzną korzyścią w porównaniu z ponownym rozgrzebywaniem i ryzykiem ujawnienia jego 'działalności'. Jeśli nie sumienie, to chociaż instynkt samozachowawczy powinny go były powstrzymać przed ponownym pakowaniem się w coś, co może się skończyć bardzo źle. Ja go nie zmuszałam do ponownego odzywania się i grania w tę samą grę, sam wybrał, że znów w to wdepnie. Głupie życzenia nie oznaczały, że miał obowiązek pisać, prawda? Jeżeli na mnie wieszacie psy za odezwanie się, to dlaczego on jest usprawiedliwiony, bo chciał się odezwać to się odezwa
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 10.08.20, 18:08
                                                    Poza tym, na drodze do tego z lekka stały sprawy służbowe i fakt, że nie miałam odwagi na ochrzanienie go, bo nie wiedziałam jak zareaguje.

                                                    No właśnie zarzuciła sieć ,jaka to jesteś miła dobra nieopierzająca żeby tylko pan się nie zmył , bo gdybys pokazała pazurki to by od razu uciekł i byś się obeszła smakiem , wiec trzeba było udawać taka lilię żeby facet dla się złapać niezłe.

                                                    Nie miał ochoty nie przyszedł przymusu nie ma wspólnego spędzania urodzin. To było twoje wyobraźnie urodzin nie jego. Bo trzeba było się umówić z koleżankami na urodziny a nie z żonatym facetem. Wtedy nie siedziałybyśmy sama w urodziny, on NIC NIE MUSIAŁ.

                                                    Ciągle przekładasz swoje emocje na innych on nie ma obowiązku czuć tego co ty myślisz ,ze powinien czuć i myszek jak ty , ma prawo to jego umysł czy uczucia. Przestań kreować swoją rzeczywistość na innych.
                                                    no widzisz powiedział ci ze sprawisz ze czuje się winny, bo wzbudzasz w nim poczucie winy, bo ja tak cię kocham a ty mnie nie a po prostu tego nie czuł.
                                                    Czy ty to w końcu zrozumiesz?


                                                    Niestety, zwykle jedynym efektem jaki to przynosiło było odwracanie kota ogonem czy szukanie winy we wszystkim i wszystkich tylko nie w sobie.

                                                    Hehehe zabawne robisz dokładnie to samo jesteście siebie warci dlatego w to weszliście.


                                                    może trochę liczyłam na jego zaangażowanie w jakimś stopniu.

                                                    No właśnie a teraz winisz jego ze tego nie zrobił.
                                                    Zamiast go głaskać po głowie powinnaś mu powiedzieć ze chłopki nie płaczą, upomnij się o kasę u szefa ,a żona no cóż ma wspólnotę majątkowa wiec niech nie ryczy jak dziecko.
                                                    Kto ci kazał być taka miła współczująca? Klasyczna pułapka dla biednego misia.


                                                    On cię olał a ty dalej za nim latałaś i dawałaś wsparcie wiec sorry sama się prosiłaś nie mówiła ci mama żeby nie pchać palców między drzwi.



                                                    Ale kto ci kazał wkładać uczucia?
                                                    On wyciągnął rękę po coś co chciał miał ochotę, pozwoliłaś mu bo chciałaś nie zgwałcił cię nie śledził nie wystawił po domem. Trza było przylać po łapach.


                                                    Czasem trzeba kogoś 'zranić', żeby zmotywować go do zmian, czasem poprzez zwykłą szczerość można zrobić komuś przykrość, to jest nieuniknione. Są też ludzie, którzy obruszą się o byle pierdołę i będą czuć się zranieni bez względu na to co się powie i wtedy żadne dyplomatyczne rozwiązania nic nie dadzą, ale jednak całkiem spory procent ludzi podchodzi do tego racjonalnie, umie komuś przekazać coś nieprzyjemnego w taki sposób, żeby drugiej osobie było jak najmniej przykro, ergo: potraktować drugą osobę tak, jak samemu by się chciało być potraktowanym w podobnej sytuacji.

                                                    No tu raczej nie umiesz podejść racjonalnie i facet musiał cię zranić bo jak sama piszesz żeby kogoś zmusić do działania. Bo inaczej byś się nie odczepiła. To miało być coś fajnego rozmowy seks ale nie miłość i tęsknota i wymówki.

                                                    A jeśli wiesz i wykorzystujesz to i celowo ranisz tę osobę, to jesteś dupkiem i tyle.
                                                    Czyli ty tez jesteś dupkiem bo wykorzystałaś go do własnych celów.
                                                    Rozmów bliskości seksu nawet do kupna maści chcesz go wykorzystać.

                                                    Nie wiedzą czy udają, bo tak im łatwiej?

                                                    Nie widza bo ich to nie obchodzi, udają bo ich to nie obchodzi.
                                                    Możesz rwać włosy z głowy żeby im przemówić do rozumu i gowno to da.
                                                    Będziesz mieć pretensje do nich ze se włosy wyrwałaś zamiast odpuścić toksyczna relacje.
                                                    A z Kolezanka co cię obchodzi jaka byłaś w jej oczach miała prawo nie chcieć być wykorzystywana.


                                                    Podobnie postępował C., zresztą widać i tutaj ciche przyzwolenie na to, że on mógł mnie zarzucać wiadomościami, kiedy nie odpisywałam i dopominać się o odpowiedź.

                                                    Czemu go nie zablokowałaś? Przecież zarzucasz mu ze może ciebie zablokować ignoruj wiadomości wtedy żona by nie czytała czemu ty nie zrobiła tego co radzisz jemu?
                                                    CZEMU TEGO NIE ZROBIŁAŚ
                                                    Nie widzisz ze postępujesz jak on.
                                                    On cię zarzuca a ty jego. On cię nie zablokował pomimo ze sobie nie życzył wiadomości ,ty tez go nie zablokowałaś choć nie chciałaś i go ignorowałaś.
                                                    Ale nie ty po prostu chciałaś mu pokazać ale chciałaś widzieć ze skomle ci pod nogami o uwagę karmiąc swoje ego ze jednak on się odzywa.

                                                    Żonę to ty zostaw w spokoju do łóżka ja nie wpuściłaś sex miałaś z nim to zostaw obca kobietę w spokoju.
                                                    No chyba ze chcesz zostać głupią kurwa. A on spadnie i tak na 4 łapy jak zawsze.
                                                    Nigdzie nie napisałam ze niemówienie żonie jest egoistyczne. To jedyna rzecz która możesz zrobić właściwe w całej tej relacji.
                                                    Co ty sobie myślisz ze powiesz jej i co?
                                                    Liczysz ze go wywali a on za x miesięcy się odezwie i będziesz mieć satysfakcję ze wrócił i ty będziesz rozdawać kart. Przyjmiesz go oczywiście z egoizmu sowich pragnień a potem jak coś nie wyjdzie to będziesz na nim psy wieszać i będzie super ze to znowu on winny. Znowu będziesz się pławić w swoim smutki rozgoryczeniu i mieć na kogo zwalać.

                                                    Nawet nie do końca zdrowo myślący człowiek powinien być ostrożniejszy, jak już nie ze względu na drugą osobę, to ze względu na siebie.

                                                    Normalnie nie wierze 🤣🤣🤣
                                                    Od niego wymagasz żeby był ostrożny a wobec siebie nie? I własnego dziecka nie? Cóż to za logika?


                                                    Przyznasz, że jego chęci na seks i rozmowy były naprawdę nędzną korzyścią w porównaniu z ponownym rozgrzebywaniem i ryzykiem ujawnienia jego 'działalności'. Jeśli nie sumienie, to chociaż instynkt samozachowawczy powinny go były powstrzymać przed ponownym pakowaniem się w coś, co może się skończyć bardzo źle.

                                                    No właśnie nędzny profit za smutek i nerwy jakie teraz przyznasz ty i twój syn.
                                                    Przyznam ze sama napisałaś mu życzenia urodzinowe wiec tego chciałaś i to dostałaś.
                                                    Właśnie ,a gdzie był TWÓJ Instynkt samozachowawczy gdy pisałaś z żonatym facetem pozwałaś dziecku na taka relacje? Gdzie był gdy wiadomo było ze taki układ się nie sprawdza ze on ma żonę i niejeden romans na karku? No i dla ciebie skończyło się złe.

                                                    Ja go nie zmuszałam do ponownego odzywania się i grania w tę samą grę, sam wybrał, że znów w to wdepnie.

                                                    Nie zmuszałaś jak on ciebie.

                                                    Głupie życzenia nie oznaczały, że miał obowiązek pisać, prawda?

                                                    Hehe zabawne bo to ty je wysłałaś. Tobie było wolno jemu już nie.
                                                    Nie widzisz tej pokrętnej logiki.
                                                    A nie, bo ty byłaś zakochana o tobie było wolno, on powinien się domyślić ze cię rani nie pisać bo przecież się przyzwyczaisz ty jesteś bezwolna, bezbronna i takie niewiniątko
                                                    Ale nie nie gdyby nie pisał to tez byś cierpienia , bo nie puszę i zastanawiałabyś się czemu? no kurczę.
                                                    Żony tez nie chciałaś żeby zostawił , nie odzywał się to ty z uporem maniaka wysłałaś życzenia. Ale no tak on nie miał obowiązku pisać.

                                                    On winny ty nie, ty zakochana on cham bo cię ranił. Ty widziałaś ze ma żonę a teraz ja zawiadomisz bo przecież ona tez jest winna. Ciekawe ze on nie miał praw ciebie ranić? A jakie prawo masz ty ranić ja? Ona cię skrzywdziła ze chcesz się mącić na niej? Co ci zrobiły jej dzieci? Ty miałaś chociaż seks ona nie ma nic tylko krzywdę jakoś dla niej szykujesz. Obrzydliwe z twojej strony.

                                                    Prawd jest taka ze dotarło do ciebie ze miał cię gdzieś nie możesz zrobić nic żeby mu dopiec ,bo on nic nie czuje , wiec chcesz się odegrać przez zranienie 3 osób żeby osiągać cel. zranić kogoś kto na to nie zasłużył znów z dla twoich celów i z egoizmu.
                                                    Nie jesteś lepsza niż on.
                                                    Za cudze błędy twoje o jego odpowie ktoś kto nawet cię nie zna.
                                                    Do zranieni twojego dziecka dopuściłaś ty. Trochę prywatności nie dopuszczaj dziecka do nikogo dopóki nie wiesz ze to będzie ktoś pewniejszy.
                                                    A to łatwo można było przewidzieć z żonatym facetam z 2 romansami w historii. Ale heheh żona winna bo w ciąże zaszła no niedobra ona żeby go zatrzymać.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 10.08.20, 21:46
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > No właśnie zarzuciła sieć ,jaka to jesteś miła dobra nieopierzająca żeby tylko
                                                    > pan się nie zmył , bo gdybys pokazała pazurki to by od razu uciekł i byś się ob
                                                    > eszła smakiem , wiec trzeba było udawać taka lilię żeby facet dla się złapać
                                                    > niezłe.

                                                    nie, nie robiłam tego, żeby facet dał się złapać. Po prostu nie lubię konfliktów i rzadko kiedy mam jaja żeby opieprzyć kogoś, kto wchodzi mi na głowę. Między innymi dlatego moja 'koleżanka' miała ze mną tak dobrze, bo wiedziała, że nie będę miała odwagi zarzucić jej, że mnie wykorzystuje. Taki wrodzony brak jaj, może w niektórych przypadkach obawa przed utratą wykorzystywacza.

                                                    > Nie miał ochoty nie przyszedł przymusu nie ma wspólnego spędzania urodzin. To b
                                                    > yło twoje wyobraźnie urodzin nie jego. Bo trzeba było się umówić z koleżankami
                                                    > na urodziny a nie z żonatym facetem. Wtedy nie siedziałybyśmy sama w urodziny,
                                                    > on NIC NIE MUSIAŁ.

                                                    przymusu nie ma, ale na moje urodziny sam się zaprosił, wręcz stwierdził, że przyjdzie, żebym nie spędzała ich sama. Nie wisiałam nad nim i nie namawiałam, żeby koniecznie przyszedł na moje urodziny, póki się nie zgodził. I tak planowałam spędzić je sama, bo jedyna perspektywa jaką miałam, było spędzenie ich z 'koleżanką', która będzie chlać póki jest co chlać, a potem jęczeć że ma kaca.

                                                    >
                                                    > Ciągle przekładasz swoje emocje na innych on nie ma obowiązku czuć tego co
                                                    > ty myślisz ,ze powinien czuć i myszek jak ty , ma prawo to jego umysł czy uczu
                                                    > cia. Przestań kreować swoją rzeczywistość na innych.
                                                    > no widzisz powiedział ci ze sprawisz ze czuje się winny, bo wzbudzasz w nim po
                                                    > czucie winy, bo ja tak cię kocham a ty mnie nie a po prostu tego nie czuł.
                                                    > Czy ty to w końcu zrozumiesz?
                                                    >
                                                    po pierwsze, to po prostu powiedziałam mu, że było mi przykro, że wystawił mnie w moje urodziny, a nie mówiłam, że ma mnie kochać, bo ja go kocham. A po drugie, ja mówię o czymś zupełnie innym, bo ja nie oczekiwałam, że on będzie czuł to co ja, oczekiwałam, że świadom moich uczuć do niego, nie wykorzysta tego. Mam wrażenie, że gdyby on się zakochał, a ja kazała mu spadać, bo nie chcę takiego wybrakowanego i używanego, znaleźliby się obrońcy biednego wykorzystanego, który się zakochał, a kochanka go wystawiła.
                                                    >
                                                    > Niestety, zwykle jedynym efektem jaki to przynosiło było odwracanie kota ogonem
                                                    > czy szukanie winy we wszystkim i wszystkich tylko nie w sobie.
                                                    >
                                                    > Hehehe zabawne robisz dokładnie to samo jesteście siebie warci dlatego w to wes
                                                    > zliście.
                                                    różnica polegała na tym, że jeśli ja coś nabroiłam to za to przepraszałam. Kiedy on coś nabroił, zwalał winę na mnie. Taka tam sprawiedliwość płciowa.

                                                    > może trochę liczyłam na jego zaangażowanie w jakimś stopniu.
                                                    >
                                                    > No właśnie a teraz winisz jego ze tego nie zrobił.

                                                    wycięłaś zdanie i umknął cały sens. Liczyłam na tyle zaangażowania, żeby nie postępował ze mną tak, jak on nie chciał, żebym ja postępowała z nim. Tymczasem, kiedy ja nie odpisywałam, było zasypywanie mnie wiadomościami póki nie odpisałam, a gdy ja pisałam, oczywiście było to traktowane jak natręctwo. Postępował tak, jakby tylko on miał prawo mieć oczekiwania z naszej dwójki i bulwersował się, że ja też jakieś mam.

                                                    > Zamiast go głaskać po głowie powinnaś mu powiedzieć ze chłopki nie płaczą, upom
                                                    > nij się o kasę u szefa ,a żona no cóż ma wspólnotę majątkowa wiec niech nie ryc
                                                    > zy jak dziecko.
                                                    > Kto ci kazał być taka miła współczująca? Klasyczna pułapka dla biednego misia.

                                                    niestety, tak już mam. Jeżeli ktoś wg mnie zasługuje na współczucie i zrozumienie, to je dostaje. Zresztą, widać było, że jęczy dla samego jęczenia, bo gdy np mówiłam, żeby pogadał z szefem, bo tak nie może być, nagle przestawał odpisywać albo zmieniał temat albo pisał z inną pierdołą kilka godzin później. Poza tym, nie stałam nad nim i nie litowałam się w każdym aspekcie, raz czy dwa powiedziałam, że podziwiam, że ma siłę na to wszystko i że daje radę żyć po takich przeżyciach.
                                                    >
                                                    >
                                                    > On cię olał a ty dalej za nim latałaś i dawałaś wsparcie wiec sorry sama się pr
                                                    > osiłaś nie mówiła ci mama żeby nie pchać palców między drzwi.
                                                    >

                                                    czyli, jak mówiłam: głupotą jest wspierać i ufać, o wiele lepiej być fiutem, który tego wsparcia i zaufania nadużywa, wtedy przynajmniej nikt człowieka nie wykorzysta tylko on sam będzie korzystał z tego, że w czyimś mniemaniu zasłużył na zaufanie. Jeśli tak ma wyglądać życie i świat, to świetnie, czas przestawić się na bycie cyniczną suką bez serca i brać co inni dają, a potem kazać im spadać, bo w końcu sami chcieli.

                                                    mam sąsiada, który na mnie leci. Mogłabym się wokół niego zakręcić, poudawać, że mi na nim zależy, a jakby sąsiad chciał czegoś więcej, pogonić go w cholerę, bo ja tylko udawałam. Jak sądzisz, na kogo spadłyby gromy i fala krytyki?
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 10.08.20, 22:49
                                                    nie, nie robiłam tego, żeby facet dał się złapać. Po prostu nie lubię konfliktów i rzadko kiedy mam jaja żeby opieprzyć kogoś, kto wchodzi mi na głowę. Między innymi dlatego moja 'koleżanka' miała ze mną tak dobrze, bo wiedziała, że nie będę miała odwagi zarzucić jej, że mnie wykorzystuje. Taki wrodzony brak jaj, może w niektórych przypadkach obawa przed utratą wykorzystywacza.

                                                    To możesz mieć pretensje tylko do sobie. Ze nie umiesz czas się nauczyć. A nie wysługiwać się osobami 3 do zemsty.


                                                    przymusu nie ma, ale na moje urodziny sam się zaprosił, wręcz stwierdził, że przyjdzie, żebym nie spędzała ich sama. Nie wisiałam nad nim i nie namawiałam, żeby koniecznie przyszedł na moje urodziny, póki się nie zgodził. I tak planowałam spędzić je sama, bo jedyna perspektywa jaką miałam, było spędzenie ich z 'koleżanką', która będzie chlać póki jest co chlać, a potem jęczeć że ma kaca.


                                                    Czyli o co masz pretensje spędziłaś je jak chciałaś. Sama czy to faceta wina ze nie masz koleżanek takich z którymi jest fajnie siedzieć urodziny.
                                                    Sam się wprosił? Ja nie mam takich gości bo na to nie pozwalam to twój dom twoje zasady. W sumie spełnił twoje życzenie bycia sama.


                                                    A po drugie, ja mówię o czymś zupełnie innym, bo ja nie oczekiwałam, że on będzie czuł to co ja, oczekiwałam, że świadom moich uczuć do niego, nie wykorzysta tego.

                                                    Czyli powinien powiedzieć ze sorry skoro coś czujesz więcej mnie nie zobaczysz? Czy po prostu bycie ta druga nie będzie ci przeszkadzać bo od początku wiedziałaś ze taka twoja rola.
                                                    Gdyby się zakochał to byłby jego problem. Nie twój czy mój napewno bym go nie broniła.

                                                    Mam wrażenie, że gdyby on się zakochał, a ja kazała mu spadać, bo nie chcę takiego wybrakowanego i używanego, znaleźliby się obrońcy biednego wykorzystanego, który się zakochał, a kochanka go wystawiła.

                                                    Hehehe zabawne robisz dokładnie to samo jesteście siebie warci dlatego w to wes
                                                    > zliście.
                                                    różnica polegała na tym, że jeśli ja coś nabroiłam to za to przepraszałam. Kiedy on coś nabroił, zwalał winę na mnie. Taka tam sprawiedliwość płciowa.

                                                    Trzeba było uciekać a nie przepraszać.
                                                    Tego właśnie zrozumieć nie możesz ze się nie bronisz!!!!!
                                                    Nie lubisz się kłócić nie pogonisz dzida który cię krzywdzi i jeszcze wymagasz żeby on miał poczucie winy??? Serio nie klika ci? Ze on nie jest od przepraszania bo nie jest normalny.


                                                    wycięłaś zdanie i umknął cały sens. Liczyłam na tyle zaangażowania, żeby nie postępował ze mną tak, jak on nie chciał, żebym ja postępowała z nim. Tymczasem, kiedy ja nie odpisywałam, było zasypywanie mnie wiadomościami póki nie odpisałam, a gdy ja pisałam, oczywiście było to traktowane jak natręctwo. Postępował tak, jakby tylko on miał prawo mieć oczekiwania z naszej dwójki i bulwersował się, że ja też jakieś mam.

                                                    To czemu go nie ZABLOKOWAŁAŚ ? Odpowiedz w końcu? Czy sama przed sobą się nie przyznasz ze ci to pochłaniało ?
                                                    Przecież w telefonie są funkcje ignoruj? Czyż nie?
                                                    Skoro się bulwersował to wypad panu.


                                                    niestety, tak już mam. Jeżeli ktoś wg mnie zasługuje na współczucie i zrozumienie, to je dostaje. Zresztą, widać było, że jęczy dla samego jęczenia,

                                                    Czyli to żadne współczucie z twojej strony skoro wiedziałaś ze jęczy tylko żeby go głaska dokonałaś wyboru go pocieszać. Zacznij barć odpowiedzialność za swoje czyny i myśleć o sobie a nie bo on on on ja taka biedna na nic wpływu nie miałam.

                                                    czyli, jak mówiłam: głupotą jest wspierać i ufać, o wiele lepiej być fiutem, który tego wsparcia i zaufania nadużywa, wtedy przynajmniej nikt człowieka nie wykorzysta tylko on sam będzie korzystał z tego, że w czyimś mniemaniu zasłużył na zaufanie.

                                                    Nie , należy ostrożnie obdarzać zaufaniem ludzi zwłaszcza takich którzy ci otwarcie mówią ze oszukują innych. Wspierać należy ludzi którzy na to zasługują a nie tylko jęczą dla jęczenia.
                                                    Ojp bo nie mogę już z tobą.
                                                    Myślisz ze on jest osoba godna twojego zaufania???? Kłamie żonę ,2 romanse a ty dalej twierdzisz ze dałaś mu zaufanie z dobroci serca?!!!!
                                                    Co ty sobie myślałaś? Ze jesteś lepsza niż jego żona i dla ciebie będzie czuły miły dobry kochający? Jak nie potrafi być taki dla żony ,której przysięgał przed ołtarzem/bogiem .
                                                    jaka trzeba mieć sieczkę w głowie ( przepraszam za określenie) żeby oczekiwać uczuć wyższych od takiej osoby!!!!! I nie mówię o tym ze trzeba być chamem całe życie do wszystkich.
                                                    Ale wiedzieć komu i czy warto zaufać.
                                                    Dał ci popis świadectwo, nie ukrywał niczego a ty lecisz jak ćma do ognia i spalasz skrzydełka. I pretensje do ognia ze za mocno się pali? Wiec już może przestań z tym ufaniem i wsparciem bo robi się to dziecinne i śmieszne. Tak taki facet jak c zasługuje na to żeby go przelecieć o ile umie dobrze zrobić i spuścić na drzewo.
                                                    Na nic więcej ,więcej dałaś bo chciałaś uznaj to za swój błąd wiec daj spokój. Bo to do niczego nie prowadzi. Przeszłości nie zmienisz.

                                                    Odpowiedz mi na 2 pytania :

                                                    1-CZEMU GO NIE ZABLOKOWAŁAŚ JAK NIE CHCIAŁAŚ KONTAKTU?
                                                    2-I CZY POSZŁABYŚ BO PRACY DO CZŁOWIEKA KTÓRY MÓWI WIESZ MAM KASĘ BO OSZUKUJE PRACOWNIKÓW I IM NIE PŁACE. Chcesz dla mnie pracować?


                                                    mam sąsiada, który na mnie leci. Mogłabym się wokół niego zakręcić, poudawać, że mi na nim zależy, a jakby sąsiad chciał czegoś więcej, pogonić go w cholerę, bo ja tylko udawałam. Jak sądzisz, na kogo spadłyby gromy i fala krytyki?

                                                    Idź i go kręć ale powiedz mu ze poza seksem nic nie dostanie.
                                                    Zobaczysz jaki będzie zadowolony bez zrzędliwej baby w domu ,ale regularny sex. Z sąsiadką wiec blisko na luzaku.
                                                    C ci powiedział o sobie wystarczająco tyle, aby wiedzieć ze z tej maki chleba nie będzie ,ze nie należy mu ufać. Ze to nie jest dobry człowiek .
                                                    Decyzje o zaufaniu podjęłaś sama.
                                                    Napisałaś życzenia bo się uparłaś a mogłaś to zostawić i przerwać wczesnej.

                                                    Cierpisz i to nie jest fajnie. Ale nie możesz powiedzieć ze to on jest winien bo mówił prawdę nie kłamał.
                                                    Gdybys myślała to byś się nie wkręciła. Sama do niego zaczęłaś prywatę ,
                                                    wiec pomyślał jak to wyglądało z jego strony, ze skoro wiesz o nim co wiesz to znaczy ze godzisz się na seks gadkę szmatkę nie oczekują nic w zamian.


                                                    Zreszta akurat tu nie ma co roztrząsać winy żadnego z was. ( on jest winny zdrady żony, niczego więcej)
                                                    Był romansik skończył się culowo cóż bywa. Przecierpieć nabrać odporności na kłamców krętaczy. Przywdziać grubsza skore, nie pakować się w cudownie spojrzał mi w oczy.
                                                    Ostrożnie obdarzać zaufaniem.
                                                    Tyle i to powinnaś zrobić dla siebie skupić się dla siebie na sobie samej ,a nie na nim na zemście ,po tracisz tylko niepotrzebna energię.
                                                    Mam weźmie ze chcesz się zemścić na nim za ojca syna za koleżanki i za wszyskich co w twoich oczach cię wykorzystali. Naprawdę teraz to sama sobie wbijasz głębiej nóż.
                                                    Przestań go winić winić siebie.

                                                    Dalej nie odpowiedziałaś czemu go nie zablokowałaś skoro nie chciałaś kontaktu, a jemu zarzucasz ze przecież może cię zablokować?
                                                    Tez unikasz niewygodnych odpowiedzi a jemu zarzucasz ze robi to samo. 🤷‍♀️
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 11.08.20, 09:27
                                                    odpowiedziałam, o ile nie ucięło mojej odpowiedzi. Powiedziałam, ze dla mnie blokada to ostateczność, blokuję tylko tych, którzy mnie np wyzywają albo jakichś zboków. Poza tym, mogło się zdarzyć, że potrzebowałby np kopii maila czy wiadomości w jakiejś sprawie, którą mu załatwiałam, choć to mało prawdopodobne.

                                                    i ja sobie zdaję sprawę, że byłam winna, że to ja się wkręciłam. Ale według mnie korzystanie z tego wiedząc, że mi zależy i że z tego nic nie będzie było okrutne i tyle.

                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 10.08.20, 22:47
                                                    No tu raczej nie umiesz podejść racjonalnie i facet musiał cię zranić bo jak sama piszesz żeby kogoś zmusić do działania. Bo inaczej byś się nie odczepiła. To miało być coś fajnego rozmowy seks ale nie miłość i tęsknota i wymówki.

                                                    tylko wiesz, facet jest współwinnym tego, że doszło do sytuacji, że musiał kogoś zranić, żeby go pogonić. Bo nie było tak, że ja chodziłam za nim aż wybłagałam, żeby wpadł na seks, a potem oczekiwałam szybkiego rozwodu i szybkiego ślubu. Facet też w tej znajomości był obecny, inicjował rozmowy, zwierzał się, radził, aż tu nagle zdziwienie, bo ja wcale nie chciałem gadać, wydawało ci się, bye.

                                                    A jeśli wiesz i wykorzystujesz to i celowo ranisz tę osobę, to jesteś dupkiem i tyle.
                                                    Czyli ty tez jesteś dupkiem bo wykorzystałaś go do własnych celów.
                                                    Rozmów bliskości seksu nawet do kupna maści chcesz go wykorzystać.

                                                    i znów wycięłaś jedno zdanie z całej wypowiedzi. Mówiłam o wykorzystywaniu czyichś uczuć, z pełną świadomością i wiedząc, że się ich nie odwzajemnia. Czym to się różni od dziewczyny wmawiającej brzydalowi, że na niego leci, żeby mieć z tego prezenty albo chłopaka, który poudaje zainteresowanie dziewczyną, która na niego leci, zeby mieć kogo bzykać? Jeżeli ja go wykorzystywałam do rozmów i seksu, to on też wykorzystywał w tym celu mnie, więc jesteśmy 'kwita' i wina jest po obu stronach, a tymczasem wg C. winna jestem tylko ja.

                                                    Nie wiedzą czy udają, bo tak im łatwiej?

                                                    Nie widza bo ich to nie obchodzi, udają bo ich to nie obchodzi.
                                                    Możesz rwać włosy z głowy żeby im przemówić do rozumu i gowno to da.
                                                    Będziesz mieć pretensje do nich ze se włosy wyrwałaś zamiast odpuścić toksyczna relacje.
                                                    A z Kolezanka co cię obchodzi jaka byłaś w jej oczach miała prawo nie chcieć być wykorzystywana.

                                                    tu to już popłynęłaś, koleżance mogło się wydawać, że w jej mniemaniu jest wykorzystywana. No chyba, że zdanie miało brzmieć 'miałaŚ prawo nie chcieć być wykorzystywana'


                                                    Podobnie postępował C., zresztą widać i tutaj ciche przyzwolenie na to, że on mógł mnie zarzucać wiadomościami, kiedy nie odpisywałam i dopominać się o odpowiedź.

                                                    Czemu go nie zablokowałaś? Przecież zarzucasz mu ze może ciebie zablokować ignoruj wiadomości wtedy żona by nie czytała czemu ty nie zrobiła tego co radzisz jemu?
                                                    CZEMU TEGO NIE ZROBIŁAŚ
                                                    Nie widzisz ze postępujesz jak on.
                                                    On cię zarzuca a ty jego. On cię nie zablokował pomimo ze sobie nie życzył wiadomości ,ty tez go nie zablokowałaś choć nie chciałaś i go ignorowałaś.
                                                    Ale nie ty po prostu chciałaś mu pokazać ale chciałaś widzieć ze skomle ci pod nogami o uwagę karmiąc swoje ego ze jednak on się odzywa.

                                                    różnica jest taka, że ja jednak miałam do niego nieco szacunku i nie wmawiałam mu jego winy, nie mówiłam, że jest nieobliczalny itp. Po prostu nie odpisywałam, gdy kierunek rozmowy przestawał mi się podobać i tyle. Poza tym, blokuję tylko ludzi, z którymi zwyczajnie nie da się inaczej, takich, którzy wyzywają mnie bez powodu. W przeciwnym razie, to dla mnie kompletna dziecinada. Poza tym, co może i głupie, ale mogło się zdarzyć, że potrzebowałby np pomocy z jakąś sprawą, którą mu załatwiałam i miałam kopię maili/smsów. Służbowo chciałam zachować się dojrzale.

                                                    Żonę to ty zostaw w spokoju do łóżka ja nie wpuściłaś sex miałaś z nim to zostaw obca kobietę w spokoju.
                                                    No chyba ze chcesz zostać głupią kurwa. A on spadnie i tak na 4 łapy jak zawsze.
                                                    Nigdzie nie napisałam ze niemówienie żonie jest egoistyczne. To jedyna rzecz która możesz zrobić właściwe w całej tej relacji.
                                                    Co ty sobie myślisz ze powiesz jej i co?

                                                    kiedy retorycznie zapytałam, co, jeśli mam ochotę powiedzieć jego żonie, stwierdziłaś, że nie robię tego z egoistycznych pobudek, bo liczę, że C. się opamięta i odezwie. I znów, ja mam żonę zostawić w spokoju, a on mojego dziecka nie musiał zostawiać w spokoju. On chciał z młodym gadać, to jego prawo, a wina oczywiście moja, bo ja dopuściłam do tego. To, że byłam nieostrożna i dopuściłam, żeby młody się przywiązał, nie oznacza chyba, że miał prawo mieszać w to niewinne dziecko? Chciał się do mnie dobrać, to trzeba było latać za mną, a nie za młodym i to już po prośbie, żeby tego nie robił. Moja wina, że ja dopuściłam, ale kim trzeba być, żeby to robić? Równie dobrze, ja mogę powiedzieć, że jego wina, bo dopuścił do tego, żebym poznała imię jego żony, jej numer telefonu i adres i opowiadał mi o niej takie rzeczy, których raczej ona nie chciałaby rozgłaszać i to nie tylko mi, ale komukolwiek. On zranił niewinne dziecko 'bo chciał i mógł', ale ja jestem głupią kurwą, jeśli zrobię coś podobnego, chociaż też chcę i mogę.

                                                    Liczysz ze go wywali a on za x miesięcy się odezwie i będziesz mieć satysfakcję ze wrócił i ty będziesz rozdawać kart. Przyjmiesz go oczywiście z egoizmu sowich pragnień a potem jak coś nie wyjdzie to będziesz na nim psy wieszać i będzie super ze to znowu on winny. Znowu będziesz się pławić w swoim smutki rozgoryczeniu i mieć na kogo zwalać.


                                                    mam gdzieś, czy go wywali czy z nim zostanie, jej sprawa. Ale on zobaczy, że jednak nie do końca mądrze było mieszać moje dziecko w sprawy między nami, bo ja to ja, jestem dorosła i faktycznie byłam winna swojego zaangażowania, ale dziecko nie było winne. Poza tym, serio uważasz, że on po czymś takim jeszcze kiedykolwiek by się odezwał? Wolałby ubolewać nad swoim marnym losem i szukać kogoś, kto go pocieszy, ale jeszcze nie wie, jakim człowiekiem on jest.

                                                    Nawet nie do końca zdrowo myślący człowiek powinien być ostrożniejszy, jak już nie ze względu na drugą osobę, to ze względu na siebie.

                                                    Normalnie nie wierze 🤣🤣🤣
                                                    Od niego wymagasz żeby był ostrożny a wobec siebie nie? I własnego dziecka nie? Cóż to za logika?

                                                    wiesz, ja mam nieco mniej do stracenia, 'jedynie' zranione uczucia i potężny dół, czasem pytania młodego, na które nie wiem co odpowiedzieć.


                                                    Przyznasz, że jego chęci na seks i rozmowy były naprawdę nędzną korzyścią w porównaniu z ponownym rozgrzebywaniem i ryzykiem ujawnienia jego 'działalności'. Jeśli nie sumienie, to chociaż instynkt samozachowawczy powinny go były powstrzymać przed ponownym pakowaniem się w coś, co może się skończyć bardzo źle.

                                                    No właśnie nędzny profit za smutek i nerwy jakie teraz przyznasz ty i twój syn.
                                                    Przyznam ze sama napisałaś mu życzenia urodzinowe wiec tego chciałaś i to dostałaś.

                                                    faktycznie, nędzny, ale teraz to jego urodziny będą mi się źle kojarzyły a nie moje, chyba jedyny plus z tego wszystkiego. Młody jedynie ma żal, że odesłałam 'jego' pieniądze (okazało się, że podejrzał na ekranie kompa przelew od C. z tytułem 'prezent dla młodego', a myślałam, że podsłuchał jakąś moją rozmowę). Było to totalnie naiwne z mojej strony, ale kontakt na jaki liczyłam, to były przeprosiny (w ktore i tak bym nie uwierzyła), a nie 'łap 25 funtów i wpadam na seks'. To była najbardziej przykra rzecz z całego festiwalu przykrości jakie mi zaserwował.

                                                    Właśnie ,a gdzie był TWÓJ Instynkt samozachowawczy gdy pisałaś z żonatym facetem pozwałaś dziecku na taka relacje? Gdzie był gdy wiadomo było ze taki układ się nie sprawdza ze on ma żonę i niejeden romans na karku? No i dla ciebie skończyło się złe.

                                                    mój niestety się wyłączył, kiedy zobaczyłam, że ze mną rozmawia, a nie usiłuje wskoczyć do łóżka. Co do dziecka, to po raz kolejny mówię, że młody polubił C. zanim jakakolwiek relacja na gruncie prywatnym się zaczęła, a mnie zaczął pytać o niego, jak C. przestał się zjawiać. A gdy już wiedziałam, zrobiłam tyle, ile się dało, żeby nie miał kontaktu z C., ale młody niestety pamięć ma doskonałą.

                                                    Ja go nie zmuszałam do ponownego odzywania się i grania w tę samą grę, sam wybrał, że znów w to wdepnie.

                                                    Nie zmuszałaś jak on ciebie.

                                                    Głupie życzenia nie oznaczały, że miał obowiązek pisać, prawda?

                                                    Hehe zabawne bo to ty je wysłałaś. Tobie było wolno jemu już nie.
                                                    Nie widzisz tej pokrętnej logiki.
                                                    A nie, bo ty byłaś zakochana o tobie było wolno, on powinien się domyślić ze cię rani nie pisać bo przecież się przyzwyczaisz ty jesteś bezwolna, bezbronna i takie niewiniątko

                                                    tak, powinien się był domyślić, że skoro w przeszłości kończyło się to tak
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 10.08.20, 23:14
                                                    tylko wiesz, facet jest współwinnym tego, że doszło do sytuacji, że musiał kogoś zranić, żeby go pogonić.

                                                    No ok i powiedz mi co ci ta współwina da?
                                                    I co to w ogóle za winna/winny w sądzie nie jesteś.


                                                    więc jesteśmy 'kwita' i wina jest po obu stronach, a tymczasem wg C. winna jestem tylko ja.

                                                    Tak jesteście kwita pisałam już nie raz tu nie ma winnych bo to nie sąd.
                                                    Był romans każdy coś dał każdy cis wziął. Tyle. To ze ty się uczuciowo zaangażowałaś to już tylko twoja sprawa. On nie odpowiada za twoje uczucia.

                                                    W przeciwnym razie, to dla mnie kompletna dziecinada. Poza tym, co może i głupie, ale mogło się zdarzyć, że potrzebowałby np pomocy z jakąś sprawą, którą mu załatwiałam i miałam kopię maili/smsów. Służbowo chciałam zachować się dojrzale.

                                                    Ok to nie zarzucaj mu ze cię nie zablokował. Bo jak sama mówisz to ostateczność.

                                                    bo dopuścił do tego, żebym poznała imię jego żony, jej numer telefonu i adres i opowiadał mi o niej takie rzeczy, których raczej ona nie chciałaby rozgłaszać i to nie tylko mi, ale komukolwiek. On zranił niewinne dziecko 'bo chciał i mógł', ale ja jestem głupią kurwą, jeśli zrobię coś podobnego, chociaż też chcę i mogę.

                                                    I nie dało ci to do myślenia?
                                                    Ze obnażył żonę tak w świat. Ze mówi tobie takie rzeczy? Nie świadczyło to o nim?
                                                    Tak zostaniesz głupia kurwa co się roi w głowie przecież jakoś musi się bronić prawda? Co powie tak to cudowna dziewczyna kocham ja ,ale zono wybrałem ciebie? Oczerni cię zostaniesz najgorsza na świcie.
                                                    Powiedziałam ci ze twoje dziecko nie powinno wiedzieć ze c pisał do ciebie. Ze Dziecko powinnaś ty trzymać z daleka od intymnych spraw swojej dupy. Jak sama mówiłaś ludzi przyjmujesz w domu dziecko zna masę ludzi, wiec jakim cudem c stał się tak ważny? Skoro później chowałam go przed nim?

                                                    wiesz, ja mam nieco mniej do stracenia, 'jedynie' zranione uczucia i potężny dół, czasem pytania młodego, na które nie wiem co odpowiedzieć.

                                                    Ale to nie twój problem ile on ma do stracenia. Jakoś on żyje siebie a ty się gryziesz. Jak młody pyta powiedz mu z eten pan wyjechał do rodziny żony i dzieci i nigdy nie wróci.

                                                    Młody jedynie ma żal, że odesłałam 'jego' pieniądze (okazało się, że podejrzał na ekranie kompa przelew od C. z tytułem 'prezent dla młodego', a myślałam, że podsłuchał jakąś moją rozmowę).
                                                    Dziwne masz układy z dzieckiem ze ci w papiery zagłada.

                                                    Może i polubił wystarczyło dyskretne pisać, dziecku powiedzieć ze pan ma swoją rodzine i wyjechał. Nie pokazywać dziecku papierów z banku.
                                                    Mam wrażenie ze wszyscy dookoła coś robią ,a ty nawet nie strasz się mieć wpływu na to jak cię traktują. Od syna przez matkę koleżanki na c kończąc.

                                                    Zacznij dziecku stawić granice.
                                                    A następnym razem jak jakiś pan puści tekstem ze masz się nie wtrącać ,bo on gada z twoim dzieckiem to skutecznie go migusiem pogonisz idistamie opierdol ze przekracza granice i ma wyjść, natychmiast z domu ,a twoje dziecko nigdy więcej go nie zobaczy.
                                                    Chciałaś mieć przyjaciela domu trzeba było zostać na stopie przyjacielskiej bez żadnych wyznań i seksu.
                                                    Bez zapraszania na drineczki i zagadywanie z drugim dnem.
                                                    A i tak byś go straciła dokładnie jak teraz.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 11.08.20, 09:44
                                                    > I nie dało ci to do myślenia?
                                                    > Ze obnażył żonę tak w świat. Ze mówi tobie takie rzeczy? Nie świadczyło to o
                                                    > nim?

                                                    nie, wtedy nie dało. Wtedy uwazalam, że potrzebuje się wygadać, a jak ma mu ulżyć to niech gada. Nie były to jakieś sekrety żony, raczej narzekanie na hajs, raz powiedział, że jest chora i nie wiadomo co będzie, gdyby coś jej się stało. Weź pod uwagę, że dla mnie to była przyjaźń, koleżankom też się zdarzało narzekać na swoich chłopów/mężów. Nie każdy potrafi cierpieć w samotności. Poza tym, zachłysnęłam się tym, że ktoś chce mi mówić swoje tajemnice i, nawet nie wiem, jak to ująć, ale dla mnie było ważne, że ja słucham o jego problemach, jakiekolwiek one nie były. Zwykle nawet tego nie komentowałam, ale miałam chociaż wrażenie, że wiem, co mu w głowie siedzi, co go męczy itd.

                                                    > Tak zostaniesz głupia kurwa co się roi w głowie przecież jakoś musi się bronić
                                                    > prawda? Co powie tak to cudowna dziewczyna kocham ja ,ale zono wybrałem ciebie?
                                                    > Oczerni cię zostaniesz najgorsza na świcie.

                                                    mam to gdzieś, ja będę głupią kurwą, a on kurwiarzem.

                                                    > Powiedziałam ci ze twoje dziecko nie powinno wiedzieć ze c pisał do ciebie. Ze
                                                    > Dziecko powinnaś ty trzymać z daleka od intymnych spraw swojej dupy. Jak sam
                                                    > a mówiłaś ludzi przyjmujesz w domu dziecko zna masę ludzi, wiec jakim cudem c s
                                                    > tał się tak ważny? Skoro później chowałam go przed nim?

                                                    tak, nie powinno, ale przypadki się zdarzają. Nie dałam młodemu telefonu w trakcie rozmowy i nie mówiłam, żeby mi odczytywał jak coś przyjdzie, C napisał akurat z zaskoczenia, a młody kliknął przypadkiem i zobaczył imię C. (ma je zapisane w charakterystyczny sposób)

                                                    > Młody jedynie ma żal, że odesłałam 'jego' pieniądze (okazało się, że podejrzał
                                                    > na ekranie kompa przelew od C. z tytułem 'prezent dla młodego', a myślałam, że
                                                    > podsłuchał jakąś moją rozmowę).
                                                    > Dziwne masz układy z dzieckiem ze ci w papiery zagłada.

                                                    nie w papiery, a w ekran komputera. Robiłam przelewy, wyszłam na chwilę do kuchni, a znajome wyrazy i imiona przyciągają uwagę. Nie przyznał się zresztą od razu, spytał kilka godzin później, co może sobie kupić za tę kasę.

                                                    > Może i polubił wystarczyło dyskretne pisać, dziecku powiedzieć ze pan ma swoją
                                                    > rodzine i wyjechał. Nie pokazywać dziecku papierów z banku.
                                                    > Mam wrażenie ze wszyscy dookoła coś robią ,a ty nawet nie strasz się mieć wpł
                                                    > ywu na to jak cię traktują. Od syna przez matkę koleżanki na c kończąc.
                                                    >
                                                    > Zacznij dziecku stawić granice.
                                                    > A następnym razem jak jakiś pan puści tekstem ze masz się nie wtrącać ,bo on
                                                    > gada z twoim dzieckiem to skutecznie go migusiem pogonisz idistamie opierdol z
                                                    > e przekracza granice i ma wyjść, natychmiast z domu ,a twoje dziecko nigdy więc
                                                    > ej go nie zobaczy.
                                                    > Chciałaś mieć przyjaciela domu trzeba było zostać na stopie przyjacielskiej be
                                                    > z żadnych wyznań i seksu.
                                                    > Bez zapraszania na drineczki i zagadywanie z drugim dnem.
                                                    > A i tak byś go straciła dokładnie jak teraz.
                                                    >
                                                    nie wiem, ile razy mam powtarzać, ze młody nie zdradzał się z tym, że polubił C. Gdy go polubił, zrobiłam tyle ile się dało i przestał go widywać. Miałam przestać chodzić do polskiego sklepu w weekendy, bo mogło się zdarzyć, że spotkalibyśmy się tam przypadkiem? To, że miał dostęp do młodego, nie oznaczało, że może sobie robić co chce i mieszać go w sprawy między nami.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 10.08.20, 15:18
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    albo mój chrome nawala albo coś się dupczy, bo nie mogę odpowiadać na cytaty ani edytować po przekroczeniu znaków.

                                                    > Ależ mogłaś to zrobić kto cię powstrzymywał????
                                                    > A nie, wiem kto lub co!!!!!
                                                    > Widziałaś ze jak to zrobisz kontakt z nim będzie spalony ,nigdy więcej się nie
                                                    > odezwie do ciebie ,zerwie kontakt.
                                                    > Zrobiłaś to z egoistycznych pobudek.
                                                    > Tak ja to zrobił zerwał kontakt, zanim wysłałaś mu życzenia urodzinowe które
                                                    > były pretekstem do dalszej znajomosci ,bo czułaś ze on się już nie odezwie.

                                                    jakkolwiek to brzmi z ust kochanki, powstrzymuje mnie sumienie i empatia. Ja sobie ulżę, jemu pokażę, że nie żartowałam ostrzegając, że nie dam się non stop kopać w dupę i pozwalać mu żyć bez żadnych konsekwencji, o czym powiedziałam mu w marcu, zakończę znajomość z hukiem i zostawię zgliszcza, tak jak on. Ale po czymś takim ofiar będzie więcej, ucierpi jego żona, być może i dzieci i zamiast dwójki 'pokrzywdzonych' będzie pięć osób. Niestety, ale nie jestem w stanie kogoś zranić i nie mieć wyrzutów sumienia, długo pozwalałam na takie zachowania wobec siebie i nie umiałam się 'odwdzięczyć', bo nie chciałabym, żeby ktoś cierpiał przeze mnie. Wiele razy nie mogąc zasnąć układałam sobie w głowie chłodną wiadomość do jego żony, rozważałam, czy napisać krótko i wprost, co wyprawia jej mąż czy powiedzieć, że wiele byłam w stanie wybaczyć, ale na wybaczenie tego jak potraktował moje dziecko nie mam ochoty, zwłaszcza biorąc pod uwagę całokształt. Skoro chciał się zabawić bez konsekwencji, powinien zadbać za wszelką cenę, żeby nie było ani możliwości ani powodu ku temu. Jeśli on miał prawo nie patrzeć na czyjekolwiek uczucia tylko brać co mu się podoba, to czemu ja mam postąpić inaczej? Skoro łatwiej żyć bez sumienia, to po co mi ono?

                                                    > Może żona czytała może nie, ale najwidoczniej to był pretekst żebyś się odwali
                                                    > ła od niego.

                                                    możliwe. W takim razie dlaczego on, gdy nie odpisywałam, nie potraktował tego jako 'pretekst' do odwalenia się ode mnie tylko brnął w rozmowę? Bo chciał i to mu daje prawo do wszystkiego, ale gdy ja chciałam, bo byłam w dołku, to już mam się odwalić? Wkurwiają mnie takie podwójne standardy. Facet może pisać co chce i kiedy chce, a kobieta nie ma prawa się odezwać albo ma się czym prędzej odczepić.

                                                    > Facet widzi ze traktuje cię tak czy tak widzi ze się miotasz a dalej się odzyw
                                                    > asz... BO SAMA TEGO CHCESZ.
                                                    > Żona powiem ci jedno , walczy o byt rodziny, o kasę, o dom dla dzieci ,wiec ni
                                                    > e wszystkie są tak skłonne od razu rzucić faceta, tym bardziej nie wiesz jak do
                                                    > kładnie wyglada sprawa kasy i majątku.

                                                    tak naprawdę wiem jedynie o tym, co przeczytałam w internecie. Dług jest, jest do sprzedania budynek, a żona ma upadłość konsumencką. Jaka jest prawda w kwestii wielkości długu, kto nabroił i czyj był to pomysł to niepotwierdzone info. Albo C. ma jakieś szczątkowe sumienie i stara się spłacić dług, który mógł powstać przez niego (bo o nim w internecie nie ma ani słowa, poza zaległym podatkiem gruntowym czy czymś takim - dowiedziałam się tego wszystkiego, bo koleżanka strasznie chciała zobaczyć jego zdjęcie, a jak już zaczęłyśmy grzebać w sieci to nie mogłyśmy się powstrzymać) albo żona ma jakieś haki na niego i niejako zmusza go do spłacenia swoich długów. Gdyby był kompletnym psycholem, łatwo by się wywinął ze spłacania czegokolwiek, skoro teoretycznie jego imię jest czyste, a żona z pensji przedszkolanki nie spłaciłaby nic i dług by się pewnie ciągnął przez pokolenia albo dzieci zostałyby z niczym, bo długi się dziedziczy do wysokości wartości spadku. O żonie tak naprawdę niewiele wiem, byłam do niej trochę negatywnie nastawiona przez C. i jego współlokatora, ale być może jest po prostu kompletnie nieświadoma i jest naprawdę w porządku człowiekiem. Dlatego tym trudniej potencjalnie zniszczyć mi jej mydlaną bańkę.

                                                    > Szczerze powiem tak on nie miał prawa tak cię potraktować. Tylko co ci to da?
                                                    > Byłaś naiwna bo myślałaś ze świat jest fajny i KAŻDY WYZNAJE te same wartości j
                                                    > ak ty . Ale takie jest życie.

                                                    jak wspomniałam, liczyłam na traktowanie na zasadzie 'nie czyń drugiemu itd'. No ale może C. jest masochistą i lubi się pakować w różne kiepskie sytuacje, żeby móc narzekać na swój los. Skoro tak narzekał na znajomych, a ze mną postępował tak, jak oni z nim (wedle jego opowieści, a jak było naprawdę, nie wiem) to zalatuje to hipokryzją. Jeśli zamiast kogoś, kto był dla niego dobry, wolał otaczać się ludźmi, na których tylko narzeka, to jak to o nim świadczy? Chyba jednak lubi zamęt i kiepskie traktowanie, jeśli doprowadza do sytuacji, w których ktoś ma do niego uzasadnione pretensje. Byłam naiwna, bo sądziłam, że ktoś, kto tyle w życiu przeszedł, będzie wiedział, jak ważne jest, żeby dobrze traktować ludzi, dla których jest ważny i żeby doceniać tych, którzy są i nie stawiają wygórowanych warunków i wymagań i niejednokrotnie pokazali, że staną za nim murem. I że ktoś, kto miał tak spaprane dzieciństwo, za wszelką cenę będzie unikał powtarzania tych samych błędów wobec innego dziecka, bo ma świadomość jak to jest, kiedy niewinne dziecko cierpi przez dorosłego. Dlatego dopuściłam do tego, że pozwoliłam na obecność w życiu moim i młodego. Pewnie gdybym wcześniej poczytała o tym, że gówniane dzieciństwo odbija się na dorosłym życiu w odmienny do mojego myślenia sposób, nie pozwoliłabym mu na zbliżenie się do młodego. C. chyba uznał, że skoro jego młode lata były do dupy, to niech inne dzieci też mają przerąbane, i jego własne i obce. A może zazdrościł tego, że młody, mimo że ma tylko mnie, jest traktowany z szacunkiem, nie ma co chwilę innego wujka i może przeżyć dzieciństwo jak na dziecko przystało a nie jak dorosły, który musi się zająć i sobą i resztą rodzeństwa (pisałam tu chyba, jak C. powiedział, że podziwia mnie, że radzę sobie jako samotna matka). Nie wiem, ale jak wspominałam, było kilku innych facetów, do których jakimś cudem młody się tak nie przywiązał jak do niego.

                                                    > Czujesz się zraniona i tak naprawdę teraz brzmisz jakbyś chciała zemsty, za to
                                                    > ze on nie robił jak ty i nie był szlachetny, ale JESZCZE RAZ CZEGO TY OCZEKIWAŁ
                                                    > AŚ OD FACETA KTÓRY ZDRADZA ŻONĘ?
                                                    > Ze będzie cudowny troskliwy miły czuły empatyczny? Ze będzie myślał o uczuciac
                                                    > h twoich i twojego syna? Jesteście dla niego obcymi ludźmi zobacz jak on traktu
                                                    > je żonę i własne dzieci? Nie myśli o tym ze przez romans mógł ich stracić? Móg
                                                    > ł im w życiu zrobić piekło?
                                                    > Nie daje ci to do myślenia????
                                                    > To tak jakby cię kierowca potrącił na pasach Na zielonym świetle milas prawo p
                                                    > rzejść, on nie miał praw zjechać, ale co ci da ze masz prawo i racje , ze prawd
                                                    > leży po twojej stronie jak jesteś połamana i leżysz w szpitalu? Lepiej było po
                                                    > mimo ziemnego światła zatrzymać się i przepuści debila. Rozumiesz?

                                                    tak, jestem głupia i zdaję sobie z tego sprawę. Pewnie za dużo oczekiwałam od kogoś, kto tyle w życiu narozrabiał i powinnam była skreślić go na starcie. Niestety, pozwoliłam sobie na jakiś rodzaj współczucia przez jego popaprane dzieciństwo i uznałam, że wiele rzeczy, które robił, były spowodowane tym, że nie miał kiedy przeżyć dzieciństwa. Pokazywał taki obraz siebie, że o wiele więcej mu wybaczałam, tłumacząc to ciężkimi przeżyciami. Byłam głupia, bo oczekiwałam docenienia tego, że mimo że tyle złego mi o sobie powiedział, ja mu zaufałam, a nie wykorzystania tego, że skoro ufam, to może robić co chce. Jak były więzień, którego nikt nie chce przyjąć do pracy, powinien docenić kogoś, kto dał mu kredyt zaufania i wpuści na swoje włości, a nie okraść i jeszcze się dziwić: ej, no przecież byłem w pace, czego po mnie oczekujesz? Że będę uczciwy? I oczekiwać, że sprawa przejdzie bez echa i nie wróci do więzienia. Fakt, wielu więźniów nie doceni pomocnej dłoni i okradnie, ale tym bardziej ten wyróżniony powinien wykazać się i docenieniem i myśleniem
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 10.08.20, 18:21
                                                    poucinało mi kilka wypowiedzi, mimo że nie pokazywało mi że przekroczyłam limit znaków.
                                                    "... I oczekiwać, że sprawa przejdzie bez echa i nie wróci do więzienia. Fakt, wielu więźniów nie doceni pomocnej dłoni i okradnie, ale tym bardziej ten wyróżniony powinien wykazać się i docenieniem i myśleć, że kradzież będzie w tym wypadku głupotą. Fakt, właściciela można nazwać naiwnym, bo zaufał komuś, kto nie zasłużył na zaufanie, zwłaszcza, że w społeczeństwie często istnieje ciche przyzwolenie, bo 'sam się prosił', ale to nie oznacza, że złodziej może oczekiwać uniknięcia kary. I co, poszkodowany ma w tym wypadku nie iść na policję, bo może żona i dzieci będą płakać, że tatuś znów idzie do więzienia? Poszkodowany ma 'wziąć to na klatę', bo zaufał i nic z tym nie robić? A złodziej pójdzie w świat i znów zrobi kogoś w ch*ja.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 10.08.20, 23:39

                                                    jak wspomniałam, liczyłam na traktowanie na zasadzie 'nie czyń drugiemu itd'. No ale może C. jest masochistą i lubi się pakować w różne kiepskie sytuacje, żeby móc narzekać na swój los. Skoro tak narzekał na...


                                                    Może jest pisał ci to ze są tacy ludzie.
                                                    Ale to nie znaczy ze masz grać w jego karty. Możesz się bez skrupułów odciąć.

                                                    Byłam naiwna, bo sądziłam, że ktoś, kto tyle w życiu przeszedł, będzie wiedział, jak ważne jest, żeby dobrze traktować ludzi, dla których jest ważny i żeby doceniać tych,

                                                    Uznałaś ze wszyscy maja takie same wartości jak ty a to błędne założenie.


                                                    A może zazdrościł tego, że młody, mimo że ma tylko mnie, jest traktowany z szacunkiem, nie ma co chwilę innego wujka i może przeżyć dzieciństwo jak na dziecko przystało a nie jak dorosły, który musi się zająć i sobą i resztą rodzeństwa (pisałam tu chyba, jak C. powiedział, że podziwia mnie, że radzę sobie jako samotna matka). Nie wiem, ale jak wspominałam, było kilku innych facetów, do których jakimś cudem młody się tak nie przywiązał jak do niego.

                                                    Raz ze wartości nie ma żadnych z domu. Nie umie mieć fajnych relacji z nikim. Nie ma uczuciowości wyższej.
                                                    Pewnie myślał ze jak będzie miał dobre relacje z małym ty będziesz mu przychylna. Może zupełnie nie zna się na psychice dziecka. Są tacy nasz kolega ubzdurał sobie ze nauczy naszego autystycznego 3-latka mówić w dwie godziny pobytu u nas bo jest taki cudny.
                                                    Zabrał małemu misia i chciał wymusić żeby poprosił. Nie chcesz wiedzieć co zrobiłam i co usłyszał.
                                                    Jak mu wyrwałam miska z rak to był tak zdziwiony ze tylko mąż mnie powstrzymał żeby w ryj nie dostał. Jeśli chodzi o moje dzieci to nie ma zmiłuj. Dziwi mnie ze nie wkroczyłaś do akcji wczesnej gdy kazał ci się nie wtrącać. Wtedy widziałby ze teraz dziecko ma wielkie STOP.


                                                    tak, jestem głupia i zdaję sobie z tego sprawę. Pewnie za dużo oczekiwałam od kogoś, kto tyle w życiu narozrabiał i powinnam była skreślić go na starcie. Niestety, pozwoliłam sobie na jakiś rodzaj współczucia przez jego popaprane dzieciństwo i uznałam, że wiele rzeczy, które robił, były spowodowane tym, że nie miał kiedy przeżyć dzieciństwa

                                                    Jesteś za dobra on jest dorosły nie można się wozić na spapranym dzieciństwie całe życie.


                                                    Jak były więzień, którego nikt nie chce przyjąć do pracy, powinien docenić kogoś, kto dał mu kredyt zaufania i wpuści na swoje włości, a nie okraść i jeszcze się dziwić: ej, no przecież byłem w pace, czego po mnie oczekujesz? Że będę uczciwy? I oczekiwać, że sprawa przejdzie bez echa i nie wróci do więzienia. Fakt, wielu więźniów nie doceni pomocnej dłoni i okradnie, ale tym bardziej ten wyróżniony powinien wykazać się i docenieniem i myśleniem

                                                    Więźniowi daje się szanse ale tez sprawdza i kontroluje nie daje dużego pola manieru. A jak się da za duży kredyt zaufania to się zbiera potem plony i idzie po rozum go głowy.
                                                    Jak się ma miękkie serce trzeba mieć twarda dupę.

                                                    Ale on ci nic nie ukradł? Hello tu ziemia za brak moralności nie idzie się siedzieć. Wiec tak kara go ominie.
                                                    A tak naprawdę krzywdzisz tylko siebie swoją postawą.
                                                    I tak naprawdę dalej pozwalasz żeby na ciebie wpływał żebyś czuła się winna.
                                                    Stoisz w miejscu na własne życzenie rozpatrując to ciagle w kategoriach winny i kary.
                                                    Ale co kto lubi.

                                                    Serio chce ci tracić energię na niego myślisz ze on zasługuje na twoje ciagle rozpamiętywanie?
                                                    Napisz sobie na ścianę on mnie skrzywdził wzgardził zaufaniem i jestem na niego wściekła. Nie ma miejsca na tego w moim życiu. Od dziś jestem mądrzejsza i silniejsza.
                                                    I czytaj to za każdym razem gdy przyjdzie tęsknota.
                                                    To minie tylko nie rozpamiętuje cudownych chwil i nie pisz/niw myśl o nim ze to dobry człowiek.!!!!
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 11.08.20, 10:16
                                                    > Byłam naiwna, bo sądziłam, że ktoś, kto tyle w życiu przeszedł, będzie wiedział
                                                    > , jak ważne jest, żeby dobrze traktować ludzi, dla których jest ważny i żeby do
                                                    > ceniać tych,
                                                    >
                                                    > Uznałaś ze wszyscy maja takie same wartości jak ty a to błędne założenie.

                                                    tak uznałam, bo zdawało mi się, że to po prostu ludzkie. Jak ktoś jest dla nas dobry, odwdzięczamy się tym samym, jak ktoś traktuje nas źle, to bez skrupułów oddajemy 'przysługę'.
                                                    >

                                                    > Raz ze wartości nie ma żadnych z domu. Nie umie mieć fajnych relacji z nikim.
                                                    > Nie ma uczuciowości wyższej.

                                                    o tym nie wiedziałam, dopóki nie poczytałam. Często dzieci zaniedbane szukają sobie autorytetu poza domem, pragną bliskości, widziałam to choćby po dzieciach sąsiadki, która ma dwie córki, starsza ma rzekomo ADHD, sąsiadka wiecznie drze na nią ryja, młodsza wykorzystuje to, że starszej nikt nie wierzy i jak coś nabroi, mówi że to starsza. Jak stanęłam kiedyś po stronie młodej kiedy szła ze mną do szkoły, to przykleiła się do mnie i całą drogę do i ze szkoły gadała o czymś, bo ktoś w końcu na nią nie krzyczał i widział, że nie ona coś nabroiła.

                                                    fakt, niektórzy wyrastają na psycholi, moja mama miała ucznia, który rozwalał jej lekcje, jak komuś lepiej szło to potrafił podrzeć zeszyt, kiedyś jakieś dziecko zepchnął ze schodów i złamało rękę.

                                                    po niektórych widać od razu, że są psychiczni. C. pewnie też ma coś nie halo z główką, ale ja swoimi ślepymi oczami widziałam człowieka, o którego nikt nie dbał i który chciałby, żeby ktoś mu dał uwagę, której nigdy nie miał.

                                                    > Pewnie myślał ze jak będzie miał dobre relacje z małym ty będziesz mu przychy
                                                    > lna. Może zupełnie nie zna się na psychice dziecka.

                                                    sama mówiłaś, że mam nie rozkminiać co on myślał. Dla mnie liczy się efekt końcowy. Narobił dziecku nadziei, że się nim interesuje, a po co to robił, to już inna sprawa. A jeśli robił to, jak mówisz, żebym była mu przychylna, to jest to bycie skurwielem level hard. Są faceci, którzy potrafią zaliczyć matkę nie mieszając w to dziecka. A jeśli już to dziecko chcą mieszać, to niech chociaż przeproszą. Przecież mi nie chodzi o to, że miał rzucać rodzinę, bo młody się przywiązał. Ale na wieść o tym, że tak się stało, trzeba było odpuścić, a nie nadal podejmować jakieś dziwne próby i pierdolić od rzeczy.

                                                    Są tacy nasz kolega ubzdura
                                                    > ł sobie ze nauczy naszego autystycznego 3-latka mówić w dwie godziny pobytu u n
                                                    > as bo jest taki cudny.
                                                    > Zabrał małemu misia i chciał wymusić żeby poprosił. Nie chcesz wiedzieć co zro
                                                    > biłam i co usłyszał.
                                                    > Jak mu wyrwałam miska z rak to był tak zdziwiony ze tylko mąż mnie powstrzymał
                                                    > żeby w ryj nie dostał. Jeśli chodzi o moje dzieci to nie ma zmiłuj. Dziwi mni
                                                    > e ze nie wkroczyłaś do akcji wczesnej gdy kazał ci się nie wtrącać. Wtedy widzi
                                                    > ałby ze teraz dziecko ma wielkie STOP.

                                                    tak, powinnam była, ale zamurowało mnie, nie przychodziła mi do głowy żadna sensowna reakcja. Ty podsunęłaś pomysł, żeby obrócić to w żart, ale tak żeby mu w pięty poszło. Ja w tamtym momencie miałam ochotę mu przyłożyć, bo czułam się jak podczas urlopu u matki. Poza tym, późniejsze powiedzenie mu wprost, żeby zabrał swoje słodycze, bo młody się przywiązał, skwitował 'a kiedy on miał się przywiązać?' i nadal je przywoził, ale wtedy albo chowałam je do szafki albo oddawałam dzieciom koleżanek. Raz, na wielkanoc, przywiózł jajko (wiesz, te takie wielkie z cukierkami w środku), odniosłam je koleżance, ale nie wiem, kiedy, na ławie położył kinder czekoladę, a młody na jej widok zapytał, czy C. u nas był. Powiedziałam, że nie, ale młody wiedział swoje, bo kojarzył, kto mu te słodycze przywoził.


                                                    > Jesteś za dobra on jest dorosły nie można się wozić na spapranym dzieciństwie c
                                                    > ałe życie.

                                                    wiem, i nie raz miałam ochotę powiedzieć, żeby dał już z tym spokój, tego nie zmieni i nie może pozwalać, żeby traumatyczne przeżycia wpływały na całe jego życie. Ale dla mnie to było jak kopanie leżącego, nie był mi znany jego stan psychiczny i bałam się takimi ostrymi tekstami zaszkodzić.
                                                    >

                                                    > Więźniowi daje się szanse ale tez sprawdza i kontroluje nie daje dużego pola ma
                                                    > nieru. A jak się da za duży kredyt zaufania to się zbiera potem plony i idzie p
                                                    > o rozum go głowy.
                                                    > Jak się ma miękkie serce trzeba mieć twarda dupę.

                                                    przez kilka miesięcy, kiedy nie wiedziałam, o co mu chodzi, starałam się być ostrożna. Kiedy uznałam, że widać brakowało mu tego, że ze mną mógł gadać o wszystkim i dlatego 'wrócił', przestałam być aż tak ostrożna. Zwyczajnie nie do pomyślenia dla mnie było, że skoro byłam dla niego tak niedobra, wróciłby, marnował kilka miesięcy, żeby przyjść, posmęcić, poczekać aż mu zaufam, zaliczyć i odpłynąć. No jestem naiwna, ale do głowy by mi nie przyszło, że to wszystko tylko po to, żeby skończyć w łóżku, zwłaszcza, że sam twierdził, że wcale na mnie nie leciał. A potem, po wszystkich problemach, przeżyciach, stratach, nie czułam się już na siłach na cokolwiek i chciałam żeby był.
                                                    >
                                                    > Ale on ci nic nie ukradł? Hello tu ziemia za brak moralności nie idzie się sied
                                                    > zieć. Wiec tak kara go ominie.

                                                    jeżeli już to tak rozpatrywać w kontekście kradzieży, to ukradł mi parę dobrych miesięcy na udawaniu przyjaciela. I robił to tak sprytnie, że nie zorientowałam się, że udaje.

                                                    > A tak naprawdę krzywdzisz tylko siebie swoją postawą.
                                                    > I tak naprawdę dalej pozwalasz żeby na ciebie wpływał żebyś czuła się winna.
                                                    > Stoisz w miejscu na własne życzenie rozpatrując to ciagle w kategoriach winny
                                                    > i kary.
                                                    > Ale co kto lubi.
                                                    >
                                                    > Serio chce ci tracić energię na niego myślisz ze on zasługuje na twoje ciagle
                                                    > rozpamiętywanie?
                                                    > Napisz sobie na ścianę on mnie skrzywdził wzgardził zaufaniem i jestem na niego
                                                    > wściekła. Nie ma miejsca na tego w moim życiu. Od dziś jestem mądrzejsza i sil
                                                    > niejsza.
                                                    > I czytaj to za każdym razem gdy przyjdzie tęsknota.
                                                    > To minie tylko nie rozpamiętuje cudownych chwil i nie pisz/niw myśl o nim ze t
                                                    > o dobry człowiek.!!!!

                                                    pisałam ze dwa tygodnie temu, staram się nie rozpamiętywać, ale doba jest za długa, żeby znaleźć zajęcie na wszystkie jej minuty. Czasem coś mi o nim przypomni, przechodzę w miejscu, które mi się z nim kojarzy, młody coś powie i się zawieszam.

                                                    I jestem wściekła, że zrobił to wszystko tylko dlatego że mógł, bardziej niż za to, że to zrobił w ogóle, mam nadzieję, że wiesz, o co chodzi.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 10.08.20, 17:02
                                                    Ale wydaje mi się ze ty po prostu będzie rozgrzebywać roztrząsać , pławić się w tym jak to on cię skrzywdziła, pomimo jak ja dobra jestem, sorry ale dobry człowiek nie pakuje się w związek z żonatym.

                                                    fakt, postąpiłam egoistycznie, chyba pierwszy raz w życiu. Bardzo się wkręciłam w tę znajomość, chciałam, żeby C. wiedział, że może na mnie liczyć. Po pierwszym seksie, pierwszym razie, kiedy byliśmy tak blisko, ciężko było to powstrzymać, bo w końcu byłam blisko z kimś, na kim mi zależało.

                                                    Wiec tak naprawdę robisz tak samo jak on, nie myślisz o uczuciach innych nie obchodziło cię ze ranisz jego żonę? Dzieci ? Jakby się wydało? Uważasz ze on kłamie ze żona czyta a jeśli czyta? A ty uparcie wypisujesz?

                                                    jeśli czyta, to to jest jego problem i jego błąd. Powiedziałam mu, żeby dał znać, kiedy mam nie pisać, nie zrobił tego. Równie dobrze moim telefonem mógł bawić się młody i wysłać mu coś przypadkiem albo mógł mi się odblokować w kieszeni jak słuchałam muzyki na streamie i wysłać coś do niego (raz mi się zdarzyło, że utworzyłam 'nogą' grupę i wysłałam wszystkim w grupie zdjęcie od koleżanki, a gdy weszłam w messengera, okazało się, że utwarzała się kolejna grupa, w której on był odbiorcą, a akurat jego rodzina była na wakacjach u niego) i co, też miałby prawo mieć pretensje do mnie o czysty przypadek? Jemu też raz czy dwa zdarzyło się napisać do mnie przypadkiem, takie uroki dzisiejszej technologii. To on powinien zadbać o to, żeby się nic nie wydało, bo jednak on ma więcej do stracenia, czy sprawa wyjdzie na jaw przypadkiem czy nie. To tak, jakbym ja miała pretensje do niego, ze młody przeczytał wiadomość od niego czy zobaczył, że z nim pisze, a zdarzało się, że młody bawił się telefonem, kliknął w dymek i zaczynał czytać wiadomość, a potem pytał, kiedy pan C. zrobi mu rower. Może powinnam była na niego naskoczyć, że jakim prawem pisze, jak moje dziecko ma w rękach mój telefon? Jak ma się tajemnice, to robi się wszystko, zeby nie ujrzały światła dziennego a nie zostawia je w rękach przypadku.

                                                    gdybym nie myślała o uczuciach jego żony, napisałabym do niej już po pierwszej akcji jak chciał do mnie przyjeżdżać po nocy, albo kiedy skłamał, że pytał ją, czy może przyjechać na moje urodziny i ona zrobiła mu (rzekomo) awanturę. Wiele miałam takich sytuacji, jeszcze przed seksem, że równie dobrze mogłabym go wsypać, ale po pierwsze, zależało mi na nim a po drugie, opanowywałam swoją wściekłość na niego i uznawałam, że nie będę jej nic mówić. I czemu ja mam się martwić i o uczucia swoje i swojego dziecka i jeszcze jego żony i jego dzieci, a on nie musi się martwić o niczyje uczucia poza swoimi? To w jego interesie leży, żeby się nic nie wydało, ja byłam nie fair wobec jego żony, przyznaję, ale skoro on nie musi się martwić o uczucia obcego dziecka (bo to, że o moje nie musi się martwić już ustaliłyśmy i masz nieco racji, ale dziecko w tej sytuacji zawiniło tyle samo co jego żona), to i ja nie czuję się w obowiązku martwić się jakoś szczególnie o jej uczucia. Czemu oczekuje się, że ja wezmę wszystko na klatę i będę się martwić o uczucia wszystkich wokół, a swoje mam schować do kieszeni i nie oczekiwać, że moimi się ktoś przejmie? Jeśli on nie przejmuje się mną, a swoim postępowaniem pokazuje, że nie przejmuje się zupełnie nikim, to czemu ja mam się martwić za nas dwoje? Bez przesady. Równie dobrze jego kolega może go wkopać przed żoną albo będzie się próbował wybielić moim kosztem i opowie jej swoją wersję wydarzeń. A jak ona do mnie napisze, to mam podtrzymać jego wersję wydarzeń żeby jej nie ranić? Bez jaj.

                                                    Serio otrząśnij się z tego przestań żyć przeszłości, bo on zrobił /popatrzył nie miał prawa mnie ranić , bo ty tez nie jesteś bez winy.
                                                    Jak się z nim bzykałaś nie myślałaś co się stanie z jego dziećmi? Dlatego onaa miał myśleć o twoim synu?
                                                    Może trochę obiektywizmu????
                                                    Refleksji ze sama zdecydowałaś ze tego chcesz on nic na siłę nie wziął.
                                                    A teraz to on jest tylko ten zły?
                                                    Bo ty się zakochałaś a on cię zrobił a przecież nie powinien.
                                                    To co miał na siłę to ciągnąć ,czy mil się na siłę zakochać w tobie , myślał z jesteś dorosła fajny romansik mu się trafi ,a tu dupa romantyczka się znalazła.

                                                    o tym, ze jestem romantyczką wiedział zanim zaczął się romansik. Ja swoich uczuć nie ukrywałam, od samego początku. I może byłam głupia i naiwna sądząc, że ich nie wykorzysta i będzie się z nimi liczył, ale za niesprawiedliwe uważam, że wszyscy myślą, że miał prawo nie liczyć się z nimi i je wykorzystać, a ja nie mam prawa się czepiać. On na siłę nic nie wziął, ale to on z naszej dwójki udawał, że mu zależy i ukrywał swoje prawdziwe motywy. Ja za nim nie ganiałam udając przyjaciela i to tylko po to, żeby zaliczyć. Z perspektywy czasu wolałam 'niespełnienie' w kwestii łóżka, ale za to normalność w kwestii znajomości niż to, że pokazał, że dla niego ważne jednak było jedynie żeby zaliczyć za wszelką cenę i po trupach, a potem mieć wy***ane na wszystko i wszystkich.

                                                    On 'zainteresował' mojego syna sobą zanim o jakimkolwiek seksie była mowa i nie wiem, czy po prostu go polubił ale coś nie 'pykło' czy usiłował wykorzystać fakt, że jak będzie miły dla mojego dziecka, to szybciej się do mnie dobierze albo szybciej wzbudzi moje zaufanie. To nie ja proponowałam, że będę dla jego dzieci substytutem matki, a on wyskoczył z czymś takim, i to o dziwo, już po seksie, a więc nie po to, żeby zaliczyć. Nie proponowałam dorzucania się do prezentów dla jego dzieci. A on robił to już po prośbie żeby się nie mieszał, bo młody się zaangażował. Więc skoro on nie myśli o moim synu, to czemu ja mam myśleć o jego dzieciach? Czy on o swoich dzieciach myślał, jak bzykał się ze mną? W końcu to moje dziecko jest dla mnie najważniejsze. Ja swoje dziecko od niego odcięłam, a C. non stop wmawiał mi jak to się boi, że straci rodzinę, bo będę chciała się mścić, a mimo to zachowywał się tak, jakby tego właśnie chciał. Jeśli tak się bał zemsty, to nie sądzisz, że powinien być mądrzejszy? Zachować się jak człowiek albo zniknąć całkiem, a nie wracać, rozgrzebywać a potem się dziwić, że jak mnie kopie, to mogę mu oddać. Może ja mam już dość bycia dobrym człowiekiem, martwienia się o to, czy kogoś nie urażę, może mam ochotę na trochę egoizmu. A ,wg wszystkich wokół sytuacja wygląda tak: chciałaś to masz, Twoje dziecko Twoja wina, jego dzieci Twoja wina, jego żona Twoja wina, a on ma sumienie nieskalane niczym dziewica, bo przecież on miał ochotę to wziął, nie musiał się przejmować, bo jestem obcym człowiekiem, moje dziecko też, ale jakby ucierpiała jego żona czy dzieci, to wszystkie gromy na mnie, bo ja dałam, ja pozwoliłam itd. On też w tym uczestniczył, ale jakimś cudem on jest usprawiedliwiony i nie daj Boże, żadna krzywda nie moze się mu stać, bo wziął co chciał i miał prawo. Mam gdzieś jego prawa, tak jak on miał moje, nie będę przepraszać za to, że zaufałam komuś, kto udawał, że jest godzien zaufania. Ciągłe myślenie o uczuciach innych doprowadziło do tego, że nikt nie myślał o moich, sama powiedziałaś, że tak się nie da. Zacznę postępować zgodnie z kodeksem Hammurabiego, w granicach prawa, oczywiście.

                                                    zresztą, jak mój były kolega dowie się, że pomogłam jego byłej żonie z pozwem o alimenty, on i moja była psycho koleżanka nie spoczną, póki nie wyśledzą żony C. i nie opowiedzą wszystkim w naszym mieście o naszym brudnym sekrecie. Może i ja oberwę przy okazji, ale skoro nie docenił, że do tej pory go chroniłam, to niech radzi sobie bez mojej ochrony. Ja przynajmniej zrobię coś dobrego dla dzieci koleżanki, a nie zrobiłabym tego bojąc się, że C. oberwie, może narażę się na lincz w moim mieście, ale przynajmniej dzieci coś zyskają, a i przy okazji odegram się na koledze, który wybrał dziewczynę, którą znał od miesiąca. Trudno, takie jest życie.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 10.08.20, 17:08
                                                    ? Uważasz ze on kłamie ze żona czyta a jeśli czyta? A ty uparcie wypisujesz?

                                                    jeśli czyta, to to jest jego problem i jego błąd.

                                                    🤣🤣🤣🤣
                                                    A czyli jak on ciebie rani to jego wina. A jak ty ranisz jego to jego błąd bo daje czytać żonie 🤣🤣🤣
                                                    No podwójna moralność jak on rani jest winien, jak ty ranisz tez on winien.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 10.08.20, 18:35
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > ? Uważasz ze on kłamie ze żona czyta a jeśli czyta? A ty uparcie wypisujesz?
                                                    >
                                                    > jeśli czyta, to to jest jego problem i jego błąd.
                                                    >
                                                    > 🤣🤣🤣🤣
                                                    > A czyli jak on ciebie rani to jego wina. A jak ty ranisz jego to jego błąd bo d
                                                    > aje czytać żonie 🤣🤣🤣
                                                    > No podwójna moralność jak on rani jest winien, jak ty ranisz tez on winien.
                                                    >

                                                    myślałam, że już ustaliłyśmy, że ja jestem sama sobie winna, że mnie zranił. A więc skoro każdy ma odpowiadać za swoje uczucia i swoje problemy, to tak, jego błędem i problemem jest to, że dopuścił, że żona czyta. Kiedyś jakoś potrafił ostrzec, że jedzie do Polski i wtedy było wiadomo, że ma być cisza. A teraz, zgodnie z przewidywaniami miał być w UK. A jak odpisał, uznałam, ze jest poza domem. Poza tym, on miał nieco łatwiej, bo za pomocą kilku kliknięć mógł ustrzec się przed wtopą, nawet po wysłaniu mi życzeń na dzień kobiet, nie czekając na 'dziękuję', dodał mnie od razu do ignorowanych. Zranionych uczuć nie dało się uniknąć kliknięciem.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 10.08.20, 23:42
                                                    weronz napisał(a):

                                                    > 3-mamuska napisała:
                                                    >
                                                    > > ? Uważasz ze on kłamie ze żona czyta a jeśli czyta? A ty uparcie wypisuje
                                                    > sz?
                                                    > >
                                                    > > jeśli czyta, to to jest jego problem i jego błąd.
                                                    > >
                                                    > > 🤣🤣🤣🤣
                                                    > > A czyli jak on ciebie rani to jego wina. A jak ty ranisz jego to jego błą
                                                    > d bo d
                                                    > > aje czytać żonie 🤣🤣🤣
                                                    > > No podwójna moralność jak on rani jest winien, jak ty ranisz tez on wini
                                                    > en.
                                                    > >
                                                    >
                                                    > myślałam, że już ustaliłyśmy, że ja jestem sama sobie winna, że mnie zranił. A
                                                    > więc skoro każdy ma odpowiadać za swoje uczucia i swoje problemy, to tak, jego
                                                    > błędem i problemem jest to, że dopuścił, że żona czyta. Kiedyś jakoś potrafił o
                                                    > strzec, że jedzie do Polski i wtedy było wiadomo, że ma być cisza. A teraz, zgo
                                                    > dnie z przewidywaniami miał być w UK. A jak odpisał, uznałam, ze jest poza dome
                                                    > m. Poza tym, on miał nieco łatwiej, bo za pomocą kilku kliknięć mógł ustrzec si
                                                    > ę przed wtopą, nawet po wysłaniu mi życzeń na dzień kobiet, nie czekając na 'dz
                                                    > iękuję', dodał mnie od razu do ignorowanych. Zranionych uczuć nie dało się unik
                                                    > nąć kliknięciem.


                                                    A po co miał cię ostrzegać? Nie jesteś aż tak ważna w jego życiu żeby musiał ci się tłumaczyć.
                                                    W końcu skoro tak cię skrzywdził a niw ty na to pozwoliłaś to czemu do niego wypisujesz?
                                                    Czemu go nie zablokowałaś gdy nie miła ochoty na jego ciagle smsy?

                                                    Serio weź go zablokuj wszędzie wywal numer i w końcu idź do przodu i zapomnij. Bo narazie to sama pchasz palce między drzwi i jak wróci do UK to będzie ci znowu walił drzwiami po paluchach.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 11.08.20, 10:45
                                                    3-mamuska napisała:


                                                    > > myślałam, że już ustaliłyśmy, że ja jestem sama sobie winna, że mnie zran
                                                    > ił. A
                                                    > > więc skoro każdy ma odpowiadać za swoje uczucia i swoje problemy, to tak,
                                                    > jego
                                                    > > błędem i problemem jest to, że dopuścił, że żona czyta. Kiedyś jakoś potr
                                                    > afił o
                                                    > > strzec, że jedzie do Polski i wtedy było wiadomo, że ma być cisza. A tera
                                                    > z, zgo
                                                    > > dnie z przewidywaniami miał być w UK. A jak odpisał, uznałam, ze jest poz
                                                    > a dome
                                                    > > m. Poza tym, on miał nieco łatwiej, bo za pomocą kilku kliknięć mógł ustr
                                                    > zec si
                                                    > > ę przed wtopą, nawet po wysłaniu mi życzeń na dzień kobiet, nie czekając
                                                    > na 'dz
                                                    > > iękuję', dodał mnie od razu do ignorowanych. Zranionych uczuć nie dało si
                                                    > ę unik
                                                    > > nąć kliknięciem.

                                                    > A po co miał cię ostrzegać? Nie jesteś aż tak ważna w jego życiu żeby musiał ci
                                                    > się tłumaczyć.

                                                    nie tłumaczyć. Ale jakby nie patrzeć, to w jego interesie leżało, żeby nie dostać żadnej wiadomości będąc w domu. Skoro ja zbieram ochrzan, bo moje dziecko coś przeczytało, to czemu zbieram też ochrzan za to, że jego żona coś przeczytała? Irytuje mnie nieco, że cokolwiek zrobię czy nie zrobię, to i tak ja dostaję opiernicz. Bo ja powinnam pilnować swojego telefonu, fakt, ale swojego telefonu on powinien był pilnować, zwłaszcza jeśli nie chciał mi się 'tłumaczyć', że jest w Polsce.

                                                    > W końcu skoro tak cię skrzywdził a niw ty na to pozwoliłaś to czemu do niego w
                                                    > ypisujesz?
                                                    > Czemu go nie zablokowałaś gdy nie miła ochoty na jego ciagle smsy?

                                                    ja nie powiedziałam, że nie miałam ochoty, choć ochota to za duże i nieodpowiednie słowo w tym wypadku. Wiem, że na zbyt dużo mu pozwoliłam, ale zielone światło nie oznacza, że można kogoś rozjechać. Wykorzystałabyś kogoś, kto jest w rozsypce? Kto pochował przyjaciela, zbierał koleżankę do kupy i zwyczajnie potrzebował troski? Udawałabyś bff żeby ugrać jak najwięcej dla siebie?

                                                    >
                                                    > Serio weź go zablokuj wszędzie wywal numer i w końcu idź do przodu i zapomnij.
                                                    > Bo narazie to sama pchasz palce między drzwi i jak wróci do UK to będzie ci zno
                                                    > wu walił drzwiami po paluchach.

                                                    naprawdę sądzisz, że byłby tak głupi, żeby jeszcze się odzywać? Przecież widać, że chciał się jeszcze na szybko zabawić przed wyjazdem i nie oglądać się za siebie. Nagle zabrakło mu znajomych i znów ja byłam wystarczajaco dobra żeby się pożalić na to czy tamto, ale nadal niewystarczająco dobra, żeby się chociaż pożegnać. Przeginał coraz bardziej, sprawdzał, na ile może sobie pozwolić, głupio mu pozwoliłam, ale teraz przegiął do tego stopnia, że nie ma już do czego wracać. Nie przestanie mi magicznie zależeć, nie przestanę na pstryknięcie palcami żałować, że nie zobaczyłam go ten ostatni raz, ale po ostatnich wydarzeniach nie ma odwrotu, a raczej powrotu.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 06.08.20, 17:57
                                                    próbuję się pozbierać, zajmować się czymś, żeby nie mieć czasu myśleć, ale doba jest niestety dosyć długa, a po włamaniu kiepsko śpię, budzę się jak sąsiad za ścianą zazgrzyta zębami i mam problem z ponownym zaśnięciem, a jak zasnę, to zwykle śni mi się C. albo jakieś koszmary. Zaczęłam ćwiczyć, ale czasem dopada mnie taki dół, że nie mam ochoty ruszyć się z kanapy. Chciałabym sobie wmówić, że czas najwyższy odpuścić i zapomnieć, ale momentami to jest silniejsze ode mnie, a co gorsza, zwykle przypominają mi się te miłe chwile, kiedy miałam go za wspaniałego człowieka i przyjaciela i mimo że przyzwyczajam się do tego powoli, to czuję się, jakbym straciła rękę. I nie umiem pogodzić się z tym, że za głupiego ma się mieć ten, kto zaufał a nie ten, kto to zaufanie wykorzystał i jeszcze dobrze na tym wyszedł. Cynicznie rzecz biorąc, faktycznie ta druga osoba wychodzi na tym lepiej, bo to nie on żyje z konsekwencjami naszego 'występku' tylko ja i moje dziecko. Mam gorsze chwile, kiedy mam ochotę się upić i napisać jego żonie o wszystkim, i to dosłownie wszystkim, do tego stopnia, że C. by się za cholerę nie wybronił, ja może w końcu poczułabym, że mam w tej sytuacji kontrolę nad czymś, wyobrażam sobie, że na jego pretensje odpowiedziałabym ripostą Wujka Staszka albo tekstem, którym C. raczył mnie aż nazbyt często: 'takie jest życie' (plus płacząca ze śmiechu buźka) i moja wewnętrzna suka chichocze, wyobrażając sobie jego minę. A czasem stwierdzam, że mam to gdzieś i niech teraz codziennie myśli o tym, że dziś jest jego 'sądny' dzień, a jak nie dziś to jutro, pojutrze bądź za x dni i niech ma choć taką nauczkę. Bo jednak jakaś kara mu się należy, to jest wg mnie bezsprzeczne. Ale przez większość czasu czuję się jak zbędny śmieć, który przestał spełniać swoją rolę i może wrócić do kosza, bo tak właśnie potraktował mnie C. Jeśli ani czas trwania znajomości ani jej głębokość czy intensywność nie nadała mi 'przywileju' bycia traktowanym jak człowiek w jego oczach i wychodzi na to, że nie miałam prawa tego od niego oczekiwać bez względu na cokolwiek, to widać, że taka jest prawda. Można dla swoich celów kogoś zdeptać, zniszczyć i porzucić bez grama współczucia i wyrzutów sumienia, a ten ktoś ma sobie żyć i nie wyrażać żadnych pretensji, bo był głupi i zaufał.

                                                    Jeśli C. głupio zaryzykuje będzie próbował wmówić żonie że to ja wykorzystałam biednego żuczka, a ona ruszy bronić swojego męża, to cóż, jego sprawa, ja nie będę niczego ukrywać przed nią. Nie będę wiecznie robić za kozła ofiarnego. Z jednej strony mu trochę współczuję, ale z drugiej wiem, że sam sobie wykopał w ten dół patrząc tylko na czubek własnego nosa.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 06.08.20, 19:24
                                                    Ja rozumiem ze się zakochałaś i jest ci ciężko.


                                                    Ale nie rob za ofiarę hello ?????
                                                    Ku..rwa wiedziałaś ze facet ma żonę, ona przeżyła 2 jego romans przeżyje i kolejny tylko ty zostaniesz głupia szmatą.

                                                    Bo jednak jakaś kara mu się należy, to jest wg mnie bezsprzeczne

                                                    Z twojej strony on nie zasługuje na karę dobrze ci mówił „takie jest życie”
                                                    Karę może otrzymać tylko od żony bo to jej przysięgał.
                                                    Serio powiedzenie jej byłby kontrolą.
                                                    Weź naprawdę przeżyj żałobę po swoich uczuciach ale dorośnij.
                                                    Zostaw jego żonę w SPOKOJU, nie wciąga jej w wasze brudy ,sex uprawiać z nim nie z nią. Wiec odwal się od niej pisze ci to jako wieloletnia żona. Taka jak ty z mojej strony zasługiwałby tylko na splunięcie w twarz. Nie dałbym ci żadnej satysfakcji ,abyś mogła poczuć się ze zemsta ci wyszła na misiu.
                                                    Nawet PENWIE bym siebie razu nie rozwidla żeby utrzeć ci nosa 🤨

                                                    Ze twoje intrygi nic ci nie dały.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 10.08.20, 12:22
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Z twojej strony on nie zasługuje na karę dobrze ci mówił „takie jest życie”

                                                    no właśnie, takie jest życie. Jak kogoś non stop próbujesz wykorzystać pod pozorem troski i zainteresowania, patrzysz tylko na własne chęci a na drugą osobę nie i jesteś kompletnym hipokrytą w podejściu do ludzi, to życie może łatwo pokazać, że ta druga osoba odwdzięczy się tym samym, bo będzie miała dość. To jak drażnienie psa i zdziwko, że w końcu ugryzł.

                                                    > Serio powiedzenie jej byłby kontrolą.

                                                    to że mogę jej powiedzieć jest w moim mniemaniu kontrolą. Bo on nie może tego kontrolować, nie może przewidzieć ani mi zabronić. Może być jedynie wściekły na siebie, że zachowywał się w taki sposób, że wisi nad nim groźba ujawnienia. Jestem miękka faja i wiele bym wybaczyła, naprawdę, ale nie mieszanie mojego dziecka w sprawy między nimi. Ja nie próbowałam zgrywać dobrej cioci i mieszać się w życie jego dzieci, dlaczego on miał do tego jakiekolwiek prawo?

                                                    > Weź naprawdę przeżyj żałobę po swoich uczuciach ale dorośnij.
                                                    > Zostaw jego żonę w SPOKOJU, nie wciąga jej w wasze brudy ,sex uprawiać z nim ni
                                                    > e z nią. Wiec odwal się od niej pisze ci to jako wieloletnia żona. Taka jak ty
                                                    > z mojej strony zasługiwałby tylko na splunięcie w twarz. Nie dałbym ci żadnej s
                                                    > atysfakcji ,abyś mogła poczuć się ze zemsta ci wyszła na misiu.
                                                    > Nawet PENWIE bym siebie razu nie rozwidla żeby utrzeć ci nosa 🤨

                                                    szczerze to mam gdzieś czy się z nim rozwiedzie, bardzo w to wątpię. Zemsta jest skutkiem ubocznym. Uwierz, że cały czas walczę ze sobą, gdybym była bezduszną suką, powiedziałabym jej już dawno. A ja cały czas mam wątpliwości. Chciałabym móc tak na luzie odpuścić, ale nie potrafię mu wybaczyć, że swoim postępowaniem skrzywdził moje dziecko, bo jego chęci były ważniejsze niż uczucia małej istoty. Jego żona jest dorosła i mam ją trzymać od tego z daleka, żeby nie ranić jej uczuć, a on co? Może udawać, że 'dla młodego wszystko' i to tylko po to, żeby pobzykać?

                                                    ja wiem, że nie jestem bez winy, ale ja byłam wobec niego w porządku (wobec niego, nie jego żony, co oczywiste). Nie okłamywałam go, byłam, gdy mnie potrzebował, dałam mu swoje zaufanie. I tak, to wszystko był mój wybór, ale on z tego korzystał nie zamierzając się odwdzięczyć i traktując to jak coś oczywistego, swoim traktowaniem i postępowaniem wobec mnie pozwalał wierzyć, że mogę mu zaufać. I jeżeli moją winą jest to, że wpuściłam go do życia swojego i swojego dziecka, to jak nazwać fakt, że on również wpuścił mnie do swojego na tyle, że mam możliwość go skrzywdzić? Nie wymuszałam na nim mówienia mi o rzeczach, o których mi mówił, nie miałam pojęcia, jak nazywa się jego żona, wiedziałam tylko, że jej imię zaczyna się na B. Czemu ja mam czuć się winna i z powodu mojego dziecka i z powodu jego żony, skoro on w ogóle nie czuje się winny? Czemu ja musiałam się zgodzić na bycie traktowaną gorzej jako kochanka, a on ma zachować wszelkie 'przywileje' i być traktowany normalnie? On też zawinił, a karę ponoszę wyłącznie ja.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 10.08.20, 14:40
                                                    Uwierz, że cały czas walczę ze sobą, gdybym była bezduszną suką, powiedziałabym jej już dawno. A ja cały czas mam wątpliwości.

                                                    Wiesz jesteś bezduszna suka uprawiałaś seks z żonatym. On cię nie okłamał nie obiecywał ze rozwiedzie się z żona ,ze będzie cię kochał. To ze u ciebie doszły uczucia to sorry nikt nie odpowiada za nasze uczucia.
                                                    Teraz jak mała dziewczyna wciągasz w to żonę. Szczerze uważam ze wyciągasz w to jego żonę tylko dlatego, aby dalej mieć z nim kontakt i moc nim manipulować. Żeby go denerwować żeby był w twoim zasięgu na emocjonalnej smyczy.
                                                    Dziecko skrzywdziłaś ty pozwalając i jemu i dziecku również wtrącać się w twoje życie.
                                                    Moje dzieci nie widza z kim pisze z kim się spotykam. Znają moje 2 najbliższe koleżanki tyle. A są dużo starsze. Maja ojca i nie żebrzą o uwagę, dlatego jako matka powinnaś go trzymać od osobistego życia swojej dupy z daleka.
                                                    Nie jego chęci, a to twoje chęci rozmów i duchowego wsparcia i przyjaciela wyciągowy w to dziecko. Sama pisałaś ze go potrzebowałaś ,twoje egoistyczne podejście ,ja potrzebuje wciągnęły w to twoje dziecko.
                                                    Po cholerę twoje dziecko widziało ze c pisał? Serio? Uważasz ze to jego wina? A ty nie zrobiłaś nic niewinna istotka. Naucz się ze jak się chce bzykać z żonatym to się to robi poza domem, bo nie jest to facet do związku ,on nie miał wpływu na twoje uczucia ani twojego dziecka.

                                                    Wiesz on zrobił co chciał TY TEZ ZROBIŁAŚ CO CHCIAŁAŚ teraz będziesz się mścić pod płaszczykiem zemsty za dziecko .
                                                    Szczerze myślałam ze jesteś bardziej dojrzała.
                                                    KTO CIĘ PROSIŁ ŻEBYŚ MU DAWAŁA ZAUFANIE?
                                                    Dałaś bo chciałaś nie zmuszał cię teraz szukasz winnego.
                                                    A kto się uparł żeby wysłać życzenia urodzinowe ? A teraz tylko on taka świnia a ty co zrobiłaś?
                                                    Pisałam nie pisz żebyś dała spokój , to nie bo nie , bo ja chce ŻEBY CI SIĘ KOJARZYŁO wiec zrobiłaś co ty chciałaś ty nie on.
                                                    Zrozum wreszcie ze wina leży po obu stronach oboje zadziałaliście na siebie.
                                                    Oboje czegoś potrzebowaliście. To ze on zmienił zdanie, a właściwe wrócił na łono rodziny w końcu nic ci nie obiecywał. Jest normalna i naturalna rzeczą. Ludzie się rozstają to ze dałaś mu zaufanie i uczucie nie czyni cię przyspawaną do niego na całe życie.
                                                    Co chcesz zmusić go do miłości chcesz zebrać żeby cię kochał chcesz go szantażować żeby mieć z nim kontakt? Zmusić go żeby ci rzucał ochłapy ?Takiej relacji chcesz? Weź bo brzmisz jak wariatka i stlekerka. Bo on mnie skrzywdził dziecko moje cierpię i CO I CO DO CHOLERY DALEJ CO ON MA ZROBIĆ? Wrócić do ciebie i dalej karmić cię kłamstwami?
                                                    Gdybyś miała kręgosłup moralny trzymałbym się od niego z daleka. To ze w to weszłaś możesz winić tylko siebie.
                                                    Co ma ci wysyłają wiadomości, tęsknie i żyć bez ciebie nie mogę? Kolejne kłamstwa? Tego chcesz tym się karmić? A potem winić jego?

                                                    Gdzie jest ojciec twojego dziecka? Na nim się nie mścisz ze dziecko ojca nie ma, a C ma odpowiedzieć za to?
                                                    Własny ojciec ma dziecko w dupie.
                                                    Może zacznij jego ścigać żeby dziecko miało ojca i nie cierpiało i siebie tez a następny romans trzymaj na uboczu za dale od dziecka i domu.


                                                    NIE TY NIE MASZ CZUĆ SIĘ WINNA TY MASZ ODPUŚCIĆ.
                                                    KARĘ NIE PONOSISZ TYLKO TY ,A JUŻ NAPEWNO NIE Z JEGO WINY.
                                                    Karę a raczej skutki ponosisz ty bo zamiast pomyśleć żeby się tam nie pchać bo facet ma żonę. Nie zostawił jej przy 2 pierwszych romansach tym bardziej nie zostawi jej dla ciebie.
                                                    Ale zadziałało ego u ciebie ze chcesz go mieć w swoim życiu. Zamiast postawić mur. To ty przekroczyła granice na samem początku sam dałaś mu zielone światło i się zaczęło.
                                                    Ponosisz konsekwencje złych sowich własnych decyzji bo cierpisz.

                                                    On może pozmienia numery swoje żony i na jego miejscu tak bym zrobiła.

                                                    Masz niskie pocztowe wartości dlatego tak bardzo się do niego przykleiłaś.
                                                    Za mi ciebie bo przez swoje emocje zupełnie nie mylisz uderzasz na oślep i ranisz tym tylko siebie.
                                                    Niw podchodzisz racjonalnie tylko emocjonalnie rzucasz się jak ryba bez wody. Klasyk usiądź i pomysł co ci daje takie myślenie on mnie skrzywdził nie miał prawa.

                                                    Jak przechodzisz przez na pasy na zielonym świetle , widząc ze jedzie rozpędzony samochód ,ale idziesz bo masz prawo i on cię potrąca. Ewidentne jego wina tylko co ci ta jego wina da jak to ty leżysz i cierpisz połamana w szpitalu? Chyba lepiej zastrzykach się i przepuścić wariata i być cała.

                                                    C jest świnia odpadem atomowym ciekną podróbka mężczyzny.
                                                    Zdradza żonę na prawo lewo olewa myśli tylko o sobie a ty dałaś mu się sobą pobawić. Wystraszyło popukać się w głowie pomyśleć racjonalnie a niw się pchać a teraz szukać winnych.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 10.08.20, 19:38
                                                    > Wiesz jesteś bezduszna suka uprawiałaś seks z żonatym. On cię nie okłamał nie o
                                                    > biecywał ze rozwiedzie się z żona ,ze będzie cię kochał. To ze u ciebie doszły
                                                    > uczucia to sorry nikt nie odpowiada za nasze uczucia.

                                                    uczucia doszły blisko rok przed pierwszym seksem, on o tym wiedział. Dobra, nie odpowiadał za nie, ale nie powinien też był ich wykorzystywać, nieprawdaż? Tak, postąpiłam okropnie, nie szukam usprawiedliwienia na seks z żonatym, zależało mi na nim, na bliskości z nim, bałam się, że zniknie jak mu odmówię, a bardzo liczyłam na jego obecność. Było to egoistyczne, ale chciałam mieć kogoś, z kim będę mogła się poprzytulać i pogadać.

                                                    > Teraz jak mała dziewczyna wciągasz w to żonę. Szczerze uważam ze wyciągasz w to
                                                    > jego żonę tylko dlatego, aby dalej mieć z nim kontakt i moc nim manipulować.
                                                    > Żeby go denerwować żeby był w twoim zasięgu na emocjonalnej smyczy.

                                                    żonę wciągnął sam, to on zaczął gadki o tym, jak to będę chciała się mścić, a wtedy nawet nie przyszłoby mi to do głowy. Ale on non stop robił to samo. Poudawał przyjaciela, poużalał się nad sobą, trochę pogadał i powysyłał sucharów, po czym wycofywał się kiedy mu się chciało, a na powiedzenie mu, że było to przykre kończyło się kwękaniem, że ma rodzinę. A to on o tej rodzinie nie wiedział, kiedy zaczynał rozmowy ze mną i znajomość? Najwygodniej było powoływać się na nich, kiedy jemu to pasowało, a kiedy nie pasowało, nie było słowa o żonie czy dzieciach. Ja już nie chcę, żeby się odzywał, znów przepraszał za to samo, bo już zwyczajnie nie mam siły, a boję się, że znów się złamię i znów będę cierpieć. Jeśli byłam mu obojętna, to mógł mnie olać, bez względu na życzenia. Gdyby nie traktował mnie jak śmiecia, przez myśl by mi nie przeszło skarżyć się żonie jak mała dziewczynka. Skoro sam powtarzał te same błędy, wiedząc, że cierpliwość już mi się kończy, to nie wiem, czemu oczekiwał, że ja potraktuję go fair.

                                                    > Dziecko skrzywdziłaś ty pozwalając i jemu i dziecku również wtrącać się w twoje
                                                    > życie.

                                                    czyli on, pozwalając mi wtrącać się w swoje życie, skrzywdził swoją żonę, nieprawdaż?

                                                    > Moje dzieci nie widza z kim pisze z kim się spotykam. Znają moje 2 najbliższe k
                                                    > oleżanki tyle. A są dużo starsze. Maja ojca i nie żebrzą o uwagę, dlatego ja
                                                    > ko matka powinnaś go trzymać od osobistego życia swojej dupy z daleka.

                                                    jak wspominałam już kilka razy, mój młody polubił go PRZED jakąkolwiek poważniejszą znajomością, o czym nie wspominał, dopóki C. nie przestał się pojawiać. Do czasu poznania C. moje dziecko nie żebrało o uwagę, bo widać nie odczuwało potrzeby faceta w życiu albo żaden facet nie zasłużył na żebranie o jego uwagę w mniemaniu młodego. Nie czyta też każdej wiadomości, ale czasem się zdarzy, że bawi się moim telefonem i ktoś napisze, czasem na chwilę oderwie wzrok od swojej konsoli i popatrzy na ekran mojego laptopa. Rozumiem, że mam się chować z telefonem/laptopem z dala od młodego i pokazywać mu, że mam przed nim tajemnice i mu nie ufam? Kiedy ktoś przychodzi mam go przeganiać, bo ktoś obcy ma większe prawo przebywać w naszym salonie niż on?

                                                    > Nie jego chęci, a to twoje chęci rozmów i duchowego wsparcia i przyjaciela wyc
                                                    > iągowy w to dziecko. Sama pisałaś ze go potrzebowałaś ,twoje egoistyczne podejś
                                                    > cie ,ja potrzebuje wciągnęły w to twoje dziecko.

                                                    od kiedy zaczęły się moje chęci rozmów, młody widział go jeden raz, i to tylko dlatego, że spotkanie było o 7.30 w niedzielę i nie miałam do kogo dziecka wysłać. Poza tym jednym spotkaniem, młody o bytności C. dowiedział się przypadkiem, bo przegapiłam słodycze zostawione na ławie. A dziecko wciągnęło się przed początkiem głębszej znajomości.

                                                    > Po cholerę twoje dziecko widziało ze c pisał? Serio? Uważasz ze to jego wina? A
                                                    > ty nie zrobiłaś nic niewinna istotka. Naucz się ze jak się chce bzykać z żonat
                                                    > ym to się to robi poza domem, bo nie jest to facet do związku ,on nie miał wpł
                                                    > ywu na twoje uczucia ani twojego dziecka.

                                                    mówiłam to z lekkim przekąsem. Skoro ja jestem winna, że żona przeczytała wiadomość ode mnie, to prześmiewczo napisałam, że w takim razie on jest winny, że dziecko przeczytało wiadomość od niego. Młody przeczytał zupełnym przypadkiem, bo kliknął w dymek czatu podczas oglądania bajek, przecież nie oznajmiałam mu 'nie przeszkadzaj mi teraz, bo rozmawiam z panem C.'.

                                                    > Wiesz on zrobił co chciał TY TEZ ZROBIŁAŚ CO CHCIAŁAŚ teraz będziesz się mścić
                                                    > pod płaszczykiem zemsty za dziecko .
                                                    > Szczerze myślałam ze jesteś bardziej dojrzała.
                                                    > KTO CIĘ PROSIŁ ŻEBYŚ MU DAWAŁA ZAUFANIE?
                                                    > Dałaś bo chciałaś nie zmuszał cię teraz szukasz winnego.

                                                    nikt mnie nie prosił i nie twierdzę, że to było mądre. Ale sama przyznasz, że moje zaufanie było mu na rękę, więc mocno się postarał, żeby je wzbudzić, bo miał się komu wygadać, pożalić, ponarzekać na swój smutny los i miał się na kim oprzeć, jak potrzebował wsparcia. I jakby nie patrzeć, on też mi na swój sposób zaufał, ale ja z naszej dwójki tego zaufania nie wykorzystywałam do tego, żeby móc go ranić, kiedy będę chciała.

                                                    > A kto się uparł żeby wysłać życzenia urodzinowe ? A teraz tylko on taka świni
                                                    > a a ty co zrobiłaś?
                                                    > Pisałam nie pisz żebyś dała spokój , to nie bo nie , bo ja chce ŻEBY CI SIĘ KOJ
                                                    > ARZYŁO wiec zrobiłaś co ty chciałaś ty nie on.

                                                    tak, nie powinnam, ale ja wysłałam suche życzenia, bez jakichś wspomnień, podtekstów, pytania, co u niego zaraz po podziękowaniu. I dobra, mógł się odezwać, nie miałabym mu za złe, ale uważanie, że wszystko jest na tyle ok, że może próbować wskoczyć mi do łóżka i to jeszcze próbując wykorzystać do tego moje dziecko i pierdolić, za przeproszeniem, że dla młodego wszystko? Serio, gadać takie rzeczy, żeby sobie jednorazowo pobzykać? I to jest w porządku, bo ja mu wysłałam życzenia, to on może liczyć że pobzyka i znów będzie miał wsparcie, a potem jak zwykle się wykpi? Jak ja poprosiłam o maść, to jestem stalkerem, a on jak coś chciał, to ma prawo pisać przez pół nocy i bulwersować się, że nie odpisałam.

                                                    > Zrozum wreszcie ze wina leży po obu stronach oboje zadziałaliście na siebie.
                                                    > Oboje czegoś potrzebowaliście. To ze on zmienił zdanie, a właściwe wrócił na ło
                                                    > no rodziny w końcu nic ci nie obiecywał. Jest normalna i naturalna rzeczą. Ludz
                                                    > ie się rozstają to ze dałaś mu zaufanie i uczucie nie czyni cię przyspawaną do
                                                    > niego na całe życie.
                                                    Bo on mnie skrzywdził dziecko
                                                    > moje cierpię i CO I CO DO CHOLERY DALEJ CO ON MA ZROBIĆ? Wrócić do ciebie i dal
                                                    > ej karmić cię kłamstwami?

                                                    nie, teraz niech już się lepiej nie odzywa. Ja sobie na spokojnie podejmę decyzję, czy mieszać w to jego zonę czy nie i co jej powiedzieć, gdyby on sam coś jej powiedział. Bez jego fałszywych przeprosin i prób, żeby się sprawa nie wydała. Jeżeli powie jej, że to ja za nim ganiałam i go wzięłam siłą po pijaku, to cóż, nie będę ukrywać prawdy. Bo popełniłam może i mnóstwo błędów, ale on nie jest bez winy i niech sobie nie myśli, że może tak postępować z kimkolwiek. A co, jeśli np ja zmieniłam zdanie i nie chciałam z nim spać, a on się 'narzucał' i wszelkimi sposobami próbował, żebym jednak zdanie zmieniła? To też normalne i naturalne? Kiedy ja potrzebowałam, żeby wpadł i mnie przytulił, on się miotał jakbym żądała od niego rozwodu, ale jak on potrzebował pobzykać, to wszystko spoko, mógł robić co chciał, żeby dopiąć swego.

                                                    teraz i tak już nic nie zrobi, za wiele razy mnie zawiódł, za wiele razy przepraszał a potem robił to samo. Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo mi na nim zależało i jakiejś głupiej części mnie zależy nadal, ale każda cierpliwość ma swoje granice, a moja skończyła się w momencie, kiedy uznał, że urodziny młodego wykorzysta, żeby pozgrywać przyjaciela i fajnego wujka, a potem wyjedzie w pizdu zadowolony. I wiem, że moją głupotą było na to pozwolić, oczekując, że się zmieni, ale jego głupotą było brnąć w to, wi
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 11.08.20, 23:54

                                                    uczucia doszły blisko rok przed pierwszym seksem, on o tym wiedział. Dobra, nie odpowiadał za nie, ale nie powinien też był ich wykorzystywać, nieprawdaż? Tak, postąpiłam okropnie, nie szukam usprawiedliwienia na seks z żonatym, zależało mi na nim, na bliskości z nim, bałam się, że zniknie jak mu odmówię, a bardzo liczyłam na jego obecność. Było to egoistyczne, ale chciałam mieć kogoś, z kim będę mogła się poprzytulać i pogadać

                                                    No widzisz czyli tego chciałaś wiec może pomysł ze teraz robisz z sobie wariatkę piszą on jest winny bo nie skrzywdził.
                                                    On jest winny tego ze zdradził żonę.
                                                    Dałaś uczucie dałaś zaludniane a on wziął co dałaś.
                                                    Słyszałaś takie powiedzenie „jak dają bierz jak biją uciekaj” o. Po prostu przyjął to co mu dałaś.


                                                    . Ale sama przyznasz, że moje zaufanie było mu na rękę, więc mocno się postarał, żeby je wzbudzić,

                                                    żonę wciągnął sam, to on zaczął gadki o tym, jak to będę chciała się mścić, a wtedy nawet nie przyszłoby mi to do głowy.


                                                    Wcale nie musiał piszesz ze dałaś mu zaufanie wiec on nie musiał się starać.
                                                    Dałaś mu zaufanie po tym jak gada na inna kobietę? Nie pomyślałaś ze świnia z niego? Nie , nie pomyślałaś trzepotałaś rzęskami żeby misia nie zrazić żeby tylko został bo go chciałaś.


                                                    > Dziecko skrzywdziłaś ty pozwalając i jemu i dziecku również wtrącać się w twoje
                                                    > życie.

                                                    czyli on, pozwalając mi wtrącać się w swoje życie, skrzywdził swoją żonę, nieprawdaż?

                                                    Nie cierpi, bo jego żona za tobą nie tęskni i nie czeka na jajko niespodziankę rower i na babskie rozmowy.

                                                    jak wspominałam już kilka razy, mój młody polubił go PRZED jakąkolwiek poważniejszą znajomością, o czym nie wspominał, dopóki C. nie przestał się pojawiać. Do czasu poznania C.

                                                    Wystarczyło żebyś mu powiedziała pojechał do sowich dzieci i żony.
                                                    Skoro tylko wspomniał to nie cierpi wiec nie wciągaj wielkiego cierpienia dziecka.

                                                    Serio ufasz swojemu dziecku i co opowiadasz mu o seksie? I jak pompują emu wypisujesz do c? Ze chcesz powiedzieć i zemścić się na c przez żonę i dzieci?
                                                    Można dziecku ufać do takich relacji nie włącza się dzieci.

                                                    od kiedy zaczęły się moje chęci rozmów, młody widział go jeden raz, i to tylko dlatego, że spotkanie było o 7.30 w niedzielę i nie miałam do kogo dziecka wysłać. Poza tym jednym spotkaniem, młody o bytności C. dowiedział się przypadkiem, bo przegapiłam słodycze zostawione na ławie. A dziecko wciągnęło się przed początkiem głębszej znajomości.

                                                    Czyli dziecko ma taki przykład on matki żeby ufać obcym i panom na chwile w ich życiu.
                                                    I chyba tak bardzo nie cierpi skoro tak mało się znali?

                                                    nikt mnie nie prosił i nie twierdzę, że to było mądre. Ale sama przyznasz, że moje zaufanie było mu na rękę,

                                                    No było i tobie tez było na rękę być taka podusią dla niego mieć namiastkę jakieś rekacji.
                                                    Wiec nie miej pretensji ze dałaś a on wziął bo tez brałaś sama napisałaś ze chciałaś żeby był i żeby nie znikał. Wiec chciałaś tobie było na rękę.
                                                    A on no cóż skorzystał bo mógł.

                                                    No przecież ci pisałam z eface to świnia, świni wysyłasz życzenia? Raz zerwał jak piszesz ZNOWU by się wykpił to czemu tak usilnie chciałaś napisać i mieć z nim kontakt? BO CHCIAŁAŚ MIEĆ Z NIM RELACJE JAKĄKOLWIEK.

                                                    Znasz powiedzenie „nie ma ofiar są ochotnicy”
                                                    Jak raz się „dostaje w twarz” to się ucieka i zamyka zakaz zbliżania.
                                                    A niw pisze życzenia bo ojojoj będzie mi się kojarzyło.

                                                    <Jak ja poprosiłam o maść, to jestem stalkerem, a on jak coś chciał, to ma prawo pisać przez pół nocy i bulwersować się, że nie odpisałam>.

                                                    <Serio, gadać takie rzeczy, żeby sobie jednorazowo pobzykać? >

                                                    Jesteś ,bo dalej uparcie darzysz do relacji z kimś tak złe potraktował twoje dziecko ,a ty jak gdyby nigdy nic piszesz o maść. No jakby ci ktoś napluł w twarz to byś powiedziała ze deszcz pada i dalej rozmawiała z uśmiechem na ustach bo nie lubisz się kłócić i nie chcesz stracić C.
                                                    Nie no matka roku z ciebie facet ci dzieciaka emocjonalne krzywdzi a ty wypisujesz o maści 🤦‍♀️🤦‍♀️🤦‍♀️🤦‍♀️


                                                    nie, teraz niech już się lepiej nie odzywa. Ja sobie na spokojnie podejmę decyzję, czy mieszać w to jego zonę czy nie i co jej powiedzieć, gdyby on sam coś jej powiedział. Bez jego fałszywych przeprosin i prób, żeby się sprawa nie wydała. Jeżeli powie jej, że to ja za nim ganiałam i go wzięłam siłą po pijaku, to cóż, nie będę ukrywać prawdy. Bo popełniłam może i mnóstwo błędów, ale on nie jest bez winy i niech sobie nie myśli, że może tak postępować z kimkolwiek.

                                                    Sorry jesteś głupsza niż myślałam strzeż mnie panie Boże od takich wariatek.
                                                    A potem napiszesz mu żeby ci maść kupił 🤣🤣🤣🤣

                                                    A co, jeśli np ja zmieniłam zdanie i nie chciałam z nim spać, a on się 'narzucał' i wszelkimi sposobami próbował, żebym jednak zdanie zmieniła? To też normalne i naturalne?

                                                    Wtedy się idzie na policję zgłasza nękanie i załatwia zakaz zbliżania.
                                                    Blokuje się kontakty a ostatecznie zmienia numer telefonu.
                                                    Nie ty byś siedziała i płakała jak to on mnie dręczy ale nie zrobiłaś nic. Jak to było w przypadku „powrotów” c.

                                                    Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo mi na nim zależało i jakiejś głupiej części mnie zależy nadal, ale każda cierpliwość ma swoje granice, a moja skończyła się w momencie, kiedy uznał, że urodziny młodego wykorzysta, żeby pozgrywać przyjaciela i fajnego wujka, a potem wyjedzie w pizdu zadowolony.

                                                    No wiesz przecież tego chciałaś chciała go mieć obok.

                                                    Wiesz żal mi ciebie i twojego dziecka pokazujesz mu jak można was krzywdzić i robić co chcesz.
                                                    Tylko dlatego aby mieć namiastkę relacji, a jak już ktoś ucieknie to się mścisz tylko ze sobie znanych pobudek.
                                                    Zamiast przecierpieć zablokować przeżyć żałobę po związku i zmądrzeć.
                                                    Ps. Jak go żona puści z torbami to dostaniesz go z powrotem. Wiec napisz jej i czekaj na księcia z bajki.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 12.08.20, 09:40
                                                    młody widział między mną a nim jedynie relacje służbowe. Raz czy dwa widział, ze z nim pisałam, ale nie wiedział o czym. Nie stałam nad młodym i nie opowiadałam mu, jaki pan C jest fajny i że wpadnie dziś w nocy. Zauważ, że poza C. w moim domu zjawiali się inni klienci, przed C., w trakcie i po. Zdarzało mi się z nimi z czegoś pośmiać, czasem któryś rzucił 'co tam, młody?' czy przybił mu żółwika/piątkę. Mój 'kolega' zabierał nas do siebie, jeździliśmy na wycieczki. I ci faceci jakoś nie zdobyli zaufania młodego i sama nie wiem, czemu akurat jego młody sobie wybrał. Może akurat wtedy nagle wszedł w etap potrzebowania ojca i zbiegło się to ze słodyczami od C., nie wiem. I nie będę już go o to pytać i mu o nim przypominać.

                                                    Wcale nie musiał piszesz ze dałaś mu zaufanie wiec on nie musiał się starać.
                                                    Dałaś mu zaufanie po tym jak gada na inna kobietę? Nie pomyślałaś ze świnia z niego? Nie , nie pomyślałaś trzepotałaś rzęskami żeby misia nie zrazić żeby tylko został bo go chciałaś.

                                                    mojego zaufania po poprzedniej akcji (z pisaniem po pijaku i wykręcaniem się potem z tego) nie dostał tak od razu z automatu. Byłam ostrożna, ale ostrożność się zmniejszyła, kiedy ograniczał się do rozmów i nie próbował jakichś krzywych akcji. Po swoich urodzinach, mimo że było mi naprawdę ciężko, na swój sposób, kiedy już to przecierpiałam, cieszyłam się, że wolał wydygać niż przyjść i być może dopuścić, że do czegoś między nami dojdzie. Wtedy uznałam, że ważniejsze dla niego jest być ze mną w dobrych stosunkach (bynajmniej nie seksualnych) niż przelecieć i źle mnie sobie kojarzyć. I tak, nie siedziałam w jego głowie, nie wiem, co nim kierowało, ale nie miałam możliwości z nim o tym pogadać, więc wolałam założyć, że wybrał mniejsze zło.

                                                    większość pytań w poprzednich postach była prześmiewcza i retoryczna. Bo zalatuje mi to podwójnymi standardami. On chciał to pisał, trzeba było nie odpisywać. Ja napisałam, jestem wariatka. To że on chciał pobzykać jest w pełni usprawiedliwione i mógł wykorzystać do tego wszelkie środki, a jak ja chciałam być z nim blisko, to już tylko moja wina, jestem egoistką itd. Ja mam myśleć o tym, żeby nie ranić jego rodziny, ale on nie musiał myśleć o niczym i o nikim, bo jemu się chciało seksu, to trzeba było brać co dają, wszelkimi możliwymi środkami i sposobami, a że ktoś ucierpi, to już ojtam ojtam. Ja nie miałam prawa polegać na jego człowieczeństwie i przyzwoitości, bo skoro zgodziłam się na seks z żonatym to przecież wiem, że nie ma żadnej moralności. Dlaczego w takim razie on może móc polegać na mojej przyzwoitości i dobrym serduszku, skoro przecież poszedł do łóżka z kobietą, której moralność pozwala na spanie z żonatym? Nie przyszło mu do głowy, że ktoś o tak niskich standardach moralnych może mu narobić kłopotów? Ojej, no trudno, sam przecież chciał tego, nie? Skoro on nie patrzył na to, żeby nie ucierpiało moje dziecko, to czemu nie zakładał, że ja nie postąpię tak samo? W końcu moje dziecko to mój kłopot, a jego dzieci to jego kłopot.

                                                    gdybym chciała, żeby żona puściła go z torbami, to powkurzałabym swojego psycho kolegę i psycho koleżankę, oni nie spoczęliby póki by nie napisali do każdej możliwej kobiety o imieniu jego żony. A ja bym miała teoretycznie czyste rączki. I wtedy może faktycznie by szukał u mnie 'pocieszenia'. Ale jak ja jej napiszę, jedyne co mnie czeka to opier*** i ponowne zablokowanie.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 10.08.20, 23:08
                                                    To ze w to weszłaś możesz winić tylko siebie.
                                                    Co ma ci wysyłają wiadomości, tęsknie i żyć bez ciebie nie mogę? Kolejne kłamstwa? Tego chcesz tym się karmić? A potem winić jego?

                                                    a o to, ze on w to wszedł, może winić tylko siebie, tymczasem on uważa, że to moja wina. I nie, nie chcę żeby kłamał, pisał słodkie słówka. Chciałam być potraktowana jak człowiek, tak jak ja traktowałam jego. Tylko tyle i aż tyle.

                                                    Gdzie jest ojciec twojego dziecka? Na nim się nie mścisz ze dziecko ojca nie ma, a C ma odpowiedzieć za to?
                                                    Własny ojciec ma dziecko w dupie.
                                                    Może zacznij jego ścigać żeby dziecko miało ojca i nie cierpiało i siebie tez a następny romans trzymaj na uboczu za dale od dziecka i domu.

                                                    mi jest wygodnie, że ojciec młodego się nie wtrąca. Powinnam z nim pogadać i powiedzieć mu, że ma wybrać i albo w ogóle się nie wtrącać albo być w życiu młodego regularnie, a nie raz na kilka miesięcy, jak akurat mu się przypomni, kiedy przejeżdża obok naszego domu. Jak niby miałabym się mścić na nim za to, że nie dojrzał do tego, żeby zauważyć, jakie wspaniałe dziecko ma? Jego sprawa, jak mu się kiedyś przypomni, że ma dziecko, nie będzie miał czego szukać. Nawet teraz młody nie ma z nim za bardzo o czym rozmawiać, ale ojciec sam sobie na to zapracował, ja młodego zmuszać nie będę, żeby chciał z ojcem spędzać czas. I ja nie każę C. odpowiadać za to, że dziecko nie ma ojca, ale za to, że zaangażował się w życie dziecka, o którym wiedział od samego początku, że ojca nie ma i co do którego od początku nie miał żadnych planów. To, że pieprzył od rzeczy o byciu substytutem ojca pominę, nie wiem, co go wtedy dopadło, ale od razu mu powiedziałam, że młody nie potrzebuje kogoś, komu może się zaraz odmienić. A już na pewno nie będzie wykorzystywał jego urodzin jako pretekstu żeby pobzykać. Ja mu nie przelewałam pieniędzy, żeby dorzucił się do osiemnastkowego prezentu syna w tajemnicy, gdybym ja coś takiego zrobiła, wziąłby mnie za świruskę, a tymczasem on mógł, 'bo chciał' i to nie jest ani dziwne ani nienormalne.


                                                    NIE TY NIE MASZ CZUĆ SIĘ WINNA TY MASZ ODPUŚCIĆ.
                                                    KARĘ NIE PONOSISZ TYLKO TY ,A JUŻ NAPEWNO NIE Z JEGO WINY.
                                                    Karę a raczej skutki ponosisz ty bo zamiast pomyśleć żeby się tam nie pchać bo facet ma żonę. Nie zostawił jej przy 2 pierwszych romansach tym bardziej nie zostawi jej dla ciebie.
                                                    Ale zadziałało ego u ciebie ze chcesz go mieć w swoim życiu. Zamiast postawić mur. To ty przekroczyła granice na samem początku sam dałaś mu zielone światło i się zaczęło.
                                                    Ponosisz konsekwencje złych sowich własnych decyzji bo cierpisz.

                                                    On może pozmienia numery swoje żony i na jego miejscu tak bym zrobiła.

                                                    taaaa, ej kochanie, a może byś tak numer zmieniła, żeby nikt nie mógł do ciebie pisać ani dzwonić? Messengera też wyrzuć, bo to zdjęcie to jakieś takie brzydkie jest, a najlepiej to się też przeprowadź. Czemu? A tak, bez powodu.

                                                    Masz niskie pocztowe wartości dlatego tak bardzo się do niego przykleiłaś.
                                                    Za mi ciebie bo przez swoje emocje zupełnie nie mylisz uderzasz na oślep i ranisz tym tylko siebie.
                                                    Niw podchodzisz racjonalnie tylko emocjonalnie rzucasz się jak ryba bez wody. Klasyk usiądź i pomysł co ci daje takie myślenie on mnie skrzywdził nie miał prawa.

                                                    Jak przechodzisz przez na pasy na zielonym świetle , widząc ze jedzie rozpędzony samochód ,ale idziesz bo masz prawo i on cię potrąca. Ewidentne jego wina tylko co ci ta jego wina da jak to ty leżysz i cierpisz połamana w szpitalu? Chyba lepiej zastrzykach się i przepuścić wariata i być cała.

                                                    a jeśli kierowca zahamował i udał, że chce mnie przepuścić, a potem przywalił, bo chciał? Też jestem poobijana, a nie wiedziałam, że powinnam była przepuścić wariata.

                                                    C jest świnia odpadem atomowym ciekną podróbka mężczyzny.
                                                    Zdradza żonę na prawo lewo olewa myśli tylko o sobie a ty dałaś mu się sobą pobawić. Wystraszyło popukać się w głowie pomyśleć racjonalnie a niw się pchać a teraz szukać winnych.

                                                    ale ja nigdy nie twierdziłam, że jestem niewinna. Złamałam swoje zasady, bo głupio zaufałam, uznałam, że mam prawo do kogoś, kto mnie wysłucha, potrzebowałam kogoś, kto zaopiekuje się mną, a nie będzie czekał, że ja będę tylko dawać. Wykorzystanie wiedzy o kiepskiej sytuacji psychicznej nie powinno być usprawiedliwiane, a on wiedział, ile mam na głowie i że potrzebuję wsparcia. Nie miałam zwyczajnie ochoty słuchać od niego, że moja wina, bo on również zawinił i zranił, nawet nie wiem, w jakim celu, bo seks jest słabą pobudką do przewleczenia kogoś przez takie cierpienie.
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 11.08.20, 08:09
                                                    ale gość musi żałować że ciebie poznał...
                                                    mielesz w kółko to samo, wniosków nie wyciągasz (poza takim, że C to chuj i jest wszystkiemu winien, co nie przeszkadza by wciąż na jego kiwnięcie palcem czekać)
                                                    masz rację, pisz do żony ulżyj sobie
                                                    tylko zacznij od przeprosin, że jej męża uwiodłaś

                                                    ps. strasznie dużo przypadków w twoim życiu - przypadkiem wiadomosc wysłałam, przypadkiem dziecko coś podejrzało/podsłuchało, przypadkiem nadziałam się temu panu na...
                                                    przypuszczam, że facet ma ciarki obrzydzenia na myśl o tobie jeśli w ogóle o tobie myśli
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 11.08.20, 10:24
                                                    odkochana napisał(a):

                                                    > ale gość musi żałować że ciebie poznał...
                                                    > mielesz w kółko to samo, wniosków nie wyciągasz (poza takim, że C to chuj i jes
                                                    > t wszystkiemu winien, co nie przeszkadza by wciąż na jego kiwnięcie palcem czek
                                                    > ać)
                                                    > masz rację, pisz do żony ulżyj sobie
                                                    > tylko zacznij od przeprosin, że jej męża uwiodłaś
                                                    >
                                                    > ps. strasznie dużo przypadków w twoim życiu - przypadkiem wiadomosc wysłałam, p
                                                    > rzypadkiem dziecko coś podejrzało/podsłuchało, przypadkiem nadziałam się temu p
                                                    > anu na...
                                                    > przypuszczam, że facet ma ciarki obrzydzenia na myśl o tobie jeśli w ogóle o to
                                                    > bie myśli

                                                    I niech żałuje. Ja też żałuję, że go poznałam.

                                                    no tak, ja uwiodłam, przykleiłam go super glue do telefonu i kazałam do siebie pisać, wykasowałam wszystkie kontakty poza swoim numerem i messengerem i nie miał wyjścia i mógł rozmawiać tylko ze mną. A ostatnio to wręcz zmusiłam do tego, zeby fundował mojemu dziecku prezent urodzinowy i żeby mówił, że dla niego wszystko. Kurde, nie wiedziałam, że jestem taka dobra w hipnozie i manipulowaniu ludźmi i zmuszaniu ich do określonych zachowań, mogłabym kasę na tym zbić, a ja siedzę i nic nie robię. On był biedaczek bezwolny i całkowicie pod moje dyktando, nie był w stanie do mnie nie pisać, nie rozmawiać ze mną. Serio? Jeśli ja obrywam, bo coś do niego pisałam, to czemu on nie obrywa za to, że pisał do mnie?
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 11.08.20, 10:35
                                                    czemu? bo nie on pisze na forum??!! bo nie on zwala odpowiedzialnosc na innych??!! i wreszcie nie on knuje jak by się zemścić na twoim synu tylko ty chcesz mścić się na jego żonie!! taki on zły, tak skrzywdził a ty ciągle czekasz aż napisze, racja?
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 11.08.20, 13:10
                                                    odkochana napisał(a):

                                                    > czemu? bo nie on pisze na forum??!! bo nie on zwala odpowiedzialnosc na innych?

                                                    on nie zwala odpowiedzialności na innych? A przepraszam, ale przyczepienie się do mnie, że JEGO żona przeczytała JEGO wiadomości w JEGO telefonie to moja odpowiedzialność? Jak mój syn coś przeczytał, to mamuska napisała, że powinnam była pilnować telefonu i moja wina, że dziecko przeczytało. Ale jak ja napisałam i przeczytała żona to uważacie, że to moja wina bo nie powinnam była pisać.

                                                    > ?!! i wreszcie nie on knuje jak by się zemścić na twoim synu tylko ty chcesz mś
                                                    > cić się na jego żonie!! taki on zły, tak skrzywdził a ty ciągle czekasz aż napi
                                                    > sze, racja?

                                                    mój syn już ma wystarczająco przez jego gierki przesrane, zemstą może nazwać tego nie można, ale manipulowaniem dzieckiem już tak. A jeśli on uzurpował sobie prawo do mieszania w to dziecka, to czemu ja mam być lepsza? W końcu postąpię jak suka bez sumienia, tak jest fajniej w życiu, co mnie obchodzi jakaśtam żona.

                                                    nie, nie czekam aż napisze, za dużo razy ściemnił ostatnimi czasy na temat różnych spraw. Niech szuka sobie innych zabawek, innych przyjaciółek. Tyle razy wyrzucał mnie na śmietnik, że w sumie tym razem wolę już tam zostać. Nie wiem czemu nie mogę go zablokować (jedyna opcja jaka się wyświetla to 'szukaj w konwersacji', żadnego archiwizowania, ignorowania itd), jeżeli napisze, to mam nadzieję, że będę miała w sobie wystarczająco siły i odwagi, żeby kazac mu spierdalać. Ja już nie mam siły na jego gierki, fałszywe zainteresowanie i wmawiania mi całej winy. Niech się zajmie żoną i swoimi drogimi przyjaciółmi, nikt mu nie kazał ze mną rozmawiać, moim wyborem było mu odpisywać, ale jego było pisać do mnie, nie zmuszałam go do tego. Powiedziałam mu, dawno temu, że jego żona dowie się o wszystkim, jak będzie znów próbował mnie kopać. Nie posłuchał? No cóż, skoro ważniejsza była perspektywa bzykanka niż ochrona rodziny, to jego problem.

                                                    poza tym, w jednym z pierwszych postów ktoś, zapewne mamuska, napisała, że żonie mogłam mówić zanim poszłam z nim do łóżka. Ostatnim razem do łóżka z nim nie poszłam, więc teoretycznie o tej sytuacji mogę jej powiedzieć, bo przecież on chciał, a ja go do łóżka nie wpuściłam.
                                                  • odkochana Re: długa historia krótkiego romansu 11.08.20, 13:36
                                                    syn ma przesrane?? a z jakiego to niby powodu? jesli faktycznie nie widzialas sie z nim od tak długiego czasu to niby dlaczego dziecko sobie wyobraża cokolwiek?? bo jajko niespodziankę dostało x m-cy temu? wolne zarty, predzej ty mu naobiecywalas albo widział twoje zachowanie przed przyjściem C i myslal ze bedziecie rodzina.

                                                    w pierwszym poście pisalas ze potrzebujesz spojrzec na sprawe oczami innych. pomysł teraz ze wiele osob tu napisało, poświęciło swój czas by cos ci wyperswadować a ty dalej swoje. biorąc pod uwagę, że głównie wypowiadają się tu kobiety a mimo to ŻADNA nie przyznała ci racji (oczywiscie wiemy że C to dupek, ale umowmy się, nie jesteś lepsza, każdy kolejny post pokazuje twoją prawdziwą twarz) to udało ci się pobić jakiś rekord! nie dało ci to do myslenia??? po cholere tu piszesz? i tak masz w dupie rady innych
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 11.08.20, 22:59
                                                    Jak mój syn coś przeczytał, to mamuska napisała, że powinnam była pilnować telefonu i moja wina, że dziecko przeczytało. Ale jak ja napisałam i przeczytała żona to uważacie, że to moja wina bo nie powinnam była pisać.

                                                    Nie porównuj żony do dziecka bo zaczyna się robić śmieszna komedia.

                                                    żona jest dorosła i ma wspólnotę majątkowa no i to jest jej męża telefon.

                                                    Dziecko bez ojca nie powinno mieć dostępu do twojego romansu.
                                                    I dobrze wiesz o czym pisze. To twoje dziecko c nie jest za niego odpowidzialny.
                                                    Odkochana ma racje ze niemożliwe jest, żeby dziecko tyle czasu cierpiało katusze bo raz dostało jajko i widziało faceta pogadało z nim kilka razy, ,a potem ponoć go trzymałaś na dystans.
                                                    Tak gdybym sypiała z żonatym to bym wiedziała ze dziecko trzyma się z daleka od spraw seksu.
                                                    (jak sama piszesz ze go nie chcesz ze nie chcesz żeby zostawił żonę ) doskonale widziałeś ze nie będzie ojcem dla twojego syna. Coś musi być na rzeczy ze dziecko tak przeżywa okrutnie ,ze aż chcesz się mścić musi widzieć twoje zachowanie.
                                                    Albo po prostu wciągasz go do manipulacji nami. Żeby pokazać jaki to c cham i świnia... tylko czemu za nim płaczesz?
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 12.08.20, 00:21
                                                    weronz napisał(a):

                                                    > To ze w to weszłaś możesz winić tylko siebie.
                                                    > Co ma ci wysyłają wiadomości, tęsknie i żyć bez ciebie nie mogę? Kolejne kłamst
                                                    > wa? Tego chcesz tym się karmić? A potem winić jego?
                                                    >
                                                    > a o to, ze on w to wszedł, może winić tylko siebie, tymczasem on uważa, że to m
                                                    > oja wina. I nie, nie chcę żeby kłamał, pisał słodkie słówka. Chciałam być potra
                                                    > ktowana jak człowiek, tak jak ja traktowałam jego. Tylko tyle i aż tyle.


                                                    Niby jak ? Jak miał się z tobą rozstać bolało by tak czy tak. Co miał ci kupić kwiatki i podziękować?
                                                    Serio nie widzisz absurdu dwóch pragnień? On żony nie umie traktować jak człowieka.
                                                    Takiego go wzięłaś takiego dostałaś.

                                                    Ja pisze o tobie bo to ty piszesz na forum.
                                                    To ze facet jest gnojem nie ma wątpliwości. Dziwi mnie tylko ze z takim gnojem się chciałaś zadać. Rozumiesz teraz? Wzięłaś śmiecia to i śmieci ci zostały i smród, a nie sielanka i cudowne rozstanie. Niczego innego tu się spodziewać nie dało.


                                                    >
                                                    > Gdzie jest ojciec twojego dziecka? Na nim się nie mścisz ze dziecko ojca nie ma
                                                    > , a C ma odpowiedzieć za to?
                                                    > Własny ojciec ma dziecko w dupie.
                                                    > Może zacznij jego ścigać żeby dziecko miało ojca i nie cierpiało i siebie tez a
                                                    > następny romans trzymaj na uboczu za dale od dziecka i domu.
                                                    >

                                                    mi jest wygodnie, że ojciec młodego się nie wtrąca. Powinnam z nim pogadać i po
                                                    > wiedzieć mu, że ma wybrać i albo w ogóle się nie wtrącać albo być w życiu młode
                                                    > go regularnie, a nie raz na kilka miesięcy, jak akurat mu się przypomni, kiedy
                                                    > przejeżdża obok naszego domu. Jak niby miałabym się mścić na nim za to, że nie
                                                    > dojrzał do tego, żeby zauważyć, jakie wspaniałe dziecko ma? Jego sprawa, jak mu
                                                    > się kiedyś przypomni, że ma dziecko, nie będzie miał czego szukać. Nawet teraz
                                                    > młody nie ma z nim za bardzo o czym rozmawiać, ale ojciec sam sobie na to zapr
                                                    > acował, ja młodego zmuszać nie będę, żeby chciał z ojcem spędzać czas. I ja nie
                                                    > każę C. odpowiadać za to, że dziecko nie ma ojca, ale za to, że zaangażował si
                                                    > ę w życie dziecka, o którym wiedział od samego początku, że ojca nie ma i co do
                                                    > którego od początku nie miał żadnych planów. To, że pieprzył od rzeczy o byciu
                                                    > substytutem ojca pominę, nie wiem, co go wtedy dopadło, ale od razu mu powiedz
                                                    > iałam, że młody nie potrzebuje kogoś, komu może się zaraz odmienić. A już na pe
                                                    > wno nie będzie wykorzystywał jego urodzin jako pretekstu żeby pobzykać. Ja mu n
                                                    > ie przelewałam pieniędzy, żeby dorzucił się do osiemnastkowego prezentu syna w
                                                    > tajemnicy, gdybym ja coś takiego zrobiła, wziąłby mnie za świruskę, a tymczasem
                                                    > on mógł, 'bo chciał' i to nie jest ani dziwne ani nienormalne.
                                                    >


                                                    Czyli znowu z twojej wygody dziecko obrywa.
                                                    I znowu zamiast o ojcu piszesz o c. To już obsesja. Wiesz mogłaś się dorzucić kto ci bronił?
                                                    Ależ on miał w dupie was oboje , wiec twoje rzewne gadki o tatusiu nie zrobiły na nim wrażenia. Gdyby ci własne pragnienia nie namąciła w głowie byś zauważyła.

                                                    >
                                                    > NIE TY NIE MASZ CZUĆ SIĘ WINNA TY MASZ ODPUŚCIĆ.
                                                    > KARĘ NIE PONOSISZ TYLKO TY ,A JUŻ NAPEWNO NIE Z JEGO WINY.
                                                    > Karę a raczej skutki ponosisz ty bo zamiast pomyśleć żeby się tam nie pchać bo
                                                    > facet ma żonę. Nie zostawił jej przy 2 pierwszych romansach tym bardziej nie zo
                                                    > stawi jej dla ciebie.
                                                    > Ale zadziałało ego u ciebie ze chcesz go mieć w swoim życiu. Zamiast postawić m
                                                    > ur. To ty przekroczyła granice na samem początku sam dałaś mu zielone światło i
                                                    > się zaczęło.
                                                    > Ponosisz konsekwencje złych sowich własnych decyzji bo cierpisz.
                                                    >
                                                    > On może pozmienia numery swoje żony i na jego miejscu tak bym zrobiła.
                                                    >

                                                    > taaaa, ej kochanie, a może byś tak numer zmieniła, żeby nikt nie mógł do ciebie
                                                    > pisać ani dzwonić? Messengera też wyrzuć, bo to zdjęcie to jakieś takie brzydk
                                                    > ie jest, a najlepiej to się też przeprowadź. Czemu? A tak, bez powodu.

                                                    Kartę może uszkodzić na fb zmienić ustawienia czy imię nazwisko i jej nie znajdziesz.
                                                    Wystczy powiedzieć ze ma kłopoty i może go ktoś szukać. Ktoś z uk i robi to dla jej bezpieczeństwa.

                                                    >
                                                    > Masz niskie pocztowe wartości dlatego tak bardzo się do niego przykleiłaś.
                                                    > Za mi ciebie bo przez swoje emocje zupełnie nie mylisz uderzasz na oślep i rani
                                                    > sz tym tylko siebie.
                                                    > Niw podchodzisz racjonalnie tylko emocjonalnie rzucasz się jak ryba bez wody. K
                                                    > lasyk usiądź i pomysł co ci daje takie myślenie on mnie skrzywdził nie miał pra
                                                    > wa.
                                                    >
                                                    > Jak przechodzisz przez na pasy na zielonym świetle , widząc ze jedzie rozpędzon
                                                    > y samochód ,ale idziesz bo masz prawo i on cię potrąca. Ewidentne jego wina tyl
                                                    > ko co ci ta jego wina da jak to ty leżysz i cierpisz połamana w szpitalu? Chyba
                                                    > lepiej zastrzykach się i przepuścić wariata i być cała.
                                                    >
                                                    > a jeśli kierowca zahamował i udał, że chce mnie przepuścić, a potem przywalił,
                                                    > bo chciał? Też jestem poobijana, a nie wiedziałam, że powinnam była przepuścić
                                                    > wariata.
                                                    >

                                                    No wiesz wystarczy uciec odskoczyć a nie pchać się bo jak chce mieć racje i pana misia.
                                                    Każdy normalny człowiek starałby się ratować uciekać od kogoś kto cię krzywdzi.


                                                    > C jest świnia odpadem atomowym ciekną podróbka mężczyzny.
                                                    > Zdradza żonę na prawo lewo olewa myśli tylko o sobie a ty dałaś mu się sobą pob
                                                    > awić. Wystraszyło popukać się w głowie pomyśleć racjonalnie a niw się pchać a t
                                                    > eraz szukać winnych.
                                                    >

                                                    > ale ja nigdy nie twierdziłam, że jestem niewinna. Złamałam swoje zasady, bo głu
                                                    > pio zaufałam, uznałam, że mam prawo do kogoś, kto mnie wysłucha, potrzebowałam
                                                    > kogoś, kto zaopiekuje się mną, a nie będzie czekał, że ja będę tylko dawać. Wyk
                                                    > orzystanie wiedzy o kiepskiej sytuacji psychicznej nie powinno być usprawiedliw
                                                    > iane, a on wiedział, ile mam na głowie i że potrzebuję wsparcia. Nie miałam zwy
                                                    > czajnie ochoty słuchać od niego, że moja wina, bo on również zawinił i zranił,
                                                    > nawet nie wiem, w jakim celu, bo seks jest słabą pobudką do przewleczenia kogoś
                                                    > przez takie cierpienie.

                                                    Trzeba było iść do księdza na pogawędki poszukać wolnego faceta ty po prostu chciałaś jego. Chciałaś i zrobiła byś wszystko żeby go mieć

                                                    TO JEST ŻONATY FACET !!! !!!!! O jakiej ty opiece mówisz???? K.u.r.w.a no!!!!!
                                                    Nie musiał dać ci wsparcia , sex jest dla faceta wystaczająco dużym powodem żeby wykorzysta głupia i naiwna jak się daje.

                                                    Zaczęłaś ty prywatne zabiegi o kontakt.
                                                    Dostałaś co chciałaś co sobie ubzdurałaś roi ci się w głowie jakieś wyższe intencje.
                                                    Byłaś odskocznia i tylko tym.

                                                    Ae w sumie wiesz myśl dręcz się dzwon do żony mścij się niech twój syn na to patrzy. A za chwile znajdziesz kolejnego, który ci będzie śmiać się i pluć w twarz a ty będziesz się uśmiechać bo nie lubią zwie kłócić.Nie postawisz zdrowych granic byleby mieć spodnie w domu. Taki syndrom ofiary, leje w łeb a ona kocha bo boi się ze jak się postawi to musi ja zostawi. Wiec zakrywa sine oko i kleji się do misia.
                                                    Nie wyciągniesz żadnych wniosków lekcji nauki z tego co się stało i jak łatwo można było tego unikać. Bo to przecież on jest winny wredny. Za chwile kolejny cię tak potraktuje a ty dla będziesz udawać ze to jego wina. Bo ty taka dobra cudowna tylko takich faceci są źli na świecie.

                                                    Szkoda mi ciebie bo totalnie nie zrozumiałaś o co chodzi. Na początku było mi przykro , byłam w pewien sposób wyrozumiała, pomyślałam ze potrzebuje czasu wygadać się ,wsparcia ,bo każdy czasem potrzebuje. Ale ty kręcisz się w kółko jak złota rybka i po jednym okrążeniu zapominasz co jest właściwe.
                                                    Tylko on nie miał prawa ja mu zaufałam a on zachował się jak świnia. 🙄 zdradzający facet ma być empatyczny ,nóż kuźwa żart roku.
                                                  • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 12.08.20, 10:36
                                                    3-mamuska napisała:

                                                    > Niby jak ? Jak miał się z tobą rozstać bolało by tak czy tak. Co miał ci kupić
                                                    > kwiatki i podziękować?
                                                    > Serio nie widzisz absurdu dwóch pragnień? On żony nie umie traktować jak człowi
                                                    > eka.
                                                    > Takiego go wzięłaś takiego dostałaś.

                                                    tak, bolałoby, ale kilka razy się 'rozstawał' i robił to jeszcze w miarę normalnie. Wtedy nie miałam do niego żadnego żalu, zwłaszcza, że sprawy wracały do przedseksowych rozmów, załatwiania spraw. Ale żal mam choćby o to, że tak się zarzekał jak to pomoże mi po operacji, bo on tak lubi pomagać, jak to nieładnie, że ja się nie odzywałam, bo wiem jaki on jest, ale jak się odezwałam i trafiłam na zły humor, to już ja jestem ta zła, bo niby miałam prawo pisać, ale tylko prawo, nie powinnam z tego prawa korzystać mimo że je mam.


                                                    >
                                                    > Czyli znowu z twojej wygody dziecko obrywa.
                                                    > I znowu zamiast o ojcu piszesz o c. To już obsesja. Wiesz mogłaś się dorzucić k
                                                    > to ci bronił?
                                                    > Ależ on miał w dupie was oboje , wiec twoje rzewne gadki o tatusiu nie zrobiły
                                                    > na nim wrażenia. Gdyby ci własne pragnienia nie namąciła w głowie byś zauważy
                                                    > ła.
                                                    >

                                                    pragnę zauważyć, że zadałaś kilka pytań, o ojca i o C. Dlatego odpowiedziałam mówiąc również o C, więc nie zarzucaj mi obsesji, skoro odpowiadam na Twoje pytanie. Poza tym, dobra, mógł mieć sobie w dupie, ale jeżeli zignorował prosbę matki, to tak, jest to jego odpowiedzialność. Jak zignorujesz prośbę o niedotykanie tygrysa w zoo, to jest to Twoja odpowiedzialność czy ostrzegającego albo tygrysa, że Ci rękę zeżarł? A przez jego odpowiedzialność nie mam na myśli konieczności kontynuowania znajomości z dzieckiem bo dziecko się przywiązało. Wystarczyłoby, żeby przeprosił, no ale on ma przecież w dupie, jego święte prawo robić co chce i komu chce. Nie musi się o nic martwić, nawet mając wprost powiedziane żeby czegoś nie robił, bo akurat wtedy jemu się tak podobało i tak sobie postąpił.

                                                    >
                                                    > Kartę może uszkodzić na fb zmienić ustawienia czy imię nazwisko i jej nie znajd
                                                    > ziesz.
                                                    > Wystczy powiedzieć ze ma kłopoty i może go ktoś szukać. Ktoś z uk i robi to dla
                                                    > jej bezpieczeństwa.

                                                    taaa, no FBI go normalnie szuka za handel podróbkami adidasa. Myślisz, że jego żona uwierzy w coś takiego? Poza tym, ta ściema nie przejdzie, nie mają się w znajomych na fb, nikt by jej nie namierzył, żeby się mścić. Ja sama nie wiedziałam, że to ona, ciotka mojego byłego nazywa się tak samo i gdy wyskoczyła mi w zaproponowanych znajomych, odruchowo weszłam w profil i uświadomiłam sobie, że to nie ciocia byłego tylko żona C., bo zobaczyłam zdjęcie jej i dzieciaków. Nie wiem, czemu fb w ogóle mi ją 'polecił', ale C. o tym powiedziałam, był zdziwiony (ja też) ale wiedział. I wiesz, coraz mniej mi go żal, bo wiedział od miesięcy że kontakt z żoną mogę mieć w każdej chwili, a on i tak nie przekalkulował ryzyka i wolał zaryzykować ponownie, i to dla jednorazowego numerka. Nie ja jedyna pakowałam palce nie tam gdzie trzeba. Wiedział, że mam i powód i sposób, a i tak postanowił postąpić głupio i to dla seksu.

                                                    >
                                                    > Trzeba było iść do księdza na pogawędki poszukać wolnego faceta ty po prostu ch
                                                    > ciałaś jego. Chciałaś i zrobiła byś wszystko żeby go mieć
                                                    >
                                                    > TO JEST ŻONATY FACET !!! !!!!! O jakiej ty opiece mówisz???? K.u.r.w.a no!!!!!

                                                    mówię choćby o tym, że nie powiedział w tamtym momencie, że mam radzić sobie sama. Po śmierci kolegi był/udawał, że mnie wspiera. Nie miałam ani siły ani ochoty szukać sobie innego wsparcia, on był, wykazywał chęci (nawet jeśli nie były prawdziwe) a mi był potrzebny ktoś, kto wysłucha, że jest mi ciężko i kto wiedział o sytuacji i nie musiałabym wprowadzać w to nowej osoby. Zresztą, myślisz, że znalazłby się 'na szybko' ktoś, z kim mogłabym o tym pogadać? A ja potrzebowałam pomocy i wsparcia wtedy, w tamtym momencie, a nie jak sobie kogoś nowego poznam. Nikt nie był mi na tyle bliski i niezaangażowany bezpośrednio w sprawę. Może wdowie po koledze miałam poopowiadać, że jest mi ciężko, że umarł jej mąż? To byłby dopiero szczyt taktu, empatii i humanitaryzmu.
                                                  • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 12.08.20, 16:05
                                                    Czy ty nie rozumiesz ze ludzie przychodzą odchodzą z naszego życia.

                                                    Ale nie on obiecał wspierać cię do śmieci , po śmieci przyjaciela. No wspierał bo był bo miał ochotę i czas. Nie było to jego odpowiedzialnością.
                                                    Jak co tygrys w zoo odgryzie rękę zostanie uśpiony ,nawet jeśli ostrzegają żeby nie dotykać. Wiec poronienie od czapy.

                                                    Żadne FBI wystarczy ze powie ze pożyczył kasę ,oddał ,ale ktoś sobie wymyślił mega odsetki których on spłacać nie chce bo to absurd.

                                                    W UK nielegalne interesy kwitną zwłaszcza Polonii.

                                                    Ja dostałam propozycje na fb żeby komuś przelać 25 tys funtów z UK do PL miałam za to dosyć 2-3 tysiące. Ktoś mi pisał ze utknął w pl i nie ma jak przelać oszczędności i się boi ze jej straci przez wirus. I to od faceta z grupy o filmach hello to jest życie nie bajka mydlana.


                                                    mówię choćby o tym, że nie powiedział w tamtym momencie, że mam radzić sobie sama.

                                                    A no tak ty dorosła nie wiesz ,ze trzeba radzić sobie samemu , trzeba ci powiedzieć?
                                                    Jak korzystać z noża żeby sobie pracy nie ukróć czy raczej wiesz?
                                                    W sumie myślałam ze skoro przeżyliście z synem te kilka lat bez c to chyba umiesz radzić sobie sama 🤔 choć w sumie się mylę. Skoro musiał ci on powiedzieć.

                                                    Skoro potrzebowałaś dostałaś i luz ale nie wyobrażaj sobie ze to będzie trwało wiecznie. Z takimi gadkami wychodzi z ciebie małe dziecko ,które jak raz coś dostali to myśli ze do koca życia tak będzie.
                                                    Akurat z wdowa można było popłakać.
                                                    Wiedziałby ze w tym cierpnie nie jest sama i ze komuś jak jej zależało na jej mężu. Nie c jakby się w tej żałobie taka samotna.

                                                    wiesz, coraz mniej mi go żal, bo wiedział od miesięcy że kontakt z żoną mogę mieć w każdej chwili, a on i tak nie przekalkulował ryzyka i wolał zaryzykować ponownie, i to dla jednorazowego numerka.

                                                    Ależ tobie nią ma być ci go żal. Heheheh. Ktoś tu mówi ze masz złapać misia? Masz go wyrzucić ze swojego skór tak skrzywdził twoje dziecko które cierpi katusze to jako matka powinnaś chłopa trzymać z dała na 10 kilometrów a nie płakać za nim.

                                                    tak, bolałoby, ale kilka razy się 'rozstawał' i robił to jeszcze w miarę normalnie. Wtedy nie miałam do niego żadnego żalu, zwłaszcza, że sprawy wracały do przedseksowych rozmów, załatwiania spraw.

                                                    Hehehe bo wtedy wiedziałaś ze wróci , teraz już wiesz ze mała szansa, ze przed urodzinami się nie odzywał teraz jest długo w pl. I nie masz nadziei na spotkanie.
                                                    Na 100% jak wróci i zacznie pisać to ty będziesz udawać królowa śniegu, ale go nie zablokujesz będziesz mieć satysfakcję ze pisze. A potem znowu będzie ci nawijał makaron na uszy. Znowu będziesz twierdzić ze cię skrzywdził zupełnie nie przejmiesz się dzieciakiem ,która tak się zwija z tęsknoty wkręca do pokręcone rekacji.
                                                    Bo czujesz się samotna chcesz co kwic dla siebie od początku chciałaś.
                                    • znowu.to.samo Re: długa historia krótkiego romansu 05.05.20, 20:44
                                      weronz napisał(a):

                                      > odkochana, ze znajomymi po prostu o tym gadałam, wątpię, że każda niecna kochan
                                      > ka trzyma wszystko w jak największej tajemnicy. Przez jakiś czas radziłam sobie
                                      > z tym sama a potem już nie, bo raz było dobrze a raz źle, a ja cały czas się c
                                      > zułam winna, że to ja powiedziałam lub zrobiłam coś nie tak.
                                      >
                                      > mamuska, facet od 20 lat mieszka poza domem, od 7 lat w Anglii, w domu jest ze
                                      > dwa razy do roku. Nawet jeśli byłam odskocznią, to nie po to, żeby potem wrócić
                                      > do domu. Ciężko jest ochłonąć, bo to jednak nie była pięciominutowa znajomość,
                                      > nagle się zaczęła robić taka intensywna (i nie mówię tu o seksie, bo tych spot
                                      > kań było pięć na przestrzeni pięciu miesięcy), ktoś mnie rozumiał, akceptował i
                                      > ja rozumiałam jego. Ciężko to tak na luzie przeboleć, chociaż kilka prób już b
                                      > yło.


                                      Ale ci znajomi mają ubaw z ciebie. Zapewne nieżle urozmaicasz im szarą codzienność
            • znowu.to.samo Re: długa historia krótkiego romansu 05.05.20, 20:31
              Czy tylko mnie ta historia się kojarzy z filmem "fatalne zauroczenie"?


              Odczep sie od faceta, dajże człowiekowi spokój. Ty masz coś z głową
    • znowu.to.samo Re: długa historia krótkiego romansu 05.05.20, 20:12
      Powiem jedno.: jesteś upierdliwą babą i on miał ciebie po prosu dość
      • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 10.05.20, 16:50
        znowu.to.samo napisała:

        > Powiem jedno.: jesteś upierdliwą babą i on miał ciebie po prosu dość
        >

        nie zaprzeczam, że po jakimś czasie się taka stałam i mam tego świadomość. Przez jego wahania nie wiedziałam, czego on chce i na czym stoję, czułam się ciągle winna wszystkiemu, a nie chciałam się tak czuć, a poza tym, potrzebowałam o tym porozmawiać. Przez długi czas byłam 'grzeczna', nie poruszałam niezręcznych tematów, nie zadawałam dziwnych pytań. Ale każdy ma swoje granice cierpliwości. A on je ciągle testował i przekraczał a potem dziwił się, że wybucham.
        • znowu.to.samo Re: długa historia krótkiego romansu 11.05.20, 13:29
          Wiesz co ty jesteś ogromnie męcząca osoba. Rozkładasz wszystko na czynniki pierwsze, analizujesz na pierdyliard spodobów, dopatrujesz sie wszędzie drugiego albo i trzeciego dna.

          A to jest wszystko proste jak 2+2=4

          Gdyby facet chciałby z tobą być, toby już dawno był. Kropka i koniec tematu.

          Ty tracisz jedynie czas, ten facet ciebie nie chce i z tobą nigdy nie będzie.

          Idż znajdż kogoś odpowiedniego dla siebie, a panu powiedz adios.
          Proste.
          • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 17.05.20, 10:51
            znowu.to.samo napisała:

            > Wiesz co ty jesteś ogromnie męcząca osoba. Rozkładasz wszystko na czynniki pier
            > wsze, analizujesz na pierdyliard spodobów, dopatrujesz sie wszędzie drugiego a
            > lbo i trzeciego dna.
            >
            > A to jest wszystko proste jak 2+2=4
            >
            > Gdyby facet chciałby z tobą być, toby już dawno był. Kropka i koniec tematu.
            >
            > Ty tracisz jedynie czas, ten facet ciebie nie chce i z tobą nigdy nie będzie.
            >
            > Idż znajdż kogoś odpowiedniego dla siebie, a panu powiedz adios.
            > Proste.
            >

            nie zaprzeczam, że jestem męcząca. Ale od zawsze miałam jakąś nerwicę na punkcie rozumienia ludzkich zachowań i ich analizy, czasem wyjaśnienie było proste, a czasem nie do ogarnięcia.

            Ten facet wlazł w moje życie, pisał kilka razy dziennie, szukał byle pretekstu na kilka minut rozmowy, zwierzał się, pytał mnie o zdanie w różnych sprawach niesłużbowych, interesował sie moim życiem i zdrowiem. Cieszył się, że mu zaufałam, a przynajmniej tak mówił. Dawał do zrozumienia, że chce, żebym była częścią jego życia i że on chce być w moim życiu. Nie, żebym była z nim, ale w jego życiu. Jego zachowanie sugerowało, że tego chce i miałam prawo tak pomyśleć. Było to naiwne, ale naprawdę wierzyłam, że nie udaje. A teraz wychodzi na to, że to ja jestem ta zła, bo chciałam czegoś, co on zdawał się chcieć dawać. Sprawił, że dałam z siebie dużo dla tej znajomości, a teraz ja mam czuć się winna, bo on wcale nie chciał nic ode mnie, tylko przez kilka miesięcy tak o sobie traktował mnie jak przyjaciółkę. Wykorzystał fakt, że mi na nim zależy, a jak mu się znudziło, to ja mam wziąć to na klatę i udawać, że jest wszystko okej mimo że nie jest

            Ja go nie zmuszę do kontynuowania znajomości, ale jako człowiek czuję się zużyta i wykorzystana, nie jest łatwo się z tym pogodzić.
            • 3-mamuska Re: długa historia krótkiego romansu 20.06.20, 14:00
              Ale tak ci napisze bardzo dziwnie myślisz.
              To ze kogoś polubiłaś nie znaczy ze ta osoba jest zobowiązań do dożywotniej znajomosci z tobą? Na jakiej podstawie rościsz sobie prawo ze on ma być w twoim życiu?
              To jakbyś koleżance powiedziała nie zmieniaj pracy , nie kupuj domu nie wyjeżdżaj do pl/uk nie wychodź za mąż bo ja cię lubię i masz tu zostać. Bo dużo czasu ze sobą spędzaliśmy i nie możesz mi tego zrobić.

              Ludzie przychodzą i odchodzą z naszego życia, bo maja do tego prawo. Tylko od nas zależy na ile damy wejść i jak blisko pozwolimy im się zbliżyć.
              I to nie jest tak ze jak pozwolisz to już do końca życia ma tak zostać. Bo to szantaż emocjonalny.
              • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 23.07.20, 17:12
                3-mamuska napisała:

                > Ale tak ci napisze bardzo dziwnie myślisz.
                > To ze kogoś polubiłaś nie znaczy ze ta osoba jest zobowiązań do dożywotniej zna
                > jomosci z tobą? Na jakiej podstawie rościsz sobie prawo ze on ma być w twoim ży
                > ciu?

                wiesz, nie że do dożywotniej, ale jednak opartej na wzajemności i jakimś zrozumieniu. Wiem, że nie mam rościć sobie prawa do jego obecności w moim życiu, ale w takim razie skoro on tej obecności nie chce, to po jaką cholerę jest (a raczej bywa, czy jeszcze konkretniej: bywał) obecny? Świadomie wybrał, że jakiśtam rodzaj znajomości chce ze mną mieć, czy uważasz, że da się zmusić człowieka do zwyczajnej znajomości? Czy stałam nad nim z siekierą i kazałam mu być moim znajomym? Chyba raczej nie. To on się odzywał (bo ja tego zaczęłam unikać), radził, zwierzał i tak dalej, nie wymuszalam na nim, że ma codziennie pisać co u niego i opisywać swój dzień, bo niby jak miałabym to zrobić? Ale jak już się decydujesz na obecność w czyimś życiu, to wypadałoby albo ją jakoś zakończyć, jeżeli nie chce się jej kontynuować, choćby jakimś drobnym wyjaśnieniem albo się jej trzymać, jeżeli ktoś Ci nie dał powodów do tego, by tę znajomość zrywać. A jeżeli jest tak szalenie niewygodna i okropna, to kończy się ją, a nie odnawia co jakiś czas. Czego on oczekiwał? Ja nie jestem barem szybkiej obsługi, że wpada kiedy chce, bierze co chce, płaci i wychodzi i zapomina dopóki znów mu się nie zachce hamburgera. Tu już chodzi o uczucia drugiej osoby, które rani się takim postępowaniem. I to ja jestem ta zła bo chcąc z nim być w kontakcie pozwalałam mu ze sobą rozmawiać?

                > To jakbyś koleżance powiedziała nie zmieniaj pracy , nie kupuj domu nie wyjeżdż
                > aj do pl/uk nie wychodź za mąż bo ja cię lubię i masz tu zostać. Bo dużo czasu
                > ze sobą spędzaliśmy i nie możesz mi tego zrobić.

                Wiesz, absolutnie nie chodziło mi o wyprowadzkę, a o sposób, w jaki została mi zakomunikowana. Z koleżanką znałam się pięć lat, dużo razem przeżyłyśmy, wypiłyśmy, nie raz zajmowałam się jej dzieciakami, pożyczałam hajs czy ratowałam dupę w inny sposób. Oczywiście, jej prawo wyprowadzić się choćby i na Marsa (po tygodniu jej obecności Marsjanie podbiliby Ziemię, ale to nieważne), mi chodziło o sposób, w jaki mi to powiedziała. Jakby mówiła o tym co jadła wczoraj na obiad a nie o czymś dosyć mocno wpływającym na życie tej drugiej osoby. To nie była jakaś przelotna znajomość, która się wypaliła z biegiem czasu, tylko długoterminowa 'przyjaźń'. Czy gdyby Tobie Twój przyjaciel/przyjaciółka rzucił 'wyjeżdżam do Nibylandii' nie byłoby Ci źle, bo stracisz kogoś, na kim Ci zależy, na kim polegałaś itd? Zwłaszcza, gdyby rzucił tą informacją tak nagle, bez ostrzeżenia?
                >
                > Ludzie przychodzą i odchodzą z naszego życia, bo maja do tego prawo. Tylko od n
                > as zależy na ile damy wejść i jak blisko pozwolimy im się zbliżyć.
                > I to nie jest tak ze jak pozwolisz to już do końca życia ma tak zostać. Bo to s
                > zantaż emocjonalny.

                tak, ja to wszystko rozumiem, ale jeżeli jednak ktoś zdecydował się do tego zycia wejść i się zbliżyć i pozwolić się zbliżyć drugiej osobie, to jednak wypadałoby trochę godniej traktować tę osobę, a nie takie 'dobra, było fajnie, a teraz mam cię gdzieś, do widzenia'. Jak już wspominałam, nie stałam nad nikim z siekierą i nie kazałam być obecnym w moim życiu, moim wyborem było wpuścić tę osobę do swojego życia, ale wyborem tej osoby było wejść do niego i w nim być, i to na dłuższą metę i dosyć 'intensywnie', z własnej nieprzymuszonej woli, działało to w dwie strony, ja wpuszczałam, a ktoś wchodził, więc czemu to ja jestem dziwna, bo jest mi przykro, że ktoś nagle zdecydował się zawinąć żagle bez jakiegokolwiek ostrzeżenia czy uprzedzenia?
                • weronz Re: długa historia krótkiego romansu 24.07.20, 15:07
                  a poza tym, jeżeli druga osoba w pewien sposób wymaga uwagi, liczenia się z jej uczuciami i potrzebami, współczucia i zrozumienia, to czemu ma prawo nie liczyć się z tym wszystkim w drugą stronę? Skoro brał moje zielone światło, to jednocześnie dawał swoje, żebym miała prawo oczekiwać tego samego (nie uczuć z jego strony, żeby nie było, że o to mi chodzi), chyba na tym polega większość znajomości, każda ze stron coś bierze i każda coś daje. Jeżeli rozmawiasz z kimś i oczekujesz od tej osoby, że odpowie empatią na Twoje problemy, to nie dziw się, że druga osoba chciałaby wzamian tego samego, a nie 'robienia i mówienia co się chce'.

                  anyway, jakieś dwa tygodnie temu miałam włamanie, na szczęście zginęła tylko karta i fajki. Około tydzień temu pisałam o tym znajomemu, zapytał, co się dokładnie stało, a ja, odpisując mu, nie zauważyłam, że kursor przeskoczył na rozmowy z C. (nie rozmawialiśmy od jego wyjazdu, ale nie gadam prawie z nikim, więc był niedaleko) i dostał fragment wiadomości. Zorientowałam się, jak zerknęłam na ekran, ale zdążyłam napisać, co mi zginęło i że boję się wychodzić z domu, że złodziej próbował użyć mojej karty na stacji gdzie jest monitoring, więc jest szansa, ze go złapią. Jak zobaczyłam, że napisałam do niego, bawienie się w kasowanie wiadomości i tak nie miało sensu, bo nie zniknęłaby u niego, więc napisałam, że nie on miał być odbiorcą (co można było zauważyć tak czy siak bo wiadomość zaczynała się od połowy). Półtorej doby później odpisał, że wątpi, żeby go złapali, chyba że były kamery. Najpierw było mi 'miło', że w ogóle odpisał, ale potem zobaczyłam, że nie było nawet pytania, czy nic mi się nie stało i jak się czuję, zrobiło mi się przykro, nie ukrywam, bo kiedy on pisał o czymś takim, wiedział, że go nie oleję. 20go miał imieniny, wysłałam życzenia (tak, jestem głupia), a wczoraj zapytałam, co u niego (zdziwiona byłam, że jeszcze nie wrócił do UK, choćby pozałatwiać spraw). Okazało się, że jest w Polsce, bo zepsuło mu się auto. Jako że od kilku dni pytam wszystkich znajomych czy będą w Polsce, bo muszę zdobyć pewną maść, stwierdziłam, że trudno, zapytam i jego. Powiedział, że nie wie kiedy i czy wróci do UK i jaka to maść. Powiedziałam jaka, zapytałam, czy jego współlokator wybiera się do Polski, po godzinie odpisał, że nie wie i że żona czytała wiadomości i musiał się tłumaczyć. Wściekłam się, bo poprosiłam, żeby dał znać, gdyby był w Polsce, a poza tym, przestałam już wierzyć, że każdą pierdołę czyta jego żona i zaraz są awantury, nie poprosiłam o kupno testu ciążowego czy czegoś zdrożnego. Powiedziałam, że miał mnie ostrzec gdyby był w Polsce bo ja nawet nie sądziłam, że do tej pory by tam był i z tej wściekłości spytałam, jak to jest że nie musi się tłumaczyć z tego, że mieszkała z nim i jego współlokatorem jego znajoma, a z kupna głupiej maści już tak. Zapytałam, czy serio nie wie, kiedy wróci do UK, powiedział że nie wie, spytałam, od kiedy o tym wie (skoro plan był taki, że wroci jeszcze do UK po około tygodniu od wyjazdu), a on że nie wie, bo rodzina go potrzebuje. Byłam trochę podpita (młody był u kolegi, a ja ostatnio mam trochę problemów), wygadałam mu, że młody znów zaczął o niego pytać bo zobaczył, że rozmawialiśmy i podsłuchał jakimś cudem (leżał już dawno w łóżku, ja gadałam w kuchni przez telefon, nie usłyszałam, żeby schodził po schodach, więc nie wiem, jak to usłyszał), o tej odesłanej kasie i pytał, czemu to zrobiłam i nie wiem, co mam mu powiedzieć. Pan Kozak nie odpisał, co podniosło mi ciśnienie (choć powinnam być przyzwyczajona) i ochrzaniłam go za to, że uważa że jego sprawa nie dotyczy bo to obce dziecko i że ja mam sobie teraz radzić mimo że mu mowilam, że ma sie nie angazowac w zycie dziecka a on uznal ze albo jakos to bedzie albo bedzie udawal, ze nie wie o co chodzi. Dostalam ochrzan, że jest w domu, wiadomosci czytala jego zona i ma awanture (nie zebym w to uwierzyla, bo nie pisałby do mnie pod czujnym okiem żony), powiedzialam mu, ze gdyby beata to czytala, to juz dawno kazalaby mi sie od niego odwalic i ze powiedzmy ze przepraszam za awanture, ale facebook ma taka fajna opcje jak 'zablokuj' lub ignoruj albo archiwizuj, jak nie ma jaj mnie zablokować. Jaja mu jednak magicznie urosły wink dlatego tym bardziej podejrzewam, ze nie był w Polsce, bo by nie odpisywał, a gdyby jego żona to przeczytała, to odpisałaby coś raczej w swoim imieniu albo poczekała, czy dowie się czegoś ciekawego.

                  jeżeli się tak wkurzył/przestraszył, myślę, że z 'rozsądku' powie teraz żonie o naszym sekretnym romansie, bo domyśla się, że przeciągnął strunę ostatnimi wydarzeniami i będzie się bał, że nie ma już kontroli nad tym co zrobię lub powiem, no ale wychodzi na to, że mam prawo robić i mówić co chcę wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka