Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Majkel najlepszym graczem w historii

    IP: *.cu.com.pl 06.02.02, 17:51
    I stało się !!!

    tym razem ja podam argumenty ktore wg mnie swiadcza o tym iz to MJ a nie Chamb
    jest najlepszym graczem w historii. Czytalem sobie dyskusje Zeba i Nathana z
    Wiltem
    i stwierdzilem ze dyskusja dotyczyla porownania MJ i Chamba jedynie w 30 %
    kolejne 30% to
    była dyskusja na temat LAL i kolejne 30% to na temat sentymentow i kto jest
    bardziej
    sentymentalny a ostatnie 10% zostawmy sobie na wzajemne wyzywanie sie od cwokow.

    ja zamiezam skupic sie na argumentach za MJ i bede sie posilkowal uwazam
    celnymi spostrzezeniami
    zeba ktory uwazam niepotrzebnie dyskutowal jednoczesnie i o MJ i o Shaqu i o
    LAL i jeszcze o paru rzeczach

    Wstep!

    Myslac o MJ przede wszystkim uwazam ze jest on graczem ktory potrafil
    jednoczesnie osiagnac dwa
    najwazniejsze tytuły ktore sie tak na prawde licza w tym sporcie:
    po pierwsze 6 tytułów mistrza NBA i co należy podkreślić były to mistrzostwa
    wygrywane z rzędu!
    po drugie najlepszy strzelec ligi 10 razy

    i dodałbym po trzecie osiagal to w niewiarygodnym stylu, latajac wykonujac
    niesamowite akcje podkoszowe
    i co chyba najwazniejsze grajac najlepiej w najtrudniejszych momentach kiedy
    wlasnie to bylo najwazniejsze

    I tak zastanawiajac sie czy byl kiedys lepszy gracz mozna powiedziec ze
    Russel mial wiecej tytułów z kolei Chamb osiagnał niesamowite statystyki w
    karierze
    jednakże żaden z tych graczy nie jest lepszy od MJ'a i w jednym i w drugim
    Majkel połaczył te dwie rzeczy w calosc i nie musial rezygnowac z jednego na
    rzecz drugiego

    Wiadomo ze mistrzostwa nie wygrywa sie samemu byl tu i Jackson i Pipen i Grant
    i Rodman i wielu innych
    ale to Majkel 6 razy był w finale i 6 razy otrzymał MVP Finałów bo jest
    zawodnikiem ktory za kazdym razem
    walnie przyczynil sie do zwyciestwa swojej druzyny.


    krotkia argumentacja dlaczego akurat te dwie statystyki
    otoz aby myslec o wygraniu w kosza trzeba rzucic conajmniej 1 pkt jezeli nie
    rzucimy nawet 1 pkt to nie wygramy
    innymi slowy jezeli graja dwie druzyny i jedna z nich w meczu ma 100000
    zbiórek, 1000000 blokow , 10000000 przechwytow
    ale nie trafi zadnego kosza a druga druzyna rzuci chociazby 1 kosz to ta druga
    druzyna wygrywa !
    wiec pytanie co w tej grze jest ważniejsze zbiorki? bloki? przechwyty? czy moze
    jednak punkty ?
    jedna dryzyna moze miec wspanaile statystyki w roznych kategoriach ale jezeli
    nei rzuci wiecej puntkow
    niz ich przeciwnicy to przegraja !
    Jest to podstawowa argumentacja za tym iz statystyka punktowa jest
    najwazniejsza.
    I dlatego uwazam ze tytul krola strzelcow jest wazniejszy od innych.
    Jednakze super statystyka strzelecka jednego gracza wcale nie oznacza ze to
    dobrze sluzy druzynie.
    Dlatego dobrze jest uzupelnic ja inna statystyka a mianowicie zwyciestwami
    druzyny.
    Trzeba pamietac po co wogole druzyny graja w NBA a mianowicie po to zeby wygrac
    lige i to jest
    najwazniejszy cel !!!

    dlatego ja uwazam te dwie statystyki za najwazniejsze natomiast inne osoby moga
    uwazac ze najwazniejsze sa np. zbiorki, bloki, albo straty
    albo nie ilosc zdobytych tytułów ale ilość finałów NBA różnie to bywa różne są
    upodobania ...

    to jest wstepna lista moich powodow dlaczego uwazam MJ za najlepszego gracza
    oczywiscie mozna powiedziec
    ze kiedys grali lepsi zawodnicy bylo trudniej inne czasy itp itd
    w zwiazku z tym np. Wilt Chamberline grajac obecnei dokonalby conajmniej tyle
    co MJ
    wiec w rozwinieciu zamierzam rozprawic sie z epoką lat 60 i pokazac dlaczego
    obecnie dominacja
    i gra w kosza jest o wiele trudniejsza !

    Rozwineicie

    1) wzrost sprawnosci zawodnikow

    Pytanie czy zawodnicy obecnie grajacy sa lepsi od zawodnikow z lat 60 -ych ?
    Na pewno sprawnosc fizyczna ich jest duzo wyzsza sa wieksi, ciężsi, silniejsi,
    szybsi,
    skoczniejsi, sprawniejsi niz gracze lat 60

    Uwazam ze na popracie tej tezy wystarczy zobaczyc na wyniki lekkoatletow z
    poczatku lat 60 -ych
    i zaden rekord z lat 60 nie przetrwal mimo iz wtedy ustanowiono rowniez
    fantastyczne rekordy np
    skok Beamona na 8,90 byl tak absurdalny w tamtych czasach ze myslano iz dotrwa
    XXI wieku jednakze 1991
    roku Powel skoczyl dalej i tak jest niemalze w kazdej dyscyplinie rekordy z lat
    60 spokojnie zostaly
    pobite w latach 90 czy to w biegach czy to w konkurencjach bardziej
    technicznych jak skok w zwyz
    trojskok itp.
    dlatego uwazam ze akurat NBA nie jest jakims wyjatkiem na skale swiatowa i tu
    rowniez zawodnicy
    jezeli chodzi o warunki fizyczne i mozliwosci maja taka sama przewage nad
    graczami z lat 60 -ych
    jak lekkoatleci glownie za sprawa rozwoju medycyny, nauki o sporcie metod
    treningowych.

    Jezeli chodzi o warunki fizyczne i ich mozliwosci to porownywanie graczy z lat
    60 z graczami lat 90
    ma taki sens co zawody lekkoatletow z lat 60 i wspolczesnych, albo mecz
    tenisistow z lat 60 z obecna czołówką ATP!
    Odpowiedz na pytanie kto jest szybszy, wytrzymalszy, skoczniejszy jest
    oczywista!

    ale koszykowka to rowniez umiejetnosci techniczne ale o tym za chwile

    2) wzrost sily porownie zawodnikow

    Czesto uzywanym argumentem jest to iz Wilt Chamberlain w swoich latach rowniez
    trafil na mocnych
    obroncow (o obronie w tamtych czasach punkt nizej) i ze wcale nie mial tak
    latwo
    wiec porownajmy sobie wage i wzrost najwiekszych rywali Chamba oraz
    wspolczesnych zawodnikow

    Wiec Chamberlain wzrost 216 waga 124 kg

    najwiekszy przeciwnik Chamba Russel 207 cm 99kg

    reszta druzyny Boston (najwiekszej przeszkody chamba do zdobycia mistrzostwa)

    Tom Heinson 200 cm 98 kg
    K.C. Jones 185 cm 90 kg
    John Havlichek 196 cm 92 kg
    Sam Jones 193 cm 92 kg

    druga druzyna ktora stanela na drodze Chamba to New York (gracz ewybrani do TOP
    50)

    Frazier 193 cm 90 kg
    Reed 207 cm 106 kg
    Big D 198 cm 101 kg
    Bradley 196 cm 92 kg

    oraz kilku innych znanych centrow i skrzydlowych

    Bellamy 208 cm 110 kg
    Petit 206 cm 103 kg
    howell 201 cm 99 kg
    schayes 203 cm 99 kg

    a teraz zanim bedziemy wyciagac wnioski spojrzmy na kilku bardziej znanych
    centrow i skrzydlowych

    Oneil 216 cm 143 kg
    Duncan 216 cm 117 kg
    Robinson 216 cm 113 kg
    Olajuwon 213 cm 115 kg
    Ewing 213 cm 115 kg
    Mutombo 218 cm 119 kg
    Divac 216 cm 117 kg
    Campbell 211 cm 126 kg
    Mourning 208 cm 117 kg

    Skrzydlowi
    Malone 206 cm 119 kg
    Barkley 198 cm 113 kg
    Mason 203 cm 115 kg
    Rodman 200 cm 99 kg
    Wilkins D. 203 cm 104 kg
    Johnson Larry 201 cm 106 kg
    Scottie Pipen 201 cm 103 kg
    Grant Hill 203 cm 101 kg
    chris Webber 208 cm 110 kg

    Jakie wnioski nasuwaja sie od razu po spojrzeniu na warunki fizyczne
    otóż Wilt Chamberline wcale nei odstaje jeżeli chodzi o budowe fizyczną od
    obecnych centrów
    a mozna by powiedziec ze nawet ich nieco przewyższa gabarytami

    Natomiast rywale Chamba wyglądają ja bym powiedizał dosc mizernie bo powiedzmy
    Bill Russel to moze i
    wzrostowo zalapal by sie do Silnych skrzydlowych ale wagowo to juz raczej do
    Małych Skrzydlowych.

    Generalnie jak sobie spojrze to na te liczby to mi wychodzi ze obecnie gracze
    to tak srednio maja
    na sobie ok 10 kg miesni wiecej a do tego sa zwinniejsi i skoczniejsi !

    Powiedzialbym ze generalnie gracze lat 60 to prezentuja raczej gabaryty graczy
    z lig europejskich i to
    tez sprzed paru lat. A do graczy obecnych NBA to im daleko.

    W zasadzie do czasów przyjscia Jabaraa to Chamberlain w całej lidze (!) nie
    miał zawodnika o jako takich umiejetnosciach
    równego sobie pod wzgledem gabarytów.
    Specjalnie podkreślam "o przyzwoitych umiejetnosciach" zeby mi tu nie podawac
    przykladow jakis kalek o wzroscie 220cm
    ktore maja problem z podniesieniem reki do góry nie mowiac o walce podkoszowej.
    Mozna by powiedziec ze Chamberlain posiadajac jeszcze spore umiejetnosci
    strzeleckie czul sie jak wśród Liliputów :-)))

    A teraz odpowiedz na pytanie jakie znaczenie ma te srednio 10 kg wiecej?
    Otóż uważam ze kolosalne! gra przeciw takim przeciwnikom jest duzo ciezsza,
    bar
    Obserwuj wątek
      • Gość: toms Re: Majkel najlepszym graczem w historii cz2 IP: *.cu.com.pl 06.02.02, 17:53
        A teraz odpowiedz na pytanie jakie znaczenie ma te srednio 10 kg wiecej?
        Otóż uważam ze kolosalne! gra przeciw takim przeciwnikom jest duzo ciezsza,
        bardziej silowa, strasznie trudno
        jest sobei wyrobic pozycje do rzutu, ostra walka bez pilki i to jest powodem
        prawdziwego zmeczenia
        graczy ciagle przepychanki, zapasy pod koszem walka o pozycje

        Dobrze jest tutaj przywolac sobie przyklad Toniego Kukoca ktory po przyjscu do
        NBA musial zyskac na wadze
        aby odpowiedznio znalesc sie na boisku a co gorsza zwiekszenie masy raczej
        niekosrzystnie wplynelo
        na jego celnosc !

        Osobiscie uwazam ze obecne druzyny przejechalyby po druzynach lat 60 jak WALEC
        po prostu biorac pod
        uwage przewage wzrostu, sily, masy, skocznosci i nie mowie tu o umiejetnosciach
        koszykarskich ale po
        prostu o zwyklej walce fizycznej na boisku o pozycje

        i na koniec tego punktu slówko o Wilcie Chamberlainie otóz jest on praktycznie
        jedynym zawodnikiem
        z czolowki lat 60 ktory gabarytami nie odbiega od obecnych graczy
        Pytanie : Czy Wilt Chamberline miał przewage nad graczami swojej epoki ?
        Ja uwazam ze fizyczna miał ogromną ! A do tego dochodza jeszcze umiejestnosci!

        Moja teza jest taka ze Chamberline jest graczem ktory dziwnym kaprysem zamiast
        w latach 90-ych znalazl sie
        nagle w latach 60-ych. Jest to dla mnie idealny przyklad tego co zrobiłby w
        latach 60 -ych zawodnik z
        obecnej czołówki na przyklad Duncan, Garnet, Malone....

        Czasami probuje sie podac przyklad Mourninga jako niewysokiego centra to ja
        chce w tej sytuacji podkreslic
        ze Mournig jest o 18kg cieższy od Russella !!!
        Natomiast dobrym kontrprzykladem jest garnett o wadze 100kg ale on jest
        wyjatkiem i to na pozycji raczej skrzydlowego
        a Russel był pod wzgledem fizycznym raczej normą w latach 60-ych.

        I jeszcze jedno odnosnie Jordana moga pojawic sie argumenty ze mial rowniez
        przewage fizyczna
        tylko tutaj juz trzeba byc troche bardziej subtelnym bo w przypadku Chamba jest
        to oczywiste a w przypadku
        Jordana to trzba robic badania specjalistyczne ze ma lepszy uklad kostny i
        takie kombinacje
        i co juz podkreslilem pod wzgledem warunkow fizycznych Chamberline nie mial
        sobie równych w całej
        lidze (!) nikt mu nie podskoczył ! Jak Chamb chciał sobie pójść pod kosz i
        rzucic to nie było takiego co
        stanąłby mu na drodze !
        A Jordan ? tutaj już trzeba oposcic pozycje skrzydlowych i centrow
        bo kazdy jest wyzszy i ciezszy i przebieramy tylko wsrod obroncow ! Przypomne
        tylko ze Jordi pare punktow
        w zyciu zdobyl spod kosza a tam czeka na niego center i para skrzydlowych :-)))

        3) lepsza obrona

        A teraz wezmy na tapete obrone tamtych czasow tyle sie o niej mowi i ze wogóle
        to najlepsi obroncy wtedy byli
        i ohy i ahy wiec moze dla ochłody podam pare liczb a mianowicie średnia puntków
        rzucanych przez druzyny
        w sezonie, procent gier kiedy suma punktow rzuconych wyniosla wiecej niz 200
        oraz wiecej niz 250

        wiec tak na przyklad w sezonie 59- 60 druzyny rzucaly srednio 115 pkt na mecz,
        w sezonie 60-61 118 pkt,
        w sezonie 61-62 prawie 119pt, w sezonie 62-63 - ponad 115 pkt to sa czasy gdy
        Chamb osiagal swoje
        fenomenalne statystyki generalnie w latach 60-ych srednio zdobywano 115 pkt na
        mecz !

        no to zgadnijcie ile rzucano srednio w sezonie 97-98 ? otórz 95 pkt na mecz !
        dobre co !
        srednia punktow na mecz dramatycznie spadala od poczatku lat 90 i wynosila
        odpowiednio
        90-91 - 106pkt ; 91-92 105pkt; 92-93 105 pkt; 95-96 99pkt; 96-97 97 pkt; 97-98
        95 pkt!

        i jeszcze ciekawsza statystyka otoz w seznach 60-61 oraz 61-62 w 98% wszystkich
        meczy w sumie rzucano ponad 200pkt
        natomiast w 25% meczy rzucono w sumie ponad 250pkt !!! a teraz zgadnijcie ile
        takich meczy było w sezonie 97-98 ?
        odpowiednio 32% i 0,3 % a dokładnie powyzej 250 pkt rzucono w 3 meczach słownie
        trzech !!!

        i ktos mi chce powiedziec ze w latach 60 byla twarda obrona i najlepsi obroncy
        ? to przepraszam co bylo w roku 97-98?
        to jak okreslic obrone z lat 90 kiedy to zespoly rzucaja srednio o 15 pkt mniej
        kiedy mecze ze dwie druzyny rzucaja ponad 250 pkt
        naleza do rzadkowsci ???
        Jak okreslic obrone lat 90-ych ?
        Moja odpowiedz jest taka ze w latach 90- bez porownania jest mocniejsza obrona
        niz w 60-ych
        mozna nawet sie zastanawiac czy w latach 60-ych wogole byla obrona ? jak
        zawodnicy tak sobie bez problemu rzucali
        chodz wcale nie mieli lepszej skutecznosci niz obecni najskuteczniejsi!

        Wogole jak sie patrzy na te liczby to ciekawe jak wygladaly mecze dryzyny ktora
        srednio rzuca w meczu
        ponad 120 pkt ? trudno to sobie wyobrazic obecnie gdy sobei przypomnimy ile
        musi sie nabiegac taki Iverson czy
        Miller! jak musi przebiegac po zaslonach zeby wogole dostac pilke na czysta
        pozycje do rzutu !!!

        Najelpiej broniaca druzyna w tamtych czasach Boston pozwlalali przeciwnikom na
        rzucanie srednio 112-115
        pkt w meczu na poczatku lat 60-ych i to ma byc obrona ? to co powiedzic o
        Chicago Bulls ktore pozwalało rzucic
        jedynie 91 pkt ???

        Jak dla mnie to dwie różne bajki ! gra w tamtych czasach i obecnie wystarczy
        spojrzec na liczby !

        Wiec sie nie dziwie ze jak w tamtych czasach pojawil sie zawodnik o warunkach
        fizycznych porownywalnych z obecnymi
        zawodnikami to mial taka przewage nad pozostalymi jaka mial Chamberline!

        a jakby dodac do tego jeszcze liczbe zbiórek ? to przepraszam jaki obraz meczu
        wychodzi ?
        mamy super obroncow ktorzy pozwalaja przeciwnikom rzucac po srednio po 115 pkt
        na mecz a przy tym
        zbieraja po 24 pilki na mecz a w pojedynczych meczach i z 40 albo 50 zbiorek
        maja !!!
        ha i pomyslec ze to Rodmanowi (najlepszy zbierajacy zawodnik lat 90-ych)
        zarzuca sie ze skupiajac sie na zbiorkach
        zaniedbuje inne elementy min obrone ! ha to jezeli rodman zbierajac srednio 15-
        17 pilek na mecz zaniedbuje
        obrone to co powiedziec o panach ktorzy zbieraja tych pilek w meczu 30 a nawet
        40?

        Odpowiedz jest jedna! w porownaniu z latami 90-ymi w latach 60 trudno mowic o
        twardej obronie!
        i w swojej ocenie nie opieram sie na jakis tam opiniach znawcow, rankingach,
        porownaniach indywidualnch graczy
        po prostu patrze na lige jako na calosc i patrze po prostu na liczby a
        najlepszym dostepnym
        miernikiem obrony druzyny jest liczba punktow ktore pozwala sobie rzucic i to
        nie w pojedynczym meczu ale w sezonie
        i to na przestrzeni lat!

        jeżeli chodzi o warunki fizyczne to Chamberlain i Jordan spokojnie pasuja do
        lat 90 -ych a w jakich warunkach grali

        a) Chamberlina - nikt w lidze grajac na przyzwoitym poziomie nie dorownywal mu
        warunkami fizycznymi
        obrona praktycznie nie istniala a druzyny zdobywaly srednio po
        118 pkt
        b) Jordan - w lidze jest mase zawodnikow masywniejszych wyzszych i nawet
        znajda sie skoczniejsi
        twrada obrona mozna powiedziec ze nigdy w hisotrii druzynom nie
        bylo tak ciezko zdobywac
        punktow jak wtedy gdy MJ siegal po 6 tytułów mistrzowskich!

        teraz dlaczego analizuje tak szczegółowo początek lat 60 otóż dlatego ze w tym
        czasie Chamb mial swoje najwieksze
        osiagniecia punktowe na podstwie ktorych wogole mozemy porownywac go do MJ.
        Gdyby brac pod uwage druga czesc kariery to wogóle nie mamy o czym mowic :-)))

        Osobiscie uwazam ze Chamberlain dokonał w na poczatku lat 60 to co zrobiliby
        Garnet, Malone, Duncan, Iverson
        nie mowiac juz o Carterze gdyby ich przeniesc w tamte czasy! Co robił by MJ to
        az boje sie pomyslec :-)))

        tak jak napisalem Chamb mial fenomenalna pierwsza czesc kariery w drugiej juz
        rzucal duzo mniej
        i momentalnie spadl w klasyfikacji strzelcow !
        Tlumaczenie jest takie ze zrezygnowal ze zdobywania pkt na rzecz druzyny, ze
        skupil sie na obronie
        bardzije niz na ataku

        Ok to spojrzmy co Wilt osiagnal wzamian!
        zdobył dwa tytuły mistrowskie z dwoma różnymi druzynami !

        Powiedzialbym ze handel: Krol strzelcow a tytuły mistrzowskie byl nie zbyt
        udany bo wcale tak wiele tych
        tytułów nie zdobył a nawet fenomenalna druzyna z roku 19
        • Gość: toms Re: Majkel najlepszym graczem w historii cz3 IP: *.cu.com.pl 06.02.02, 17:54
          Powiedzialbym ze handel: Krol strzelcow a tytuły mistrzowskie byl nie zbyt
          udany bo wcale tak wiele tych
          tytułów nie zdobył a nawet fenomenalna druzyna z roku 1972 nie byla w stanie
          obronic tytułu
          nie mowiac juz o 3 tytulach z rzedu !

          wiec co my tutaj mamy? coraz nizsza srednia punktowa na mecz i raptem 2 tytuły
          w ciagu 6 lat

          Jak porownamy to z MJ to na prawde mizernie to wyglada prawda ? Zacznijmy od
          teg ze MJ wcale nie musial
          rezygnowac z krola strzelców aby osiaganc mistrzostwo i to nie dwa ale sześć i
          to nie z roznymi druzynami
          ale w jednym klubie potrafil obronic tytuł dwa razy z rzedu !!! nie był to
          jednoroczny zryw ale DYNASTIA!!!

          Oczywiscie tytuł to nie tylko MJ ale cala druzyna ale nie przypadkiem MJ ma 6
          tytułów MVP finałów
          bo to on doprowadzil byki do tytułów on był liderem i to on gral najbardziej
          spektakularnie w najwazniejszych momentach.
          I to Jordan ma wyższą średnią z palyoff niż z kariery ! Dla porównania
          Chamberlain ma niższą średnią z palyoff niż w karierze
          i to wyraźnie niższą!

          I tutaj upada kolejny mit na temat Chamberlaina ze on to niby mial takiego
          pecha ze indywidualnie
          to byl super ale nie mogl trafic na dobra druzyne ! A ja sie pytam jaka drużyna
          wygrala NBA w 67roku?
          Czyżby drużyna Chamba ? Aha ! to jednak miał dobra druzyne! A co wiecej
          osiągnął z tą druzyną ?
          A no NIC! na jednym tytule się skończyło! Jednoroczny zryw!

          I tu idealnie mamy porównanie z MJ-em obaj mieli podobny początek kariery
          świetne statystyki punkotwe,
          liderzy NBA w zdobywaniu punktow jednakze druzynowo niewiele osiągali ! i
          dopiero w 8 sezonie tworzy sie wokół nich
          drużyna na miare mistrzostwa i zdobywają tytuł ! W końcu następuje to na co
          czekali i co ?
          ha! jak różnie potoczyły się losy: Majkel zdobył jeszcze 2 kolejne tytuły a
          potem jeszcze 3 z rzedu!
          A Chamberline? już z Philadelphią nie zdobył tytułu potem przeniósł się do LAL
          i dopiero 5 lat poźniej
          sięgnął po tytuł i ponownie tylko raz !

          Mowi sie ze Chamb zrezygnowal dobrowolnie z indywidualnych osiagniec na rzecz
          druzyny ja bym to zrozumial gdyby
          w zamian od 67 do 73 roku zdobyl 7 tytułów mistrzowskich ! wtedy taką zamiane
          rozumię i jest to dla mnie logiczne
          rzucam dużo ale nie mam najważniejszego bo nie jestem mistrzem NBA wiec
          rzucam malo ale jestem mistrzem NBA
          a u Chamba mamy 7 sezonów gdy rzucał mało i w tym czasie dwa razy był mistrzem
          NBA
          jordan zawsze rzucał dużo i do tego dołożył 6 tytułów mistrzowskich.

          Taki drobny kontrast pomiędzy tymi dwoma zawodnikami i ich osiągnięciami po tym
          jak siegneli w koncu
          po tytuł mistrza NBA!
          A jakby dodac do tego fakt ze Jordan przez caly okres swojej swietnosci byl
          krolem strzelcow a w z playoff
          ma lepsza srednia niz z sezonu zasadniczego w karierze to ja nie mam
          watpliwosci kto jest najlepszym zawodnikiem
          w historii!!!


          a teraz moze najwazniejszy powod dlaczego ludzie uiewlbiaja Majkela a
          mianowicie za jego niesamowite akcje dajace zwyciestwo
          druzynie! Gdzie zwykly czlowiek jak patrzy na to, na stres jaki zwiazany jest z
          gra to nie wie czy wogole bylby w stanie zlapac
          pilke nie mowiac o trafieniu do kosza a co robi Majkel ? Po prostu trafia i
          wygrywa ! w tych decydujacych momentach!
          Ma jeden rzut i ten jeden rzut wykorzystuje i to w najwazniejszych momentach
          gdy gra sie o mistrzostwo!

          A czy słyszelismy o tym ze Chamb w decydujacych momentach zachowal zimna krew i
          dzieki niemu druzyna wygrala
          juz nie mowie o zdobyciu mistrzostwa ale czy slyszelimy o jakis swietnych
          akcjach w koncowkach ?
          otóż nie! A raczej na odwrot raczej slyszelismy o Havlicku ktory mial
          przechwyt w decydujacym momencie
          i gdy Boston wygral w siodmym meczu 110-109 z Philadelphia tak tak ! Phila
          zaliczyla strate i przegrala!

          tak na marginesie to nie zawsze bylo tak ze Boston stawal na drodze Wiltowi do
          mistrzosta bo w 61 Phila odpadla z syracuse
          a w 63 wogole Witl nie gral w play off a od 70 roku przegrali z NEW York i z
          Milwakue

          generalnie sprawa wyglada tak ze Chamb najwieksze swoje osiagniecia mial w
          pierwszej czesci kariery
          kiedy ewidentnie dominowal fizycznie w lidze i obrona byla duzo slabsza niz
          obecnie a druzyny rzucaly srednio 20pkt
          wiecej niz obecnie!
          nastepnie aby zdobyc cos poza indywidualnymi trofeami musial z nich zrezygnowac
          aby mu sie udalo dwa razy
          zostac mistrzem NBA przypomnijmy ze w tym czasie jeszcze mistrzami zostawaly
          druzyny Mliwakue, New York i Bostonu
          Nie znane mi sa przypadki aby Chamb wspanialymi akcjami prowadzil druzyne do
          zwyciestw co wiecej musial
          raczej zrezygnowac z krola strzelcow aby jego druzyna wygrywala mistrzostwo!

          z drugiej strony mamy MJ 10 krotnego krola strzelcow 6 krotenego mistrza NBA a
          i co smieszniejsze
          z najwyzsza srednia z kariery ! ktory całą kariere gral na równym najwyzszym
          poziomie! bez zadnych
          dodatkowych poswiecen dla dobra druzyny itp. tlumaczeń! po prostu MJ zawsze byl
          krolem strzelcow i to
          w czasach gdy obrona osiagnela rozmiary niespotykane do tej pory on zawsze byl
          na czele ! ale to
          byłoby nic nie warte gdyby nie fakt założenia dynastii w NBA i 6 tytułów
          mistrzowskich ale i to byłoby
          bez znaczenia gdyby nie to ze numerem jeden w tych zwyciestwach był MAJKEL
          JORDAN 6 - krotny MVP finałów!

          Juz na marginesie tylko wspomne ze MJ pokazal rowniez ze nie trzeba byc
          olbrzymem jak Chamberline czy
          Jabarr ewentualnie nie najnizsi Russell czy Magic aby rzadzic w NBA ! Wystarczy
          być troche wyższym facetem
          nie majacym nawet 2 metrow i latac pod i nad koszem !!!!
          Nie trzeba miec 218 cm aby byc najlepszym wytarczy byc zwinnym,skocznym,
          szybkim i skutecznym.


          Podsumowując porównanie Wilta Chamberlaina i MJ-a

          Wg. mnie bezsporne jest to iż Chamberlain duzo bardziej rządził indywidualnie w
          lidze na początku
          niż MJ ale uwazam ze mial po prostu duzo łatwiej niz Majkel ! Ale liczby są
          liczbami ! 100 pkt w meczu
          triple double - double robią wrażenie ! ale musimy pamietać ze to są
          osiągnięcia indywidualne ktore trwaly jedynie połowe
          kariery a o drugiej połowie to raczej nie ma co dyskutować i fani Chamberlina
          raczej nie lubią o tym wspominać bo
          statystyki punktowe poleciały na łeb na szyje a w ciagu 7 lat Chamb zdobył
          raptem 2 tytuły mistrzowskie.

          O ile ciekawiej i barwniej wyglada kariera Jordana Absolutna dominacja pod
          wzgledem liczby zdobytych punktow w lidze
          dynastia druzynowa i fenomenalna gra w palyoff a przede wszystkim w
          najważniejszych meczach czyli w finale playoff
          Punkty w ostatnich sekundach, a przede wszystkim regularnosć i stały najwyższy
          poziom prowadzący do chyba
          najlepszego konca kariery w 98 roku jaki mozna sobei wyobrazić!

          Jezeli ktos woli indywidualne statystyki bedzie wolał Chamberlaina, jeżeli ktoś
          woli efektowne akcje to wybierze Cartera,
          ale jeżeli ktoś woli najskuteczniejszego gracza w lidze, który jako lider
          prowadzi regularnie swój zespół do zwycięstwa w NBA
          to wybierze Jordana bo nie ma w historii zawodnika który tak dominowałby w
          zdobyczach punktowych indywidualnie
          i jednocześnie zdobyłby tak dużo drużynowo!

          • Gość: nathan Re: A jednak nie! To Wilt był najlepszy :-) IP: *.acn.waw.pl 07.02.02, 01:43
            Toms, zapomnałeś o najważniejszej sprawie. Wilt Chamberlain rzeczywiście miał
            najlepsze statystyki indywidualne, których już chyba nikt nie pobije. Jedną
            miał najważniejszą i trzymał równy poziom przez całą karierę. A mianowicie
            przez cały okres swojej gry zaliczył 20.000 (sic!) panienek!!!
            Tu nie odpuszczał aż do końca i nawet, co miał w zwyczaju, nie ustąpił na
            rzecz drużyny.
            To jest ta liczba, która robi go największym w historii :-)))))).
            Policzmy; Grał 14 sezonów czyli wychodziło jakieś 1429 panienek w sezonie; Nie
            wiem ile trwał sezon w ciągu roku, więc w takim razie policzę tyle ile teraz
            trwa (a napewno trwał krócej ponieważ było mniej drużyn) czyli 8 miesięcy.
            1429 podzielić na 8 wychodzi 178.6 i to przez, no powiedzmy 30 (dni w
            miesiącu) wychodzi prawie 6!!!
            Sześć lasek dziennie!!!
            Czyż to nie jest marzenie każdego młodego adepta koszykówki?! :-)) Ależ on
            miał życie! No poprostu bajka.
            Strzelał sześć goli, a potem jeszcze grał mecze gdzie rzucał po 100 punktów!
            Skąd on brał siłę?! Naprawdę był nie zły. Casanova przy nim to wakacyjny
            podrywacz. Że żadnej choroby przy tym chłopina nie złapał?
            Spójrzmy w takim razie na Michaela? Wypada bladziutko. 12 lat z jedną. I już
            na stare lata miał przymierzać się do bicia rekordu, to wziął i się pogodził!
            No co za gamoń. :-)))).


            Pzdr.



          • reggie Re: Majkel najlepszym graczem w historii cz3 07.02.02, 01:58
            Jezu toms....
            Masz obsesję już, postępujacą wielkimi krokami. Otwieram kolejny wątek i co
            widzę? Znowu o Jordanie, tezy rodem z gestapowskich pseudo badań nad długością
            nosa żyda, że tak się wyrażę.
            To nie jest tak,że się do ciebie przyssałem, ale znowu robisz swoje toms.
            Denerwujesz ludzi.
            • Gość: toms Re: Majkel najlepszym graczem w historii cz3 IP: *.cu.com.pl 07.02.02, 09:02
              > Znowu o Jordanie, tezy rodem z gestapowskich pseudo badań nad długością
              > nosa żyda, że tak się wyrażę.

              Teraz to juz przegiąłeś ! Co ty wiesz o gestapo ? Co ?
              Co wiesz o męczarniach ludzi jakie były sprawką Gestapo? byłes w alei Szucha?

              Wogóle co to za porownania mojego wywodu o Jordanie do chyba najwiekszej zbrodni
              w historii jaką dokonały Hitlerowskie Niemcy!

              reggie przepraszam cię ale ty sobie poczytaj pare książek o faszyzmie, o gestapo,
              o holocauscie, o obozach zagłady, odwiedz sobie pare miejsc i porozmawiaj z
              nielicznymi osobami ktore przeżyły to piekło a odechce ci sie takich beztroskich
              i kretynskich porównań!!!

              to wszystko co mam do powiedzenia na temat twojego komentarza i wiecej juz nic
              nie powiem na ten temat !


              • reggie Re: Majkel najlepszym graczem w historii cz3 07.02.02, 12:47
                NA SIŁĘ UDOWADNIASZ JAKIEŚ ABSURDY, TEZY NIEPRAWDZIWE W MOIM MNIEMANIU. TO
                MIAŁEM NA MYŚLI. A O ALEI SZUCHA WIEM CHYBA TROCHĘ WIĘCEJ OD CIEBIE, NA PEWNO
                ZASKOCZYŁYBY CIĘ MOJE PRYWATNE ZBIORY O TEMATYCE FASZYSTOWSKIEJ.
                FINE.
                • Gość: nathan Re: Majkel najlepszym graczem w historii cz3 IP: *.acn.waw.pl 07.02.02, 13:03
                  Przepraszam, na jaki temat jest to forum? Czyż nie koszykówka. Czyż nie każdy
                  może pisać sobie to co mu się podoba? Mnie osobiście toms nie nudzi i to co
                  pisze to nie absurdy, przynajmniej nie dla wszystkich.
                  Przecież jeżeli Ci się nie podoba reggie to wcale nie musisz czytać. Jaka siła
                  pcha Cie do kliknięcia na temacie postu który pisze toms, skoro wiesz o czym
                  bedzie mowa? Wiem, że pokusa jest duża ale nie miej pretensji potem do autora.
                  Forum jest publiczne i każdy ma prawo się wypowiedzieć. Jeżeli idąc tym tropem
                  to nawet pisać bzdury (co czyni wielu). Gdyby robił to profesjonalny
                  dzinnikarz i to nie anonimowo to miałbyś prawo go ganić. A tak, mamy wolność i
                  każdy pisze co mu się podoba. A, że wciąż temat ten sam? Widocznie rozpala
                  serca kibiców. :-)))))))


                  Pzdr.
                • Gość: toms Re: Majkel najlepszym graczem w historii cz3 IP: *.cu.com.pl 07.02.02, 15:20
                  reggie napisał(a):

                  > NA SIŁĘ UDOWADNIASZ JAKIEŚ ABSURDY, TEZY NIEPRAWDZIWE W MOIM MNIEMANIU. TO
                  > MIAŁEM NA MYŚLI.

                  Je je je reggie! sila twoich argumentow powaliła mnie z nóg! kazdy twoj post jest
                  pelen koszykarskich tresci ! tak reggie! przekonales mnie ! slusznei zwrociles
                  uwage na bledy w moim rozumowaniu ! twoja przenikliwa analiza wykazala pelno
                  niescislosci w calym moim wywodzie! twoje celne uwagi uswiadomily mnie ze jestem
                  w błędzie! twoja konstruktywna krytyka jest wprost nieoceniona!
                  tak tak masz racje to są Absurdy !!! :-)))
                  i chce ci podziekowac ze mnie zawrociles z błędnej drogi! i miałeś dla mnie
                  cierpliwość!

                  a tak na serio to moze zacznij pisac o baskecie!
                  • reggie MJ najlepszy? Chyba nie.... 07.02.02, 21:09
                    Przecież wciąż piszę toms, piszę. Rozumiem,że nie przekonałem cię moim krótkim
                    stwierdzeniem o absurdach, nie miałem nawet jednak takowego zamiaru. Po co
                    wyjaśniać komus coś, co i tak zostanie odrzucone, jesteś nie dość, że
                    monotematyczny, to jeszcze natrętny.
                    Rozumiem, że topubliczne forum i kazdy moze coś pisać, ale kwestia tego kto
                    lepszy została już chyba wyjaśniona, nie udowodniłes niczego w trakcie owej
                    dyskusji, więcej, twoje argumenty za każdym razem zostały zbite przez jednego
                    Wilta.
                    Rozumiem,że ten wątek to taka mała zemsta i retrospekcja z twojej strony,
                    dostrzegam wiele informacji przytoczonych wcześniej przez Wilta, które sobie
                    odwróciłeś, albo przejąłeś jako własne teorie dowodzące twojej głownej tezie.
                    Dlatego dobrze, mówiłem już wcześniej, pisz sobie wciaż o jednym, natomiast nie
                    dziw się, jak czasem coś dopiszę, bo nerwy ludzkie też nie są ze stali w końcu.
                    A to chyba jest forum publiczne, więc mam prawo do wtrącenia tego i owego.
                    Dyskusja z fanatykami, względnie z osobami niewyuczalnymi i niereformowalnymi
                    jest bardzo utrudniona, dlatego nie będę z tobą wchodził w jakieś techniczne
                    szczegóły nt Jordan-Chamberlain, bo chyba wszystko to, co chciałem o tym
                    przeczytać zostało już wczesniej na tym Forum napisane.
                    Lączę należne wyrazy szacunku toms!
                    • Gość: toms Re: MJ najlepszy? Chyba nie.... IP: *.pl 07.02.02, 21:42
                      reggie napisał(a):

                      > Przecież wciąż piszę toms, piszę. Rozumiem,że nie przekonałem cię moim krótkim
                      > stwierdzeniem o absurdach, nie miałem nawet jednak takowego zamiaru. Po co
                      > wyjaśniać komus coś, co i tak zostanie odrzucone, jesteś nie dość, że
                      > monotematyczny, to jeszcze natrętny.
                      > Rozumiem, że topubliczne forum i kazdy moze coś pisać, ale kwestia tego kto
                      > lepszy została już chyba wyjaśniona, nie udowodniłes niczego w trakcie owej
                      > dyskusji, więcej, twoje argumenty za każdym razem zostały zbite przez jednego
                      > Wilta.

                      Reggie przeciez ja nigdy przedtem nie dyskutowałem z Wiltem na temat Jordana
                      contra Chamberlain?
                      Co wiecej Wilt dopominal si eu mnie o tego posta :-))

                      > Rozumiem,że ten wątek to taka mała zemsta i retrospekcja z twojej strony,
                      > dostrzegam wiele informacji przytoczonych wcześniej przez Wilta, które sobie
                      > odwróciłeś, albo przejąłeś jako własne teorie dowodzące twojej głownej tezie.
                      > Dlatego dobrze, mówiłem już wcześniej, pisz sobie wciaż o jednym, natomiast nie
                      >
                      > dziw się, jak czasem coś dopiszę, bo nerwy ludzkie też nie są ze stali w końcu.

                      Oki ja rowniez zgadzam sie ze mozemy pisac ale o baskecie jakies argumenty jakies
                      wnioski itp itd a nie ze "piszesz bzdury koniec kropka"


                      > Lączę należne wyrazy szacunku toms!

                      Uprzejmie dziękuje :-)
                    • Gość: nathan Re: Szczudło najlepszy? Chyba nie.... IP: *.acn.waw.pl 08.02.02, 03:43
                      reggie napisał(a):

                      > Przecież wciąż piszę toms, piszę. Rozumiem,że nie przekonałem cię moim krótkim
                      > stwierdzeniem o absurdach, nie miałem nawet jednak takowego zamiaru. Po co
                      > wyjaśniać komus coś, co i tak zostanie odrzucone, jesteś nie dość, że
                      > monotematyczny, to jeszcze natrętny.
                      > Rozumiem, że topubliczne forum i kazdy moze coś pisać, ale kwestia tego kto
                      > lepszy została już chyba wyjaśniona, nie udowodniłes niczego w trakcie owej
                      > dyskusji, więcej, twoje argumenty za każdym razem zostały zbite przez jednego
                      > Wilta.



                      Przepraszam, kwestia kto jest lepszy została wyjśniona, tak? Hmm......
                      Przez kogo jeżeli można zapytać? Bo chyba nie przez piszących na tym forum.
                      Ok. Jeżeli już twierdzisz, że Wilt Chamberlain jest the best of the best to
                      rozumie się samo przezsię, że powinien być bardzo popularny i znany, nie
                      prawdasz?
                      Spójrzmy w takim razie jakie są fakty i przytoczmy wyniki ankiety
                      przeprowadzonej przez nba.com (serwis poświęcony koszykówce, więc odwiedzajcy
                      go, to ludzie interesujący się tą dyscypliną gry)
                      Pytanie brzmiało: "Let's play word association. When we say Philadelphia, you
                      say ..."

                      Odpowiedzi do wyboru:
                      -Wilt Chamberlain
                      -Julius Erving
                      -Allen Iverson
                      -Cheesesteak
                      -Rocky Balboa
                      -Declaration of Independence
                      -Liberty Bell
                      -Benjamin Franklin

                      Wyniki:
                      -Allen Iverson 46%
                      -Julius Erving 20%
                      -Cheesesteak 14%
                      -Wilt Chamberlain 6%
                      -Rocky Balboa 6%
                      -Declaration of Independence 4%
                      -Liberty Bell 3%
                      -Benjamin Franklin 1%

                      Total Responses: 51669

                      Wielki Wilt Chmberlain przegrał nawet ze stekiem z serem (powiem szczerze, że
                      sam bym to wolał) :-))), a idzie łeb w łeb z włoskim Ogierem. Ale tych 6% to
                      naprawdę się nie spodziewałem. Nie kojarzą chyba gościa.
                      Jak zobaczyłem wyniki to poprostu wymiękłem.


                      Pzdr.


                • Gość: easy79 Re: Majkel najlepszym graczem w historii cz3 IP: *.waw.cdp.pl 07.02.02, 18:32
                  Reggie, z tego co widzę to Toms niczego na siłe nie udawadnia tylko podpierając
                  sie danymi, statystykami itp stara się przedstawić swoje zdanie (skądinąd
                  zgodne z moim). Robi dokładnie to samo co tak często przez Ciebie cytowany
                  Wilt. Wychodzi więc na to że gdy czyjaś opinia jest zgodna z Twoją to jest ok,
                  uznajesz to za rzeczową i merytoryczną wypowiedz. Natomiast gdy nie jest po
                  Twojej myśli to już okazuje się że jest to na siłe udawadniana, błędna teza.
                  Dla mnie jest to nie bardzo fair.

                  Pozdr.
                  • reggie Re: Majkel najlepszym graczem w historii cz3 07.02.02, 21:14
                    Easy, zobacz, jak on to wszystko od Wilta wziął, nawet te składy z lat 70tych,
                    te nazwiska, o których nie wiedział może nawet wcześniej. Poprzekręcał,
                    namieszał i wyszło coś takiego.
                    Z Twoim zdaniem się zgadzam, należy na równi traktować merytoryczne opinie, ale
                    tylko merytoryczne w stopniu mniej więcej równym. Wilt powinien dostać jakieś
                    odszkodowanie za zerżnięcie wszystkich danych przez tomsa, jakieś tantiemy od
                    dochodu, czy coś innego.
                    Jeżeli dla mnie sprawa jest jasna, dla Ciebie Easy też i podejrzewam,że dla
                    innych, po co znowu ten temat drąży, po to, żeby denerwować porządnych ludzi.
                    Pzdr.
                    • Gość: toms Re: Majkel najlepszym graczem w historii cz3 IP: *.pl 07.02.02, 21:37
                      reggie
                      czy byles na stronach o Wilcie Chamberlain ktore podawal Wilt?
                      widze ze nie byles bo piszesz takie rzeczy otóż praktycznie cała argumentacja
                      Wilta jest zerżnięta z tych stron szczególnie z jednej !
                      to nie są pomysły i argumenty Wilta to są zerżniete argumenty jakiegos goscia
                      ze strony internetowej niemalze słowo w słowo ! poczytaj to sobie ....
                      znajdziesz tam 95% tekstow ktore tu Wilt serwuje !

                      co do mojej argumentacji to powiem ci tak ze cala dyskusja musi sie toczyc o
                      latach 90-ych i 60-ych bo porownujemy gracyz z tych dwóch epok natomaist to co
                      liczb to ci szczerze powiem ze wpierw naczytalem sie na tym forum ze Wilt to
                      skarbnica statystyk i tyle liczb podaje ale tak czytalem i czytalem i za bardzo
                      nie moglem trafic na te liczby
                      powiedzialbym ze raczej w niewielu postach je umieszcza
                      ale w zasadzie reggie o czym my dyskutujemy powiedziales sam przeciez ze nie
                      chcesz ze mna na ten temat dyskutowac
                      rozumiem ze czekasz na wypowiedz Wilta aby moc powiedziec: "Brawo Wilt ja tez
                      tak uwazam , wpelni sie z tobą zgadzam ..."
                      to poczekajmy :-)
                      • reggie Re: Majkel najlepszym graczem w historii cz3 08.02.02, 12:14
                        Jasne,że byłem. Ale jest różnica między podparciem się statystykami, a ich
                        przetwarzaniem na swoją korzyść. Nie będę się pod nikim podpisywał, bo sam wiem
                        co mam mysleć i wyrażam to!
                        Cieszę się tylko niezmiernie,że taki zatwardziały fan MJ wszedł na strony o
                        Chambie, nie podejrzewałem cię o to, teraz wnikliwie postudiujmy je i może
                        wyniesiemy jakieś koryści, wiedzę?
                        • Gość: toms Re: Majkel najlepszym graczem w historii cz3 IP: *.cu.com.pl 08.02.02, 13:07
                          reggie napisał(a):

                          > Jasne,że byłem. Ale jest różnica między podparciem się statystykami, a ich
                          > przetwarzaniem na swoją korzyść. Nie będę się pod nikim podpisywał, bo sam wiem
                          >
                          > co mam mysleć i wyrażam to!
                          > Cieszę się tylko niezmiernie,że taki zatwardziały fan MJ wszedł na strony o
                          > Chambie, nie podejrzewałem cię o to, teraz wnikliwie postudiujmy je i może
                          > wyniesiemy jakieś koryści, wiedzę?

                          stanowczo mnie nie doceniasz :-)
                          ale irytuje mnie strasznie ze z jednej strony mowisz iz nie bedziesz ze mna
                          polemizowal a z drugiej strony w kazdym twoim mailu znajdują sie bezpodstawne,
                          nie poparte ani jednym chocby najmniejszym argumentem tezy ze to co napisałem to
                          są absurdy, zonglowanie faktami, przeinaczanie czyichś twierdzeń, korzystanie z
                          argumentow innych, wypaczanie statystyk!
                          Na zasadzie obrzucania blotem i a noz cos sie jednek do mnie przyklei :-)
                          Uważam ze jest to bardzo nieeleganckie ! żeby sobei uzmyslowic jak nieeleganckie
                          to sobei reggie przypomnij wystapienie jednego polityka w sejmie ostatnimi czasy
                          ...:-)
                    • Gość: toms Re: Majkel najlepszym graczem w historii cz3 IP: *.cu.com.pl 08.02.02, 12:22
                      wiesz co Reggie sprobuj znależć w sieci informacje na temat ile meczy w sezonie
                      np. 1957/58 konczylo sie wynikami ze suma punktow byla wieksza niz 250pkt ? to
                      moze docenisz to co napisalem...
      • Gość: Matt Re: Majkel najlepszym graczem w historii IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.02.02, 22:21
        Mi wystarcza argument, ze zdobyl tytul krola strzelcow i tytul najlepszego
        obroncy ligi w jednym sezonie. Jesli chodzi o porownania dawnych graczy z
        aktualnymi oraz np centrow z rozgrywajacymi to nie jestem zwolennikiem tego
        typu porownan. Statystykami nie da sie w czasie poslugiwac. Gracze na roznych
        pozycjach osiagaja rowniez inne wyniki.
        • Gość: Kosa Re: Majkel najlepszym graczem w historii IP: *.acn.waw.pl 07.02.02, 21:30
          Kombinujecie, że to Wilt był najlepszym koszykarzem w historii. Świat twierdzi ,
          że to inny zawodnik ale my w Polsce wiemy lepiej!?
          Pozdrawiam.
          PS.O przerwaniu tego niekończącego się wątku nawet nie marzę.
          • reggie Re: Majkel najlepszym graczem w historii 08.02.02, 12:17
            Nigdy nie lubiłem takich uogólnień, typu wszyscy twierdzą, a teraz nawet "świat
            twierdzi". To nieprawda. Jaki swiat?Jedym głosem świat stwierdził? Nie
            słyszałem, jak tak mówił.
            Zamiast podpierać się obiegowymi opiniami, czas odwiedzić kilka stro o Wilcie,
            wreszcie zaznajomić się z jego dokonaniami i przyrównać do tych Jordana. Po
            wykonaniu tego przeze mnie doszedłem do jednego trafnego wniosku. To Wilt był
            lepszym zawodnikiem.
            • Gość: Kosa Re: Majkel najlepszym graczem w historii IP: *.acn.waw.pl 08.02.02, 12:43
              Czy poza tym forum, gdzieś jeszcze Kolega zasięga informacji, jeśli nie to
              zachęcam, nie będziesz się wtedy dziwić. Chyba ,że wierzysz w moc sprawczą
              własnych słów?
              Pozdrawiam.
              • reggie Re: Majkel najlepszym graczem w historii 08.02.02, 15:40
                Jasne, espn, sportingnews, cnnsi i parę innych, też polecam, razem z zimnymi
                okładami i częstszymi spacerami koledze.
                W moc swoich słów dobrze jest wierzyć, to pomaga w zyciu.
                • Gość: Kosa Re: Majkel najlepszym graczem w historii IP: *.acn.waw.pl 08.02.02, 19:47
                  Podaj mi jedno miarodajne żródło, które informuje, że ktoś inny a nie MJ był
                  najlepszym koszykarzem w historii.Oczywiście chodzi mi o informacje publikowane
                  po 1996 roku.
                  Pozdrawiam.
                  • reggie Re: Majkel najlepszym graczem w historii 08.02.02, 22:32
                    Jedno miarodajne zródło mam podać? Pytanie do tego postawione w tonacji jakiejś
                    takiej niesympatycznej. Sam sobie kolego poszukaj, archiwa felietonów i
                    relacji na sportingnews są tak przepastne, ze z pewnością pogłębisz swoją
                    wiedzę i nie będziesz zadawał jakichś pytań. Poczytaj sobie
                    wypowiedzi "miarodajnych" chyba też innych koszykarzy NBA, np. Bird, Stockton,
                    oni dokładnie mówią, kto był najlepszy. Aha, poczytaj także wypowiedzi Chucka i
                    Magica.Dziennikarze raz, gracze dwa, czytałem kiedyś ciekawy wywiad z
                    Auerbachiem na ten temat.
                    Ale wg ciebie to nie są pewnie miarodajni ludzie?
                    Poszukaj sobie kochasiu, poszukaj, w życiu nie dostaniesz wszystkiego na
                    talerzu, pamiętaj...
                    Po poszukaniu proszę o komentarz, jeżeli nie wymagam czasem za dużo.
                    • Gość: nathan Re: Majkel najlepszym graczem w historii IP: *.acn.waw.pl 09.02.02, 13:25
                      Reggie o czym ty mówisz? Przecież nawet kopiowałem teksty, a ty ciągle
                      powtarzasz, żeby szukać. Ale co? opinie, których nie ma? A nawet jak są to w
                      mniejszości. I tak jak mówię kazdy ma prawo do swoich ocen, ale przy tym nie
                      można ujmować komuś innemu.
                      Wiesz czym się różnimy?
                      Ja mówię, że MJ to koszykarz wszech czasów, a Wilt jest wybitnym, powtarzam
                      wybitnym (nie o każdym tak można powiedzieć) graczem ale troszeczkę za
                      Jordanem. (wg. mnie)
                      A ty mówisz, że Wilt to gracz wszech czasów, ale Michael to już cienki bolek,
                      który tak naprawde nic nie udowadnia i gracz taki jakich wielu. To jest świat
                      wg. reggiego. Wydaję mi się mocno wypaczony.
                      Mówisz o Birdzie, Stocktonie. Proszę przytocz chodz jeden ich cytat o tym jak
                      oni mówią. Stocktonowi to się to bym się nawet nie dziwił jak by tak mówił :-
                      )))) (Jak by mi ktoś sprzątnął z przed nosa rzecz, o której śniłem po nocach i
                      całe życie harowałem na nią, też bym się wkurzył nieziemsko. Przez usta jego
                      nazwisko by mi nie przeszło, a co dopiero wymieniać go jako najlepszego :-) ).
                      Bird? Ja słyszałem jak mówił coś innego niż ty.
                      Auerbach. Wiadomo, to były jego czasy i gość daży je sentymentem. Siedział tam
                      wtedy "w środku", żył tym, to były jak podejrzewam najlepsze lata jego życia.
                      Więc osobiście nie zdziwiłbym się jak by tak mówił, ale napewno nie była by to
                      ocena jednoznaczna i ostateczna. Jeżeli miałbyś zapytać o to Phila Jacksona
                      (już teraz głosy są takie, że jest chyba lepszy od Auerbacha) to już byś
                      usłyszał inną opdpowiedz. Co innego wiedza i czytanie, a co innego przeżycie.
                      Tak jak Dennis Rodman, którego pytali kto jest lepszym terenerm, Phil czy
                      Chuck Daly? On powiedzał, że Phil może i jest lepszy, ale dla niego to Chuck
                      Daly jest jego ojcem i numerem jeden. Jak mówi, "Bad Boys" to była jego
                      rodzina i czuł się jak u swoich, a w Bykach był tylko koszykarzem i wykonywał
                      swoją pracę. Inne więzi emocjonalne i automatycznie inne skojarzenia.( to że
                      tak mówił możesz przeczytać w jego książce "Zły do szpiku kości").


                      Pzdr.
                      • Gość: nathan Re: Majkel najlepszym graczem w historii IP: *.acn.waw.pl 09.02.02, 13:34
                        Chciałem cie jeszcze odesłac do artykułu w jednej z najpoważniejszych gazet w
                        Ameryce, Washington Post. Artykuł "One Win, Unlimited Possibilities" Michaela
                        Wilbona

                        Ale co z tego jak ty i tak podważysz to wszystko i powiesz, że pisał to jakiś
                        nieudacznik :-)))).

                        Pzdr.
                    • Gość: LB Re: Majkel najlepszym graczem w historii IP: 217.11.142.* 12.02.02, 14:40
                      reggie napisał(a):

                      > Poczytaj sobie
                      > wypowiedzi "miarodajnych" chyba też innych koszykarzy NBA, np. Bird, Stockton,
                      > oni dokładnie mówią, kto był najlepszy. Aha, poczytaj także wypowiedzi Chucka i
                      > Magica.

                      Chętnie bym przeczytał te wypowiedzi tych koszykarzy na temat tego kto był
                      najlepszy. Możesz je przytoczyć?
                      Tylko nie zasłaniaj się tym, że mam ich sam gdzieś szukać, bo tak to każdy może
                      napisać: "Charles powiedział, ze najlepszym koszykarzem jest Tiger Woods, a jak
                      nie wierzycie, to sobie sami poszukajcie".
                      Ja mogę Ci przytoczyć, jeżli nie wiesz, co powiedział Larry Bird po meczu w
                      którym MJ rzucił im 63 ptk. I do kogo porównał Michaela Jordana.
                      Dodam, że było to na początku kariery Jordana. Jordan dostarczył póżniej wielu
                      dowodów, żeby utwierdzić Larrego w jego przekonaniu ;-)

                      Pzdr,
                      LB
                    • Gość: Wilt Do Reggiego IP: 195.117.2.* 12.02.02, 16:20

                      Reggie, mam małą radę; nie angażuj się w wymianę cytatów o Jordanie. Przecież
                      wiadomo, że miał - i niestety w dużej mierze wciąż ma - za sobą większosć opinii,
                      co jego fani mogą z lubością przytaczać (choć tu też sprawa nie jest tak prosta;
                      przytaczałem kiedyś w jednej z moich polemik różne opinie wielkich NBA na ten
                      temat; kto chce, może poszukać, albo później przypomnę sobie dokładnie, gdzie to
                      było). Natomiast inna sprawa, kiedy wyzywa się fanów MJ na pojedynek na argumenty
                      merytoryczne; wtedy nie musisz się już denerwować; na ogół oni to robią. ;-) I Ty
                      też staraj się nie schodzić na cytaty, które w dodatku niektórzy (dziwię się, że
                      jeszcze z nimi rozmawiasz), starają się dobrać umyślnie złośliwe, żeby Ciebie z
                      kolei zdenerwować.
                      Ale nie mogę oprzeć się pokusie podrzucenia Ci na razie przynajmniej jednego
                      maleńkiego cytaciku; otóż Phil Jackson przyznał ( nawet za skromnie), że jest dla
                      niego nie do pomyślenia, żeby stawiał się w jednym rzędzie z Auerbachem i innymi
                      wielkimi coachami z przeszłości. I tyle.
                      Pzdr
                    • Gość: easy79 Re: Majkel najlepszym graczem w historii IP: *.waw.cdp.pl 12.02.02, 18:17
                      reggie napisał(a):

                      > Jedno miarodajne zródło mam podać? Pytanie do tego postawione w tonacji jakiejś
                      >
                      > takiej niesympatycznej. Sam sobie kolego poszukaj, archiwa felietonów i
                      > relacji na sportingnews są tak przepastne, ze z pewnością pogłębisz swoją
                      > wiedzę i nie będziesz zadawał jakichś pytań. Poczytaj sobie
                      > wypowiedzi "miarodajnych" chyba też innych koszykarzy NBA, np. Bird, Stockton,
                      > oni dokładnie mówią, kto był najlepszy. Aha, poczytaj także wypowiedzi Chucka i
                      >
                      > Magica.Dziennikarze raz, gracze dwa, czytałem kiedyś ciekawy wywiad z
                      > Auerbachiem na ten temat.
                      > Ale wg ciebie to nie są pewnie miarodajni ludzie?
                      > Poszukaj sobie kochasiu, poszukaj, w życiu nie dostaniesz wszystkiego na
                      > talerzu, pamiętaj...
                      > Po poszukaniu proszę o komentarz, jeżeli nie wymagam czasem za dużo.

                      Reegie tym razem kulą w płot. Zarówno Bird jak i Magic wielokrotnie podkreślali
                      że MJ jest najlepszym koszykarzem jakiego kiedykolwiek widzieli. Magic bodajże w
                      trakcie olimppiady w Barcelonie tak właśnie powiedział o Jordanie. Bird z kolei
                      już wcześniej powiedział słowa o których wspomina LB. Co do miarodajnych
                      wypowiedzi to są dziesiątki trenerów, koszykarzy i dziennikarzy którzy właśnie
                      Jordana stawiają na pierwszym miejcsu. Też mógłbym powiedzieć poczytaj sobie. Ale
                      mija się to z celem ponieważ Ty tego starasz się nie dostrzegać. Nie wiem gdzie
                      cztałeś wypowiedzi Auerbacha ale przy okazji ja czytałem kiedyś (uprzedzę że nie
                      pamiętam gdzie; było to w prasie) że gdyby miał wybierać kogoś to z dwójki Wilt,
                      Jordan, ze wskazaniem na MJ. Uzasadniał to tym że koszykówka idzie do przodu,
                      podobnie jak umiejetności koszykarzy:)

                      Pozdr.

                      • Gość: Wilt Re: Majkel najlepszym graczem w historii IP: 195.117.2.* 12.03.02, 08:28
                        Gość portalu: easy79 napisał(a):

                        > Reegie tym razem kulą w płot. Zarówno Bird jak i Magic wielokrotnie podkreślali
                        >
                        > że MJ jest najlepszym koszykarzem jakiego kiedykolwiek widzieli. Magic bodajże
                        > w
                        > trakcie olimppiady w Barcelonie tak właśnie powiedział o Jordanie. Bird z kolei
                        >
                        > już wcześniej powiedział słowa o których wspomina LB. Co do miarodajnych
                        > wypowiedzi to są dziesiątki trenerów, koszykarzy i dziennikarzy którzy właśnie
                        > Jordana stawiają na pierwszym miejcsu. Też mógłbym powiedzieć poczytaj sobie. A
                        > le
                        > mija się to z celem ponieważ Ty tego starasz się nie dostrzegać. Nie wiem gdzie
                        >
                        > cztałeś wypowiedzi Auerbacha ale przy okazji ja czytałem kiedyś (uprzedzę że ni
                        > e
                        > pamiętam gdzie; było to w prasie) że gdyby miał wybierać kogoś to z dwójki Wilt
                        > ,
                        > Jordan, ze wskazaniem na MJ. Uzasadniał to tym że koszykówka idzie do przodu,
                        > podobnie jak umiejetności koszykarzy:)
                        >
                        > Pozdr.
                        >

                        Easy, a ja czytałem (patrz też post do Kosy) inne wypowiedzi zarówno innych
                        wielkich, jak i tych, o których mówisz. Tu przypomniałem sobie kolejną wypowiedź,
                        o której do Kosy nie napisałem; Magic za największego koszykarza przeciw któremu
                        grał uważał Birda... W przypadku Birda, Magica czy Barkleya można znaleźć cytaty
                        za i przeciw pierwszeństwu Jordana, w przypadku Chamberlaina, Russella i
                        Robertsona - już tylko przeciw, co musi zastanawiać, niezależnie od tego, że -
                        przyznaję - większosć graczy i tak była za MJ, choć znacznie mniejsza niż
                        większosć fanów. Co do Auerbacha, nic dziwnego, że niżej od MJ stawia Wilta (z
                        którym zresztą się nie lubili), bo od początku nad Wilta przedkładał również
                        Russella. Natomiast ja mam jego wypowiedź, w której twierdzi, że po zastanowieniu
                        doszedł do wniosku, że największym koszykarzem, który kiedykolwiek założył
                        koszulkę, był Bird.

                        Pzdr
          • Gość: Wilt Re: Majkel najlepszym graczem w historii IP: 195.117.2.* 12.03.02, 08:17
            Gość portalu: Kosa napisał(a):

            > Kombinujecie, że to Wilt był najlepszym koszykarzem w historii. Świat twierdzi
            > ,
            > że to inny zawodnik ale my w Polsce wiemy lepiej!?
            > Pozdrawiam.
            > PS.O przerwaniu tego niekończącego się wątku nawet nie marzę.

            W ramach postów zaległych...
            Kosa, "świat wie lepiej" również pod tym względem, że Ludlum i Crichton to
            najlepsi pisarze, a Madonna i Britney Spears to najlepsze piosenkarki - ci
            wszyscy, jak Jordan, najlepiej się sprzedają i królują na listach - ale ja nie
            widzę powodu, żeby zmieniać pod wpływem tego argumentu swoich opinii ani nt.
            literatury, ani muzyki, ani NBA. Po prostu; nie zawsze większość wie lepiej,
            szczególnie porównując wydarzenia których była bezpośrednim świadkiem z
            wydarzeniami, których świadkiem nie była (wiadomo, że większość widziała w akcji
            MJ i dlatego wybierze właśnie jego).
            Aha, i właśnie na świecie - w paru krajach, gdzie trochę dłużej niż u nas
            oglądają NBA, a szczególnie w USA, gdzie oczywiście znajomość ligi jest
            najwyższa - choć obecnie większość opowiada się za MJ, odsetek wybierający
            innych graczy jest wyższy niż u nas. O czym to świadczy - że może jednak wraz ze
            znajomością rzeczy docenianie innych graczy rośnie (aż do – na najwyższym
            poziomie znawstwa - wypowiedzi Wilta, Russella czy Robertsona przeczące temu, że
            Jordan był best ever albo ostrożna wypowiedź Birda, że był w "top 2")? (to też do
            LB; cholera, nie mogłem znaleźć dawnego postu, w których przytaczałem więcej
            takich głosów; to te, które zapamiętałem).Opinie tych graczy możesz oczywiście
            zlekceważyć mówiąc, jak to już bywało na tym forum, że to dlatego, że czują się
            zazdrośni przyćmieniem w opinii publicznej ich i ich epoki przez MJ. Świetna
            metoda; z kolei wypowiedzi Stocktona czy Malone’a – graczy z tej samej epoki –
            zbywa się tym, że wypowiadają się dlatego, że mu zazdroszczą i z nim przegrali;
            gdyby coś podobnego powiedział Kobe czy Shaq, zaraz by znów było, że mu za
            zazdroszczą (ten element się powtarza) i (tu z kolei element zależny od
            wypowiedzi) i że w ich przypadku to oni chcą niezasłużenie przyćmić Wielkiego
            Starego Mistrza (co zresztą wielu fanów Jordana twierdzi i tak, mimo że Shaq i
            Kobe nie dają po temu żadnych powodów!). Dobrej zabawy; w ten sposób unieważnia
            się każdy głos kwestionujący pierwszeństwo MJ i może nie dziwota, że u nawet tak
            zasłużonego na tym forum speca od NBA jak LB wytwarza się przekonanie, że wszyscy
            byli, są i będą za Jordanem, a nieliczni wypowiadający się inaczej muszą mieć po
            temu jakieś niemerytoryczne, osobiste powody – a to wszystko po prostu
            nieprawda,. Nie mówiąc już o tym, że można by wtedy nieśmiało zapytać, czy tacy
            jak ludzie jak Jackson, Pippen, a z drugiej strony Stern i cała machina
            propagandowa rozrastającej się i łaknącej kasy NBA lat 90. nie mieli PRZYPADKIEM
            jakichś osobistych czy osobisto – biznesowych powodów, żeby na best ever kreować
            MJ... To ostatnie dotyczy zresztą także, wbrew pozorom, często również rywali
            Jordana; jak Barkley (który zresztą, jak w wielu sprawach, wypowiada się tu
            różnie, bo słyszałem również stawianie przez niego Jordana za Szczudłem i Big O –
            ale tu skupmy się na jego wypowiedzi uznającej wyższość MJ), który uspokaja sam
            siebie, że w 1993 przegrał, bo MUSIAŁ przegrać z najlepszym graczem wszechczasów.
            Jest to tylko usypianie sumienia, bo ze sportowego punktu widzenia Suns spokojnie
            mogli wtedy wygrać, natomiast zabrakło im twardości i leadership, a to –
            niestety – przede wszystkim wina mojego ulubionego w tamtym pokoleniu Chucka...

            Pzdr


        • Gość: Wilt Re: Majkel najlepszym graczem w historii IP: 195.117.2.* 12.03.02, 08:19
          Gość portalu: Matt napisał(a):

          > Mi wystarcza argument, ze zdobyl tytul krola strzelcow i tytul najlepszego
          > obroncy ligi w jednym sezonie. Jesli chodzi o porownania dawnych graczy z
          > aktualnymi oraz np centrow z rozgrywajacymi to nie jestem zwolennikiem tego
          > typu porownan. Statystykami nie da sie w czasie poslugiwac. Gracze na roznych
          > pozycjach osiagaja rowniez inne wyniki.


          I kolejny post zaległy...
          Matt, skoro jednych nie można porównywać z drugimi, to za najlepszego nie
          powinieneś uważać ANI Wilta ANI Jordana, prawda? Ale skoro dublowanie MVP i
          Defensive Player of The Year ma dla Ciebie decydujące znaczenie, zwracam Ci
          uprzejmie uwagę, że tę drugą nagrodę zaczęto przyznawać dopiero od sezonu 82/83,
          a więc wcześniejsi gracze nie mieli szans na taki dublet, choć zarówno Wilt,
          Russell, jak i młody Kareem zaliczyliby go bez trudu. Ale nawet trzymając się
          obecnej epoki; może w takim razie większą wartość od zdobycia Def. Player i MVP
          sezonu przez Jordana w 1988 miałoby zdobycie przez Olajuwona w 1994 Def. Player,
          MVP sezonu ORAZ mistrzostwa i MVP Finałów? ;-)
      • Gość: Wilt To Chamberlain był najlepszy - cz.1 IP: 195.117.2.* 12.02.02, 12:29
        T: I stało się !!!

        Nareszcie! (czekałem ze 3 tygodnie, jeśli nie dłużej...).

        Dla rozróżnienia, oznaczę twoje wypowiedzi literką „T”.

        T: tym razem ja podam argumenty ktore wg mnie swiadcza o tym iz to MJ a nie
        Chamb
        jest najlepszym graczem w historii. Czytalem sobie dyskusje Zeba i Nathana z
        Wiltem
        i stwierdzilem ze dyskusja dotyczyla porownania MJ i Chamba jedynie w 30 %
        kolejne 30% to
        była dyskusja na temat LAL i kolejne 30% to na temat sentymentow i kto jest
        bardziej
        sentymentalny a ostatnie 10% zostawmy sobie na wzajemne wyzywanie sie od cwokow.

        Cóż za dokładne obliczenia; pogratulować! Pomijając takie nieistotne drobiazgi,
        jak kto pierwszy zaczął komu wyzywać itd., trzeba zauważyć, że tobie co
        najmniej 10% tych postów zajmują wykrzykniki. Ale nawet jeśli podwoisz jeszcze
        ten współczynnik, trzeba zauważyć, że nie podwoi to siły twoich argumentów. Nie
        podwoją jej również twoje późniejsze wypowiedzi, które sprawiają, że piszę tę
        turę odpowiedzi w innym tonie, niż początkowo zamierzałem. Twierdzenie,
        że „zerżnąłem” swoje argumenty w 95% z dwóch z podanych przeze mnie stron, jest
        po pierwsze nieprawdziwe, a pod drugie bezczelne; sam nie korzystałeś pewnie z
        Internetu? W tym właśnie z tych stron? W dodatku dzięki mnie je poznałeś– a
        teraz sam mi zarzucasz korzystanie z nich? W dodatku, kiedy sam przyznałeś się
        do czerpania z argumentów zeba? Poza tym (tu Reggie ma rację) widać było, że
        kiedy z miesiąc temu zacząłeś się o Wilcie wypowiadać, nic nie wiedziałeś na
        temat tamtych lat – nie potrafiłeś odnieść się do nich nawet po nazwiskach
        najlepszych graczy. Zgodnie z zapowiedziami (doceniam to oczywiście; niektórym –
        nie trzeba daleko szukać - wystarczą gołe insynuacje nt. Wilta) przysiadłeś
        fałdów i już coś niecoś kojarzysz; ale nie znaczy to, że masz prawo mówić o
        zrzynaniu argumentów przez kogoś, kto na ten temat odwiedził o jednak o jakiś
        rząd wielkości stron więcej i więcej informacji przestudiował niż ty.
        A jeśli chcesz kontynuować teksty w tym stylu, to może cię poproszę, żebyś
        udowodnił to, przeprowadzając analizę moich postów i wykazując te 95%, które
        miałem z tych stron zerżnąć. Przy okazji możesz też odnieść się do swojego dość
        zaskakującego twierdzenia, że podałem za mało statystyk i porównać, kto z nas
        podał ile (a jeśli ci wciąż będzie mało, to w tej serii postów podaję ich
        całkiem sporo).

        T: ja zamiezam skupic sie na argumentach za MJ i bede sie posilkowal uwazam
        celnymi spostrzezeniami
        zeba ktory uwazam niepotrzebnie dyskutowal jednoczesnie i o MJ i o Shaqu i o
        LAL i jeszcze o paru rzeczach

        To czemu wycofał się z dyskusji, skoro trafił swoimi argumentami tak celnie? ;-)

        T: Wstep!

        Myslac o MJ przede wszystkim uwazam ze jest on graczem ktory potrafil
        jednoczesnie osiagnac dwa
        najwazniejsze tytuły ktore sie tak na prawde licza w tym sporcie:
        po pierwsze 6 tytułów mistrza NBA i co należy podkreślić były to mistrzostwa
        wygrywane z rzędu!

        Nieprawda; nie z rzędu. A Russell miał 8 – naprawdę z rzędu.

        T: po drugie najlepszy strzelec ligi 10 razy

        Tu też nie z rzędu; przypominam na wszelki wypadek. ;-)

        T: i dodałbym po trzecie osiagal to w niewiarygodnym stylu, latajac wykonujac
        niesamowite akcje podkoszowe


        A ta gra, jak wiadomo, polega na lataniu; i dlatego Jason Richardson jest
        bardziej wartościowym graczem od innego Jasona – Kidda. Właściwie czemu
        Partyka po zakończeniu kariery nie spróbował zgłosić się do draftu? Byłby w NBA
        jednym z lepszych ;-)
        Fruwanie to kategoria, która uprzywilejowuje niskich graczy, a nie podkoszowych
        (wiadomo: „big man can’t jump”), ale nawet w tej kategorii Wilt wypadł w
        plebiscycie „SLAM-u” zaskakująco dobrze, na 6. miejscu, jako jedyny „big man”
        tak wysoko.
        Jest to tym bardziej godne uwagi, że, jak wiadomo: po pierwsze, mało taśm
        zachowało się z tamtych czasów i w znikomym stopniu mogą wpłynąć – w
        przeciwieństwie do taśm z MJ – nma wyobraźnię głosujących; po drugie, slam
        dunki w czasie meczu były bardzo rzadkie, bo uważano je za wyraz pogardy do
        przeciwnika. I w tych warunkach 6. Miejsce; łatwo odgadnąć, o ile wyżej Wilt
        uplasowałby się grając teraz (i cóż by to były za konkursy slam dunków.)...
        A Jordan, jak wiadomo, i tak ustąpił w tym plebiscycie pierwszeństwa Carterowi,
        więc na twoim miejscu i z tego punktu widzenia nie przywiązywałbym szczególnej
        wagi do tego kryterium; tak jak ja go nie przywiązuję.

        T: i co chyba najwazniejsze grajac najlepiej w najtrudniejszych momentach kiedy
        wlasnie to bylo najwazniejsze

        I tak zastanawiajac sie czy byl kiedys lepszy gracz mozna powiedziec ze
        Russel mial wiecej tytułów z kolei Chamb osiagnał niesamowite statystyki w
        karierze
        jednakże żaden z tych graczy nie jest lepszy od MJ'a i w jednym i w drugim

        Czyli przynajmniej przyznajesz, że Wilt był lepszy indywidualnie, a Russell
        więcej osiągnął w drużynie? To już postęp. :-)

        T: Majkel połaczył te dwie rzeczy w calosc i nie musial rezygnowac z jednego na
        rzecz drugiego

        Bo okoliczności mu sprzyjały (nieporównanie słabsza konkurencja i indywidualna
        i drużynowa niż w przypadku Wilta). A i tak – jeśli chodzi o sukcesy w
        drużynie - nie myślałeś kiedyś, co by się stało, gdyby np. Sonics nie oddali
        Bulls Pippena, head coachem nie zostałby Jackson; albo nawet gdyby to wszystko
        się stało, ale znacznie silniejsi byliby rywale: Cavs nie pozbyliby się
        Harpera, Sabonis przyszedł do Blazers już po Seulu, albo Jazz w 1996
        pozyskaliby Mutombo? Każda z tych rzeczy i już nie byłoby tych 6 mistrzostw;
        może 4, może 2, może – przy nieszczęśliwym zbiegu tych okoliczności – żadnego,
        choćby Jordan najbardziej się nawet starał i niezależnie od rozważań, czy był
        największy w historii czy nie. Z kolei Wilt starał się jak tylko mógł – ale nie
        mógł przeskoczyć np. tego, że Celtics byli najbogatszą drużyną w lidze, mogącą
        pozwolić sobie na skład marzeń; np. 7 Hall o Famers na raz (dla porównania
        najlepsi przeciwnicy Jordana w walce o mistrzostwo – Jazz i Suns – najwyżej po
        2 przyszłych Hall of Famers) (tu przypominam, że w 1991 w LAL Worthy’ego, jak
        zresztą i B. Scotta, wyłączyła kontuzja, który to czynnik nb. poważnie odbił
        się i na Pistons z tego roku).
        Już podawałem ten przykład i będę go powtarzał dopóty, dopóki mi na niego na
        odpowiesz. Uznać MJ za lepszego koszykarza od Wilta dlatego, że ten pierwszy
        zodbył wiecej mistrzostw (bo sam przyznałeś, że nie zadecydowały o tym
        indywidualne statystyki – te lepsze ma Wilt) to to samo, co uznać Hautamekiego
        (poprzednio mówiłem o Hannawaldzie, ale niestety teraz Fin to bezpieczniejszy
        przykład) za lepszego skoczka od Małysza dlatego, że drużynowo Fini są lepsi od
        Polaków. Albo – jeśli zaczniesz wykręcać się różnicą między sportami jednak w
        założeniu indywidualnymi a drużynowymi; powiedzieć, że Wiltord to lepszy
        piłkarz od Platiniego czy Eusebio, bo to ten pierwszy zdobył mistrzostwo świata.
        Dopóki nie uznasz więc sportowej wyższości Hautamakiego nad Małyszem i Wiltorda
        nad Platinim, nie możesz z czystym sumieniem mówić o wyższości MJ nad Wiltem,
        uwarunkowaną tak jak w tych pierwszych przypadkach sukcesami drużynowymi. ;-)

        • Gość: Wilt To Chamberlain był najlepszy - cz.2 IP: 195.117.2.* 12.02.02, 12:30
          Aha, i bez przesady: MJ jednak się trochę w końcu ograniczył na rzecz drużyny,
          szczególnie po tym, jak Phil mimo jego oporów zdołał w końcu wdrożyć go do
          trójkątów. Tyle że – co go różni od Wilta – nie musiał w słabych latach 90.
          rezygnować z pozycji bezwarunkowej pierwszej strzelby.

          T: Wiadomo ze mistrzostwa nie wygrywa sie samemu byl tu i Jackson i Pipen i
          Grant
          i Rodman i wielu innych
          ale to Majkel 6 razy był w finale i 6 razy otrzymał MVP Finałów bo jest
          zawodnikiem ktory za kazdym razem
          walnie przyczynil sie do zwyciestwa swojej druzyny.

          Aha; więc był jeszcze dodatkowo lepszy, bo kolegów z drużyny miał o tyle
          gorszych, że nigdy nie było wątpliwości, że to on jest w niej nr 1, w
          przeciwieństwie do naprawdę wielkich drużyn z więcej niż jedną supergwiazdą,
          jak Lakers z Magicem i Kareemem. Ciekawe, ciekawe...
          Nb. nawet w tym stanie rzeczy wielu wyrażało opinię, że MVP w 1998 powinien był
          dostać Pippen. Ciekawe, co byś wtedy powiedział?

          T: krotkia argumentacja dlaczego akurat te dwie statystyki
          otoz aby myslec o wygraniu w kosza trzeba rzucic conajmniej 1 pkt jezeli nie
          rzucimy nawet 1 pkt to nie wygramy
          innymi slowy jezeli graja dwie druzyny i jedna z nich w meczu ma 100000
          zbiórek, 1000000 blokow , 10000000 przechwytow
          ale nie trafi zadnego kosza a druga druzyna rzuci chociazby 1 kosz

          Przy 1000000 bloków? No way – kiedy? Przecież to będzie przeszło 20 000 bloków
          na minutę! :-)
          Ale zabawnie wychodzą Ci te zera; dopisz jeszcze parę, to rozumowanie będzie
          jeszcze bardziej przekonujące. ;-)

          T: to ta druga
          druzyna wygrywa !
          wiec pytanie co w tej grze jest ważniejsze zbiorki? bloki? przechwyty? czy moze
          jednak punkty ?
          jedna dryzyna moze miec wspanaile statystyki w roznych kategoriach ale jezeli
          nei rzuci wiecej puntkow
          niz ich przeciwnicy to przegraja !

          Uff, toms, jak by ci to najprościej wytłumaczyć...Drogi do tego, żeby rzucić
          więcej punktów niż przeciwnik, są zasadniczo dwie (oczywiście w praktyce
          zawsze występuje kombinacja obu, ale z przewagą jednego bądź drugiego
          elementu); można albo starać się rzucić samemu więcej punktów (i tu liczy się
          bezpośrednie zdobywanie punktów, ale także asysty)); albo, żeby przeciwnik
          rzucił mniej (i tu przydają się zbiórki, bloki, przechwyty i cała reszta
          obrony). Dlatego WSZYSTKIE TE ELEMENTY SĄ WAŻNE i MVP sezonu nie decyduje się
          podług tytułów króla strzelców (w większości przypadków nawet król strzelców
          nie zostawał MVP). A jeśli dalej będziesz się upierał, że tylko atak jest
          ważny, to kręcisz sobie stryczek na własną szyję, jeśli chodzi o twoje opinie
          nt. drużyny wszechczasów); gdzie w takim razie Bulls’96 z ich 100 punktami o
          mecz do lepszych nawet o 20 pkt. Celtics’86 czy Lakers’87?

          Ale wielkie dzięki za wyjaśnienie odwiecznej ZAGADKI BYTU – jeśli drużyna nie
          rzuci więcej punktów niż przeciwnik (ściśle biorąc – rzuci mniej), to
          przegra! :-)

          T: Jest to podstawowa argumentacja za tym iz statystyka punktowa jest
          najwazniejsza.
          I dlatego uwazam ze tytul krola strzelcow jest wazniejszy od innych.

          Jest najważniejszy jako pojedyncza kategoria, z tym że nie jako sam tytuł (bo
          wtedy dochodzimy do nonsensownego wniosku, że Robertson – który nie zdobył
          króla strzelców przyćmiony przez Chamberlaina, ale 6 razy przekroczył średnią
          30 pkt., był gorszym strzelcem od Robinsona, który nigdy nie przekroczył 30
          pkt, ale króla strzelców zaliczył, w warunkach o wiele słabszej konkurencji),
          ale po prostu jako bycie świetnym w ataku; natomiast jest tylko jedną z wielu.
          W żadnym wypadku nie można powiedzieć, że jest ważniejsza od wszystkich
          pozostałych razem wziętych, a tym bardziej – jak ty to robisz – uważać, że
          można mówić jedynie o niej, a o innych - w ogóle. Prowadzi to do takich –
          niestety - nonsensów, jak twoje stwierdzenie, że Bird, Magic i Robertson nie
          byli naprawdę wielcy, bo nie mieli w dorobku króla strzelców (muszę stwierdzić,
          że z bardzo różnymi opiniami się spotykałem – ale z taką mimo wszystko jeszcze
          nie).

          T:Jednakze super statystyka strzelecka jednego gracza wcale nie oznacza ze to
          dobrze sluzy druzynie.
          Dlatego dobrze jest uzupelnic ja inna statystyka a mianowicie zwyciestwami
          druzyny.

          Aha: poza tym drobnym szczegółem, że nawet najlepszy strzelec i jednocześnie
          najlepiej służący swojemu zespołowi zawodnik tylko w mniejszej części może
          przesądzić o tych zwycięstwach; bo jeszcze są takie drobiazgi jak inni gracze,
          trener, czy rozkład sił we wszystkich drużynach ligi. Z drugiej strony, może
          też być sytuacja odwrotna; ktoś świetnie rzuca, jego drużyna często wygrywa,
          ale ma zły wpływ na jej grę jako całości i bez niego wygrywaliby jeszcze
          częściej. Generalnie jest to to samo myślenie, które już ilustrowałem
          przykładem; mylisz indywidualny konkurs skoków z drużynowym.

          T: Trzeba pamietac po co wogole druzyny graja w NBA a mianowicie po to zeby
          wygrac
          lige i to jest
          najwazniejszy cel !!!

          dlatego ja uwazam te dwie statystyki za najwazniejsze natomiast inne osoby moga
          uwazac ze najwazniejsze sa np. zbiorki, bloki, albo straty
          albo nie ilosc zdobytych tytułów ale ilość finałów NBA różnie to bywa różne są
          upodobania ...

          Trzeba to przypomnieć, ze udowodniłem ci na wątku o wyższości Wschodu, z czego
          później się wycofałeś– odpisałeś, że zostałeś przekonany – jak rzadka jest
          sytuacja, w której lider mistrzowskiej drużyny jest jednocześnie królem
          strzelców, bo taka drużyna musi mieć bardzo silny i zbilansowany atak (nawet w
          latach 90., choć wtedy – w obliczu małej ilości świetnych strzelców w lidze
          posiadanie superataku i tak było mniej konieczne i MJ miał słabszych rywali do
          tytułu króla strzelców – nawet wtedy MJ nie utrzymałby tytułu, gdyby za
          towarzyszy miałby lepszych strzelców niż 20-punktowiec Pippen i innych, jeszcze
          słabszych w ataku). Wobec tego ktoś może się zastanowić; czemu uważasz za ważne
          tylko te 2 kategorie, w których razem wziętych Jordan wygrywa, która to
          koincydencja jest w dużej mierze zasługą pomyślnego zbiegu okoliczności - o
          czym wiesz?

          T: to jest wstepna lista moich powodow dlaczego uwazam MJ za najlepszego gracza
          oczywiscie mozna powiedziec
          ze kiedys grali lepsi zawodnicy bylo trudniej inne czasy itp itd
          w zwiazku z tym np. Wilt Chamberline grajac obecnei dokonalby conajmniej tyle
          co MJ
          wiec w rozwinieciu zamierzam rozprawic sie z epoką lat 60 i pokazac dlaczego
          obecnie dominacja
          i gra w kosza jest o wiele trudniejsza !

          Rozwineicie

          1) wzrost sprawnosci zawodnikow

          Pytanie czy zawodnicy obecnie grajacy sa lepsi od zawodnikow z lat 60 -ych ?
          Na pewno sprawnosc fizyczna ich jest duzo wyzsza sa wieksi, ciężsi, silniejsi,
          szybsi,
          skoczniejsi, sprawniejsi niz gracze lat 60

          Uwazam ze na popracie tej tezy wystarczy zobaczyc na wyniki lekkoatletow z
          poczatku lat 60 -ych
          i zaden rekord z lat 60 nie przetrwal mimo iz wtedy ustanowiono rowniez
          fantastyczne rekordy np
          skok Beamona na 8,90 byl tak absurdalny w tamtych czasach ze myslano iz dotrwa
          XXI wieku jednakze 1991
          roku Powel skoczyl dalej i tak jest niemalze w kazdej dyscyplinie rekordy z lat
          60 spokojnie zostaly
          pobite w latach 90 czy to w biegach czy to w konkurencjach bardziej
          technicznych jak skok w zwyz
          trojskok itp.
          dlatego uwazam ze akurat NBA nie jest jakims wyjatkiem na skale swiatowa i tu
          rowniez zawodnicy
          jezeli chodzi o warunki fizyczne i mozliwosci maja taka sama przewage nad
          graczami z lat 60 -ych
          jak lekkoatleci glownie za sprawa rozwoju medycyny, nauki o sporcie metod
          treningowych.
          • Gość: Wilt To Chamberlain był najlepszy - cz.3 IP: 195.117.2.* 12.02.02, 12:31
            Już tłumaczyłem to m. in. Zebowi i jeśli naprawdę czytałeś moje wcześniejsze
            dyskusje, a nie tylko rzuciłeś na nie okiem, dziwne, że tego nie zauważyłeś;
            ten argument nie ma nic do rzeczy ani przy porównywaniu Wilta i MJ, ani całych
            lat 60. I 90. Gdyby tamci gracze grali dzisiaj, WSZYSCY odnieśliby korzyści z
            powodu wyższego poziomu medycyny i nowych metod treningu; gdyby obecni gracze
            graliby wtedy, WSZYSCY by na tym stracili; tak czy owak wyszłoby na to samo.
            Dlatego nie ma najmniejszego sensu porównywanie basketu z lekkoatletyką, gdzie
            rzeczywiście sportowcy walczą w pewien sposób bezpośrednio ze swoimi dawnymi
            przeciwnikami, celując w ich rekordy – i znajdują się przez to w lepszej
            sytuacji, mając dostęp do wydajniejszych metod wspomagania (czasem legalnego,
            czasem nie) niż tamci.
            A co do naiwnej wiary, że z biegiem lat sportowcy stają się „z natury” coraz
            lepsi (jakby garnitur genetyczny ludzkości polepszał się, a nie pogarszał), też
            już podałem kiedyś przykład; nawet abstrahując od nowoczesnych metod treningu
            (bo ich wpływu dokładnie zmierzyć się nie da), obliczono, że we współczesnych
            butach i po współczesnej nawierzchni Jesse Owens biegałby szybciej niż Carl
            Lewis.

            T: Jezeli chodzi o warunki fizyczne i ich mozliwosci to porownywanie graczy z
            lat
            60 z graczami lat 90
            ma taki sens co zawody lekkoatletow z lat 60 i wspolczesnych, albo mecz
            tenisistow z lat 60 z obecna czołówką ATP!
            Odpowiedz na pytanie kto jest szybszy, wytrzymalszy, skoczniejszy jest
            oczywista!

            Tylko ciekawe, czemu to się nie sprawdza w praktyce i wielcy gracze dominują
            niezależnie od wieku... Rozważmy: Wilt (kariera w latach 1959 -1973) spotykał
            się w play off w końcu kariery z Kareemem (lata 1969 – 1989) – i w 1971 z nim
            przegrał, ale w 1972 i 1973, już jako staruszek przy końcu kariery, zdominował
            go i z nim wygrał (może jeszcze napiszę o tym obszerniej), choć tamten był
            wtedy uznawany za najlepszego gracza ligi! Kareem dłuuugo był świetny i jeszcze
            w roku 1980, w wieku 33 lat, zdobył swój rekordowy, szósty tytuł MVP sezonu.
            Więcej; w roku 1985 został najstarszym w historii, 38-letnim MVP finałów i
            dostał się do drugiej piątki ligi, a w 1986 (39 lat!) – do pierwszej piątki –
            co jest tym bardziej godne uwagi, że a) centrom jest z All-NBA Teams trudniej,
            bo mają tam tylko po jednym miejscu b) wtedy istniały tylko dwa All-NBA Teams,
            więc dostać się do każdego z nich było trudniej niż teraz! Czyli w tak
            zaawansowanym wieku Abdul – Jabbar wciąż był oceniany wyżej niż kolejni młodsi
            od niego świetni centrzy wchodzący do logi; od Parisha i Eatona po Sampsona,
            Olajuwona i Ewinga. Olajuwon (lata 1984 – do dziś) z kolei jeszcze w 1995, gdy
            sam był już słabszy niż dawniej, potrafił jeszcze powstrzymać, młodego,
            supersilnego i dynamicznego Shaqa – króla strzelców. No i dochodzimy wreszcie
            do kolegi O’Neala (lata 1992 – do dziś), który – jak wiadomo – jest obecnie 2 –
            krotnym mistrzem NBA i jej najbardziej dominującym koszykarzem; trochę podobnie
            (choć nie aż tak bardzo), jak kiedyś był nim Wilt. I co; gdzie wychodzi ci z
            tego wniosek, że Wilt nie mógłby rządzić w dzisiejszej lidze? Można
            przeprowadzić wiele podobnych rozumowań, np. wśród skrzydłowych - ale wniosek z
            nich będzie tylko jeden; niezależnie od tego, że gracze stawali się powoli
            coraz więksi i ciężsi, wielcy zawodnicy potrafili dominować przez kolejne
            dekady mimo wszystkich zachodzących wokół nich zmian. I tak samo Wilt
            potrafiłby dominować teraz (gdyby Phila miała go w tamtym roku, szczerze mówiąc
            kiepsko widziałbym szanse LAL ;-) ). CBDU


            T: ale koszykowka to rowniez umiejetnosci techniczne ale o tym za chwile

            Również? Bardzo jesteś łaskawy dla roli umiejętności. ;-)

            T: 2) wzrost sily porownie zawodnikow

            Czesto uzywanym argumentem jest to iz Wilt Chamberlain w swoich latach rowniez
            trafil na mocnych
            obroncow (o obronie w tamtych czasach punkt nizej) i ze wcale nie mial tak
            latwo
            wiec porownajmy sobie wage i wzrost najwiekszych rywali Chamba oraz
            wspolczesnych zawodnikow

            Wiec Chamberlain wzrost 216 waga 124 kg

            najwiekszy przeciwnik Chamba Russel 207 cm 99kg

            Te dane, które masz, nie są do końca ścisłe (np. Russell – 208 cm i 100 kg,
            Reed – 208 cm i 108 kg, a Wilt – 125 kg), ale mniejsza z tym, w końcu każdy
            może zajrzeć do moich wcześniejszych postów i zobaczyć dokładniejsze. Gorsze
            jest nimi manipulowanie; patrz niżej.

            T: reszta druzyny Boston (najwiekszej przeszkody chamba do zdobycia mistrzostwa)

            Tom Heinson 200 cm 98 kg
            K.C. Jones 185 cm 90 kg
            John Havlichek 196 cm 92 kg
            Sam Jones 193 cm 92 kg

            BTW; dlaczego tylko ci; gdzie Howell, Sharman, Cousy, Sanders, Ramsey? Jeśli
            już wymieniasz całe drużyny, to Boston miał o wiele więcej Hall of Famers
            (najwięcej w historii).
            Aha, i nie „Havlichek”, tylko Havlicek. Nie „Heinson”, tylko Heinsohn. No i
            oczywiście (chyba jednak mógłbyś wiedzieć, skoro piszesz tak wiele o nim)
            nie „Chamberline”, tylko Chamberlain.

            T: druga druzyna ktora stanela na drodze Chamba to New York (gracz ewybrani do
            TOP
            50)

            Frazier 193 cm 90 kg
            Reed 207 cm 106 kg
            Big D 198 cm 101 kg
            Bradley 196 cm 92 kg

            Bradley nie był w „TOP 50”, był natomiast w Hall of Fame, tak jak pozostali z
            wymienionych. Natomiast i w „50” i w Hall of Fame byli gracze, którzy przyszli
            do Knicks na 2 z ich 3 Finałów w tamtym czasie;
            Earl Monroe
            Jerry Lucas

            T: oraz kilku innych znanych centrow i skrzydlowych

            I tu właśnie widać całą manipulację; „kilku innych centrów i skrzydłowych”?
            Nagle przechodzisz tylko do centrów i PF; a przedtem, żeby wykazać kiepskie
            warunki fizyczne akurat przeciwników Wilta, piszesz o ważnych graczach z
            wszystkich pozycji – więc też PG, SG i SF?
            Co można z tym zrobić?

            Można wymienić analogiczne dane partnerów Wilta w kolejnych drużynach:
            Warriors:
            Paul Arizin: 193 cm i 90 kg
            Al Attles: 182 cm i 86 kg
            Tom Gola: 198 cm i 93 kg
            Guy Rodgers: 185 cm i (tu z pamięci) 77 kg

            • Gość: Wilt To Chamberlain był najlepszy - cz.4 IP: 195.117.2.* 12.02.02, 12:32
              Sixers:
              Billy Cunningham: 198 cm i 100 kg
              Chet Walker: 198 cm i 98 kg
              Hal Greer: 188 cm i 79 kg

              Lakers:
              Jerry West: 188 cm i 84 kg
              Elgin Baylor: 196 cm i 102 kg
              Gail Goodrich: 185 cm i 77 kg

              T: Bellamy 208 cm 110 kg
              Petit 206 cm 103 kg
              howell 201 cm 99 kg
              schayes 203 cm 99 kg

              Można też dodać najwyższych (i tylko z tych najlepszych, bo oczywiście byli w
              lidze inni, wyżsi i ciężsi) bezpośrednich przeciwników Wilta, których dziwnym
              trafem zapomniałeś wymienić:

              Nate Thurmond – 211 cm, 110 kg.
              Kareem Abdul – Jabbar 218 cm, 121,5 kg.

              Nawet o Kareemie jakoś zapomniałeś, a przecież sam wspomniałeś o meczach z
              Bucks.

              T: a teraz zanim bedziemy wyciagac wnioski spojrzmy na kilku bardziej znanych
              centrow i skrzydlowych

              Oneil 216 cm 143 kg
              Duncan 216 cm 117 kg
              Robinson 216 cm 113 kg
              Olajuwon 213 cm 115 kg
              Ewing 213 cm 115 kg
              Mutombo 218 cm 119 kg
              Divac 216 cm 117 kg
              Campbell 211 cm 126 kg
              Mourning 208 cm 117 kg

              I jeszcze, żeby był pełny obraz, paru innych niezłych centrów:
              Theo Ratliff – 208 cm i 104 kg
              Camby – 211 cm i 104 kg
              Keon Clark – 211 cm i 100 kg


              T: Skrzydlowi
              Malone 206 cm 119 kg
              Barkley 198 cm 113 kg
              Mason 203 cm 115 kg
              Rodman 200 cm 99 kg
              Wilkins D. 203 cm 104 kg
              Johnson Larry 201 cm 106 kg
              Scottie Pipen 201 cm 103 kg
              Grant Hill 203 cm 101 kg
              chris Webber 208 cm 110 kg

              Jw.
              Shawn Marion 201 cm, 98 kg
              Vince Carter 198 cm, 104 kg

              T: Jw.

              I tu znów to samo; a może by tak, dla symetrii, kilku obrońców? Proszę:

              Ray Allen: 196 cm, 93 kg
              Allen Iverson: 182 cm, 75 kg
              Gary Payton: 193 cm, 84 kg
              Kobe Bryant: 201 cm, 95 kg
              Allan Houston: 198 cm, 91 kg
              Stephon Marbury: 188 cm, 82 kg
              John Stockton: 185 cm, 79 kg

              T: Jakie wnioski nasuwaja sie od razu po spojrzeniu na warunki fizyczne
              otóż Wilt Chamberline wcale nei odstaje jeżeli chodzi o budowe fizyczną od
              obecnych centrów
              a mozna by powiedziec ze nawet ich nieco przewyższa gabarytami

              A kto powiedział, że odstaje? Nie tylko w niczym od nich nie odstaje, ale nawet
              przewyższa. ;-)

              T: Natomiast rywale Chamba wyglądają ja bym powiedizał dosc mizernie bo
              powiedzmy
              Bill Russel to moze i
              wzrostowo zalapal by sie do Silnych skrzydlowych ale wagowo to juz raczej do
              Małych Skrzydlowych.

              Aha: powiedz to Ratliffowi czy Clarkowi – niech w te pędy lecą na 3.!

              T: Generalnie jak sobie spojrze to na te liczby to mi wychodzi ze obecnie
              gracze
              to tak srednio maja
              na sobie ok 10 kg miesni wiecej a do tego sa zwinniejsi i skoczniejsi !

              Powiedzialbym ze generalnie gracze lat 60 to prezentuja raczej gabaryty graczy
              z lig europejskich i to
              tez sprzed paru lat. A do graczy obecnych NBA to im daleko.

              A powszechnie wiadomo, jak brak „gabarytów” przeszkadza w grze takim
              niedorostkom na swoich pozycjach, jak Iverson, Carter, Stockton, Fortson czy
              Ratliff. :-)

              T:W zasadzie do czasów przyjscia Jabaraa to Chamberlain w całej lidze (!) nie
              miał zawodnika o jako takich umiejetnosciach
              równego sobie pod wzgledem gabarytów.
              Specjalnie podkreślam "o przyzwoitych umiejetnosciach" zeby mi tu nie podawac
              przykladow jakis kalek o wzroscie 220cm
              ktore maja problem z podniesieniem reki do góry nie mowiac o walce podkoszowej.
              Mozna by powiedziec ze Chamberlain posiadajac jeszcze spore umiejetnosci
              strzeleckie czul sie jak wśród Liliputów :-)))

              To ja odpowiadam, że jeśli nie liczyć kiepaków w stylu Bryona Russella (i tak
              zresztą SF, a nie obrońcy), to także Jordan nie miał równych sobie fizycznie
              defensorów (bo przecież jeśli chodzi o defensywę, to nawet Magic i Drexler –
              jedyni wyżsi od niego dobrzy obrońcy – byli w niej niestety słabi). I co; może
              też był Guliwerem wśród mieszkańców Lilliputu?
              A w przeciwieństwie do Wilta, przeciw MJ aż do jego drugiego odejścia nie
              pojawił się ŻADEN dobry defensor o porównywalnych warunkach (Kobe był jeszcze
              za młody). Więc może, gdybyś chciał już koniecznie patrzeć z tego punktu
              widzenia, to MJ miał lepiej od Wilta?

              T: A teraz odpowiedz na pytanie jakie znaczenie ma te srednio 10 kg wiecej?
              Otóż uważam ze kolosalne! gra przeciw takim przeciwnikom jest duzo ciezsza,
              bar


              • Re: Majkel najlepszym graczem w historii cz2 adres: *.cu.com.pl
              Gość portalu: toms 06-02-2002 17:53 odpowiedz na list odpowiedz cytując

              A teraz odpowiedz na pytanie jakie znaczenie ma te srednio 10 kg wiecej?
              Otóż uważam ze kolosalne! gra przeciw takim przeciwnikom jest duzo ciezsza,
              bardziej silowa, strasznie trudno
              jest sobei wyrobic pozycje do rzutu, ostra walka bez pilki i to jest powodem
              prawdziwego zmeczenia
              graczy ciagle przepychanki, zapasy pod koszem walka o pozycje

              Dobrze jest tutaj przywolac sobie przyklad Toniego Kukoca ktory po przyjscu do
              NBA musial zyskac na wadze
              aby odpowiedznio znalesc sie na boisku a co gorsza zwiekszenie masy raczej
              niekosrzystnie wplynelo
              na jego celnosc !
              • Gość: Wilt To Chamberlain był najlepszy - cz.5 IP: 195.117.2.* 12.02.02, 12:33
                Ha ha – komu jeszcze silna budowa źle wpłynęła na celność z gry: Wiltowi?
                Shaqowi? Carterowi? Albo polepszenie jeszcze tej budowy w trakcie kariery:
                Barry’emu? McGrady’emu? Ostatnio Paytonowi?
                To zresztą nie ma związku jeszcze z innego powodu: najlepszą celność z gry
                Kukoć miał w swoim drugim sezonie - kiedy był lżejszy niż później, prawda?
                Ale daleko ważniejsze jest co innego; wszystko to, co napisałeś powyżej (i na
                co ja, dla porządku, odpowiedziałem), tak naprawdę nie ma większego znaczenia w
                kontekście skuteczności obrony, choć – niezależnie od pewnej wybiórczości
                twoich spisów – jasne jest, że obecni gracze są więksi i ciężsi niż dawniej.
                Skoro już lubisz takie zestawienia, to sobie poczytaj coś nt. rzekomej
                niezbitej zależności skutecznej obrony od własnego wzrostu i masy.

                Z historycznych sław obrony:
                C Russell; 208 cm i 100 kg
                SG/SF M. Cooper: 201 cm, 77 kg
                SG Sidney Moncrief: 193 cm, 85 kg
                SF Bobby Jones: 206 cm, 95 kg
                SG Joe Dumars; 190 cm, 88 kg
                PF Satch Sanders: 198 cm, 95 kg
                PF/SF Dave DeBusschere: 198 cm, 104 kg
                PF/SF Dennis Rodman: 203 cm, 100 kg

                A z obecnych graczy:
                PG Payton: 193 cm i 82 kg
                SF Bowen: 201 cm i 91 kg
                C Ratliff: 208 cm i 104 kg
                PF/SF Garnett: 211 cm i 100 kg
                C Mourning: 208 cm i 118 kg
                SG Christie: 198 cm i 93 kg

                Wniosek? Wybitny defensor wcale nie musiał – ani dawniej, ani teraz, ani nigdy –
                jakiś nadzwyczajnych centymetrów, żeby sobie radzić; i tacy gracze bardzo
                często dodatkowo bywali chudzi w stosunku do swojego wzrostu. Czy widzisz skok
                gabarytów między Russellem a Ratliffem – obu prowadzących w swoich czasach w
                lidze w blokach? Albo między DeBusschere i Rodmanem - obu świetnie kryjących
                zawodników podkoszowych i swojego wzrostu i o pół głowy od siebie wyższych?
                Najlepiej kryjącym Jordana nie był wyższy od niego Bryon Russell, tylko
                wyraźnie niższy, lżejszy i mniej skoczny Dumars. Najlepiej kryjącym Wilta - i
                tu już obracamy się w kręgu samych supergwiazd obrony, więc nie ma mowy o
                wykrętach – jednak nie Thurmond ani Kareem, tylko mniejszy od nich – i tym
                bardziej od niego – Bill Russell (któremu oczywiście pomagali świetni PF – ale
                różnica wzrostu między nimi a Wiltem była jeszcze bardziej widoczna).
                Powtarzam: decydują przede wszystkim umiejętności i determinacja; a posiadanie
                ponadnormatywnych centymetrów czy kilogramów jest w porównaniu z nimi
                drugorzędne – a nawet mogą one przeszkadzać, jeśli przez nie straciłoby się na
                szybkości, która dla defensora jest ważniejsza.

                T: Osobiscie uwazam ze obecne druzyny przejechalyby po druzynach lat 60 jak
                WALEC

                HA HA HA HA. W zestawieniu z twoją obsesją wzrostu i siły ciekawe, czemu np.
                tak dobrze sobie radzili w zeszłym roku Bucks, z dobrymi graczami jedynie
                niewysokimi – i to niewysokimi nawet jak na swoją pozycję; albo czemu Knicks w
                1999 awansowali do Finałów z miniaturowym składem - wygrywając (niestety) ze
                znacznie wyższymi Pacers - z undersized SF (Spree), undersized PF (LJ), i bez
                swojego jedynego pełnowymiarowego centra: Ewinga, a za to z młodym, słabym i
                chudym (dane jw.) Cambym.

                po prostu biorac pod
                uwage przewage wzrostu, sily, masy, skocznosci i nie mowie tu o umiejetnosciach
                koszykarskich ale po
                prostu o zwyklej walce fizycznej na boisku o pozycje

                i na koniec tego punktu slówko o Wilcie Chamberlainie otóz jest on praktycznie
                jedynym zawodnikiem
                z czolowki lat 60 ktory gabarytami nie odbiega od obecnych graczy

                To też nieprawda. Patrz dane powyżej. Poza tym:
                PG/SG Oscar Robertson – 196 cm, 100 kg
                Albo SF Rick Barry – 201 cm, 100 kg.


                T: Pytanie : Czy Wilt Chamberline miał przewage nad graczami swojej epoki ?
                Ja uwazam ze fizyczna miał ogromną ! A do tego dochodza jeszcze umiejestnosci!

                Słusznie; miał ogromną przewagę – ale była to w pierwszym rzędzie zasługa
                umiejętności, bez których ze swoimi warunkami fizycznymi nic by nie zdziałał –
                jak każdy nieruchawy gigant. A gdyby z tą samą skocznością, szybkością i
                koordynacją jaką miał przy swoich gabarytach, miał gabaryty Russella, wciąż –
                choć już z mniejszą przewagą – potrafiłby liderować w punktach czy zbiórkach.

                T: Moja teza jest taka ze Chamberline jest graczem ktory dziwnym kaprysem
                zamiast
                w latach 90-ych znalazl sie
                nagle w latach 60-ych. Jest to dla mnie idealny przyklad tego co zrobiłby w
                latach 60 -ych zawodnik z
                obecnej czołówki na przyklad Duncan, Garnet, Malone....

                No, to już doprawdy przegięcie. Rozumiem, że można nad Wilta przedkładać MJ,
                ale Duncan czy Garnett? Nie masz już do czego się posunąć?
                W takim razie piszę z miejsca i to bez żadnego trybu warunkowego, z pełnym
                przekonaniem, że osiągnięcia indywidualne MJ z drugiej połowy lat 80. to betka
                w porównaniu z tym, co osiągnąłby Kobe, gdyby grał w tym czasie – na pewno do
                takiego twierdzenia mam więcej argumentów, niż ty, że Duncan czy KG
                dominowaliby w latach 60. podobnie jak Wilt.

                T: Czasami probuje sie podac przyklad Mourninga jako niewysokiego centra to ja
                chce w tej sytuacji podkreslic
                ze Mournig jest o 18kg cieższy od Russella !!!

                A Shaq jest przynajmniej o 18 kg cięższy od Wilta; so what? Tak jak Zo bywał
                najlepszym „powstrzymywaczem” Shaqa, lepszym niż więksi Ostertag czy nawet
                Sabonis, tak Russell lepiej dawał sobie radę z ograniczaniem Wilta niż więksi
                Thurmond i Kareem. Widzisz więc, że – powtarzam – dziwnym trafem pary
                ofensywny – defensywny zawodnik jakos nie dobierały się pod względem wzrostu i
                wagi.
                Poza tym; patrz choćby wyżej: Ratliff – który w zeszłym sezonie prowadził w
                blokach i przed kontuzją był na najlepszej drodze do zdobycia Defensive Player
                of the Year - parametry Russella, a jednak kiedy już gra, to świetnie daje
                sobie radę w dzisiejszych czsach, jakoby tak nieubłaganie wymagającym pod
                względem gabarytów.
                • Gość: Wilt To Chamberlain był najlepszy - cz.6 IP: 195.117.2.* 12.02.02, 12:34
                  T: Natomiast dobrym kontrprzykladem jest garnett o wadze 100kg ale on jest
                  wyjatkiem i to na pozycji raczej skrzydlowego
                  a Russel był pod wzgledem fizycznym raczej normą w latach 60-ych.

                  I jeszcze jedno odnosnie Jordana moga pojawic sie argumenty ze mial rowniez
                  przewage fizyczna
                  tylko tutaj juz trzeba byc troche bardziej subtelnym bo w przypadku Chamba jest
                  to oczywiste a w przypadku
                  Jordana to trzba robic badania specjalistyczne ze ma lepszy uklad kostny i
                  takie kombinacje

                  Nie, niekoniecznie; wystarczy proste zestawienie wzrostu i wagi z innymi
                  czołowymi obrońcami (możesz również, jeśli chcesz, dodać swoją ulubioną
                  kategorie; jaki miał „wyskok z naskoku” w porównaniu z nimi ;-)).

                  T:i co juz podkreslilem pod wzgledem warunkow fizycznych Chamberline nie mial
                  sobie równych w całej
                  lidze (!) nikt mu nie podskoczył ! Jak Chamb chciał sobie pójść pod kosz i
                  rzucic to nie było takiego co
                  stanąłby mu na drodze !

                  Tu właśnie wychodzi na jaw, że pobieżna lektura o latach 60. nie wystarczy.
                  Sugerujesz, że Szczudło musiał wchodzić pod sam kosz; skojarzyło ci się, bo
                  taki jest stereotyp w odniesieniu do innego dominującego centra – Shaqa; co
                  nawet w stosunku do niego jest krzywdzące, a tym bardziej dla Wilta. Wilt wziął
                  sobie właśnie za ambicję, żeby jego gra nie polegała na dunkowaniu; jego
                  najbardziej charakterystyczne ruchy ofensywne to fadeway jumper (co ciekawe,
                  podobnie jak u MJ) i finger roll. Oczywiście, świetnie dunkował i w razie
                  potrzeby potrafił przepchnąć się pod kosz (chyba że...patrz punkt niżej);
                  natomiast w większości – inaczej niż reszta klasycznych centrów – polegał na
                  midrange game.

                  A co do stawania Wiltowi na drodze; był on faulowany w karierze wielokrotnie
                  ciężej i częściej niż Jordan. Zachowałby w tym względzie „przewagę” nawet
                  gdyby – co oczywiście jest grubym nadużyciem – jak czynią niektórzy, podciągać
                  pod całą karierę MJ drobny jej ułamek, jaki stanowiły wczesne mecze z Pistons.
                  A to dlatego, że cała NBA była wówczas o wiele brutalniejsza (ciekawe jak
                  poradziłby sobie w niej obecny, rozpieszczony przez sędziów Jordan...).
                  Zacytuję ciekawy artykuł (polecam przy okazji fragment o tym, jak to chęć
                  oszczędzenia MJ wpłynęła na złagodzenie gry – i pomyśl, jak to mu musiało
                  pomóc w karierze).
                  :
                  There's a great story about NBA veteran Slater Martin, who played guard for the
                  Minneapolis Lakers and the St. Louis Hawks in the 1950s. Martin was getting
                  ready to face the Celtics and slick-passing point guard Bob Cousy. Before the
                  game, Martin told Cousy, "Any of that fancy behind-your-back s—— tonight,
                  Cousy, and I'll kick your ass at midcourt in front of all these fans." Sure
                  enough, Cousy played it straight.
                  That, folks, is rough.
                  The recent brawl between the Lakers and Bulls has been the subject of much hand-
                  wringing and criticism from those who say basketball is too brutal a game, that
                  more should be done to rein in bruising play. There seems to be a recollection
                  of the NBA as a league defined by grace and athleticism, without the
                  roughhousing of today. To that, we say, p'shaw.
                  I, with the help of TSN correspondent Michael Murphy, poked around the league,
                  asking former players how today's game compares with the NBA of the past in
                  terms of physical play. What we got was a unanimous chuckle
                  • Gość: Wilt To Chamberlain był najlepszy - cz.7 IP: 195.117.2.* 12.02.02, 12:37
                    If there is the perception that the league has gotten rougher, Jackson says, it
                    has more to do with technology than with reality. The game has more exposure,
                    so violent incidents are seen widely and receive more attention.
                    Fights
                    • Gość: Wilt To Chamberlain był najlepszy - cz.8 IP: 195.117.2.* 12.02.02, 12:38


                      T: Wogole jak sie patrzy na te liczby to ciekawe jak wygladaly mecze dryzyny
                      ktora
                      srednio rzuca w meczu
                      ponad 120 pkt ? trudno to sobie wyobrazic obecnie gdy sobei przypomnimy ile
                      musi sie nabiegac taki Iverson czy
                      Miller! jak musi przebiegac po zaslonach zeby wogole dostac pilke na czysta
                      pozycje do rzutu !!!

                      No jasne; dawniej gra była szybsza, gracze więcej rzucali – i przez to musieli
                      nabiegać się znacznie mniej.
                      A poza tym wszyscy zdrowi ;-)?

                      T: Najelpiej broniaca druzyna w tamtych czasach Boston pozwlalali przeciwnikom
                      na
                      rzucanie srednio 112-115
                      pkt w meczu na poczatku lat 60-ych i to ma byc obrona ? to co powiedzic o
                      Chicago Bulls ktore pozwalało rzucic
                      jedynie 91 pkt ???

                      Jak dla mnie to dwie różne bajki ! gra w tamtych czasach i obecnie wystarczy
                      spojrzec na liczby !

                      Wiec sie nie dziwie ze jak w tamtych czasach pojawil sie zawodnik o warunkach
                      fizycznych porownywalnych z obecnymi
                      zawodnikami to mial taka przewage nad pozostalymi jaka mial Chamberline!

                      a jakby dodac do tego jeszcze liczbe zbiórek ? to przepraszam jaki obraz meczu
                      wychodzi ?
                      mamy super obroncow ktorzy pozwalaja przeciwnikom rzucac po srednio po 115 pkt
                      na mecz a przy tym
                      zbieraja po 24 pilki na mecz a w pojedynczych meczach i z 40 albo 50 zbiorek
                      maja !!!
                      ha i pomyslec ze to Rodmanowi (najlepszy zbierajacy zawodnik lat 90-ych)
                      zarzuca sie ze skupiajac sie na zbiorkach
                      zaniedbuje inne elementy min obrone ! ha to jezeli rodman zbierajac srednio 15-
                      17 pilek na mecz zaniedbuje
                      obrone to co powiedziec o panach ktorzy zbieraja tych pilek w meczu 30 a nawet
                      40?

                      To, że (rozumiem, że przede wszystkim tych panów masz na myśli) Russell był –
                      starczy spojrzeć na średnie kariery – 2 razy lepszym strzelcem niż Rodman, a
                      Wilt – 4 razy lepszym; każdy z nich był przy tym o circa 60% lepszy w zbiórkach
                      i nieporównywalnie lepszy w obronie. Gdyby grali przy dzisiejszej, wolniejszej
                      grze, różnice liczbowe byłyby trochę mniejsze, ale wciąż kolosalne; więc nie
                      wiem, po co tu postać Rodmana przywołujesz.


                      T: Odpowiedz jest jedna! w porownaniu z latami 90-ymi w latach 60 trudno mowic
                      o
                      twardej obronie!
                      i w swojej ocenie nie opieram sie na jakis tam opiniach znawcow, rankingach,
                      porownaniach indywidualnch graczy
                      po prostu patrze na lige jako na calosc i patrze po prostu na liczby a
                      najlepszym dostepnym
                      miernikiem obrony druzyny jest liczba punktow ktore pozwala sobie rzucic i to
                      nie w pojedynczym meczu ale w sezonie
                      i to na przestrzeni lat!

                      Znów; fałszywe wnioski z ułamkowych przesłanek.
                      Jeśli – co odmieniasz 2000 razy (naprawdę starczyłoby raz) – mówisz, że obrona
                      ówczesna była słaba, to ja powiem, że obecny atak jest denny i teraz są
                      znacznie gorsze czasy.
                      Co wtedy odpowiesz; że bardziej liczy się obecna obrona niż ówczesny atak? Aha,
                      i to będzie bardzo konsekwentne w zestawieniu z tym, że w porównaniu
                      indywidualnych osiagnięć Wilta i MJ chcesz mówić tylko i wyłącznie o ataku i
                      uważasz go za zdecydowanie najważniejszą kategorię (w tym kontekście w ogóle
                      nie powinno tu być punktu „obrona”-jeśli nie rozpatrujesz jej indywidualnie, to
                      i drużynowo!).
                      Ale tak naprawdę w obronie nie liczy się sama liczba zdobywanych punktów, tylko
                      różnica między punktami zdobywanymi i traconymi (inaczej za obronę byliby
                      chwaleni obecni Knicks i Heat, co jednak dziwnym trafem się nie dzieje i ludzie
                      wolą mówić o Wolves czy Lakers). Stąd Celtics mogli tracić i grubo ponad 100
                      pkt (co wówczas było normalne), jeśli zdobywali ponad 10 pkt więcej niż
                      tracili; czyli analogicznie jak Bulls. Tracenie wielu punktów nie oznacza, że
                      nie przywiązywali wagi do obrony zespołowej – zespoły stojące na drodze Wilta
                      do mistrzostwa (Celtics i Knicks) przywiązywały do niej wielką wagę, równie
                      wielką jak powszechnie dziś, i temu w dużej mierze zawdzięczały swoje sukcesy
                      (były jednak przy tym silniejsze niż zespoły lat 90. w ataku). Po prostu gra
                      była wtedy szybsza i więcej było wybitnych strzelców o wspaniałej technice
                      rzutu (nie to, co dziś, gdy wielu młodziaków myśli tylko o dunkowaniu).
                      Więcej również było wybitnych defensorów (patrz moje cytaty) i to nie tylko w
                      Celtics i Knicks – ale tam przede wszystkim. A jeśli – znów z właściwą sobie
                      przesadą – twierdzisz, że indywidualne krycie nie ma znaczenia, to zapytam: co
                      pomogła wzorowa zespołowa obrona bez wielkich perimeter defenders przeciwko
                      Bulls z Jordanem Knicksom w 1992 albo Heat w 1997? W ostatecznym rozrachunku
                      decydowało zawsze to, że nie było komu skutecznie pokryć MJ; tak samo jak nawet
                      najlepsza taktyka obronna i defensywa w zespole plus ogromna przewaga w Hall of
                      Famers nic nie pomogłyby Celtics przeciw Wiltowi, gdyby w zespole nie mieli
                      akurat Russella.
                      Ułamkowość twoich przesłanek wychodzi jeszcze dobitniej na jaw, gdy wypowiadasz
                      się – i tak zresztą wyrywkowo – tylko o latach 60. Okresów późniejszych już nie
                      studiowałeś; uważałeś, że w sporze Wilt – MJ będzie to niepotrzebne?
                      Tymczasem te liczby, które przytaczasz ze zgrozą mówiąc o kiepskich latach 60.,
                      mógłbyś równie dobrze odnieść do lat znacznie późniejszych; jeszcze tuż przed
                      przełomem defensywnym zapoczątkowanym przez Pistons, w latach 80., takie
                      drużyny jak Lakers i Nuggets potrafiły zdobywać po przeszło 120 pkt, tracąc po
                      110, a Nuggets nawet również 120! I co; od razu odpada cały zestaw twoich
                      opartych głównie na emocjach argumentów (wiadomo; taka przestrzeń między latami
                      60. I 90. – to musiał być inny świat ;-)); że wtedy grało się kiepsko, słaba
                      była konkurencja, gracze mali i dlatego nie można ich z ludźmi epoki Jordana
                      porównywać, bo to zupełnie inna bajka. Graczy lat 80. też nie można? BTW;
                      popraw mnie, jeśli się mylę; ale chyba i sam Jordan ładnych parę lat pograł
                      sobie w latach 80., tej epoce jakoby fatalnej obrony – bo tak skutecznej jak w
                      latach 60., i wtedy osiągnął swoje najlepsze wyniki, bez których nie byłoby
                      chwalenia się tą średnią wyższą od Chamberlaina, prawda? ;-)
                      Generalnie prawdą jest, że obecnie przywiązuje się znacznie więcej wagi do
                      obrony, niż dawniej; ale po pierwsze, jeśli nie liczyć przełomu ery post –
                      Pistons, ewolucja w tym kierunku była bardzo powolna, a po drugie i
                      ważniejsze, liga starała się temu ciągle przeciwdziałac (bo im jeśli obrona
                      dominuje, gra staje się dla widzów nudniejsza) poprzez ciągłe wprowadzanie
                      przepisów promujących atak i szybsze tempo gry (również ostatnie zmiany w
                      regułach wprowadzono pod tymi hasłami). I tu mamy kolosalna różnicę; mówisz, że
                      Wiltowi byłoby dziś trudniej, bo wyżsi gracze, zespołowa obrona itd. – ale
                      pytam się, czy z drugiej strony nie byłoby mu łatwiej poprzez (patrz wyżej)
                      inne podejście do fauli, ale także masę innych przepisów, które ułatwiałyby mu
                      dominację? A za jego czasów postępowano wprost przeciwnie; wprowadzano reguły,
                      żeby ukrócić jego indywidualną dominację, zarówno w college’u, jak i w NBA
                      (podobne traktowanie spotkało tylko 2 innych dominujących centrów; Mikana w
                      NBA i Kareema w college’u). I o tym warto przez cały czas pamiętać, porównując
                      średnie i inne osiągnięcia Chamberlaina z Jordanem; graczem, który – wprost
                      przeciwnie – doświadczał zmian reguł na swoją korzysć, jak choćby to sławne
                      przesunięcie linii za 3 o metr, dzięki czemu wreszcie zaczął mieć przyzwoite
                      średnie w trójkach.
                      • Gość: Wilt To Chamberlain był najlepszy - cz.9 IP: 195.117.2.* 12.02.02, 12:40
                        Można uciec się do bardziej bezpośrednich dowodów; zamiast spierac się
                        o „input” (uwarunkowania ligi w danym okresie), spójrzmy na „output” – wyniki
                        najlepszych strzelców, co daje najtrafniejszą odpowiedź, jak łatwo czy trudno
                        było dominować w lidze w danym okresie.Oto średnie sezonowe wyniki najlepszych
                        strzelców z kolejnych dekad (wyłączając Wilta):

                        60.: Baylor – 38,3 pkt Barry – 35,6 pkt
                        70.: Kareem – 34,8 pkt Bob McAdoo – 34,5 pkt
                        80.:Gervin – 33,1 pkt Jordan – 37,1 pkt

                        I co, widzisz tu jakiś spadek możliwości dominacji w ataku? Bo ja nie. :-) A
                        średnie Wilta z lat 60. górowały nad średnimi innych graczy z jego lat w tym
                        samym stopniu, co nad graczami lat następnych ; bo średnie całej reszty
                        superstrzelców NBA wcale nie spadły w prównaniu z latami 60.– co po raz kolejny
                        potwierdza tezę, że atak nie stawał się z każdą kolejną dekadą w sumie coraz
                        trudniejszy – a Wilt grając później dominowałby tak samo jak wcześniej. :-)
                        Ale zostały nam jeszcze lata 90.: jedyne, w których średnie i zespołów, i
                        strzelców wyraźnei spadły. O ile więc spadły najbardziej nas interesujące
                        statystyki królów strzelców?
                        90.: Jordan 31, 5 pkt (tuż zresztą przed Malone’em; 31,0 pkt) i Jordan 32,6
                        pkt.

                        Więc o co to wielkie halo, można zapytać? Spadek średnich Jordana w latach 90.,
                        oprócz zmian w grze całej ligi, był uwarunkowany jeszcze co najmniej 3 innymi
                        czynnikami – uzyskaniem kompetentnych w ataku partnerów, wprowadzeniem ofensywy
                        w trójkątach i, później, po prostu banalnym czynnikiem wieku – i mimo to
                        zamknął się w granicach 5 – 6 pkt! Przyjmijmy podobny spadek w odniesieniu do
                        Wilta w latach 90. (choć żadnych przesłanek, że grałby akurat w trójkątach, nie
                        ma ;-) – ale wspominałeś o większych gabarytach graczy dzisiaj, więc
                        uwzglednijmy to i wyjdzie na to samo); dodajmy spadek średnich zbiórek – efekt
                        zwolnienia tempa gry; i wychodzą nam zamiast 50 pkt. i 27 zbiórek rekordy Wilta
                        przynajmniej 40 pkt plus 20 zbiórek. Przypomnijamy; rekord MJ w punktach - 37,1
                        pkt ( i to jeszcze w latach 80., więc właściwie powinniśmy dać te 32,6 pkt),
                        rekord Rodmana w zbiórkach – 18,7 zb. Wilt JEDNOCZEŚNIE lepszy od nich obu! I
                        co – mało? Nie dominuje? ;-)
                        A w dodatku jest to obliczenie nie biorące pod uwagę ww. czynników działających
                        na korzyść Chamberlaina; przepisów ułatwiających atak i ograniczenia fauli.
                        Dlatego, gdybyś nawet jeszcze chciał argumentować, że warunki fizyczne
                        dzisiejszych graczy są jeszcze ważniejsze, że za nie same powinno się odjąć
                        Wiltowi z 10 pkt; przykro mi, no way. Szczudło w latach 90. biłby rekordy
                        zdobywając po co najmniej 40 pkt i 20 zb. w meczu (nie trzeba dodawać, że nie
                        musząc się ograniczać dla dobra zespołu również średnią punktową całej kariery
                        miałby wyższą od MJ) i – stając w dodatku przeciw mniejszej liczbie supergwiazd
                        niż w latach 60. oraz korzystając z większej popularności NBA w USA i na całym
                        świecie i zwiększonej uwago mediów - byłby w stanie udowodnić nawet w wyższym
                        stopniu niż za jego czasów, że żaden inny gracz w historii nie może się z nim
                        równać. :-)


                        jeżeli chodzi o warunki fizyczne to Chamberlain i Jordan spokojnie pasuja do
                        lat 90 -ych a w jakich warunkach grali

                        a) Chamberlina - nikt w lidze grajac na przyzwoitym poziomie nie dorownywal mu
                        warunkami fizycznymi

                        A jeśli już koniecznie chcesz dorównywania Wiltowi fizycznie, to przykro mi;
                        tak naprawdę to nawet tu i teraz nikt mu w pełni nie dorównuje; Shaq jest
                        cięższy, ale mniej silny, skoczny czy skoordynowany – reszta tym bardziej
                        słabsza. Więc może Wilt jest graczem jeszcze następnej dekady, wyprzedzając MJ-
                        a, który zatrzymał się w latach 90.? ;-)

                        T: obrona praktycznie nie istniala a druzyny zdobywaly srednio po
                        118 pkt
                        b) Jordan - w lidze jest mase zawodnikow masywniejszych wyzszych i nawet
                        znajda sie skoczniejsi

                        Ha! A gdzie niby to byli skoczniejsi (jakby to zresztą miało duże znaczenie) za
                        czasów świetności MJ, mój ty jego fanie, uważający go – rzecz jasna
                        z „ambiwalentnymi uczuciami” – za najlepiej fruwającego nad koszami gracza
                        wszechczasów? Chyba jako jedyny mógłby wchodzić pod uwagę Wilkins – ale on
                        przecież nigdy nie dorobił się drużyny mogącej stanowić zagrożenie w play
                        off... Co do masy i wagi; znów to samo – idąc tym tropem można udowodnić
                        wyższość każdego sławnego obrońcy nad każdym sławnym centrem (bo to obrońca
                        miał większość graczy przeciwnika mniejszych od siebie, a center – wprost
                        przeciwnie). Jaką taki wniosek stanowi bzdurę – nie trzeba chyba przekonywać.


                        T: twrada obrona mozna powiedziec ze nigdy w hisotrii druzynom nie
                        bylo tak ciezko zdobywac
                        punktow jak wtedy gdy MJ siegal po 6 tytułów mistrzowskich!

                        Znów się pytam; a co to za różnica akurat w odniesieniu do tytułów Bulls?
                        Przecież wszyscy – nie tylko pojedyncze zespoły, jak za czasów Wilta Celitics i
                        Knicks - grali bardziej zaangażowaną obronę i zdobywali stosunkowo mniej
                        punktów. A, przepraszam, jest różnica; ta zmiana działała właśnie na korzyść
                        Bulls, bo – choć patrzący powierzchownie lubią koncentrować się na zdobyczach
                        punktowych MJ – ta drużyna swoje tytuły zawdzięczała przede wszystkim obronie –
                        z Pippenem, Jordanem i Grantem/ Rodmanem!

                        T: teraz dlaczego analizuje tak szczegółowo początek lat 60 otóż dlatego ze w
                        tym
                        czasie Chamb mial swoje najwieksze
                        osiagniecia punktowe na podstwie ktorych wogole mozemy porownywac go do MJ.
                        Gdyby brac pod uwage druga czesc kariery to wogóle nie mamy o czym mowic :-)))

                        Osobiscie uwazam ze Chamberlain dokonał w na poczatku lat 60 to co zrobiliby
                        Garnet, Malone, Duncan, Iverson
                        nie mowiac juz o Carterze gdyby ich przeniesc w tamte czasy! Co robił by MJ to
                        az boje sie pomyslec :-)))

                        Byłby jednym z wielu – obok Westa, Robertsona czy Baylora i nie otaczałoby go
                        halo nawet w 10% tak wielkie, jak w latach 90 – nie mówiąc już o tym, że na
                        drodze do mistrzostw staliby mu Celtics i paru innych świetnych zespołów. Masz
                        rację, że boisz się pomyśleć. :-)
                        Na resztę tej myśli odpowiadam w innym miejscu, gdzie została ona wyrażona; bo
                        trzeba zauważyć toms, że - obok zamiłowania do przesady i wykrzykników –
                        potrafisz się niemiłosiernie powtarzać.

                        T: tak jak napisalem Chamb mial fenomenalna pierwsza czesc kariery w drugiej
                        juz
                        rzucal duzo mniej
                        i momentalnie spadl w klasyfikacji strzelcow !
                        Tlumaczenie jest takie ze zrezygnowal ze zdobywania pkt na rzecz druzyny, ze
                        skupil sie na obronie
                        bardzije niz na ataku

                        Ok to spojrzmy co Wilt osiagnal wzamian!
                        zdobył dwa tytuły mistrowskie z dwoma różnymi druzynami !

                        Powiedzialbym ze handel: Krol strzelcow a tytuły mistrzowskie byl nie zbyt
                        udany bo wcale tak wiele tych
                        tytułów nie zdobył a nawet fenomenalna druzyna z roku 19


                        • Re: Majkel najlepszym graczem w historii cz3 adres: *.cu.com.pl
                        Gość portalu: toms 06-02-2002 17:54 odpowiedz na list odpowiedz cytując

                        Powiedzialbym ze handel: Krol strzelcow a tytuły mistrzowskie byl nie zbyt
                        udany bo wcale tak wiele tych
                        tytułów nie zdobył

                        Aha; czyli dlatego, że nie zdobywał tytułów przez całą drugą połowę kariery,
                        a „tylko” 2
                        razy, to źle zrobił, nie opłacało mu się i może jeszcze (co znając twoją
                        obsesję nt. ataku nie jest wykluczone) lepiej by było, gdyby tego nie zrobił?
                        Jesteś pewien tego, co mówisz?

                        T: a nawet fenomenalna druzyna z roku 1972 nie byla w stanie
                        obronic tytułu
                        nie mowiac juz o 3 tytulach z rzedu !

                        wiec co my tutaj mamy? coraz nizsza srednia punktowa na mecz i raptem 2 tytuły
                        w ciagu 6 lat

                        Jak porownamy to z MJ to na prawde mizernie to wyglada prawda ? Zacznijmy od
                        teg ze MJ wcale nie musial
                        rezygnowac z krola strzelców aby osiaganc mistrzostwo i to nie dwa ale sześć i
                        to nie
                        • Gość: Wilt To Chamberlain był najlepszy - cz.10 IP: 195.117.2.* 12.02.02, 12:41

                          Jak porownamy to z MJ to na prawde mizernie to wyglada prawda ? Zacznijmy od
                          teg ze MJ wcale nie musial
                          rezygnowac z krola strzelców aby osiaganc mistrzostwo i to nie dwa ale sześć i
                          to nie z roznymi druzynami
                          ale w jednym klubie

                          W jednym klubie zamiast dwóch trudniej? Chyba łatwiej. Przemyśl to.

                          T:potrafil obronic tytuł dwa razy z rzedu !!! nie był to
                          jednoroczny zryw ale DYNASTIA!!!

                          Aha; tylko jeśli nie liczą się żadne zewnętrzne uwarunkowania, a tylko liczba
                          mistrzostw, to przykro mi; Chicago Bulls stanowczo nie dorównywali Śląskowi
                          Wrocław.
                          A w takim razie, nawet pozostając w obrębie samej NBA; jakie porówanie Bulls z
                          Celtics; 8 tytułów z rzędu i 11 w ciągu 13 lat? Mizernie wyglądają Byki,
                          mizernie; a więc znów podług twojej logiki indywidualnie wygrywa Russell.

                          T:Oczywiscie tytuł to nie tylko MJ ale cala druzyna ale nie przypadkiem MJ ma 6
                          tytułów MVP finałów
                          bo to on doprowadzil byki do tytułów on był liderem i to on gral najbardziej
                          spektakularnie w najwazniejszych momentach.
                          I to Jordan ma wyższą średnią z palyoff niż z kariery ! Dla porównania
                          Chamberlain ma niższą średnią z palyoff niż w karierze
                          i to wyraźnie niższą!

                          Po pierwsze (przy operowaniu liczbami naprawdę przydaje się trochę wyobraźni),
                          ta różnica w średnich kariery jest w duzej mierze wynikiem tego, że w drugiej
                          połowie kariery, kiedy Wilt ograniczył się w ataku, grał znacznie więcej meczów
                          w play off, bo jego drużyny osiągały wtedy większe sukcesy; po to własnie się
                          ograniczył (w dużej mierze to samo zjawisko wystapiło w końcu kariery
                          Robertsona). Stosunek wynosi 52 mecze w pierwszym okresie do 108 w drugim! Po
                          drugie, nawet rozpatrując wcześniejsze lata, zdobywanie przez Chamberlaina
                          niższych średnich niż w sezonie regularnym było możliwe dlatego, że faulowano
                          go jeszcze częściej niż zwykle (patrz wyżej), co dziś byłoby na taką skalę
                          niemożliwe i nieskuteczne; Shaq potrafi mieć nawet wyższą średnią w play off
                          niż w regular season! Po trzecie, trochę to obłudne podejście, jeśli zważyć, że
                          nawet jeśli średnia w play off mu spadła np. z 37,6 pkt do 33,2 pkt, to w
                          rezultacie znalazła się na tym samym poziomie co u MJ, któremu musiała w tym
                          celu wzrosnąć. I co; nawet pomijając wszystkie uwarunkowania tej sytuacji; czy
                          jeśli Wilt był lepszy w ataku od MJ w regular season, a w play off „tylko” taki
                          sam, to znaczy, że w sumie był od niego gorszy? Nie wspominając o np.
                          zgarnianiu przez Wilta przy okazji astronomicznych ilości zbiórek... A właśnie,
                          a propos zbiórek; po czwarte, i tak Wilt ma ich wyższą średnią w play off niż w
                          sezonie. I po piąte; jeśli o wielkości zawodnika ma decydowac skok jego
                          średniej punktowej w play offs, to najlepszym graczem w historii jest James
                          Worthy.
                          Aha, i patrz moje uwagi niżej o Barrym, Weście i Kobem.

                          T: I tutaj upada kolejny mit na temat Chamberlaina ze on to niby mial takiego
                          pecha ze indywidualnie
                          to byl super ale nie mogl trafic na dobra druzyne ! A ja sie pytam jaka drużyna
                          wygrala NBA w 67roku?
                          Czyżby drużyna Chamba ? Aha ! to jednak miał dobra druzyne! A co wiecej
                          osiągnął z tą druzyną ?
                          A no NIC! na jednym tytule się skończyło! Jednoroczny zryw!

                          Aha; znów niezbita logika. To, że w 1967, w 2. połowie kariery, Wilt wreszcie
                          grał w świetnej drużynie, obala mit, że wcześniej grał w niewystarczająco
                          dobrych... Wierzę ci na słowo, nie ma co. A co do siły drużyny; widzę, że wciąż
                          nie dociera. Ale spróbuję jeszcze raz, cytując swoje wcześniejsze posty i
                          rozprawiając się przy okazji z tematem konkurencji indywidualnej:
                          Co do liczby mistrzostw; sam wiesz, ze koszykówka jest grą drużynową. W
                          związku z tym nie można oczekiwać, ze nawet najlepszy zawodnik zdobędzie sam
                          mistrzostwo (Jordan też nic nie osiągnął w play off bez Granta i Pippena). Wilt
                          ze swoim unikalnym talentem miał po prostu pecha trafić do ligi, gdy w stopniu
                          niespotykanym wcześniej czy później (w dużej mierze dzięki wyjątkowym w
                          ówczesnej biedzie solidnym podstawom finansowym) dominowali Boston Celtics: 8
                          tytułów z rzędu i 11 w ciągu 13 lat! Mieli niemal skład marzeń; mówiło się z
                          przesadą, że nawet ich rezerwowi mogliby zdobyć mistrzostwo. W pewnym okresie
                          mieli w drużynie
                          7 przyszłych Hall of Famers, w tym 4 wybranych do "50" wszechczasów! (Bulls,
                          dla porównania, 2 z "50" i najprawdopodobniej również tylko tych 2 w Hall of
                          Fame (uzupełnienie; może z Rodmanem 3). Nie wdając się na razie w szczegóły ich
                          historycznych bojów z drużynami
                          o nie tak bogatym składzie - Sixers, Hawks, Warriors, Lakers - w tym wielu
                          wygranych dosłownie paroma punktami (Jordan - najbardziej farciarski gracz w
                          historii; Celtowie - najbardziej farciarska drużyna...), powiem, że można ująć
                          sprawę inaczej; o klasie Wilta świadczy właśnie to, że zdołał przełamać
                          hegemonię Celtics; w Sixers'67, jednej z paru najwspanialszych druzyn w
                          historii (w 1980 r. uznaną za najlepszą wówczas drużynę wszechczasów). Jedynym
                          innym, któremu się to udało, był Bob Pettit z Hawks w 1958; ale, z całym
                          szacunkiem dla jego umiejętności, nie wyszłoby mu, gdyby nie skręcona kostka
                          Russella.
                          Natomiast po Celtics, gdy Wilt i jego partnerzy - wówczas West i Baylor - byli
                          już niemłodzi i nie w pełni sił, przyszli Knicks, również supermocna ekipa,
                          najlepsza w historii klubu; najpierw 4, a potem 6 Hall of Famers. Uzupełnienie;
                          najpierw 3, a potem 5 z „50” wszechczasów! I z nimi
                          Lakers 2 razy przegrali, ale raz i im drużyna Wilta wydarła mistrzostwo, w
                          niesamowitym sezonie 71/72; 33 mistrzostwa z rzędu, rekord w historii
                          wszystkich sportów zawodowych i 69 w ogóle, bijąc rekord... Sixers'67, którzy
                          mieli byli 68 zwycięstw. I porównaj sobie teraz klasę przeciwników Wilta z
                          klasą przeciwników Jordana; tym razem drużynami, o przeciwnikach indywidualnych
                          już pisałem i jeszcze piszę niżej.

                          • Gość: Wilt To Chamberlain był najlepszy - cz.11 IP: 195.117.2.* 12.02.02, 12:43
                            Jordan nie miał godnych siebie konkurentów.
                            I nie mieli ich również Bulls. Rządzili w latach 90.; świetny trener i 2
                            graczy z pierwszej "50" wspartych znakomitymi w swojej klasie role players
                            pozwalało im spokojnie wygrywać z rywalami, którzy mieli; praktycznie zawsze
                            słabszego trenera (z wyjątkiem Rileya), nigdy lepszych role players i 0 lub
                            najwyżej 1 gracza z pierwszej "50", z wyjątkiem Jazz (bo w Lakers, jak
                            wspomniałem, Worthy'ego wyłączyła kontuzja, więc się nie liczył). No i właśnie
                            Jazz - też 2 z pierwszej "50" - byli najbliżej pokonania Bulls w Finałach, ale
                            jednak wkład Jordana okazał się większy od Malone'a (nic dziwnego - przecież
                            przyznaję, że MJ to był zawodnik dekady). I tu dochodzimy do kolejnej różnicy
                            w porównaniu z czasami Wilta, który musiał w karierze walczyć nie tylko z
                            rywalami nieporównywalnie lepszymi niż Jordan (z wyjątkiem raz Magica - jw.) -
                            Russellem, Robertsonem i pod koniec również Kareemem - oraz co najmniej równym
                            najlepszym rywalom Jordana - Malone'owi i Olajuwonowi - Pettitem, Cousym,
                            Baylorem i Westem (z 2 ostatnimi oczywiście aż
                            do czasu, gdy koniec kariery spędził w Lakers). Nie tylko to; co ważniejsze (bo
                            nawet od tak świetnych rywali indywidualnie był lepszy), kiedy Wilt przegrywał,
                            to z Celtics i Knicks; w szczytowych momentach odpowiednio 4 i 5 graczy z
                            pierwszej "50" ! (inna statystyka; Celtics - nawet 7 Hall of Famers naraz!);
                            czyli drużynami znacznie mocniejszymi i bardziej wyrównanymi od Bulls, nie
                            mówiąc już o ich rywalach.


                            oto
                            statystyki lat 60. i 90. ; z prawej strony liczby graczy z pierwszej "50",
                            którzy osiągnęli w danej dekadzie szczyt kariery, a z lewej - na wypadek gdyby
                            próbował się spierać, kto kiedy osiągnął szczyt - liczba graczy, którzy choć
                            odrobinę o te dekady się otarli:
                            Lata 60.: 26 - 15

                            Lata 90.: 16 – 10

                            Różnica ogromna, prawda?

                            I jeszcze tylko w skrócie ta sama myśl na nowo, bo nie chce mi się już szukać
                            tamtego fragmentu: na wyższą konkurencję w czasach Wilta niż w latach 90.
                            wpływało też to, że było znacznie mniej drużyn niż obecne 29; na początku (i to
                            wtedy właśnie, gdy bił swoje rekordy punktów czy zbiórek) 8, kiedy kończył –
                            17. Obecnie uważa się, że w lidze jest za dużo drużyn i dlatego nastąpiło
                            rozwodnienie talentu (ja sądzę, że na szczęście zaradzi temu rozpoczynająca się
                            właśnie inwazja foreigners). Mówi się, że Wiltowi było łatwiej z uwagi na
                            niższą wówczas średnią wzrostu; ale czy co najmniej porównywalneg


                            • Re: TOP 10 wszechczasów. adres: 195.117.2.*
                            Gość portalu: Wilt 17-01-2002 13:08 odpowiedz na list odpowiedz cytując

                            I jeszcze tylko w skrócie ta sama myśl na nowo, bo nie chce mi się już szukać
                            tamtego fragmentu: na wyższą konkurencję w czasach Wilta niż w latach 90.
                            wpływało też to, że było znacznie mniej drużyn niż obecne 29; na początku (i to
                            wtedy właśnie, gdy bił swoje rekordy punktów czy zbiórek) 8, kiedy kończył –
                            17. Obecnie uważa się, że w lidze jest za dużo drużyn i dlatego nastąpiło
                            rozwodnienie talentu (ja sądzę, że na szczęście zaradzi temu rozpoczynająca się
                            właśnie inwazja foreigners). Mówi się, że Wiltowi było łatwiej z uwagi na
                            niższą wówczas średnią wzrostu; ale czy co najmniej porównywalnego znaczenia
                            nie ma ww. argument? Trudniej byłoby Shaqowi dominować i zauważalnie spadłyby
                            jego statystyki (może w ogóle nie zdobyłby króla strzelców), gdyby zamiast
                            drewniaków w typie Olowokandiego czy Cato mierzyłby się mecz w mecz tylko z 7
                            najlepszymi centrami w kraju, jak musiał to czynić Wilt – mimo że konkurencja
                            wśród centrów jest nieporównywalnie słabsza niż wtedy. To samo dotyczy MJ i SG
                            lat 90. – jemu też byłoby trudniej i trochę by mu spadło; np. ta średnia
                            punktowa, co do której podnosi się, że ma jeszcze lepszą od Wilta (a co i tak
                            jest możliwe tylko dzięki temu, że Wilt na CAŁĄ drugą połowę kariery dla
                            korzyści swoich drużyn dobrowolnie zrezygnował z walki o kolejne tytuły króla
                            strzelców).




                            T:I tu idealnie mamy porównanie z MJ-em obaj mieli podobny początek kariery

                            Podobny? Mizernie (lubisz to słowo) wyglądał początek Jordana w porównaniu z
                            Wiltem, który od razu w pierwszym sezonie miał króla strzelców, mistrza zbiórek
                            i MVP sezonu oraz Meczu Gwiazd, nie wspominając oczywiście o ROY; który bił
                            wtedy rekordy ligi!

                            T:świetne statystyki punkotwe,
                            liderzy NBA w zdobywaniu punktow jednakze druzynowo niewiele osiągali ! i
                            dopiero w 8 sezonie tworzy sie wokół nich
                            drużyna na miare mistrzostwa i zdobywają tytuł ! W końcu następuje to na co
                            czekali i co ?
                            ha! jak różnie potoczyły się losy: Majkel zdobył jeszcze 2 kolejne tytuły a
                            potem jeszcze 3 z rzedu!
                            A Chamberline? już z Philadelphią nie zdobył tytułu potem przeniósł się do LAL
                            i dopiero 5 lat poźniej
                            sięgnął po tytuł i ponownie tylko raz !

                            Mowi sie ze Chamb zrezygnowal dobrowolnie z indywidualnych osiagniec na rzecz
                            druzyny ja bym to zrozumial gdyby
                            w zamian od 67 do 73 roku zdobyl 7 tytułów mistrzowskich ! wtedy taką zamiane
                            rozumię i jest to dla mnie logiczne
                            rzucam dużo ale nie mam najważniejszego bo nie jestem mistrzem NBA wiec
                            rzucam malo ale jestem mistrzem NBA
                            a u Chamba mamy 7 sezonów gdy rzucał mało i w tym czasie dwa razy był mistrzem
                            NBA
                            jordan zawsze rzucał dużo i do tego dołożył 6 tytułów mistrzowskich.

                            • Gość: Wilt To Chamberlain był najlepszy - cz.12 IP: 195.117.2.* 12.02.02, 12:44
                              Taki drobny kontrast pomiędzy tymi dwoma zawodnikami i ich osiągnięciami po tym
                              jak siegneli w koncu
                              po tytuł mistrza NBA!
                              A jakby dodac do tego fakt ze Jordan przez caly okres swojej swietnosci byl
                              krolem strzelcow a w z playoff
                              ma lepsza srednia niz z sezonu zasadniczego w karierze to ja nie mam
                              watpliwosci kto jest najlepszym zawodnikiem
                              w historii!!!


                              a teraz moze najwazniejszy powod dlaczego ludzie uiewlbiaja Majkela a
                              mianowicie za jego niesamowite akcje dajace zwyciestwo
                              druzynie! Gdzie zwykly czlowiek jak patrzy na to, na stres jaki zwiazany jest z
                              gra to nie wie czy wogole bylby w stanie zlapac
                              pilke nie mowiac o trafieniu do kosza a co robi Majkel ? Po prostu trafia i
                              wygrywa ! w tych decydujacych momentach!
                              Ma jeden rzut i ten jeden rzut wykorzystuje i to w najwazniejszych momentach
                              gdy gra sie o mistrzostwo!

                              A czy słyszelismy o tym ze Chamb w decydujacych momentach zachowal zimna krew i
                              dzieki niemu druzyna wygrala
                              juz nie mowie o zdobyciu mistrzostwa ale czy slyszelimy o jakis swietnych
                              akcjach w koncowkach ?
                              otóż nie!

                              Tak, to jasne – to nie Wilt przesądzał o zwycięstwach swoich drużyn i
                              mistrzostwach Sixers i Lakers. Jedno tylko pytanie, bo oto odsłaniają się
                              przede mną nieznane dotąd tajniki wiedzy o tamtych latach; KTO mianowicie o tym
                              przesądzał, jeśli nie Wilt? I czemu to on dostał MVP Finałów w 1972 (a dostałby
                              i w 1969, gdyby ta nagroda już wtedy istniała)?

                              T:A raczej na odwrot raczej slyszelismy o Havlicku ktory mial
                              przechwyt w decydujacym momencie
                              i gdy Boston wygral w siodmym meczu 110-109 z Philadelphia tak tak ! Phila
                              zaliczyla strate i przegrala!

                              Tak, tak – a to Wilt jest winien temu, że podanie nie od niego poszło nie do
                              niego (co było nb. grubym błędem), było niedokładne i dzięki temu Hondo
                              zaliczył przechwyt. Gdybyś stosował normalne kryteria oceny, a nie wypaczone
                              (za wszelką cenę poniżyć Wilta, żeby dzięki temu wywyższyć MJ), to może byś
                              zauważył, jakim osiągnięciem było w ogóle doprowadzenie przez zaledwie
                              trzecioroczniaka do sytuacji, w której absolutnie dominująca drużyna w NBA
                              wygrywa w 7. meczu różnicą zaledwie paru punktów. To nie była jedyna sytuacja
                              tego rodzaju, w której Chamberlain samemu musiał kompensować wielką przewage
                              składu innego zespołu - a kiedy to niby MJ wygrał z zepsołem o silniejszym
                              składzie? Podpowiem ci – NIGDY. Wiltowi udało się to - w 1967 i 1972 – i
                              dlatego naprawdę wyjątkową nieuczciwością jest twierdzenie, jakoby MJ był w
                              stanie w większym stopniu przesądzić o wyniki play offs niż Big Dipper.
                              Aha, chcesz rezultatów z play offs? To średnie Wilta ze zwycięskiej, 5-meczowej
                              serii z Bostonem z 1967; 22 pkt., 32 zb. i 10 asyst; triple double w całej
                              serii (a byłoby w okolicach quadruple, gdyby licozno bloki)! I może mi powiesz,
                              że Jordan był w stanie kontrolować przebieg rozgrywek na tak wiele różnych
                              sposobów?
                              A i tak, wychodząc poza temat Wilt-MJ (jak i ty to robisz, przywołując...TD czy
                              Garnetta – tylko że ja przywołam nazwisko znacznei większego kalibru); wg
                              ciebie superważna średnia punktowa w play offs, tak? Jerry West; średnia
                              kariery 27,0 pkt (4. w historii) i 29, 1 pkt w play offs (2. w historii, po
                              MJ) – on świetnie rzucał wolne, więc faulowanie nie skutkowało. I teraz wyobraź
                              sobie, co by się stało ze statystykami oryginalnego Mr Clutcha, gdyby wystąpił
                              chociaż jeden z 2 czynników; albo znano by już wtedy rzut za 3. (a West był
                              przez całą karierę świetny z dystansu, w przeciwieństwie do MJ) – albo nie
                              musiał dzielić się piłką z innym geniuszem ofensywy – Baylorem (3. średnia
                              kariery – 27,4 pkt!); a póżniej już z Wiltem i Goodrichem. Na pierwsze pytanie
                              trudno odpowiedzieć dokładnymi danymi; ale na drugie można się pokusić, znając
                              statystyki Jerry’ego w play offs 1965 r., kiedy kontuzja wyłączyła Baylora i
                              dzięki temu West mógł być pierwszą opcją w ataku, podobnie jak MJ w Bulls.
                              Osiągnął wtedy średnią 40,6 pkt w całych rozgrywkach i – co ważniejsze – 46,2
                              pkt w 6 meczach przeciwko Bullets; rekord niepobity do dziś!
                              I co, dalej będziesz się upierał, że średnia punktowa z play offs przesądza
                              sprawę? A w ogóle; jeśli play offs są ukoronowaniem regular season, to
                              ukoronowaniem play offs są Finały, prawda? Otóż muszę cię zmartwić; pewnie o
                              tym nie wiesz, bo projordanowska propaganda jakoś to przemilcza – ale najwyższą
                              średnią w Finałach miał nie Jordan, ale inny mistrz ataku – Rick Barry.
                              I tak zupełnie BTW; z ostatnim Meczem Gwiazd Kobe prześcignął Jordana i to on
                              ma najlepszą średnią punktową z Meczu Gwiazd. :-) Mnie to tak bardzo nie
                              obchodzi, ale skoro lubisz takie statystyki...

                              T: tak na marginesie to nie zawsze bylo tak ze Boston stawal na drodze Wiltowi
                              do
                              mistrzosta bo w 61 Phila odpadla z syracuse
                              a w 63 wogole Witl nie gral w play off a od 70 roku przegrali z NEW York i z
                              Milwakue

                              A kto kiedy napisał, ze Boston zawsze stawał Wiltowi na drodze do mistrzostwa?
                              Co to znowu za bzdury? Zresztą czy nie pisałem o Knicks? Gdybyś doczytał jednak
                              do końca to, co znalazłeś o latach 60., to wiedziałbyś, że tamta dynastia
                              Celtów zakończyła się w 1969 z odejściem Russella,a Chamberlain odszedł
                              przecież w 1973, więc jak mogliby grać przeciw sobie do samego końca? Chyba że
                              o sprawie mają decydować te jedna seria z 1961 i absencja w 1963 (tu apel; bądź
                              poważny. Może o Jordanie też nie powinno się mówić, że jego wczesne lata w
                              drużynie były przyćmione przez Pistons? Przecież to nie jedyna ekipa, z którą
                              przegrał w play off). O Knicks pisałem; kolejna przewaga w pierwszej „50” i
                              Hall of Famers, poza tym znacznie młodsza drużyna (zresztą Celtowie odzyskali
                              tytuły w latach 68-69 też dzięki napływowi młodych świetnych graczy, mających
                              później - oprócz Howella – pomóc im zdobyć tytuły w latach 70.; nieprawdą jest
                              więc, że byli wówczas starsi od Lakers i Sixers – było raczej odwrotnie!).
                              Natomiast zatrzymajmy się przy Milwaukee, bo to przypadek pouczający, zważywszy
                              na to, że wreszcie można tu mówić o w pełni porównywalnych składach. W 1971
                              Lakers z nimi przegrali, gdy tamci zakończyli sezon 66-16 (w tym ówczesny
                              rekord – 20 zwycięstw z rzędu) i po pokonaniu LAL, których kolejna kontuzja
                              Baylora, definitywnie już kończąca jego karierę, zostawiła z wielką dziurą na
                              pozycji SF, w Finałach skasowali 4-0 pogromców Knicks – Bullets. Ale przyszły
                              następne 2 lata i mieliśmy te w pełni porównywalne składy. Po 2 supergwiazdy w
                              kombinacji inside – outside (Kareem i Robertson oraz Wilt i West), wsparte 1
                              gwiazdą mniejszego kalibru (Dandridge i Goodrich) oraz dobrymi role players,
                              jak McMillian czy Hairston. Jedna podstawowa różnica; to Bucks mieli zawodnika
                              uważanego wówczas za najlepszego nie tylko centra, ale w ogóle gracza ligi;
                              niejakiego Kareema Abdul-Jabbara, kolekcjonującego wówczas MVP sezonu i tytuły
                              króla strzelców. I co się stało? W 2 OSTATNICH sezonach Wilta w lidze Lakers
                              pokonali Bucks, a Chamberlain zdominował młodszego o 11 lat Jabbara, ukazując
                              najwymowniej, kto, mimo upływu lat, jest wciąż the best. Biorąc poprawkę na
                              krótsze wówczas kariery, byloby to podobnie, jakby Bulls grali w starym
                              składzie do dzisiaj (O.K. – Rodman byłby już zdecydowanie za stary, więc dajmy
                              za niego Eltona Branda), a Lakers, trenowani przez G. Karla czy Pata, stanęliby
                              naprzeciw nim i wygrali, przy czym obecny MJ zdominowałby obecnego Kobego.
                              Widzisz taki scenariusz (szczególnie w kontekście tego, co zdarzyło się w Meczu
                              Gwiazd :-) )? Bo ja – nie.
                              • Gość: Wilt To Chamberlain był najlepszy - cz.13 IP: 195.117.2.* 12.02.02, 12:45
                                T:generalnie sprawa wyglada tak ze Chamb najwieksze swoje osiagniecia mial w
                                pierwszej czesci kariery
                                kiedy ewidentnie dominowal fizycznie w lidze i obrona byla duzo slabsza niz
                                obecnie a druzyny rzucaly srednio 20pkt
                                wiecej niz obecnie!
                                nastepnie aby zdobyc cos poza indywidualnymi trofeami musial z nich zrezygnowac
                                aby mu sie udalo dwa razy
                                zostac mistrzem NBA przypomnijmy ze w tym czasie jeszcze mistrzami zostawaly
                                druzyny Mliwakue, New York i Bostonu
                                Nie znane mi sa przypadki aby Chamb wspanialymi akcjami prowadzil druzyne do
                                zwyciestw co wiecej musial
                                raczej zrezygnowac z krola strzelcow aby jego druzyna wygrywala mistrzostwo!

                                Aha; czyli dla ciebie rezygnacja z króla strzelców oznacza, że nie grał
                                wspaniałych akcji? Trudno o bardziej uproszczony (żeby nie powiedzieć
                                inaczej...) sposób rozumowania. A jeśli wg ciebie Wilt swoją grą nie prowadził
                                2 z najlepszych drużyn NBA wszechczasów, to KTO?

                                T: z drugiej strony mamy MJ 10 krotnego krola strzelcow 6 krotenego mistrza NBA
                                a
                                i co smieszniejsze
                                z najwyzsza srednia z kariery ! ktory całą kariere gral na równym najwyzszym
                                poziomie!

                                Równym? Poczytaj sobie jego statystyki; jednak na niego – mimo że uważasz go za
                                Boga – choć nie musiał rezygnować z pierwszeństwa w ataku, również działały tak
                                banalne czynniki jak ogólny spadek liczby zdobywanych punktów w lidze,
                                uzyskanie nieżłych partnerów w ataku, wprowadzenie trójkątów, czy po prostu
                                wiek.

                                T: bez zadnych
                                dodatkowych poswiecen dla dobra druzyny itp. tlumaczeń! po prostu MJ zawsze byl
                                krolem strzelcow i to
                                w czasach gdy obrona osiagnela rozmiary niespotykane do tej pory

                                A co to ma do rzeczy; przecież większe skupienie się na obronie oznacza, że
                                wszyscy kandydaci do tytułu króla strzelców mieli od tej pory trochę trudniej w
                                zdobywaniu punktów - nie tylko on.

                                T: on zawsze byl
                                na czele !

                                Jak niegdyś Związek Radziecki na czele świata ;-) (jeśli nie jesteś zbyt młody,
                                żeby taką piosenke pamiętać). Używasz podobnie zaangażowanej retoryki...

                                T: ale to
                                byłoby nic nie warte gdyby nie fakt założenia dynastii w NBA i 6 tytułów
                                mistrzowskich ale i to byłoby
                                bez znaczenia gdyby nie to ze numerem jeden w tych zwyciestwach był MAJKEL
                                JORDAN 6 - krotny MVP finałów!

                                Gdyby tak nagroda istniała odpowiednio wcześnie, Bill Russell miałby 10 MVP
                                Finałów; no i co z tego? Czy to decyduje o wszystkim?

                                T: Juz na marginesie tylko wspomne ze MJ pokazal rowniez ze nie trzeba byc
                                olbrzymem jak Chamberline czy
                                Jabarr ewentualnie nie najnizsi Russell czy Magic aby rzadzic w NBA ! Wystarczy
                                być troche wyższym facetem
                                nie majacym nawet 2 metrow i latac pod i nad koszem !!!!
                                Nie trzeba miec 218 cm aby byc najlepszym wytarczy byc zwinnym,skocznym,
                                szybkim i skutecznym.

                                Aha; czyli „argument wzrostu” wyciągasz nie tylko przeciw Wiltowi, ale nawet
                                Magicowi - ale MJ już nie? Trudno o bardziej dwulicowe postępowanie; gość o
                                wzroście 206 cm (a i tak zaokrąglonym w górę, bo na zdjęciach z Birdem widać
                                wyraźnie, że był z 5 cm niższy od tamtego, który naprawdę miał 206 cm) to
                                zawdzięcza dużo wzrostowi, a gość o wzroście 198 cm już nie – akurat ten
                                przedział najwyżej 8 cm się liczy? W takim razie ja powiem, że najlepszy w
                                historii był Iverson, w przeciwieństwie do MJ nie jeden z najwyższych obrońców
                                swoich czasów, ale jeden z najniższych; w zeszłym roku rządził indywidualnie
                                mając tylko 182 cm; to daje 16 cm różnicy na jego korzyść w porównaniu z MJ,
                                prawda? On dopiero udowodnił, że wystarczy być „zwinnym, skocznym,
                                szybkim i skutecznym” (co formułujesz zresztą tak, jakby Wilt zwinny, skoczny,
                                szybki i skuteczny nie był).


                                T: Podsumowując porównanie Wilta Chamberlaina i MJ-a

                                Wg. mnie bezsporne jest to iż Chamberlain duzo bardziej rządził indywidualnie w
                                lidze

                                Tu się zgodzę. ;-)

                                T: na początku
                                niż MJ ale uwazam ze mial po prostu duzo łatwiej niz Majkel !

                                Jasne; grając przeciw silniejszym przeciwnikom i silniejszym drużynom – zawsze
                                ma się łatwiej. :-)

                                T: Ale liczby są
                                liczbami ! 100 pkt w meczu
                                triple double - double robią wrażenie ! ale musimy pamietać ze to są
                                osiągnięcia indywidualne ktore trwaly jedynie połowe
                                kariery a o drugiej połowie to raczej nie ma co dyskutować i fani Chamberlina
                                raczej nie lubią o tym wspominać bo

                                Co za nonsens; kiedy ja – albo jakikolwiek inny fakt – nie wspominał o drugim
                                okresie jego kariery i w jakikolwiek sposób go przemilczał? Przeciwnie; właśnie
                                ten drugi okres dodatkowo udowodnił, jak bardzo był wielki, potrafiąc dominować
                                w lidze również zdobywając mniej punktów.
                                Poza tym wiesz, toms – naprawdę twoje zaślepienie statystykami punktowymi
                                przekracza wszelkie rozsądne granice. Nie zastanawiałeś się nigdy, czemu liga
                                oblicza jeszcze ładnych parę innych kategorii? Zrezygnowanie przez Wilta z
                                walki o kolejne tytuły króla strzelców oznacza, że nie miał już żadnych
                                osiągnięć indywidualnych w połowie kariery (sic!). Nie liczy się to, że był
                                najlepszy w zbiórkach, czasie gry, celności gry (wtedy właśnie osiągnął 2
                                najlepsze wyniki wszechczasów), blokach czy – jako jedyny big man w historii
                                prowadził w lidze w asystach - i fantastyczna obrona. Nie liczą się przyznawane
                                za to wszystko MVP, All – Defensive Teams i prowadzenie do mistrzostwa przeciw
                                teoretycznie silniejszym przeciwnikom (mającym więcej przyszłych graczy z
                                pierwszej „50” i Hall of Famers) 2 z 10 najlepszych drużyn wszechczasów. Liczy
                                się tylko kolejność w rankingu strzelców; ciekawe tylko dlaczego liga i
                                zawodnicy myślą inaczej i w większości przypadków MVP sezonu dostawali gracze
                                nie będący królami strzelców? Ciekawe, co na to odpowiesz; i czy w odniesieniu
                                do dzisiejszej ligi również uważasz, że automatycznie o wartości zawodnika
                                decyduje miejsce w rankingu strzelców i że Stojakovic jest lepszy od Garnetta i
                                bardziej zasługuje na MVP, a Allan Houston – od Kidda?
                                A co do triple – doubles; tu ostatnio wyszła na jaw miła dla mnie
                                niespodzianka :-) Choć kolekcjonowałem osiągnięcia Chamberlaina skąd tylko
                                mogłem, okazało się, że jeszcze coś przegapiłem. Otóż sądziłem, że na liście
                                triple doubles trzeci jest Bird; tymczasem jest 4., a 3. miejsce, po Magicu i
                                Robertsonie zajmuje...Wilt, z 74 triple doubles! I przy tym jest to tylko lista
                                obejmująca triple – doubles z oficjalnie prowadzonych za jego czasów kategorii.
                                Gdyby doliczyć bloki, to Szczudło byłby bezapelacyjnie na pierwszym miejscu,
                                zważywszy, że REGULARNIE do swoich double-doubles w punktach i zbiórkach
                                potrafił dorzucać ok. 10 bloków (szacowano jego średnią kariery w blokach na
                                7,5).
                                Już nie mówiąc o quadruple – doubles, które dzięki asystom Wilt w latach 66-68
                                mógł zaliczać gdzieś tak w co drugim meczu. Tymczasem od kiedy zaczęto
                                oficjalnie liczyć bloki i przechwyty, jedynie 4 graczy przez te wszystkie lata
                                zdołało zaliczyć quadruple doubles – każdy po JEDNYM. No further comments.
                                • Gość: Wilt To Chamberlain był najlepszy - cz.14 IP: 195.117.2.* 12.02.02, 12:46
                                  T: statystyki punktowe poleciały na łeb na szyje

                                  Na łeb na szyję? W 1967, jako jedyny gracz w historii, na podium we wszystkich
                                  trzech najważniejszych kategoriach; trzeci w asystach, pierwszy w zbiórkach,
                                  ale jednocześnie trzeci w punktach! (nie wspominając o prowadzeniu – i przy
                                  okazji pobiciu rekordu, później poprawionego przez samego siebie – w celności z
                                  gry). Kiedy MJ był w pierwszej „3” czy nawet „5” choćby w 2 z tych kategorii?
                                  Nigdy! Wilt dostosowywał się po prostu do siły ofensywnej drużyny, w której
                                  aktualnie był i do jej innych najlepszych strzelców; natomiast w jakim stopniu
                                  było to kwestią świadomego wyboru, pokazuje to, że jeszcze w Lakers – gdzie
                                  grał najmniejszą rolę w ofensywie ze wszystkich swoich 3 drużyn i był
                                  oczywiście najstarszy – potrafił zdobyć 60 pkt w meczu w wieku 33 lat, a nawet –
                                  co jeszcze bardziej imponujące – 45 pkt w meczu Finałów w wieku 34 lat!
                                  Porównaj sobie teraz to z tak świetnymi strzelcami jak Karl Malone czy Larry
                                  Bird, którzy nie grali tak w finałach nawet w kwiecie wieku i będąc
                                  niekwestionowanymi pierwszymi strzelcami swoich zespołów – nie mówiąc o tym, że
                                  nie osiągali przy okazji choćby zbliżonych rezultatów w obronie czy na
                                  tablicach. Aha, zdaje się że takich rezultatów nie osiągał również w tym wieku
                                  niejaki Michael Jordan (przynajmniej nie odnotowała ich strona NBA) :-) To
                                  chyba obrazuje wystarczająco, co by się działo, gdyby Wilt chciał zdobywać
                                  punkty przez cały czas; i jak wyraźnie jego średnia byłaby wyższa od średniej
                                  Jordana, którą tak się chwalisz.

                                  T: a w ciagu 7 lat Chamb zdobył
                                  raptem 2 tytuły mistrzowskie.

                                  Russell w ciągu 13 lat zdobył 11 tytułów mistrzowskich, a Jordan w czasie 13
                                  (teraz 14) „raptem” 6 – i co teraz? Taka to właśnie argumentacja. Kiedy ty
                                  wreszcie zrozumiesz, że nie można jednego – nawet najlepszego zawodnika –
                                  obarczać odpowiedzialnością za sukcesy całego zespołu? Czy jeśli Małysz wygra
                                  na K-120 z Hannawaldem indywidualnie, a przegra (co jest praktycznie pewne) w
                                  drużynie, to będziesz mówić, że Hanni jest lepszym skoczkiem niż Małysz? Cóż za
                                  kompletne pomieszanie pojęć.

                                  T: O ile ciekawiej i barwniej wyglada kariera Jordana

                                  O ile nudniej i w jak dużym stopniu napompowana przez media...

                                  T: Absolutna dominacja pod
                                  wzgledem liczby zdobytych punktow w lidze
                                  dynastia druzynowa i fenomenalna gra w palyoff a przede wszystkim w
                                  najważniejszych meczach czyli w finale playoff
                                  Punkty w ostatnich sekundach, a przede wszystkim regularnosć i stały najwyższy
                                  poziom prowadzący do chyba
                                  najlepszego konca kariery w 98 roku jaki mozna sobei wyobrazić!

                                  Jakbyś nie zauważył – to już przestał być koniec kariery – teraz MJ wrócił i
                                  drugiego takiego końca kariery mieć nie będzie...

                                  T: Jezeli ktos woli indywidualne statystyki bedzie wolał Chamberlaina, jeżeli
                                  ktoś
                                  woli efektowne akcje to wybierze Cartera,
                                  ale jeżeli ktoś woli najskuteczniejszego gracza w lidze, który jako lider
                                  prowadzi regularnie swój zespół do zwycięstwa w NBA
                                  to wybierze Jordana bo nie ma w historii zawodnika który tak dominowałby w
                                  zdobyczach punktowych indywidualnie
                                  i jednocześnie zdobyłby tak dużo drużynowo!

                                  Ha ha; i Jordan tylko sobie zawdzięczał te sukcesy drużynowe (znów to
                                  pomieszanie pojęć), dzięki którym stawiasz go na pierwszym miejscu? Jakoś nic
                                  drużynowo nie osiągnął, póki nie współdziałał z Jacksonem, Pippenem, Grantem –
                                  a z nimi odniósł aż tyle sukcesów tylko dzięki brakowi godnych rywali – nawet
                                  już nie indywidualnych, ale wśród innych drużyn jako całości. Zamień Wilta i
                                  Jordana miejscami w Bulls lat 90. i Sixers, Warriors czy Lakers lat 60. – Bulls
                                  zdobyliby tytułów jeszcze więcej, bo kto byłby w stanie przeciwstawić się
                                  Chamberlainowi? Ani Shaq ani Olajuwon; nikt. Natomiast role players – w
                                  przeciwieństwie do swojej sytuacji z lat 60. – Wilt miałby nie słabszych, ale
                                  lepszych od innych czołowych drużyn. Z kolei, co Jordan zdziałałby w zespołach
                                  Wilta? Niewiele, nie mając ani dość szerokiego składu, by przeciwstawić się
                                  Celtom, ani możliwości, którą w całej lidze miał tylko Wilt, stanowiącą jedyną
                                  szansę na ich pokonanie przy posiadaniu słabszego składu: indywidualne
                                  zdominowanie Russella
                                  (i nie mam tu na myśli zdobywania więcej punktów niż on – co nie byłoby takie
                                  trudne - ale tzw. total package; uniemożliwienie mu kontrolowania przebiegu
                                  gry, co mu się prawie zawsze udawało). Jeśli zdominowało się go – i to bardzo
                                  wyraźnie – wtedy dopiero można było pokonać Celtics. Jordan oczywiście tego
                                  zrobić by nie mógł (choćby z prostego powodu bycia SG, a nie zawodnikiem
                                  podkoszowym) – i nie zdobyłby w tamtej epoce żadnego tytułu, a nie tylko
                                  tych „zaledwie” 2, z których tak się wyśmiewasz (ciekawe, czy chociaż byłeś
                                  konsekwentny, i Jordana nie klasyfikowałeś jako the best ever dopiero po jego
                                  drugim tytule), Natomiast indywidualnie MJ byłby jednym z paru czołowych graczy
                                  swojego kalibru (Baylor, Robertson, West); przykro mi, żadnej dominacji w MVP,
                                  żadnej przepaści między nim a innymi takich jak w latach 90. Ciekawe zresztą,
                                  co byś sobie myślał, gdyby takiej wymiany można dokonać (możesz spróbować sobie
                                  wyobrazić, jeśli wykażesz wystarczającą elastyczność umysłową, ale w końcu sam
                                  sugerowałeś, że Wilt był „graczem lat 90.”) i gdyby to Wilt gral w latach 90.,
                                  osiągając więcej i indywidualnie i drużynowo od MJ? Przecież otoczyłaby go
                                  propaganda większa nawet jeszcze niż Jordana, bo mająca solidniejszą podbudowę
                                  merytoryczną, a więc i ty – z właściwą sobie skłonnością do przesady -
                                  wielbiłbyś go jeszcze bardziej niż MJ, biłbyś przed nim pokłony i zakładał o
                                  każdym jego meczu już nie jeden – jak przy Jordanie – ale dwa wątki (zaiste
                                  przerażająca wizja! ;-)). A gdyby ktoś na forum ośmielił się wspomnieć, że w
                                  odległych latach 60. był taki niezły zawodnik nazywający się Jordan, pierwszy
                                  naskoczyłbyś na niego i próbował zmieszać z błotem, wytykając ustępowanie
                                  Wiltowi, szczególnie w sukcesach drużynowych.
                                  Ale nie trzeba żadnych eksperymentów myślowych do dostrzeżenia jednej prostej
                                  prawdy; nikt się nie zbliżył – i również jest w najwyższym stopniu
                                  nieprawdopodobne, że się zbliży) – do poziomu przewagi nad wszystkimi innymi
                                  zawodnikami – nawet najlepszymi – czy z jego czasów, czy wcześniejszych czy
                                  późniejszych). Ty mi mówisz o MVP Jordana – a jakich on miał konkurentów w
                                  porównaniu z Wiltem do MVP (wtedy konkurencja była tak wielka, największa w
                                  historii, że tacy supergracze jak West czy Baylor nie zdobyli ani jednego MVP
                                  sezonu). Zresztą to i tak nie byłaby nieodparta argumentacja: nawet grając w
                                  bardziej wymagających czasach Pettit miał więcej od Jordana MVP Meczu Gwiazd;
                                  gdyby wtedy istniały MVP finałów, Russell miałby z 10 (a zresztą MVP finałów
                                  nie osiągnie się bez odpowiedniej drużyny, więc znów nie jest to kryterium do
                                  oceny pojedynczego zawodnika) i wtedy miałby więcej wszystkich MVP od Jordana;
                                  a Kareem (grając w latach 70., podobnie łatwiejszych co 80. ) zdobył więcej od
                                  MJ MVP sezonu. Mówisz o tytułach króla strzelców; a jakich w latach 90. Jordan
                                  miał konkurentów w porównaniu z konkurentami Wilta? Ani jednego na miarę Westa,
                                  Baylora czy Robertsona. Robertson 6 razy przekroczył barierę 30 pkt (mniej
                                  tylko od Jordana i Chamberlaina), a mimo to w tych latach ani razu nie zdobył
                                  tytułu króla strzelców; bo zawsze lepszy był Wilt! W zbiórkach Szczudło mierzył
                                  się z drugim najlepszym rebounderem w historii – Russellem – i mimo klasy
                                  Russella, a także mimo to, że musiał w przeciwieństwie do tamtego zajmować się
                                  też atakiem, w ich wspólnych sezonach wynik brzmiał 8:2 dla Wilta. To samo w
                                  czasie gry, gdzie niedoścignieni byli Russell i Robertson (także świe
                                  • Gość: Wilt To Chamberlain był najlepszy - cz.15 IP: 195.117.2.* 12.02.02, 12:47
                                    To samo w czasie gry, gdzie niedoścignieni byli Russell i Robertson (także
                                    świetni West i Baylor, ale już w mniejszym stopniu) – a jednak Wilt był jeszcze
                                    lepszy. Gdyby rejestrowano bloki, sytuacja byłaby identyczna, bo wszyscy
                                    świadkowie zgadzają się, że Szczudło był lepszy nawet od Russella, choć tamten
                                    potrafił osiągać przeszło 10 bloków na mecz (porównaj to sobie z
                                    obecnym „wyścigiem”, kiedy najlepsi osiągają po 3-4 bloki). Itd. Itp. Tak, a tu
                                    mamy lata 90., gdzie podczas kariery Jordana chyba tylko jeden gracz
                                    przekroczył 30 pkt; Malone w 1991! I nie trzeba dodawać (chyba że zacytuję moje
                                    wcześniejsze posty, bo nie chce mi się pisać od nowa), jak ogromna różnica była
                                    między liczbą graczy z pierwszej „50” w czasach Wilta i w czasach MJ-a...
                                    A jednak, nawet w czasach tej słabszej konkurencji, po porównaniu obiektywnych
                                    dokonań – kto był w czym najlepszy i ile razy:

                                    Jordan:
                                    - 10 razy król strzelców
                                    - 3 razy najlepszy w przechwytach
                                    i to wszystko.

                                    Natomiast Wilt (i wbrew temu, co sugerujesz, z wyjątkiem punktów, w których
                                    dobrowolnie się ograniczył, te osiągnięcia trwały przez całą jego karierę; a
                                    zresztą ja tez mógłbym powiedzieć, że wszystkie swoje tytuły w przechwytach – a
                                    zresztą także Defensive Player of The Year – Jordan zdobył za młodu):
                                    - 7 razy król strzelców
                                    - 11 razy najlepszy w zbiórkach
                                    - 1 raz najlepszy w asystach,
                                    - 8 razy najlepszy w czasie gry,
                                    - 9 razy najlepszy w celności z gry.

                                    Nie wspominając nawet o posiadaniu w tych kategoriach takiej liczby rekordów,
                                    do jakiej nikt – włącznie z Jordanem nawet w przybliżeniu się nie zbliżył – i o
                                    tym, że gdyby za czasów Wilta liczono oficjalnie bloki (a nie liczono ich,
                                    podobnie jak przechwytów – więc i pod tym względem MJ przeniesiony do lat 60.
                                    by stracił), to też byłby the best z 8-9 razy i odnotował parę rekordów
                                    wszechczasów.

                                    Obraz więc mamy dość miażdżący. Nawet licząc tylko 3 najważniejsze kategorie –
                                    punkty, zbiórki, asysty – Wilt był najlepszy w nich w sumie 19 razy, w
                                    porównaniu do 10 razy Jordana; prawie 2:1. Gdyby liczyć wszystkie kategorie,
                                    ten stosunek wynosiłby 28 do 13! Nie było gracza, który w ciągu swojej kariery
                                    prowadziłby w tylu kategoriach co Wilt – i to średnio z tak ogromną przewagą.
                                    Nawet wciąż wyróżniając z tych 5 kategorii jedynie 3 najważniejsze; jedynie Big
                                    Dipper zdążył być na czele ich wszystkich. Tacy centrzy i PF jak Pettit, Hayes,
                                    Mikan, a nawet Robinson byli w karierze the best w punktach i zbiórkach (to
                                    jeszcze stosunkowo najłatwiejsze); tylko Nate Archibald (naraz!), Jerry West i
                                    Wilt – w punktach i asystach (byłby jeszcze Robertson, gdyby obliczano wg
                                    dzisiejszych norm); i tylko Wilt w asystach i zbiórkach; no i oczywiście tylko
                                    on we wszystkich 3 kategoriach. Tymczasem MJ był najlepszy tylko w jednej
                                    kategorii; punktach. Choć dobrze podający obrońca, nigdy nie zbliżył się nawet
                                    do prowadzenia w tym w lidze; a dokonał tego Wilt; center, czyli ktoś, kto z
                                    teoretycznego punktu widzenia nie mógł tego zrobić! Teraz zbiórki; powiesz, że
                                    nie można wymagać od SG prowadzenia w zbiórkach; ale skoro Szczudło mógł
                                    prowadzić w asystach, to Jordan mógł i w zbiórkach, bo to jest dokładnie tak
                                    samo nieprawdopodobne!
                                    Z kolei w kwestii łączenia bycia the best w poszczególnych kategoriach; MJ
                                    potrafił być naraz najlepszy w 2: punktach i przechwytach. Tymczasem Wilt
                                    potrafił być najlepszy naraz nie tylko w punktach i zbiórkach (jak poza nim
                                    tylko paru graczy; chyba jedynie Pettit i Mikan), nie tylko w zbiórkach i
                                    asystach (jako jedyny w historii); ale jeszcze do każdej z tych 2 kategorii
                                    dorzucić czas gry i celność z gry; czyli być najlepszy w 4 kategoriach naraz (z
                                    blokami byłoby 5)!

                                    Najlepsze wyniki w sezonie obu graczy:

                                    MJ: Wilt:

                                    37,1 pkt 50,4 pkt
                                    8,0 zb. 27,2 zb.
                                    8,0 as. 8,6 as.

                                    Te wszystkie fakty potwierdzają średnie z całych karier obu graczy. W
                                    stosowanym, gdy chce się porównać zawodników z różnych pozycji, wskaźniku
                                    sumującym wyniki z 3 najważniejszych kategorii (widzisz, dziwnym trafem
                                    specjaliści biorą pod uwagę jeszcze coś poza punktami) wynik Jordana wynosi,
                                    nawet nie uwzględniając w średnich jego wyników z tego roku:

                                    31,5 pkt.+ 6,3 zb.+ 5,4 as.= 43,2

                                    A Wilta:
                                    30,1 pkt. +22,9 zb.+4,4 as.= 57,4; o jedną trzecią więcej.
                                    To najlepszy wynik wszechczasów – i to uwzględniając, że kryteria przyznawania
                                    asyst były wtedy surowsze niż w latach 90. – gdyby nie to, nawet samą średnią
                                    kariery asyst miałby podobną co MJ, a łączny wynik – jeszcze wyraźniej lepszy!


                                    I gdzie to wszystko pozostawia Jordana? Czy można mieć jeszcze jakieś
                                    wątpliwości, kto – niezależnie od rozkładu sił w lidze – indywidualnie bardziej
                                    dominował i więcej osiągnął? A wierz sobie w wyższość Jordana, jeśli chcesz,
                                    toms – taki jest ton epoki, do którego znacznie łatwiej się dostroić, niż
                                    wykazać odrobinę nonkonformizmu i niezależności myślenia. Są i tacy, którzy
                                    wierzą, ze Britney Spears jest lepsza nie tylko od Nata King Cole’a, ale i od
                                    Beethovena; w końcu kto tu jest popularniejszy i ma więcej sprzedanych płyt? Ja
                                    tylko chcę po raz kolejny zaznaczyć, że argumentami merytorycznymi nie uda ci
                                    się tego udowodnić jego wyższości nad Wiltem, choć dzielnie i wytrwale tego
                                    próbowałeś i pewnie jeszcze będziesz próbował; bo na szczęście, więcej i lepsze
                                    argumenty tego typu posiada strona prochamberlainowska. : -)
                                    I tym optymistycznym akcentem...
                      • Gość: easy79 Re: To Chamberlain był najlepszy IP: *.i.tania.siec.osiedlowa.z.firmy.provider.pl 13.02.02, 12:51
                        Wilt Ty się starasz nie zauważać jednej rzeczy. Nie tylko sympatycy MJ na tym
                        forum ale i fachowcy od koszykówki zgodnie twierdza że spotrt ten, tak jak i
                        inne na przestrzenie lat bardzo sie zmienił, rozwinął. Dzisiejsi gracze sa
                        więksi, silniejsi, szybciej biegaja, sa lepszymi atletami. Gra stała się
                        bardziej siłowa a zawodnicy są dodatkowo lepiej wyszkoleni technicznie. I
                        przytaczanie masy statystyk, liczb nie ma tu wiekszego sensu. Trzeba by było
                        przenieśc MJ w czasy gry Wilta i odwrotnie i wtedy by sie okazało kto jak by
                        sobie radził. Wilt musiał by walczyć juz nie tylko z jednym, dwoma wysokimi
                        zawodnikami, którzy cos potrafia ale z całymi drużynami, tak jak to musiał
                        robić MJ aby zdobyć pkt. Jemu na przeszkodzie stawali wszyscy, obrońcy,
                        skrzydłowi i środkowi. Wilt musiał sie tak naprawde martwić tylko o tych
                        ostatnich, a w jego czasach tak naprawdę nie miał przeciwników. Takie same
                        tendebncje zauważalne we wszystkich sportach, bez wyjatku.
                        Ta rozmowa staje się juz nudna, w kółko to samo, a i tak nic to nie zmieni.
                        Tony statysty, wywody których nawet człowiekowi nie chce sie czytać a i tak nie
                        ma to większego sensu. My Ciebie nie przekonamy, ty nas nie przekonasz a ktoś
                        patrzący z boku pomyśli że juz chyba oszleliśmy:) Proponuje zakończyć ten spór.
                        Ty zostań przy swoim zdaniu, ja zostane przy swoim i oby reszta tez tak
                        postąpiła. Dla mnie po prostu co byś nie napisał na temat gry Wilta to i tak
                        nie będzie to miało odniesienia do wspólczesnej koszykówki. Ja w każdym razie
                        będę się starał juz nie pisać na ten temat bo szkoda czasu. Wolę sie już
                        pośmiać z tych którzy już niedługo zaczna pisać watki typu "Kobe najlepszym
                        graczem w historii"...
                        Pozdr.
                        • Gość: Wilt Re: To Chamberlain był najlepszy IP: 195.117.2.* 11.03.02, 18:54
                          Easy, angażować się w dyskusję nt. Wilta będzie zawsze dla mnie (przynajmniej
                          póki obowiązki pozwolą) warto, póki:
                          a) wciąż nowe osoby będą mnie na nią wyzywać - jak właśnie toms,
                          b) również starzy forumowicze - tacy jak Ty - będą dawać czasem dowody, że (jak
                          sam przyznajesz) moich postów dokładnie nie przeczytali, bo ja do wspomnianej
                          przez Ciebie kwestii warunków fizycznych wtedy i w latach 90. odnosiłem się
                          naprawdę szczegółowo.
                          I tyle.

                          Pzdr
                          • Gość: easy79 Re: To Chamberlain był najlepszy IP: *.i.tania.siec.osiedlowa.z.firmy.provider.pl 12.03.02, 13:24
                            Gość portalu: Wilt napisał(a):

                            > Easy, angażować się w dyskusję nt. Wilta będzie zawsze dla mnie (przynajmniej
                            > póki obowiązki pozwolą) warto, póki:
                            > a) wciąż nowe osoby będą mnie na nią wyzywać - jak właśnie toms,
                            > b) również starzy forumowicze - tacy jak Ty - będą dawać czasem dowody, że (jak
                            >
                            > sam przyznajesz) moich postów dokładnie nie przeczytali, bo ja do wspomnianej
                            > przez Ciebie kwestii warunków fizycznych wtedy i w latach 90. odnosiłem się
                            > naprawdę szczegółowo.
                            > I tyle.
                            >
                            > Pzdr

                            Po pierwsze to witam bo dośc długiej nieobecności:)))

                            Wilt, ja nie napisałem że postów nie czytam, tylko że czasami mi sie zwyczajnie
                            nie chce tego robić. Ale gwarantuje że odkad piszę na tym forum przeczytałem
                            niemalże wszystko co sie tyczy NBA.
                            Teraz taka mała uwaga. Postaraj sie czasem określić czy uważasz że gdy sam coś
                            napiszesz to jest to juz temat zamknięty do dalszej dyskusji czy też może
                            dopuszczasz myśl że jednak możesz się czasami mylić. Z tonu Twoich postów wynika
                            że jakakolwiek polemika z Twoimi opiniami jest absolutnie niepotrzebna ponieważ i
                            tak Ty masz rację. Gdybym ja tak traktował dyskusję to gwarantuję Ci że do tej
                            pory Wilta nie było by na drugim miejsu wśród moich best ever:))) Zarzucasz wielu
                            osobom ślepą "wiarę" w Jordana a sam zachowujesz sie jeszcze bardziej skrajnie w
                            stosunku do swego idola. Troszke to hipokryzją zalatuje. MAm nadzieję że Cię nie
                            uraziłem w żaden sposób i nie będę usiał czytać jakiegoś napastliwego komentarza
                            pod moim adresem:)))

                            Pozdr.
      • watto Majkel najlepszym graczem w historii. TO OCZYWISTE 06.03.02, 22:02
        Napisałeś parę argumentów, z którymi sie zgadzam.
        Ale dla mnie ważne są tytuły mistrza NBA. Jordan byłby najlepszy nawet gdyby
        nie zdobył żadnego mistrzostwa.
        Koszykówka to gra zespołowa i jeden zawodnik, nawet najlepszy nie wygra
        wszystkiego.
        Licząc ile sie wygrało tytułów można dojść do najlepszej drużyny, ale nie do
        najlepszego koszykarza.

        Tak naprawdę nie są najważniejsze dla mnie statystyki (oprócz ilosci zdobytych
        pktów).
        Wielkość Jordana widzi sie oglądając po prostu jego grę.
        To wszystko. Do tego trzeba mieć oczawiscie pojęcie o samej grze, jak i o
        artyźmie. Było wielu swietnych koszykarzy, już niestety zapomnianych (jak
        Wilkins). Ale Jordan jest jeden.
        Larry Bird kiedyś powiedział:"To bóg przebrany za Michaela Jordana"("I think
        he's God disguised as Michael Jordan.").
        I o to właśnie chodzi.
        Chodzi o artyzm, dominację i umiejętosci.


        To samo jest z Maradoną. Trzeba zobaczyć jak grał.
        I nie można go porównywać do Pele, który grał wieki temu, kiedy poziom był dużo
        niższy i gra o wiele łatwiejsza.
        • Gość: toms Re: Majkel najlepszym graczem w historii. TO OCZYWISTE IP: *.pl 07.03.02, 09:46
          watto napisał(a):

          > Napisałeś parę argumentów, z którymi sie zgadzam.
          > Ale dla mnie ważne są tytuły mistrza NBA. Jordan byłby najlepszy nawet gdyby
          > nie zdobył żadnego mistrzostwa.
          > Koszykówka to gra zespołowa i jeden zawodnik, nawet najlepszy nie wygra
          > wszystkiego.
          > Licząc ile sie wygrało tytułów można dojść do najlepszej drużyny, ale nie do
          > najlepszego koszykarza.
          >

          Ha widzisz watto a tutaj to ja sie z tobą niezgadzam bo ja wilekosc Jordana
          upatruje wlasnie w tym ze jego talent strzelecki mozna bylo z powodzeniem
          polaczyc z sukcesami druzyny.
          Czy wiesz watto ile razy zdarzało sie w historii NBA powiedzmy od 1959 roku czyli
          od Chamba ze najlepszy strzelec ligi grał w druzynie ktora wygrala mistrozstwo ?
          a wiec na 40 tytułów takich przypadków było raptem 8 z czego 6 przypadków to MJ!!!
          to pokazuje ze tytuł mistrzowski i krol strzelcow nie ida ze soba w parze
          i nie przypadkowo Chamberlain zdobył swój pierwszy tytuł nie wczesniej i nie
          pozniej niz w roku gdy przestał być krolem strzelcow!
          Wlaśnie kariera Chamba i innych super strzelcow potwierdzala prawde ze
          egoistyczne nabijanie sobie statystyk pkt w koszykowce nei sluzy druzynie i ze
          trzeba wybierac albo tytuł albo król strzelców az w koncu przyszedł gracz który
          pokazał ze to bzdura i ze mozna miec i jedno i drugie ! ze to idzie w parze
          wystarczy "tylko" być najlepszym graczem w historii :-)))

          > To samo jest z Maradoną. Trzeba zobaczyć jak grał.
          > I nie można go porównywać do Pele, który grał wieki temu, kiedy poziom był dużo
          >
          > niższy i gra o wiele łatwiejsza.

          nie chce w to wchodzic glebiej ale o ich wielkosci mowi sie tyle i pamieta
          dlatego ze zdobyli mistrzostwa swiata , po to sie gra w tak gre .... prawda

          • Gość: Wilt Re: Majkel najlepszym graczem w historii. TO OCZYWISTE IP: 195.117.2.* 11.03.02, 18:48
            Gość portalu: toms napisał(a):

            > Ha widzisz watto a tutaj to ja sie z tobą niezgadzam bo ja wilekosc Jordana
            > upatruje wlasnie w tym ze jego talent strzelecki mozna bylo z powodzeniem
            > polaczyc z sukcesami druzyny.

            To uzgodnijcie to najpierw z watto - a ja popolemizuję sobie ze zwycięzcą. :-)

            > Czy wiesz watto ile razy zdarzało sie w historii NBA powiedzmy od 1959 roku czy
            > li
            > od Chamba ze najlepszy strzelec ligi grał w druzynie ktora wygrala mistrozstwo
            > ?
            > a wiec na 40 tytułów takich przypadków było raptem 8 z czego 6 przypadków to MJ
            > !!!

            A ciekawe czemu tylko od 1959 - czemu oprócz Kareema i Shaqa (których zresztą i
            tak nie wymieniasz po nazwisku) pomijasz już zupełnie Mikana i Fulksa - żeby
            wyższy współczynnik takich przypadków należał do MJ?
            Co do rzadkości bycia jednocześnie królem strzelców i mistrzem - jestem
            wzruszony, że zwróciłeś uwagę przynajmniej na drobną część mojej
            argumentacji ;-) - bo to ja o tym obszernie pisałem. Nie ma jednak roży bez
            kolców; w poście do watto zupełnie pominąłeś moje wyjaśnienia, czemu jest to tak
            rzadkie i jakiego szczęśliwego zbiegu okoliczności, oprócz umiejętności, trzeba
            jeszcze, by to osiągnąć...

            > to pokazuje ze tytuł mistrzowski i krol strzelcow nie ida ze soba w parze
            > i nie przypadkowo Chamberlain zdobył swój pierwszy tytuł nie wczesniej i nie
            > pozniej niz w roku gdy przestał być krolem strzelcow!

            Właśnie w pewnym sensie przypadkowo; bo przypadkowo trafił do epoki, w której
            istniała drużyna - Celtics - składem i siłą ognia górująca nad innymi w stopniu
            dziś niewyobrażalnym; i dlatego, żeby ją pokonać, musiał włączyć się w system
            kolektywnego ataku. Ale też musiał dlatego, że Sixers zgromadzili akurat -
            kolejny przypadek - wiele talentów ofensywnych; gdyby jak Celtowie czy Knicks
            mieli w zamian wielu wybitnych defensorów, a trochę słabszy atak, z łatwością
            można wyobrazić sobie scenariusz (układałem sobie podobną drużynę), w którym Wilt
            pokonałby Russella i Celtics pozostajć jednocześnie królem strzelców. I to mimo
            to, że jak już wiele razy wyjaśniałem (i to nawet na tym wątku; chyba nisko
            cenisz inteligencję forumowiczów jeśli sądzisz, że nie zauważą, że do tej sprawy
            już szczegółowo się odniosłem), że w przeciwieństwie do Jordana, Wilt walczył o
            mistrzostwo z przeciwnikami o silniejszych albo nawet znacznie silniejszych
            składach. Natomiast Bulls Jordana byli właśnie jak ten hipotetyczny zespół Wilta;
            świetna defensywa i słabszy od niej atak (silniejszy i tak nie był potrzebny; nie
            napotykali przecież rywali na miarę przeciwników Szczudła; Celtics czy Knicks),
            co pozwalało w sumie błyszczeć jedynemu w drużynie snajperowi - MJ. Nie widzę
            jednak szczególnego powodu, żeby go za ten pomyślny zbieg okoliczności tak
            kredytować.


            > Wlaśnie kariera Chamba i innych super strzelcow potwierdzala prawde ze
            > egoistyczne nabijanie sobie statystyk pkt w koszykowce nei sluzy druzynie i ze
            > trzeba wybierac albo tytuł albo król strzelców az w koncu przyszedł gracz który
            >
            > pokazał ze to bzdura i ze mozna miec i jedno i drugie ! ze to idzie w parze
            > wystarczy "tylko" być najlepszym graczem w historii :-)))

            To o kim w końcu mówisz w odniesieniu do "egoistycznego nabijania punktów"; o
            Wilcie, MJ, obu z nich, o żadnym? Tak czy owak Wilt rezygnując napierw z tytułu
            króla strzelców, a potem również z bycia pierwszą strzelbą, dokonał i na polu
            poświęcenia się dla drużyny nieporównanie więcej niż MJ. Zresztą, jak zwykle
            twoja jordanowska egzaltacja przesłania ci fakty; co znaczy, że dopiero Jordan
            pokazał, ze można łączyć mistrzostwo z królem strzelców - przecież już w
            PIERWSZYM sezonie NBA dokonał tego samego Fulks! A potem byli Mikan, Jabbar, z
            kolei po MJ, jak na razie, Shaq, będą kolejni... Wszyscy byli najlepszymi
            graczami w historii? A może byli "tylko drudzy", za MJ a przed wszystkimi innymi,
            którym tego się nie udało (biedacy, nie wiedzieli, że to decyduje o ich
            wielkości ;-)); i Fulks był lepszy od Robertsona, a Mikan - od Wilta?!!! Widzimy
            więc, że to kryterium nie może decydować, a nawet te szczęśliwe zbiegi
            okoliczności, o których mówiłem, nie czynią Jordana i pod tym względem
            - łączenia - kimś wyjątkowym.

            > nie chce w to wchodzic glebiej ale o ich wielkosci mowi sie tyle i pamieta
            > dlatego ze zdobyli mistrzostwa swiata , po to sie gra w tak gre .... prawda

            Mistrzostwa najważniejsze i dlatego powinno się pamiętać o wielkości graczy? W
            takim razie w NBA wracamy do punktu wyjścia; najlepszy Russell (a przed Jordanem
            z największych również Havlicek, a powinien jeszcze się wysforować Kobe ;-)). A w
            futbolu, jak już pisałem, np. Wiltord lepszy od Eusebio...

        • Gość: Wilt Re: Majkel najlepszym graczem w historii. TO OCZYWISTE IP: 195.117.2.* 11.03.02, 18:14
          watto napisał(a):

          > Napisałeś parę argumentów, z którymi sie zgadzam.
          > Ale dla mnie ważne są tytuły mistrza NBA. Jordan byłby najlepszy nawet gdyby
          > nie zdobył żadnego mistrzostwa.

          ???? To jedno czy drugie?

          > Koszykówka to gra zespołowa i jeden zawodnik, nawet najlepszy nie wygra
          > wszystkiego.
          > Licząc ile sie wygrało tytułów można dojść do najlepszej drużyny, ale nie do
          > najlepszego koszykarza.
          >
          > Tak naprawdę nie są najważniejsze dla mnie statystyki (oprócz ilosci zdobytych
          > pktów).

          A dlaczego tylko ta ma się liczyć? Albo wszystkie (oczywiście jedne bardziej od
          innych, albo żadna).

          > Wielkość Jordana widzi sie oglądając po prostu jego grę.
          > To wszystko. Do tego trzeba mieć oczawiscie pojęcie o samej grze, jak i o
          > artyźmie. Było wielu swietnych koszykarzy, już niestety zapomnianych (jak
          > Wilkins). Ale Jordan jest jeden.
          > Larry Bird kiedyś powiedział:"To bóg przebrany za Michaela Jordana"("I think
          > he's God disguised as Michael Jordan.").
          > I o to właśnie chodzi.
          > Chodzi o artyzm, dominację i umiejętosci.

          To, że to Wilt był "the most dominant ever", to przyznają nawet amerykańscy fani
          MJ (inna sprawa, że potem próbują to rozróżnić od bycia "the best ever", co mnie
          osobiście wydaje się raczej mało przekonujące). Z dalszej części twojego postu
          wynika, że jednak chodzi ci o to, że nie tytuły się liczą, a osiągnięcia
          indywidualne - dlatego tym bardziej dziwię się twojemu przedkładaniu nad Wilta
          Jordana, który po prostu indywidualnie osiągnął mniej (tzn. dziwię się
          intelektualnie, bo emocjonalnie jest dla mnie zupełnie jasne, że ty i wielu
          innych wolicie MJ, bo po prostu - jak wciąż podkreślacie - dorastaliście
          ogladając go i podziwiając; nie powinno to jednak oznaczać zamykania uszu na
          odmienne argumenty). Aha, w innym poście próbujesz z tego wybrnąć za
          pomocą "przedpotopowości" Chamberlaina, która niwelować ma jego osiągnięcia
          indywidualne. Już na to właściwie odpowiedziałem w postach do tomsa i do ciebie,
          teraz połączę to w jedno; za 20 - 30 lat przyjdzie ktoś do ciebie i przytoczy
          supergwiazdę następnej generacji i powie, że to jest gracz wszechczasów,
          najlepszy, choć osiągający średnie niższe nie tylko od Wilta, ale i od MJ, może
          nawet tylko 25 ppg, bo przecież nie można porównywać z nim i z jego epoką takich
          przedpotopowych dinozaurów. Będziesz miał wtedy odpowiedź - czy bez problemu,
          zgodnie z twoją logiką, uznasz niższość MJ? Ciekaw jestem tego.

          > To samo jest z Maradoną. Trzeba zobaczyć jak grał.
          > I nie można go porównywać do Pele, który grał wieki temu, kiedy poziom był dużo
          >
          > niższy i gra o wiele łatwiejsza.

          No to widzę, że przynajmniej jesteś konsekwentny (bo jednak tak jak większość
          rozmaitych znawców uważa za nr 1 MJ, tak i Pelego - jakoś nie pasuje to do tezy o
          nieprzystawalności epok); Jordan zamiast Chamberlaina, Maradona zamiast Pele...
          pewnie jeszcze Tyson zamiast Muhammada Ali; po prostu wierzysz tylko temu, czemu
          kibicowałeś na własne oczy. ;-) Ja jednak pozostanę przy Wilcie i Pele, których
          uważam za ścisłą czołówkę sportowców wszechczasów (a i Ali w takiej TOP 10 by się
          spokojnie zmieścił).

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka