politykatomojaulubiona
30.05.05, 20:49
Leszek "Napoleon" Jezierski
członek zarządu PZPN:
"Dziś związek znajduje się jednak pod ostrzałem i być może w końcu uzna, że
trzeba zacząć rygorystycznie egzekwować wymogi. I tym razem będzie bardzo surowy."
A, więc to tak wygląda. Gdy PZPN nie jest pod obstrzałem to robi to, co mu się
podoba. Nikt PZPN nie patrzy wtedy na ręce, więc można robić wałki. Dopiero
atak mediów powoduje, że PZPN musi pokazać ludziom, jaki on jest rygorystyczny
i jak bardzo stoi na straży prawa. Tylko dlaczego zamiast zająć się
rzeczywistymi problemami, PZPN potęguje te mniejsze a potem je zwalcza,
uważając to za sukces.
Tak właśnie może być w przypadku Lecha. PZPN nie przyzna mu licencji. Dla
pospolitego Polaka będzie to oznaczało, że PZPN nie toleruje kombinatorstwa i
walczy z patologią. Jednak osoby, które na codzień interesują się piłką nożną,
wiedzą swoje. Gdyby rzeczywiście PZPN miał zamiar walczyć z faktycznymi
problemami, to powinien się zająć układami w związku, wśród sędziów i
obserwatorów. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że im niższa liga tym więcej
korupcji i układów. Ale tym PZPN się nie zajmie, bo ten problem choć dotyczy
niemalże wszystkich zespołów niższych lig, to nie zrobi takiego wrażenia na
społeczeństwie jak tytuł w Fakcie czy SE "Lech usunięty z Ekstraklasy".
Nie twierdzę, że sytuacja finansowa w Lechu jest bardzo dobra. Być może
brakuje dokumentów do przyznania licencji. Jednak wypowiedź nie byle kogo, bo
członka zarządu PZPN przypomina akcję "Dobieracie się nam do d..y, to pokażemy
na co nas stać. Ale i tak prawdy nie poznacie"