Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Wywiad Piechniczka dla Gazety

    IP: *.orion.pl 13.07.06, 14:52
    Roman Imielski: Dlaczego chciał Pan zostawić Pawła Janasa, a nie szkoleniowca
    z zagranicy.

    Antoni Piechniczek: Bo jestem szefem polskiego Wydziału Szkodzenia, a nie
    holenderskiego i moim zadaniem jest szkodzić polskiej, a nie holenderskiej
    piłce. Gdybym miał szkodzić piłce holenderskiej, to proponowałbym, żeby to
    Holendrzy wzięli sobie Janasa. Polscy trenerzy udowodnili, że nie potrafią
    odnosić sukcesów ani na wielkich imprezach, ani nawet na całkiem małych -
    kompromitacje w dwóch kolejnych finałach Mistrzostw Świata, kompromitacje
    naszych klubów w kolejnych edycjach rozgrywek pucharowych, a nawet w Pucharze
    Intertoto wyraźnie to potwierdzają. Nie powinny nam zmącić obrazu trzecie
    miejsca sprzed 32 i 24 lat, ani czterokrotny start w MŚ z rzędu w latach 1974-
    86, bo to było tak dawno, że można spokojnie o tym zapomnieć. Znalezienie się
    wśród 32 najlepszych zespołów w roku bieżącym, to być może i sukces, ale
    jeżeli weźmiemy pod uwagę, z kim musieliśmy o ten awans rywalizować, to nasz
    Wydział Szkodzenia i trener Janas są w pełni usprawiedliwieni. A dzięki
    awansowi do finałów mogliśmy się skompromitować dużo spektakularniej, niż
    gdybyśmy w ogóle nie awansowali. Wydział Szkodzenia podziwia i dziękuje
    trenerowi Janasowi za ten efektowny wyczyn.

    Nie jest tak, że neguję wybór Beenhakkera. Dzięki niemu wyraźniejsze staną
    się napięte nastroje, kłótnie, żal, spory. Środowisko trenerskie zjednoczy
    się żeby wraz z Wydziałem Szkodzenia szkodzić nowemu selekcjonerowi i całej
    polskiej piłce. To są pozytywy i ja je dostrzegam.

    Poza tym - sukcesy Beenhakkera w piłce reprezentacyjnej nie były rewelacyjne.
    Przecież 10 razy grał na MŚ i nie wygrał bodaj żadnego meczu, a ja grałem 11
    i wygrałem trzecie miejsce na świecie. Tak, że słaby selekcjoner, zjednoczone
    przeciwko niemu środowisko i nasz Wydział Szkodzenia pozwalają mi z
    optymizmem patrzyć w przyszłość.

    Bardzo istotne jest też, się o piłce pisze źle. To powinni docenić
    dziennikarze, bo dla nich jest ciekawiej, można komuś dokopać, ludzie
    chętniej to przeczytają. Bo Polacy są smutasami - pan się dziwi, że Janas
    zachowywał się tak jak zachowywał - i cieszą się, jak się komuś nie uda. I tu
    właśnie jest misja Wydziału Szkodzenia - my dostarczymy Polakom tej radości,
    powodując, że Beenhakkerowi też się nie uda.

    Roman Imielski: Dziennikarze nie marzą o niczym innym, jak tylko o wielkim
    sukcesie...

    Antoni Piechniczek: Ależ mnie też na tym zależy, tylko, że dla mnie sukcesem
    jest jak najgłębszy upadek naszej piłki. Zresztą - sukces niejedno ma imię.
    Nikt nie wie, że w latach 60. był taki trener Ryszard Koncewicz i dostał
    propozycję zostania selekcjonerem Holandii. Ale żona powiedziała: "Rysiu,
    jesteśmy bezdzietnym małżeństwem, po co nam te wielkie pieniądze kosztem
    wyjazdu. Zostańmy w kraju, chodź do łóżka, zrobimy sobie dziecko". To jest
    fakt, bo byłem piłkarzem u tego trenera.

    Roman Imielski: To historia zatoczyła koło - my mieliśmy być nauczycielami
    Holendrów, a teraz musimy uczyć się od nich.

    Antoni Piechniczek: Oczywiście, że tak, ale to nie wynika z tępoty ani
    głupoty naszych trenerów. Po prostu oni wolą pójść do łóżka i się pokochać,
    zamiast zajmować się jakąś trenerką. To jest mądra postawa. Czasami, jak
    czytam gazety, to aż uśmiech ciśnie mi się na twarz, bo to ja byłem
    wykładowcą na kongresie trenerów powiatowych w Kiernozi w 1963 r. I to mój
    wykład zrobił największe wrażenie, a sołtys Kiernozi powiedział do szefów aż
    dwóch LZSów: "Panowie, spłynęła na nas lawina informacji, którą długo po
    powrocie do domu będziemy analizować, a tymczasem napijmy się". Wygrałem
    także konkurs recytatorski w Tłuszczu, zaś maturę z polskiego zdałbym na
    pewno, gdyby nie złośliwość jednego nauczyciela.

    Roman Imielski: Ale to było 40, 30 lat temu. Dziś żaden polski trener nie
    pracuje w dobrym klubie ani reprezentacji.

    Antoni Piechniczek: Oczywiście, żyjemy tamtymi czasami, i to ja za to
    odpowiadam, żeby to się nie zmieniło. Powinniśmy zwrócić się z tym pytaniem
    do ludzi, którzy mają dziś 40, 45 lat i ich o to zapytać. I powiedzą, że to
    ja im na drodze stoję. Bo brak sukcesów naszych trenerów reprezentacji to
    jeden z największych sukcesów naszego Wydziału Szkodzenia.

    Roman Imielski: To dlaczego dziś polscy trenerzy nie chcą się uczyć, nie chcą
    nawiązać do najlepszych lat polskiej piłki?

    Antoni Piechniczek: A skąd Pan wie, że oni nie chcą się uczyć. Może jest
    tak, że chcą, ale nie mogą? A może wiedzę mają głęboką, tylko trafiają na
    taką sytuację, że lepsza byłaby wiedza płytka? Przecież większość piłkarzy
    Janasa grała zagranicą, szkolili ich tamtejsi, teoretycznie lepsi, trenerzy,
    a Janasowi, wspieranemu przez Wydział Szkodzenia i tak udało się w krótkim
    czasie kompletnie ich zdemotywować i oduczyć gry, do tego stopnia, że
    najlepszymi piłkarzami w Niemczech okazali się grający w polskiej lidze
    Ireneusz Jeleń i Bartosz Bosacki, którym nie poświęcilismy dostatecznej
    uwagi, za co przepraszamy. Zdarzają się zawodnicy mający kręgosłup moralny i
    wymagania wobec siebie, ale Wydział Szkodzenia potrafi to szybko wykryć i
    postawić na takiego, który będzie się zachłystywać tym, że rośnie im konto w
    banku.

    Ja panu powiem, dlaczego broniłem Janasa, mimo że miał świetny bilans meczów,
    strzelonych goli. Jego sposób prowadzenia kadry gwarantował klęskę i dlatego
    Wydział Szkodzenia jest mu wdzięczny. Popełnił takie błędy, że my nie
    musieiśmy mu pomagać, tym bardziej, że Wydział Szkodzenia został wsparty
    poprzez utworzenie funkcji wiceprezesa PZPN ds. szkodzenia reprezentacji
    [Henryk Apostel]. Ekipa Janasa nie chciała się z nami liczyć i nie liczyła, a
    my mogliśmy mu w wielu sprawach pomóc, zmusić do refleksji i jeszcze
    pogorszyć sytuacją. Gdyby nas posłuchał, na mundial być może zabrałby
    Majdana, Świerczewskiego i przede wszystkim nie zabierałby Jelenia, ani
    Bosackiego i trochę inaczej tę reprezentację przygotował, bo jednak z
    Niemcami powinniśmy przegrać znacznie wyżej. Być może wszystko potoczyłoby
    się inaczej, być może atmosfera wokół reprezentacji byłaby inna, a Janas
    dostałby szansę na to, by prowadzić zespół w eliminacjach Euro 2008. Mimo
    tych drobnych uchybień, Janas poprowadzil tą reprezentację perfekcyjnie i ja
    mu to na poniedziałkowym Wydziale Szkolenia powiedziałem. Zostanie to moją
    tajemnicą, bo widzę, dzięki czemu osiągnęliśmy tak beznadziejny wynik, w tak
    makabrycznym stylu, ale gdybym go zdradził, musiałbym zdradzać tajemnice
    swojego warsztatu trenerskiego, dzięki którym tak słabo zagralismy w mundialu
    w Meksyku w 1986 r.

    Roman Imielski: Gdyby dziś zgłosił się ktoś do Pana i powiedział: Proszę
    polecić mi dobrego polskiego trenera, to kogo by Pan polecił?

    Antoni Piechniczek: Wśród ludzi, których polecaliśmy jako asystentów panu
    Beenhakkerowi, byli np. Cenckiewicz - asystent trenera drugiej drużyny
    trampkarzy Pogoni Pogorzałe. Albo Baniak. Rekordzista od awansów do wyższych
    lig. Edek Lorens, albo Broniszewski specjalisci od utrzymywania się w lidze.
    Jerzy Engel junior i Rafał Janas. Krótko mówiąc - znaleźliśmy grupę młodych,
    zdolnych trenerów.

    Roman Imielski: Kilku trenerów mówi otwarcie, że tylko czekają na potknięcie
    Beenhakkera, że wtedy okaże się, że nawet on nie mógł tu nic zrobić, więc
    polscy szkoleniowcy nie są tacy źli.

    Antoni Piechniczek: Jeśli ktoś tak mówi, to sam wystawia sobie świadectwo.
    Ja nie należę do osób, które biernie czekają, aż będzie źle, tylko na rzecz
    kolejnych klęsk aktywnie działam. Przecież na zdrowy rozum wydaje się
    niemożliwe, że wsród 40 milionów Polaków nie znajdzie się 11, którzy potrafią
    kopać piłkę. A jednak działania Wydziału Szkodzenia powodują, że tacy ludzie
    w ogóle nie graja w piłke na poziomie reprezentacyjnym, a graja kompletni
    paralitycy, lenie, pijacy, narkomani, lewusy i antytalenty, a niekiedy
    zawodnicy łączący w sobie wszystkie powyższe cechy.

    Obserwuj wątek
      • Gość: Porter Re: Wywiad Piechniczka dla Gazety cd IP: *.orion.pl 13.07.06, 14:57
        Roman Imielski: A czy jako Wydział Szkolenia chcecie mieć wpływ na to, co
        Beenhakker robi?

        Antoni Piechniczek: Obcy trener może nie rozumieć, że we własnym interesie i
        interesie polskiej piłki powinien pójść na daleko posuniętą współpracę z
        Wydziałem Szkodzenia. I odwrotnie - my też będziemy mu szkodzić w miarę moich
        mozliwości. Na pierwszy rzut oka wygląda, że panu Beenhakkerowi zależy na
        współpracy. W rozmowie z nami na pewno się przekona, że polscy trenerzy to
        wprawdzie frajerzy i głąby kapuściane, jeżeli chodzi o warsztat i umiejętności
        zawodowe, ale za to intryganci i szkodnicy na najwyższym poziomie, potrafiący
        nie takim Beenhakkerom życie obrzydzić.
        • Gość: AP Re: Wywiad Piechniczka dla Gazety cd IP: 195.116.43.* 13.07.06, 15:09
          A nie zapominając o sędziach,obserwatorach,prezesach i fryzjerach , to
          chłodnym laszczem spuszczamy Chelsea do drugiej ligi i nawet Mourinho z
          Abramowiczem nam nie fikną.
      • a.adas PAPka 13.07.06, 19:06
        Jak donosi jutrzejsza "La gazetta.pl.sport" w poniedziałek nowym trenerem
        reprezentacji Włoch zostanie Henryk Apostel. Miałby on podpisać dożywotni
        kontrakt, z opcją przedłużenia po przedwczesnej śmierci.

        Apostel zastąpiłby na stanowisku Marcello Sissiego, który w zgodnej ocenie
        obserwatorów na ostatnich MŚ się skompromitował prowadzeniem drużźyny włoskiej.
        Przypomnijmy, iż Włosi na Mundialu z trudem zdobyli mistrzostw świata, we
        wszystkich spotkaniach prezentujac prymitywny i archaiczny futbol XXI wieku.

        Nie jest znana roczna gaza trenera Apostela, spekuluje się o sumie 7.5 miliarda
        lirów. Nieoficjalnie można usłyszeć, że największe kontrowersje wywołała sprawa
        sztabu szkoleniowego nowego selekcjonera. Włosi proponowali zatrudnienie
        Zbigniewa Bońka (byłego słynnego piłkarza Widzewa - PAPka), ostatecznie ustalono
        iż Apostel zatrudni młodszych i bardziej perspektywicznych asystentów - Andrzeja
        Strejlaua (bank informacji) oraz Antoniego Piechniczka do prowadzenia treningów.
        • Gość: velvet Re: Hm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.07.06, 00:14
          Śmieszne jakieś takie ...
          Piechniczek jednak coś osiągnął i wstydzić się swoich wyników nie musi.
          Teraz jakby coś go zaćmiło :) Jakby coś jebło mu na głowę z sufitu chaty w
          której mieszka , w Beskidzie Żywieckim .
          Taki nagle elokwentny się zrobił , lekko krytykancki , arbitrażowy (
          zrozumiałe -syf się ciągnie w PZPN-ie ) Raz broni Janasa , a zarazem coś mu tam
          dosra:)))
          Taki właśnie Piechniczek patrzący na naszą kopaną gdzieś z chaty na wysokości
          wzgórka ( bez wulgaryzmu ) na której jego chatka " Piechniczówka " stoi :)
          • Gość: Porter Re: Hm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.06, 00:36
            Piechniczek osiągnął coś 24 lata temu. I tylko dlatego, że 1. Kulesza zbudował
            mu dryużyne, 2. kontuzje poprzestawiały mu skład. Oczywiscie, mógł, jak Janas z
            tego nie skorzystać, ale takim matołem, jak Janas, to Piechniczek nie jest. O
            obecnej piłce Piechniczek nie ma pojęcia. On cały czas wspomina, jak zachwycił
            Derwala. Dobrze, że nie Seppa Herbergera.
            • ap63 Re: Hm... 15.07.06, 11:17
              KIerdziołek - Kulesza to była tragedia.Fakt, że Piechniczek ma IQ o 1,5 pkt
              wyższe, ale wiadomości za to 20 lat starsze. No i całe szczęście, że juz mie
              jest szefem wszerchmocnego Wydziału Szkodzenia.
              • Gość: Porter Re: Hm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.06, 12:04
                Kulesza był bardzo dobrym trenerem te 30 lat temu, jeżeli chodzi o warsztat.
                Ale nie miał charakteru i nie był stanowczy. Pamiętam, jak Metrak go
                podsumował - "bystry gość, ale mięczak i podnóżek".
                A Piechniczkowi sama ustawiła sie ta maszynka do mięsa, która na Mundialu i po
                nim maskrowała przeciwników. Nawiasem mówiąc - gralismy wtedy systemem 4-5-1,
                ze Smolarkiem i Latą, jako skrzydłowymi, cofajacymi sie i włączajacymi sie do
                ataku i Bońkiem, jako napastnikiem, wspomaganym na środku przez Buncola i
                Kupcewicza. Wczesniej Smolarek zawsze był najbardziej wysunietym napastnikem, a
                własnie w Hiszpanii zaczął grać trochę głębiej. Pamietam mecz na Parc des
                Princes w 1982 roku, kiedy Francuzi sami pisali, że to rewanż za mec o trzecie
                miejsce w Mundialu i prześcigali się w wypiywaniu różności, co też nam zrobią.
                A po meczu ta sama L'Equipe na pierwszej stronie zamiesciła ogromne zdjęcie
                Buncola z Podniesionymi rękami po strzeleniu bramki, nad nim tablica z wynikiem
                France 0; Pologne 3 i tytuł: TA BYŁA CZWARTA!
                Piechniczek miał naprawdę druzynę nad drużyny. Miał stosunkowo młodą ekipę,
                której liderzy - Boniek, Buncol, Smolarek, Kupcewicz, Ciołek byli w najlepszym
                piłkarskim wiekuekipę i pokolenie niesamowicie zdolnych zawodników, których
                mógł dokooptować do składu: Dziekanowskiego, Urbana, Wdowczyka, Kubickiego,
                Tarasiewicza, Karasia i innych. I mimo to nic z tego nie wyszło, kiedy sam
                próbował zbudować drużynę, bo nie ten numer kapelusza.
                • Gość: Ap Re: Hm... IP: 195.116.43.* 15.07.06, 12:23
                  Problemy ze składem i atmosferą również były, vide Szarmach.Nihil novi..., a
                  mięczak i podnóżek nadaje się na viceprezesa PZPN, a nie wodza drużyny
                  narodowej.
                  • Gość: Porter Re: Hm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.06, 18:33
                    Ja akurat podzielam podejscie Piechniczka do Szarmacha. Ta drużyna lepiej grała
                    z Bońkiem w ataku, Kupcewiczem na rozegraniu, a dla Szarmacha nie było miejsca.
                    Poza, oczywiscie, drugim meczem z Włochami, w którym Boniek nie mógł grać..
                    • Gość: AP Re: Hm... IP: 195.116.43.* 16.07.06, 16:20
                      No cóż , zostanę przy swoim zdaniu...

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka