hansen
23.03.03, 17:06
Sven Hannawald bardzo się zmienił na lepsze od zeszłego sezonu. Dojrzał, nie
prowokuje swoim zachowaniem kibiców, nie cieszy sie ze zwycięstw w tak
cholernie wkurzajacy sposób, jak w zeszłym roku, co zaowocowało m.in. tą
wielką, wspaniałą owacją dla niego w Zakopanem, kiedy czterdzieści tysięcy
ludzi darło sie: Hanni, Hanni, a on, zdjąwszy kask, kłaniał się Polakom
nisko. Wówczas zdobył moja sympatię. Bez względu na to czy wygrywał czy
pzegrywał z Adamem, dużo bardziej go w tym sezonie polubiłem.
Kiedy Sven jest w wielkiej formie - nikt nie lata piękniej od niego. W
powietrzu wygląda tak majestatycznie, jak albatros, jak podchodzący do
lądowania Concorde. Nie drgnie mu ani narta, ani ręka, dosłownie nic. Tego
nie potrafi nikt inny, nawet Adam.
Pod względem odporności psychicznej, wytrzymałosci i stabilizacji formy z
Adamem nie może się jednak równać - pomimo długiej już kariery, Sven był
tylko raz mistrzem świata w lotach, a w tym sezonie pierwszy dopiero pierwszy
raz w życiu przelotnie został liderem klasyfikacji pucharu swiata.
Podsumowując: Sven to wspaniały zawodnik, ale jednak nie na miarę Weisffloga
(jego szanuję - podobnie jak Adam - najbardziej, gdyż, jako jedyny z
wielkich, potrafił "przetrwać" rewolucję zmiany stylów), Nykaenena (on tego
nie potrafił), Goldbergera czy Małysza. Natomiast stawiam go jednak znacznie
wyżej od "meteorów" w rodzaju Fortuny, Nieminena czy Ammanna.