Gość: easy79
IP: *.i.tania.siec.osiedlowa.z.firmy.provider.pl
17.01.02, 04:29
W związku z tym, że większość wątków na tym forum zaczyna przypominać forum
kiboli polskiej skopanej (żeby nie było wątpliwości - kiboli nie kibiców),
oficjalnie zapraszam wszystkich chętnych do wyżycia sie w tym miejscu. Pozwoli
to być może poświęcić w pozostałych wątkach więcej uwagi bieżącym wydarzeniom.
A więc żeby było zgodnie z tematem na początek sam przedstawię swoją listę
TOP10, oczywiście wraz z krótkim uzasadnieniem. Zaznaczam że będzie to mój typ,
który zresztą najprawdopodobniej nie znajdzie uznania w oczach wielu bywalców
(przynajmniej nie pierwsza pozycja). Tak więc...
TOP 10 by easy79:
1. Michael Jordan
2. Wilt Chamberlain
3. Oscar Robertson
4. Bill Russell
5. Kareem Abdul-Jabbar
6-7. Larry Bird & Magic Johnson
8. Julius Erving
9. George Gervin
10. George Mikan
OK, więc słowem wyjaśnienia sprawa miejsc 2-3. Jeszcze dwa miesiące w stecz
kolejność na tych pozycjach była by u mnie odwrotna. I tu ukłon w stronę Wilta.
Tojego potok faktów, dowodów, statystyk, wyjaśnień itd, itp. namieszł mi trochę
co w konsekwencji doprowadziło do zmiany stanowiska. Czekam teraz na jakiegoś
obrońcę Robertsona. Może jeszcze powrócę do dawnego ustawienia:)))
A teraz do boju czyli temat rzeka, w którym powiedziane zostało już niemal
wszystko(jeżeli nie absolutnie wszystko), a który mimo to powraca jak bumerang.
Innymi słowy pozycje 1-2 czyli Wilt vs. Jordan.
Dla mnie absolutnum numerem jeden jest Michael. I nie będę ukrywał że ma na to
również wpływ moja sypmatia do tego "staruszka". Przy okazji wrócę jeszcze na
moment do osoby Wilta - forumowicza. Lubisz często podkreślać że przy ocenie
Jordana jako koszykarza nie kierujesz się własną niechęcią do niego (przyznałeś
kiedyś że go nie lubisz). Otóż bez urazy ale ja w to nie wierzę. A że liznąłem
trochę psychologii na studiach to mogę powiedzieć że wiem co mówię. Otóż jeżeli
kogoś nie lubisz to nawet nieświadomie ale będziesz go krytykował. Inaczej,
wyobraź sobie że to akurat Wilta nie lubisz. I przy takiej samej wiedzy jaką
posiadasz teraz, myślę że to jednak Jordan byłby u Ciebie nr 1. I tak samo jak
teraz Chamberlaina, tak Ty wtedy bronił byś przed stadem "projordanowskiej"
chałastry Michaela.
A wracając do tematu. Nie zgadzam się z tezą że Jordan grał w okresie słabszego
poziomu całej ligi i że niby miał mniej wartościowych przeciwników. Otóż jestem
zdania że było dokładnie odwrotnie. MJ od początku kariery zmagał się z takimi
zawodnikami jak Bird, Magic, Thomas, Dumars, Stockton, Drexler, czy pod koniec
kariery Kobe czy Vince żeby wymienić tylko kilku najlepszych. Ponadto każda
drużyna posiadała w składzie na mecz z Bykami 2-3 zawodników, których głonym
zadaniem było jak najdokuczliwsze uprzykrzanie gry Jordanowi.I nie chodzi to o
to że byli to w większości doskonali zawodnicy. Zwyczajnie na tej pozycji był i
jest w zasadzie nieograniczony wybór ludzi, którzy na zmianę potrafiliby
zamęczyć każdego niemal zawodnika. A jak to się zazwyczaj kończyło w przypadku
Jordana to wszyscy wiemy. MJ doskonałe osiągnięcia indywidualne potrafił
doskonale spożytkować dla dobra drużyny (a nie każdemu się to udaje, o czym za
chwilkę). Efekty tego wszyscy znamy. Owszem byli w historii tej ligi zawodnicy
którzy mieli więcej tytułów, np Russell, ale nie mieli oni tak decydującego
wpływu na pozycję drużyny.
Chamberlain. Żeby nie było wątpliwości, nawet go lubię. Całkowicie dominujący
zawodnik. Doskonałe statystyki, wiele rekordów z których kilka pewnie nigdy nie
zostanie pobitych. I tu właśnie wątpliwości. Otóż jestem zdania że Wiltowi było
naprawdę łatwiej. Ilu było zawodników powyżej 2,15? Owszem wzrost to nie
wszystko ale jeżeli w każdym meczu człowiek musi się siłować z zawodnikiem
powiedzmy 2.15 czm i 120 kg to po pewnym czasie czuje się trochę zmęczony.
Tymczasem Wilt rywalizował głównie z Russellem, który miał jedynie 2,05 cm. W
takiej konkurencji łatwiej o 100 pkt w jednym meczu i o średnią powyżej 50 w
sezonie. Nie będę sie bawił w co by było gdyby...Zwyczajnie uważam że
porównanie konkurencji wypada na korzyść MJ. I co ważne Wilt mimo tak
dominującej pozycji nie potrafił jednak doprowadzić swoich dróżyn na szczyt.
Jakoś nigdy nie miał takich wyników w rozgrywkach play off jak w sezonie
zasadniczym. W meczach o dużą stawkę często zatracał swoje walory. A tych
najlepszych powinna cechować umiejętność wsparcia drużyny wtedy gdy ona tego
najbardziej potrzebuje. Pan z pozycji nr 1 na mojej liście taką umiejętność
posiadał.
A tak z innego punktu widzenia. Zastanawialiście się kiedyś nad czysto
koszykarskimi umiejętnościami tych dwóch wielkich zawodników? Chodzi mi o ta
prozaiczne sprawy jak kozioł, rzut, drybling, repertuar zwodów itp. Myślę że tu
nie ma w ogóle wątpliwości. W każdej z tych czysto koszykarskich umiejętności
Jordan bije Szczudło na głowę. I wiem że nie można ich porównywać ponieważ nie
ten wzrost nie ta motoryka itd. Ale z tego punktu widzenia również Jordan jest
lepszy. I to nie jego wina że miał takie a nie inne warunki. Pewnie moja opinia
spotka się z falą krytyki ale takie jest właśnie MOJE zdanie na ten temat.
Teraz kilka słów na temat dalszych miejsc. Robertson, absolutnie
najwszechstronniejszy zawodnik w historii. Jak wspominałem prze długi okres za
Jordanem na mojej liście. Zawodnik niesłychanie wytrzymały. Potrafił wszystko.
Russell przy swoim wzroście dominacja na deskach. Nie tak efektywny w ataku ale
jako jedyny potrafił w miarę równo rywalizować ze Szczudłem. No i 8 tytułów:)
Jabbar, kolejny wielki wśród środkowych. Po erze Wilta absolutna dominacja na
środku pola. Trochę sobie narzucał w karierze... Bird i Magic. Niezapomniane
pojedynki. Doskonali zawodnicy o których jeszcze złego słowa nie słyszałem.
Może dla tego że nie ich typuje się na tą pierwszą pozycję? Erving, zawodnik
bez którego nie byłoby może Jordana i dzisiejszej NBA w ogóle. To od niego
uczyli się latać. Gervina zracji tego że nie wiele o nim wiem umieściłem tu ze
względu na zasługi (pewnie mi się za to oberwie). No i Mikan. Pierwszy z
prawdziwych środkowych. Można powiedzieć pionier:))) Pierwszy dominujący
zawodnik w tej lidze. I chyba pierwsz taka gwiazda. A przy tym wszystkim
doskonałe przecież osiągnięcia.
OK, to by było na tyle jeżeli chodzi o TOP 10.
A teraz jeszcze kilka zdań na temat nijakiego KB:) Ostatnio coraz częściej
usiłuje się z niego robić zaocznie najlepszego zawodnika w historii tej ligi. A
ile to On nie zdobędzie tytułów, ile nie uzbiera pkt i w ogóle jest naj, naj...
Proponowałbym sie trochę z tym wszystkim wstrzymać. Było już kilku zawodników
którzy mieli być nastęcami MJ w NBA, a co z tego wychodziło to było widać. Kobe
owszem ma potencjał ale nie tylko On go posiadał. Jak na razie to On się
dopiero zapowiada... A co do przyszłości to wiadomo już żę Phill Jackson
planuje zakończenie kariery na rok 2004. Moim zdaniem jest to równoznaczne z
rozpadem dzisiejszych Lakers (jeżeli nie dojdzie do tego wcześniej). I jeżeli
tak się stanie to nie wróżę zbyt wielu tytułów Kobemu. Jest on doskonałym
zawodnikiem ale nie na tyle dominującym żeby zawojować tą ligę w pojedynkę
(czyt. bez Shaqa). Ale jak sam napisałem jest to na razie tylko gdybanie a jak
będzie w rzeczywistości to sie zobaczy za kilka latek.
Dobra kończę, pora spać. Trochę się rozpisałem:)))
Ps. Dzisiejsza sromotna porażka Wizards nie ma najmniejszego wpływu na moje
zdanie. I prosiłbym żeby nie ten sezon był brany pod uwagę w kontekście
ewentualnej polemiki z powyższym tekstem.
Pozdr.