Dodaj do ulubionych

Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezydi...

11.10.05, 20:35
Aby poprawić stan nauki polskiej, należałoby zlikwidować relikt stalinizmu,
czyli Polską Akademię Nauk jako właściciela instytutów naukowych i dożywocie
w dobrobycie dla członków tej Akademii. W ostatnich 15 latach PAN przyjęła
na członków bardzo wielu ludzi z klucza PZPR/SB zapewniając im władzę i
pieniądze. Ten wrzód należy przeciąć jak najszybciej. Akademia może
pozostać jako ciało opiniotwórcze i klub, ale po usunięciu wszystkich
obecnych członków i budowy tego klubu od zera.

Jan K.
Obserwuj wątek
    • khmara Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy 11.10.05, 22:11
      Bardzo sensowna propozycja.
      • Gość: astrofizyk Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy IP: *.scar.utoronto.ca 11.10.05, 22:15
        tez popieram.
        • Gość: Science Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.05, 22:24
          Także popieram
          • pomruk Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy 11.10.05, 22:29
            O ile mi wiadomo, PAN został powołany, by stać się przeciwwagą dla Uniwersytetów
            po II wojnie. Chodziło o to, że w PAN łatwiej było mianować ludzi "z klucza",
            omijając te cholerne, intelektualne, często wrogie "władzy ludowej" środowisko.
            Straszliwy relikt przeszłości...
            Także popieram.
            • pomruk P.S. 11.10.05, 22:38
              Ja wiem, że przedtem była Polska Akademia Umiejętności, ale miała kompletnie
              inny charakter.
              • Gość: r39 w sprawie PAU IP: *.ifpan.edu.pl 12.10.05, 20:05
                A była, była. I nadal JEST, nawet jakby awansowała,
                bo została wymieniona w niezbyt starej ustawie "o finansowaniu
                nauki" (w rzeczywistości: o likwidacji KBN i powołaniu Ministerstwa
                Nauki i Informatyzacji).
                Problem w tym, że nie posiada własnych placówek naukowych.
            • Gość: r39 Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy IP: *.ifpan.edu.pl 12.10.05, 20:02
              Może i tak było, choć nie wiem skąd to niby "wiadomo".
              Co nie przeszkadzało w korzystaniu, korzystaniu przez
              praktycznie każdego obywatela byłego PRL, z owoców pracy
              takiego np. Instytutu Podstawowych Problemów Techniki.
              A przez władze - z "osiągnięć" badaczy historii ruchu
              robotniczego.
              Było i jedno i drugie. Zwykła przyzwoitość wymaga pokazania
              obu stron a nie tylko tej niechlubnej.
    • pomruk Mała uwaga 11.10.05, 22:45
      Ten apel to wołanie o większe środki z budżetu centralnego na naukę (podatniku,
      płać). Jaki procent takich wydatków w USA pochodzi z budzetu federalnego, jeśli
      odliczymy militaria, Kosmos etc?
      • Gość: jumko Re: Mała uwaga IP: *.ifpan.edu.pl 12.10.05, 16:25
        Spore!
    • toja3003 Samo zwiększanie budżetowych nakładów to zbyt słab 12.10.05, 10:54
      Samo zwiększanie budżetowych nakładów to zbyt słaby warunek, bo nie gwarantuje
      sensownego wydawania pieniędzy. Np. w ostatnich dziesięcioleciach wydano
      mnóstwo na załogowe loty kosmiczne co było błędem i sama NASA ostatnio to
      przyznała.

      Z dugiej strony, budżetowy naukowiec, jeśli nie ma mechanizmów kontrolujących
      jego efekty, będzie marnotrawił pieniądze – tak np. często dzieje się w nauce
      polskiej i w tych krajach gdzie nauka jest zdominowan przez instytucje
      państwowe.

      Nie rozumiem zatem przeciwstawiania nauki i komercji.
      Nauka musi być przecież dla kogoś, bo kosztuje
      i ten ktoś własnie musi decydować na co idą środki.

      Kto jest tym kimś? My. Konsumenci i podatnicy. I naszymi
      portmonetkami czy wyborami politycznymi mamy prawo głosować
      czym ma się nauka zajmować. A wiec właśnie komercja czyli
      wolny, demokratyczny rynek jest najlepszą gwarancją,
      że podatnicze pieniądze nie bedą marnotrawione.
      • Gość: r39 Re: Samo zwiększanie budżetowych nakładów to zbyt IP: *.ifpan.edu.pl 12.10.05, 20:21
        Prawie bym się zgodził z efektownymi, pod publiczkę pisanymi
        wywodami toja3003 o stosunku komercji i podatków/podatników
        do nauki.
        Coś mi tu jednak mocno nie gra.
        Przestanie! Jak tylko wszyscy bezdyskusyjnie i bezspornie,
        jednomyślnie i jednogłośnie zgodzimy, że o tym co jest
        nauką a co nią nie jest ma rozstrzygać głosowanie ignorantów,
        którzy - tak się składa - są podatnikami (albo i nie).

        Dość powiedzieć, że podobnych argumentów (m.in. tych o podatkach)
        używają w USA zwolennicy "inteligent design", wmawiając maluczkim,
        że ich poglądy są równie naukowe, jak każde inne i wobec tego
        zasługują i powinny być co najmniej tak samo traktowane jak teoria
        ewolucji, tzn. obowiązkowo nauczane w szkołach.

        Nie przepraszam ignorantów, sam nim jestem i nie widzę w tym
        niczego, co by mnie totalnie dyskredytowało. Po prostu w dziedzinach,
        o których mam blade lub żadne pojęcie - nie wymądrzam się
        autorytatywnie. Szczerze mówiąc uważam, że o wiele gorsi i bardziej
        szkodliwi są wybitni fachowcy z jakiejś wąskiej dziedziny, którym
        - nie wiadomo dlaczego - wydało się nagle, że są także alfą i omegą
        we wszystkich innych dziedzinach.
    • Gość: jw APEL o naprawę systemu nauki i szkolnictwa wyższeg IP: 213.134.172.* 12.10.05, 11:52
      www.nfa.pl/articles.php?id=125
      APEL o naprawę systemu nauki i szkolnictwa wyższego

      W dniu 30 września 2005 roku, Polska Akademia Nauk oraz Konferencja Rektorów
      Akademickich Szkół Polskich wystosowały STANOWISKO – APEL
      www.mnii.gov.pl/mnii/_gAllery/12/90/12902.pdf do nowego rządu RP o
      podtrzymanie zapowiedzianej w projekcie budżetu na rok 2006 (złożonym przez
      ustępujący rząd) tendencji wzrostowej na nakłady na badania naukowe i
      szkolnictwo wyższe. Nie ma wątpliwości, że nakłady na naukę w Polsce są za małe
      i należy je podwyższać. Obecny system odziedziczony jeszcze po PRL jest jednak
      tak marnotrwany, że jest w stanie skonsumować każdą podwyżkę nakładów
      finansowych bez poprawy efektów. Żeby planowane zwiększenie nakładów przyniosły
      pożądane przez społeczeństwo efekty niezbędna jest głęboka systemowa reforma
      nauki i szkolnictwa wyższego oparta na sprawdzonych wzorach anglosaskich i
      rekomendacjach Europejskiej Karty Naukowca. Niestety jak do tej pory nie było
      woli ustawodawców aby takie zmiany
      wprowadzić......................................
      • Gość: r39 Re: APEL o naprawę systemu nauki i szkolnictwa wy IP: *.ifpan.edu.pl 12.10.05, 20:25
        Sporo racji. Ale w jednym nie ma zgody. Otóż stwierdzenie

        "Obecny system ...jest jednak tak marnotrwany, że jest
        w stanie skonsumować każdą podwyżkę nakładów finansowych ..."

        jest nieprawdziwe. Nie jest w stanie. Bądźmy realistami.
      • szydlo4 Nieprawda, że obecny system finansowania został 22.10.05, 00:13
        przejęty z PRL-u. Ten obecny system został stworzony od nowa przez fizyków
        teoretyków (Wróblewski, Turski i inni) chemika teoretyka Marcinca (dziesiątki
        patentów - żaden nie wdrożony bo lipa kompletna) i władze KBN-u. Np. w
        technologii chemicznej zerowe osiagnięcia od 1990 roku do dnia dzisiejszego.
        Natomiast w PRL-u osiagnięcia, powiedzmy średnie europejskie. Z osiagnięć tych
        czerpiemy i zatrudniamy ludzi do dnia dzisiejszego.
        Są to:
        Technologie i fabryki kwasu siarkowego budowane na całym Świecie, polski
        cykoheksanon i tworzywo sztuczne wytwarzane z niego, cukrownie budowane na
        całym Świecie, poliestry nienasycone i wyroby z tych poliestrów sprzedawane na
        cały Świat (m.in. łódki, szybowce itp.), żywice epoksydowe, nawozy sztuczne, i
        wiele wiele innych. jak ktos sie tym interesuje to doda jeszcze mnóstwo
        technologii opracowanych przez polskie instytuty branżowe i też PAN-y.

        Z poważaniem

        dr Bogdan Thomalla, Zabrze
        • khmara Dziedzictwo PRL 22.10.05, 18:58
          Rzeczywiste dziedzictwo PRL w nauce opisuje bardzo dobrze prof. Grabowski:

          Dezintegracja społeczeństwa, w tym i uniwersytetu, była świadomą polityką
          komunistów. Podział na wzrastającą liczbę Wydziałów i działanie każdego z nich
          możliwie w izolacji od pozostyałych, wydzielanie z Uniwersytetu osobnych uczelni
          - był to elementy ogólnej polityki osłabiania więzi międzyludzkich i osłabiania
          istniejących organizacji. Miało to na celu centralną kontrolę nad instytucjami i
          nad każdym człowiekiem z osobna...

          Odgórne tendencje (i dyrektywy) dezintegracji instytucji tak niepokornych, jak
          Uniwersytety, napotykały często miejscową akceptację - dążenia do
          samodzielności, w tym do oddzielenia się od niezależnych, bo nie
          zainteresowanych lokalnymi intrygami, patrzących na ręce kolegów z sąsiednich
          dziedzin nauki...

          Powstanie odrębnego Wydziału Chemii w początkowym okresie jego istnienia nie
          zawiodło niestety moich pesymistycznych oczekiwań...

          Powstrzymam się od opisywania nacisków, gróźb i obietnic nagrody,
          poprzedzających ważne głosowania na Radzie Wydziału. Przyznanie doktoratu osobie
          na pewno na to nie zasługującej - przelało czarę.

          Pomimo głębokiego zaangażowania w Chemię i jej nauczanie - zdecydowałem się
          odejść, by nie firmować nieprawości, akceptowanych przez Radę Wydziału.

          Nieuczciwość naukowa, protekcjonizm, utrącanie najzdolniejszych, obawa przed
          ludźmi z zewnątrz, z góry ustawiane konkursy, przedkładanie własnych interesów
          nad dobro Nauki - wszystko to obserwowałem na wielce rozdrobnionych wydziałach
          rożnych polskich uczelni. Niestety i na tym Wydziale.
          www.chem.uw.edu.pl/50lat/materialy6.html
          Tak było 50 lat temu, tak samo jest i teraz. To jest prawdziwe dziedzictwo PRL,
          z którym polskie uczelnie nie uporają się samodzielnie.

          Dziękuję Panie Profesorze!
          • Gość: B.T., Zabrze Może ma rację ten profesor. Ale instytuty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.10.05, 01:14
            resortowe wespół z licznymi wtedy biurami projektowymi dawały wymierne
            osiagnięcia działalności B+R. Teraz i długo jeszcze będziemy z tych osiągnięć
            korzystać. Od 1990 ---zero!!!!

            Jeżeli chodzi o uczelnie wyższe to rzeczywiście do końca lat 60' przynosiły
            dobre efekty. Zawierucha kadrowa w 1968 i tzw. prace zlecone w latach 70'
            całkowicie zepsuły uczelnie.
    • Gość: LUCYFER Apel tu nic nie zmieni. Zniszczenie postkomunizmu IP: *.detroit-19rh16rt-20rh15rt.mi.dial-access.att.net 12.10.05, 17:05
      w gospodarce, polityce, oswiacie itd. jest konieczne, bo przeciez nie dokonano
      tego przez ostatnie 16 lat.
      PS> Przez postkomunizm rozumiem pozostalosci starych struktur i dzialaczy PRL.
      • Gość: r39 Re: Apel tu nic nie zmieni. Zniszczenie postkomun IP: *.ifpan.edu.pl 12.10.05, 20:34
        A ja bym, Lucyferku, przypomniał takie oto powiedzonko
        byłego czerwonego: "uczyć się choćby od diabła".
        Jeśli jesteś Lucyferkiem rzeczywiście, to chyba nie będziesz
        kwestionował jego zasadności, hę?

        Chciałem przez to powiedzieć, że ta stara, głupia i w ogóle
        beznadziejna władza miała tyle rozumu, żeby nie niszczyć
        bezmyślnie ludzi, którzy mogą się przydać. To, że trafiło im
        się żyć w "ancient regime" (nie znam francuskiego, więc pewnie
        coś pochrzaniłem) nie oznacza automatycznie, że byli nim
        zachwyceni, ani że go ochoczo popierali i zajmowali się wyłącznie
        przypodobywaniem się owym władzom.
        • Gość: LUCYFER Od diabla - oczywiscie. Od komunisty - nie. Jest IP: *.detroit-19rh16rt-20rh15rt.mi.dial-access.att.net 13.10.05, 00:55
          calkiem oczywiste, ze skoro ludziom przyszlo zyc w PRL to musieli sie
          przystosowac. Obecnie trzeba sie zastanowic co to "przystosowanie" oznaczalo.
          Pamietaj bowiem, ze komunisci, po zdobyciu wladzy dzieki Armii Stalina,
          przetrzebili dokladnie polska inteligencje, ktora nie chciala sie przystosowac
          do "czerwonego zla". Dlaczego nie mozna wyczyscic nowej Polski z komunistow
          teraz?
          • khmara Re: Od diabla - oczywiscie. Od komunisty - nie. J 13.10.05, 09:16
            Obecny system organizacyjny sprawia, że całą nauką w Polsce trzęsie stosunkowo
            niewielka liczba ludzi, którzy może kiedyś byli liczącymi się autorytetami, ale
            obecnie nic sobą nie reprezentują naukowo. Jakie są tego skutki można przekonać
            się na przykładzie najnowszej liczby czasopism punktowanych przy ocenie
            parametrycznej jednostek:
            www.mnii.gov.pl/mnii/_gAllery/12/92/12921.pdf

            Część A tego zestawienia to po prostu Lista Filadelfijska. Cżęść B odbija poziom
            decydentów. W części B mamy przede wszystkim czasopisma krajowe wydawane przez
            wszystkich lokalnych kacyków. Jeżeli taki kacyk w radzie wydawniczej czasopisma
            nie zasiada, czasopismo nie miało szans trafić na ministerialną listę. Do tego
            na chybił trafił dopisano kilka tytułów zagranicznych, których nie ma na LF. Ze
            swojej dziedziny mogę podać ok. 10 czasopism zagranicznych, których na liście
            ministerialnej nie ma, w tym nowe czasopisma ukazujące się od 2-3 lat, które
            poziomem (publikacje, autorzy, skład rady wydawniczej) biją na głowę najlepsze
            polskie periodyki. I co z tego, skoro krajowe autorytety nawet nie wiedzą, że
            taki tytuł istnieje? Najjaśniejsze autorytety do śmierci będą dyktować, co w
            Polsce jest naukowe, a co nie i niech na całym świecie wojna.
            • Gość: r39 Lista Filadelfijska IP: *.ifpan.edu.pl 13.10.05, 14:49
              Nie bardzo rozumiem sens Twego wywodu, khmara.
              Poza tym, że "geronci" zajmują stołki, które należą się
              raczej Tobie.
              Skoro uważasz, że czasopisma z części "B" są do "D",
              to po prostu w nich nie publikuj, wybierz raczej te
              z części "A" - a może tam inni geronci też na pewno
              zablokują Twoje dzieła?
              Jestem może trochę zanadto uszczypliwy, ale gdyby wszyscy
              dzielni krytykanci zachowali się tak, jak proponuję, to
              część "B" listy przestałaby wkrótce istnieć z braku
              materiałów do drukowania. Jacyś "ktosie" trzymają te pisma
              przy życiu, kim oni są - łatwo sprawdzić, każdy drukowany
              materiał ma przecież jakiegoś autora. Moja teza jest
              prosta: wbrew Twemu twierdzeniu, część "B" nie odbija poziomu
              decydentów lecz raczej poziom piszących tam autorów.
              A zostaw te niedołęgi w spokoju razem z ich pismami! Wkrótce
              pisma znikną a ich szefowie-decydenci razem z nimi.

              Warto wiedzieć, co to jest i jak powstaje słynna Lista
              Filadelfijska. Po pierwsze jej skład jest weryfikowany
              co 2 tygodnie i jedne pisma z niej spadają a inne na nią
              wchodzą. Niezwykle ważnym warunkiem wejścia, może nawet
              najważniejszym, wcale nie jest jakość pisma (bo nie ma takich
              mądrych, którzy potrafiliby to jednoznacznie i bezdyskusyjnie
              zmierzyć) lecz regularność wydawania. Nowe pisma muszą więc
              najpierw odrobinę poistnieć, wykazać, że działają, i to _regularnie_,
              żeby mieć szanse "załapać się" na LF. Znamy przykłady pism, które
              były na LF kilkakrotnie, z przerwami.
              • khmara Lista ministerialna 13.10.05, 15:20
                Gość portalu: r39 napisał(a):

                > Nie bardzo rozumiem sens Twego wywodu, khmara.
                > Poza tym, że "geronci" zajmują stołki, które należą się
                > raczej Tobie.

                Bez komentarza. Mebel przemówił?

                > Skoro uważasz, że czasopisma z części "B" są do "D",
                > to po prostu w nich nie publikuj, wybierz raczej te
                > z części "A" - a może tam inni geronci też na pewno
                > zablokują Twoje dzieła?

                Pisma z części B. faktycznie powinny się znaleźć w części D. Problem w tym, że
                brakuje części B. i C., czyli porządnych międzynarodowych czasopism, wydawanych
                przez liczące się wydawnictwa naukowe, a przyjęty sposób punktacji faktycznie
                zmusza do publikowania albo w czasopismach z Listy Filadelfijskiej, co też nie
                jest zbyt mocną stroną niektórych członków PAN, albo w krajowej makulaturze,
                która za granicę trafia najczęściej jako prezent wręczony zagranicznemu gościowi
                podczas gościnnego wykładu, a z pewnością nie w drodze prenumeraty.

                Poglądowo:

                Czasopismo zagraniczne, anglojęzyczne. Duży, międzynarodowy wydawca. Ściśle
                określony, wąski zakres tematyczny. Rada wydawnicza - kilkanaście osób z różnych
                części świata. W ostatnim numerze każdy autor z innego kraju. Tytułu nie ma na
                liście ministerialnej, więc:

                718
                PUBLIKACJA W INNYM RECENZOWANYM CZASOPIMIE
                ZAGRANICZNYM LUB CZASOPIMIE POLSKIM O ZASIGU CO
                NAJMNIEJ KRAJOWYM, W JZ. ANGIELSKIM - 3 punkty

                Czasopismo krajowe, część B. listy ministerialnej. Wydaje uniwersytet w X.
                Zakres tematyczny - szuwaks, mydło i powidło, trochę tego, trochę tamtego. Rada
                wydawnicza - kilkanaście utytułowanych osób z różnych polskich uczelni. W
                ostatnim numerze ani jednego autora spoza Polski. 6 punktów.

                1 artykuł w czasopiśmie z Listy Filadelfijskiej =
                = 4 artykuły w uprzywilejowanych czasopismach krajowych =
                = 8 artykułów w porządnych czasopismach międzynarodowych spoza Listy
                Filadelfijskiej (miarą porządności są nazwiska autorów)

                Więcej na ten temat:
                www.nfa.pl/comment.php?what=news&id=132
          • Gość: r39 Re: Od diabla - oczywiscie. Od komunisty - nie. J IP: *.ifpan.edu.pl 13.10.05, 14:31
            Oj, Lucyferku, coś kiepsko z Twoją samooceną. Chcesz
            publicznie przyznać, że komunista jest gorszy od Ciebie?!
            Świat się przewraca ...

            Poważniej. Tak, komuniści przetrzebili inteligencję, tylko
            że to się działo trochę obok naszego terytorium. Tego nie
            zrobili nasi komuniści, wręcz przeciwnie to ci inni komuniści,
            przy okazji, przetrzebili także naszych komunistów. Pewnie
            to wiesz, tylko nie chcesz (?) pamiętać.

            Problem w tym, że nauka jest raczej mało zainteresowana czy
            jej twórcy to czarni, żółci czy akurat komuniści. Nieważne.
            Jedyne, co się liczy to to, czy mają rację. Taki wyjątkowy,
            bardzo specjalny rodzaj demokracji.

            A skoro już jesteśmy przy demokracji. Co masz na myśli pisząc
            o wyczyszczeniu nowej Polski z komunistów teraz? Głosuj na kogo
            trzeba i namów innych do tego samego - w demokracji nie ma innego
            sposobu. I zastanów się, co to może znaczyć, jeśli zostaniesz
            przegłosowany. Bo chyba przez to "czyszczenie" rozumiesz odsunięcie
            komunistów od żłoba, ważnych decyzji, itp. a nie ich fizyczną
            likwidację? Ona i tak by przyniosła więcej szkód, niż korzyści.
            Lewizna i tak, wcześniej czy później, odrosłaby a stracilibyśmy sporo
            naprawdę wartościowych łbów. Zdecydowanie bardziej racjonalne jest
            przekonanie tych łbów, aby schowały swoje poglądy do kieszeni,
            przynajmniej w nauce, i pracowały na naszą wspólną (a więc także
            ichnią) chwałę. Nie dotyczy przestępców, żeby była jasność.
    • Gość: Ryszard Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.05, 19:26
      Kondycję Nauki Polskiej poprawią nie tyle nakłady finansowe (choć są potrzebne)
      ile zmiana systemu. Teraz dożywotni feudałowie (z habilitacją i profesurą)
      dorabiają ile się da; już nie muszą się starać. Dletgo skutecznie blokują awanse
      innych.
      • Gość: r39 Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy IP: *.ifpan.edu.pl 12.10.05, 20:42
        Akurat w PAN wieloetatowość jest nie tylko źle widziana
        ale i praktycznie nie występuje, w każdym razie nie przekracza
        1.5 etatu na zainteresowanego. Co więcej, akurat pracownicy
        PAN, jako jedyna kategoria pracowników w RP ma ustawowy
        OBOWIĄZEK przejścia na emeryturę z końcem roku kalendarzowego,
        w którym kończą 70 lat życia. Proszę sobie sprawdzić w ustawie
        o PAN.
        Tymczasem dla wszystkich innych pracowników przejście na emeryturę
        jest ich prawem, czyli jakby przywilejem. Inna sprawa, jak ten
        przywilej jest realizowany w praktyce, właśnie "dla dobra młodego
        pokolenia".

        Tak więc "dożywotni feudałowie (z habilitacją i profesurą)" to tylko
        chwytliwy, populistyczny komunał, obliczony na niezorientowaną
        publiczność.
        • khmara Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy 12.10.05, 21:36
          Członek PAN nie musi być i często nie jest pracownikiem PAN - nie mylmy pojęć.
          • Gość: r39 Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy IP: *.ifpan.edu.pl 13.10.05, 14:07
            To prawda. 85% członków rzeczywistych PAN to pracownicy
            wyższych uczelni. Że nie wspomnę o członkach spoza naszego
            kraju, bo i tacy są.
            To co ja mam sobie myśleć o tych przedstawicielach wyższych
            uczelni, którzy głośno nawołują do skasowania PAN? Bo mam
            do wyboru tak naprawdę dwie możliwości: albo to są schizofrenicy
            albo tacy, którym mimo wysiłków - nie udało się "wkręcić" do PAN.
            Sorry, jest jeszcze trzeci wariant: oni wiedzą, żeby się nie
            rozgadywać, że "nie dla psa kiełbasa".
        • nfa05 Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy 12.10.05, 21:50
          Bzdury. Niektóre instytuty powstaly jako dodatkowe miejsce pracy dla
          etatowców uczelnianych. Obowiazek przejścia na emryture po 70-tce jest ale i
          po 75r sa na stanowiskach kierowniczych a 'kieruja' radami naukowymi i do 80 -
          tki. Dozywocie feudałów jest faktem a nie populizmem.
          • Gość: r39 dożywocie feudałów IP: *.ifpan.edu.pl 13.10.05, 16:46
            Fakty poproszę, koniecznie z instytutów PAN-owskich.
            Bez faktów to tylko czcza propaganda.
            Bo moje obserwacje są inne - może mieszkam w lepszym miejscu?
      • Gość: Ed41 Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.05, 18:23
        Zabierając głos, należy wiedzieć o czym się chce mówic! Pan myli PAN w której
        pobory akurat sa niższe niż w każdej uczelni wyższej (nie tylko w
        niepaństwowej) z uczelniami niepaństwowymi. W PAN i uczelniach państwowych
        obowiązuje jednak emerytalny "deadline" - 70 lat. To wynika z ustawy.
        Natomiast "dożywotnie" stanowiska dopuszczały przepisy o niepaństwowych
        szkołach wyższych. Widzę zatem, że to ciągłe narzekanie na blokowanie
        stanowisk,etatów, aparatury przez "emerytów" jest efektem chroby wrzodowej lub
        bólu wątroby zakompleksionych nieudaczników mających wiecej ambicji niż
        możliwości. W moim instytucie młodzi zdolni ludzie nie mają tego typu
        problemów. Ci którzy chca i maja ambicję uzyskuja granty, środki na badania
        własne, natomiast inni, którym się nie spieszy, nie opłaca itp. narzekają, że
        ci pierwsi maja fart. Poziom finansowania nauki (istotnie bardzo niski w RP) i
        osiąganie wymiernych efektów to zbyt skomplikowy problem by dyskutowali o nim
        dyletanci. Nigdy nie można załozyć, iż przyjęty do realizacji temat da wymierne
        efekty w przewidzianym czasie. Wiedzą coś na ten temat np. matematycy, biolodzy
        czy chemicy. Tylko w naukach humanistycznych typując problem badawczy w oparciu
        o dane o materiałach źródłowych mogę przewidzieć, czy tez w przyblizeniu
        określić efekt końcowy. Ale co zrobić jeśli akurat zagraniczne archiwum
        odpowie: nie nie możemy udostępnić niezbędnych do realizacji tematu materiałów?
        • pomruk Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy 14.10.05, 18:55
          Gość portalu: Ed41 napisał(a):

          Poziom finansowania nauki (istotnie bardzo niski w RP) i
          >
          > osiąganie wymiernych efektów to zbyt skomplikowy problem by dyskutowali o nim
          > dyletanci. Nigdy nie można załozyć, iż przyjęty do realizacji temat da wymierne
          >
          > efekty w przewidzianym czasie. Wiedzą coś na ten temat np. matematycy, biolodzy
          >
          > czy chemicy.
          >
          Chyba nasze rozmowy dotycza różnych rzeczy. Pierwotnym watkiem jest - zdaje się
          - czy należy ziwększyć nakłady na nauke w Polsce. I wielu dyskutantów wskazywało
          na to, że nie należy, dopóki wyłożone pieniadze nie będa dawać sensownych
          efektów. Podawali też przykłady niewiarygodnego wręcz marnotrastwa pieniędzy
          podatników.
          PAN, czy nie PAN - jakie korzyści wynosimy z pieniędzy wydawanych na nauke? Nie
          chodzi o hasełka "nauka przyszłością"), ale konkrety. Przecież teraz naukowców
          rozlicza się WYŁĄCZNIE z ilości publikacji, tzw. impact factor itd. A gdyby
          zadać proste pytania:
          - ile mamy dochodów z opłat licencyjnych, patentów międzynarodowych itp?
          - jaki procent polskiego eksportu pochodzi z high-tech, i jaka częśc tego to
          oryginalne dokonania Polaków?
          Rozliczanie wyłącznie z ilości (i jakości) publikacji nie tylko wyglada na
          "sztukę dla sztuki" ale -to osobny temat- wygląda na wzbogacanie światowej
          wiedzy kosztem polskiego podatnika, bez korzyści dla tego ostatniego. A nawet ze
          stratą, gdyż korzyści ze wzbogacenia wiedzy kto inny przekuje na pieniądze
          (sprzedając na np. nowy lek).
          • szydlo4 To co mówisz nie dochodzi, ani do tu dyskutujących 22.10.05, 00:43
            ani tymbardziej do decydentów na szczeblu państwa. A to co piszesz jest właśnie
            istotą sensu finansowania działalności N+B+R państwa.

            Niech sobie te publikjacje piszą, ale na własny koszt uczelni (a dostają grubą
            forsę). Natomiast pieniądze z budżetu powinny być podstawą do działalności
            naukowo-badawdaczo-rozwojowej (N+B+R) kończącej sie efektami ekonomicznymi i
            też naukowymi (ale prawdziwymi).
        • khmara Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy 15.10.05, 01:29
          Gość portalu: Ed41 napisał(a):

          > Zabierając głos, należy wiedzieć o czym się chce mówic!

          Całkowicie się z tym zgadzam! A tłumaczenie, że w moim instytucie jest tak a tak
          ma niewielką wartość eksplikacyjną. A w moim instytucie szef sam decyduje o tym,
          komu da pieniądze na badania, a kto nie dostanie nic. I są tacy co latami nie
          dostają nic - również zatrudnieni na stanowiskach profesorskich.

          Doszukiwanie się wszędzie zakompleksionych nieudaczników, którzy tylko czyhają
          na to by dorwać się do stołka to choroba władzy. To jest paranoja, a nie ból
          wątroby.

          > Poziom finansowania nauki (istotnie bardzo niski w RP) i
          > osiąganie wymiernych efektów to zbyt skomplikowy problem by dyskutowali o nim
          > dyletanci. Nigdy nie można załozyć, iż przyjęty do realizacji temat da
          > wymierne
          > efekty w przewidzianym czasie.

          Rzecz w tym, że wiele tematów nie powinno zostać w ogóle przyjętych do
          realizacji, ponieważ z góry wiadomo, że nie przyniosą wymiernych rezultatów. Ale
          do tego potrzebny kompetentny recenzent.

          > Wiedzą coś na ten temat np. matematycy

          Jasne, bo matematyka to nauka czysto empiryczna.

          > Ale co zrobić jeśli akurat zagraniczne archiwum
          > odpowie: nie nie możemy udostępnić niezbędnych do realizacji tematu materiałów?

          Jak się przygotowuje wniosek badawczy bez odpowiedniego przygotowania
          merytorycznego, a kolega po znajomości wysoko oceni, to tak się to często kończy.
    • Gość: r39 Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy IP: *.ifpan.edu.pl 12.10.05, 19:51
      Kto pisze pierwszy, ten ma chwilową przewagę nad innymi.
      Ale to mimo wszystko nie oznacza, że pisze prawdę albo
      że przynajmniej pisze z sensem.
      Gorzej, jeśli jego wypowiedż wywołuje lawinę głosów, których
      jedyną podstawą jest instynkt stadny, że "ja też", a nie
      powierzchowne choćby rozeznanie w temacie. Bezmyślnie powtarzane
      bałamutne (s)twierdzenia ideologiczne zamiast faktów.

      Kiedy "wyprowadzono sztandar" PZPR, co? To jakim sposobem
      w ostatnich 15 latach "wprowadzono z klucza PZPR"?
      To pierwsza ewidentna bzdura. Dalej: członkiem rzeczywistym
      PAN nie zostaje się na polecenie rządu lecz na skutek
      demokratycznych wyborów. Swoją drogą najgłośniejszym
      przeciwnikiem PAN był swego czasu pewien pan z laską,
      któremu mimo usilnych starań nie udało się zostać członkiem
      PAN.
      Jakoś dziwnie zamilkł, kiedy ten fakt został upubliczniony.
      I już nigdy więcej publicznie nie wspominał o tym temacie.

      Ekonomicznie: w całej Akademii pracuje obecnie ok. 8 tys. ludzi.
      Jest jasne, że nie tylko oni tworzą naukę polską, bo co w takim
      razie robi blisko 100 tys. pracowników naukowych uczelni? Skoro
      mowa o kształceniu na wszystkich poziomach, to powinniśmy pomyśleć
      także o pracownikach oświaty. Nie powiem, ilu ich jest, choć wiem.
      Powiem za to, że w ramach reformy oświaty ok. 98 tysięcy straci
      pracę (w pierwotnych planach było to raczej 125 tys.).
      Niedoinwestowana jest cała nauka, bo powinniśmy przypomnieć sobie
      także o trzecim jej składniku - jbr-ach. Dużo się zyska na skasowaniu
      PAN? Jakieś 3-5%, jak dobrze pójdzie. Tymczasem mowa jest o znacznie
      większych pieniądzach. Byleby nie skończyło się na mowie, bo to co
      widzieli twórcy apelu to dopiero projekt budżetu. Nowa władza
      niekoniecznie zechce go uznać za własny, a jeśli nawet to zrobi
      ze względów "technicznych" (nieuchwalenie budżetu w terminie grozi),
      to niekoniecznie jej własny projekt, ten na rok 2007, będzie równie
      łaskawy dla tej dziedziny naszego życia.

      Czy to, że firma powstała w czasach stalinowskich automatycznie
      oznacza, że sama miała i jakoby ma dotąd takiż charakter?
      Otóż nie! Nigdy niejaki B. Geremek nie zostałby jednym z naszych
      najlepszych ministrów zagranicznych, gdyby w swoim czasie nie
      "przechował się" w PAN właśnie.

      Co Pan, Janie K. na to wszystko?
      Proszę także przyjąć do wiadomości ten "drobiazg", że jeśli chodzi
      o słynne "impakt-faktory", to naukowcy zatrudnieni właśnie w PAN
      wyrabiają ich co roku trochę więcej, niż wynikałoby to z ich procentowego
      udziału w "zasobach ludzkich nauki polskiej".
      Pewnie powie Pan, Janie K., że to stachanowcy.
      • khmara Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy 12.10.05, 20:14
        PAN oznacza dwie rzeczy: akademię nauk i instytuty naukowe. Instytuty naukowe
        faktycznie były przechowalnią elementów niewygodnych politycznie, którym nie
        pozwalano nauczać na PRL-owskich uczelniach. Akademia była i jest tworem
        PZPR-owskiego pochodzenia. A jak wyglądają "demokratyczne" wybory na uczelniach,
        to najlepiej widać po jakości wybranych "demokratycznie" rektorów i członków
        Rady Nauki. W wielu dyscyplinach po dziś dzień faktyczną władzę w nauce sprawują
        nie ci, którzy mają najlepsze publikacje i najwięcej cytowań zagranicznych, ale
        ci, co mają największe zasługi w umacnianiu poprzedniego państwa.
        • khmara Serio 12.10.05, 20:20
          Jestem za tym, żeby przynajmniej nie powoływać nowych członków PAN. Niech ta
          instytucja zemrze śmiercią naturalną.
          • Gość: r39 Re: Serio IP: *.ifpan.edu.pl 12.10.05, 20:52
            Jak pisałem wyżej, członków PAN "się nie powołuje"
            lecz wybiera. To ogromna różnica, ale warto przynajmniej
            o niej wiedzieć, zanim się chlapnie głupstwo.
        • Gość: r39 PAN, uczelnie i demokratyczne wybory IP: *.ifpan.edu.pl 12.10.05, 20:50
          Spokojnie, nie mieszajmy dwóch rzeczy. Jeśli wybory
          władz uczelnianych są jakieś nie takie jak trzeba, to
          przynajmniej nie wywołujmy wrażenia, że w PAN jest
          identycznie. Bo nie jest.

          W PAN na daną funkcję wybrany jest nie kandydat, który
          uzyskał największą liczbę głosów lecz ten, który uzyskał
          ich ponad 50%. Trochę to trwa, bo nieraz potrzeba wielu
          tur głosowań, zanim ustali się ostateczny wynik. To nie
          tak, jak z wyborami prezydenta, że wystarczą maksymalnie
          dwie tury. W PAN, w kolejnej turze nie kandyduje tylko ten,
          kto w poprzedniej otrzymał najmniej głosów. Oraz ci, którzy
          postanowili zrezygnować, co jednakże zdarza się niezbyt
          często i walka trwa do końca.
          • Gość: Anonymus Kij w mrowisko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.05, 21:32
            Spotkałem się wielokrotnie ze stwierdzeniem, że finansowanie nauki polskiej nie
            ma najmniejszego sensu, gdyż to pieniądze wyrzucone w błoto (albo dosadniej).
            Rozmawiałem z naukowcami. którzy bardzo oburzali się na takie stwierdzenie, ale
            potem w rozmowie podawali fakty, od kt. włos na głowie się jeży. Podam parę:
            - profesor chce mieć superaparat i kupuje go za ciężką forsę, choć nie ma
            pieniędzy na wypłaty. Kupuje go, po 10 latach analiza kosztów wykazuje, że gdyby
            korzystał z "usługówki" (zlecenia badań na aparatach innych placówek), koszta
            jego badań byłyby 30-krotnie mniejsze. TRZYDZIESTOKROTNIE.
            - w rozbudowywanym instytucie zainstalowano 4 potężne serwery. Ale ten instytut
            wysyła głównie e-maile, więc wystarczyłby jeden , mały serwer. Wytłumaczenie:
            każde piętro zajmuje ważny profesor, i każdy zna się na kompach, i żaden nie
            ścierpi, by jego serwer był gorszy od innnego i ...
            To samo można by zrobic 20-krotnie mniejszym kosztem.
            Jeśli chcecie, podam więcej przykładów.
            Dlatego "wtajemniczeni" mówią: niech oni zaczną wydawać pieniądze z sensem,
            potem porozmawiamy o większym finansowaniu.
            • khmara Re: Kij w mrowisko 12.10.05, 21:47
              Gość portalu: Anonymus napisał(a):
              > Dlatego "wtajemniczeni" mówią: niech oni zaczną wydawać pieniądze z sensem,
              > potem porozmawiamy o większym finansowaniu.

              I do niczego to nie doprowadzi poza dalszą degrengoladą, bo sensu w durnym
              systemie samoistnie nie przybędzie, tak samo, jak nie można nikomu dodać rozumu,
              choćby się bardzo chciało. Dawno zostały zachwiane proporcje między
              samorządnością i autonomią środowiska a jakąkolwiek formą zewnętrznej kontroli.
              • Gość: Anonymus Re: Kij w mrowisko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.05, 22:08
                Zdradzę Wam coś: kiedyś byłem pracownikiem instytutu PAN. Możecie nie wierzyć
                (net anonimowy, a ja nie odważę się podać nazwiska, bo będą mi świnić), ale
                zapewniam Was: zgroza! zgroza! zgroza!
                Więc doskonale orientuje się, na co idą pieniądze podatników. To po prostu [...]
                [...] [...] [...], delikatnie mówiąc.
                Jeżeli ktoś uważa, że przejaskrawiam, mam kilka inych historii w zanadrzu - z
                życia wzęte. Chcecie?
                • khmara Re: Kij w mrowisko 12.10.05, 22:10
                  Pewnie ;-)
                  • Gość: Anonymus Re: Kij w mrowisko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.05, 00:39
                    OK, jutro lub pojutrze ;-) bo teraz spać.
                    • toja3003 To my, podatnicy mamy prawo decydować na 13.10.05, 09:15
                      To my, podatnicy mamy prawo decydować na
                      co idą pieniądze z budżetu. I proszę bez
                      argumentów, że to muszą robić fachowcy,
                      bo „laik” czy „ignorant” tego "nie zrozumie". Bzdura.

                      Jak lekarz ma mnie operować to po to
                      się lata uczył medycznej mądrości żeby
                      umiał mi ją przetłumaczyć na mój język,
                      bo decyzję podejmuję j a , bo o m o j e
                      życie i zdrowie chodzi. Podobnie
                      w nauce. Jeśli ktoś mówi: proszę bardzo
                      robimy nowy lek i jest szansa, że
                      wyleczymy taką chorobę to ja to rozumiem
                      i daję na to kasę. Ale jak ktoć mówi,
                      że za milion da mi odpowiedź na
                      pytanie ile lat ma nasza galaktyka
                      to ja mu mowie: nie daję ci kolego
                      tych pieniedzy i wszystko.

                      Wczoraj też do mnie dzwoni jakiś
                      bankowiec i była taka rozmowa:
                      - Mam dla pana świetną ofertę, bardzo rentowna sprawa.
                      - Dobrze - odpowiadam - niech pan mówi, słucham.
                      - No wie pan ale to nie jest na telefon, lepiej
                      jak ja pana odwiedzą, bo to dluższa sprawa.
                      - Ok - powiadam - to niech pan wyśle mi to
                      na piśmie.
                      - Nie mogę, bo to są obszerne materiały,
                      to by cała paczka z tego wyszła.
                      - No to niech pan to streści na jedną stronę A4 - mówię.
                      - To się tak nie da, bo to jest zbyt s k o m p l i k o w a n e.
                      - Panie - mówie mu - jak pan nie umie mi wytłumaczyć
                      na jednej stronie papieru o co chodzi to znaczy,
                      że to jest jakiś kiepski towar i ja za to
                      serdecznie dziękuje, miłego dnia, do widzenia.

                      No i gosciu jakiś obrażony się wyłączył a czy nie mam racji?

                      Podobnie jest w nauce. Jak ktoś na kartce papieru
                      nie umie prostym językiem wykazać o co chodzi to żegnam,
                      bo nauka też jest dla ludzi a nie drogim hobby dla naukowców.
                      • Gość: Carmen S. Re: To my, podatnicy mamy prawo decydować na IP: *.lr.centurytel.net 13.10.05, 17:16
                        Moje naiwne dziecko! Na jednej stronie to mozna przedstawic budowe cepa a nie
                        teorie naukowa. Przykro to powiedziec ale prezentujesz zaawansowany populizm.
                        Juz sobie wyobrazam jak o nauce zadecyduje podatnik - elektorat tego kandydata
                        co dostal 15%. Przyjme demokratyczny werdykt z pokora i zajme sie swoim hobby
                        za darmo.

                        W calosci sie nie zgadzam z twoja wypowiedzia, pisalam wielokrotnie. Nauki nie
                        mozna tak finansowac jak budowy fabryki odkurzaczy. W nauce nie da sie ani
                        przewidziec odkrycia ani przewidziec jego znaczenia. Jest w nauce mnostwo
                        slepych uliczek, powoduje to ze pewnie ponad 90% nakladow to pieniadze
                        wyrzucone w bloto, tylko a priori nie wiadomo ktore to 90%. Jest cale mnostwo
                        dziedzin naukowych ktorych znaczenie komercyjne bylo i jest zadne lub
                        marginalne.

                        To wszysko nie zmienia jednak faktu ze wrzucanie pieniedzy w nauke w Polsce to
                        tylko pudrowanie trupa. Aby cos odkryc przede wszystkim trzeba chciec cos
                        odkryc oraz przyjsc do pracy aby nad tym popracowac. Te dwa ostatnie zjawiska
                        wystepuja w Polsce podobnie czesto jak Yeti.
                      • Gość: r39 Re: To my, podatnicy mamy prawo decydować na IP: *.ifpan.edu.pl 13.10.05, 17:16
                        Jeśli sprawa ma się tak, że zamawiasz nową klamkę do samochodu
                        i nazywasz to nauką - to ja się zgadzam. Ileż w tym ukochanej
                        przez Europę innowacyjności! Rzeczywiście, wytworzone zostaje coś,
                        czego wcześniej świat nie oglądał. Płacę i wymagam, wszystko
                        racjonalne.

                        Tylko że nauka, tak naprawdę, jest o zupełnie czymś innym.

                        Lepiej się mające narody dawno wyliczyły, że 1$ zainwestowany
                        w naukę daje w końcu 67$ zysku. Niestety, nie na drugi dzień.
                        I to POMIMO marnotrawstwa. W owych krajach o pieniążkach decydują
                        podatnicy, w znacznie większym stopniu, niż w Polsce. Ale i tak
                        nie bezpośrednio ale, podobnie jak tutaj, przez wybranych przez
                        siebie prawodawców. Tamtejsi podatnicy też się nie kwapią do
                        rzeczy, których nie rozumieją - a mimo to łożą na akceleratory
                        cząstek elementarnych, stacje kosmiczne i temu podobne, zupełnie
                        zbędne rozrywki. Może są stuknięci, ale tak się dziwnie składa,
                        że reszta świata im zadrości poziomu życia i nader ochoczo ciągnie
                        do tych krajów po nauki. Nie w przeciwnym kierunku.

                        Jeśli ktoś nie widzi tego związku, to znaczy, że świadomie nie chce
                        go widzieć. Tyle.

                        Nawiasem mówiąc, znachor o wiele prościej "wytłumaczy" wiele
                        rzeczy, niż lekarz. I nawet weźmie mniej za usługę. Znakomita
                        większość pacjentów wybiera się jednak do znachora dopiero wtedy
                        kiedy 'oficjalna' medycyna okazuje się bezsilna. Zgadnij, dlaczego
                        toja3003.
                        • szydlo4 W Polsce z budżetu państwa od 1990 wydano ok. 45 22.10.05, 00:31
                          miliardów złotych na tzw. "polską naukę". Efekty w postaci nowych technologii
                          bliskie zera, a już minęło średnio 7,5 roku (bo powiadasz, że ... w dalszej
                          perspektywie). Jaki więc przelicznik polskiej nauki na efekty?

                          Każda zainwestowana złotówka w tzw. polska naukę = 0,0000000001 złotych efektów.

                          I ... nie powtarzaj banałów na przyszłość tylko oblicz jakie są rzeczywiste
                          efekty.
                    • Gość: Anonymus Kij - c.d IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.05, 16:57
                      W pewnym mieście postanowiono powiększyć gmach instytutu o 1 piętro. Przy okazji
                      zrobiono remont i częściową przebudowę reszty. Kosztowało to tyle, że można
                      byłoby za te pieniądze zbudować drugi, duży, wielopiętrowy instytut. Podobno
                      budowlańcy mieli niezłą radochę, zwłaszcza jak opowiadali o przesuwaniu
                      wewnętrznych ścian o 20 cm.
                      A teraz przykład z prasy (nie jestem biologiem):
                      W Polsce jest 150 sekwenatorów DNA. Ale pojedyńczy już dziś nie starcza do
                      poważniejszyb badań - na świecie łączy się 50-100 aparatów z różnych instytucji
                      by przeprowadzić sensowny projekt. Teoretycznie w Polsce dałoby się robić 2-3
                      projekty równocześnie... Resztę dopowiedźcie sobie sami. Mamy 150
                      niedziałających fragmentów czegoś w cenie całości.
                    • Gość: Anonymus Kij -c.d. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.05, 17:14
                      No i smutna historia"niebieskiego lasera". Zrobić się go - w uproszczeniu - nie
                      udało się, ale wydać pieniądze i na dodatek zrobić pewne przekręty (patrz NIK) -
                      owszem.
                      Co nie oznacza, że nie należy pakować forsy w badania/wdrożenia, ryzykując, że
                      nie wypalą. Ale jakie u nas wypalają?
                      Pamiętacie Piasecką-Johnson, która wpakowała forsę w zakład, kt. miał produkować
                      preparat Tołpy? Oczy mi się świeciły, gdy słyszałem, jaką aparaturę im
                      kupowała.. W końcu zorientowała się, że to jedna wielka hucba i była wielka
                      awantura.
                      • Gość: XYZ Re: Kij -c.d. IP: *.chello.pl 14.10.05, 00:29
                        Gość portalu: Anonymus napisał(a):

                        > W końcu zorientowała się, że to jedna wielka hucba i była wielka
                        > awantura.

                        Polska nauka, jeśli nie hucpa, to są kompilacje i tłumaczenia ze źródeł
                        zachodnich, w najlepszym razie przyczynkarstwo. Zero oryginalności. Kto był
                        mądry i ambitny, ten już dawno wyjechał i stracił ochotę na jakiekolwiek
                        kontakty. Obecny poziom jest już dawno poniżej ostro goniących czołowkę Chin i
                        Indii. Może jeszcze z Bangladeszem dałoby się porównać.
                        • Gość: Anonymus Re: Kij -c.d. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.05, 00:34
                          Oj tak. Mam w rodzinie ambitną osobę - wolała pracować w USA iJaponii... Ja sam
                          nie zajmuję się teraz zawodowo nauką, ale kształcę sporo młodych osób i widzę
                          ich nastawienie: uciekać! Do Berlina to najbliższy cel, ale wielu sięga dalej,
                          zdając sobie sprawę, że i w wielu krajach Europy nauka jest taka jakaś...
    • Gość: coto Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy IP: *.konst.silesianet.pl 18.10.05, 20:01
      Prawda
    • Gość: coto Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy IP: *.konst.silesianet.pl 18.10.05, 20:10
      Takich reliktow stalinizmu jest wiecej w Polsce. Oprocz przytulku nauki polskiej
      jakim jest PAN, wymienic nalezy CK. Argument, ze bez CK w nauce zapanowalaby
      samowola kleci sie m.in. na uzytek utrzymania CK. Pradziwych ludzi nauki
      traktuje sie jak bezwolna mase, ktora nie dalaby sobie rady bez centralnego
      sterowania. A prawda jest taka, ze w CK zasiadaja w niemalej czesxci ludzie
      dyspozycyjni, niekompetentni, wybrani z klucza, krotko mowiac kolesie.
      • khmara Re: Apel Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Prezy 20.10.05, 21:25
        PiS opowiada się za przekształceniem PAN w towarzystwo naukowe i rozwiązaniem CK.
        www.pis.org.pl/dokumenty/program2005.pdf
        www.pis.org.pl/dokumenty/program-edukacja.htm
        Wypada czekać na realizację programu.
    • Gość: B.T., Zabrze Ile to w Polsce idzie na tzw. nauke polską? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.10.05, 11:09
      Policzmy...skoro GUS tego nie potrafi

      Przepraszam, że szacunkowo. GUS to powinien zrobić dokładnie. Ile to idzie
      na "badania naukowe" w Polsce:

      1. Z budżetu poprzez KBN, 3 mld

      2. Na szkolnictwo wyższe, 6 mld, powiedzmy z tego na badania 2 mld

      3. Opłaty studentów za naukę, 6 mld, powiedzmy z tego 4 mld na badania

      4. Dochody profesorów uczelni i PAN-u na czarno i szaro, 2 mld

      5. Finansowanie z przemysłu i instytucji, 1 mld

      6. Z UE, jak twierdzi Kleiber, 0,5 mld. 7. Z prywatyzacji na Fundacje Nauki
      Polskiej, różnie ok. 0,2 mld

      Razem na działalność badawczą: 12,7 mld. W stosunku do PKB daje to: 2,2 % jak
      się mówi w Polsce "na naukę" czyli na działalność badawczą jak się mówi w
      innych mądrzejszych krajach. Dodajmy jeszcze jakieś 3 mld zł, które nasi
      szanowni profesorowie uczelni i PAN-u powinni uzyskać ze sprzedaży wyników
      swych prac badawczych tak jak to robi się w normalnych krajach to ten procent
      wzrasta do: 2,7 % w stosunku do PKB.

      Hurrrrrrra! jesteśmy w pierwszej dwunastce krajów Świata i bylibyśmy w
      pierwszej ósemce krajów Świata przeznaczającego na działalność badawczą, czy
      na "naukę polską" jak nie wiadomo dlaczego mówią nasi profesorowie!!!

      Z poważaniem, halo GUS, obudź się!!! Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze

      • Gość: abc Re: Ile to w Polsce idzie na tzw. nauke polską? IP: *.centrum.punkt.pl / *.centrum.punkt.pl 23.10.05, 16:45
        Panie Doktorze (?) Thomalla. "Dochody profesorów uczelni i PAN-u na czarno i
        szaro, 2 mld (...) Razem na działalność badawczą: 12,7 mld." To tylko jeden z
        wątpliwych punktów. Jak Panu te rachunki się zgadzają? Rozumiem, że za to, co
        profesor zarobi nielegalnie (ukrywając przed Izbą Skarbową), natychmiast kupuje
        kolejny instrument czy materiał niezbędny mu do dalszych badań?
        • Gość: B.T., Zabrze Profesorowie przecież nie prowadzą badań. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.10.05, 10:12
          Z 10 publikacji tworzą jdenastą. A forsa zarobiona (na czarno i szaro)
          nielegalnie bo idzie do kieszeni profesora a powinna do kasy uczelni.
          • Gość: Anonymus Re: Profesorowie przecież nie prowadzą badań. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.05, 11:00
            No nie, czasami prowadzą badania. Rękoma doktorantów i doktorów. Problem polega
            na tym, że w naukach ścisłych lub przyrodniczych profesor nie za bardzo rozumie
            słownictwa, którego używa jakiś gó..arz doktorant. Jakieś korelacje,
            laplasjany, łańcuchy Markownikowa... Wtedy profesor przerywa rozmowę i zaczyna
            wspominać, jak to w szopie ustawiali balię.
            Ja nie żartuję :-(
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka