Dodaj do ulubionych

Szachy kontra Go

IP: *.chello.pl 12.02.03, 01:09
Bardzo mnie ciekawią porównania obu tych gier. Która z tych gier jest
bardziej interesująca, wymaga większych zdolności intelektualnych?
Zwolenników zarówno jednej jak i drugiej zapraszam do dyskusji.
Obserwuj wątek
    • pulbek Re: Szachy kontra Go 12.02.03, 09:20
      Ja mam okresy szachowe i okresy go-owe. Obie gry sa bardzo piekne i zupelnie
      rozne.

      W szachach wiekszosc pracy nad pozycja zajmuje tzw. liczenie: ja tu, on tu, ja
      tu, on tu, ja tu, on tu, ... Podejmuje sie tez decyzje strategiczne ("w ktora
      strone zroszowac?"), ale sa one dosyc proste (nie mowie ze latwo je podjac,
      tylko ze latwo je opisac) i jest ich stosunkowo niewiele (najwyzej kilka na
      partie). Tak wiec szachy to gra oparta na liczeniu wariantow.

      W go tez sie liczy warianty, ale podejmuje sie tez o wiele wiecej o wiele
      bardziej skomplikowanych decyzji strategicznych. Caly czas trzeba pamietac o
      uzyskaniu "pieknego ksztaltu", o unikaniu "zlego aji", czyli o rzeczach, ktore
      tak naprawde trudno formalnie opisac. Po prostu patrzysz na pozycje i czujesz
      to.

      Poza tym go to gra statyczna. Wizualnie rzecz biorac dzieje sie tam niewiele (w
      porownaniu z szachami), wiec dla osob z duzym temperamentem moze byc troche
      nudna.

      Z drugiej strony zasady gry w go sa o wiele prostsze niz w szachach, a to jest
      wartosc sama w sobie.

      Nie chce pisac czy go jest trudniejsze od szachow. Obie gry sa bardzo trudne i
      obie wymagaja imponujacych (ale nie takich samych!) umiejetnosci.

      Ale uwazam ze kazdy powinien grac w obie gry. Szczegolnie polecam go
      szachistom. Pamietam kiedy zaczynalem grac w go po wielu latach pracy nad
      szachami i przegladalem skomentowane partie mistrzow. I tam w pewnej chwili
      mistrz wykonal jakis ruch i na pytanie "Dlaczego tutaj?" odpowiedzial "Bo teraz
      moja pozycja wyglada harmonijnie i pieknie". "Nie bylo zadnej innej
      przyczyny?" "Zadnej". Dla szachisty taki dialog to wstrzas. W szachach w ogole
      nie ma czegos takiego.

      Pulbek.
    • Gość: doku Szachy kontra Go dla adeptów IP: *.mofnet.gov.pl 14.02.03, 14:40
      Kluczem dla popularyzacji każdej dyscypliny jest jej atrakcyjność dla dzieci i
      młodzieży - dla tych, co dopiero się nauczyli grać. Taka popularność jest
      fundamentem na którym rozwijają się mistrzowie a najwięksi z nich dochodzą do
      szczytów ludzkich możliwości. Liczne zaplecze młodych entuzjastów pozwala
      toczyć w mistrzostwach świata boje na najwyższym poziomie. Każda niebanalna
      dyscyplina ma swoje piękno, swoją trudność i własne głębie, których z trudem
      sięgają najwięksi mistrzowie. A z kolei nawet najpiękniejsza dyscyplina nie
      będzie nikogo pasjonować, jeśli mistrzowie będą ludźmi przypadkowymi, wyników
      rywalizacji na najwyższym szczeblu nie da się przewidzieć, a mistrzowie będą
      popełniać jawne pomyłki i niezręczności. Tylko najwyższy poziom daje najwyższą
      satysfakcję, a najwyższy poziom można osiągnąć tylko w dyscyplinie masowej, w
      której potrzebny jest codzienny wielogodzinny trening.

      Czas na konkrety. Zasady gry w szachy pozwalają na natychmiastowe nawiązanie
      walki z przeciwnikiem. Gambit w pierwszym posunięciu, mat w drugim posunięciu,
      to są elementy nie mające w go żadnego odpowiednika. Młody adept szachów od
      samego początku wciąga się w walkę, gra jest od początku żywa i pasjonująca. Go
      jest tego przeciwieństwem, dlatego nie ma szans na masowy udział młodych
      pasjonatów, nie ma szans na to, aby mistrzowie go mieli motywacje do
      codziennego treningu po kilkanaście godzin dziennie, jak np. trenował
      legendarny Fischer. W go nie ma szans na to, aby mistrzowie reprezentowali
      najwyższy poziom.
    • pulbek Trzy metafory wojny 17.02.03, 12:59
      Przypomnialy mi sie takie proste, ale glebokie moim zdaniem uwagi o
      najslynniejszych grach. Moze ktos nie slyszal, wiec przytocze.

      Otoz szachy, brydz i go przypominaja trzy rodzaje wojny.

      Szachy to bitwa, taka jak sredniowieczna. Mamy tu pole bitwy, rozne oddzialy i
      wzajemne wybijanie sie. Szachy ucza taktyki, strategii, wyczucia otwartej
      przestrzeni, pojecia swobody, wartosci centrum pola bitewnego.

      Brydz to wojna nowoczesna - wojna informacyjna. Mamy tu oszukiwanie, ukrywanie
      informacji, robienie przeciwnika w konia, a jednoczesnie tajne porozumiewanie
      sie z partnerem. Brydz uczy sprytu, rozumienia partnerow "w pol slowa",
      przeszkadzania przeciwnikom, robienia zamieszania. Szpiegom bardziej przydaje
      sie brydz niz szachy.

      Go to wojna innego rodzaju - to jak negocjacje biznesowe, ktore balansuja na
      granicy wojny i wspolpracy. W kazdej chwili mozemy zagrac na wiele sposobow:
      mozemy postawic skromne warunki, ale za to takie, na ktore przeciwnik w
      zasadzie musi przystac. Ale moze zgodzilby sie na wiecej? Moze trzeba bylo
      postawic ten pionek o jedno, dwa pola dalej? To daje szanse na wieksze zyski,
      ale za to przeciwnik dostaje mozliwosc odrzucenia "oferty" i zaatakowania jej
      swoimi argumentami - pionkami. Go uczy szacunku dla przeciwnika, mierzenia
      zamiarow podlug sil, negocjowania na wielu frontach na raz. Go to gra dla
      negocjatorow.

      Pulbek.

      PS. Doku, nie chrzan glupot. Skad pomysl ze mistrzowie go to ludzie
      przypadkowi? Ze nie trenuja po kilkanascie godzin dziennie?

      Piszesz o pomylkach "przypadkowych" mistrzow go. Podaj przyklady. Cos
      porowywalnego z podstawieniem figury przez Kasparowa w ostatniej partii meczu z
      Deep Blue w 1997 r. Wspolnie sie zastanowimy jak to z tymi pomylkami jest.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka