Dodaj do ulubionych

Mastektomia Angeliny Jolie

14.05.13, 11:18
Angelina Jolie w obawie przed rakiem prewencyjnie usunęła obie piersi. Wiadomość wywołuje u mnie mieszane uczucia, ale bardzo się cieszę z medialnego szumu, który z pewnością uwagę wielu kobiet skieruje na badania, na różne możliwości chronienia się przed rakiem.
www.tvn24.pl/angelina-jolie-usunela-obie-piersi-w-obawie-przed-rakiem-jestem-nosicielka-wadliwego-genu,325533,s.html
Obserwuj wątek
    • yaga7 Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 11:42
      Wyczytałam, że wg lekarzy prawdopodobieństwo, że ona zachoruje na raka piersi, wynosiło 87%. Moim zdaniem to bardzo dużo. O ile oczywiście to prawda.
    • zazulla Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 11:51
      Kiedyś widziałam dokument o kobiecie, u której w rodzinie każda kobieta (chyba 3 pokolenia wstecz) miała raka, głównie piersi. I też zrobiła prewencyjną obustronną mastektomię od razu z rekonstrukcją implantami. W jej przypadku, jak pokazała rozrysowane drzewo rodzinne z oznaczonymi chorującymi kobietami, to nie dziwię się.

      Sama robiłam badania genetyczne (udało się za darmo), ale szczerze mówiąc to nic nie zmieniło w mojej profilaktyce. Może faktycznie dzięki aktorce więcej kobiet pomyśli o badaniach.
    • beniutka_bo Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 12:10
      Chyba jedynym pożytkiem z tej "akcji" będzie "reklama" działań profilaktycznych.
      Uczucia związane z takim działaniem mam mieszane do tego stopnia, że przyszło mi na myśl "a jak ktoś miał wśród członków bliskiej rodziny chorego, u którego zdiagnozowano guza np w mózgu, to należy na wszelki wypadek mózg usunąć?!". Nie chcę tu nikogo obrażać, ale taka "profilaktyka" jak w przypadku AJ mnie przeraża.
      • sylwiastka Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 12:45
        beniutka_bo napisała:


        > Uczucia związane z takim działaniem mam mieszane do tego stopnia, że przyszło m
        > i na myśl "a jak ktoś miał wśród członków bliskiej rodziny chorego, u którego z
        > diagnozowano guza np w mózgu, to należy na wszelki wypadek mózg usunąć?!". Nie
        > chcę tu nikogo obrażać, ale taka "profilaktyka" jak w przypadku AJ mnie przeraż
        > a.

        Nie wydaje mi się abyś kogokolwiek tą wypowiedzią obrażała, zwracasz za to uwagę jak mała jest wiedza na temat chorób nowotworowych. I mam nadzieję, że po takiej informacji wywiąże się solidna dyskusja z udziałem lekarzy, a świadomość w społeczeństwie się podniesie.

        Ja od siebie dodam jedynie, że nowotworów piersi jest kilka typów i każdy jest tak naprawdę osobną jednostką chorobową wymagającą innego sposobu leczenia (łączy je tylko to, że pierwotne ognisko choroby jest zlokalizowane w piersi, ale złośliwieją różne typy komórek).

        Każdy nowotwór jest chorobą genetyczną czyli muszą nastąpić mutacje różnych genach w jakieś komórce, natomiast nie wszystkie choroby nowotworowe są dziedziczne (przenoszą się z pokolenia na pokolenie). W przypadku nowotworów piersi jeden typ jest chorobą dziedziczną. Dotyczy mutacji w genach BRCA, z tą mutacją urodziła się Angelina, a została ona jej przekazana przez matkę. Mutacja ta jest obecna we wszystkich komórkach organizmu, ale szczególnie niebezpieczna jest w tkankach wrażliwych na hormony płciowe (piersi i jajniki). Uszkodzone przez mutacje białko BRCA nie spełnia swojej funkcji, a jest to naprawa uszkodzeń DNA. Nowe uszkodzenia to nowe mutacje oraz wzrost ryzyka na nowotworzenie. Na ten rodzaj nowotworu nie ma skutecznych leków, jego rozwój jest bardzo szybki i bardzo wcześnie tworzy przerzuty (które są bezpośrednią przyczyną śmierci).
        Jeżeli lekarze ocenili szanse zachorowanie Angeliny na prawie 90%, to mastektomia jest tu profilaktyką. W jej przypadku po wykryciu złośliwego, nawet najmniejszego guza sytuacja byłaby bardzo poważna. Często wraz z piersiami usuwa się także jajniki.
        W tym przypadku nie jest to wycinanie na ślepo, jest to forma profilaktyki, często niemożliwej w przypadku innych dziedzicznych nowotworów.
        • pinupgirl_dg Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 15:01
          > Nowe uszkodzenia to nowe mutacje oraz wzrost ryzyka na nowotworzenie. Na ten
          > rodzaj nowotworu nie ma skutecznych leków, jego rozwój jest bardzo szybki i bardzo
          > wcześnie tworzy przerzuty (które są bezpośrednią przyczyną śmierci).
          > Jeżeli lekarze ocenili szanse zachorowanie Angeliny na prawie 90%, to mastektomia
          > jest tu profilaktyką. W jej przypadku po wykryciu złośliwego, nawet najmniejszego
          > guza sytuacja byłaby bardzo poważna.

          Jeśli tak jest, to dla mnie decyzja jak najbardziej zrozumiała. Nie znam się na tym, ale gdyby lekarze tak oceniali moje ryzyko, pewnie bym się również zdecydowałabym na operację.
          • sylwiastka Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 15:27
            W przypadku tego rodzaju nowotworu piersi znane są mechanizmy jego powstania oraz rozwoju, jak i rokowania. Obecność mutacji w genie można łatwo sprawdzić. Dostępne są też statystyki dotyczące przeżywalności u pacjentek nadzorowanych różnymi metodami oraz takimi, które poddały się leczeniu prewencyjnemu chemioterapią lub wycięciem narządów, w których nowotwór może się rozwinąć. Mastektomia działa, jest radykalna, ale piersi można zrekonstruować. Można też czekać aż choroba się rozwinie i mieć nadzieję, że wykryje ją się na wczesnym stadium oraz terapia będzie skuteczna. W anglojęzycznej Wikipedii są całkiem rozsądnie podane informacje na ten temat
            en.wikipedia.org/wiki/BRCA_mutation
            • pinupgirl_dg Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 15:40
              Przyznam szczerze, że temat mnie zainteresował. Moja babcia zmarła na raka, miała mastektomię (jednostronną), potem długo cieszyła się zdrowiem, była całe życie pod opieką lekarską i poddawała się regularnie badaniom.
              Nawet nie wiedziałam, że jest kilka rodzajów nowotworów piersi (tzn coś tam mi kołatało, że są nowotwory hormonozależne i niehormonozależne). Jeśli da się w miarę łatwo sprawdzić i oszacować ryzyko chociaż jednego, to chętnie bym się tego podjęła. Będę drożyć temat. Na razie staram się regularnie chodzić na USG, z samobadaniem różnie bywa.
        • pinupgirl_dg O ryzyku raz jeszcze 22.05.13, 22:14
          > Jeżeli lekarze ocenili szanse zachorowanie Angeliny na prawie 90%, to mastektomia
          > jest tu profilaktyką.

          Z drugiej strony spotkałam się w paru miejscach z taką interpretacją, że w tym przypadku ryzyko jest o te 90% większe w stosunku do reszty populacji. Czyli jeśli statystyczna kobieta ma ryzyko zachorowania rzędu x procent, to w przypadku mutacji ryzyko jest 1,5 - 2 razy większe. Czy jednak chodzi o to, że 9/10 kobiet z taką mutacją zachoruje?
          Jestem pewna, że wykonam takie badania, żeby wiedzieć, na czym stoję. Ale co zrobię później (w przypadku ewentualnej mutacji) - nie wiem. Będę myśleć, jeśli sytuacja stanie się realna. Na pewno decyzja jest trudna. Rozumiem zarówno kobiety, które decydują się na mastektomię prewencyjną, jak i te, które chcą, by nawet w obliczu choroby, pierś maksymalnie oszczędzić.
          • pierwszalitera Re: O ryzyku raz jeszcze 23.05.13, 10:31
            pinupgirl_dg napisała:

            > Jestem pewna, że wykonam takie badania, żeby wiedzieć, na czym stoję.

            Pinupgirl, poczytaj sobie proszę o tej genetycznej formie raka piersi, bo jak jacyś niedoinformowani faceci wypisują bzdurne komentarze pod artykułami o Jolie, to jeszcze można znieść, ale od biuściastej lobbystki spodziewałabym się czegoś innego. Jeżeli twoja babcia, siostra, ciocia, czy inne spokrewnione kobiety w rodzinie nie zachorowały na tą szczególnie agresywną formę raka piersi przed menopauzą (im więcej kobiet, tym większe podejrzenie) to możesz sobie to badanie darować. Żaden onkolog cię na nie też nie skieruje. Zapewne piszesz też tu z tej komfortowej pozycji, bo inaczej już dawno byś się tematem zainteresowała i nieco inaczej pisała o szansie uniknięcia tego losu, którą jest w tym wypadku mastektomia. W mojej rodzinie takich kobiet też nie ma, za co jestem losowi bardzo wdzięczna, badań genetycznych robić więc nie będę. Naturalnie zagrożona rakiem ciągle jestem, tak samo jak reszta kobiet bez tego felernego genu, ale w moim przypadku prewencyjnie niczego usuwać sobie na pewno nie będę. I tak, prawdopodobieństwo, że ktoś ma tą mutację i nie zachoruje i nie umrze po diagnozie w szybkim czasie , jest tak znikome, że ja bym raczej na ten łut szczęścia nie liczyła. Matka bardzo bliskiej mi osoby zmarła na tego raka w wieku lat 43. Przy doskonałej opiece lekarskiej, profilaktyce i terapii w zachodniej uniwersyteckiej klinice. Nie musiała czekać w kolejce do lekarzy i miała dostęp do wszystkich drogich chemoterapii i lekarstw. I przy oszczędnej operacji. Nie usuwano jej bowiem nawet całej piersi, bo guzek był wcześnie wykryty i był malutki, ale to i tak nic nie pomogło, bo przyczyną zgonu były błyskawiczne metastazy w wątrobie. Być może nie cierpiała też tak jak pacjentki w Polsce, to była szybka i cicha śmierć, bo na szczęście w Niemczech lekarze inaczej podchodzą do bólu, ale czy przez to jest lepiej? To była przecież młoda i w gruncie rzeczy zdrowa kobieta, ja jestem od niej teraz starsza. To jest niestety bardzo agresywna forma raka i standardowa profilkatyka oraz terapia się nie sprawdzają. Ja dobrze rozumiem więc Angelinę Jolie i jestem pewna, że miała dostęp do świetnych lekarzy, którzy bardzo dobrze potrafili ocenić jej indywidualne ryzyko.
            • pinupgirl_dg Re: O ryzyku raz jeszcze 23.05.13, 11:16
              > Jeżeli twoja babcia, siostra, ciocia, czy inne spokrewnione kobiety w rodzinie nie
              > zachorowały na tą szczególnie agresywną formę raka piersi przed menopauzą (im więcej > kobiet, tym większe podejrzenie) to możesz sobie to badanie darować. Żaden onkolog cię
              > na nie też nie skieruje

              Myślę, że mam podstawy, by starać się o takie badanie, zresztą w Polsce można je wykonać też na własną rękę, z tego, co się orientuję.

              > Ja dobrze rozumiem więc Angelinę Jolie i jestem pewna, że miała dostęp do świetnych
              > lekarzy, którzy bardzo dobrze potrafili ocenić jej indywidualne ryzyko.

              Ja też ją rozumiem i wcale nie uważam, że zrobiła źle. Pewnie zależy od indywidualnej sytuacji. Może też lekarze popełniają błąd nie namawiając kobiet na mastektomię (niektórym pacjentkom delikatnie ją sugerują, ale generalnie nie jest to temat poruszany często), albo sprawa nie jest tak jednoznaczna. Częściej natomiast proponuje się usunięcie jajników. Niezależnie od tej decyzji na pewno warto takie badanie zrobić. Pacjentki z taką mutacją nawet, jeśli nie zdecydują się na mastektomię, są objęte szczególną opieką. Trochę informacji o możliwej profilaktyce:
              www.rynekzdrowia.pl/Serwis-Onkologia/Prof-Janusz-Limon-o-mastektomii-u-kobiet-po-40-roku-zycia-z-mutacja-BRCA1,130590,1013.html
              hylostet.pl/igm/article/83/
              Zresztą mimo mastektomii pacjentki też powinny być czujne, bo ryzyko spada, ale nie maleje do zera.
              • pierwszalitera Re: O ryzyku raz jeszcze 23.05.13, 11:42
                pinupgirl_dg napisała:

                Częściej nato
                > miast proponuje się usunięcie jajników.

                Dlatego Jolie prawdopodobnie też sobie jajniki usunie. Ale może chce poczekać jeszcze trochę, bo o ile profilaktyczna mastektomia nie ma aż takich zdrowotnych konsekwencji dla zdrowia, usunięcie jajników związane jest zawsze z przedwczesną menopauzą i wzrostem ryzyka innych chorób (na przykład metabolicznych i osteoporozy), które dopadają kobiety w drugiej połowie życia. Zastępcza terapia hormonalna, nie zawsze jest tu taką dobrą alternatywą. Nie zapominaj, że Jolie jest jeszcze młodą kobietą, przed 40-tką, więc do menopauzy ma jeszcze jakieś 10-15 lat i tu nie wycina się wszystkiego jak leci, bo zagrożone, a już "niepotrzebne".
                • pinupgirl_dg Re: O ryzyku raz jeszcze 23.05.13, 12:47
                  > Dlatego Jolie prawdopodobnie też sobie jajniki usunie. Ale może chce poczekać
                  > jeszcze trochę, bo o ile profilaktyczna mastektomia nie ma aż takich zdrowotnych
                  > konsekwencji dla zdrowia, usunięcie jajników związane jest zawsze z przedwczesną
                  > menopauzą i wzrostem ryzyka innych chorób (na przykład metabolicznych i osteoporozy),
                  > które dopadają kobiety w drugiej połowie życia. Zastępcza terapia hormonalna, nie
                  > zawsze jest tu taką dobrą alternatywą. Nie zapominaj, że Jolie jest jeszcze młodą
                  > kobietą, przed 40-tką, więc do menopauzy ma jeszcze jakieś 10-15 lat i tu nie wycina się
                  > wszystkiego jak leci, bo zagrożone, a już "niepotrzebne".

                  Z tego, co ja zrozumiałam, to jednak Angelina za długo nie będzie zwlekać z tą operacją. Zdecydowała się najpierw na piersi ze względu na większe ryzyko.
              • maith Lekarze 23.05.13, 15:28
                pinupgirl_dg napisała:
                > Może też lekarze popełniają błąd nie namawiając kobiet na mastektomię (niektórym
                > pacjentkom delikatnie ją sugerują, ale generalnie nie jest to temat poruszany często)

                Lekarze to mają duży problem, żeby w ogóle tę mastektomię wykonać. Muszą oszukiwać system, żeby w ogóle móc wykonać mastektomię prewencyjną. To jedna z tych sytuacji, kiedy pacjentowi oficjalnie wszystko się należy, ale w praktyce jest to obwarowane takimi ograniczeniami, żeby pacjent się wykończył, próbując spełnić wszystkie wymogi.

                "- Tak. Ale praktyka jest taka... Gdy potrzebny jest zabieg mastektomii prewencyjnej, najczęściej od razu z rekonstrukcją, to musimy trochę naginać opis sytuacji, pisząc w rozpoznaniu, że przy zabiegu usuwamy jakąś tam chorobę czy guzek, który został znaleziony w piersi. I na tej podstawie zabieg może się kwalifikować do rozliczenia przez NFZ.

                Teoretycznie te operacje powinny być dofinansowane przez Ministerstwo Zdrowia. Ale wiąże się to z taką ilością formalności, że bardzo rzadko wybiera się to rozwiązanie."

                Z: wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13919723,Jolie__Zabieg_i_tylko_dwie_male_blizny__A_w_Polsce_.html#TRrelSST
            • maith Tu dochodzą polskie absurdy 23.05.13, 15:58
              pierwszalitera napisała:
              > Matka bardzo bliskiej mi osoby zmarła na tego raka w wieku lat 43. Przy doskonałej opiece > lekarskiej, profilaktyce i terapii w zachodniej uniwersyteckiej klinice. Nie musiała czekać w
              > kolejce do lekarzy i miała dostęp do wszystkich drogich chemoterapii i lekarstw.

              No właśnie. Tymczasem w Polsce mamy dodatkowo zestaw absurdów. Kolejka to jedno. Ale jakby taka Angelina nawet już się rozchorowała i miała zajęte obie piersi, to w Polsce nie wolno jednocześnie zoperować obu piersi. Takie "oszczędności". W Polsce musiałaby mieć operację na 1 pierś, potem bez sensu dla zasady musieliby odczekać kilka tygodni i dopiero wtedy mogliby operować drugą.
          • enanna_en Re: O ryzyku raz jeszcze 23.05.13, 12:25
            Prawdopodobienstwo zachorowania na tego raka w tym przypadku jest bliskie 90%, z kolei jesli chodzi o rak jajnika to jest to ok 50%. Oznacza to, ze mniej wiecej 9 na 10 kobiet z ta mutacja zachoruje na raka piersi, polowa z nich zachoruje na raka jajnika. Jesli posiadasz ten gen mozesz byc prawie pewna, ze jesli nawet nie umrzesz na raka, to bedziesz sie z nim zmagac.

            *W ogole* nie moge pojac negatywnych komentarzy. Mam wrazenie, ze ludzie albo nie rozumieja czym jest 90% prawdopodobienstwo zachorowania na ciezka chorobe, albo nie rozumieja czym jest ciezka choroba. Do tego wiekszosc osob "przeciwko" najwyrazniej nie jest w stanie pojac tez, ze biust jest rekonstruowany (czyli roznica wizualna jest wlasciwie zadna), nie mowiac juz o tym, ze ow biust traktuja na rowni z reka, noga albo mozgiem - moze jestem dziwna, ale tak jak swoje cialo lubie i jest dla mnie wazne, to jednak moje piersi nie sa dla mnie tak istotne jak moje zycie.
            Duzo bardziej rozumiem problemy zwiazane z np. kolektomia, ktora wiaze sie z bardzo duza ingerencja w organizm i przyszle zycie czlowieka. Usuniecie piersi (z rekonstrukcja) to bardziej cos jak usuniecie wyrostka robaczkowego (w ostatecznym rozrachunku, pomijamy ilosc operacji itp).
            • pinupgirl_dg Re: O ryzyku raz jeszcze 23.05.13, 13:05
              > Usuniecie piersi (zrekonstrukcja) to bardziej cos jak usuniecie wyrostka robaczkowego
              > (w ostatecznym rozrachunku, pomijamy ilosc operacji itp).

              Kompletnie się nie zgadzam. Tak jak z utratą włosów po chemioterapii, jedne pacjentki nie widzą w tym żadnego problemu, a dla innych to jeden z większych problemów w całym leczeniu. Nie sądzę, że są przez to jakieś puste, nigdy nie wiadomo, która kropla przeleje czarę.
              O ilości operacji już nie wspomnę. Poza tym mimo, że obecnie implanty mają dożywotnią gwarancje nie ma pewności, że nie będzie konieczna wymiana itd. Rekonstrukcja pociąga za sobą swoje ryzyko, nie wszystkie kobiety się na to decydują. Co prawda w przypadku pacjentek decydujących się na mastektomię prewencyjną rekonstrukcja jest dużo łatwiejsza, oszczędzane są mięśnie, węzły chłonne, nie ma radioterapii, często jest możliwa rekonstrukcja jednoczasowa. Ale i tak nie zazdroszczę nikomu, kto znalazł się w takiej sytuacji.
              • pierwszalitera Re: O ryzyku raz jeszcze 23.05.13, 13:15
                pinupgirl_dg napisała:

                > Kompletnie się nie zgadzam.

                A moim zdaniem to było nieco drastyczne, ale dobre porównanie. Profilaktyczna mastektomia z jednoczesną odbudową ma większe znaczenie psychologiczne, ale technicznie i fizjologicznie jest to mniejsze obciążenie dla organizmu od usunięcia innego ważniejszego organu (jak jajniki) i już na pewno mniejsze od ewentualnej chemoterapii i terapii nowotworu w ogóle.
          • enanna_en Re: O ryzyku raz jeszcze 23.05.13, 17:58
            Swoja droga, tak mi sie nasunelo, nie zdecydowanie sie na prewencyjna mastektomie posiadajac te mutacje to na dobra sprawe tak jak wiedziec, ze ma sie HIV i - w imie nie trucia sie lekami - go nie leczyc, tylko czekac na AIDS (w koncu wiekszosc ludzi zachoruje, ale zdarzaja sie wyjatki!). Kto by sie na to zdecydowal?
    • spolaryzowana Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 12:17
      Dla mnie profilaktyczne usunięcie sobie piersi w obawie przed rakiem, to jak profilaktyczne usunięcie głowy w obawie przed chorobą Alzheimera.

      Rozumiem, że Angelina znalazła się w grupie podwyższonego ryzyka, ale mnie by to skłoniło do intensywnej profilaktyki i badań kontrolnych, a nie usunięcia "zagrożonego" organu. No, ale to jej życie i jej ciało.
      Być może dzięki temu kobiety będą zwracały większą uwagę na profilaktykę.
      • enanna_en Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 15:43
        spolaryzowana napisała:

        > Dla mnie profilaktyczne usunięcie sobie piersi w obawie przed rakiem, to jak pr
        > ofilaktyczne usunięcie głowy w obawie przed chorobą Alzheimera.

        To zart? Bez glowy nie da sie zyc, ani godnie ani nijak, ze zrekonstruowanymi piersiami mozna zyc normalnie, nie tracac na atrakcyjnosci ani w zasadzie na niczym poza mozliwoscia karmienia piersia - za to zyskujac pelen spokoj.
      • pierwszalitera Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 16:37
        spolaryzowana napisała:

        spolaryzowana napisała:

        > Dla mnie profilaktyczne usunięcie sobie piersi w obawie przed rakiem, to jak pr
        > ofilaktyczne usunięcie głowy w obawie przed chorobą Alzheimera.
        >
        > Rozumiem, że Angelina znalazła się w grupie podwyższonego ryzyka, ale mnie by t
        > o skłoniło do intensywnej profilaktyki i badań kontrolnych, a nie usunięcia "za
        > grożonego" organu. No, ale to jej życie i jej ciało.

        Jolie nie usunęła sobie piersi bo jest tylko w grupie podwyższonego ryzyka jak kobiety otyłe i/ albo po menopauzie na przykład, ona posiada mutację genetyczą, która prawie w stuprocentach prowadzi do rozwoju choroby. Dla niej rak byłby więc prawie pewnikiem i czekanie na cud byłoby szaleństwem. Kobiety z tą mutacją konfrontowane są z tą diagnozą zwykle już bardzo wcześnie, jeszcze przed wystąpieniem menpauzy, ja znam dziewczynę, u której tego raka stwierdzono już krótko po 20-tych urodzinach. Miała szczęście, kilka lat po masektomii piersi ciągle żyła, ale teraz rak zaatakował drugą pierś. Jest to zwykle bardzo agresywna forma raka z bardzo małą szansą na przeżycie. Wiedząc o takim zagrożeniu pewnie też zdecydowałabym się na taki zabieg, chociaż nawet to nie oznacza pełnego bezpieczeństwa, bo ta forma raka zdarza się także u kobiet, które piersi profilaktycznie już usnęły, w tej minimalnej resztce tkanki gruczołowej, którą nie zawsze da się uchwycić w całości poczas operacji. Z profilaktyki Angelina Jolie więc nie jest zwolniona. A twoja ocena świadczy tylko o małej znajomości tematu.
      • schistosoma Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 21:26
        spolaryzowana napisała:

        > Dla mnie profilaktyczne usunięcie sobie piersi w obawie przed rakiem, to jak pr
        > ofilaktyczne usunięcie głowy w obawie przed chorobą Alzheimera.
        >
        > Rozumiem, że Angelina znalazła się w grupie podwyższonego ryzyka, ale mnie by t
        > o skłoniło do intensywnej profilaktyki i badań kontrolnych, a nie usunięcia "za
        > grożonego" organu. No, ale to jej życie i jej ciało.
        > Być może dzięki temu kobiety będą zwracały większą uwagę na profilaktykę.

        Angelina nie należy do grupy podwyższonego ryzyka, tylko do grupy, w której z prawie 100-procentową pewnościa mozna powiedzieć, że będzie miała raka.
    • clarisse Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 12:25
      No mnie to owszem, zaskoczyło - ale bardziej zaskoczyło mnie nazwisko niż sam fakt mastektomii prewencyjnej.

      O tym, że przy powstawaniu raka piersi odgrywa rolę jakiś czynnik genetyczny, już słyszałam. Spotkałam też osobę, u której w rodzinie rak piersi występował w kolejnych pokoleniach kobiet - zmarła tak jej babcia, chorowała mama, i chorowała jej starsza siostra. Podobno to się stosunkowo często zdarza. I w takim przypadku, kiedy istnieje udokumentowana w rodzinie historia powtarzania się tej choroby, oraz przewidywane przez lekarzy 87% szansy na jej wystąpienie, zupełnie mnie taka prewencyjna akcja nie dziwi.

      Choć owszem, za pierwszym razem, kiedy usłyszałam, że tak się w ogóle robi, byłam zszokowana.

      I sądzę, że są to bardzo trudne decyzje, bo przecież człowiek ma nadzieję, że będzie w tych 13% zdrowych.

      Pozostaje oczywiście pytanie, czy nie wystarczą częste kontrole i samodzielne badanie piersi, żeby w razie czego wcześnie wykryć chorobę. No cóż, nie mam linka, ale czytałam kiedyś artykuł z którego wynikało, że z jednej strony - samodzielne badanie badanie piersi powoduje napływ do lekarzy rozhisteryzowanych kobiet, którym nic nie jest, ale "coś wyczuły" - a z drugiej strony, jest wiele przypadków nowotworów przegapionych na mammografii... Artykuł, jak to artykuł, miał zapewne wzbudzić sensację, ale jak w większości przypadków w każdej bajce jest ziarno prawdy. Medycyna jest zawodna, ludzkie działania są zawodne - więc rozumiem, że ktoś może woleć pozbyć się tego stresu i wiszącego nad nim fatum raz na zawsze, nawet za cenę tak drastyczną.
      • ptasia Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 14:12
        Clarisse, ja sama znam jedną osobę, która była w grupie podwyższonego ryzyka, badała się cały czas, także sama, no i sobie coś wymacała (w wieku ok. 34-35 lat). Na USG - nic, lekarze ją odsyłali, że panikuje, w końcu 4 lekarz pobrał wycinek. I okazało się, że nowotwór złośliwy, mastektomia na cito, chemioterapia itd., a ona z dwójką małych dzieci. W tej chwili jest podobno ok, ale pewnie codziennie się zastanawia, co by było, gdyby odpuściła po kolejnym USG, lekarzu nr 2 lub 3.
        Co do AJ - 87% dla mnie brzmi jak wyrok śmierci. Mogła zrobić operację w najlepszych warunkach i rekonstrukcję - na co wiele kobiet nie ma szans - wybór wydaje się może niełatwy, ale chyba dość jasny. Co do skutków społecznych: może rzeczywiście więcej osób zainteresuje się profilaktyką, jakąkolwiek, a to chyba dobrze.
    • satia2004 Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 12:39
      Moim zdaniem bardzo dobrze, że ona o tym mówi, bo to nie jest tylko celebrytka - to dla wielu symbol seksu. To działa na wyobraźnię. I dobrze że mówi w poważnym piśmie a nie w brukowcach.

      Porównanie do odcięcia sobie głowy jest bezsensowne - bez biustu można żyć - bez głowy nie. Decyzja jest drastyczna ale czy naprawdę warto ryzykować osierocenie 6 dzieci dla cycków?

      Mnie od rana męczy ta sprawa bo właśnie dziś zapisałam się do onkologa, po wyniku USG piersi. Szanse, że coś jest źle są małe ale i tak to ogromny stres. Jak w takim razie może się czuć osoba, która ma 87% szans na zachorowanie?
    • ruda.mysza Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 14:45
      Myślę, że wcale nie tak mało kobiet podejmuje taką decyzję, tylko o tym nie słyszymy, bo przecież w naszej polskiej rzeczywistości trudno się do czegoś takiego przyznać. Gdybym usłyszała, że mam 90% szans na raka to też bym usunęła piersi, zwłaszcza że to nie mózg i można bez nich żyć.
      Nie wyobrażam sobie życia w oczekiwaniu na raka... mam dzieci i chciałabym zaoszczędzić im takich stresów jak mama w szpitalu, bez włosów itd. Wiadomo, że wszystkiemu nie zapobiegnę, ale jeśli czemuś mogę...?

      Więc szum zrobił się jak zwykle, gdy coś dotyczy celebryty. Ale to bardzo dobrze, bo dzięki temu wiele ludzi o tym usłyszy. A prewencyjna mastektomia jest o tyle lepsza, że można zrobić jednoczesną rekonstrukcję - i tak, z tego co słyszałam, było u Jolie. Po tradycyjnej mastektomii na rekonstrukcję trzeba z reguły poczekać.
    • enanna_en Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 14:56
      Mnie sie bardzo spodobalo, ze Jolie mowi o mastektomii glosno, zwlaszcza, ze jest to osoba czesto uwazana za symbol seksu.
      Mnie takie dzialanie prewencyjne w ogole nie dziwi. Nie mowimy o kims z lekko podwyzszonym ryzykiem - mowimy o kims kto posiada zmutowany gen i ma prawie 90% szans na zachorowanie. Ktora z Was wsiadlaby do samolotu ktory ma 90% szans na to, ze sie rozbije?
      Poza tym nie mowa tutaj o zyciu bez piersi. Zostaly one zrekonstruowane, i tyle, ile oczywiscie nie sa to te naturalne, to jednak one sa, wygladaja dobrze, sa normalne w dotyku - dyskomfort nie jest wcale tutaj taki wielki.

      Dziwia mnie tez komentarze o pozbywaniu sie mozgu ;) Mastekromia w cywilizowanym kraju polega na usunieciu piersi i zastapieniu ich prawie rownie funkcjonalnym zamiennikiem - bez mozliwosci karmienia oczywiscie, ale pod wzgledem estetycznym roznica jest bardzo niewielka. Moje zycie nie kreci sie wokol mojego biustu i watpie zeby taka roznica wplynela znaczaco na moje zycie.
    • miss-alchemist Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 16:59
      Nie dziwi mnie jej decyzja, lepiej być żywą bez piersi niż martwą z piersiami. Porównania do mózgu bezsensowne, bo bez piersi można żyć, a bez mózgu niespecjalnie (choć znam takich, co kłam temu zadają ;);)). Dużo poważniejsze wydaje mi się usunięcie jajników, które przy tej mutacji też dobrze jest wykonać (tak czytałam w artykułach na ten temat). Bez jajników życie może być już nieco bardziej uciążliwe, ale nadal możliwe (to tak odnośnie tego mózgu).

      Współczuję jej, że musiała podejmować taką decyzję, i jestem wdzięczna, że to nagłaśnia na świecie, bo rak piersi dla bardzo wielu kobiet jest tematem tabu, a mastektomia to już w ogóle.
      • enanna_en Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 17:02
        Sek w tym, ze ona ma piersi - tylko nie swoje naturalne, a zrekonstruowane przy pomocy implantu. I poza tym, ze nie mozna nimi karmic, generalnie wiekszych roznic nie ma - wygladaja dobrze, w dotyku tez sa naturalne. Mastektomia generalnie nie pociaga za soba zadnego wyrzeczenia, np. z atrakcyjnosci.
        • schistosoma Re: Mastektomia Angeliny Jolie 14.05.13, 21:09
          Ja od siebie dodam, że profilaktyczne usuwanie narządów, w przypadku wykrytej mutacji warunkującej praktycznie 100% ryzyko powstania nowotworu złośliwego, dotyczy nie tylko piersi.
          Np. w zespołach polipowatości rodzinnej, gdzie jest 100% ryzyka, że przed 30. rokiem życia rozwinie się rak jelita grubego, zaleca się całkowitą kolektomię (usunięcie całego jelita, razem z odbytnicą i wyłonieniem stomii). I ludzie to robią.

          Sam fakt, że w rodzinie wystąpił jakiś nowotwor, owszem, zwiększa ryzyko zachorowania, ale wtedy mówi się o dziedziczeniu predyspozycji. Czyli nowotwór wystapic może, ale nie musi, a to zależy od tysiąca innych czynników.
          Z kolei jak się dziedziczy konkretny zmutowany już gen, to prawdopodobieństwo wystąpienia nowotworu jest prawie 100%, bez względu na inne czynniki.

          Imho, decyzja Angeliny jest właściwa i odważna.
        • pinupgirl_dg Re: Mastektomia Angeliny Jolie 22.05.13, 23:55
          > I poza tym, ze nie mozna nimi karmic, generalnie wiekszych roznic nie ma - wygladaja
          > dobrze, w dotyku tez sa naturalne

          Wyglądają pewnie dobrze, może nawet lepiej, niż naturalne (chociaż co kto lubi). Natomiast ja też uważam, że to trudna decyzja. Po odchowaniu dzieci można przeżyć to, że nie da się nimi karmić, ale też np. piersi to silna strefa erogenna. Może medycyna poszła do przodu, ale z tego, co wiem, taka operacja pociąga za sobą utratę czucia w sutkach. Tutaj jest opis podobnej operacji:
          nasze-choroby.pl/?act=news&news=739
          Zresztą Angelina Jolie pisze o procedurze zwiększającej szansę na zachowanie sutka, pewności nigdy nie ma. Tak samo, jak możliwe są inne powikłania. Według mnie to trudniejsza decyzja niż sama decyzja o implantach (a tę już uważam za dość drastyczną).

          Oczywiście to nie znaczy, że po mastektomii nie można się czuć kobieco i atrakcyjnie. Ja nawet nie jestem taka pewna, czy w razie czego decydowałabym się na rekonstrukcję (szczególnie, gdyby wymagała ode mnie dodatkowej operacji). Ale podejmowanie takiej decyzji, gdy jest się zdrowym - ciężka sprawa. Z drugiej strony dobrze, że mamy wybór.
          • kasica_k Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 00:17
            pinupgirl_dg napisała:
            > . Natomiast ja też uważam, że to trudna decyzja. Po odchowaniu dzieci można prz
            > eżyć to, że nie da się nimi karmić, ale też np. piersi to silna strefa erogenna

            Dla mnie twoja opinia jest jednak niepojęta - wolę żyć bez dodatkowej strefy erogennej niż nie żyć wcale. Ty nie?
            • pinupgirl_dg Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 00:22
              > Dla mnie twoja opinia jest jednak niepojęta - wolę żyć bez dodatkowej strefy er
              > ogennej niż nie żyć wcale. Ty nie?

              Hmm, ja wolę żyć z obiema naturalnymi piersiami, jeśli mogłabym wybierać. Piersi dla kobiety są ważne nie tylko w kwestii wyglądu czy karmienia dzieci. To jest trudna decyzja i wcale nie jest tak, że każda kobieta decyduje się na taki sam krok, jak Angelina.
              • kasica_k Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 01:05
                "Każda kobieta" się nie decyduje, ponieważ nie każda jest tak bardzo zagrożona nowotworem, jak ona. I to jego bardzo złośliwą odmianą, kończącą się w krótkim czasie śmiercią. I to bardzo bolesną śmiercią. Sorry, ale moim zdaniem twoje opinie wynikają z kompletnej niewiedzy na ten temat.
              • maith Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 01:07
                pinupgirl_dg napisała:
                > Hmm, ja wolę żyć z obiema naturalnymi piersiami, jeśli mogłabym wybierać.

                Problem nie w tym, jak kto woli żyć, tylko czy dla piersi zaryzykowałabyś w jej sytuacji... śmierć. To o nią w gruncie rzeczy chodzi.

                Dla Angeliny ta śmierć nie jest abstrakcją. Ona widziała, jak ten rak zabierał kobiety z jej rodziny, jak zabijał jej matkę. Takie sytuacje przywracają właściwą perspektywę.

                Oczywiście ludzie mają różne priorytety. Pewna Austriaczka np. wolała umrzeć niż stracić dłoń (o ile pamiętam wdało jej się zakażenie po skaleczeniu). Wolała umrzeć wyłącznie dlatego, że jak ona będzie wyglądać i co powie na nią tak nieidealnie wyglądającą jej środowisko. Dla mnie to kandydatka do nagrody Darwina.
                • pinupgirl_dg Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 10:52
                  > Dla Angeliny ta śmierć nie jest abstrakcją. Ona widziała, jak ten rak zabierał
                  > kobiety z jej rodziny, jak zabijał jej matkę. Takie sytuacje przywracają właści
                  > wą perspektywę.

                  Dla mnie to też nie jest abstrakcja i wiem, jak się umiera na raka.
                  I z tego, co czytałam, Angelina pisała, że dla niej to też była TRUDNA decyzja. Sprowadzenie problemu do silikonowych piersi (co robią i obie strony w tym "konflikcie"), to bardzo duże spłycenie. Zresztą sądzę, że celem Angeliny nie było szukanie poklasku dla swojej decyzji. Chciała pokazać taką możliwość oraz zachęcić do badań profilaktycznych, w tym genetycznych i pokazać, że można być silną i kobiecą, a nie, że mastektomia jest jak usunięcie pieprzyka.
                  • pierwszalitera Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 11:31
                    pinupgirl_dg napisała:

                    > I z tego, co czytałam, Angelina pisała, że dla niej to też była TRUDNA decyzja.
                    > Sprowadzenie problemu do silikonowych piersi (co robią i obie strony w tym "ko
                    > nflikcie"), to bardzo duże spłycenie.

                    Ja nie bardzo rozumiem. Jakie sprowadzenie do silikonowych piersi? Miliony kobiet wkłada sobie co chwilę silikony i nikt z tego powodu nie robi (już) żadnego halo. Ja szczególnie w tych nieprzychylnych komentarzach wychwytuję potępienie samego faktu mastektomii. Jako pochopną, nieprzemyślaną, niepotrzebną, nieuzasadnioną medycznie, nastawioną na medialną promocję, a nawet kompletnie idiotyczną, spowodowaną psychicznym zwichnięciem (jak to u celebrytów) decyzję. Tylko idioci mogą się w tym czegoś takiego dopatrywać. Angelina Jolie ma tyle sławy, forsy, medialnej uwagi i urody, nie mówiąc o tym, że ma faceta, na widok którego ślinią się miliardy kobiet, że nie musi poddawać się temu bolesnemu zabiegowi, by komukolwiek coś tam udowadniać. A gdyby chodziło tylko o próżność, to silikonowy biust mogłaby sobie zrobić po cichu tak, by nikt nawet niczego nie zauważył. Więc mastektomia musiała być przemyślaną decyzją, a chyba nikt do takiej operacji nie podchodzi jako do usuwania pieprzyka. Myślę, że hajterzy chcą jej po prostu dowalić, bo wielu sfrustrowanym nie podoba się, gdy komuś powodzi się lepiej i wtedy każdy temat się nadaje, nawet taki poważny. Muszę przyznać, że rzygać mi się chce, gdy czytam niektóre polskie komentarze pod artykułami o Jolie. I to wcale nie są wyjątki. W zagranicznej prasie tego nie ma, a już na pewno żadna znana publicznie osoba nie wypowiedziała się na ten temat negatywnie. Polska, to jest naprawdę dziwny kraj z bardzo dziwnymi ludźmi.
              • enanna_en Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 12:28
                Majac 90% szans na zachorowanie?!
                Wyobraz sobie, ze masz 9 kolezanek z tym genem. Jesli Ty nie zachorujesz to zachoruja wszystkie pozostale, w wiekszosci pewnie tez umra.
                To nie jest decyzja osoby zdrowej. To decyzja osoby zdrowej, ktora wie, ze wlasciwie na pewno zdrowa nie bedzie.
            • enanna_en Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 12:36
              Zastanawia mnie tez ta chec posiadania dzieci *wiedzac*, ze posiada sie ten gen. Ja nie wiem czy zdecydowalabym sie na moje biologiczne dziecko, gdybym wiedziala, ze jest 50% prawdopodobienstwa na przekazanie tej wady potomstwu.
          • izas55 Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 07:29
            No tak, umrzeć, czy mieć czucie w sutkach ..... Wybór oczywiście należy do ciebie.
            • szarsz Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 10:09
              izas55 napisała:
              > No tak, umrzeć, czy mieć czucie w sutkach

              Doprecyzujmy:

              Umrzeć i osierocić szóstkę dzieci w wieku od pięciu do dwunastu lat (+x).
              vs
              Mieć czucie w sutkach.
      • pinupgirl_dg Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 00:22
        > Dużo poważniejsze wydaje mi się usunięcie jajników, które przy tej mutacji też dobrze
        > jest wykonać (tak czytałam w artykułach na ten temat)

        Ja wyczytałam też, że nawet samo usunięcie jajników obniża również ryzyko zachorowania na raka piersi.
        • avis_del Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 11:22
          Ja z kolei przeczytałam, że owszem, usunięcie jajników obniża ryzyko zachorowania na raka piersi, ale przy stosowaniu hormonalnej terapii zastępczej to ryzyko wraca do poprzedniego poziomu.
          • pinupgirl_dg Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 11:27
            > Ja z kolei przeczytałam, że owszem, usunięcie jajników obniża ryzyko zachorowan
            > ia na raka piersi, ale przy stosowaniu hormonalnej terapii zastępczej to ryzyko
            > wraca do poprzedniego poziomu.

            Pewnie dlatego stosuje się ten zabieg u pacjentek po 40. Chociaż jakąś formę hormonalnej terapii zastępczej również, przynajmniej tutaj tak pisze;
            www.medonet.pl/zdrowie-na-co-dzien,artykul,1618017,2,profilaktyczne-usuniecie-jajnikow-i-piersi-ratuje-zycie,index.html
            "Również profilaktyczna adnexektomia, często wspomagana hormonalną terapią zastępczą, daje spodziewane rezultaty (ryzyko nowotworu jajnika spada do 5%, a nowotworu piersi do 30-40%), dlatego zaleca się wykonanie zabiegu u wszystkich kobiet obciążonych mutacją genów BRCA1/2, które przekroczyły 40. rok życia."
          • felisdomestica Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 12:05
            Chyba nie doczytałaś do końca. Mutacja w genie BRCA1 zwiększa bardzo istotnie nie tylko ryzyko raka piersi, ale i jajników. Usunięcie zarówno jajników jak i gruczołu piersiowego zmniejsza to ryzyko prawie do zera. Terapia zastępcza nie wywoła raka w jajniku i gruczole piersiowym, kiedy ich nie ma.

            Tak na marginesie, to cała ta koszmarna nagonka na Angelinę, jaką obserwujemy w polskim internecie wynika m.in. z totalnej niewiedzy biologicznej naszego społeczeństwa.
            • pinupgirl_dg Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 12:13
              > Chyba nie doczytałaś do końca. Mutacja w genie BRCA1 zwiększa bardzo istotnie nie
              > tylko ryzyko raka piersi, ale i jajników. Usunięcie zarówno jajników jak i gruczołu
              > piersiowego zmniejsza to ryzyko prawie do zera. Terapia zastępcza nie wywoła raka
              > w jajniku i gruczole piersiowym, kiedy ich nie ma.

              Niekoniecznie. Czasami usuwa się tylko jajniki i to też zmniejsza ryzyko zachorowania na raka piersi (mimo, że większość tych nowotworów teoretycznie nie jest hormonozależna?). Pewnie w przypadku terapii zastępczej, kiedy dostarczamy estrogeny z zewnątrz, ta ochronna moc operacji zostaje osłabiona.
              • pierwszalitera Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 12:28
                pinupgirl_dg napisała:

                > Niekoniecznie. Czasami usuwa się tylko jajniki i to też zmniejsza ryzyko zachor
                > owania na raka piersi (mimo, że większość tych nowotworów teoretycznie nie jest
                > hormonozależna?).

                I tak i nie. Ryzyko może spadnie, ale nie aż tak znacząco, bo brak jajników nie oznacza całkowitego pozbycia się estrogenów. Dlatego kobiety po menopauzie także chorują na hormonozależne nowotwory. I nie sądzę, by ktokolwiek chciał wejść w przedwczesną menopauzę przed 40-tką. To jest bardzo poważana sprawa związana z wieloma konsekwencjami dla zdrowia, skracająca bez hormonalnej terapii zastępczej zresztą życie. Usunięcie piersi w tym wieku jest naprawdę o wiele mniejszym złem. Ale pewnie gdyby Jolie usnęła sobie tylko jajniki, to nie byłoby tyle krzyku, bo jajniki seksistowskim znawcom kobiecego biustu są obojętne, nie kojarzą się seksualnie, więc kobieta może robić sobie z nimi co chce. Smutne to.
                • pinupgirl_dg Re: Mastektomia Angeliny Jolie 25.05.13, 13:48
                  > I tak i nie. Ryzyko może spadnie, ale nie aż tak znacząco, bo brak jajników nie
                  > oznacza całkowitego pozbycia się estrogenów. Dlatego kobiety po menopauzie tak
                  > że chorują na hormonozależne nowotwory. I nie sądzę, by ktokolwiek chciał wejść
                  > w przedwczesną menopauzę przed 40-tką. To jest bardzo poważana sprawa związana
                  > z wieloma konsekwencjami dla zdrowia, skracająca bez hormonalnej terapii zastępczej
                  > zresztą życie.

                  Wiem. Dlatego zwykle robi się to mniej więcej w wieku Angeliny, dodatkowo stosując jakąś formę terapii zastępczej. Z tego, co widzę po onkologicznych forach, rak jajnika, mimo, że rzadszy, to budzi większą grozę. Uchodzi za trudniejszy w diagnostyce i dające mniejsze szanse. Zresztą mimo, że antykoncepcja hormonalna zwiększa ryzyko zachorowania na raka piersi, to zaleca się ją nosicielką tego genu ze względu na obniżenie ryzyka raka jajnika. Usunięcie jajników zmniejsza też ryzyko raka otrzewnej (również dość częstego przy tej mutacji)
                  portal.abczdrowie.pl/genetyczne-przyczyny-raka-piersi-brca1-i-brca2 .
                  www.genetyka-ginekolog.pl/nowotwory_dziedziczne/rak_piersi_i_jajnika.pdf
                  "Zarówno retrospektywne jak i prospektywne obserwacje pacjentek z konstytucyjnymi mutacjami BRCA1 lub BRCA2 wykazują, że profilaktyczna adnexektomia zmniejsza ryzyko raka jajnika/otrzewnej do około 5% i raka piersi do około 30-40%. Zastosowanie adnexektomii lącznie z tamoxifenem redukuje ryzyko raka piersi u nosicielek mutacji BRCA1 do około 10%."
                  W tym artykule może trochę bardziej optymistyczne dane na temat leczenia raka jajnika u pacjentek z mutacjami BRCA1 i BRCA2:
                  ginekolpol.com/fulltxt.php?ICID=938404
              • felisdomestica Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 18:07
                > Niekoniecznie. Czasami usuwa się tylko jajniki i to też zmniejsza ryzyko zachor
                > owania na raka piersi

                Ale nie zmniejsza ryzyka raka jajników :-). A jest ono spore.
                Mutacja w tym genie jest wyjątkowo parszywa. Zwiększa tez ryzyko innych raków, niestety.
        • enanna_en Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 12:35
          Nie do konca, musialabys sie nie zdecydowac na terapie hormonalna, a po usunieciu jajnikow jest ona, delikatnie mowiac, pomocna, aby wrocic do normalnego zycia.
          Czy dobrze rozumiem, ze wolalabys sie zdecydowac na duzo bardziej ingerencyjne usuniecie jajnikow, ZAMIAST usuniecia piersi?
          • pinupgirl_dg Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 12:51
            > Czy dobrze rozumiem, ze wolalabys sie zdecydowac na duzo bardziej ingerencyjne
            > usuniecie jajnikow, ZAMIAST usuniecia piersi?

            Nie. Wolałabym usunąć piersi, niż jajniki. Ale jednak ta operacja, mimo, że o poważniejszych konsekwencjach zdrowotnych, jest wykonywana częściej. Nie wiem, dlaczego. Może stoją za tym powody medyczne (jedna operacja i za jednym zamachem obniżamy ryzyko i jednego, i drugiego nowotworu, mniej zabiegów to też mniejsze ryzyko i obciążenie dla pacjentki), a może właśnie z powodu tego, że skoro 'nie widać, to nie ma różnicy'?
            • pierwszalitera Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 13:09
              pinupgirl_dg napisała:

              Ale jednak ta operacja, mimo, że o p
              > oważniejszych konsekwencjach zdrowotnych, jest wykonywana częściej. Nie wiem, d
              > laczego. Może stoją za tym powody medyczne (jedna operacja i za jednym zamachem
              > obniżamy ryzyko i jednego, i drugiego nowotworu, mniej zabiegów to też mniejsz
              > e ryzyko i obciążenie dla pacjentki), a może właśnie z powodu tego, że skoro 'n
              > ie widać, to nie ma różnicy'?

              Decyzję o operacji podejmują kobiety. A kobiety nie żyją w próżni, tylko w takim a nie innym społeczeństwie, w którym to nie usunięcie sobie jajników, a właśnie piersi uważane jest za kobiecą kastrację. Dlatego mamy wokół sprawy Jolie tyle zamieszania. Wiele osób nie interesuje się nawet medycznymi powodami takiej decyzji, tylko pierniczy tylko i wyłącznie o cyckach, że niby chodziło tylko o wstawienie sobie lepszych w miejsce tych starzejących się i pewnie już nie takich idealnych dla celebrytek jak Angelina Jolie. Na raka piersi chorowała też Kylie Minogue, 44-letnia Anastacia po dziesięciu latach ma teraz nawrót choroby, te kobiety nie podejrzewa się, że robią ze swojego nieszczęścia medialne widowisko, ale widocznie trzeba zachorować i być cierpiętnicą, by zasłużyć sobie na współczucie i pozytwne reakcje. Kobiety, które aktywnie bronią się przed pewną chorobą i mimo tego nie chcą rezygnować z kobiecości mają niewiele wsparcia.
              • pinupgirl_dg Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 13:17
                Dlatego, moim zdaniem, nie można tego sprowadzać do kwestii, że najważniejsze, że nadal ma robiący wrażenie dekolt, a całe te wynurzenia o trudnej decyzji, bólu itd to mydlenie oczu.
                • pierwszalitera Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 18:37
                  pinupgirl_dg napisała:

                  > Dlatego, moim zdaniem, nie można tego sprowadzać do kwestii, że najważniejsze,
                  > że nadal ma robiący wrażenie dekolt, a całe te wynurzenia o trudnej decyzji, bó
                  > lu itd to mydlenie oczu.
                  >

                  A wiesz co? Moim zdaniem, to nie była aż tak trudna decyzja. Naturalnie po pierwszej wiadomości w mediach też byłam decyzją Angeliny Jolie przerażona. Akurat byłam przed okresem, miałam nieco obolały, napuchnięty biust i samo wyobrażenie o takiej operacji na zdrowym biuście było jakimś kosmosem. Schematyczne przedstawienie takiej operacji w niemieckim programie telewizyjnym, w którym pokazowano te małe cięcia i rekonstrukcję wcale mnie nie uspokoiły. Ale po pewnym przemyśleniu doszłam do wniosku, że jako nosicielka tego genu zdecydowałabym tak samo jak Jolie. Bo co pomoże mi chowanie głowy w piasek? O ile odsunę od siebie cierpienie, ból i konieczność operacji, a może nawet dodatkowej chemoterapii? Można w ogóle mając prawie 90-procentowe prawdopodobieństwo, że choroba nas dopadnie, żyć ze strachem, że czeka nas z tego powodu ewentualna przedwczesna śmierć? I kiedy to zagrożenie nam zobojętnieje? Kiedy możesz zadecydować, że żyłaś już wystarczająco długo i jest ci obojętne, czy zachorujesz na raka? W wieku lat 50? A może 60? Jak wielkie jest prawdopodobieństwo, że z tym genem dożyjesz w ogóle tego wieku? Ja jako osoba, która chodzi na cytologię, na badania okresowe do lekarza, ba, do dentysty, wszystko po to, by uchronić się przed chorobą, cierpieniem i w przypadku poważnych chorób przedwczesną śmiercią, nie potrafiłam z taką świadomością żyć i nic nie robić. Jedynym moim zmartwieniem byłaby sprawa finansowa, bo nie liczę się z tym, że moje ubezpieczenie zdrowotne zapewni mi service ala Angelina Jolie w prywatej klinice, ale ludzie zadłużają się na domy, mieszkania, studia i podobne rzeczy, więc mnie też by było warto w celu przedłużenia sobie życia. I właściwie decyzja o operacji w przypadku 90-procentowego ryzyka jest łatwa, przy 50- procentach jest o wiele trudniej, bo nigdy nie wiesz, czy nie należysz do tego drugiej, szczęśliwej połowy. Tutaj nie stawia się dla mnie więc pytanie czy, tylko jak i kiedy. Zgadzam się, że to bardzo nieprzyjemna wizja dla dotkniętej problemem kobiety, ale alternatywa jest jeszcze gorsza.
                  • kasica_k Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 19:15
                    pierwszalitera napisała:
                    >
                    > A wiesz co? Moim zdaniem, to nie była aż tak trudna decyzja.

                    Moim zdaniem była to decyzja wręcz oczywista. Chyba każdy chce ratować życie wiedząc, że grozi mu śmierć. A już zwłaszcza, jeśli tę śmierć już widział. Ludzie poddają się najróżniejszym trudnym, bolesnym i mającym wiele skutków ubocznych zabiegom - po to, by przedłużyć sobie życie, więc co w tej decyzji dziwnego - nie wiem.
                  • pinupgirl_dg Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 20:41
                    > Zgadzam się, że to bardzo nieprzyjemna wizja dla dotkniętej problemem kobiety, ale
                    > alternatywa jest jeszcze gorsza.

                    I o tym właśnie cały czas piszę, że jest to jednak wybór mniejszego zła. Mastektomia to nie koniec świata, nie koniec kobiecości i atrakcyjności. Można się też nie poddawać rekonstrukcji i być szczęśliwym. Ale na pewno jest to wyzwanie, szczególnie dla psychiki (ale też pewne obciążenie fizyczne). Nie można tego traktować na zasadzie, że w sumie silikony i tak są ładniejsze.
                    Jeszcze co do tego, co napisałam o sutkach i co wywołało tu takie oburzenie. Nie moja wina, że piersi kobiety spełniają też inne funkcje, niż tylko karmienie dziecka czy podnoszenie tętna panom. Nie rozumiem, dlaczego nikt nie będzie się dziwił, że kobiecie po mastektomii brakuje np. bluzek z dekoltem, a narzekanie na utrata pewnych doznań jako przejaw, no właśnie, nie wiem, czego. Ostatnio byłam na forum kobiet po operacjach ginekologicznych, np. usunięciu macicy, niektóre bardzo źle znosiły związaną z zabiegami zmiany w ich życiu erotycznym. To jest oczywiście jeden z wielu problemów, z jakim muszą się zmagać ludzie chorzy, wcale nie największy ani nie decydujący o ewentualnej operacji. Ale komentarz jednego lekarza "przecież ma pani pochwę" jest, co tu dużo mówić, mało subtelny.

                    BTW z ciekawostek wyczytałam, że z efektu rekonstrukcji bardziej zadowolone są kobiety, które zdecydowały się na nią po czasie (str.114).
                    www.rozoweokulary.y0.pl/informator/rozdzial_14.pdf
                    Tutaj też ciekawy artykuł na temat samopoczucia kobiet po mastektomii i rekonstrukcji.
                    www.rozoweokulary.y0.pl/informator/rozdzial_14.pdf
                    Jeszcze wracając do tematu sutków - nie wszystkie kobiety tracą doznania wraz z piersiami, dla niektórych nadal dotykanie tego obszaru jest przyjemne (str. 23):
                    www.wco.pl/media/files/file/5/6/poradnik_kobiety_fundacja_polska_miedz_internet1354715412.pdf
                    Innym natomiast po zabiegu wcale nie sprawia to przyjemności nawet po rekonstrukcji, chociaż może się to zmieniać z czasem.
              • pierwszalitera Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 13:20
                Acha, Christina Applegate, dziś 41 lat, też po pozytwnej na nowotwór diagnozie w 2005 roku usunęła sobie podobnie jak teraz Jolie profilaktycznie obie piersi. Nie jest to więc u celebrytek aż taką nowością.
              • zazulla Re: Mastektomia Angeliny Jolie 23.05.13, 14:57
                pierwszalitera napisała:

                > Na raka piersi chorował
                > a też Kylie Minogue, 44-letnia Anastacia po dziesięciu latach ma teraz nawrót
                > choroby, te kobiety nie podejrzewa się, że robią ze swojego nieszczęścia medial
                > ne widowisko, ale widocznie trzeba zachorować i być cierpiętnicą, by zasłużyć s
                > obie na współczucie i pozytwne reakcje. Kobiety, które aktywnie bronią się prze
                > d pewną chorobą i mimo tego nie chcą rezygnować z kobiecości mają niewiele wspa
                > rcia.

                Christina Applegate też poddała się obustronnej mastektomii (ale po tym jak zachorowała na raka piersi) i nie było takiego halo w mediach. Nie rozumiem całej afery.
                • zazulla nie doczytałam 23.05.13, 14:58
                  Szybko odpisałam i się powtórzyłam :)
    • maith Są i sensowne wypowiedzi polskich onkologów 20.05.13, 00:58
      Są i sensowne wypowiedzi polskich onkologów.

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13919723,Jolie__Zabieg_i_tylko_dwie_male_blizny__A_w_Polsce_.html#TRrelSST
      • maith Swoją drogą zobaczcie, co się u nas dzieje - szok 20.05.13, 01:16
        Swoją drogą zobaczcie, co się u nas dzieje - szok
        Jak już kobieta ma raka, w obu piersiach i wymaga pilnej obustronnej mastektomii:

        "Ale mastektomię, zwłaszcza gdy obecne są już komórki rakowe, można wykonać z obu stron naraz?

        - Właśnie nie.

        Nie? Mimo że to zabieg ratujący życie?

        - Tak, i to jest zwykła głupota i szafowanie zdrowiem. Nierzadko pacjentka ma raka obu piersi, a można robić tylko jedną stronę naraz. Oczywiście wielu onkologów, mówiąc kolokwialnie, to olewa, ale najgorzej wychodzi na tym klinika, bo nie zwraca się jej za to pieniędzy... Najdziwniejsze dla mnie jest to, że w tej chwili prezesem NFZ jest kobieta i jakoś wcale nie pali się, żeby rozwiązać te bardzo ważne dla kobiet sprawy.

        Ale rzecznik Funduszu zapewnia, że wszystkie działania "prewencyjne i lecznicze" dotyczące raka w pełni refunduje.

        - Oficjalnie to Fundusz mówi, że można wystąpić o sfinansowanie takiego zabiegu i oni zawsze za wszystko płacą. Ale jeżeli już nawet lekarz o to wystąpi, to Fundusz zapłaci najwyżej połowę tego, co powinien zapłacić, bo jest ileś luk w przepisach i Fundusz umie sobie radzić."

        To oczywiście z tego wywiadu z chirurgiem-onkologiem:
        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13919723,Jolie__Zabieg_i_tylko_dwie_male_blizny__A_w_Polsce_.html#TRrelSST
        • dorota2424 Re: Swoją drogą zobaczcie, co się u nas dzieje - 23.05.13, 22:04
          Swoją drogą, na niektóre komentarze to nóż w kieszeni się otwiera: www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,13930282,Do_kogo_naleza_kobiece_piersi___FELIETON_ANNY_DRYJANSKIEJ_.html?fb_action_ids=290778374391945&fb_action_types=og.likes&fb_source=other_multiline&action_object_map=%7B%22290778374391945%22%3A189219057909143%7D&action_type_map=%7B%22290778374391945%22%3A%22og.likes%22%7D&action_ref_map
          • maith Re: Swoją drogą zobaczcie, co się u nas dzieje - 23.05.13, 23:48
            dorota2424 napisał(a):

            > Swoją drogą, na niektóre komentarze to nóż w kieszeni się otwiera

            Ołomatko, że też się u nas jeszcze uchowali ludzie do tego stopnia pozbawieni mózgu :(
            A dziewczyna ma rację - Angelina pewnie nawet się o ich wypocinach nie dowie, szkoda że są na nie narażone polskie kobiety...
    • bathilda Re: Mastektomia Angeliny Jolie 27.05.13, 19:24
      Dziś pojawiła się informacja że siostra jej mamy zmarła na raka piersi ... Myślę, że wiedza o jej chorobie przyspieszyła decyzję Angeliny.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka