Dodaj do ulubionych

Dawno , dawno temu...

16.07.08, 22:32
Czyli jak to kiedyś ze stanikami bywało. Tak sobie przypominałam moje pierwsze staniki.Były to zdobycze wyjmowane z szuflady mamy i babci, dobierane na chybił - trafił.Tym sposobem nosiłam np. stanik uszyty z płótna :)W sumie zdrowo i naturalnie, ale tworzył osobliwy kształt piersi.Ale obwód na pewno sie nie rozciągał;)Pamiętam też bardotkę, ufarbowaną własnoręcznie na zielono.Podejrzewam, że była sporo za mała, bo fiszbiny boleśnie wbijały mi się w piersi:/ Zastanawiałam się ostatnio, czemu własciwie mama nie poszła wtedy ze mną do sklepu i nie kupiła czegoś odpowiedniego.I już wiem dla czego - w owych czasach nie można było mierzyć w sklepach staników:)Tak, tak moje drogie - a teraz najlepsze w tej całej opowieści - czas akcji!Wbrew pozorom nie chodzi tu o lata '40 ubiegłego wieku, wszystkie te cuda - wianki miały miejsce kilkanaście lat temu :)Ehh...A Wy macie jakieś dziwne stanikowe wspomnienia?
Obserwuj wątek
    • martvica Re: Dawno , dawno temu... 16.07.08, 22:49
      Dostałam kiedyś czarne, bezfiszbinowe, koronkowe 75B z firmy na T, które moja
      ciotka znalazła na ulicy w Warszawie. To było tez kilkanaście lat temu, byłam
      chyba w szóstej klasie podstawówki i to był mój pierwszy albo drugi stanik.
      Zupełnie nie znam szczegółów, ale jakoś tak mnie to dziwi cały czas, że jak to
      na ulicy...
      W świetnym stanie był, żebyście sobie nie myślały :)
      • lawendowata Re: Dawno , dawno temu... 16.07.08, 23:04
        Mój biust się pojawił już w lepszych czasach, ale pamiętam że miałam jakieś 70A
        z Triumpha i byłam taka szczęśliwa... w kwiatuszki był... z koroneczką jakąś
      • piskonia Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 11:15
        Pewnie wiatr porwał komuś z balkonu, suszący się po praniu stanik.
        Ja też jeden z moich pierwszych nabyłam w podobnych okolicznościach. Znalazłam
        go po wietrznej pogodzie na własnym balkonie. Tak po prostu sobie do mnie
        przyleciał- pamiętam, że wtedy wydawał mi się bardzo dobry.
    • zazulla Re: Dawno , dawno temu... 16.07.08, 23:19
      Kilkanascie lat temu to i ja kupowalam z mama pierwszy biustonosz. Pewnego dnia
      powiedzialam mamie, ze chyba juz czas mi cos kupic bo sie krepuje w szkole.
      Poszlysmy do sklepu z bielizna, wybieralam wsrod kilku modeli. Kupiono mi bialy
      bawelniany i czarny koronkowy.

      Zachowalam z nich metki, wpielam go w pamietnik wiec nawet mam dokladna date
      (mialam wtedy 11 lat).
      I uwaga, jaki widnieje rozmiar? 65A. Szescdziesiat piec! Jak to mozliwe, ze
      teraz jest z tym problem?

      www.voila.pl/435/ccc3l/index.php?get=1&f=1
    • daslicht Re: Dawno , dawno temu... 16.07.08, 23:46
      Chciałabym zaprezentować uroczy staniczek dla zakochanych w
      stylu "retro" romantyczek. Wykonane ręcznie przez Panią Gorseciarkę
      z Salonu Bielizny ComeOnTo [czytaj: kom-ą-to] w Gdyni ;)

      model Woreen Romantika Lux, rocznik 2000-coś
      zdjęcia i opisy wzorowane na katalogach odzieży:

      PRZÓD: img91.imageshack.us/img91/6741/f0894rh4.jpg

      TYŁ: img515.imageshack.us/img515/3994/f0895oh7.jpg
      • sineira Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 07:25
        Dasliht, ten przepiękny stanik wstrząsnął mym jestestwem do głębi!
        Podaj mi sole trzeźwiące, a chyżo!
      • szarsz Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 09:17
        Sądzę, iż godzinę wcześniej nastawiałabym budzik, aby wdziać na
        siebie takie cudo :)
      • ottiss udalo sie komus go zapiac? 17.07.08, 09:31
        mysle ,ze zapinanie tego cuda(na czas) mogloby stanowic nowa dyscypline olimplijska :)
        • s4r4hk4ne Re: udalo sie komus go zapiac? 17.07.08, 10:24
          Wyobraźcie sobie, że zapinanie nie było wcale takie trudne. Miałam
          okazję popróbować na 3miejskim zlocie i obejrzeć to cudo natury -
          obwód faktycznie nierozciągliwy i kształt biustu w tym
          wynalazku "zabójczy". ;)
      • butters77 :O 21.07.08, 20:32
        Brak mi słów..:)

        Daslicht, dobrze, że zrobiłaś taką dokumentację! Przyda się w celach edukacyjnych:)
      • drzazga1 Przesliczne chomato 14.09.08, 00:39
        az monitor zaplulam (to pewnie nadmiar sliny, jak u pieska
        pozadajacego soczystej kosci)
        :D

        Alez pracochlonna produkcja musiala byc - te wszystkie przeszycia-
        pikowania.

        A czepiac sie nie ma czego - przeciez wszystkie tutaj chcemy
        stanikow z nierozciagliwym obwodem, tak czy nie? Wszystkie chcemy,
        zeby stanik biust podtrzymywal, tak czy nie? To czego marudzimy?:DDD

        A tak na powaznie, stanik rzeczywiscie przypomina mi nieco modele
        retro, tak okolo lat 50. ubieglego wieku - to chyba wtedy byly modne
        piersi-stozki.
      • czu-czi Re: Dawno , dawno temu... 14.09.08, 17:38
        Też miałam!! I go kochałam :) Bo co by o nim nie mówic pod bluzką byl całkiem całkiem, obejmował całe piersi, podnosił, obwód nie rozciągnął się wcale! Tylko zamiast tych romantycznych guziczków miałam takie białe zatrzaski wsuwane (nie wiem jak się nazywają bo od dawna ich nie ma)
    • aadrianka Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 07:04
      Dawno dawno temu triumPH stanowił dla mnie szczyt marzeń. Kolorowe,
      z koronkami...
      Pierwsze staniki, kupowane z mamą, były bezfiszbinowymi kawałkami
      żółtawobeżowej szmaty, jednocześnie spłaszczającej piersi i
      nadajacej jej kształt rakiet - to dopiero zaawansowana technologia.
      I pamiętam, jak prosiłam w sklepach o 75D (póżniej 75E). Panie po
      namyśle radośnie sięgały do jakiejś głębokiej, tajnej szuflady, a ja
      wtedy dodawałam nieśmiało
      -Tylko nie białe i nie beżowe...
      obserwując, jak radość na twarzach ekspedientek gaśnie i ustępuje
      miejsca niechęci.
      Pamiętam też pierwszy _granatowy_ stanik z Feliny. Rakietował, i co
      z tego?
      A staniki zaczęłam kupować jakieś 15 lat temu, więc już w czasach
      rozpasanego kapitalizmu...
    • edytaf5 Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 07:38
      Moj pierwszy stanik byl bawelniany :) Poszlysmy z kolezanka do sklepu
      osiedlowego bardzo mila pani tam pracowala) i nawet nie znajac rozmiarow
      poprosilysmy o...stanik ;) Dostalysmy i nawet moglysmy sobie przymierzyc
      w...magazynku ;) Tyle, ze my wtedy nic nie wiedzialysmy o stanikach i po prostu
      zalozylysmy na siebie i oby nie odstawal za duzo ;) Za to drugi stanik to juz
      kupilysmy sobie usztywniany ;) Wygladal dokladnie tak jak te staniki na bazarach
      sprzedawane przez babcie :) Tylko, ze byl duzo mniejszy ;) No i oczywiscie
      mierzylysmy w magazynku ;) W sumie nie wiem po co, skoro i tak wzielysmy co
      bylo. Potem jakos dziwnie przeszkadzalo mi to, ze czubek stanika byl pusty,
      fiszbiny konczyly sie chyba w polowie piersi... Potem wpadlam na "genialny"
      pomysl, zeby troche naciac mostek stanika, zeby byl on "szerszy" ;) A najlepsze,
      ze przez kilka lat myslalam, ze ja po prostu mam za male piersi!!! Teraz widze,
      ze to byl doskonaly przyklad pomaranczy w szklance. Tylko nadal nie wiem jaki to
      mogl byc rozmiar stanika, skoro potem kazde 70a bylo na mnie ewidentnie za duze ;)
    • olusimama Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 09:35
      wiecie co, ja kompletnie nie pamiętam jakie były i kiedy je kupiono, moje
      pierwsze staniki. Nic, czarna dziura. Biust mi wykiełkował dość późno, bo jakoś
      około 7 klasy, ale za to prawie od razu bujnie. I ładny był, okrągły. Ale czy ja
      wtedy nosiłam staniki? kiedy? jakie? nie pamiętam!
      Zapytam mamę, może jej coś w głowie zostało , wszak to już ponad 20 lat ;-)
      • kkokos Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 10:05
        ja swój pierwszy stanik założyłam w szóstej klasie, jako pierwsza w
        klasie - dziewczny zakładały się, czy ja już stanik noszę czy nie.
        kiedy przyszłam pierwszy raz ostanikowana, był jakiś spęd w sali
        gimnastycznej i siedzieliśmy na takich długich, niskich ławkach,
        gdzie nie sposób było się nie garbić. i poczułam na plecach niby
        delikatny dotyk palca mojej koleżanki, akurat na odznaczającym się
        zapięciu, i posłyszałam szept: "widzisz? nosi! wygrałam!".
        a ten stanik był chyba biały, mamusia nie oszczędzała na tak ważnej
        dla dziewczynki rzeczy, więc był to Tryumf - to był przełom lat 70.
        i 80. i były wtedy do dostania w Modzie polskiej, sklepie
        ekskluzywnym. rozmiar na pewno 75, a jakże, i chyba C, bo tyle
        nosiła moja matka, więc dlaczego ja miałabym nosić co innego.
        mierzyć oczywiście nie było wolno, więc ekspedientka i moja matka
        uznały za naturalne, że na środku sklepu pełnego ludzi będą
        przykładać mi miseczki do piersi, oczywiście przez ubranie, by
        sprawdzić, czy stanik będzie dobry. pomijając nieskuteczność tego
        rozwiązania, to było to tak strasznie upokarzające dla
        dwunastolatki, która i tak zapadała się pod ziemię na samą myśl, że
        ma piersi...
        • lafere Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 10:30
          Martvica - Twóhj stanik pewno "pasował jak znalazł":) Swoją drogą,to
          Warszawa to jednak miasto dobrobytu - ja z kolei kiedyś, bedąc
          jeszcze w liceum, wynalazłam sobie tam na ulicy całkiem fajny
          kapelusz:)A co to pokazanego na focie stanika - bosski!Coś jak strój
          sceniczny Madonny:)zdjęcie zainspirowało mnie do poszukiwań w sieci
          i znalazłam takie oto dwa sklepy z bielizną vintage:
          www.corsetsandcrinolines.com/vintage/lingerie
          www.vintagelingerie.biz/allbras.htm
          No, to przyznać sie która kupiła to zielone kusidełko z drugiego
          linku? ;)
          • martvica Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 11:11
            lafere napisała:

            > Martvica - Twóhj stanik pewno "pasował jak znalazł":)

            Całkiem nieźle, o dziwo. Dość rozciągliwe to było, ale ja nigdy nie miałam
            problemów z biustem, jędrny był, ładny, nieduży, a takie bezfiszbinowe coś było
            jak koszulka. Pomagać nie pomagał, ale nie szkodził :P
          • drzazga1 Re: Dawno , dawno temu... 14.09.08, 00:46
            Nooo...bullet bra rzeczywiscie zabojczy:D

            Ale pierwszy link wrzucilam sobie do ulubionych, bo maja tam pare
            rzeczy, na ktorych oko mi zawislo - jestem lagodnym przypadkiem
            fetyszyzmu;)))
          • siasion Re: Dawno , dawno temu... 15.09.08, 22:41
            Łooo matko z córkom... jakbym widziała szafę mojej babci
    • s4r4hk4ne Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 10:27
      Jeśli dobrze pamiętam, to moim pierwszym biustonoszem była biała
      elastyczna tzw. "zerówka". Potem miałam jakieś cudo z miseczką A, a
      później już push-upy 75B i dłuuugo nosiłam ten właśnie rozmiar.
    • pitupitu10 Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 11:16
      Pierwszy stanik kupiła mi mama, która szarpnęła się z tej okazji na Triumpha (i
      była z tego powodu dosyć dumna). Był to stanik "one size", chyba z takich
      specjalnych dla młodych dziewczyn zaczynających nosić staniki. Nie miał fiszbin,
      miał za to dziwne plastikowe zapięcie na "klipsa" (o żadnej regulacji obwodu nie
      było mowy) i bardzo bardzo bardzo dużo lycry w składzie. Biorąc pod uwagę fakt,
      że wkrótce nabyty stanik nr 2 w rozmiarze 75B był za mały, łatwo się domyślić,
      że podobne do niego walory podtrzymująco - kształtujące można było osiągnąć
      przez owinięcie się rajstopami (przy czym rajstopy zapewne dawały by jednak
      więcej podtrzymania - a ile oszczędności!). Mama ZUPEŁNIE nie rozumiała, co ja
      mam do tego stanika i dlaczego niby nie chcę go nosić...
    • morgen_stern Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 11:52
      7 klasa i skorupka 75B PO SIOSTRZE :)
      I tak przez kilka lat, zanim nie zaczęłam sobie sama kupować -
      skorupkek 75B...
    • agata272 Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 12:15
      Ja, jako rocznik '86, pamiętam już czasy dobrobytu ;). Biust mi zaczął rosnąć
      dosyć wcześnie, koło 11 roku życia, a że był bardzo wrażliwy i drażliwy, mama
      zakupiła mi szybko pierwszy stanik jakiejś polskiej foirmy. Było to w osiedlowym
      bieliźniaku, 65AA - pamiętam jak dziś, najmniejszy dostępny :). Zwykły, biały,
      miękki i bawełniany, z lekko formowanymi miseczkami i dużą zawartością lycry,
      ale z normalnym zapięciem na 1 haftkę i miseczkami skrojonymi jak to w miękkich
      stanikach. Miałam jeszcze jeden, 65A, a potem szybko wskoczyłam w Triumpha,
      najpierw 70A a potem 70B i 70C/75B - w ciągu roku zmieniałam stanik
      czterokrotnie :). Triumph miał taką fajną, bawełnianą serię dla nastolatek
      BeeDees, którą namiętnie nosiłam i która naprawdę dobrze się sprawdzała, bo w
      przeciwieństwie do koronek nie rozciągała się tak straszliwie - a a może po
      prostu biust miałam jędrniejszy i stanik nie musiał nic podtrzymywać:).
      • maladziefczynka Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 15:52
        Pamiętam Bee Dees też je z upodobaniem nosiłam, póki nie wyskoczyłam z
        rozmiarówki :)
        Wtedy się przeniosłam na gorsety, bo te nawet w złym rozmiarze były w stanie
        jako tako podtrzymać moje łopotające biustowie :D
    • yaga7 Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 12:34
      Ale Wy chude byłyście ;)))

      W życiu nie nosiłam żadnego stanika 65 ;)

      W podstawówce byłam prawie największa w klasie, więc staniki też miałam
      słusznych rozmiarów. Podejrzewam (bo nie pamiętam), że jako pierwszy miałam
      jakiś stanik mamy w okolicach 80C. I później pewnie też nosiłam coś w tym guście.

      Przyznaję się, że sporo staników miałam z secondhandów. I niektóre naprawdę
      wytrzymywały długo i były o niebo lepsze niż to, co można było kupić normalnie w
      sklepach - czyli Triumph albo jakieś polskie marki.
      • szalicja Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 13:10
        (rocznik 77) Mi biust pojawił się w wieku 11 lat. W ciągu roku
        szkolnego z dechy wyrosła tzw. "trójka", hehe
        Ponieważ dobre biustonosze były wtedy towarem deficytowym, mama
        kupiła mi dwa (biały i czarny) w Domu Handlowym Trezor w Wawce. To
        był taki niby Pewex tylko za złotówki. Były naprawdę ładne, takie
        mało elastyczne, z tkaniny lśniącej jak satyna. Nie wiem, co to
        było, ale ładne. Wykończenia miseczek zdobił haft w drobne
        kawiatuszki. Rozmiar...pewnie 75 C. Długo je nosiłam. Pewnie w
        międzyczasie były bawełniaki itp. Potem pojawiały się sklepy z
        bielizną i chyba Kostar był następny w kolejce. Pamiętam białą
        bardotkę i wielkie buły, jakie mi się robiły w największej,
        dostępnej misce. A to był już koniec 20 wieku...
    • agusek00 Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 13:13
      Dawno temu, w ósmej klasie podstawówki miałam już dość spory biust i strasznie
      mi przeszkadzał, ale miałam taką teorię, że jeśli będę nosić baaardzo ciasną
      koszulkę, to zablokuje ona dalszy wzrost biustu i tak go rozpłaszczy, że nie
      będzie go widać (bo przecież posiadanie piersi to taaaki wstyd...:D ). Nosiłam
      więc tę nieszczęsną koszulkę non stop, a stanik, który mi wtedy kupiła mama w
      rozmiarze - a jakże, 75B, leżał grzecznie w szufladzie. Nie chciałam go nosić,
      no bo to by oznaczało, że zaakceptowałam fakt, że coś mam na klacie. Prośby i
      grośby z jej strony nie pomagały - a myślę, że ciężko było patrzeć, bo powinnam
      wtedy nosić rozmiar jakieś 60G - 60GG (dziś niestety trochę mniej). Koszulka
      kompletnie nie spełniała swojego zadania, więc nosiłam maskujące stroje - wory,
      żeby ukryć biust.
      Pierwszy raz w końcu wyciągnęłam ten stanik - czarny bawełniak z bazarku - jak
      szłam do lekarza, akurat właśnie był to dzień odebrania świadectwa szkolnego,
      koniec podstawówki, i stwierdziłam, że do lekarza to mogę ostatecznie założyć. I
      jak już założyłam raz, to już stale zaczęłam nosić - nagle biust przestał mi tak
      strasznie latać na wszystkie strony, musiałam go tylko przytrzymywać jak biegłam
      do autobusu :)
      • plica Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 15:25
        moj pierwszy stanik to taki mieciutki bezfiszbinowy biały z
        koroneczką 65A. kiedys takie robili. (1 polowa lat 90-tych) mamusia
        kupiła hurtowo (mi i siostrze) po takim samym z okazji, ze pojawilo
        nam sie cos na klatce piersiowej. wydaje mi sie, ze byl dobry :)
        niestety zaraz potem przesiadlam sie na "bardotki" 70A bardzo wtedy
        popularne. jedyny moj epizod z prawie dobrze dobranym stanikiem -
        zobaczylam kolorowe bawelniane cudo, strasznie ladne. mieciutkie, na
        fiszbinkach i mimo, ze na metce widnialo "D" (70) przymierzylam. o
        dziwo bylo dobre. kupilam i nosilam gdzies rok. wydawalo mi sie
        wtedy, ze to jakas ruska rozmiarowka :) szkoda, ze nie wpadlo mi
        wtedy do glowy, ze to calkiem dobry na mnie rozmiar. no ale czego
        mozna wymagac od 16-latki :)
        • zmijunia.lbn Re: Dawno , dawno temu... 21.07.08, 20:30
          plica napisała:

          > no ale czego
          > mozna wymagac od 16-latki :)

          Ejże, bo się obrażę.. :P
          • plica Re: Dawno , dawno temu... 21.07.08, 22:04
            hahaha. nie obrazaj sie. to tylko o mnie :) naprawde wole siebie jako 28-latke :)
    • kuraiko Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 16:04
      pierwszy stanik?
      po sąsiadce... coś koronkowego, nieusztywnianego, bez fiszbin, kolor
      nawet ciekawy jakiś taki krem-beż. rozmiar... hmmm miałam 11 lat i
      piórkiem nie byłam, to pewnie jakieś 65-70A by było. na w-fie mi się
      rozpinał, przez co musiałam chodzić co chwilę do toalety :/ do tego
      jako pierwsza w klasie nosiłam stanik.
      potem i właściwie do niedawna... bawełniane staniki bez usztywnień i
      fiszbin...
      o coś tego typu
      www.gspglowno.pl/katalog/grafika/2005/STR_220.jpg
      albo takie z domieszką elastycznego włókna. to się dopiero
      rozciągało...
      i na domiar złego przestałam takie nosić po domu w tym roku... przez
      to mam zmasakrowany biust.
      a do szkoły staniki lekko usztwyniane, ale do którejś klasy liceum
      wyciągałam fiszbiny :/ to były staniczki polskich firm w cenach ok
      30zł...
    • velika Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 16:34
      Pierwszy stanik kupiłam sobie chyba w 6 klasie podstawówki albo w 1 gimnazjum,
      jako jedna z ostatnich w klasie zresztą. Było to jakieś bawełniane paskudztwo
      bez fiszbin w niewiadomym rozmiarze. Cała reszta moich staników to były
      kompletnie niedopasowane cudeńka polskich firm, usztywniane( ale zawsze
      wyciągałam poduszeczki) i w rozmiarze 75C. Nie wiem, czemu nigdy nie wpadłam na
      to,żeby zmierzyć inny rozmiar:)Bo leżały dość średnio. Podstawowym kryterium był
      dla mnie wygląd, bo uwielbiam ładną bieliznę i zawsze miałam całą szufladę
      koronkowych, kolorowych majtek i staników. Szkoda, ze za małych w miskach i z
      dużo za luźnym obwodem:/ Najpiękniejszy miałam taki bordowy, z wyhaftowanymi
      zielonymi liśćmi- no cudo:) Teraz też nie kupię brzydkiego stanika, dlatego
      tango II, choć tak zachwalane nigdy nie wyląduje w mojej szufladzie:)
    • turzyca Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 17:26
      To ja juz tu gdzies napisalam, ze mialam dosc nietypowa historie stanikowa. I
      zdaje sie, ze dosc duzo szczescia. :)
      A to z tego prostego powodu, ze byla u nas na bazarku taka budka ze stanikami z
      wzglednie sensowna sprzedawczynia. I ta sprzedawczyni najpierw dobrala mi 75B,
      potem z czasem 75C (!), a staniki miala podobne do linkowanego przez kuraiko,
      tyle ze duzo ladniejsze (na tyle ladne, ze na randkach nie bylo problemu, jakies
      koronki i inne ozdobki posiadaly). I moim zdaniem dzieki niej wlasnie moj biust
      zachowal ksztalt, bo kroj mialy dosc przyzwoity, nie rozciagaly sie straszliwie
      (ja mialam pod biustem 78 cm) wiec jakies tam podtrzymanie dawaly, a ze wzgledu
      na brak fiszbin nie masakrowaly biustu. Stanik z fiszbinami mialam jeden,
      poddalam sie po chyba trzeciej probie noszenia mimo ze sliczny byl ze szkocka
      krateczka, ale uznalam, ze jest nazbyt niewygodny, i zostalam wierna moim
      szmatkom z bazaru.
      A jak mi nagle pod koniec studiow biust zaczal rosnac i 75C zaczelo robic sie za
      male, to trafilam na lobby. Prawda ze farciara? ;)



      Jedyne czego mi zal to ze owa pani zostala zwolniona pare lat temu i
      wlascicielka sama usiadla za kasa. Bo jej pracownica nie wpadla na pomysl
      wciskania 80A zamiast 75B i jak widac na moim przykladzie, jak dziewczynie
      piersi rosly, to bardzo madrze wymieniala tylko miske na wieksza, bez zmiany
      obwodu. Nie wiem, co by zrobila ze mna, gdy wyroslam z 75C, bo to wlasnie
      pierwsza rozmowa z jej (byla) szefowa spowodowala, ze zaczelam czytac lobby, jak
      mi sie nawinelo pod myszke. :)
    • prawie_jak_artystka Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 18:12
      W szóstej klasie podstawówki coś tam się u mnie pojawiło na klatce piersiowej,
      ale z początku długi czas niepozorne. Pierwsze staniki - Biały bez fiszbin,
      bawełniany jakiejś polskiej firmy. Rozmiary nie pamietam, ale na pewno musiała
      to być miska A. I drugi po mamie, również biały - miękka bardotka z odczepianymi
      ramiączkami, szwy i brzegi obcierająca skórę, ale większy był. Długi czas te
      dwa nosiłam, potem jakiś tam dokupiłam. Biuścik chyba gdzieś w połowie liceum
      postanowił rosnąć tak, że z mieszczącego się w 75C zrobił się... niemieszczący
      się w 75C. O obwodach innych niż 75 w ogóle mi się nie śniło - większe dla
      grubych bab były, a o mniejszych istnieniu nikt w mieście nie wiedział, chyba że
      o dziecięce staniczki chodziło. Nie lubiłam kupować staników (jak nic nie
      pasowało, a myślałam, że tak być musi, bo przecież inne rozmiary NIE ISTNIEJĄ!
      to co się dziwić) Wyjątkowo nieśmiała byłam jeśli chodzi o kupowanie górnej
      części bielizny. Zdarzało się brać bez przymierzania, na oko - oczywiście jak
      spróbowałam w domu założyć nie na oko, tylko na własciwą część ciała, nie było
      szans żeby się ta sztuka udała, więc wstydliwie leżał sobie w szafie. I wiedząc,
      że C będzie za małe, prosiłam w sklepie o 75C, 75D mi nie mogło przez gardło
      przejść, bo przecież D to noszą jakieś mutanty, Pamela Anderson albo wielkie
      grube babska i panie by patrzały na mnie jak na nie wiadomo co, a nie lubiłam
      wzbudzać sensacji. Stanikowe zakupy to był horror, niedowierzające spojrzenia
      ekspedientem (Na pewno nie 75B, pytały patrząc na luźną koszulkę i dżinsową
      kurtkę, jak ten stanik nie pasuje, to dam pani większy obwód). Więc doszło do
      tego, ze pod koniec liceum miałam przez pewien czas tylko jeden stanik, w który
      w ogóle udawało mi się zmieścić. Czarny, nawet niebrzydki T-shirt bra,
      oczywiście produkcji chińskiej i oczywiście z koszmarnie za dużym obwodem, który
      dodatkowo się rozciągnął - sama nawet go skracałam. Po jakimś czasie po iluś
      praniach pianka w miskach się pozbijała w grudki, materiał porozciagał i trzeba
      było rozpaczliwie szukać nowego wielkiego stanika. A nadmienię jeszcze, że
      nosiłam tylko usztywniane, bo jakby mi jeszcze nie dość że cycki ogromne, było
      widac sutki, to by było w moim wyobrażeniu w ogóle obrzydliwe.
      Czasy wczestnostudenckie (zaoczne) i pieniądze zarabiane samodzielnie, bez
      konieczności rozliczania się z nich z rodzinką - szaleństwo kupowania kolorowych
      "skorupek" za kilkanaście złotych, w rozmiarach oprócz 75D (które, ale to już
      całkiem niedawno, tuż przed trafieniem na Loby, w jednym modelu wypadło
      rzeczywiście dużomiseczkowe i ciasne, w kształcie kulistym, tak ze obwód trzymał
      i miałam tylko lekkie bułki, które znikały po poprawieniu, czyli nieświadomym
      upchnięciu części pod pachy - naprawdę! przysięgam! Lubiłam ten stanik i z
      wielkim żalem sprzedałam go za grosze na allegro po zaopatrzeniu we "właściwe"
      staniki) tak egzotyczne jak 85C (skoro 75 był za mały, to mierzymy większe
      odwody, aż na dobrą miskę trafimy - wiecie, jak panie z bieliźniaków to robią),
      90B, 95C (przynajmniej pojemność miski miał idealną, za to materiał strasznie
      gryzł). Teraz myślę, ze to nie tylko dlatego, ze uwielbiałam staniki niebieskie,
      zielone, brązowe, ale dlatego, ze nie traciłam nadziei, iż znajdę taki, co nawet
      po dłuższym czasie stwierdzę, ze się będzie nosiło dobrze. Wtedy też wpadłam na
      pomysł zwężania obwodów - nie na początku noszenia, ale kiedy taki 85C się
      rozciągnął i obwód już sobie luźno wisiał z tyłu ledwie dotykając ciała. Jeden
      pamiętam taki piękny zielony, o kroju bardotki. I ciemnoturkusowy plunge
      Atlantica, z dodatkowym zapięciem z przodu (zawsze mi się takie podobały), z
      którego mi piersi środkiem całe wyjść potrafiły, więc szybko poszedł w odstawkę.
      Potem pierwsze po Lobby - najpierw średnio udane Gortex 70F i Gaia 75E z
      własnorecznie zmniejszonym obwodem (ten model większych misek nie miał). Gortex
      zaraz poszedł na allegro, gdy w Bellissimie dostała Daisy Panache - 32E, już
      dziś za mała miska po migracji i wiem, ze za luźny. Zachwycałam się nim pomimo
      cielistego koloru, bo nic jeszcze tak dobrze na mnie nie leżało.
      A teraz - kiedy to możliwe, zamiast 65FF sięgam po 60G lub GG. Kilka staników, w
      różnych kolorach, jedne bardziej ulubione, drugie mniej. Ukochana czarna Millie,
      po której widać już, ze często i długi noszona, poza tym teraz chyba FF byłoby
      lepsze - na pewno przy wolnej gotówce nową sobie kupię. I jeszcze drugą różową.
      Na co dzień czarna Phoebe, dobry obwód i ładny kształt. Bladoróżowy Pour Moi pod
      jasne bluzki. Czekoladowe Retro Plunge i Panache Porcelain - zwłaszcza ten drugi
      czasem się źle nosi, ale jednak pod niektóre rzeczy się przydaje.
      Krwistoczerwone Rio, nie do dekoltów, ale na przykład spod białego podkoszulka
      czy czarnej sukienki niech sobie ramiączka wyłażą. Szary Emily Curvy Cate -
      rozciagnął się i przestałam go lubić, chociaż najładniejszy ze wszystkich.
      Niebieska Fiesta w krateczkę, kupiona na Allegro, z luźnym obwodem, więc noszona
      okazjonalnie, ale za to miło sobie wyciągnąć z szuflady i popatrzeć, a jak
      znajdę dobrą krawcową, to obwód przerobię.
      I teraz nasycić się nie mogę. Jakieś misterne wzorki, ciekawe kolory, ładne
      koronki.. życia nie starczy, by je wszystkie kupić... A jak już kupię, to będą
      pasować i będę bezgranicznie szczęśliwa.
    • antosia.mama Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 18:40
      Pierwsi zaczęły mnie wyrastać dosyć wcześnie i w komplecie z
      pojawieniem się @ - w wieku lat 11. Zszokowana tym faktem mami
      poleciala do jakiegoś bieliźniaka i nabyła, że sie tak wyrażę "na
      oko" coś białego, bawełnianego. Rozmiaru nie pamiętam za nic.
      Momentalnie zaczęłam się garbić, w klasie bylam pierwsza, potem
      doszła jeszcze jedna koleżanka i tak dotrwałyśmy chyba do VI,
      stanowiąc obiekt wątpliwej przyjmności zachowań osobnikow płci
      przeciwnej w stylu naciaganie tyłu biustonosza i strzelanie w plery.
      Od momentu założenia pierwszego stanika zaczęłam się garbić, co
      zostało mi na dłuuuugie lata. Zawsze mi się wydawało, że posiadanie
      i uwidacznianie biustu to nic przyjemnego i koniecznie trzeba go
      chować. Wtedy nie był mały, bo byłam dzieckiem otyłym z trudem sobie
      z tym radzącym. Z późniejszych nabytków pamiętam kilka
      nieokreslonych Dalii - ale chyba nigdy nie zwracałam szczególnej
      uwagi na to, co mam pod spodem, sądząc, teraz wiem, że niesłusznie,
      że mój biust na większą uwagę nie zasługuje, jako że wygląda jak
      wygląda, czyli smętnie zwisa.

      Jedyny biustonosz, który pamiętam ze wszystkimi szczegółami dostałam
      od mamy na Gwiazdkę w wieku lat 16-tu. Wyrzuciłam go na początku
      tego roku, razem z identycznie zaawansowanymi wiekowo glanami, kiedy
      to zupełnie stracił kolor. Zdecydowanie był moim ulubionym a lata,
      poza nawet niezbyt widocznym rozciągnięciem tyłu i utratą koloru nie
      zmieniły w nim nic. Fakt, że był "lekko" za mały nie miał dla mnie
      większego znaczenia:D Przed wyrzutką prześwietliłam spraną do reszty
      metkę z zamiarem odczytania choćby producenta i nabycia następcy.
      Eldar - jak się okazało - puszap, który po wyjęciu gąbeczek był
      zupełnie mięciutki, koronkowy. Ja się domyślac można model od dawna
      niedostępny, bez 12 lat nieco im się kolekcja zmieniła:D Jako, że
      nie znalazłam, zaczęłam szukac w necie i tym sposobem trafiłam
      tutaj...I zamierzam coś zmienić w swoim podejściu do bielizny jako
      takiej, a przy okazji może - do własnego ciała.
    • nancy_callahan Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 19:09
      Po pierwsze stwierdzam jednoznacznie - fenomenalny wątek:)
      Po wtóre budzi takie wspomnienia, że włos się na głowie jeży..
      a moja historia stanikowa zaczęła się gdzieś na przełomie 5 i 6
      klasy podstawówki (rocznik '80) od zaglądania do szuflad starszej
      siostry i oczywiście przymierzania. siostra obdarzona była obfitym
      biustem (ponoć następstwo odżywania podejrzanie karmionymi
      kurczętami) więc bylam przekonana, że takich piersi (a jednocześnie
      staników to ja mieć nie mogę)- oczywiście wtedy nie wiedziałam tego
      co dziś, że siostra tak jak większośc kobiet była fatalnie
      ostanikowana.
      po oględzinach siostrzanej szuflady wybralyśmy się z przyjaciółką na
      polowanie. Moje pierwsze staniki były 2 - nieznanych mi firm i w
      nieznanych rozmiarach - jeden biały (bawełniany z haftami), drugi
      czarny z jakiegoś sztucznego materiału z koronką (potwirnie gryzący).
      A później nasąpiły lata fatalnego ostanikowania w zdecydowanie za
      małych push- upach z mega bułami i przekonaniem, że tak już musi być
      skoro innych staników w sklepach nie ma... (naiwnie sądziłam, że
      skoro nie ma ich w sklepach to znaczy, że nie ma ich w ogóle - o
      świeta naiwności).
      A po latach koszmaru dla mojego biustu trafiłam na Lobby, poznałam
      czar staników powyżej miseczki D i cierpię teraz na szaleństwo
      stanikowe (na czym niestety cierpi budżet domowy:)
      • mmm-mm Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 20:24
        Ja mam raczej krotka historie stanikowa, 6 lat. Moj pierwszy stanik
        mama kupila mi w 6 klasie, byl bialy i przypominal raczej krotki
        top. Szybko przestalam go nosic, bo mi sie nie podobal. Potem bylo
        tez cos bialego z cienkimi ramiaczkami, ze sztywnego, ale nie
        gryzacego materialu. Z zalem przestalam go nosic, bo nie moglam go
        zapiac bynajmniej nie przez to ze przytylam. Miseczka stala sie za
        mala. W 6 klasie chlopcy mieli sensacje z tych naszych pierwszych
        stanikow. Raz siedzieli w pewnej odleglosci za mna i podniecali sie
        ze mi przeswituje (nie wystaje)przez bluzke ramiaczko od stanika.
        Nie wiem skad sie to bierze, ich mamy, babcie i inne kobiety tez
        nosily staniki i to duzo wieksze od naszych, a nie bylo to nic
        niezwyklego dla nich. Nastepnie mialam duzo bialych i czarnych
        stanikow. Przy czym 70A i 70B oraz 75A nie kupowalam, bo mialy za
        male miseczki. Zreszta w Polsce patrzylam na metki z rozmiarem
        zazwyczaj przy zakupie spodni, bo rozmiarowka innych rzeczy jest
        straszna, tylko przy spodniach wiedzialam w jaki rozmiar wejde.
        Pamietam jak w gimnazjum zanim to ustalilam kupowalam spodnie i
        bylam zla, bo ja jestem strasznie chuda i kazde byly za waskie w
        biodrach, pomijajac ich dlugosc pasujaca na kogos duzo wyzszego.
        Jakas babka weszla i piskliwym glosem: "A dziewczeta teraz za
        szerokie spodnie nosza, a potem im spaduja z bioderek." Bezczelnie
        odezwalam sie z przymierzalni: "Nie dosc ze nie spadna mi z bioder,
        to jeszcze za waskie beda!" I sie uciszyla. Potem lekarka mnie
        dobila, na badaniu w 1 gim. Szlismy cala klasa i wchodzilysmy po
        dwie dziewczyny do jej gabinetu: "Ale sie rozroslas w biodrach." Tak
        jakbym tego nie zauwazyla i nie musiala wyrzucic za ciasnych spodni,
        bo nie moglam w nie wejsc przez moje rozrosniete kosci. Nowe byly
        dobre w biodrach, ale odstawaly wyzej i dopiero rok temu przestalam
        nosic pasek do spodni (w USA kupowane spodnie mi bardziej przylegaja
        powyzej bioder, nie wiem czemu) Wracajac do tematu stanikow
        wszystkie 75B przeskakiwaly mi przez biust przy podnoszeniu rak,
        wiec nie wykonywalam nigdy tego ruchu gwaltownie. Mialam niebieski
        push-up, ktory wyrzucilam, na wf-ie przy cwiczeniach znajdowal sie
        nizej niz bym chciala i sprawial wrazenie jakbym miala piersi prawie
        na brzuchu, poza tym w biegu mi biust podskakiwal(nieprawdopodobne
        przy 80/81 w biuscie:D)i mnie to bolalo przed okresem. Kupilam tez
        turkusowy stanik i bardzo go lubilam, ze wzgledu na kolor, dawanie
        zludzenia wiekszych piersi i za sztywna 1cm tasiemke na srodku
        zamiast mostka. Znalazlam tez przyczyne nienoszenia miseczki A:
        fiszbiny od strony pach wbijaly mi sie w biust i po sciagnieciu
        stanika przez jakis czas je czulam. Zastanawiam sie ile mialam pod
        biustem w wieku 12-14 lat skoro teraz mam 60cm? Na pewno duzo
        ponizej tego. Zbieram aktualnie pieniadze na dobry stanik i jestem
        zla, bo czuje sie jakbym musiala kupowac obwod 70 przy 70cm pod
        biustem, trudno bede musiala go zwezac. Jestem przyzwyczajona przez
        skracanie spodni. Przez moje wiadomosci producenci nic nie zmienia.
        Musialoby cale forum im wyslac skarge kilkanascie razy, chociaz nie
        wiem czy by nas tez nie zignorowali? Ciesze sie natomiast ze
        istnieja staniki, ktore nie beda mi uciekac do gory i miseczki,
        ktorych fiszbiny obejma cala piers. Juz planuje wycinanie mostkow z
        nowych stanikow, zeby mi nie rozgniataly biustu na srodku. Kazdy z
        nich przerobie na taki z krociotka tasiemka zamiast paskudnego
        mostka. Nie chce czekac az takie wyprodukuja w normalnych
        rozmiarach, przynajmniej rozwine zdolnosci krawieckie:) Na idealna
        sytuacje na rynku biustonoszy to moze sie moja corka doczeka, ktorej
        jeszcze nie bede miec przez dobrych pare lat.
    • diuszesa Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 21:09
      Kiedy miałam 11 lat mama kupiła mni na rynku bezfiszbinowy babciny
      stanik. Pan handlujący miał rozmiary od 0 do 5, a cena wzrastała
      wraz z rozmiarem. Za moją zerówkę zapłaciłyśmy 1 zł, babcia za
      piątkę dała 6 zł. :-))) Stanik niemiłosiernie gryzł mnie na
      łączeniu ramiączek i miał dziwne zapięcie w postaci kółeczek
      wkładanych jedno w drugie. Szybko stało się to powodem moich lęków,
      bo potrafiło się odpiąć w najmniej odpowiednim momencie.
      Kolejne kilka staników odziedziczyłam po babci - 2 bezfiszbinowe,
      gryzące i 1 niegryzący, ale za to za duży we wszystkich miejscach,
      płócienny. Przyznam się szczerze, że kiedyś ja, biedne dziewczę, w
      przypływie frustracji wyglądem mojego biustu podarłam go na strzępy.
      Potem kupiłam sobie śliczną bardotkę 75C, za małą, za luźną, której
      ramiączka mi się co chwila odpinały tak, że bałam się w niej chodzić.
      Potem jakaś pani na rynku poradziła mi 70D, za lużne i za małe - ale
      to i tak najlepsze co mogła mi polecić, bo większych misek przy
      małych obwodach nie było. A potem to już wpadłam na genialny pomysł,
      żeby zwiększyć obwód, to i miska będzie większa, i tak łaziłam z
      piersiami rozjechanymi i kierującymi się niebezpiecznie w dół :-)
      A potem, na studiach już, zainspirowana artykułem w WO, trafiłam do
      Rudej na Smolną, potem dziwnego rozmiaru przez nią dobranego - 70F,
      szukałąm w Internecie, trafiłam tutaj, i tak to się zaczęło.
      A teraz po migracji noszę już 65GG.
    • sineira Re: Dawno , dawno temu... 17.07.08, 22:34
      Nie pamiętam pierwszego biustonosza. Co więcej, nie pamiętam żadnych
      nastoletnich przypadłości w rodzaju biustu wypadającego dołem z obwodu. Faktem
      jest, że moja mama nigdy nie kupowała czegoś "bo było", wolała poszukać czegoś
      dobrego. I nawet stosując tę kuriozalną metodę przymierzania na ubranie
      potrafiła mi dobrać odpowiedni stanik.
      Spokojniutko przechodziłam sobie od literki do literki, jako szczęśliwa (hmmm,
      kto by pomyślał, że to szczęście?) posiadaczka szerokich pleców nie miałam
      problemów z za luźnym obwodem, poza tym wujek - marynarz przywoził zza oceanu
      różne cuda dla cioci, która jest małobiuściasta, i część z nich trafiała do mnie
      (reszta szła na handel). Pamiętam jedno białe, miękkie cudeńko, zapinane z
      przodu - wygodne było niesamowicie, a piersi miały w nim piękny kształt.
      Pamiętam też, jak kiedyś wybrałyśmy się w Warszawie do sklepu wiadomej firmy na
      T i był to pierwszy sklep, w którym przymierzałam biustonosz na goły biust,
      łomatko jakie przeżycie! I wiecie co? Pamiętam, że naprzymierzałam się tego
      sporo, ale nic nie kupiłam, bo mieli jakieś strasznie małe rozmiary (teraz to
      wiem!) i robiła mi się "pomarańcza w kieliszku" - oczywiście wtedy nie
      wiedziałam, co to za efekt, tylko myślałam, że staniki tej firmy mają "jakiś
      dziwny kształt" i zraziłam się do nich na długie lata.
      Fiszbinowce i puszapy zaczęłam nosić dopiero w połowie liceum! Mama wcześniej
      nie pozwalała!
      Na studiach nosiłam 75 C, potem D, choć faktem jest, że musiałam się sporo
      nachodzić, żeby znaleźć "duże D";) Dopiero kiedy zaszłam w ciążę, w podeszłym
      wieku 30 lat, poznałam ból piersi katowanych wżynającymi się fiszbinami. Na
      szczęście przed trafieniem na to forum zdążyłam sobie kupić tylko 2 czy 3 złe
      biustonosze, jakieś 80D i 85D, nawet nie pamiętam, jakiej firmy. Czyli
      generalnie szczęściara ze mnie, nie zmasakrowałam sobie przedsięwzięcia!
    • nariel8 Moje stanikowe przygody 21.07.08, 16:26
      Moje przejścia stanikowe nadawały by się na film. Komedię w dodatku. Zaczęło się
      około 1995 roku jak miałam jakieś 12 lat. Pierwszy stanik kupiła mi mama całkiem
      sama i choć staniki są na biust kupowała na oko, bo ja nie pozwalałam go
      dotykać, mierzyć a nawet patrzyć na niego. Do sklepu nie poszłam bo to obciech
      mierzyć staniki. Nawtet wejść do sklepu z bielizną czy patrzenie na wystawie to
      wstyd. Moje wyznaczne co do stanika biały lub czarny całkowiecie miękki bez
      fiszbin i gąbczastych miseczek, które powiększają biust a ja starałam się go
      ukryć. Przez to dodatkowo garbiłam się i notorycznie zakładałam rękę na rękę
      przez biust. Co dziwnego jak byłam młodsza bez biustu to nie mogłam się doczekać
      aż mi urośnie to był dla mnie taki wyznacznik dorosłej kobiety, a jak zaczą
      rosnąć to nie było tak jak sobie wyobrażałam i zaczełam się go wstydzić. Co
      dalej z tym stanikiem, a tak nie mógł być prześwitujący (jak to mialo by mi
      widać sutki, przeciez takie staniki to tylko jakieś zboczone kobiety noszą) oraz
      mieć koronek, które gryza i prześwitują. Na początku było to bodajże 75B i tak
      to było przez lata w podstawówce (pod koniec nosiłam 75C) i początku L.O.

      Dopiero od liceum zaczełam chodzić do sklepów mierzyć staniki i poszerzać gamę o
      te z koronkami, fiszbinami i twardszymi miseczkami. W liceum biust wewoluował do
      rozmiaru 75D. Tak to się jakoś ciągneło przez liceum.

      Wreszcie na studiach zaczełam doceniać swój biust i go eksponowac w dekoltach.
      Cały czas jednak nosiłam staniki tylko białe lub czarne. Przewdziwy boom
      stanikowy pod względem kolorów, materiałów i fasonów nastąpił całkiem niedawno
      nawet rok nie miną. Szkoda tylko, że te wszystkei piekne staniki kupowałam w
      złym rozmiarze :( teraz po naukach lobby nie mogę się doczekać aby na nowo
      skompletować mój zestaw staników w odpowiednim rozmiarze (65G), cudownych
      kolorach i seksownych koronkach.
      • ptysiowa_7 Re: Moje stanikowe przygody 21.07.08, 19:31
        A ja pierwszy stanik dostałam od rodziców, jak miałam 5 lat:)
        Marzyłam wtedy, żeby nosić trzy rzeczy: stanik, cienkie rajstopy i
        buty ze stukającymi obcasami. Stanik był rzecz jasna górą od
        kostiumu - takie trójkąty niebiesko-czerwone. Oczywiście po pobycie
        w wodzie stanik miałam pod brodą, bo nie miał się na czym trzymać,
        chyba miał za duży obwód:)
        A potem, jak zaczęłam dojrzewać, miałam miękkie staniki, pamietam
        biały i taki w niebieską krateczkę (nosiłam go jeszcze, mając 16
        lat). Generalnie nie wstydziłam się tego, właściwie to chyba nawet
        nie zauważyłam, że urósł mi biust. Pierwszy z fiszbinami to była
        czarna bardotka z odpinanymi ramiączkami 75C. Usiłowałam ją nosić
        bez ramiączek do wydekoltowanych bluzek, ale oczywiście stanik
        spadał mi do pasa. Wywnioskowałam więc, że takie staniki po prostu
        nie mogą się trzymać. A potem, w liceum, to już była era push-upów i
        innych wygąbkowanych... Rozmiary - różne - 75C, 75B, 70C, 70D...
    • myszka.xww Re: Dawno , dawno temu... 21.07.08, 22:49
      Zupelnie nie pamietam moich pierwszych cycnikow. Strasznie dawno to
      bylo. W kazdym razie biust mi wychynal z klaty jak mialam jakies 11?
      chyba lat. Potem byl ich gwaltowny wzrost. Ale tu mam luke, az do
      pierwszej mojej pracy, w polowie lat 90tych. Znajoma
      (mocnobiusciasta niewiasta, dwukrotnie starsza ode mua) zaprowadzila
      mnie do hurtowni, gdzie zaopatruje sie w bielizne za przyzwoite
      pieniadze. Z perspektywy czasu - to byla hurtownia, gdzie
      zaopatrywali sie "chinczycy z bazarkow". jednakowoz dla mnie, to byl
      stanikowy raj. Wielkie kosze pelne stanikow po jakies smieszne
      pieniadze za sztuke, wiazane w peczki po 5 sztuk. Bawelniane, na
      fiszbinie, bielutenkie. Jak zaczarowana, pusciwszy katem ust sline
      capnelam od razu 2 takie peczki, zachwycona zgarnelam jeszcze peczek
      skarpetek i chyba ze dwa peczki rajtek.
      I chodzilam w tych stanikach niewiele przejmujac sie wtedy tym, ze
      mi wylata na wszelkie strony. Sama siebie przekonalam, ze to wina
      cyckow, a nie stanika w czarownym rozmiarze.... 75B :D
      • adryjanna Re: Dawno , dawno temu... 21.07.08, 23:26
        Mój pierwszy stanik został zakupiony przez babcię, bo nieładnie przecież jak
        piersi się odznaczają pod bluzką. To był koniec czwartej klasy. Moja mama chyba
        była bardzo zdziwiona faktem, że jej córeczka potrzebuje już biustonoszy, ale
        szybko wzięła przykład z babci - byłam zaopatrywana w miękkie, bezfiszbinowe
        staniczki. Na wakacjach między V a VI klasą na bazarze zakupiłam pierwsze
        skorupki. I przez całe gimnazjum i połowę liceum się ich trzymałam. Nigdy nie
        miałam więcej niż dwóch staników jednocześnie, zawsze chodziłam tylko w czarnym
        - biały lub beżowy był do jasnych bluzek, których też nie za wiele miałam.
        Przygody z bazarkowymi skorupkami miałam różne: od tego, że przy szybkim
        podniesieniu rąk lądowały nad biustem, aż po takie, że na łączeniu z przodu
        kilka mi pękło w najmniej oczekiwanym momencie. Tragedia! Chwilę później zakupy
        na bazarze zaczęłam robić rozważniej - zamiast 75B - 75C. I długo, długo się
        tego rozmiaru trzymałam, jak się okazuje zupełnie niesłusznie. Chyba jeszcze
        nigdy nie miałam dobrze dobranego stanika, bo nawet moim zakupom zza czasów
        lobby coś 'dolega'. No... tylko Madison była dobra przez chwilkę ;)
    • didulina Re: Dawno , dawno temu... 21.07.08, 23:20
      Mój pierwszy biustonosz przyniosła do domy mama nie wiadomo skąd - w
      sklepach takich rzeczy niebywało (lata 80-te).
      Piękny był!
      Biały, bawełniany, cieniutkie ramiączka i perełka na złotym druciku
      pomiędzy miseczkami!
      Ach jak się ucieszyłam! Mam biustonosz! Będę go nosić zawsze!
      Po dwóch dniach męczarni doszłam do wniosku, że nigdy nie będę nosić
      biustonosza, żadnego!
      To był taki fason: do dwóch trójkątów doszyto cienkie ramiączka i
      taka sama cienka taśma jak w ramiączkach tworząca obwód, zapięcie
      jedno pojedyncze - bez możliwości regulacji...
      Aż się dziwię, że dwa dni w tym biustniku chodziłam - tak mi się
      wrzynał w ciało po obwodzie!
    • daslicht Re: Dawno , dawno temu... 22.07.08, 00:44
      Mój pierwszy stanik pojawił się jak już wszystkie moje koleżanki w
      klasie miały oprócz mnie. Miałam jakieś 13-14 lat, poszłam z mamą na
      zakupy i kupiłyśmy biały, elastyczny, rozciągliwy jak sam czort,
      bawełniany staniczek w rozmiarze 70A (obstawiam, że powinno być
      raczej jakieś 60C). Zachwycałam się jaki to on delikatny, jakie ma
      ramiączka 1cm szerokości, pojedyncze zapięcie (mama nosiła
      wielgachne chomąta, Doreen i podobne). Po jakimś czasie okazało się,
      że pod moimi raczej ciemnymi bluzkami biały stanik za długo czysty
      nie będzie, więc szukałysmy czarnego elastyka, ale nigdzie nie było,
      więc w końcu kupiłyśmy koronkowy z drutami (70A). Drapał niczym
      wściekły kot, jak podciągnęłam ramiaczka, biust wychodził dołem, jak
      wydłużyłam, to górą. Pamietam, ze na klatce schodowej rozglądałam
      się czy nikt nie idzie, podciągałam bluzkę i drapałam się
      intensywnie po klatce piersiowej :)

      Potem zmieniłam rozmiar na 70B, nastepnie na 70C. Nie poszerzałam
      obwodu, gdyż kojarzyłam go z grubością, a "ja przecież nie
      przytyłam, tylko mam cycki większe". Jednak z 70C był problem, bo
      obwody zaczynały się od 75. Wykłócałam się z babami, że "nie chcę
      żadnego 75, nie widzisz kobieto, ze chuda jestem?!". Ale udało się
      zdobyć Triumpha (haha! radośc wielka!) biały elastyk 70C, miałam
      jeszcze biały z wyjmowanymi wkładkami-szmatkami i czerwony 90%
      gąbki, który lubiłam nosić, żeby mnie za chłopaka nie brali, bo 70C
      przy wzroście wówczas 170-parę to niewiele :) Czarnego elastyka nie
      zdobyłam nigdy, ale udało się kupić Atlantika niebieskiego z
      podwójnymi ramiączkami, który miał przeszycie w połowie i robił mi
      cztery piersi. Bywało, że mama dostawała od koleżanek stare staniki
      po ich córkach lub przywoziła jakieś kolorowe cudeńko (np dżinsowe)
      z wycieczek, wtedy było to oczywiście jedyne słuszne 75B.

      A potem jak miałam 17-18 lat, dostałam hormony, z 62kg zrobiło się
      prawie 100, z małych piersi (czasem rozmyślałam "czy ja będę całe
      życie mieć małe cycki?" i dostałam za swoje ehehe :) ) zrobiły się
      porozciągane balony. Dostałam wtedy stanik po córce koleżanki mamy,
      która była nieco grubsza i nosiła 80D. A że był niewygodny,
      zmieniłam go na prawie dziesięcioletnie stare czarne Doreeny mamy w
      rozmiarze 90E i nosiłam je prawie cały czas. A potem jak zjechałam
      do 70kg, stwierdziłam że jestem za chuda na 90E i wymieniłam na
      Triumphy 75E, bo sądziłam, że miska się nie zmienia. Dostałam tez
      międzyczasie śliczny, zielony z fioletowo-czerwonym haftem,
      przezroczysty komplet bielizny 80E, ale założyłam go tylko kilka
      razy na specjalną prośbę, bo był niewygodny. Z 75E wyskakiwał mi
      biust górą, więc nosiłam jeszcze do tego roku te Doreeny 90E, a
      mniejszy obwód zakładałam tylko do dekoltów.

      A potem wiadomo, LB, zmiana rozmiaru 75E na 65P i w sumie dalej
      namioty, tylko w dobrym rozmiarze :)
      • agata272 OT do Daslicht. 22.07.08, 02:15
        Daslicht, jestem ciekawskim baskiem i spytam - jakie hormony musiałaś brać, że
        ci się tak na wagę rzuciło?
        • daslicht Re: OT do Daslicht. 22.07.08, 03:45
          Ciekawość pierwszym stopniem do piekła :P

          A ze mnie ładna pływaczka nrdowska... tylko bez kostiumu, bo okazał
          się za krótki :)
          • agata272 Re: OT do Daslicht. 22.07.08, 03:53
            Heh,to co mam powiedzieć ja - wyższa o 5 cm i cięższa o 10-15 kilo od ciebie, w
            zależności od momentu cyklu :). Znowu skończy się na jakimś Decathlonie, w
            którym cycki poprawiam z każdym wynurzeniem - Panache na wzrost powyżej 170 cm i
            30J przy mojej wadze nie ma mi nic do zaproponowania :). A w dwuczęściowym nie
            pójdę - szkoda Frei na chlorowaną wodę.
      • kuraiko Re: Dawno , dawno temu... 22.07.08, 04:27
        lol, to ostatecznie na wadze tylko 8kg w górę (po schudnięciu, w
        stos. do 62kg), za to w biuście porównując o wiele więcej ;)
        w sumie fajny efekt hehh utyć - schudnąć - i tak mieć większy biust
        niż kiedyś....
        ale żeby jakiejś dziewczynie nie wpadło do głowy zastosować tego na
        sobie xD (hm hmmm jak bym chciała, to mogłabym utyć jakieś 10-15kg
        bez problemu hmmm Geez co mi przychodzi do głowy o tej porze :P)
        • lafere Re: Dawno , dawno temu... 22.07.08, 10:37
          Przypomniała mi się jeszcze jedna stanikowa historyjka, co prawda
          dość świeża, bo sprzed kilku lat. Gryzący stanik!Było tak strasznie,
          że musiałam wyjść z zajęć i zdjąć stanik w toalecie! Na szczęście
          był miękki i zmieścił się do kieszeni:D Ale po tej historii dłuugo
          nie kupowałam staników ze szwami w środku misek.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka