wilhelm4
24.07.06, 19:13
Musze sie tam kiedys w najblizszym czasie
wybrac na spacerek/rekonesans - nie wiedzialem :
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3503116.html
Gliwiczanie.pl ratują kawałek historii Śląska
Tomasz Malkowski 23-07-2006, ostatnia aktualizacja 24-07-2006 11:39
Prawie 200-letni cmentarz hutniczy w Gliwicach jeszcze niedawno był ruiną.
Uratowała go grupa zapaleńców z forum gazeta.pl
Dawny cmentarz hutniczy to kawałek historii nie tylko gliwickiej dzielnicy
hutniczej, ale i całego przemysłu górnośląskiego. Spoczywa tu John Baildon,
którego zasługi dla rozwoju hutnictwa są niepodważalne. Jest też tu grób
Theodora Kalidego, największego artysty, który pracował dla Królewskiej
Odlewni Żeliwa (dzisiejszy GZUT). Przez ostatnie dziesięciolecia cmentarz
popadał w ruinę.
- Pierwszy raz pojawiłam się tu w 2002 roku i byłam przerażona jego stanem.
Nie godzi się przecież, by tak wyglądało jedno z ważniejszych miejsc w
mieście - opowiada Małgorzata Malanowicz, pomysłodawczyni ratowania
zabytkowej nekropolii. Zebrała wspaniałą ekipę, która wcześniej poznała się
na internetowym forum "Gazety". Wszyscy byli zakręceni na punkcie historii
Gliwic i chcieli zrobić coś pożytecznego. Założyli stronę www.gliwiczanie.pl,
a w sierpniu 2002 roku po raz pierwszy pojawili się na cmentarzu. To był
jednak dopiero początek. W kwietniu 2004 roku zarejestrowali się jako
Stowarzyszenie "Gliwickie Metamorfozy". W każdą sobotę spotykają się na
cmentarzu, gdzie pracują przy jego odrestaurowaniu.
- Nie był to cmentarz wyznaniowy, ale zakładowy, hutniczy. Dlatego figury na
większości płyt nagrobnych, a także płotki czy łańcuchy były wykonane z
żeliwa. Te urokliwe elementy stały się przyczyną zguby cmentarza. W
większości padły ofiarą złomiarzy - opowiada Malanowicz.
Dewastacji dopuściły się w latach 50. zeszłego wieku władze komunistyczne. Z
ich nakazu skuto większość napisów niemieckich z kamiennych płyt. Dlatego tak
trudno dziś odszyfrować, kto spoczywa w danym miejscu. Członkowie
stowarzyszenia prowadzą iście detektywistyczne dochodzenia. W archiwalnych
gazetach wertują nekrologi, porównują stare fotografie ze stanem obecnym.
Przyroda uchroniła część zabytkowych grobów, które obrosły grubą warstwą
dzikiego bluszczu. - Metr po metrze przekopujemy ziemię, odnajdujemy
fragmenty tablic, odtwarzamy ścieżki. Musimy wyrywać bluszcz, ale zaraz potem
sadzimy go na nowo. Nie chcemy, by cmentarz stracił swoją tajemniczą aurę -
mówi Malanowicz.
Na cmentarzu spotykam Leszka Szyntera, elektryka z kopalni Sośnica. - Zbieram
stare fragmenty płyt nagrobnych, potem w domu je sklejam. Sam musiałem
nauczyć się kamieniarstwa. Ciągle znajduję coś pięknego, np. kawał pięknej
figury anioła, wykonanej z alabastru - mówi Szynter.
Gliwiccy urzędnicy latami tłumaczyli, że nie mają pieniędzy na remont.
Niedawno jednak postanowili pomóc stowarzyszeniu i zdecydowali o postawieniu
nowego, kamiennego ogrodzenia. Jego projekt wykonała społecznie Malanowicz, z
zawodu architekt. Dodatkowo na cmentarzu pojawiły się dwie latarnie, a
wkrótce zamontowane zostaną kamery. - Być może wtedy oryginalne elementy
żeliwne będą mogły wrócić na swe miejsce. Na razie trzymamy je w domach.
Marzy nam się jeszcze, żeby tylna brama przypominała dawną kaplicę pogrzebową
z kolumnadą. Mamy ją na archiwalnych zdjęciach - mówi Malanowicz.
Stowarzyszenie tworzy bardzo różnorodną wiekowo i zawodowo grupę. W sobotnim
upale pracowało młode małżeństwo, Anna i Marek Kołodziejowie. - Jesteśmy z
Gliwic, więc możliwość zrobienia czegoś pożytecznego dla rodzinnego miasta
jest dla nas wielką frajdą. W stowarzyszeniu działamy od początku tego
sezonu - mówi Marek, tegoroczny absolwent Politechniki Śląskiej.
Członkom stowarzyszenia udało się odnowić z własnych pieniędzy kilka
nagrobków, m.in. Kalidego i Gerarda Peschkego, głównego inspektora huty.
Pieniądze pochodziły ze sprzedaży przewodnika po Gliwicach, który stworzyli w
czasie swoich licznych wędrówek po mieście. Wydali go na płycie CD, bo żadna
książka nie pomieściłaby 500 zdjęć. Właśnie pracują nad kolejnym
przewodnikiem, tym razem po okolicach Gliwic. Za zarobione pieniądze chcą
odnowić kolejne nagrobki. - Marzę, żeby powstało tu miejsce pamięci, bo jak
na cmentarz jest za mało nagrobków. Tutaj można poznać historię miasta
poprzez historię ludzi mieszkających i tworzących na tej ziemi. Mógłby to być
rodzaj lapidarium, bo często znajdujemy nagrobki na polach czy u kamieniarzy -
mówi Malanowicz.