no niezupełnie może o tej porze, ale w okolicach, wróciłam od Pani doktor,
która stwierdziła, że co jak co, ale dzisiaj to ja na pewno nie urodzę!
Może za kilka dni (to był poniedzialek, a termin miałam na sobotę) i jakby
coś to ona ma dyżur w piątek

(mój mąż do dzisiaj się śmieje, że było ze mną nie zaczynać, bo ja na złość
jestem w stanie wszystko zrobić

)
Oczywiście w międzyczasie zdążyła mnie zirytować wypisując mi urlop
macierzyński zamiast zwykłego zwolnienia - nigdy nie zrozumiem dlaczego
denerwują kobiety przed samym porodem taką pierdołą, psa miałam w wózku wozić
w celach treningowych, czy jak?!
Wyluzowana kładłam się spać (23:25), mój mąż umówił się z kolegą na rower na
dzień następny (tu kolega mi wypomniał, ze specjalnie urodziłam, żeby Piotrka
nie puścić

), kiedy poczułam że coś mam mokro

Dziwnie mi się nogi trzęsły, mąż śmiał się też nieco sztucznie i
histerycznie, ale że nie było bóli postanowiliśmy zostać jeszcze w domu.
O 3, na wszelki wypadek pojechaliśmy jednak do szpitala. W sumie
niepotrzebnie.
Jako niesłychana szczęściara, miałam regularne bóle bez rozwarcia.
Podczas wizyty lekarze spytali mnie czy chce oxytocynę(szkoda, ze nie
zapytali czy nie skoczyłabym sobie na Kretę albo kawkę! w końcu oni mnie
badali, więc jako osoby kompetentne powinni zadecydować czy podać czy jeszcze
nie, to tak jakby prawnik pytał klienta w jaki sposób ma prowadzic jego
sprawę!), na moje - nie wiem, Pani doktor stwierdziła poufale, że jeszcze
zaczekamy i poszła do domu, nie racząc mnie juz swoja obecnością.
Kilka godzin później przyszedł lekarz dyżurujący, obrażony na mnie
smiertelnie, bo przecież odmówiłam przyjecia kroplówki - wnerwiłam się lekko,
bo co jak co, ale te kilka godzin w bólach dały mi w kość, a ten mi tu
wyjeżdża z pretensjami, jakbym zajmowała miejsce w kolejce do centrum
rekreacyjnego!!!
Po mojej przemiłej odpowiedzi i ustaleniu kto tu jest lekarzem, a kto
pacjentem, spuścił z tonu i podał mi oxytocynę - o 16!
I wtedy się dowiedziałam co to są bóle, na dodatek takie które nie mają
konca!!! miałam wrażenie, że w zasadzie nie ma stanów pośrednich!
W międzyczasie mój mąż zdążył pojechać do pracy, wykąpać się w domu, zjeść
coś, wrócić do mnie na salę, masować mi plecy oraz zasnąć na nich, za co
zostały wyciagnięte konsekwencje

Wreszcie przed 20 dostałam bóli partych i zobaczyłam światełko w tunelu

Równo o 20 przywitaliśmy Katarzynę

Piotrek płakał, ja miałam tak dosyć, że chyba nawet nie umiałam się cieszyć
dzieckiem.
Tak naprawdę odczuwałam tylko ogromną ulgę, że to już koniec.
W swojej naiwności myślałam, ze teraz to już będzie sama rozkosz!

.... i
jest!

)))