Gość: Erb
IP: *.chello.pl
28.07.04, 15:56
Przyznam, że od dawna miałam zamiar napisać na ten temat , ale natchnął mnie
atrykuł w dzisiejszej Polityce poświęcony zasadom wychowania.
Jestem matka dwojga dzieci w wieku szkolnym ( świeżo upieczony gimnazjalista
i tegoroczna maturzystka). Ponadto z racji wykonywanego zawodu dość często
obserwuję ludzi w sytuacjach niecodziennych, stresowych. Od dawna opadają mi
ręce- młodzi ludzie (i niestety nie tylko młodzi) nie potrafią zachować się
praktycznie w żadnej sytuacji.
Krzyk ( i oby tylko krzyk) jest podstawową formą rozładowywania napięcia,
niepewności i strachu. Wszechobecna agresja wyładowywania na słabszych lub
podległych sobie ( albo takich w mniemaniu agresorów). Przeklinanie ponad
jakąkolwiek miarę,k.., ch.., p..ć stały się popularnymi przerywnikami, prawie
zastępującymi przecinek.
O zachowaniu się przy stole nie powinnam nawet wspominać. Nóż i widelec - to
zbędne "instrumenty", napoje pochałaniane z butelek, siorpanie. Nikogo nie
razi gazeta na stole- albo czytana albo pełniąca rolę serwetki.
Nieśmiało napomknę o ubieraniu sie nieadekwatnym do sytuacji ,
nieumiejętności wiązania krawatu...
Ale ad rem. Nie wszyscy mieli okazje i szczęście, aby dobre maniery wynieść z
domu. Nie jest to niczyja wina, nikt nie wybiera sobie ani rodziców ani
środowiska. Pauperyzacja społeczeństwa w ciągu ponad 40 lat spowodowała to co
mamy dziś, ale czy musimy sie z tym godzić? Czy mamy dawać przyzwolenie na
wszechobecne chamstwo, prostactwo czy po prostu brak elementarnych zasad
dobrego wychowania ? Moim zdaniem nie.
I dlatego proponowałabym , aby w szkołach pojawiły się, chocby w ramach
godziny wychowawczej, zajęcia savoir vivru. Na początek może tego szkolnego.
- Jak zachować się gdy coś nie wyjdzie?
- Jak godnie przyjąć sukces kolegi?
- Jak zrozumieć, że zyją wśród nas i mniej zdolni i kaleki i mniej zamożni i
gorzej wykształceni - i im także nalezy się szacunek.
- Jak panować nad stresem, jak walczyć z chamstwem?
Na potem proponuję lekcje z zakresu zachowania przy stole, w miejscach
publicznych .
Może znajomośc zasad i stosowanie ich sprawi, że w tych stresujących czasach
będzie nam się żyło lżej.
P.S. Mój młodszy syn chodził do niepublicznej szkoły podstawowej. Takiej, do
której zapisuje się dzieci jeszcze w łonie matki. Myslałam, że chociaż tam
będzie mniej grubiaństwa i złego wychowania. Omyliłam sie, a przypieczętował
to syn właściciela owej placówki, młodzieniec o pokaźnej masie, uczeń
rzeczonej szkoły, gdy rozpychając się w drzwiach łokciami torował sobie drogę
do wyjścia . Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji.