Dodaj do ulubionych

Jak studiować bez granic

05.11.04, 22:02
Cenna inicjatywa. Warto też, żeby rektorzy i ministrowie zastanowili się nad
taką zmianą prawa w Polsce, aby pracownicy naukowi bez przeszkód mogli być
zatrudniani na różnych uczelniach w Polsce, stosownie do kwalifikacji. Żeby
profesor Harvardu bez habilitacji mógł być także profesorem w Polsce. By
doktor w Polsce miał realną, a nie tylko teoretyczną możliwość samodzielnego
prowadzenia badań naukowych. Żeby zatrudnienie na polskich uczelniach
następowało w drodze autentycznego konkursu, na który zgłoszą się dziesiątki
aplikantów, a nie tylko ten jeden oficjalnie nominowany przez dyrektora
instytutu. Żeby polscy naukowcy mieli na uczelniach te same prawa, co
cudzoziemcy. Wtedy dopiero będzie można mówić o wspólnej przestrzeni
szkolnictwa wyższego.
Obserwuj wątek
    • Gość: ww Re: Jak studiować bez granic IP: *.siedlce.dialup.inetia.pl 05.11.04, 22:16
      informatyka.net ## Aukcje. Zarejestruj sie juz dzisiaj. ## Nie wiem jak
      to zrobią, ale oby nie zepsuli tego na starcie (jak z wieloma inicjatywami bylo
      u nas...) Mam nadzieje ze sie uda, bo pomysl jest przedni..
    • Gość: Habil Re: Jak studiować bez granic IP: *.posc.mu.edu 06.11.04, 00:16
      Poprzednik napisal:
      "Warto też, żeby rektorzy i ministrowie zastanowili się nad
      > taką zmianą prawa w Polsce, aby pracownicy naukowi bez przeszkód mogli być
      > zatrudniani na różnych uczelniach w Polsce, stosownie do kwalifikacji. Żeby
      > profesor Harvardu bez habilitacji mógł być także profesorem w Polsce."

      Etat profesora na polskiej uczelni lub w instytucie naukowym mozna otrzymac z nominacji
      i bez habilitacji. Profesorom z Harvardu nic wiec formalnie nie przeszkadza by przyjezdzali
      do pracy w Polsce.

      W wielu zachodnich krajach (np. USA) na uczelniach pracuja (zwykle)
      osoby ze stopniem doktora, zatrudnieni w drodze autentycznego konkursu.
      Nie ma habilitacji, ale jest "tenure". Teniura to przywilej stalej pracy. Otrzymuje
      sie ja po kilku latach okresu probnego, w wyniku specjalnego postepowania kwalifikacyjnego.
      Nieotrzymanie teniury jest rownowazne z utrata pracy.
      Tak wiec teniura jest w pewnym sensie odpowiednikiem habilitacji.

      Teniura nie jest rozwiazaniem idealnym . Dopoki
      sie jej nie dostanie musza w wielu przypadkach do lizusowsta
      i ostroznosci, aby sie nikomu nie narazic.

      W ramach toczacej sie w kraju dyskusji na temat przydatnosci habilitacji
      pragne dorzucic swa uwage, ze likwidowanie stopnia dr.hab jest niebezpieczne,
      jesli nie wprowadzi sie w zamian teniury.
      Zarowno koniecznosc zdobywania habilitacji jak i teniury zmusza do wytezonej
      pracy, co zdrowo dziala na mlodych naukowcow.
      • Gość: zyx Re: Jak studiować bez granic IP: *.chello.pl 06.11.04, 01:22
        Wydaje mi się, że między teniurą a habilitacją są jednak istotne różnice:
        1. Bez teniury można prowadzić i recenzować prace doktorskie
        2. Ma się jakiś wpływ na to co się dzieje na uczelni
        3. Żeby teniurę uzyskać, poza lizosostwem, w USA trzeba jednak mieć
        pewien dorobek naukowy. W Polsce żeby mieć habilitację wystarczy samo
        lizosostwo.

        Gość portalu: Habil napisał(a):

        > Teniura nie jest rozwiazaniem idealnym . Dopoki
        > sie jej nie dostanie musza w wielu przypadkach do lizusowsta
        > i ostroznosci, aby sie nikomu nie narazic.

        > Zarowno koniecznosc zdobywania habilitacji jak i teniury zmusza do wytezonej
        > pracy, co zdrowo dziala na mlodych naukowcow.

        W Polsce na pewno nie jest to praca naukowa. Raczej ćwiczenie się w
        podlizywaniu, fałszu i obłudzie. Nie uważam żeby to było zdrowe.
      • Gość: Ewa Kostarczyk Nauka bez granic? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.11.04, 11:49
        O konformistycznej postawie polskich środowisk szkolnych, akademickich i
        naukowych mówiono już w kuluarach od lat 50-tych ubiegłego wieku. Właściwa była
        też społeczna diagnoza, że wszystkiemu winny awans społeczny. Nikt się tym
        jednak nie przejmował, ba nie można było nawet o tym pisać. W latach 70-tych
        pomimo filmów Zanussi’ego, które podejmowały tematykę konformizmu polskich elit
        akademickich, nadal obowiązywały punkty na egzaminy wstępne za pochodzenie
        społeczne, a marcowi docenci na dobre opanowali polskie uczelnie oraz instytuty
        naukowe. Niektórych z nich do tej pory nie można ruszyć. Awans społeczny nadal
        zbiera żniwo.
        Co złego w awansie społecznym? Nie neguję, że w populacji zdolności i talenty
        rozrzucone są w sposób przypadkowy w związku, z czym dostępność nauki powinna
        być równa. Jednak, nie tylko o zdobycie wykształcenia tutaj chodzi. Uczelnie
        wyższe, kształcą nie tylko w zawodzie, kształcą światopoglądowo. Absolwent
        uczelni wyposażony jest w świadomość swojej specyficznej reprezentatywności
        oraz ulokowania w świecie. Studenta Oxfordu nie zainteresują studia podyplomowe
        na Uniwersytecie Jagiellońskim, a student prywatnej Wyższej Szkoły Psychologii
        Społecznej z trudem nawiąże intelektualny kontakt ze studentem psychologii na
        Uniwersytecie w Cambridge. Nie z przyczyn językowych, z przyczyn
        światopoglądowych. Przeskakiwanie tych barier zabiera lata samodzielnej pracy,
        podczas której polski absolwent musi rozbić w sobie mity wtłaczane mu przez
        rodzimych wychowawców: o dobrej jakości polskich uczelni, o dokonaniach
        polskich naukowców w świecie, o cudownych polskich tradycjach akademickich.
        Niestety, powyższe mity nadal są nam wciskane do głów jako silne punkty
        polskiego życia akademickiego.
        Znakomita większość polskich samodzielnych pracowników naukowych to pazernie
        trzymające się na kilku etatach osoby w wieku emerytalnym oraz ich wierni
        uczniowie. Chociaż, w każdym innym obszarze działalności dawno zmuszono by
        zacnych profesorów do przejścia na emeryturę, polskie ustawodawstwo ich
        ochrania, w imię wdzięczności za przejście do elit wybrańców chronią ich często
        również uczniowie, pozwalając szanownym profesorom wyrobić na kilku etatach
        jakąś przyzwoitą emeryturę. Od strony ekonomicznej temat ten był omawiany przez
        wielu publicystów i drenaż budżetu polskich instytucji dydaktyczno-naukowych
        dla realizacji w/w celów jest już dla wszystkich oczywisty. Skupmy się, zatem
        na problemie wyrabiania światopoglądu naukowego u studentów oraz młodych
        pracowników nauki przez aktualne gremium polskich samodzielnych pracowników
        naukowych. Profesorowie i docenci często z nadania belwederskiego, jeszcze
        częściej z polityczno-towarzyskich układów, słabo znający języki obce, z reguły
        po podstawowym wykształceniu uniwersyteckim zdobytym w którejś z naszych nie
        najlepszych uczelni. Dobrze, jeśli niektórzy z nich mogą poszczycić się jakimś
        kilkunastomiesięcznym stażem zagranicznym. Czy są wśród nich tacy, którzy
        zdolni są do obudzenia w młodych ludziach typowej dla inteligenta
        niepokorności?
        Paragraf 1.8 „Dobrych obyczajów w nauce” wydanych przez Komitet Etyki w
        Nauce PAN nakazuje pracownikowi naukowemu przyjmowanie postawy krytycznej: „W
        swojej działalności profesjonalnej pracownik nauki szanuje poglądy autorytetów
        naukowych, ale wyżej niż autorytety stawia rzeczowe argumenty. Pracownika nauki
        powinna cechować stała gotowość do kwestionowania, rewidowania i odrzucania
        teorii, nawet będącym jego własnym dorobkiem, jeśli nie wytrzymuje próby
        racjonalnej krytyki lub konfrontacji z faktami.”
        Ilu aktualnych samodzielnych pracowników nauki postępuje według tej
        podstawowej, niezbywalnej reguły zapewniającej ciągły postęp w nauce? Większość
        pracowników naukowo-dydaktycznych, na każdym szczeblu awansu przyjmuje postawę
        konformistyczną, nie zasługując, zatem nawet na miano naukowca czy dydaktyka.
        Dlaczego? Otóż jestem przekonana, że powoduje nimi nie tylko strach przed
        utratą trudnego do zdobycia etatu lub brak poczucia wartości własnych
        przekonań. Przyczyną tego stanu rzeczy jest również brak odpowiednich wzorów
        zachowania oraz wzorów postaw. Polski system nauczania jest ciągle systemem
        statycznym. Wykładowca przekazuje niepodważalną wiedzę i wymaga jej
        przyswojenia. Nie zasiewa żadnego ziarna zwątpienia, być może żeby się samemu
        nie pogubić?
        Tomas Huxley mówił: „…nowe prawdy rozpoczynają się jako herezje, a kończą jako
        przesądy”. I dlatego rozwój angielskiej myśli naukowej w XIX i XX wypracował
        jedyny możliwy system nauczania oraz awansu naukowego, który gwarantuje szybki
        i skuteczny rozwój nauki. System ten jest jedynym obowiązującym systemem
        obowiązującym we współczesnym, szybko rozwijającym się świecie naukowym. Ten
        system posługuje się odpowiednim typem kształcenia myślenia
        nonkonformistycznego, podważania autorytetów, dostarczania wiedzy
        interdyscyplinarnej, umiejętności korzystania z technik multimedialnych oraz
        globalnej sieci wymiany informacji (e-mail, Internet, telefon internetowy).
        Sadzę, że naukowiec, który w takim optymalnym dla współczesnego świata systemie
        przepracował dwa lata nie jest w stanie przystosować się do obowiązującego w
        Polsce systemu szkolnictwa, który przypomina nieco epokę Apuchtina. Polskich
        naukowców, którzy wyjechali z naszego zaścianka nie tyle odstraszają niskie
        pensje oraz brak perspektyw na Nobla, o ile: brak poszanowania dla myślenia,
        konieczność podporządkowania się fałszywym autorytetom, niedouczenie środowiska
        naukowego, porzucenie aktualnych problemów nauki, brak łatwego dostępu do
        środków przekazu informacji naukowej, brak ciekawości poznawczej studentów.
        I w końcu, nieuchronne wyobcowanie spowodowane prezentowaniem odmiennych
        wartości.
      • khmara Re: Jak studiować bez granic 06.11.04, 13:27
        Gość portalu: Habil napisał(a):

        > Poprzednik napisal:
        > "Warto też, żeby rektorzy i ministrowie zastanowili się nad
        > > taką zmianą prawa w Polsce, aby pracownicy naukowi bez przeszkód mogli być
        > > zatrudniani na różnych uczelniach w Polsce, stosownie do kwalifikacji. Żeby
        > > profesor Harvardu bez habilitacji mógł być także profesorem w Polsce."
        >
        > Etat profesora na polskiej uczelni lub w instytucie naukowym mozna otrzymac z
        > nominacji i bez habilitacji. Profesorom z Harvardu nic wiec formalnie nie
        > przeszkadza by przyjezdzali do pracy w Polsce.

        Właśnie. Z nominacji. W praktyce oznacza to, że można zatrudnić na stanowisku
        profesora osobę tuż po doktoracie zrobionym na Zachodzie, z praktycznie żadnym
        dorobkiem naukowym (osobiście znam co najmniej dwa takie przypadki). Natomiast
        nie można zatrudnić w ten sposób osoby legitymującej się polskim paszportem, bez
        względu na dorobek naukowy. Druga sprawa - profesor z Harvardu nie znajdzie w
        Polsce pracy, ponieważ dorobek naukowy i chęć szczera do powrotu do kraju nie
        wystarczą. Stanowiska profesorskie są tylko dla protegowanych.

        > W wielu zachodnich krajach (np. USA) na uczelniach pracuja (zwykle)
        > osoby ze stopniem doktora, zatrudnieni w drodze autentycznego konkursu.

        No, właśnie. O to się wszystko rozbija. Profesor z Harvardu nie znajdzie w
        Polsce pracy, ponieważ w Polsce nie ma autentycznych konkursów.

        > Nieotrzymanie teniury jest rownowazne z utrata pracy.
        > Tak wiec teniura jest w pewnym sensie odpowiednikiem habilitacji.

        Drobne uzupełnienie: nieotrzymanie teniury nie wyklucza starania się o pracę
        gdzie indziej. W Polsce niezrobienie habilitacji w określonym terminie wyklucza
        z zawodu, ponieważ znalezienie pracy gdzie indziej jest praktycznie niemożliwe
        (brak autentycznych konkursów). O zawodowym być albo nie być w Polsce decyduje
        nie dorobek naukowy, ale opinia przełożonego.

        > W ramach toczacej sie w kraju dyskusji na temat przydatnosci habilitacji
        > pragne dorzucic swa uwage, ze likwidowanie stopnia dr.hab jest niebezpieczne,
        > jesli nie wprowadzi sie w zamian teniury.

        Zniesieniu habilitacji musi towarzyszyć jasne sprecyzowanie kryteriów awansu
        akademickiego. To nie ulega żadnej wątpliwości. Tak samo jak fakt, że
        habilitacja w polskim wydaniu jest kluczowym elementem stalinowskiego skansenu
        naukowego w Polsce.


        • Gość: hab Re: Jak studiować bez granic IP: *.milwaukee.k12.wi.us 07.11.04, 04:13
          Tak samo jak fakt, że
          habilitacja w polskim wydaniu jest kluczowym elementem stalinowskiego skansenu
          naukowego w Polsce.

          To jest bzdura. Habilitacja obowiazuje w Niemczech i
          w wielu innych panstwach. W Polsce habilitacja nie
          podoba sie glownie tym, ktorzy nie maja szansy na jej zdobycie,
          ale mieliby ochote na awans.
          • gaia80 Re: Jak studiować bez granic 07.11.04, 07:02
            To jest bzdura. Od hab odchodzi się w Niemczech i w innych krajach. Za
            habilitacja są ci, którzy ja zdobyli i chca mieć z tego profity do końca
            zywota, bez rozliczania ich dzialalności - czyli taki dożywotni immunitet.
            Znakomicie hamują rozwoj innych, często o głowy ich przewyższających.
          • khmara Re: Jak studiować bez granic 07.11.04, 15:22
            Gość portalu: hab napisał(a):

            > To jest bzdura. Habilitacja obowiazuje w Niemczech i
            > w wielu innych panstwach. W Polsce habilitacja nie
            > podoba sie glownie tym, ktorzy nie maja szansy na jej zdobycie,
            > ale mieliby ochote na awans.

            To jest demagogia. Habilitacja w Niemczech czy Francji to zupełnie co innego niż
            habilitacja i CKK w Polsce. W Polsce habilitacja była nawet przed wojną -
            oznaczała prawo do prowadzenia wykładów na konkretnej uczelni i nic poza tym.
            Bardzo proszę ustalić konkretne kryteria awansu akademickiego, np. liczba
            publikacji w czasopismach z Listy Filadelfijskiej, liczba cytowań. Cokolwiek w
            miarę obiektywnego, chętnie się podporządkuję. Bo obecnie liczą się tylko
            przymiotniki, np. "znaczący dorobek" (10 artykułów w Zeszytach Naukowych Wyższej
            Szkoły Gotowania na Gazie), "wartościowa rozprawa" (opublikowana w nakładzie 60
            egz. w wydawnictwie ReklamaPress). W ten sposób przez habilitacyjne sito CK
            można przepchnąć największego bałwana, jeżeli ma dobre koneksje, a zatrzymać
            najwybitniejszych, jeżeli są niewygodni, np. "skromny dorobek" (tylko 10
            artykułów w recenzowanych czasopismach z LF), "rozprawa wydana w mało znanym
            wydawnictwie uczelnianym" (Cambridge University Press).
          • Gość: zyx Re: Jak studiować bez granic IP: *.chello.pl 07.11.04, 21:33
            Gość portalu: hab napisał(a):

            > W Polsce habilitacja nie
            > podoba sie glownie tym, ktorzy nie maja szansy na jej zdobycie,
            > ale mieliby ochote na awans.

            Zapewniam Pana, że jak ktoś ma pewną liczbę ważnych publikacji w liczących się
            czasopismach i poprzez cytowania ma potwierdzenie, że to co robi ma sens i
            znaczenie dla rozwoju cywilizacji, to ma gdzieś wszystkie te polskie stanowiska
            i tytuły. Ważne jest dla niego tylko to, żeby z powodu szarogęszenia się
            lokalnych prymitywów, którzy są naukowymi zerami, ale za to znają się świetnie
            na włażeniu w d... i mają plecy, nie utracił możliwości kontynuacji swojej
            pracy.
            Nie chodzi więc o awans osobisty, bo to co on daje jest niewiele warte w
            porównaniu ze wspomnianą wyżej satysfakcją.
            Jeśli już, to chodzi o awans Polski i polskiej nauki w światowych rankingach
            (bardzo mi przykro ale odzwierciedlają one poziom nauczania oraz badań w danym
            kraju), w których jest nieobecna. Jeśli ktoś uważa że nie ma się czym
            przejmować, to jest durniem albo łotrem.
            • Gość: zyx Małe są szanse, że hab zrozumie, tym niemniej... IP: *.chello.pl 07.11.04, 22:18
              Żeby zrozumieć o co chodzi, może warto przeczytać posta califirniana
              z Warszawy:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=15945573&a=17382329
              Podliczył cytowania niektórych osób, w tym m.in. Ewy Kostarczyk (wróciła z
              Zachodu ze świetnym dorobkiem i jest tępiona w Polsce) i wyszło mu:

              Ewa Kostarczyk 99

              Jest to rewelacyjna liczba jak na osobę, która musi sama nad wszystkim
              pracować, nie dopisuje się do prac kilkudziesięciu doktorantów. I proszę sobie
              wyobrazić, że kogoś takiego system polskiej nauki nie chce, potraktował jak
              obce ciało i się pozbył.

              Californian, wyraźnie pod wrażeniem, zaproponował Pani Kostarczyk pomoc w
              zrobieniu habilitacji w Polsce:

              > Sprawia Pani wrażenie wspaniałej kobiety – pełnej
              > ciepła, humanizmu i wiary w ideały – niestety niezbyt zaradnej. Jestem całym
              > sercem z Panią. Każdy jest jednak kowalem swojego losu, życie bywa brutalne a
              > Pani popełniła kilka błędów. Jeśli chce jeszcze Pani powalczyć, jest Pani w
              > stanie uzyskać odpowiednie referencje i oświadczenia ewentualnych współautorów
              > prac mających wejść w zakres habilitacji, to proszę dać znać. Może coś da się
              > zrobić.

              I proszę sobie wyobrazić jaką na to uzyskał odpowiedź:

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=15945573&a=17396764

              > Żałosna propozycja.

              > Dla informacji forumowiczów: to nie jest pierwsza taka propozycja odkąd
              > zajęłam się tego typu publicystyką. Sądzę wręcz, że co poniektórzy
              > przekalkulowali, że może lepiej żebym zajmowała się tym czym tak naprawdę
              > powinnam sie zaimować?
              > Zacytuję tu moją odpowiedź: Habilitacja od lat dwóch przestała być w centrum
              > moich zainteresowań, ponieważ w żaden sposób nie widzę sensu zaistnienia wśród
              > polskich samodzielnych pracowników nauki, ani w prowadzeniu w Polsce badań
              > naukowych ani nawet w nauczaniu akademickim w taki sposób w jaki sprawiałoby
              > mi to satysfakcję.
              ...
              > Jeśli włączyłam się do ogólnej akcji zorientowanej na zmianę ustawy o
              > szkolnictwie wyższym uczyniłam to nie dla korzyści osobistych lecz czysto
              > ideowych.

              Czy to co robi Pani Kostarczyk w ogóle takim panom hab (" W Polsce habilitacja
              nie podoba sie glownie tym, ktorzy nie maja szansy na jej zdobycie, ale mieliby
              ochote na awans.") się mieści w głowie? Że może chodzić nie o własną korzyść,
              tylko o sprawę?
              • Gość: Ewa Kostarczyk Zaproszenie do dyskusji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.04, 15:22
                ZAPROSZENIE DO DYSKUSJI NAD REPREZENTACJĄ W PAŃSTWOWYCH ORGANACH
                USTAWODAWCZYCH ORAZ ADMINISTRACYJNYCH PROBLEMÓW NAUKI I SZKOLNICTWA

                Na Forum: POLITYCY A REFORMA SZKOLNICTWA WYŻSZEGO I NAUKI

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=17516580

                Ponieważ wchodzimy w ostatni sezon debaty politycznej przed przyszłorocznymi
                wyborami, chcielibyśmy wiedzieć, co ugrupowania pretendujące do przejęcia od
                skompromitowanej do reszty lewicy władzy, mają nam do zaproponowania w sferze
                reformy szkolnictwa wyższego. Z przykrością daje się zauważyć, że ten temat
                wydaje się być dla polityków mało ciekawym. Brak uszczegółowień w kwestii
                reformy szkolnictwa wyższego i nauki na kanwie programów szczególnie PO czy
                PiS’u jest zastanawiająca. Obydwie te partie odwołują się zarówno do pewnej
                kultury oraz systemu wartości podobnych dla ich potencjalnych wyborców. Co te
                obydwie partie mają nam: pedagogom i naukowcom do zaoferowania? W
                przeprowadzonej ostatnio analizie podobieństw oraz różnic w programach tych
                ugrupowań (Gazeta Wyborcza 3.11.04) problem nauki oraz szkolnictwa nawet nie
                zaistniał.
                Józef Kalisz zaangażowany publicystycznie w reformę szkolnictwa wyższego
                postuluje: do podjęcia tej reformy potrzeba nam mądrego parlamentu i rządu,
                który zrozumie fundamentalną wagę nauki dla silnego państwa. Aby jednak w
                parlamencie pojawili się właściwi ludzie, konieczne jest wprowadzenie
                jednomandatowych okręgów wyborczych, a w Konstytucji RP zmiana ordynacji
                wyborczej na większościową „…Tylko w ten sposób można wyeliminować głosowanie
                na skompromitowane „partyjne listy wyborcze” i wybierać najlepszych ludzi, a
                nie „partie”. Istniejący obecnie w Polsce system wyłaniania tzw. „elit
                sprawujących władzę” nie stwarza dużych nadziei na sensowne reformy również w
                polskiej nauce. Zgodnie z Konstytucją RP, „projekt ustawy o zmianie Konstytucji
                może przedłożyć, co najmniej 1/5 ustawowej liczby posłów, Senat lub Prezydent
                Rzeczypospolitej". Jest to jedyna droga do zmiany Konstytucji. Kto i kiedy ją
                wykorzysta? Planowane referendum w tej sprawie może stać się ważną procedurą
                inicjatywną.” www.kontrateksty.pl/index.php?
                action=show&type=news&newsgroup=3&pf=1&id=346
                Aktualny system szkolnictwa wyższego i nauki wymaga głębokich zmian.
                O tym mówią zarówno pracownicy naukowo-dydaktyczni jak i studenci oraz ich
                rodzice. W mediach pojawiły się oficjalne informacje o tym, że studenci coraz
                częściej są oszukiwani przez uczelnie. Do biura rzecznika praw studenta
                przychodzi codziennie kilkadziesiąt skarg na uczelnie, które prowadzą płatne
                studia. miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,2374288.html
                Bezpośrednie dyskusje toczą się w formie komentarzy na ukazujące się artykuły w
                wydaniach internetowych różnych czasopism (GW, Polityka, Przegląd, Gazeta
                Prawna, Tygodnik Powszechny itp.)
                p://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=wywiad&name=39)

                www.gazetaprawna.pl/dzialy/28.html?numer=1316&dok=1316.28.489.3.19.2.0.1.htm

                (www.gazetaprawna.pl/dzialy/2.html?
                numer=1325&dok=1325.2.615.3.27.1.0.1.htm).
                polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1197343&MP=1
                www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=31

                tygodnik.onet.pl/1547,1195766,0,340263,dzial.html
                polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1176405&MP=1
                www.forumakad.pl/archiwum/2004/10/04-notatki_przewodniczacego_rgszw.htm
                Najbardziej zaciekłe dyskusje odbywają się głównie w Internecie na łamach Forum
                Nauka wydań on-line Gazety Wyborczej:

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=16289850&a=16338278
                forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=32
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=13505095&a=16062944&wv.x=2

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&wv.x=2&a=17452516
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=17380129&wv.x=2&a=17390801

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&wv.x=2&a=17452516
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=17429600&a=17436169

                Istnieją też strony WWW specjalistyczne, poświęcone sprawom naukowców:

                www.naukowcy.republika.pl

                czytanie których, przybliży Państwu problem.

                Z poważaniem,

                dr n. przyr. Ewa Kostarczyk

    • Gość: Trzmiel Ogłosić bankructwo finansowe i prawne państwa!!!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.11.04, 15:27
      Szanowny Panie Prezydencie

      Moja aktywność w walce ze zdemoralizowanymi urzędnikami i lekarzami
      trwa już od 1989 roku.
      W latach PRL-u wszystkie sprawy kończyły się na poziomie interwencji
      partyjnej lub raczej braku tej interwencji.
      Po roku 1989 zwiększyły się (teoretycznie) możliwości dostępu
      poszkodowanych do sądów, z czego nagminnie korzystałem. Niestety prowadzono
      wieloletnie procesy, które okazały się fikcją państwa prawa w całym znaczeniu
      tego słowa.
      Obojętnie, jaka frakcja polityczna znajdowała się u władzy, lub akurat
      do niej doszła, to natychmiast zmieniała swój stosunek do źle funkcjonujących
      nadal bolszewickich sądów, zapominając, że państwo, a przede wszystkim naród,
      zginie bez sprawnego aparatu sprawiedliwości. Prawo może być nie doskonałe i
      trzeba je zmieniać i naprawiać, nic to jednak nie da, gdy każdy sędzia będzie
      je interpretował według własnego widzimisię.
      Pęd do bogactwa i władzy zrobił z sędziego boga. Zasada była i jest
      prosta, ja tobie to, a ty mi tamto, czyli korupcja w najlepszym wydaniu. Tym
      sposobem Polska stała się krajem podziałów na tych, którzy mają coś do
      zaoferowania i tych, którzy mają na to pracować i się nie wychylać. Takiego
      porządku bardzo dokładnie pilnuje zdemoralizowana III władza. Zaczynając od
      pilnowania swoich stanowisk i nie dopuszczania do przyjmowania na studia, a
      następnie do zdobycia uprawnień i całkowicie blokując podjęcie pracy, III
      władza utworzyła rodzinne korporacje wiecznych sędziów, wspomagane
      zdemoralizowaną prokuraturą i policją. Pospolite przestępstwa popełniane przez
      członków tej przestępczej organizacji dopiero teraz zostają wyciągane na
      światło dzienne, jednak znajomość historii i własne doświadczenia, prowadzą do
      wniosku, że przestępcy ci nigdy nie zostaną osądzeni.
      Do współudziału w tym przestępstwie III władza wciągnęła lekarzy, a tym
      szybko spodobało się bycie bogami i przekazywanie boskości swoim dzieciom.
      Przyglądając się tym grupom każdej z osobna widać identyczny styl działania, te
      same rodzinne korporacje, te same aspiracje do bezkarności i ten sam stopień
      wywyższenia.
      Walka z lekarzami czy z byle, jakim innym urzędnikiem nie ma żadnych
      szans powodzenia, gdy zdemoralizowana III władza chroni tych przestępców.
      Oczywiście nie odnosi się to do wszystkich sędziów, urzędników czy lekarzy,
      jednak biorąc pod uwagę odpowiednie artykuły kodeksu karnego, to wielu z tych
      czujących się za niewinnych i porządnych należałoby również uznać współwinnymi
      popełnienia przestępstw.
      Pan i pańska ekipa wielokrotnie zawiadamiana o przestępstwach nigdy nie
      wykonała żadnego ruchu, by sprawdzić wiarygodność zawiadomień lub spowodować
      poprawną drogę prawa.
      To Pan jest główna przyczyna nieszczęść III RP i oskarżam Pana o
      lekkomyślność i beztroskę. Oskarżam również o nędzę i wyniszczenie narodu.
      Czas zakończyć tę farsę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka