Coś nie tak z językami w szkole

03.09.05, 18:33
U nas żeby nauczyć się języka musisz uczyć się prywatnie, czyli wydać na to
sporo kasy, innaczej będziesz co roku w każdej klasie przerabiał ten sam
materiał czyli nie nauczysz Cię to prowadzenia normalnej rozmowy za granicą.
Byłam ostatnio w niemczech, mój kolega w szkole, bezpłatnie uczy się języków,
perfekt zna angielski, hiszpański, francuski i jeszcze kilka języków. Gdyby
pojechal np. do Hiszpanii mógłby dogadać się z każdym i w każdej sprawie.
Uczyłam sie angielskiego prywatnie i tylko dzięki temu dogaduje się z ludźmi
za granicą. Moi znajomi którzy uczyli sie tylko w szkole nie umieją
powiedzieć najprostszego zdania, co dopiero przeprowadzić dialog z
obcokrajowcą. Więc chyba jest tu coś nie tak...
Pozdrawiam
    • maturzystka2006 Re: Coś nie tak z językami w szkole 03.09.05, 18:51
      W pełni się z tobą zgadzam!!! Uczyłam się angielskiego w podstawówce i
      gimnazjum. A tak naprawdę niedawno zdałam sobie sprawe że mimo tego niemal nic
      nie umiem :/ Nigdy nie chodziłam na prywatne lekcje i teraz bardzo tego załuję :(
      To była chyba tylko strata czasu :/
      • ballerinapl Re: Coś nie tak z językami w szkole 05.09.05, 10:41
        Są różne aspekty tej katastrofy: jeden to to, że nauczyciele często nie są
        nauczycielami z powołania, na lekcjach się nudzą albo się do nich nie
        przygotowują. Po drugie, to samo tyczy się uczniów, niestety. Może Wy, wyżej
        podpisani, akurat tacy nie jesteście, ale większość dzieci/młodzieży przychodzi
        z nastawieniem że w szkole i tak niczego się nie nauczy, a nauczyciel jest
        głupi i nie ma go po co słuchać. Albo są zainteresowani tylko i wyłącznie
        pisaniem liścików pod ławką a nie lekcją jako taką.
        Pomijając już to że jak ktoś ma 3 godziny angielskiego tygodniowo to czego się
        może nauczyć...
        • gdabski Re: Coś nie tak z językami w szkole 05.09.05, 13:12
          > Po drugie, to samo tyczy się uczniów, niestety. Może Wy, wyżej
          > podpisani, akurat tacy nie jesteście, ale większość dzieci/młodzieży
          > przychodzi z nastawieniem że w szkole i tak niczego się nie nauczy, a
          > nauczyciel jest głupi i nie ma go po co słuchać.

          Bardzo słusznie powiedziane!

          > Pomijając już to że jak ktoś ma 3 godziny angielskiego tygodniowo to czego się
          > może nauczyć...

          Można, tylko właśnie musi się chcieć.

          Natomiast prawdą jest, że przy zmianach szkół i nauczycieli niejednokrotnie
          zdarza się, że powtarzamy po raz któryś te same zagadnienia.

          /Gdabski
          • dziama3 Re: Coś nie tak z językami w szkole 07.09.05, 17:37
            Poza tym, klasy są zbyt liczne i wymieszane pod kazdym względem, takze pod
            wzgledem zdolnosci, checi do nauki, poziomu znajomosci angielskiego. Przyszlam
            własnie po roku nieobecnosci do gimnazjum, gdzie ucze angola. Klasy
            dwudziestokilkuosobowe, słabi i dobrzy razem (nie wolno ich dzielic bo
            obowiazuje zasada rownosci szans). Powtarzam z nimi podstawy choc przerabiaja
            to pewno tysieczny raz. Ale nadal nie umieja. Mowia ze "tamta pani ich nic nie
            nauczyła". To ja sie ich pytam czy to tylko od pani zalezy ile wy umiecie? A Wy
            co robicie na lekcji? Do tanga trzeba dwojga. Szkola jest na wsi na
            Podkarpaciu, nie maja misie motywacji zeby sie uczyc czegokolwiek bo i tak jest
            bezrobocie. :( Ale ja chce cos z tym zrobic. Bylam z uczniami na wymianie w
            Danii, będę szukac nowych kontaktow.
        • unsatisfied6 przede wszystkim ... 10.09.05, 19:49
          ballerinapl napisała:

          > Są różne aspekty tej katastrofy: jeden to to, że nauczyciele często nie są
          > nauczycielami z powołania, na lekcjach się nudzą albo się do nich nie
          > przygotowują. Po drugie, to samo tyczy się uczniów, niestety. Może Wy, wyżej
          > podpisani, akurat tacy nie jesteście, ale większość dzieci/młodzieży
          przychodzi
          >
          > z nastawieniem że w szkole i tak niczego się nie nauczy, a nauczyciel jest
          > głupi i nie ma go po co słuchać. Albo są zainteresowani tylko i wyłącznie
          > pisaniem liścików pod ławką a nie lekcją jako taką.
          > Pomijając już to że jak ktoś ma 3 godziny angielskiego tygodniowo to czego
          się
          > może nauczyć...

          zasadniczym aspektem tego stanu jest fakt , że szkoła nie jest dla ucznia - to
          poskomunistyczny , scentralizowany twór tworzony odgórnie w dialogach
          między związkami nauczycieli a elitami władzy .

          pragmatyka nauczania i ocena na podstawie efektów tego nauczania to
          fikcja - jest jak za czasów komuny - liczy się tylko u wyłącznie
          ocena czynników nadrzędnych które wyraźnie nie biorą pod uwagę
          skuteczności i pragmatyki nauczania .
    • ewcianat Re: Coś nie tak z językami w szkole 08.09.05, 15:16
      spidigonzales napisała:

      > U nas żeby nauczyć się języka musisz uczyć się prywatnie, czyli wydać na to
      > sporo kasy, innaczej będziesz co roku w każdej klasie przerabiał ten sam
      > materiał czyli nie nauczysz Cię to prowadzenia normalnej rozmowy za granicą.
      > Moi znajomi którzy uczyli sie tylko w szkole nie umieją
      > powiedzieć najprostszego zdania, co dopiero przeprowadzić dialog z
      > obcokrajowcą
      Kochanie najpierw naucz się języka polskiego
      • maturzystka2006 Re: Coś nie tak z językami w szkole 08.09.05, 16:18
        ewcianat napisała:
        "Kochanie najpierw naucz się języka polskiego"

        Ehhhh... jak ja nie znosze osób, które wchodza na forum nie po to by
        podyskutowac, lecz by czepiać się szczegółów, dogryzać itp.
        • maksimum Re: Coś nie tak z językami w szkole A TV ? 08.09.05, 16:26
          Przeciez w Polsce jest telewizja po angielsku,niemiecku itd. Kto komu zabrania
          ogladania obcych programow i uczenia sie?
          Latwiejszy jest papieros,kawka i dobra wymowka.
          • gdabski Re: Coś nie tak z językami w szkole A TV ? 08.09.05, 20:36
            Rozumiem, że postulujesz, by w szkołach w ogóle nie nauczano języków obcych?
            Dyskusja jest nie o tym, jak się ich uczyć, tylko dlaczego obowiązkowe i
            opłacane z naszych podatków lekcje przynoszą zazwyczaj marne efekty.

            /Gdabski
            • maksimum Re: Coś nie tak z językami w szkole A TV ? 08.09.05, 22:51
              gdabski napisał:

              > Rozumiem, że postulujesz, by w szkołach w ogóle nie nauczano języków obcych?

              Wrecz przeciwnie,ale widocznie wladze w Polsce nie chca uczyc jezykow obcych,bo
              ci kumaci chetniej wyjezdzaja za granice i tam podatki placa.

              > Dyskusja jest nie o tym, jak się ich uczyć, tylko dlaczego obowiązkowe i
              > opłacane z naszych podatków lekcje przynoszą zazwyczaj marne efekty.

              Dlatego,ze najwazniejsza jest praca w domu.
              Wpadlem kiedys do znajomych w Ozarowie i widze,ze ich 17 letni syn oglada
              angielski program.
              Pytam go wiec ile z tego rozumie.
              A on mi na to,ze wszystko.
              Moglby palic,pic lub cpac w miedzyczasie,albo na silownie chodzic,ale on wolal
              angielski szlifowac.

              > /Gdabski
              • velika Re: Coś nie tak z językami w szkole A TV ? 09.09.05, 09:06
                U mnie w liceum klasa była podzielona na 2 grupy- podstawową i teoretycznie
                "zaawansowaną". W efekcie przez 3 lata wałkowałam to co miałam w gimnazjum :/ W
                polskiej szkole następuje "równanie w dół". Nauczyciel przystosowuje program do
                osób słabszych a te lepsze siedzą i łapią 5 za byle co :/ Nie wiem dlaczego
                nauczyciele boją się podwyższać poziom, przecież jeśli ktoś nie dawałby sobie
                rady mógłby się przenieść do grupy podstawowej. 3 lata nauki języka w lo uważam
                za stracone i gdyby nie korki to zatrzymałabym się całkowicie w miejscu.
                Poza tym oczywiście w nauce języka bardzo pomocna jest telewizja, filmy( można
                oglądać w oryginale) czy nawet muzyka- tłumaczenie tekstów co robiłam w swoim
                czasie i dzięki czemu bardzo powiększyłam swój zasób słówek. Tylko komu się chce
                wysilić ?
              • kociamama Re: Coś nie tak z językami w szkole A TV ? 09.09.05, 22:32
                > Moglby palic,pic lub cpac w miedzyczasie,albo na silownie chodzic,ale on
                wolal
                > angielski szlifowac

                PO pierwsze, nie tylko ci naucza sie jezyka, ktorzy zaprzepaszcza swoje inne
                zainteresownaia i poswieca zycie prywatne (bo chyba to rozumiesz przez siłkę,
                picie, cpanie i palenie). PO to jest angielski w szkole, zeby sie go nauczyc.
                Rozumiem, ze zasad zaawansowanej gramtyki nie kazdemu chce sie przyswajac, ale
                nauczyc sie mowic powinien kazdy, przynajmniej na poziomie komunikacji, jezeli
                angielski jest od podswtawowki do liceum obowiazkowy (lub inny jezyk obcy).
                Checi ucznia to jedno, ale inna sprawa to zdolnosci, ale przede wszystkim
                jakosc prowadzenia zajec.

                Jezeli nauczcyiel prowadzi leckje totlanie oderwane od rzeczywistosci, czyli
                tlumaczy po polsku stronę bierną z zapałem, skupiając sie na głupkowatych
                tłumaczeniach, dajmy na to "ono jest będące podlewane" to nic dziwnego, ze brak
                uczniom motywacji.

                Masz racje, ze wlasne zaangazowanie odgrywa niezmiernie wazna role, ale
                podejscie nauczyciela jest nie mniej istotne. Sama widze po sobie, ze nauczylam
                sie nagielksigeo w szkolach pamstwowych (dobrze trafilam), tak, ze w ostatniej
                klasie liceum zdalam CPE.(Aha, uprawialam sport i cpalam, pilam i palilam, jak
                mowisz) NIe moglam natomiast nauczyc sie niemieckiego, choc mialam poczatkowo
                duza motywacje i uczylam sie sama chetnie. Jednak najpierw nauczycielka-
                wariatka, a potem nauczyciel-nudziarz skutecznie zniechecili mnie do tego
                jezyka. NIe winie ich, tak naprawde nie wienie nikogo, jakbym chciala juz
                wskazac winowajce, to wskazalabym, na siebie, bo wiem, ze samodzielnie mozna
                sie nauczyc. Tym nie mniej, nie kazdy ma takie zainteresowania (tzn. lubi uczyc
                sie jezykow obcych) i jeslki sie ich dodatkowo skutecznie zniecheci to nauka
                jezyka lezy, i to na dlugie lata, a nieraz na zawsze:(

                PZdr,
                KOciamama.
                • maksimum Re: Coś nie tak z językami w szkole A TV ? 10.09.05, 06:27
                  kociamama napisała:

                  > Masz racje, ze wlasne zaangazowanie odgrywa niezmiernie wazna role, ale
                  > podejscie nauczyciela jest nie mniej istotne. Sama widze po sobie, ze
                  nauczylam
                  > sie nagielksigeo w szkolach pamstwowych (dobrze trafilam), tak, ze w
                  ostatniej
                  > klasie liceum zdalam CPE.(Aha, uprawialam sport i cpalam, pilam i palilam,
                  >jak mowisz)

                  My girl!

                  > NIe moglam natomiast nauczyc sie niemieckiego, choc mialam poczatkowo
                  > duza motywacje i uczylam sie sama chetnie. Jednak najpierw nauczycielka-
                  > wariatka, a potem nauczyciel-nudziarz skutecznie zniechecili mnie do tego
                  > jezyka. NIe winie ich, tak naprawde nie wienie nikogo, jakbym chciala juz
                  > wskazac winowajce, to wskazalabym, na siebie, bo wiem, ze samodzielnie mozna
                  > sie nauczyc. Tym nie mniej, nie kazdy ma takie zainteresowania (tzn. lubi
                  uczyc
                  > sie jezykow obcych) i jeslki sie ich dodatkowo skutecznie zniecheci to nauka
                  > jezyka lezy, i to na dlugie lata, a nieraz na zawsze:(

                  Ja jak jezdzilem doPolski na wakacje,to ogladalem niemieckie programy TV i
                  kupilem ksiazke do nauki niemieckiego w ksiegarni na rogu Poznanskiej w Ozarowie
                  i po 2 miesiacach mnie juz jako tako szlo.
                  W Polsce niemiecki jest bardzo wazny,bo w USA to hiszpanski sie liczy.

                  > PZdr,
                  > KOciamama.
    • proste.pytanie Re: Coś nie tak z językami w szkole 09.09.05, 10:55
      > Byłam ostatnio w niemczech, mój kolega w szkole, bezpłatnie uczy się języków,
      > perfekt zna angielski, hiszpański, francuski i jeszcze kilka języków.

      taaaaa, zapewne czyta w oryginale Szespira, Moliera i Cervantesa, że o Tołstoju
      nie wspomnę. Chyba nieco inaczej rozumiemy pojęcie "znać język perfekt". O ile
      sie orientuję to nauczenie się perfekcyjnie więcej niż jednego czy dwóch
      języków obych jest zwyczajnie z naukowego punktu widzenia niemożliwe.



      Ntomiast jeżeli chodzi o nauczanie języków w szkołach, to jak ktoś wyżej pisał,
      równanie do dołu...
      • kociamama Re: Coś nie tak z językami w szkole 09.09.05, 22:38
        Co to znaczy znac jezyk perfekt? To trudne pytanie. Sceptyczna jestem, by tak
        okreslac swoj poziom, choc nauczam jezyka od kilku lat, bo perfekcja to cos do
        czego sie dazy, i nigdy nie osiaga. Ale nie o tym chcialam.

        Naprawde NIemcy lepiej komunikuja sie po angielsku przy nauce jedynie w szkole.
        Kursy to dla nich dziwactwo, a o korkach to juz rzadko kto slyszal. Faktycznie
        moze nie czytja dziel Shakespeare'a w oryginale (ja tez nie czytam, choc jestem
        anglistka, bo to przestarzaly jezyk ze wspolczesnym ang. majacy niewiele
        wspolnego). Ale celem nauki jezyka jest co innego. ( Jest to z reszta zgodnie
        ze strategiami Unii dot. nauki jezykow, ale i zgdonie ze zdrowym rozsadkiem).

        POdstawa nauki jezyka jest umozliwienie swobodnej komunikacji. Czyli stawiac
        nalezy na przekaz info i jej zrozumienie, przede wszystkim ustny, pozniej
        dopiero pisemny. Co z tego, ze w POlsce ludziki z CAE wiedza wszystko u uzycia
        unreal tenses i inversion (przynajmniej przez jakis czas po egzaminie), jesli
        mowienie i rozumienie sprawia im problem?

        Pzdr,
        KOciamama
    • randybvain Zajrzyj 09.09.05, 15:37
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=28696256 i popatrz, jak
      nauczyciele angielskiego narzekaja na podwyzszanie poprzeczki przez
      ministerstwo.
      Niech zyje polisz inglisz!
      • kociamama Re: Zajrzyj 09.09.05, 22:42
        POpieram jak najbardziej podnoszenie jakosci nauczania, ale niestety
        podnoszenie poprzeczki, co do wymogow "papierkowych" nie jest tozsame, z lespza
        jakoscia nauczania i poziomu jezyka. Zrobienie mgr zaocznie na kpieskiej
        uczelni moze nie wniesc nic lub prawie nic do poziomu nauczania. Najwiekszy
        nacisk na metodyke jest w kolegiach, a na anglistykach wiekszy nacisk kladzie
        sie na przedmioty bardziej akademickie typu literatura. Naturalnie, uwazam, ze
        nauczyciele powinni sie ciagle ksztlacic by doskonalic swoj warsztat i poziom
        jezyka, ale niestety zdobycie mgr jest czesto farsa ograniczajaca sie do
        placenia za studia, odbebnienia tych 2 lat MU i tyle.

        Pzdr,
        KOciamama.
    • okularnik11 Re: Coś nie tak z językami w szkole 14.09.05, 12:27
      nie mam za dużo lat, ale u nas w szkole jest spoko. Nauczycielka jest w miarę
      surowa, ale języka uczy dobrze.
      • chococake Re: Coś nie tak z językami w szkole 17.09.05, 16:20
        no to ja sie wypowiem jako nauczyciel..
        z mojego doswiadczenia wynika, ze niestety mlodziez nie jest zbyt chetna, np.
        na klase liczaca 31 osob (dzielone na jezyki) tylko 2-3 osoby byly
        zainteresowane lekcja, dodam, ze to klasa maturalna, nie pomagaly prozby,
        zachecajace cwiczenia, powtorki materialu az do bolu, ciagle wtlaczanie,
        omawiane wszystkiego i tlumaczenia jak krowie na miedzy..nawet moj pies juz by
        sie nauczyl, wszedzie tylko "nam sie nie chce" i traktowanie szkoly jak miejsce
        spotkan towarzyskich a nie miejsce gdzie czegos mozna sie nauczyc.
        moje lekcje nie sa stresujace, nikogo nie obrazam, nie wyzywam, staram sie
        przekazac wiedze i jak najlepiej przygotowac do chocby matury, zachcecalam zeby
        przychodzili na konsultacje po lekcjach do mnie i zadawli pytania.. oczywiscie
        za darmo... myslicie ze ktos przyszedl?? ciagle sciaganie, odpisywanie toczka w
        toczke prac domowych lub brak prostej pracy domowej, skutecznie zniecheca.

        niektorzy sa tak leniwi, ze nawet na mature ustna nie opanowali prostych i
        bardzo potrzebnych zwrotow, ktore im wkladalam do glowy, najsmieszniejsze jest
        to, ze zestawy ktore z nimi robilam do matury czasami byly podobne z tymi ktore
        wylosowali... oczywiscie, zero inicjatywy i zero opanowania materialu.

        mozna sie starac a i tak wiekszosc ma wszystko gdzies...
        efektem tego jest to ze wiekszsc anglistow nie chce uczyc w szkolach, tylko
        woli kursy gdzie ludzie chca cos zrobic. ja juz raczej nie bede pracowac w
        zadnej szkole panstwowej, bo to strata czasu, nerwow i wypalanie sie dla osob
        ktorym wogole nie zalezy... za bardzo male pieniadze.

        inna sprawa jest tez pozim wielu nowopowstalych instytucji, ktore ksztalca
        nauczycieli, w wiekszosci poziom jest dosc zenujacy, bo student placi wiec
        jakos musi zdac egzaminy.
        • kociamama Re: Coś nie tak z językami w szkole 17.09.05, 19:14
          Twoj POst wlasnie swietnie pokazuje co jest nie tak z jezykami w polskiej
          szkole.

          PO pierwsze, piszesz, ze Twoje lekcje sa malo stresujace. Ja juz z
          doswiadczeniam wyciagnelam wnioski, ze POlacy lubia sie "stresowac", chca zeby
          ich wyrywac do odpowiedzi i trzymac nad nimi "bata", czyli wymagac, wymagac,
          wymagac. I nie popuszczac, zeby nawet czasu nie mieli na leckji, zeby
          powiedziec, ze im sie nie chce.

          PO drugie, kolejna przyczyna kleski w polskim nauczaniu jezykow jest
          zorientowanie na egzamin. NIe chodzi o to, zeby jezykiem sie dobrze poslugiwac,
          ale zeby zaliczyc test, zdac mature, FCE itd. A tu po pierwsze trzeba uczyc
          mowic, na poziomie najpierw komunikacji w poczatkowych klasach nauczania, a
          potem doskonalic mowienie by osiagnac jak najwyzszy poziom, jaki kazdy uczen
          jest w stanie osiagnac. Gramtyka, testy i zestawy maturalne to tylko
          narzedzie, a nie cel, a niestety w polskich szkolach sie o tym zapomina.

          D;atego ja wole z uczniami pociagnac dluzej dyskusje po angieslku, ktora ich
          wciagnie i przy okazji podawac ciekawe zwroty, jezeli zajdzie taka potrzeba,
          niz realizowac swoj plan krok po kroku, ktory przewiduje robienie nudnych
          cwiczen z podrecznika. Bo najwiecej jezyka lapie sie poprzez jego uzycie i
          sluchanie, a nie przez robienie abstrakcyjnych cwiczen, szczegolnie jesli
          uczniowie nie rozumieja slow, ktore pojawiaja sie w cwiczeniu.

          Pzdr,
          KOciamama.
          • chococake Re: Coś nie tak z językami w szkole 17.09.05, 22:17
            no wiesz, ja tez wole pociagnac dyskusje, ale trudno prowadzic dyskusje gdy oni
            NIC nie umieja, serio i nie chca umiec, moze trafily mi sie takie klasy, ale
            tak bylo i nie tylko ja to zauwazylam, ale nauczyciele innych przedmiotow
            takze. Wiesz kociamamo, ja mialam osoby w tej szkole gdzie pisac po polsku nie
            umieli, byl jeden chlopak co czytac nie umial za dobrze po polsku... wiem ze
            trudno w to uwierzyc ale tak sprawy sie maja w niektorych szkolach.

            czasami gdy mlodziez jest AZ tak niechetna trzeba sobie choc postawic cel zeby
            mature zdali. osoby ktore ja uczylam, mowily : my na studia nie
            idziemy,
            nigdzie tez sie nie wybieramy, po co nam angielski? ja mam 5 lat na zdanie
            matury. itp itd

            to co piszesz jest sensowne, ale uwierz mi, sa szkoly i miejsca w polsce gdzie
            mlodziez nie ma zadnego celu, nawet matura jest niepotrzebna.
            FCE? tez bym chciala uczyc tych co choc maja ambicje podejsc do FC
            • kociamama Re: Coś nie tak z językami w szkole 18.09.05, 12:48
              Przepraszam, zbyt ostro poddalam Cie krytyce.
              Ciagle zapominam, ze jednak mieszkam w duzym miescie, no i mialam szczescie
              uczyc ludzi, ktorzy cos tam chca, maja ambicje isc na studia i lubia angielski.
              Przepraszam jeszcze raz,
              PZdr,
              KOciamama.
    • senszeb Re: Coś nie tak z językami w szkole 18.09.05, 08:15
      Wina z tym, ze cos nie tak z jezykami w szkole lezy po obu stronach tzn nauczycieli i uczniow. Wiekszosc z uczniow nie rozumie, ze do nauki jezykow nie wystarczy byc na lekcji tylko trzeba jeszcze pracowac w domu i powtarzac sobie. Nauczyciele natomiast boja sie wymagac tego od uczniow i zamiast wymagac, wola kazdego przepuscic i walkuja te same tematy bez konca.
      • aleandra Re: Coś nie tak z językami w szkole 19.09.05, 19:14
        Moim zdaniem obie strony zawinily. A nawet - trzy strony. Primo: ministerstwo,
        ktore bylejak uklada godziny zajec i bylejakie programy nauczania daje nam.
        Secundo: nauczyciele. Jedni sie do tego zawodu wcale nie nadaja, drudzy
        strasznie nudza, a trzeci - cos robia, ale nie sa zbyt wymagajacy. I w koncu
        uczniowie - sa zbyt leniwi. Ale... Trzeba sie zastanowic, czy przypadkiem to
        lenistwo nie wynika z braku motywacji do nauki itd...
    • piecykmart nauka języka musi być w małych grupach 25.09.05, 19:43
      uczę języka w podstawówce. Na lekcji 25 uczniów reprezentujących wszystkie
      możliwe poziomy językowej sprawności. Od embrionalnej do biegłości językowej
      tych co mają krewnych w Angii i spędzają tam każde wakacje.
      Robota koszmar - takie klasy trzeba dzielić na grupy min 10-12 osób inaczej
      nauczyciel musi uśredniać i przekazywaną wiedzę i wymagania, a mam tak uczyć
      żeby pożytek i nową wiedzę z lekcji wyniosili wszyscy.
      To co robię można porównać z nauką pływania siedmiolatków prowadzoną razem z
      treningiem Otylii Jędrzejczk.
      • cytryna76 Re: nauka języka musi być w małych grupach 25.09.05, 21:34
        A ja uczę w gimnazjum. Ponieważ w klasach mniej licznych niż 25 osób ustawowo
        nie przysługuje podział na grupy, w dwóch klasach mam po 22 osoby,
        reprezentujące oczywiscie wszystkie poziomy zaawansowania, wszystkie stopnie
        zdolnosci przyswajania wiedzy i zmotywowania do nauki. Do tego jeszcze:
        - w szkole nie ma ani jednego sprawnego magnetofonu, gdy chcę zrobić listening
        taszczę mój prywatny magnetofon z domu
        - nie ma dostepu do ksera, odpada więc urozmaicanie lekcji materiałami
        dodatkowymi
        - jedna trzecia uczniów nie ma podręcznika do angielskiego, ok. połowa nie ma
        ćwiczeń, które w przypadku podręcznika, z którym pracuję, są podstawą
        utrwalania materiału. Bieda i wysokie ceny książek swoją drogą , inny problem
        to mentalność społeczeństwa. Wielu rodziców uważa, że o ile podręcznik do
        polskiego i matematyki trzeba nabyć, "bo to ważny przedmiot" , o tyle język
        obcy spokojnie mozna sobie odpuścić. Nie mogę doprosić się nawet kserówek, bo
        poglądy rodziców przechodzą na uczniów. Wiele rzeczy muszę po prostu pisać na
        tablicy, marnując w ten sposób czas i potencjał garstki uczniów przygotowanych,
        którzy chcą się czegoś nauczyć.
        - Jeśli już jest podział na grupy, to tnie się uczniów według alfabetu bądź
        obowiązuje zasada: "osobno chłopcy, osobno dziewczyny". Ze względów
        organizacyjnych nie ma mowy o podział w oparciu o wyniki "placement test".
        - w większosci klas (gimnazjum) problemy z dyscypliną dezorganizują lekcję.
        Chodzi tu zwłaszcza o grupy składajace się chłopców, na czym znów tracą
        nieliczni chłopcy chętni do pracy.
        - farsą lekcji są lekcje z jezyka nadobowiązkowego, które odbywają się w
        wymairze 1 godziny w tygodniu (ciekawe, czego w tym czasie można nauczyć), a
        uczeń nie może byc niepromowany z tego przedmiotu, co oczywiscie wpływa na
        motywacje nastolatków do robienia czegokolwiek na tej lekcji. Uważam, ze to
        marnowanie pieniędzy społecznych, lepiej byłoby przeznaczyć je na sensowny
        podział na grupy.

        W tej sytuacji podnoszony w poprzednich problem wykształcenia i kwalifikacji
        nauczycieli jest moim zdaniem problemem wtórnym. Choćby przyprowadzić do
        takiego gimnazjum profesora z niezwykle rozległa wiedzą metodyczno -
        merytoryczną i idealną wymową, jeśli postawi sie go przed dwudziestokilku
        osobową rozwrzeszczaną, "mixed abilities class", gdzie połowa uczniów jest
        nieprzygotowana do lekcji,a do dyspozycji nauczyciela jest wyłącznie kreda i
        tablica efekty jego pracy bądą żadne. Zatem nie dziwmy się, że osoby z
        pełnymi, niewzbudzającymi kontrowersji kwalifikacjami jezykowymi (magistrowie
        filologii ) nie chcą pracować w takiej szkole, w takich warunkach i za takie
        pieniądze. Nie dziwmy się też, że nauczyciele języków szybko sie wypalają,a
        przy najbliższej okazji uciekają ze szkoły. Większość z nas lubi jednak widzieć
        sens i efekty swej pracy.
      • basiak63 Re: nauka języka musi być w małych grupach 25.09.05, 22:48
        Podziwiam odwagę :) Nigdy nie zdecydowałabym się na uczenie w podstawówce.
        Ostatnio pracowałam w zastępstwie w liceum... i wyleczyłam się skutecznie z
        chęci bycia nauczycielem. Dla mnie to był koszmar! Młodzi ludzie bez
        jakiejkolwiek ambicji, niesforni, w większości znudzeni lekcją jeszcze przed
        wejściem do klasy. I pełni pretensji do wszystkich oprócz siebie.
        Wolę pracować z dorosłymi.
        • krazybalkan Re: nauka języka musi być w małych grupach 26.09.05, 10:12
          zaczynam trzeci tydzien pracy w liceum. Uczucia są mieszane, są gorsze i lepsze
          klasy. Maturzysci są na słabym poziomie ale chętnie sie uczą, co jest dla mnie
          motywujące. Drugie klasy są też w porządku, owszem przeszkadzają, nie wszyscy
          uważają na lekcji ale cieszy mnie to że sie czegoś przez te trzy tygodnie
          nauczyli i to chyba nienajgorzej o mnie świadczy.
          Mam jedynie problem z klasą pierwszą, nivy zaawansowaną. Klasa dzieli sie na 5
          panieniek piszące sms-y, 5 śpiewających chłopaków mających mnie kompletnie
          gdzieś i 10 uczniów ktorych przez pierwszą dziesiątke nie może sie normalnie
          uczyć, no i ja, chodząca do pracy na luzie w czwartki i piątki, kiedy oni nie
          mają ze mną lekcji. Mam nadzieje że po pierwszych kartkówkach sprawa sie
          uspokoi, ale zobaczymy...
          na pewno duża w tym moja wina ponieważ nikogo na poważnie jeszcze nie ukarałam
          a wszelkie moje prośby, próby urozmaicenia zajęć przepadają tylko i wyłacznie w
          tej klasie. Z pozostałymi 6 klasami jest w porządku (jak na razie)

          jestem magistrem filologii angielskiej, nie uważam że moja praca z literatury
          angielskiej robi ze mnie lepszą nauczycielke angielskiego:)

          pracę w liceum traktuję jako wolontariat. Nawet na studiach, mając wyłącznie
          korepetycje zarabiałam więcej. Pracuję wyłącznie dla ZUS-u, niby lubie młodzież
          ale chętniej uczyłabym ją na kursach, wiem że wtedy jest bardziej motywowana.

          Z organizacją w szkole jest też tragedia. Powiedzieli mi że mam sobie sama
          radzić z magnetofonem (właśnie planuje kupić własny), podręczniki sobie też
          sama muszę załatwić bo gratisowo od wydawnictwa raczej nie dostanę ponieważ
          żadnej klasie sie nie udało skonczyć podręcznik w zeszłym roku, ba, nawet nie
          dotarli do połowy...(wtedy mnie w tej szkole nie było)
          Podręczniki pozyczam od biblioteki, jeden dostałam od koleżanki, kasety mam ale
          magnetofonu nie...o kserze mogę sobie pomarzyć

          ostatnio przeczytałam że poszukują anglistów z polski z Szkocji...to bardzo
          interesująca oferta. Za dwa lata planuje wyjazd do Australii, na zawsze.
Pełna wersja