Gość: Jakub
IP: *.zanet.pl
24.11.01, 20:05
Czy nie powinniśmy zastanowić się nad sensem "nauczania" religii w szkole?
Wiedzą państwo chyba, jak wyglądają lekcje tego przedmiotu w wielu szkołach.
Mówiąc krótko lekcje te są najgłośniejszymi. Wielu rodziców broni swoich
dzieci, mówiąc, że nauczyciel nie potrafi uczniów zainteresować. Tak to wygląda
w podstawówkach. Dla młodzieży w szkołach średnich religia to godzina na
odrobienie zadania, naukę lub czytanie książek, a w gorszym przypadku na
rozmowę. Księża odchodzą ze szkół, nie mogąc znieść pytań: Jakim autem ksiądz
jeździ? Ile zarabia? Czy ksiądz miał kiedyś kobietę? Zresztą z zadaniem takiego
pytania wiąże się jedyna chwila uwagi wśród uczniów. Oczywiście wiem, że w
niektórych szkołach panuje miła atmosfera na lekcjach religii, jednak to tylko
wyjątki.
Teraz druga część mojej wypowiedzi. Chodzi o uczniów, którzy na religię nie
chcą uczęszczać. Otóż religia nie zawsze jest pierwszą lub ostatnią lekcją,
więc osoby, które nie chcą mieć religii zmuszone są czekać... Poza tym, na
uczniach często pośrednio wymuszony jest obowiązek uczestniczenia w tych
zajęciach, bo albo dyrektor jest zagorzałym katolikiem, albo wychowawca jest
katechetą lub katechetką.
Mimo wszystko, na religię i tak chodzą wierzący, mniej wierzący i niewierzący,
więc czego się dowiedzą? Chyba tylko tego, jak zrobić zadanie z matmy, albo co
robiła wczoraj koleżanka... I stąd bieże się konkluzja: Jaki sens religii w
szkole? Dzieci mogą przecież chodzić na różne oazy czy kółka różańcowe itd.
A zamiast religii warto by wprowadzić nowy przedmiot. Przystosowanie do życia w
społeczeństwie. Dodam jeszcze, że nie jestem jakimś antychrystą, zależy mi
tylko na dobru uczniów.