grzegorz251
28.05.06, 11:54
Do tej pory nie mogę się otzrąsnąć z szoku jaki przeżyłem po tym jak
pojechałem z narzeczoną, która jest po operacji raka piersi na zmianę
opatrunku. Ordynator oddziału chirugii ogólnej zdawkowo, bez czytania zaleceń
które mieliśmy na kartce w związku z postępowaniem pooperacyjnym, wysłał nas
na drzewo:"proszę przyjechać jutro", po czym zamknął się w pokoju ordynatora.
Zatkało mnie. Moja siostra wybałuszła oczy z niedowierzania.
Kilka dni temu moja dziewczyna opuściła Klinikę Onkologii w Gliwicach. TO
INNY ŚWIAT. Tam pacjent jest NAJWAŻNIEJSZY. Lekarze walczą razem z nim. A w
Dąbrowie? Najchętniej by go DOBILI. Po co taki przychodzi i w niedzielę
zawraca tyłek szanownemu Panu ordynatorowi. Przepraszamy że żyjemy!!!!!!!
Co tam robi taki baran. I to w dodatku na stanowisku ordynatora. Powinien
być szewcem, aby mieć do czynienia tylko z materią martwą. NIE Z LUDZMI, w
dodatku walczącymi o życie!!!!! Niech ktoś w końcu się tym zajmie i coś
zrobi. My pacjenci jesteśmy bezsilni bo skargi nic nie dają.