Dodaj do ulubionych

Dorothy Sayers

17.07.06, 19:20
czytam właśnie 'Grzech pierworodny' P.D. James (świetna książka!) i w opisie
mieszkanie Blackie pada takie zdanie(mniej więcej): sześć półek w jej
sypialni zajmowały znakomite kryminały:Agathy Christie, Dorothy Sayers,
Josephine Tey, Ngaio Marsh.
Znacie tych autorów (oprócz Agaty wink?Skoro w ocenie P.D. James są dobre to
pewnie takie są. wink
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • jottka Re: Dorothy Sayers 17.07.06, 21:35
      akurat za panią james to ja średnio przepadam, ale z wyjątkiem ostatniego
      nazwiska znam tę resztęsmile

      sayers to mniej więcej z tego samego okresu autorka, co christie, ścisła klasyka
      gatunku, ale dziś ciężej czytable - mam jakieś jej książki, ale nie pamiętam,
      żebym sie zachwycała (tzn. to kryminał klasyczny angielski, dedukcja, slady i
      lord w głównej roli), natomiast tey jest bardzo dobra do tej pory, choć jej
      powieści nie są 'czystymi' kryminałami, tylko raczej dramatami moralnymi z
      trupem w tlesmile

      szczególnie lubię 'trudną decyzję panny pym', dobra i nietypowa jest też 'córka
      czasu' (to już w ogóle nie jest normalny kryminał, tylko śledztwo historycznesmile,
      ale inne też nie są złe, acz może typowsze
    • boc1 Re: Dorothy Sayers 17.07.06, 23:45
      Nie cztytałam ich, ale wiem, że po polsku wyszły 2 ksiązki NGAIO MARSH - „Mistrzowie zbrodni” (Univ-Comp (Ryton) 1994) i „Szampańskie zabójstwo” (Iskry 1961).
      A P.D. jest najlepsza smile))
      • zielonamysz Re: Dorothy Sayers 19.07.06, 14:09
        Lubie kryminały retro,choc Sayers istotnie trąci myszką.A Tey to klasa sama w
        sobie!!
    • zettrzy Re: Dorothy Sayers 19.07.06, 22:52
      Sayers jest swietna! poprzedniczka P.D. James w tym wlasnie ze byla doskonale
      wyksztalcona i jej kryminaly pelne sa erudycji, drobiazgow i szczegolow jakich
      trudno oczekiwac w tzw. samym zyciu
      troche smutne ze dzisiaj traci myszka, ale niestety czasy sie zmienily i zamiast
      panienek z dobrych domow, studiujacych w collegu, mamy tlumy niedoksztalconych
      tlukow we wszystkich zakatkach zycia, z wlaczeniem collegow; tak mi szkoda tych
      czasow kiedy istnial okreslony system wartosci, przyjety przez cale
      spoleczenstwo, kiedy nikt nie kwestionowal potrzeb intelektualnych a kobieta
      mogla wybrac jako sposob zycia kariere i nikt jej nie zmuszal aby zostala matka;
      jakie to niedzisiejsze!
      • wimsey Re: Dorothy Sayers 25.07.06, 01:19
        Sayers cudowna! O moim uwielbieniu świadczy login, ale znam tylko oryginały
        (najbardziej lubię audiobooki z Carmichaelem). Czy ktoś mógłby skrobnąć, kto
        tłumaczył ją na polski? I czy to dobre przekłady?
        PDBW
        • zettrzy Re: Dorothy Sayers 25.07.06, 20:23
          login mowi sam za siebie... a po co Ci tlumaczenia skoro znasz oryginaly? ja
          chyba zadnego angielskiego kryminalu nie przeczytalam w tlumaczeniu, pare
          rosyjskich tez znam z tlumacznia na angielski
          • wimsey Re: Dorothy Sayers 25.07.06, 20:39
            Jestem ciekawa, bo interesuję się tłumaczeniami w ogóle, a lubianych przeze
            mnie książek w szczególności. W znanych mi bibliotekach nic nie ma, ale gdzieś
            już coś o Sayers (nienaukowej) po polsku czytałam. A co do rosyjskich, to ja
            niektóre Akuniny też znam tylko po angielsku (świetne audiobooki).
            • paszczakowna1 Re: Dorothy Sayers 01.08.06, 00:59
              Po polsku wyszła "Nieprzyjemność w klubie Bellona", w serii chyba srebrnego
              klucza, w tlumaczeniu bardzo dobrym. Później "Unpleasentness" przełożono raz
              jeszcze (słabo) i w tej samej serii (nie pamiętam jakiej, ale wydawnictwo
              wydawało dobre kryminały na początku lat 90-tych, zbankrutowało wkrótce, i
              książki zalegały na straganach z tanią książką) wydano jeszcze "Strong poison"
              (jako "Zjadliwą truciznę", również dość słaby przekład). Wyszły jeszcze, w
              latach 80-tych, zbiorki opowiadań w formie zeszytowej ("Kat poszedł na urlop" i
              "Z dowodem w zębach"). Przepraszam że to mało konkretne, ale książek ze sobą nie
              mam, więc wydań, nazwisk itp nie sprawdzę.

              Ja w sumie Sayers dość lubię (zwłaszcza pannę Climpson), ale tylko do "Strong
              poison" włącznie. Później Lord Peter zrobił się tak doskonały pod każdym
              względem, że nóż w kieszeni się otwiera. Harriet również działa mi na nerwy...
              • wimsey Re: Dorothy Sayers 01.08.06, 12:49
                Bardzo dziękuję! Teraz już łatwiej mi będzie szukać.
                Mnie lord Peter jednak ujmuje, trochę mnie tylko rozdrażniło, że lady Peter
                zrobiła się w ostatnich częściach taka kobieca i matczyna (może zresztą była od
                początku, tylko tego nie zauważałam). Sayers zamiast ciągnąć ciekawy wątek
                wyemancypowanej "detektywki" i pisarki po Oksfordzie, zrobiła z Harriet cień
                wielkiego PDBW. Ale, wstyd się przyznać, udany związek Wimseyów przysporzył mi
                tyle osobistej radości, że jakoś wybaczyłam...
                P.S. Znasz może dwie książki "dorabiane" mniej lub bardziej na podstawie Sayers
                przez Jill Paton Walsh?
                • paszczakowna1 Re: Dorothy Sayers 02.08.06, 10:55
                  Ja Wimsey'a bardzo lubiłam, gdy był tym gadatliwym neurotykiem z nerwicą wojenną
                  z wcześniejszych książek. Później, obawiam się, Sayers zakochała się w tworze
                  własnej wyobraźni, z fatalnym skutkiem dla tegoż tworu. Nie lubię detektywów
                  supermenów. A już ten 'życiorys' Wimsey'a to szczyt wszystkiego. Zmarnowała
                  fajną postać. (Ktoś pisał, nie wiem czy nie Chesterton, że Wimsey jest jedynym
                  detektywem, który stał się dorosły, ale dziękuję za takie dorastanie.)

                  Co do Harriet, zgadzam się, że ciekawsza była w "Strong poison" (i tym, no, co
                  trupa na plaży znalazła, nie pamiętam tytułu, skleroza nie boli...) niż w
                  późniejszych książkach. W "Busman's Honeymoon" była juz fatalna - Wimsey zresztą
                  też. Podobało mi się, co napisał na ten temat mój ulubiony pisarz (J.R.R. Tolkien):

                  "I could not stand Gaudy Night. I followed P. Wimsey from his attractive
                  beginnings so far, by which time I conceived a loathing for him (and his
                  creatrix) not surpassed by any other character in literature known to me, unless
                  by his Harriet. The honeymoon one (Busman's H.?) was worse." wink

                  Moja ulubione to "Strong Poison" (bardzo fajna intryga, no i panna Climpson), i
                  chyba "Unpleasantness...". Ciekawy klimat ma "Nine Tailors". Najmniej podoba mi
                  się "Five Red Herrings" - niestety, piekielnie nudna, IMO.

                  > P.S. Znasz może dwie książki "dorabiane" mniej lub bardziej na podstawie Sayers
                  >
                  > przez Jill Paton Walsh?

                  A, nie. Dobre?
                  • wimsey Re: Dorothy Sayers 02.08.06, 13:27
                    To w wielu miejscach bardzo się zgadzam a w wielu zupełnie nie smile)
                    Ja też chyba najbardziej lubiłam PDBW na początku, w opowiadaniach,
                    w "Bellonie". "Nine Tailors" to zdecydowanie moja ulubiona książka z samym
                    Wimseyem - właściwie wszystko tam gra (dosłownie i w przenośni wink, dobra
                    intryga, świetna atmosfera, trójwymiarowe postaci no i ten okrutny pomysł na
                    finał (dla znerwicowanego lorda...)wink "5 Red Herrings" - zgadzam się, do kitu.
                    Słuchałam wersji audio i chyba po drodze przysnęłam, bo na koniec było mi
                    kompletnie wszystko jedno kto kogo i dlaczego.
                    Ale muszę powiedzieć, że nie wiem dlaczego dodanie Wimseyowi "życiorysu" (czy
                    masz na myśli ten "appendix" autorstwa wuja czy innego kuzyna?) i dorastanie
                    tej postaci wzbudził taką niechęć i Twoją i JRRT.
                    Przyznaję się bez bicia: 'Gaudy Night' i 'Busman's Honeymoon' to moje
                    zdecydowanie ulubione książki DLS, właśnie dlatego, że Wimsey się zmienia -
                    nawiasem mówiąc, nigdy nie uważałam, że jest jakąś doskonałością bez
                    skazy. "Gaudy Night" cenię szczególnie za fantastyczny obraz Oksfordu,
                    pierwszych kobiet-naukowców, całą historię "w tle" wątku romantycznego. Jak już
                    mówiłam, nie byłam zachwycona tym, jak to się skończyło dla postaci Harriet,
                    ale - może to jakiś koszmarny sentymentalizm z mojej strony - Sayers sprawiła
                    mi ogromną przyjemność opisując naprawdę ciekawy, głęboki, złożony,
                    problematyczny, ale udany związek. Chyba między innymi dlatego Sayers wydaje
                    się wielu (w tym mnie) o tyle bardziej interesująca od autorów "czystych"
                    kryminałów (nie pamiętam, kto powiedział, że Christie to przy niej fast-food).
                    Naprawdę nie wiem, co Was tak w tym Wimseyu wkurza?!
                    W każdym razie, jeżeli tak Cię rozdrażnił "miesiąc miodowy", to pewnie książki
                    Walsh też by Ci się nie spodobały. Pierwsza to właściwie dokończenie powieści,
                    której Sayers nie zdążyła napisać, ale zostawiła trochę tekstu i plan. Nazywa
                    się to "Thrones, Dominations" i jest głównie o tym, jak ułożyło się małżeństwo
                    państwa Wimseyów. Intryga, prawdę mówiąc marna, ale całość całkiem niezła.
                    Druga, "Presumption of Death", to już czysta "Walsh" i tu wrażenia już miałam
                    mieszane. Rzecz dzieje się już na początku wojny i klimat jest naprawdę
                    świetnie uchwycony - bombardowany Londyn i Tallboys, gdzie zjeżdżają
                    uciekinierzy, organizacje obrony cywilnej itp. Z detektywistycznego punktu
                    widzenia - słabo. Wszystko razem - trochę naciągane.
                    Pozdrawiam i czekam na ripostęsmile
                    • paszczakowna1 Re: Dorothy Sayers 03.08.06, 23:02
                      >Naprawdę nie wiem, co Was tak w tym Wimseyu wkurza?!

                      Co konkretnie tak strasznie wzburzyło Tolkiena (nb, znali się z Sayers,
                      aczkolwiek niezbyt blisko), nie wiem, i pewnie już się nie dowiem. wink Co do
                      mnie, już wyjaśniam. Wimsey został stopniowo wyposażony w pulę umiejętności i
                      cnót śmiertelnikowi niedostępną - ja mogę uwierzyć, że ktoś jest inteligentny,
                      jest erudytą, zna się na winach i dobrze gra w krykieta, ale nie w to, że jest
                      fenomenem na skale światową w kazdej z tych dziedzin (i jeszcze paru innych). To
                      jest do przełknięcia w utworach, które nie aspirują do realizmu (część wczesnych
                      opowiadań), ale nie w rzekomo realistycznych powieściach.

                      W "życiorysie" również denerwuje mnie to ciągłe podkreślanie, jaki to Wimsey od
                      pieluch był niezwykły (i jakie jego rodzeństwo beznadziejne), ale jeszcze
                      bardziej co innego - jak czytam, jak to Wimsey nadzwyczajnie "radzi sobie" z
                      kobietami, zgrzytam zębami. I to od takiej sufrażystki jak Sayers! Temu też
                      głównie przypisuję moją irytację "Busman's Honeymoon".

                      "Gaudy Night" mi się w gruncie rzeczy podobała, z podobnych względów jak Tobie.
                      Trochę tylko przegadana, i Wimsey jakby jakis już mniej sympatyczny (ale w tym
                      przypadku nie umiem powiedzieć dlaczego).

                      >nie pamiętam, kto powiedział, że Christie to przy niej fast-food

                      Dobry fast-food nie jest zły. Osobiscie uważam Christie za lepszą pisarkę -
                      zarówno jeśli chodzi o intrygę, jak i urodę języka (są i zupełnie fatalne
                      książki Christie, ale to skutek nadprodukcji). U Sayers ten intelektualizm jest
                      momentami bardzo wysilony (zwłaszcza w póżniejszych książkach), i to też mnie
                      trochę razi. Z drugiej strony, uznanie się należy Sayers za przygotowanie
                      merytoryczne do każdej książki.

                      Ale Tey, uważam, bije obie na głowę - to moim zdaniem najlepsza pisarka tego
                      gatunku wszystkich czasów.

                      >"5 Red Herrings" - zgadzam się, do kitu.
                      >Słuchałam wersji audio i chyba po drodze przysnęłam,

                      I tak podziwiam. Ja bym "5 Red Herrings" w wersji audio nie zdzierżyła. Już przy
                      czytaniu z trudem przebrnęłam przez te 30 stron omawiania rozkładu pociągów,
                      słuchania sobie nie wyobrażam. A skąd, jesli wolno spytać, miałaś audiobooki
                      Sayers? Są gdzieś w Polsce do pożyczenia lub kupienia?

                      Pozdrawiam
                      • zettrzy Re: Dorothy Sayers 04.08.06, 00:21
                        a mnie Wimsey nie wkurza, bo wiem ze dzisiaj juz nie robia takich lordow wiec
                        nie mozemy go mierzyc wspolczesna miarka; uwazam ze swietnie pasuje do calej
                        konwencji i swoich czasow, z wlaczeniem ksztaltnych lydek (pokazcie mi dzisiaj
                        goscia o ksztaltnych lydkach, ha ha)
                        Sayers byla chyba wystarczajaco dobra sufrazystka aby wymyslec podobnego
                        supermena, w koncu tylko jakas niepewna siebie bidulka musi bez przerwy
                        dopatrywac sie wad i bledow w konstrukcji plci przeciwnej, kobieta asertywna i
                        prawdziwie wyzwolona moze sobie pozwolic na odrobine pozytywnej fantazji nic nie
                        tracac z sufrazu

                        Christie nie lubie, nudzi mnie, a Tey nie znam, z tej trojki najwyzej cenie Sayers
                      • wimsey Re: paszczakowna1 05.08.06, 14:35
                        Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź smile

                        >Wimsey został stopniowo wyposażony w pulę umiejętności i
                        > cnót śmiertelnikowi niedostępną
                        Rzeczywiśćie, takiego śmiertelnika jak Wimsey nie miałam okazji spotkać, ale,
                        (chyba podobnie jak Zettrzy) miło mi było poznać takiego powieściowego
                        nieśmiertelnika smile Nawet w realistycznych powieściach, bohaterowie są
                        zazwyczaj "larger than life". Rozumiem, że ideały drażnią, ale dla mnie
                        bardziej wkurzające są postaci idealne i jednowymiarowe (np. św. Skrzetuski)
                        niż idealne pod pewnymi względami (detektyw, degustator win, kierowca,
                        małżonek, znawca Donne'a i malarstwa, historyk, szachista, no dobra, zgadzam
                        się, rzeczywiście sporo tegowink) ale przynajmniej funkcjonujące w wielu
                        wymiarach.
                        > jak czytam, jak to Wimsey nadzwyczajnie "radzi sobie" z
                        > kobietami, zgrzytam zębami. I to od takiej sufrażystki jak Sayers!
                        Jakoś nie zwróciłam na to uwagi - zresztą wydawało mi się, że oprócz kochanek w
                        postaci licznych wiedeńskich śpiewaczek operowych, które ceniły sobie raczej
                        jego dochody niż talenty uwodzicielskie, miał tylko za młodu jakąś narzeczoną,
                        zakochał się w niej po uszy i został puszczony w trąbę. Czy nie dlatego
                        pojechał na wojnę? A z Harriet nie mógł sobie poradzić przez pięć lat... Inna
                        sprawa, że co do konsekwencji Sayers-sufrażystki sama mam sporo zastrzeżeń, jak
                        już kiedyś wspominałam.
                        > Dobry fast-food nie jest zły. Osobiscie uważam Christie za lepszą pisarkę -
                        > zarówno jeśli chodzi o intrygę, jak i urodę języka (są i zupełnie fatalne
                        > książki Christie, ale to skutek nadprodukcji).
                        Zgoda, że nie jest zły. Christie pochłaniam w biegu z ogromną przyjemnością,
                        niektóre książki po wiele razy, a większość nie z uwagi na zagadkę tylko
                        względy czysto literackie (postaci, realia, subtelne poczucie humoru etc.)
                        Niemniej jednak zdecydowanie wyżej cenię Sayers - z uwagi na ciekawsze, mniej
                        papierowe postaci, ciekawsze realia, subtelniejsze poczucie humoru, etc.wink)
                        >U Sayers ten intelektualizm jest
                        > momentami bardzo wysilony (zwłaszcza w póżniejszych książkach), i to też mnie
                        > trochę razi.
                        Znowu zgoda. Intelektualizm zbyt często objawia się tylko w mottach i grach w
                        cytaty prowadzonych przez bohaterów. Ale i tak uwielbiam te motta i gry...
                        > Ale Tey, uważam, bije obie na głowę
                        Tey znam tylko to o nieszczęsnych książętach z wieży - ale dzięki Tobie może
                        sięgnę po więcejwink Może coś polecisz szczególnie?
                        >w czytaniu z trudem przebrnęłam przez te 30 stron omawiania rozkładu pociągów,
                        > słuchania sobie nie wyobrażam. A skąd, jesli wolno spytać, miałaś audiobooki
                        > Sayers? Są gdzieś w Polsce do pożyczenia lub kupienia?
                        Ha, w wersji audio - słuchowisko BBC - wszystkie rozkłady itp. były wycięte
                        (widziałam tylko jakieś nudziarstwa na temat kolei i malarzy przeglądając
                        wersję papierową)
                        Sayers do słuchania jest w dwóch wersjach. Większość została przerobiona na
                        słuchowiska z pełną obsadą - rewelacyjne, jak większość radiowych produkcji
                        BBC. Pożyczałam je z warszawskiego British Council - mają "Murder Must
                        Advertise", cudne "Strong Poison", "Have His Carcasse", "Nine Tailors" po
                        prostu fantastyczne (te dzwony!). Natomiast na własność mam pełne wersje
                        czytanych powieści ("Gaudy..." i "Busman's..."), zbiór trzech
                        opowiadań "Striding Folly". Wszędzie Wimseya gra/czyta rewelacyjny Ian
                        Carmichael. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Może bardziej go polubiszwink?
                        Są jeszcze te dwie rzeczy Walsh, o których pisałam poprzednio - mam je również
                        w wersji audio, tylko tu czyta Edward Petherbridge. Zarówno Carmichael, jak i
                        Petherbridge grywali Wimseya w filmach, ale niestety nie widziałam (jeszcze).
                        Wszystkie ww. cuda są do kupienia na stronach Amazona (niestety więcej jest w
                        angielskim, czyli droższym amazonie, www.amazon.co.uk) i na stronach
                        sklepu BBC (www.bbcshop.com)).
                        Pozdrawiam,
                        PDBWwink)
                        • zettrzy Re: paszczakowna1 05.08.06, 16:52
                          > Ha, w wersji audio - słuchowisko BBC - wszystkie rozkłady itp. były wycięte

                          dobry aktor potrafi zrobic fascynujacy spektakl/sluchowisko z lektury ksiazki
                          telefonicznej
                        • paszczakowna1 Re: paszczakowna1 05.08.06, 22:57
                          > niż idealne pod pewnymi względami (detektyw, degustator win, kierowca,
                          > małżonek, znawca Donne'a i malarstwa, historyk, szachista, no dobra, zgadzam
                          > się, rzeczywiście sporo tegowink)

                          Nie zapomnij o krykieciście, bibliofilu i fenomenie uzdolnień manualnych (patrz
                          Strong Poison). W ogóle sobie nie przypominam, by Wimsey w jakiejkolwiek
                          dziedzinie zdradzał ignorancję. Taki np. Sherlock Holmes był pod tym względem
                          znacznie bardziej wiarygodny.

                          > Tey znam tylko to o nieszczęsnych książętach z wieży - ale dzięki Tobie może
                          > sięgnę po więcejwink Może coś polecisz szczególnie?

                          Tey nie była szczególnie płodna, a dobre jest właściwie wszystko. Najlepsze
                          chyba, oprócz wspomnianej przez ciebie "Daughter of Time" (ale trudno to nazwać
                          kryminałem) są "The Singing Sands" (na polski przełożone - i to dobrze - "Tam
                          piaski śpiewają") i "Miss Pym Disposes" ("Trudna decyzja panny Pymm" - ale kupić
                          to teraz graniczy z niepodobieństwem, bo wyszło dawno temu w małym nakładzie i
                          nie w serii kryminałów). "Brat Farrar" ma b. ciekawą intrygę i "The Franchise
                          Affair" też jest dobra (obie przełożone na polski). Najsłabsze chyba są jej
                          najwcześniejsze książki: "Man in the Queue" i "Shilling for Candles", choć też
                          mają masę wdzięku.

                          > Sayers do słuchania jest w dwóch wersjach. Większość została przerobiona na
                          > słuchowiska z pełną obsadą - rewelacyjne, jak większość radiowych produkcji
                          > BBC. Pożyczałam je z warszawskiego British Council - mają "Murder Must
                          > Advertise"

                          A, też pożyczałam "Murder Must Advertise" z BC. Dobre, ale ja w ogóle jakoś się
                          nie moge przekonać do słuchowisk, choć Ian Carmichael faktycznie fantastyczny.
                          Wolę czytane książki (choć chętniej wersje skrócone - jak Ellis Peters czytana
                          przez Dereca Jacobiego). Muszę odnowić legitymację i jeszcze raz przeczytać
                          "Gaudy Night". wink

                          A znasz może, jak juz jesteśmy w złotych latach kryminału angielskiego (Tey co
                          prawda była Szkotką - ale chyba by sie nie obraziła), ksiązki Margery Allingham?
                          Jej Albret Campion na początku miał sporo z Wimseya, ale stopniowo się zmienił
                          (na lepsze - i małżeństwo miał ciekawsze, zdecydowanie na równej stopie).
                          • zettrzy Re: paszczakowna1 06.08.06, 01:02
                            paszczakowna1 napisała:

                            > > niż idealne pod pewnymi względami (detektyw, degustator win, kierowca,
                            > > małżonek, znawca Donne'a i malarstwa, historyk, szachista, no dobra, zgad
                            > zam
                            > > się, rzeczywiście sporo tegowink)
                            >
                            > Nie zapomnij o krykieciście, bibliofilu i fenomenie uzdolnień manualnych (patrz
                            > Strong Poison). W ogóle sobie nie przypominam, by Wimsey w jakiejkolwiek
                            > dziedzinie zdradzał ignorancję. Taki np. Sherlock Holmes był pod tym względem
                            > znacznie bardziej wiarygodny.
                            >

                            nie zapominaj ze ta niewiarygodnosc oddaje preferencje i aspiracje epoki -
                            Wimsey stanowi twor okreslonej kultury, w ktorej zawsze kazdy stara sie rownac
                            do gory, granica jest niebo i im lepiej tym lepiej
                            wiarygodnosc innych detektywow bierze sie glownie z nizszych oczekiwan zarowno
                            autora jak czytelnikow, bo gdyby Wimsey nie dawal zadnej satysfakcji estetycznej
                            swoim konsumentom Sayers nie bylaby dzisiaj klasykiem, po prostu jej powiesci,
                            oraz Wimsey, umarlyby smiercia naturalna; a przeciez sa nieustanne wznowienia i
                            nawet przeklady na film i sluchowiska
                            i powtarzam wcale mi nie przeszkadza ze to taki paragon wszelkich cnot, ani nie
                            uwazam ze jego wykreowanie umniejsza wage Sayers jako sufrazystki; przeciwnie,
                            uwazam ze tylko kobieta ktora sama potrafi wbijac gwozdzie w sciane, by tak
                            rzec, mogla wymyslic podobnego mezczyzne
                            • paszczakowna1 Re: paszczakowna1 06.08.06, 22:54
                              > nie zapominaj ze ta niewiarygodnosc oddaje preferencje i aspiracje epoki -
                              > Wimsey stanowi twor okreslonej kultury, w ktorej zawsze kazdy stara sie rownac
                              > do gory, granica jest niebo i im lepiej tym lepiej

                              Nie rozumiem. W kazdej epoce powstawaly i powstaja dziela, w ktorych autor
                              wyposaza bohaterow zaletami i umiejetnosciami szczegolnie przez niego (czy nia)
                              cenionymi. Sek w tym, ze nie nalezy przesadzac, jesli ma sie ambicje pisania
                              powiesci realistycznych.

                              > wiarygodnosc innych detektywow bierze sie glownie z nizszych oczekiwan zarowno
                              > autora jak czytelnikow,

                              Znowu nie rozumiem. sad Oczekiwan autora? Autor ma pelna swobode kreacji
                              bohatera. Oczekiwan czytelnikow? Czyzby grono czytelnikow Sayers roznilo sie
                              znaczaco od grona czytelnikow innych powiesci detektywistycznych (osobiscie
                              smiem twierdzic, ze zbiory te w duzej mierze sie pokrywaja).

                              > gdyby Wimsey nie dawal zadnej satysfakcji estetyczne
                              > j
                              > swoim konsumentom Sayers nie bylaby dzisiaj klasykiem, po prostu jej powiesci,
                              > oraz Wimsey, umarlyby smiercia naturalna; a przeciez sa nieustanne wznowienia i
                              > nawet przeklady na film i sluchowiska

                              No i czego to ma dowodzic? Christie jest jeszcze bardziej popularna. Czy jest to
                              dowod na to, ze Poirot jest lepsza kreacja pod wzgledem artystycznym niz Wimsey?
                              (Zeby nie bylo nieporozumien - nie uwazam tak.)

                              > i powtarzam wcale mi nie przeszkadza ze to taki paragon wszelkich cnot

                              W porzadku - kwestia gustu. smile

                              > ani nie
                              > uwazam ze jego wykreowanie umniejsza wage Sayers jako sufrazystki;

                              Tego i ja nie twierdzilam, zle mnie zrozumialas. Pretensje do Sayers mialam o
                              ujmowanie umiejetnosci manipulacji kobietami jako zalety (wimsey odczytala to
                              wlasciwie).
                              • zettrzy Re: paszczakowna1 07.08.06, 02:47
                                paszczakowna1 napisała:

                                > Nie rozumiem. W kazdej epoce powstawaly i powstaja dziela, w ktorych autor
                                > wyposaza bohaterow zaletami i umiejetnosciami szczegolnie przez niego (czy nia)
                                > cenionymi. Sek w tym, ze nie nalezy przesadzac, jesli ma sie ambicje pisania
                                > powiesci realistycznych.
                                >
                                no wlasnie - w poczatku ubieglego stulecia szczegolnie ceniona byla
                                wszechstronnosc, egzotyczne umiejetnosci, "dobrze wyksztalcony czlowiek zna co
                                najmniej cztery jezyki", polaczenie talentow artystycznych, atletycznych i
                                praktycznych... dzisiaj wolimy przyziemny realizm, najlepiej z gatunku "waskiej
                                specjalizacji"

                                > Znowu nie rozumiem. sad Oczekiwan autora? Autor ma pelna swobode kreacji
                                > bohatera.

                                autor kreuje bohatera myslac o czytelnikach, inaczej musialby pisac wylacznie
                                dla siebie - dlaczego Joyce, pisarz niewatpliwie duzo lepszy niz wszyscy autorzy
                                kryminalow, tworca bohaterow tak realistycznych ze momentami sa zenujacy, nie
                                jest az tak popularny? a przeciez nawet Joyce dostrzegal materialny aspekt
                                pisarstwa

                                Oczekiwan czytelnikow? Czyzby grono czytelnikow Sayers roznilo sie
                                > znaczaco od grona czytelnikow innych powiesci detektywistycznych (osobiscie
                                > smiem twierdzic, ze zbiory te w duzej mierze sie pokrywaja).

                                oczywiscie ze sie roznilo - Sayers pisala dla osob wyksztalconych, zdolnych
                                docenic np. przeslanie zawarte w melodii dzwonow; Christie pisala dla kazdego
                                kto mial podstawowa umiejetnosc czytania; porownaj poziom erudycji obu autorek

                                > No i czego to ma dowodzic? Christie jest jeszcze bardziej popularna. Czy jest t
                                > o
                                > dowod na to, ze Poirot jest lepsza kreacja pod wzgledem artystycznym niz Wimsey
                                > ?
                                > (Zeby nie bylo nieporozumien - nie uwazam tak.)
                                >

                                nie, to dowod na to ze Christie pisala dla duzo szerszej grupy odbiorcow niz
                                Sayers, patrz wyzej, aczkolwiek grupa odbiorcow Sayers byla na tyle duza ze
                                Dorothy tez zostala klasykiem

                                > Tego i ja nie twierdzilam, zle mnie zrozumialas. Pretensje do Sayers mialam o
                                > ujmowanie umiejetnosci manipulacji kobietami jako zalety (wimsey odczytala to
                                > wlasciwie).

                                a tutaj widzisz mamy do czynienia z syndromem "madame Casanova", wzglednie
                                "podrywacz podrywany" - kobieta asertywna i sama zdolna do seksualnej
                                manipulacji nie ma powodu by odbierac taka umiejetnosc jako cos negatywnego,
                                tyle ze moze ja, w kreacji artystycznej, przeniesc na mezczyzne
                                tez pozdrawiam
    • miang Re: Dorothy Sayers 09.08.06, 13:11

      A orientujecie sie moze do której książki Dorothy Sayers nawiązuje Connie Willis
      w "Nie licząc psa" ?
      • paszczakowna1 Re: Dorothy Sayers 09.08.06, 22:07
        Z wiosłowaniem, kaczkami i oświadczynami? Do "Gaudy Night", o ile mnie pamięć
        nie myli. "Nie licząc psa" to fantastyczna książka, swoja drogą.
        • jottka Re: Dorothy Sayers 09.08.06, 23:16
          gugiel mówi to samosmile
        • miang Re: Dorothy Sayers 13.08.06, 14:23
          dzieki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka