negev56
20.05.07, 14:54
Wiele obiecywałam sobie po "Chłodzie z granitu", niestety na pobożnych
życzeniach się skończyło.
Aberdeen to nie Edynburg, Logan McRae to nie John Rebus a Jackie Watson nie
jest Siobhan Clarke. Cała intryga zasadza się na psychopacie mordującym,
gwałcącym dzieci, w tej właśnie kolejności. W międzyczasie mamy dorosłego
trupa z obciętymi kolanami i całą galerię dziwacznych postaci,które mordują
się nawzajem zupełnie bez sensu. Policja w Aberdeen jak nie chla wieczorami na
umór, to stara się złapać mordercę\morderców, ale dobrze się składa, że prawie
wszyscy między sobą wytłuką się. I jeszcze inspektor Inch pożerający albo
żelki,albo ciasteczka i grający po słuzbie w teatrze pantomimy.
Ewidentnie MacBride wzorował się na Rankinie,patrząc tylko na postacie
policjantów, ale wyszło źle, a nawet bardzo źle.