Dodaj do ulubionych

Dzień, w którym wyszły szczury.

27.12.10, 22:35
Czy jeszcze sa tacy co nie wierza???


" Niemieccy wypędzeni
Decyzje o wysiedleniu ludności niemieckiej z ziem zachodnich oraz Warmii i Mazur zapadły w sierpniu 1945 r. podczas konferencji w Poczdamie. Jeszcze przed konferencją doszło do wielu brutalnych akcji: "dzikie wypędzenia" prowadziły 2. Armia Wojska Polskiego, MO, UB i KBW.
Zorganizowana i usankcjonowana operacja rozpoczęła się na początku 1946 roku. Formalnie trwała do końca 1947 roku, ale w rzeczywistości wyjazdy organizowano do 1950 r. W tym czasie wysiedlono ponad 3,5 mln obywateli niemieckich. Szacuje się, że wcześniej podobna liczba samodzielnie uciekła przed Armią Czerwoną.
Liczba ofiar śmiertelnych wysiedleń często była przedmiotem manipulacji. Niektóre organizacje niemieckie utrzymują, że przekroczyła 2 mln osób, ale to zawyżona liczba. Naukowcy, m.in. wybitny historyk niemiecki Ingo Haar, szacują, że podczas wysiedleń Niemców z ziem przyłączonych do Polski śmierć poniosło ok. 400 tys. osób.
W 1948 roku na ziemiach zachodnich pozostawał blisko milion osób narodowości niemieckiej, które musiały przyjąć polskie obywatelstwo. "


wyborcza.pl/swoiobcy/1,110847,8839198,Dzien__w_ktorym_wyszly_szczury.html

Niy dejmy gorolom zapomniec !!!
Obserwuj wątek
    • szwager_z_laband Re: Dzień, w którym wyszły szczury. 27.12.10, 22:49
      Am 18. März 1945 erließ A. Zawadzki eine Verordnung, in welcher die Bildung von Ortsteilen empfohlen wurde, in denen die deutsche Bevölkerung provisorisch untergebracht werden sollte. Er verbot deutschen Schlesiern die Benutzung der Bahn, es sei denn, dass sie nach Westen fuhren.

      Nach Veröffentlichung dieser Verfügung befahlen die Verwaltungsbehörden den Deutschen das Tragen von sichtbaren Erkennungszeichen. In Breslau, Wohlau und im Grottkauer Gebiet mussten weiße Armbinden getragen werden. In Kreuzburg (Kluczbork) trugen Deutsche auf dem Rücken ein rotes “N” (Niemiec - Deutscher). Armbinden mussten u.a. auch in Oberglogau (Glogówek) und Hindenburg (Zabrze) angelegt werden.

      • szwager_z_laband Re: Dzień, w którym wyszły szczury. 27.12.10, 23:07
        www.republikasilesia.com/silesia-journal/pollok.htm
        • socer-schlesier Re: Dzień, w którym wyszły szczury. 27.12.10, 23:31
          Ktos napisal:
          "Nie brakowało też głosów sprzeciwu[/b]. Autor filmu w jego wstępie umieścił napis: "Kiedy 33 lata temu polscu biskupi pisali do biskupów niemieckich "...przebaczamy i prosimy o przebaczenie..." mało kto rozumiał o co chodzi. Niestety, nie rozumieją do dziś". Wypowiedzi mieszkańców Potulic, które przytoczył w dokumencie przypominającym to niechlubne wydarzen ie z powojennej historii naszgo kraju, świadczą o prawdziwości tych słów. "

          do dzisiaj nikt nie wie o co chodzi!!! dlaczego np. ustanowiono w Watykanie funkcje Apostolischer Protonotar w odniesieniu do polskich ziem tzw "odzyskanych"?! Bo np. taki polski zbrodniarz kard. Hlond sprzeciwstawil sie Watykanowi i zaczal ustanawiac " WLASNE BISKUPSTWA"!!! . Wszystkie fakty swiadcza o tym, ze polscy biskupi do tego kroku (przebaczamy i prosimy o przebaczenie) zostali zmuszeni przez Watykan!!!!
          • cirano Re: Dzień, w którym wyszły szczury. 28.12.10, 08:14
            A dzisioj sie tymu "niyświyntymu" Hlondowi pomniki stawio. Kpiom sie z nos gorole, bo dzisioj uoni som gorom
    • szwager_z_laband Re: Dzień, w którym wyszły szczury. 28.12.10, 10:59
      Widziałam akta mordowanych Ślązaków

      Dorota Wodecka-Lasota

      - Na dokumenty dotyczące powojennych mordów na Ślązakach w Opolu natknęłam
      się na początku lat 70. Do dziś jest to moją nocną zmorą - mówi prof. Joanna
      Rostropowicz.

      Dorota Wodecka-Lasota: Jest Pani osobą, która pierwsza dowiedziała się o
      Ślązakach mordowanych w opolskim więzieniu. Kiedy to było?

      Prof. Joanna Rostropowicz*: Wiem o tej sprawie od 1970 roku, ale nigdy nie
      było klimatu, by ją rozwikłać. Wówczas przez krótki czas byłam kierownikiem
      biura Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. Badałam wpisy w
      księgach zgonów w Urzędzie Stanu Cywilnego, które dotyczyły głównie czasów
      wojennych, ale po przejściu frontu w tych księgach dalej zapisywano, tyle że
      już po polsku. Wtedy natknęłam się na przerażające zapisy z lat 1945, 1946 i
      1947, dotyczące nie tylko mieszkańców Opola, ale też podopolskich wiosek.

      Miałam też do wglądu księgę więzienną, w której również były już także polskie
      adnotacje. To, co znalazłam tam, począwszy od czerwca 1945 roku, do dziś jest
      moją zmorą nocną.

      Co Panią poraziło?

      Ilość nazwisk. I dane; skąd są ci ludzie, godziny sprowadzenia ich do
      więzienia, a zaraz w następnej rubryce informacja o ich śmierci. Zobaczyłam,
      że o tej samej godzinie tego samego dnia umierało po kilka osób. Było dla mnie
      oczywiste, co się z nimi stało, mimo że jako przyczynę śmierci podawano udar
      serca czy zapalenie płuc.

      Przeglądałam też sądowe akta dotyczące spraw uznania kogoś za zmarłego i tam
      czytałam relację świadków, którzy zeznawali przed sądem, że ktoś wrócił z
      przesłuchania do celi, osunął się na ławkę i umarł. Rodzina nie dostała ciała,
      więc próbowała dochodzić, czy rzeczywiście ktoś z jej bliskich nie żyje.

      Kto ich mordował? Sowieci czy UB?

      Na tych aktach o uznaniu za zmarłego były pieczątki Urzędu Bezpieczeństwa
      Publicznego.

      Komu Pani o swych odkryciach powiedziała?

      To nie były czasy, by dzielić się taką wiedzą. Oczywiście moja dusza badacza
      była usatysfakcjonowana tym, co znalazłam, ale to było tak straszne, że kiedy
      opowiadałam o tym rodzinę, słyszałam tylko: "cicho, cicho, nie mów, my nie
      chcemy tego wiedzieć".

      Ta wiedza była niepożądana i władza chciała ukryć te fakty. Miałam swego
      "opiekuna", oficera SB, który był stałym gościem w moim biurze. Interesował
      się, co czytam, co znajduję. Jemu chodziło o to, bym broń Boże nie tknęła
      dokumentów powojennych, tylko koncentrowała się na zbrodniach hitlerowskich.
      Udawało mi się go utrzymywać w tym przekonaniu do dnia, kiedy miałam
      prawdziwego pecha. Przepisywałam na maszynie nazwiska Ślązaków, którzy zginęli
      w więzieniu po wojnie, i wtedy akurat on przyszedł. Zobaczył listę i urządził
      mi awanturę. Potem zabrał księgę, która z powrotem trafiła do więzienia.
      Spisałam tylko część nazwisk.

      Czy kiedykolwiek spotkała Pani ludzi, których bliscy zginęli w opolskim więzieniu?

      Nie. Ale takie poszukiwania nie były bezpieczne. Można było samemu zapłacić za
      to życiem. Wychowywałam się w Zdzieszowicach i pamiętam ten okropny terror i
      strach każdego dnia, czy mama wróci z pracy. I niewyjaśnione morderstwa
      Ślązaków jeszcze w latach 50.

      W 2003 roku w „Roczniku Łubowickim” ukazał się artykuł na temat zgonów przy
      Jagiellońskiej, który zainspirował dr. Andrzeja Kurka do zbadania sprawy. Po
      tej publikacji też nikt się nie odezwał?

      Ludzie się boją w dalszym ciągu o tym mówić. Po tych okropnych cierpieniach,
      jakich doznali Ślązacy, mają już dość i machają na przeszłość ręką.

      Ale ta historia wymaga wyjaśnienia.

      Też tak myślę, ale Ślązacy uważają, że nigdy nie było i wciąż nie ma klimatu
      na wyjaśnienie tych spraw. Oni nie wierzą, że to możliwe. A przede wszystkim
      chcieliby zapomnieć o tragicznej przeszłości.

      Rozmawiała Dorota Wodecka-Lasota

      * Prof. Joanna Rostropowicz jest pracownikiem Instytutu Historii Uniwersytetu
      Opolskiego, redaktorem naczelnym "Rocznika Łubowickiego"
    • szwager_z_laband Re: Dzień, w którym wyszły szczury. 28.12.10, 11:12
      Oto wiec wybrane wspomnienia jednego z polskich oprawców slaskich cywili:

      mezczyzn, kobiet i dzieci:

      "Johann mu bylo(...)zaciagnelismy go do warsztatu za
      te brodê i wkrecilismy mu ja w imadlo. I podpalili, zeby wygladal jak dziad.
      Krzyczal, ze ma dzieci(...) Obcegami wyrywalismy mu paznokcie, jeden po drugim
      (...) Zaczelismy pukac mu w glowe kluczami(...)Edek powiedzial, ze to biale to
      mózg"
      "Moja pierwsza nazywala sie Gertruda(...)Dwadziescia piec do trzydziestu
      uderzen gruba pala(...) Skóra i miesnie wisialy na nich paskami(...)Umieraly na
      zakazenie krwi"
      "Bilismy i zabijalismy(...)Oblewalismy ich szczochami, obrzucali gównem, pod
      paznokcie wbijalismy im gwozdzie" "Frau Paschke nazarla sie mojego gówna,
      Fraulein Marii Schmolke z Lambinowic naszczalismy do geby i kazalismy jej lizac
      krew z jej niemieckich ziomków(. . . )Dziewuchom placilismy tak, ze wsadzalismy
      im miedzy nogi banknoty namoczone w nafcie i zapalali(...)
      W sadzaliœmy im do pochwy rozpalone pogrzeacze" "Zastrzelilismy kobiete w
      dziewiatym miesiacu ciazy, a potem zastrzelilismy mala córke kiedy
      skladala kwiaty na jej grobie" "Janek F. zabil kilkadziesiat niemowlat, po dwa
      na raz, roztrzaskujac glówkê o glówkê" "To wymyslilismy pozar(...)Wrzucaliœmy
      do ognia tych, co sie bali podchodzic blisko, ich czlonkowie rodzin blagali nas
      na kolanach, nie bylo litoœci, maz palil sie na oczach zony, albo odwrotnie".
      Te cytaty dobitnie obrazuja jak wygladala weryfikacja narodowosciowa po polsku.
      Chociaz nie bylo to celowe dzialanie wladz komunistycznych, tak jak w przypadku
      obozów nazistowskich, to jednak wladze tolerowaly to bestialstwo
      zezwierzeconych Polaków wobec bezbronnych slaskich cywilów. Okazalo sie wiec w
      tym momencie wyraznie, ze niemiecki nazizm byl dla tutejszej ludnoœci sielanka
      w porównaniu z terrorem polskich "wyzwolicieli". Wielu Slazaków zostalo
      zakatowanych w obozie dla opozycji antykomunistycznej w Jaworznie, gdzie
      dzielili los z Polakami z Armii Krajowej i Ukraincami z Ukrainskiej Powstanczej
      Armii. Niezwykle szokujacy jest fakt, ze obóz zaglady w Oswiecimiu, tak czczony
      przez Polaków jako miejsce meczenskiej smierci wielu setek tysiecy ludzi,
      dzialaa nadal jeszcze dwa lata po zakonczeniu wojny
      i nadal byl miejscem katowania na smierc przez polska milicje tysiecy
      niewinnych ludzi, tym razem jednak wylacznie Slazaków."
    • szwager_z_laband Re: Dzień, w którym wyszły szczury. 28.12.10, 11:22
      Im Herbst 1997 begann Ewa Betkowska damit, den Aktenbestand der zur Liquidie­rung vorgesehenen Grube Porabka-Kli­montow bei Sosnowitz zu sichten und für die Überführung in das Staatsarchiv Kat­towitz vorzubereiten. Keine spannende Arbeit für eine junge Diplomarchivarin, denn schließlich warteten annähernd 40.000 Aktenstücke in den Kellern des Verwaltungsgebäudes. Eines Tages stieß sie allerdings auf einen Fund, der so gar nicht in das typische Bild von angestaub­ten Grubenakten zu passen schien.
      Unterlagen über 14.000 deutsche Zwangsarbeiter

      Zu ihrer Überraschung war der Fund trotz seines Alters in einem guten und gepfleg­ten Zustand: Holzkästen mit Tausenden von Karteikarten und mehrere Kisten mit der Aufschrift UNRA, in denen Mikrofil­me lagen. Nach kurzer Durchsicht war ihr bald klar, daß es sich hier um bürokratisch mittels umfangreichen Datenmengen do­kumentierte Menschenschicksale handel­te: um fast 14.000 deutsche Zwangsarbei­ter nämlich, die von 1945 bis 1949 im Dombrowaer Revier in den Gruben ar­beiten mußten. Die Karteikarten beinhal­ten penibel die Häftlingsdaten: Name, Ge­burtsdatum und -ort, Beruf oder Dienst­grad, Staatsangehörigkeit, Nationalität, "Stammlager", von Lagerärzten in Pro­zenten eingeschätzter Gesundheitszustand bei Einlieferung. Zumeist handelt es sich um Wehrmachtssoldaten, aus den Kriegs­gefangenenlagern in Sagan und Schnei­demühl, aber auch um Alte, Frauen und Sechzehnjährige, allesamt Oberschlesier, die aus den "Stammlagern" Lamsdorf, Schwientochlowitz, Myslowitz und Ja­worzno zur Sklavenarbeit unter Tage her­angeschafft wurden. Mindestens 1.000 Na­men von Toten sollen die aufgefundenen Listen preisgeben, einschließlich Todesur­sache (Entkräftung, Krankheit, Herzin­farkt, "Fluchtversuch") und der detaillier­ten Angabe der sechs Massengräber, die in beiliegenden Landkarten genau verzeich­net sind.

      Wohl nicht ohne Grund, wählte Betkows­ka nicht den vorgeschriebenen Dienstweg, der sie zum Staatsarchiv geführt hätte, sondern sie ging am 26.Juni 1998 zu Diet­mar Brehmer, dem Vorsitzenden der "Deutschen Arbeitsgemeinschaft „Versöh­nung und Zukunft". Diese kleine Vereini­gung in Kattowitz, die sich 1990 vom Deutschen Freundschaftskreis (DFK) abspaltete, ist im Bezirk „Schlesien“ (Kattowitz) durch eine eige­ne Zeitung, eine wöchentliche Rundfunksendung, vor allem aber durch die Bemühungen um Renten für ehemalige Wehrmachtssoldaten und um die Rehabi­litierung ehemaliger Häftlinge, die nach 1945 in polnischen Lagern eingeliefert wurden, bekannt geworden. Die Familien, so Betkowska, deren Vater vor der Wende ein einflußreicher Parteisoldat war, sollten auf jeden Fall erfahren, was mit ihren An­gehörigen geschehen war. Brehmer wollte den Suchdienst des Deutschen Roten Kreuzes informieren, Historiker sollten eingeschaltet werden, um das Material fachgerecht aufzuarbeiten. Er berichtete auch dem Staatsarchiv von dem Fund, den ihm eine "unerkannt bleibende Person" übergab.

      Am 29.Juni gab Brehmer in Kattowitz eine Pressekonferenz und präsen­tierte das Material - nicht ohne Erfolg. Massenweise, berichtete die Gazeta Wy­borcza, hätten Oberschlesier sich fern­mündlich oder schriftlich nach vermißten Angehörigen erkundigt. Zwölf Tage spä­ter aber tauchten plötzlich Vertreter des Staatsarchivs, der Staatsanwaltschaft und des Verfassungsschutzes UOP auf und for­derten in einem achtstündigen Gespräch mit Brehmer die sofortige Herausgabe der Karteikarten und der Mikrofilme, zudem die Preisgabe des Namens der "geheimnisvollen Zuträ­gerin". Um Betkowska nicht zu gefähr­den, fügt sich schließlich der Verein und muß das Ma­terial Zygmunt Partyka, dem Leiter des Staatsarchivs, übergeben.

      Es begann ein bemerkenswertes Versteck­spiel: Am 13.Juli teilt die Staatsanwalt­schaft mit, daß 10.613 Karteikarten ge­zählt wurden, fast dreitausend weniger als noch eine Woche zuvor von mehreren Mitgliedern der Arbeitsgemeinschaft festgestellt. Die UOP begründete ihr ungewöhnliches Interesse an der Sicherstellung der Karteikarten damit, daß man die „geraubten“ Karteikarten vor der Zerstörung (durch Brehmer) habe bewahren müssen. Partyk nennt Brehmers Vorschlag, das Material einem „Ausschuß“ zur Prüfung vorzulegen, in der Presse „lächerlich“. Einen weiteren Vorschlag Brehmers, doch eine Totenliste zu veröffentlichen, ähnlich der „Katynliste“, um den betroffenen Familien Gewißheit zu verschaffen, lehnt das Staatsarchiv mit der Begründung ab, daß das Datenschutzgesetz die Freigabe der Namen von Toten untersage; die Datenschutzbehörde wiederum sagt aber, daß es so ein Gesetz gar nicht gibt! Auf Nachfrage von Journalisten gab ein Sprecher zwischenzeitlich zu verstehen, daß das Material nicht eingesehen werden könne. Zunächst müsse das Staatsarchiv Platz schaffen und die Karteikarten dann sorgfältig bearbeitet werden - und das kann dauern. Man habe bereits vor einigen Jahren Listen mit Namen von 20.000 Zwangsarbeitern aus drei oberschlesischen Grubenarchiven (Kleofas in Kattowitz, Makoschau in Hindenburg und Ziemowit in Lendzin) erhalten, und diese seien bis heute noch nicht im Staatsarchiv gesichtet worden. Inzwischen wurde jedoch bekannt, daß die UOP bereits Anfang Juli, noch vor dem Besuch bei Brehmer, komplette Unterlagen mit Beweismitteln der Staatsanwaltschaft vorlegen konnte, inklusive der Identität der „geheimnisvollen Zuträgerin“ und des langjährigen Lagerortes der Kisten, der nicht einmal der Grubenverwaltung bis zu Betkowskas Fund bekannt gewesen war.

      Anschläge auf „Arbeits­gemeinschaft Versöhnung und Zukunft"

      Bis dahin lautete die offizielle Version, das Staatsarchiv hätte Anzeige erstattet und die UOP anschließend über den Fall informiert. Warum die Archivare ausgerechnet die UOP einschalteten, darüber schweigt man sich noch aus. Unterdessen erhob die Staatsanwaltschaft Anklage gegen Betkowska. Ihr warf man vor, die Dokumente verheimlicht und beseitigt zu haben. Zwei Jahre Haft drohten ihr. Der Gerichtstermin wurde auf den 24.Februar festgelegt. Am Abend zuvor versuchte Brehmer noch einmal seine deutschsprachige Sendung im Kattowitzer Radio zu nutzen, um auf die eigenartigen Vorgänge aufmerksam zu machen - wenige Stunden später flog ein Brandsatz in das Vereinsbüro.

      Die Krimi­nalpolizei stellte diesen Anschlag ohne weitere Er­mittlungen in eine Reihe anderer Anschlä­ge, die wenige Tage vorher auf die Be­zirksverwaltung, Restrukturierungs­behörde und Geschäftsstelle der größten regionalen Bank verübt worden waren. Aber gibt es tatsächlich einen Zusammen­hang zwischen dem Anschlag auf einen kleinen Verein und denen auf „bedeutende Institutionen“, die mit der Liquidierung der Bergbauindustrie und dem damit ver­bundenen Abbau von Zehntausenden Ar­beitsplätzen in Verbindung gebracht wer­den? Oder hatte die UOP ihre Finger im Spiel, die eine zufällige Anschlagserie nur benutzte? Sollte Brehmer vor weiteren öffentlichen Protesten gewarnt werden? Oder sollten jene Kopien von Totenlisten vernichtet werden, die Brehmer vor der Beschla­gnahmung in einer Nacht-und-Nebel-Ak­tion anfertigen ließ? Lokale Medien kolportieren inzwischen die Mutmaßung, daß die UOP und ihre kommunistische Vor­gängerorganisation von Anfang an die Li­sten der verstorbenen Häftlinge dazu be­nutzten, Geheimdienstmitarbeitern neue Identitäten zu verleihen, um sie sicher in die Bundesrepublik zu schleusen.

      Tarnung polnischer Agenten?

      Die Kellerräume der Grubenverwaltung in Klimontow könnten seit 1949 ein Ver­steck gewesen sein, daß die junge Archi­varen Ewa Betkowska zufällig auffand. Die Kisten mit dem Schriftzug der UNRA-­Hilfe, die aus den 40er Jahren stammen müßten, würden diese Vermutung bele­gen. Das Amtsgericht Sosnowitz verur­teilte Betkowska wegen einem „geringen“ Vergehen zu einer Geldstrafe von 700 Mark und zur Übernahme der Prozeßko­sten. Doch damit ließen weder sie noch Brehmer die Angelegenheit auf sich beruhen. In einem umfangreichen Zeitungsge­
      • szwager_z_laband cd 28.12.10, 11:23
        Tarnung polnischer Agenten?

        Die Kellerräume der Grubenverwaltung in Klimontow könnten seit 1949 ein Ver­steck gewesen sein, daß die junge Archi­varen Ewa Betkowska zufällig auffand. Die Kisten mit dem Schriftzug der UNRA-­Hilfe, die aus den 40er Jahren stammen müßten, würden diese Vermutung bele­gen. Das Amtsgericht Sosnowitz verur­teilte Betkowska wegen einem „geringen“ Vergehen zu einer Geldstrafe von 700 Mark und zur Übernahme der Prozeßko­sten. Doch damit ließen weder sie noch Brehmer die Angelegenheit auf sich beruhen. In einem umfangreichen Zeitungsge­spräch mit Dietmar Brehmer informierte die Gazeta Wyborcza erstmals Anfang März in ihrer landesweiten Ausgabe ihre Leserschaft über die dubiosen Vorgänge; am 11. April folgte eine Reportage über Ewa Betkowska im ARD-Weltspiegel. Zudem sprach Brehmer in seiner wöchentlichen Radiosendung zur besten Sendezeit, abends nach den Acht-Uhr-­Nachrichten, immer wieder von den Kar­teikarten. Des Guten zuviel? Kaum zwei Monate nach dem Brandanschlag brachen nun Unbekannte in der Nacht zum 13.April die Geschäftsräume auf. Sie nah­men die beiden Computer mit, ohne die die Arbeitsgemeinschaft zunächst einmal arbeitsunfähig sein wird, und sie entwen­deten die Datenbank sowie das Material, das in der nächsten Ausgabe der Vereins­zeitschrift "Hoffnung" und in den kom­menden Radiosendungen Verwendung finden sollte. Ist das alles Zufall?

        Hedla Hainka (Sh)

        • szwager_z_laband ps 28.12.10, 11:48
          tygodnik.onet.pl/1,11557,druk.html
          • bokertov1947 Re: ps 28.12.10, 12:39
            szwager_z_laband napisał:

            > tygodnik.onet.pl/1,11557,druk.html


            Artykul "Tygodnika Powszechnego" mo jusz 2 i pu roku. Fto z Wos wjy, eli tymu komyndantowi Poloki zrobjyli proces?
            Pyrsk!
            • cirano Re: Jejich grzychow niy zapomnymy 28.12.10, 15:02
              Faktym jes, że Ślonzoki durch majom strach uo latach wczesno powojynnych na Ślonsku godać. Polske mordy i rostomajte bezecyństwa idom w zapomnienie i gorol siedzi w Europie z prawie czystom westom...Niy powinno sie do tego dopuścić
            • ballest Re: ps 28.12.10, 15:02
              Te czasy to byly wiyncy jak okropne, a nie bylo narodu co miou biouo Westa, roznica miedzy rodzajem przewinien jest ale ogromna.
              Faktem ze przedstawiciele narodu polskiego nalezeli do najokrutniejszych oprawcow i mordercow we Europie.
              Najgorsze jest ale to, ze oni sie do winy przyznac nie potrafia, nawet do Jedwabnego sie nie przyznali.
              • bokertov1947 Re: ps 28.12.10, 20:24
                Osobnika mówiącego publicznie po niemiecku należy zatrzymać

                Dokument przechowywany jest w Archiwum Akt Nowych
                (mikrofilm 2152/ 5. sygn. 295/X - 40. k 26.27). Wojewódzki
                Komitet PPR Katowice, dnia 2 sierpnia 47 r. Wydział Adm. Samorządowy

                Poufne! Do Wszystkich Towarzyszy Czlonkow PPR na terenie miasta i Powiatu Gliwice.

                Akcja wysiedleńcza niemców wchodzi w końcową fazę. Masa niemiecka została zasadniczo rozładowana - wysiedlona, jednak dość poważna liczba niemców zakonspirowawszy się, udając Polaków, uzyskała dowody przynależności do narodowości polskiej. Aby tych niemców ujawnić i wydalić z granic Państwa Polskiego konieczne jest współdziałanie całego społeczeństwa z władzami administracyjnymi.

                W celu zlikwidowania resztek zakonspirowanych niemców musimy zmobilizować aktywistów partyjnych i przystąpić z nimi do natychmiastowego działania według następujących
                wytycznych:

                1/ Posługiwanie się językiem niemieckim, poza jakąś wyjątkowo
                usprawiedliwioną potrzebą, musi być uważane za jeden z
                dowodów niemieckiej przynależności narodowej.

                Nie chcemy likwidować języka niemieckiego przez stosowanie
                kar, ponieważ w konsekwencji zepchnęlibyśmy niemczyznę do
                głębszej konspiracji.

                Musimy natomiast ustalić i ująć w ewidencję jednostki
                posługujące się publicznie lub prywatnie językiem niemieckim, i
                jako niemców wyeliminować ze społeczeństwa polskiego - to
                jest wydalić z granic Rzeczpospolitej.

                2/ Jednostki, które bądz to jako niemcy przyjeżdżający do Polski
                na prawach polskich repatriantów bądz też jako wysiedleni w
                latach 1945-1946 przez wprowadzenie w blad polskich Misji
                Repatriacyjnych przenikneli do kraju i
                niemców ukrywających się przed wysiedleniem należy z
                obowiązku obywatelskiego ujawnić.

                3/ Należy także ujawnić osoby darzące współczuciem
                niemieckich jeńców wojennych i udzielające im opieki i pomocy
                materialnej. Szczególnie należy się zająć osobami, które
                umożliwiają względnie ułatwiają jeńcom ucieczkę.

                4/ Należy zainteresować się objawami sympatii dla niemców i
                duchem rodzin i jednostek pozostających pod wpływem
                niemieckiego podziemia. Sympatia ta wyraża się używaniem
                języka niemieckiego, czytaniem książek niemieckich w
                miejscach publicznych, pielęgnowaniem grobów niemieckich
                żołnierzy, zachowaniem napisów niemieckich w mieszkaniach
                prywatnych, na obrazach, makatkach, ozdóbkach, naczyniach
                kuchennych itp.

                Przykrym jest także fakt, że polskie rodziny tolerują niemieckie
                napisy na nagrobkach cmentarnych swoich bliskich zmarłych.

                Faktycznie mamy do czynienia ze szczątkami niemczyzny i
                one właśnie kompromitują nas i świadczą o niezrozumiałej a
                szkodliwej bierności naszego społeczeństwa.

                W wypadku wyżej przedstawionych każdy obywatel ma nie
                tylko prawo, ale przede wszystkim obowiązek
                natychmiastowego reagowania. Osobnika mówiącego w miejscu
                publicznym po niemiecku należy z obowiązku zatrzymać i
                odprowadzić do najbliższego posterunku MO lub UB lub władz
                administracji ogólnej (starostwa. Zarządy Miejskie).

                W stosunku do przejawów określonych w pkc. 4 należy
                rozwinąć akcję uświadamiającą, z wyraznym podkreśleniem, że
                tego rodzaju postępowanie, względnie zachowanie się uwłacza
                godności Polaka.

                Całość akcji należy tak zorganizować, aby bez rozgłosu, bez
                masowych zebrań i echa na łamach prasy, osiągnąć największe
                efekty.

                Wiadomość jednak o tej akcji winna dotrzeć przez aktywnych
                członków organizacji, społecznych, zawodowych, rad
                zakładowych itd. do każdego domu polskiego i do każdego
                obywatela.

                W sprawie tej MO i UB i władze administracji ogólnej otrzymały
                specjalne zarządzenia i instrukcje.

                W akcji tej jest poważny wysiłek całego społeczeństwa, a
                szczególnie naszej Partii, która jest partią przodującą i
                przewodniczy we wszystkich pracach społecznych. KW PPR
                jest przekonany, że cel przez członków naszej Partii zostanie w
                100% zrealizowany, dla dobra naszej Ojczyzny. Każdy aktywny
                PPR-owiec musi być kontrolerem w tej akcji - przy Powiatowych
                Komitetach PPR należy powołać do życia Komisje, które będą
                odpowiedzialne za wykonanie powyższego zadania.

                W terminie do dnia 30 września br. należy nam przesłać
                szczegółowe informacje o odbytych poufnych zebraniach z
                podpisem projektowanych metod działania.

                l. Sekretarzy Zakładowych Komitetów czynię odpowiedzialnymi
                za wykonanie wyżej podanego obowiązku.

                Niechaj hasło nasze: Nie oddamy ani jednej duszy polskiej i nie
                pozostawimy ani jednego niemca w Polsce, będzie przewodnią
                wytyczną w tej pracy.

                Niechaj zlikwidowanie resztek niemczyzny będzie
                ukoronowaniem dzieła powstańca śląskiego, będzie satysfakcją
                dla wszystkich Polaków, którzy za polskość Sląska cierpieli,
                walczyli i umierali.

                Kazimierz S

                Komitet Powiatowy PPR w Gliwicach.
                • ballest Re: ps 28.12.10, 20:39
                  Bokertow, dyc zepchneli Niemczyzna do konspiracji!
                • herbjelita Re: ps 28.12.10, 20:50
                  To nie macierz, to kurewsko macocha.
                  • ballest Re: ps 28.12.10, 20:53
                    Jakou macocha, przeca uona z nami "0" wspolnego miala i mou, to OKUPANTKA i CIEMIEZICIELKA!
                    • berncik Re: ps 28.12.10, 21:22
                      Jo nie jest bardzo optymistyczny z tom autonomiom i slonskom godkom.dopuki Poloki takich tajnych gezecow se trzimajom po kryjomu.Otwarcie oni nigdy nie wystempowali.Wezmy tygo fauszywego piustskiego co gosno godou ze slask je Niemiecki a po kryjomu z calyj Polski wysylali wojsko do powstan na slonsk.Tak samo po wojnie mialo byc humanitarnie,a Poloki robieli normalno czystka.jak w Kosowie.Kogo se nie udalo zamordowac albo zaglodzic tego wsadzieli do pociagu,zeby potym we umowionym miejscu ze pociagu wyciepowac kofry i bagarze kture najpierw mogli ze sobom wziosc.
                    • bokertov1947 Re: ps 28.12.10, 21:26
                      Ale wiycie - moji drodzy - co te Poloki, kerzy prziszli "umocniac Polskosc we uodwjycznym polskim Gleiwitz", tak tym swojym potomkom w uebach poprzewrocali, co uoni w to wierzom.
                      Njydowno godou ech z takim jednym - niby wyksztauconym - kery bardzo sie dziwou, co Wroclaw do 1945 bou niymiecki. A jedna kobjyta, to niy chciala mi wierzic, co Poloki po 1945 mieli Ausschwitz jako "swoj" polski Konzentrationslager. Az ech jij poslou Quellen, to uwierzoua.
                      I to widza bardzo gyferlig - bo kejsik pedzom, co nos Slonzokow to nigdy nie bouo i njy ma !
                      Pyrsk!
    • andrzejpatrick1973 Dzień,w którym wypedzone szczury uciekly za Adolfe 28.12.10, 22:49
      Biedne opuszczone sieroty , nawet w okresie swiat nie przestajecie pluc nienawiscia.Co prawda kazdy z was belkocze o czyms innym, ale kierunek sie zgadza(wszystko co polskie) a to przeciez dla was najwazniejsze.
      • kubiss Szczury podnosza glowy 28.12.10, 23:02
        Tu wcale nie musieli zakladac nowego watku .
        Tych samych tematow bylo tutaj kilkanascie .
        Wystarczylo wyciagnac stare pomyje i powklejac .
        To to samo :-)

        Niczym sie tym razem nie popisali .
        • bokertov1947 Re: Szczury podnosza glowy 29.12.10, 06:31
          Na kubiSS!
          Czy masz na mysli samego siebie?
          Bo to ze zwiales do USA nie oznacza, ze tam nie znaja metod pozbywania sie polskich szczurow!
          Pozdrowienia
          • cirano Re: Szczury podnosza glowy 29.12.10, 08:28
            No i opatrzcie! A jo myśloł, że nasze nadworne, obłudne gorole sie pochloli i śpiom...
            Dodejcie wasz komyntarz, załgano bando
            • socer-schlesier Re: Szczury podnosza glowy 29.12.10, 09:04
              Te kubisy i patyki to typowe polske szczury.Za grosz honoru.
              • bokertov1947 Re: polskie szczury podnosza glowy 29.12.10, 09:44
                Bardzo to wielko szkoda, co tak pozno zaczynajom Poloki tu i tam pisac prowda (poczytejcie o kopalni zuota we Trymblince – tysz na Forum).
                Bo ci, kerzy to na wlasny skorze przezyc musieli, jusz som we wjynkszosci pod ziymiom. Niy dane im bouo za zycia uo tym pisac – choc moj Ujek i familio z Gleiwitz, kero po wysiedlyniu mjyszkala w DDR-rze, o tym godala i pisala. Do mie bouo to niyzrozumiale, bo ciynszko mi w to bouo uwierzyc. A na pewno njy uosprawiali wszystkigo.
                Pyrsk!
                • cirano Re: polskie szczury podnosza glowy 29.12.10, 10:13
                  Do niydowna lotoł po Treblince jedyn z niylicznych co przeżyli i opowiadoł. I ta historia z wykopkami tysz. Niy wiym czy jeszcze żyje. Nazwisko tysz mi uleciało. Fajne chopisko
                  • ballest Re: polskie szczury podnosza glowy 29.12.10, 11:42
                    Dyarektor Sadu Administracyjnego we Glywicach tysz godou uo pruskim zaborze na Slonsku;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka