Dodaj do ulubionych

Pogranicze w ogniu

06.03.21, 18:08
Ilustrowany Kuryer Codzienny 18.01.1931 Kraków

Mniejszość polska pod obuchem teroru niemieckiego
Co mówi światu proces malborski ?

Pamiętny jest brutalny napad bojówki niemieckiej na mieszkania działaczy polskich i szkołę i ochronkę polską w mikołajkach w pow. sztumskim. Pamiętamy, jak to natychmiast po wyborach do Reichstagu rozpoczęły się brutalne szykany anti-polskie, ponieważ Polacy podwoili ilość głosów swych do Reichstagu. I pamiętamy też, jak to po zajściach w Mikołajkach prasa niemiecka starała się wmówić w opinję, że napad na szkołę polską był zorganizowany przez… Polaków, a to w celach prowokacyjnych, a gdy to nie udało się, starano się przedstawić sprawę jako zwykłą kłótnię mieszkaniową.

Przez pięć dni odbywał się w Malborgu proces przeciwko sprawcom napadu. I mimo usiłowań sądu, aby zatuszować tło polityczne zajścia, wyszło na jaw, że napady na szkołę i mieszkania Polaków nie były ani dziełem prowokacji polskiej, ani też kłótnią mieszkaniową, lecz że zajścia te miały tło wybitnie polityczne, oraz że były one doskonale przygotowane przez bojówkę hitlerowską.

Wobec tego, że bojówkarze zniszczyli urządzenie szkolne, sąd dopuścił jako oskarżyciela pobocznego, prezesa Polskiego Związku Szkolnego w Berlinie, p. Jana Baczewskiego, który stale wskazywał na tło polityczne napadu. Boć oskarżeni, acz w większości noszą polskie nazwiska, to najgorszego rodzaju hakatyści. Taki Gottschewski (!) jest prezesem mikołajskiej grupy hitlerowców, taki Guzowski, to zawołany wróg polskości, a renegat Patczinski, optant niemiecki, wydalony za oszustwa z Polski, to znany polakożerca. Wreszcie czwarty oskarżony, Niemiec Cholevius, stale napastował mieszkańców polskich.

* * *

Wieś Mikołajki jest wioską całkowicie polską, w której prócz tubylczej ludności polskiej, mieszka jedynie paru Niemców-kolonistów. Od czasu wyborów do Reichstagu, czyli od połowy września ub. r., stosunki znacznie się pogorszyły. Polacy nie byli pewni swego bezpieczeństwa. Oliwy do ognia dolewali żandarmi miejscowi, którzy byli w zmowie z hakatystami, a których skrycie popiera anti-polska polityka młodziutkiego landrata sztumskiego dr Zimmera.

Na sądzie stwierdzono, że jeśli kto z miejscowych Polaków zwrócił się do żandarmów o ochronę przed napastnikami, żandarmi odpowiadali, aby sobie sprowadzono policję z Warszawy… Nic tedy dziwnego, że banda hitlerowska, czując bezkarność, napastowała spokojnych obywateli, wymyślała na Polaków, aż w końcu doszło do wielkiego napadu na kilka domów polskich i na szkołę, której wnętrze częściowo zdemolowano.

Jeden ze świadków obrony, Niemka Fiebergowa w swej naiwności stwierdziła, że gdy słyszała łamanie płotów przed swoim domem, otworzyła okno i wołała: „Tu nie mieszka Gembosz, lecz Fieberg”.

Na zapytanie prezesa Baczewskiego, dlaczego tak wołała, p. Fiebergowa cynicznie powiedziała: „Wiedziałam, że mnie, jako Niemce, nikt nic nie zrobi, a mieli bić tylko Polaków”…

W listocie też tej nocy wybito szyby u Polaka Gembosza, niszcząc mu płot i ogród. Ale i inni świadkowie zeznawali, że Niemcy byli bezpieczni, a jedynie na Polaków napadano.

Oskarżeni i cała paczka nacjonalistyczna starali się wpłynąć na świadków, aby zeznawali fałszywie, by wywołać wrażenie, że to istotnie Polacy napadli na szkołę. Zdemaskował tę ich ohydną rolę, prezes Baczewski, który miał przeciwko sobie nietylko sąd i obrońcę, nietylko całą prasę niemiecką, ale i – prokuratora, który w procesie tym przyjął na siebie rolę – obrońcy. Rolę tę napiętnował kilkakrotnie podczas rozprawy prezes Baczewski, narażając się kilkakrotnie na utarczki z przewodniczącym sądu.

W końcu biorąc w ogień krzyżowy świadków obrony i oskarżonych, prezes Baczewski doprowadził do – przyznania się oskarżonego Gottschewskiego do popełnionych czynów. Gottschewski mianowicie przyznał się, iż on, jako prezes hitlerowców dokonał napadu na szkołę polską, iż wybił okna w domach Polaków, bo chciał odpowiedzieć na rzekomy „teror” polski wobec Niemców…

Ogromne zamięszanie powstało na ławach zarówno sądu, jak i prasy. Załamał się tedy zakłamany niemiecki domek z kart, zbudowany na bajce o „polskiej prowokacji”. Załamały się więc kłamstwa hakatystów, iż napad na szkołę był sporem mieszkaniowym, rodzinnym.

Na wszystkie te momenty wskazał w swej mowie oskarżycielskiej prezes Baczewski, który napiętnował bezczelne kłamstwa prasy niemieckiej, który na podstawie zeznań świadków udowodnił, iż napad był przygotowany z góry, bo Niemcy o nim wiedzieli, że prześladowania Polaków są systematyczne. Prezes Baczewski napiętnował zachowywanie się żandarmerji i władz politycznych, napiętnował macosze traktowanie Polaków w Prusach Wschodnich i stwierdził ich prawo do zakładania szkół i pielęgnowania pięknej i bogatej kultury polskiej…

Dziwnie uroczyście odbijały się jego słowa w malborskiej sali sądowej i dziwnie natchnieni słów tych słuchali licznie zebrani rodacy sztumscy… Mowa p. Baczewskiego wywarła głębokie wrażenie na wszystkich, nawet dziennikarze niemieccy nie mogli obronić się wzruszeniu. Niezapomniany zostanie apel prezesa Baczewskiego do sumienia sędziowskiego, aby sąd sprawiedliwie sądził, aby ratował zaszargany honor niemiecki…

Sąd skazał – jak już doniesiono – głównego oskarżonego Gottschewskiego na 4 miesiące i 2 tygodnie więzienia, Choleviusa na 1 miesiąc więzienia, Patczinskiego na 20 marek kary, czwartego zaś oskarżonego Guzowskiego – uwolniono…

Oto wyrok „sprawiedliwy” na sprawców tylu niepokojów anti-polskich, na sprawców napadu na szkołę i ochronkę polską. Wyrok ten mówi – tomy i jest wymowniejszy, aniżeli najdłuższe komentarze.
Obserwuj wątek
    • 1fatum Re: Pogranicze w ogniu 06.03.21, 19:30
      Na podstawie spisanych relacji Tadeusza Puszczyńskiego ps. "Wawelberg".

      Tadeusz Puszczyński (pseudo Wawelberg) rzuca też światło na działalność polskich bojówek w okresie plebiscytowym. Po tzw. drugim powstaniu śląskim w skład Centrali Wychowania Fizycznego wchodziła konspiracyjna grupa przynajmniej kilkudziesięciu ludzi, tworzących oddziały bojowe do zadań specjalnych. Pod dowództwem oficerów i podoficerów, wywodzących się z polskiej armii, służyli w nich zazwyczaj Ślązacy. „Wawelberg” przyznaje, że grupa ta zostawiła po sobie „nieprzyjemny osad i szereg spraw, które stały się przedmiotem dochodzenia sądów wojskowych”. Bojówki te miały otrzymywać bezwzględne polecenia likwidacji przeciwników politycznych, głównie „zdrajców sprawy polskiej”, a, przy okazji i innych osób, niewygodnych dla regionalnych polskich polityków. Wspominana jest sprawa podejrzewanego o szpiegostwo urzędnika Polskiego Komisariatu Plebiscytowego, którego zastrzelono w jego mieszkaniu, podczas gdy w sąsiednim pokoju miała rodzić jego żona. Puszczyński wspomina po czasie: „podobno okazało się później, że nie był to szpieg, tylko typowy warchoł śląski”. Prof. Długajczyk wiąże opisaną sprawę z morderstwem na Teofilu Kupce (były działacz Polskiego Komisariatu Plebiscytowego. Co ciekawe, Korfanty miał też chcieć, by pozbyć się czołowego śląskiego endeka, właściciela Gazety Ludowej – księdza Pośpiecha. W środowisku działaczy polskich znane było, iż ksiądz znajdował się pod wpływem swojej kochanki (!) i miał negocjować ze stroną niemiecką sprzedanie im swojej gazety, co stanowić by mogło odczuwalny cios dla strony polskiej w kampanii plebiscytowej. Ostatecznie, likwidacja księdza nie doszła do skutku, gdyż sprzedał swoją gazetę polskiemu koncernowi Napieralskiego. Wkrótce, morderstwa polityczne na tyle spowszedniały, że członkowie bojówek zaczęli urządzać też zwykłe napady rabunkowe. Puszczyński uważał, że organizacja ta wymknęła się jej kierownictwu z rąk, nie panowano nad nią, a do tego, coraz bardziej przenikał do tak niezdyscyplinowanej formacji wywiad niemiecki. „Wawelberg” zostawił też w swoich wspomnieniach przykład, jak wyglądało takie pozbywanie się przeciwników politycznych. Mianowicie, wywodzącego się z Kongresówki podchorążego, mającego doświadczenie z działalności w „pogotowiu bojowym” PPS-u, skierowano do przeprowadzenia akcji zlikwidowania działacza niemieckiego w powiecie katowickim. W instrukcji podano podchorążemu trzy nazwiska, z których miał dopiero wybrać, kogo zechce zlikwidować. Do wykonania zadania przydzielono mu czteroosobową bojówkę. Lider tej bojówki zgodził się na wykonanie wyroku, ale chciał działać bardziej samodzielnie, miał powiedzieć: „sam to zrobię (…) ale portfel i zegarek mój” … Przytoczony opis może świadczyć o tym, że bojówki, szczególnie, te od wykonywania „najbrudniejszych zadań” składały się z najbardziej zdegenerowanych elementów, za nic mających życie ludzkie, skłonnych do rabunków. Nasuwa się w tym miejscu refleksja, iż właśnie tacy ludzie brali też najprawdopodobniej udział w tzw. powstaniach śląskich, a więc między innymi z nich polska publicystyka i politycy chcą robić bohaterów, których zasługą ma być zbrojna walka po stronie polskiej. Nic dziwnego, że w praktyce kult powstańców i „oficjalny” mit powstań śląskich jest przez wielu Górnoślązaków odrzucany…
        • 1fatum Re: Pogranicze w ogniu 06.03.21, 22:08
          Dlatego MY musimy o tym mówić. Kupiłem książkę (Allegro) Tadeusz Puszczyński "Konrad Wawelberg" Polskie działania destrukcyjne na Górnym Śląsku w latach 1920 - 1921.

          Naprawdę warto przeczytać. O wielu sprawach dowiedziałem się po raz pierwszy. Tym bardziej, ze pisze o tym polski patriota.
                • farel Re: Pogranicze w ogniu 28.04.21, 16:04
                  Schowani tym razym za plecami Amikow, za akuratne darcie pyska, ...
                  Obojyntnie chyntnie przitulom poł Ukrainy, jak to majom ixisy w zwyczaju
                  Obojyntnie czy honorowo czy podle, wazne jes by UGRAĆ!
                  • ballest Re: Pogranicze w ogniu 29.04.21, 16:55
                    ""Eksperci nie wykluczają też, że za zbrodnie odpowiedzialne były polskie bandy,
                    które wiosną 1945 roku grasowały pod ochroną Armii Czerwonej na wschodnich
                    terenach Niemiec" - pisze "Sueddeutsche Zeitung". I przypomina, że w zeszłym
                    roku w oddalonym o zaledwie 150 km Aleksandrowie Kujawskim odsłonięto pomnik ku
                    czci niemieckich mieszkańców zamordowanych pod koniec wojny przez polskie milicje"

                    Nikt wczesniej nie slyszal o grobach w Swinoujsciu, w koncu je odkryto niemal w
                    centrum miasta a sprawcami okazali sie Polacy.
                    Podobnie ma sie sprawa z Marborkiem. Nikt nie slyszal o sowieckich masowych
                    egzekucjach w tym miescie, slyszano natomiast o polskich bandach, ktore pod
                    oslono sowietow mordowali i grabili nie tylko w Malborku ale rowniez na Slasku i
                    Pomorzu. Po Jedwabnem, licznych polskich obozach koncentracyjnych, juz nic mnie
                    nie zdziwi. Upadl mit Polaka o czystym sumieniu. Uczen (Polak) dorownal ss i
                    nkwd? Na to wyglada."

                    polskatimes.pl/wstrzasajace-swiadectwo-zbrodni-w-malborku/ar/75739
                      • farel Re: Pogranicze w ogniu 30.04.21, 11:27
                        Nad miejscym pochowku (Massengrab), wisi tablica z podanom liczbom zabitych - coś ponad 2000. Ludzie ci przed śmierciom zostali rozebrani do naga.
                        Sowieci tego raczej nie robili
                          • iksis Re: Pogranicze w ogniu 01.05.21, 14:08
                            Procesy załogi Stutthofu – to cztery duże procesy członków załogi niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof przed sądami polskimi oraz kilka procesów pojedynczych członków załogi obozu przed sądami innych państw (zwłaszcza RFN). W sumie osądzono niewielki procent zbrodniarzy z liczącej 2 tys. ludzi załogi Stutthofu. Przed sądami stanęli nie tylko członkowie SS, lecz także niemieckie nadzorczynie oraz więźniowie funkcyjni (kapo i sztubowi). Zarzuty obejmowały udział w zamordowaniu ok. 60 tys. ludzi zarówno w obozie głównym, jak i w podobozach Stutthofu (w szczególności przez masowe rozstrzeliwanie, gazowanie, głodzenie, maltretowanie więźniów czy ich zabijanie zastrzykami fenolu).

                            W pierwszym procesie załogi obozu, toczącym się przed Specjalnym Sądem Karnym w Gdańsku od 25 kwietnia do 1 czerwca 1946, na ławie oskarżonych znalazł się jeden esesman, 6 niemieckich nadzorczyń i 6 Polaków będących więźniami funkcyjnymi. Zapadło 11 wyroków śmierci i 2 wyroki krótkoterminowego pozbawienia wolności. Wszystkie kary śmierci wykonano publicznie przez powieszenie 4 lipca 1946 w Gdańsku na placu pomiędzy dzisiejszymi ulicami Pohulanka i Kolonia Studentów.

                            Wyrok Specjalnego Sądu Karnego w Gdańsku:

                            Johann Pauls – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            Gerda Steinhoff – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            Wanda Klaff – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            Jenny-Wanda Barkmann – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            Ewa Paradies – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            Elisabeth Becker – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            kapo Józef Reiter – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            kapo Wacław Kozłowski – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            kapo Jan Breit – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            kapo Franciszek Szopiński – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            kapo Tadeusz Kopczyński – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            Erna Beilhardt – 5 lat pozbawienia wolności
                            sztubowy Kazimierz Kowalski – 3 lata pozbawienia wolności

                            Drugi proces toczący się przed Sądem Okręgowym w Gdańsku od 9 do 31 października 1947, miał duże znaczenie ze względu na liczbę oskarżonych (23 esesmanów i jeden kapo) oraz w związku z wysokimi funkcjami pełnionymi przez oskarżonych w obozie. Na ławie oskarżonych zasiedli m.in. Theodor Meyer (zastępca komendanta Stutthofu), Ewald Foth (komendant obozu żydowskiego, jeden z największych oprawców obozowych) i Erich Thun (kierownik obozowego Gestapo, czyli tzw. Wydziału Politycznego). W wyniku przeprowadzonego postępowania dowodowego wszyscy oskarżeni zostali uznani za winnych zarzucanych im przestępstw. 10 oskarżonych skazano na śmierć (wszystkie wyroki wykonano w więzieniu w Gdańsku w dniu 22 października 1948), a pozostałych na kary pozbawienia wolności od 3 lat do dożywotniego pozbawienia wolności.

                            Wyrok Sądu Okręgowego w Gdańsku:

                            Theodor Meyer – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            Ewald Foth – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            Karl Eggert – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            Paul Wellnitz – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            Hans Rach – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            Fritz Peters – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            Kurt Dietrich – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            Albert Paulitz – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            Karl Zurell – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            kapo Alfred Nikolaysen – śmierć przez powieszenie (wyrok wykonano)
                            Erich Thun – dożywotnie pozbawienie wolności
                            Wilhelm Vogler – 15 lat pozbawienia wolności
                            Eduard Zerlin – 12 lat pozbawienia wolności
                            Adolf Grams – 10 lat pozbawienia wolności
                            Werner Wöllnitz – 10 lat pozbawienia wolności
                            Emil Wenzel – 10 lat pozbawienia wolności
                            Oskar Gottchau – 10 lat pozbawienia wolności
                            Josef Wennhardt – 8 lat pozbawienia wolności
                            Karl Reger – 8 lat pozbawienia wolności
                            Martin Stage – 8 lat pozbawienia wolności
                            Adalbert Wolter – 8 lat pozbawienia wolności
                            Johannes Görtz – 8 lat pozbawienia wolności
                            Hugo Ziehm – 3 lata pozbawienia wolności
                            Walter Englert – 3 lata pozbawienia wolności
                              • 1fatum Re: Pogranicze w ogniu 01.05.21, 22:15
                                Cieszmy się siostry i bracia, że nasz iksis jest stabilny umysłowo, Zachował zdolność "kopiuj - wklej" mimo, że nadal żyje w okresie upadku III Rzeszy Niemieckiej.

                                Musimy łudzić się nadzieją, że z czasem w wyniku postępu rozwoju intelektualnego zacznie nas edukować z przedziału czasowego znanego jako "zimna wojna. "
                                Bądźmy dobrej myśli.
                                • farel Re: Pogranicze w ogniu 02.05.21, 09:48
                                  IKSIKU. Z tego co wiem, niewielu raczej niewinnych powędrowało do KL na wychowanie.
                                  Chociażby głupi kawał w złej minucie opowiedziany,, mógł stać się przyczyną.
                                  Za komuny w Polsce nie było inaczej
      • ballest Re: Pogranicze w ogniu 29.09.21, 19:42
        Marienburg (RP). Die 2116 Menschen, die 2008 in einem Massengrab in Marienburg (polnisch: Malbork) gefunden worden waren, haben am Freitag im Rahmen einer deutsch-polnischen Trauerfeier bei Stettin ihre letzte Ruhestätte gefunden. Umstritten bleibt, wer die vermutlich deutschen Zivilisten tötete.
        • ballest Re: Pogranicze w ogniu 29.09.21, 20:04
          "Już teraz napięcie społeczne po stronie czeskiej jest bardzo wysokie. Mowa tu przede wszystkim o problemach z wodą pitną w Czechach.

          - Niedoborami wody zagrożonych jest już teraz około 30 000 mieszkańców okolicznych czeskich miejscowości. Kolejne powiększanie i pogłębianie kopalni grozi utratą źródeł pitnej wody dla mieszkańców i przyrody. Filmy, które przygotowali naukowcy ilustrują, jak Elektrownia Turów emituje pyły zawieszone, rtęć, tlenki azotu. To toksyczne substancje powodujące choroby i zgony – tłumaczy Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA.

          Elektrownia węglowa Turów jest drugą najbardziej zanieczyszczającą elektrownią w Polsce i siódmą w całej Unii Europejskiej. Zgodnie z wyliczeniami kopalnia i elektrownia PGE Turów przyczyniła się do 120 przedwczesnych zgonów w 2017 r., 80 z nich miało miejsce poza granicami Polski (głównie Czechy i Niemcy). Zanieczyszczenia z elektrowni odpowiadają również za 2100 ataków astmy, 60 nowych przypadków przewlekłego zapalenia oskrzeli, 110 przyjęć do szpitala i 51 000 dni zwolnienia chorobowego rocznie. Dlatego eksperci z organizacji Centre for Research on Energy and Clean Air (CREA) przygotowali materiał, który w prosty sposób pokazuje jak wygląda rozkład chmury zanieczyszczeń z kominów elektrowni."

          eko.org.pl/index_news.php?dzial=2&kat=20&art=2363
    • iksis Re: Pogranicze w ogniu 18.10.21, 18:24
      Niemcy chcą wojny? No to ją dostaną. Z Polakami się nie zadziera. Czesi też dostaną nauczkę.

      Minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka zlecił podległym resortowi instytucjom zweryfikowanie informacji o negatywnym oddziaływaniu kopalni Jänschwalde na przygraniczne polskie gminy - przekazał rzecznik Ministerstwa Klimatu i Środowiska Aleksander Brzózka.

      Rzecznik resortu wyjaśnił, że kontroli mają dokonać Państwowy Instytut Geologiczny - PIB oraz wojewódzki inspektorat ochrony środowiska. Brzózka podkreślił, że chodzi m.in. o sprawdzenie medialnych doniesień dotyczących negatywnego wpływu funkcjonowania kopalni węgla brunatnego Jänschwalde - znajdującej się po stronie Niemiec - na polskie przygraniczne gminy.

      Wójtowie Gubina i Brodów wskazują, że funkcjonująca kopalnia od wielu lat powoduje szkody w środowisku na ich terenie, m.in. obniża poziom wód gruntowych, przez co samorządy muszą płacić więcej za pozyskiwanie i uzdatnianie wody. Niemiecką kopalnią węgla brunatnego Jänschwalde kilka lat temu wykupił czeski koncern.

      Zdaniem wójtów kopalnia nie poczuwa się do odpowiedzialności i nie chce dołożyć polskim gminom do corocznych wydatków wynikających z obniżania się poziomu wód gruntowych, a co z tym związane koniecznością budowy nowych, coraz głębszych studni i rosnących kosztów uzdatniania wody.

      Gmina Gubin i Brody przez wiele lat próbowały ugodowo dochodzić swoich praw i uzyskać od właściciela pobliskiej kopalni odszkodowania, ale pieniędzy nigdy nie dostały. Nie występowały jednak na drogę sądową, gdyż nie stać ich na kosztowne ekspertyzy w tym zakresie, które byłyby niezbędne w takim procesie.

      Wójt gminy Gubin Zbigniew Barski mówił niedawno, że w sytuacji, kiedy Czesi zarzucili nam, iż kopalnia Turów niszczy ich środowisko i za pośrednictwem UE domagają się jej zamknięcia, Polska powinna zrobić to samo w przypadku czeskiej kopalni w Niemczech.

      "Wydaje mi się, że nie może być tak, że akurat my szkodzimy Czechom, a Czesi nam nie szkodzą. Dzisiaj właścicielem kopalni Jänschwalde jest czeski koncern. Fakt, że 2023 r. ta kopalnia ma być zamknięta, ale te szkody sięgają jeszcze czasów NRD. Bez wątpienia możemy pokazać Unii Europejskiej, że sprawa konfliktu wokół Turowa nie jest jednostronnym problemem" - zwracał uwagę Barski.

      Wójt gminy Brody Ryszard Kowalczuk zaznaczył, że problem nie jest nowy, a kopalnia po niemieckiej stronie oddziałuje negatywnie na środowisko w przygranicznych polskich gminach od kilkunastu lat. Samorządy lokalne od wielu lat zabiegały o pomoc na szczeblu rządowym w dochodzeniu swoich roszczeń, ale jak na razie bez odzewu.

      "Skoro my jesteśmy Ci źli, którzy zabierają komuś wodę, dlatego że eksploatujemy węgiel, to trzeba pokazać, że to jest system naczyń połączonych. Jeżeli nasza kopalnia w Turowie powoduje powstawanie leja depresji, to taki sam lej depresji oddziałuje na polską stronę na skutek eksploatacji węgla po niemieckiej stronie, a że niemieckimi kopalniami zarządza czeska spółka, to jest fakt, chociaż w całej sprawie ma to drugorzędne znaczenie" - powiedział PAP Kowalczuk.
          • 1fatum Re: Pogranicze w ogniu 27.11.21, 17:26
            Łukaszenko wyszedł do migrantów.

            Kto występuje do migrantów w Polsce i z jakimi środkami.
            Łukaszenko wyszedł do migrantów bez obstawy i mówi jak człowiek i prezydent kraju. Nie chronią go kordony i druty kolczaste. Wskazuje zakres pomocy jaki może udzielić Białoruś i co robi Polska.
            Tym samym świat widzi taki, a nie inny obraz. Kraje arabskojęzyczne też poznają kto wróg, a kto przyjaciel. Gdyby nawet słowa Łukaszenko nie były prawdziwe, to popłynęły w świat.


            • iksis Re: Pogranicze w ogniu 29.11.21, 19:12
              Cała Polska śmieje się z kołchoźnika. Myślał, że przepchnie tysiące migrantów i wystraszy w ten sposób Polaków. No to się towarzysz Łukaszenka przeliczył. Hahaha.
              • socer-schlesier Re: Pogranicze w ogniu 29.11.21, 21:46
                iksis tu mosz czymu "polske wojoki" tak "mocno" broniom tyj granicy:

                "Na przykład żeby przykryć słabość instytucji państwa. Tysiące żołnierzy i policjantów wcale nie chroniło polskiej granicy przed uchodźcami, oni chronili Urzędu do Spraw Cudzoziemców przed dodatkową pracą, ośrodków dla uchodźców przed przepełnieniem, sądów przed rozpatrywaniem odwołań azylowych i polskiego MSZ przed koniecznością ogarnięcia całej logistyki."

                next.gazeta.pl/next/7,151003,27854334,bachmann-polska-to-silne-panstwo-ktore-z-niczym-sobie-nie.html#do_w=52&do_v=221&do_st=RS&do_sid=604&do_a=604&s=BoxBizLink
                • socer-schlesier Re: Pogranicze w ogniu 06.12.21, 08:12
                  Tu mama poroniyla a potyn i sama umarla:

                  bialystok.se.pl/najpierw-poronila-teraz-zmarla-pozegnala-sie-z-mezem-i-dziecmi-prokuratura-wszczyna-sledztwo-aa-DimJ-sh9c-fExc.html--

                  Tu mama niy poroniyla a dziecko i ona sama zyjom.Ot tako "malo" roznica.

                  www.dw.com/pl/angela-syryjska-c%C3%B3rka-kanclerz-merkel/a-60027271

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka