Dodaj do ulubionych

Pogranicze w ogniu

06.03.21, 18:08
Ilustrowany Kuryer Codzienny 18.01.1931 Kraków

Mniejszość polska pod obuchem teroru niemieckiego
Co mówi światu proces malborski ?

Pamiętny jest brutalny napad bojówki niemieckiej na mieszkania działaczy polskich i szkołę i ochronkę polską w mikołajkach w pow. sztumskim. Pamiętamy, jak to natychmiast po wyborach do Reichstagu rozpoczęły się brutalne szykany anti-polskie, ponieważ Polacy podwoili ilość głosów swych do Reichstagu. I pamiętamy też, jak to po zajściach w Mikołajkach prasa niemiecka starała się wmówić w opinję, że napad na szkołę polską był zorganizowany przez… Polaków, a to w celach prowokacyjnych, a gdy to nie udało się, starano się przedstawić sprawę jako zwykłą kłótnię mieszkaniową.

Przez pięć dni odbywał się w Malborgu proces przeciwko sprawcom napadu. I mimo usiłowań sądu, aby zatuszować tło polityczne zajścia, wyszło na jaw, że napady na szkołę i mieszkania Polaków nie były ani dziełem prowokacji polskiej, ani też kłótnią mieszkaniową, lecz że zajścia te miały tło wybitnie polityczne, oraz że były one doskonale przygotowane przez bojówkę hitlerowską.

Wobec tego, że bojówkarze zniszczyli urządzenie szkolne, sąd dopuścił jako oskarżyciela pobocznego, prezesa Polskiego Związku Szkolnego w Berlinie, p. Jana Baczewskiego, który stale wskazywał na tło polityczne napadu. Boć oskarżeni, acz w większości noszą polskie nazwiska, to najgorszego rodzaju hakatyści. Taki Gottschewski (!) jest prezesem mikołajskiej grupy hitlerowców, taki Guzowski, to zawołany wróg polskości, a renegat Patczinski, optant niemiecki, wydalony za oszustwa z Polski, to znany polakożerca. Wreszcie czwarty oskarżony, Niemiec Cholevius, stale napastował mieszkańców polskich.

* * *

Wieś Mikołajki jest wioską całkowicie polską, w której prócz tubylczej ludności polskiej, mieszka jedynie paru Niemców-kolonistów. Od czasu wyborów do Reichstagu, czyli od połowy września ub. r., stosunki znacznie się pogorszyły. Polacy nie byli pewni swego bezpieczeństwa. Oliwy do ognia dolewali żandarmi miejscowi, którzy byli w zmowie z hakatystami, a których skrycie popiera anti-polska polityka młodziutkiego landrata sztumskiego dr Zimmera.

Na sądzie stwierdzono, że jeśli kto z miejscowych Polaków zwrócił się do żandarmów o ochronę przed napastnikami, żandarmi odpowiadali, aby sobie sprowadzono policję z Warszawy… Nic tedy dziwnego, że banda hitlerowska, czując bezkarność, napastowała spokojnych obywateli, wymyślała na Polaków, aż w końcu doszło do wielkiego napadu na kilka domów polskich i na szkołę, której wnętrze częściowo zdemolowano.

Jeden ze świadków obrony, Niemka Fiebergowa w swej naiwności stwierdziła, że gdy słyszała łamanie płotów przed swoim domem, otworzyła okno i wołała: „Tu nie mieszka Gembosz, lecz Fieberg”.

Na zapytanie prezesa Baczewskiego, dlaczego tak wołała, p. Fiebergowa cynicznie powiedziała: „Wiedziałam, że mnie, jako Niemce, nikt nic nie zrobi, a mieli bić tylko Polaków”…

W listocie też tej nocy wybito szyby u Polaka Gembosza, niszcząc mu płot i ogród. Ale i inni świadkowie zeznawali, że Niemcy byli bezpieczni, a jedynie na Polaków napadano.

Oskarżeni i cała paczka nacjonalistyczna starali się wpłynąć na świadków, aby zeznawali fałszywie, by wywołać wrażenie, że to istotnie Polacy napadli na szkołę. Zdemaskował tę ich ohydną rolę, prezes Baczewski, który miał przeciwko sobie nietylko sąd i obrońcę, nietylko całą prasę niemiecką, ale i – prokuratora, który w procesie tym przyjął na siebie rolę – obrońcy. Rolę tę napiętnował kilkakrotnie podczas rozprawy prezes Baczewski, narażając się kilkakrotnie na utarczki z przewodniczącym sądu.

W końcu biorąc w ogień krzyżowy świadków obrony i oskarżonych, prezes Baczewski doprowadził do – przyznania się oskarżonego Gottschewskiego do popełnionych czynów. Gottschewski mianowicie przyznał się, iż on, jako prezes hitlerowców dokonał napadu na szkołę polską, iż wybił okna w domach Polaków, bo chciał odpowiedzieć na rzekomy „teror” polski wobec Niemców…

Ogromne zamięszanie powstało na ławach zarówno sądu, jak i prasy. Załamał się tedy zakłamany niemiecki domek z kart, zbudowany na bajce o „polskiej prowokacji”. Załamały się więc kłamstwa hakatystów, iż napad na szkołę był sporem mieszkaniowym, rodzinnym.

Na wszystkie te momenty wskazał w swej mowie oskarżycielskiej prezes Baczewski, który napiętnował bezczelne kłamstwa prasy niemieckiej, który na podstawie zeznań świadków udowodnił, iż napad był przygotowany z góry, bo Niemcy o nim wiedzieli, że prześladowania Polaków są systematyczne. Prezes Baczewski napiętnował zachowywanie się żandarmerji i władz politycznych, napiętnował macosze traktowanie Polaków w Prusach Wschodnich i stwierdził ich prawo do zakładania szkół i pielęgnowania pięknej i bogatej kultury polskiej…

Dziwnie uroczyście odbijały się jego słowa w malborskiej sali sądowej i dziwnie natchnieni słów tych słuchali licznie zebrani rodacy sztumscy… Mowa p. Baczewskiego wywarła głębokie wrażenie na wszystkich, nawet dziennikarze niemieccy nie mogli obronić się wzruszeniu. Niezapomniany zostanie apel prezesa Baczewskiego do sumienia sędziowskiego, aby sąd sprawiedliwie sądził, aby ratował zaszargany honor niemiecki…

Sąd skazał – jak już doniesiono – głównego oskarżonego Gottschewskiego na 4 miesiące i 2 tygodnie więzienia, Choleviusa na 1 miesiąc więzienia, Patczinskiego na 20 marek kary, czwartego zaś oskarżonego Guzowskiego – uwolniono…

Oto wyrok „sprawiedliwy” na sprawców tylu niepokojów anti-polskich, na sprawców napadu na szkołę i ochronkę polską. Wyrok ten mówi – tomy i jest wymowniejszy, aniżeli najdłuższe komentarze.
Obserwuj wątek
    • 1fatum Re: Pogranicze w ogniu 06.03.21, 19:30
      Na podstawie spisanych relacji Tadeusza Puszczyńskiego ps. "Wawelberg".

      Tadeusz Puszczyński (pseudo Wawelberg) rzuca też światło na działalność polskich bojówek w okresie plebiscytowym. Po tzw. drugim powstaniu śląskim w skład Centrali Wychowania Fizycznego wchodziła konspiracyjna grupa przynajmniej kilkudziesięciu ludzi, tworzących oddziały bojowe do zadań specjalnych. Pod dowództwem oficerów i podoficerów, wywodzących się z polskiej armii, służyli w nich zazwyczaj Ślązacy. „Wawelberg” przyznaje, że grupa ta zostawiła po sobie „nieprzyjemny osad i szereg spraw, które stały się przedmiotem dochodzenia sądów wojskowych”. Bojówki te miały otrzymywać bezwzględne polecenia likwidacji przeciwników politycznych, głównie „zdrajców sprawy polskiej”, a, przy okazji i innych osób, niewygodnych dla regionalnych polskich polityków. Wspominana jest sprawa podejrzewanego o szpiegostwo urzędnika Polskiego Komisariatu Plebiscytowego, którego zastrzelono w jego mieszkaniu, podczas gdy w sąsiednim pokoju miała rodzić jego żona. Puszczyński wspomina po czasie: „podobno okazało się później, że nie był to szpieg, tylko typowy warchoł śląski”. Prof. Długajczyk wiąże opisaną sprawę z morderstwem na Teofilu Kupce (były działacz Polskiego Komisariatu Plebiscytowego. Co ciekawe, Korfanty miał też chcieć, by pozbyć się czołowego śląskiego endeka, właściciela Gazety Ludowej – księdza Pośpiecha. W środowisku działaczy polskich znane było, iż ksiądz znajdował się pod wpływem swojej kochanki (!) i miał negocjować ze stroną niemiecką sprzedanie im swojej gazety, co stanowić by mogło odczuwalny cios dla strony polskiej w kampanii plebiscytowej. Ostatecznie, likwidacja księdza nie doszła do skutku, gdyż sprzedał swoją gazetę polskiemu koncernowi Napieralskiego. Wkrótce, morderstwa polityczne na tyle spowszedniały, że członkowie bojówek zaczęli urządzać też zwykłe napady rabunkowe. Puszczyński uważał, że organizacja ta wymknęła się jej kierownictwu z rąk, nie panowano nad nią, a do tego, coraz bardziej przenikał do tak niezdyscyplinowanej formacji wywiad niemiecki. „Wawelberg” zostawił też w swoich wspomnieniach przykład, jak wyglądało takie pozbywanie się przeciwników politycznych. Mianowicie, wywodzącego się z Kongresówki podchorążego, mającego doświadczenie z działalności w „pogotowiu bojowym” PPS-u, skierowano do przeprowadzenia akcji zlikwidowania działacza niemieckiego w powiecie katowickim. W instrukcji podano podchorążemu trzy nazwiska, z których miał dopiero wybrać, kogo zechce zlikwidować. Do wykonania zadania przydzielono mu czteroosobową bojówkę. Lider tej bojówki zgodził się na wykonanie wyroku, ale chciał działać bardziej samodzielnie, miał powiedzieć: „sam to zrobię (…) ale portfel i zegarek mój” … Przytoczony opis może świadczyć o tym, że bojówki, szczególnie, te od wykonywania „najbrudniejszych zadań” składały się z najbardziej zdegenerowanych elementów, za nic mających życie ludzkie, skłonnych do rabunków. Nasuwa się w tym miejscu refleksja, iż właśnie tacy ludzie brali też najprawdopodobniej udział w tzw. powstaniach śląskich, a więc między innymi z nich polska publicystyka i politycy chcą robić bohaterów, których zasługą ma być zbrojna walka po stronie polskiej. Nic dziwnego, że w praktyce kult powstańców i „oficjalny” mit powstań śląskich jest przez wielu Górnoślązaków odrzucany…
        • 1fatum Re: Pogranicze w ogniu 06.03.21, 22:08
          Dlatego MY musimy o tym mówić. Kupiłem książkę (Allegro) Tadeusz Puszczyński "Konrad Wawelberg" Polskie działania destrukcyjne na Górnym Śląsku w latach 1920 - 1921.

          Naprawdę warto przeczytać. O wielu sprawach dowiedziałem się po raz pierwszy. Tym bardziej, ze pisze o tym polski patriota.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka