szwager_z_laband Re: Nasz ANNABERG 15.10.05, 21:12 jo ta piosynka tysz pieronym lubia, i z chynciom bych jom widziou tak jak na forum ze szczelec blank na wiyrchu Odpowiedz Link
sloneczko1 Re: Nasz ANNABERG 15.10.05, 21:21 jak byłach dzieckiym to Annaberg wydowou mi sie za gorami ,za lasami---na pońć jechało sie foorami ,a tera śmigna autym w poł godziny tak sie tyn świat skurczou ;) Odpowiedz Link
ballest Re: Nasz ANNABERG 15.10.05, 21:32 Sankt Anna, voll der Gnaden, du Bild der Heiligkeit, Gepriesen sei dein Name jetzt und in Ewigkeit! Wir loben Dich, Sankt Anna, heil'ge Mutter Anna! Sankt Anna, bitt für uns! Wie heilig war dein Leben, wie gut und engelrein! Ich will mich auch bestreben, so fromm, wie du, zu sein. Du suchtest hier auf Erden nicht Schätz', die Rost verzehrt; An Tugend reich zu werden, hat stets dein Herz begehrt! Gering nur will ich achten die Güter dieser Welt, Nach bessern Gütern trachten, nach dem, was Gott gefällt. Voll Mitleid und Erbarmen warst du für jedermann, Wie nahmst du dich der armen, verlaß'nen Menschen an! Auch ich will stets mit Freuden die Trauernden erfreu'n, Wenn meine Brüder leiden, will ich ihr Helfer sein. Gern trägst du jedes Leiden, das Gott dir hat gesandt, Und nahmst es an mit Freuden, aus seiner Vaterhand. Auch ich will nimmer klagen bei Schmerzen, Angst und Not; Will immer zu mir sagen: Das alles kommt von Gott. Hab' ich dann hier auf Erden viel Gutes gern getan, So kann ich freudig sterben, - dann fängt mein Glück erst an! Odpowiedz Link
hanys_hans Re: Nasz ANNABERG 15.10.05, 22:32 Nastympny koonsek o ANABERGU media.putfile.com/11-zwaSwAnna Odpowiedz Link
szwager_z_laband Re: Nasz ANNABERG 16.10.05, 06:41 dziynki Hanys, ta chyba piyrszy roz suysza Odpowiedz Link
stefan_ems Re: Nasz ANNABERG 15.10.05, 22:45 szwager_z_laband napisał: > jo ta piosynka tysz pieronym lubia, i z chynciom bych jom widziou tak jak na > forum ze szczelec blank na wiyrchu Bo pieronym podobo mi sie ta śpiywka ;-) Odpowiedz Link
szwager_z_laband Re: Nasz ANNABERG 17.10.05, 06:34 Ewald Stefan Pollok "Góra Świętej Anny Tam gdzie Odra leniwie toczy swoje wody przez płaski teren Górnego Śląska, wyrasta niezbyt duże, bo zaledwie czterystumetrowe wzniesienie, jednak z brzegu rzeki wydaje się być znacznie wyższe. Góra porośnięta jest lasem, który w różnych porach roku mieni się, wspaniałą wiosenno-letnią zielenią, kolorowymi liśćmi jesieni czy też bielą zimowego śniegu. Wzniesienie, na którego szczycie wybudowano klasztor, zwane jest Górą Świętej Anny. Przed milionami lat otworzyła się tu ziemia i wyrzuciła z siebie ognistą masę, która zastygła w bazaltową lawę, nadając górze dzisiejszy kształt. Po kataklizmie wyrósł długi garb, powstały wąwozy i wzniesienia. Przez dziesiątki i setki lat wiatr przynosił less, piaski i rozmaite nasiona, a deszcz dokończył dzieła. Na stokach wyrosły pierwsze mchy, porosty, krzewy a z czasem lasy, które karczowano przy osiedlaniu się tu pierwszych mieszkańców. Od pięciu wieków góra jest miejscem pielgrzymek do znanego na całym Śląsku, w Polsce i poza nią, sanktuarium Świętej Anny. Z wysokości schodów prowadzących do kościoła i klasztoru patrzymy na las, za którym skrył się zamek rodu von Gaschin z Żyrowej, fundatorów kościoła, klasztoru i kalwarii. W oddali widoczna jest srebrna wstęga Odry i żyzne pola po obydwu jej brzegach oraz dymiące ze wszech miar kominy koksowni w Zdzieszowicach. Kiedy popatrzymy od strony schodów wiodących do Groty Lourdzkiej, to zobaczymy w każdej wiosce świątynię, a na horyzoncie wieżę kościoła świętego Wawrzyńca w Strzelcach Opolskich. W pogańskich czasach na tutejszej górze, jak wówczas prawie na każdym wzniesieniu, stał najprawdopodobniej bałwochwalczy ołtarz. Ludy germańskie, które zamieszkiwały tę ziemię przez kilka wieków, czciły tu zapewne swego boga Odyna czy Wodana. Odyn był bogiem wojny, zwycięstwa, poezji i mądrości, wynalazcą znaków runicznych, wielkim magem i mistrzem czarów. Wodan bogiem wojny, zwycięstwa i zmarłych oraz praojcem i założycielem wielu rodów książęcych. Po odejściu plemion germańskich na zachód, pozostały tu jeszcze części ich ludów - Hastingowie, które z różnych przyczyn nie odeszły, bądź to z powodu starości lub braku środka transportu i połączyły się z przybyłymi tu w VI wieku n.e. Słowianami. Ci ostatni oddawali cześć bóstwom ognia: Swarożycowi i Dadźbogowi a Prokop z Cezarei pisał: Słowianie uważają, że jest jeden tylko Bóg, twórca błyskawicy, i składają mu w ofierze woły i wszystkie zwierzęta ofiarne. O przeznaczeniu nic nie wiedzą ani nie przyznają mu żadnej roli w życiu ludzkim, lecz kiedy śmierć zajrzy im w oczy czy to w chorobie, czy na wojnie, ślubują wówczas, że jeśli jej unikną złożą Bogu natychmiast ofiarę w zamian za ocalone życie, a uniknąwszy składają ją jak obiecali i są przekonani, że kupili sobie ocalenie za tą właśnie ofiarę. Oddają ponadto także cześć rzekom, nimfom i innym jakimś duchom i składają im wszystkie ofiary, a w czasie tych ofiar czynią wróżby. Kręgi kultowe znajdowały się na świętych górach i w gajach. Wiadomym jest, że taką górą była Ślęża. Na początku XI wieku bawarski biskup Thietmar pisał o niej: doznawała wielkiej czci u mieszkańców z powodu swego ogromu oraz przeznaczenia, jako że odprawiano na niej przeklęte pogańskie obrzędy. Prawdopodobnie tego rodzaju obrzędy uprawiano również na wzniesieniu zwanym dziś chełmskim czy też Górą Świętej Anny. W jednej z książek czytamy: Tak jak ongiś na Sobótce w dorzeczu Ślęzy, tak i tu w puszczy pokrywającej zbocza góry w zakolu Odry stała w zamierzchłych czasach zdobna kącina, świątynia przeznaczona i dla celów świeckich - narad plemiennych - i kultowych. Wśród świętej przyrody odbywały się tu misteria i religijne obrzędy. Wzywani opolną laską schodzili się tu tłumnie mieszkańcy tej ziemi, odprawiali gody, czcili dziady, oddawali cześć bogom i ofiarowywali im dary należne i błagalne. Ubrany w białe szaty kapłan wygłaszał formuły, niecił ogień święty, wrzucał tłuszcz, kaszę i dolewał miodu, po czym zgromadzeni obiatnicy biesiadowali, a hoże, na kształt puszczańskich sosen śmigłe dziewoje oddawały się pląsom z klaskaniem w dłonie i śpiewami. Do tańca przygrywali im muzykanci na piszczałkach, gęślach i tarłach rytmicznych. Może to w tamtych czasach szukać należy źródeł obchodzonego ciągle w powiecie strzeleckim obrzędu palenia żuru w Wielką Środę[1]. Anonimowa relacja z IX w. podaje bliższe dane na temat kultu pogrzebowego: jeśli umrze ktoś z nich, palą jego zwłoki w ogniu. Kobiety ich... nacinają sobie ręce i twarze nożem. Na drugi dzień po spaleniu zmarłego idą do niego, zbierają popiół z owego miejsca, wkładają do urny i umieszczają na pagórku. W rok po śmierci biorą 20 dzbanów miodu, czasem mniej, czasem więcej i udają się z nimi na to wzgórze. Zbiera się tam cała rodzina zmarłego, jedzą tam i piją. Bywało, że kobiety popełniały samobójstwa w czasie pogrzebu. Do zwyczaju tamtych czasów należało wkładanie siekiery do łoża brzemiennej kobiety, celem odstraszenia zła. Po urodzeniu dziecka kładziono sierp lub siekierę na progu domostwa. Wraz z wprowadzeniem chrześcijaństwa, pogańskie zwyczaje zanikały. W niedalekiej Jemielnicy, gdzie pod koniec trzynastego wieku osiedli cystersi, przechodzący tędy święty Wojciech z czeskiego rodu Sławnikowic z Libic, głosił kazania a do miejscowego stawu wrzucił bałwochwalczą figurę. W oddalonym o kilka kilometrów Kamieniu Śląskim urodził się św. Jacek i błogosławieni: Bronisława i Czesław, a także Iwo z Odrowążów, działający w XIII wieku biskup krakowski, wuj świętego Jacka. Okolica była od dawna chrześcijańska. Pobożny lud pracował i modlił się tu już od setek lat. Mistyczne, szczególne znaczenie tej góry przetrwało do dnia dzisiejszego. Na przestrzeni ostatnich setek lat mówiono i pisano często o niej. W gazecie "Katolik" z 1869 r. czytamy: "I cóż to za magnes posiada Góra św. Anny? Czy skarby złota i srebra? Lub kosztowne ołtarze? Darmo byś tam szukał złota i srebra, bo jak w kościele, tak w klasztorze OO. Franciszkanów panuje ubóstwo. Cóż więc przyciąga do Góry św. Anny corocznie krocie tysięcy nabożnych, którzy z niecierpliwością spieszą do niej, po skończonym nabożeństwie z płaczem się z nią żegnają, a w domu nieustannie ją wspominają i z tęsknotą o niej marzą? Bracia ! Dla światowca zostaje to tajemnicą i obojętny katolik, chociaż coś przeczuwa, jednak tej zagadki nie odgadnie, lecz i najgorliwszy katolik nie zbierze się na ostateczną odpowiedź? Oto i mnie nie starcza słów: wierzę, że Pan Bóg obrał sobie miejsca na przybytek swój, a takie miejsce zowie lud prawowierny "Miejscami łask", ponieważ nauczył się z doświadczenia, że na takich miejscach udziela Pan Bóg osobliwe łaski, która jak woda źródła obfitego użyźniają całe okolice. Jak daremną byłoby pracą opisać ślepemu farby tęczy, tak daremne byłoby usiłowanie wysławić uczucia serca odwiedzającego Górę Świętej Anny i innych Miejsc łaski". Pisarka Zofia Kossak odwiedziła przed wojną Śląsk Opolski i była również na Górze Świętej Anny, biorąc udział w pielgrzymce Ślązaków modlących się i śpiewających po polsku. Swoje wrażenia opisała tak: "Tu w dzień odpustu, przy uroczystych nieszporach, czterdzieści tysięcy ludzi piętrzy się amfiteatralnie na zboczu góry. Każdy z gromnicą zapaloną w ręku. Wczesny jesienny zmierzch. Od błysków tysięcy świec migoce i błyszczy góra. Czterdzieści tysięcy głosów śpiewa potężnym chórem: "Serdeczna Matko, Opiekunko ludzi". Świadek przedwojennych pielgrzymek na Górę Świętej Anny wspomina spotkania młodzieży męskiej - w której brało udział około 100 tys. osób - kiedy to jak z jednej krtani, unosiła się na całą okolicę pieśń: „Großer Gott wir loben dich” (Ciebie Boże wielbimy). Arcybiskup Alfons Nossol napisał: "Na świecie jest wiele miejsc pielgrzymkowych, dokąd człowiek przychodzi specjalnie na spotkanie Odpowiedz Link
szwager_z_laband Re: Nasz ANNABERG 17.10.05, 06:34 Arcybiskup Alfons Nossol napisał: "Na świecie jest wiele miejsc pielgrzymkowych, dokąd człowiek przychodzi specjalnie na spotkanie z Bogiem. Te święte miejsca przypominają nam, że jesteśmy ludem pielgrzymującym do wspólnego Domu Ojca. Jesteśmy bowiem Kościołem, który wciąż jest w drodze. Takim szczególnym miejscem pątniczym na Górnym Śląsku, w którym bije serce Ludu Bożego tej ziemi, zawsze była i będzie Góra Św. Anny. W sanktuarium na tej górze doznaje szczególnej czci późnogotycka figurka św. Anny, zwanej Samotrzecią, gdyż na jednym ramieniu trzyma Ona swojego wnuka - Jezusa, a na drugim - swoją córkę, Maryję. Jako symbol miłości rodzinnej i łączności pokoleń, kultur, języków i narodów, św. Anna, czczona w tej figurce, jest niezawodnym wsparciem dla przybywających tu ludzi, także w chwilach najtrudniejszych. "Niech się co chce ze mną dzieje, w Tobie, święta Anno mam nadzieję" - śpiewa wszak od wieków lud śląski podążający w licznych pielgrzymkach do swojej ukochanej patronki. Na Górę Św. Anny od ponad pięciuset lat z bliska i daleka przychodzą ludzie pojedynczo i w zorganizowanych grupach, przybywają całymi rodzinami i we wspólnotach parafialnych - w rozśpiewanym pielgrzymowaniu. Przychodzą od pokoleń niezmiennie, w ciągu jakże zmiennych i dramatycznych losów tej ziemi, aby w pokucie pielgrzymiego trudu, na modlitwie w zaciszu bazyliki św. Anny, w obchodach kaplic kalwaryjskich, w urzeczeniu dostojeństwem góry, wśród piękna krajobrazu skłaniającego człowieka ku Bogu, odnowić się wewnętrznie do życia bardziej jeszcze chrześcijańskiego". A Najdostojniejszy Pielgrzym, papież Jan Paweł II, będąc tu na tej górze, powiedział do zebranej milionowej rzeszy wiernych: "Znajdujemy się więc w okolicy, która w przeszłości została jakby szczególnie nasycona znakami świętości...Stacja ta ma miejsce na Górze Św. Anny, w pobliżu której znajduje się Kamień Śląski, miejsce urodzenia świętego Jacka, błogosławionego Czesława i błogosławionej Bronisławy - Odrowążów - postaci bardzo mi drogich od wczesnej młodości... Na Górze Świętej Anny ta centralna prawda dziejów zbawienia uwydatnia się w sposób szczególny: "Niewiasta", która zrodziła Syna Bożego, znajduje się, wraz z tym Synem, w objęciach swojej Matki: świętej Anny, o tak jak widać na tej figurce...Na dowód, że jesteśmy synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba Ojcze...Tu, na Górę Świętej Anny, przychodziły i przychodzą całe pokolenia pielgrzymów po to, aby nauczyć się tego wołania”. [E1] [1] Palenie żuru. Stary ludowy wielkanocny·zwyczaj odprawiany w Wielką Środę w okolicach Góry Świętej Anny. Na polach poza wsią roznieca się ogromne ogniska, w których spalane są zebrane w ciągu roku w obejściu drewniane, popsute części gospodarcze, pali stare miotły (szkrobaki). Chłopcy z kadziłami zrobionymi ze starych puszek, bez wieczka, ale z dziurami w denku, do których wkłada się rozpalone drzewo, biegają po polach i śpiewają przy tym: „żur połla, buchty chwola”. " Odpowiedz Link
sloneczko1 Re: Nasz ANNABERG 17.10.05, 08:52 szwager_z_laband napisał: [1] Palenie żuru. Stary ludowy wielkanocny·zwyczaj odprawiany w Wielką Ś > rodę w > okolicach Góry Świętej Anny. Na polach poza wsią roznieca się ogromne ogniska, > w których spalane są zebrane w ciągu roku w obejściu drewniane, popsute części > gospodarcze, pali stare miotły (szkrobaki). Chłopcy z kadziłami zrobionymi ze > starych puszek, bez wieczka, ale z dziurami w denku, do których wkłada się > rozpalone drzewo, biegają po polach i śpiewają przy tym: „żur połla, buch > ty > chwola”. ponoć w Stanicy tak jeszcze robiom Odpowiedz Link