Dodaj do ulubionych

miec fioua

18.11.05, 06:57
Historyczne przeprosiny




Kazimierz Kutz 17-11-2005 , ostatnia aktualizacja 17-11-2005 23:18



Dlaczego trzeba nadal przypominać osobę Wojciecha Korfantego? Człowiek umarł
66 lat temu i należałoby dać mu już spokój. Zresztą, wiele jest osób w
Polsce - także na Śląsku - których jego nazwisko drażni i wiele by dali, aby
wymazać go z pamięci zbiorowej, co wynika z dwóch przyczyn: pierwszą jest
powszechna ignorancja jeśli chodzi o historię Śląska, druga ma swoje źródła w
nienawiści do Ślązaków jako "rasy" ludzkiej.

Rozpatrzmy choć przez chwilę rzecz na przykładzie jego osoby. Korfanty,
mówiąc bardzo banalnie, już od wczesnych lat miał "fioła" na punkcie
polskości. Był bardzo zdolny, miał pęd do wiedzy i charakter buntownika. I
bardzo wcześnie zaczął działalność polityczną. Z czasem świetnie wykształcony
(na Wydziale Prawno-Ekonomicznym w Berlinie), obyty ze światem, bo jako
wychowawca i korepetytor arystokraty z Litwy Jundziłła, zwiedził Austrię,
Holandię, Francję i Rosję, i już w 1900 roku rozpoczął działalność polityczną
i dziennikarską. Dwa lata później, za wydanie broszury antyniemieckiej,
znajdzie się w więzieniu, a w 1903 r. zostaje wybrany do Landtagu pruskiego.
W Reichstagu będzie działał do 18 października 1918 roku, gdzie domagać się
będzie przyłączenia Śląska i Wielkopolski do Polski i wypuszczenia Józefa
Piłsudskiego z więzienia.

Na mocy dekretu Naczelnika Państwa J. Piłsudskiego wraz z innymi polskimi
posłami w Reichstagu wchodzi - z dniem 8 lutego 1919 r. - do Sejmu RP. W
styczniu 1920 r., w związku z decyzją o przeprowadzeniu plebiscytu na Górnym
Śląsku, zostaje przez rząd RP mianowany komisarzem Polskiego Komitetu
Plebiscytowego, a kiedy wybuchnie trzecie powstanie, obejmuje funkcję
dyktatora powstania. 18 czerwca 1922 r. przyjmuje propozycję ugrupowań
chadecji i endecji na stanowisko premiera rządu i 14 lipca zostaje
desygnowany na to stanowisko. Na skutek sprzeciwu Piłsudskiego projekt upada.
W krótkotrwałym rządzie Wincentego Witosa w 1923 roku zostaje wicepremierem i
ministrem bez teki. Potem Korfanty wraca na Śląsk, uruchamia
dziennik "Polonia" i kupuje od J.I. Paderewskiego gazetę
ogólnopolską "Rzeczpospolita". Po zamachu majowym przechodzi do opozycji, a
26 września 1930 r. zostaje aresztowany i osadzony w twierdzy brzeskiej wraz
z 82 byłymi posłami i senatorami. Wybrany na posła, 20 grudnia zostaje
zwolniony z więzienia i wybrany na prezesa Polskiego Stronnictwa
Chrześcijańskiej Demokracji. W 1935 roku, wobec zagrożenia przed
aresztowaniem, opuszcza kraj. Na emigracji, wraz z J.I. Paderewskim, W.
Witosem i J. Hallerem działa we Froncie Morges i zostaje prezesem Stronnictwa
Pracy, które powstało przez połączenie PSChD, NPR i Związku Hallerczyków. 28
kwietnia wraca do kraju, zostaje aresztowany i osadzony w więzieniu
mokotowskim. 17 sierpnia wyniesiony na noszach z więzienia, umiera w
szpitalu. 20 sierpnia zostaje manifestacyjnie pochowany na cmentarzu w
Katowicach.

21 czerwca 1997 roku prezydent Aleksander Kwaśniewski wręcza wnukowi W.
Korfantego, Feliksowi, najwyższe odznaczenie RP - Order Orła Białego. Jest to
jedyne odznaczenie polskie przyznane Wojciechowi Korfantemu. W Katowicach
staje jego pomnik: 114 lat po urodzeniu i 58 lat po śmierci.

Prawda o Wojciechu Korfantym, wyartykułowana w jednym zdaniu, musi brzmieć
tak: Gdyby go nie było, nie byłoby mowy o państwowości polskiej na Górnym
Śląsku. To on od 1900 roku ciągnął ten wózek.

Dziś piszę o heroicznej postaci Korfantego z bezpośredniego impulsu. Oto 10
listopada, w świeżo wybranym Senacie, w związku z 87. rocznicą odzyskania
przez Polskę niepodległości, podejmowano uchwałę, by złożyć "hołd pokoleniu
Polaków, które doprowadziło do odrodzenia się Państwa Polskiego". W
uroczystej i napisanej bardzo patriotycznym językiem uchwale, apoteozującej
Józefa Piłsudskiego, wspomniano o powstaniu wielkopolskim i powstaniach
śląskich, a potem wymieniono nazwiska osób najbardziej zasłużonych w zacnym
dziele: Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego i Ignacego Paderewskiego. Nie
znalazłem w tym spisie "ojców" II RP nazwiska Wojciecha Korfantego.
Korzystając z procedury uchwalania, zapytałem senatora sprawozdawcę,
dlaczego, jeśli wymienia się powstanie w Wielkopolsce i powstania na Górnym
Śląsku, nie wymienia się Wojciecha Korfantego, jako osoby najważniejszej w
dziele przyłączenia tej części kraju do Polski. Jego zasługi są równie
ważkie, jak wyruszenie Pierwszej Brygady z Oleandrów. Jak zwykle okazało się,
że w głowach senatorów wiedza o tamtych czasach jest połowiczna i ogranicza
się do historii zaboru rosyjskiego i jego problematyki.

Wywiązała się dyskusja, która zmierzała jednak do przyjęcia uchwały w wersji
zaproponowanej przez komisję, bo wszystkim spieszyło się już do domów. Był to
drugi dzień obrad, w którym frekwencja wynosiła już tylko 60 proc. dnia
poprzedniego. Ale senatorowie często robią wrażenie, jakby przyjeżdżali na
obrady do Warszawy tylko po to, by ją najrychlej opuścić. Tak było w
poprzednich kadencjach, teraz jest nie inaczej, choć zdziwiło mnie, że u tych
nowych tęsknota za domem złapała ich już na drugim posiedzeniu. Może oni tak
rozumieją politykę swojej partii o "potanieniu państwa"? Niespodziewanie
wsparł mnie senator Bender i w efekcie złożył poprawkę w regulaminowym
obrzędzie, co spowodowało przesłanie projektu do komisji. Obrady przerwano,
by mogła zebrać się komisja i rozpatrzyć poprawki. Oczywiście uczestniczyłem
w obradach komisji (bez prawa głosowania) i udało się ją przekonać do
umieszczeniu w spisie nie tylko Wojciecha Korfantego, ale i Wincentego
Witosa. Senat przegłosował poprawioną uchwałę przy dwóch głosach
wstrzymujących się. To jest sukces.

Tak więc ostatni akapit uchwały Senatu w sprawie uczczenia Święta
Niepodległości brzmi: "Senat Rzeczypospolitej Polskiej stwierdza, iż
pokolenie Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego, Ignacego Paderewskiego,
Wojciecha Korfantego, Wincentego Witosa i setek tysięcy innych - imiennych i
bezimiennych - bohaterów tamtych czasów, dobrze zasłużyło się Polsce, dając
wzór postępowania następnym pokoleniom, jak za Ojczyznę walczyć, jak jej
bronić i jak ją kochać."

Być może jest to pierwszy dokument polskiego parlamentu, w którym dwaj
wrogowie polityczni - by nie powiedzieć dobitniej - Piłsudski i Korfanty
figurują obok siebie jako ojcowie II Rzeczypospolitej.

Tak więc te dwa pomniki w Katowicach - Józefa Piłsudzkiego i Wojciecha
Korfantego - stojące przy Urzędzie Wojewódzkim, który sam w sobie jest
świetnym, monumentalnym zabytkiem architektury II RP, mogą być od minionego
piątku sobie bliższe. Bliższe także w naszych głowach i obłaskawionej pamięci
historycznej. To są historyczne przeprosiny.

Obserwuj wątek
    • szwager_z_laband ps 18.11.05, 07:06
      Opowieści roztomajte: Skłon przed pomnikiem




      Michał Smolorz 17-11-2005 , ostatnia aktualizacja 17-11-2005 23:18



      No i stało się. Stary Jorg stanął na cokole. Aby nie było wątpliwości, od
      początku byłem za ideą uhonorowania tej niezwykłej postaci, niezależnie od
      wielu wątpliwości, a nawet uzasadnionych głosów sprzeciwu. Jerzy Ziętek był
      bowiem osobą nietuzinkową, za którą przemawia jego dzieło. Wedle ewangelicznej
      reguły "po owocach ich poznacie" należy przyjąć ten pomnik z szacunkiem i
      cieszyć się, że powstał.

      Ale uważam zarazem, że odsłonięcie pomnika nie powinno przerwać dyskusji wokół
      historycznej roli Ziętka, która nie jest jednoznaczna i wymaga rzetelnego
      wyświetlenia. Teraz "człowiek z kryką" ma już niepodważalne miejsce w
      krajobrazie Śląska, potwierdzone w spiżu i granicie, więc bez niepotrzebnych
      emocji i zacietrzewienia można przyjrzeć się postaci z piedestału. Oczywiście
      daleki jestem od takiej "dyskusji", jaką prowadzi niezmordowany radny
      wojewódzki Rajmund Pollak, który w poniedziałek spowodował awanturę w sejmiku,
      doprowadzając do zerwania uroczystej sesji poświęconej m.in. Ziętkowi. Ale też
      daleki jestem od apoteozy, której oddają się bezkrytyczni wielbiciele byłego
      wojewody, dla których każda próba krytycznej refleksji nad pokręconymi losami
      Starego Generała to wręcz szarganie świętości (Na marginesie warto przypomnieć,
      że przydomkiem "Stary Generał" - "Vieux Général" - obdarzono swego czasu
      Charlesa de Gaulle`a; mamy więc do czynienia z bardzo wymownym zapożyczeniem).

      Sam zbierałem nieraz baty, gdy próbując wejść w istotę trudnej historii i
      jeszcze trudniejszych wyborów, przed jakimi stawał Ziętek, odchodziłem od
      prostej hagiografii, właściwej raczej żywotom świętych. Jedno nieostrożnie
      wypowiedziane słowo niezgodne z tezami laudatorów zawsze powoduje lawinę
      ataków, w których krytyka odsądza się od czci i wiary. Niepotrzebnie i
      szkodliwie. Szanuję to, że w Społecznym Komitecie Budowy Pomnika Jerzego Ziętka
      prym wiodą ludzie, którzy osobiście zawdzięczają mu bardzo wiele. Architekt
      Henryk Buszko otrzymał odeń wielką szansę realizowania niemal bez ograniczeń
      swoich twórczych wizji. Reżyser Kazimierz Kutz, korzystając z Ziętkowego
      wsparcia, zrealizował swoje największe dzieła filmowe, dzięki którym ma trwałe
      miejsce w historii polskiej kinematografii. To zrozumiałe i szlachetne, że dziś
      oddają hołd swemu mecenasowi. Ale na miłość Boską, panowie, nie odbierajcie nam
      prawa do odmiennego spojrzenia i odmiennej oceny historycznej człowieka,
      którego życiowe, moralne i polityczne wybory budzą niejedną wątpliwość.

      Jerzy Ziętek był bez wątpienia śląskim Wallenrodem, który swoje trudne osobiste
      decyzje obracał ku publicznemu dobru. W ogóle myślenie kategoriami dobra
      publicznego było jego niepodważalną zasługą, która sama w sobie uzasadnia
      postawienie mu pomnika - zwłaszcza dziś, w polskiej rzeczywistości przeżartej
      prywatą. Pamiętajmy jednak, że wallenrodyzm nigdy nie był i nie może być
      moralnym wzorem, bo daleki jest od elementarnych kanonów dekalogu. Na dodatek
      dziś każdy PRL-owski polityk ogłasza się Wallenrodem, okazuje się, że PRL był
      pełen Wallenrodów, właściwie cała komunistyczna partia-matka składała się z
      Wallenrodów. Gdzie nie czytam notkę biograficzną, to dowiaduję się, że kandydat
      pod szyldem PZPR prowadził działalność wywrotową i wspierał podziemie. Ba, z
      jakże niedawnej reklamy wyborczej SLD wynikało, że członkowie tej ferajny w
      całości podpisują się pod listą 21 gdańskich postulatów z 1980 roku.

      Nie czyńmy zatem Jerzego Ziętka świętym tylko dlatego, że przed śmiercią
      pojednał się z Panem Bogiem. Jego dzieło jest na tyle wymowne, że nie
      potrzebuje nadgorliwych apologetów i samo w sobie wystarcza na pomnik. Uczmy
      dzieci, co z tego dzieła warto sobie przyswoić, a czego raczej nie wypada.
      Chwila rzetelnej zadumy wielkości nie szkodzi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka