Dodaj do ulubionych

Mikouaj Kopernik byu Rusym

18.11.05, 23:55
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_051112/plus_minus_a_12.html
POWROTY Podobno Bierut żądał odkopania szczątków Kopernika dla uczczenia II
Zjazdu PZPR
Nalewka katedralna

Gdy otwierano trumnę, uczeni wstrzymali oddech. Spoczywał w niej...

W 1970 roku spędzałem urlop we Fromborku. To małe miasteczko. Ciągle tam wtedy
padało i było zimno. Ktoś z miejscowych, zdaje się, że stary organista czy
kościelny, chcąc jakoś kilku zziębniętych letników podtrzymać na duchu,
zaprosił wieczorem na nalewkę z jeżyn, wiśni i jałowca.

Dobry to, choć idący do głowy trunek. Po kilku kieliszkach każdy coś
opowiadał, przeważnie w duchu bliskiego etosowi PGR Dekamerona. Ale ja
zapamiętałem tylko historyjkę opowiedzianą przez szwagra kościelnego,
emerytowanego milicjanta, bo dotyczyła Kopernika.

Po koniec lat czterdziestych zaczęły się poszukiwania w byłej katedrze
fromborskiej grobu wielkiego astronoma. Trwało to latami. Podobno Bierut żądał
odkopania szczątków Mikołaja Kopernika dla uczczenia II Zjazdu PZPR.
Poszukiwawcze ekipy zmieniały się we Fromborku, a kierownicze w Warszawie, ale
wciąż nie było światełka w tunelu.

Któregoś roku nastąpił jednak przełom. Po ponownych i dociekliwych studiach
nad starymi księgami kanoników fromborskich prace wykopaliskowe podjęto od
nowa. I pewnego dnia grono polskich archeologów, historyków
Kościoła,astronomów, lekarzy medycyny sądowej oraz miejscowy I sekretarz
Komitetu PZPR krzyknęli: Eureka! Bo zgodnie ze szkicem topograficznym,
sytuującym grób astronoma z 95-procentowym prawdopodobieństwem, wykopano
starą, ozdobną trumnę. Jedynym profanem przypadkowo dopuszczonym do tajemnicy
miał być autor opowieści, jako że któryś z profesorów paskudnie się zaziębił i
koledzy, żeby go ratować, posłali po jakieś skuteczne lekarstwo. Okazało się,
że posiada je w swej piwniczce miejscowy duchowny. Była to wyborna spirytusowa
nalewka na jeżynach, wiśniach oraz jałowcu. Profesor natychmiast ozdrowiał i
polecił otworzyć starą trumnę. Wewnątrz była inna, też ozdobna, choć już
skromniejsza. Zorientowano sięwkrótce, że kryje trzecią trumnę. Gdy i ją
otwierano, uczeni wstrzymali oddech. I słusznie: w trzeciej trumnie spoczywał
w mundurze galowym, z imponującym zestawem orderów i medali, pułkownik Armii
Czerwonej!

Oszołomiony tą opowieścią, zapytałem: - Skąd tam się wziął oficer z bratniego
ZSRR?

Narrator położył palec na ustach: - Ściśle tajne, nie wolno tego ujawniać!

- No dobrze, ale pułkownik sam się do trzech trumien nie położył - nalegałem.

Narrator, ściszając głos niemal do szeptu, opowiedział, jak było.

W jednym z budynków przykatedralnych ulokował się wiosną 1945 roku radziecki
armijny sztab. Wieczorami wydawano huczne przyjęcia i podczas jednego z nich
doszło do kłótni i śmiertelnego postrzelenia tego właśnie pułkownika. Koledzy,
po wytrzeźwieniu, urządzili mu uroczysty pogrzeb z udziałem nawet miejscowego
niemieckiego duchowieństwa. Kazali go pochować jak biskupa lub co najmniej
kanonika.

I na tym poufne objaśnienia się urwały, zabrakło też nalewki. Zostałem jednak
zobowiązany, rozpoznany w tym biesiadnym gronie jako dziennikarz, żeby przez
30 lat tej informacji nie ujawniać. Wytrzymałem przez 35. Dłużej nie ma sensu,
skoro właśnie z 95-procentową pewnością głoszono, że odkopane w katedrze
fromborskiej kości należą do Mi
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka