Dodaj do ulubionych

moralność

01.04.06, 22:15
img233.imageshack.us/my.php?image=unbenannt1rj.jpg
Obserwuj wątek
    • ballest Re: moralność 01.04.06, 23:20
      Sloneczko, przeciez tam wiyncy rzeczy nie sztimuje, chodzi mi tylko o
      katolicyzm!
      Kaj tam np. pisze, ze onanizm jest grzechem?
      • sloneczko1 Re: moralność 01.04.06, 23:30
        przeca niy jo to wymyślyuach a pozatym niy znom na tela inkszych religii żeby to
        porównywać
        • ballest Re: moralność 01.04.06, 23:49
          Dlo mnie dekalog, jest katalogiem grzychow a nic innego !
          • szwager_z_laband Re: moralność 02.04.06, 06:34
            a sumiynie?
            • lech_niedzielski Re: moralność 02.04.06, 09:27
              "W moim rozumieniu jest to po prostu niemożliwe, by wielka, serdeczna sympatia
              Jezusa dla grzeszników nie wynikała między innymi z faktu, że on sam uważał
              siebie za grzesznika i czuł się bardzo solidarny z innymi, którzy grzeszyli.
              Gdyby było inaczej, to dlaczego miałby "syna marnotrawnego", który "roztrwonił
              swój majątek, żyjąc rozrzutnie", przedłożyć nad starszego syna, który był
              wysoce moralny i zawsze solidnie wypełniał swoje obowiązki? Dlaczego Jezus
              chwali celnika przyrównanego do "zdzierców, oszustów, cudzołożników" (Łk 18,
              11), a w ostrych słowach krytykuje naprawdę pobożnego, dobrego obywatela,
              faryzeusza (Łk 18, 12)? Dlaczego jeden grzesznik jest temu Jezusowi milszy
              niż "dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych" (Łk 15, 7)? Dlaczego nie
              przejmuje się on zbytnio, jak się zdaje, nawet fundamentalnymi zasadami
              moralnymi? Dlaczego jego Bóg nagradza ludzi, nie zważając zupełnie na to, czy
              byli cnotliwi, czy nie? Dlaczego Nazarejczyk w swoich przypowieściach stawia na
              głowie moralność, co nasunęło nawet przypuszczenie, że ukrzyżowano go za jego
              przypowieści, bo wyrażał w nich brak szacunku dla Tory? Jedyna możliwa
              odpowiedź brzmi tak: własne życie Jezusa ma bardzo znaczny wpływ na jego naukę,
              na jego sformułowania dotyczące moralności, a ponadto na jego przedstawianie
              Boga, który, jak się zdaje, na cnotliwych patrzy ze swojego nieba nie bez
              cynizmu i pogardy.

              (...) Paweł, właściwy twórca chrześcijaństwa, nie przejmował się zbytnio prawem
              i był mocno przekonany o tym, że uratuje go i zbawi tylko łaska Boża, nie zaś,
              tak czy inaczej niemożliwe, stosowanie się do nakazów moralnych. Ale, w
              przeciwieństwie do Jezusa, Paweł cierpiał i przeżywał udrękę, miotając się
              między prawem a łaską, gdy tymczasem Nazarejczyk beztrosko lekceważył - również
              w życiu miłosnym - konwencje społeczne i przepisy prawne. "Tatuś" (abba) w
              niebie przebaczy, gdyby miało się to okazać grzechem. Czyż nie wybaczył "synowi
              marnotrawnemu", który roztrwonił swój majątek "z nierządnicami" (Łk 15,
              30), "żyjąc rozrzutnie" (Łk 15, 13)? Jezus nie ukrywa wcale swojej sympatii dla
              tego syna, z nim się utożsamia - nie zaś ze starszym, obowiązkowym, który
              nigdy "nie przekroczył ojcowskiego rozkazu" (Łk 15, 29).

              Tu rzuca się w oczy sprzeczność między moralnością Jezusa a moralnością
              Kościoła. Bo jeśli Jezus stoi po stronie syna młodszego, "marnotrawnego" i, jak
              się zdaje, nawet stawia siebie na równi z nim, a w każdym razie wyciąga pewne
              wnioski z własnego życia, także miłosnego, to Kościół możemy przy najlepszych
              chęciach porównać tylko z synem przestrzegającym prawa. A przy tym hierarchia
              kościelna dosyć często naruszała te zasady moralne, które bezwzględnie,
              bezlitośnie, narzucała ludowi. Przypuszczalnie właśnie takie zachowania miał
              Jezus na myśli, gdy zalecał, żeby wystrzegano się "fałszywych proroków, którzy
              przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami" (Mt 7,
              15).
              • lech_niedzielski Re: moralność 02.04.06, 09:30
                Takie przypowieści, jak ta o "synu marnotrawnym" albo ta o "faryzeuszu i
                celniku", dezawuują w istocie nie tylko moralność kościelną, nie tylko
                moralność faryzeuszów i esseńczyków, ale poniekąd również całą filozoficzno-
                etyczną tradycję ludzkości. "Moralność" takich przypowieści ukazuje nam Jezusa
                wręcz jako anarchistę. Potępiony w jego przypowieści faryzeusz reprezentuje
                właśnie to, co większość ludzi uważa za moralne, zgodne z etyką i rozsądne. On
                nie kradnie, nie zdradza żony, nie dopuszcza się żadnych nieprawości, nikogo
                nie oszukuje, nie bogaci się niczyim kosztem, oddaje dziesiątą część wszystkich
                swoich dochodów na rzecz biednych (Łk 18, 11 i n.). Żyje więc tak, jak podług
                pism świętych przykazuje Bóg. Cnota jest czymś, do czego człowiek winien dążyć,
                bo jest ona miła Bogu - do tej formuły moglibyśmy sprowadzić psalmy i wszystkie
                pisma religijne judaizmu.

                Ale przewagę cnoty nad występkiem propaguje nie tylko tradycja żydowska, lecz
                głosi ją także filozofia antyku, średniowiecza i czasów nowożytnych. Tego
                nauczają Sokrates, Platon, Arystoteles, tego uczą zgodnie stoicy, tomiści,
                kantyści, przedstawiciele filozofii moralnej oraz humaniści wszystkich odcieni.
                Na ogół nie uzasadniają oni co prawda potrzeby moralności teologicznie, ale
                dostrzegają w niej coś, co zawsze kryło w sobie nagrodę (za dobry uczynek).

                Jezus uczy czegoś dokładnie przeciwnego. O naruszającym zakazy celniku mówi, że
                jest "usprawiedliwiony" (Łk 18, 14), bo tak podoba się jemu, Jezusowi, oraz
                jego Bogu - takiemu, jakim on jemu się jawi; bo ten Bóg jest w rozumieniu
                Jezusa absolutnie suwerenny, autonomiczny, i niczym nie skrępowany decyduje,
                kogo wynagrodzić, kogo obdarzyć łaską, ale w swoich decyzjach nie uwzględnia
                dobrych i złych uczynków. Jedynym, co bywa uwzględniane przez tego Boga, jest
                deklaracja całkowitej zależności od niego, a więc podkreślenie wyłączności jego
                władzy. "Natomiast celnik [...] nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił
                się w piersi i mówił: «Boże, miej litość dla mnie, grzesznika»" (Łk 18, 13).
                Według Jezusa, nie cnota, ale stała świadomość totalnej zależności od Boga
                stanowi kryterium uznania czyjegoś życia za dobre, udane.
                • lech_niedzielski Re: moralność 02.04.06, 09:31
                  Kiedy uduchowieni nauczyciele chrześcijaństwa, kiedy ci, co wygłaszają "Słowo
                  na niedzielę", nabożnie dopatrują się w przypowieści o faryzeuszu i celniku
                  tylko czegoś budującego i wyciągają jedynie taki "morał z tej historii", iż
                  Jezus chce tu po prostu ostrzec przed przesadnym przekonaniem o słuszności
                  własnych poczynań i uważaniem siebie za istotę lepszą pod względem duchowym, to
                  nie dostrzegają bardzo szokującej, anarchistycznej, rewolucyjnej wymowy tej
                  przypowieści. Dla Jezusa nie istnieje, moralność dana przez Boga czy też
                  naturalna, on ją wręcz unicestwia. Żaden Kościół nie maże się powoływać na
                  niego dla potwierdzenia słuszności swojej doktryny moralnej. Żadna filozofia
                  nie może opierać, bądź dodatkowo motywować, swojej etyki wskazaniem na niego,
                  na jego wzór moralny, jego słowa i praktyczne działanie. Możemy tu jedynie
                  skonstatować istnienie przepaści między "moralnością" Jezusa a wszelkimi
                  odmianami philosophiae i tego, co określamy jako theologia perennis.

                  Z taką doktryną moralną i takim praktykowaniem moralności, jakie obserwujemy u
                  Jezusa, nie sposób oczywiście utrzymać ład, stworzyć stabilną wspólnotę,
                  założyć Kościół. Gdy odnośnie do ustrojów, społeczeństw, państw, a przede
                  wszystkim Kościołów, mówi się o nim, i jego "etyce" jako wzorcach, jako
                  podstawie, to mamy do czynienia ze zwyczajną obłudą. On sam na pewno nie był
                  obłudny. Niczego nie potępia on tak bezwzględnie, tak surowo i nieprzejednanie,
                  jak hipokryzji "uczonych w Piśmie i faryzeuszów", inaczej mówiąc: teologów i
                  księży.
                  • lech_niedzielski Re: moralność 02.04.06, 09:32
                    Jezusowa krytyka ówczesnej hipokryzji w religijnej otoczce jest absolutna, bez
                    ograniczeń i bez koncesji. Dlatego też jego bezwzględna krytyka dotyczy również
                    dzisiejszych przywódców Kościoła. Zasiedli oni na "katedrze Mojżesza", to
                    znaczy pretendują do roli moralnych prawodawców ludzkości, jako rzekomi
                    pełnomocnicy Boga ogłaszają nakazy i zakazy, wydają "katechizmy powszechne"
                    oraz "encykliki moralne". Dużo mówią, "ale sami nie czynią. Wiążą ciężary
                    wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem
                    ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się
                    ludziom pokazać. [...] Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w
                    synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich
                    Rabbi (chcą, żeby ludzie nazywali ich wielebnym, monsignore, ekscelencją,
                    eminencją, «Waszą Świątobliwością» itd.)" (Mt 23, 2-7). Dlatego Jezus mówi, że
                    są podobni "do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz
                    wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa"; że są "pełni obłudy i
                    nieprawości"; że to "przewodnicy ślepi", którzy przecedzają komara, a połykają
                    wielbłąda; że to "węże, plemię żmijowe"; oskarża ich o obłudę, bo
                    zamykają "królestwo niebieskie przed ludźmi", a sami do niego nie wchodzą;
                    określa ich jako fałszywych misjonarzy, bo obchodzą "morze i ziemię, żeby
                    pozyskać jednego współwyznawcę", a ledwo ten znajdzie się w owczarni Kościoła,
                    czynią go "dwakroć bardziej winnym piekła" (Mt 23, 13-34); potępia ich, bo
                    modlą się na oczach tłumów, chcą, by ich fotografowano, gdy są pogrążeni w
                    modlitwie, lubią z udaną pokorą paradować w cennych szatach
                    liturgicznych, "żeby się ludziom pokazać" (Mt 6, 5), bo kiedy dają jałmużnę,
                    trąbią przed sobą, "aby ich ludzie chwalili" (Mt 6, 2). Do tego trzeba by
                    dodać, że środki na owe dobre uczynki Kościoła najczęściej pochodzą skądinąd,
                    dzisiaj przeważnie ze skarbu państwa, jedynie z "kosmetycznym" uzupełnieniem ze
                    strony strażników kościelnych finansów, którzy bardzo pilnują, żeby majątek
                    Kościoła nie został uszczuplony.
                    • lech_niedzielski Re: moralność 02.04.06, 09:32
                      Jezus okazuje się we wszystkim, co mówi i robi, w tym, co dobre i co złe, w
                      tym, co zdrowe i co chore, nader radykalny. Podobnie jak Mojżesz, Mahomet,
                      Zaratustra i inni twórcy religii, ma on usposobienie ekstremalne:
                      jest "opętany", egocentryczny, odznacza się narcyzmem, maniakalną depresją,
                      cechami paranoika i amoralnością. Jest geniuszem religijnym przeżywającym wizje
                      apokaliptyczne i narcystyczne projekcje. W ostrych słowach, bezwzględnie,
                      przeklina on te miasta, które nie witają go chętnie, chociaż w gruncie rzeczy
                      nic złego nie zrobiły. Odważyły się tylko nie przyjąć jego, wysłannika Boga (Mt
                      10, 14 i n.; 11, 20-24; Łk 10, 10-16). Dlatego zejdą "aż do Otchłani" (Mt 11,
                      23; Łk 10, 15). Bo "kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał" (Łk 10, 16).
                      Jezus wypowiada się bez ogródek. Afiszuje się ze swoim religijnym
                      egocentryzmem. To, że żąda od innych bezgranicznego poświęcenia się dla niego,
                      nie jest etyczne. Chrześcijanie w ogóle nie uświadamiają sobie tego, iż w
                      charakterze Jezusa kryją się bezwzględność i brak szacunku dla innych ludzi.
                      Gdyby to rozumieli, przestaliby pewno wyobrażać sobie Jezusa jako człowieka
                      łagodnego, czułego, o prawie że "kobiecym" usposobieniu - i to teraz, gdy mito-
                      teolog Drewermann bardzo elokwentnie objaśnia głęboki sens takich wyobrażeń. Bo
                      też kto spośród wiernych tego Kościoła potrafiłby w swoim życiu sprostać
                      wymaganiom tak radykalnym jak te stawiane przez Jezusa? "Jeśli kto przychodzi
                      do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i
                      sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem" (Łk 14, 26).
                      Większość chrześcijan starannie wypiera tego anarchistycznego Jezusa ze swojej
                      świadomości. To, czego on uczy, jest w rzeczywistości diametralnie odmienne od
                      chrześcijaństwa Kościoła i statecznych mieszczan, dla których najwyższymi
                      wartościami moralnymi są małżeństwo i rodzina; on nie chce pokoju w rodzinie i
                      pokoju społecznego, lecz rozłamu (Łk 12, 51 i n.); postponuje nawet właściwe
                      wszelkiej wspólnocie oznaki elementarnego szacunku dla innych, takie jak
                      pochowanie rodzonego ojca: "Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i
                      głoś królestwo Boże" (Łk 9, 590).
                      • lech_niedzielski Re: moralność 02.04.06, 09:33
                        Taka sama postawa uwidacznia się w jego życiu miłosnym. Chwali on znaną w
                        mieście ladacznicę, prostytutkę, "ponieważ bardzo umiłowała" (Łk 7, 47).
                        Kościelni uczeni w Piśmie daremnie doszukują się u tej kobiety miłości
                        uduchowionej, czystej, agape. Jezus chwali ją - przeciwnie ­ za to, że oddawała
                        się tak autentycznie, zmysłowo, całym swoim ciałem, bez
                        zwyczajowej, "normalnej" obłudy prostytutek, które udają pełne oddanie się,
                        miłosne westchnienia, orgazm, zaspokojenie, bo potrzebują pieniędzy partnera.
                        Ladacznica pochwalona przez Jezusa nie odgrywała pełnego oddania się - ona
                        kochała, to znaczy: poświęcała się bez reszty, chciała dawać radość mężczyznom,
                        którzy ją odwiedzali, ale zarazem też sama pragnęła radości.

                        Jezus nie był zresztą jedynym twórcą religii, który obcował z nierządnicami -
                        zdarzało się to również Buddzie. Ten ostatni spożywa od czasu do czasu posiłki
                        w domu pewnej ladacznicy, ale odtrąca ją, gdy chce ona zostać jego uczennicą, i
                        odtrąca wszystkie kobiety, które tego pragną. Dlaczego? Tu dostrzegamy postawę
                        całkowicie odmienną od postawy Jezusa, który przyjmował kobiety do swojej
                        wędrownej wspólnoty. Budda, koncentrujący się bez reszty na osiągnięciu nirwany
                        czysto duchowej, bezcielesnej i pozostającej z dala od świata, nie chce, by
                        uczennice i uczniowie łączyli się w pary, by dochodziło między nimi do
                        kontaktów płciowych, bo przyspieszają one tylko wieczny obieg narodzin i
                        odradzania się. On wie, że to się zdarza, gdy kobiety i mężczyźni są razem.
                        Jezus też jest tego świadomy. Ale nie ma nic przeciwko temu. Niechaj uczniowie
                        i uczennice opuszczają ojców i matki i stają się "jednym ciałem. A tak już nie
                        są dwoje, lecz jedno ciało" (Mk 10, 7-8). Takie sprawy nie łączą się z miłością
                        sublimującą, duchową. W "nowej wspólnocie" Jezusa, gdzie nie obowiązują już
                        powszechnie stosowane reguły moralne, we wspólnocie, do której przyjmowani są
                        tylko ludzie, którzy pozostawili za sobą małżeństwo, rodzinę, dzieci itd.,
                        antycypuje się ponadto miłość rajską.

                        On nie wypierał i nie zwalczał swoich własnych potrzeb, zachcianek, odczuć,
                        nastrojów erotycznych, seksualnych. I nie był na pewno mistrzem
                        w "samoumartwianiu". Jego wyobrażenia o świętości bez wątpienia nie obejmują
                        ascezy. Był on przez współczesnych mu ludzi określany jako "żarłok i pijak",
                        jako "przyjaciel" ludzi grzesznych płci obojga (Mt 11, 19; Łk 7, 34).
                        • lech_niedzielski Re: moralność 02.04.06, 09:35
                          Jezus demonstrował też postawę supermena. Nie zaliczał się do owych mięczaków -
                          często spotykanych również wśród duchownych - którzy przekonują kobiety, że są
                          całkiem łagodni, delikatni, czuli, macierzyńscy, ojcowscy, dziecinni, zależnie
                          od potrzeb i oczekiwań partnerki, że chodzi im tylko o spełnianie życzeń
                          partnerek. Bez względu na to, jak Jezus się zachowywał podczas spotkań,
                          kontaktów z kobietami, podczas obcowania obfitującego w niuanse i subtelności,
                          był on stale wyniosły, pełen godności, był "panem" (Romano Guardini), który nie
                          mógł sobie pozwolić na utratę władzy, a zarazem od kobiet żądał całkowitego
                          poświęcenia. Czuł się "nowym Dawidem", "nowym Salomonem", królem - także w
                          miłości.

                          Jezus z Nazaretu odznaczał się takim optymizmem, taką naiwną ufnością, iż
                          sądził, że zawsze działa i zachowuje się zgodnie z oczekiwaniami swojego
                          prawdziwego ojca w niebie, był przekonany, że ten "tatuś" (abba), który
                          sprawia, że "słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi", i "zsyła deszcz na
                          sprawiedliwych i niesprawiedliwych" (Mt 5, 45), a nawet "jest dobry dla
                          niewdzięcznych i złych" (Łk 6, 35), że ów prawdziwy ojciec poprzez jakieś
                          wielkie wydarzenie w Jerozolimie potwierdzi dopuszczalność jego swobodnego
                          stylu życia, życia bogatego w uciechy zmysłowe. Stąd jego sensacyjne przybycie
                          do Jerozolimy, energiczne usunięcie handlarzy z przedsionka świątyni, agitacja
                          przeciw żydowskiej zwierzchności.

                          Ale Jezus nie usankcjonował jego rozumienia Boga i życia. Bóg milczał - zarówno
                          na Górze Oliwnej, jak i wówczas, gdy Jezus był na krzyżu. "Boże mój, Boże mój,
                          czemuś Mnie opuścił?" (Mk 15, 34). Potem Jezus umarł i to był koniec jego
                          misji."

                          "Jezus i kobiety..."- (prof. teol. kat.) Hubertus Mynarek, s.136-143
                          • lech_niedzielski Re: moralność 02.04.06, 09:36
                            Nauczanie o piekle jest niemoralne. Jest z zasady złe,
                            niezależnie od tego czy ofiarą jest niewinne dziecko, czy wielokrotny morderca.
                            Szaleństwem jest myślenie, że ktokolwiek może cierpieć wiecznie."
                            Peter de Rosa

                            "Istnieje jedna poważna skaza w charakterze Chrystusa, a mianowicie jego wiara
                            w piekło. Nie mogę uwierzyć, aby człowiek rzeczywiście humanitarny mógł wierzyć
                            w kary wieczne. Chrystus przedstawiony w Ewangeliach niewątpliwie wierzył w
                            wieczne męki i w księgach tych znajdujemy wielokrotnie słowa mściwego gniewu
                            skierowane przeciw ludziom, którzy nie chcieli słuchać jego kazań - postawa
                            dość zwykła u kaznodziejów, ale nie dająca się pogodzić z najwyższą
                            doskonałością.
                            Nie spotykamy tej postawy u Sokratesa, łagodnego i uprzejmego wobec ludzi,
                            którzy nie chcieli go słuchać. I moim zdaniem takie zachowanie się bardziej
                            przystoi mędrcowi niż oburzenie. Według Ewangelii Chrystus mówił: "Wężowie,
                            rodzaju jaszczurczy, i jakoż będziecie mogli ujść przed sądem dnia
                            piekielnego?" - Był to zwrot pod adresem ludzi, którym się nie podobały jego
                            nauki. Naprawdę nie wydaje mi się to w najlepszym tonie.
                            W Ewangelii znajduje się dużo takich wzmianek o piekle. Najpierw, naturalnie,
                            dobrze nam znany tekst odnoszący się do grzechu "przeciwko Duchowi
                            Świętemu": "Ale kto by mówił przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie mu
                            odpuszczone ani w tym wieku ani w przyszłym".
                            Chrystus powiada jeszcze: "Pośle Syn człowieczy anioły swoje, a oni zbiorą z
                            królestwa jego wszystkie zgorszenia i tych, którzy nieprawość czynią; i wrzucą
                            ich w piec ognisty, tam będzie płacz i zgrzytanie zębów" - po czym rozwodzi się
                            w dalszym ciągu nad płaczem i zgrzytaniem zębów. Wzmianki o tym następują jedna
                            po drugiej i dla czytelnika jest zupełnie widoczne, że Chrystus musiał
                            znajdować pewną przyjemność w przewidywaniu płaczu i zgrzytania zębów, bo
                            inaczej nie powtarzałoby się to tak często. Nie zapomnieliście pewnie
                            przypowieści o owcach i kozłach, gdzie mówi się, jak to podczas drugiego
                            przyjścia Syn człowieczy odłączy owce od kozłów i powie kozłom: "Idźcie ode
                            mnie, przeklęci, w ogień wieczny". I Chrystus ciągnie dalej: "I pójdą ci na
                            męki wieczne". Następnie powiada znowu: "A jeśliby cię gorszyła ręka twoja,
                            odetnij ją; bo lepiej jest tobie ułomnym wnijść do żywota, niżeli dwie ręce
                            mając iść do piekła w ogień nieugaszony, gdzie robak ich nie umiera, a ogień
                            nie gaśnie". Powtarza się to parokrotnie.
                            Muszę stwierdzić, że ta nauka, według której ogień piekielny jest karą za
                            grzechy, jest okrutna. Doktryna ta upowszechniła okrucieństwo i dała światu
                            całe pokolenia okrutnie torturowanych ludzi,a Chrystus Ewangelii, jeśli się go
                            bierze takim, jakim go przedstawiają jego dziejopisarze, musi niewątpliwie
                            ponosić za to częściową odpowiedzialność.
                            • lech_niedzielski Re: moralność 02.04.06, 09:39
                              Są jeszcze inne, chociaż mniej ważne niedociągnięcia w nauce Chrystusa. Na
                              przykład historia świń garazeńskich, o których opowiadają Marek i Mateusz. Nie
                              było to z pewnością przejawem dobroci dla świń pozwolić w nie wejść demonom,
                              skutkiem czego biedne zwierzęta wpadły do morza i utonęły. Musicie pamiętać że
                              Chrystus był wszechmocny i mógł po prostu kazać demonom się wynieść, ale on
                              zamiast tego umieścił je w świniach.

                              Dzieje drzewa figowego również przedstawiają się dość zagadkowo. Wiecie
                              zapewne, co się z nim stało."A drugiego dnia (Jezus) łaknął; i ujrzawszy z
                              daleka figowe drzewo, mające liście, przyszedł, jeśliby snadź co na nim
                              znalazł; a gdy do niego przyszedł, nic nie znalazł, tylko liście, bo nie był
                              czas figom. A odpowiadając Jezus rzekł mu: Niechajże więcej na wieki nikt z
                              ciebie owocu nie je..., a Piotr (następnego ranka) rzekł mu: Mistrzu, oto
                              figowe drzewo, któreś przeklął, uschło". Jest to bardzo dziwna opowieść,
                              ponieważ pora owocowania fig jeszcze wtedy nie nadeszła i doprawdy trudno było
                              brać to drzewu za złe.
                              Nie, stanowczo nie zdaje mi się, żeby Chrystus czy to pod względem mądrości czy
                              też dobroci stał tak wysoko, jak niektóre postaci historyczne. Z tego punktu
                              widzenia postawiłbym Buddę i Sokratesa wyżej od niego."

                              Bertrand Russell

                              ***

                              Można jeszcze dodać, następujące słowa Jezusa skierowane do apostołów, których
                              posyła on na misje wśród pobratymców: "Gdyby was gdzie nie chciano przyjąć i
                              nie chciano słuchać słów waszych, wychodząc z takiego domu albo miasta,
                              strząśnijcie proch z nóg waszych! Zaprawdę, powiadam wam: Ziemi sodomskiej i
                              gomorejskiej lżej będzie w dzień sądu niż temu miastu" (Mt 10, 14-15). Takie
                              kataklizmy zapowiada dobrotliwy Jezus tym, których jedynym grzechem było to, iż
                              nie zechcieli zaufać włóczęgom.

                              Jezus mówi: kto nie jest z nami jest przeciwko nam (Mk 9, 40), dalej
                              ciągnie: "Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy
                              wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze" -
                              to nie mówił Bóg, lecz prostak. Dobrze, że katolicy nie czytają zbyt dosłownie
                              wszystkiego co w Biblii napisano (choć to przez większość dziejów odbierano
                              dosłownie), gdyż mógłbym mieć obawy co do swego losu. Choć raz już otrzymałem
                              list katolika (niejakiego Lodka) z owym cytatem na końcu, który najwyraźniej
                              dość dosłownie traktował słowa swego boga.
                              • ballest Re: moralność 02.04.06, 10:15
                                "Paweł, właściwy twórca chrześcijaństwa"
                                No ja, ale Maria Magdalena tysz tam swoje rynce miyszaua !
                                • szwager_z_laband Re: moralność 02.04.06, 12:49
                                  Ciebie Marlyna ruy niy dowo:)
                                  • sloneczko1 Re: moralność 02.04.06, 14:56
                                    :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka