rita100
23.06.06, 21:52
miasta.gazeta.pl/poznan/1,36024,3421651.html
Ogłasza te wszystkie prawdy Andreas czy już raczej Andrzej Billert?
- Mam kuzyna Andrzeja, fachowca od dróg rowerowych. Mylą nas stale, więc
zostanę Andreasem. Tak mam zresztą w metryce. Urodziłem się w 1944 r. na
terenie wcielonym do Rzeszy; należeliśmy do mniejszości niemieckiej. Moja
rodzina przybyła na teren między Gdańskiem, Piłą a Bydgoszczą w końcu XVIII
w., po pierwszym rozbiorze Polski. Drugie lub trzecie pokolenie po
przyjeździe mówiło już jednak dwoma językami: polskim i niemieckim, "wżeniało
się" w polskość. Niemcy "właściwe" były dla nas czymś bardzo odległym.
Powiązanie z kulturą niemiecką było przez język, książki i tradycję, a
integracja z Polską - bardzo silna. Gdy granica przesunęła się po wojnie, nie
przeszkodziło nam to być obywatelami polskimi. Tego wymagał porządek, do
którego - jak wiadomo - tradycja niemiecka przywiązuje wielką wagę.
A teraz kontynuuje Pan tradycję, działając po obu stronach granicy.
- Rzeczywiście, choć żona i dzieci mieszkają tutaj. To jest zresztą bardzo
ciekawe: nie ma dwóch tak bardzo spokrewnionych narodów jak Niemcy i Polacy.
Tyle samo Kowalskich w Niemczech co Schmidtów w Polsce. Genetycznych powiązań
jest więc sporo, począwszy od niemieckich matek polskich Piastów. Wymiany
myśli i doświadczeń - zadziwiająco mało. Zupełnie inne jest postrzeganie
państwa i polityki przestrzennej. Polski silny indywidualizm nie sprzyja
często dobrej organizacji. Sami Polacy twierdzą nawet, że mają trudności z
egzekwowaniem prawa. Można nieco przewrotnie stwierdzić, że obowiązuje wciąż
myślenie w duchu plemienne i szlacheckie: To jest mój gródek i mogę w nim
robić, co zechcę.
A co? Może nie wolno? Kto nam zabroni?
- W zasadzie: Wolnoć Tomku w swoim domku. Nikt Polakom nie zabrania żyć w
miastach gorszych niż inni Europejczycy. Można przecież robić wszystko po
swojemu. W zakresie planowania przestrzennego Unia Europejska nie może w
końcu Polsce dawać jakichkolwiek przepisów. Oferuje jednak metody działania,
m.in. zintegrowane plany rozwoju, na które wpływ mają lokalne społeczności,
które gwarantują, że unijne pieniądze na rozwój miast dadzą jak najlepsze
efekty. Każdy polityk, który z nich skorzysta i dosiądzie białego konia pod
nazwą rewitalizacja, może zajechać bardzo daleko. Zrobi karierę, a przy
okazji wybroni polskie miasta przed zagrażającym im zepchnięciem na margines
wielkiej rodziny europejskich miast.
* Dr Andreas Billert (ur. 1944), historyk sztuki, jest znanym w Niemczech
specjalistą w dziedzinie rewitalizacji miast. Kierował m.in. rewitalizacją
starówki w Lubece i Frankfurtu nad Odrą. Urodził się w Toruniu, obecnie - po
25-letnim pobycie w Niemczech - wrócił na stałe do Poznania. Wykładowca
Europa - Universitaet Viadrina we Frankfurcie n. Odrą i Uniwersytetu im. A.
Mickiewicza - Collegium Polonicum w Słubicach.