szwager_z_laband
21.11.06, 12:59
Chorzowski zdobywca Oscarów
Jacek Madeja2006-11-17, ostatnia aktualizacja 2006-11-17 13:44
Królewska Huta, rok 1909. W mieszkaniu przy Bismarckstrasse 63, gdzie
mieszkają Wachsmannowie, od rana wielkie poruszenie. Pod nieuwagę rodziców
trzyletni Franz, czy to z ciekawości, czy chęci zabawy, wspina się na piec,
gdzie stoi garnek z gotującą się wodą. Chłopiec wylewa sobie wrzątek na oczy.
Wzrok udaje się uratować, ale od tego momentu aż do końca życia jego twarz
będą skrywać grube szkła okularów
Fot. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AG
Franz Waxman dyryguje orkiestrą na planie filmu Paprika (1930)
Reklama zakładu skupu artykułów metalowych, którą prowadził Otto Wachsmann
Fot. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AG
John Waxman, syn Franza, z córką w ChorzowieByć może właśnie wtedy, chcąc
zrekompensować stratę, natura obdarza malca absolutnym słuchem. Kiedy ponad
40 lat później będzie już jednym z najwybitniejszych kompozytorów muzyki
filmowej na świecie, rozchwytywanym przez czołowych reżyserów
hollywoodzkiej "fabryki snów", nigdy nie zapomni, że jego droga do słowy
rozpoczęła się na Śląsku. Zawsze będzie podkreślał, że pochodzi z Królewskiej
Huty.
Śląskie ślady Wachsmannów
Chorzowskie tropy Wachsmannów po latach skutecznie zatarł czas. Od kilku lat
bada je dr Marek Kosma Cieśliński, kierownik chorzowskiego kina Panorama i
prezes stowarzyszenia "Filmowy Chorzów". W poszukiwaniu śląskich korzeni
kompozytora Cieśliński przekopał stare miejskie archiwa i kroniki. Tam
odnalazł adres Wachsmannów: Bismarckstrasse 63. To pod tym adresem 24 grudnia
1906 roku urodził Franz Wachsmann.
W anonsach prasowych Cieśliński wyszperał reklamy zakładu skupu artykułów
metalowych, który prowadził Otto Wachsmann, ojciec kompozytora. Znajdował się
tuż obok, pod nr. 61. - To kamienice przy dzisiejszej ul. 11 Listopada 45 i
47. Wciąż stoją w tym samym miejscu. Jednak gdzie było mieszkanie, a gdzie
zakład, dziś już nie sposób ustalić - mówi Cieśliński.
Rodzina Wachsmannów na Śląsk przewędrowała w latach 30. XIX wieku. Ojciec
kompozytora, Otto, urodził się w Siemianowicach, matka, Rozalia, w
Pyskowicach. Do Królewskiej Huty przeprowadzili się w 1904 roku. Dziś śladów
po Wachsmannach można szukać w budynku dawnej Ludowej Szkoły Żydowskiej nr 6,
obecnie siedzibie chorzowskiego sanepidu. Tutaj najprawdopodobniej uczy się
piątka starszego rodzeństwa małego Franza. Tuż obok, w miejscu, gdzie obecnie
znajduje się dom handlowy Hutnik, stała zburzona w 1939 roku przez nazistów
synagoga. Można przypuszczać, że Wachsmannowie przychodzą tutaj na co
tygodniowe nabożeństwa.
Królewską Hutę opuszczają w 1911 roku, kiedy Franz ma pięć lat. Przenoszą się
do Tworoga, gdzie ojciec kompozytora prowadzi gospodarstwo rolne. Stamtąd po
kilku latach wyjeżdżają do Opola. Tam Otto Wachsmann znów powraca do
metalowego biznesu.
Cieśliński: - To byli bardzo mobilni i przedsiębiorczy ludzie. Potrafili
przenosić się z miejsca na miejsce, żeby zarobić na chleb.
Muzyka pieniędzy nie daje
Franz od najmłodszych lat uczy się gry na fortepianie. Marzy, by zostać
muzykiem. Ojciec chłopca twardo stąpa po ziemi i uważa, że z muzyki nie da
się wyżyć. Sadza więc syna w okienku jednego z opolskich banków, ale Franz na
stanowisku kasjera wytrzymuje tylko dwa i pół roku. W wieku 17 lat decyduje
się wyjechać na studia muzyczne do Drezna. Widząc jego determinację, ojciec
nie protestuje. - To był rodzaj umowy. Miał spróbować w banku, gdyby nie był
szczęśliwy, mógł jechać do Drezna - wspomina dziś John Waxman, syn
kompozytora.
Z Drezna Wachsmann przenosi się do Berlina, gdzie uczy się kompozycji i
dyrygentury w tutejszym konserwatorium. W wolnych chwilach poświęca czas
lżejszej muzyce. Żeby opłacić studia, koncertuje razem z Weintraub
Syncopators, jednym z najbardziej znanych zespołów jazzowych w latach 20.
Właśnie wtedy poznaje Ericha Pommera, szefa wytwórni filmowej UFA. Ten daje
mu pierwsze poważne zlecenie - chce, by Wachsmann opracował muzykę i
dyrygował orkiestrą w czasie nagrań do filmu "Błękitny Anioł" z debiutującą
wtedy Marleną Dietrich w głównej roli. Młody kompozytor z zadania wywiązuje
się znakomicie.
Wkrótce pojawiają się nowe zlecenia. Jednak po dojściu Hitlera do władzy
Wachsmann nie ma czego szukać w Niemczech. Jest Żydem, a na dodatek twórcą
sztuki określanej przez nazistów mianem zwyrodniałej. Kiedy w 1933 roku
zostaje pobity przez nazistowskie bojówki, ucieka do Paryża.
Na podbój nieznanego świata
W Paryżu poznaje Billy'ego Wildera. Mieszkają w tym samym hotelu. Łączy ich
wiele - są równolatkami, uciekinierami, obaj pracują w branży filmowej.
Szybko stają się przyjaciółmi. Później razem wyjadą do Hollywood.
John Waxman: - Wilder był zawsze obecny w najważniejszych momentach życia
ojca. Był jego najbliższym powiernikiem. Rodzice opowiadali, że swoje imię
zawdzięczam właśnie jemu. Kiedy się urodziłem, w 1940 roku, ojciec od razu
zadzwonił do Billy'ego, chwaląc się, że ma syna Thomasa.
- To złe imię - zawyrokował Wilder.
- To może Wilhelm? - dopytywał Wachsmann.
- Coś ty, to się teraz w Ameryce źle kojarzy.
- No to jak?
- Po prostu John - powiedział Wilder. I tak już zostało.
Mimo że Paryż jest tylko przystankiem w drodze do USA, Wachsmann nie marnuje
tutaj czasu. We francuskiej stolicy nawiązuje współpracę z legendą
niemieckiego kina Fritzem Langiem. Razem z Jeanem Lenoirem pisze muzykę do
jego filmu "Lilom".
W 1934 roku do Stanów Zjednoczonych ściąga go Pommer. Zleca mu napisanie
muzyki do filmu Joego Maya "Music in the Air". W czołówce filmu kompozytor po
raz pierwszy używa przybranego nazwiska. Od tej pory staje się Franzem
Waxmanem.
Rok później staje przed pierwszym poważnym wyzwaniem - ma napisać muzykę do
wielkiej produkcji Jamesa Whale'a "Narzeczona Frankensteina", o której
później jeden z krytyków napisze, że "stała się kopalnią dla serii westernów
i filmów klasy B".
Waxman szybko staje się jednym z najbardziej rozchwytywanych kompozytorów w
Hollywood. Współpracuje z największymi hollywoodzkimi wytwórniami, m.in. z:
Universalem, MGM, Warner Bros, 20th Century Fox czy Columbią. Najlepsi
reżyserzy dobijają się do jego drzwi, chcąc, by pisał dla nich muzykę. Wśród
nich są Hitchcock ("Rebeka", "Podejrzenie", "Okno na podwórze"), Victor
Fleming ("Dr. Jekyll i Mr. Hyde") czy Raoul Walsch ("Cel Birma").
O mały włos Waxman zostałby kompozytorem do filmowego przeboju wszech
czasów "Przeminęło z wiatrem". Producent, obawiając się, że główny kompozytor
Max Steiner nie zdąży ze zleceniem na czas, zobowiązał Waxmana do napisania
tzw. security score (muzyki na wszelki wypadek). Steiner terminu dotrzymał,
ale i tak w ścieżce dźwiękowej filmu wykorzystano fragment skomponowany przez
Waxmana.
Waxman jest jednym z najbardziej pracowitych muzyków w Hollywood. Pisze
muzykę do ponad 150 filmów. Jest również kompozytorem muzyki klasycznej,
dyrygentem i impresariem. Na czym polegał sukces genialnego kompozytora? -
Był po prostu niezwykle pracowity. Zawsze powtarzał, że komponowanie to zawód
jak każdy inny. Nie siedział i nie czekał, aż muza usiądzie mu na ramieniu,
tylko brał się do roboty. Nawet kiedy oglądaliśmy telewizję, potrafił
wyskoczyć na chwilę w czasie przerwy na reklamę i dopisać kilka nut -
wspomina John Waxman.
W swoim dorobku Waxman ma dwa Oscary (za muzykę do "Bulwaru zachodzącego
słońca" i "Miejsca pod słońcem") i aż 12 nominacji. Przez krótki czas - jako
jedyny Górnoślązak - jest nawet członkiem hollywoodzkiej Akademii Filmowej,
którą opuszcza na znak protestu w 1954 roku.
Prof. Andrzej Gwóźdź, filmoznawca z Uniwersytetu Śląskiego: - Waxman to
absolutna czołówka światowa. Gdyby porównywać go do sław aktorskich, śmiało
można o nim powiedzieć, że jest Marilyn Monroe muzyki filmowej. Z dwoma
nagrodami Akademii Filmowej i 12 nominacjami sprawił, że Chorzów jest w