ballest
11.01.07, 13:08
Nie tylko byly pogromy ludzi wyznania mojzeszowego, byly i pogromy Niemcow:
"W 1945 roku sąsiedzi wyznania ewangelickiego zostali skoszarowani w
nieszawskiej szkole. Wykonywali prace porządkowe, nosili swastyki, patrzyli
na dawnych polskich znajomych. Najprawdopodobniej po kilku tygodniach
przyszła noc mordu. Niemcy zostali wygnani na bulwar, kazano skakać w
lodowatą toń mężczyznom, kobietom, dzieciom... Do tonących strzelano z
karabinów maszynowych.
Następnego dnia miasteczko ujrzało ciała tych, których nie porwał nurt rzeki.
Nieszawa się zasklepiła. W miasteczku było “głośnocicho” - każdy wiedział o
morderstwie, nikt nie wskazał zbrodniarzy. Ludzie żyli kilkadziesiąt lat
przytłoczeni skorupą zduszonej winy. Aż nadszedł czas, kiedy ówczesny
proboszcz, podczas uroczystej Mszy w rocznicę wybuchu wojny, próbował odkryć
tajemnicę. Powiedział: a ten wieniec kładę za tych, których utopiono w Wiśle.
Po kościele poszedł szmer: ksiądz jest za Niemcami. Proboszcz opuścił parafię.
Później do Nieszawy przyszli księża Zdzisław Pawłowski i Wojciech Sowa -
koledzy z seminarium. Zaczęli pracować nad oczyszczeniem pamięci.
Przekonywali parafian o konieczności wypowiedzenia prawdy. Pamięć o ofiarach
pogromu zaczęła się otwierać."