szmiejka
19.09.07, 21:07
Dopieśćcie to tłumaczenie, bo mnie szlag trafia.
www.zeit.de/2004/36/Polen
Polska A i Polska B
Christian Tenbrock
U największego nowego członka UE gospodarka nuci na cześć zurbanizowanej elity.
Spoglądamy na jedną liczbę, sytuacja nie mogłaby być lepsza. W pierwszej
połowie roku nastąpił wzrost gospodarczy o ponad sześć procent. Od roku 1997
nie notowano tak dużego wzrostu. Optymiści wierzą, że także na koniec roku
będzie szóstka przed przecinkiem - z takim wzrostem byłby nowo przybyły w
Europie 25 liderem, przynajmniej wśród dużych krajów.
Spoglądamy na inne cyfry, sytuacja jest zrujnowana. Wskaźnik bezrobocia wynosi
20 %, Niewiele więcej niż połowa ludzi zdolnych do pracy pracuje. Blisko 38
milionów Polaków osiąga w rok dokładnie tyle ile 5 milionów Duńczyków.
Wskaźnik biedy wzrasta. Różnica w zarobkach biednych i bogatych jest coraz
większa.
Co w tej sytuacji jest ważne? Że Polsce, jak z przykrością zauważa warszawski
dziennik „Rzeczpospolita”, grozi stanie się najbiedniejszym krajem w Unii
Europejskiej, jeszcze biedniejszym niż Litwa, czy Łotwa? Albo, że jak
niemiecki magazyn „Capital” pisał już przed paroma miesiącami „tygrys
warszawskich wrót Niemiec” przygotowuje się do skoku – tym razem bardzo
dalekiego, który mógłby rozwiązać dużo problemów.
Pytamy warszawskich ekspertów od gospodarki, szczera odpowiedź brzmi: Nie
wiemy. Czy ten boom będzie trwały. Wszystko inne jest pewne, twierdzi
ekonomista z Akademii Przedsiębiorczości i Zarządzania. Tam jest potencjał.
Czy się go wykorzysta i ważne zmiany nastąpią szybko jest wątpliwe, mówi
Katarzyna Pietka z Instytutu Badań Gospodarczych CASE.
Polska jest podzielona na Polskę a i Polskę B jak to wyraża Kowalewski. Polska
A to Polska eksporterów, szczupłej warstwy bogatych i rosnącej zurbanizowanej
klasy średniej. Produkty przedsiębiorstw eksportowych – samochody, meble,
maszyny – dawno się tak dobrze nie sprzedawały jak w pierwszej połowie roku.
Kto w nich pracuje lub w bankach, ubezpieczeniach i w innych usługach w
miejskich centrach, zarabia naprawdę niezłe pieniądze, przede wszystkim wtedy,
gdy należy do drużyny wykwalikiwonych specjalistów..A także ci, którzy w
minionych miesiącach starali się solidne podgrzewać zapotrzebowanie
wewnętrzne. Coraz więcej Polaków może sobie pozwolić na samochody i pralki.
(przypowieść tłumacza: wydawało mi się, że już pare ładnych lat przed wejściem
do UE Polacy mogli sobie kupić pralkę:/) Prywatna konsumpcja stała się obok
eksportu najważniejszym motorem wzrostu.
Polska B nie czerpie zysków ze wzrostu. Polska B to Polska dużej części
ludności wiejskiej, przeważnie kiepsko wykształconych bezrobotnych
bezrobotnych wszystkich tych ludzi, którzy przy przemianie w gospodarkę
rynkową pozostali w tyle. „Niereformowalni” - tak nazywa ich młoda szefowa
jednej niemieckiej organizacji gospodarczej w Warszawie. „Problem pozostawiony
w spadku przez komunizm” – ekonomistka Pietka. „Wzrost im nie pomaga”, mówi
Oskar Kowalewski. „Wzrost powiększa tylko ich odstęp od Polski A.”
„Współczynnik biedy szacowany jest w kraju na 14 %.” Prawie jedna siódma
wszystkich mieszkańców musi utrzymać się z miesięcznej pensji, który często
wynosi mniej niż średnia krajowa – na czas obecne 540 Euro.
Brakuje pracy. Organizacja narodów uprzemysłowionych, paryskie OECD zarzuciła
Polsce, że ma najgorzej funkcjonujący rynek pracy spośród wszystkich 30 krajów
OECD. Udział działalności zarobkowej to 51,5 procent – udział zatrudnionych
spośród osób zdolnych do pracy. Tak mało jak nigdzie wcześniej w UE. We
wczesnych latach dziewięćdziesiątych sto tysięcy Polaków zostało skazanych na
opiekę państwa. Dzisiaj rząd obok bezrobotnych utrzymuje mnóstwo ludzi na
rentach inwalidzkich, wczesnych emeryturach i innych odbiorców środków
pomocowych. Gdyby częściowo jeszcze państwowy sektor przemysłu ciężkiego i
górnictwa został sprywatyzowany, wtedy kolejne 300000 osób straciłoby pracę.
Do tego dochodzą prawie zawsze małoobszarowe i przez to niezbyt konkurencyjne
w Unii Europejskiej gospodarstwa rolne w których pracuje blisko 20% wszystkich
Polaków, ale tylko trzy procent ma wkład do produktu krajowego.
W rządzie brakuje pieniędzy na kształcenie, ulice i zdrowie.
Aby powstały nowe zawody a przez to wzrosła liczba zatrudnionych potrzebne są
bolesne reformy przede wszystkim w systemie socjalnym, mówi Katarzyna Pietka.
Prawie jedna piąta polskiego wyniku gospodarczego wpływa do transferu
socjalnego. W obliczu rocznej dziury budżetowej od 6 do 7 procent jest to zbyt
wiele. Do tego nie ma wystarczających środków na kształcenie, na opiekę
zdrowotną i rozbudowę infrastruktury. Warszawa jest obok miast nadbałtyckich
Tallinu i Rygi jedną z niewielu europejskich stolic bez połączenia
autostradowego, a ponieważ także w regionach sieć autostrad jest
niewystarczająca, przybywa mniej inwestorów niż się oczekuje. W porównaniu z
Czechami i Węgrami Polska wypada gorzej przyznał ostatnio zastępca ministra
gospodarki – Mirosław Zieliński w wywiadzie dla jednej z gazet.
Pomóc mogłaby UE. Od przystąpienia 1. maja Polska otrzymuje za każde euro,
które wpłaca do budżetu Unii Europejskiej, 2,5 euro wsparcia. Od 2007 roku
kraj powinien stać się ostatecznie jednym z największych netto-odbiorców
pomocy z Brukseli, pisze „Rzeczpospolita” i cieszy się na ten przewidywany
„największy program inwestycyjny w historii Polski. „Nowy czynnik UE mże coś
zmienić, ma nadzieję ekspert gospodarczy Pietka
Widoczne jest to przynajmniej sporadycznie u rolników. Już krótko po 1. maja
toczyły się na podwórzach przede wszystkim w zachodniej Polsce samochody z
mlekiem zachodnioeuropejskich przedsiębiorstw mleczarskich, także polscy
producenci mięsa mogą się cieszyć od tego czasu z wyższych cen i lepszych
interesów interesów zachodnimi odbiorcami. Dziewięć na dziesięciu rolników
złożyło wnioski o wsparcie z Brukseli, inwestycje i maszyny rolnicze, nowe
obory i większa higiena gwałtownie wzrosły. Niewielka przeciętna pensja
posiadacza gospodarstwa, która wynosiła około 500 euro wzrośnie w 2005 roku o
jedną trzecią prognozuje rząd w Warszawie.
Perspektywy na większe pieniądze powinny się przyczynić do tego, że dawniej
sceptyczna ludność wiejska będzie traktować UE życzliwie. Jednak większość
gospodarstw nie jest w stanie przetrwa. Z 1,8 miliona może 700000 miałoby
szanse, szacuje Dorota Metera, która obserwuje w Warszawie rozwój rolnictwo
dla organizacji ochrony środowiska IUCN. Zmiana strukturalna pociągnie więc za
sobą dalsze ofiary.
Pomóc można im tylko poprzez tworzenie nowych miejsc pracy. Kilka dziesiątek
tysięcy powstanie pewnie przez rozbudowę infrastruktury, trochę przy budowie
ulic. Ale ogólnie rzecz biorąc brakuje przedsiębiorstw. Nie tylko takich z
zagranicy Jak wszystkim państwom wschodnioeuropejskim Polsce brakuje kapitału.
„Banki nie mają pieniędzy” – mówi ekonomista Kowalewski. Biurokracja dodatkowo
utrudnia zakładanie firm, uzupełnia Katarzyna Pietka. Do tego dochodzi fakt,
że znowu silnie przyciągane inwestycje tylko w wyjątkowych przypadkach
skutkują nowymi miejscami pracy. Inwestuje się przede wszystkim w dynamiczny
wzrost produktywności. W samym polskim przemyśle wzrósł dochód za godzinę w
ubiegłym roku o 14%.
Ceną gospodarczego postępu i wzrostu jest jak mówi szefowa związku
przedsiębiorców PKPP – jst bezrobocie strukturalne. Polska A zyskuje, Polska B
nie. Polsa B może przeżyć dzięki własnej krowie i ogódkowi albo pracy na
czarno w domu i za zachodnią granicą kraju. Jak długo, według Kowalewskiego
pasywn polskie społeczeństwo wytrzyma jeszcze taką sytuację, tego nikt nie
jest w stanie powiedzieć. Nawet bardzo rozsądnej ekonomistce Pietce pozostaje
już tylko apel o cierpliwość cierpliw