Dodaj do ulubionych

serce w rozterce

IP: *.zgora.dialog.net.pl 11.07.04, 11:25
Witajcie, muszę się z wami podzielić, bo czuję się okropnie, boli mnie dusza
a sumienie nie daje mi spokoju dzięki swojej naiwności. Rok temu poznałem
kobietę, o 20 lat młodszą ode mnie, znajomość stopniowo przerodziła się w
uczucie. Póki uczucie nie zawładnęło mnie całkowicie, miałem pewne opory
przed tą znajomością, zastanawiałem się czy zbyt duża różnica w wieku,
wykształceniu i sytuacji rodzinnej nie stworzy nam problemów. Jednak powoli
uczucie zawładnęło mną całkowicie i przestałem o tych różnicach myśleć. Od
początku kobieta zwierzyła mi się, ze jest matką dwójki dzieci, pochodzi ze
wsi położonej niedaleko mojego miasta. Opowiedziała mi o swoim piekle w domu,
o pijaństwie męża i o poniewierce na którą skazana jest od lat. Po paru
miesiącach zaczęła mnie prosić o tym, abym załatwił jej mieszkanie, bo chce
wyprowadzić się od męża tyrana. Nie ukrywała przy tym, ze liczy na to, że
zajmuję stanowisko wpływowe, mam znajomości i mógłbym jej coś załatwić. Już
wtedy, a nieco wcześniej wyznała mi miłość, zresztą odpowiedziałem jej tym
samym. Prośbę o mieszkanie uzasadniła tym, że chce uciec od męża tyrana i żyć
spokojnie. Później stwierdziła, że chciałaby zamieszkać wspólnie ze mną.
Byłem nieco stropiony tym, i próbowałem jej uświadomić, że mam 55 lat, że nie
jestem zbyt zamożnym facetem i nie będę w stanie zapewnić jej bytu na dobrym
poziomie. Oczywiście opowiedziałem jej już wcześniej, że mam chorą
psychicznie żonę, z którą nie żyję od lat, dorosłą córkę (zamężną) oraz 18
letniego syna, który jeszcze się uczy. Coraz częściej mówiła, że mnie kocha i
chcę żebyśmy wspólnie zamieszkali. Odpowiadałem jej, że jest to ryzykowne, bo
znamy się zbyt mało i wspólne zamieszkanie może spowodować komplikacje i
mnóstwo kłopotów. Spotykaliśmy się raz albo dwa razy w tygodniu, pod koniec
ub. roku powiedziała mi, że w domu życie staje się nieznośne, że mąż ciągle
pije, a ona musi przed nim uciekać nawet w nocy, aby nie stracić życie.
Współczułem jej, ale nie wiedziałem jak jej pomóc. W końcu nikt nie rozdaje
mieszkania tak sobie, a po drugie nie stać mnie na wynajęcie lokum w którym
zamieszkałaby ona wraz z dziećmi. Nie miałem oporów przed wyprowadzeniem z
domu, ale zawsze mówiłem, że muszę zabrać syna, który potrzebuje mnie
jeszcze. Zaraz po nowym roku, moja partnerka oznajmiła, że uciekła od męża i
nocuje u koleżanki, bo już nim nie wytrzymuje. Znowu nalegała o mieszkanie.
Mąż się odgrażał, że nas obu załatwi. Nie wiedziałem co począć, po miesiącu
okazało się, że nie może już u koleżanki zostać. Partnerka twierdziła, że mąż
ją wygonił z domu z mojego powodu. Czy naprawdę tak było nie wiem do dziś. W
tej sytuacji zgodziła się ją przyjąć siostra jej męża. Tam jednak piekło
trwało, bo całkiem legalnie ( do siostry) przychodził mąż i robił awantury.
Partnerka nalegała, żebym ją z stamtąd zabrać, żeby wynająć dwupokojowe
mieszkanie i żebyśmy zamieszkali razem. Ciągle miałem jednak wątpliwości i
obawy. Po koniec maja zadzwoniła siostra męża i w ostrych słowach
stwierdziła, że ja zrujnowałem życie swojej dziewczynie, a teraz nie chce jej
pomóc. Zagrała mi na ambicję, załatwiłem pobyt w pewnym internacie gdzie może
zostać tylko do końca lipca. Zażyczyła sobie żebyśmy zamieszkali razem, tu
jednak zaczęły się różne kłótnie o drobiazgi. Jestem zrównoważonym, nie piję
w ogóle alkoholu, ona też, ale partnerka zbyt łatwo zaczęła wpadać w furię z
byle powodu. Któregoś dnia oznajmiła że jest w ciąży i to na pewno zemną. Po
tygodniu zaczęła mówić, że musi usunąć, bo ja nie wychowam dobrze tego
dziecka, ze może być brzydkie itp. Wyszło na jaw, że spotyka się nadal z
mężem, tłumaczyła mi, że nachodzi ją pijany i żeby się nie rzucał, stara się
z nim rozmawiać, pisać mu sms, bo inaczej by szalał i nas wykończył.
Powiedziała mi że złożyła pozew o rozwód, mój syn podpadł u niej bo napisał
jej kilka niestosownych sms, powiedziała, że on nie może z nami zamieszkać.
Razi mnie to, bo ona nie ma pracy, właściwie jest na moim utrzymaniu, jej
dzieci też, a dla mojego syna nie ma miejsca, a wymaga żeby troszczyć się o
jej dzieci, nie ukrywa, że dzięki mnie chce zabezpieczyć je materialne. Nadal
twierdzi, ze mnie kocha, teraz zmieniła zdanie i mówi, że bardzo chce tego
dziecka urodzić i że urodzi. Na pytanie jak zareaguje jej mąż szaleniec na
widok jej brzucha, odpowiada, że może wreszcie się odczepi od niej (wcześniej
twierdziła że ją zabije). Niepokoi mnie to wszystko, coraz częściej się
zastanawiam, czy nie jestem po prostu manipulowany, że partnerka chce po
prostu upiec sobie kilka pieczeni naraz, a o uczuciu nie wiem co myśleć. Mam
wrażenie, że gra na moich uczuciach , bo widzi, że bardzo się zaangażowałem.
Na pytanie dlaczego utrzymuje kontakt z mężem skoro ją tak skrzywdził,
odpowiada, że tak musi do czasu uzyskania rozwodu, bo inaczej by ją
zniszczył, bo jak wypije jest nieobliczalny, a póki jest małżonkiem, to
uważa, że ma prawa do nie itp. Czuję się zawiedziony, chciałem jej pomóc, ale
sprawy idą jakby w złym kierunku. Gdybym miał całkowita pewność, że to jest
osoba z która mógłbym spędzić resztę życia, to zdobyłbym się na wszystko i
zapewniłbym i mieszkanie i wszystko co trzeba. Jestem załamany, bo jeżeli ona
naprawdę jest w ciąży, a chyba jest (nabrzmiałe piersi i wymioty), choć
żadnego dokumentu od ginekologa nie pokazała, to ja się zastanawiam co dalej,
nie chcę być podłym facetem, ale jak to wszystko rozwiązać bez współpracy z
jej strony. Nieraz mówiłem jej, że jest nie zrównoważona i zachowuje się jak
15 latka, ale to nie dociera do niej. Nie podoba mi się że odrzuca mojego
syna, że żąda aby ja w ogóle nie kontaktował się ze swoją rodziną, a
natomiast ona ze swoją tak. Kto mi doradzi? Czy wdepnąłem w bagno i jak się
wydostać?Żona mimo wszystko współczuje mi i chce żebym wrócił do niej, ale
wiąże nas tylko papier oraz wspoólne dzieci. Czuję, że dziewczyna gra na
moich uczuciach. Także poprzez ciążę, bo wie iż jestem przeciwny usunięciu.
Zarzuca mi, ze jestem nieudolny, skoro nie załatwiłem mieszkania do tej pory,
ze kocham ją, ale nie na tyle, żeby z nią zamieszkać. Jeżeli się zgodzę żeby
usunięła, to do końca życia będę miał wyrzuty sumienia. Jeżeli nadal będę za
tym żeby urodziła, to szanse na wspólne, radosne wychowywania maleństwa
byłyby chyba marne. Czuję jak grunt usuwa się podemną, tracę już resztki
spokoju, jestem u kresu sił, na dodatek mam bardzo stresujacą pracę. Kocham
ją, ale to chyba za mało na wspólne szcęśliwe życie. Ona twierdzi też, że
mnie kocha i chce spędzić resztę życia ze mną. Jej zachowanie zdaje mi się
zdradza jedno: dążenie do poprawy swojej sytuacji dzięki moim koneksjom,
chyba najbardziej jestem potrzebny w roli sponsora i załatwiacza wszystkiego.
Jak mam zabić to uczucie w sobie, aby wyjść z tego dołka, z tego fatalnego
zauroczenia? Owszem, mogę wziąć rzozwód co byłoby tylko formalnością i
zamieszkać z nią, ale potem znajdę się na ulicę, kiedy okaże się, że nie
można wytrzymać pod jednym dachem.Czekam i proszę o opinie, nie jestem
zgredem, ani wapniakiem, zrozumię każde stanowisko, bo jestem w potrzasku.
Obserwuj wątek
    • white.falcon Re: serce w rozterce 11.07.04, 12:39
      Bardzo współczuję, Autorze, trafienia w sytuację, która rzeczywiście nie jest
      do pozazdroszczenia. Przeczytałam kilka razy Twoją historię i mam wrażenie, że
      sam dokonałeś właściwej oceny samej sytuacji, pobudek partnerki i w swoich
      przewidywaniach, dotyczących przyszłości, nie mylisz się. Nie chcę oceniać ani
      Twojego układania sobie życia, ani motywów i pobudek takiego, a nie innego
      postępowania dziewczyny. Raczej postaram się powiedzieć co myślę o samej
      sytuacji w danej chwili. Wydaje mi się, że jesteś szantażowany tą ciążą. Różne
      są kobiety i dla niektórych posiadanie dziecka jest równoznaczne z osiągnięciem
      lepszej sytuacji materialnej. Nie jest ono pojmowane jako mały człowieczek,
      którego należy wychować, dać miłość, opiekę, nauczyć życia na tym świecie,
      dając odpowiednie wzorce wychowawcze. Są takie osoby, dla których dziecko jest
      przeliczane na otrzymywane alimenty, co nie oznacza, że nie jest przez Matkę na
      swój sposób kochane, ale ważniejszym jest fakt, że poprzez nie osiąga się
      własne cele. W swojej pracy kilka razy zetknęłam się z sytuacją, gdy dziewczyny
      brały ślub, rodziły dziecko, a potem szybko żądały rozwodu, wyrzucając z domu
      dotąd ukochanego męża i żądając wysokich alimentów na dziecko. Regułą było, że
      podobne postępowanie z ich strony było wspierane przez rodziny tych dziewczyn,
      same dziewczyny zaś w krótkim czasie zamieszkiwały z konkubentem z ich kręgu
      społecznego (może to brzmi fatalnie, ale inne określenie trudno byłoby
      znaleźć). Ojciec zaś był traktowany jako źródło finansowe, które można "doić",
      bijąc jak w bębęn brakiem zainteresowania dzieckiem, trudną sytuacją materialną
      i p.t., w tym samym czasie uniemożliwiając mu kontakt z dzieckiem. Sytuacje
      patowe, nie do pozazdroszczenia, ale nie beznadziejne, choć wymagające dużego
      samozaparcia ze strony tych młodych ludzi, w pewnym stopniu - odarcia się z
      uczuciowych złudzeń. Sądzę, że jesteś na bardzo dobrej drodze, by trafić w
      podobny schemat sytuacyjny, ale mogę się mylić.

      Najpierw, Autorze, jak sądzę, zostałeś "nabrany" na litość, a obecnie - na
      szantaż. Nie jestem też pewna uczuć ze strony Twojej partnerki, gdyż jej
      zachowanie nie przemawia za tym, by były one z jej strony głębsze. Na Twoim
      miejscu raczej zastanowiłabym się nad tym, by chronić siebie, swojego syna.
      Czasem warto zastanowić się jeżeli nie nad tym, co się robi na początku, to
      może nad tym, do czego nie warto dopuścić. Może należałoby określić priorytety
      w swoim życiu i postarać się zrobić to na zdrowy rozum, a nie powodując się
      choć szlachetnymi, ale odruchami serca, ktore czasem nie ułatwia życia.

      Z góry przepraszam za dość ostrą wypowiedź, ale to tylko moje zdanie.
      Falconetta
      • Gość: załamany Re: serce w rozterce IP: *.zgora.dialog.net.pl 11.07.04, 12:53
        Jestem Ci bardzo wdzięczny za odpowiedź nie jest ostra, ale bardzo rzeczowa i
        przyjaźna, zrozumiałem, że bardzo trafnie oceniłaś moją sytuację, a twoje
        spostrzezenia sa wspaniałe, zrozumiałem że tak jak cierpiałem do tej pory tak
        będzie nadal, niezależnie od rozwoju sytuacji, widocznie należę do rodzaju
        cierpietników, którzy przejmuja sie losem innych, a nie własnym. Scenariusz
        jaki opisałaś jest bardzo możliwy, ona doskonale mnie rozszyfrowała, wie, że
        nie chcialbym żeby usunięła, wie, ze jestem wrażliwy i uczuciowy, zaangażowany
        i pewnie bedzie chciała to wykorzystać w pełni. Już teraz zdradziła pewne
        zamiary i oczekiwania czysto materialne. Jeszce raz dzięki, nie pozostawiaj
        mnie proszę na pastwie losu,chętnie przeczytam coś jeszce od Ciebie, jest mi
        łżej na duszy.
        • white.falcon Re: serce w rozterce 11.07.04, 19:15
          Dziękuję również za odpowiedni odbiór mojej wypowiedzi. Może, o ile masz taką
          chęć, Autorze, spróbuj dokonać pewnej analizy całej sytuacji, zadając pytania z
          rodzaju: "Dlaczego obecna sytuacja powstała, co było powodem?" Skutki już znasz
          i w mojej opinii (ale wyłącznie mojej) nie możesz spodziewać się wyników
          satysfakcjonujących Ciebie i Twoich najbliższych.

          Może ze swojej strony podrzucę jako materiał do przemyśleń teorię, stworzoną
          przez Erica Berne'a - twórcę analizy transakcyjnej. W.g. tej teorii do
          tzw. "transakcji" dochodzi zawsze w sytuacji, gdy spotyka się dwoje ludzi i
          jedno uznaje obecność drugiego, czy to odzywając się do niego, czy w jakiś inny
          sposób. Berne określa ten rodzaj kontaktu jako bodziec transakcyjny. Reakcja
          drugiej osoby jest odpowiedzią transakcyjną. Berne twierdził, że my wszyscy
          odczuwamy "głód bodźców". Jeżeli w którejś dziedzinie życia ich nam brakuje -
          odczuwamy głód transakcyjny, do zaspokojenia którego dążymy na swój sposób -
          podług swoich możliwości, umiejętności. Na przykład małe dziecko - poprzez
          przytulanie i głaskanie ze strony rodziców - zapewnia sobie zaspokojenie tego
          rodzaju głodu. W dorosłym życiu niedobór ten regulujemy poprzez zapewnienie
          sobie symbolicznych "głasków" ze strony innych ludzi (słowne, dotykowe,
          uczuciowe "głaski"). W sensie ogólniejszym w.g. Berne'a zapewnianie sobie
          odpowiednich "głasków" to dążenie do bycia rozpoznanym przez inne osoby. Może w
          Twoim życiu, Autorze, zabrakło tych konkretnych "głasków" i chciałeś je
          uzupełnić, trafiając nieodpowiednio? Może jeszcze nadmienię, że teoria Berne"a
          nie może służyć usprawiedliwianiu siebie, lecz może być pomocna w zrozumieniu
          powodów w związku z którymi znalazłeś się w niekorzystnej dla siebie sytuacji.
          Kiedyś ktoś powiedział, że "Zrozumienie "dlaczego" coś się dzieje jest krokiem
          do wymyślenia środka zaradczego na to coś."

          Pozdrawiam,
          Falconetta
    • bocca Re: serce w rozterce 11.07.04, 12:50
      odrzuca Twojego syna i nie pozwala Ci sie spotykac z Twoja rodzina?
      I Ty mowisz o jej milisci do Ciebie?

      wybacz, czegos tu nie rozumiem.
      • Gość: załamany Re: serce w rozterce IP: *.zgora.dialog.net.pl 11.07.04, 12:57
        Tak, odrzuca, pretekstem jest to, że kilka razy przesłał jej kilka sms, które
        ją dotknęli, ona uważa, że syn jest również chory jak matka i nawet nie chce go
        poznać, powiedziała, że jak zamieszkamy razem, to on nie będzie miał wstępu do
        naszego domu i mogę się spotykac z nim na mieście. Powiedziałem że jest
        okrutna, ona chce żebym tolerował i kochał jej dzieci, z którymi jednak do tej
        pory nie mam wspólnego języka, są mało inteligentne i patrzą tylko na to co im
        kupię do jezenia czy ubrania. Czuję się bardzo ponizony.
        • Gość: szczery Re: serce w rozterce IP: *.chello.pl 11.07.04, 13:11
          kopnąc ją w cztery litery.
    • Gość: Molson Re: serce w rozterce IP: *.sympatico.ca 11.07.04, 19:07
      Inaczej jest przygladac sie z boku sytuacji drugiego czlowieka .Ale swoja
      sytuacje bardzo rzeczowo opisales , ze mozliwe jest objektywna ocena twojego
      polozenia.Juz na tym etapie masz tyle niedomowien ze swoja dziewczyna ,ze
      wydaje sie ze czym dluzej bedziesz to kontynuowal tym bardziej bedziesz sie
      pograzal w bagno .Ja bym ci radzil daj noge .Nie wydaje mi sie zebys byl zbyt
      szczesliwy z nia ,zbyt wiele jest niedomowien .Daj sobie spokoj bo ciebie
      bedzie kosztowalo to choroba .Wiem ze latwo radzic tak innym ludziom ,ale to
      jest naprawde szczere .
    • Gość: bea Re: serce w rozterce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.04, 23:19
      Witaj, z tego co czytam...wynika dla mnie zuełnie jednoznaczna opinia...Nie
      nazwę tego oszustwem, manipulacja to najwłaściwsze słowo...Twoja partnerka Cię
      wykorzystuje, sytuacja zupełnie jak z mojego życia : Twoje dzieci są "be",
      moje "cacy"...Tak nie sądzi ktoś, kto kocha...Jak kocha sie partnera, to kocha
      się też jego dzieci.../takie jest przynajmniej moje zdanie/
      Jeśli Ci na niej zależy, proponuje POWAŻNĄ rozmowę na temat wspólnego
      przyszłego życia...
      Ale - gdybym była na Twoim miejscu /to tylko wyłącznie moje zdanie, możesz-nie
      musisz-brać pod uwagę/, zostawiłabym tę kobietę w spokoju...Zniszczy kiedyś
      Tobie życie, tak jak "ta druga" zniszczyła życie mojego "ex" męża, którego
      bardzo kochałam przez ponad 14 lat...
      Pozdrawiam i życzę odwagi...
    • meduza4 Re: serce w rozterce 12.07.04, 13:34
      Mialam sie nie wypowiadac na temat tego watku, bo moim zdaniem
      obiektywnie nie da sie tu nic powiedziec. Kazdy kij ma dwa konce
      a sprawe znamy tylko z relacji Autora. Nie chce i nie bede wnikac,
      czy rzeczywiscie ta kobieta go szantazuje ciaza czy nie, bo
      psychologiem nie jestem.
      Ale... Jest tu dosyc powazne ale: skoro Autor pisze, ze mial
      poczatkowo opory przed ta znajomoscia, skoro jest czlowiekiem
      dojrzalym, skoro kobieta ani sie nie ukrywala z tym, ze ma dzieci
      i meza a wrecz nawet okazywala wprost, ze liczy na profity ze
      strony swojej nowej "milosci" to ja sie tu nie potrafie ani
      oszustwa, ani manipulacji dopatrzec.
      Nie bardzo rozumiem po co bylo isc z taka kobieta do lozka,
      bo jak przypuszczam dziecko poczelo sie w sposob naturalny
      a nie za sprawa cudu. No i nie bardzo wiem dlaczego nie mozna
      bylo sie przed niechciana ciaza zabezpieczyc.

      Generalnie pomimo dlugiego opisu sytuacji to niewiele jest dla
      mnie jasne, moze z wyjatkiem jednej rzeczy: ze z glodu milosci
      czlowiek gotow zrobic kazde glupstwo i wpakowac sie w najgorsza
      sytuacje.
      Bo to co Autor nazwal swoja miloscia do tej kobiety ja odebralam
      bardziej jako nieuchwytna nadzieje, marzenie, pragnienie, tesknote
      za uczuciem. Najwyrazniej ta kobieta inaczej rozumie milosc
      i najwyrazniej, jak ktos wczesniej slusznie zauwazyl, doszlo do
      zbyt wielu niedomowien w tym zwiazku.
    • Gość: gb Re: serce w rozterce IP: *.toya.net.pl 12.07.04, 22:33
      Ktoś, kto tak klarownie potrafi opisać tak skomplikowaną sytuację, z pewnością
      znajdzie rozwiązanie bez pomocy innych.....i tego Ci życzę!
      • gradaczka Re: serce w rozterce 13.07.04, 09:27
        ona do Ciebie nic nie czuje, chociazby jej stwierdzenie ze dziecko bedzie
        brzydkie.
        • Gość: janciovodnik Re: serce w rozterce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.04, 01:49
          Chłopie wyłącz ten film, ale już :) Chemia ci we łbie szumi .....
    • Gość: Magda Re: serce w rozterce IP: *.proxy.aol.com 10.08.04, 03:09
      tra-ta-ta dziadku teraz ona jest 20 lat mlodsza ale sie robisz niedorajda czy
      jestes w stanie wychowac jej dwoje dzieci jak ona bedzie chdzic w kurs.Ja
      mysle,ze twoja zona jest ok to ty potrzebujesz lekarza ale,ze to mowiac po
      angielsku "balony" to nie pozostaje nic innego jak powiedziec ,masz polot do
      pisania.Wymysl cos nowego. /Wymysl zakonczenie tej" tragedi"/
    • malinka48 Re: serce w rozterce 10.08.04, 13:57
      w miłości zawsze istnieje ryzyko:))
    • malinka48 Re: serce w rozterce 10.08.04, 14:02
      a jeszcze jedno głowa jest wyżej i ona powinna rządzić,a nie dolna
      część.Nabiłeś piany sobie to teraz piecz bezy:))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka