katee38
30.11.07, 08:55
Mojego ukochanego poznałam w parę miesięcy po jego własnym ślubie.Mimo,że
mieszka w Istanbule,a nie na peryferiach Turcji,jego rodzinka postanowiła go
ożenić.Dziwił mnie fakt,że młody żonkoś,notabene mający śliczną żonę w tak
krótkim czasie od własnego ślubu zwraca uwagę na inną kobietę.Cały czas
słyszałam od niego,jak bardzo żałuje,że nie poznał mnie tych parę miesięcy
wcześniej,a to co dalej usłyszałam wydawało mi się jakąś bajką,a
jednak...Przyszedł moment kiedy jego ojciec postanowił go ożenić.Wszystko za
niego zostało już załatwione.Swoją przyszłą żonę przed ślubem widział tylko
dwa razy,na tzw.okazaniu i zaręczynach,a potem był ich ślub.Powiedział mi,że
tak naprawdę do dzisiaj nie zna swojej żony,jaka ona jest.Powiedziałam mu,że
przecież jak nie chciał nie musiał się z nią żenić,mógł odmówić.To co dalej
mówił przeniosło mnie w świat średniowiecza,a nie XXI wieku.Powiedział,ze jego
ojcu nie wolno się przeciwstawiać,bo potem słono się za to płaci.Jego brat
kiedyś przeciwstawił się ojcu,a ten wyrzekł się go,ma zakaz wstępu do
rodzinnego domu.Dla Turków rodzina to podstawa wszystkiego,panicznie boją się
jej utraty.Z czasem zaczęliśmy snuć własne plany.Gdy przyjechał do mnie do
Polski nabrał sił do walki o własne,nasze wspólne szczęście.Mieliśmy być
wkrótce razem...Miał pozałatwiać wszystkie swoje osobiste sprawy,w tym także
rozwód i przyjechać do mnie już na stałe.Czekałam,czekałam aż w końcu
postawiłam sprawę na ostrzu noża i znowu stanęła nam na drodze jego
rodzina,która ma nad nim potwornie silną władzę.Tylko nie licznym udaje się
wyrwać z ich szponów.W między czasie jego żona przechwyciła mojego smsa do
niego i od razu poleciała na skargę do jego ojca,który odbył z nim poważną
rozmowę,sprowadzając go na ziemię.Nie zrozumiały jest dla mnie fakt panicznego
strachu przed własnym ojcem dorosłego,trzydziestoletniego mężczyzny,oraz tak
silnie wywierana presja rodziny na człowieka w dzisiejszych czasach.W imię
moich uczuć do tego człowieka postanowiłam wycofać się z tego związku dla jego
i mojego własnego dobra.Poprosiłam abyśmy więcej ze sobą już nie kontaktowali
się,nie pisali do siebie na msnie,powiedziałam że choć to bardzo boli chcę o
nim zapomnieć i niech on zrobi to samo,tak będzie dla nas najlepiej.Niestety
on potrafi w milczeniu wytrzymać tylko jeden dzień,aby już następnego odezwać
sie do mnie.Tyle razy mówię sobie nie będę reagować na jego pisanie do mnie na
msn,ale też nie potrafię...Oboje bardzo cierpimy,nieraz wpatrujemy sie w
siebie na kamerce nic nie pisząc,bo nasze smutne oczy mówią wszystko.Cały czas
powtarza mi,że jestem i zawsze będę dla niego jego aniołem nr 1,że jestem
bardzo ważna i nie chce mnie stracić,że bardzo mnie kocha,ale to są tylko
słowa.Nie wiem po co się jeszcze łudzę,mam nadzieję,co ja mogłam tylko zrobić
zrobiłam i nic to nie zmieniło.Nieraz nachodzi mnie już złość,że nie postawił
się rodzinie,że poddał się w walce o własne szczęście,nie miał w sobie tyle
siły i stchórzył,ale to nic nie zmienia dalej o nim myślę,kocham i cierpię...
Chcę do niego ostatni raz napisać,to ma być długi pożegnalny list,który
ostatecznie zakończy nasz związek,albo tchnie w niego nową siłę do
walki.Problem w tym,że w takich naszych rozmowach rozumieliśmy się,choć czasem
z powodu bariery językowej pojawiały się problemy.Ale ten list w każdym słowie
powinien być zrozumiały i czytelny dla niego,a ja niestety nie znam
tureckiego,a wszystkie osoby na których mogłam pomoc liczyć zawiodły,może jest
jeszcze ktoś kto mi w tym pomoże,proszę to dla mnie bardzo ważne...