Dodaj do ulubionych

Montreal et Quebec -sucks(dont go there)

10.05.06, 17:38
czesc wszystkim!
ten posting jest grzecznosciowy wiec prosze o grzecznosc;
po 20 latach w Quebecu juz nie moglem wytrzymac tego codziennego braku solidarnosci i egoizmu wszystkich nacji tam zyjacych,spedzilem w Montrealu wiecej jak polowe mojego zycia(jest to miasto ladne ale zaniedbane)i twierdze ze Montreal to jak w mikserze wieloetnicznym walczacym o godna racje z tubylcami(Quebecer)ktorzy wlacza z tubylcami(Indians)i takie tam maslo maslane;Burdel na kolkach,egoizm i rasowosc Quebecow widoczna na kazdym kroku;np w firmie ktorej (Crown Company)pracuje(pracowalem)na menagerow wybiera sie tylko Quebecer (bo taka racja)i nikt nie ma prawa sie temu oponowac(bo tutaj sie spi i pracuje-albo na odwrot)a jak sie zacznie czlowiek denerwowac to dolocza klauzule "TroubleMaker"i nici z pracy hehe.(praca i dolar tych ludzi tam omamila i zniewolila ze te lata nacionalizmu juz dawno minely i nie wroca a to polityczna zagrywka o tym separatyzmie)Francusko jezyczni Quebecer sa w wiekszosci ludzmi prostymi ale nauczeni jakiegos cynizmu ktorego pomimo wychowania sie tam nie bylem w stanie pojac;Emigracja jest dla ludzi prostych ktorzy nie wymagaja wiekszych potrzeb duchowych etc.Prosze nie wziasc tego postingu jako obraza albo frustracja,ale jako osobisty moj poglad na Montreal;Wreszcie mieszkam w Europie i jest tutaj superrrrrrrrrr,pa
Obserwuj wątek
        • pikorpikor Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 11.05.06, 01:40
          Z przywiezioną kasą i wieloletnim amerykańskim doświadczeniem w pracy łatwo Ci
          mówić (oczywiście to Twój wybór i najważniejsze, że Ciebie satysfakcjonuje -
          ale to już inna sprawa). Masz pewnie fajną posadkę w jakiejś spółce z kapitałem
          zagranicznym, co? Emeryturkę kanadyjską też dostaniesz i fajnie będzie? Czy
          może już na niej jesteś?

          Natomiast pomyśl sobie jakie szanse na normalne życie ma w Polsce przeciętny
          młody człowiek przy 18% stopie bezrobocia? Nie mówiąc już o emeryturce z ZUS?
          Nie widzisz, że Polska aktualnie to takie drugie indyjskie Bangalore? Tu też
          posadki najwyższe są często zarezerwowane dla ludzi z innych krajów - no chyba,
          że ktos przyjechał po 20 latach pracy w Kanadzie smile) Dostałbyś 1000zł emerytury
          jak wielu w tym kraju to ciekaw jestem jakby Ci się podobało?

          łatwo doradzać...

          Czy we wszystkich przedsiębiorstwach w Montrealu panują takie stosunki jeżeli
          chodzi o możliwości awansu?

          Tak czy owak cieszę się, że Ci się w kraju podoba.

          pozdr.
          • danny Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 11.05.06, 02:24
            czesc
            akurat nie mam zadnej posadki i mam jeszcze bardzo dlugo do emerytury;
            a w Polsce zyje bardzo skromnie wlasnie aby wczuc sie w problematyke tutejszych zachowan ludzkich;mi nie chodzi o "dobre zycie" mi chodzi o dumne i odpowiedzialne zycie,czesto sie w Polsce mowi o polityce w kawiarniach,w rodzinie ,a w Montrealu nikt nie chce juz z Toba pogadac o polityce,w Kanadzie sie zrobil jakas spiaczka apolityczna i Ottawa czy Quebec sobie pozwalaja na takie przewalki ze az zgroza i nikt nic nie mowi bo im sie poprostu nie chce tracic energii i zycia na polityke hehe.
            Tutaj w Polsce jeszcze widze iskre w oczach ludzi i wlasnie tak chce spedzic zycie a nie zamykac sie w mieszkankach lub domkach i sie obawiac wlasnego sasiada ze jeszcze byc moze zacznie sie zpoufalac;
            smile
            • pikorpikor Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 11.05.06, 12:51
              Ogólnie powodzenia życzę. Grunt to podejście do życia.

              czesto sie w Polsce mowi o polityce w kawiarniach,w rodzinie ,a w Mo
              > ntrealu nikt nie chce juz z Toba pogadac o polityce,w Kanadzie sie zrobil
              jakas
              > spiaczka apolityczna i Ottawa czy Quebec sobie pozwalaja na takie przewalki ze
              > az zgroza i nikt nic nie mowi bo im sie poprostu nie chce tracic energii i zyc
              > ia na polityke hehe.

              Bo tam ludzie sobie mogą na takie olewanie pozwolić (co nie jest oczywiście
              godne pochwały) a my żyjemy teraz w "emerging market economy" - za dużo od tego
              zależy aby się móc nie przejmować. Poza tym chciałbym żeby politycy gadali
              właśnie o tym jak robić kasę w kraju a nie zajmowali się jakimiś ideologicznymi
              pierdołami, z których nic nie wynika.

              Dawno wróciłeś do Polski?

              pozdr.
              • za_morzem Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 11.05.06, 19:25
                "> czesto sie w Polsce mowi o polityce w kawiarniach,w rodzinie ,a w Mo
                > > ntrealu nikt nie chce juz z Toba pogadac o polityce


                przedewszystkim trzeba zaczac od tego ze w kanadzie nie ma ani zwyczaju
                siedzenia w kawiarni (nie ma tez kawiarnii) ani nie ma rodzin (oprocz tej
                immediate) wiec nie ma gdzie i z kim gadac.

                rdzenni kanadyjczycy sa apolityczni, za bardzo zajeci konsumowaniem i splacaniem
                dlugow. zwykle ich swiat ogranicza sie do domu, samochodu, pracy i splat. czesto
                nie maja nawet znajomych z ktorymi mogli by pogadac.
                sa tez dosc zastraszeni przez authorities wiec nie mysla specjalnie o
                jakiejkolowiek krytyce. (pamietacie "protesty" gdy wprowadzono gst?).
                immigranci wogole sie nie interesuja polityka, moze dopiero ich dzieci poczuja
                ze rzad kanadyjski to ich rzad wiec tak naprawde ci na gorze maja wolna reke do
                totalnej samowolki (porownywalej do tego co sie dzieje w polsce) nie mowiac juz
                o walkowaniu podatnikow (kto zaprotestuje? wydygani i wystraszeni nie mogacy sie
                dogadac z nikim immigranci z indii chin i filipin? hehe) na rozne sposoby.
                • blotniarka.stawowa Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 11.05.06, 20:00
                  za_morzem napisał:
                  > w kanadzie nie ma ani zwyczaju siedzenia w kawiarni (nie ma tez kawiarnii)

                  What???

                  > ani nie ma rodzin (oprocz tej immediate) wiec nie ma gdzie i z kim gadac.

                  W Kanadzie nie ma rodzin. Dzieci sa produkowane w fabrykach jako jeszcze jeden
                  produkt wciskany ludziom poprzez skomercjalizowane media i wszechobecna reklame.
                  Oczywiscie kupuje sie je na kredyt, by zycie spedzic na splacaniu rat a nie na
                  urlopach, ktorych w Kanadzie ni ma.

                  > rdzenni kanadyjczycy sa apolityczni
                  Apolityczni? Jesli 'politycznoscia' jest branie sie za lby przy rodzinnych
                  swiatecznych stolach z powodu roznych sympatii partyjnych, to chyba rzeczywiscie
                  sa apolityczni.

                  > sa tez dosc zastraszeni przez authorities wiec nie mysla specjalnie o
                  > jakiejkolowiek krytyce.

                  Taaa, przecietnemu Kanadyjczykowi krew w zylach mroza dowcipy o panach w
                  czarnych wolgach pukajacych do drzwi w srodku nocy...


                  • dradam2 Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 11.05.06, 20:50
                    blotniarka.stawowa napisała:

                    > za_morzem napisał:
                    > > w kanadzie nie ma ani zwyczaju siedzenia w kawiarni (nie ma tez kawiarnii
                    >> )
                    >
                    > What???


                    Czy ktos zna sposob na przeniesienie do Kanady Noworola ?
                    www.cracow-life.com/krakow/where_to_drink/pubs_cafes_details/942-Noworolski_Kawiarnia
                    Niezle byloby miec rowniez :
                    www.cracow-life.com/krakow/where_to_drink/pubs_cafes_details/121-Piwnica_Pod_Baranami
                    Chociaz atmosfera w edmontonskim jazz-klubie jest rowniez niezla ( 1/3 koncertow
                    to produkcja "polskich" jazzmanow ).


                    > W Kanadzie nie ma rodzin. Dzieci sa produkowane w fabrykach jako jeszcze jeden
                    > produkt wciskany ludziom poprzez skomercjalizowane media i wszechobecna reklame
                    > .
                    > Oczywiscie kupuje sie je na kredyt, by zycie spedzic na splacaniu rat a nie na
                    > urlopach, ktorych w Kanadzie ni ma.

                    POlecam noc poslubna w Yellowknife.
                    Co do kwestii kredytu. Urodzenie i wychowanie/wyksztalcenie jednego dziecka
                    ponoc kosztuje w Kanadzie $150k. Wiekszosc wszakze to praca mamy.

                    >
                    > > rdzenni kanadyjczycy sa apolityczni
                    > Apolityczni? Jesli 'politycznoscia' jest branie sie za lby przy rodzinnych
                    > swiatecznych stolach z powodu roznych sympatii partyjnych, to chyba
                    > rzeczywiscie
                    > sa apolityczni.
                    >
                    > > sa tez dosc zastraszeni przez authorities wiec nie mysla specjalnie o
                    > > jakiejkolowiek krytyce.
                    >
                    > Taaa, przecietnemu Kanadyjczykowi krew w zylach mroza dowcipy o panach w
                    > czarnych wolgach pukajacych do drzwi w srodku nocy...
                    >
                    >


                    Widzialem swego czasu Wolge w Edmonton. Ale nie byla czarna. Natomiast jest o
                    wiele wiecej rosyjskiej pochodnej Fiata 124 ( w wersji okreslanej jako
                    zaporozec- tutaj nazywana "NIVA").


                    Pozdrawiam


                    dradam1

                  • za_morzem Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 15.05.06, 03:50
                    rodzin w tradycyjnym stylu raczej malo.
                    dzieci da sie robic bez rodziny i wychowywac tez co pewnie potwierdzi wiele
                    welfare mama's, ofiar one night stands.

                    rodziny wielopokoleniowe nie sa propagowane bo za malo konsumuja.
                    kanadzie potrzebne sa dwu osobowe (plus) komorki spoleczne kupujace nowy dom,
                    appliances, dwa samochody i mogace sie bez sentymentow (do tradycji, rodziny)
                    przemieszczac gdziekolwiek gospodarka ich potrzebuje.
                    upraszczajac sprawe: miec, miec, miec, ja, ja, ja.
                    lub na odwrot.

                • bibliotekarz76 Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 11.05.06, 20:15

                  > w kanadzie nie ma ani zwyczaju siedzenia w kawiarni (nie ma tez kawiarnii)

                  Nie chcę z góry zakładać że kłamiesz z premedytacją, więc przyjmę że jesteś
                  ignorantem. Zapraszamy do Montralu, albo Toronto: Danforth, College, St. Clair,
                  Bloor, może z jedna kawiarnia się znajdzie. Niewykluczone, że będziemy mieli
                  szczęście i będzie w niej nawet jakiś klient...

                  > sa tez dosc zastraszeni przez authorities wiec nie mysla specjalnie o
                  > jakiejkolowiek krytyce.

                  Skrytykowałbym cię, ale boję się bo jestem zastraszony przez władze. Na
                  szczęście ty nie dałeś się zastraszyć, i możesz nas bezkompromisowo uświadomić
                  że w Kanadzie nie ma kawiarni.

                  Bibliotekarz



                  • za_morzem Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 13.05.06, 19:35
                    piszesz o miejscach stworzonych na obraz europy przez swiezych emigrantow ze
                    starych krajow w 19 wieku czy na poczatku 20.
                    bo w sumie w toronto i montrealu takich najwiecej w kanadzie.
                    to bardzo specyficzne miasta bo maja obszary nietkniete przez pomysly
                    socjologiczno-urbanistyczne powojennej ameryki i maja sie nijak do reszty kanady.

                    zreszta montreal ma sie do reszty kraju jak "jesus of montreal" do "leathal
                    weapon 8 1/2".

                    pojedz do mniejszych miast ontario, edmonton, reginy, saskatoon zobaczysz
                    kawiarnie i kawiarniany styl zycia.

                    10 blokow residential, stacje benzynowa, dairy queen i znowu 10 blokow
                    residential. co 30, 50 blokow plaza z dykty z supermakretem stacja benzynowa i
                    kawowym barem mlecznym (tim hortons).

                    przyklad montrealu czy paru miejsc w toronto odnosnie kanady to tak jakbys pisal
                    o kazimierzu krakowskim jako przykladzie typowego polskiego miejskiego klimatu.
                  • za_morzem Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 15.05.06, 03:40
                    montreal ma tyle wspolnego z reszta kanady co "jesus of montreal" z "leathal
                    weapon 8".
                    wiadomo ze ma kawiarnie bo to styl zycia tam bardziej europejski.

                    w toronto tez beda miejsca stworzone przez emigrantow z europy w 19 czy na
                    poczatku 20 wieku na podobnienstwo starego kraju tylko ze co one maja wspolnego
                    z typowa zabudowa kanadyjska tak powszechna np. w edmonton czy wiekszosci
                    miasteczek w ontario. NIC.
                    przedstawianie paru nietypowych jak na kanade uliczek w toronto, to tak jak
                    pisanie o kazimierzu krakowskim jako typowym obrazku polskich miast.
                    typowa zabudowa kanadyjska to 10 przecznic residential domkow z dykty, stacja
                    beznynowa i dairy queen lub 7/11 na rogu. pozniej 20 przecznic residential,
                    stacja benzynowa i supermarket iga czy inny save on.
                    kawiarni niet tylko drive thru bar (mleczny?)kawowy tim hortons.
                    i sie tam nie gada tylko kupuje kawe do samochodu.

          • za_morzem Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 11.05.06, 20:00
            pipikor, "przywieziona kasa" to podstawowa "misconception" o kanadzie.
            pamietaj ze w kanadzie zyje sie dobrze ale odkladanie kasy to zupelnie inna bajka.
            odklada sie kase w stanach a pewnie nawet wiecej w uk.
            w kanadzie malo kto ma wieksze oszczednosci.
            pisze o srednio swiezych immigrantach, ci ktorzy sie tu urodzili czy mieszkaja z
            30 lat powinni moc zyc do konca zycia z samego przebicia na real estate. jesli
            maja cos w glowie.
            oczywiscie przyjezdzajac z polski "na wizyte" zobaczysz nowy samochod i duzy dom
            ale... na to samo to idzie co najmniej tysiac dolarow (o ile nie wiecej) co miesiac.
            jesli spotkasz w polsce kogos obrotnego ktory wrocil ze stanow po powiedzmy 10
            latach pobytu mozesz zakladac ze przywiozl ze soba ze 100 tys dolarow
            (odlozonych z pracy).
            jesli spotkasz kogos z kanady... nie rob mu przykrosci rozmawiajac o tym wink.
            • skir.dhu Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 11.05.06, 21:11
              Z jednej strony tytulujesz watek "Don't go there", a z drugiej piszesz "Prosze
              nie wziasc tego postingu jako obraza albo frustracja,ale jako osobisty moj
              poglad na Montreal" - no to albo rybki, albo akwarium. Albo uwazasz, ze
              Montreal jest okropnym miejscem i ostrzegasz WSZYSTKICH mozliwych obywateli
              swiata DO NOT GO THERE! albo glosisz swoje prywatne zdanie, swoj prywatny,
              indywidualny, JEDNO-OSOBOWY poglad na temat Montrealu - jedno-osobowy a wiec
              obiektywnie rzecz ujmujac nawet nie mieszczacy sie w granicach bledu
              statystycznego wink))
              Szczesliwym mozna byc w Katmandu i kompletnie zalamanym w Vancouver - moze tez
              byc dokladnie na odwrot w zaleznosci od osobnika. Ty byles nieszczesliwy w
              Montrealu (z przyczyn, ktore wymieniasz i zapewne jeszcze wielu innych, ktore
              pomijasz) i teraz jestes pelen szczescia gdzies miedzy Odra a Bugiem -
              swietnie! Gratulacje - znalazles swoje miejsce na Ziemi smile
              Osobiscie Montrealu nie lubie, podobnie jak polskiego Krakowa - meczy mnie
              publiczny snobizm w jakimkolwiek wydaniu tak wiec ja tez w Montrealu nie
              mieszkam ale nie twierdze, ze jest to beznadziejne miejsce do zycia. Wrecz
              przeciwnie - znam kilkadziesiat co najmniej osob w pelni szczesliwych i
              usatysfakcjonowanych swoimi montrealskimi adresami. I ciesze sie, ze Oni sie
              ciesza smile
              Osobiscie najszczesliwsza bylam mieszkajac wiele lat temu na Cape Breton ale
              wiem, ze moje szczescie tam bylo tylko ulamkowo zwiazane z adresem - do pewnych
              stadiow zycia nie da sie wrocic nawet wracajac w ukochane miejsca.
              Zapewne za pare lat zaczniesz wspominac Montreal z nostalgia i czuloscia,
              odkryjesz jak bardzo Cie zauroczyl i jak bardzo bedziesz za nim tesknic.
              Zobaczysz - tak bedzie - ludzka natura jest okropnie przewrotna smile))
              Milej wiosny w Polsce Ci zycze,
              Skir Dhu
            • ertes Montreal et Quebec 12.05.06, 19:56
              Facet najgoprsze w tym wszystkim jest to ze ty jestes chyba najbardziej
              beznadziejnym czlowiekiem na forum.
              Co gorsza w kazdym poscie przebija beznadzieja twojego zycia. Wez ty czlowieku
              zrob cos ze soba, rusz sie z miejsca, przeciez nie mozna byc takim tragicznym
              nudziarzem doszukujacym sie we wszystkim tego co najgorsze.
              Usmiechnij sie czasami ponura istoto.
              • danny Re: Montreal et Quebec 13.05.06, 00:22
                "rusz sie z miejsca" ano sie ruszylem,
                a zawsze njlepiej napisac jakies tam opinie o kims i chyba sie jest samemu zadowolony(bravo),ja nie musze nikogo ani krytykowc ani obarczac zadna beznadziejnoscia,w poscie chodzilo o moje odczucia,a traktuje sie jako czlowiek wychowany w Montrealu,duzo jezdzilem po swiecie i do tego wniosku dochodze;
                Wiesz co sam jestes smutny;a wiesz dlaczego?bo zazucasz komus prawdopodobnie to co Cie najbardziej trapi;
                a dla wiadomosci jestem bardzo pogoda osoba i sie czesto smiejesmile
                Ale na oszukiwaniu samych siebie to Polonusy sa specamy,ze tu lepiej tam zle i tak od 100leci,tak Cie boli ze ktos ma w d... ten ich dobrobyt i chcialby cos ze swoim zyciem zrobic a nie go tylko konsumowacsmile
                zycze powodzenia i duzoooo dobrobytu pogodny bardzo Panie,najciekawszym na wszelkich forach swiata.
    • mikulok Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 16.05.06, 05:52
      jezu danny ty to chyba jakis straszny problem masz siedziec 20 lat w montrealu
      a i tak ci sie niepodobalo
      mieszkam tu juz 13 lat i nienazekam.Po siedmiu latach pobytu w kanadzie
      wyjechalem do polski na 4 lata ktorych bardzo zaluje.ale znow jestem w
      montrealu i bardzo sie z tego ciesze.
      jestem ciekaw czym sie zajmujesz w polsce pozdrowienia
      • danny Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 16.05.06, 08:00
        zycze wiec powodzeniasmile
        i mam pytanie (hehe) kiedy znowu wrocisz?,kiedy zatesknisz? (taka juz to choroba
        emigrancka)
        a co do mnie to ja juz zadnego problemu nie mam,gdyz sobie spaceruje po pieknych
        Sudetach i ja mi tutaj jak w raju;a jezeli ktos tego nie dostrzega to juz nie
        moj problem
        ciao!!!
        • za_morzem Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 16.05.06, 18:56
          emigracja nie jest naturalna rzecza i nie ma nic dziwnego ze cieszysz sie ze
          wrociles do polski.

          nieszczesciem polakow jako narodu jest zupelny brak pragmatyzmu, dystansu i
          umiejetnosci organizacji. jak juz ktos napisal jako jednostki osiagamy calkiem
          niezle sukcesy jako narod dostajemy dziwnej "glupawki".
          dlatego od lat musimy wyjezdzac i nie za bardzo chce nam sie do tego bur...u wracac.
          wiekszosc tych za granica traktuje powrot jako porazke bo nie ma do czego
          wracac, zmiana miejsca wiazala by sie z drastycznym obnizeniem standardu zycia.
          co nie znaczy ze by nie chciala wrocic.
          znam grekow czy powiedzmy jugoli ktorzy nawet urodzeni w kanadzie wracaja do
          ojczyzny przodkow i nie ma w tym nic dziwnego.
          jednym kanada moze odpowiadac innym nie.

          nie bedzie odkryciem stwierdzenie ze ludzie sa rozni, mniej i bardziej
          sentymentalni (wygladasz na dosc sentymentalnego), dla jednych kasiora to
          wyznacznik sukcesu dla innych szczescie osobiste itp.
          tak samo rozne sa powody wyjazdu, dla wiekszosc to ucieczka od nedzy, dla
          niektorych na przyklad ucieczka od overprotective parents (znam i takich, hehe).

          jak sie bawisz dobrze to dobrze, zawsze mozesz wrocic.
          za kanadyjczykami pewnie bardzo tesknic nie bedziesz ale za montrealem pewnie w
          koncu tak.
          • danny Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 17.05.06, 09:34
            dziekuje za pierwsze cieple slowa na forumsmile
            wreszcie ktos mnie zrozumial,a nie ze zaraz ludzie sentymentalni i rozpaleni do
            obserwacji to ludzie smutni i ponurzy,ajk to napisal jeden z wpisowych;

            simply put; w mojej skromnej inteligencji juz poprostu nie ma miejsca na dwie
            tozsamosci,diwe rodziny,dwa kregi znajomych,zycie jest tak przeladowane ze owe
            rozdwojenie zadawalo mi przykrosc psychiczna,zawsze tesknielem jak nie za tymi
            to tamtymismile
            Zdecydowalem sie po wielu latach przeciwstawic sie temu zaklamaniu i powrocic do
            Polski gdzie jest nasze miejsce aby budowac dumnie te zgliszcza demokracji;

            Ktos pytal "chlopie co ty 20 lat tam robiles ze narzekales"

            jakby ta odoba wiedziala (z chyba nie wie) ze jak sie jest w Kanadzie
            wydoroslalym to sie nie narzeka.nikt tam nie lubi narzekalskich i sie od
            takowych odsuwa bardzo szybko;
            mnie najbardzie bawi jacy wszyscy sa specjalisci od wszystkiego (w Polsce)
            a nawet nigdy nie eemigrowali ale butnie twierdzo ze wsystko wiedza;
            tez sie nauczylem w Montrealu poprostu skromnie nic nie wiedziec a to mi
            sprzyjalo duza popularnosc;
            sa pewne roznice miedzy mentalnoscia we Wroclawiu i Montrealu;
            wlasnie teraz to odkrywam i kontempluje;
            W Polsce jeszcze nie slyszlem od nikogo poprostu "nie wiem",wszyscy wiedza (rany
            jaki my mamy ten narod madry) od politykow po sprzedajacych w sklepach;
            no coz koncze na teraz i pozdrawiam i dziekuje jeszcze raz za wyrozumialem i
            madre slowasmile
            • momo16 Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 17.05.06, 10:08
              > dziekuje za pierwsze cieple slowa na forumsmile
              > wreszcie ktos mnie zrozumial,a nie ze zaraz ludzie sentymentalni i rozpaleni
              do
              > obserwacji to ludzie smutni i ponurzy,ajk to napisal jeden z wpisowych;

              Wreszcie ktos Cie zrozumial! Moze trzeba bylo inaczej zatytulowac ten post, bo
              zaczynasz od "...sucks(don't go there)", a chodzi Ci w koncu o cos zupelnie
              innego...
                • roxboro Re: Montreal et Quebec(po 20tu latach) 20.05.06, 03:24
                  No wreszcie trafilem na slad,ktory szukalem od paru tygodni.Czy to prawda
                  Danny,ze wrociles do Polski?Bo widzisz,my z zona wlasnie niedawno doszlismy do
                  wniosku(dobrych ponad dwadziescia lat mieszkamy w Montrealu),ze czas wrocic do
                  normalnego zycia w Europie,bo ile lat mozna pracowac w kieracie dom-rachunki-
                  praca i tak tydzien w tydzien.Przez ten czas co bylo do zwiedzenia to sie
                  zwiedzilo,zreszta co tu zwiedzac,Toronto 600km,NY 700 km,Winnipeg 2000km,juz
                  nie piszac o Vancouver,a ile razy mozna ogladac farmy quebeckie czy tez parki.
                  Ciekawi mnie jak zaaklimatyzowaliscie sie w Polsce,czy tez mieliscie trudnosci.
                  Zreszta mam duzo wiecej pytan,nie wiem tylko czy bedziesz chcial na nie
                  odpowiadac.
                  • danny Re: Montreal et Quebec(po 20tu latach) 20.05.06, 09:43
                    wowwwwwwwww
                    wreszcie ktos kto mnie rozumie a nie opierd... za maja zalosnosc;
                    oczywiscie ze bede odpowiadal;POLSKA jest 1000razy piekniejszym krjem od Canady,blisko wszedzie a te Sudety to poprostu bajka;
                    ja po dwudziestu latch tez mialem dosc i sie zdecydowalem(z trudem i na pale ale sie zdecydowalem) i nie zaluje,narazie poza praca w domu i spacerami po pieknym Wroclawiu nie pracuje ale sie do czegos przyjmierzam,
                    Tutaj poprostu sie inaczej zyje,wscibskosc i szczerosc sasiadek mnie poprostu rozczula;to jest tosmile
                    W Polsce ze wszystkim jest latwo,urzednicy nawet sa mili i serdeczni,nie jak w Quebec--poprostu nic sie da zrobic --sorry taka odpowiedz zawsze wszedzie mnie spotykala;
                    Troszke tesknie za moimi znajomymi z pracy z Via Rail ale sie do tego przyzwyczaje;
                    Postanowilem poprostu byc ze soba szczery i sie juz wiecej nie oklamywac
                    ze tam mi bylo dobrze,nigdy nam nie bedzie dobrze z dla od Ojczyzny
                    Viva Polonia<Viva Europa
                    piszciesmile
                    • pikorpikor Re: Montreal et Quebec(po 20tu latach) 20.05.06, 13:00
                      narazie poza praca w domu i spacerami po piekn
                      > ym Wroclawiu nie pracuje ale sie do czegos przyjmierzam,

                      No dopuki masz oszczędności i emeryturkę będziesz miał to jest fajnie.

                      Napisz mi proszę jeżeli korzystałeś o Transcanadian Railway - skoro pracowałeś
                      w ViaRail tak długo to pewnie skorzystałeś. Pewnie miałeś możliwość ze zniżkami
                      czy nawet za darmo ? Dzięki

                      pozdr.
                      • danny Re: Montreal et Quebec(po 20tu latach) 20.05.06, 22:04
                        jakie transcanadian nic takiego nie istnieje,chyba ze przed wojna hehe,przed
                        powstaniem ViaRail bylY CanadianPacific i Canadian National,a niczym takim jak
                        transcanadian nigdy nie slyszalem,a co do emeryturki to tez sie mylisz mm 36lat,
                        i zadnej emeryturki nie mam;a jak sie w canadzie mieszkalo i jako tako zylo to
                        powinienes wiedziec ze o oszczednosciach zapomnij,bo po podatku zostaje na
                        egzystencjie;Jestes z Polski czy z Kanady bo mi jakos Canad nie pachnieszsmile
                  • pikorpikor Re: Montreal et Quebec(po 20tu latach) 20.05.06, 12:56
                    ile razy mozna ogladac farmy quebeckie czy tez parki

                    Ja np. parki mogę całe życie zwiedzać. Na pewno mi się nie znudzi. Robię to też
                    w Europie, gdzie piękna architerktura (ją też lubię oglądać ale wolę... parki).
                    Dla każdego coś miłego.

                    pozdr.
                    • roxboro Re: Montreal et Quebec(po 20tu latach) 20.05.06, 20:33
                      Masz racje Pikorpikor,czego sie czlowiek na emigracji nauczyl to tolerancji,ze
                      kazdy czlowiek ma odmienne zdanie i robi tak,jak sam uwaza,co jemu sie podoba
                      to nie znaczy,ze musi sie podobac innym-i to jest wlasnie to.Mysle,ze te
                      zasadnicze cechy powinnismy my emigranci przewiezc do Polski i powoli uczyc i
                      transferowac w polskie spoleczenstwo.
                      Niektorzy maja zmartwienie,ze Danny wrocil,zabezpieczony do konca swojego
                      zywota i sie wymadrza-nie mysle zeby to byla prawda o wymadrzaniu,co do
                      zabezpieczenia to prawda,kazdy kto mysli o powrocie do Polski,to na pewno nie z
                      mysla,ze po opuszczeniu portu lotniczego leci szukac pracy.Jak sie wraca to sie
                      jest na tyle zabezpieczonym,ze nie trzeba juz pracowac,tylko pozytkowac iles
                      lat pracy,bo dopoki czlowiek w sile wieku,to ma jeszcze radosc z zycia.
                      • danny Re: Montreal et Quebec(po 20tu latach) 20.05.06, 22:22
                        czesc
                        no wlasnie chcialbym te wartosci o spokojnego i tolerancyjnego podejscia do
                        wszystkich chcialbym tutaj przedstawicsmileto jest jedna z niewileu rzeczy ktorych
                        nauczyla mnie Canada,pokora do dolara robi swoje i uczy jakiegos
                        zrozumienia(szczegolnie w samotnosci);
                        a co do zabespieczenia to mylisz sie;wyjechalem na pale bez zadnych oszczednosci
                        i zabezpieczen,tak poprostu wreszcie poddalem sie sercu ktore mowilo mi juz od
                        dobrych 5 lat;
                        dzo ludzi w Polsce (wiekszosc) nie rozumie ze posiadajac dobra place w
                        Montrealu,to aby oszczedzac trzeba na czysto zarabiac jakies 2tys na dwa tygodnie;
                        jestes sam i mieszkalem sam; zarabialem na czysto 1200dol na dwa tygodnie
                        mieszkanie--650
                        utylities---(dsl,kabel,gaz,prad,telefon)--230
                        car lease---350
                        insurance--150(car+home)
                        gasoline--150-200
                        food--600 (dwa razy w tygodniu supermarche 60-80)
                        wine-cigarettes--400(jedna bytelka wina na tydzien i paczka dziennie 10 dol za
                        paczke)
                        shopping clothing 200-400
                        ---------------------------------------
                        jak sami widzicie z czego tutaj oszczedzac--jeszcze zabraknie
                        a mialem rzadowa prace na ktora wszyscy mi mowili jak pozaluje ze rzuce
                        CANADA to wegetacja od pensji do pensji
                        chyba ze sie wybierze zycie szurka to mozna wtedy cos zaoszczedzic
                        pozdrawiam wszystkich tych ktorzy wszystko o Kanadzie tak doskonale wiedza
                        a nawet nigdy tam nie bylismile
                        Roxboro zadawaj smialo pytania--chetnie odpowiemsmile
                        Polska jest piekna i kochana uwierz mismile
                        teraz po 6 miesiacach tutaj wreszcie zaczynam odnajdywac cel zycia i jakis pokoj
                        wewnetrzny i dume
                        pa
                        • pikorpikor Re: Montreal et Quebec(po 20tu latach) 21.05.06, 21:05
                          Przeciętny Polak po studiach nawet nie marzy o tym co własnie wymieniłeś.

                          500-1000PLN na clothing/shopping miesięcznie smile) Chyba pensji na miesiąc jak ją
                          dostanie przy 18% bezrobocia.

                          Ale ogónie - ja naprawdę się cieszę,że Ci się w Pl podoba. Oby jak najdłużej...

                          pozdr.
                    • danny Re: Montreal et Quebec(po 20tu latach) 20.05.06, 22:30
                      no znowu jkis brak wiedzy o Quenbec;
                      Roxboro mowi o Les Parcs Nat;
                      trzeba do takiego parku jechac kilka godzin nie raz;
                      poza tym wszysto tutaj jest ogrodzone nawet najbardziej oddalona wiocha,
                      juz 5 km od Wroclawia sa juz takie lasy ((((((((((((nie ogrodzone))))))))))
                      z lesnymi drogami jak w bajce ---moze zachecam po wize i zapraszam do Montrealu
                      a pozniej pogadamy---BON VOYAGE---
                      • roxboro Re: Montreal et Quebec(po 20tu latach) 20.05.06, 22:55
                        Przepraszam,ze tak wchodze na pieniadze,ale przeczytalem kilka watkow,i ciagle
                        ten temat sie przewija,poza tym sceptycy z Polski,jest prawda,ze w Kanadzie z
                        normalnej pracy nie zrobisz zadnych znaczacych oszczednosci,majac dom i dwoje
                        dzieci,zyjesz na biezaco,pewnie bardzo rzadko sie zdarza,ze braknie Ci na cos
                        pieniedzy,ale mysle ze to kwestia umiejetnosci zarzadzania swoimi przychodami.
                        No to wiec Danny,jak wyladowales,czy miales gdzie mieszkac,jakie bylo Twoje
                        pierwsze wrazenie z mysla,ze jestes tu na stale,ze nie musisz za pare tygodni
                        wsiadac znowu w samolot i wracac.Nie pytam o wrazenie srodowiska,bo na pewno
                        wiekszosc sie pukala w glowe:co on zrobil.
                        Czy wracajac do Polski kontaktowales sie z polskim konsulatem w Montrealu,ze
                        wracasz na stale,czy tylko wrociles i zostales.
                        • pal0ma Re: Montreal et Quebec(po 20tu latach) 21.05.06, 06:05
                          Ciekawe zagadnienie, jak Kanadyjczycy postrzegani są w Polsce od strony
                          finansowej. Mam koleżankę, która przyjechała sama do Kanady już sporo lat
                          temu, zostawiając w Polsce rodziców i siostry. Znalazła pracę w jakiejś
                          kuchni, gdzie niewiele zarabiała. Ale mimo wszystko zawzięła się, żeby pomagać
                          rodzinie. Więc zaczęła oszczędzać. Jeździła do pracy w downtown rowerem, żeby
                          oszczędzać na przejazdach, ryzykując życiem, bo ruch tam duży, a zimą jeszcze
                          ślisko. Jadła non stop chleb z ketchupem. I cały czas pomagała rodzinie,
                          wysyłając paczki. Gdy już miała pobyt stały poszła do college’u, uzyskała
                          pożyczkę studencką. Potem na uniwersytet, gdzie wzięła kolejną pożyczkę, cały
                          czas oczywiście pracowała. Teraz ma już skończone studia, pracuje, ale nie
                          zarabia kokosów. Spłaca długi studenckie, więc dochody ma zmniejszone.
                          Mieszka więc w wynajętym pokoju za $400, choć Kanada jest jej domem od
                          kilkunastu lat. Ma zero oszczędności. W międzyczasie jej siostry pokończyły
                          studia, ale w dużo bardziej komfortowych warunkach niż ona dzięki pomocy
                          rodziny, nigdzie nie pracując nawet w wakacje i bez żadnych długów do
                          spłacania. Koleżanka przystopowała pomoc dla rodziny, ale ochłodziło to
                          stosunki rodzinne. Jej rodzina nie wierzy, że koleżanka nie ma pieniędzy.
                          Uważają że musi być nienormalna, skoro nie mieszka jeszcze we własnym domu i że
                          zrobiła się chciwa i egoistycznie nastawiona do świata.
                          Szkoda że jej rodzina nie czyta tego postu. Chociaż przypuszczam, że gdyby to
                          nawet czytali, to tylko wzruszyliby ramionami i powiedzieliby, że to jakieś
                          bzdury. Może gdybym ja tam mieszkała, to też kręciłabym z niedowierzaniem
                          głową.

                          • danny Re: Montreal et Quebec(po 20tu latach) 21.05.06, 12:05
                            absolutnie sie z Tob zgadzamsmile
                            w Polsce maja jakies mniemanie urojonego dobrobytu w Kanadzie a ja tymczasem uwzam
                            ze Polsk sie tak wyrobila ostatnio ze przerosla Kanade i to o duzo,miasta
                            polskie sa poprostu czyste,komunikacja tania i latwo dostepna,i np we Wroclawiu
                            nie ma w miescie sytuacji ze stoi plac w miescie wyjety istnie z lat
                            szescdziesiatych (w Montrealu to nagminne);
                            Tutaj jakos miasto potrafi wydawac na miasto i poziom zycia;
                            nie wiem to sa moje spostrzezenia jak narazie;
                            pa
                            • barthelemy4 Re: Montreal et Quebec(po 20tu latach) 21.05.06, 13:40
                              Wiesz za co powinnienes byc wdzieczny Kanadzie glownie za to po 20 latach
                              mozesz wrocic do Polski i sie zachwycac pieknoscia naszego kraju nie martwiac
                              sie o nic. Wiekszosc tych co nie miali szansy na wyjazd za granice i pozostali
                              w naszym pieknym kraju wciaz musza zastanawiac sie co beda jedli na drugi dzien
                              i jak zaplaca rachunki. Wiec jak masz okazje to porozmawiaj z nimi jak bardzo
                              ciezkie jest ich zycie a nie uzalasz sie nad soba.
                              • danny Re: Montreal et Quebec(po 20tu latach) 21.05.06, 15:06
                                hmmm
                                rozmawiamsmile
                                z calym szacunkiem ale ...
                                ja juz gdzies to slyszalem
                                tylko w tamta stronesmile
                                j nic nikomu winny nie jestem 20 lat placenia podatkow,(bylem w szpitlu raz,na
                                zwichnieta kostke)to chyba rczej Canada powinna byc mi wdziecznasmile
                                place okolo 40% moich 45000dol x 20--wylicz sobiesmile
                                -------------------------
                                chyba sie nie rozumiemy i nie zrozumiemy
                                bo najlatwiej komus zarzucic ignorancje samemu stwierdzajac ignorcckie wywody;
                                bye
                              • danny Re: Montreal et Quebec(po 20tu latach) 21.05.06, 15:09

                                ja sie na soba nie zale,chlopie
                                ja jestem szczesliwyyyyyyyyyyyy
                                co do Polski to sie mylisz,z tymi rchunkami i chlebem;
                                zarzekalstwo to nasze narodowe zajecie;czy tam czy tu;
                                j sie juz n to nie ptrze ,wyroslem z tego

                                jeszcze chlopie Kanada bedzie zazdroscila Polsce;jezeli juz ie powinna
                                smile
                        • danny Re: Montreal et Quebec(po 20tu latach) 21.05.06, 13:09
                          hej
                          ja wyladowalem w Montrealu w 1986 roku z mysla pozostania tutaj n
                          stale,nienawidzac wtedy szarej i komunistycznej Polski(wtedy-jako nastolatek)
                          Bylem sponsorowany przez rzad Quebecu bez zadnych problemow (w wiedniu bylem
                          tylko 4 miesiace);oczywiscie nie mialem zadnego strachu,bylem mlody i otwrty na
                          wszystko;
                          na pocztku nalatwiono mi mieszkanko na Masson Ave ale nie lubilem tej okolicy i
                          zaraz sie przeprowadzilem do miasta(Westmount);wyslali mnie do szkoly francuskiego
                          ale nie mogac sie opeddzic przed wietnamkami(szaleja za zielonymi
                          oczami)zostawilem ta szkole i zaczalem pracowac jak assystent coiffeur
                          w Town of Mount Royal przy glownie bogatej zydowskiej klienteli;
                          bylo fajnie pomimo ze spotkalo mnie cos strasznego,mialem menager salony
                          Sam,zyd ktory mial 65 lat i byl o mnie strasznie zazdrosny to tego stopnia ze
                          kilka razy zrobil mi scene nawet wyzywajac mnie o dziecka mordercow zydowskich
                          po prosty przy wszystkich w samym srodku salonu,tylko dla tego ze bylem
                          pupilkiem wielu najbogatszych klientek;to tk bylo nadzien dobry w Montrealu,ale
                          zignorowalem to ,ale plakalem pamietam;nikt sie za mna nie wstawil poza taka
                          wegierka Vivianne;
                          mialem reke do wlosow i szybko zalapalem zawod,pracowalem dla tegiego wrednego
                          francuza Jean-Claude,ktory byl najspapszym czlowiekiem,nic mi nie dawal extra,a
                          pracowalem po 12 godzin nieraz;
                          szybko wywachale ze ten switek nie dla mnie,za duzo zawiscie i zazdrosci;
                          wysalem swoje CV do uwczas istniejacej Quebecair--Intair
                          i o dziwo poznalem na interview jedna z najpiekniejszych osob w moich 20 latach
                          w Quebecu-Rachele Fournier(dzisiaj podobno pracuje dla AirTransat)
                          To byla piekna kobieta,pelna dobroci i checi pomocy,wtedy jeszcze po francusku
                          byl tak sobie,ale wziel mnie i dala mi szanse;
                          a wiec dostalem prace jako Agent de Bord;
                          pmietm mordege w czasie kursu 4 tygodniowego,wszystko po francusku,jezyk
                          techniczny,kurde ale wkuwalem ale dalem rade na 95%;
                          zaczalem pracowac na pokladach ich samolotow;poznalem Que.bardzo dobrze,ltalismy
                          po wszystkich pipidowkach (BlancSablon-MontJoli-LG2,3-SeptIles,Iles
                          deLaMadelaine etc)
                          ale sie to skonczylo bo byl plajta Quebecair(podobno wszystko rozkrdli i
                          otworzyli Nationair)gdzie mialem pracowac ale nie lubilem jezdzic na koniec
                          swiata do Mirabel)
                          ach wiec po 4 latch w Canadzie nie mialem pracy-------hehe nie na dlugo
                          na kilka dni-chodzilem do Gymu w Bonavanture,i naprzeciwko byla recepcja
                          Viarail Canada,wydziaal Quebec,wstapilem aby sie spytac czy maja pokladowy
                          serwis,okazalo sie ze sa wlasnie w trkcie angzowani nowego personelu;
                          polecialem po CV mieszkalem wtedy na McGill Ghetto,wiec rowerkiem 5 min,
                          i na nastepny dzien doslownie interview ,testy rzadowe na dwujezycznosc
                          (native speaker)hehehehh
                          i w poniedzialek zaczalem kurs;
                          po 5 tygodniach,zaczalem pracowac na pocigac jako obsluga;
                          i tam wlasnie przepracowalem 16 lat;na poczatku to byla fajn firma,mialem kilku
                          fajnych i rownych menagerow,wtedy podobno o byl dobra praca,zycie bylo duo
                          tansze jak teraz,a zarabialem tyle samo (niby mi dawali jakies 3 proc rocznie
                          podwyzki ale inflacj jest 5 proc i wyzsze podadki coraz wiecej)
                          ale z czasem cos sie zaczelo dziac,powyzucali fajnych ludzi jako menagerow i
                          zaczeli angazowac ludzi podlizujacych sie,egoistow i karierowiczow(za kazda
                          cene)ni i atmosfera sie zaczela psuc,ludzie zaczeli sie bac o prace,coraz wiecej
                          egoizmu i (me myself and i) zasada;
                          zaczalem wtedy juz jezdzic d Polski jakos od 96roku,i coraz bardziec tesknic;
                          Po smierci Matki zostalo mi pozostawione mieszkanie ktorym musialem sie zaczac i
                          dbac;i tak ciagnalem to przez jakies 8 lat,przelewy,oplaty etc.
                          juz szczerze mialem tego dosyc,mialem dwa zycia jedno w Montrealu jedno we
                          Wroclawiu,na poczatku imponowalo mi to heheheheh(byle snobem)ale sie zmieniam i
                          skromnieje po przezyciach i msialem poprostu wybrac;
                          nie jest to latwe,wydoroslalem w Montrealu,ockalem sie z mlodzienczego snobizmu,
                          tam i musialem to zrobic dla wlasnego odnalezienia sie;
                          Gdyby jeszcze Quebec zaoferowal mi jakos kulture i tozsamosc godna uwagi to byc
                          moze,ale niestety tak nie bylo,wrecz przeciwnie tam jest,poprostu nie modne juz
                          jest miec jakakolwiek tozsamosc gdyz dla nich to juz exteremizm a sami sa
                          zadufani i oglupieni separtyzmem w ktory tak naprade wiekszosc i tak nie
                          wierzy,zostali oklamani przez wlasnych politykow i teraz sa w letargu;
                          General z Francji juz dwno umarl "Vive le Quebec Libre"i poczciwy Rene Levesque
                          a z nimi umarl separatyzm,to co sie tam teraz dziele to kpiny z inteligencji
                          podatnikow;
                          wsztko juz mnie denerwowalo w Montrale,te brudne ulice zaniedbane dzielnice etc.
                          ta obsluga (mozna sto razy przyjsc do sklepiku po to samo a oni dalej cie nie
                          rozpoznawaja);
                          ale pytaci sie co mnie napadlo;
                          a wiec________
                          szukal pretekstu jakiego aby juz wreszcie wyjechac;
                          podczas rutynowej podrozy w pierwsze klasie,mialem menagera na pokladzie z
                          inspekcjacryingbyly moj koleg,ktory byl znany z lenistwa i kretactwa)
                          pracowalismy jak debile 2 osoby na 54 klientow,full service,
                          cos mnie zagadal,bylem zalatany,wiec powiedzialem ze pozniej,nie spodobalo mu
                          sie to,poszedl na druga strone wagony stanal doslownie jak jakos hitlerowiec z
                          rozkraczonymi nogami,i sie wpatrywal we mnie (intymidacja-na calego)
                          nie moglem sie skpic i uczono mnie zeby odrazu z jakas sprawa sie rozprawic,wiec
                          poszedlem do niego i powiedzialem mu ze to intymidacja,na co on ze nie moge
                          zakceptowac faktu ze on sie dorobil pozycji a ja dalej serwuje etc.strasznie
                          mnie to zdenerwoawalo gdyz ja nauczylem sie wszystkim dobrze zyczyc;zagrozil mi
                          ze mnie chce widziec w swoim biurze;
                          Na nastepny dzien bedac w biurze zgloscilem sie do szefowej(nad)i poprosilem o
                          spotkanie;Poskarzylem sie na sytuacje,ona zaproponowla spotkannie razem z nim;
                          wzialem swiadka i no sie stalo;
                          uszy mi zwiedly,kiedy usllyszalem ze to ja bylem agresywny;
                          jak mu powiedzialem ze klamie zaczal mi grozic ze tego tak nie zostawi,ze mi
                          sprawe wytoczy za znieslawienie(ci ludzie wszystko zrobia aby zostac na stolku);
                          nie chcialo mi sie wierzyc;w mojej Kanadzie gdzie tak wszyscy o tych prawch
                          czlowieka,pracownika nauczaja cos takiego mi sie wydarza;to byl szok;
                          Nawet nie wiedzieli jk mnie ta rozmowa niszcza,wszystko co wierzylem,co myslalem
                          o Knadziie okazalo sie mitem;
                          cdn.
                          zapraszam do pisania
                          dannysmile
      • pal0ma Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 21.05.06, 14:21
        Sylwek,
        Po części dlatego, że miał na nią duży wpływ obowiązujący w Polsce stereotyp
        typu: ci co wyjechali do Ameryki to szczęściarze, mają kasę i jeżeli nie są
        egoistami to wspierają rodzinę w Polsce.
        Powinnam jeszcze wspomnieć o jednej sprawie. Ta moja koleżanka kończy dzień
        pracy wcześnie (mimo że pracuje na cały etat) i teoretycznie miałaby szansę na
        znalezienie drugiej pracy, dzięki której miałaby dużo więcej kasy. Wiele osób
        by tak zrobiło, ale ona nie ma na to zwyczajnie siły.
        Wiele osób, które znam osiągają sukcesy materialne właśnie dzięki pracy od rana
        do późnej nocy. Na przykład spotkałam parę dni temu na ulicy znajomego, który
        z dumą pokazał mi zdjęcia swojego nowego domu. Zmienił już dom parę razy, nowy
        dom za każdym razem był większy i lepszy. Można powiedzieć, że jest on
        przykładem American success story. Tylko że… Pracuje on fizycznie przez cały
        dzień, wraca do domu o szóstej, zjada obiad, bierze narzędzia pracy i tyra przy
        generalnym remoncie domu do późnej nocy i w weekendy, żeby móc go potem drożej
        sprzedać.
        Danny,
        Na pewno w Polsce dużo zmieniło się na lepsze, nie wiem czy Polska przerosła
        Amerykę, musiałabym tam trochę pomieszkać, żeby wyrobić sobie na ten temat
        własne zdanie, ale całkiem możliwe że pod niektórymi względami pobiła Kanadę.
        Rozumiem twoje uczucia, ja jakiś czas temu spotykałam na spacerze z psem pewną
        starszą panią, która przyjechała do Kanady odwiedzić swoje dzieci i
        wyprowadzała ich psa. Strasznie miło mi się z nią rozmawiało, była to taka
        zwyczajna starsza pani z Polski, ale dla mnie pogadanie z nią przez chwilę to
        była ogromna przyjemność, taka była na wskroś polska w najlepszym tego słowa
        znaczeniu. Życzę powodzenia w Polsce.
        • danny Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 21.05.06, 15:15
          dziekuje i nawzajemsmile

          na wlasnie wspomnialas o starszej Pani gdzies tm przypadkowo poznnej,
          ja juz nie chcialem sie bawic w szukanie i jakas moj polskosc,gdzies tam;
          tez mialem sytucje gdzie w Montrealu poznawalem jakis turystow z Polski czy
          immigrntow,i sie cieszylem jak dziecko,ze wreszcie po Polsku moge mowic;ze
          jednak nie jeste tak daleko sercem od Polski,le to byly tylko zludzenia,i juz
          teraz jestem poprostu u siebiesmile
          LUDZIE nie mozecie tego zrozumiec------kocham Polske i chce aby rosla w Europie
          silna i zdrowa;

          niedlugo bede apelowal
          ale to juz n pozniej
          pa
        • danny Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 21.05.06, 15:18
          "Wiele osób, które znam osiągają sukcesy materialne właśnie dzięki pracy od rana
          do późnej nocy. Na przykład spotkałam parę dni temu na ulicy znajomego, który
          z dumą pokazał mi zdjęcia swojego nowego domu. Zmienił już dom parę razy, nowy
          dom za każdym razem był większy i lepszy. Można powiedzieć, że jest on
          przykładem American success story. Tylko że… Pracuje on fizycznie przez cały
          dzień, wraca do domu o szóstej, zjada obiad, bierze narzędzia pracy i tyra przy
          generalnym remoncie domu do późnej nocy i w weekendy, żeby móc go potem drożej
          sprzedać. "


          na wlasnie
          Kanada to wymarzony kraj dla tego typu ludzismile
          ja niestety nie poddalem sie niewoleniu dolarasmile
          hey
        • roxboro Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 21.05.06, 15:35
          Mysle,ze te rozsterki i problemy maja wszystkie nacje w Kanadzie,nie tylko
          Polacy.Wszyscy tu piszacy maja racje.
          Z mojego otoczenia wiekszosc Polakow,to typowo emigracja ekonomiczna z lat
          osiemdziesiatych,roznie sie im wiedzie,ale ciezko tez okreslic co jest
          wymiernikiem powodzenia czy tez szczescia.Dla jednych to jest dom z basenem,dla
          drugich praca,dla trzecich piecie sie po drabinie kariery ze wszystkimi
          zawirowaniami zawodowymi,dla innych jeszcze duzo,duzo pieniedzy.Nie mozemy tez
          wszystkich wsadzic do jednego tygla,gdzie musza tylko mowic,ze w Kanadzie jest
          pieknie i cool,i nie ma innego kraju na swiecie,gdzie moze byc lepiej.
          Ja tez wyjechalem z Polski w latach osiemdziesiatych,potem dolaczyla do mnie
          rodzina,i zaczelo sie typowe zycie kanadyjskie,praca,za kilka
          lat "domek",rachunki,wychowanie dzieci,wakacje,takze nawet nie mialem w mysli
          czy tez marzen jechac do Polski na odzwiedziny-bo i po co,nie po to czlowiek
          wyjezdzajac zostawil jedno zycie,zeby co chwile wracac do niego.
          Polske odwiedzilem dopiero w ostatnich latach i to kilka razy,i co mnie
          zdziwilo,ze widzialbym sie tam z powrotem,po prostu spodobal mi sie styl
          zycia,na luzie.Wiem tez ze to tylko pozory,bo jak sie ma pelny portfel to
          inaczej sie spotrzega swiat,ale my tez sami taki obraz o sobie budujemy,bo
          bardzo czesto nasza beztroska i swoboda dysponowania gotowka w Polsce jest
          wynikiem rocznej oszczednosci,zeby potem moc "pokazac sie".W Polsce jest
          bardzo,ale bardzo wiele miejsc,gdzie czas sie nie zmienil,gdzie ludzie dalej
          mysla jak mysleli 25 lat temu.Taka glupia sprawa jak koszenie trawy wokol
          domu,zeby ladnie wygladalo,tutaj to jest normalne i nikt nawet o tym nie mysli
          przychodzi piatek czy tez sobota i kazdy wie ze trzeba ja skosic,W Polsce,wielu
          moich znajomych co roku spedza wczasy na poludniu,w zimie narty w Slowacji,ale
          kosiarki nie kupia,bo to wydatek i przez te chaszcze przebijaja sie.
      • pal0ma Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 22.05.06, 04:56
        Sylwek,
        Człowiek całe życie się uczy, każdy błąd to możliwość lepszego poznania siebie,
        które jest niezbędne do tego by się zmienić. Tego typu błędy są w pewnym
        sensie nieuniknione, ale jednocześnie potrzebne, by nastąpiła pozytywna
        zmiana. Nie martw się, jakby było fajnie na świecie gdyby tylko takie błędy
        ludzie popełnialismile)
    • dradam2 failure 21.05.06, 21:18
      www40.statcan.ca/l01/cst01/famil21a.htm
      www40.statcan.ca/l01/cst01/famil05a.htm
      Przecietna jednosobowa rodzina w Kanadzie, po zaplaceniu tax, w 2004 roku miala
      dochod $31.200 (netto) .

      Z twego wyliczenia wynika, ze ledwo ledwo miales przecietny dochod kanadyjski.
      Zadowliles sie nisko platna praca.

      Nie rozumiem wiec tego calego labidzenia na Kanade. Nie sprawdziles sie w
      Kanadzie, nie potrafiles przescignac nawet przecietnego dochodu.

      Wiec po co to cale narzekanie na Kanade ?

      Wiesz jak sie takich okresla w Kanadzie ?


      Pozdrawiam


      dradam1
      • danny Re: failure 22.05.06, 01:53
        ani niby jak kanadyjczyku;
        nie mow ze jeszcze jeden z tych madrych:__
        a co do tego przebijania to o czy ty chlopie gadasz
        jaka statcan,wiesz doskonale jk naprawde wyglada przecietne zycie przecietnego
        obywatela,jaka srednia,chyba ze z tymi wszystkimi wolami na stolkach i zarbija
        po 100000 rocznie,o czym Ty kolego farmazonisz,"fail"to whom and from what???
        a kto kogo jak nazywa to wzgledne;
        wiesz doskonale jakie sa realia tego nawet dorobienia,jak najszybciej za
        jakakolwiek cene do zloba sie dorwac,nakrasc i nakombinowac,i w wieku lat 4o i
        tak uciec z tej super Canady na Barbados albo jeszcze inny kacik,tez mi
        kariera;sam byly PM ma konta wszedzie indziej niz w Kanadzie;
        egzystencja i to jeszcze marna,nie dziekuje postoje,od zakupow do zakupow huh;
        powodzenia wiec w w alce o przelamanie tej nierealnej dla Quebecois jakies cyfry
        Statcan;
        wyjdz moze na ulice,chyba ze mieszkasz w Toronto albo jeszcze innej mecci
        dorabiactwa;w jakies dzielnicy posh i nie widzisz realiow;
        powodzenia wiec;
      • danny Re: failure 22.05.06, 01:58
        Wiec po co to cale narzekanie na Kanade ?

        Wiesz jak sie takich okresla w Kanadzie ?

        a po to aby wlasnie tacy zwyciescy jak Ty sie podrapali po glowie;
        to chyba musilbyc miec klapy zalozone na oczy aby tej biedy nie dostrzegac,
        31.200 to przeciez 60000brutto
        takie pensje maja tylko menager i to bogatych firm
        ale brednie;
        • dradam2 Re: failure 22.05.06, 02:41
          danny napisał:

          >
          > Wiesz jak sie takich okresla w Kanadzie ?


          No wlasnie, jak sie okresla ?

          >
          > a po to aby wlasnie tacy zwyciescy jak Ty sie podrapali po glowie;
          > to chyba musilbyc miec klapy zalozone na oczy aby tej biedy nie dostrzegac,
          > 31.200 to przeciez 60000brutto
          > takie pensje maja tylko menager i to bogatych firm
          > ale brednie;

          www.statcan.ca/english/research/75F0002MIE/75F0002MIE2006006.pdf
          Wszystkim, w calej Kanadzie, sie powodzi coraz lepiej. Tylko w tym QC bieda az
          piszczy,jak widac z Twoich postow. Sam bym nie potrafil lepiej tego wyrazic. No
          wiec narzekaj na QC, a nie na cala Kanade.

          Niedawno robili mi nowy septic tank. Przyjechala ekipa, w tym dwoch chlopakow z
          QC. Narzekali na brak dobrej pracy w tej prowincji. A w szczegolnosci na brak
          jakiejkolwiek pracy. Jak tylko dostali ja u nas to pilnuja jej jak moga. I od
          razu znalezli sobie dziewczyny i jedno "baby-baby" juz jest w drodze. Oczywiscie
          ani jeden nie probowal do nas mowic po francusku...

          $60k rocznie brutto to zarabia poczatkujacy handyman na oil rig (w Albercie).
          Team leader na oil rg zarabia circa $100k rocznie. I w gore. A nie jest to
          wcale wielki "manager".

          Moja zona, jako manager malej firmy, zarabia znacznie wiecej niz wspomniane
          $60k. A i tak narzeka, ze dzieje sie jej krzywda.

          Pozdrawiam

          dradam1
          • pal0ma Re: failure 22.05.06, 03:42
            $60,000 rocznie podzielić na 12, podzielić na 160 daje $31,25 na godzinę.
            Wydaje mi się, że niewiele spotkałam osób w Toronto (z wyjątkiem inżynierów w
            dobrych firmach, lekarzy, dentystów i higienistek dentystycznych) zatrudnionych
            u kogoś i zarabiających więcej niż $30 na godzinę. Mogę się mylić, ale z moich
            obserwacji takie stawki zarabiają nieliczni, można do nich chyba zaliczyć osoby
            pracujące na obrabiarkach w dobrych firmach lub reperujące kotły. Nie każdy ma
            chęć jechać wydobywać ropę w Albercie, a jeżeli takiej chęci nie przejawia to
            wcale nie oznacza, że to nieudacznik jakiś. Zwykle ludzie cieszą się z
            zarobków rzędu $20 - $25 na godzinę brutto. Można dużo więcej zarabiać
            zakładając własną firmę i zatrudniając ludzi do pracy, ale dla większości osób
            to trochę trudna sprawa i nigdy nie nazwałabym ich “failure”.
            A tutaj znalazłam też trochę statystyki, z której wynikałoby że średni dochód
            na jednostkę w 1995 roku był 24,166 jeżeli odliczy się osoby samo-zatrudnione i
            farmerów. Między 1995 a 2006 nie ma raczej większej różnicy w Toronto, z tego
            co widzę.
            Ale może ktoś ma inne zdanie, chętnie posłucham.

            www.ccsd.ca/factsheets/fs_avgin.html

            • za_morzem Re: failure 22.05.06, 04:15
              zarabial PRZECIETNA kanadyjska czyli zadowolil sie NISKO platna praca.
              zaskakujaca logika.

              ktos kto nie rodzi sie w kanadzie, przyjezdza tu w wieku powiedzmy 20lat, musi
              sie uczyc jezyka od nowa (wyjechal za mlody zeby dzieki wiktowi i opierunkowi i
              cieplemu kacikowi u mamusi skonczyc szkolke w polsce), musi wyrabiac sobie
              uklady, kontakty, nie ma rodziny ktora moze mu dac podstawowa pomoc, wyjechal
              sam czyli praktycznie nie ma oparcia w nikim.
              osiaga srednia KANADYJSKA czyli statystycznie zrownal sie z PRZECIETNYM
              KANADYJCZYKIEM, tym ktory urodzil sie w tym kraju, korzysta ze wszystkich
              benefitow ktore dalo mu urodzenie: jezyka, rodziny, networking, przyjaciol,
              braku stresu zwiazanego z nowym enviroment itepe itede.

              kto wlasciwie jest tu "failure"?

              • pal0ma Re: failure 22.05.06, 04:33
                Poza tym Danny wcale nie skarży się na swój los, podjął życiową decyzję i jest
                z niej zadowolony, napisał o tym i bardzo dobrze, im więcej różnych osób
                podzieli się tu swoimi doświadczeniami, tym bardziej obiektywne i ciekawe
                będzie to forum dla kogoś kogo interesuje Kanada. W końcu jest to forum, a nie
                folder reklamowy.

                • barthelemy4 Re: failure 22.05.06, 08:46
                  Jak to sie nie skarzy na swoj los? Kanada mu zycie zmarnowala! Zniecheca tylko
                  innych do wyjazdu do Kanady. A zycie jest ciezkie dla wszystkich i nie tylko w
                  Kanadzie. W Polsce ludzie pracuja przez cale zycie i nic nie maja z tego. A on
                  teraz po 20 latach wraca do Polski z kasa ktora przywiozl z Kanady i sie
                  wymadrza jak to Polska jest wspaniala. Niech idzie do roboty w Polsce i z tej
                  wyplaty probuje przezyc, a nie po gorach sobie chodzi.
                  • danny Re: failure 22.05.06, 09:55
                    z jaka kasa czlowiekusmile
                    nikogo nie zniechecam,wrecz przeciwnie zachecam wszytkich do emigracji;
                    trzeba cos stracic by sie dowiedziec jakie bliskie jednak bylo-------
                    i to jest sedno;
                    Kanad mi wcale zycia nie zmarnowala;
                    czyrtaj moje posty dokladnie;
                    ja jestem w mojego losu dumny i szczesliwy,ze sie podjalem tego
                    wyzwania i wstawilem czola bojazni;
                    My sie nie rozumiemy;ja chce poprostu zyc wsrod ludzi a nie wsrod moich mebli etc.
                    nie kumasz wogole powodu mojej decyzji i wyjazdu
                    no coz;
                    tak nieraz jestsmile
                • danny Re: failure 22.05.06, 09:49
                  -------------
                  na wlasnie to bylo mojim zalozeniem
                  jk otwierlem ten watek;
                  ja poniekad kocham Quebec tam spedzilem wiecej jak pol mojego zycia;
                  tam wydoroslalem i poznlem zycie;
                  dziekujesmile
              • danny Re: failure 22.05.06, 09:47
                dzieki za_morzemsmile
                no wlasnie wyjmujesz mi z ust;
                ja sie nauczylem po francuski i angielsku na poziomie native;
                znalazlem prace w firmie rzadowej,za uwierz mi podobno za dobre pieniadze;
                znalazlem przyjciol(a to byla mordega)to dla jakiegos inteligenta jest failure
                hmmmmm...
                wlasnie nawet w Quebecu nikt nie chcial wierzyc ze sie tam nie urodzilem;
                zawsze mi wszyscy mowili jaki sukces;
                i to jest failure?
                tak zgadzam sie ze zle trafilem bo Quebec to zacofana malo rozwijajaca sie prowincja ale ja tego tak nie widze
                nauczylem sie oprocz angielskiego,francuski i poznlem piekne misto Montreal
                naprawde piekne tylko ze zaniedbanesmile
                dzieki i pozdrawiam
            • dradam2 Re: failure 22.05.06, 05:54
              pal0ma napisała:

              > $60,000 rocznie podzielić na 12, podzielić na 160 daje $31,25 na godzinę.
              > Wydaje mi się, że niewiele spotkałam osób w Toronto (z wyjątkiem inżynierów w
              > dobrych firmach, lekarzy, dentystów i
              > higienistek dentystycznych) zatrudnionych
              > u kogoś i zarabiających więcej niż $30 na godzinę.

              I tak jest w miastach. ON, ale nie w QC. Ale czego sie spodziewalas ?
              Najliczniejsza grupa zawodowa zarabia wlasnie w tych granicach.


              > Mogę się mylić, ale z moich
              > obserwacji takie stawki zarabiają nieliczni, można do nich chyba zaliczyć
              > osoby
              > pracujące na obrabiarkach w dobrych firmach lub reperujące kotły.
              > Nie każdy ma
              > chęć jechać wydobywać ropę w Albercie, a jeżeli takiej chęci nie przejawia to
              > wcale nie oznacza, że to nieudacznik jakiś.


              I tego tez nie twierdze. Ale jezeli Tim Horton na roku ofiarowywuje $15 za
              godzine ( nastart) i funduje stypendium (bursary), aby tylko mloda dziewczyna i
              pracowala i uczyla sie, to jest to ludzkie podejscie i wydaje mi sie, jest to
              warte upowszechnienia.

              > Zwykle ludzie cieszą się z
              > zarobków rzędu $20 - $25 na godzinę brutto.

              A ile to na godzine nasz danny zarabial ? MNiej wiecej tyle samo. A labidzil jak
              jasna cholera. Z czego wnosze, ze nie za bardzo wiedzial jak gospodarzyc
              pieniedzmi. Jak to sie robi ? A no bierze sie na przyklad dozorcostwo i ma sie
              mieszkanie za darmo. I telefon lokalny.


              > Można dużo więcej zarabiać
              > zakładając własną firmę i zatrudniając ludzi do pracy, ale dla większości osób
              > to trochę trudna sprawa i nigdy nie nazwałabym ich “failure”.


              Sukces w Kanadzie zalezy od tego czy wykona sie prawidlowo "home-work" w POlsce.
              Czy dokona sie prawidlowego rozeznania i kalkulacji. Bo jak sie cos nie uda, to
              nieudacznicy narzekaja na Kanade i innych kanadyjczykow, a nie narzekaja na
              samych siebie. Ze moze byc nie powinni byli w ogole przyjezdzac. Albo dorobic
              inny zawod przed przyjazdem.


              Poza tym zasadniczym bledem w moim odczuciu, jest wyjazd w ciemno. Bez
              rozeznania . Jakos to bedzie. Na razie sie zahacze sprzatajac mieszkania. Albo
              szkoly...

              A potem to sie zatrudnie jako profesor uniwersytetu.

              Jest podstawowym (obecnie ) bledem dla lekarza/pielegniarki wjezdzanie do Kanady
              bez zdanych egaminow licencyjnych i jezykowych. Jak sie ma te egzaminy zdane, to
              od reki (POWTARZAM OD REKI) mozna na preriach dostac "restricted licence", o ile
              sie pracowalo w tym zawodzie w poprzednim miesiacu. Jak sie nie pracowalo w
              zawodzie przez 2-3 lata - to mozna sobie co najblizej licencje wysnic.

              A tak w ogole z Twojego miejsca zainteresowal mnie plik :
              www.ccsd.ca/pubs/2006/makingconnections/index.htm

              POzdrawiam


              dradam1
              • za_morzem Re: failure 22.05.06, 18:06
                jesli komus sie wydaje ze przyjedzie do alberty i dostanie prace w tim hortons za 15 $ na godzine plus
                oplacenie szkoly tudziez zacznie zarabiac jako spawacz 1000 dolarow na dzien to spotka go powazne
                roczarowanie.
                opowiadanie takich historii jako "dnia powszechnego" w albercie moze byc wrecz niebezpieczne dla
                decydujacych sie na emigracje ludzi.
              • za_morzem tim hortons 15$/h? 22.05.06, 18:53
                zejdzmy na ziemie:
                www.alberta-canada.com/jobs/files/pdf/TimHortons_FrontCounterCashier_2006.pdf
                tyle bedzie zarobial poczatkujacy spawacz w albercie (a trzeba dodac ze to
                prawdopodobnie najbardziej poszukiwany zawod na preriach):
                www.jobbank.gc.ca/ShowJob_en.asp?OrderNum=2044205&Source=JobPosting
                • dradam2 Re: tim hortons 15$/h? 22.05.06, 19:11
                  za_morzem napisał:

                  > zejdzmy na ziemie:
                  > www.alberta-canada.com/jobs/files/pdf/TimHortons_FrontCounterCashier_2006.pdf

                  Dla Whitecourt to jest to to w sam raz. W Edmonton to wyglada inaczej, chcesz
                  zdjecie tablicy ktora stoi przed lokalnym TH ?

                  > tyle bedzie zarobial poczatkujacy spawacz w albercie (a trzeba dodac ze to
                  > prawdopodobnie najbardziej poszukiwany zawod na preriach):
                  > www.jobbank.gc.ca/ShowJob_en.asp?OrderNum=2044205&Source=JobPosting

                  To nie jest spawacz. To jest apprenticeship ! Wiesz co to znaczy ?

                  >>Title: Welder apprentice (NOC: 7265)
                  Education: Not applicable, Not required
                  Credentials (certificates, licences, memberships, courses, etc.): WHMIS
                  Certificate <<

                  To jest ogloszenie skierowane do 18 letniej Native,ktora nic nie umie, ze szkoly
                  ja wyrzucili po grade 8.

                  Placa jej tylko za to, aby zechciala sie uczyc. Bo nie jest to praca dla kogos z
                  licencja. Zwlaszcza nie jest to dla "pressure welder". Ani nawet "construction
                  welding".

                  Krzyz panski z tymi co nawet nie sa w stanie odroznic tego, czym sie spawacze
                  miedzy soba roznia.

                  Zrozumiales ?
                  • za_morzem Re: tim hortons 15$/h? 22.05.06, 20:22
                    key word w moim poscie jest "poczatkujacy"(apprentice?).

                    /ShowJob_en.asp?OrderNum=2055782&Source=JobPosting

                    w tim hortons pracujace dzieci i immigranci zarabiaja pewnie miedzy 10 a 12 $.
                    co do 15$ i oplat za szkole to sugeruje rzucic okiem na disclaimer.


                    wystarczy wejsc na rzadowa strone job banku aby zorientowac sie o srednich
                    pensjach w albercie.
                    www.jobbank.gc.ca
                    jesli jest tak dobrze nikt by sie nie osmieszal proponowanem spawaczowi z ticket
                    25$ na godzine.
                    mam wrazenie ze ludzie mieszkajacy w albercie ulegaja propagandzie sukcesu nie
                    majac porownania do innych czesci kanady (bc na przyklad).

                    jesli jest tak rewelacyjnie moze niech zmiejsza tuitions w szkolach i pomoga tym
                    ktorzy chca uczyc sie na collegach i uniwersytetach (brac przyklad z norwegii do
                    ktorej tak chetnie alberta sie porownuje. tylko ze norwegia potrafila z ropy
                    odlozyc 10 x wiecej i pokrywa swojej mlodziezy koszty studiow GDZIEKOLWIEK NA
                    SWIECIE).
              • za_morzem Re: failure 22.05.06, 19:43
                "Z czego wnosze, ze nie za bardzo wiedzial jak gospodarzyc
                pieniedzmi. Jak to sie robi ? A no bierze sie na przyklad dozorcostwo i ma sie
                mieszkanie za darmo. I telefon lokalny."

                bo dozorca nie robi nic tylko mieszka za darmo.
                nic tylko zostawac dozorcami.


                "Sukces w Kanadzie zalezy od tego czy wykona sie prawidlowo "home-work" w
                POlsce. Czy dokona sie prawidlowego rozeznania i kalkulacji. Bo jak sie cos nie
                uda, to nieudacznicy narzekaja na Kanade i innych kanadyjczykow, a nie narzekaja
                na samych siebie. Ze moze byc nie powinni byli w ogole przyjezdzac. Albo dorobic
                > inny zawod przed przyjazdem."

                idealnie odnosi sie to do emigracji lat 80tych.
                zastani za granicami przez stan wojenny, skaczacy ze statkow itepe mogli przed
                w/w zastanowic sie nad zmiana zawodu.


            • danny Re: failure 22.05.06, 09:38
              dziekuje palOma
              ktos sie za mna wstawil;
              on pisal failure,nie wiem o kimsmile
              ja Ci moge powiedziec ze nawet malo jest takiej pracy jak j mialem czyli 24dol godz.w Montrealu,wiekszosc ludzi pracuje za 12-16dol brutto,czyli jakies marne 12-15tys netto roczniesmile
              dzieki
          • danny Re: failure 22.05.06, 09:34
            aha sie wyjasniklo
            mieszkasz w canadyjskim eldorado Alberta
            macie niskie podatki i wogole jest tam postep niespotykany w reszcie Kanady
            (poz Toronto)i BC to w Kanadzie zacofanie maly rozwoj i postep,stagnacja,brak przyszlosci no i te piepszone podatkismile

            Calgary to jeden z najdynamicznie rozwijajacych sie miast na swieciesmile
            niestety ja mieszkalem w MOntrealu i masz racje;
            caly czas mowie ao sytuacji w Quebecsmile
            powodzenia w zbijaniu kasysmile
    • andrew-1 Re: Montreal et Quebec -sucks(dont go there) 22.05.06, 20:03
      dradam2 napisał:

      >$60k rocznie brutto to zarabia poczatkujacy handyman na oil rig (w Albercie).
      >Team leader na oil rg zarabia circa $100k rocznie. I w gore. A nie jest to
      >wcale wielki "manager".

      ______________________________________________________________________________

      Ci z oil rig mowia co innego :
      www.alberta-canada.com/investLocate/costAdvantages/labourCosts.cfm
      tak samo statystyka :
      www40.statcan.ca/l01/cst01/labr69j.htm
      ★★★► Zainteresowani moga sobie obliczyc jak sie maja rzeczywiste zarobki w
      Albercie do wersji wg. forumowego humorysty dradama.



Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka