Camping w Turcji

06.05.09, 08:37
Witajcie,
znajomi rozwazaja mozliwosc wybrania sie do Turcji samochodem i
nocowania na campingach w namiocie.
Czy wiecie cos o takie formie podrozowania,jak wyglada baza
namiotowa w Turcji?
Pozdrawiam Was serdecznie!
    • agakon1 Re: Camping w Turcji 06.05.09, 17:41
      Hej,
      baza namiotowa jest calkiem niezla. oczywiscie zmienia sie w zaleznosci od
      regionu. powinni byc zdecydowani gdzie chca jechac w koncu Turcaj to niemaly
      kraj smile my rozpoczynamy wlasnie sezon namiotowy w ten weekend. wybieramy sie w
      gory niedaleko Istanbulu. www.kampkaravan.org/kamplar.htm to jest link po
      ang. rowniez, do campingow we wszystkich regionach Turcji. jest tego troche.
      • olgalami Re: Camping w Turcji 06.05.09, 20:02
        Potwierdzam, da się z namiotem pojeździć po Turcji, rozpoczęliśmy sezon dwa
        tygodnie temu.

        Oprócz takich oficjalnych kampowisk korzystamy z też z miejsc dzikich albo
        cywilizowanych okazji (jeździmy rowerami i nie potrafimy przewidzieć dokładnie,
        ile ujedziemy, gdzie będziemy i nie planujemy postojów), po prostu radzimy się
        tubylców:
        - gdzieś na Morzem Czarnym zapytaliśmy się w tamtejszym belediye, gdzie możemy
        się rozbić (bo to nie było oczywiste) i wskazano nam plażę w centrum miasteczka
        (było cicho, jak na centrum)
        - czasami ludzie pozwalają nam się rozbić na swoim polu/ogródku, za domem, za
        restauracją, przy szkole, radzą, gdzie jest czysto/bezpiecznie, gdzie można
        skorzystać z łazienki/toalety/kuchni.

        Rozbijamy się tak od dwóch lat i nie mieliśmy problemu ze znalezieniem paru
        metrów kwadratowych na płaskim terenie poza jednym przypadkiem - raz zawiodła
        mapa i moja kondycja i znaleźliśmy się po zmroku w Mustafakemalpasa, gdzie
        podobno trawa rośnie tylko w lunaparku w centrum i zamiast rozbić namiot
        wsiedlismy do pierwszego autobusu do Stambułu. Oczywiście Wam nie grozi
        ugrzęznięcie w podobnie strasznym miejscu, skoro będziecie samochodem.

        Oczywiście zdarzają się różne inne wpadki, ale takie się wszędzie trafić mogą.
        • schwinn1 Re: Camping w Turcji 07.05.09, 19:16
          olgalami,
          chcemy z mężem wybrać się rowerami przez region wybrzeża morza czarnego na
          wschód do Dogubayazit (czyli do rodziny). czy uważasz że jazda we dwójkę jest
          bezpieczna? jak w tym regionie z miejscami do rozbicia namiotu? z jakich map
          korzystacie? w polsce nic nie można znaleźć, ale na jednym forum podano mi linka
          do takiej mapy: www.tulumba.com/storeItem.asp?ic=zBK285011DL491 wydaje mi
          się ok. a Ty masz coś lepszego?
          poza tym pytanie dotyczące miejscowości Yusufeli (to już nie wybrzeże tylko
          połnocno-wschodnia anatolia). czy byliście tam i korzystaliście ze spływu rzeką?
          czy byliście w górach kackar?
          no i ostatnie: co wg Ciebie warto zobaczyć w regionie m.czarnego? oczywiscie
          czytam sobie przewodnik, ale żywa relacja bardziej mnie interesuje.
          z góry dzięki
          asia
          • bela01 Re: Camping w Turcji 17.05.09, 19:00
            Samsun możne sobie odpuścić-nie ma tam nic takiego ciekawego, oprócz dobrych
            ścieżek rowerowych i ładnie utrzymanych parków nad samym morzem. Urokliwe sa
            małe miasteczka wokół: Unye, Ordu, Fatsa-mają ładne, dzikie plaże. Unye
            szczególnie przypadło mi do gustu (serwują tam na wzgórzu pyszne "pide" mniamm
            wink, o ile pamietam to tutaj:
            www.unye.bel.tr/default.aspx?pid=49206&nid=36723 Koniecznie trzeba
            klasztory Sumeli. Jeśli pojedziecie trochę w głąb lądu to warto zobaczyć Amasyę
            z jej wykutymi w skalach grobowcami.
          • olgalami Re: Camping w Turcji 20.05.09, 19:05
            Schwinn1, przepraszam, straciłam ten wątek z oczu na parę tygodni...

            Co do bezpieczeństwa jazdy, to we dwójkę i raźniej i na pewno bezpieczniej,
            szczególnie jeśli jedziesz z mężczyzną, szczególnie że ten mężczyzna zna
            turecki, ale gwarancji, że się nic nie stanie, to nikt stuprocentowej nie da,
            tym bardziej na drodze. Odpukać, jak do tej pory mieliśmy szczęście do ludzi.
            Nie wiem, jakie konkretnie masz obawy - czy chodzi Ci o kierowców na drodze,
            kradzież czy napaść, właściwie o tych dwóch ostatnich prawie wcale tu nie myślę,
            ale może mój chłopak tak, gdy mówi, że na przykład w tym miejscu się nie
            rozbijemy, a ten pan jest dziwny, może to jakaś intuicja. Poznałam Słowenkę,
            która wracała z wyprawy rowerowej do Chin, jako największe zagrożenie uważała
            kierowców, bardzo miło wspominała turecki etap wyprawy, mówiła, że czuła się
            bezpiecznie, bo ze wzgędu na to, że była kobietą, podchodziły do niej kobiety i
            rodziny i oferowały pomoc (nocleg) - do mężczyzny czy pary może by nie miały
            odwagi albo uważały, że nie wymagają aż takiego wsparcia.

            Trochę jeździliśmy nad Morzem Czarnym, żadnych problemów ze znalezieniem miejsca
            na rozbiecie namiotu nie było, ale nie szukaliśmy jedynie pól namiotowych.
            Problemem są tam jedynie góry, to znaczy piękne są, ale nie na moja kondycję.
            Mój chłopak powiedział, że ta Wasza trasa to jakieś 1000 km (nie sprawdzałam) i
            że biorąc pod uwagę te górki, to ktoś z moją kondycją potrzebowałby na to
            miesiąc. Zdarza mi się 20km jechać/iść przez 4-5 godzin (mam jakiś problem z
            oczami i nie chcę szarżować i ryzykować), jak się trafi fajne "z górki" to można
            to nadrobić, ale dla mnie 60 km na dzień na takim terenie to maksimum.

            Co do map, to sama chciałam się dowiedzieć, czy ktoś miał w ręku jakieś godne
            polecenia. Tej z Twojego linka nie widziałam, ale z tej serii mieliśmy okolice
            Marmary i dwa razy wprowadziła nas w błąd. 1. Zdecydowaliśmy się pojechać drogą
            wzdłuż jeziora, ponieważ z mapy wynikało, że będzie płasko, góry oznaczone
            szarawym kolorem były parę milimetrów za drogą, w rzeczywistości prawie cała
            droga była raz pod górkę, a raz z górki 2. Jakiś wodospad był na tej mapie
            zaznaczony w niewłaściwym miejscu (tak 40 km od rzeczywistego miesca, z innej
            strony Mustafakemalpasa niż naprawdę). Potem znaleźliśmy mapę Aktivist (może
            przekręcam nazwę) w jakimś sklepie z odzieżą sportową i ta druga nie oszukiwała
            w sprawie górskiej drogi, ale jednak nie była to mapa fizyczna z prawdziwego
            zdarzenia, z której wiadomo byłoby, jakie są różnice poziomów na danym odcinku.
            Można też znaleźć mapy dołączone do magazynu Atlas, pagórków nie pokazują, ale
            chyba były na niej zaznaczone drogi szrotowe przez lasy/pola. Przed wyjazdem
            czasami drukujemy mapkę z Google Earth i Map24 (na map24 można zaznaczyć dwa
            punkty i serwis znajdzie trasę - jest opcja trasy dla pieszych, wtedy uwzględnia
            ulice jednokierunkowe, ścieżki, mosty dla pieszych itd). Trzeba też uważać
            pytając tubylców o drogę, bo niechętnie wskazują drogi nie asfaltowe, a dla nas,
            na góralach, są one przecież lepsze. Czasami ktoś radzi "Tamtędy nie jedźcie, bo
            tam to tylko traktorem da radę", to oznacza dla nas, że rowerem też będzie OK,
            tylko potrzęsie mniej lub bardziej (zastanawiam się po co ci ludzie mają jeepy,
            i tak z asfaltu nigdy nie zjeżdżają).

            W Yusufeli nie byłam, ale chyba to chyba o tej miejscowości pisze koleżanka.

            W Kackar wybieramy się, ale na pieszą 10 dniową wycieczkę pod koniec lipca.
            Możecie dołączyć, będzie nas sporo, jeszcze nigdy nie łaziłam po górach w 20 osób!

            Nie jestem dobrą osoba do radzenia, gdzie się wybrać, po pierwsze sama nie
            zwiedziłam w tamtym rejonie zbyt wiele (wszelkie ambitne trasy zawsze się nam
            kurczą, bo ja nie wydalam po prostu). Wybieramy trasę ze względu na rekomendację
            mojego chłopaka czy przewodnika, zawsze jest jakiś cel, ale on nie jest
            najważniejszy, a czasami może zawieść oczekiwania, ja tam się cieszę ze
            wszystkiego między punktem A i B - słoneczko, widoki, przyjaźni ludzie w małej
            wiosce, smaczne jedzenie, satysfakcja, że się gdzieś dojechało, gdziekolwiek by
            się nie pojechało, to na pewno będzie fajniesmile


          • kiranna Re: Camping w Turcji 21.05.09, 12:05
            Niedawno wrocilam z wyprawy trzypokoleniowej z moimi rodzicami i
            synkiem, wiec samochodem nie rowerami, ale moze komus przyda sie
            garsc swiezych informacji smile

            Ze Stambulu pojechalismy przez Bolu autostrada TEM,
            pierwszy nocleg w lezacym kiedys na Jedwabnym Szlaku miasteczku
            Safranbolu
            , obecnie znajdujacym sie pod ochrona UNESCO, a
            slynnym ze swej architektury, szafranu i pysznego lokum. Perelka
            turystyczna, jak dla mnie smile Zatrzymalismy sie w prowadzonym przez
            mloda rodzine pensjonacie "Bastoncu Konağı" zaraz przy muzeum
            Kaymakamlar Evi, ktore koniecznie trzeba zwiedzic. Miasteczko jest
            bardzo popularne wsrod Japonczykowi, wszedzie sa napisy w ich jezyku
            oraz po ang, oczywiscie. Hotelikow, pensjonatow, restauracyjek i
            sklepow z rekodzielem i lokum w Safranbolu jest zatrzesienie. No i
            zabytki smile Spokojnie mozna tam spedzic 2-3 dni i traktowac jako baze
            wypadowa do okolic - taksowki maja specjalne cenniki.
            W poblizu jest trzypietrowa jaskinia Bulak z niesamowitymi
            stalaktytami i stalagmitami o najdziwniejszych ksztaltach. Malo
            popularna jeszcze, bo dopiero 6 lat temu z wielu km podziemi
            udostepniono turystom ok. 400 m srodkowego pietra. Podobno
            liczy sobie ok. 15 mln lat.
            Kilka km od miasteczka znajduja sie tez swietnie zachowane akwedukty
            rzymskie w glebokim wawozie z wodospadami oraz çeşme, z ktorej
            mozna napic sie czysciutkiej wody gorskiej. Pyszna! Jazda przez
            okoliczne wioski - tez fajna.
            Przed Karabük zaraz przy trasie sa czynne kopalnie i haldy czarnego
            wegla - atrakcja, jesli ktos wczesniej nie widzial.

            Nastepny nocleg mielismy w liczacej sobie 5000 lat Amasrze
            nad M. Czarnym, slynnej z licznych restauracyjek rybnych, ale po
            swietnie odrestaurowanym Safranbolu nieco rozczarowujacej. Warto
            wybrac sie w rejs statkiem i obejrzec z poziomu morza miasteczko z
            dwoma portami, gdyz polozone jest na dwoch spietych mostem wyspach.
            Jesli zbierze sie grupa 15 osob bilet na wiekszy statek kosztuje 4
            TL. Czas nas gonil, wiec skorzystalismy z zaproszenia kapitana i
            poplynelismy mniejsza lodka za 60 TL/godz. (zabiera maks. 8 osob) -
            w cenie opowiesci i legendy o miasteczku oraz kawa i herbata smile
            Kapitan Bedri jak wiekszosc Turkow uwielbia dzieciaki i przygotowal
            mojemu synkowi niespodzianke - lowienie ryb na morzu. Zlapaly sie 2
            malenstwa, ktore wypuscilismy z powrotem do mamy, ale inicjacje
            rybacka syn ma juz za soba i jest z tego bardzo dumny wink
            Latem w Amasrze sa czynne piaszczyste plaze publiczne i tlumy
            miejscowych turystow. Nie oczarowalo mnie to miasteczko i raczej
            tam nie wroce, ale sam dojazd i panorama wybrzeza M.Czarnego z
            wysepkami oraz rejs - niezapomniane smile
            Na drugi dzien zjazd w strone Bolu do slynnego jez. Abant
            , ktore mozna obejsc dookola pieszo (7.5 km), objechac dorozka
            za 30-40 TL albo samochodem. Latem i w weekendy sa tam tlumy, wjazd
            platny. Na terenie sa 2 duze hotele i domki, w ktorych zaproponowano
            nam nocleg za 190 TL (poza sezonem!) lub 130 bez ogrzewania - nie
            skorzystalismy i dobrze sie stalo, bo w poszukiwaniu noclegu
            zjechalismy z gory do Mudurnu z postojami co pare minut na
            zdjecia - panorama taka, ze az dech zapiera i tam w 150-letnim
            konaku zamienionym na hotel przezylismy mala przygode metafizyczna,
            ktora opisze pozniej wink

            Rano ruszylismy w droge w kierunku Bursy i przypadkowo
            odkrylismy jeszcze piekniejsze jezioro Sünnet, ktore dopiero
            jest przygotowywane pod turystyke, droga poszerzana, by mogly minac
            sie tam bezpiecznie dwa samochody, co nie przeszkadza gminie
            pobierac oplate za wjazd taka sama jak w Abancie wink
            Jakies 9 km wglab lasu, jadac polna droga znajduje sie wioska o tej
            samej nazwie i tu po raz pierwszy zrobilo mi sie nieswojo, mimo
            ogromnego zaufania do Turkow, bo mialo sie wrazenie, ze czas sie tam
            zatrzymal ze 100 lat temu, a sami mieszkancy dawno wymarli. Zywej
            duszy na ulicy, choc pogoda piekna. Domy drewniane, dawno nie
            odnawiane, na wpol zapadniete, chyba ani jednego murowanego.
            Najblizsza wioska w promieniu kilku km. Na widok jakiegos mezczyzny
            w zagrodzie, zdziwionego mocno naszym widokiem, szybko zawrocilam
            na "glowna" droge, czyli krzywo wyasfaltowany jeden pas.
            Po kilku godzinach jazdy bocznymi, ale za to bardzo malowniczymi i
            bez TİR-ow drogami dotarlismy w okolice Adapazari, a dalej
            do İznika, slynnego z ceramiki i starozytnych swietnie
            zachowanych murow obronnych wokol miasta oraz innych zabytkow,
            ktorych nie opisuje, wszystko jest w przwodnikach smile Jesli ktos
            chcialby kupic tutaj te cudne kolorowe wyroby ceramiczne, ktorych
            pelno w sklepach z pamiatkami w TR, to jednak polecam Sultanahmet -
            wybor znacznie wiekszy, a ceny takie same, jesli nie nizsze.

            Pod wieczor dotarlismy do Bursy, gdzie troche mialam pietra,
            bo bylam tam ostatni raz jakies 7-8 lat temu i nie za bardzo
            pamietalam gdzie co jest. Przypomnielismy sobie tez co to miejskie
            korki i tlum ludzi na ulicach wink Mijajac smetnie po drodze hoteliki,
            pod ktorymi nie bylo gdzie sie zatrzymac, a robilo sie coraz
            ciemniej, rozwazalismy juz odwrot i nocna jazde do Stambulu. W koncu
            udalo sie nam wszystko znalezc, z przyzwoitym, niedrogim noclegiem
            wlacznie. Stres wynagrodzily nam rano zabytki, a przede wszystkim
            wspanialy Zielony Meczet (Yeşil Cami) - chyba najpiekniejszy ze
            wszystkich, jakie widzialam w swoim zyciu oraz najsmaczniejszy
            iskender jaki jadlam w TR. Po raz pierwszy udalo mi sie przelknac
            cala porcje baraniego kebabu, ktory wreszcie nie smierdzial capem wink
            Wieczorem - powrot do Stambulu promem. Pogoda dopisala i pod
            koniec podrozy panorama miasta wraz z wyspami ukazala nam sie w
            pelnej krasie lekko zachodzacego slonca smile

            ***
            Wycieczke na pewno kiedys powtorze, byc moze nie w calosci, ale
            mozna ja podzielic na kilka 1-2 dn. wypadow. Na calej trasie widoki
            nieziemskie, przelecze, wodospady, jeziora gorskie, lasy, a w Bolu
            mialo sie wrazenie, ze doslownie utoniemy w chmurach (jest specjalne
            swietlne oznaczenie wzdluz autostrady, bo widocznosc jest prawie
            zerowa). Pamietac trzeba, ze to teren gorzysty, gdzie miejscami
            predkosc samochodu drastycznie spadala o 1/3, wiec rowerami moze byc
            trudno przejechac.
            Na niektorych odcinkach drogi drugorzedowe i wiejskie zakrecone sa
            jak serpentyny i tak waskie, ze 2 samochody nie przejada, a z boku
            przepasc. Wiem teraz po co jest "Allah korusun" na samochodach, bo
            miejscowi jada na pamiec i skoro ruch niewielki to grzeja ile
            wlezie, mimo ze kompletnie nie widac czy ktos nie jedzie z
            naprzeciwka uncertain

            Uwaga - droga przez Karabük do Amasry jest obecnie poszerzana, wiec
            lepiej jechac przez Devrek na Zonguldak, jest tam bardzo dobrej
            jakosci droga szybkiego ruchu.
            Powazna przebudowa (kilkanascie km) jest tez na drodze z
            Mudurnu do Göynük - jedzie sie po piachu, uciekajac przed
            ciezarowkami, ktore probuja lawirowac wsrod rozkopow i nie zwazaja
            na jakies tam samochody osobowe wink W koncu nie bylam pewna czy nie
            wjechalam po prostu na plac budowy, ale robotnicy zapewnili nas, ze
            to jest wlasciwa droga, zaznaczona na mapie. Niedlugo bedzie tam
            wygodna szosa po dwa pasy w kazda strone, w pieknej okolicy, wzdluz
            gorskiego wartkiego potoku, bez szalonych pagorkow, wiec polecana
            dla rowerzystow. Tamtedy wlasnie mozna dojechac do np. jez. Sünnet.
            Jestem pewna ze za kilka lat bedzie o nim rownie glosno jak o
            Abancie.
            Noclegi - z racji rozpietosci wiekowej naszej rodziny, odpadaly
            warunki mocno spartanskie. Nie wiem czy sa w tych okolicach jakies
            campingi i pola namiotowe, pewnie tak. Moge polecic kilka fajnych
            hoteli, cenowo znosnych, 20-30 TL/os ze sniadaniem (w sezonie
            drozej!). Cenniki z przewodnikow trzeba mnozyc razy 2 i to po
            targach - korzystalam z "Turcji" Korsaka z 2003r. i Lonely Planet.
            • agata.wielgolaska Re: Camping w Turcji 21.05.09, 16:43
              olgalami, kiranno, jestem pod wrażeniem smile wszystkie informacje bardzo mi się
              przydadzą, już od dawna wybieram się do Safranbolu i Amasry, a w Bursie będę w
              połowie czerwca (jeśli nie uda mi się znaleźć taniego noclegu, zgłoszę się po radę).
              wielkie dzięki!
              • kiranna Re: Camping w Turcji 22.05.09, 10:31
                jasne, nie ma sprawy smile zazwyczaj nie robimy zadnych rezerwacji,
                zatrzymujemy sie tam gdzie nam sie podoba, wizualnie i cenowo wink
                szkoda czasu na szukanie adresu.
                w bursie nocowalismy w dzielnicy çekirge - w okolicy byl doslownie
                hotel na hotelu. wszystkie (3wink) przeze mnie odwiedzone w podobnej
                cenie, 65-80 TL za dwojke ze sniadaniem. nie wiem jakie sa ceny
                noclegow w centrum w poblizu zabytkow, bo nie dane mi bylo znalezc
                miejsca na zaparkowanie na 5 min sad

                a ja jestem pod wrazeniem twojego blogu, agatko, wczoraj zarwalam
                pol nocy na czytanie. juz wiem czego jeszcze nie widzialam w
                stambule - kuzguncuk. jade tam! big_grin
                • agata.wielgolaska Re: Camping w Turcji 27.05.09, 08:15
                  pocieszylas mnie tym, ze hotel na hotelu. w takim razie jade w ciemno smile
                  a gdybys wybierala sie do Kuzguncuk, daj znac, moze uda sie spotkac (mieszkam w
                  sumie niedaleko). w ogole bardzo lubie te okolice, z Cengelkoy na czele smile
                  pozdrawiam
              • schwinn1 Re: Camping w Turcji 25.05.09, 14:08
                dziękuję za odpowiedzi. w region który opisała Kiranna to raczej
                innym razem bo chyba zaczniemy od Amasya i ruszymy na połnoc i
                wschód. po drodze też wyczytałam jaskinie (a ta opisana wyżej tez
                jest zachęciająca-ale innym razem).
                od miejsca startu na oko tak liczyłam ok 750-800 km "do mety", ale w
                praniu może wyjść pewnie i z 1000 km. nie przejmujemy się bo (prawie)
                zawsze możemy wsiąść w autobus i podjechać. góry mogą być
                przerażajace ale przecież niemal po każdym podjeździe jest zjazd wink
                mam nadzieję że wyjazd dojdzie do skutku (mąż czeka na pozwolenie na
                urlop) i uda się zobaczyć wiele ciekawych miejsc wink
            • kiranna historia z Mudurnu ;) 22.05.09, 10:54
              Wycieczki nie uwaza sie za udana bez przygody z dreszczykiem wink
              Jak pisalam wczesniej w Mudurnu nocowalismy w 150-letnim konaku,
              czyli rodzaju willi drewnianej, charakterystycznej dla tego regionu.
              Jest to obecnie dostojny, odrestaurowany dwupietrowy hotel, podobno
              byly o nim programy w tureckiej TV - nazywa sie Keyvanlar Konağı i
              tak wyglada: www.keyvanlarkonagi.com/index.html a w
              rzeczywistosci jeszcze ladniej.
              Polozony z dala od glownej drogi w gorzystej okolicy wsrod nieco
              zapuszczonych innych "konakow" i waziutkich, brukowanych uliczek nad
              wiejskim potoczkiem. Widok tylez malowniczy co troche straszny,
              zwlaszcza pod wieczor, gdy swiatla ulic gasna wink
              Przywital nas tam posepny pan Turek, pokazal piekne duze pokoje
              wygladajace niemal jak te muzealne z Safranbolu i podal przystepna
              cene po moich "drobnych naciskach". Zdecydowalismy sie na nocleg. W
              restauracji na parterze siedzialo kilka osob, bawily sie dzieci,
              wszystko wygladalo ok, poszlismy wiec na wieczorny rodzinny spacer
              po miasteczku.
              Po powrocie okazalo sie, ze jestesmy jedynymi goscmi tego hotelu,
              poza nami zywej duszy, swiatla wszedzie przygaszone, a nieliczny i
              tak personel poszedl do domu. Ok, nie ma sprawy, damy sobie rade.
              Wlaczono specjalnie dla nas kaloryfery i ciepla wode oraz swiatlo na
              naszym pietrze. Poszlismy do swoich pokoi.
              Na kazdych drzwiach zwraca uwage mosiezna tabliczka z imieniem i
              nazwiskiem ktoregos z dawnych wlascicieli domu, zas przy glownym
              wejsciu znajduje sie pamiatkowa tablica z ich zdjeciami sprzed lat
              kilkudziesieciu. Przejrzalam je pobieznie, czytanie historii rodu
              zostawiajac sobie na rano. Cos mnie jednak tknelo i spytalam Pana
              Posepnego o to czy potomkowie tych ludzi prowadza teraz hotel, na co
              odparl, ze nie, wszyscy dawno zmarli. On z kims jeszcze odkupil dom
              od fundacji, wyremontowali kilka lat temu i otworzyli hotel.
              Ten fakt i samo wejscie na drugie pietro pustego, ogromnego,
              niedoswietlonego i jakby nie bylo kiedys cudzego domu, wzbudzilo
              moje lekkie irracjonalne zaniepokojenie wink To byl dom z jakas
              historia, tajemnica. Absolutnie nie czulo sie tutaj atmosfery hotelu
              czy pensjonatu jak w podobnym konaku w Safranbolu, w ktorym tez
              chyba ktos kiedys mieszkal.
              Wysmialam w duchu zabobony i przesady, umylismy sie (lazienki w
              tych konakach to tez osobliwosc, bo wygladaja jak schowane w
              drewnianej szafie, wbudowanej w sciane na wysokosci pol metra od
              podlogi smile sa na zdjeciach na www), przebralismy w pizamy, dziecko
              zapakowalam do lozka, a sama wzielam sie za przygotowanie trasy na
              dzien nastepny. Jednak nie dane mi bylo skupic sie .
              Za oknami z firankami, ktorych nie dalo sie do konca zaslonic,
              wyzierala ciemnosc. Oczami wyobrazni widzialam te sasiednie
              zaniedbane domy, za dnia wygladajace na zamieszkale, wiec skad ta
              ciemnosc? Moze ktos nas obserwuje, wyjrzalam. Jedna uliczka w oddali
              byla lekko oswietlona i na niej zauwazylam idaca starsza kobiete w
              czarszafie, ktora nagle stanela, odwrocila sie, spojrzala w moja
              strone, po czym zaczela biec, kustykajac na boki i zniknela za
              drzwiami jakiegos domu. Uciekla jakby zobaczyla ducha, przyszlo mi
              na mysl i juz wyobraznia zaczela pracowac pelna para wink))
              Zrobilo mi sie nieswojo, wlaczylam TV, zeby nie siedziec w ciszy i
              wiecej swiatla, ktore zaczelo jakby lekko migotac. Na wszeki wypadek
              pomodlilam sie w duchu za tych zmarlych wlascicieli, co z tego, ze
              muzulmanow - w koncu Bog i tak jest jeden wink
              Synkowi tez cos nie pasowalo, bo krecil sie i wiercil, nie mogac
              zasnac. W koncu za sciana uslyszalam glosy moich rodzicow, ktorzy
              jak sie okazalo tez wyjatkowo o tej porze nie spia. Poszlismy do
              nich i uslyszalam, ze przepadla gdzies karta do aparatu ze
              wszystkimi zdjeciami z Safranbolu, jaskni i akweduktow sad To byla
              pierwsza nieprzyjemna wiadomosc w tym domu.
              Druga czekala nad ranem, gdy o 5.00 zbudzil mnie krzyk syna. Jego
              poduszka i przesciaradlo byly czerwone, dostal krwotoku z nosa.
              Udalo sie nam to jakos zatamowac, ale zanim doszedl do lazienki,
              pobrudzil czesc pokoju. İ choc zdarzaja sie mu czasem kwrotoki
              zwiazane ze zmiana cisnienia, to pierwsze co przyszlo mi na mysl to
              to, ze ten dom nie lubi dzieci… Nie wiem dlaczego akurat to
              pomyslalam...
              Jakos dospalismy do rana, potem zeszlismy na sniadanie (przepyszne
              zreszta), gdzie przywital nas Pan Posepny, tym razem zdecydowanie
              wygladajacy juz na szczesliwszego.
              Przed odjazdem popedzilam do tej tablicy ze zdjeciami, by poczytac o
              ostatnich mieszkancach i okazalo sie, ze dom ten prawie 100 lat
              temu kupila zamozna rodzina z trojka dzieci, z ktorych dwoje zmarlo
              w dosc mlodym wieku. Tylko jeden syn przezyl, dostal dobre
              wyksztalcenie, ozenil sie i zamieszkal tu wraz z zona u boku swoich
              rodzicow. Jednak po 12 latach nieszczesliwego pozycia para
              bezdzietnie rozstala sie! Przypuszczam, ze powodem tego nieszczescia
              byl wlasnie brak dzieci i byc moze naciski ze strony tesciow, ktorzy
              rowniez tam mieszkali. Mezczyzna nigdy wiecej sie nie ozenil.
              Po smierci ostatnich mieszkancow dom przejela byla synowa jako
              jedyna spadkobierczyni. Gdy wyszla ponownie za maz i wyjechala do
              innego miasta, nikt tam juz nie zamieszkal, o ile dobrze pamietam.
              Przed smiercia przekazala opuszczony "konak" w latach 90-tych
              jakiejs fundacji. Po kilkunastu latach odkupili go obecni
              wlasciciele...

              Nie jestem pewna czy ta historia robi dobra reklame obecnie
              mieszczacemu sie tam hotelowi… W kazdym razie nie ma jej na stronie
              www. Przed odjazdem mialam ochote wrocic na gore i sprawdzic czyje
              imie nosil nasz pokoj wink Nie zrobilam tego, nie wiem czemu, ale moze
              kiedys wysle do nich maila i spytam...

              • kiranna Re: historia z Mudurnu ;) 22.05.09, 11:11
                przypomnialo mi sie wlasnie, ze slad po naszej wizycie zostanie tam
                na dlugo. nie w postaci poplamionej powloczki, bo te mozna zawsze
                doprac lub wyrzucic, ale moje dziecko zaraz po przyjezdzie niechcacy
                odcisnelo slad swojego bucika w swiezo wybetonowanej alejce
                prowadzacej do wejscia hotelu wink

                sorki, ze sie wam wcielam do watku z campingami smile
                • olgalami Re: historia z Mudurnu ;) 22.05.09, 18:19
                  W takim stylu, to wcinaj się Kiranno do wolismile

                  Uwielbiam się bać, w Turcji nikt mnie jeszcze nie uraczył opowieściami o
                  duchach, nawet znajome babcie znajomych tutaj jakoś twardo stąpają po ziemi,
                  może przez ten ich ateizm-komunizm...
              • magdaod Re: historia z Mudurnu ;) 22.05.09, 14:09
                O rany, Aniu, ale historia... Czytajac mialam gesia skorke... Czyta
                sie z wypiekami na twarzy, ale nie jestem do konca pewna czy
                chcialabym tam byc, wiedzac, ze wyobraznia w takich sytuacjach
                zaczyna pracowac na maksymalnych obrotach wink

                Pozdrawiam z dreszczykiem wink
                • kiranna Re: historia z Mudurnu ;) 22.05.09, 23:07
                  Postrasze was wobec tego jeszcze troche, bo samej przed chwila
                  zrobilo mi sie dziwnie po przeczytaniu pewnego tekstu wink
                  Jak wiecie, do Mudurnu na nocleg trafilismy przypadkiem, gdy zrobilo
                  sie pozno i trzeba bylo pomyslec o spaniu, a "konak" polecila nam
                  spotkana po drodze osoba. Do dzis nie wiedzialam, ze to tak slynne
                  miejsce, o ktorym jest 17 stron w Googlach.

                  Cos mi kazalo szukac dzis szczegolowych informacji w necie o
                  pierwszych wlascicielach domu... Pamietalam na 100%, ze na tablicy
                  napisane bylo, iz para rozstala sie bezdzietnie po 12 latach
                  nieszczesliwego pozycia, ze ogolnie ludzie umierali w tej rodzinie
                  we wczesnym wieku, najczesciej tez bezpotomnie i ze konak w koncu
                  przekazany zostal fundacji, a ostatnia spadkobierczyni juz nie zyje.
                  Reszta pi razy drzwi i to mnie meczylo wink
                  Po sprawdzeniu xxx linkow w koncu trafilam na bloga pewnej
                  Turczynki, ktora 2 lata temu podobnie jak my spedzila tam noc z
                  mezem i dziecmi.
                  Robilo mi sie coraz cieplej, gdy czytalam jej opis - ona rowniez
                  miala dziwne przeczucia w tym hotelu, a na jej zdjeciach widnial ten
                  sam pokoj, ktory mi sie trafil, a raczej wybral go moj syn! Na
                  pietrze sa tylko 4 pokoje i kazdy obejrzalam, wiec to na pewno byl
                  ten sam ze zdjecia, narozny, z duzym lozkiem i tv w rogu. Okazalo
                  sie, ze nazwany byl imieniem tego nieszczesliwego meza...

                  Dziewczyna napisala, iz lezac w lozku i patrzac w sufit (a konaki
                  maja bardzo charakterystyczne, dekorowane drewniane sufity) czula
                  wewnetrznie, iz musial byc on swiadkiem nieszczesc. İ podobnie jak
                  ja dopiero rano poznala tragiczna historie tej rodziny i poczula sie
                  dziwnie majac w pamieci nocne odczucia...

                  Okazalo sie tez, ze zapamietala ciut wiecej z historii tej rodziny,
                  wiec sprostuje moj poprzedni opis. Nieszczesliwa zona byla
                  jednoczesnie siostra cioteczna mezczyzny (czyli slub w rodzinie) i
                  ze mial on tez rodzona siostre, ktora wyjechala do Ankary i zostala
                  matka dwojki dzieci, ale juz jej dzieci potomstwa sie nie doczekaly
                  i zmarly przed nia. I to wlasnie ona po smierci mieszkancow domu, a
                  nie byla synowa jak napisalam wczesniej, zostala jedyna dziedziczka
                  domu.

                  Rezultat ten sam - spadkobiercow brak, domem zajela sie fundacja, a
                  teraz jest hotel, w ktorym ludzie o silniejszej intuicji wyczuwaja
                  negatywne wibracje... Sciany i przedmioty tez podobno maja pamiec wink

                  Co prawda ja nie czulam tam realnego zagrozenia ani strachu, raczej
                  niepokoj, ale przemknelo mi wtedy przez mysl, ze nie wiadomo czy
                  poprzedni wlasciciele zyczyliby sobie, by w ich domu urzadzono
                  kiedys hotel, gdzie moze wejsc kazdy kto zaplaci. Niektorzy ludzie
                  maja bardzo silna wiez ze swoim domostwem, traktujac je jak twierdze
                  i azyl i nie lubia jak ktos obcy im sie placze po katach wink Moze i
                  ten czlowiek byl taki wlasnie za zycia?

                  Jakies nieszczescie jest wpisane w ten dom (klatwa? wink), bo
                  znalazlam takze informacje, ze obecni wlasciciele sa niezadowoleni z
                  przychodow, gdyz Mudurnu nie jest jeszcze zbyt znane jako
                  miejscowosc turystyczna i ludzie najczesciej tedy tylko przejezdzaja
                  lub zwiedzaja miasteczko, nie zatrzymujac sie na nocleg. Dlatego tez
                  w sezonie zimowym hotel stoi zamkniety na cztery spusty.


                  ha ha skonczylam pisac ten tekst rowno o polnocy wink przypadek?
                  moze...


                  tu link do bloga Turczynki:
                  akcahan.blogspot.com/2007/09/hafta-sonundanmudurnu-konaklar.html
                  • grazynanowa Re: historia z Mudurnu ;) 23.05.09, 10:22
                    Kiranno ,nie bylo mnie pare dni na forum ,ale dzisiaj jak juz
                    doszlam do Twojego watku ,to czytalam..czytalam.... i moglabym
                    jeszcze dluzej czytac!!! tak bardzo wciagnela mnie Twoja
                    opowiesc ,bardzo interesujaco opisane , gratuluje i czekam na dalsze
                    opowiesci ,z malym dreszczykiem smile
                    Pozdrawiam cieplutko
                    • kiranna Re: historia z Mudurnu ;) 26.05.09, 23:40
                      smile jak mi sie znow cos przytrafi nie omieszkam napisac. teraz smiac
                      mi sie chce z tej przygody, chociaz wtedy do smiechu raczej nie
                      bylo wink
Pełna wersja