rosalba
30.05.06, 15:34
Jest tak:
B.ch. wziął mnie na krótką rozmowę (dziś jedna z naszych rocznic).
1. chcemy dalej sie przyjaźnić, mimo tego jak się rozstaliśmy.
2. on chce żebym była szczęśliwa i znalazła sobie faceta.
3. ja nie mam pretensji o inną.
4. on zobowiązał się do zdjęcia wszystkich moich erotycznych obrazów ze scian.
5. on rozumie że cierpię i chce mi pomóc (na razie nie wie jak)
6. ja szanuje jego decyzję.
7. w ogóle mamy się dalej spotykac na kawie.
No bo co on jest winien, że inna lepiej do niego pasuje? Nic.
Co tamta jest winna? Nic. Że jej sie spodobał, to nie dziwne...
Widać taki mój los...
Lepiej się pogodzić i życ w pokoju i spokoju, niż płakać i rzucac w siebie
przedmiotami, nie?