krambambulia
29.01.07, 13:03
www.gazetawyborcza.pl/1,78162,3872550.html?as=2&ias=3&startsz=x
Czytam właśnie o depresji wśród dzieci i młodzieży, jakoś tak wyszło że
wczoraj akurat miałam niefajne przejścia z własną rodziną.
Zabawne, że miałam wszystkie objawy depresji zanim poszłam do przedszkola.
A moja rodzina, moja matka, nigdy nie przyjęli do wiadomości, że nie chcę żyć
w nienormalnych warunkach. Nawet małe dziecko czuje, że z rodziną cos jest nie
tak.
Wczoraj matka włamała mi się do mieszkania. Oczywiście uznała, że to jak żyję,
z kim sie spotykam (lub nie), czym sie interesuję, co robię i gdzie pracuję,
jas "niedopuszczalne". "Staczam się". Zostawiła list, w którym pisze, że
"przecież jestem jej jedynym dzieckiem".
Mam pytanie.
Czy matka, która nie interesuje się dzieckiem przez lata, bije je, nie podaje
leków, gdy jest chore, izoluje wbrew jego woli od ojca, mówi dziecku, że jest
przyczyną wszystkich nieszczęść, narzuca córce własny sposób życia, a
najchętniej by córkę ostrzygła na zapałkę i zmieniła jej orientację sksualną
(!), ma prawo ządać dla siebie szacunku?
Kurwa mać, nie robię nikomu krzywdy. Chcę mieć tylko spokój. Z daleka od
awantur i jadu nienawiści wobec mojego Taty.
Chcę normalności. Za duzo?