widokzmarsa
07.04.08, 17:45
Siedziała na sąsiednim łóżku naga i patrzyła na mnie z uśmiechem. Czy mogę
przyjść do ciebie, nie będziesz spał? – zapytała. Jej jedwabista skóra
delikatnie odbijała światło stojącej na stole świecy. No nie wiem, -
odpowiedziałem przekornie. Wiedziałem, że i tak zaraz przyjdzie, ciepła,
pachnąca i otoczy mnie sobą aż zagubię się w otchłani rozkosznego zapomnienia.
Mam przyjść? – powtórzyła patrząc na mnie wesoło a jej zielone oczy radośnie
błyskały spod kruczoczarnych włosów. – Jestem zmęczony, sam już nie wiem, -
przekomarzałem się ale nie marzyłem o niczym innym tylko o tym by już była
przy mnie. Siedziała obok, tuż tuż, jak zawsze piękna a jej wydawałoby się
spokojna twarz obiecywała tak wiele. Wiedziałem to, znałem to, kochałem to. To
jak, mogę przyjść? Mogę? – zapytała ponownie a ja znów zrobiłem zmęczoną minę
i ze smutkiem zmrużyłem oczy.
I w tym momencie zadzwonił budzik i mnie obudził. Żebym się zesrał to i tak
nie będę w stanie opisać wspaniałości i jakości detali tego snu. No kurwa,
tylko dlaczego, głupi palant, dlaczego jej nie kazałem przyjść od razu???
Debil. Gdybym tak zrobił, spędziłbym z nią ze 3 minuty zanim bym się obudził!!
Okropne. To nie było jak sen. Nie połapałem się że jest młoda. Że nie ma
zmarszczek, że jest gładka jak tyłek niemowlaka – a taka była jak ją poznałem.
Miała na twarzy wyraz uwielbienia, radości i zapomnienia, jaki mają zakochane
na śmierć kobiety gotowe skoczyć w ogień dla każdej zachcianki swojego
mężczyzny. A ja zamiast zjeść całą potrawę i poprosić o wielokrotne dokładki
przekomarzałem się z nią jak z dobrze wyszkoloną kelnerką z w luksusowej knajpie
No i chuj z mojego poranka ....