taka sytuacja

04.11.08, 22:15
załóżcie sobie, że jesteście młodym małżeństwem dwa lata po ślubie,
ale mieszkaliscie ze sobą przed ślubem już kilka lat. No można
powiedziec że się poznaliście. Wasza sytuacja mateialna jest bardzo
przyzwoita, w sumie do szczęścia brakuje tylko dziecka.
Zdawaliście sobie sprawę już długo przed ślubem, że Wasz
partner/partnerka jest osobą o innym temperamencie, innych
zainteresowaniach i innym podejściu do życia, krotko mówiąc widziały
gały co brały.
Ale te dwa lata po ślubie macie tego nagle dość i każecie tej osobie
się zmienić. Osoba próbuje sie zmienić i nawet trochę się jej to
udaje i nawet Wy to widzicie, ale jednak ciagle coś jest nie tak i
macie już tak męza/żony dosc, że każecie jemu/jej iśc precz na
wynajętą kawalerkę.
Przed rodziną utrzymujecie, że nadal tę osobę kochacie i małżenstwo
jest do uratowania, ale wlasciwie nie wiadomo jak to miałoby się
stać.
Jak myślicie - o co w tym wszystkim chodzi?
    • morfeusz_1 Re: taka sytuacja 04.11.08, 22:20
      marta.uparta napisała:


      > Przed rodziną utrzymujecie, że nadal tę osobę kochacie i małżenstwo
      > jest do uratowania, ale wlasciwie nie wiadomo jak to miałoby się
      > stać.
      > Jak myślicie - o co w tym wszystkim chodzi?


      Wiadomo,że jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze
      Napewno intercyzy nie spisali,a teraz się jazda zaczyna wink
      • marta.uparta Re: taka sytuacja 04.11.08, 22:25
        własciwie mimo tak długiego wspólnego bycia razem nie macie
        wspólnego majątku. Mieszkanie całkowicie wyposażone kupili Wam
        rodzice przed ślubem, więc w świetle prawa po ew rozwodzie
        współmałżonek nie ma tutaj sobie czego rościć. Każde z Was pracuje i
        zarabia przyzwoite pieniądze ale macie oddzielne konta i każdy
        jakieś tam swoje oszczędności.
        Tu nie chodzi raczej o pieniądze, no na pewno nie wprost.
    • vandikia Re: taka sytuacja 04.11.08, 22:28
      o przyzwyczajenie
      o niemożność podjecia decyzji
      o lęk przed porażką zyciową
      może jedna strona nie chce i szantażuje emocjonalnie drugą
      wygasło uczucie, ale gdzieś tam tli się szansa na utrzymanie


      o różne rzeczy może chodzić, dziwi tylko to, ze mieszkali razem przed ślubem
      kilka lat
      bo mieszkanie razem wiele zmienia
      • marta.uparta Re: taka sytuacja 04.11.08, 22:40
        no własnie, mnie też to dziwi, bo przeciez ten związek trwa już 7
        lat, z czego 5 lat wspolnego mieszkania. I sprawiali wrażenie bardzo
        dobranego i bardzo kochających się.
        czy naprawde lęk przed "spowszednieniem" może być przyczyną rozpadu
        związku? czy to, że partner jest minimalistą, a ona chce więcej od
        życia może sprawić że ma się go juz tak dosyć? Ze on nie ma cyt "w
        sobie pasji", to znaczy że juz nic z tego nie będzie?

        albo ja nie rozumiem młodszego pokolenia albo mam tradycyjny pogląd
        na małżeństwo, no po prostu w głowie mi się nie mieści, że można tak
        łatwo te wspólne lata przekreślic z takich powodów.
    • raduch Re: taka sytuacja 04.11.08, 22:40
      O co? O kompletne niezrozumienie na czym polega partnerstwo.
      Co to w ogóle ma znaczyć "każecie tej osobie się zmienić"? Już
      pomijam to, że sama taka przemiana jest niewykonalna. Dosłownie
      jakby ktoś nagle kazał mi stać się wysokim, brązowookim blondynem.
      Ale już mniejsza z tym, że to nonsens. Się pytam jakim prawem mi to
      nakazuje?
      • marta.uparta Re: taka sytuacja 04.11.08, 22:44
        no że niby od tego zalezy Wasza wspólna przyszłość.
        Też uwazam że to brak zrozumienia czym jest małżeństwo i w ogóle
        brak dojrzałosci. Tylko się zastanawiam, czy ta sprawa może miec
        drugie dno.
        • raduch Re: taka sytuacja 04.11.08, 22:55
          Drugie dno? A po co? To jedno dno w zupełności wystarczy.
          Tak instrumentalnie potraktowany uciekłbym z takiego domu z
          krzykiem...
          Albo nie, raczej bez krzyku, za to z poczuciem ulgi.
          • marta.uparta Re: taka sytuacja 04.11.08, 23:03
            toteż i mój szwagier to uczynił, powiem więcej, zwolnił się z roboty
            i od stycznia wyjeżdza do innego miasta rozpocząc nowe życie. Tylko
            biedak nie wie, o co tej wariatce, mojej siostrze tak naprawdę
            chodzi. Zal mi go bo on ją ciągle kocha, ale ona jest taka zacięta,
            że on nie wie juz co robić.
            • raduch Re: taka sytuacja 04.11.08, 23:22
              Morze atramentu wylano na opis tzw. toksycznych związków. To co ja
              mogę... Zapytam: to inne miasto to aby dość daleko?
              • marta.uparta Re: taka sytuacja 04.11.08, 23:27
                no z pińćset kilometrów bedzie.
                • raduch Re: taka sytuacja 04.11.08, 23:44
                  A ja wiem czy to wystarczy? Może tak, może nie. Zostawmy to.
                  Marta, ja już tyle razy to pisałem, że nie wiem, czy znowu
                  powinienem. smile
                  Emocjonalnie kobiety są bardziej złożone i silniejsze. Na pewno
                  silniejsze. Jak taka pani zechce, to sobie faceta podporządkuje,
                  weźmie pod pantofel, zgnębi, czy jak to tam określać. Tylko po co?
                  Satysfakcja jakaś z tego? Coś udowodni? Wyższa się poczuje?
                  Zatriumfuje? Eeeee, wątpliwe.
                  Analogicznie, jako silniejszy fizycznie mogę tę przewagę wykorzystać
                  i kobiecie przylać. Nie robię tego, bo... no własnie. Po co? To jest
                  to dno, o którym pisałem wyżej. Ale ja tylko elektryk jestem, na
                  psychologii się nie znam. suspicious
                  • marta.uparta Re: taka sytuacja 04.11.08, 23:53
                    a mnie się wydaje, że jej by się lanie porządne przydało. Bo w
                    zasadzie w tym małżeństwie to ona była zawsze tą strona aktywniejszą
                    i dominującą, i na pewno przez te wspólne lata to raczej ona go
                    urobiła pod niektóre swoje oczekiwania niż odwrotnie, chociaż nie
                    powiedziałabym że szwagier to pantoflarz.
                    • raduch Re: taka sytuacja 05.11.08, 00:07
                      Nie zrozumieliśmy się. Lanie - może i tak. No to jej przylej, jak
                      potrafisz. Od brata tego nie wymagaj.
    • istna Re: taka sytuacja 04.11.08, 23:10
      Jeżeli nagle każemy tej drugiej osobie się zmienić, to znaczy, że jesteśmy idiotami.
    • lena_zet pojebane to 04.11.08, 23:25
      w ogóle ludzie powinni się szanować wzajemnie i tolerować.Nie włazic jeden
      drugiemu na łeb, mieć jakieś pasje, zainteresowania i nie próbować tej drugiej
      osoby zmieniać na siłę qrwa.Takie jest moje zdanie.Faktycznie nie psai to fru,
      ale jak pasiło to co-nagle nie pasi?Bezsensu.A już właśnie najgorsza
      obłuda-niech se inni myślą, ze niby jesteśmy ze sobą szczęśliwi i sie kochamy,
      no ja pierdolę.Moze za bardzo sie oburzam, ale troszkę mi to wszystko znajome,
      oczywiście nie w tym sensie, ale jakieś tam już doświadczenie mamsmile
      • marta.uparta Re: pojebane to 04.11.08, 23:33
        no ale tutaj argumentem był ten własnie brak wspólnych
        zainteresowań, że ona chciała to i tamto, a on wolał w domu i przed
        komputerem. Jak mu to zarzuciła, to on nawet komputer wyprowadził z
        domu. Tylko nie chciał na tenis zapisać czy coś w tym stylu.
        • lena_zet Re: pojebane to 04.11.08, 23:40
          a co to, od kiedy trzeba mieć wspólne zainteresowania?Ok-super je mieć, ale dla
          mnie to żadna tragedia,jeśli każde robi coś innego, byleby im to przyjemność
          sprawiało.Zresztą nie wiem Martuś, ja to takie ostatnio przemyslenia mam, że
          normalnie mam ochotę rozpędzic sie i jak to był?pierdolnąć głową w ścianę, tak?smile
        • vandikia Re: pojebane to 05.11.08, 10:53
          Nie wiem marta na ile byl u niego komputer, a u niej robienie czegos na siłę,
          ale biorąc pod uwage wlasne doswiadczenia to moge Ci powiedziec, ze ciagle
          siedzenie faceta przed kompem i brak reakcji na prosby partnerki, brak ochoty na
          cokolwiek innego moze doprowadzic do ostrej frustracji, a nawet do rozpadu zwiazku.

          W sumie to Twoja siostra, opisujesz ją dość negatywnie, ale czy jesteś w 100%
          pewna jak wyglądało ich życie codzienne i czy faktycznie jezeli mąż nie bije i
          nie pije to dziewczyna ma skakac do gory?

          Tak jak pisalam wczoraj - dziwi tylko te kilka lat mieszkania razem, bo mieli
          okazje sie poznac jezeli trwalo to 5 lat, ale moze nie wiemy czegos na co oni
          sie umawiali. A czesto faceci są tacy, ze biorą sie za siebie, lub za zwiazek
          jak im sie grunt pod nogami pali. A zwiazek wymaga pracy 2 osob.
          • marta.uparta Re: pojebane to 05.11.08, 11:19
            kocham moją siostrę, ale mam wrażenie, że w tej sytuacji to ona jest
            stroną bardziej winną. Jej mąż miał pracę dobrze płatną, ale
            siedział w pracy do wieczora, a często po pracy pracował przy kompie
            nad jakimiś projektami. Narzekał na swoją pracę, bo szef traktował
            go jak niewolnika i wiem, że to było przyczyną spięć między nimi, bo
            siostra uważała, że powinin rzucić tę robotę w cholerę. w tygodniu
            to oni faktycznie duzo czasu dla siebie nie mieli, ale weekendy
            spędzali razem, ciagle gdzieś wyjeżdżali, albo imprezowali, w każdym
            razie przez te lata nie narzekała.
            Kryzys wystąpił nagle gdzieś pół roku temu, kiedy szwagier już raz
            się wyprowadził (na jej życzenie), potem się pogodzili, ale ostatnio
            znowu to samo. I pytana o przyczyny tego kryzysu - a sama podkreśla
            ze to ona miała już dość, podaje tysiąc powodów, ale wszystkie dla
            mnie są mętne - mąż nie ma w sobie pasji, brak mu tempramentu,
            wiecznie narzeka, jest minimalistą i dalej w tym duchu. a przez
            poprzednie 7 lat jakos nie było takich problemów.
            Więc nie wiem, czy to nagle w niej nastąpiła taka przemiana, czy
            może przez cały czas mydliła nam oczy mówiąć jake to jej małzeńtwo
            jest udane, czy jeszcze coś innego.
            Najbardziej żal mi mamy, bardzo to przeżywa, najpierw umarł tata,
            teraz małzeństwo jej córki wali się w gruzy, a dla mamy wartości
            rodzinne zawsze miały duże znaczenie.
            • vandikia Re: pojebane to 05.11.08, 11:23
              Rozumiem, a można wiedzieć ile lat ma siostra? No jeżeli to były sprawy służbowe
              i praca na kompie, to trochę inaczej - chociaż to naprawdę może być dołujące
              również dla strony, która to obserwuje. Pomyśl sobie - cały tydzień żyją osobno,
              a weekend spędzają razem, ja wiem że jest wiele takich rodzin, bo praca itd.. no
              ale może jej to w pewnym momencie zaczęło doskwierać.

              Bywa tez tak, że coś nie przeszkadza, ale człowiek się cały czas rozwija i
              jeżeli jedna strona podąża tym rytmem, a druga się zatrzymuje, to też może być
              przyczyną rozpadu związku.

              Nie bronię jej, ale staram się spojrzeć z drugiej strony na sytuację.
              Brak dziecka też może odgrywać rolę w tym, że im nie wyszło, bo po pewnym czasie
              zamiast super rodziny jest pustka.
              • marta.uparta Re: pojebane to 05.11.08, 11:40
                siostra ma 31 lat, szwagier też. Wiem, że z dzieckiem "próbowali",
                ale coś im to zachodzenie w ciążę nie wychodziło, ale z drugiej
                strony nic nie robiła, żeby sprawdzić dlaczego. Myślę, że w ostatnim
                czasie, jak zaczęły sie ich problemy małżeńskie to chyba nawet było
                jej to na rękę, bo po co dziecko z kimś na kim przestaje zależeć.

                Jak mówiłam jej że tego nei rozumiem, to dostałam zjebkę, że jestem
                konserwatywna i prezentuje własnie takie myślenie " że jak nie pije
                i nie bije to dobry mąż". A przeciez nie ma ludzi idealnie
                dobranych - małżeństwo to sztuka ciągłego kompromisu, docierania
                się, akceptowania niektórych wad itd. Takze zaciskania zebów i
                wspólnego przechodzenia tych kryzysów, a nie wywalania faceta z domu
                bo narzeka na pracę.
                • vandikia Re: pojebane to 05.11.08, 11:59
                  Nie każdy wytrzymuje kryzysy i nie każdy jest na tyle silny, żeby sobie z tym
                  poradzić smile
                  Będą teraz daleko od siebie, jeżeli się naprawdę kochają to wrócą, jak nie to
                  mają szansę na ułozenie sobie życia od początku.
                  A zmartwienie Twojej mamy i Twoje akurat rozumiem i może właśnie dlatego siostra
                  udawała, że jest wszystko OK? Tyle, że nie można żyć tylko tak, żeby ktoś się
                  nie martwił, tylko w zgodzie ze sobą. Trudne to wszystko, mam nadzieję że sobie
                  wszyscy to jakoś poukładacie.
                • marta.uparta Re: pojebane to 05.11.08, 12:04
                  zwłaszcza że szwagier to naprawdę porządny facet, może trochę
                  ograniczony (no ale moja siostra tez do najbystrzejszych nie
                  należy), ale bardzo, ale to naprawdę mega odpowiedzialny, ciepły,
                  wrażliwy, uczuciowy. Żaden gbur czy odludek.
              • pszczolaasia Re: pojebane to 05.11.08, 14:51
                >bo po pewnym czasie
                >zamiast super rodziny jest pustka.

                pozwole sie niezgodzic. u nas nigdy takiego odczucia nie bylo a pomimo braku
                dzieci bylismy malzenstwem 12 lat a przed slubem sie tyz kupe lat znalismy. no
                ale moze dlatego ze na glowie stawalismy zeby te dzieci jednak miec.
                • vandikia Re: pojebane to 05.11.08, 14:56
                  No widzisz, cały czas dążyliście do tego, to Was spajało. Chociaz to tylko moja
                  teoria smile Wiadomo, ze są malzenstwa gdzie tych dzieci nie bedzie - z wyboru i
                  sie razem trzymają.
                  Tak sie sklada, ze ostatnio jestem swiadkiem lub uczestnikiem rozmow nt. rodziny
                  i wlasnie brak dzieci rowna sie pustka wg tych ludzi w wielu przypadkach, a
                  dzieci dla bardzo wielu są sensem zycia i gwarantem związku - jakkolwiek dziwnie
                  i źle może to zabrzmieć.
                  • pszczolaasia Re: pojebane to 05.11.08, 15:10
                    to powiedz im, ze nie moga do tego doprowadzic. nie moze tak byc...dla nas to
                    byla sparwa pierwszorzedna, ale to nie bylo wsio Vandzia. ja uwielbiam mojego
                    Chlopa jest dla mnie najwazniejsza rzecza w moim zyciu (tylko mu o tem nie
                    mow!big_grin) i dla mnie priorytetem bylo i jest zycie z nim. choc byl taki moment ze
                    powiedzialam mu zeby sie ze mna rozwiodl i znalazl taka co mu da potomkow... na
                    szczescie mi nie wpieprzyl za ta propozycji choc po oczach widzialam ze byl
                    bliskibig_grin dzieci to sparwa byla i jest baaaaaaaaardzo wazna. bardzo bardzo
                    bardzo- sama wiesz jak bo Ci pisalam i mowilam. ale on i zycie z nim
                    najwazniejsze. z tego co wiem on mysli o tem podobniewink jeszczebig_grin
                    a jak chca to moge dac im telefon do czlowieka ktory nam pomogl.
                    • vandikia Re: pojebane to 05.11.08, 15:38
                      Pewnie wiesz jakie masz szczęście. Niesamowita jesteś. Zazdroszczę bardzo i oby
                      się Wam dalej dobrze wiodło.
            • pszczolaasia ma kogos? 05.11.08, 14:36
              mąż nie ma w sobie pasji, brak mu tempramentu,
              > wiecznie narzeka, jest minimalistą i dalej w tym duchu. a przez
              > poprzednie 7 lat jakos nie było takich problemów.
    • six_a Re: taka sytuacja 04.11.08, 23:34
      jak zwykle o to samo, zachowanie wizerunku świętego i znalezienie
      kozła ofiarnego.
      nihil novi
    • sjena1 Re: taka sytuacja 04.11.08, 23:44
      na moją intuicję to ona ma kogos innego i tyle
      • marta.uparta Re: taka sytuacja 04.11.08, 23:56
        powiem Ci, że jak analizuję tę sytuację to coraz bardziej się do
        takiej myśli zbliżam, a reszta to jak napisała Sixa - robienie z
        faceta kozła ofiarnego.
        • niedzwiedzica_sousie Re: taka sytuacja 05.11.08, 10:00
          a ja myślę, że ona ma problem sama ze sobą, albo jest sfrustrowana
          albo znudzona - np. pracą, sama nie potrafi sobie znaleźć miejsca i
          sensu w życiu, coś jej nie pasuje, więc najłatwiej było jej
          stwierdzić, że to mąż jej nie pasuje. Że nowa miłość wniosłaby w jej
          życie sens i pasję. Prawda jest taka, że jak w sobie tego sensu nie
          znajdzie, to nikt z zewnątrz też jej go nie nada. No chyba że
          dziecko. Dziecko nadaje sens zyciu.
          • to-wlasnie-ja Re: taka sytuacja 05.11.08, 10:47
            A ja mysle, ze skonczyl sie ten pierwszy etap milosci, gdy na wiele niepasujacych tak naprawde rzeczy przymyka sie oczy( w tym przypadku charakter, temperament i zainteresowania ) , czeka i wierzy , ze to sie zmieni.Bo motylki w brzuchu do tej pory wystarczaja. Potem juz nie wystarczaja,wiec zmusza sie partnera do tego , aby sie zmienil, partner glupieje, jesli bardzo mu zalezy, to zmienic sie probuje, ale to wciaz nie to , wiec zmiany niewiele daja. Ona czuje sie zmeczona i zniechecona ciaglym inicjowaniem dzialan. Potem, byc moze, spotyka sie inna osobe i nagle zyje sie nadzieja,ze to wlasnie ten i czasami tak bywa,choc nie zawsze.Czesto wowczas dochodzi do rozwodu, bo obecny partner jest raczej na straconej pozycji.
            Nie wiem, czy tak ostro bym, oceniala Twoja siostre.
            • marta.uparta Re: taka sytuacja 05.11.08, 11:24
              myślisz że nie ma już dla nich szansy?
              • to-wlasnie-ja Re: taka sytuacja 05.11.08, 11:51
                Tego nikt Ci nie powie. Ja bym szczerze pogadala z siostra, ale tak na spokojnie. Sadze, ze ona sie obawia komentarzy i krytyki z waszej strony, tym bardziej, ze maz nie bije, nie pije , kocha wiec czego ona chce, prawda? A przeciez kazdy ma prawo do bledow.
                Po prostu jej wysluchaj i sama przemysl to , co powie. Nie uwazam, ze to malzenstwo nie ma szans, ale to tylko moja opinia oparta zaledwie na fragmencie , ktory opowiedzialas.
            • niedzwiedzica_sousie Re: taka sytuacja 05.11.08, 11:54
              myślę, że ten pierwszy etap kończy się dużo wczesniej niż po 7
              latach!!!
              • to-wlasnie-ja Re: taka sytuacja 05.11.08, 12:19
                Napisalam, co sie dzieje pozniej.Mysle, ze siostra Marty mogla probowac dopasowac , szukac kompromisow , tworzyc ten zwiazek przez siedem lat. W koncu powiedziala dosc . Ma do tego prawo. Natomiast uwazam, ze w tym przypadku decydowanie sie na dziecko, ktore ma nadac sens malzenstwu to duzo nieodpowiedzialnosc.
                Zreszta , tak naprawde mozemy jedynie gdybac .Kazdy z nas patrzy na te sytuacje przez pryzmat wlasnych zwiazkow i doswiadczen. Siostra Marty nie jest mloda , bezmyslna gowniara. Mysle, ze oboje wiele razy rozmawiali, probowali. Byc moze im sie uda, byc moze nie. Uwazam, ze jesli nie, to jednak lepiej sie rozejsc i to teraz a nie za pare lat, ja juz dziecko by sie pojawilo a oni oboje meczyli by sie w nieudanym zwiazku .
                • niedzwiedzica_sousie Re: taka sytuacja 05.11.08, 13:30
                  ja broń boże nie miałam na myśli, że w tej sytuacji dziecko będzie
                  rozwiązaniem. pisałam ogólnie o sensie życia.
                  • anus-hka Re: taka sytuacja 05.11.08, 14:31
                    ..znaczy jak dziecka nie ma to i sensu nie ma???
                    • niedzwiedzica_sousie Re: taka sytuacja 05.11.08, 14:50
                      jezu, czy wam już trzeba wszystko łopatologicznie? smile)))))
                      może być milion innych sensów niż dziecko, najprostszy przykład -
                      duchowni. Ale i zwykły człowiek może się realizować na wiele
                      sposobów i czuć satysfakcję z zycia, dziecka nie posiadając.
                      ale jak nie ma sensu a dziecko się pojawi, to sens najczęściej też
                      przychodzi.
                      Tak jak głęboka wiara w boga nadaje życiu sens (na przykład), tak i
                      posiadanie dziecka, automatycznie
    • veeto1 Re: taka sytuacja 05.11.08, 12:30
      Zakładam, że w związku nie pojawiła się żadna trzecia osoba.
      Sama napisałaś "widziały gałyco brały".
      Każde z partnerów liczyło, że to drugie da się jakoś przerobić na
      swoje. Skoro jednak nie udało się to przed ślubem, to papierek tego
      też nie załatwi - i najwyraźniej nie załatwił.
      Trochę to może świadczyć o braku szerszego spojrzenia przez każdą ze
      stron. Być może któreś z partnerów nie jest dojrzałe do udźwignięcia
      odpowiedzialności za związek w postaci pełnej rodziny, przy czym
      wiek tu nie ma żadnego znaczenia. Być może strach związany z
      dożywotnim obowiązkiem, bo niestety dziecko niezależnie czy malutkie
      czy całkiem dojrzałe zawsze łączy się z określonymi zobowiązaniami.
      To co w tej sprawie najbardziej daje do myślenia, to fakt "wykopania
      do kawalerki" i ukrywanie prawdy przed rodziną.
      Dochodzi bowiem element trwania w zakłamaniu, co w żadnym stopniu
      nie pozwala na cementowanie związku.
      Moim ulubionym sposobem na trzeźwą ocenę sytuacji jest kartka
      papieru podzielona na 2 kolumny "za" i "przeciw", zrobienie
      szczerego bilansu przez każdą ze stron i szczera rozmowa. Jeśli
      partnerzy potrafią otworzyć się przed sobą i zrobić taki rachunek
      sumienia najpierw osobno, a potem wspólnie rozważyć owe za i przeciw
      jest duża szansa na porozumienie i znalezienie wyjścia z impasu.
      • niedzwiedzica_sousie Re: taka sytuacja 05.11.08, 13:32
        może być też taka opcja, że na początku byli dopasowani, ale przez
        te 7 lat każde rozwinęło się w inną stronę. przecież ludzie sie
        zmieniają.
        • veeto1 Re: taka sytuacja 05.11.08, 13:41
          Zrozumiałam, że pewne niedopasowanie było od początku.
          • niedzwiedzica_sousie Re: taka sytuacja 05.11.08, 14:06
            to tak jakby istniały pary idealnie dopasowane.
    • alpepe Re: taka sytuacja 05.11.08, 12:34
      to teraz ja smile, sjena i ty jesteście imho na dobrej drodze, tyle, że dla mnie
      to tam jest może na razie tylko zauroczenie siostry kimś innym. Niekoniecznie
      ona kogoś realnego zna i tyle. Acha no i moim zdaniem to człowiek dopiero po 30.
      dojrzewa, a jeśli piszesz, że oni tak długo ze sobą są, to podejrzewam, że to
      pierwszy taki superpoważny związek twojej siostry. Najlepiej byłoby jej
      powiedzieć, że ona jest dziecinna ze swoim podejściem i przez swoje zaślepienie
      niszczy małżeństwo, przekreśla tyle dobrych lat razem, ale ona nie posłucha, bo
      jest najmądrzejsza, mądrzejsza od męża, mądrzejsza od Ciebie, mądrzejsza od
      wszystkich.
    • aguszak Re: taka sytuacja 05.11.08, 15:34
      Może chodzi o to, że ta osoba, która zainicjowała to "rozejście się"
      ma kogoś na boku i to tylko taki pretekst z tą zmianą (bo wiadomo,
      że człowiek nie zmieni się nagle i radykalnie tylko dlatego, że ktoś
      tak chce) - nie zmienił się, to niech wypierd..., bo to oznacza, że
      mnie nie kocha, skoro nie był w stanie - a tak naprawdę po cichu
      mamy pozamiatane i czyste pole do popisu...?
    • kryzysowa_narzeczona75 Re: taka sytuacja 12.11.08, 09:45
      No to teraz ja...
      Ja jestem zwolenniczka teorii, ze kazdy zwiazek musi ewaluowac, rozwijac sie, bo
      inaczej dopada ludzi stagnacja, no i taki marazm. No i chyba tak jest w
      przypadku twojej siostry i jej meza. Wiesz... ja nawet jestem w stanie zrozumiec
      twoja siostre, bo najwidoczniej ona sie zmienila, zaczela miec inne wymagania,
      oczekiwania a widzi, ze jej malzonek stoi w miejscu i nie idzie w tym samym
      kierunku co ona. I tak sie zastanawiam, czy taki wstrzas nie wyjdzie im tak
      naprawde na dobre. Z tego, co napisalas wywnioskowalam, ze pod wplywem kryzysu
      szwagier rzucil prace, ktorej nie cierpial i wyjezdza do innego miasta. No to ma
      facet jaja i taki kryzys dal mu niezlego kopa, do zmian, na ktore byc moze w
      zyciu by sie nie odwazyl. Mysle, ze nie ma co okreslac, kto jest bardziej winny.
      Nie wina twojej siostry, ze nagle zaczela inaczej postrzegac rzeczywistosc i
      zmienily jej sie oczekiwania (rzecz naturalna). Nie wina twojego szwagra, ze nie
      potrafil/nie chcial dostosowac sie do obecnych wymagan swojej zony. Nie wiem,
      czy fakt, ze mieszkalo sie z kims 5 lat przed slubem jest gwarancja, ze ludzie
      poznali sie jak lyse konie. Z wiekiem zmieniaja nam sie priorytety i oczekiwania
      wzgledem i partnera i osob z naszego otoczenia. A jesli nie znajdzie sie
      jakiegos "zlotego srodka", to efekt jest jaki jest. Wg mnie podjeli decyzje,
      ktore moga byc dla nich dobre pod kazdym wzgledem. Albo na odleglosc przemysla
      pewne sprawy i zweryfikuja swoje poglady i oczekiwania i wroca do siebie, albo
      zwiazek sie rozpadnie, co najpewniej i tak w przyszlosci okaze sie czyms
      najlepszym, co mogli dla siebie zrobic.
      No i to jest kurde taki dziwny lajf. Mialo byc pieknie, a wyszlo jak zwykle wink
      Marta, prawda stara jak swiat - ich zycie. Kazde rozstanie jest porazka, ale nie
      kazde rozstanie jest bledem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja